Anglistki

Poznałam Agę, gdy jeszcze była anglistką, długo zanim zmieniła pracę i została dziennikarką. Zauważyłam ja podczas jednego z konwentów i zapytałam, co się dzieje, bo wyglądała na osobę krańcowo zaszczutą i bliską samobójstwa. Nękali ją nie tylko ci sami ludzie, co mnie, ale też miała swoich własnych schizofreników, którzy prześladowali ją od podstawówki. Weszli za nią do fandomu i sprzymierzyli się z innymi wariatami, także tymi z czasów mojej podstawówki (chociaż kłamią na temat, gdzie się poznaliśmy), którzy zatruwają swoimi urojeniami nasze środowisko. Aga po zmianie pracy miała być, zgodnie z ich urojeniami i opowieściami, osobą, która fałszywie się podaje za dziennikarkę telewizyjną. Klasyczna schizofrenia, która powoduje urojenia, że ktoś popularny i lubiany nie jest osobą, za którą się podaje. Na tej samej zasadzie, ja miałam nie być pływaczką i osobą lubianą. Miałam być była kurwą i córką byłej kurwy.

Aga tak samo jak ja została zaszczuta w miejscu pracy po pojawieniu się w jej szkole schizofrenicznej mamusi z równie schizofrenicznym synkiem, który podawał się za jej „męża”, a jego matka podawała się za matkę Agi. Kierowali zaszczuciem „chorej psychicznie” Agi, która absolutnie nie mogła potwierdzić ich urojeń na swój temat. Niestety środowisko nauczycielskie składa się z narcyzów, którzy nauczyli się myśleć, że są nieomylni i nie mają nad sobą specjalnie kontroli. Nie przyjmowali do wiadomości, że nie powinni stawać po stronie schizofreników, którzy podawali się za jej rodzinę.

Jak już wspomniałam w innych wpisach, moja rodzina ma pecha spotykać różnych schizofreników od kilku pokoleń, jest to nasze przekleństwo, ale też dzięki temu potrafimy pomagać osobom tak zaszczutym, jak Aga. Sama też zgłębiałam w czasie studiów problem pomocy psychoterapeutycznej dla osób zaszczutych. Tak się składa, że bullymng i nękanie to jest też problem, jakim zajmuje się psychologia społeczna, ale musiałam wjechać na teren psychologii klinicznej, aby dowiedzieć się, jak takim ludziom pomagać i jak stawiać na nogi.

Psychoterapeuta w sytuacji krytycznego zaszczucia, gdy schizofnreik zaczął sobie podporządkowywać swoją ofiarę, musi wejść głębiej i za zgodą pacjenta zacząć wydawać mu polecenia, które zastąpią polecenia schizofrenika. Schizofrenik niestety, gdy jego ofiara nie potrzymuje jego urojeń, zaczyna dążyć do zabicia ofiary tych urojeń. Najczęściej z pomocą terroru zmusza taką osobę do samobójstwa, ale też też jest gotów własnoręcznie ja zabić. Schizofrenik dąży do „ślubu” (przez który często rozumie gwałt) i do rozwodu. Z tym, że uważa, że faktyczny rozwód by go shańbił, więc zapowiada, że jego „odejście” oznacza śmierć ofiary.

Adze i mnie udało się, jak do tej pory, udało uniknąć śmierci z rąk kogoś, kogo podręcznik nazywa „zakochanym” schizofrenikiem. Z tym, że muszę zaznaczyć, że słowo „zakochany” jest używane bardzo na wyrost, bo schizofrenik jest w stanie kochać tylko innego schizofrenika, a swoją ofiarę tylko chce wykorzystać, żeby się wzbogacić.

Policja i psychoterapeuci znają wiele takich historii, w czasie których schizofrenik kontroluje i zabija swoją ofiarę, żeby się obłowić, bo uważa się za kogoś, komu to „się należy”. Często żywi urojenia, że istnieje jakiś „testament”, według którego dziedziczy. Żaden z tych schizofreników nie dziedziczy po mnie, czy po Adze. Chociaż dokładnie tak, jak robią to schizofrenicy byłam kontrolowana, w taki sposób, że nie wyszłam za maż i nie mam dzieci, które by po mnie dziedziczyły. Zresztą, gdybym miała dzieci, to te by najprawdopowodniej by zostały zabite, bo przeszkadzałyby w dziedziczeniu. Sama usłyszałam, że malutkie dzieci z mojej rodziny zostały zaatakowane, bo „Roman nie chciał więcej dzieci, bo jedno wystarczyło” – żywił urojenia, że dzieci z mojej rodziny są „jego”. Aga na całe szczęście lawirowała tak, że schizofrenicy nie przeszkodzili jej w wyjściu za mąż za faceta, którego namówiłam, aby się zaczął z nią spotykać. Ukrywała się z tym romansem. On też. Aga nie ma nikogo, kto byłby jej „pierwszym mężem”, który „opiekuje” się chorą „psychicznie byłą”. Nie ma też żadnych urojonych dzieci, które by miała ze schizofrenikiem, który prześladował jej rodziców i prześladuje ją nadal, z tego co wiem. Aga, jak to zwykle robią ludzie, którzy przeżyli wielką traumę, po prosto utyła. Odpowiada za to wiele czynników, ale zawsze się tak dzieje, szczególnie po atakach schizofreników, które się ledwo przeżyło. Ludzie tacy cierpią nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Nadmierna tusza męczy i należy takim ludziom okazywać szacunek. Sróbujcie wykonywać codzienne obowiązki z takim dodatkowych ciężarem, szczególnie jeśli się jest tak naprawdę wiotką i delikatną kobietą. To schizofreniczki są kobietonami i nie powinny się pastwić, przechwalając się swoją urodą. Tak naprawdę nikt ich nie chce i dlatego się mszczą na ładnych, zdrowych psychicznie kobietach. Body positivity ma sens, a jeszcze więcej sensu ma takt i dobre wychowanie, które się pod tym angielskim terminem kryje. Skandalem jest, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć ludziom z wyższym wykształceniem, którzy powinni wiedzieć, kiedy się nie wtrącać w cusze sprawy, szczególnie jeśli do tej pory życie prześladowanych przez schizofreników ludzi było. tragiczne i pełne cierpienia. I ja, i Aga stawałyśmy się szczupłe, gdy wracałyśmy do zdrowia, zaś ponowne ataki schizofreników nas niszczyły i za nimi też szła utrata sylwetki i pewności siebie. Tylko osoby krańcowo zdemoralizowane zaczynają leczyć koleżanki na „anoreksję” gdy te wracają do sportu i stają się ponownie silne. Takie osoby atakowały mnie i Agę, niszcząc wysiłki różnych ludzi, aby postawić nas na nogi. Mam nadzieję, że dostaną odpowiednio wysokie wyroki. Nie dla ich postępowania zero tolerancji i wyrorozumiałości. Prokurator mam nadzieję też tak do tego podejdzie.

