Paznokcie

Jednym z argumentów, jaki powtarza gang schizofreników oraz bullies z mojej podstawówki, że nie jestem Yennefer (przy czym ta ksywka istniała przed postacią literacką), czyli córką Mariana, są moje paznokcie. Nie wiedziałam, że ludzie są tak głupi i przykładają tak dużą miarę do rzeczy, które można zmienić w godzinę u manikiurzystki lub jedno popołudnie u fryzjera.

Jak już wspomniałam, znam Breta od zawsze i był jednych z ludzi, którzy się o mnie troszczyli w fandomie. Są to ludzie, którzy wiedzą, co mnie spotkało w podstawówce i że cierpię na amnezję po zaszczuciu przez gang schizofrneików oraz ich enablerów. Co jakiś czas wiele osób z fandomu staje się zaniepokojonych moim milczeniem, ale zamiast wspierać mnie, to lecą z pytaniami o mnie do schizofreników oraz ich przyjaciół. I tutaj patrzę na Andrzeja, który zamiast przyjąć do wiadomości, że Roman nie jest moim mężem, a te pzidy z mojej podstawówki nie są ani moimi przyjaciółkami, ani rodziną, z radosnym uśmiechem obserwuje, jak mnie niszczą i terroryzują, sądząc, że tak wygląda terapia. Żadna z tych pizd nie ma nic wspólnego z którymkolwiek z moich pomysłów, chociaż zaczęły sobie wiele z nich przypisywać. Nie mam powodu, aby się z nimi dzielić czymkolwiek. Andrzej kierując się ich pomówieniami, zniszczył wielu osobom życie, w tym też mnie. Swoją głupotą, lekceważąc moje prośby, odebrał mi ostatnią szansę na ułożenie sobie życia i urodzenia chociaż jednogo dziecka, bo wszystko robił pod dyntando wariatów oraz osób, które nic nigdy nie miały nic wspólnego z Wydziałem Psychologii. Ani Anna, ani Renata nie są psychologami, za to jak to schizofreniczki, przypisują chorobę swoim ofiarom, bo te nie potwierdzają ich urojeń i zaszczuwają swoje ofiary swoimi urojeniami. Jest to podstawa wiedzy o schizofrenii.

Nie chcę oglądać Andrzeja, nie chcę od niego nic, nawet przeprosin. Jest persona non grata po tym, co wyrabiał w czasie konwetów oraz u mnie w pracy. Tulił do piersi cały ten gang moich prześladowców oraz uprawdopodobniał ich urojenia, paradując z nimi wszędzie. Jest powodem, dlaczego nie chcę mieć nic wspólnego z polskim fandomem.

Ale wróćmy do włosów i paznokci. W okresie, kiedy mieszkałam w Warszawie z Bretem (przy okazji – to mieszkanie nie należy do Anny, nigdy przenigdy nie była związana z Bretem nawet przyjacielsko) zrobiłam sobie włosy na cieniowany blond w ramach eksperymentu. Ale mi się nie spodobało, więc pasemkami wróciłam do swojego naturalnego brązu. Argument, że nie jest córką Mariana, bo nie jestem blondynką, możecie sobie wsadzić w dupę.

Podobnie moja przyjaciółka Bobby zabrała mnie do manikiurzystki, która zajęła się moimi pazurami. Naturalnie mają kiepski, rowkowaty kształ. Bobby kazał mi zamknąć ryja i zaufać specjalistce. Masa plastyczna naprawiła kształt paznokci, na których zrobiono mi frencz (czyli pomalowano w sposób, który udaje naturalny kolor paznokci z białym paskiem na górze). Nie muszę wcale zapuszczać długich paznokci, żeby mieć taki efekt, one były całkowicie sztuczne, nie wiem, czy to była hybryda, czy coś innego, ale w przemyśle modowym i urodowym wszystko to dym i lustra. Wystarczy wiedzieć, gdzie wydać pieniądze, aby dobrze wyglądać.

Ale od Andrzeja nie wezmę ani grosza. Nigdy mi nie pomógł, może to zaświadczyć moja rodzona siostra, szczególnego w najbardziej dramatycznych chwilach mojego czy mojej mamy życia. Nie przyjmuj do wiadmomości, że miałabym się z nim kontaktować przez gang schizofreników z mojej podstawówki, czy też przez Romana. Prawda, jaką zna Policja, jest o sto osiemdziesiąt stopni inna od tego, w co wierzy fandom i Andrzej. Nie jestem chorą psychicznie żoną Romana, a Krystyna nie jest moją przyjaciółką. Jest moją prześladowczynią oraz grafomanką, która posłużyła się ukradzionym mi tekstem. A Roman został wpisany przez Policję na listę bardzo schizofreników i stalkerów. Nigdy nie byliśmy razem, on tylko prześladując mnie potrafi śledzić mnie i łazić za mną przez cały dzień. Jest osobą, któ®a mnie wielokrotnie pobiła, bo nie potwierdzam jego urojeń.

Mam nadzieję, że to ostatecznie zamykę sprawę i polski fandom w końcu się ode mnie odpierdoli i przestanie mnie „leczyć” w nadziei, że jak mnie „wyleczą” to przyleci ta „prawdziwa Yennefer”, bo tak powiedziała wariatka Renata. Nie przyleci, bo Roman ukradł jej, paszport i dobrowadzić biciem, duszeniem i prześladowaniem do amnezji.

Powtarzam, nie życzę sobie żadnych odwiedzin w pracy. Avangarda to nie jest mój klub, to klub „Rennefer” czy kierują nim urojenia Renaty, Romana oraz jego siostry. Ich rodzice byli wywalani z klubu, gdy żył mój ojciec. Nie wiem, jak to się stało, że są tolerowani i kierują klubem.

Byłam przez ten gang schizofreników-wyłudzaczy zaszczuwana wiele razy. Nie będę ryzykować kolejnych obrażeń psychicznych oraz fizycznych. Wolę żyć spokojnie niż być przekonywana, że Roman jest „moim ukochanym mężem”. Owszem moja matka była okłamywana przez ten gang i Nycza w kwestii mojego zdrowia psychicznego oraz z kim spędzałam czas, ale naprawdę nie da się mi się wmówić, że byłam z Romanem, że mam dzieci i że Renata jest moją kuzynką. Nie da zmienić rzeczywistości tak, aby się zgadzała z urojeniami wariatów, można co najwyżej zniszczyć kogoś tak, że zaczyna dzielić urojenia schizofreników, gdy straci pamięć po zaszczuciu przez schizofreników (co jest najczęstszą przyczyną amnezji z powodów psychologicznych).

Z głębi mojego serca mam jedną prośbę – odpierdolcie się ode mnie i nie odwiedzajcie mnie nigdy w pracy. Nigdy nie prosiłam o rozmowy z politykami, nie chciałam być nękana i zaszczuwana przez durny i fanatyczny fandom, wielbiący schizofreników. Nie życzę sobie znowu być bita i wyzywana przez Krystynę i jej ojca na oczach studentów. Rozumiem takie zachowanie u wariatów, ale ci ludzie przekroczyli wszelkie granice.

Ale na całe szczęście nie grożą mi już wizyty z Avangardy, bo kurwy z mojej podstawówki upewniły się, że zniszczyły mi całe życie i nie mam już żadnych planów artystycznych. Jednocześnie udało im się oszukać wszystkich po raz kolejny i zachować staus quo i są nadal świętymi krowami w Avangardzie oraz są na garnuszku Andrzeja. Każda osoba, która pomaga tym schizofrenikom, jest moim osobistym wrogiem. Nie ludźcie się, że się ze mną dzielą. Podobno mają pieniądze też dla mnie, tak usłyszałam od nich, ale powiązane są z tym warunki, których nie mogę spełnić, bo nie potwierdzę urojeń Renaty, Anny, czy Romana. Z całą odpowiedzialnością (i mogę potwierdzić to przed Sądem) nikt nigdy w fandomie mi nie pomógł, nawet jeśli prosiłam o pomoc. A ja sama pomogłam wielu osobom.

Niektóre osoby chcę oglądać już tylko w Sądzie. Nie są to moi przyjaciele i nigdy nie byli. Nigdy nie powiedzieli słowa prawdy o mnie. Nie zaszczułam Yennefer, jak to mi się przypisuje, oni to zrobili. Sama zostałam wielorotnie zaszczuta.

Andrzeja też chcę oglądać już tylko w Sądzie, bo zniszczył mi całe życie, stojąc po stronie Romana i robiąc z niego kogoś ważnego dla mnie, z kim trzeba się kontaktować, jeśli ktoś chce ze mną rozmawiać. Potrafię sama siebie reprezentować, nie potrzebuję do tego „męża” szczególnie jeśli jest to schizofrneik, który nie ma ze mną nic wspólnego i tylko sabotuje wszystko, co robię, bo chce udowodnić, że jestem „kurwą” z jego urojeń, która nic nie potrafi.

