Istnieją rzeczy dotyczące procedur prawnych, które są znane profilerom, a niekoniecznie przeciętnym prawnikom. Szczególnie mam na myśli sprawy związane z zaszczuciem przez schizofreników oraz ich enablerów. Są to sprawy skomplikowane, tym bardziej gdy związana z obrażeniami psychicznymi i psychicznymi jest amnezja.
Wbrew temu, co myślą niektórzy niedouczeni lekarze, amnezja może pojawić się nie tylko z powodu urazu głowy, czy problemów neurologicznych. Spotyka się amnezję związaną z przyczynami psychologicznymi, takimi jak trauma, przeżyte wypadki, a także stres. A czasem stres może być tak duży, że zagraża życiu. Z reguły prześladowcy czy gwałciciele wywołują swoimi powtarzającymi się napadami tak duży stres, że ofiara traci ponownie pamięć. Kontakty z gwałcicielem mogą wywołać amnezję. Chroni się ofiarę przed takimi kontaktami.
Szczególnym przypadkiem jest trauma i stres związany z ludźmi chorymi psychicznie. Z reguły ich żądania lub oskarżenia są tak niesprawiedliwe, że samo to budzi przerażenie i stres. Dodajmy do tego ataki fizyczne i mamy komplet czynników, które wywołują amnezję.
Z reguły ofiary zaszczuwane przez schizofreników nie pamiętają pierwszych kontaktów z nimi, tak są zestresowane. Jednocześnie są poddawane praniu mózgu i bardzo często bez literalnego porwania można mówić o wywołanym przez schizofreników syndromie sztokholmskim. Grupa schizofreników z mojej podstawówki wytworzyła sobie wręcz wzorce kulturowe takiego postępowania. Jeden z moich prześladowców chwalił się, że już jego dziadek, który go tego nauczył, sprawił, że poddany praniu mózgu człowiek „przypomniał sobie” rzeczy, które zaczęły się zgadzać z urojeniami dziadka. Podobno od tamtego momentu cała ta schizofreniczna rodzina chciała powtórzyć ten wyczyn. Dziadek schizofrenik po pozbyciu się innych członków rodziny swojej ofiary i przepraniu jej mózgu odziedziczył mieszkanie. Moja znajoma grupa schizofreników chce powtórzyć jego sukces, bo skoro jemu się udało, to inni z rodziny też zdołają w ten sposób przejąć czyjś majątek. I się dorobić. Mają całkowicie nieprawidłowe wzorce kulturowe. Sama usłyszałam w dzieciństwie od koleżanki ze szkoły pochodzącej z tej schizofrenicznej rodziny, że „opiekują się ludźmi, którzy zostawiają im mieszkania”. Cokolwiek się będzie działo, nie przejmą bezprawnie mojego. Na całe szczęście nie udało im się też wykończyć wszystkich moich krewnych. Chociaż domagali się kluczy do mojego mieszkania, twierdząc, ze ja w nim tylko wynajmowałam pokój, a „prawdziwą córką” mojej mamy jest Renata i że Anna jest moją „krewną”. Akurat. Nie mam z nią nic wspólnego.
Mam wrażenie, że pojawienie się wręcz subkultury schizofrenicznej ze wzorcami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, to coś nowego. Albo przynajmniej nieopisanego do tej pory. O ile dobrze pamiętam swoje lektury sprzed dziesięcioleci, to według podręcznika każdy schizofrenik miał odkrywać na własną rękę mechanizmy psychiczne, jakimi się posługuje, próbując podporządkować sobie inne osoby i zrobić sobie z nich niewolników. Dziedziczenie kulturowe w tej grupie to coś, co wiele osób zadziwiło.
Są to bardzo niebezpieczni ludzie, którzy atakują wszystkich w fandomie, ojca Michała również zaatakowali lata temu. Sam psychiatra też był bezradny i zaszczuli go do wystąpienia syndromu sztokholmskiego. Według tego, co usłyszałam, wyszedł z niego stosunkowo niedawno, bo przez długie lata wierzył, że blondynka, z którą rozmawiał, to moja matka. Psychiatrzy wiedzą, że schizofrenicy często podają się za osoby, którymi nie są, ale i tak nie dał rady jej przejrzeć.
Ci schizofrenicy są tak tępi i odmawiają współpracy i leczenia, że trzeba będzie dla nich zmienić przepisy. Albo zwabić do kraju, w którym bez problemu da się ich wsadzić do psychiatryka wyrokiem sądu. Niestety w Polsce trzeba należeć do rodziny, żeby próbować kogoś ubezwłasnowolnić. A tacy schizofrenicy zabijają zdrowych ludzi, którzy każą im się leczyć. I dotyczy to też członków rodziny. Bardzo łatwo schizofrenika sprowokować, sama o mały włos w taki sposób nie zginęłam, zabita przez kogoś, kto próbuje uchodzić za mojego męża w nadziei, że po mnie odziedziczy majątek. Schizofrenik albo dusi, albo zabija w inny sposób, często także trucizną. A wiele jest rzeczy, które mogą wykorzystać. I potrafią też ludzi zmusić do połknięcia czegoś wbrew woli.
Nie próbujcie sami z nimi rozmawiać o leczeniu. To wyjątkowo groźny gang schizofreników. I wyjątkowo bezczelny.
Wróćmy do spraw związanych z prawem. Schizofrenicy bardzo często zaszczuwana swoje ofiary z wynikiem śmiertelnym. Zresztą nie muszą to być schizofrenicy, mogą to być na przykład panie z gangu kobiet, które zgromadziły się wokół przywódczyni, której pomagają zwalczyć nielubianą konkurentkę. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, w przypadkach takich zaszczuć nie daje się doprowadzić do skazania winnych. Musi być pewność, co wywołało załamanie psychiczne i samobójstwo, więc potrzebny jest żywy człowiek, który będzie zeznawał. Profilerzy ratują ofiary zaszczucia, kierując się podwójną motywacją – nie tylko chcą uratować ludzkie życie, ale też chcą mieć pewność, że będą mogli doprowadzić do skazania winnych. Akurat psycholodzy wiedzą, że rany psychiczne są czymś czymś gorszym od fizycznych i ciężej się z nich wychodzi. Samo pobicie nie wywołuje amnezji, tortury psychiczne i zaszczucie tak.
Policja ma zwyczaj czekać nawet dziesieciolecia, aby ofiara zaszczucia i amnezji odzyskała pamięć i żeby dało się wymierzyć sprawiedliwość. Osoby, które poczuły się bezkarne, bo doprowadziły do utraty pamięci, nie powinny się nigdy cieszyć. Brak natychmiastowych wyroków nie oznacza, że miały rację.
Wszystko w swoim czasie.