Zniknięcie ze środowiska i ukrywanie swoich planów to jedyny sposób, aby uciec schizofrenikom i ułożyć sobie życie. Ja niestety nie zdołałam w odpowiednim momencie namówić swojego faceta, aby ze mną zniknął z fandomu. Zapłacił za to zaszczuciem, tak samo zresztą jak ja.

Nie dziwcie się więc, że nie widzicie mnie na żadnych konwentach. Do tej pory był spokój, bo dostałam od schizofreników-prześladowców deadline, moment do którego miałam się zastosować do ich żądań. Nie zamierzam tego zrobić i przygotowuję się do kolejnej rundy ataków na mnie. Mam kamerkę w drzwiach i zamierzam opublikować wizerunki prześladujących mnie ludzi, gdy znowu podejmą próby zamieszkania u mnie (chociaż nie mają do tego prawa) i „leczenia”, bo uważają, że mam im oddać swoje mieszkanie.

Nikt z tych ludzi nie jest ani psychoterapeutą, ani nikim z mojej rodziny. To są tępe jamochłony, którymi kieruje metaforyczny grzyb, nazywany prze lekarzy i psychologów klinicznych schizofrenią. Przypisują sobie rzeczy, których nie zrobili, a także podają się za ludzi, którymi nie są.

To są podstawy z podręczników psychologii.

Odpierdolcie się ode mnie i Agi!

Oczy

Jedną z rzeczy, które robią swoim ofiarom osoby chore psychicznie, jest pozbawiania wzroku. Związane jest to nie tylko z urojeniami, że w ten sposób kogoś ratują, czy leczą, ale też z chęcią podporządkowania sobie ofiary. Ja miałabym polegać na moim „mężu” w czasie leczenia. Czytelnicy bloga wiedzą, że ten „mąż” jest schizofrenikiem z mojej podstawówki, z którym nie mam nic wspólnego.

Zostałam zaatakowana przez gang tego schizofrenika w miejscu pracy. Atakowano mnie kilka razy. gdzie pierwsze psiknięcia w oko nie spowodowały ślepoty, zostałam złapana i wlano mi do lewego oka steryd z buteleczki. Sprawiło to, że pojawiała się nie tylko silna zaćma w tym oku, ale też inne zmiany. Po wszczepieniu sztucznej soczewki nadal mam irytujące mroczki. Mam nadzieję, że przestanę na nie zwracać uwagę, gdy zoperowane zostanie też oko prawe, ponieważ moje lewe oko zawsze było moim słabszym okiem ze względu na astygmatyzm.

Nie zgodziłam się, aby mnie tak zaatakowano. Nie zgodziłam się też na „sesje terapeutyczne” wykonywane przez tych wariatów, którzy zniszczyli mi życie do reszty. Nikt z nich nawet nie otarł się o studiowanie psychologii, czy psychiatrii, a jednak zostali potraktowani z całym szacunkiem i zaufaniem przez wiele osób, które postanowiły zlekceważyć moje ostrzeżenia i prośby, aby pomóc mi usuwać schizofneików z mojego miejsca pracy. Niestety wkład ludzi z Avangardy, którzy ręczyli za wariatów, upewnił moje koleżanki, że dobrze robią, oferując wariatom nielimitowany dostęp do mnie. Zostałam zaszczuta i sterroryzowana też przez osoby, z którymi pracuję.

Cytuję opis USG: OPL siatkowka przylozona, cialo szkliste mety, czesciowe PVD OL.

Bret

Całe moje życie przebiegało pod dyktando narcyzów, którzy urządzali mi życie pod swoje dyktando, nie mając zupełnie szacunku dla moich własnych potrzeb, upodobań, czy uczuć. Narcyzowi zawsze się wydaje, że wie lepiej i że jego ofiara w końcu mu podziękuje. Zniszczono mi w ten sposób całe życie, szczególnie po tym, gdy wbrew własnej woli wylądowałam w środowisku, gdzie jest nadmiar narcyzów – czyli w zawodzie nauczycielskim. Mam tego dosyć i wyruszam na poszukiwanie mojego prawdziwego życia, takiego jakim powinno być, co oznacza, że to ja decyduje, co chcę robić i z kim być. Jak wspomniałam, narcyzi wybrali mi zawód. Terrorem – chociaż studiowałam tez inne kierunki – zostałam zmuszona do tego, aby zostać lektorką języka angielskiego. Jest to bardzo nudne zajęcia, ale pozwala płacić rachunki i tyle dobrego mogę o nim powiedzieć. Pomimo wysiłków narcyzów nikt nie wyciągnie ze mnie podziękowań za to, że zmuszono mnie, wywołując syndrom sztokholmski i amnezję, do bycia nauczycielką. Wolałabym być dziennikarką lub wokalistką heavy metolową. Wolę tez być psychologiem, szczególnie jeśli mogę ratować przyjaciół, ale też nie jest to najbardziej ciekawe zajęcie świata.

Muszę też zrobić porządek ze sprawami osobistymi. Breta już nie kocham. Gdzieś po drodze zniknęła uczucie do niego. Podejrzewam, że dlatego, że mnie zawiódł, bo chociaż się bardzo starał, to jednak wyszedł z niego narcyz, który przejmował się tylko swoimi potrzebami i lekceważył wszystkie moje ostrzeżenia. oraz prośby o zapewnienie mi bezpieczeństwa, chociaż cały czas byłam atakowana przez schizofreników z mojej podstawówki oraz przez wąłsną matkę, która zmawiaiła się tylko dało, aby zaprogramować mi przyszłość.