Welcome to the desert of the real. Dla schizofreników zdrowi psychicznie ludzie to bateryjki, z których ciągną, ile się da i z których robią sobie niewolników, często zastraszając. Kochają tylko innych schizofreników.

Worldcon

Jedną z prawidłowości, jaką znają działacze klubowi, jest niechęć międzynarowego fandomu do Francji. Kraj ten ma problemy z organizacją takich imprez jak Worldcon. Wbrew wersjom rozpowszechnianym przez schizofreniczkę Renatę przyczyną nie jest urojony przez nią krąg pedofilski, którego ofiarą po wywiezieniu do Francji miała niby paść ofiarą. Wszelkie przestępstwa seksualne, szczególnie popełniane na dzieciach, to sprawy, którymi interesuje się Policja i nie leżą w gestii klubów. W to miejsce kluby miłośników fantastyki powinny się zajmować bezpieczeństwem w czasie konwentów. A tutaj Polska tak samo jak Francja postanowiła zignorować głosy, które domagały się wyrzucanie z klubów schizofreników i zapewnienia uczesnikom konwentów bezpieczeństwa.

Mój Tata, gdy jeszcze żył, usunął wariatów z klubu. Ale na wiele się to zdało, bo schizofrenicy, wśród których byli tacy, co twierdzili, że są „żoną” lub „mężem” moich rodziców, po śmierci Taty przejęli władzę w klubie dzięki pomocy enablerów i doprowadzili do jego upadku. A przynajmniej jest to wersja, którą ja znam i opiera się na materiałach policyjnych, zeznaniach oraz informacjach od starszych fanów. Są to też słowa ojca Piotra.

W związku z działaniami schizofreników, którzy stworzyli gang wyłudzaczy, Polska w ruchu światowym zyskała bardzo złą renomę w latach siedemdziesiątych. Od tamtego momentu wiele osób, w tym Piotr, robiło wszystko, żeby naprawić sytuację i połączyć Polskę z głównym nurtem działalności klubów światowych. Piotr na własny koszt zapraszał światowe gwiazdy, aby je przekonać, że polskie konwenty są bezpieczne. Dla mnie nie były bezpieczne, ale schizofrenicy z mojej podstawówki, jak to schizofrenicy, okłamali wszystkich i wykorzystali to, że doprowadzili mnie do amnezji. Ignorowano wszelkie moje sygnały, że źle się dzieje. Po zaszczuciu Johna przez warszawskich schizofreników oraz po okłamywaniu Breta (a facet z całą cierpliwością przeprowadził swoje śledztwo i zna prawdę) pozycja Polski jako organizatora dużych konwentów szoruje po dnie. Działania różnych osób w niczym nie pomogły, bo wcale nie chodzi o to, że mam przeprosić Renatę za mojego ojca, czy też że Orbitowski ma kogoś przeprosić. Chodzi o to, że polskie konwenty nie są bezpieczne, a schizofrenicy zaszczuwają i niszczą bez reakcji klubów kogo chcą, bo schizofrenicy tak samo jak we Francji są tymi klubami.

Pierwsza żona mojego Taty, aktorką, a której dużo mój Tata mi opowiadał, bo chciał, żebym była kimś, kto będzie ją chociaż ją z tych opowieści pamiętał, została zabita w czasie francuskiego konwentu. Inne osoby, znajomi i przyjaciele Taty, również byli bezkarnie zabijani i zaszczuwani (schizofrenicy wykorzystują to, że nie mają odpowiedzialności karnej jako chorzy, a nie da się ich leczyć, bo są osłaniani przez enablerów). W czasie jednego z polskich konwentów został zasztyletowany mój kolega i przyjaciel z Reytana, ponieważ zaczęliśmy rozmawiać o reaktywacji naszego szkolnego zespołu. Wszelkie oskarżenia wysuwane wobec niego pochodzą z urojeń pewnego schizofrenika, który podaje się za mojego ojca. Miał urojenia, że w ten sposób mnie „chroni”. Mój kolega wcale nie siedzi w więzieniu, tylko nie żyje. A ja sama też byłam często atakowana nożem i cięto mi ubrania.

Niestety schizofrenicy bardzo często są paranoikami i przedstawiają się jako ofiary, więc znajdują sobie obrońców, podczas gdy prawda jest całkowicie inna. To oni są stroną atakującą i rozpowszechniają kłamstwa. Schizofrenik kieruje się zawiścią i przypisuje sobie przedmioty i atrybuty ofiar swojej obsesji i urojeń. Dlatego też byłam atakowana nożem, bo wariatka po zobaczeniu jakiś moich nowych ciuchów dochodziła do wniosku, że zostały jej ukradzione i je cieła na mnie. Dokładnie tak samo postępują wariaci w przypadku moich tekstów, moich facetów oraz – co już zupełnie jest oburzające – w przypadku mojego mieszkania. Naprawdę nawet jeden metr mojego mieszkania nie należy do Renaty. Nie jest ze mną spokrewniona, nic o mnie nie wie, myli podstawowe fakty i nigdy nie była dziedziczką mojej matki. Nigdy też było innego testamentu. Jej żądania oraz akcje jej enablerów o mało co nie wyprawiły mnie na drugi świat. Bardzo proszę, aby podobne ataki na mnie w pracy nigdy się już nie powtórzyły. Ironią jest, że odpowiada za nie wiele osób z warszawskiego klubu fantastyki, które wciągnęły w to – na swoje nieszczęście – także Breta. Ale Bret zna mnie na tyle, że zaczął poszukiwać własnych źródeł informacji na temat tego, co się dzieje i zweryfikował wszystkie stwierdzenia na mój temat. Nie bez powodu uważałam go zawsze za bardzo bystrą osobę.

Tak się składa, że Avangarda sama jest winna tego, że nie ma Worldconu dla Warszawy. John, Bret i Cameron bardzo chcieli mnie gościć w czasie panelu na warszawskim konwencie, ale poinformowałam ich, że z dużym prawdopodobieństwem nie dam rady nawet wejść wtedy na teren konwentu. Zresztą wielokrotnie uniemożliwiano mi rozmowy z nimi. Były już takie sytuacje, że albo byłam usuwana z konwetu przez Renatę i klub, bo mnie nie chcieli na tym konwencie, albo nie mogłam wziąć udziału w panelu, bo byłam atakowana i pobita. W jednym z paneli musiała mnie zastąpić przyjaciółka pisarka, bo nie byłam w stanie z szoku mówić.

Nie dziwcie się, że nie ukrywałam przed Bretem i Cameronem tego, co rzeczywiście dzieje się w polskim fandomie, gdy zostałam o to zapytana. Nie mam interesu w tym, aby kryć gang z mojej podstawówki. I absolutnie, po zniszczeniu mi całego życia i doprowadzeniu po śmierci psychiki, nie będę miała cierpliwości, aby wysłuchiwać czyichkolwiek przeprosin, bo nie możecie nic zrobić, aby mi wynagrodzić straty. Tego nie da się wynagrodzić.

Jedyne co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie. Sytuacja w Polsce jest jeszcze gorsza niż była we Francji.

Fałszywy ojciec

Od dziesięcioleci wszyscy moi prawdziwi przyjaciele wiedzą, że po fandomie krąży wariat, który twierdzi, że jest moim ojcem. Schizofrenicy bardzo często podają się za członków rodziny ofiar swoich obsesji i urojeń, ale – co jest tutaj najprawdziwszą ironią – to psychoterapeuci znają listy typowych zagrań i urojeń schizofreników. Psychiatrzy tak naprawdę nic o nich nie wiedzą, a przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń. Latami byłam prześladowana przez ludzi urobionych przez schizofreników, którzy prześladujących mnie od dzieciństwa. Dlatego też jestem chroniona przez fandom, szczególnie międzynarodowy, bo polskim rządzą urojenia ludzi z mojej podstawówki i okolic.

Byłam poddawana wielokrotnie praniu mózgu i zastraszana w celu zmuszenia mnie, bym w końcy potwierdziła wersję idiotki Krystyny oraz jej idolki Renaty. Nie chcę mieć z żadną z nich nic wspólnego. O Krystynie krążą kłamliwe rozpowszechniane przez wariatów jakoby była drugim pokoleniem w fandomie. Według tego, co powiedział mi ktoś inny i co pamiętam, weszła do fandomu ze swoim ojcem dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych i nawet nie wie, kim był Marian, mój Tata, zaszczuty przez fandom zresztą na podstawie urojeń schizofreniczki z mojej podstawówki. Mam nadzieję, że te gówna przestaną kłamać, że znali mojego Tatę. Pod wpływem ich opowieści, nawet osoby, które znały mojego Tatę, jak państwo D. zwrócili się przeciwko mnie i mojemu Tacie, który nawet nie tknął palcem schizofreniczki Renaty, bo był wtedy w Londynie na konwencie.

