Wojna religijna

Moja katechetka była z Opus Dei i uczyła nas wielu rzeczy. Między innymi, że powinniśmy słuchać schizofreników, których Kościół nazywa „świętymi”. Stawiała za wzór Izaaka, który posłusznie dałby się zabić ojcu, który usłyszał „wolę Boga”, że ma go złożyć w ofierze. Czymś, co równie mnie zgorszyło był fakt, że jak najbardziej poważnie mówiła o nadal trwającej wojnie religijnej.

Cała moje życie potwierdza, że miała rację i że Kościół nadal uważa, że powinien walczyć o przywództwo nad światem. Mają też obowiązek dbać o to, aby jak najwięcej dusz „zbawić”. Weźmy przykład mojego dawnego faceta, Michała. Nigdy nie został ochrzczony, bo to był warunek jego matki, która zresztą tak samo jako ojciec przeżyła bardzo dużo złego z rąk Opus Dei. Ona podobnie jak ja miała już w dzieciństwie wyznaczonego przez Opus Dei przyszłego małżonka schizofrenika. Ja przed swoim uciekam całe życie i nie udało mi się wyjść za mąż. Mama Michała miała więcej szczęścia wyszła za mąż i urodziła dziecko już po czterdziestce. Ale przynajmniej wyszła za osobę, którą sobie sama wybrała. Mnie Opus Dei tak dokładnie obstawiło i otoczyła kłamstwami, że pomimo kilku narzeczonych nie udało mi się wyjść za mąż. Ale nawet jako stara baba nie zaakceptuję Romana.

Ale wróćmy do rodziny Michała oraz wojny religijnej. Rodzice Michała oraz on sam mieli złudzenie, że ich problemy z Opus Dei nie oznaczają, że nie mogą przyjaźnić się z ludźmi religijnymi. Byli bardzo naiwni. W ramach „nawracania” i pilnowania, aby wszystkie dzieci były ochrzczone mój były jak się okazało miał przyjaciela księdza. Z mojego punktu widzenia bardzo duża nieostrożność. Nie tylko stracił osobę, z którą był zaręczony, a która była poganką, ale jakoś tak się okazało, że gdy ożenił się z laską, która go zechciała, nie tylko wziął ślub kościelny, ale też ochrzcił swoje dzieci. Po doświadczeniach jego mamy!!! Zresztą okazało się być błędem, bo Opus Dei mu tych dzieci o mało nie zakatowało na śmierć. Dzieci nie, ale zakatowało jednak skutecznie jego mamę. Z tego, co udało mi się ustalić, miała podobnie jak mój przyjaciel formę raka, którą dałoby się wyleczyć. Pranie mózgu wytworzyło w niej jednak przekonanie, że cierpi na tak zaawansowanego raka, że nie ma sensu go leczyć. Została zniszczona psychicznie tak bardzo, że popełniła samobójstwo.

Mama Michała była za ładna i czasowo jej mąż był na zagranicznym kontrakcie. Mama Michała jako kobieta mieszkająca sama została uznana przez wariatów z Opus Dei za kurwę i wykonano na niej wyrok śmierci. Dodatkowo wkurwiło ich, że mieszka zbyt ładnie i ma w mieszkaniu wszystko. Opus Dei bardzo lubi zaszczuwać ludzi tak dokładnie i terroryzować ich, że sami popełniają samobójstwo. Jest to powód, dlaczego rodzina Michała już się z kilkoma osobami z fandomu nie przyjaźni. Bo są to schizofrenicy podszyci zawiścią, na podstawie której doznają silnych urojeń.

A ksiądz „przyjaciel” uciekł i nie ma po nic śladu.

Ja wolę nie kontaktować się z ludźmi zbyt blisko związanymi z Kościołem. Nie wyobrażam sobie utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z jakimkolwiek księdzem. A z osobami z rodziny Ryszarda i Romana nie miałam szczęśliwie kontaktów od czasu podstawówki. Pomijam napady na mnie w czasie konwentów, czy inne napady, terror czy pranie mózgu u mnie w pracy. Jeżeli z nimi rozmawiałam, to tylko dlatego, że w czasie wcześniejszego napadu straciłam pamięć i próbowałam się dowiedzieć, kim są. Gdy orientowałam z kim mam do czynienia, zrywałam kontakt.

