Fałszywy brat

Po fandomie krąży imbecyl, który twierdzi, że jest moim bratem. Według tego, co mi się udało ustalić jeszcze w podstawówce, jest to brat Renaty, takiej małej blondynki. Tak samo jak ona podaje się za mnie, tak on podaje się za mojego brata. Nic z tego, co mówią, nie jest prawdą.

Renata i jej brat są trudni do zdiagnozowania. Ona wykazuje typowe cechy schizofrenii, on jednak wydaje mi się tylko imbecylem. Przy czym imbecyle także, nie rozumiejąc niz z tego, czym zajmują się inni ludzie, lubią uchodzić za ludzi z wykształceniem. Próbowałam zorientować się, czy jest schizofrenikiem i zapytałam, dlaczego myśli, że jest moim bratem. Przecież nigdy się nie kontaktowaliśmy. W odpowiedzi usłyszałam, że Renata mu o tym powiedziała. Jedną z cechą imbecyli jest, że zapytani wprost, jeśli sobie wcześniej nie przygotują żadnego kłamstwa, mówią prawdę. Ich mózgi pracują za wolno, aby dali radę przygotować sobie coś, co im pozwoli kogoś uszukać. Podobnie, zmęczeni dłuższą rozmową zaczynają się sypać i wiele można z nich wyciągnąć.

Renata wyznaczyła swojemu znajomemu imbecylowi rolę mojego „brata”, ale nie jest to nikt z mojej rodziny. Niestety zanim imbecyle trafią do szkoły specjalnej, chodzą do takiej samej podstawówki, jak geniusze. Miałam tego pecha, że urojenia Renaty spowodowały, że jeden z imbecyli już zawsze będzie mówił, że jest „bratem”. Kolejną cechą imbecyli jest, że są tylko raz programowalni, więc jeśli uwierzą w coś, co raz usłyszą, nie da się im wytłumaczyć, jaka jest prawda.

Nie jestem w żaden sposób związana czy skoligacona z tym imbecylem. Podobno wyszedł z placówki opiekuńczej, bo ma „siostrę, która się nim opiekuje”. Jest to nieprawda. Tragedią jest, że imbecyle i schizofrenicy dzięki pomocy swoich enablerów z fandomu wydusili ze mnie klucze do mieszkania, które kupił dla mnie prawdziwy Ravn. Skandalem jest, że wykorzystali moją amnezję, którą po raz kolejny pogłębili poddając mnie terrorowi i praniu mózgu.

Nie mam brata. Nie odpowiadam za urojenia Renaty oraz skurwysyństwo i złosliwość Barbary. Ten imbecyl, który jest ze mną związany tylko przez urojenia Renaty, nie będzie u mnie mieszkał. Podobnie jak Renata i inni schizofrenicy ma się wyprowadzić z mojego mieszkania. Chcę się tam przenieść, bo byłam tam szczęsliwa z Ravnem, a potem z Bretem.

A Barabrę i resztę enablerów tego gangu bardzo proszę postawić czym prędziej w stan oskarżenia. Są bardzo niebezpieczni w swoim debilizmie oraz zapamiętaniu.

I jeszcze jedno – mam nadzieję, że nie uwierzycie, że ten artykuł napisał imbecyl, który z tamtym imbecylem powinien iść do zakładu opiekuńczego, jak twierdzi Barbara? Długo czekaliście na ten blog, na moją obronę po zaszczuciu, ale po takich atakich atakach na psychikę i torturaach psychicznych oraz fizycznych bardzo długo staje się na nogi i odzyskuje pamięć.

Śmierć skurwysynom z Avangardy!!!

A „kurwie” Barbarze wytłumaczcie, kto jest kim w fandomie!!! (Tutaj liczę na Andrzeja, bo czas aby coś zaczął naprawiać, a nie tylko psuł słuchaniem urojeń wariatów na mój oraz moich kolegów temat!)

Syn

Schizofrenik Roman z mojej podstawówki, który zafascynował się postacią mojego Ojca, norweskiego arystokraty, nie jest jego synem, chociaż za takiego się podaje. Nie jest też w żaden sposób z nim czy ze mną spokrewniony. Tak samo jak jego krewna, Renata, niska blondynka, jest nikim.

Roman nie miał prawa do korzystania z pieniędzy, które po śmierci prawdziwego Ravna, pojawiły się na rachunku PKO. Pieniądze, które wtedy rozpierdził, udając multimilionera, nie pochodziły z norweskiego majatku mojego Taty, tylko były spadkiem dla mnie po prawdziwym Ravnie. Tragedią jest, że środowisko fanów pomogło debilowi ukraść mi te pieniądze, bo sfałszowano jego upoważnienie do mojego konta, a potem zostałam zmuszona do przekazania kluczy do mieszkania, które kupił prawdziwy Ravn, a Bret obiecał zawsze utrzymywać. Bret opiekuje się tym mieszkaniem nie dlatego, że jest byłym schizofreniczki Anny, siostry Romana, ale dlatego że chce mi pomóc i już kiedyś w tym mieszkaniu ze mną mieszkał.

Mój Tata, Marian, miał tylko dwie córki. Mnie i Anię (Annę Marię). Występuje tu przypadkowa zbieżność imion, moja siostra nie ma nic wspólnego z siostrą Romana. Mój Tata nie miał syna. Nie istnieje nikt taki jak „syn Mariana Wieczorka”.

Imbecyl Ryszard, który pojawił się wśród znajomych Romana, Renaty i Anny, jest osobą dla mnie obcą. Nie jest moim bratem, tak samo jak ojciec Romana nie jest moim ojcem, chociaż jako takiego przedstawiają w go w fandomie. Schizofrenicy z mojej podstawówki dokonali schizofrenicznej zamiany miejsc, częściowo kierując się swoimi urojeniami, a w drugiej częsci motywacją była chęć przejęcia majątku mojego Taty. Wymyślili sobie, że będą po mnie dziedziczyć. Stąd też ich schizofreniczny plan, że albo wychodzę za Romana, albo idę do klasztoru i zostawiam im wszystko. Żadna z tych opcji nigdy nie była moim marzeniem.

Opisane akcje schizofreników nie są niczym dziwnym dla psychoterapeutów. Nie dziwi mnie też zainteresowanie oraz udział Kościoła w tym wszystkim, bo zawsze opisywany jest przez psychologów jako zbiorowisko ludzi głupich i zdemoralizowanych. Oczywiście opis ten jest dokonywany zgodnie z psychologicznymi definicjami demoralizacji, czyli chodzi o łamanie zasad społecznych i chęć robienia sobie z innych ludzi niewolników. Stronę kościelną w tej sprawie obciąża też nie tylko chęć zarobienia na mnie, ale też brak szacunku do praw człowieka.

To co mnie dziwi najbardziej to tępota i kurwi upór fanów fantastyki, żeby mnie zmusić do potwierdzenia słów schizofreników. Z reguły ludzie czytający fantastykę są profilowani jako inteligentni. Niestety nie potwierdziło się to w rzeczywistości. Jest to powód, dlaczego nie czuję się częścią środowiska fanów fantastyki. Nie jestem też „w klubie” – mniej więcej od roku 1988. I grzecznie proszę odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyliście mnie i całe moje życie. Ledwo udało mi się przed tymi schizofrenikami uratować siebie, moją siostrę oraz jej dzieci. Mieliśmy więcej szczęścia niż rodzina Agnieszki, która podobnie jak ja ma na karku schizofrenika, który też od podstawówki twierdzi, że jest z nią „w związku” i że jest jej „pierwszym mężem” (tylko nie wie, w jaki sposób dostała bez jego wiedzy rozwód, żeby hajtnąć się z Piotrem). Bliscy Agnieszki w taki czy inny sposób zostali doprowadzeni do śmierci.

Ulubionym zajęciem schizofreników jest przenikanie do szpitali i przejmowanie roli „członka rodziny chorego”, który opiekuje się chorym psychicznie krewniakiem. W ten sposób lekarze są dezinformowani, a chory, nie dostając prawidłowej, pomocy umiera. I nikt z prawdziwych krewnych nic nie może zrobić, aby przekonać lekarzy, że popełniają błąd. Przecież to oni mają być podobno chorzy psychicznie. Spotkało to moją mamę i tatę. Śmierć ich obojga była przedwczesna.

