Zdarzyło mi się kiedyś pracować w całkiem renomowanym liceum. Uczyłam wtedy maturalną klasę, do której chodziła dziewczyna na początku kariery aktorskiej. Zaczęła grać w serialu i w związku z tym opuszczała lekcje. Jej polonistka oczekiwała, że zostanie poparta w pokoju lektorskim i da radę doprowadzić do ukarania jej za tak dużą absencję. Spodziewała się wydalenia ze szkoły, bo nie chciała pozwolić lasce zaliczać zaległych klasówek.
Opadła mi szczęka i postanowiłam to odpowiednio skomentować jako totalną bzdurę, bo moim zdaniem nieobecności były usprawiedliwione. Dziewczyna nie stoczyła się, nie stała pod budką z piwem w czasie lekcji, tylko pracowała. Pracowała na swoją przyszłość w zawodzie, bo takie propozycje się nie powtarzają, szczególnie dla kogoś w tym wieku bez szkoły aktorskiej. Albo się wejdzie do zawodu, w momencie kiedy ma się ten fart, że wygra się kasting, albo nie. Dziewczyna harowała na to szczęście całe liceum. Oczywiście nie dotyczy to celebryckich supergwiazd, ale to nie był to przypadek tej laski. Nie była z aktorskiej rodziny, ani nikim z tabloidów czy czasopism, żeby spodziewać się, że będą za nią ganiali producenci z ciekawymi propozycjami.
Zupełnie nie rozumiałam, jak można ją chcieć ukarać za usprawiedliwione nieobecności w sytuacji, kiedy młody człowiek pracuje na swoją przyszłość. Nie oszukujmy się, prawdziwe życie jest poza murami szkoły i dopiero tam zdobywa się kompetencje, które naprawdę liczą się w dorosłym życiu. Większość rzeczy, które mi ratują skórę zawodowo i prywatnie to rzeczy, których nie nauczyłam się od nauczycieli. To są przeczytane poza programem książki, dyskusje ze specjalistami, dopytywanie znajomych i szukanie wiedzy na własną rękę.
Argumentem, które chyba przekonało grono pedagogiczne, było, że jakby co to młoda aktorka i tak ucieknie do szkoły prywatnej i tam zda maturę, do której jej nie chciano dopuścić. Więc i tak wyjdzie na swoje. Wiele osób uczących się w tym elitarnym liceum – a było to jeszcze przed reformą egzaminów maturalnych, dzięku którym są obiektywne, chociaż i tak zdarzają się egzaminatorom błędy – spierdalało przed egzaminami do szkoły prywatnej, która funkcjonowała przy CKU, czyli liceum dla pracujących dorosłych, do której oprócz młodzieży, która uciekała z pokracznego toksycznego systemu, chodzili zawsze muzycy oraz sportowcy. Doskonale zaliczając egzaminy przed gronem nauczycielskim, które chyba wszystko widziało i niczemu się nie dziwiło, bo również przychodzili tam na egzaminy w obstawie policji ludzie z aresztu śledczego i więzienia.
Młoda aktorka usłyszała od wychowawczyni, że ma swojej anglistce podziękować za uratowanie tyłka. No cóż, interwencja wydawała mi się oczywista, bo jakiś głos rozsądku w tym morzu tępoty był potrzebny. A zaległe testy i egzaminy laska zaliczyła sama.
Oczywiście powyższa historia wcale nie sprawiła, że zacząłem bardziej podziwiać typowych przedstawicieli mojego zawodu. Zresztą tępienie młodych artystów widziałam też w innej szkole.
Meh!