To jest znana sprawa, że ludzie z Opus Dei niszczą pogan, metali i ateistów. Lubię robić tak, że ci się sami zabijają. Nie ukrywali tego przede mną, bo uznali mnie na podstawie urojeń jednej wariatki za kogoś, kto chce być w ich sekcie. Jedyne, co mogę zrobić, to ostrzegać przed nimi. Musicie złożyć apostazje tak szybko jak się da, bo inaczej uważają, że mają prawo was terroryzować w ramach prowadzenia akcji korekcyjnych postawy. Chroni przed nimi tylko brak chrztu lub apostazja. Wszyscy z nich to wariaci (pewien mój znajomy psychiatra wie o tym najlepiej, ale i tak w pewnym momencie dał im się nabrać), ale nie przeszkadza to tej organizacji działać w regularnych strukturach Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Opus Dei ma bardzo zła opinię u kryminologów i psychiatrów. Mam prawo pisać o swoich doświadczeniach. Wojna religijna nigdy się nie skończy, bo Kościół uważa, że ma prawo ludzi „nawracać”. Mnie to nawracanie wyszło już bokiem i wolę uniknąć sytuacji, kiedy ktoś będzie zabiegał o to, abym cofnęła apostazję. Nie ma takiej możliwości. Dlatego w życiu nie będę się kontaktować z kimś z Opus Dei czy Kościoła. Tylko desperaci czy samobójcy mają przyjaciół księży.

Przy czym uwaga – możecie być szczególnie groźnie zaatakowani, jeśli tylko grozicie apostazją. To moje doświadczenie. O wiele lepiej złożyć ją po cichu i najwyżej po tym upublicznić, a nie zapowiadać w ramach krytyki Kościoła czy Opus Dei.

I nawet jeśli jacyś ludzie Kościoła są zdrowie psychicznie, to ich i tak lepiej ich unikać, bo wokół Kościoła krążą tabuny schizofreników i maniaków religijnych (tak wynika z badań naukowych), którzy są ich głównym źródłem informacji na każdy temat. A także jako „święci” uznawani są osoby, które nawet powinny przewodzić. Do tego w kościelnej doktrynie nie ma miejsca na psychiatrię. Jest zamiast niej „życie duchowe” oraz opętani i święci. W związku z tym z reguły nie wątpi się w słowa schizofreników i są podawani za przykład. Z reguły też ludzie wybierający karierę kościelną są raczej głupsi niż reszta społeczeństwa. Bo ludzie religijni są głupsi od religijnych.

Mam też dosyć schizofreników, którzy twierdzą, że wiedzą, że powinnam dać się złożyć w ofierze (czyli popełnić samobójstwo) i zostawić im majątek po śmierci. Mam zamiast, jeśli się uda, żyć bardzo długo. I wcale im nie zostawię im po śmierci, bo nie nazywam się Izaak i wcale nie zamierzam słuchać się schizofrenicznego przybranego „nowego ojca”.

Z tym samobójstwem nie żartuję, przyjaciele ledwo mnie odratowali po zaszczuciu przez Opus Dei. Naprawdę terror niszczy psychikę i zabija. A i tak latami wychodziłam z syndromu sztokholmskiego i odzyskiwałam pamięć.

Ale wiem, że zaszczuwanie przez Opus Dei nigdy się nie kończy. Starają się człowieka kontrolować do śmierci, dokładnie tak jak robią schizofrenicy ze swoimi urojeniami i obsesjami. Nawet zdrowi ludzie z tej organizacji kierują się tym, co mówi jakiś wariat.

Różne wersje

Tak się składa, że prześladujący mnie gang rozpowiada o mnie nie dające się pogodzić wersje. Z jednej strony miałam niby wyjechać do Stanów i być szczęśliwa. A dolarowe przelewy ze Stanów są dla „najlepszych przyjaciół”. Inna wersja głosi, że pieniądze przesyłana na konto Nycza są dla Renaty. Bo należy się jej „odszkodowanie”.

Ja uważam, że to mnie należy się odszkodowanie. Bo ukradzione pieniądze to tantiemy za pewne kompozycje i spółki autorskie.

Jeszcze inna wersja jest taka, że jestem „chorą psychicznie żoną Romana” z amnezją i on może dysponować wszystkim, co mam, wraz z założonym przez Nycza kontem.

Jest to absolutnie nieprawdziwa wersja i bardzo proszę, aby wszystkie sprawy mnie dotyczące omawiać ze mną, a nie prześladującym mnie klerem, który koniecznie chce, abym potwierdziła „świętość Barbary” oraz moje „nawrócenie”. Dla tych ludzi to, że mam być „żoną Romana” jest aksjomatem, tak wierzą w to, że jestem ubezwłasnowolniona.

Mogę jedynie to skomentować w taki sposób – kurwa mać, gówno prawda. Widzimy się w Sądzie. To samo mówiłam na początku lat dziewięćdziesiątych, ale złodzieje i oszuści z cała premedytacją zaszczuli mnie i zakatowali do tego stopnia, że straciłam pamięć i nie mogłam odpowiednio z gangiem schizofreników odpowiednio walczyć.

Mam nadzieję, że uczciwi ludzie, którzy się przypadkiem w to zapłatami, będą wiedzieli, co robić. Bo ani Ryszard nie jest moim ojcem, ani Barbara nie jest moją matką, ani Roman mężem.

Z tym, że kler, jak zwykle, ma bardzo lepkie paluchy.

Konto walutowe

Tak się składa, że z dwoma Amerykanami weszłam w spółkę autorską. Jak najbardziej nie chcieli mnie skrzywdzić, tylko przelewać tantiemy na moje konto walutowe. Absolutnie nie wiem, jak to się stało, że nagle zaczął mnie „reprezentować” Nycz. I okazało się, ze „dla mnie” założył konto walutowe, złodziej.