Adama też nie kocham. Poszłam z nim do łóżka, bo byłam sama i miałam nadzieję, że coś z tego wyjdzie, bo próbowałam uciec przed schizofrenikiem, którego popierała moja matka, a z którym nigdy nie byłam i nie będę. Z Adama też wyszedł narcyz, który postanowił mnie kontrolować i programować, mówiąc mi, co mi wolno i jak mam się zachowywać, gdy spotkam kogoś z byłych lub jakąś inną osobę. Uważam, że zniszczyło mi to życie, bo powinnam była dawno rzucić faceta, którego nie kocham.

Próbowałam od Adama odejść, bo zainteresowałam się pewnym Szwedem, który od dawna chciał mnie poznać, ale zostałam zakatowana, bo rodzina Adama zaczęła bronić – nie wiem, jak to określić – stanu posiadania. Niestety narcyzi zawsze uważają, że wiedzą lepiej od swojej ofiary, co czuje, lub powinna czuć, co powinna robić i z kim być.

Moja matka tez taka była i znalazła sobie godnych następców, równie jak ona bezwzględnych z warszawskiego fandomu. Niestety w tym gronie znajdują się nie tylko narcyzi, ale również schizofrenicy, którzy są uważani za moich przyjaciół lub rodzinę, co ma z nich robić wiarygodne źródła informacji na mój temat. Nie są osobami, za które się podają. Nic, co o mnie mówią, nie jest prawdą. Nie wiem, jak można się na nich powoływać, skoro nawet moja matka, która kierowała się tylko własnymi nieprawdziwymi wyobrażeniami na mój temat, a nie moim zdaniem czy potrzebami, rzadko kiedy mówiła prawdę.

Każda osoba winna łamania praw człowieka – bo to właśnie robią tacy narcyzi – powinna wylądować w więzieniu. Takie osoby swoim ofiarom stwarzają piekło na ziemi. I przy okazji, jestem poganką, co oznacza, że piekła się nie boję, więc Nycz może sobie w dupę wsadzić próby zastraszania mnie Piekłem. Bo i tak nie potwierdzę słów schizofreników, z których próbuje się zrobić świętych czy moją rodzinę.

Moja własna matka łamała prawa człowieka i wiem, że Policja chciała ją wsadzić za torturowanie mnie do więzienia, ale na jej szczęście (a swoje nieszczęście) straciłam pamięć. po zaszczuciu przez schizofreników i Nycza.

I nie wystarczy mi, że moi prześladowcy „przyznają się do błędu” i zaproponują mi „miejsce w Kościele”. Spierdalajcie na drzewo.

Zerwanie

Byłam kiedyś w związku z narcyzem i był to w sumie koszmar. Zostałam do tego związku zmuszona terrorem i także terrorem byłam zmuszana do zbliżeń. Ale tak wygląda relacja z narcyzem, któremu ktoś powiedział, że jego wybranka nie widzi świata za nim.

Prawda była taka, że wcale tamtego faceta nie kochałam, ale problem z narcyzami polega na tym, że mają zwyczaj zadowalać się wyobrażeniami tego, co inni myślą i przeżywają, zamiast pytać i rozmawiać z ukochanymi na te tematy. Ja nauczyłam Breta rozmawiać, bo po niepowodzeniach miłosnych bardzo bał się kolejnego rozczarowania. Nie nauczyłam za to rozmawiać Michała. Nie dało się. Narcyz niestety reaguje chęcią „leczenia” swojej drugiej połówki, jeśli nie jest dostatecznie szczęśliwa, a narcyz na przykład wyobraża sobie, że powinna być bardzo szczęśliwa. Jak powiedziałam, zostałam zmuszona do związku z Michałem, ale jego ojciec chciał mnie leczyć na depresję, bo byłam „za smutna” jego zdaniem. No cóż jego syna też nie kochałam i miałam prawo być smutna, bo jednocześnie nękali mnie na uczelni wariaci. Za to z Bretem byłam szczęśliwa i roześmiana. Szczególnie zagranicą, gdzie nie mogli mnie dopaść schizofrenicy i polski fandom.

Wiem, jakim bólem potrafi być życie z narcyzem. Wiem też, jak bardzo potrafią poranić narcystyczni rodzice, którzy wbili sobie coś do głowy lub uwierzyli wariatom. Ojciec Michała uczył mnie wyobrażania sobie, co inni ludzie myślą lub czują, zamiast pytania ich wprost o to, co przeżywają. Takie odgadywanie on i jego żona uważali za szczyt inteligencji. Psycholodzy mają odmienne zdanie. Jest to szczyt głupoty i prowadzi do nieszczęścia, bo ludzie nie funkcjonują na telepatię i bardzo trudno, będąc głupim narcyzem, faktycznie odgadnąć, co inni mogą myśleć. Jeśli jakiemuś profilarowi udaje się odgadnąć czyjeś myśli, to tylko dzięki z setce przestudiowanych podręczników, a i tak psycholodzy sprawdzają pytając, czy rzeczywiście mają rację.

Zostałam tak poraniona przez różnych durnych ludzi, którzy uważali, że lepiej ode mnie wiedzą, kim są moi przyjaciele, kim powinnam być w życiu, co czuć (nie żartuję, moja matka powiedziała, że będzie mi mówić, co powinnam czuć, bo bez powiedzenia nikt nie wie, co powinien lubić i robić, na całe szczęście przeszłam w czasie studiów psychoterapię), że reaguję już całkowitą ucieczką na próby kontrolowania mnie. Przeżyłam też łączenie mnie na siłę ze schizofrenikiem z mojej podstawówki, którego znienawidziłam wtedy już na całe życie. Zresztą to nie był to jeden człowiek, z którym mnie łączono na siłę. W ostatniej chwili rzuciłam bogatego narcyza, który chciał mnie zmusić do ślubu w Kościele Rzymsko-Katolickim i grzecznego odgrywania roli, jaką mi napisał.

Rzuciłam też A., gdy tylko się zorientowałam, że jest narcyzem. Nie reagował na żadne moje prośby o realną pomoc, gdy w pracy byłam atakowana przez nachodzących mnie głupów z gangu schizofreników z czasów mojej podstawówki. Skończyło się to dla mnie bardzo źle, bo moją totalną amnezją i zabiciem psychiki.

