Haraldsdóttir

Haraldsdóttir składa się wyłącznie z zawodowych muzyków, tylko ja jestem amatorką, ale wokalistkom wiele się wybacza. Pisałam już wcześniej o Kristianie. Do zespołu zostali zaproszeni też gitarzyści Adam i Tommy. Brakowało gitarzysty, bo Kruk został zabity przez norweskiego wariata w czasie konwentu w Oslo. Ze starego norweskiego zespołu, który u mnie w kuchni pracował nad materiałem, zgłosił się też perkusista. Mamy pełen skład i nie potrzebujemy nikogo innego. Kristian ma notatki z nowymi kompozycjami. I wystarczy mi tylko jeden zespół.

Kristian norweski zespół powołał do życia chyba wyłącznie w celu poderwania mnie, bo zaczęłam z nim tym żartować, a składał się ze studentów Akademii Muzycznej z Oslo. Kristiana znam od dziecka, bo Norwedzy się trzymają razem, także norwescy dalecy krewni. I w taki sposób zespół, który nie nagrał żadnej płyty, wystąpił w Progresji na zasadzie – chcieli, to wynajęli salę i wystąpili. Zostałam przez krewnego praktycznie zaniesiona na scenę i kazał mi z sobą zaśpiewać. Potem mnie praktycznie sterroryzował, abym dołączyła do zespołu, który nie miał nazwy, albo miał tylko tymczasową. Jakby nie było, dopiero miałam nadać nazwę. Była to impreza, która została pocztą pantoflową rozpropagowana w świecie metalu. Pojawiło się sporo ludzi, ale nie było tłumu, bo impreza była zamknięta i wstęp tylko za zaproszeniami. Ale od tamtego czasu mam wiernych fanów. Ten zespół rozpadł się, bo zaczęłam spotykać się z Krukiem (który jako jedyny nie był moim krewnym w tym zespole), a Kristian się obraził. A może został okłamany przez schizofreników? Wszystko jest możliwe z tym gangiem z mojej podstawówki.

To nie był zespół black metalowy.

Istnieje nagranie koncerciku mojego licealnego zespołu z Reytana. Nagrywali Adam z bratem, których też znam od dziecka. Z tego, co mi powiedziano, kompozycje się nadal podobają, ale oprócz wokalistki i basistki w jednym nie ma tam nikogo dobrego. Więc wcale, ale wcale nie zamierzam tęsknić za Krwawą Hordą z Reytana. Adam zrobił zdjęcia, więc widać, kto jaki instrument obsługiwał. I podobno tylko ja się starałam.

Romana nie ma na tym nagraniu. Wygoniłam go z zespołu, bo na oślep uderzał w struny basu. Identycznie się zachowywała jego siostra, gdy udawała anglistkę i nie pracując w Studium, przejęła kilka prac do sprawdzenie. Stawiała znaczki na teście całkowicie przypadkowo. Naprawdę ona u nas nie pracowała. Szlochy tej schizofreniczki proszę wysyłać do ludzi, którzy utrudniają jej leczenie się, bo wierzą we wszystkie jej urojenia.

Zespół z Reytana to był gówno, więc, jednym słowem, niech Bartosz sobie sam radzi. Tego zespołu nie będę reaktywować, wolę pracować z prawdziwymi muzykami i wykorzystać inne oferty współpracy.

Na razie wszystkie prace zawieszono, bo po ponownych atakach schizofreników straciłam znowu pamięć. Ale usłyszałam obietnicę, że wszyscy zgłoszą się do mnie w odpowiedniej chwili i wrócimy do pracy nad aranżacją.

Mieszkanie

Muszę się przeprowadzić, ale nie dlatego, że powinnam oddać swoje mieszkanie schizofrenicznym kurwom z mojej podstawówki. Po prostu nie chcę mieszkać w lokalu, którego adres znają osoby z gangu z mojej podstawówki. To nie są moi przyjaciele i nigdy nie byli moimi przyjaciółmi, tak samo jak polityk N., pan Ch. czy ginekolog Ch,. który był na tyle bezczelny, że w celu zaszczucia mnie i okłamania otoczenia, kłamał, że odbierał moje porody.

Powtarzam jeszcze raz, nie mam żadnych dzieci. A Roman nigdy nie był moim mężem. Środowisko religijnej prawicy za to jest pełne takich wywłok i kreatur, że aż brak mi słów. Są to ludzie tak zdemoralizowani, że aby się przypodobać Nyczowi, ok którego zależy kariera polityczna, jak mi powiedziano, złamią każde zasadę społeczną i każdemu nakłamią.

To nie jest prawda, że nie mam żadnych praw, jak mi religijna prawica próbowała wytłumaczyć. Ci wszyscy ludzie to dewianci i szubrawcy, których nie chcę oglądać. Zakatowali mnie, napawając się swoją wyższością, demonstrując tak naprawdę krańcowy upadek moralny.

Moje siostrzenica to nie jest moje dziecka, ale też została zakatowana psychicznie, bo „musiano” jej „uświadomić”, że jest moją i Romana „córką”. Nie mam wątpliwości, kim są jej rodzice i jest to moja siostra i mój szwagier. Wypraszam sobie kolejne ataki na mnie i na nią. Również o mało co nie została doprowadzona do samobójstwa. Tak się dzieje, gdy idioci zaczynają się bawić się w psychologów.

Nie chcę mieszkać tam, gdzie mogę się liczyć z kolejnymi atakami na mnie schizofreników. Mam dosyć Romana, który próbuje się do mnie dobijać środku nocy, tak ma nakręconą psychozę przez różnych idiotów, którzy raczej powinni go wysłać do psychiatryka, a nie mu „pomagać” odzyskać „żonę i dzieci”. Bo – jak mi powiedziano – „dzieci muszą znać ojca”. Kurwa, nie mam przez was dzieci, a wszystkie moje związki zostały przez tych zbirów rozbite.

Znam behiawioryzm (piszę behiawioryzm, bo zwykła psychologia nie ma tu zastosowania), że wiem, że schizofrenik nigdy się nie odczepi i takie zaszczucia z reguły kończą się śmiercią ofiary. Gang schizofreników z mojej podstawówki już w moim dzieciństwie zakładał się, kiedy popełnię w końcu samobójstwo. Bo inni się już dawno powiesili. Nie tylko sami odkrywali mechanizmy zaszczucia, ale stosowali w praktyce to, czego nauczył ich dziadek i rodzice. To jest dynastia ludzi chorych psychicznie, a nie moi „krewni” czy „przyjaciele”.

Życzę cierpienia ludziom, którzy im pomagali.

Jak już napisałam, schizofrenik się nie odczepi i wiedzą o tym ludzie Kościoła, którzy wykorzystują takie gangi, żeby karać „nieposłuszne” i zbyt „ambitne” dzieci. Spodziewam się, więc kolejnych napadów na mnie w pracy, nie tylko łomotania do drzwi. Jeśli chcecie mi pomóc, zwróćcie się do mnie z propozycją nowej pracy i miejscem, gdzie mogę się przeprowadzić.

