Prezydenci znają takie sprawy…

Ze swojej strony skomentuję, że psychoterapeuci też, tylko mają krańcowo odmienne zdanie. Już tłumaczę, o co chodzi.

W pewnym momencie w mojej pracy pojawił się prominentny polityk, aby poprzeć kogoś, kogo uważał za mojego „właściciela”, bo na podstawie samych pomówień (przyznał mi się, że nawet nie zajrzał do jakichkolwiek papierów), zdecydował, że ten człowiek jest moim „opiekunem prawnym”. Podtrzymał decyzję poprzednika, który lata temu zablokował mi dostęp do mojego konta, na które wpływają środki z Norwegii.

W czasie sprzeczki z tym człowiekiem, dowiedziałam się, że prezydenci znają takie sprawy i wszyscy jak jeden mąż, bez zaglądania do dokumentów, wydają takie decyzje taśmowo. A mianowicie pomagają „właścicielom” nieposłusznych małżonków w dostaniu się do majątku osoby, która podobno została ubezwłasnowolniona. O mało co nie straciłam swoich dochodów, które wpływały do Citi, podobnie jak straciłam lata wcześniej dostęp do swoich pieniędzy z Norwegii. Na całe szczęście mój prawnik zaprotestował skutecznie i bank jest świadomy, że zgodnie z prawem taki kutas, który kogoś ubezwłasnowolnił (lub raczej „ubezwłasnowolnił”), nie może czerpać zysków z pracy osoby, którą się podobno „opiekuje”.

Powiedzmy sobie, jak to wygląda od sprawy prawnej – polityk z wykształcenia prawnik, ale nie raczył sprawdzić przepisów. A mianowicie, osoba ubezwłasnowolniona nie jest niewolnikiem, prawo tego zabrania. Nie wolno z nikogo robić sobie niewolnika, chociaż schizofrenicy o tym marzą i chcą, aby o wszystko ich pytać. Nawet osoba prawnie ubezwłasnowolniona ma dużo wolności. Może wybrać sobie lekarza, może wybrać sobie zawód, a także miejsce pracy, może wybrać sobie małżonka, może mieszkać, gdzie chce. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym nierozsądnie zarządzała swoimi pieniędzmi. Nie było powodu, aby mnie odcinać od moich dochodów z Norwegii. Co więcej, opiekun prawny w takiej sytuacji ma obowiązek zapewnić osobie, którą się opiekuje dokładnie taki sam poziom życia, jakie on wiedzie, korzystając z jej pieniędzy. Schizofrenik Roman w życiu nie dał mi ani złotówki, przejął także moje pieniądze, które wpłacił mój norweski menadżer. Opiekun prawny nie ma prawa kupować ludziom mieszkań czy samochodów, używając pieniędzy swojego podopiecznego. Wszystkie te rzeczy robił Roman.

Przy czym stan faktyczny jest taki, że Sąd Opiekuńczy odrzucił (tak samo jak w przypadku Agnieszki), wszelkie rządania schizofrenika. Wszyscy dostali egzemplarze odmowy. Na swojej kopii Roman dopisał swój akapit, który stoi w przeczności z tym, co orzekł Sąd. I wskazuje ludziom palcem tylko ten akapit. Prawnik ma obowiązek zapoznać się z całym dokumentem i zweryfikować jego prawdziwość. Nie może podejmować decyzji ma podstawie tylko plotek. Od tego jest prawnikiem, aby wszystko sprawdzać. Przeraża mnie kraj, w którym prominentny polityk podejmuje decyzje bez zastanowienia, chyba tylko na podstawie mizoginii, twierdząc, że nie musi poznawać sprawy, bo takich decyzji podejmuje wiele i są to typowe sprawy. Jestem tym bardzo zdziwiona. Typowe to było odrzucenie żądań schizofrenika Romana przez Sąd Opiekuńczy. Takich spraw Sąd ma rzeczywiście wiele.

Nie, proszę pana, nie są to typowe sprawy, przy których nie warto zaglądać w dokumenty, krzywdzi pan wiele osób, a także Polskę, słusznie oskarżaną o łamanie praw człowieka, bo to właśnie się dzieje. Nie podejmuje się decyzji na podstawie opowieści idiotki, którą od dzieciństwa wychowywał na swoją małpę schizofrenik i która przesiąkła schizofrenicznym myśleniem tak, że odrzuca każdą próbę naprawienia sytuacji.

A teraz wyjaśnienie z punktu widzenia psychoterapeuty.

Dla psychoterapeuty jest to jest typowa, opisana dobrze w podręczniku sprawa, ale wygląda zupełnie inaczej niż paru idiotów z Avangardy myśli. Typowym urojeniem schizofrenika jest, że jest czyimś mężem lub żoną. Nie ma takiego urojenia na liście typowych urojeń, że się nie jest czyimś małżonkiem. (Bo co najwyżej przestaje się nim być w momencie takiej decyzji. Nie ma możliwości na siłę kontynuować małżeństwa. Gdy ktoś mówi, że nie jest małżonkiem, to następuje rozwód, chociaż go nie potrzeba w sytuacji, gdy małżeństwo istnieje wyłącznie w urojeniach drugiej strony.) Co więcej w przypadku amnezji psychoterapeuta idzie za pacjentem, bo inaczej pacjent nie odzyska pamięci, bo go blokuje zaprzeczanie. Z reguły pacjent ucieka przed schizofrenikiem, który go skrzywdził i doprowadził do amnezji, a biegnie do ludzi, którzy go rzeczywiście chronią. Nawet jeśli nie ma wspomnień i nie pamięta dokładnie, co konkretnie się stało. Nie wolno takiemu pacjentowi zaprzeczać.

Schizofrenik, który doprowadził do czyjejś amnezji z reguły dalej chce kontrolować swoją ofiarę, dlatego się do niej pcha i przekonuje otoczenie, że jest „mężem” (lub „żoną” – mój Tata miał we Francji taką zjebaną sukę, która go w ten sposób prześladowała, a której ojciec zabił pierwszą żonę mojego Taty w ciąży, bo to „prostytutka” i niepotrzebny „bękart”). Protesty ofiary schizofrenika wywołują wściekłość prześladowcy i oskarżenia ofiary urojeń schizofrenika o chorobę psychiczną. Z reguły schizofrenik nie chce się przyznać do swojej choroby. Nigdy sam nie powie o sobie, że jest schizofrenikiem.

Typowym zagraniem kontrolującego schizofrenika jest udanie się do Sądu Opiekuńczego i bezzasadna próba doprowadzenia do uznania osoby, którą prześładuje, za niepoczytalną, bo chce ją ubezwłasnowolnić. Dostaje odmowę, ale ma przed sobą wzór pisma, które fałszuje, dopisując, co mu wygodnie. Z takim sfałszowanym dokumentem biegnie do ludzi, którzy pomagają mu zmasakrować jego niewinną ofiarę.

Przy czym, jak dowiedziałam się od promimentnego polityka, w Polsce zwyczajowo taki schizofrenik bez badania sprawy, uznaniowym dekretem przejmuje cały majątek swojej ofiary i dalej swobodnie się nad nią pastwi. Bo tak.

Schizofrenik potrafi dotrzeć do każdego polityka i do każdego urzędu. Posiadając środki pieniężne swojej ofiary przekupuje wszystkich. Psychoterapeuci znają te schematy postępowania. Skandalem jest, że ja jako osoba niezamężna, która jest tak uczciwa, jak tylko to sobie mozna wyobrazić, zostałam zniszczona, tylko aby schizofrenik był szczęśliwy. Prawnik ma obowiązek weryfikować wszystko z dokumentami. Jeśli tego nie robi to Polska już zawsze będzie traktowana jak republika bananowa, którą rządzą uznaniowe dekrety, a nie prawo.