W przypadku mamy nie byłam w stanie nic zrobić, żeby przekonać lekarzy, że ma wszczepiony rozrusznik serca, i że jej problemy to najprawdopodobniej zakrzep. Miała już wcześniej problemy z zakrzepicą, ale kardiolog odmówił zrobienia jej angiografii, gdy zaczęły się problemy po prostej operacji i odstawieniu leków przeciwzakrzepowych. Zamiast leczyć moją mamę prawidłowo, prowadzili resustytację z uczyciem defibrylatora. Oczywiście, że spalili prawidłowo działający rozrusznik i w niczym jej nie pomogli. Mam nadzieję, że ten kardiolog w końcu trafi do więzenia, gdzie jego miejsce, bo powinien kierować się tylko tym, co pacjent mówi w czasi wywiadu oraz obiektywnymi badaniami. A potwierdzić istnienie rozrusznika mógł w przeciągu sekund za pomocą USG. Poza tym to miało miejsce na kardiologii, gdzie mógł łatwo sam rozrusznik sczytać. Głupszych ludzi niz lekarze i nauczyciele w życiu nie spotkałam. Zresztą zgodne jest to z ich profilem i badaniami psychoterapeutów.

Fandomowi wariaci są przekonani, że „kardiolog zawsze im pomoże” i będzie robił to, co oni chcą. Mają pecha, że moje serce – wbrew temu, co twierdzą – jest zdrowe, a ja nie przyjmę od nich żadnego alkoholowego „kordiału” z morderczą dawką kofeiny. Udało im sie tylko sterydem zalać moje oczy. Moją siostrę też zaatakowali sprejem i w rezultacie bardzo pogorszył jej się wzrok.

Tak więc, cry me a river, asshole!!!

Romanek

Każdy schizofrenik żywi urojenia na temat różnych osób. Ja miałam tego pecha, że chodziłam do podstawówki z trojgiem bardzo chorych dzieci, które zaczęły mieć bardzo silne urojenia na mój temat, więc zaczęły twierdzić, że mnie znają. Ale nic o mnie nie wiedzą. Wbrew temu, co mówią, jestem tą „prawdziwą Małgorzatą Wieczorek” i osobą, za którą się podaję. Ani przez chwilę nie byłam „zagrożona prostytucją”. Arystokracja, sportowcy i znani twórcy oraz osoby atrakcyjne zawsze miały problemy z prześladującymi ich schizofrenikami. Moja rodzina od pokoleń ma problemy ze schizofrenikami, które jeszcze zostały pogorszone przez enablerów przekonanych, że za te problemy odpowiadam ja lub inne osoby, które mają być niby tymi niebezpiecznymi schizofrenikami.

Tak się składa, że schizofrenik odwraca wszystko o sto osiemdziesiąt stopni i oskarża swoje ofiary o chorobę psychiczną. Paranoja każe schizofrenikom oskarżać innych o prześladowanie, podczas gdy to schizofrenik przygotowuje napady na ofiary swoich urojeń w ich pracy oraz przenika do środowisk, w których działają osoby, na których punkcie mają obsesję. Naprawdę nie chcę mieć nic wspólnego ani z Anną, ani z Renatą, ani z Romanem. To oni z amną pobiegli do fandomu. Większość życia cierpiałam na amnezję, czyli problemy z pamięcią, które uniemożliwiły mi kontaktowanie się z nimi czy „prześladowanie ich”. Nie rozmawiałam też z nimi, ani nie plotkowałam o nich z nikim. Po prostu nie wiedziałam, o kogo ludzie pytają. Z dużą trudnością poskładałam w całość różne wspomnienia i przypomniałam sobie, że są tymi chorymi psychicznie dziećmi z mojej podstawówki. Niestety już wtedy zaczęły te osoby za moimi plecami kontaktować się z moimi rodzicami i karmić ich urojeniami na mój temat. Zmieniły moje życie już wtedy w piekło. Moi rodzice pod ich wpływem zaczęli jakieś chore śledztwo, które potwierdzić urojenia moich koleżanek i kolegi. W efekcie zabroniono mi sportu.

Dalej nie było lepiej. Moja matka i kilka innych osób szczerze wierzyło, że od dzieciństwa kocham się w Romanie. Jakoś się tak stało, że przechwałki Romana na temat jego arystokratycznego pochodzenia wzięto za dobrą monetę. Pewna pani uznała, że „książę Roman” będzie odpowiednią partią dla pewnej „hrabianki”. Jeżeli o mnie chodzi ta „hrabianka” może go sobie brać wzdłuż i w poprzek. Absolutnie nigdy mi nie zależało na jego zainteresowaniu. Przeżyłam traumę, gdy okazało się, że mnie z nim łączą wbrew mojej woli.

Tak było. Ku mojemu przerażeniu dowiedziałam się w pewnym momencie od jakiejś idiotki, że jestem „kurwą”, bo zabrałam „hrabiance” jej „księcia”. Nie udało mi się wtedy wyjaśnić, że owego „księcia” nienawidzę i że absolutnie jego twierdzenia na temat seksu ze mną są po prostu czymś, co wyprodukował jego schizofreniczny mózg. Kto do kurwy nędzy mógł uwierzyć, że w wieku dziewięciu lat „uwiodłam” i rozdziewiczyłam biednego Romanka? Moim zdaniem nadal jest dziewicą, a nie ojcem moich nieistniejących dzieci.

Jedyną osobą, z którą się wtedy spotykałam był Piotr, który mnie w odpowiednim momencie (mam na myśli wiek zgody, bo oboje byliśmy nastolatkami) rozdziewiczył. Wszyscy byli przekonani, że całe życie spędzimy razem. Niestety gang schizofreniczki Renaty oraz sama Renata przekonali moją mamę, że urojenia Renaty na temat związku z Piotrem są prawdziwe. Ponieważ moja reputacja była u mojej matki już i tak zniszczona, moja rodzicielka kazała mi z Piotrem zerwać. Zresztą i tak uważała, że powinnam być z Romanem, bo brała jego przechwałki na mój temat za prawdę.

Nadal spotykałam się jednak w ukryciu z Piotrem i zabierał mnie na koncerty. Między innymi na koncert Burzum. Gdy w końcu dla Ravna rzuciłam Piotra, rozpętało się piekło, bo moja matka nie chciała przyjąć do wiadomości, że mój nowy chłopak to jest norweski odpowiednik Piotra, a nie jakiś gangster (jak opisywała go rodzina Romana) i że nie spotykam się z Romanem.

Problem ze schizofrenikiem Romanem i jego gangiem pomagierów polegał na tym, że zawsze wszystko co dobre przypisywał sobie. Więc gdy mieszkałam u rodziców Michała, to moja matka była przekonywana, że mieszkam u Romana. Gdy jechałam na działkę rodziców Michała, to moja matka słyszała, że to działka rodziców Romana, albo że Michał nas gości i ułatwia randki. Ta gra była przez tych ludzi ciągnięta latami bez względu na to z kim próbowałam sobie ułożyć życie i z kim spędzałam czas. Ani razu nie byłam na randce z Romanem, ani razu z nim nie wyjechałam.

Kolejni moi faceci byli niszczeni przez gang Romana. A moja matka zachwycona opowieściami Romana, o tym jak mnie „ratuje”, dokonywała już końcowej egzekucji moich związków. Moi faceci byli przekonywani, że jestem zakochana i szczęśliwa z Romanem. Jeśli zaprzeczałam mojej matce to byłam oskarżana o chorobę psychiczną lub amnezję wywołaną przez gwałt faceta, z którym aktualnie się spotykałam lub przyjaźniłam. W ten sposób schizofrenik Roman usuwał sobie konkurencję z planszy. Wszystkie awantury w domu kończyły się moimi zapewnieniami, że wolę być sama niż z Romanem i że moja matka znowu zniszczyła mi życie. Przestałam już z nią w ogóle rozmawiać. Czasem wyjeżdzała z domu, zostawiając mnie bez pieniędzy, przekonana, że spędzę ten czas z Romanem i że on mi da pieniądze. Ale zawsze jakoś sobie inaczej radziłam. W pewnym momencie ratował mnie Adam, gdy zostałam bez jedzenia i bez pieniędzy. Innym razem koleżanki organizowały mi korki, abym mogła zarobić. Wszystko w czasie, kiedy Roman bezprawnie i bezkarnie ciągnął z pieniędzy, które zostały po śmierci Ravna. Prawdą jest, że moja amnezja objęła Ravna oraz istnienia jakiegoś konta, które do mnie należało. Tragedią było, że moja matka nie chciała przyjąć do wiadomości, że Roman to nie Ravn i nie w nim byłam zakochana i nie z nim wzięłam ślub w ambasadzie. Mam dosyć schizofrenika Romana i jego prób przekonania wszystkich i mnie, że moje romansowałam tylko z nim i nikt inny mnie nie chciał. Doliczyłam się kilku facetów, doszło nawet kilku nowych wielbicieli, ale wśród nich nie było żadnego Romana.