Odpowiedziałam, że jak najbardziej potrafię sobie sama założyć konto i to zrobiłam, ale od tamtej pory nie udało mi się dopchać do moich znajomych Amerykanów i według tego, co się dowiedziałam, przez dekady przelewali pieniądze na to konto Nycza.

Okazało się, że założył to konto i nim zarządza, święcie przekonany, że schizofrenik Roman to mój mąż i że mnie prawidłowo ubezwłasnowolnił. Roman sobie żyje tych pieniędzy wypłacanych po trochu bardzo wygodnie i udaje bogacza. Przy czym oczywiście nie zobaczyłam z tych pieniędzy ani złotówki. Nie miałam za co zafundować mamie operacji zaćmy, gdy po pierwszej się przewróciła i soczewki się zrolowały. Nie mam też za co sobie zoperować oczu po ataku schizofrenika na jedno oko.

Jestem panną, nigdy nie byłam nie byłam związana z Romanem i nigdy nie byłam ubezwłasnowolniona. Nie dam dostępu do konta, które niby było założone „dla mnie”. Zawsze się dzieją takie „cuda” kiedy w sprawę wmieszają się schizofrenicy. Ale mam zamiar wszystko przetrwać i w końcu pójść do Sądu. Wiem, że Amerykanie poszli już do Sądu w Stanach. Sprawa czeka tylko, aż się lepiej poczuję i będę mogła zeznawać.

A dla ludzi, którzy chcą oddać to, co ukradli, oto moje konto w dolarach w Paribas:

Lincz

Tak się składa, że moje źródła doniosły mi, kto zorganizował lincz w moim miejscu pracy, porywając do morderczego lotu fanów z Warszawy. Dopadli mnie oni w miejscu pracy i próbowali terrorem oraz groźbą umieszczenia w psychiatryku, wymóc na mnie, abym oddała za nic swoje mieszkanie schizofreniczce, która mnie prześladuje od dziecka. Nie ukradłam tej piździe żadnego mieszkania. Dodam tylko, że takie urojenia o kradzieżach są całkiem częste u schizofreników takich jak Renata, jej rodzice czy Roman i jego rodzina. Schizofrenicy bardzo często dochodzą do wniosku, że coś należy do nich, bo ich zawiść inspiruje bardzo gwałtowne urojenia tego typu. Wystarczy sam widok jakiegoś przedmiotu i te schizofreniczki bardzo często wpadały do mojego mieszkania, lub odwiedzały moją matkę i wychodziły z czymś, co do mnie należy.

Naprawdę tym schizofrenicznym kurwom nic nie ukradłam, za to one, a także inspiratorka linczu ukradły i zniszczyły mi w życiu bardzo dużo. Ja rozumiem, że ich urojenia dyktują im, że muszą coś ukraść, aby naprawić rzeczywistość, ale ukradzione mi rzeczy naprawdę nigdy do nich nie należały, one też nie powinny przypisywać sobie rzeczy, które ja zrobiłam. Tymi urojeniami o dokonaniach literackich też steruje niestety schizofrenia i także ta choroba decyduje o tym, że pewne idiotki przypisywały sobie moich facetów. A ja miałam być niby tą „złą kurwą”, z której powodu nie układa im się życie, bo zabrałam im jakiegoś narzeczonego. A prawda jest taka, że to one niszczyły mi życie i związki. A za ich niepowodzenia odpowiada wyłącznie nieleczona choroba psychiczna.

Moje mieszkanie to stuprocentowo moje mieszkanie i dostanę akt własności, ale jest to na tyle poważny dokument, że czeka się na niego nawet miesiąc. Gdy już będę go mieć w swoim posiadaniu, rozpocznę odpowiednie kroki prawne, bo ktoś mojej klasy naprawdę nie ma zwyczaju zachowywać się, jak tania kurwa, która wrzaskami próbuje coś osiągnąć po zastraszeniu ludzi. Kwestie sporne rozwiązuje się na sali sądowej.

Biedronka

Bardzo lubię robić zakupy w Biedronce na Dolnej. Robiłam tam zakupy, gdy jeszcze ten sklep nie nazywał się Biedronka. Robili tam zakupy też moi koledzy z Haraldsdóttir. Wariat Roman też tam wtedy pracował. I jak zwykle zaczął mnie atakować. Norwedzy musieli mnie bronić. Basista z naszego zespołu to nie jest Vikernes. I ten zespół to nie był Burzum.

Za to ludzi z Burzum spotkał jeden z moich kolegów, gdy był w Norwegii i pytał mnie po powrocie, skąd ich znam. A znam z koncertu z Progresji, gdzie w ramach wolontariatu pomagałam przy ustawianiu dźwięku. Wiele osób mnie zna właśnie z Progresji. Między innymi dzięki przekazanymi mi pozdrowieniom dowiedziałam, jakie wiele osób plotkuje o mnie za moimi plecami. Szczególnie w Norwegii.