Prawda jest taka, że Roman jest wariatem, a ja panną, więc nie jest – jak sobie sam dopisał na pewnym dokumencie – moim „mężem” i tym bardziej nie może być moim „opiekunem prawnym”. To też bzdura. Sądy mają mnóstwo takich spraw i się na nich znają. Kolejnym skandalem jest, że prominentni politycy podejmują decyzje wbrew sądom, sprzeciwiają się ich ustaleniom i ogólnie mówiąc mają wszystko w dupie. Za to ograniczają wolność, także podróżowania za granicę osobom o wielu obywatelstwach. Wyliczę swoje (przy czym nie mam obowiązku ich podawać na każde wezwanie, tym bardziej, że mieszkam cały czas w jednym kraju rezydencji) – obywatelstwo polskie, norweskie, francuskie oraz egipskie. To są narodowości, jakie odziedziczyłam po moich przodkach.

Komuś takiemu nie wolno zabierać prawa wyjazdu za granicę. Ani wywoływać syndromu sztokholmskiego, żeby przestała się stawiać i protestować. Nie wolno zastraszać takie osoby, ani torturować psychicznie lub fizycznie. „Bo chcę mieć spokój i masz tu pracować!”

A Krystynę już bardzo proszę, aby przestała latać po politykach i ich okłamywać. Mogła sobie brać Romana już od dawna. Tylko trzeba go było sobie leczyć, a nie szczuć ludzi na mnie, bo „chce dziecko”. Ja też, kurwa, chciałam i to bardzo. Krystyna przez swoje własne intrygi straciła bardzo dużo. Wiele razy, także gdy była jeszcze dzieckiem, uniemożliwiła sobie i mnie założenie rodziny. Wyszła z niej tępa blachara, która wszystkich zniszczyła.

I dla przypomnienia (naprawdę nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”) poniżej moje zaświadczenie o stanie cywilnym, które wyraźnie wskazuje na to, że kutas Roman kłamie i nie może być moim „opiekunem prawnym”, bo – kurwa – nie jest moim mężem. To obca osoba. A obca osoba nie może być opiekunem prawnym, tylko ktoś z rodziny (a moja rodzina wygląda jak na zdjęciu poniżej zaświadczenia). Moja mama by została opiekunem, o to wnioskowałam, ale amnezja się nie kwalifikuje do ubezwłasnowolnienia – co najwyżej do tego, aby tkwić gdzieś na zwolnieniu lekarskim, szczególnie jeśli nie trzeba bywać w pracy codziennie, a są zajęcia, gdzie się bywa w pracy raz w miesiącu. Człowiek z amnezją jest racjonalny i nie trzeba ograniczać jego praw.

Screenshot

A poniżej zdjęcie z dzieciństwa z Mamą:

Decyzja

Schizofrenicy, którzy nękają mnie od podstawówki i nielegalnie mnie kontrolują – a zrobili to w zasadzie na podstawie zmowy środowiska, polecam przejrzeć wcześniejsze wpisy – postanowili zniszczyć mi wszystkie moje alternatywne wobec nauczania ścieżki kariery. Zostawili mi bardzo mały margines tego, co mogę robić. Wyznaczyli mi rolę, której nie chcę przyjąć – czyli „pokutującej byłej kurwy”. Odmawiam walidacji wszystkich urojeń tego schizofrenicznego gangu.

Nie potępię publicznie swojego Taty. Nie ma nic wspólnego z urojeniami Renaty. Naprawdę jej nie porwał do Francji, nie zgwałcił jej, ani nie wykorzystywał mnie seksualnie.

Wiem, że schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy wysuwali powyższe żądania, rządzą Avangardą i uważają, że mają podstawy, aby mnie potępiać i niszczyć wszędzie.

Nie godzę się na bycie pionkiem w ich schizofrenicznych gierkach. Żądania Romana, Renaty i Anny są nie do zaakceptowania. Ale jestem zmuszona pogodzić się z rzeczywistością i zarabiać jako nauczyciel, bo z czegoś muszę się utrzymywać. Ale pozostaje mi nadal moja godność i świadomość, że dobrzę robię. Nie będę Romana przepraszać, wypełniać jakieś żądania i błagać o jakieś okruchy z moich pieniędzy z konta, na które wpływają moje norweskie środki. Nie mam do tego konta żadnego dostępu. Odciął mnie od moich pieniędzy na początku lat dziewięćdziesiątych i doprowadził do amnezji, co uniemożliwiło mi działanie.

Przy okazji ostrzeżenie – nie przelewajcie mi pieniędzy, bo schizofrenik postanowił wypłacać sobie z mojego konta wszystko, co nie pochodzi z nauczania. Nie mogę też nic wpłacić. Wiele osób uważa, że ma do tego prawo, bo jest „opiekunem prawnym” – nie, nie jest, posługuje się sfałszowanym dokumentem.

Usłyszałam już kiedyś od bardzo ważnego polityka, że zablokował mi możliwość wyjazdu z kraju, tylko na podstawie prośby Romana. I że – jeśli jego zdaniem trzeba będzie – to zrobi to ponownie. Wystarczyło słowo człowieka, który nie jest moim mężem i posługuje się tylko pomówieniami oraz sfałszowaną decyzją Sądu Opiekuńczego. Przypominam – schizofrenicy to fałszerze, więdzą to psychoterapeuci i wiedzą, że schizofrenicy pragną zrobić ze swojej ofiary niewolnika. Sąd im tego nie daje, dostają to dzięki głupocie polityków.

Z tego powodu stałam się dysydentem we własnym kraju. Znam historię zaszczucia mojego Taty we Francji, znam historię Agi, znam swoją historię. Wiem, co jest w podręcznikach psychologii klinicznej. Bieg schizofrenika do Sądu Opiekuńczego, aby mógł ubezwłasnowolnić kogoś na podstawie swoich urojeń, jest stałym elementem gry. Sądy odrzucają takie wnioski. Niestety schizofrenicy dostają wtedy legalną papeterię, pieczęcie i podpisy sędziów. Kierują się tym, co „wiedzą, że tam powinno być” i to sobie dopisują. Prawnicy i politycy powinni rozpoznać ewidentne fałszerstwo. A także weryfikować w odpowiednim Sądzie i prosić Policję o jej materiały. Nikt tego nie zrobił, chociaż o to prosiłam. W odpowiedzi byłam molestowana, szarpana i macana. Proponowano mi, że polityk spędzi ze mną noc, aby mi „uświadomić”, że to „lubię”, bo muszę sobie „przypomnieć”, że jestem „kurwą”, ponieważ postanowiono mnie „leczyć’ zgodnie z wytycznymi schizofreniczki Anny. Ta pizda nie jest psychologiem. Jakby co można to prawdzić, istnieją odpowiednie listy w odpowiednich instytucjach.

Przeszłam piekło z powodu schizofrenii kilku osób z mojej podstawówki.

W moich oczach Polska to tępa schizofreniczna maciora niszcząca swoje najzdolniejsze dzieci. Jedyne co można zrobić to edukować społeczeństwo tak, aby ludzie wiedzieli do czego może posunąć się schizofrenik. Trzeba też zwiększyć szacunek wobec prawa oraz zasad, jakimi kierują się społeczeństwa. Naprawdę jest wymóg weryfikacji wszystkiego zgodnie z prośbą osoby niewinnie oskarżanej. Nie należy zgadzać się na zaszczucia oraz lincze. A to wszystko mnie spotkało.