Wszyscy tacy schizofrenicy jak Roman kierują się bardzo silnymi obsesjami i urojeniami. Z reguły zaczynają bardzo wcześnie prześladować koleżanki i je wybierać sobie „żonę”, którą potem całe życie prześladują. Niestety jeśli tacy wariaci będą zachęcani przez otoczenie to bardzo szybko dziecko płci przeciwnej może pożegnać się ze światem, a schizofrenik wybiera sobie nową ofiarę.

Schizofrenicy uwodzą wszystkie osoby, które moga pomóc im w realizacji ich urojeń. Przy czym uwodzenie nie ma w tym kontekście znaczenia seksualnego, można uwodzić w tym sensie osoby tej samej orientacji. Schizofrenik zaczyna przedstawiać się jako ideał i przypisuje sobie wszystkie zalety, jednocześnie oskarżając swoja ofiarę o posiadanie nieprawdziwych wad. Schizofrenik jest charyzmatyczny i twierdzi, że swoją ofiarę „ratuje”. Dla rodziców może stać sie ideałem partnera. Co gorsza rodzice są przekonani, że opisywany romans schizofrenika z ich dzieckiem jest prawdziwy. Ale wszystko rozgrywa się wyłacznie w głowie schizofrenika. Tak samo tylko w głowie schizofrenika wybranek lub wybranka dziecka oszukiwanych rodziców jest gangsterem lub prostytutką.

W związku z tym nie jestem w stanie dobrze o mojej matce myśleć, bo jej zakochanie w Romanku zniszczyło mi życie. Skurwysyn z dużą łatwością wniknął w moje środowisko i przekonał do siebie nie tylko osoby z mojej rodziny, ale też przyjaciół i rodziców przyjaciół.

Nie tylko moja matka była pod jego urokiem. Owinął sobie dookoła palca Andrzeja, matki Michała i Adama. Od przekonanych do siebie osób dostawał wszystko, o co tylko poprosił. Miał swobodny dostęp do mojego kota, którego torturował, bo udawał, że chce ją „oswoić”. Przekonywał moją matkę, że tylko fakt, że mój kot go nie lubi, jest powodem, że nie mieszkamy razem. Prawdziwym powodem jest i zawsze było, że chuja nienawidzę od dziecka. Niestety moi bliscy zafascynowani jego chorymi opowieściami sprawili, że moje życie zamieniło się w piekło, już gdy byłam dzieckiem. Chuj Roman zniszczył mi całe życie, które z powodu mojego pochodzenia, pracowitości oraz posiadanych talentów miało być pasmem szczęścia oraz wydanych płyt oraz powieści. Miałam też mieć szczęście w życiu osobistym i gromadkę dzieci. Wiele lat z moim prawdziwym ukochanym liczyliśmy, że w roku 2025 będziemy już mieć wnuki.

Zamiast tego jestem jedną z najbardziej nieszczęśliwych osób na planecie. Nie posiadam własnej rodziny i nie mam dzieci. Tak się mną zaopiekowały kurwy z Opus Dei, które postanowiły ręcznie kierować moim życiem, bo wiedzą lepiej, z kim powinnam być.

Takie narcystyczne przekonanie dorosłych chujów „wiedzą lepiej”, co dziecko powinno robić w życiu i z kim być, jest z reguły czymś, co zabija dzieci. A jeśli cudem osoby potraktowane jak ja przeżyją, to już zawsze będą nieszczęśliwe oraz będę musiały korzystać ze wsparcia psychologa. Nawet psychoterapeuta w takiej sytuacji potrzebuje psychologa.

Żaden z facetów, z którymi chciałam być, nie jest nawet w jednej części tak nieodpowiedni dla mnie jak Romanek. To są sami ludzie honoru i zdrowi psychicznie.

Psychologia religii

Nieprawdą jest, że kiedykolwiek przeniosłam się na uczelnię katolicką. Jest to ostania rzecz, jaką bym zrobiła. Można wręcz powiedzieć, że życie bym oddała, aby walczyć o moje prawo niestudiowania na jakiejś katolickiej uczelni. Są osoby, które mnie dobrze od tej strony znają.

Więc skąd się wzięło przekonanie wariatki Barbary, że studiowałam na po katolicku? A mianowicie z jej krańcowej głupoty i opowieści schizofrenika Romana. Jedną z rzeczy, którą się zajmowałam w czasie studiowania psychologii, była psychologia religii, czyli jacy ludzie i dlaczego zajmują się wyznawaniem jakichkolwiek religii. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z katolicką pseudonauką, tylko było oparte na badaniach naukowych, ktore odrzucają gusła i zabobony. Takie ujęcie jest krańcowo ateistyczne. Zajęcia z tego przedmiotu polecił mi profesor, który kazał mi brać zajęcia z dwóch lat na raz, bo jego zdaniem bym się nudziła i rzuciła studia zupełnie. Nie miałam najmniejszych problemów z takim trybem studiowania.

Przedmiot bardzo mi odpowiadał. Poznałam w czasie studiów też prawdę o tym, jak falsyfikowane są cuda i jak bardzo niewiarygodni są katolicki księża. Dzięki temu też uważam Kościół za specyficzną organizację przestępczą. Wszystkie inne instytucje działające w państwie coś produkują lub świadczą usługi dla ludności. Kościół podobnie jak organizcje przestępcze czerpie zyski, nic nie wrzucając do wspólnej gospodarki. Ludzie Kościoła żądają dla siebie pieniędzy i chcą, aby to im świadczyć usługi. Dostają pieniądze dzięki temu, że od wszyscy wierni są dziecka indoktrynowani i zastraszani, żeby nie myśleli nawet o tym, że dadzą radę cokowliek zrobić bez Kościoła. Niewielkim dzieciom są wpychane do głowy nie tylko celowo zmyślone opowieści, ale też cynicznie wywoływany syndrom sztokholmski, bo są torturowane psychicznie i fizycznie. Podobnie potraktowano mnie w podstawówce, bo przemocowo chciano osiągnąć moje „nawrócenie” i potwierdzenie słów wariatów.

Nie należy wierzyć nikomu z Kościoła. Nawet jeśli uważają się za uczciwych to cierpią na zaburzenia psychiczne i seksualne. I nie wszystko musi być genetyczną chorobą. Sam styl wychowania katolickiego wystarczy, aby wyprodukować ludzi zdemoralizowanych (czyli doprowadzających do samosądów i linczów, bo nie szanują instytucji prawa), którzy uważają, że nakazy religii to „prawo” i powinno obowiązywać wszystkich.

Przeczytałam także w czasie studiów podręczniki o sektach i nie mam najmniejszej wątpliwości, że organizacje takie jak Oaza czy Opus Dei to sekty. Powiedzmy sobie szczerze, księża i zakonnice celowo rezygnują z prowadzenia życia, jakie dla psychologów jest oznaką zdrowia psychicznego, bo jest zgodne z ludzkimi instynktami i potrzebami. Księża, którzy zajmują się wychowaniem dzieci czy ludzi dorosłych, nie są przygotowani do bycia psychologami czy pedagogami. Uważają swoje poglądy za prawidłowe i czują potrzebę narzucania ich innym, chociaż wynikają z ich zaburzeń psychologicznych i seksualnych. Z reguły im ktoś głupszy, tym bardziej jest religijny. Dlatego też niszczą psychikę powierzonych im dzieci, wychowując ich na ludzi sobie podobnych i dbając o replikowanie kadr. Ja byłam przemocą wychowywana w ten sposób, oczywiście wbrew woli moich rodziców, bo postanowiono zadbać o „przetrwanie Kościoła, któremu brakuje nowych powołań”. Wychowano w ten sposób tak zajadłego wroga Kościoła Rzymsko-Katolickiego, jak najbardziej wredny blackmetalowiec. Ravn nie przypadkiem stał się moją miłością i jeszcze przed poznaniem go potrafiłam growlować.

