Konspekty, które mi ukradziono, nie były w posiadaniu Andrzeja. Pokazywałam mu je tylko, chociaż według tego co usłyszałam, zapamiętał sobie ich treść. Straciłam te konspekty w zupełnie inny sposób.
Siostra Romana, Anna, jest typową schizofreniczką-kleptomanką i w czasie studiów ukradła mi torbę z podręcznikami z biblioteki, moimi notatkami oraz konspektami czego, co miało być moim debiutem prozatorskim. Michał znał te konspekty oraz napisane już w pełni fragmenty i przysięgał mi, że jak najbardziej powieść, która się ukazała jakiś czas temu, oparta została na moich konspektach. Na jego i mój użytek gang schizofreników wymyślił sobie historię jakobym podarowała te konspekty pewnej grafomance. Nigdy nic takiego nie miało miejsca, zostałam okradziona, a schizofreniczka-kleptomanka pozostaje bezkarna i podaje się za mnie także, jeśli chodzi o inne aspekty mojego życia.
Prawda jest taka, że zawsze w takich sytuacjach unikłam walki w wręcz z o wiele ode mnie wyższą schizofreniczką, która chodziła wszędzie razem ze swoim równie schizofrenicznym i zakochanym w niej gangiem. Nic nie mogłam zrobić. Ojciec Michała pomógł mi i odkupił pozycje z biblioteki UW, żebym mogła je oddać. A ja sama poszłam do najbliższego komisariatu zgłosić tę kradzież, chociaż wiem, że policjanci nie zajmują się wariatami. Ale przyjęto ode mnie próbkę pisma oraz moje informacje na temat, co znajduje się w konspektach. Opisałam je dokładnie, tak więc i kleptomanka, i korzystająca z nie swojego konspektu idiotka są na przegranej pozycji.
W identyczny sposób schizofreniczka kleptomanka ukradła mi buty w fitness klubie, bo przylazła za mną, a także mniejszą torbę, ledwo udało mi się tę złodziejkę przekonać, aby oddała mi moje dokumenty, bo kradzież to grubsze przestępstwo. Naprawdę ta tępa wariatka nie odbierała „swojego”. Niestety schizofrenicy, kierując się zazdrością, dochodzą do wniosku, czyli zaczynają mieć urojenia, że coś należy do nich. To bardzo nieprzyjemne urojenie dla ofiary energicznego schizofrenika, którego jeszcze Bronia enablerzy. Ale ma też swoje zabawne aspekty.
Homepody to głośniki, których jak najbardziej nie było w latach dziewięćdziesiątych. Jeszcze w chwili, gdy ich sobie nie kupiłam, wariatka oświadczyła, że należą do niej i na jej głos są zaprogramowane, bo pamięta, jak je kupiła w latach dziewięćdziesiątych. Twierdziła tak pomimo, że nie miałam w domu żadnych sprzętów Apple’a. Stosunkowo niedawno kupiłam sobie Homepods i nadal spłacam za nie raty.
Nic siostrze Romana nigdy nie ukradłam, jest całkowicie odwrotnie. Kradzieże i zaszczuwanie mnie zaczęły się już w podstawówce i już ktoś wtedy Romana, Renatę oraz Annę powinien był wsadzić do dziecięcego psychiatryka, a rodzice do dorosłego. Może i by się udało namówić ich na leczenie, gdyby nie to, że objął ich ochroną pewien ksiądz, który zrobił potem błyskawiczną karierę. I tak ten schizofrenik oraz ich enabler, korzystający z profitów ze „znalezienie świętej” (która niby mnie nawróciła) kwitną i mają się dobrze. Z tym, że nie – dla schizofreników byłoby lepiej, gdyby jednak się leczyli. Jak zwykle w takich sytuacjach korzysta na tym, co się dzieje, jedynie bezduszna i pozbawiona zahamowań osoba zdrowa psychicznie.
Nie ma sposobu, abym z tym gangiem schizofreników oraz ich enablerami się przyjaźniła.
Gówno mnie obchodzi, co się dzieje w fandomie. Zniszczono mnie na tyle, że mam w dupie karierę pisarską. Chciałam też robić w życiu wiele innych rzeczy, ale mi to też sabotowano. Wolałabym do innych rzeczy wrócić. W życiu nie chcę mieć żadnych kontaktów z wariatami z polskiego fandomu, PiSem, czy Opus Dei. Wszystko złodzieje i psychopaci, którzy niszczą co tylko napotkają na swojej drodze.