Bardzo chętnie też wyciągnę z niebytu mój zespół z Reytana, czas go reaktywować. O ile pamiętam, nie miał nazwy, więc chcę go nazwać Haraldsdóttir. Tak jak norweski zespół, który się rozpadł. Został z niego tylko Kristian, który, jak słyszałam, nie da sobie odebrać basu. Więc nie będę musiała ponownie uczyć się grać linii basu. Zostałam zmuszona do tego, bo basista był za słaby i został wyjebany na zbity pysk. Ja |trenowałam”, aż wszystko umiałam zagrać. Schizofrenik za to ma urojenia, że potrafi i wystarczy na oślep walić palcami w struny. A Kristian jest zawodowym muzykiem i pianistą, więc wie, co robi.

Powiedziano mi, że w czasach mojego liceum basistę udawał wtedy Roman, który jak zwykle podawał się za mojego faceta. Ten skurwysyn musi w końcu się leczyć i przestać mi niszczyć życie. Roman razem z gangiem schizofreników z mojej podstawówki tworzy organizację, której nie mogę inaczej traktować niż The Silence z serialu Doctor Who.

Mają się w końcu ode mnie odpierdolić, Roman nie jest nikim z mojego dawnego zespołu.

Ludzie powinni się w końcu nauczyć, że nie wszystkim można wierzyć.

Roman i gang schizofreników z mojej podstawówki zniszczyli mi życie tak bardzo, że mam zamiar wyprowadzić się z Polski i zacząć gdzieś wszystko od nowa z nowymi ludźmi i nigdy już nie oglądać nikogo z polskiego fandomu. Mam w końcu prawo próbować odzyskać choć odrobię szczęścia w życiu. Oglądanie mord skurwysynów z Avangardy czy Romana szczęścia mi nie zapewni.

A Roman jako schizofrenik nigdy nie nauczy się grać na basie, bo jak to schizofrenicy reaguje niechęcią na muzykę, szczególnie heavy metal. Nawet glam wywołuje u niego spazmy niechęci. On jako basista jest takim samym dowcipem, jak to że jego siostra Anna jest wokalistką Burzum.

Z drugiej strony, może nie będę musiała wyjeżdżać za granicę, bo tylko wystarczy głośno i wyraźnie zerwać urojone – dla mnie nie ma pomiędzy nami żadnych – więzy z wariatami z Avangardy. Niestety schizofrenicy do doprowadzeniu swojej ofiary do takiego stopnia zaszczucia, że traci pamięć, dalej kontrolują jej życie i upierają się nią „opiekować”, bo niby tylko oni znają „prawdę”.

Zmiana miejsca zamieszkania i pracy powinna pomóc. Ale potrzebuję wsparcia w tym, co robię, bo ledwo trzymam się na nogach po tych wszystkich zaszczuciach, które trwają bez końca od podstawówki.

Jeśli mieszkalibyśmy w Stanach to Roman już by nie żył, bo moja rodzina (i ja sama) zabiłabym go za próby wdarcia się do mojego mieszkania. Usuwany był przez patrole Policji. Zawsze mogę zrobić to ponownie, bo nawet jeśli mnie zwiąże, bo tym razem połączy mnie z Dyspozytorem głosowa komenda wydana Siri.

Po napisaniu powyższego, uświadomiłam sobie jedno – schizofrenik przejmuje kontakty swojej ofiary i ją zaczyna reprezentować. Więc jeśli Bartosz pomaga Romanowi, to nie będzie żadnej reaktywacji reytaniackiego zespołu. Zrywam z tą grupą ludzi również, bo mnie zawiedli.

Czyli najprawdopodobniej ten zespół nigdy nie reaktywuje, bo nie dam rady pracować ze zdrajcami i idiotami. Mam sama wiele innych ciekawych propozycji. Nie potrzebuję dawnego zespołu. Wiąże się z bardzo złą historią zaszczucia mnie w liceum.

A Roman jest biedakiem, który wyłudzał od różnych ludzi pieniądze, udając mojego „męża”, tylko stąd miał pieniądze, które – jak to schizofrenicy – rozdawał hojną ręką. Niestety nie jest krewnym Piotra. I jest całkowicie niegodny zaufania. Nawet nie chodził do Reytana. Żaden z niego geniusz, który woli wypełniać półki w Biedronce niż robić coś ciekawszego. Wystarczyło przyjść w krótkich spodenkach do sklepu, bo go wyrzucili, bo jego schizofrenia objawia się oskarżaniem mnie o prostytucję i narastającą psychozą na widok bardziej skąpej odzieży. Jest spokój w tym sklepie i mogę do swojej ulubionej Biedronki. Nikt tam nie dopisuje sobie produktów na mój koszt, ani nie staję się obiektem psychiatrycznych ataków na mnie. Naprawdę nie kradłam i nie kradnę w tym sklepie.

Roman nie jest leniwym geniuszem. Akurat geniusz w życiu nie będzie miał tak ubogiego słownictwa czy wiedzy ogólnej, też z poziomu liceum.

Bardzo proszę wyrzucić zjeba ze wszystkich środowisk, bo na nic nie zasługuje. Jest to skurwysyn, którym mnie kler usiłuje ukarać za ateizm i pogaństwo. To jest maniak religijny, który chce pogan nawracać w fandomie.

Mam dosyć łączenia mnie z nim na siłę. Ludzie, którzy mi to zrobili, zniszczyli mi całe życie, a i tak się nie ugnę i za niego nie wyjdę. Prędzej ucieknę za granicę.

Zespół z Reytana rozpadł się, bo Bartosz zaprzyjaźnił się z „geniuszem” schizofrenikiem. Nie żal mi go wcale, tak nie żal mi Krystyny. O ile się orientuję, oboje są trzymani w staropanieństwie i kawalerstwie, ale schizofrenicy, bawiąc się nimi, nie pozwolą im się zacząć spotykać. Tak samo nie pozwolą im spotykać się z innymi ludźmi.

Nie chcę oglądać zdrajców, którzy współpracują z Romanem, czy innymi schizofrenikami z jego rodziny.

To zamyka sprawę mojego dawnego zespołu. Mam tylko nadzieję, że Bartosz odda mi w końcu notatki z moimi kompozycjami. Pracowałam na nimi z tatą. Już jako dziecko uczył się muzyki.

Wieczorek

Nie mam krewnych o nazwisku Wieczorek w Polsce. Jest na to proste wytłumaczenie. Moja arystokratyczna babcia uparła się wyjść za swoją wielką miłość i postawiła na swoim, między innymi dlatego że była już w ciąży i się wieszała. Przyjęła po mężu nazwisko Wieczorek.

Tak się składa, że dla Norwegów – a moja babcia była w połowie Norweżką – nazwisko nie łączy się z tym, czy ktoś jest szlachcicem czy nie. Nikt z rodziny nie miał z tym nazwiskiem żadnych problemów. Nadal nie mają. Za to jedynym warunkiem pradziadka było, że Wieczorek musi zerwać kontakty i więzy ze swoją nieszlachecką rodziną o nazwisku WIeczorek. Wszystkie córki mojego norweskiego pradziadka, także nowa pani Wieczorek, wyjechały do Francji. Tak więc się składa, że każda osoba z Polski o nazwisku Wieczorek, która mówi, że jest moim krewnym, łże w żywe oczy i trzeba tę osobę wybatożyć. Tłumaczyłam różnym ludziom cierpliwie, że rozmawiają z dwulicowymi wariatami i mam już dosyć wyjaśniania spraw dla mojej rodziny oczywistych.

