Wkurw

Zerwałam całą masę przyjaźni z powodu pomówień rozpowszechnianych na temat mojego taty, jakie kursowały i pewnie jeszcze kursują w fandomie. Za każdym razem jakaś moja przyjaciółka postanawiała uraczyć mnie rewelacjami na temat mojego ojca (podobno pedofila) i że muszę się z tym pogodzić i to sobie „przypomnieć”. Nie dałam rady wytłumaczyć tym pizdom, że moja rodzina padła ofiarą pomówień schizofreników z mojej podstawówki i że trwa to tak długo, że stało się aż nudne.

Za każdym razem koleżanka wylatywała z mojego mieszkania wyproszona z dużym wrzaskiem. Przy czym z reguły były to osoby, którym bardzo pomogłam, a potem postanowiły, jak jedna baba, zacząć mnie „pomagać”. Co jest bezsensowne z punktu widzenia psychoterapeuty, bo każdy ma prawo do własnej wersji wydarzeń i nie ma możliwości, aby jakikolwiek psychoterapeuta postanowił siłą przekonywać, że jakaś wersja jest „prawdziwsza”. Takie numery robią schizofrenicy, których zmusza do takich zachowań ich schizofrenia, więc atakują prawdziwe wspomnienia swoich ofiar na punkcie których mają obsesję, doprowadzając do amnezji, aby później wywoływać fałszywe wspomnienia i doprowadzać do śmierci psychiki, bo wmawiają swoje urojenia jako prawdę.

To tłumaczy moje zerwania z tak zwanymi „przyjaciółkami” z fandomu. Przy czym to nie ja byłam powodem rozwodu Piotra, tylko debilizm jego byłej żony, która postanowiła również swojego męża oświecić, co do tego kim niby miał być mój ojciec. Piotr się tak wkurwił, że odszedł od idiotki, jeszcze zanim zaczął ze mną ponownie rozmawiać i przyszedł do mnie do pracy. Idiotka nie wiedziała, że ojciec jej byłego już męża oraz mój tata znali się jak łyse konie jeszcze z Francji. A moja matka nigdy nie miała siostry. A pomówienia mojego taty o pedofilię są tak bardzo fałszywe, jak tylko mogą być, bo już w podstawówce wiedziałam, że w weekend, kiedy niby miał „zgwałcić” schizofreniczkę Renatę przebywał za granicą.

Na wielu osobach mści się, że naprawdę nie wiedzą, kto jest kim w fandomie, ani kto jest kim z moich znajomych czy krewnych.

Śmierć tępym plotkarzom!!!

Ciocia

Tak się składa, że nie mam ciotki. Siostra mojego taty zmarła we Francji i nigdy nie mieszkała w Polsce. A moja mama miała tylko brata, który jak najbardziej jeszcze żyje i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie z nami.

Za siostrę mojej matki podaje się fałszywie wariatka Barbara. Mogę to skwitować tylko w jeden sposób – bzdura. Urojenia, że jest się z kimś spokrewnionym, są tak częste u schizofreników, że aż nie chce mi się tego komentować. Ani Barbara nie jest moją „ciotką”, ani Renata nie jest moją „cioteczną siostrą”. Nie mam z tymi schizofreniczkami nic wspólnego. Z tym, że oczywiście ich urojenia jak najbardziej zakładają, że dzięki urojonemu pokrewieństwu się „dorobią”. No cóż motywacje pieniężne są bardzo charakterystyczne dla schizofrenii i występując w niej urojeń. Więc naprawdę nie zamierzam się z tymi wariatkami czymkolwiek dzielić.

Bardzo mi przykro, że w pewnym momencie zakatowano mnie (i to nie raz) wyłącznie na podstawie urojeń tych idiotek. Świadczy to jak najgorzej o ich enablerach oraz o polskim społeczeństwie, a także jego pojęciu o prawach człowieka, czy dobrym wychowaniu.

Na podstawie słów wariatki wywołano u mnie syndrom sztokholmski, który miał mnie „leczyć”, bo „Barbara coś powiedziała”. Więc nie, wariatka Barbara nie ma prawa decydować o moim życiu, o tym z kim chcę być, czy gdzie pracować. Także nie może decydować o moich poglądach politycznych czy wyznaniu. Praktycznie wyłącznie na podstawie jej pomówień zakatowano mnie za to, że nie chcę być kimś w PiS. Nienawidzę takiej Polski, którą rządzą wariaci oraz kler, dla którego słowa schizofrenika są święte. Bo schizofrenik jest kandydatem na świętego, którego wypromowanie – jak usłyszałam – zapewnia udaną karierę.