Ale to nie był koniec moich problemów. Moi znajomi narcyzi, czyli między innymi Michał i jego rodzice, postanowili postawić na swoim i terrorem zmusić, aby mi „się poprawiło” po zaszczuciu przez schizofreników. A ojciec A. stwierdził, że terrorem i praniem mózgu doprowadzi do tego, że uprzytomnię sobie, że jego syna kocham nad życie. No więc, nie. Nie kochałam A. Był po prostu kimś, kto mi się oświadczył i nie chciałam być sama, miałam też nadzieję, że uratuje mnie przed atakami schizofreników. Zaczęłam uciekać, gdy tylko zdałam sobie sprawę, że A. jest kopią Michała i jego ojca. Zabiegi narcyza, aby załatwić swojemu synkowi ożenek, sprawił, że znienawidziłam cała imprezę już do reszty. Uciekam do tek pory i nie potrafię się nie krzywić, gdy A. się uśmiecha.

Przez różnych narcyzów straciłam całe życie, które miało być usłane różami. Czujesz się jak ktoś, kto musi biec, a nie może się ruszyć z miejsca, bo tkwi w klatce z silnymi prętami.

A A. podobno uczęszcza na psychoterapię i uczy rozmawiać.

Ja chcę dalej uciekać.

Przeżyłam też ataki pogrobowców mojej mamusi, która uparła się wychować sobie ludzi, którzy będą mnie kontrolować po jej śmierci i upewnią się, że zwiążę się z osobą, z którą mi wyznaczyła. A przede wszystkim dopilnują, żebym nie związała się z kimś, kogo ona znienawidziła. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, jak bardzo jej wersja rzeczywistości, która powstała ze skrzyżowania opowieści schizofrenikami z jej własnymi wyobrażeniami, się różniła od rzeczywistości. Ale wiem, że myliła się bardzo często o sto osiemdziesiąt stopni. Była jedną z tych idiotek, które zniszczyły życie. A pogrobowcy mamusi nadal działają i niszczą mi życie. Niestety też są narcyzami. Zdrowa psychicznie osoba nie da się wciągnąć w takie gierki, bo szanuje innych ludzi i nie uważa ich za pionki, z którymi może robić, co chce, bo są głupie, a ona wie lepiej.

Naprawdę nie możecie ręcznie sterować innymi ludźmi, bo kończy się to katastrofą. Ludzie mają prawo sami decydować o swoim życiu. Niestety kilka moich koleżanek też było tak durnych, że będą decydować o mojej przyszłości i z kim mam rozmawiać, ale nimi zajmie się, jak mam nadzieję, już wkrótce sąd karny.

Oczy

Tępe schizofreniczki z mojej podstawówki, czyli Anna i Renata, lubią oskarżać mnie o chorobę psychiczną, ale fakty są zupełnie inne. Jestem tylko straumatyzowana przez te pizdy oraz ich pomagierów, którzy mają ambicje przekonać mnie, że urojenia Romana (czyli jeszcze jednej osoby z mojej podstawówki) s ą prawdą. Wśród ich enablerów znajdują się psycholodzy oraz psychiatrzy. Jest to skandal. W życiu nikt się nie spodziewał aż takiego braku profesjonalizmu. Prawdziwy psycholog kliniczny od razu powinien być podejrzliwy wobec osób, które same niezaczepiane szczują otoczenie na swoje ofiary i nigdy by nie nachodził niewinnych ofiar schizofreników w pracy. To samo dotyczy lekarzy, którzy już na studiach dowiadują się, że psychiatrzy są bardzo często atakowani przez schizofreników, którzy szczują ich na ofiary swoich urojeń.

Niestety matka Michała dała się urobić przez wariatów i imbecyli z mojej podstawówki i jeszcze gdy byłam dzieckiem zaczęła temu niebezpiecznemu gangowi przychylać nieba i pomagać. Była to wyjątkowo durna kobieta, która dopiero kilka dni przed śmiercią dowiedziała się, że ambicje całego jej życia, aby „pomóc” swojej niedoszłej synowej, były całkowicie źle skierowane. Była to kobieta głupia, na sposób który psycholodzy określają psychopatią. W tym przypadku chodziło o to, że nie potrafiła (co jest zresztą przypadłością także jej syna) połapać się w emocjach łudzi, czy odczuwać wobec nich empatię. Tacy ludzie z łatwością też lakceważą prośby innych o to, żeby zostawić ich w spokoju, tylko z uporem wykonują swoje plany. Łatwo się uzależniają od schizofreników, którzy obiecują im, że potrafią wyjaśnić wszystko. Była więc bezbronną ofiarą schizofreników i przepłakała ostatnie dni życia, gdy okazało się, że zniszczyła mnie do reszty pomagając Romanowi. Umożliwiła mu też zakatowanie kilku zwierząt. Z czego też dała sobie sprawę lata temu. gdy umierała w ostanim stadium raka.

Wszystko, co mówią o mnie schizofrenicy, jest nieprawdą. Nie są moimi krewnymi, nie są moimi przyjaciółmi, czy rodziną. Nic o mnie wiedzą, więc niezgodność mojej prawdziwej biografii z urojeniami nie jest dowodem na moją „schizofrenię”. Nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, której trzeba „przypomnieć”, że ma męża. Taka pipy jak panna K., która miała pecha zakochać się w nim po uszy, naprawdę powinny zamknąć ryja, bo nie są starymi pannami, dlatego że nie dałam Romanowi „rozwodu”. Nie mogłam mu dać rozwodu, bo nigdy nie byliśmy małżeństwem. Przy czym zabawnym elementem jest to, że Renata od podstawówki kocha się w Romanie i jeśli gdzieś gdzieś są jakieś „szwagierki: to jest to właśnie Renata i Anna.

Renata nie jest była Piotra, a Anna nigdy nie była z Bretem. Renata nie jest moją kuzynką. Anna nie jest moją szwagierką. Nie chodzą za żadną z nich z nożem. Nie twierdzę, że moje oczy zmieniły kolor, ale owszem wiem, że z wiekiem ludziom kolor oczu potrafi się zmienić, szczególnie jeśli chodzi o bardzo małe dzieci. Ja sama mam piwne oczy, które mogą wydawać się – szczególnie na czarno-białych zdjęciach – czarne, a w innych przypadkach uchodzić za brązowe. Ale tak naprawdę mają kolor, który po angielsku określa się jako „hazel”. Przy czym dla wielu osób, których pierwszym językiem nie jest polski oczy tego typu są odmianą oczu koloru zielonego, bo zawierają w sobie sporo zieleni oprócz brązowego środka. Takie oczy mam od dziecka, nie zmieniły koloru.