Znam mechanizmy, według których działają sekty. Z reguły gury sekty jest schizofrenikiem, jak wielu katolickich „świętych”. Wyznacza sobie własne zasady, które mają obowiązywać jego wyznawców. Mówi, kto z kim ma się pobrać i kontroluje życie seksualne swojej grupy. Bardzo często członkowie seksty zmuszani są do prostytucji. Bo mają zarabiać na potrzeby sekty. Psychoterapeuta wie, że schizofrenik niszczy umysł swojej ofiary, bo atakuje jej prawdziwe wspomnienia, wmawiając jej, że są urojeniami. Z drugiej strony ofiara schizofrenicznych urojeń przechodzi pranie móżgu, bo schizofrenik chce, aby potwierdziła jego urojenia. Brak potwierdzenia wywołuje wściekłość schizofrenika, który dąży do zabicia ofiara.

Z punktu widzenia psychologii społecznej opis wygląda trochę inaczej – sekta pierze umysły swoich członków, którzy mają bez wahania wykonywać polecenia swojego guru. Majątki członków sekty są przejmowane przez wspomnianego guru i jego rodzinę i tylko oni mają prawo żyć dostatnio. Reszta ma przyjmować obowiązki wyznaczone przez guru.

Nigdy nie powiedziałam, że chcę należeć da którejkolwiek z tych katolickich sekt, ale zostałam przez guru rodzinnej sekty Renaty zgłoszona do Opus Dei wbrew mojej woli, tylko na podstawie jej urojeń oraz sfałszowanego listu. Nikt z tych ludzi nie jest moim krewnym. Nie jestem katoliczką. Także od lat formalnie.

Wszystko, co dzieje się dalej, również jest zgodne z podręcznikiem opisującym sekty. Z sekty się nie odchodzi. Nie wolno się sprzeciwiać guru. Z sekty odchodzi się tylko przez śmierć, bo sekta zaszczuwa z wynikiem śmiertelnym nieposłusznych członków sekty za próbę odejścia. Członkowie, którzy zostali w sekcie, kłamią w żywe oczy na temat człowieka, który chce odejść. Atakują go też w pracy. Bardzo często zmuszają do popełnienia samobójstwa.

Ataki katolickiej sekty znisczyły mi całe życie, ale się nie poddałam, chociaż kłamstwa Renaty odsunęły ode mnie wszystkich moich przyjaciół. Do tej pory walczę z efektami prania mózgu i próbami schizofrenika Romana doprowadzenia mnie do śmierci samobójczej. Na całe szczęście udało się go przekonać, że nie dziedziczy po mojej śmierci. Chociaż mało razy o mało co nie popełniłam samobójstwa w wyniku jego prób doprowadzenia do tego, abym potwierdziła jego słowa i pozwoliła na dostęp do mojego rachunku.

Jedne, co mogę powiedzieć, to pierdol się sekto!!! A także pierdol się katolicki kościele, bo z mojego punktu wiedzenia jesteś niczym innym jak federacją sekt. Bo do tego prowadzi kult „świętych”, nazywanych przez świat nauki schizofrenikami, a Kościół nie uznaje chorób psychicznych za realnie istniejące, wierzą tylko w opętania i istnienie wybrańców, którzy słyszą głos Boga. Większość ludzi wypiera wszystko na ten temat z lekcji religii, ale mnie prześladuje nawiedzony ksiądz od tak dawna, że miałam okazję kilka razy u niego zweryfikować prawdziwość tego stwierdzenia. Nawet ludzie lubiani w fandomie, zajmujący wysokie stanowiska w Kościele, mówili mi, że prywatnie uznają istnienie chorób psychicznych, ale zawodowo zawsze poprą Katechizm Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Tak więc, ten tego – spierdalajcie do Rzymu w podskokach, pretty please!!!

Upoważnienie

Muszę opisać, na czym dokładnie polegał przekręt prześladującej mnie rodziny schizofreników, którym udało się uzyskać dostęp do pieniędzy po moim zmarłym mężu. Oczywiście jak to schizofrenicy cierpią na urojenia, że to wszystko jest „ich”, bo „są Norwegami”.

Ustalmy coś dokładnie. Roman nie jest Norwegiem. Jest schizofrenikiem, który doznał bardzo silnych urojeń, gdy mnie poznał w podstawówce. Zaczął sie uważać za kogoś podobnego do mojego ojca, który był wnukiem bardzo ważnego norweskiego arystokraty. Mój polski dziadek ze strony ojca ożenił się z córką owego arystokraty, więc nie powinno dziwić moje polskie nazwisko. Stąd pochodzą urojenia Romana o Norwegii i byciu norweskim „księciem”.

W latach osiemdziesiątych zakochałam się w norweskim muzyku.Bardzo szybko wzięliśmy ślub cywilny w norweskiej ambasadzie i organizowaliśmy impezę kościelną. Dla wielu osób z fandomu nie było to tajemnicą. Problem zaczął się, gdy wytrąciły się osoby spoza fandomu, które praktycznie nikogo nie znają poza rodziną schizofreników z mojej podstawówki. Po śmierci mojego męża, który został zabity przez wariata, zostałam zwabiona na konwent i zaszczuta przez wariatów i ich pomocników, bo mój prześladowcy postanowili, że znowu „zrobią ze mną porządek”. Przeszłam pranie mózgu, bo Roman zaczął mieć urojenia, że nazywa się Ravn, więc mnie jako młodą wdowę przekonywali, że jej mąż „żyje” i że jest to znienawidzony przez nią schizofrenik, który od dzieciństwa ma na moim punkcie obsesję.

W tym „w leczeniu mnie” pod dyktando schizofreników wzięło udział wiele osób z warszawskiego fandomu. Doprowadzili mnie wspólnie do amnezji. Nie miałam głowy do papierologii i zmiany nazwiska na to, które przyjęłam w ambasadzie podczas ślubu. Chciałam to zrobić po ślubie luterańskim, a potem nie wydawało się to ważne. Zresztą traciłam bardzo szybko pamięć po kolejnych atakach schizofreników oraz ich enablerów, wśród których byli też psychiatrzy. No cóż, nie jeden psychiatra został wciągnięty w urojenia schizofreników i zaczął niszczyć ofiarę schizofrenicznych urojeń. Psychoterapeuci takich psychiatrów wsadzają do więzienia. Profilerzy jeszcze bardziej lubią ich wsadzać do więzień i mają w swoich podręcznikach odpowiednie opisy działań schizofreników i zdemoralizowanych psychiatrów, którzą łamią za pieniądze zasady diagnostyki. Więc takie sprawy jak moja powinny zawsze być prześwietlane przez Policję. Samosądy i lincze są oznaką demoralizacji.

Norwedzy ciągnęli mnie za rękę, bo trzeba było załatwić sprawy spadkowe po prawdziwym Ravnie. Wsparciem dla mnie był jego krewny, Varg. Rzucili się mnie wspierać ludzie z warszawskiego fandomu. Założyli dla mnie konto, na które zacząły wpływać pieniądze z Norwegii. Ale oczywiście schizofrenicy postanowili przejąć kontrolę na tym kontem i sfałszowali mój podpis pod upoważnieniem dla Romana. W ten sposób ten wariat już bez problemów zaczął udawać mojego męża i właściciela tych pieniędzy. A ja zostałam tam pobita i zaatakowana psychicznie tak bardzo, że straciłam pamięć. Barbara i schizofrenicy dalej mnie kontrolowali i kłamali na mój temat.