Mój tata został wydziedziczony za poślubienie kogoś, kto nie był szlachcianką i był w połowie Arabką. Ale wydziedziczenie dotyczyło wyłącznie statusu materialnego. Szlachectwa nie można mu było zabrać, bo nic nie mogło zatrzeć faktu, że jego dziadek był krewnym króla Norwegii, a babcia polską księżniczką. A jak się nazywała ta księżniczka, to mam nadzieję, że się dowiecie, jeśli mój daleki krewny o tym samym co ona nazwisku się ujawni.

Polska szlachta – ta która się dla mnie liczy – podobnie jak Norwedzy nie ma problemów z moim nazwiskiem, bo wiedzą, że istnieją ludzie noszący szlacheckie wydawałoby się nazwiska, którzy szlachcicami nie są. Są też ludzie, których drzewo genealogiczne wskazuje na szlachectwo i są szlachcicami, bez względu na nazwisko. Dodatkowo szlachta zna historię podwójnego mezaliansu w mojej rodzinie, bo była głośna w środowisku.

Bardzo proszę, żeby Polacy o nazwisku Wieczorek się ode mnie odpierdolili. Nie jesteście moimi krewnymi i nie macie szans na dziedziczenie po mnie. Możecie dalej mnie torturować psychicznie, zaszczuwać, a i tak nie dostaniecie ani grosza, bo jesteście tępy schizofreniczny plebs, kierowany chęcią „dorobienia się”, a nie moi krewni. Powiem tak, żeby dorobić się, należy pracować, jak wskazuje człon „robić”, a nie uważać, że dacie radę doprowadzić do czyjegoś takiego mentalnego upadku poprzez terror, że odda wam wszystko. Podobno waszemu dziadkowi udało się tak zrobić i przejął czyjeś mieszkanie nielegalnie, ale ze mną wam się taka sztuczka nie uda.

Nie interesuje mnie jakie intrygi sobie wymyśliliście już w podstawówce. Psami poszczuję, jeśli się do mnie zbliżycie. Ja ze swojej strony obiecuję już zawsze unikać miejsc, gdzie mnie obrażono.

Nowak

Nie nazywam się Nowak. Nigdy nie nazywałam się Nowak, moje nazwisko jest nazwiskiem panieńskim, chociaż schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy uparli się rządzić warszawskim fantomem, twierdzą, że wariatka Barbara jest moją matką i noszę nazwisko „po mężu”. Mówią też, że nie potrafię obsłużyć internetu i pisać. Ciekawe, że mój blog sama obsługuję na własnej domenie. Czyli jednak coś potrafię. Chociaż przyznam, że porzuciłam swoją inną domenę, która nosi nazwę fikcyjnego zespołu z mojej powieści, bo się rozkraczyła. Nie chce mi się walczyć o jej funkcjonalność, na razie nie jest mi potrzebna. Ale zamierzam ją utrzymać. Mam nadzieję, że się przyda.

Dzieci z mojej podstawówki – czyli Renata i jej brat (albo mąż, wersje, jakie mi podawali, się różnią, naprawdę ich nie znam, dodatkowo swoją dezinformację na temat wszystkich osób w fandomie sieje wariatka Barbara, czyli matka Renaty, nie moja) – uważały mnie i nadal uważają za Żydówkę. Po ojcu wyobraźcie sobie. Matka niby miała być blondwłosą kurwą. Jak rozumiem opierają to na własnych oraz Barbary urojeniach. Brat Renaty wraz z siostrą wymyślił sobie, że mnie jako przedstawicielkę niższej żydowskiej rasy będzie sprzedawał i że mam im służyć. Tak wyglądała w podstawówce nasz „przyjaźń”, na którą się tak chętnie powołują.

Nie znają mnie i nic o mnie wiedzą. Zostało to wiele razy potwierdzone. Można ich zapytać o cokolwiek z tego bloga, jakieś wydarzenia z mojego życia, będą kłamać.

Mam dosyć warszawskiego klubu fantastyki i Polski, bo są to miejsca, gdzie – jak się okazało – mam zerowe szanse w zderzeniu z tym gangiem schizofreników z mojej podstawówki. Ludzie im tak pomagali i tak mnie zastraszyli, że straciłam pamięć i zaczęłam mówić dokładnie to, co wariaci chcieli. Nie potrafiłam się obronić przed nimi, bo z powodu terroru zapomniałam, że pod numerem 112 są ludzie, którzy wejdą nawet na teren Politechniki (bo mają prawo interweniować w trakcie trwania przestępstwa) i usuną wariatów. Policja ma obowiązek usuwać wariatów.

Straciłam życie, walcząc z tym gangiem schizofreników, lekarzem Ch., panem politykiem N. oraz kilkoma innymi pomagierami schizofreników, którzy nie raczyli nic weryfikować.

Prosiłam moich znajomych, których na to stać, aby postawili przy mnie, dopóki nie odejdę z miejsca pracy, gdzie nie czuję się dobrze, dodatkową prywatną ochronę. Ale oczywiście wszyscy uznali, że świetnie sobie radzę i że nic nie trzeba robić. Ale nawet ja nie jestem niepokonana i nie mam immunitetu, który czyni mnie odporną na pranie mózgu i terror, szczególnie w wykonaniu gwałcicieli i dusicieli z mojego dzieciństwa i studiów.

Chroniłam wszystkich, wyciągałam za uszy po gwałtach i zaszczuciach, a sama nie mogłam doprosić się o poprawną pomoc. W końcu doprowadzono mnie do totalnej amnezji i gang schizofreników zrobił mi tak dużą krzywdę, jak nigdy wcześniej w życiu. W życiu nie cierpiałam na tak duży syndrom sztokholmski i cały zestaw fałszywych przekonań i wspomnień wtłoczonych mi do głowy przez schizofreników.

Naprawdę nie chcę oglądać ludzi, którzy zlekceważyli moje prośby o pomoc i pomogli łosiom z moje podstawówki mnie zniszczyć, bo ci mogli swobodnie działać. Mam nadzieję, że zdechną. A na razie proszę, aby oddano mi to, co do mnie należy. Osoby, których to dotyczy, wiedzą, o czym mówię. Znajdę sobie wtedy kraj, w którym będę czuć się bezpiecznie. I gdzie mogę napastnika, który nieproszony wkracza na mój teren z zamiarem zabicia mnie, po prostu zastrzelić z zimną krwią.

Zobaczymy, jak się Avangarda będzie się czuć, gdy już się jej członkowie dowiedzą, kogo zniszczyli – bo w mojej pracy pojawił się też hufiec stosujących wobec mnie terror „ludzi z Avangardy”. Ale ja rozumiem, trzeba ich o tym poinformować. Dzięki schizofrenikom z mojej podstawówki mam w Warszawie zerową wiarygodność, więc proszę, aby moi znajomi wzięli ten obowiązek informacyjny na siebie.