A „kurwa” (zgodnie z prawem wolno używać takich samych obelg i agresji, jaką wobec mnie zastosowano) Krystyna jest tępą plagiatorką i grafomanką. Naprawdę może sobie brać Romana, ale nie jest ten człowiek tak bogaty, jak jej się wydaje. Nie przepiszę na niego niczego, co posiadam, bo nic nigdy do niego nie należało. Przejął moje konto z zagranicznymi zarobkami bezprawnie. To nigdy nie były jego pieniądze. Nie oddam mu wszystkiego, co mam, tylko po to, aby się ze mną w swoim schizofrenicznym łbie „rozwiódł” (bo to oznacza, że najprawdopodobniej mnie zabije – i to nie jest paranoja, wiem, co mi mówił). Uważa, że rozwód byłby plamą na jego honorze. Przy czym oczywiście żadnego rozwodu nie potrzebuje, bo – jeszcze raz przypominam – nie jesteśmy małżeństwem.

Nic, co napisałam powyżej, nie jest zadziwiające, lub nowe, dla prawdziwych psychoterapeutów. „Kurwom” z Avangardy bardzo nie dziękuję za zniszczenie mi życia. Odpierdolcie się ode mnie, nie chcę mieć nic z tym klubem wspólnego. To już będzie zawsze znienawidzony przeze mnie klub.

Z powodu debilizmu polskiego społeczeństwa i braków odpowiednich przepisów takich dysydentów jak ja jest mnóstwo. Naprawdę trzeba coś z tym zrobić i zmienić kilka przepisów. Takie osoby, jak Roman, Anna oraz Renata należy leczyć przymusowo. Biegli sądowi nie mają co nich złudzeń i byli wiele razy już diagnozowani. Pierwszy raz już w latach siedemdziesiątych.

I dla przypomnienia, że chuj Roman nie jest moim mężem:

Screenshot

Zakaz publikowania

Podobno mam zakaz publikowania i żadne czasopismo, czy wydawnictwo nie przyjmie mojego tekstu. Jest to efekt działania Romana, który ma urojenia, że jest moim mężem, który mnie ubezwłasnowolnił. Przypomninam – ten człowiek dostał odmowę Sądu Opiekuńczego ubezwłasnowolnienia mnie, bo nie jest moim mężem, ale dopisał sobie na odmowie Sądu własny akapit i tylko ten akapit pokazuje palcem ludziom. Co gorsza ten schizofrenik od lat siedemdziesiątych zgromadził wokól siebie cały gang zmanipulowanych i okłamywanych ludzi, nie tylko chorych psychicznie z swojej rodziny. A tacy wariaci mają spore rodziny.

Podobno jako „kurwa” mam się cieszyć, że mi pozwala pracować jako nauczycielka, bo to dla mnie „nobilitacja”. Tak samo mam się godzić, że ukradzione mi notatki i konspekty zostały oddane komuś innemu. Ta osoba jest na tyle tępą idiotką, że uważa, że miała prawo wykorzystać moją pracę i podpisać swoim imieniem i nazwiskiem.

Nikt nie ma prawa wybierać mi zawodu ani miejsca pracy.

Przy okazji – ja nie jestem plagiatorką. To Anna w czasie studiów bezprawnie, kierowana psychozą, rozpowiadała, że moje eseje zaliczeniowe są jej ukradzione. To są fałszywe oskarżenia. Podobnie fałszywie przypisywała sobie moje romanse z mężczyznami. Nikt z nich nigdy z nią nie był, za to rozpowiadała o swoich urojonych ciążach i zniszczonych przez mnie niby planach małżeńskich. Wiem, że ci faceci ją znienawidzili. Ta tępa schizofreniczka ani nie jest psychoterapeutką (ostrzegam – można stracić życie, jeśli traktuje się ją jako swojego psychoterapeutę, wiem, bo próbowała mnie „leczyć”, a posiadam tyle wiedzy psychologicznej, że mogłam zorientować się, że jest szarlatanem), ani nie jest moją „szwagierką”. Tak naprawdę jest tępą kurwą. Zapraszam do sądu, bo mam prawo odpowiedzieć dokładnie takimi samymi obelgami, jakie wobec mnie zastosowano.

Dla przypomnienia – żaden facet, który podaje się za mojego męża i pokazuje sfałszowany dokument jakoby był moim „opiekunem prawnym” nie powinien być traktowany poważnie, bo – kurwa – nie mam męża, to jest podstawowa rzecz. Facet zrobił to z powodu swoich schizofrenicznych potrzeb – zrobienia ze mnie swojej niewolnicy, a także przejęcia mojego majątku, który jest całkiem niezły, bo moim pierwszym narzeczonym był norweski muzyk który został zabity parę tygodni przed ślubem w czasie konwentu. Mój narzeczony sporządził wcześniej testement. To nigdy nie były pieniądze Romana. Sama też zarabiałam jako wokalistka.

Screenshot

Testament

Nieprawdą jest, że kiedykolwiek sporządziłam testament na rzecz Romana, czy kogokolwiek innego spoza mojej rodziny. Jeśli coś mi się stanie, dziedziczy po mnie mój siostrzeniec, a po nim jego siostry. Ma mój siostrzeniec obowiązek też o nie i innych członków rodziny zadbać, co jest oczywiste. Wiem, że mój podpis na tym dokumencie został sfałszowany. Już dawno temu Roman i jego siostra wyłudzili ode mnie próbkę pisma i podpisu. Weszli także w posiadanie moich dokumentów, gdy przejęli nielegalnie jedno z moich mieszkań – to, które kupiłam sobie za nagrania w Oslo.

Roman nie ma prawa marzyć o formalnym przejęciu majątku, który mi w testamencie zostawił norweski narzeczony, blondyn, pod którego Roman lubi się podszywać i udawać norweskiego multimilionera i muzyka. Taki z niego Norweg, jak ze mnie zakonnica (czyli w ogóle). To zawodowy oszust-schizofrenik-gej. Całuje też jak gej – wiem, bo zrobił taką demonstrację publicznie, a ja zawiadomiłam Policję o tym ataku na mnie. Absolutnie nigdy nie był moim mężem i nigdy nie miał prawa do takich zachowań.

Nie chcę być w skórze duchownego, który mu ten podpis za moimi plecami poświadczył. Wziął udział w fałszerstwie. I to nie jednym z tego, co słyszałam.

Prawdopodobieństwo

Jest coś, co napawa mnie zdziwieniem. A mianowicie, jak to się stało, że wielu wydawałoby się zdrowych, odpowiedzialnych ludzi uwierzyło w schizofreniczną wersję mojej biografii i zaczęło mnie na tej podstawie tępić.

Spróbuję tę alternatywną wersję życia, jaką uroili sobie schizofrenicy z mojej podstawówki, streścić. Nie wiem, czy istnieje kanoniczna wersja, ale spróbuję zebrać to, co już udało mi się kiedyś z różnych wariatów i plotkarzy wyciągnąć.

Tak więc miałabym się urodzić we wsi pod Gdańskiem, w której moja mama niby miała zajmować się prostytucją. Jak usłyszałam od pewnej idiotki – za co ta idiotka dostała w twarz – miała też moja mama pijana zdechnąć pod płotem. Sama też spod tego płota miałam być zabrana.