Dużo także zależy od oświetlenia. W łazienkowym lustrze widzę oczy typowo piwne (czy też „hazel”) – czyli zielone z brązowym środkiem – ale to się zmienienia w zależności od oświetlenia. Zrobiłam sobie przed chwilą dwa zdjęcia – jedno w naturalnym świetle, a drugie w sztucznym. Wyszło na to, że pozornie zmienił mi się kolor oczu. Zresztą z oczami jest bardzo zabawna sprawa, bo kolor oczu zależy od ilości pigmentu w tęczówce, a nie od jego koloru, więc ilość światła i jego jakość bardzo wpływają na odbiór koloru. To że ktoś widzi inny kolor oczu, nie oznacza, że jestem inną osobą. Nie twierdzę też, że zmienił mi się kolor oczu.

Za to schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem, nie zna mnie na tyle, aby wiedział, jaki mam kolor oczu. więc bredzi, tak samo jak osoby, którymi steruje.

Od dzieciństwa mam takie.

Polskie piekło

Gdzieś widziałam rysunek nawiązujący do dowcipu o polskim piekle, z którego nie ma ucieczki, bo inni Polacy nie dadzą uciec, ale nie mogę go znaleźć. Zamiast tego przytoczę jako komentarz do różnych wydarzeń treść wspomnianego dowcipu.

Cytat za tym artykułem:

W latach II wojny światowej, z uwagi na nadprodukcję grzeszników, diabli musieli uruchomić dodatkowe moce smażenia dusz w smole. Postawiono ogromne kotły, podpisane nazwami poszczególnych nacji, a przy każdym z nich dyżurnego, który widłami spychał w głąb potępione dusze, usiłujące wydostać się na wolność. Pewnego dnia na inspekcję przyszedł sam Lucyfer. Jakież było jego oburzenie, kiedy odkrył, że przy kotle podpisanym „Poland” nie ma strażnika. – Co to za porządki?! – zapytał gniewnie. – Dostojny Lucyferze, tego pilnować nie trzeba. Kiedy któryś z Polaków próbuje uciec, inni zgodnie wciągają go z powrotem!

Brak solidarności, życzliwości i empatii jest naprawdę polską wadą narodową. No niestety. tak się kończy tradycyjne wychowanie, w którym dzieci „muszą się wypłakać”, a rodzice nie powinni zwracać uwagi na ich potrzeby. Takie rady wyprodukowały już wiele emocjonalnie zdeformowanych jednostek. To nie tylko kultura, to problemy psychologiczne.

Przyjaciele

Wbrew temu, co gang z mojej podstawówki o sobie opowiada, są ludźmi, którzy zniszczyli mi życie, a nie uratowali. Odpowiadają za bullying, który już dawno temu powinien być przycięty przez panią pedagog z podstawówki, a oni sami powinni byli wylądować za prześladowanie mnie w poprawczaku. No ale pani pedagog niczego nie weryfikowała, a niewielu profilerów orientuje się, co należy w takich przypadkach robić.

Nie są te osoby moimi przyjaciółmi, tak samo jak schizofrenik Roman nie jest moim mężem, a Renata krewną. Za to – jak to zwykle jest w przypadkach zaszczucia czyli bullyingu – są przyjacielami wymienionych schizofreników, z którymi od podstawki nie chę mieć nic wspólnego. Tak bardzo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego, że nie chcę też mieć cokolwiek wspólnego z fantastyką. Zaszczuli z wynikiem śmiertelnym wielu moich przyjaciół, są też – jak się pochwalili – mordercami.

To są osoby, które radośnie, gdy się zeszłam z Adamem, ustawiły się przed drzwiami mojego pokoju w czasie konwentu, oświadczając, że teraz oni będą przeze mnie „obsłużeni”, bo „kurwa przyjmuje”. Z tego co usłyszałam, schizofreniczka Anna, siostra Romana, odpowiada za zachęcenie ich do takiego postępowania. Wcale mi nie było przyjemnie być zaszczuwana z powodu takich plotek przez różnych durnych fanów.

Ludzie z gangu z mojej podstawówki są też osobami, które zniszczyły mnie psychicznie, gdy rzuciłam Adama, bo chciałam wrócić do Breta, który przyjechał na warszawski konwentu i na pewno nie po to, aby widzieć się z wariatką Anna, której nie zna. Zostałam wtedy po prostu podniesiona i zaniesiona w miejsce, w którym nikt mnie nie widział i praktycznie dokonano na mnie egzekucji, z której moja psychika do tej pory się nie podniosła. A wszystko dlatego, że gang z mojej podstawówki uznał, że ma prawo decydować, z kim mam być. Nie odpowiadam za ich czyny, czy też ploty roznoszone przez wariatkę Barbarę, czy imbecyla Ryszarda. Ci wszystko ludzie stworzyli środowisko, a którym nie chcę mieć nic wspólnego. Sięgnęli chyba do wszystkich moim znajomych i zaszczuli osoby, które naprawdę mnie znają.

To że są ludzie, którzy nadal tylko im wierzą i tylko im pomagają, a nie mnie, jest sprawą, którą powinien zając się prokurator. W życiu nie spodziewałam się, że wszyscy staną po stronie kłamców, gwałcicieli z podstawówki oraz schizofreników. Mam nadzieję, że w końcu osoby z gangu Renaty trafią tam, gdzie już dawno powinni być, czyli do więzienia. Bo oni nie są chorzy psychicznie, tylko niezmiernie głupi i zdemoralizowani.

Jeśli ci ludzie nie trafią do więzienia, a schizofrenicy nie będą się leczyć, to nigdy nie uznam, że jakikolwiek polski konwent jest dla mnie bezpieczny. Już uciekałam przed schizofrenikiem Romanem z pewnego warszawskiego Polconu. Na całe szczęście pomimo otyłości biegam szybciej niż ten chory psychicznie skurwysyn. Wcale mnie to nie bawiło. Dowcipkowanie też jest objawem stresu i traumy.