I gówno mnie obchodzi, kto jest kim w Avangardzie. Ten klub, tak samo jak wcześniej, dla mnie nie istnieje.

Nie ma w Warszawie klubu fantastyki. Bret powinien był mi w to uwierzyć za pierwszym razem. Kilka osób nie straciłoby wtedy życia, bo zostali zaszczuci przez wariatów oraz Nycza.

Ci „ludzie z Avangardy” nigdy nie byli moimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że bojkot i nie zgłaszanie prelekcji przez moich przyjaciół i fanów wyjdzie temu klubowi na zdrowie. Bardzo proszę, weźcie udział w bojkocie. Takie zderzenie z rzeczywistością wyjdzie temu klubowi na zdrowie. Wiele osób od lat wie, że tym klubem rządzą wariaci, ale czas coś z tym zrobić.

Mam dosyć też idiotów, którzy uważają, że nic złego nigdy się nie wydarza i że osoby, które mówią o problemach i schizofrenicznych mordercach, histeryzują. Akurat ja nigdy nie histeryzowałam i nie przesadzałam.

Sama będę zapewniać sobie ochronę i prowadzić akcje informacyjne na swój temat.

Odpierdolcie się ode mnie.

Renata i jej otoczenie są dla mnie tak bardzo obcymi ludźmi, że nawet nie wiem, jak Renata ma po mężu na nazwisko. Bardzo proszę wszystkie donosy na nich z danymi osobowymi kierować do swoich Dzielnicowych. Adresy email do znalezienia na stronach Policji.

Psychopaci

Stosunkowo niedawno dowiedziałam się, kim jest człowiek, który w środowisku warszawskich fanów podaje się za mojego „byłego” czy też mojego „pierwszego faceta”. Jest to brat Renaty, tak samo jak ona chory psychicznie i tak samo jak ona wykazujący wszystkie cechy psychopatii, co jest związane z nieleczoną schizofrenią. Nawet nie wiem, jak ten człowiek ma na imię, wiem za to, że jak każdy schizofrenik lubi zaszczuwać swoje ofiary swoimi urojeniami, ale także celowymi kłamstwami. Pamiętam go jak przez mgłę z podstawówki, ale i wtedy nie wiedziałam, kim jest. Był jedną z prześladujących mnie osób, które mnie skatowały na lodowisku przy szkole.

Żadna z tych tępych dorabiających prostytucją schizofreniczek – Renata czy Anna – nie nauczyła się pływać, ani nie jeździ na łyżwach. Były na to za leniwe i nauczone przez rodziców i dziadków, że nie muszą się niczego uczyć, wystarczy tylko, że będą mówić, że coś potrafią lub czegoś dokonały. To właśnie od nich usłyszałam w szkole, gdy zapytałam o życiowe ambicje. A także „to jestem kurwą, bo one tak chcą”. Nie powinny udawać skrzywdzonych niewinności. Zniszczyły mi wszytko w życiu, właśnie dlatego, że drażniła ich moja pracowitość i chęć robienia ciekawych rzeczy. Uznały też, że tylko one mają prawo do szczęścia rodzinnego. I ogólnie do szczęścia każdego rodzaju.

Brat Renaty jest równie niebezpieczny jak jego ojciec, Ryszard. Zresztą Roman też coraz bardziej przypomina swojego ojca, gwałciciela dzieci. Niestety tak kończą głupi schizofrenicy, którzy się nie leczą. Stają się mordercami i gwałcicielami, bo nie panują nad popędami, a kieruje nimi motywowana różnymi urojeniami niechęć do niewinnych ludzi, a także pragnienie udowodnienia, że są „lepsi”, bo kogoś zaszczuli lub zabili. Czują się wtedy władcami wszechświata.

Naprawdę nie skrzywdziłam Renaty, czy siostry Romana. Wszystkie ich zarzuty to jęki chorego na schizofrenię mózgu. Nie ukradłam im żadnych ubrań, wręcz przeciwnie, to mnie ukradziono ubrania i mnie oraz moją mamę zakatowano psychicznie. Odniosłyśmy także rany fizyczne. Ja mam prawo się skarżyć, a ci schizofrenicy nie. Kieruje nimi zawiść i dlatego, ponieważ bardzo chcą znowu dostać ubrania, najlepiej jej ukraść, wyłudzić lub zastraszyć ludzi w celu ich zdobycia, to zaczęli cierpieć na urojenia, że te ubrania jestem im winna i powinnam im „oddać”.

Odkupiłam sobie wszystko, co mi ukradli, ale nie zamierzam im nic podarować. Nie dostaną też mojego mieszkania. Jest przerażające, że ludzie tak głupi i zdemoralizowani, a przede wszystkim chorzy, zdołali pociągnąć za sobą tak wiele osób z różnych środowisk. Ale nie dam im się zaszantażować, ani zastraszyć. I chętnie wyjadę z kraju, jak mi zasugerował ten gang i zerwę kontakty z ludźmi, którzy z nimi rozmawiają. Psychoterapeuci wiedzą, że ofiary zaszczucia przez schizofreników oraz przestępców rozkwitają w innych krajach, gdzie gangi schizofreników nie potrafią ich znaleźć.

Nie mam nawet siły wyliczać, ile osób ten gang zaszczuł, lub w inny sposób pozbawił życia. Renata lubi szczególnie atakować pisarki, bo jest zawistną kurwą. Nie należy jej pomagać w żaden sposób, ani dokarmiać, czy dawać pieniądze. Dotyczy to też jej rodziny, a także rodziny Romana. Gdyby nie ich schizofrenia ten gang już dawno by siedział w więzieniu za te zaszczucia i wymuszenia.

To z ich powodu warszawskie konwenty nie są bezpieczne.

Ubrania

Schizofrenicy, którzy się nie leczą i tworzą całe dynastie nieleczących się schizofreników, trafiają na margines życia. Kobiety z takich rodzin zajmują się prostytucją, a faceci kradną. Przy czym rodzina, którą znam, bo z ich dziećmi chodziłam do podstawówki, zaczęła dostawać jako „biedni” pomoc od moich rodziców i już zupełnie im odpierdoliło. Awansowali na zawodowych oszustów, co też częstym zajęciem schizofreników. Przy tak wysokiej przestępczości i bezkarności schizofreników nie da się obronić obowiązującego prawa. Nie znam osób, które nie byłyby negatywnie dotknięte przez działania tej konkretnej grupy schizofreników.