Nie, nikt z Avangardy, czy PiS nie jest ze mną spokrewniony. Nie mam też męża, ani dzieci. Stało się to dzięki zbiorowemu wysiłkowi wielu osłów z warszawskiego fandomu. Bo gdy tylko ktoś z moich prawdziwych przyjaciół czy byłych wyciągał mnie z traumy i amnezji, to wielbiciele schizofreników rzucali się mnie ponownie niszczyć. I tak to wyglądało całe moje życie. Prawa strona fandomu to ludzie, którzy w życiu już nic nie powinni się o mnie dowiadywać, bo gdy tylko usłyszeli jakieś plotki, to donosili i szczuli na mnie schizofreników oraz sami zaczynali mnie „leczyć” z czegoś, co było prawdą, bo nie mam ani z Renatą, ani jej ukochanym Romanem nic wspólnego. Z Barbarą też nie. Ci wszyscy ludzie też nigdy w życiu nie mieli nic wspólnego z Piotrem, czy kimkolwiek z jego rodziny.

Jedyne, co mi pozostało, to się krwawo zemścić w mediach społecznych z nadzieją na jeszcze większy wrzask w dużych mediach, upadek Kościoła Rzymsko-Katolickiego (ta skamielina promująca wszędzie schizofreników musi już odejść), czy ostateczny upadek PiS (czego już im od dawna życzę).

Nie jestem spokrewniona z żadnym z wariatów z mojej podstawówki i ponownie bardzo grzecznie proszę się ode mnie odpierdolić i zacząć przestrzegać praw człowieka chociażby w ich małej części. Z mojego punktu widzenia Polsce niedaleko już do Somalii, bo takie zdziczenie obyczajów zaobserwowałam i taki brak poszanowania dla prawdziwego prawa czy prawdziwej sprawiedliwości.

Wszystkie te wydarzenia zmieniły mnie w tak skrajnego antyklerykała, że nie chcę i nie potrafię współpracować z jakimkolwiek katolikiem. Nie chcę oglądać tych zbirów. Niestety katolicki model wychowania stwarza niebezpiecznych oraz zdemoralizowanych psychopatów, którzy się nie liczą z nikim ani niczym.

Akcja informacyjna

Adam został uratowany prze ludzi, których nie znał, bo inaczej podzieliłby los Ravna oraz Piotra, i zostałby zabity za znajomość ze mną. Schizofrenicy z mojej podstawówki zapowiedzieli mi w czasie nękania mną na korytarzu mojej pracy, że to zrobią, ale Adam tak samo jak Ravn nie chciał opuścić konwentu, bo członkiem fandomu jest od dziecka i zawsze czuł się na konwentach rewelacyjnie, bo jest jedną z osób, które przynoszą zaszczyt temu środowisku.

Ale o mały włos nie podzieliłby losu innych moich facetów. Na całe szczęście akcja informacyjna na Facebooku się powiodła i osoby, które go znały z widzenia tylko, zareagowały, gdy został zaatakowany przez wariatów, którzy już wyciągnęli noże. Adam mial cichą ochronę fanów przez cały konwent, którzy obserwowali, co się dziej. Mogę im tylko gorąco podziękować. W przeciwieństwie do Ravna Adam przeżył, ale i tak skończyło się to zajście ranami i rozsypał się psychicznie. Dołączył do grupy osób, które unikają środowiska fanów, bo zdrowie psychiczne i życie jest ważniejsze od uczestnictwa w konwentach.

A Avangarda nadal robi wszystko, czego tylko domagają się wariaci. Moja prelekcja o Lolicie była papierkiem lakmusowym i testem dla klubu. Jak wcześniej usłyszałam od schizofreników została odrzucona, bo według ich fałszywych oskarżeń „rani Renatę”, która miała niby być zgwałcona przez mojego ojca. Jest oczywiście całkowicie odwrotnie, to ja (i wiele innych osób) byliśmy jako dzieci zaatakowana przez ojców Renaty oraz Romana (chociaż teraz już sam Roman przejął rolę swojego ojca w podobnych pedofilskich gwałtach, wiem bo zaatakował córkę mojego byłego). A mój ojciec w weekend, kiedy miał podobno zaatakować Renatę po tym, jak ją niby odwiedził w domu, przebywał na konwencie w Londynie. I oczywiście w życiu nie był w jej mieszkaniu. Przypomniałam sobie doskonale te fałszywe oskarżenia z dzieciństwa, które skończyły się zarzutami dla kogoś innego niż mój ojciec, i nigdy nie potwierdzę oskarżeń tego gangu schizofreników z mojej podstawówki wysuwanych wobec niewinnych osób.

Inne kluby przyjęły moją prelekcję z wdzięcznością. Przy czym klub z Łodzi nagrodził mnie brawami po zakończeniu wystąpienia. To są ludzie, którzy – jak się okazuje – znają mnie najlepiej i zawsze w tym mieście czułam się świetnie. Mój głos na Wordlcon w Polsce przypadana na klub łódzki. Są to sprawni organizatorzy, którzy wiedzą dokładnie, kto jest kim na polskiej scenie fantastycznej. Co więcej Łódź jest doskonale skomunikowana z Warszawą, a półtorej godziny pociągiem to tyle, co często w innych krajach zajmuje dojazd na lotnisko umiejscowione koło dużego miasta. Przy czym jestem całkowicie pewna, że wielu fanów z Warszawy zgodzi się zabrać szanownych gości swoimi prywatnymi samochodami. Wystarczy się skrzyknąć. Droga wtedy będzie krótsza i przyjemniejsza. A bogaci sponsorzy – jestem o tym przekonana – są w stanie także zorganizować dodatkowe autokary już z warszawskiego lotniska. Wystarczy ich poprosić.