Ojciec Krystyny kłamliwie mnie zapewniał, że przyjaźnił się z moim ojcem. Jak rozumiem teraz przyjaźnił się tylko z wariatem, który miał urojenia, że jest moim ojcem i postanowił mnie zaszlachtawać zgodnie z jego urojeniami. Jest to taka zdrodnia, że już dawno powinien być ogarniany przez organy ścigania. Tak samo jak jego córka, zdemoralizowana plagiatorka, która inspirowała ataki na mnie w mojej pracy.

Rozumiem, że można być wyprowadzonym w pole przez schizofreników, ale – kurwa – nie wolno nikogo zaszczuwać, ignorować liczne próby wyjaśnienia sytuacji i zaszczuwać całe życie niewinną ofiarę Renaty oraz warszawskiego fandomu. Nie tymi metodami, te metody są nieakceptowalne przez prawo. Mam nadzieję, że w końcu wymiar sprawiedliwości odpowiednio oceni metody, jakimi próbowano mnie „leczyć”, a koledzy inspiratorki przestaną ją kryć, bo po tym wszystkim, co zrobiła, musi w końcu przejść przez system penitencjarny i pracować nad swoimi wadami z wychowawcą więziennym, bo ktoś musi w końcu tę osobę wychować.

„Kurwa” inspiratorka zaszczucia mnie i plagiatorka musi w końcu trafić do więzienia.

Nic z tego, co opowiadają o mnie, nie składa się w logiczną całość. Z jednej strony mam być córką gangstera gwałciciela, za którego mam przepraszać zgodnie z żądaniemi wariatki Renaty, a z drugiej strony schizofrneik, który podaje się za mojego ojca, był uważany za osobę godną najwyższego zaufania. I nikt z moich prześladowców nie uznał za logiczne zadać sobie pytania, czy dwa pesudo fakty w ogóle się nie wykluczają?

Ja oczywiście wiem, że mój Tata Marian był oczywiście niewinny. Pan Ch. go nie poznał, chociaż bełkotał, że jest przyjacielem mojego ojca. Znał mojego Tatę Andrzej i kilka innych znanych fanów też go poznało. Przerażające jest, że wystarczyło kłamstwo (schizofrenicy też często celowo kłamią) Renaty, że jest moją „siostrą”, aby Andrzej przytulił ją do piersi, stając się w moich oczach zdrajcą i wrogiem, bo zaczął popierać schizofreniczkę, która zniszczyła w fandomie mojego Tatę.

Mam dosyć bagna, jakim jest polski fandom. Wiedziałam, że nie należy mieć cokolwiek wspólnego z tym środowiskiem, gdy byłam jeszcze nastolatką. Bret nie powinien mnie wtedy przekonywać, że mogę być bezpieczna w fandomie. Tak się składa, że Warszawą rządzi schizofrenia Renaty, Romana oraz jego siotry Anny. Nie chcę i nigdy nie potwierdzę ich urojeń. Jestem z klubem warszawskim na noże i już zawsze tak pozostanie.

Mam nadzieję tylko, że nie będziecie dalej nękać mnie w pracy. Nie odwiedzajcie mnie, zasługuję na spokój. A moi prawdziwi przyjaciele z fandomu zawsze potrafili mnie znaleźć, jeśli chcieli. Mam tak silną obceność online, że brak prób kontaktu uważam za niechęć do kontynuowania znajomości.

Ale z tego powodu nie będę szlochać w poduszkę.

Tytuł

Tak się składa, że mój Tata nigdy nie był pozbawiony tytułu szlacheckiego, a na pewno nie stało się to z powodu „zgwałcenia Renaty”. Powtórze jeszcze raz – ta tępa schizofreniczka Renata ani nie jest moją krewną, ani mój Tata nie miał żadnych możliwości, aby ją zgwałcić. Nie znali się praktycznie. Nie mieszkaliśmy nigdy razem, z tym że rzeczywiście Renata jako dziecko i później nachodziła mnie i moją matkę.

Nie mam nic z nią wspólnego i pragnę, aby tępe idiotki typu Krystyny zamknęły mordy i już nigdy nie wypowiadały się na temat mojej rodziny.

Mój Tata do śmierci nie stracił swojej pozycji w świecie szlachty. Moja pozycja też jest nienaruszona. A Klub Szlachecki potwierdzi, że Wieczorek jest jednym ze szlacheckich nazwisk, bo pewni szlachice tak się nazywają. Z tym że oczywiście większość Wieczorków to nie szlachta. Ale na tej samej zasadzie ani Starak, ani Woźniak nie kojarzą się z nazwiskami szlacheckimi. Szlachectwo, a czym wiedzą szlachcice, to przynależność do pewnej warstwy szlacheckiej oraz posiadany etos i nie musi wiązać się z posiadaniem szeroko znanego nazwiska. Dodam, że pewne zadufane w sobie osoby już dawno straciły szlachectwo, bo postępowały niegodnie i w ich przypadku Klub Szlachecki nie potwierdzi ich przynależności do pewnej grupy społecznej. Te osoby same mogą się upewnić, jak wygląda ich status we wspomnianym Klubie. Dowiedzą się, że są renegatami współpracującymi ze schizofrenikami-impostorami i nie mają czego szukać w Klubie.

Są rzeczy, z których się nie wraca, są rzeczy, których się nie wybacza. Zaszczucie mnie i mojego Taty, wbrew temu, co wie na temat tych fałszywych oskarżeń Policja, zasługuje na wieczne potępienie. A zostaliśmy zaszczuci na życzenie schizofreników z mojej podstawówki, którzy są nikim, żyją z wyłudzień i naiwności wielu osób. Jest to klasyczny gang schizofreników, niebezpiecznych kłamców.

Pewna osoba straciła szlachectwo tak samo jak jej ojciec wcześniej całkowicie zasłużenie i nie da się jej obronić, bo latami tłumaczyłam jej, jakie materiały dowodowe rzeczywiście posiada Policja. Wiem, że ta osoba zaszczuła mnie i bruka pamięć mojego Taty także po jego śmierci, nie tylko w fandomie polskim, ale też międzynarodowym. Niech nie dziwą jej reakcje moich przyjaciół oraz przyjaciół mojego Taty, którzy znają prawdę.

Powtarzam, mój Tata nie miał nawet możliwości, aby zgwałcić Renatę, bo w wymieniany przez nią weekend był w Londynie, a sprawę pomówień oraz zdrowia psychicznego Renaty oraz jej rodziny badali policyjni biegli. Renata i jej bliscy to wariaci ze mną nie spokrewnieni. To że jakikolwiek fan wziął sprawy we własne ręce i postanowił dokonać na mnie samosądu to skandal, jakiego nigdy nie widział fandom światowy. Takie poczytania świadczą o demoralizacji, bo do badania prawdomówności ludzi oraz wydawania wyroków, kto jest kim, jest Policja oraz Sądy. Debile, którzy postępują inaczej, niż odwołanie się do dokumentów, czy wyników śledztwa sprzed lat i dokonują aktów terroru i samosądu są krańcowo zdemoralizowani i dla mnie nie istnieją. Bardzo proszę nie wymieniać przy mnie ich imion. Praktycznie cała Avangarda mnie zaszczuła. Ten klub dla mnie nie istnieje. Nic się w nim nie zmieniło. Bardzo proszę, aby nikt z tego klubu nie udawał, że jest to mój klub.

Mam nadzieję, że to wyjaśnia całkowiecie sprawę fałszywych oskarżeń mojego Taty i mnie w fandomie.

Odeszła mi ochota być w jakimkolwiek ruchu fanów, czy na jakimkolwiek konwencie. Wiem, co robię, jeśli chodzi o przekaz. Nie pozwolę, aby ktokolwiek udawał, że wszystko wróciło do normy. I że jak zwykle niby „przyznałam się do winy”. Nic nie wróciło i nic nie wróci. Nic nie naprawi krzywd, jakie spotkały mnie i moich krewnych. Darujcie sobie zapewnianie, że mi „wszystko wynagrodzicie”.