Nie dziwcie się, że napisałam Policji o tym przekręcie i porosiłam Prokuraturę, aby zablokowali Romanowi bankowe upoważnienie i dostęp do moich pięniędzy. Z powodu amnezji nie mam do nich dostępu. Nie wiem, nawet który to bank. Ale wolę już, aby nikt z tych pieniędzy nie korzystał, niż żeby ten schizofrenik wykorzystywał je do podtrzymywania swoich urojeń o byciu multimiliarderem. Ale jak się zorientowałam, udało się odciąć go skutecznie od tych pieniędzy, bo za ten ruch zostałam zakatowana psychicznie tak dokładnie, że dopiero teraz odzyskuję pamięć. Nie dziwi mnie zaangażowanie różnych osób po stronie tego schizofrneika, ponieważ byli hojnie nagradzani z moich pieniędzy. Słyszałam spłacanych pożyczkach na samochód, czy też kupowanych domach.

Odtwarzam to wszystko z pamięci z problemami dzięki pomocy moich prawdziwych przyjaciół z fandomu, także światowego.

A poniżej zdjęcie mojej rodziny. Jeśli kogoś nie ma na tym nim, nie może występować przed nikim, jako mój krewny. Jak widać, nie ma tutaj ani Romana, ani Renaty czy Anny. Ryszarda też nie ma na tej rodzinnej imprezie. Ciekawe, czy potrafiliby powiedzieć, kto jest kim? Ciekawe czy pan B., który twierdzi, że zna wszystkich z mojej rodziny, potrafi chociaż jedną osobę oprócz mnie nazwać?

Wyrzuci mnie z pracy

Przypomniała mi się rozmowa z głupią Barbarą, która – kierując się tym, co schizofrenicy z mojej podstawówki powiedzieli jej wieki temu – zaczęła mnie zastraszać, że jeśli nie potwierdzę na blogu słów wariatów to wyrzuci mnie z pracy.

No co ja mogę na to poradzić? Nie jestem ani żoną Romana, ani krewną Renaty. Nic co o mnie opowiada Barbara nie jest prawdą. Smutne za to jest, że pani P. padła jej ofiarą i szczerze wierząc w jej prawdomówność, zaczeła mnie wraz z nią zaszczuwać, chcąc powierdzenia urojeń wariatów. Triggerem dla nich są moje opowieści o psychologii i dawnej karierze pływackiej. Barbara uważa, że „zna o mnie prawdę” i „opiekuje się mną” od zawsze i tylko dzięki jej niej „wyszłam na ludzi”. Oczywiście jest odwrotnie, bo jej działania mnie zniszczyły i uniemożliwiły każdą karierę, którą wolałabym od nauczycielstwa. Zniszczyła mi też życie osobiste i psychikę. Kłamie wszystkim w żywe oczy.

Wedle przechwałek Barbary umożliwiła awans pani P. bo ta jej pomaga, usłyszałam też groźby, że jeśli napiszę na blogu coś innego, niż chce Barbara, to wyrzuci mnie z pracy, bo zaprzyjaźniła się z moją szefową. Jej wpływ tłumaczy dziwne posunięcia kadrowe związane z tym, czy ktoś jest religijny. Oczywiście może to być przypadek i nie ma na nic wpływu, bo jej słowa są wyłącznie powtórzeniem bezmyślnej paplaniny imbecyla i wariatki. Bo jak mam ocenić gadanie osoby, która twierdzi, że nie jestem córką Mariana i Heleny, nie jestem pływaczką i nie jestem autorką swoich tekstów. Jest to też osoba, która twierdzi, że jestem „kurwą” i „córką kurwy”. Wiem, że jej „rewelacje” pochodzą od mojego chorego psychicznie koleżeństwa z podstawówki, ale nie zmienia to mojego złego nastawienia do jej osoby. Jest to pieniaczka i osoba bardzo niebezpieczna dla mnie i uparta jak tępa krowa.

Powtórzę jeszcze raz, jest to osoba, która mnie terroryzowała, twierdząc, że wyrzuci mnie z pracy, jeśli na blogu pojawi się coś innego, niż ona sobie życzy. Groziłam jej wtedy, że wszystko ujawnię, jeśli się nie uspokoi. Tak się składa, że bardzo chętnie przeniosę się do innej pracy. Chcę zobaczyć, co Barbara będzie robić, bo mam jednak wrażenie, że jestem za dobra, aby moje miejsce pracy się ze mną łatwo pożegnało. Wręcz przeciwnie, szef szefów nie chciał mnie puścić, gdy wściekła chciałam już raz odejść. Oczywiście jego obietnice nie zostały zrealizowane i dalej byłam tępiona przez wariatów i Barbarę w miejscu pracy.

Mam prośbę do osób, które wiedzą, kim jest ta idiotka z Krakowa. Prześlijcie jej linki do odpowiednich zaświadczeń, które potwierdzają moje słowa. A mianowicie, pokażcie jej, że jestem panną (w Polsce), oraz dla pewności pokażcie także zdjęcie mojego dowodu osobistego. Przyda się też fotografia z bloga mojej prawdziwej rodziny. Bardzo proszę, dodajcie też kilka słów od siebie. Jest to osoba, która twierdzi, że nikogo w fandomie nie znam. Atakowała mnie tak uporczywie w czasie konwentów, że odpowiada za skłócenie mnie wieloma pisarzami, bo twierdziła, że ich nie znam i że oni o mnie nie słyszeli. Przez chwilę myślałam, że rzeczywiście mówiła w ich imieniu, a nie że powtarza urojenia rodziny Romana i Renaty (tej małej blondynki, która lubi się przedstawiać jako Małgorzata Wieczorek, czy ja).

Naprawdę bardzo proszę, naprawcie jej światopogląd. Jest powodem, dlaczego ci idioci z mojej podstawówki się nie leczą i zaszczuli wiele osób. Niech sobie przeczyta ten blog. A potem niech spróbuje mnie wyrzucić z pracy. I DARE YOU!!!

Ciekawa też jestem, czy Barbara pisze lepiej ode mnie? Jak oceniacie mój styl na blogu? Oczywiście się nie staram i prawie nie redaguję, ale chyba nie jest aż tak źle, aby Barbara twierdziła, że tego, co piszę, nie dało się czytać. No chyba, że Renata pokazała jej coś, co sama wydusiła z Chata GPT i stąd jej opinie. Ach, mogło chodzić jej też o sfałszowany list do dyrekcji Opus Dei. Ale ani jedno słowo w nim nie pochodzi ode mnie. Jest jedna z wielu prób stworzenia „dowodów” na prawdziwość urojeń schizofreników z mojej podstawówki. Schizofrenicy tak robią. Dla profilerów nie jest to żadną tajemnicą.

Do wszystkich win Barbary dopiszcie też zniszczenie mnie jako autorki i wywołanie blokady pisarskiej. Mam nadzieję, że Adam mnie postawi na nogi, jak obiecywał i wrócę do kariery wokalnej. Do świata metalu Barbara nie ma wstępu, a ja nie chcę już oglądać nikogo z warszawskiego fandomu. Wszystkich oszukała.

Niech Barbara nie robi z Anny „Smeagola” skrzywdzonej wokalistki, a z Renaty pisarki.

Borg

Ludzkie społeczeństwa są trochę jak Borg ze Star Treka. Oczywiście nikt z nas nie jest cyborgiem, ale niepotrzebne są nam wszczepy, żebyśmy w kontaktach z innymi ludźmi kierowali się empatią i współodczuwali to, co czują osoby cierpiące. Z reguły czujemy dyskomfort, gdy ktoś w naszym otoczeniu cierpi i biegniemy z pomocą. Łączą nas więc różne więzi emocjonalne i jesteśmy dzięki nim w stanie działać, jak jeden organizm.

Oczywiście takie stadne zachowania prowadzą ludzi na manowce, bo zaczynamy zaszczuwać kogoś, kogo uważamy za wspólnego wroga i dokonujemy linczu na tej osobie, chociaż potem często nie jesteśmy w stanie powiedzieć, dlaczego to zrobiliśmy. Bardzo łatwo ludzi nakręcić emocjonalnie i sprawić, żeby przestali myśleć logicznie. Właśnie bardzo często takie rzeczy robią ludziom schizofrenicy.