W tej sytuacji rzucam swój głos na Łódź, jeśli chodzi o Worldcon w Polsce, o który już dawno walczy Avangarda, chcąc przedstawić Renetę jako „współautorkę Wiedźmina”. a także „pomysłodawczynię Buffy” – a przynajmniej tak mi to przedstawili schizofrenicy z mojej podstawówki. Na co oczywiście nie mogę się zgodzić.

Róbcie takie rzeczy beze mnie. Moje zdanie poznaliście. Ja się z takiego fandomu wypisuję.

Śmierć

Muszę opisać z jakiego powodu schizofrenicy z mojej podstawówki postanowili zabić Ravna. Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, gdy byłam dzieckiem, spotkałam młodocianą ofiarę Kościoła, która była zmuszana do zostania zakonnicą wbrew swojej woli, bo jakaś schizofreniczka tego zarządała i obrzuciła ją pomówieniami, klasycznymi dla schizofrenii zresztą. Mój tata miał już wcześniej dużą nieprzyjemność spotkać się ze schizofrenikami, więc już wtedy wyjaśnił mi wszystko na temat tej choroby.

Byłam tym tak oburzona, że gdy zostałam zaproszona do telewizji jako mała sportsmenka, wykorzystałam tę okazję, aby napiętnować postępowanie Kościoła Rzymsko-Katolickiego w przypadku tej dziewczynki. To, co opowiedziałam, wzbudziło oczywiście zainteresowanie schizofreników z mojej podstawówki oraz okolic. Ci maniacy religijni obrali sobie w związku z tym także mnie za swój cel i zaczęli mnie, jak mówią, obserwować. Oczywiście ruszyła im cała lawina urojeń na mój temat.

Dziewczynkę ze wsi udało się uratować. Gdy tylko skończyła osiemnaście lat, zwiała do pracy u rodziców Piotra. Wiem, że uważa, że znalazła się w tak dobrym miejscu, że lepiej trafić nie mogła. Pokojówki, nazywane popularnie mejdami, po prostu cały dzień harują i sprzątają, a w chwilach wolnych siedzą w służbówce, czekając, aż będą potrzebne i wezwane. Dla osoby wykształconej takie zajęcie byłoby piekłem, ale dla mojej znajomej pokojówki to, co robi, jest rajem, bo edukację skończyła na podstawówce i była tak źle traktowana od dzieciństwa, że normalne warunki pracy u zdrowych psychicznie ludzi na najniższej krajowej z wizją emerytury, są dla niej spełnieniem wszelkich marzeń. Bo wcześniej poszła „na służbę” u tamtej wariatki, która oskarżyła ją o prostytucję. jeszcze gdy jej ofiara była małym dzieckiem i aż do chwili ucieczki z klasztoru dziewczyna była cały czas poddawana torturom, głodzona i pracowała ponad siły. Cud, że przeżyła. Moje znajome schizofreniczki marzą o takim samym losie także dla mnie i slinią się na myśl, że mogłyby mnie torturować i zmusić do „służby” u siebie. To naprawdę nie są moje „najlepsze przyjaciółki z podstawówki”, jak lubią o sobie mówić.

Moim znajomym schizofrenikom skleiłam się z tą pokojówką rodziców Piotra. Kobieta jako małe dziecko była oskarżana przez jakąś wariatkę ze wsi, że jest prostytutką. Oczywiście, że to było bezpodstawne oskarżenie, ale w Kościele się ze schizofrenikiem nie wygra, bo mit o Abrahamie i Izaaku jest odczytywany jako kategoryczny nakaz posłuszeństwa wobec każdego wariata, który twierdzi, że słyszy głos Boga, który mu objawia sekrety, albo że usłyszał spowiedź swojej bezpodstawnie oskarżanej ofiary.

Ani ta pokojówka, ani ja nie byłyśmy nigdy prostytutkami. Przy czym ja nie uciekłam z żadnego klasztoru i nie powinnam do niego wracać. Nie jestem też chora psychicznie. Nie miałam też zamiaru obrazić żadnej zakonnicy, po prostu wkurzyłam się jej interpretacją mitu o Abrahamie i Izaaku, więc wyszłam z katechezy, bo nie chciałam i nie chcę być posłuszna żadnym schizofrenikom, bo to, kurwa, nie są ludzie, którzy zasługują, aby ich nazywać „świętymi” i wypełniać ich wolę.