Napiszę wprost, macie ten pech, że tym razem dostałam prawidłową pomoc i odzyskałam pamięć, którą straciłam wcześniej zaszczuta przez schizofreników, więc mogę przedstawić wersję zgodną z tym, co rzeczywiście się zdarzyło w latach siedemdziesiątych a także później. I jest to wersja, jaką zna Policja, i jest zgodna z faktami i dowodami.

Nie będę dla was zakłamywać rzeczywistości, kurwy! Ani utrzymywać status quo. Odpierdolcie się ode mnie!

„Najlepsi przyjaciele”

Biorąc pod uwagę fandom światowy, jestem trzecim pokoleniem w fandomie, bo już mój dziadek uczestniczył w spotkaniach fanów we Francji. Gdy byłam na amerykańskim konwencie z Bretem, sam Lucas zaczepił mnie po francusku, pytając co u Taty. Musiałam mu niestety powiedzieć, że już nie żyje. Zmarł w szpitalu po zawale serca w 1985 roku. Moja mama jeszcze wtedy żyła, też zmarła w szpitali w 2000 roku. Nie wiem, co za zjeby podają się za moich rodziców w fandomie, ale nie mam z nimi nic wspólnego. Mam nadzieję, że nie muszę publikować na blogu aktów zgonu. Na całe szczęście moja rodzona siostra potwierdza moje słowa.

Mój Tata był znany i lubiany w fandomie. Niestety okazało się, że wszyscy jego przyjaciele byli fałszywymi przyjaciółmi, bo wystarczył atak impostorów i schizofreników z mojej podstawówki, że prawda przestała się liczyć. Został po raz kolejny zaszczuty przez gang schizofreników oraz ich enablerów, pomimo tego, że złożył zawiadomienia o pomówieniach przez moją koleżankę ze szkoły, a Policja i Prokuratura doskonale wiedziała, że nie znajdował się w tym miejscu, gdzie niby miał zgwałcić Renatę. Podobnie Policja ustaliła, że Renata nie opuszczała Polski w tamtym okresie. Mój Tata był tak załamany i zniszczony fałszywymi oskarżeniami oraz kolejnymi atakami wariatów, że się rozłożył psychicznie i nie mógł działać. Moja mama też była w złej formie. Akcję ratunkową Taty przeprowadziła moja siostra i ja i dzięki temu fandom nie zaszczuł go na śmierć. Mówiłyśmy Policji i Tacie, co mają weryfikować i jakie dokumenty donieść. Ja ze swojej strony jako dziecko próbowałam przeprowadzić akcję informacyjną, która miała osłonić moją rodzinę. Szkoda, że nikt mi nie wierzył, ani niczego nie weryfikował. Bardzo łatwo sprawdzić, że Renata nie jest żadną moją kuzynką. Gówno o mnie i mojej rodzinie wie.

Renata oraz jej krewni byli diagnozowani przez biegłych na moją prośbę. Od dawna wiadomo, że to wszystko wariaci. Policja od lat siedemdzisiątych ma odpowiednie dokumenty.

Zawsze będę powtarzać to, co mój Tata – prawda jest na Policji. Fałszywi przyjaciele mojego ojca okazali się być później moimi fałszywymi przyjaciółmi. Bez prawidłowej weryfikacji zaszczuli mnie i moją rodzinę w fandomie. Okazali się też być skrajnie zdemoralizowani, bo przejęli funkcje Sądu, Prokuratury oraz postawili wymierzyć mi sprawiedliwość. W efekcie zniszczyli mi całe życie.

Wielu z moich byłych podejnowało próby „leczenia” mnie pod dyktando schizofreników. Spotkało mnie to też z rąk rodziny Adama i wywołało taką moją furię, bo znali mojego Tatę z fandomu i byli jego przyjaciółmi, że postawnowiłam już nigdy nie rozmawiać z Adamem, czy jego rodzicami. Kłamstwa schizofreników oraz fałszywa przyjaźń ojca Adama sprawiły, że z Adamem zerwałam. Kilka razy. Na pewno nie był to gwałt, chociaż – jak wiele doświadczonych osób wie – seks z kobietą, która jest wkurwiona na faceta, nie jest czymś, co ratuje związek.

Mam jedną prośbę do fandomu – nie jestem waszą zabawką, którą będziecie sobie „naprawiać” pod dyktando wariata, który nie ma ze mną nic wspólnego, bo nawet nie wie, jakie mam dane w dowodzie. Myli się co mojego miejsca urodzenia, a także imion rodziców. Bardzo proszę, przestańcie odwracać głowy, gdy pokazuję dokumenty, które świadczą, że Roman i jego wielbicielki kłamią.

Wszystko, co mnie do tej pory spotkało to ataki pozbawionych talentu miernot, które były mamione potencjalną karierą przez wariata. Roman czy Renata nic wam nie załatwią w amerykańskim fandomie. Każda tak zdolna osoba jak ja, czy moi krewni, musi przeżyć coś, co nazywa się polskim pieklem. Chociaż jak widać na przykładzie mojego ojca można to nazwać też francuskim piekłem, czy też ogólniej fandomowym, gdzie idioci kradną konspekty czy też już całe powieści. To ostatnie spotkało mojego Tatę, nie tylko konspekt mu ukradli, ale też rękopis powieści. I zniszczyli psychicznie po tej kradzieży. Wolę nic nie tworzyć, niż pisać za jakieś kurwy.

Nie mam żadnych dobrych uczuć wobec ludzi, którzy okradli mnie ze wszystkiego, w tym liczę również nienapisany cykl, który miał być moim debiutem. Chociaż przyznam, że najbardziej cierpię z powodu zniszczonego życia osobistego, bo już kilka razy próbowałam ułożyć sobie życie i zostać matką. Brutalnie mi to za każdym razem torpedowano.

Niczego idiotce Krystynie o lepkich łapach nie podaruję. Jeśli chcieliście spokoju w fandomie, to powinniście znaleźć sobie inne dziecko do bicia. Nie dam zrobić z siebie bezwolnej niewolnicy, którą ci schizofrenicy będą pomiatać i która ma im dostarczać pomysły, aby mogli je przedstawiać jako swoje.

Nikt mi z fandomu nigdy nie pomógł, a złodziejkę Krystynę chcę w końcu zobaczyć w więzieniu. Każdy odpowiada za siebie i dokonuje wyborów na własny użytek. Plagiatorka źle wybrała i musi za to zapłacić. Nie interesuje mnie spokój w fandomie, jeśli ceną ma być moje życie i prawda. Jestem pod tym względem nieugięta.

Na pochybel kurwie!

Wybieram swoją własną splendid isolation. Nie interesuje mnie fandom, jak powiedziałam pewnemu debilowi, jeśli ceną za karierę ma być przeproszenie Renaty, to wolę już na zawsze uczyć angielskiego i trzymać się z daleka od fandomu. Tylko bardzo proszę, nie róbcie już na mnie napadów w moim miejscu pracy. Trzymajcie się już ode mnie z daleka, bo ja naprawdę się wami nie interesuję.

Zaszczucie mnie tak, że zmusiliście terrorem do przeprosin plagiatorki, ale każdego można terrorem zmusić do wszystkiego, nie przykładajcie do tego wagi. Takie działanie jest czymś, czego Avangardzie nie daruję. I żądam, aby kilka osób z klubu podstawić przed Sądem karnym. To nigdy nie był mój klub, jak się okazało i nie chcę mieć z ruchem fanów żadnych kontaktów. A wszyscy winni, jak już powiedziałam, muszą w końcu stanąć przed Sądem.

Odpierdolcie się ode mnie!!!

Prevost

Przy wyborze Prevosta na papieża wspomniałam o ciążących na nim oskarżeniach, które mówią o nim jako o osobie, która chroniła pedofila. Słyszałam obronę tego człowieka z ust kogoś z Kościoła, który bywa na warszawskich konwentach. Muszę więc to skomentować, bo jest to człowiek, który jednocześnie niszczył mnie, mojego Tatę i krewnych, posługując się pomówieniami, do jakich posuwali się schizofrenicy z mojej podstawówki wraz z enablerami z fandomu.

Jest to bardzo zabawne, że w przypadku prawicy i Kościoła oskarżenia o pedofilię są zamiatane pod dywan jako wysuwane przez wariatów, a jednak w przypadku mojej rodziny można bezkarnie ze mnie i mojej matki robić tępe byłe prostytutki, a z mojego ojca groźnego przestępcę. Podczas gdy prawda jest zupełnie inne i jesteśmy niewinnymi ofiarami pewnej schizofrenicznej rodziny, których dzieci poznałam w szkole. Nie ma między nami żadnej innej relacji.