Jednym słowem, odpierdolcie się ode mnie. Moje życie miało być bajką z wyższych sfer oraz środowisk artystycznych. zamiast tego od podstawówki walczę z grupą imbecyli i schizofreników o to, aby chociaż trochę moje życie przypominało najzwyklejsze życie, a nie piekło na ziemi, jakie przechodzą ofiary syndromu sztokholmskiego, który jest efektem zaszczucia przez schizofreników oraz już nie tak młodocianych przestępców. Bo po raz kolejny zmuszono mnie do rozmawiania z chorymi psychicznie potworami, które zrobiły mi pranie mózgu i zniszczyły cały świat. Nie ma większego cierpienia w psychoterapii niż to, co przechodzą ofiary schizofreników. A regularnie jestem przez nich atakowana od dzieciństwa. Po prostu już mi zabrakło życia, żeby zrealizować chociaż minimum tego, co dla innych jest oczywiste. Czyli na przykład wziąć ślub z kimś, kogo się kocha, czy urodzić chociaż jedno dziecko. Każda inna baba może nawet w wieku sześćdziesięciu lat urodzić dziecko, bo tak doskonała opiekę oferuje współczesna ginekologia. Ja tego nie mogę zrobić, bo skurwysyn schizofrenik Roman pobił mnie tak boleśnie w czasie konwentu, że pękł mi mięśniak i sama będąc w depresji, nie dostałam odpowiedniej pomocy. W efekcie musiałam macicę usunąć.

Wszystko działo się na oczach fandomu i wręcz z jego oklaskami. Tak wiec jedynymi moimi przyjaciółmi są metale, których ten gang także prześladował. A fantaści i schizofrenicy mogą spierdalać na drzewo.

Znacie w końcu moją wersję wydarzeń. Mam tylko jedną prośbę – nie zbliżajcie się nawet do mnie!!!

Sylogizm

Może nie wiecie, ale przedstawiciele prawicy, którzy przyszli mnie niegdyś zaszczuwać w pracy, w ramach udowadniania mi , że jestem tępą kurwą bez matury, która nie ma do niczego prawa, wmawiali mi, że nie studiowałam psychologii, czy w ogóle czegokolwiek, bo nie potrafiłam z głowy podać im definicji sylogizmu. Pomińmy już fakt, że osobie zaszczuwanej i terroryzowanej spadają kompetencje, ale naprawdę wynikanie w sensie, w jakim rozumiał to Arystoteles, nie jest działem matematyki.

Logikę zdawałam jako jeden z przedmiotów dodatkowych w czasie studiów na Anglistyce. Tak się składa, że logika z sensie matematycznym ma niewiele wspólnego z filozofią (która też ma nic wspólnego z psychologią czy matematyką). Napisałam egzamin w piętnaście minut, co akurat mnie nie zdziwiło, bo w Reytanie byłam w profilu matematyczno-fizycznym. W szkole na logikę mieliśmy chyba tylko jedną lub niewiele więcej godzin. Logika na Anglistyce trwała cały semestr, a egzamin był bardzo łatwy, jak to dla humanistów.

Ludzi, którzy wątpią, że studiowałam też psychologię oraz skończyłam płatne kursy wieczorowe dla profilerów, bardzo proszę dla odmiany, aby popatrzyli tutaj i żeby mi nie zawracali dupy fałszywymi sylogizmami. Bo rachunek zdań w matematyce jest zupełnie czymś innym.

Przy okazji – kryminolog to nie prawnik i nie ma obowiązku znać na pamięć tego wszystkiego, co znają ze studiów prawnicy.

Nie jestem waszą kurwą i nie będę obsługiwać fiutów z prawicy, ani dziękować im, że żyję. Ci skurwysyni zniszczyli mnie i mojego Tatę już w latach siedemdziesiątych. Więc Nycz zamiast mojego „nawrócenia” oraz fałszywego „cudu”, który ma go zaprowadzi w końcu na tron papieski,, dostaje moją publiczną apostazję wraz z przekleństwami i życzeniami wszystkiego co najgorsze.

A ja doprowadzę śledztwo mojego Taty do końca, choćby się waliło i paliło. Mówiłam, że rozmawiałam o was z Policją już w latach siedemdziesiątych, prawda? Było się trzymać ode mnie z daleka z waszymi schizofrenikami i ludźmi z półświatka. Opus Dei nie będzie mną rządzić, ani robić sobie ze mnie swojej niewolnicy.

Każdy psychopata, który mnie znieważył i zniszczył mi życie, powinien stanąć przed sądem, bez względu na stanowisko czy poparcie Kościoła.

Wprost

Odzyskałam swoje wspomnienia na tyle, że mogę powiedzieć wprost, że Adam mnie nie zgwałcił, chociaż został niemalże na śmierć zaszczuty przez podobne pomówienia. Ale jest tak samo niewinny, jak mój ojciec, który dla niepoznaki jest nazywany Mariuszem i oskarżany o zgwałcenie schizofreniczki Renaty. Schizofreniczka, która oskarżyła mojego tatę o gwałt, nie dostanie ani grosza, chociaż próbowała mnie tym szantażować. Nie przejmuję się też oskarżeniami o to, abym podobno miała być prostytutką. Owszem, Piotr mnie uwiódł, gdy byłam jeszcze dzieckiem, ale wszyscy jego przyjaciele wiedzą, że zrobił to z miłości. Walczył też o to, aby mi wybić z głowy myśli o tym, że jestem bi. Wiem, że są ludzie mu za to uwarunkowanie na facetów wdzięczni, bo mimo prób nie uwiodła mnie żadna lesbijka.

Adam mnie nie zgwałcił, bo nie jest gwałtem seks, na który zgodziły się obie strony. Co więcej dla Adama był to pierwszy raz i grzecznie wysłuchiwał sugestii i wypełniał moje prośby. Od tamtego momentu byliśmy parą, co mogą na przykład poświadczyć znajomi Niemcy. Tak się składa, że Klaus i Tobias nie mieli, co co robić do czasu odjazdu pociągu i zaczepili Adama, czy mogą z nim mnie odwiedzić. Skończyło się tak, że wyżarli mi całe jedzenie i musiałam następnego dnia dzwonić do Adama z prośbą, aby mnie zaczął karmić. Moja matka w tym czasie była u mojej siostry i pomagała jej przy dzieciach.

Skandalem jest to, że moje otoczenie zmówiło się z grupką imbecyli i schizofreników, aby mnie zmusić do ślubu z wariatem, którego nienawidzę od dziecka. Obciąża ich jeszcze dodatkowo to, że nasza rodzina ma doświadczenia z tego rodzaju schizofrenikami od pokoleń, tacy. jesteśmy pechowi. A ja dokładnie pasuję do profilu osoby, która przyciągnie schizofrenika, który zacznie się kierować urojeniami oraz obsesjami. To wcale nie jest tak, że „piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce”.