Przeprowadziłam się do Warszawy podobno tylko dzięki łasce rodziny Renaty, która miała być córką mojej ciotki ze trony mamy. Pomińmy na razie fakt, że moja mama miała tylko brata. Z jakiś powodów nie mieszkałam z rodziną Renaty (która, przypominam, jest w rzeczywistości tylko moją nielubianą koleżanką z podstawówki).

Przeprowadziwszy się do Warszawy, jak już wspomniałam, nie zamieszkałam z rodziną Renaty. Wyjaśnienie wariatów – o ile się orientuję – jest takie, że Helena i Marian (czyli moi rodzice) wzięli mnie „na służbę”, gdy tylko zaczęłam podstawówkę (czyli mieli według tych oskarżeń wziąć udział w nielegalnym zatrudnianiu dziecka i zmuszaniu go do niewolniczej pracy). I od tamtej pory podobno zajmuję nielegalnie mieszkanie, które testamentem moja mama Helena miała zostawić Renacie (no ten testament oczywiście wyglądał inaczej). I złośliwie nie chcę się wyprowadzić.

W międzyczasie Renata budowała swój kult i mam na myśli nie tylko sektę, którą dowodzi wspierana przez schizofrenicznego egzorcystę. Zbudowała też swój kult jako jedynej osoby, z którą kontaktuje się Yennefer lub ma też być samą Yennefer (BTW Yennefer to była moja NPC w pewnym LARPie dawno temu i wiele osób od tamtej pory tak mnie nazywa – przy okazji disclaimer: nie kontaktuję się z Renatą). Podobno Renata ma też być „Buffy”.

Ale wróćmy do czasów podstawówki. Podobno nie mając nawet dziewięciu lat, miałam uwieść Romana-geja-schizofrenika, który od tamtej pory postanowił być moim mężem. Kolejny disclaimer: nie chcę go tak samo bardzo, jak nie chciałam być w podstawówce. Naprawdę nie chciałam stać na drodze szczęścia z nim jakiejkolwiek niewiaście. Nie odpowiadam za jego urojenia i upór, za to inni ludzie odpowiadają za podtrzymywanie jego urojeń.

Naprawdę nie odbiłam Piotra Renacie. Nie straciła z nim dziewictwa, do śmierci wypierał się znajomości z nią. Za to miał złamane serce, bo intrygami i zastarszaniem mnie – bo chciano, abym go zostawiła w spokoju – sprawiono, że straciłam do niego zaufanie, tym bardziej, że on sam też podlegał terrorowi imbecyli, którzy go przekonywali, że powinien być z Renatą i też się gorzej czuł. W końcu odbił mnie Ravn.

Nie zniszczyłam życia Annie, nigdy nie była wokalistką, tak samo jak Renata nie była pisarką. To wszystko ich schizofreniczne bujdy. Nie odbijałam Annie mężczyzn, to ona przeżywała urojone romanse równolegle ze mną. Ona sama oraz interwencje ludzi, którzy chronili te schizofreniczki, zniszczyły mi życie.

Moi znajomi schizofrenicy nie powinni mnie kontrolować. Naprawdę nie „uciekałam do burdelu”. Moja mama nie była „burdelmamą”. Miałam prawo wyboru miejsca zamieszkania. Bardzo często mieszkałam u swojego faceta lub w innym mieszkaniu. Jeśli wyjechałam w lato na jakieś intensywne kursy, które trwały dwa miesiące, to uzupełniałam wiedzę, a nie „pracowałam w burdelu”. Nie musiałam się ze wszystkiego tłumaczyć kontrolującym mnie wariatom. To są obcy ludzie!

Bardzo sobie nie życzę takich insynuacji. Nie życzę sobie takich scen. Nie chcę być ponownie zaszczuwana i atakowana przez ten gang schizofreników.

Nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”. Nigdy nie marzyłam o kościelnej karierze. Nie życzę sobie takich pomówień. Nigdy nie byłam w klasztorze. Nigdy za nic nie pokutowałam jako zakonnica. Nikogo nie zabiłam.

Nigdy nie zostałam ubezwłasnowolniona. Roman po prostu dopisał sobie na odmowie Sądu Opiekuńczego, co chciał i wskazuje tylko na swój dopisek (który nie ma sensu pod względem prawnym). Nie należało wciągać w tę aferę żadnych polityków, tylko przeczytać dokładnie cały dokument i się zastanowić. Z tego, co wiem obecnie Sąd Opiekuńczy obecnie z miejsca odrzuca (i bardzo dobrze, bo nie chcemy schizofrenikom dać do ręki dokumentu, który mogą wykorzystać do fałszerstwa) sprawy wniesione przez Romana, podobnie jak te wniesione przez schizofrenika, który nęka Agę – czyli tak zwanego „pierwszego męża Agnieszki”, który – co zabawne – do tej pory nie wie, w jaki sposób Aga przed ślubem unieważniła ich małżeństwo, a musiała tak zrobić, skoro hajtała się jako panna. Dodajmy, że w Polsce nie ma czegoś takiego, jak unieważnienie cywilnego ślubu.

Naprawdę nie wiem, jakim trzeba być debilem, aby roznosić wszędzie tak ewidentne urojenia wariatów. Nie można nie wyłapać nieprawdopodobieństwa takich wydarzeń. Śmiały się ze mnie z tego powodu chyba tylko tępe małpy. A z małpami nikt nie chce przebywać. Można je tylko wyśmiewać. Teraz nasza kolej się śmiać.

A dla przypomnienia (dobrze widać miejsce urodzenia i to że na pewno nie byłam chrzczona w Gdańsku, jak opowiadał jeden wariat, przedstawiając mi się jako mój „chrzestny” – znam swoich chrzestnych, to nie on):

Screenshot

Psychoterapia według schizofreników

Schizofrenicy lubią „leczyć” ludzi i podawać się za psychoterapeutów. Jest kilka tego przyczyn. Po pierwsze schizofrenicy bardzo intensywnie przeżywają swoje urojenia, których nie potrafią odróżnić od realnych wspomnień. Więc ich zeznania czy też oskarżenia mają zerową wartość. Oczywiście boli ich bardzo, gdy ktoś im zaprzecza, bo do tego wszystkiego czują potrzebę urządzenia świata tak, aby zgadzał się z ich urojeniem. Tak więc schizofrenik, który ma urojenia, że jest czyimś mężem, czuje przymus przekonania ofiary swoich urojeń, że jest jej mężem. Pomagają mu inne osoby, które dały się wciągnąć w jego urojenia i zaczęły je podzielać. Schizofrenik ich poparcie uważa za „dowód”, że ma rację.

Jestem panną i chociaż wiele osób uwierzyło schizofrenikowi, że jest moim mężem, to prawda jest niezmienna – nigdy nie wyszłam za mąż. I wcale urojenia tego schizofrenika nie są wspomnieniami naszych wspólnych przeżyć. Nie należy w takiej sytuacji wierzyć, że jestem „chora psychicznie”, ponieważ nie pamiętam tego, co chce mi przypomnieć schizofrenik, który roi sobie, że jest moim mężem. Schizofrenik wypiera to, że jest chory i oskarża o schizofrenię swoją ofiarę. Piszę „ofiarę”, bo los kogoś takiego jak ja, czy osób zabitych przez schizofreników jest tragiczny.