Ataki na mnie Roman kontynuował prawie do lat dwudziestych obecnego wieku. Prowokowało go praktycznie wszystko, a ja zgłaszałam te ataki Policji, tak samo dopisywanie sobie przez niego zakupów spożywczych do mojego paragonu.

Zaatakował mnie także w pracy razem ze swoim gangiem. Okazało się, że jestem obiektem, który zaczął być wychowywany w kwestii, co mi wolno kupować, a czego nie. Usłyszałam, że nie wolno kupować samych warzyw, bo Roman się tym nie naje. Były też zarzuty, że to, co kupuję, nie pojawia się jego lodówce. Nie dziwi mnie, że moje zakupy nie pojawiają się w jego lodówce, bo nie mam z nim nic wspólnego. Nawet nie wiem, gdzie ma tę pierdoloną lodówkę. Ale skoro udaje bogacza to pewnie gdzieś posiada odpowiednio duże mieszkanie.

Przy czym nie. Nie ma mieszkania. Uważa, że mieszka u mnie. Ma urojenia, według których daje mi pieniądze i ma mi wystarczać. A nawet powinno mi zostawać. Zawsze jednak jakoś ląduję z wymaksowanymi kartami oraz na dnie debetu. Przy czym ostatnie moje wyczyny, to efekt syndromu sztokholmskiego, który miał być elementem terapii. Nie mając pieniędzy, miałam „przypomnieć sobie”, że mam męża oraz iść do niego po pieniądze. Ale nie wiem, dlaczego miałabym to zrobić. Po pierwsze nie jest moim mężem i nigdy od tego schizofrenika nie dostałam ani grosza, za to zaczął się domagać ode mnie jakiś przelewów. Oczywiście uznał, że po śmierci Johna oraz później Piotra dostałam jakiś spadek. Nie odpowiadam za jego urojenia, ale z cała powagą i szczerze muszę powiedzieć, że nikt mi nie daje żadnych pieniędzy, żyję tylko z tego, co sama zarobię. A w chwilach krytycznych mogę liczyć tylko na pomoc mojej rodzonej siostry. Oraz banku.

Oprócz spraw związanych z zakupami, byłam szkolona przez wariata także w temacie, co mi wolno nosić. Ogólnie mam jak w krajach arabskich wszystko zakrywać. Szczęśliwie jednak mieszkam w Polsce i mogę w dziki upał zrezygnować z długich spodni oraz t-shirtów z rękawami. Tak, nie mylicie się, Roman to jest właśnie ten wariat z Opus Dei, o którym czasami mówiłam.

Usłyszałam groźbę, że jeśli się nie dostosuję, to Roman opowie wszystkim w sklepie, że jestem kurwą i że doprowadzi do tego, że nie będę mogła robić zakupów w tym sklepie. Bo mi zabronią wejścia do sklepu. Tak się wkurwiłam, że postanowiłam nie robić tam zakupów, ale zostałam przez znajomych i przyjaciół namówiona, abym jednak poszła tam w lato w krótkich spodniach i tank-topie. Roman mnie minął w sklepie bez słowa. I chyba to był jego ostatni dzień pracy.

Znam realia pracy w różnych instytucjach i zawsze w końcu wariat, który odstrasza klientów, zostaje poproszony o odejście. Jeszcze lepiej robi mi się zakupy bez Romana w Biedronce. I bez zaglądania mi do wózka, czy atakowania mnie jako kurwy, czy złodziejki.

Jedyne, co mnie jeszcze niepokoi to fakt, że może nadal jako nieleczony świr próbować u mnie zamieszkać. Ale dzięki sprzętom z Siri w każdej sytuacji będę mogła zadzwonić na numer alarmowy, a moje wcześniejsze doświadczenia wskazują, że wariaci są dosyć szybko usuwani patrol Policji z mieszkania.

Więc próbuję się nie denerwować. Chociaż bez Hydroksyzyny jest ciężko. Powracająca pamięć wypartych traumatycznych wydarzeń to piekło, zwiększone jeszcze przez fałszywe wspomnienia, wmówione przez wariata, które upierał się, że jego urojenia to prawda. I próbował postawić na swoim zastraszając mnie i terroryzując.

Impostor

Przekonanie, że ktoś bardzo lubiany, znany i szanowany nie jest tak naprawdę tą osobą, za którą inni ją biorą, jest bardzo częste wśród schizofreników. Tacy chorzy bardzo często też opowiadają, że znają „tę prawdziwą” aktorkę, pisarkę czy lekarkę. I na tej zasadzie nie jestem podobno osobą, która opublikowała ileś tam tekstów, czy wygrała jakiś konkurs literacki, tylko kimś, kto nie potrafi pisać, lub nawet obsługiwać komputera.

Podobno jestem imbecylem, który urodził się w jakieś wsi pod Gdańskiem i wcale nie jest córką swoich własnych rodziców. Za to oczywiście schizofreniczka opowiadająca, że nie jestem sobą, przypisuje sobie wszystko, co ludzie mówią o mnie dobrego. I bryluje w warszawskim fandomie.