Istnieje zasada, że podobni ludzie lgną do siebie, więc mogą mieć zaburzony osąd i uważać, że wszyscy mają podobne doświadczenia jak oni, ale i ta prawidłowość nie sprawia, że problem zaszczuwania ludzi przez świat przestępczy, którzy przy okazji choruje na ischizofreninię, nie istnieje. Moi znajomi schizofrenicy – jak to schizofrenicy – oskarżają kobiety, które zupełnie nie zajmują się prostytucją, o to zajęcie. I próbują je sprzedawać. Jako „dowody” na prostytucję tych osób przedstawiają ubrania, które odkrywają ramiona i nogi. Akurat psychoterapeuci wiedzą, że zawodowe prostytutki mają takie urazy, że prywatnie zakładają tylko takie ubrania, które pozwalają im uchodzić za nobliwe katoliczki – czyli długie rękawy i nogawki. Nawet krótkie spodenki sportowe uważają za coś, co noszą „do pracy”. W czasie psychoterapii ofiary gwałtu są dla odmiany uczone zakładania ubrań, które odsłaniają ciało, bo to naprawdę nie ubranie było powodem gwałtu, a mają odzyskać pozytywny kontakt z własnym ciałem. Dodam, że w czasie wielkich upałów przestaje obowiązywać dres codę, bo najważniejsze jest się nie przegrzewać.

Identyczny problem z gangiem schizofreników z innej podstawówki miał ojciec Michała, profesor psychiatra, którego rodzice też pomagali „biednym”. Piszę słowo „biedni” w cudzysłowiu, bo tak naprawdę to są ludzie chorzy, a nie biedni. Tak się składa, że na lekach nie mieliby problemu z utrzymaniem pracy i prowadzeniem takiego życia, jakie sobie wymarzyli.

Gang schizofreników, któremu pomagali dziadkowie Michała, miał identyczne żądania jak moi znajomi. Zrobili mu pranie mózgu, które miało zmusić do kupna wszystkich ubrać, jakie tylko schizofrenicy kiedyś dostali od jego rodziców, bo chciał je wyrzucić. W efekcie wszedł w taki syndrom sztokholmski, że zawalił całe mieszkanie ubraniami z promocji i się przestraszył, że nie będzie miał za co żyć. Już by oddał te ubrania „biednym”, jak żądali, ale go powstrzymałam. Uleganie terrorystom nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło. Żeby wyjść z syndromu sztokholmskiego trzeba nie ulegać tego typu naciskom. Gdy wariaci odeszli z kwitkiem i runęły ich urojenia, ze profesor jest ich „rodziną” w końcu udało się kogoś zacząć leczyć. W takiej sytuacji za jedną osobą idą inni członkowie rodziny, bo akurat swoim wierzą, że leki są czymś dobrym i że warto się leczyć.

Moi znajomi schizofrenicy zrobili mi w pracy dokładnie to samo, co Profesorowi. Włożyli mi do głowy całą masę fałszywych wspomnień oraz przekonań po tym, gdy już doprowadzili do amnezji. Bardzo nie dziękuję ich enablerom, którzy do tej pory podtrzymują tym schizofrenikom urojenia, że należę do ich rodziny i mam obowiązek ich utrzymywać. Także ludzie, którzy dawali im pieniądze przekonani, że pomagają mojej rodzinie i mnie, tylko mi zaszkodzili, a nie pomogli, bo schizofrenicy, żyjąc sobie na mój koszt, upewnili się w prawdziwości swoich urojeń i że to, co robią, przynosi pozytywne efekty.

Profesor nadmiar ubrań wywiózł na działkę i do momentu, kiedy z nim rozmawiałam o tym, nie kupił nic nowego (nie liczymy bielizny), a minęły od tamtego momentu indukowanego szopoholizmu całe dziesięciolecia. Prawdopodobnie też już nic nie będę kupować oprócz bielizny. Moi znajomi i przyjaciele zapewnili mnie, że znajdą się szafy i działki, gdzie będę mogła schować nadmiar ubrań i spędzać wakacje, ale nie oddam nic schizofrenikom. Istnieje szansa, że jeśli się rozczarują to zaczną się leczyć.

Na całe szczęście opisałam, jak mnie schizofrenicy warunkują i zaczęłam dostawać pomoc, jaką powinnam dostawać. Szkoda tylko, że cała wręcz społeczność nakręcana przez schizofreników zwróciła się przeciwko mnie. Ale ponownie jest to coś wprost z podręcznika psychoterapeuty.

To jest nieprawda, że „ukradłam im ubrania”. Rzeczy, które opisują to coś, co dostali, bo chciałam wyrzucić, bo utyłam lub schudłam, albo coś, co mi ukradł Roman udając, że chce mnie przeprowadzić do warszawskiego mieszkania Breta. Schizofrenik oddał wszystko siostrze. Zostawił sobie „dowody na prostytucję” – czyli moje minimalne topy z odkrytymi plecami oraz krótkie spodenki. Gówno mnie obchodzą jego „dowody”. Dress code nie obowiązuje w upały, szczególnie poza miastem i mogę nosić, co chcę. W mieście także, bo mi psychoterapeuta pozwala i nie interesuje mnie zdanie schizofrenika czy też pana N. oraz Nycza.

Wierzę schizofrenikom, że ukradzione ubrania już im się zniszczyły, część też schizofreniczki sprzedały, ale naprawdę nie zamierzam uzupełniać im garderoby. Wręcz przeciwnie, zamierzam być ich największym rozczarowaniem i w końcu wsadzić do psychiatryka. Wszystko, co o mnie mówią, pochodzi z ich urojeń i nie dam się tym szantażować.

I owszem odkupiłam sobie chyba wszystko co mi ukradli i to z nawiązką, ale nie zamierzam się dzielić. Zgodnie z wolą Piotra, jeśli schudnę, to po prostu sobie zmniejszę ubrania i nadal będę się cieszyć swoimi ubraniami.

To, kurwa, były zawsze moje ubrania i kurwa, się nie ugnę. Niech ci schizofrenicy w końcu się leczą. Dobroczynność trzeba zostawiać specjalistom, którzy diagnozują, kto jest biedny, bo się nie leczy i namawiają na leczenie, a kto rzeczywiście ma pecha w życiu.

Kurwa, schizofrenicy potrafią się zacząć leczyć z głodu, bo w szpitalu dostaną jedzenie. I warto ich przegłodzić, bo ich nieleczona choroba unieszczęśliwia całe społeczności i morduje niewinne osoby. A ludzie, którzy im pomagali też już nigdy nie będą szczęśliwi w pełni, gdy się dowiedzą, że tylko skrzywdzili niewinnych ludzi.

Oczywiście sprawdzić, czy nie ksiądz. Bo akurat ta grupa zawodowa jest często wbrew pozorom bardzo zdemoralizowana i głupia, więc nie spodziewam się jakiś specjalnych wyrzutów sumienia. Moi znajomi schizofrenicy już się prawie zaczęli leczyć, ale poszli na garnuszek kolejnych enablerów związanych z religijną prawicą.

Kurwa, wystarczy!

Plagiat

Tak się składa, że Krystyna popełniła plagiat nieświadomie, szczerze przekonana, że konspekt i pomysły naprawdę są własnością schizofreniczki Renaty. Wychował Krystynę gang schizofreników na kogoś, kto obrażał mnie i moją rodzinę. Wściekłam się na tyle, że byłam gotowa wsadzić ją do więzienia, ale zaczęliśmy wyjaśniać nieporozumienia, używając prywatnych kanałów komunikacji oraz zaufanych pośredników. Krystyna też jest ofiarą schizofreników oraz ich enablerów.