Psychiatrzy z reguły widzą kogoś cierpiącego w schizofreniku, bo – powiedzmy sobie szczerze – schizofrenik też cierpi, chociaż nie aż tak jak ofiary, którym pierze mózgi lub je zabija za odmowę walidacji jego urojeń. Największym problemem jest, że schizofrenik nie widzi leczenia psychiatrycznego jako rozwiązania swoich problemów – zwala winę na osobę, ktora mu mówi, że jest chory, lub która nie potwierdza jego urojeń. Chory w takie sytuacji chce naprawiać świat dokładnie w taki sposób, aby nie było dysonansu pomiędzy tym, w co ludzie wierzą, a jego urojeniami. Przy czym schizofreniczne urojenia są podszyte zawiścią i chęcią odebrania innym ludziom wszystkiego, szczególnie majątku, ale też innych wartościowych i porządanych atrybutów. Osoby, które nie podtrzymują urojeń schizofrenika mogą być przez niego zabijane. Przy czym ofiara schizofrenika zostaje bardzo szybko oskarżona o rzeczy, których zrobienia schizofrenik się wypiera, a schizofrenik przypisuje sobie zalety swojej ofiary oraz jej dokonania.

Schizofrenik uwodzi swoje ofiary (co nie znaczy, że z nimi sypia, po prostu sprawia, że zaczynają uważać schizofrenika za ideał – a ideałów nie ma, tylko ludzie zakochani uważają kogoś za ideał) i przy tym uwodzeniu bywa z reguły bardzo przekonujący i charyzmatyczny. Schizofrenik przekonuje swoje ofiary bardzo szybko, że jest psychoterapeutą. Jest to ulubiona rola schizofreników, bo pozwala im wmawiać innym osobom, że urojenia schizofreników to „prawda”, więc wszyscy muszą urojenia przyjąć i zacząć w nie wierzyć. A psychoterapeuci mają autorytet, pod który schizofrenicy lubią się podszyć – co nie przeczy temu, że jednocześnie wszystko, co robią jest podyktowane ich urojeniami i autentycznie cierpią na urojenia, że są psychoterapeutami i muszą leczyć ludzi. Ogólnie można powiedzieć, że schizofrenicy doświadczają takich urojeń, jakie jest im wygodnie posiadać, a rządzi ich psychiką kilka podstawowych zasad – chęć zysku, odrzucanie od siebie zarzutów, niesłuszne przypisywanie sobie zasług, zawiść oraz chęc zrobienia ze swoich ofiar niewolników. Schizofrenicy też kłamią jak z nut.

Ludzką psychikę bardzo łatwo można złamać i zniszczyć. Nie jest potrzebny do tego terror i uwięzenie, czy innego rodzaju pułapka, jak w przypadku syndromu sztokholmskiego. Ludzie są bardzo podatni na sugestie. Sugestiami można sprawić, że człowiek stanie się idealnym uczniem, a inne sugestie sprawią, że wpadnie w depresje lub przestanie się myć. Sugestiami można na ludzi wpłynąć tak dokładnie, że programuje się ich pewne reakcje. Schizofrenik wykorzystuje to idealnie.

Sugestiami można wywołać fałszywe wspomnienia. Jednym z typowych schematów, według jakich działają schizofrenicy, jest niszczenie ludzi, którym wmawiają, że padli ofiarą gwałtu lub wykorzystywania seksualnego. Ofiary tak potraktowane zaczynają cierpieć na fałszywe wspomnienia zgodne z sugestiami schizofreników. To są bardzo częste urojenia u schizofreników. Prawdziwi psychoterapeuci znają te schematy i potrafią pacjentów wyciągać z sieci schizofrenika. Pod wpływem „leczenia” przez schizofrenika jego ofiara niszczy sobie relacje z rodziną, po czym rozpada jej się całe życie. Schizofrenik uzależnia od siebie swoją ofiarę i zaczyna nią manipulować. Następują tak duże zniszczenia psychiki, że ofiara takiego „leczenia”, którego podjął się schizofrenik, z reguły popełnia samobójstwo. Psychoterapeuci nie zajmują się odgrzebywaniem traumatycznych przeżyć wypartych przez ofiarę. Schizofrenicy tak.

Psychoterapeuta może przewidzieć śmierć takiej ofiary schizofrenika. Niestety nie można jej pomóc, jeśli sama nie postanowi wyrwać się schizofrenikowi ze szpon i nie znajdzie sobie prawdziwego psychologa. Warto w takiej sytuacji wybrać sobie kogoś z książki telefonicznej, byleby nie trafić na jakiegoś kolejnego schizofrenika-psychoterapeutę „z polecenia” lub na urobionego przez schizofrenika psychiatrę. Znajdują się też tacy i to psychologów też nie dziwi. To również postaci wprost z podręcznika.

Przy czym psychoterapeuta to nie lekarz, może odmówić pomocy. Ma obowiązek przede wszystkim siebie chronić. Martwy psychoterapeuta to żaden psychoterapeuta i trzeba bardzo często najpierw zadbać o siebie.

Puma

Co jakiś czas pojawiają się w wiadomościach informacje o tym, że zauważono jakieś dzikie zwierzę w naszych lasach. Zwierzę egzotyczne, którego u nas nie powinno być. Jeśli powtórzyłam taką wiadomość komuś, to wcale nie jest dowód na moją chorobę psychiczną. Owszem w naszych lasach z reguły nie spotyka się kangurów, ani pum, a na drogach nie biegaą strusie.

Przypomniały mi się te zarzuty wobec mnie, gdy po raz kolejny ktoś zobaczył – tym razem na Śląsku – dziką pumę. Kilka dni wcześniej jedno z takich zwierząt, na oko młodsze zostało odłowione na Pomorzu. Mogły się rozłączyć.

Egzotyczne zwierzęta, jak nazwa wskazuje, nie występują w Polsce, ale się trafiają. Dlatego też policjanci przyjmujący takie zawiadomienia nie odsyłają człowieka do psychuszki, ale weryfikują. Są z takich przypadków szkoleni. Potencjalnych powodów dlaczego może się znaleźć puma w polskim lesie jest kilka. Mogła uciec z transportu przemytnika – kwitnie nielegalny handel zwierzętami i na przykład w Katarze – oraz innych państwach arabskich – w dobrym tonie w bogatych domach jest trzymanie dzikich oswojonych kotów, a pumy bardzo dobrze się oswajają. W Polsce też się zdarzają ludzie, którzy chcą takiego kotka. WIęc puma w polskim lesie nie ejst aż tak dużym zdziwieniem. Mogła uciec z zoo, w tym z nielegalnego zoo lub nielegalnej hodowli. I ostatnie wyjaśnienie – zwierzęta wchodzą czasem do miejsc, gdzie nie powinny się znaleźć i przemykają się na kontenerowce. W nocy wysiadają sobie na brzeg. Taka puma może sobie wędrować po nowym terenie bardzo daleko, więc może dojść z basemu Morza Śródziemnego, lub z nad Bałtyku.

Kangury są także w Polsce chodowane na mięso, znajdują się nie tylko w mniej lub bardziej legalnych ogrodach zoologicznych. Strusie choduje się dla ich piór oraz olbrzymich jaj. Kangury i emu regularnie spierdalają z hodowli.

Ten wpis dedykuję kilki debilom, którym się bardzo spodobało wyśmiewanie mnie pod dyktando schizofrenika Romana. Więc nie, to Roman jest chory psychicznie, a nie ja. A wy jesteście ludźmi o bardzo małej wiedzy ogólnej. Jesteście też bardzo chamskimi kurwami, które mają zakaz zbliżania się do mnie. Z przestępcami nie rozmawiam, a popełniliście wiele przestępstw, nawet jeśli nie macie tego poczucia. Takie wyśmiewanie mnie, zaszczuwanie i nękanie to też przestępstwo, a to dopiero początek listy waszych przestępstw.