Lewicowość mojej rodziny oraz nasz ateizm to nie jest „nihilizm moralny” jak w pewnym momencie usłyszałam. Dno moralne i etyczne prezentują osoby, które atakują mnie od dawna i swoimi brutalnymi atakami doprowadziły do takiego stanu, że prawie popełniłam samobójstwo i nadal jeszcze borykam się z psychologicznymi konsekwencjami traumy i zaszczucia.

Domagam się równego traktowania i skoro Prevost został uniewinionny, bo pomawiała go wariatka, to mój Tata także zasługuje na publiczne przeprosiny w mediach. Przeprosiny powinna dostać też reszta mojej rodziny. Nie interesuje mnie fakt, że warszawskim fandomem rządzi wariatka z mojej podstawówki wraz z idiotką zakochaną w udającym księcia schizofreniku. Tak brutalne napady na mnie i moich krewnych nigdy nie powinny mieć miejsca. Ludzie, którzy dopuścili się samosądu i lynczu, udowodnili tym, że są skrajne zdemoralizowani (kryminolodzy i psychoterapeuci mają swoje metody oceniania demoralizacji), więc nie są osobami, z którymi chcę mieć jakiekolwiek kontakty. Wyczerpałam wszystkie możliwości polubownego załatwienia sprawy. Poddaję się i od tego momentu gówno mnie obchodzi Avangarda czy w ogóle fandom. Tak samo, jak wtedy gdy byłam nastolatką i jako przyjaciel z fandomu Bret mnie wyciągał z depresji po kolejnym zaszczuciu przez schizofreników, sram na to środowisko i nie chcę was znać. Ale przeciwnie niż wtedy mam argumenty tłumaczące, dlaczego lepiej dla mnie nie pokazywać się w polskim fandomie i dlaczego jestem tak bardzo obrażona. Macie pecha, kurwy, bo wychodzę z amnezji i nie potwierdzę urojeń Renaty czy Romana!

Klątwa na was i na wasz dobytek!!!

Aluzja

Jakiś czas temu powstało tak złe opowiadanie, że przemilczę jego tytuł i autora. Jak rozumiem powstało z inspiracji kretynki zakochanej w schizofreniku, albo wręcz samych schizofreników z mojej podstawówki. Oczywiście można uważać, że jestem przewrażliwiona, ale sam naczelny schizofrenik, który udaje norweskiego księcia i cierpi na urojenia, że jest moim mężem, nalegał na mnie, abym podziękowała autorowi.

A więc, nie widzę powodów, abym dziękowała. Opowiadanie pewnego marnego pisarza (dobry pisarz nie dałby się w coś takiego wciągnąć) popełnił paszkwil, który w sposób wcale nie tak metaforyczny przedstawia w formie literackiej urojenia schizofreniczki Renaty, która nie jest moją przyjaciółką, ani krewną, a znam ją tylko z podstawówki.

A co znajdowało się wtym opowiadaniu? Opis groźnego lewackiego kręgu pedofili, którzy wywozili swoje ofiary do Francji, aby je tam sprzedawać. Pominęłabym milczeniem ten tekst, bo nie potrzeba reklamować urojeń gangu schizofreników, ale atakujący mnie wariat nalegał na to, abym ten temat poruszyła. Zostałam tak steroryzowana i zastraszona, że działam w ramach syndromu sztokholmskiego (na całe szczęście potrafię się zdiagnozować) i rzeczywiście czuję przymus poruszenia kwestii opowiadania, którego już nikt nie pamięta, bo było tak złe.

Obraziłam się na to opowiadanie już kiedyś na Facebooku, ale muszę zaprotestować jeszcze raz, bo nie będę za to opowiadanie dziękować, chociaż już dawno temu zostałam zmuszona przez schizofreników do „naprawczej” rozmowy z autorem. Mam go za imbecyla, chyba że rozmawiałam z jakimś innym imbecylem, który się pod niego podszywał. Bo takie rzeczy też robią schizofrenicy. Dodam tylko, że to prawica i Kościół na znormalizowaną pedofilię i prostytucję, tak wynika z badań psychologów, to prawica i Kościół twierdzą, że dzieciom się krzywda nie dzieje, jak mówił u mnie w podstawówce pewiem ksiądz pedofil z Opus Dei, czy jacyś jego „święci” schizofrenicy, którymi się otoczył.

Powtórzę jeszcze raz. Mój Tata nie należał do francuskiego kręgu pedofili. Został we Francji zniszczony przez gang schizofreników, którzy zamordowali jego żonę. Był zaszczuty przez ich urojenia oraz napuszczanych na niego coraz to nowych idiotów. Dokładnie taka sama historia, jaka mnie spotyka. Mój tata był prześladowany przez schizofreniczkę, która miała urojenia, że jest jego żoną. W Polsce ja mam na karku debila, który nie chce uwierzyć, że nie jest moim mężem. Przyczepiła się mnie też wariatka, która twierdzi, że jest moją siostrą cioteczną i że się jej zwierzam. Nic bardziej mylnego. Moja mama miała tylko brata, więc nie mogę mieć siostry ciotecznej. Mój Tata nie wywiózł do Francji Renaty, żeby ją tam zgwałcić. Nie jest na tyle atrakcyjna towarzysko, aby zabierać ją w jakąkolwiek podróż. Poza tym mój Tata od czasów zaszczucia i zabicia jego żony unikał francuskich fandomowych imprez, a w tamten weekend był w Londynie, który jakby nie patrzeć, nie znajduje się we Francji. Gdy dowiedziałam się w szkole, jakie nowe urojenia zaczyna żywić Renata, poradziłam Tacie, aby poinformował Policję o tym co wygaduje oraz przedstawił dowody, że był w Anglii. Policyjni biegli psycholodzy i psychiatrzy próbowali namówić wariatów z mojej podstawówki na leczenie, ale ci groźni schizofrenicy dostali taką pomoc od durni z fandomu, że postanowili nie rezygnować z urojeń i ruszyli do kolejnych ataków, które trwają do tej pory.

Istnieje też wariat, który twierdzi, że jest moim ojcem. Możliwe też, że twierdzi, że jest drugim mężem mojej matki, co by robiło z niego mojego ojczyma. Gówno prawda, oczywiście. Moja matka nie miała drugiego męża. Można też spotkać w czasie konwentów wariatkę, która twierdzi, że jest moją matką, czy też siostrą mojej matki, która niby miała być blondynką. Także całkowita nieprawda. Na blogu można znaleźć zdjęcia moich rodziców – ojciec nie był brunetem, a matka nie była blondynką. Uważny czytelnik znajdzie też moje zaświadczenie o stanie cywilnym i jestem panną. Nie ma żadnego męża. A babsko, które twierdzi, że jest moją ciotką, czy też matką, podawało się też za „matkę Adama” – wtedy założyła czarną perukę – lub też „matkę Michała”, żeby „zaręczyć” ich – oczywiście bez ich wiedzy – z naiwnymi sukami, które mnie potem atakowały jako „wariatkę”, która miała się odpierdolić od ich ukochanego, bo miałam być powodem, dlaczego zaręczony facet „nie pamięta, że je kocha”.

Niestety schizofrenicy, którzy mnie prześladują to klasyczne przykłady z podręcznika psychoterapeuty. I na tym możnaby zamknąć tę dyskusję. Dodam jednak, że jedyni pedofile, jakich spotkałam, to schizofrenicy z Opus Dei, szczególnie ten, który ma urojenia, że jest moim ojcem. Gość cierpi też na namolne myśli, że jestem prostytutką. Niestety rozpowszechnił swoje urojenia po całym fandomie. Zostałam przez ten gang schizofreników zgwałcona oralnie w budynku podstawówki, bo sobie wymyślili, że uprzytomnią mi w ten sposób, że jestem prostytutką, a potem zrobią sobie ze mnie niewolnicę i będą sprzedawać, także Kościołowi. Możliwe też, że chcieli w ten sposób zmusić mnie do zostania zakonnicą – jako że ten gwałt miał mnie shańbić i miałam chcieć to „odpokutować” – i w ten sposób zrealizować urojenia Renaty, które polegają na tym, że chcę „iść do Kościoła” i zostawić jej swoje mieszkanie, bo schizofrenicznie czuje się jego właścicielką. Przy czym mieszkanie jest całkowicie moje, mam zaświadczenie o prawie do lokalu i jestem jedyną spadkobierczynią Heleny Wieczorek. Mam dosyć już ludzi, którzy chcą mnie terrorem zmusić do „oddania” kluczy Renacie. To jest tępa idiotka, która nie ma nic wspólnego ze mną, czy moimi krewnymi. Roman też nie ma ze mną nic wspólnego.