Wiele udało się wyjaśnić i gdyby nie „obrońcy” Krystyny, których o to nie prosiła, oraz „obrońcy” schizofreników wszystko pozostałoby zamiecione pod dywan, bo nikt młodych pisarek nie chce skrzywdzić. Schizofrenicy oraz ich obrońcy niszczyli także Krystynie wszystko, również życie prywatne. Ludzie, których absolutnie sprawa nieświadomego plagiatu nie dotyczyła, za to zabrali się za wymierzanie sprawiedliwości i uświadamianie mi, że jestem „kurwą”, powinni byli zamknąć ryje już dawno temu.

Krystyna nie jest moją ofiarą. Jedyne, co się stało to, że przestała kontaktować się z gangiem schizofreników. Pokazanie im drzwi wkurwiło ich tak bardzo, że spowodowało kolejne ataki, także na Krystynę.

Wierzę, że znajdziemy takie rozwiązanie, że wszyscy – poza schizofrenikami oraz ich upartymi enablerami – będą zadowoleni. Ludzie w fandomie się wspierają. I tylko politycy to obce ciała i nie rozumieją środowiska. Z tym, że mam na myśli środowisko autorów, a nie głupich fanów.

Fani fantastyki pozwolili sobie na za dużo i trzeba ich przyciąć, szczególnie sądownie. Donosy do Dzielnicowych mile widziane. Takie materiały są do wykorzystania także w Sądzie Cywilnym. Mój tata nie był gangsterem z Francji, a moja mama nie była prostytutką. Bardzo chętnie znajdę świadków, którzy widzieli osoby, które zaplątały się po złej stronie pentagramu i mnie pobiły lub znieważyły. Znieważyły te osoby również moich bliskich. Doprowadziły do samosądu, i to kilka razy. Proszę zgłaszać się z opisami wydarzeń na Policję. Wystarczy też email do Dzielnicowego.

Zgłaszajcie też ataki na Krystynę, bardzo proszę.

Moi znajomi schizofrenicy znani są Policji od lat siedemdziesiątych conajmniej, bo zgłosiłam ich już w dzieciństwie i moje zgłoszenie się potwierdziło. Ja nie mam się czego bać, bo też nie ja zaczęłam uważać, że wolno mi wziąć wymiar sprawiedliwości we własne ręce i kogoś zaszczuć.

Bezczelność

Istnieją rzeczy dotyczące procedur prawnych, które są znane profilerom, a niekoniecznie przeciętnym prawnikom. Szczególnie mam na myśli sprawy związane z zaszczuciem przez schizofreników oraz ich enablerów. Są to sprawy skomplikowane, tym bardziej gdy związana z obrażeniami psychicznymi i psychicznymi jest amnezja.

Wbrew temu, co myślą niektórzy niedouczeni lekarze, amnezja może pojawić się nie tylko z powodu urazu głowy, czy problemów neurologicznych. Spotyka się amnezję związaną z przyczynami psychologicznymi, takimi jak trauma, przeżyte wypadki, a także stres. A czasem stres może być tak duży, że zagraża życiu. Z reguły prześladowcy czy gwałciciele wywołują swoimi powtarzającymi się napadami tak duży stres, że ofiara traci ponownie pamięć. Kontakty z gwałcicielem mogą wywołać amnezję. Chroni się ofiarę przed takimi kontaktami.

Szczególnym przypadkiem jest trauma i stres związany z ludźmi chorymi psychicznie. Z reguły ich żądania lub oskarżenia są tak niesprawiedliwe, że samo to budzi przerażenie i stres. Dodajmy do tego ataki fizyczne i mamy komplet czynników, które wywołują amnezję.

Z reguły ofiary zaszczuwane przez schizofreników nie pamiętają pierwszych kontaktów z nimi, tak są zestresowane. Jednocześnie są poddawane praniu mózgu i bardzo często bez literalnego porwania można mówić o wywołanym przez schizofreników syndromie sztokholmskim. Grupa schizofreników z mojej podstawówki wytworzyła sobie wręcz wzorce kulturowe takiego postępowania. Jeden z moich prześladowców chwalił się, że już jego dziadek, który go tego nauczył, sprawił, że poddany praniu mózgu człowiek „przypomniał sobie” rzeczy, które zaczęły się zgadzać z urojeniami dziadka. Podobno od tamtego momentu cała ta schizofreniczna rodzina chciała powtórzyć ten wyczyn. Dziadek schizofrenik po pozbyciu się innych członków rodziny swojej ofiary i przepraniu jej mózgu odziedziczył mieszkanie. Moja znajoma grupa schizofreników chce powtórzyć jego sukces, bo skoro jemu się udało, to inni z rodziny też zdołają w ten sposób przejąć czyjś majątek. I się dorobić. Mają całkowicie nieprawidłowe wzorce kulturowe. Sama usłyszałam w dzieciństwie od koleżanki ze szkoły pochodzącej z tej schizofrenicznej rodziny, że „opiekują się ludźmi, którzy zostawiają im mieszkania”. Cokolwiek się będzie działo, nie przejmą bezprawnie mojego. Na całe szczęście nie udało im się też wykończyć wszystkich moich krewnych. Chociaż domagali się kluczy do mojego mieszkania, twierdząc, ze ja w nim tylko wynajmowałam pokój, a „prawdziwą córką” mojej mamy jest Renata i że Anna jest moją „krewną”. Akurat. Nie mam z nią nic wspólnego.

Mam wrażenie, że pojawienie się wręcz subkultury schizofrenicznej ze wzorcami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, to coś nowego. Albo przynajmniej nieopisanego do tej pory. O ile dobrze pamiętam swoje lektury sprzed dziesięcioleci, to według podręcznika każdy schizofrenik miał odkrywać na własną rękę mechanizmy psychiczne, jakimi się posługuje, próbując podporządkować sobie inne osoby i zrobić sobie z nich niewolników. Dziedziczenie kulturowe w tej grupie to coś, co wiele osób zadziwiło.

Są to bardzo niebezpieczni ludzie, którzy atakują wszystkich w fandomie, ojca Michała również zaatakowali lata temu. Sam psychiatra też był bezradny i zaszczuli go do wystąpienia syndromu sztokholmskiego. Według tego, co usłyszałam, wyszedł z niego stosunkowo niedawno, bo przez długie lata wierzył, że blondynka, z którą rozmawiał, to moja matka. Psychiatrzy wiedzą, że schizofrenicy często podają się za osoby, którymi nie są, ale i tak nie dał rady jej przejrzeć.

Ci schizofrenicy są tak tępi i odmawiają współpracy i leczenia, że trzeba będzie dla nich zmienić przepisy. Albo zwabić do kraju, w którym bez problemu da się ich wsadzić do psychiatryka wyrokiem sądu. Niestety w Polsce trzeba należeć do rodziny, żeby próbować kogoś ubezwłasnowolnić. A tacy schizofrenicy zabijają zdrowych ludzi, którzy każą im się leczyć. I dotyczy to też członków rodziny. Bardzo łatwo schizofrenika sprowokować, sama o mały włos w taki sposób nie zginęłam, zabita przez kogoś, kto próbuje uchodzić za mojego męża w nadziei, że po mnie odziedziczy majątek. Schizofrenik albo dusi, albo zabija w inny sposób, często także trucizną. A wiele jest rzeczy, które mogą wykorzystać. I potrafią też ludzi zmusić do połknięcia czegoś wbrew woli.

