Zgodnie z tym, co pamiętam, Ravn został zabity w roku 1988. Dzień potem, zaraz gdy dostałam te smutne wieści, zostałam zaatakowana przez schizofreników oraz klub z Warszawy. To spowodowało amnezję, którą martwiło się wiele osób ze światowego fandomu oraz moi przyjaciele metale.
Jestem zmuszona kilka rzeczy wyjaśnić wprost. Dr B. nigdy mi nie pomógł, tylko zniszczył, kierując się urojeniami swojej schizofrenicznej kochanki, Renaty, z którą nie jestem w żaden sposób związana i z którą się nie kontaktuję. Roman nie jest Krukiem, czyli Ravnem. Nikt z jego grona nie miał prawa reprezentować mnie gdziekolwiek, szczególnie nie przed Bretem, czy – co jeszcze gorsze – rodziną Ravna.
Roman nie jest Norwegiem. Jego opowieści o norweskim szlachectwie to schizofreniczne wymysły oparte na historii mojego Taty. Roman nie jest bogaczem. Pieniądze, które rozdaje, to kasa, którą wyłudził (między innymi od rodziny Ravna), podając się za kogoś innego, niż jest w rzeczywistości. Jest to bardzo częste zagranie, które jest znane psychologom, szczególnie profilerom. Schizofrenicy są zawodowymi oszustami, kierującymi się chęcią przejęcia kasy, bo uważają, że mają do wszystkiego prawo.
Nie jestem bogata. Żyję tylko z tego, co sama zarobię. Szczodre karmienie fandomowych schizofreników, którzy ze swoim gangiem przybyli z mojej podstawówki, jest bezsensowne. Nadzieja, że mi pomogą i przekażą chociaż część kasy, jest czymś, co wywołuje u mnie spazmy ze śmiechu. Nie to po schizofrenicy kradną i oszukują, aby pomagać swoim ofiarom, które umiejętnie izolują i pozbawiają możliwości mówienia za siebie. Jako studentka czytałam wszystko, co się dało na temat schizofreników i jeśli ktoś wątpi, to może poprosić Michała o podanie naukowych źródeł na poparcie moich stwierdzeń. Idiota ma moje notatki oraz kopię tego, co miało być moją pracą magisterską z psychologii klinicznej. Niestety straciłam pamięć po kolejnych atakach wariatów i nie mogłam tego obronić.
Zanim mnie schizofrenicy ponownie zaatakowali wraz z panem B. i straciłam pamięć, udało mi się dotrzeć dzięki moich prawdziwym przyjaciołom do Breta i rodziny Ravna. Obie te strony natychmiast zakręciły schizofrenikom kurki z szerokim strumieniem pieniędzy, które wariaci dostawali, podajac się za moją rodzinę.
Kolejny bardzo bolejny epizod amnezji z powodów psychologicznych (ataki schizofreników takie problemy z pamiecią wywołują) sprawił, że straciłam kontakt z wieloma osobami. Dr B. bardzo brutalnie przeprowadził u mnie ponowne pranie mózgu i zaprogramował moje działania zgodnie z życzeniami schizofreników. A przynajmniej tak rozumiem tę sytuację. Naprawdę nie należało mnie zastraszać i wmawiać, że mam słuchać tylko Romana i robić tylko to, co on chce. Zostałam zmanipulowana i zniszczona.
Prawdziwy psychoterapeuta i profiler z trudnością mnie uratowali po tych sesjach przed samobójstwem. Byłam w tak złym stanie, że możliwe było tylko powolne wyciąganie mnie z syndromu sztokholmskiego. Zniszczono mi wtedy ostatnie szanse na założenie rodziny.
A całe zło, jakie mi wyrządzono, odbyło się przy oklaskach debili z Avangardy, która jako „klub” „opiekuje się mną” od roku, w którym zabito Ravna.
Powtórzę po raz ostatni – to nie jest mój klub. To nie jest mój klub od 1988 roku. To są osoby, które zniszczyły mnie już w podstawówce i cyklicznie powtarzają swoje akcje, które mają na celu zamknięcie mi ust. Wiem od kogo ciągnęli kasę, udając moją rodzinę, w latach siedemdziesiątych. Wiem też o innych wyłudzeniach. Nie mogłam wtedy dobić się z informacją, że są to oszuści. Teraz mam ten blog, więc bardzo proszę, nie dawajcie im już więcej kasy, myśląc, że są to moi bliscy, bo inaczej nie będą się leczyć, a już podstawówce trafiliby do szpitala, ale zaczął ich ratować ich doktor B. oraz różne głupy z fandomu.
Z ich powodu nigdy nie nazywajcie warszawskiego klubu fantastyki „moim klubem”. Nie oddam mojego mieszkania Renacie, bo do niej nie należy. Stwierdzenia o naszym pokrewieństwie i wysuwanie pretensji wobec mojej własności to efekt nie leczonej schizofrenii.
Bardzo mi przykro, że nikt z klubu niereagował wcześniej na moje skargi wobec tych schizofreników. Po bullyingu, który trwa całe moje życie, nawet nie przyjmę żadnych przeprosin. Klub może sobie darować wędrówki do mojej pracy. Już to przerabialiśmy przed pandemią i mam dokładnie takie same zdanie na temat schizofreników z mojej podstawówki oraz klubu jak poprzednio.
W Warszawie nie ma klubu fantastyki, a przynajmniej takie jest moje zdanie, którego już nie zmienię. Zbyt wiele już było prób uleczenia sytuacji w klubie i wyjaśnienia, kto jest kim. Odniosłam niezasłużenie takie rany psychiczne, że już niczego nie wybaczę. Są rzeczy, których się nie daruje. Dorośli to wiedzą. A klubem nadal rządzą niedojrzałe dzieci.
Plagiatorce też niczego nie daruję. Pizda nie będzie wydawać powieści opartych na moich konspektach. Już jako dziecko była ostrzegana, aby nie brała od schizofreników niczego z ukradzionej mi torby.
To chyba zamyka wątek, „czy chcę być w klubie”. Oczywiście, że nie. Odpierdolcie się ode mnie, tylko o to żarliwie proszę 🙂