Moi znajomi schizofrenicy uważają, że jestem kimś ze wsi i że uciekłam z klasztoru. Niestety dla nich urodziłam się w Warszawie i nie mam w swoim życiu jakiegokolwiek etapu, kiedy bym zniknęła z życia w Polsce. Prawda jest taka, że Kościół nie powinien schizofreników głaskać po główkach i nazywać „świętymi”. Ci maniacy religijny, bo przy okazji są też maniakami religijnymi, postanowili mnie pilnować i nie dopuścić do tego, aby jakikolwiek mężczyzna „slugawił” kobietę „poślubioną Bogowi”. No cóż, mają tego pecha, że nie jestem dziewicą i nigdy nie byłam w klasztorze, nawet jako turystka. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że jestem od dziecka antyklerykałem. I mam w dupie, że Ryszard „obiecał mnie Bogu”, bo złożył podobno taką przysięgę, że pójdę do klasztoru. A chuja tam pójdę!

Ravn zginął, bo się ze mną związał i schizofrenik postanowił go zabić za seks z „siostrą zakonną”. Według tego, co mi wariat powiedział, dopadł go w takiej sytuacji, że mógł patrzeć z satysfakcją, jak Ravna ogarnia przerażenie, bo zorientował się, że są to jego ostatnie chwile życia.

Oczywiście jest to tylko jedna z wersji, jakie usłyszałam od tego schizofrenika. Według innej zabił Ravna, bo sam schizofrenik chce się ze mną ożenić, aby móc po mnie odziedziczyć mieszkanie, a także inne dobra, o których kilka osób zaczęło plotkować, nie wiedząc, że o pewnych sprawach i przypisywanych mi spadkach, lepiej zachowywać milczenie. „Low profile” to dobra rzecz. Piszę to wszystko tylko dlatego, że studiując, łapałam wszystkie możliwe kursy na całym Uniwersytecie, które miały mi pomóc w walce z tymi wariatami. Zrobiłam też kurs Komunikacji Społecznej, więc jako swój własny specjalista PR udzieliłam sobie (czyli swojej własnej klientce) rady, aby upublicznić całą sprawę. Bo tak się postępuje w sytuacjach bezpodstawnych pomówień. Jest to jedyna droga postępowania, która gwarantuje sukces. Jest to akcja kogoś krańcowo zdesperowanego, a nie jakiejś „attention whore”. Atencjuszką w fandomie jest ktoś inny, ale nie będę pokazywać palcem.

I tak ta historia toczy się całe moje życie, które upłynęło mi (tak piszę, bo już wchodzę w wiek mocno zaawansowany i nawet zbliżam się do wieku emerytalnego) na walce z wariatami o to, żebym mogła robić w życiu to, co sama chcę i kochać tych, których sama sobie wybiorę.

I bardzo, bardzo nie dziękuję wszystkim enablerom tego piekielnego gangu schizofreników z mojej podstawówki, nie dziękuję też różnym durnym koleżankom oraz osobom, które łamały wszelkie zasady psychoterapeutyczne. W tym raczyły nie uwierzyć mi w zapewnienia, że wszystkie opowieści o mnie i moim tacie pochodzą z urojeń wariatów. A tak się składa, że każdy psychoterapeuta wie, że człowiek nie tylko ma prawo do swojej wersji wydarzeń, ale też jest ostatecznym autorytetem, jeśli chodzi o jego własne życie. Ludzi się szanuje i pamięta o tym, że obowiązuje w kontaktach ludzkich życzliwość i uprzejmość. Ogólnie te zasady społeczne (na których jest oparte prawo) nazywa się „dobrym wychowaniem” i chamki, które nie potrafią się zachować, lądują z reguły na marginesie społecznym. I ponieważ każdy człowiek jest swoim własnym królem i dwór jest tam, gdzie on sam przebywa, ma prawo podejmować samodzielnie decyzje o sobie. Bo każdy człowiek jest całkowitym władcą swoich spraw i swojego życia. Nie musi mieć do tego tytułu szlacheckiego. Jeśli ktoś uważa inaczej, łamie prawa człowieka.

I mam ostatnią prośbę – odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyć człowiekowi psychikę można w pół godziny, można nawet w taki sposób odprowadzić kogoś do samobójstwa, odbudowuje się potem człowiek latami. Dlatego psychoterapeuci nienawidzą takich akcji, jakie miały miejsce u mnie w pracy. Ja też nienawidzę.

Prawo własności

Mam nadzieję, że ten wpis zakończy pewną aferę, która ciągnie się od czasów mojej podstawówki. Wtedy to właśnie schizofreniczne dzieci, z którymi chodziłam do szkoły, uknuły spisek, aby wejść w posiadanie mieszkania. Miałam albo pójść do klasztoru, albo zaszczuta przez nich się zabić, a oni mieli zostać dziedzicami moich rodziców. I to był powód dlaczego się podlizywali moim rodzicom za moim plecami oraz fałszywie przedstawiali jako moi przyjaciele. Stąd także się wzięły jeszcze inne marzenia i urojenia tych osób, które zostały rozpowszechnione wśród warszawskich fanów.