Zmowa

Już jako dziecko usłyszałam od osoby z fandomu, która przyszła do mojej podstawówki, że są ludzie, którzy dopilnują tego, abym nigdy nie była szczęśliwa. Musiała ta osoba bardzo się przejąć urojonymi krzywdami schizofreników z mojej podstawówki, a także zapewnieniami, że jestem „dziecięcą prostytutką” (a nie miałam wtedy chyba nawet skończonych dziewięciu lat). Jak podejrzewam ta działająca do dziś zmowa to wynik szlochów Renaty, która fałszywie podawała się za moją krewną i przypisywała sobie znajomość z Piotrem.

Według jej opowieści miała stracić z Piotrem dziewictwo, a ja miałam jej zniszczyć ten związek i ją unieszczęśliwić. Prawda jest taka, że nieżyjący już Piotr był wśród tych mężczyzn, którzy kochali się we mnie od dzieciństwa. On był moim pierwszym. Nigdy w życiu nie słyszał o Renacie. Renata była od tamtej pory znienawidzona przez wszystkich z jego otoczenia.

Miałam pecha chodzić z trójką schizofreników do podstawówki. Do tej liczby oprócz pewnej liczby wściekłych enablerów należy doliczyć schizofrenicznych krewnych takich jak Ryszard. Działają oni bardzo zgodnie i są ludźmi, którzy zgodnie z tym, co usłyszałam już jako dziecko, dopilnowali tego, aby moje życie nie było szczęśliwe. Stało się tak chociaż jestem niewinna, jedynym problemem byli schizofrenicy.

Roman nie jest synem mojego Taty i nie jest norweskim arystokratą. Renata nie jest byłą Piotra, chociaż po jego śmierci domagała się ode mnie jakiś milionów, ale facet zmarł w wypadku i nie sporządził testamentu. Wszystko odziedziczyła jego żona, chociaż byli już w separacji. Tak naprawdę pobrali się, aby uciec schizofrenikom, którzy twierdzili, że są ich małżonkami i starali się ich „leczyć”, a także ubezwłasnowolnić, skoro nie potwierdzali ich urojeń. Ja miałam podobnie hajtnąć się z Adamem i zmienić nazwisko, aby zamknąć gębę Romanowi. Tak jak Piotr miał prześladującą go swoimi urojeniami Renatę, a za mną łaził Roman, to Aga miała też swojego schizofrenika, który ją nękał swoimi urojeniami o tym, że jest jego żoną. O mało jej nie zaszczuł na śmierć swoimi próbami „leczenia” i przywrócenia „wspomnień”, co do których był pewien, że powinna zacząć z nim dzielić. Wkurwiony schizofrenik zaczyna się pastwić nad swoją ofiarą i potrafi terrorem doprowadzić do jej samobójstwa, gdy nie potwierdza jego urojeń – przy czym zaczyna cierpieć na nowe urojenia, że robi tak, aby się „ratować” i „bronić”. Aga podobnie jak ja miała być „kurwą” i jej też zniszczono wszystkie związki.

I ona, i ja mamy na swoimi koncie próby samobójcze z powodu schizofreników ich urojeń i ich oraz porządkujących świat pomocników prześladowań. Na całe szczęście obie wycofywałyśmy się z próby samobójczej na czas – albo zmuszałyśmy się do wymiotów, wypijając nasycony roztwór soli i biegłyśmy do szpitala po antidotum, albo wyskakiwałyśmy w ostatniej chwili sprzed tramwaju, który otarł się o nasz rękaw. Dobrze, że o nic z naszego ubrania nie zahaczył. Schizofenicy z naszych podstawówek (którzy zresztą się poznali w fandomie) mieli dla nas podobne schematy postępowania, które wbili nam do głowy i poprowadzili do podobnych zachowań. Nie tylko mnie śledził wariat, z którym nie mam nic wspólnego, za Agą też jeździł i chodził prześladująćy ją schizofrenik, który konieczie chciał, aby do niego „wróciła”. Aga nie była z nim ani jednego dnia.

Gdy się poznałyśmy, okazało się też, że mamy także praktycznie identyczne mieszkania na tym samym piętrze w blokach wybudowanych według tego samego architektonicznego projektu – jedyna różnica to usytułowanie bloku wobec kierunków świata. Moja sypialnia wychodzi na zachód, jej na wschód. Obie pływaczki, obie anglistki. Kilka osób nazywa nas z tego powodu „wariantami”. Nie wiedzą nawet, jak bardzo jest to prawdziwe. Mamy nawet podobny gust, jeśli chodzi o ubrania.

Seperacja Agi i Piotra nie miała nic wspólnego ze mną, a więcej z faktem, że się pobrali, żeby mieć dzieci, skoro nie mogą być z kimś, kogo kochają i aby pokazać schizofrenikom, że ich urojenia na temat węzłów małżeńskich, którymi mieli być połączeni ze swoimi ofiarami, są nieprawdziwe. Schizofrenik, który prześladuje Agę do tej pory pewnie się zastanawia, jak to się stało, że Aga mogła wziąć ślub bez jego wiedzy. I jak unieważniła ich „małżeństwo”. Zawierając ślub z Piotrem była panną.

Ja nadal jestem panną.

Nie należy słuchać plotek rozpowiadanych przez prześladujących nas schizofreników, którzy lubią „informować” dziennikarzy, aby ci pisali artykuły i „autobiografie”, potwierdzające ich urojenia. Wiem, że schizofrenicy udzielali wywiadów lub się spowiadali w moim imieniu, szczególnie pewnem schizofrenicznemu księdzu-egzorcyście, kochankowi Romana.

Nic, co ci ludzie mówią o mnie, Agnieszce, Piotrze lub Adamie, nie jest prawdą. A Anna nie jest moją „szwagierką”, ani wokalistką. Nie jest też „psychoterapeutką” – jak wielu schizofreników cierpi na takie urojenia, że nie „leczy” ludzi, tylko niszczy im psychikę oraz wmawia nieistniejace wydarzenia, aż do wystąpienia fałszywych wspomnień. Prawdziwy psycholog stara się niczego zbyt mocno nie sugerować. Jest to papierek lakmusowy – jeśli z całych sił ktoś próbuje coś wmawiać to wariat. Psycholodzy wiedzą, że ludzie mogą się różnić i nie muszą mieć tych samych wspomnień. Nie musi się pokrywać. Nie robi to na psychologach wrażenia. Takich rzeczy się nie leczy.

I dla przypomnienia:

Screenshot

Dlaczego schizofrenicy się maskują…

Schizofrenicy są w stanie wywieść każdego w pole, oprócz swojej ofiary, przed którą zrzucają maskę. Może się to wydawać dziwne, ale jest związane z urojeniami schizofrenika, które są tak silne, że schizofrenik twierdzi, że są jego prawdziwymi wspomnieniami. Przy czym schizofrenik na bieżąco dodaje kolejne urojenia, gdy tylko coś mu się powie, lub coś zobaczy. Cały mózg i wiedza schizofrenika zostają zaprzężone do wytworzenia urojenia, które ma przekonać osobę, która rozmawia ze schizofrenikiem, że ten ma rację.