Każda osoba, która myśli, że się przyjaźnię z ludźmi z Avangardy to debil. To są ludzie z mojej podstawówki, co znaczy, że są moimi wrogami i mnie niszczą od zawsze. Nic innego o nich nie mogę powiedzieć.

Tak się składa, że lata temu rozmawiałam z Bretem, który był bardzo niezadowolony ze swojej córki. Ale gdy z nią zaczęłam rozmawiać okazało się, że lubiana przez rodziców dziewczynka jest wredną schizofreniczką, która opowiada, ze córką Breta nie jest córką swoich rodziców, tylko ma urojenia. Tak bardzo przypominało to moją sytuację w podstawówce, że zadziobałam Breta i kazałam mu działać. Całkowicie nie zdawał sobie sprawy, że schizofrenicy, których polubił, zaczęli faktycznie niszczyć jego dziecko, a także nakłaniać jego samego, aby je bezzasadnie na podstawie samych urojeń karał.

Na całe szczęście udało się małą uratować. Naprawdę warto czasem wysłuchać też drugiej strony i zacząć coś weryfikować.

Renata czy inne osoby z mojej podstawówki nigdy nie były moimi przyjaciółmi. I wiem dobrze, że zawsze tylko zastanawiają się, pod jakim pretekstem ukraść kolejne pieniądze, powołując się na mnie i moje potrzeby.

Każda osoba, która daje się im okradać to łoś, z którym nie chcę rozmawiać.

Okulary

Mama Michała powiedziała mi, że nie wie, za co Ryszarda i gang Renaty ją połowicznie oślepił. Mogę tylko podejrzewać, że rozjuszyło Renatę to, że kupiła sobie nowe okulary w Vision Express. Bardzo ich potrzebowała, bo następnego dnia miała wizytę u lekarza medycyny pracy i musiała się liczyć z badaniem wzroku. To badanie jest bardzo pobieżne, ale nie chciała się najeść wstydu. Odkładała nowych okularów od dawna. Każda osoba, która nosi okulary wie, że wada wzroku się zmienia i trzeba też zmieniać okulary.

Mam wrażenie, że Renata w swoich urojeniach mamę Michała, czyli lekarkę pierwszego kontaktu, zaczęła oskarżać o kradzież jakiś pieniędzy. I doszła do wniosku z gangiem, że nie wolno jej wydawać jej żadnych pieniędzy na siebie, tylko ma dawać Renacie. Gang z mojej podstawówki zrobił jej to samo, co mnie i kilku innym osobom, czyli została złapana, a Ryszard strzelił je w jedno oko. Znała go, więc wiedziała, kto za to odpowiada. Facet jest uznany przez Policję za bardzo niebezpiecznego wariata.

Ja także rozdrażniłam gang tym, że sprawiłam sobie nowe okulary. Słyszałam, że nie ma prawa wydawać na siebie. I że jestem kurwą, bo żyję bez męża. Mama Michała też to słyszała. Jeśli chodzi o mamę Michała, to pan profesor był na zagranicznym kontrakcie. A ja mam bardzo skomplikowany związek z pewnym metalem, zresztą jestem także za to karana i gang zrobił wszystko, abyśmy się nie pobrali. Powiem, że nie był to jedyny metal, z którym miałam skomplikowane relacje z powodu kłamstw i intryg tego gangu.

Przeszłam pranie mózgu, które mi miało uświadomić i uwarunkować mnie na to, że nie wolno mi zmieniać okularów, ani wykonywać zabiegu usunięcia zaćmy polekowej z jednego oka. Miałam mówić, że świetnie widzę. Latami z powodu syndromu sztokholmskiego nie byłam w stanie zauważyć, że mam problem z jednym okiem. Rok czy dwa temu poszłam do prywatnego okulisty, który chciał mi zrobić soczewki akomodacyjne, ale cena była dla mnie za wysoka. POnownie się zawiesiłam iw walczyłam z syndromem sztokholmskim.

W końcu perspektywa zrobienia badań okresowych sprawiła, że przed wizytą u lekarza medycyny pracy stwierdziłam, że też muszę mieć chociaż trochę lepszy wzrok, bo już miałam problemy z odczytywaniem tekstów przy oglądaniu telewizji. Na cito załatwiłam sobie też wizytę do okulisty na NFZ, bo doszłam do wniosku, że muszę w końcu zrobić sobie zabieg na tym oku z zaćmą, bo nie ma na co czekać. Z różnych powodów okuliści lubią widzieć dno oka. Tak jak mój tata będę robić wszystko z dumą, żyć z jednej pensji i robić sobie, co tylko mogę w ramach ubezpieczenia.

Byłam przez gang Renaty w ramach niszczenia mi psychiki przed atakiem na moje oko oskarżana też, że oślepiłam sterydem mamę Doroty z Anglistyki. Jest to totalna bzdura. Mama Doroty tak samo jak moja mama została zaatakowana przez Ryszarda i gang inspirowany urojeniami Renaty.