Nie próbujcie sami z nimi rozmawiać o leczeniu. To wyjątkowo groźny gang schizofreników. I wyjątkowo bezczelny.

Wróćmy do spraw związanych z prawem. Schizofrenicy bardzo często zaszczuwana swoje ofiary z wynikiem śmiertelnym. Zresztą nie muszą to być schizofrenicy, mogą to być na przykład panie z gangu kobiet, które zgromadziły się wokół przywódczyni, której pomagają zwalczyć nielubianą konkurentkę. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, w przypadkach takich zaszczuć nie daje się doprowadzić do skazania winnych. Musi być pewność, co wywołało załamanie psychiczne i samobójstwo, więc potrzebny jest żywy człowiek, który będzie zeznawał. Profilerzy ratują ofiary zaszczucia, kierując się podwójną motywacją – nie tylko chcą uratować ludzkie życie, ale też chcą mieć pewność, że będą mogli doprowadzić do skazania winnych. Akurat psycholodzy wiedzą, że rany psychiczne są czymś czymś gorszym od fizycznych i ciężej się z nich wychodzi. Samo pobicie nie wywołuje amnezji, tortury psychiczne i zaszczucie tak.

Policja ma zwyczaj czekać nawet dziesieciolecia, aby ofiara zaszczucia i amnezji odzyskała pamięć i żeby dało się wymierzyć sprawiedliwość. Osoby, które poczuły się bezkarne, bo doprowadziły do utraty pamięci, nie powinny się nigdy cieszyć. Brak natychmiastowych wyroków nie oznacza, że miały rację.

Wszystko w swoim czasie.

Syndrom

Praktycznie od dziecka walczę ze schizofrenikami, którzy specjalnie wywołują u mnie syndrom sztokholmski, bo chcą mnie w taki sposób „leczyć” oraz zrobić sobie ze mnie niewolnicę. To co spotkało mnie w mojej pracy z ich strony, to barbarzyństwo. Zniszczono mi życie do końca.

Moi prześladowcy mają tego pecha, że kierując się swoimi urojeniami, nakazali mi pisać na blogu prawdę i tylko prawdę. Mam pisać o wszystkim. Ale ich definicja prawdy i moja się różnią. Ich urojenia nie są obiektywną prawdą. Obiektywna prawda, to zawartość dokumentów oraz pamięć moich prawdziwych krewnych. A nie to, co opowiada o mnie Krystyna, czy gang z mojej podstawówki.

Możliwe, że siedziałabym cicho, ale zostałam przez gang zaprogramowana (tak, psycholog kliniczny wie, że można ludzi programować), że nie potrafię nie pisać tego blogu. I tak staram się nie być zbyt okrutna, ale muszę słuchać się nakazu idiotek, które zmusiły mnie, aby pisać „Krystyna” – a nie na przykład panna K.(*)

No co ja mogę powiedzieć? Nie zamierzam przepraszać, bo nie ja wywołałam tę wojnę. Dodatkowo też wiem, że Krystyna całkowicie nie hamuje się na swoim Facebooku, a przynajmniej tak mi doniesiono. Więc też mam prawo się bronić i opisać wszystko ze swojego punktu widzenia.

Jak już powiedziałam, nie ja wywołałam tę wojnę. Ale też nie zamierzam się dać zasiekać i zacząć przepraszać, gdy to ja powinnam być przepraszana.

Nadal czekam na przeprosiny, ale pewnie się nie doczekam. Bo ludzie chorzy nie przepraszają, tylko dalej brną w swoje urojenia.

A Barbara nie jest święta, bez względu na to, jakimi zabobonami kieruje się Kościół, mianując schizofreników świętymi.

⛧⛧⛧

(*) Piszę „panna” chociaż wersje co do jej stanu cywilnego się różnią. Z jednej strony schizofrenik powiedział mi, że robią ją w chuja i sterują tak, że zostanie już na zawsze starą panną. Zgadza się z podręcznikiem, który twierdzi, że schizofrenicy lubią tak bawić się swoimi przyjaciółmi i cieszyć tym, że tylko oni mają bogate życie miłosne, a nie ich ofiary. Dodatkowo schizofrenicy zawsze kierują się urojeniami, według których będą dziedziczyć po bezdzietnych znajomych, a jak nie oni, to ich dzieci. Dlatego też zabijają potomstwo i żony swoich obiektów urojeń. Z drugiej strony Barbara powiedziała mi, że Krystyna jest szczęśliwa, że wyszła bardzo młodo za mąż i ma dzieci. I tylko w fandomie posługuje się panieńskim nazwiskiem. Dlatego też nie należy jej podrywać. Ani nikogo przedstawiać. Ja wierzę bardziej w tę pierwszą wersję, bo podobne bzdury o szczęściu małżeńskim opowiadano też o mnie i wiem, jak bardzo różnią się od prawdy.

Barbara jest najmniej wiarygodną osobą w fandomie. Stara intrygantka i wariatka.

Anna

Schizofreniczka Anna, siostra Romana (nie mylić z moją rodzoną siostrą o tym samym imieniu) nie jest anglistką. Jest równie chora jak brat i Renata. Podobno są daleko spokrewnieni z Renatą i jej matką Barbarą, ale nie przeszkadza to Romanowi uważać Renaty za swoją prawdziwą miłość. Ja mam mu służyć – jak już opisywałam – tylko do wzbogacenia się.

Zresztą ich gang schizofreników już na początku podstawówki uznał, że ja i moi rodzice możemy być dla nich dojnymi krowami i cały czas próbują mnie zmusić, abym ich utrzymywała – stąd też te bajdy oraz urojenia na temat jakiegoś naszego pokrewieństwa i tym podobnych rzeczy. W podstawówce ci idioci robili mi klasyczny bullying i próbowali wyłudzać pieniądze. Błędem było objęcie ich jako biedaków opieką i przekazywanie im starych rzeczy w ramach dobroczynności. Tylko ich to spełniło w przekonaniu, że mogą nam zabrać wszystko. Odbyło się to oczywiście przy moim sprzeciwie, bo zrobili na mnie złe wrażenie.

I tak jak Renata ma silną potrzebę uchodzenia za Yennefer – genialną artystkę, która jest pełna pomysłów – tak Anna miała potrzebę uchodzenia najpierw za studentkę Anglistyki, a potem lektorkę języka angielskiego. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Anna zawita do Instytutu Anglistyki radośnie oświadczając, że tam studiuje (a ja według miałam tam nie studiować). Na listę studentów miałby ją wpisać biskup, który poszedł do Rektora, który wykorzystał jedno ze specjalnych rektorskich miejsc. Od tamtej pory nawiedzała regularnie Instytut i nękała studentów. Bo nie tylko ja się skarżyłam.

Problem w tym, że jako wysoka blondynka niektórym myli się z inną Anną, która tam autentycznie studiowała i jest rzeczywiście lektorką angielskiego. Ale można je rozpoznać po zezie. Studiowała tam jeszcze trzecia bardzo wysoka blondynka, ale ta ma na imię Monika.