Oczywiście Polska i Francja to jest dosyć mała próbka statystyczna, ale widać pewną zależność. Zawsze przy schizofrenikach w fandomie pojawia się zbyt ambitne beztalencie, które używa skradzionego konspektu, którego autor (czy autorka) zostaje przez gang schizofreników zaszczuty aż do próby samobójczej. Giną też przyjaciele autora (czy autorki) kospektu, zaszczuci z wynikiem śmiertelnym lub też zabici przez schizofreników z powodów urojeń, bazujących na tym, że schizofrenikom po prostu przeszkadzali. Zabijani też są członkowie rodzin. Schizofrenicy bardzo lubią pojawiać się w szpitalach, gdzie znajdują się ich ofiary i popełniać mordestwa. Podają się przy tym za członków rodzin, a prawdziwych krewnych przedstawiają jako wiariatów. Samych pacjentów też przedstawiają jako wariatów, którym nie wolno wierzyć.

Mam dosyć tych przeżywanych raz po raz ataków impostorów. Mam wrażenie, że każdy fandom, w każdym kraju, jest zarażony przez gangi schizofreników oraz ich urojenia. Musi być w fantastyce coś, co przyciąga schizofreników.

Osobiście, zamierzam unikać zarażonych przez schizofreników terenów, bo jako obiekt obsesji schizofreników, nie będę się nigdy czuć bezpiecznie – szczególnie, gdy nie chcę po deadlinie potwierdzić urojeń moich prześladowców. A dołączyli do nich nie tylko fani, ale też pisarze (albo wręcz „pisarze”, jak w przypadku pewnej pani). Tak więc, żegnaj pierdolony fandomie. Nikt nigdy mi nie pomógł w mojej walce z wariatami o prawdę. Musiałam centymetr po centymetrze odzyskiwać grunt, gdy gang schizofreników oraz ich enablerzy zaatakowali mnie w pracy, co jest ostatnim etapem zaszczucia przez schizofrenika. Wcześniej uciekłam z fandomu. Na walce o to, by normalnie żyć, upłynęło mi całe życie i nikomu nie dziękuję.

Przykro mi tylko, że mój Tata miał w Polsce tylu fałszywych przyjaciół, którzy mu nie pomogli, gdy zaszczuli go wariaci. Ja w fandomie też nie widzę żadnych przyjaciół, bo ci wszyscy ludzie zniszczyli mi życie, zdrowie, psychikę i wszystkie moje marzenia przez nich runęły. A pomagali tylko schizofrenikom. Wiem dokładnie, na kim mogę polegać i nie jest to Avangarda.

Mój ojciec i matka nie byli schizofrenikami. A Tata zmarł w roku 1985, a w 2000 moja matka. Oboje byli uczciwymi, zdrowymi psychicznie ludźmi, którzy przegrali w starciu z gangiem schizofreników i fandomem. Ich życie i moje powinno było wyglądać inaczej. A jeśli ktoś wątpi w moje słowa, to niech odszuka sobie odpowiednie dokumenty na blogu.

Nie dziwcie się też, że żywiołowo i szczerze nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz Opus Dei.

Leczenie Błędka

Kochani, nie przypuszczałam, że będę musiała założyć zbiórkę na leczenie Błędka, ale się stało. Koszty przebiły już barierę czterech tysięcy złotych i wygląda na to, że dopiero początek. Czeka nas leczenie, które pochłonie tyle samo i ewentualna biopsja. Są zmiany w jamie brzusznej, ale możliwe, że oprócz zapalenia trzustki i wątroby, są to zmiany degeneracyjne, związane z wiekiem i kota da się postawić na cztery łapy. Podejrzenie jest, że nastąpiło zaostrzenie IBD, które spowodowało takie pogorszenie zdrowia.

Wszyscy, którzy Błędka znają, wiedzą, że jest cudownym, miłym zwierzęciem, bardzo troskliwym także wobec innych kotów. Bardzo proszę pomóżcie, bo kot na to zasługuje.

Niestety jest łasuchem, który lubi ryby i wyciągnięcie z kosza na śmieci resztek łososia może się tak właśnie skonczyć, że kotek z IBD ląduje w szpitalu dla zwierząt i przez tydzień ma obowiązek pojawiać się na dzienny pobyt i kroplówki. Szczyściło mnie to finasowo, bo sama się utrzymuję, a ostatnio też zaczęłam wprowadzać ulepszenia w moim mieszkaniu. Instaluję – za co już wcześniej zapłaciłam – klimatyzację w jednym pokoju i czekam od początku czerwca na zgodę Spółdzielni. Nie spodziewałam się, że kotek, jak to nazwał dr Biernacki, mi się „rozjedzie”.

Jest to bardzo przykre, bo sama ponoszę koszty wszystkiego. Już bardzo dawno temu, gdy napadli mnie fandomowi wariaci, twierdzący, że są moją „rodziną”, zostałam tak przez nich (oraz „polskiego Vogla”, chroniącego schizofrenika) zaszczuta, że nie tylko straciłam pamięc z powodów psychologicznych, ale też jak wpadłam w koleiny syndromu sztokholmskiego i zaczęłam wykonywać polecania gangu schizofreników.

A na czym polegały? Na tym, że mam ulepszyć swoje mieszkanie za własne pieniądze i udawać, że wydałam na to pieniądze przekazane mi przez Romana, który przed różnymi osobami udaje mojego „męża” – znaczy się cierpi na takie intensywne urojenia. Przy czym zatrzynuje dla sobie pieniądze, które wyłudzi od moich bogatych przyjaciół, czy dalszych krewnych. Oczywiście dodatkowo kutas mnie z nimi skłócił, bo uwierzyli w konieczność mojego „leczenia”, bo powinnam sobie przypomnieć „męża” i że mam z nim „dzieci”. W tej roli dzieci mojej siostry, z których dwoje o mało co nie zostało zabitych przez „dziadka” czyli ojca schizofrneika, który twierdzi, że jest moim mężem. Ten schizofrenik stwierdził, że nie potrzebuje więcej niż jedno „dziecko” i chciał, dusząc bliźniaki, dokonać „późnej aborcji”.

Z podobnego powodu zginęła pierszwa żona mojego Taty. Została zabita przez ojca schizofreniczki, która miała urojenia, że jest jego „żoną”. Bezpośrednim powodem było, że jej ojciec stwierdził, że nie jest mu potrzebny „bękart” ze związku mojego Taty z jego „kurwą”, która odebrać miała Tatę „legalnej żonie”. Oczywiście, jak to w przypadku intryg schizofreników wszystko było odwrotnie. Uduszona kobieta w ciąży była legalną i ukochaną, noszoną na rękach żoną, aktorką zresztą, a wariatka w życiu nigdy nie była z moim Tatą związana.

Jak wcześniej gdzieś wspomniałam, to grono i nasyłani przez nich enablerzy, którzy koniecznie chcieli „leczyć” mojego Tatę, bo nie potwierdzał urojeń schizofreniczki, sprawiło, że mój Tata się poddał, uciekł z Francji i przestał pisać (przy czym jemu po drodze też ukradziono konspekt, który wykorzystała jakaś tępa pizda, niech grób nie będzie jej lekkim).

Wszystko co kupuję i wszystko, co posiadam, albo nabyłam w spadku po mojej matce, albo sama na to zarobiłam. Ewentualnie kupiłam na raty lub kredyt. Nigdy nie będę udawać, że to co zrobiłam z moim mieszkaniem, kiedykolwiek było finansowane przez Andrzeja czy kogokowliek innego. Nie wiem, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale na pewno do mnie nie trafiają, nie są mi przekazywane. Za to służą, z tego co się zorientowałam po to, aby schizofrenicy z mojej podstawówki (którzy nie są ze mną w żaden realni sposób związani) mogli podtrzymywać swoje urojenia i odgrywać rolę ludzi z wyższych sfer. Przy czym bez jakichkowiek zahamowań kradną i wyłudzają pieniądze, bo na tym polega ich choroba. Cierpią na urojenia, że to im „należy”, bo zostali „okradzeni”. Jedyne, co rzeczywiście miało miejsce to ich przegrana w ruletce genowej. Niestety dostali geny schizofrenii przy czym urodzili się w rodzinach, które są za głupie, aby kogokolwiek leczyć. I tak z pokolenia na pokolenie tworzą sobie schizofreniczny „lore” oraz przekazują sobie rady, jak niszczyć ludzi i zmuszać do posłuszeństwa i pomocy w realizowaniu swoich urojeń. Oraz zapewniają się nawzajem, że zawsze się udaje i tym razem też się uda.