Równie złe jest to, co mnie spotkało w fandomie. Grupka imbecyli – mówię to z cała odpowiedzialnością za słowa, bo przyznali mi się do szkoły specjalnej i zaczęli wmawiać, że z nimi chodziłam do tej szkoły, chociaż prawdę mówiąc nękali mnie w każdej mojej szkole, a każda z tych szkół była dla osób wybitnie zdolnych – gdy tylko dowiedziała się z plotek, że zbliżyłam się z Adamem fizycznie, pod wpływem chorych zapewnień Anny (czyli równie chorej psychicznie jak brat siostry Romana), że przyjmuję wszystkich, ustawiła się pod moimi drzwiami, czekając aż ich „kurwa obsłuży, bo też chcą”. Nie, ani ja, ani moja mama nie byłyśmy prostytutkami nigdy. Chociaż zostałam tymi pomówieniami sposób zaszczuta w fandomie. Jest to taki skandal, że autentycznie nie zamierzam się kolegować już z kimkolwiek z fandomu.

Adam też został bardzo źle potraktowany. Wiem, kiedy stracił dziewictwo, więc pomawianie go o to, że jest zboczeńcem i że przestał być prawiczkiem w wieku ośmiu lat jest skandalem. Ludzie, którzy coś takiego napisali, musieli przeprowadzić wywiad z jakimś pierdolonym schizofrenikiem, a nie Adamem. Adam stracił dziewictwo w wieku osiemnastu lat i wiem, bo przy tym byłam.

Ataki wariatów na Adama cały czas się powtarzają. Sama zgłosiłam Facebookowi wypełniony bełkotem profil, które przedstawiał jakieś urojone romanse Adama. Postraszyłam imbecyla odpowiedzialnością karną. Wiem, że Adam też zgłosił jakiś profil mnie przedstawiający w złym świetle. Moja przyjaciółka, kiedy jeszcze Twitter nazywał się Twitter, zgłosiła pewną durną nauczycielkę z Krakowa, która ośmielała się pisać o mnie jako o „kurwie Małgosi”.

Te ataki muszą się skończyć, bo inspirują je urojenia wariatów. Jednym słowem zamknijcie ryje. Policja ma tych debili oraz schizofreników poprawnie zdiagnozowanych od lat. Nie pomoże wam to, że nie potraficie diagnozować schizofreników i się dajecie im uwodzić. Diagnostyka schizofrenii jest bardzo trudna, bo schizofrenicy odsłaniają się tylko przed swoimi ofiarami, ale nie macie prawa łamać moich praw i posługiwać się terrorem, agresją oraz mnie zastraszać, czy torturować psychicznie oraz fizycznie. Przy tych wszystkich dowodach gromadzonych już od lat przegrywacie każdą sprawę sądową o pomówienia. A ja bardzo lubię współpracować z prawnikami i nie boję się sal sądowych.

A ja nadal jestem panną i nienawidzę Ryszarda, Romana, Barbary oraz Renaty. Anny (czyli Smeagola) też nie lubię i się jej – tak samo jak innym z tej grupy – nie zwierzam. Ci ludzie wydają z siebie bełkot za bełkotem i w ogóle mnie nie znają. Bardzo to przykre, że są ludzie, którzy postanowili mnie zniszczyć, aby tylko zrobić im przyjemność i „uratować” przed psychiatrykiem. Zaprzepaścili już w ten sposób pracę psychiatrów oraz psychologów klinicznych już w latach siedemdziesiątych oraz wychowali tych ludzi na potwory, które cały czas odrzucają propozycję.

Walczę z tymi psycholami od dziecka i nie mam poparcia nigdzie poza fandomem metalowym. Ci wariaci dostają takie poparcie z innych stron, że nic dziwnego, że ci schizofrenicy oraz imbecyle bezczelnie mordują i prześladują moich przyjaciół. Muszą przestać być bezkarni. A schizofrenia niestety daje im immunitet, bo chorych ludzi się nie wsadza do więzień. A na leczenie muszą się zgodzić. Nie ma możliwości, aby sądownie ich zmusić, żeby zaczęli współpracować z lekarzami. Prędzej ich zabiją. Wiem też, że nie działają na nich żadne metody z podręcznika psychologii klinicznej. Za dobrze żyją z oszustw, a pozbawieni przez leczenie swoich urojeń staliby się nikim. Wprost usłyszałam, że wybierają chorobę.

Trzynaście powodów

Jeden z moich byłych zupełnie nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie ma mnie na jakichkolwiek konwentach. Omijałam je z innych przyczyn, niż podawał schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem. Oczywiście mój prześladowca schizofrenik bredził wtedy, że siedzę w domu z dziećmi. Muszę zaraportować, że nie mam dzieci, a siedzę w domu, bo mnie polski fandom zaszczuł pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki. Którzy potrafili też chodzić za mną w czasie konwentów, a także po całym mieście.