W naszych mózgach znajdują się neurony lustrzane, które odpowiadają za współodczuwanie różnych emocji, za to że zaczynamy się z innymi ludźmi śmiać, płakać lub ziewać, chociaż nie widzimy wcześniej żadnej potrzeby. Niestety w kontaktach z paranoją schizofreników, którzy zaczynają szlochać o swojej wielkiem krzywdzie, te mechanizmy empatii sprawiają, że wydawałoby się dobrzy ludzie niszczą niewinne ofiary, bo wierzą we wszystkie urojenia, a nie mają żadnego przygotowania, które by im pomogło rozpoznać schizofrenika. Są tak zaangażowani, że nie chcą nic weryfikować, albo zadowalają się rozmową z urobionymi ludźmi lub innymi spokrewnionymi schizofrenikami. I uważają, że „znają prawdę o mnie”. Nie pozwolę się tak obrażać.

Z drugiej strony są ludzie, którzy nie mają odpowiednio wykształconych tego reakcji, bo nie nauczyli się ich w dzieciństwie. Na przykład Michała nigdy nie potrafiłam zarazić ziewaniem. Z reguły też olewał wszystkie moje prośby, a kierował się tylko tym, co on uważał za odpowiednie. Był jedną z tych osób, które uważały (całkowicie błędnie), że nie należy walczyć z moją amnezją i lepiej dla mnie będzie, że nie będę pamiętać o swoim zmarłym mężu. Popełnił bardzo duży błąd, bo uniemożliwił mi poprawne działanie. W takie sytuacji zawsze powinien człowieka wspierać psychoterapeuta. Niestety rodzina Michała to durnie. Zupełnie czułam się, jakbym miała przy sobie androida. Przy czym Michał zupełnie nie zdawał sobie sprawy z moich uczuć i już planował całe wspólne życie, podczas gdy ja absolutnie nie zamierzałam wiązać się z nim na tak długo. Nie byłam w nim zakochana i tylko zastanawiałam się, gdzie czmychnąć. Upłynęło wtedy jeszcza za mało czasu od śmierci prawdziwego Ravna, abym mogła się zakochać.

Ludzie są monogamicznym gatunkiem i z reguły bardzo źle przechodzimy stratę kogoś, kogo kochamy. Nawet jeśli pójdziemy z kimś innym do łóżka, to się nie zakochujemy. Potrzeba czasu, żeby zakończyć żałobę, potrzeba też czasu, aby się wyleczyć po stracie lub porzuceniu. Przeciętnie ludzie dopiero po siedmiu latach potrafią się ponownie zakochać. Nawet jeśli trafi się łóżko – a byłam osobą, na którą rzucił się facet i tak długo całował, że się poddałam – to się takiego faceta rzuca, bo człowiek się nie zakochuje tak łatwo w czasie żałoby.

W taki czy inny sposób straciłam czterech facetów, w których byłam zakochana, przy czym trójka z nich już nie żyje. Wszyscy mężczyźni, którzy mnie podrywali lub rzucali się na mnie wprost po każdej ze strat, trafiali na bardzo zły okres i w końcu dostawali po łapach, bo nie potrafiłam się w nich się zakochać. Do tego dochodziło ich przekonanie, że urojenia Renaty są prawdziwe i że mój Ojciec naprawdę był groźnym pedofilem. (Groźny pedofil to ojciec Romana.) Nieprawdizwe opowieści o moim Tacie to powód, dlaczego nie kocham Adama, bo bardzo ostro się o to pokłóciliśmy i to nie raz. Te problemy z fandomem, który wierzy schizofrenikom oraz strata męża były powodami, że się z nikim nie wiązałam na dłużej, a nie to, że „wracałam do Romana, bo tylko jego kocham”. Rzygam na samą myśl o nim.

Nigdy z nie byłam z Romanem związana. Wszelkie opowieści o nas jako o parze pochodzą z jego urojeń. Naprawdę nie ma prawa po mnie dziedziczyć, ani nie miał prawa o mnie decydować, czy być osobą, z którą konsultuje się jakieś moje sprawy. Jest całkowicie mi obcy i nic o mnie nie wie. Za to chętnie rozpowszechnia swoje i Renaty urojenia o mnie. Jest osobą przeze mnie znienawidzoną od zawsze, tak samo jak jego cała rodzina.

Każda osoba, która uważa go za mojego faceta, staje się błyskawicznie moim osobistym wrogiem już na zawsze.

Dzieci

Roman i jego ojciec cierpią na silne urojenia na moim tle od bardzo dawna. Dotyczy to też faktu, czy posiadam dzieci. Obaj twierdzą nie tylko, że Roman jest moim mężem, ale też że posiada on ze mną dzieci.

W czasie, gdy byłam studentką, moja siostra zaszła w ciążę. Prze całą jej ciążę schizofrenicy uważali, że to ja jestem w ciąży. Gdy moja siotra urodziła, schizofrenik zaczął rozpowiadał, że to ja zostałam matką. Prawda jest taka, że nie opuściłam wtedy ani jednego dnia na uczelni, ani też specjalnie nie utyłam, może nawet wręcz przeciwnie. Obeaj przeżywali obie ciąże mojej siotry, przypisując je mnie.

Było dla mnie szokiem, gdy dowiedziałam się, że wariat pojechał do szpitala, gdzie w połogu była jeszcze moja siostra, aby – jak to powiedziano mi – poznać wnuka. Zadzwoniłam do szpitala i został wygoniony. Schizofrenik potrafi w takiej sytuacji dziecko zabić, bo na przykład dochodzi do wniosku nie są potrzebni mu dziedzice, bo ktoś z jego rodziny powienien dziedziczyć. Moje złe przeczucia się potem potwierdziły.

Moja siostra zatrudniła jakąś babę jako baby-sitterkę. Ku naszemu przerażeniu okazało się, że ta idiotka wpuszczała ojca Romana, wierząc, że jest „dziadkiem”. Facet torturował dzieci mojej siotry, zastraszał je i próbował nakłonić jako „niepotrzebne” do samobójstwa. Pojechałam tam z moim psem i rozpoczęłam terapię. Nie muszę Barbarze, czy komuś innemu przedstawiać swoich dokumentów, Policja ma kopię wszystkich moich ocen oraz uprawnień, bo zostały przesłane przez Uniwersytet Warszawski.

Moje obie siostrzenice i siostrzeniec spotkało to samo, co mnie w dzieciństwie. Ta sama rodzina miała urojenia na moim punkcie jeszcze zanim zaczęłam szkołę. Ojciec Romana przychodził pod nieobecność moich rodziców i osoba mną opiekująca się wspuszczała go jako „ojca”. Byłam przez niego tresowana i nakłaniana do nazywania go „tatą”. Gdy zaczęłam do niego mówić po francusku, bo chodziłam do francuskiego przedszkola i mówić, że mój tata jest kimś innym, brutalnie mnie zaatakował i pobił, aż do nieprzytomności. Do chwili obecnej mam wgłębienie na czole po tym ataku. Oczywiście baba, która zatrudniła się jako piastunka w czasie lata, nie widziała nic złego w tym, że mnie tak potraktował. Był to oczywiście to ktoś z rodziny Renaty, chyba jej babcia. Cały ta rodzina miała swój schizofreniczny plan, aby mnie zniszczyć i doprowadzić do tego, aby Renata w mojej rodzinie zajęła moje miejsce i została dziedziczką. Wierzyli, że uda się wprowadzić do mojej rodziny po mojej śmierci. Tacy są ulubieni ludzie Barbary i Andrzeja.

W rodzinach nieleczących się schizofreników panują specyficzne zasady. Osoby, które mają świadomość, że urojenia Renaty nie zgadzają się z rzeczywistością, zamiast ją leczyć, robią wszystko, aby doprowadzić świat do takiego kształtu, aby zgadzał się z urojeniami Renaty. Schizofrenicy nawzajem się wspierają w swoich urojeniach. Są bardzo lojalni pod tym względem.

Nie dziwcie się więc, że po tym, co mnie spotkało, boję się mówić po francusku i wiele z moich wspomnień zostało zablokowanych.