Nikt, absolutnie nikt, nie spodziewał się tak durnej schizofreniczki wraz z jej jeszcze durniejszymi enablerami.

Ale co ja mogę poradzić? Znowu odcięli mnie od wszystkich i jak podejrzewam ukradli też te pieniądze na moją operację zaćmy. Moją mamę okradali dokładnie w ten sam sposób. Również nie przekazali pieniędzy na jej zabieg, tylko kłamali, że ja ukradłam.

Nie przekonuje mnie argument, że Roman zorganizuje mi zabieg okulistyczny, jeśli będę jego żoną. Nie chcę, nie jest dla mnie nikim bliskim. Nie mam i nigdy nie miałam z nim nic wspólnego.

Mam dosyć tego schizofrenika, który kradnie pieniądze, udając mojego męża. Chętnie wyjadę z kraju i schowam się przed tym gangiem. Gdziekolwiek. Bo ostatnio próbował mie zaszczuć z wynikiem śmiertelnym, aby – jak usłyszałam – zgłosić się po spadek po mnie do człowieka, który wedle wiedzy wielu osób uważa się za mojego przybranego ojca i jest całkiem bogaty.

Ma pecha, że przeżyłam te bestialskie ataki na mnie schizofreników oraz ich pomagierów i zawsze będę zaprzeczać, że powinien dostawać jakiekolwiek pieniądze.

Kurwa z mojej podstawówki

Kurwa z mojej podstawówki, czyli Renata, stworzyła sobie gang składający się z innych dzieci. Dla psychiatry coś takiego nie jest rzadkością. Z reguły schizofrenicy tworzą wokół siebie gangi, które wspierają schizofrenika oraz go bronią. Dla psychiatry to horror, bo nie daje się takiego schizofrenika namówić na leczenie. A zakochany w schizofreniku gang wykonuje wszystkie jego chore polecenia. Przy czym gang jest okłamywany przez schizofrenika. Bo nie tylko same urojenia są treścią wierzeń gangu.

„Lore” gangu Renaty głosi, że jestem kurwą bez matury (zresztą zależy z kim rozmawiają, bo czasem nawet mam maturę) i że Ryszard i Barbara to są moi rodzice, a Helena i książę Marian są jej rodzicami. Oczywista bzdura. Tak samo nieprawdziwe, że Roman jest bogaczem i moim mężem.

Jeszcze innym kłamstwem gangu Renaty jest, że pewien dureń z Avangardy był moim pierwszym chłopakiem, który wie o mnie wszystko. Bo rozmawiał z Barbarą. Jest to człowiek, z którym rozmawiałam kilka razy na korytarzu szkolnym, a potem się bardzo dziwiłam, dlaczego kilka osób twierdzi, że jest moim chłopakiem. Okazuje się, że ten imbecyl uznał się za mojego chłopaka na podstawie słów Barbary. Absolutnie nie biorę za to odpowiedzialności, to nigdy nie była moja szkolna sympatia. Renata i Barbara zrobiły go w chuja i nigdy nie miały prawa mnie reprezentować, a wszystko co o mnie mówiły to urojenia. Cały ten gang zniszczył mnie psychicznie a także zniszczył moja karierę sportową. Renata jest za leniwa, żeby uprawiać sport. Jej wystarczy, że przypisuje sobie różne rzeczy, a jej durny gang zaszczuwa wszystkie osoby, które przeczą słowom tej durnej małpy, która już dawno powinna się była leczyć.

Ten facet z Avangardy w życiu nie był moim chłopakiem.

Oczy

Skurwysyński schizofrenik Ryszard jest wariatem, który tropi kurwy. Podpaść mu mogą osoby, które żyją inaczej niż on by chciał. A także takie, które uważają, że seks jest czymś przyjemnym. Zdaniem takich jak on członków Opus Dei ludzie powinni mieć w życiu dokładnie tyle samo stosunków jak i ciąży. A kobietom uczciwym seks nie przynosi przyjemności.

Kobiety, które nie mają dzieci, są oskarżane o bycie kurwami. W rodzeniu dzieci ma przeszkadzać im zdaniem Opus Dei wykształcenie. Dlatego też moi samozwańczy opiekunowie (czyli Ryszard i Barbara) robili wszystko, aby sabotować nie tylko moją karierę pisarską, ale też moje studia.

Oczywiście, gdyby nie ich intrygi i schizofreniczne przechwałki Renaty, że moi narzeczeni są jej mężczyznami, i że ją skrzywdziłam spotykając z nimi, miałbym pewnie piątkę dzieci. Ale wyszło jak wyszło, tym bardziej że Barbara jak to ona kilka razy próbowała wiązać moich facetów z pewną idiotką z Anglistyki, której wmawiała, że moje ozdoby, buty lub ubrania, są prezentem dla niej od mojego faceta. Idiotka tkwiła w przekonaniu, że zniszczyłam jej życie kradnąc mężczyznę i prezenty od niego. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można być tak durnym. W każdym idiotka dokonywała kradzieży, próbując „odzyskać”, to co powinno do niej należeć.