Dla zwolenników wariatki Renaty mam złe wiadomości – jestem dokładnie tą osobą, za którą się zawsze podawałam. I jestem jedyną dziedziczką mojej mamy, Heleny. Zupełnie niepotrzebne mi były wjazdy do mojej pracy (i to niejednej) zwolenników i kochanków schizofreników, którzy mieli nadzieję, że terrorem zmuszą mnie do oddania mojego mieszkania. Nie powinnam też była wysłuchiwać krzyków i wrzasków (a wszystko działo się, przypominam, w pracy przed studentami), że mam oddać klucze i że jestem wariatką. Zupełnie też bez sensu było wplątanie w to prawnika N., czy też innych osób, także psychiatrów i psychologów, bo to nie ja byłam problemem, i to nie ja powinnam się leczyć. Niestety takie urojenia kleptomanek schizofreniczek, jak te panie z mojej podstawówki, są bardzo częste. I powinny takie rzeczy zawsze być pozostawiane Policji i biegłym. Samosądy i zaszczuwanie różnych osób (w tym też mnie) to objaw skrajnej demoralizacji i nic więcej nie mogę na ten temat powiedzieć. Dodam tylko, że ja sama postanowiłam trzymać się od tego środowiska już zawsze z daleka i nie pcham im się na oczy. Nic nie mogą zrobić, abym zmieniła zdanie na temat osób, które mnie zaszczuwały całe moje życie i torpedowały moje plany osobiste i zawodowe swoimi kłamstwami ora urojeniami. Zbyt się ich boję, aby uczestniczyć w warszawskich konwentach, bo takie imprezy bardzo trudno ochraniać.

Swoje mieszkanie zajmuję jak najbardziej legalnie i nikt inny nie ma do niego prawa. Odebrałam dzisiaj legalny dokument, w którym zawarte jest wszystko, co tylko sądom jest wiadome o moim mieszkaniu. Jestem zatem gotowa do wstąpienia na drogę powództwa cywilnego, bo mam już dosyć złodziei i skurwysynów z warszawskiego środowiska fanów fantastyki.

Wcale już nawet nie chcę, aby osoby zakochane w schizofrenikach (czyli Renacie i Romanie) mnie przeprosiły. Nie ma to dla mnie znaczenia po tym, jak zniszczyły mi całe życie, pomimo wysiłków wszystkich moich przyjaciół oraz prawdziwych psychoterapeutów, aby postawić mnie na nogi. Całe moje życie to rollercoaster i po podniesieniu się z depresji i zaszczucia byłam ponownie atakowana i wyzywana. Nic, co jest związane z warszawskim fantomem, nie ma już dla mnie znaczenia.

Kurwy i ich wielbiciele, bardzo proszę, odpierdolcie się ode mnie. Ani Renata nie ma prawa do mojego mieszkania, ani Roman czy Ryszard nie są moimi „opiekunami prawnymi”. Są po prostu złodziejami i oszustami, jak to zwykle jest ze schizofrenikami, którzy odkrywają, że dzięki kłamstwom i wyłudzeniom nie muszą się leczyć, a mogą dostawać kasę za nic. W czym zawsze pomagał im Kościół i brał swoją dolę za ochronę.

Nie mogę umieścić całego dokumentu, bo nie pozwala na to WordPress, a nie chce mi się szukać w Sieci, jak to obejść, bo pewnie wystarczyłoby zmienić jedną linijkę kodu. Ale wrzuciłam skan całego dokumentu sobie do Chmury i mogę w każdej chwili okazać.

Pokojówka

Czyli wpis o podłościach Kościoła Rzymsko-Katolickiego i mojej walce z niesprawiedliwościami, jakie spotykają ludzi żyjących w katolickim kraju.

Pewnego lata, jeszcze na początku podstawówki spędzałam wakacje z rodzicami na letnisku na wsi. Nudziłam się, więc jak zwykle rozmawiałam ze wszystkimi i próbowałam się dowiedzieć wszystkiego o ludziach ze swojego otoczenia (nawet tymczasowego). Pewna młodsza ode mnie drobna dziewczynka siedziała zapłakana. Dowiedziałam się, że rozpacza, bo musi zostać zakonnicą, bo zarządała tego katechetka. Nie wiem, czym jej to dziecko podpadło, ale widać była za szczera i zbyt otwarta. Ogarnęło mie przerażenie, bo byłam wychowana wolnościowo i wierzyłam, że każdy ma prawo sam kształtować swój los. Więc nie ma miejsca na aranżowane małżeństwa, ani na wybieranie komukolwiek wbrew jej czy jego woli kariery kościelnej. Stwierdziłam, że muszę temu dziecku pomóc.