Barbara, która uwierzyła, że torturami mnie wtedy „wyleczono” z urojeń, że mój tatuś jest Francuzem, powinna iść do więzienia. Tym bardziej, że w taki sam sposób leczyła z „urojeń”, że jestem pływaczką, gdy byłam w podstawówce. Później „leczyła” też mnie w podobny sposób z „urojeń”, że studiuję równolegle z Anglistyką psychologię.

Barbara dała sie wciągnąć w działania, których będzie żałować, bo lekceważyła moje ostrzeżenia za każdym razem. Podobnie postępowała Krystyna. Niestety w przypadku całych pokoleń nieleczących się schizofreników bardzo trudno zakreślić linię pomiędzy tym, co pochodzi z ich urojeń, a co jest czystą demoralizacją przekazywaną w rodzinie, bo się nawzajem instruują, jak oszukawać otoczenie i w jaki sposób wyciągać od ludzi pieniądze. Nieleczący się schizofrenicy to bardzo często zawodowi oszuści, wyciągający łapy po nieswoje pieniądze. Z reguły chcą się po prostu w ten sposób „dorobić” czy też „zarobić”, bo nie wszyscy z nich i nie zawsze działają pod wpływem urojeń, że „odzyskują” swoje własne pieniądze.

Mam już dosyć tej rodziny schizofreników, z którą naprawdę nie jestem spokrewniona, oraz ich głupich pomagierów.

No to już wiecie, co będę zeznawać w Sądzie i jakie dokumenty znajdą się w teczkach przygotowanych przed procesem. Policja przygotowuje takie materiały dla Sądu, także Cywilnego, a nie kurwy z Opus Dei, z którymi chodziłam do szkoły podstawowej. Przy czym Anna autentycznie przyznała mi się do prostytucji.

Co mówią kurwy, się nie liczy. W Sądzie zawsze dokumenty wygrywają.

Renata

Renata jest niewysoką blondynką z mojej podstawówki. Jest bardzo goroźną schizofreniczką, podobnie jak jej brat cioteczny, Roman, który od dzieciństwa przeżywa urojenia na mój temat i twierdzi, że jest moim mężem. Osoby które mnie nie znają, a za to znają Romana, są przekonane, że przez całe swoje życie śledziły mój związek z Romanem, bo wysłuchiwały na bieżąco jego urojeń i przeżywanych na jawie marzeń o seksie ze mną. Więc wszelkie zapewnienia, że nie jestem z nim związana, uważają, zgodnie z podpowiedzią tego wariata, za efekt mojej „choroby psychicznej” oraz amnezji, o wywołanie której oskarża coraz to nowe osoby. Co więcej, zapewniały mnie te urobione przez Romana osoby, że „mnie znają” i znają moją rodzinę”. Gówno prawda. Znają tylko urojenia ludzi z rodziny Romana. Niestety jest to rodzina schizofreników, z którymi nie mam nic wspólnego i którzy uwspólnili sobie urojenia na mój temat.

Krystyna, która od dziecka kocha się w Romanie na zabój, podobnie jak Barbara od zawsze uważa, że „zna prawdę o mnie i moim ojcu”. Niestety w swojej głupocie poszczuła na mnie wiele osób, twierdząc całkowicie mylnie, że mnie zna, zna moich rodziców i zna mojego męża. Biorąc pod uwagę, że mój mąż nie żyje od roku 1988, fakt, że nazywa Romana Ravnem, jest dla mnie bardzo bolesny. Tak samo bolesne jest jej pomawianie moich prawdziwych rodziców, więc nie życzę sobie, aby obrażała mojego Tatę, Mariana Wieczorka. Muszę też ją rozczarować, facet, którego uważa za księcia norweskiego i multimilionera, czyli Roman, naprawdę nie ma tytułu, ani prawa do jakichkolwiek przelewów z Norwegii. Ale mam nadzieję, że naprawdę go kocha, więc zacznie go leczyć i rozpocznie z nim wspólne życie, tak jak sobie wymarzyła, będąc dzieckiem.

Ale wróćmy do Renaty. Już w podstawówce zaczęła się przedstawiać jako „Małgorzata Wieczorek”, pływaczka i córka Mariana Wieczorka. Zorganizowała wokół siebie całą sektę, która ją wielbi do tej pory, ale nie przedstawiła ani jednego dokumentu, że rzeczywiście tak się nazywa. Jedyne co posiada, to ukradziony dyplom studiów medycznych mojej mamy oraz moje zaświadczenie z roku 1990, dzięki któremu chciałam udowodnić, że nie jestem żoną Romana, bo jestem panną (w Polsce). To nie jest dokument Renaty, czyli takiej małej blondynki. Pamiętam jej reakcję na widok tego dokumentu. Dostała do rąk ksero i zaczęła mówić, że to jej dokument i że nazywa się Małgorzata Wieczorek. Gdy pokazałam swój dowód i przypomniałam, że wcześniej powiedziała mi, że nazywa się Renata, zaczyła bełkotać, że ukradłam ten dokument „prawdziwej Yennefer” i że ona ją zna. Jest to klasycznie schizofreniczne urojenie.

Po tej konfrontacji jej gang przemocą wdarł się do mieszkania mojej mamy i ukradł między innymi jej dyplom. Renata zaczęła go używać na dowód, że jest córką mojej matki. Nic innego ta schizofreniczna pizda nie zdobyła na potwierdzenie słów, że jest córką moich rodziców. Podobnie jak Roman falsyfikuje sobie „dowody” na prawdziwość jej urojeń, co jest częstym zachowaniem schizofreników. Przychodziła do mojej mamy, udając moją przyjaciółkę oraz twierdząc, że jest biedna i chce u niej sprzątać. Wyciągnęła wtedy bardzo dużo informacji o mnie od mojej mamy. Ona i jej siostra cioteczna Anna ukradły wtedy mi bardzo wiele rzeczy. Jak to schizofreniczki na ich widok przeżywały urojenia, że należą do nich. W sklepach też kradły.

Spotkałam kiedyś Renatę w fandomie. Bezczelnie przedstawiła się także mnie jako „Małgorzata Wieczorek, pisarka”. Więc ostrzegam, nie jest mną. Nie posiada żadnego dokumentu ze zdjęciem na to nazwisko. Ma moje zaświadczenie o stanie cywilnym, bo rozdawałam ksera, aby ludziom udowodnić, że nie jestem żoną Romana. Na całe szczęście dysponuję wszystkimi dokumentami.

Na pierwszej stronie dokumentu tożsamości nie ma danych takich, jak numer dowodu czy pesel, więc chyba mogę chyba bezpiecznie umieścić zdjęcie dowodu na blogu, aby udowodnić, do kogo ten blog należy i że nie nazywam się „Renata” jak stwierdziła Barbara, która od zawsze przyjaźni się z gangiem schizofreników z mojej podstawówki, a nie ze mną. Ta pipa nie powinna nigdy twierdzić, że jest moją przyjaciółką. Jest osobą, która mi zniszczyła całe życie i zaczęła już w mojej podstawówce, kłamiąc na mój temat a także torturując psychicznie i fizycznie. Ciągnęła to latami w każdym moim miejscu pracy i w każdej szkole. To przez nią nie robię w życiu tego, co powinnam była robić. Zniszczyła mi też możliwość założenia rodziny i posiadania chociaż jednego dziecka. Z czego, jak usłyszałam, bardzo się cieszy, tak mi powiedziała. Najwidoczniej uważa mnie za osobę tak wybrakowaną, że nie powinnam była się rozmnażać. Nie powinna także wciągać w te sprawy swoich równie durnych córek, bo te też poniosą odpowiedzialność karną.

Majątek

Wiele lat dawałam odpór schizofrenikom, którzy twierdzili, że są skrzywdzonymi bogaczami i moją rodziną. Niestety w pewnym momencie dowiedzieli się o istnieniu mieszkania, które kupił dla mnie Ravn (ten prawdziwy, czyli Norweg) przed śmiercią. Zażądali kluczy od osoby, która je przechowywała, bo twierdzili, że ja chcę, aby się tam wprowadzili. Zostałam praktycznie sterroryzowana przez wspólnych znajomych i w ten sposób się tam ulokowali.