Prawda jest taka, że to idiotka z Anglistyki zniszczyła mi życie, a nie na odwrót.

Schizofrenicy bardzo często mają urojenia związane z kobietami, które niby mają być „kurwami”. Przy czym prostytucja, jak mi oświadczył Ryszard, jeśli nie przynosi przyjemności, nie jest „kurwieniem się”. Szczególnie gdybym przynosiła mu zarobek. Nie trafi się za takimi.

Ryszard jest bardzo niebezpiecznym wariatem i policja wie, co robi kobietom, które uznaje za kurwy. Spotkało to nie tylko moją mamę, ale też mamy moich znajomych. W momencie, gdy uważa, że kobiety nie mają dzieci, bo „się kurwią”, zaczyna swoje zabiegi mające je nakłonić do posiadania dzieci. A jeśli się nie słuchają, to wymierza karę. W zależności od oceny moralności kobiety niszczy jedno, albo dwoje oczu. Podobno jest to typowe zachowanie dla bojowników o moralność z Opus Dei. Używa spreju ze sterydem. Niestety steryd wywołuje zaćmę błyskawicznie. Przy czym używa pomocników, którzy przytrzymują mu ofiarę. Ja oberwałam w jedno oko i nie mogłam się wyrwać prześladowcom. Przeprowadzono na mnie egzekucję, co miało to być dla mnie ostrzeżenie. Moja mamę też została w ten sposób potraktowana.

Moja odpowiedź dla Ryszarda jest taka – kobiety mają prawo do wykształcenia, bo mają wtedy więcej pieniędzy dla dzieci. A gdyby nie jego zabiegi i intrygi, miałabym dzieci. Cały czas zachowywał się jak słoń w składzie porcelany. I zawsze miałam zamiar wyjść za kogoś innego mi Opus Dei wyznaczyło.

Kurwa, jestem panną, ale i tak nigdy nie zaakceptuję Romana. Wolę być sama. Mam jako bezdzietna stara panna do tego prawo. Przy czym miałam już nieformalnego męża i narzeczonych.

Skurwysyn z klubu

Avangardę toczy rak. Ten rak to przyjaciele schizofreniczki Renaty i schizofrenika Romana. Kierując się tym, co mówią wariaci, doszli do wniosku, że muszą ich chronić jako wielkie „gwiazdy” i po kolei zaszczuwają, bardzo często z wynikiem śmiertelnym, wszystkie osoby przez nich wskazane.

Zabili w ten sposób moich przyjaciół. Mnie też zrobili wjazd do pracy. Z całą bezczelnością zakłócali moje zajęcia, szczuli studentów na mnie. Walczyłam z nimi latami, a przyłączały się do nich kolejne osoby. W końcu doprowadzili mnie do takiego stanu, że postanowiłam się zabić. Postanowili też zabić Adama. To z ich powodu warszawskie konwenty są niebezpiecznie dla wielu osób.

Ratowali mnie moi przyjaciele, muzycy, także pisarze i redaktorzy. Zaczęliśmy uzdrawiać sytuację, a także wyjaśniać sobie sprawy z różnymi osobami inspirowanymi przez wariatów. Włączyła się w to też moja rodzona siostra, która tak samo jak ja wie, że Roman nie jest moim mężem i że nie wzięłam potajemnie żadnego ślubu. Nie mam zamiaru zamordować nieumyślnej plagiatorki, ale prawda jest taka, że nie mam męża, który by mógł występować w moim imieniu (chociaż nie wiem, dlaczego ktoś miałby to robić), a Andrzej nie powinien dawać mojego konspektu byle komu.

Latami moi przyjaciele Amerykanie i Polacy walczyli o to, aby mogli o mnie opowiedzieć w czasie Wordlconu, bo dużo mi zawdzięczają. Ale zamiast miłej imprezy, gdy tylko ktoś mówił o mnie coś pozytywnego, spotykałam się z kolejnymi atakami „fanów”, którymi kierowała zawistna schizofreniczka Renata. Ta osoba nie jest moją przyjaciółką i nigdy nie była. Jeśli ktoś z mojej rodziny robił sobie z nią zdjęcia, to dlatego że nikt nie wiedział, jak bardzo jest chora. A schizofrenika bardzo lubi penetrować środowiska i rodziny swoich ofiar. Inni ludzie też wierzyli, że jest moją przyjaciółką. Ja bardzo szybko w podstawówce zerwałam z nią kontakty, bo po tym, jak próbowała mi ukraść rodzinne zdjęcia, zorientowałam się, że jest chora psychicznie. Także to, że przyciągała podstawówki warszawskich fanów i przedstawiała się jako córka mojego ojca nie pomogło naszym relacjom. Jest to picza tak mi wroga, że nigdy nie była ze mną w przyjaźni. Zresztą schizofrenik zdrowych psychicznie ludzi tylko wykorzystuje, a nie się z nimi przyjaźni. Schizofrenicy mają świadomość swojej psychicznej inności i zbijają się w grupy osób podobnych do siebie. Kochają tylko innych schizofreników.