Powiedziałam jej, jakie ma prawa i że coś takiego nigdy w życiu nie powinno się było wydarzyć. Porozmawiałam z moim ojcem, ale rodzina u której wynajmowaliśmy pokoje była zastraszona przez księdza i zakonnice. Psychoterapeuci wiedzą, że praktycznie wszyscy z Kościoła są zdemoralizowani, bo są przyzwyczajeni groźbami osiągać wszystko, co tylko sobie wymarzą. W podobny sposób – czyli terrorem – wchodzą w posiadanie dóbr poczesnych, którymi oficjalnie gardzą. Znam te metody, bo stosowano je także na mnie – są opisane jako zbrodnicze w podręczniku o sektach. Naprawdę kościół Rzymsko-Katolicki powinien być zdelegalizowany, bo są groźniejszy od mafii, która Kościoła i Opus Dei się boi. Przestępcy się ich boją, chociaż sami przestępcy potrafią nieźle zniszczyć ludzi za odmowę współpracy. Ale nie potrafią zrobić człowiekowi takich rzeczy, jakie potrafią zrobić zatrudnieni przez Kościół schizofrenicy, którzy są szczuci na niepokornych, którzy kontestują całkowitą i absolutną władzę Kościoła.

Nie jestem osobą, która się łatwo poddaje, więc zaczęłam myśleć, jak dziewczynce pomóc. Poprosiłam tatę, żeby jej dał trochę pieniędzy na autobus do Warszawy i dostała też telefon do ojca Piotra, żeby w rezydencji zatrudniła się jako pokojówka. Oczywiście mogła to zrobić dopiero jako osoba pełnoletnia. Dowiedziałam się później, że pozwolono jej skończyć tylko podstawówkę i oddano w niewolę do zakonu. Zakonnica, którą niby obraziła, torturowała ją i kazała pracować ponad siły. Pewnego razu dziewczyna w zakonie musiała szorować podłogi oraz kible przez bite dwadzieścia cztery godziny. Na całe szczęście nauczyła się różne informacje i swoje opinie zachowywać tylko dla siebie. Odczekała do swoich osiemnastych urodzić i nad ranem wymknęła się z budynku zakonu.

Mój tata i ojciec Piotra znali się jeszcze z czasów francuskich, obaj już wtedy byli przyjaciółmi. Piotr został przeze mnie ostrzeżony, że ktoś taki jak ta dziewczyna będzie szukała pomocy. Na całe szczęście była na tyle potulna, że nie zrobiono jej tego, co zrobiono mnie i nie straciła pamięci, bo katowano ją tylko fizycznie i odmawiano jedzenie. Ma niecałe metr czterdzieści i przeszła w dzieciństwie piekło.

Mam z nią tylko tyle wspólnego, że moja katechetka też się na mnie uwzięła, bo poczuła się obrażona, bo ją poprawiłam i zaczęła opowiadać o mnie kłamstwa, a także poszczuła na mnie swoich znajomych „świętych” – czyli schizofreników, którzy zgodnie z prawem mogą nawet bezkarnie kogoś zabić. Kościół to nie jedyni przestępcy, którzy posługują się chorymi psychicznie ludźmi, aby kogoś zastraszyć lub sobie podporządkować. Czy też zemścić się za odmowę współpracy.

Moja katechetka miała tego pecha, że moi rodzice to wielkomiejscy ateiści i nie zamierzali spełniać jej żądań. To że wyznaczyła schizofreników na moich „zastępczych rodziców” wcale jej wiele nie pomogło. Nie da się mnie nawrócić, bo jedyną religią, jaką szanuję jest Wicca. Oprócz tego jestem ateistką i kieruję się nauką we wszystkim, co robię. I nie jestem zbuntowaną pokojówką, więc bardzo proszę się ode mnie odpierdolić.

Fałszywa tożsamość

Jedną z najzabawniejszych opowieści o mnie rozgłaszanych przez schizofreników z mojej podstawówki (oraz okolic) jest ta jakobym nie potrafiła nawet włączyć komputera. Mam też mieszkać w mieszkaniu komunalnym i podszywać się pod pisarkę Małgorzatę Wieczorek. Wprawdzie nie utrzymuję się z pisania, więc mam opory przed nazywaniem się „pisarką”, ale moi przyjaciele twierdzą, że nie powinnam się niczego wstydzić.

Ale wariatki i wariaci oraz imbecyle nie zatrzymują się na tym. Nie tylko nie jestem pisarką, ale mam też bezzasadnie uważać się za anglistkę. Według tego grona nie mam nawet matury, nie mówiąc już o dyplomie wyższej uczelni. Nie znam też angielskiego. Chociaż, przyznam, są osoby z tego grona, które jednak zauważają, że angielski „trochę” znam. Oczywiście nie jest to żadną moją zasługą, tylko faktu, że miałam niby nauczyć się angielskiego w amerykańskiej podstawówce, gdzie się uczyłam, zanim przyszłam do szkoły w mojej okolicy w Warszawie. I to podobno z czasów mojego pobytu w Stanach mam znać Breta.