Nie, nie uda się Renacie ukraść mojego mieszkania oraz nie będę podtrzymywać urojeń Anny czy Romana. Roman nie jest moim mężem, a Anna nigdy nie była z żadnym z moich narzeczonych. Dokumenty nie kłamią, nie kłamie też Bret, który nawet nie zna Anny. Zapewnianie, że coś potwierdził któremuś z tych schizofreników, jest bzdurą. Nie rozmawia z nimi, ani nie dziękował im za cokolwiek. A Anną nie jest skrzywdzoną wokalistką. Zapytajcie Breta i Adama, kto jest ich byłą i skrzywdzoną wokalistką. Napewno nie jest to Anna. Jej zapewnienia możecie sobie wsadzić w tyłek. Zapewnienia innych schizofreników też nie mają znaczenia.

Tak więc nie spodziewajcie się mnie na Bazyliszku, na pewno nie będę przepraszać Renaty, czy kogokolwiek z tego grona, tak jak sobie zaplanowali, że zrobię po zakończeniu „terapii”, którą nazywam zaszczuciem i celowym wywołaniem syndromu sztokholmskiego. Nie daruję zabicia psychiki nikomu. Żaden psychoterapeuta czy psychiatra nie powinien dawać się w cokolwiek takiego wciągnąć. Powinni się byli bardzo szybko połapać na czym polega schizofreniczna intryga moich koleżanek i kolegi z podstawówki. Nie życzę sobie kontaktów z ludźmi popierająćymi gang schizofreników z mojej podstawówki, nie ważne czy to Andrzej, czy ktokowliek inny. Znajomość z Nyczem też ludzi z mojego punktu widzenia komromituje, bo jest to człowiek, który zniszczył moj matkę tak dokładnie, że kazała mi zrywać z każdym z moich narzeczonych, święcie wierząc, że powinni „wrócić do Anny”, która z mojej punktu widzenia jest po prostu Smeagolem, który ukradł mi zaręczynowy pierścionek i udawał studentkę, drząc tyja, że moje oceny i zdane egzaminy powinny przechodzić na jej konto, a ona tego nie dostaje. No cóż, nie każdy się urodził, aby studiować, szczególnie jeśli nie leczy schizofrenii, która zjada jej mózg. Akademicko zawsze sobie radziłam. Idioci z mojej podstawówki zaś nie.

Przez Nycza miałam zniszczone całe życie i na głowie oślepioną kobietę, która oprzytomniała dopiero, gdy po próbie zabicia dzieci mojej siostry wygranęłam jej, że jest „gorsza niż Poniatowska”. Ale historia schizofrenicznych impostorów, którzy napadli na moich dalekich krewnych, nie jest tematem mojego bloga.

Ale wróćmy do Błędka. Płacę za wszystko sama, jestem panną (na co mam kwity), nie mam dzieci, a ten kot jest dla mnie bardzo ważny i każde wsparcie będzie równie ważne dla mojego psychicznego dobrostanu. Ludzie muszą wiedzieć, że nie są z problemami sami, a większość czasu musiałam, mając dookoła wyłącznie urobionych przez schizofreników wrogów, radzić sobie sama z tą wrogością i niszczniem mi wszystkich marzeń. Z góry Wam dziękuję za pomoc. To co już dostałam, postawiło mnie w dużej części na nogi. Mój kot też powoli wróci do zdrowia.

Link do zbiórki tutaj: https://zrzutka.pl/szekfw

Na pochybel skurwysynom!!!

Ultimatum, czyli o tym dlaczego nie przeproszę

Jak się zorientowałam, klubem Avangarda rządzi wola schizofreniczki Renaty wykonywana przez Krystynę i jej blond przyjaciółkę. Obie pamiętam jeszcze, gdy na początku. lat dziewięćdziesiątych były dziećmi. Były już wtedy zdemoralizowanymi smarkulami, które mnie wyzywały i szpiegowały na Anglistyce. Zresztą powtórzyły ten wyczyn u mnie w pracy, zachowująć się, jakby nadal miały dziesięć lat. Bardzo długo nie wiedziałam, kim są osoby, które mnie prześladowały. Ale już wiem i bardzo proszę, aby się do mnie nie zbliżały. Nie chcę ich widzieć, czy z nimi rozmawiać. Nie miały nigdy prawa nękać mnie w pracy, skoro nie chcę bywać na konwentach. Nie mają też prawa – bo donosiono mi, że tak robią – podawać się za moje przyjaciółki, które o mnie „wszytko wiedzą”, bo znają tylko Renatę i jej urojenia.

Już wcześniej opisałam psychozę schziofreniczki Renaty, która oskarżyła moje Tatę o pedofilski gwałt. Nie tylko nie wiedziała, że mój Tata w tamtym momencie był w zupełnie innym kraju, ale też nie przyjęła do wiadomości, że ma na imię Marian. Zapluła się, że takiego imienia nie ma i że nazywa się „Mariusz”. Mój Tata i ja zrobiliśmy wszystko, co się dało, aby wyjaśnić cała sprawę na Policji. Głupie, chore psychicznie dziecko było badane przez biegłych, którzy przyszli do mojej szkoły, ale nie udało się tych chorych ludzi ustawić na lekach. Unieżliwił to ksiądz z Opus Dei, który ich zaczął tulić do piersi jako „świętych”, a mnie terroryzować i pomawiać mnie oraz cała moją rodzinę. Od tamtego momentu szczerze i żywiołowo nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Ze wzajemnością zresztą.

Dostałam ultimatum od – jak rozumiem – szefowej Avangardy, czyli od Renaty. Jak zwykle domagała się ode mnie przeprosin za urojony gwałt, potępienia Taty oraz oddania jej wszystkiego, co posiadam. Oczywiście, że odmówiłam. Odmówiłam także pisania za Renatę i skrytykowałam jej wypociny, które mi pokazała, gdy znowu mnie napadła w pracy. Był to klasyczny bełkot z Czata GPT z jego manierą powtórzeń oraz rozbijania akapitów na pojedyncze zdania. Wiem, bo przeprowadziłam własne eksperymenty z Chatem i znam jego ograniczenia oraz styl. Nic, co mi pokazano, nie było oryginalną twórczością plagiatorki Renaty.

Ultimatum, jakie dostałam zawierało groźbę, wedle której „klub mi w niczym nie pomoże”. Miałam nie tylko „przepraszać” za mojego Tatę, ale też za tę idiotkę i plagiatorkę Krystynę pisać. Miałam też zostać „wyrzucona z klubu”, jeśli sama też za siebie nie przeproszę. Bardzo to jest zabawne, bo klub pozbył się mnie już w roku 1988. Z mojego punktu widzenia nie mam nic z tym klubem wspólnego od tamtego czasu, więc mnie śmieszą tego rodzaju groźby. Co najwyżej wpadałam na konwent w Warszawie, żeby spotkać się z przyjaciółmi.

Przy czym okazuje się, że te groźby nie były puste. Rzeczywiście odczuwam efekty „fatwy Renaty” i nie mogę się pokazać z moją twórczością czy prelekcją w Warszawie. Zostałam tak zaszczuta i zniszczona psychicznie, że odeszła mi ochota pisać. Zostałam też szczególnie zniszczona jako kobieta i potencjalna aktorka (bo miałam takie oferty). Nie tylko straciłam pamięć , bo stopedowano próby moich prawdziwych przyjaciól postawienia mnie na nogi, ale też pozbawiono mnie wszelkich na ułożenie sobie życia i urodzenie dziecka. Schziofrneicy oraz renegaci z klubu tak mnie „leczyli z anoreksji”, że się roztyłam i straciłam szanse nie tylko na powrót do sportu, ale też przejście do dziennikarstwa czy produkcji filmowej, bo też takie propozycje miałam. Zniszczona mi życie w każdym aspekcie. W życiu nie chcę mieć nic wspólnego z Avangardą. Nie szukajcie mnie na warszawskich konwentach. Wolę robić coś zupełnie innego, niż promować wariactwo.

Za to wszystko winię klub renagatów, czyli Avangardę. Nic, to ten klub robi, nie jest dobre. Moja prośba do wszystkich uczciwych ludzi jest prosta – należy tych wariatów oraz ich wielbicieli ignorować i kontakować się ze mną przez moich prawdziwych przyjaciół.

To jest pierwszy klub w historii Polski, który niszczy fantastykę oraz artystów zamiast ich wspierać i promować. Ttffuuu!!!

Nic mojej awersji do klubu nie zmieni. Avangarda będzie zawsze przeze mnie wyśmiewana i nie jest ważne, co zrobią zdrowi psychicznie członkowie klubu z tą sytuacją. Skarżyłam się na wariatów i zaszczuwanie mnie wiele razy, a klub nic nie zrobił. Spotkałam się za to z kolejnymi falami zaszczucia i kolejnymi enablerami Renaty oraz piekielnego rodzeństwa z mojej podstawówki.