Tak jak do Instytutu Anglistyki schizofreniczka Anna zawitała do mojego Studium Języków Obcych. Oczywiście, że nikt jej nie zapraszał i nie posiada żadnego dyplomu. Nie skończyła z tego, co wiem, nawet podstawówki, bo jej rodzina od zawsze zajmowała się złodziejstwem i prostytucją, o czym Policja dobrze wie. Wiele razy profilerzy próbowali ich namówić na leczenie, ale są tak chorzy i zdemoralizowani, że nic do nich nie trafia. W czasach nawet śmieli się ze mnie i z tego, że chcę się uczyć. Bo ich rodzinie nigdy to nie było do niczego potrzebne, bo ludzie zawsze dadzą pieniądze. Takim ludziom nie należy nic dawać, tylko wysłać do szpitala psychiatrycznego, gdzie dostaną odpowiednią pomoc, także psychoterapeuta upewni się, że zrozumieli, że praca jest im potrzebna.

Naprawdę, jak usłyszałam od znajomego biegłego psychiatry, jest to najgłupsza i najbardziej niesławna rodzina schizofreników znana warszawskiej Policji. Proszę wysyłać wszystkie skargi, bo są pieczołowicie gromadzone, a policjanci jakby co interweniują. Wiele razy usuwali wariatów z mojego mieszkania. Moja mama też ich wzywała.

Schizofreniczka Anna nie będąc w mojej pracy zatrudniona, wykonała klasyczny numer schizofreników, którzy kierują się swoimi urojeniami. Wariaci, jak to oni, nękali mnie od jakiegoś czasu, aż w końcu Anna się ujawniła. Pobrała klucz i próbowała uczyć grupę innej lektorki. Co oczywiście jej się nie udawało. Została przez moją koleżanką wyproszona. Wcześniej razem ze swoimi krewnymi zakłócała też moje zajęcia, wyśmiewając mnie i przedrzeźniając. Podobnie zachowywała się w czasie mojej prelekcji.

Na swoje nieszczęście postanowiła pojawić się na sprawdzaniu egzaminów B2. Kręciła się od jakiegoś czasu po budynku, więc gdy się przysiadła do grupki lektorów i poprosiła o kilka egzemplarzy testu. dostała do sprawdzania. Znam tę cholerę od lat, wiec poszłam do Szefowej z alarmem, że wiem, że pani jest chora psychicznie. Poprosiłam o upewnienie się, że jej nie mylę z kimś. Okazało się, że tak jak myślałam, schizofreniczka Anna nigdy nie zatrudniła się w Studium. Anna została wyproszona. I myślałam, że na tym się skończy.

Niestety od samego początku życia Krystyna modli się wręcz do schizofreniczki Anny, uważając ją za norweską księżną i tylko jej słucha, a przynajmniej tak wynika z moich obserwacji i tego, co mi ludzie mówili. W wersji Avangardy okazałam się być tępą, niewdzięczną kurwą (która tylko dzięki Annie skończyła studia), przez którą Anną straciła pracę. Jest to wersja wprost z urojeń rodziny Anny, która nie rozumie, że aby pracować, nie wystarczy naśladować ludzi autentycznie zatrudnionych w jakiejś instytucji.

Z powodu podobnej schizofreniczki, która została wzięta na poważnie i której poleceń słuchano, mój tata stracił swój biznes we Francji, bo zbankrutował. Jak wspomniałam wcześniej francuski gang schizofreników zabił jego ciężarną żonę i doprowadził tatę do próby samobójczej. Pierwsza żona mojego taty miała urodzić pierwsze dziecko. Informacja o starszym synie, którego zabito, pochodzi niestety z urojeń schizofrenika, które mi wmówiono.

Przy okazji wspomnę o pewnym psychologicznym eksperymencie, który pokazuje, co się może stać, gdy ktoś z uporem coś komuś wmawia. Bo nawet krótsze linie mogą zacząć się wydawać dłuższe, gdy ktoś z uporem tak wmawia. W skrajnych warunkach ludzie mogą naprawdę mieć urojenia, że krótsze linie są dłuższe, to nie tylko konformizm, jak chce psychologia społeczna.

Gdyby na tym skończyła się historia schizofreniczki Anny, wszyscy byliby szczęśliwi. Ale niestety wtrącili się jej enablerzy i wielbiciele. Postanowili się na mnie zemścić i zrobili mi wjazd do pracy. I tak jak wcześniej polityk N. postanowił działać. Wcześniej mnie pobił jako jako ta jedyna osoba, która broni „Yennefer” Renaty. W mojej pracy postanowił się zemścić na mnie także za nieszczęścia schizofreniczki Anny, która została przeze mnie „wyrzucona ze Studium”.

Nie chcę nawet wymieniać wszystkich barbarzyństw, jakie popełnił na mnie razem ze schizofrenikami oraz swoimi znajomymi. Powiem tylko, że do obecnej chwili jeszcze nie odzyskałam wszystkich wspomnień i nie wyszłam z traumy.

Mam nadzieję, że w końcu ktoś też za mną się ujmie, bo ma dosyć już ataków na mnie, które powtarzają się od dzieciństwa. Nie oddam nic, co do mnie należy, tym schizofrenikom, ani nie będę nie za nikogo z nich pisać. Nie kontaktuję się z nimi, nic o nich nie wiem, nie ma takiej możliwości, żebym „pisała razem z Renatą”.

Na pewno za mnie nie napisała tego bloga. Kurwa, każdy mój tekst jest stuprocentowo mój, ja nie jestem plagiatorką i nie wykorzystuję czyiś pomysłów, jak pewna Krystyna.

Mam nadzieję, że Avangarda już mnie przestanie obrażać. Piszę tak, bo miałam w pracy praktycznie niekończące się procesje różnych fanów i schizofreników, którzy obrażali mnie w imieniu warszawskiego klubu. Podobno nie umiem tłumaczyć i nie znam angielskiego. Spotkałam się z żądaniami, aby tłumaczenia czy kursy oddać schizofreniczce Annie. Kurwa, niech pójdzie do Szefowej Studium z CV, jak wszyscy inni szukający pracy i niech przestanie mnie nękać. Ach, tylko nie ma, co wpisać do CV.

I jedyne, co mogę powiedzieć teraz to – owszem, tak jak chcieliście, obraziłam się już na dobre.

Ciekawe, czy Anna znajdzie sobie jakiś fanów, którzy z cała powagą będą powtarzać, że jest skrzywdzoną wokalistką Burzum. O ile mi wiadomo, Burzum nigdy nie miało wokalistki, a moje zespoły nazywały się zupełnie inaczej. Ale Anna nie wie, jak się nazywały, więc nie wie, co mówić, żeby mnie naśladować.

Fani metalu raczej się na Annę nie nabiorą i podejrzewam, że jest to bezpieczniejsze dla mnie środowisko od warszawskiego środowiska fantastyki.

Ostrzegałam, że zrobię z tego sprawę publiczną, prawda? Racja jest tylko po mojej stronie.

Odpierdolcie się, kurwy!!!