Breta znam, jak już wspomniałam, z koncertów. Szczególnie tego, na który przybył jako słuchacz, bo wylot do ojczyzny mu się przesunął. Po jakimś czasie pojawił się w Warszawie jako artysta, a ja jak zwykle wtedy dręczyłam – ku zadowoleniu wszystkich – dźwiękowca, aby dźwięk był jak najlepszy. Dzięki mojemu woluntariatowi (który sama klubowi zaproponowałam – wcale tam nie pracowałam, rzuciwszy studia, jak twierdziłam wariaci, nadal dzielnie uczyłam się) poznałam zresztą wielu ciekawych muzyków. Chociaż Ravna poznałam, gdy był jeszcze grubym nerdem, bo jak wiele innych osób, przyjechał na Polcon mnie zobaczyć, bo opowieści Andrzeja przyciągnęły ciekawość fanów. Bretowi też o mnie opowiadał. Bardzo źle się stało, że on i Nycz stanęli w pewnej sprawie po stronie wariatów i okłamywali moją matkę.

Te opowieści oczywiście przyciągnęły ponownie wariatów z mojej podstawówki, bo inaczej by mnie nie odnaleźli i nie rozpoznali. Ludzie, którzy mówią, że mam w życiu szczęście, mylą się całkowicie. Nikt nie ma większego pecha ode mnie.

Ambasada

Ślub z Ravnem wzięłam w Ambasadzie Norweskiej, a moją świadkową była najlepsza przyjaciółka. Oczywiście nie był to nikt z gangu Renaty czy Romana, bo z tymi osobami nie chcę mieć nic wspólnego od dzieciństwa. Nie rozmawiam z nimi i nie rozmawiałam o także nigdy nie prosiłam o „pomoc”.

Pokazałam się z Ravnem jako mężem na polskim konwencie i byłam bardzo szczęśliwa, bo w ten sposób zablokowałam schizofrenika Romana. Nie mógł starać się zostać moim mężem, a potem po mnie dziedziczyć, jeśli byłam mężatką. Niestety on wraz ze swoim bratem, jak go nazywa, zabił Ravna później w Oslo. Wiedziałam o ich groźbach i ostrzegałam Ravna, ale i tak nie udało się go ocalić. Świat muzyki stracił doskonałego wokalistę, a moja osobista strata jest, jak myślę, oczywista.

Bardzo szybko zostałam przez schizofreników oraz ich pomagierów tak skatowana, że straciłam pamięć. Moja norweska rodzina próbowała mi pomóc, ale sama amnezja nie jest powodem do ubezwłasnowolnienia kogoś. Zostałam sama na pastwie schizofreników oraz ich enablerów. Przez jakiś czas jeszcze byłam racjonalna i wtedy próbowałam wyjść za Breta. Ale zapowiedzi wyjazdu do Stanów z narzeczonym, spowodowały już takie ataki i pranie mózgu, że wywołano u mnie syndrom sztokholmski i zniszczono do reszty życie.

Obie schizofreniczki z mojej podstawówki udają psychologów. Ich jedyną pretensją do takich stwierdzeń jest ukradziona mi praca magisterska z psychologii klinicznej. A właściwie jej rękopis. Policja doskonale wie, kto mi ją ukradł i czyim charakterem pisma została napisana. Do momentu, zanim schizofrenicy dostali w łapska wiedzę psychologiczną, która pozwala zniszczyć człowieka, bo dotyczyła w dużej mierze syndromu sztokholmskiego, jeszcze byłam do pewna stopnia bezpieczna. Ale zgodnie z moimi przewidywaniami schizofrenicy po doszkoleniu się, rozpoczęli swoje „terapie”, niszcząc mi nie tylko pamięć, ale doprowadzając do zabicia psychiki.

Przeklinam wszystkie osoby, które pomogły im ukraść moją pracę, a potem pomogły im w urzeczywistnieniu ich wszystkich schizofrenicznych planów.

Poprosiłam moją norweską rodzinę i przyjaciela Ravna, który od dzieciństwa też ma problemy ze schizofrenikami, aby nie zgłaszali do polskich urzędów naszego małżeństwa. Miałam już wtedy amnezję, ale gdy przypomniano mi się fakty, podejmowałam racjonalne decyzje. Widziałam, że Roman chce wykorzystać moje małżeństwo, aby sam się podawać za mojego męża, bo nie będę mogła nic zrobić, gdy mam w polskich papierach mężatka. Przy czym gdy zabili Ravna powinnam była wtedy bardzo szybko dostać status wdowy, tak jak jest w Norwegii. Ale tak się składa, że to ja osobiście powinnam to zgłosić polskim urzędom.

Nie zgłosiłam mojego małżeństwa i śmierci męża z powodu amnezji. Teoretycznie mogłam w chwili, gdy mi to przypominano, upoważnić prawnika, aby zrobił to za mnie, ale tego nie chciałam, bo bałam się, jak już wspomniałam, że wykorzysta to Roman.