Na chwilę obecną doliczyłam się czwórki schizofreników, którzy polują na mnie (i nie tylko na mnie) w fandomie. Jest to Roman (który udaje mojego męża), Renata (która udaje moją krewną), oraz równie chora siostra Romana Anna, która jest znana już wielu osobom jako Smeagol, bo ukradła mi pierścionek zaręczynowy i udaje, że to ona była prawowitą właścicielką pierścienia oraz skrzywdzoną narzeczoną, a nie ja. Na konwentach pojawia się też wariatka Barbara, co do której już zupełnie nikt nie wie, kim ona jest, chociaż podaje się za matkę facetów, z którymi mnie widziała, i kierując się swoimi urojeniami „przeznacza” ich dla innych bab, które uważają, że się z nimi zaręczyły dzięki pośrednictwu „mamusi”. Tak jak jedna z moich koleżanek, która podleciała do Adama, który odwiedził mnie w pracy i wyznała mu „zgadzam się” przy mnie. Wbrew moim zachętom nie powiedziała Adamowi na co się zgadza, chociaż wyglądała, jakby spodziewała się, że Adam chwyci ją natychmiast w ramiona. Podejrzewam, że owa koleżanka do tej pory pewnie uważa, że Adam ją kocha, chociaż cierpi facet na amnezję i będzie musiała mu o sobie przypomnieć. Podobne pomówienia spotkały Michała wiele lat temu i chociaż pewna laska o mało co nie zerżnęła go przez ubrania, tak się na niego napaliła, to jakoś nie „przypomniał” sobie, że tylko ją kocha, a ja bezszczelna jako „ta kurwa” weszłam im w szkodę i „zniszczyłam faceta”. Akurat te ataki nasz związek przetrwał, chociaż z trudem, nie przetrwał za to ataku samego schizofrenika Romana, który o mało co na śmierć nie zadręczył mojego kota, którego w ostatniej chwili (bo wet musiał wejść z adrenaliną, aby serce znowu ruszyło) uratowały psychotropy, bo już schodził z powodu stanów lękowych i związanego z nimi braku snu. Niestety moja mama wpuszczała schizofrenika do naszego mieszkania bo wierzyła mu i lubiła ludzi z fandomu. A ten schizofrenik lubił podawać się między innymi za przyjaciela Breta. Ale Roman nie jest kimś z fandomu, tak samo jak jego i Renaty gang z mojej podstawówki. Ci ludzie nic nie czytają, nic nie oglądają z fantastyki. Roman jest człowiekiem, przed którym ostrzegają się już kocie fundacje oraz sami kociarze, bo zadręczył już wiele kotów – w tym pewną kocią mamusię i jej dzieci. Z tego miotu przeżyła tylko jedna kotka. Której losem dalej się interesował, aby ją dobić. Na całe szczęście udało się go pogonić i kotka jest bezpieczna. Chociaż nadal widać u niej behawioralne konsekwencje krańcowej i niewyobrażalnej traumy. Żadne kocie dziecko nie powinno przechodzić rzeczy, jakie ją spotkały.

Schizofrenik kieruje się potrzebą wypełnienia swoich schizofrenicznych potrzeb (zresztą ustalenie co jest schizofreniczną potrzebą danego chorego jest bardzo ważne dla psychologa klinicznego). Dla Barbary, jak rozumiem, bardzo ważną potrzebą jest zapewnienie, że Roman nie będzie miał żadnych konkurentów. Dlatego zaatakowała w pewnym momencie Michała, a także Adama. Podobną potrzebą wydania mnie przemocą za Romana kieruje się grupka imbecyli z okoli c mojej podstawówki. Nie wiem, kim oni są zupełnie, ale podejrzewam, że część przed pójściem do szkoły specjalnej, próbowała uczęszczać do mojej podstawówki. Rozmawiałam z nimi i chcą doprowadzić do mojego małżeństwa z Romanem, bo nie chcą, aby ludzie się zorientowali, że jest po prostu chory psychicznie, a nie jest nikim z mojej przeszłości. Dlatego chcą, aby świat przyjął kształt urojeń Renaty oraz Romana, „pomagają” w ten sposób też Annie, siostrze Romana. Są tak głupi, że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej.

Ten gang schizofreników z mojej podstawówki stoi za różnymi atakami na mnie i oskarżeniami mnie o prostytucję. Nie byłam nigdy prostytutką, nie była nią też moja mama. Była kimś bardzo szanowanym w fandomie, tak samo jak mój tata. Szkoda, że Avangarda zeszła na psy i szarga ich pamięć.

Mam prawo sypiać z kim chcę i nie mam obowiązku cierpliwie znosić, że gang imbecyli rozpowiada, że obsługuję wszystkich. Niestety spotkała mnie taka przykrość, że zaczęli się ustawiać przed drzwiami mojego pokoju, rozpowiadając, że obsłuży ich kurwa, bo „wszystkich przyjmuje”. Dla wyjaśnienia – weszłam w romans z zakochanym we mnie od dzieciństwa facetem w czasie konwentu i owszem przespałam się z nim. I chuj wam w dupę! Bo to nasze prywatne sprawy.

Całkowicie nie podoba mi się, że kłamstwa skurwysynów z okolic mojej podstawówki dopadły mnie lata później jako opowieść, którą bezczelnie mi przytoczono, patrząc prosto w oczy. Miałam być podobno kurwą, która obsługiwała na konwencie wszystkich. Opowiedział mi to, śmiejąc się ze mnie, ktoś, kto uchodził za ważnego i zasłużonego fana z Wybrzeża. Ja nadal żyję, a ten fan – z tego, co słyszałam – już nie. <evil laughter> Obrażono mnie tak w czasie ostatniego w historii Arraconu. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo z tego co wiem, już później Arraconów nie było. Szkoda, że do tej pory kluby nie potrafiły poradzić sobie z gangiem prostaków, debili oraz dewiantów i te opowieści krążą dalej.

Moja rada jest taka – jeśli nie potraficie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim, to nie róbcie konwentów.

Nie nagrywam żadnych taśm, ale spisuję wszystkie powody, dlaczego mnie nie ma w fandomie. Nawiązanie do serialu „Trzynaście powodów” oczywiście jest zamierzone. Amerykańscy fani, którzy już w latach osiemdziesiątych nocowali u mnie i mojej mamy, nie mogli zrozumieć, dlaczego nie chodzę na konwenty. Myśleli, że jestem tylko metalową, bo znali mnie z koncertów. Nie wiedzieli, że Avangarda już wtedy wygnała mnie z fandomu. Ten blog jest też dla nich i naszych wspólnych znajomych. Bo muszą zrozumieć, co się stało i dlaczego stracili ze mną kontakt.

Mam nadzieję, że wytłumaczyłam się już dostatecznie. Oczywiście nie odmówię pojawienia się – przy odpowiedniej ochronie – na jakimś zagranicznym konwencie. Ale wolę sama nie zjawiać się bez swojej paczki znajomych. Zbyt dużo nieprzyjemności już mnie spotkało. Mam przede wszystkim obowiązek chronić siebie. Dodam tylko, że moi krewni również nie mogą pokazać się w fandomie, bo też już były na nich ataki i też zostali zaszczuci.

Ciekawe jest, że byłam atakowana przez polski fandom w miejscu, gdzie powinnam rządzić (czyli moim miejscu pracy) i oberwałam bardzo solidnie, z uszkodzeniem wzroku (zostały mi mroczki). Nie chce sprawdzać, co gang Renaty, Romana i Anny może zrobić w czasie konwentu, gdzie nie będzie ochrony.

Wolę żyć spokojnie i widywać znajomych poza konwentami. Przynajmniej polskimi. Jak już wcześniej napisałam, amerykański fandom byłby dla mnie milszy.

To nie jest prawda, że „wszyscy mnie kochają.”