Tak więc, walcie się!!! Nie przeproszę!!!

Jak już powiedziałam Bretowi wiele lat temu, w Warszawie nie ma klubu fantastyki. Ci ludzie dla mnie nie istnieją.

Nieznajomość prawa

Kilka osób ma chyba wątpliwości co do winy plagiatorki i złodziejki konspektu. Nie przyjaźniłam się z nią nigdy, co więcej gdy była dzieckiem szpiegujących mnie na Anglistyce, powiedziałam jej kategorycznie, że ma zakaz wykorzystywania czegokolwiek z ukradzionej mi torby. Przewidziałam, że prześladujące mnie schizofreniczki i schizofrenik, którzy wmówili jej, że zrobią z niej wielką pisarkę, będą chcieli wykorzystać mój konspekt, aby nakręcić jej karierę. Tak się składa, że miałam w tym konspekcie także wypieszczone rozdziały, które miała przepisać zawodowa maszynistka. Nikt nie miał prawa uważać, że jakikolwiek fiut ma większe ode mnie prawa dysponować moją własnością.

Tak samo jak wariatka Renata nie ma prawa rządać ode mnie oddania jej mojego mieszkania, tak samo pewna plagiatorka nie ma prawa rządać, abym przeprosiła. To nie ja popełniłam przestępstwo. To nie zniszczyłam pisarkę kradnąc jej konspekt i zaszczuwając wraz ze schizofrneikami. Nigdy nie zbliżę się po tym, co się stało do terenu Avangardy. Zresztą klub nie wpuściłby mnie na własny panel. Już tak było. Byłam też wyrzucana z terenu konwentu. Jest prawdziwy powód, dlaczego nie wezmę udziału w jego panelu, jeśli Worldcon będzie w Warszawie. Warszawskie konwenty (a także te, na których bywają schizofrneicy z mojej podstawówki) nie są imprezami, na których czuję się bezpieczne.

Owszem, wzięlam udziałam w kilku konwentach zaraz po pandemii, ale spokój był tylko dlatego, że przypadały na okres, który mi gang schozofreników wyznaczył na „zastanowienie się”. To że nic się nie zmieniło wudać po odrzuceniu mi przez Avangardę prelekcji o Lolice. Naprawdę nie jest obraźliwa dla kurwy Renaty. Po tym, co się stało, Avangarda nigdy nie dostanie propozycji jakiejkolwiek prelekcji ode mnie.

Ludzi, którzy mnie potępili, bo broniłam swojej właśności intelektualne, nie chroni nieznajomość prawa. Owszem, rozdawałam wiele ze swoich pomysłów, ale jak już gdzieś zaznaczyłam, jest różnica pomiędzy luźno rzuconym pomysłem, który ma kogoś zainsprować, a rozbudowanym konspektem, nad którym się pracowało dniami i nocami, w nadziei, że będzie to czyiś debiut prozatorski.

Wiele osób nie zna prawa, ale opiera się ono na czymś, co nazywa się w nauce zasadami społecznymi, które są przekazywane w procesie wychowania i tworzone przez konsensus społeczny. Wszyscy wiedzą, że nie należy kraść, że nie należy nic brać od złodziei, a także nie należy przepisywać czyiś wypracowań i podawać za swoje, nawet jeśli się myśli, że autor się zgodził. Prawa imienne autorskie są niezbywalne i chronione także przez zwyczaj społeczny. Uczennica, która przepisuje od kogoś wypracowanie i daje nauczycielce może liczyć tylko na ocenę niedostateczną. A jeśli jeszcze pobije prawdziwą autorkę wypracowania, aby ukryć fakt kradzieży, to może nawet zostać wydalona ze szkoły.

Plagiatorzy w dorosłym życiu mogą liczyć na takie same traktowanie, a nie na przeprosiny. A także na postępowanie kryminalne. Dorosła osoba nie może mówić, że mówić, że nie wiedziała na czym polega plagiat. Za takie postępowanie i dalsze posługiwanie się moimi konspektami, po tym gdy zostałam zniszczona przez gang plagiatorki w swojej pracy, bo starałam się wyjaśnić sytuację ponownie, należy się krany kutas. I absolutnie nie będę zatrzymywać Prokuratora, który czeka, aż będę mogła zeznawać.

Ani Roman nigdy nie był moim mężem, czy księciem, ani Renata nie była nigdy moją krewną czy przyjaciółką. Tak samo Anna, siostra Romana, nogdy nie była żadną wakalistką metalową, czy ukochaną któregokolwiek z moich mężczyzn. Tak samo nie była związana z Piotrem. Te wszystkie opowieści to schizofreniczne wysrywy chorych mózgów tego gangu schizofreników.

Opowieści tych schizofrneików, że dałam ten skonspekt „tylko nie pamiętam” nic złodziejce, plagiatorce i mojej prześladowczyni nic nie pomoże. Zostanie wyśmiana w Sądzie, jeśli się będzie bronić tym, że „oni jej pozwolili wykorzystać ten konspekt” i skazana na karę więzienia. Rzuciła się na zbyt ważną osobę, której wyśmiewanie zupełnie nie było na miejscu.

Nikt tu już nie jest małym dzieckiem, by można było takie zachowanie wybaczyć. Plagiatorka zapełniała korki papieru posługując się skradzonym konspektem na własne ryzyko. Nie przyjmuję argumetu, że „ona się tak napracowała”. To moja własność intelektualna, a w świetle prawa jest to spisany utwór i też spędziłam na pracy wiele dni i nieprzespanych nocy, które mi zajęła walka z efektami zaszczucia przez gang schizofrneików z mojej podstawówki. Był to tekst i zajęcie, które trzymały mnie przy życiu po tych zaszczuciach. Powstawały na złość schizofrenikom. To że zostały mi ukradzione i zniszczone przez grafomankę jest tak wielkim kurewstem, że niczego nie daruję.

Nie przyjmę już żadnych przeprosin. Na to za późno. Starałam się wytłumaczyć wszystko przez wiele dekad. ale na próżno. Za to – z typową dla narcyzów bezczelnością – gdy już zniszczono mi w życiu wszystko dopiero teraz osoby, który mnie zniszczyły, zaczęły dążyć do porozumienia i zaszczęły mnie wysłuchiwać.

O wiele lat za późno. Zresztą jest to typowy schemat z podręcznika psychoterapeuty. Do narcyza nic nie dociera, zanim nie zniszczy wszystkiego osobie, którą koniecznie chce „wychowywać” i której życiem chce kierować. A i tak nie osiągnie swojego celu, tylko udowodni, że jest chujem i psychopatą, który ze zdziwieniem rozgląda się po zgliszcach życia, które miało być piękne i twórcze. I szokiem wysłuchuje pretensji, bo uważał, że jego ofiar powinna być szczęśliwa i wdzięczna za wszelkie interwencje. Narcyz zniszczy i doprowadzi do samobójstwa włąsne dziecko, bo uwierzył jakiemus idiocie. To też podstawy z podręcznika psychoterapeuty.

Żadnej z kurew z mojej podstawówki nie przeproszę. Tak samo nie przeproszę plagiatorki, która nie miała nawet śladu dumy pisarskiej, której by jej podyktowała opór przeciwko przepisywaniu czyjegoś tekstu i podawania za swój.

Cry me a river, kurwo!!!

Tak samo nie będę wdzięczna za to, że zostałam terrorem zmuszona do bycia nauczycielką. Doznałam tak dużych ran psychicznych, będąc studentką związanych z syndromem sztokholmskich, amnezją i wiarą w to, że urojenia schizofrneików na mój temat są w części prawdziwe, że całe mojej życie to porażka. Nie dam się okraść z tego, co jeszcze potrafię obronić. Ten konspekt jest liną wiążącą mnie z przeszłością, z moją prawdziwą osobowością. (Psychiatrzy wiedzą, że schizofnreicy wytwarzają u swoich ofiar fałszywe osobowośći piorąc im mózgi, stosująć terror i programując swojej ofiary, żeby robiły to, czego chcą schizofrenicy). Będę bronić siebie, będę bronić wszystkiego, co ukradziono. Plagiatorka ma pecha, że jest zachłanną skurwycórką, która uważała że jestem osobą, której wszystko wolno ukraść i że chciałam tyle pracy dać jej fryko, za to, że mnie obrażała, gdzie tylko się dało i gdy tylko miała okazję.

Jestem sobą, a nie kimś z urojeń Renaty.

Warszawski fandom ma dużego pecha do schizofrneików z mojej podstawówki i zdemoralizowanych narcyzów, którzy ich wspierali. Im podziękujcie za ten burdel.