Ta tępa kurwa zamiast się leczyć nękała mnie całe życie. Podobnie jej przyjaciel z mojej podstawówki Roman, z którym tak samo nie mam nic wspólnego. Nie napisałam żadnych e-maili, w których przyznawałabym się do czegokolwiek. Ale z tego, co słyszałam, schizofrenicy, próbując postawić na swoim założyli jakiś email na mojego imię i nazwisko i zaczęli wysyłać w nocy w moim imieniu jakieś pogrążające mnie listy.

Wiem, że napisali list, w którym niby dziękowałam Barbarze i nazywałam ją świętą. Z tego, co słyszałam taki sfałszowany list miał trafić do Kurii, bo schizofreniczka postanowiła zostać świętą, tylko brakowało jej mojej wypowiedzi, która by miała dokumentować jej „cuda”. Jedyne, co mogę zrobić, to tutaj zaprzeczyć. Barbara czy jej córka nie są święte. Ani mnie nie nawróciły, ani nie dokonały żadnych cudownych uleczeń.

Podobanie, jeśli Avangarda lub ktoś z jej członków dostał listy z innego adresu niż wzornia (at) gmail.com (lub z moich domen – czyli krwawasotnia.pl, mwieczorek-fantstyka.pl), to nie były to emaile ode mnie, tylko fałszywki. Nie udzielałam nikomu zgody na wykorzystanie moich konspektów. Nie mam też męża, właściciela niewolnicy, który by miał prawo zgadzać się w moim imieniu.

Gdyby nie lincz, do który którego uciekła się – ponownie – Avangarda już dawno byśmy sobie to wyjaśnili. Zamiast kulturalnej rozmowy durni fani postanowili mnie zaszczuć z wynikiem śmiertelnym.

Bardzo proszę przekazać email, w którym podobno się zgadzam, aby ktoś wykorzystał moje konspekty, Policji. Jestem pewna, że policjanci z cyber z łatwością wyśledzą, kto naprawdę napisał ten list. Bo to nie byłam ja. Bardzo chcę takiego śledztwa. Adresy IP czy logi serwerów powinny przechowywać informacje o tym, jaką drogą i z czyjego komputera ten email wysłano.

Ja napewno go nie wysłałam, bo od dawna cierpię na bardzo poważną amnezję, którą odnawiały kolejne ataki schizofreników na mnie. Od zawsze posługuję się adresem wzornika (at) gmail.com w kontaktach poza pracą. Niedawno doszły do tego adresy utworzone na moich domenach.

Najprawdopodobniej autorem listu jest Roman, bo nie ja przyznałam się do niczego. Nigdy nie zrobiłam czegokolwiek, co czego bym miała się przyznawać. Nie jest to mój mąż, jest to dla mnie obca osoba, którą ledwo kojarzyłam. Ale podejrzewam, ze wariaci, czyli Roman, jego ukochana Renata oraz ich równie schizofreniczni krewni, chcieli postawić na swoim i stworzyli sobie, jak to często robią schizofrenicy, „dowody”.

Mam dosyć tych zawistnych schizofreników. I mam dosyć Avangardy. Jest to klub, który w życiu nie dostanie żadnej propozycji prelekcji ode mnie. Nie po tym, jak wiele osób z tego klubu, mozolnie i z dużym wysiłkiem i oddaniem dla schizofreników, nękało i prześladowało mnie całe moje życie, które powinno być twórcze i pełne miłości, a nie cierpienia i tłumaczenia, że naprawdę to nie ja jestem schizofreniczką, nikogo nie zabiłam i nie skrzywdziłam.

Szlochy Renaty to efekt jej choroby i patologicznej zawiści, ale nawet gdy się zesra, to nie będzie mną. Nikt tej tępej ździry nigdy nie skrzywdził. Niestety bardzo często artyści muszą walczyć także na sali sądowej z wariatami, którzy z powodu choroby przypisują sobie autorstwo ich tekstów czy kompozycji. Renata to jest dokładnie ten przypadek. Nie mam ochoty traktować jej już łagodnie.

Ze schizofrenikiem można wygrać tylko jeśli się upubliczni wszystko, co schizofrenik zrobił. Więc muszę pisać o tym, co mnie spotkało i dzieje się w moim życiu. I jak bardzo ja sam zostałam skrzywdzona.

Przekleństwo na ten klub i na tych ludzi.

Stańcie w końcu po mojej stronie, a nie po stronie schizofreników i złodziei.

Z tego, co słyszałam, także od niej samej, to właśnie Renata pisze takie zabawne maile, które są napisane dokładnie takim stylem, jakim może posługiwać się tępa schizofreniczka bez matury. Podejrzewam, że nawet nie byłabym w stanie jej podrobić.

Naprawdę myślicie, że ja jestem autorką tych listów?