Mieszkanie jest na tyle duże i luksusowe, że przekonali wielu w ten sposób, że rzeczywiście są bogaczami z Norwegii, a przelewy, które miały iść na moje konto, jako zapomoga od rodziców zmarłego męża, pochodzą z zysków z ich majątku. Prawda jest taka, że to były – jak to już powiedziałam – przelewy od rodziców Ravna, które miały mi pomóc przetrwać do momentu, aż będę w stanie zakończyć postępowanie spadkowe. Do tej pory to nie nastąpiło. Pewnie dlatego, że fandomowi „psychiatrzy” i „psycholodzy” stanęli po stronie schizofreników i zamiast mi pomóc, utrwalali amnezję i wmawiali nieprawdę, czyli wersje prosto z urojeń schizofreników. Rodzice mojego zmarłego meża nie wiedzieli za co tak naprawdę im płacą. Całe to grono ładnie się obłowiło, niszcząc mi życie i psychikę. Byli przekonani, że z powodu złośliwości zablokowałam przejęcie pieniędzy przez Romana, którego uważali – całkowicie fałszywie – za mojego męża oraz prawowitego właściciela majątku.

Jak wielu innych ten schizofrenik nadal ma nadzieję, że przejmie spadek po moim mężu. Oczywiście w jego mózgu nadal tkwi schizofreniczne przekonanie, że majątek należy do niego. Schizofrenicy w takich wypadkach potrafią zabić ofiarę, której majątek chcą przejąć. Nie jest moim mężem i nienawidzę go do dziecka, ale był w stanie razem ze swoją równie schizofrneiczną rodziną przekonać wielu, że nie tylko jestem jego żoną, ale że z nim mieszkam. Jak już wspomniałam, oprócz rzeczy w moich zamkniętych od lat pokojach, znajdują się tam rzeczy, które ukradł mi z mieszkania mojej mamy, gdy udawał, że chce pomóc w mojej przeprowadzce. Psycholodzy nazywają to kultem cargo, bo schizofrenik ma nadzięję, że w cudwonym sposób ofiara jego urojeń podąży tam, gdzie są jej ubrania. Przebolałam jakoś stratę ubrań. Znam psychologię kliniczną na tyle, że w życiu nie zaryzykuję znalezienia się w jednym mieszkaniu z Romanem.

Podręczniki psychologii klinicznej ostrzegają przed psychiatrami, którzy „diagnozują” ludzi na podstawie pomówień schizofreników. Niejeden taki psychiatra poszedł już do więzienia. Nikt z lekarzy tej specjalizacji nie ma prawa diagnozować bez psychologa klinicznego, który ma w głowie listę typowych sytuacji i urojeń schizofreników. Profilerzy dodatkowo znają jeszcze typowe przestępstwa popełniane przez schizofreników. W pewnym momencie doszłam wręcz do wniosku, że psychiatrzy najmniej wiedzą o schizofrenii i o ranach psychicznych, z powodu których cierpią ofiary schizofrenicznych urojeń.

Rodzinny gang schizofreników przekonuje wszystkich od lat, że jestem „psychicznie chorą żoną Romana”. Wiele osób w to wierzy. Tak się składa, że nawet brak formalnego ślubu, przy wszem rozgłoszonej „kohabitacji” i „miłości”, wystarczyłby do dziedziczenia przed norweskim sądem, gdybym nagle została zabita. Niejedna grupa schizofreników w ten sposób już się obłowiła, kłamiąc w żywe oczy przed sądem.

Schizofrenicy udający moją rodzinę odpowiadają za przesadnie długie uwięzienie Varga po tym, gdy w obronie własnej zabił wariata, który się na niego rzucił z nożem. Tak się składa, że Varg jest dalekim krewnym Ravna. Jest norweskim szlachcicem, jak mój zmarły mąż.

Pamiętam, że gdy próbował wyciągnąć mnie z amnezji i namówić na nagranie kilku utworów, ściągnął na siebie uwagę wariatów i zapoczątkował ich urojenia na swój temat. Tak się składa, że wariaci musieli go usunąć z drogi, bo mnie znał, i co oczywiste znał też prawdziwego Ravna, więc bardzo przeszkadzał Romanowi w udawaniu „norweskiego księcia”.

Varg to kolejna osoba, o której nie rozmawiałam z Renatą. Jest to także oczywiście kolejna osoba, która mnie nie zgwałciła. Niestety cały rodzinny gang schizofreników z mojej podstawówki udał się zeznawać do Norweskiej Ambasady. Kilkanaście osób opowiadało swoje urojenia na temat mojego przyjaciela. Niestety wyciągnęli od mamy Michała moją obdukcję, którą zostawiłam u niej, aby zrozumiała, co zrobił mi jej synalek i dlaczego go rzuciłam. Nie mieli prawa się nią posłużyć, aby uwiarygodnić swoje urojenia. Próbowałam interweniować razem z moją mamą, ale pewnie zostałyśmy oszkalowane na Policji jako niewiarygodne przez przekupnych psychiatrów z Avangardy. Nie wiem, czy Polska Policja przekazała nasze dementi Norwegom i norweskiej policji.

W chwili gdy Varg został skazany na wiele lat więzienia, zostałam pozbawiona jedynej osoby, która była mi życzliwa, bo rodzice mojego zmarłego męża zostali przekonani, że wariaci z Avangardy naprawdę się mną opiekują, a Roman jest moim mężem. Nie jest!!!

O ile wiem, Varg nie jest niebezpiecznym człowiekiem i gwałcicelem, który zasługiwał na takie długie uwięzienie, w chwili gdy skutecznie uratował swoje życie. Nie tylko sam Varg wiedział, że ma problem z norweskimi schizofrenikami, ale też wiedział, że jego przyjaciel został zabity przez wariata w Polsce. Każdy w tej sytuacji robiłby wszystko, aby przeżyć. Większość ludzi nie przeżywa ataku schizofrenika.

Sytuacja wygląda tak, że nie chcę rozmawiać już z nikim z Avangardy. Nie chcę rozmawiać z plagiatorką, ani z przekupnymi psychiatrami, którzy łamią wszelkie zasady postępowana z pacjentem.

Z powodu prześladujących mnie wariatów nie spodziewajcie się mnie na jakimkolwiek polskim konwencie. Nie chcę podzielić losu zabitego męża, czy przyjaciół, bo prawdopodobnie zaatakują. gdy puściłam w świat swoją wersję. Na całe szczęście zmusiłam Policję do odgrzebania wszystkich dokumentów z archiwum, więc nie uda się mnie załatwić tak, jak schizofrenicy załatwili Varga, niszcząć go psychicznie i wsadzając do więzienia, bo Policja wie, że ci schizofrenicy ani nie są moją rodziną, ani nie są wiarygodni.

Zamierzam bronić się skutecznie. Wiem, że schizofrenik potrafi zabić, aby zdobyć majątek. Ale mam nadzieję, że przy takich zeznaniach na moim blogu zrezygnują z udawania, że kiedykolwiek dzieliłam życie z Romanem, więc mnie nie zamordują. Nigdy nawet przez dzień nie byłam parą z Romanem, ale owszem jak to z reguły robią schizofrenicy, kompletuje sobie pseudo-dowody, które mają przekonać ludzi (oraz jego ofiarę), że jego urojenia są prawdą.

Muszę zaznaczyć, że Barbara jest osobą, z którą się nigdy nie przyjaźniłam. Wywołała traumę i w życiu nie chcę jej oglądać. Jej pojawienie się w moim otoczeniu kończy się odnowieniem amnezji. Nigdy jej nie dziękowałam, nigdy mi nie pomogła. Jest to wredna i tępa suka.

Dokładnie tak samo wyglądały moje zeznania dla Policji wiele lat temu. Zakatowanie mnie i wywołanie ponownie syndromu sztokholmskiego było czymś, co zniszczyło mi kolejne dziesięć lat i wiele planów życiowych, ale moje zeznania pozostają takie same. Uzupełniłam je tylko i upubliczniam cała sprawę.

I jak zwykle proszę tylko o jedno – odpierdolcie się ode mnie! Nie jesteście ani moimi przyjaciółmi, ani rodziną. Nie chcę was znać!!! Nie po tylu latach cierpienia i samych kłamstw na mój temat i mojej rodziny mam prawo was nie oglądać.