Schizofrenicy są głupi, chociaż są inteligentni. Dla psychologa są to dwie różne cechy. Schizofrenicy kierują się zazdrością, szczególnie chodzi o aspekty finansowe, ale nie tylko. Ich urojenia są oparte na chęci bycia „kimś” – czyli osobami podziwianymi z jak najwyższej sfery. Gdy tylko poznają kogoś takiego, zaczynają cierpieć na silne urojenia, że są taką osobą, i że posiadali kiedyś wszystko, co ma obiekt ich zazdrości. W efekcie są kleptomanami i kradną, święcie przekonani w swojej psychozie „że odbierają to, co do nich należy”.

Mój znajomy schizofrenik z podstawówki był wychowywany przez swojego równie schizofrenicznego ojca, że ma „odebrać wszystko, co kiedyś było ich”. Tak więc to oni mają być z pochodzenia Norwegami (a nie moja rodzina), których pozbawiono dziedzictwa (mój Tata zbankrutował z powodu zaszczucia przez schizofreników we Francji oraz ich intryg – nie mamy czego odbierać komukolwiek i nie chcemy rzeczy, które do nas nie należą). Ich urojenia przybrały takie kształty, że mój Tata dostał w nich rolę ich „majordomusa”, któremu na jego nazwisko kupiono mieszkanie, w którym mieszkam, a które tak naprawdę ma niby należeć do moich znajomych schizofreników. Więc „mam im je oddać”. Schizofrenicy tak po kolei „odzyskują” różne mieszkania, bardzo często zawierając związki małżeńskie i mordując swoich małżonków, gdy już „przyszedł ich czas”.

Moi znajomi schizofrenicy zaczęli bredzić też, że są legalną linią dynastyczną, którą z powodu puczu pozbawiono tronu Norwegii. Ale „muszą wrócić na tron”. (To jest zabawne, bo linia władców Norwegii jest nieprzerwana i nudna, nie było takich ekscesów, jak na przykład w Anglii, żeby jacyś krewni ni z tego ni z owego przejmowali tron.)

Tak się składa, że osoby, które są prawnukami rodzeństwa władców Norwegii, znajdują się na liście potencjalnych dziedziców tronu, (ale to nie jest ani Anna, ani Roman). Są to tak bardzo potencjalne szanse na dziedziczenie tronu, że nikt się nimi praktycznie nie przejmuje. Przejmują się tym tylko dyplomaci i moi norwescy krewni. (Chociaż i tak jestem na każde wezwanie mojego Króla, każdy Norweg jest tak wychowywany.) Ale znajdował się na tej liście mój Tata, jako wnuk brata Króla, znajduję się też ja. Moje dzieci, których nie mam, nie znalazłyby się na tej liście, bo nie obejmuje praprawnuków. Mój Tata był zbiedniałym arystokratą, owocem mezaliansu (to wszyscy wiedzą), ale był arystokratą. Nie został wyrzucony z rodziny. Ja też jestem arystokratką.

Oczywiście moi znajomi schizofrenicy nie opowiadają o swoich pretensjach do tronu wszystkim. Jest tego pewien logiczny powód. Wiedzą, że ich „wspomnienia” (czyli urojenia) różną się od stanu rzeczywistego i chociaż dążą do zmienienia rzeczywistości w taki sposób, aby zgadzała się zich urojeniam, mają świadomość, że inni ludzie nie podzielają ich urojeń, więc aby nie stracić kontaktu z tymi ludźmi i tym, co mogą dla nich zrobić, zaczynają konspirę i nie odsłaniają się ze swoją „wiedzą”. Tacy ludzie, przed którymi schizofrenicy się nie odsłonią, widzą wspaniałe osoby, które co najwyżej są skrzywdzone przez niesłuszne zarzuty – tym bardziej, że schizofrenicy to, co robią, zwalają na kogoś innego. Tak się dzieje szczególnie, jeśli ktoś nie ma możliwości, lub nie chce niektórych stwierdzeń schizofreników zweryfikować.

Schizofrenicy lubią podawać się za osobę, która ich zainspirowała i której zazdroszczą, jednocześnie robiąc sobie z niej popychadło i przedstawiając w złym świetle. W przypadku Anny i Renaty jestem inspiracją ich urojeń. Żadna z nich ani nie jest psychoterapeutką, ani pisarką, która ma wiele ciekawych pomysłów i która została splagiatowana.

Schizofrenik dąży do przekonania całego świata, że jego urojenia to prawda. Dlatego katuje swoją ofiarę, aby ją zmusić do wyznania, że zarzuty lub przechwałki schizofrenika to prawda (i tak Renata chce walidacji, że jest „współautorką Wiedźmina”, tylko nie wiem, dlaczego chce, abym ja to powiedziała światu, a nie autor Wiedźmina, na pewno z nią nie pracowałam nad niczym). Ani mój Tata nigdy nie zgwałcił Renaty, ani ja nigdy nie byłam wiejską kurwą. Za to zachwyt wielu enablerów nad wyznaniami Renaty, Anny lub Romana i chęc udowodnienia, że mają rację, zniszczyły mi życie.

Ostrzegam także przez bezpośrednią konfrontacją ze schizofrenikiem. Potrafi zabić za to, że nazwie się go chorym psychicznie, tak bardzo chroni swój urojony świat i nie chce z niego zrezygnować. Zdrowy człowiek ucieka i nie chce konfrontacji w podobnej sytuacji (mówi, kurwa, wszystko mi jedno, whatever, nie chce mi się o to kłócić). Schizofrenik zabija za wszystko, co może odsłonić go jako impostora. Zaczyna mieć urojenia, że musi się w ten sposób „ratować” i że jest „prześladowany”, szlocha, że się”go zabija”, bo ktoś ma inne zdanie. Schizofrenik, który ma urojenia na temat jakiejś osoby działa obsesyjnie i nęka ją aż doprowadzi do jej śmierci. Przy czym starsi schizofrenicy się z reguły nie leczą. Nie dziwcie się więc, że jedyne co pozostaje ofiarom schizofrenicznych urojeń to ucieczka do innego kraju. Ja chciałam uciec w latach dziewięćdziesiątych do Arizony, gdzie można takiego wdzierającego się do domu schizofrenika, który twierdzi, że jest „mężem” i że będzie tam mieszkał, po prostu zabić.

Nie mam męża, nie mam dzieci. Schizofrenicy tutaj wygrali. I to stwierdzenie o wygranej to żadna przesada, bo schizofrenicy sabotują wszystko swojej ofierze w tym względzie, bo mają urojenia, że dziedziczą po swojej ofierze (więc nie potrzebni im inni „dziedzice” – z tego powodu też potrafią zabić dzieci) i że w ten sposób wszystko, co posiada ofiara do nich „wróci”. I pomimo tych wszystkich śmierci i prześladowania ofiar to nadal są w oczach prawa osoby niepoczytalne z powodu choroby psychicznej, z którymi – jeśli nie chcą się leczyć – nie da się nic zrobić.

Nie udaję, kogoś, kim nie jestem. Moje dokumenty nie są sfałszowane. Nie jestem niewolnicą schizofrenika Romana. Nie chcę go widzieć. Ani mnie nie ubezwłasnowolnił, (decyzję Sądu o ubezwłasnowolnieniu sfałszował, co jest typowym postępowaniem schizofrenika, który koniecznie chce „leczyć” swoją ofiarę, bo nie potwierdza jego urojeń, a on uważa, że ma rację – ja mam w dupie, czy ktoś „wierzy” lub nie „wierzy” w moje norweskie pochodzenie), ani nie jestem jego „żoną”.

Ponownie dla przypomnienia:

Screenshot

„Ktoś z takim pochodzeniem nie może wejść do naszej sfery…”

„I dziękuj, że chociaż angielskiego możesz uczyć. I daj rozwód Romanowi, bo musi być z kimś uczciwym. I ta prawdziwa Małgorzata niepotrzebnie się odezwała, bo to nie o nią chodziło.”