Przeżyłam tragedię, bo mój mąż zginął zasztyletowany przez schizofreników przed naszą nocą poślubną. Ravnowi zależało, aby najpierw kupić dom i dopiero w nim skonsumować nasz związek. Został zabity chwilę po kupnie domu.

Przeklinam wszystkich, którzy pomagali schizofrenikom oraz mordercom Ravna.

Będę musiała w końcu uporządkować sprawy w polskich urzędach i zgodnie z decyzją sprzed lat przyjąć norweskie nazwisko męża, pod którym funkcjonuję już w Norwegii.

Przepowiednie

Nieprawdą jest, że Ravn przepowiedział swoją śmierć. Było wręcz odwrotnie, to ja go ostrzegałam i prosiłam, aby nie szedł na konwent w Oslo. Przy czym tutaj w tym również nie było nic nadnaturalnego.

Roman i jego brat, obaj bardzo groźni schizofrenicy, którzy zawsze marzyli o zabijaniu, przyznali mi się już w podstawówce, że marzyli o karierze zawodowych morderców i że eksperymentowali na zwierzętach. Równie dobrze można by uznać, że są po prostu psychopatami i nie zasługują na ochronę jako ludzie chorzy psychicznie. Wiem, że Roman morduje koty. Jak już wcześniej pisałam przyłapałam go na duszeniu mojej kotki Melissy, po tym gdy moja matka wpuściła tego zjeba do mojego pokoju. Moja kotka ledwo przeżyła. Nie dziwię się, że ufała tylko mnie.

WIdząc mnie wiele razy z Ravnem w czasie polskich konwentów, Roman zapowiedział, że go zabije. Ravn niestety był przekonany, że Roman i jego brat nie zagrażają mu w Oslo, więc poszedł na lokalny konwent pewny, że będzie bezpieczny. Ravn był pacyfistą, już ja mam w sobie więcej z myśliwego, niż on kiedykolwiek miał.

Roman i jego brat przyznali mi się do – jak to określili – „zarąbania” Ravna.

Mam dosyć tych psychopatów i tego, że chronią ich nie tylko wariaci, ale też decyzyjni głupcy.

Nie zobaczycie mnie na polskich konwentach.

Aureola

Ten wpis będzie o tym, dlaczego wszystkie religie to oszustwo.

Halo wokół świateł i rozchodzące się efektowne promienie to coś, co po prostu jest przypadkowym efektem wynikającym z tego, że ktoś ma zaćmę. Lekarz o tym powie swojemu pacjentowi. Tak się kłada, że Ryszard wszczepił sobie najlepsze akomodacyjne soczewki i nie musi nosić okularów, ale przy okazji uzupełnił wiedzę, która pozwala mu – jak wielu innym schizofrenikom – tworzyć swoje pseudo-cuda.

Schizofrenicy programują swoje ofiary po ich zaszczuciu i powodują, że te zaczynają robić dokładnie to, co schizofrenik chce. Wielu schizofreników to maniacy religijni i Ryszard nie jest wyjątkiem. Chociaż mu to nie do końca nie wyszło, ale próbował mi wmówić, że Kruk to Roman i że w jego towarzystwie odbywałam jakieś katolickie misteria i że już widziałam cuda w dzieciństwie. Ale Ryszard i Kościół ma tego pecha, że nie jestem katoliczką, a Kruk to Norweg Ravn, a nie Polak-schizofrenik Roman, więc to programowanie nie do końca im nie wyszło.

Bardzo lubię tłumaczyć ksywkę Ravna na polski, bo nie jest to przypadkowe nawiązanie do pewnego kultowego filmu. Tylko, że nigdy w tej roli nie wystąpi Roman. Promienie światła rozchodzące się od ulicznych latarni to zawsze dla mnie będzie światło Potrójnej Bogini, a nie Matki Boskiej. Podobnie z obserwacją świec przy posągu Potrójnej.

W czasie studiów przeczytałam cały podręcznik o tym, jak cuda są falsyfikowane przez schizofreników, którzy koniecznie chcą ludzi nawracać oraz bardzo chcą, żeby wierzono, że potrafią dokonywać cudów.

Barbara nie jest święta, Ryszard też nie jest. Ich córka jest tylko tępą schizofreniczką, tak samo jak siostra Romana i on sam. Nie mam z nimi nic wspólnego i nie chcę mieć nic wspólnego. Są tak podręcznikowymi schizofrenikami, że aż to bije w oczy. Ich wszystkie przechwałki i cuda to wynik to pic na wodę i fotomontaż.

A zatem nadal jestem ateistką i poganką, chociaż wciągnięto mnie w urojenia i celowe matactwa tej szajki. Ale jak to z takimi stanami już jest, same się rozwiewają. Wystarczy odrobina wiedzy i czasu.

Wszystkie religie zostały stworzone przez durnych schizofreników – to też jest prosto z jakiegoś podręcznika. I bardzo proszę już mnie więcej nie nawracać i nie swatać wbrew mojej woli ze schizofrenikiem Romanem czy kimkolwiek innym.