Powyższe słowa to cytat z prawicowego polityka ojca jednej z moich koleżanek z Anglistyki, która – według jego słów – podobnie jak jej ojciec, postanowiła mnie zniszczyć, bo nie powinnam mieć dyplomu wyższej uczelni. Ale dlaczego nie mam odpowiedniego pochodzenia? Jak rozumiecie pochodzenie od Mariana i Heleny nic nie znaczyło w starciu z pomówieniami moich schizofrenicznych koleżanek i kolegi z podstawówki. Polityk ojciec mojej koleżanki ze studiów uznał, że ma prawo nazywać mnie kurwą z wielkim doświadczeniem i że nie mam prawa mieć żadnych ambicji i że można mnie traktować jak przedmiot, bo „kurwa ma znać swoje miejsce”.

Dla niego argumentem, że nadaję się tylko do sprzątania, były umyte przeze mnie okna w mieszkaniu rodziców Michała. Nie przyjął do wiadomości, że sprzątałam u siebie, bo byłam w tym czasie z Michałem. Nawet księżnej tak wolno robić. Ale później już tylko Michał sprzątał. Wbrew jego zachętom wbrew jego zachętom, nie będę u niego sprzątać, „gdy już się wyleczę”.

Roman i Anna, to nie są dzieci moich rodziców. Mój Tata, Marian Wieczorek, miał tylko dwie córki. To nie jest prawda, że ojciec Michała jako profesor psychiatra tylko mnie „leczył” i mnie nie zna. Wystawiał mi zwolnienia po atakach schizofreników z mojej podstawówki. Te ataki spowodowały urojenia Renaty, Romana i Anny. Moi rodzice i rodzice Michała znali się od bardzo dawna. Poznaliśmy się w czasie przesłuchania do roli, której nie dostałam, bo miałam za krótkie włosy.

Według słów owego polityka, jego przybrana „córka”, a moja koleżanka ze studiów, nie zrobiła kariery, bo ukradłam jej pracę zaliczeniową. Wyjaśnię – niczego nie ukradłam, tylko schizofreniczka Anna, jak większość schizofreników cierpi na taką przypadłość, że jak tylko coś zobaczy, to zaczyna bredzić, że to jej. Na tej zasadzie wszystko, co mam powinno zostać „oddane” Romanowi. Nic Annie nie ukradłam, wszystkie teksty są moje, nie jestem plagiatorką. Anna została słusznie wyrzucona ze studiów, bo przestała przychodzić na egzaminy. przypisywała sobie moje oceny. CO więcej uważała, że wystarczy, że ja zdają egzaminy i powinno się to pojawiać na jej koncie. „Przecież ty zdajesz, dlaczego ja tego nie mam?”

To jest tragedia, że ten ojciec mojej koleżanki ze studiów psychicznie poczuł się ojcem schizofreniczki Anny po wysłuchaniu jej schizofrenicznych żali. Podobnie, jak się orientuję, postąpił pan Ch. z Renatą. Wiele osób by nie straciło życia, gdyby ta dwójka, a także Barbara i Nycz nie stwierdzili, że będą robić porządek w fandomie. Renata, Anna czy Roman praktycznie nic o mnie nie wiedzą, a jeśli coś wiedzą, to zachowują dla siebie i kłamią o mnie, nie tylko opowiadająć swoje urojenia.

Ani Anna, ani Renata nie są psychologami. Nie wolno żadnemu psychoterapeucie odgrzebywać na siłę traum i wpawiać, że ktoś musi to sobie przypomnieć. Bardzo łatwo terrorem i zastraszeniem sprawić, że ktoś zacznie cierpieć na syndrom fałszywych wspomnień i zacznie oskarżać swoich najbliższych na podstawie czegoś, co w zasadzie jest indukowanym urojeniem. Pacjent musi sobie sam przypomnieć, nie ma czegoś takiego, że mówi mu się, co ma pamiętać. I nie jest tak, że wystarczą urojenia Renaty, która twierdzi, że już coś „wie”, bo to usłyszała z ust tego „pacjenta” (który, w rzeczywistości jest ofiarą Anny i Renaty). Tragedią jest, że pewna aktorka – jak usłyszałam od pana pana polityka – pod wpływem Anny zniszczyła sobie relacje z rodziną, a także karierę, bo zaczęła działać pod wpływem fałszywych wspomnień. Psychoterapia jest o wiele trudniejsza, niż ludziom się wydaje. Z tego, co wiem, wcale ofiara Anny nie czuła się dzięki temu, co robiła i sobie „przypominała” lepiej. Za takie akcje i fałszywe wspomnienia o pedofilii czy gwałtach naiwni psychiatrzy musieli płacić wielomilionowe odszkodowania.

Nie życzę sobie więcej afer i niszczenia mnie, bo wolno niby przełaszczać sobie moje konspekty i notatki, bo „kurwę wolno okradać”, bo nie może kurwa „robić kariery”. Tak samo zachowywała się Krystyna. Szczerze mówiąc, wolę już lewicowe podejście, gdzie liczy się merytoryka, a nie zabobon, szczególnie w sytuacji, gdy ktoś tak uparcie popełnia te same błędy i nie wie z kim rozmawia.

Mój Tata, postać znana w fandomie, prosił wiele osób o pomoc dla mnie i wsparcie. Przerażające jest, że większość tych osób zawarło, wbrew jego prośbom, pakt, żeby mi zaszkodzić. O dziwo oprócz tego polityka, zaszkodził mi Andrzej, bo nie reagował na moje prośby o wyjaśnienie sytuacji z tymi ludźmi. Chętnie bym się dowiedziała, co w zasadzie uważał… E-mail mi wystarczy, nie muszę konfrontować się twarzą w twarz.

Nie wiem, co ci ludzie sądzą i jak zostali zmanipulowani, ale mam to w dupie. Nikt nie powinien działać tymi metodami i nie przy tak bezczelnych odmowach weryfikacji. Prawda jest taka, że już nie przyjmę przeprosin. Odpierdolcie się ode mnie, zniszczyliście mi dzieciństwo, młodość, wiek średni, a zanosi się, że i starość.

Tata Michała nadal czeka na kontakt i weryfikację u niego, kim ja jestem, a kto jest wariatem i z jakiego powodu wystawiał mi jako psychiatra zwolnienia lekarskie. Wyczerpanie psychiczne i traumę też się leczy u psychiatry. Przeraża mie stan umysłowy prawicowej śmietanki społeczeństwa. Prymitywizm i chujoza.

Kurwy zniszczyły moje notatki i konspekty, pisząc grafomańskie teksty. Gówno mnie obchodzi, co się będzie działo z Avangardą. Nie chcę oglądać kurew, które mnie zniszczyły na Anglistyce. Za późno już, żebym przyjęła przeprosiny. Odpowiednie nagrania waszych występów w moim miejscu pracy znajdują się w posiadaniu Policji. Studenci też pomagali, nie tylko Straż Akademicka.

I dla przypomnienia (tak, „kurwa” Krystyna mogła sobie brać Romana wzdłuż i w poprzek, ja nie stałam jej na drodze, tylko jego schizofreniczne plany poślubienia najpierw mnie, a potem po odziedziczeniu mojego majątku poślubienie Krystyny):

Screenshot

A mieszkanie jest moje i nie było sans, aby ktokolwiek rozmawiał z moimi rodzicami: