Poznałam Agę, gdy jeszcze była anglistką, długo zanim zmieniła pracę i została dziennikarką. Zauważyłam ja podczas jednego z konwentów i zapytałam, co się dzieje, bo wyglądała na osobę krańcowo zaszczutą i bliską samobójstwa. Nękali ją nie tylko ci sami ludzie, co mnie, ale też miała swoich własnych schizofreników, którzy prześladowali ją od podstawówki. Weszli za nią do fandomu i sprzymierzyli się z innymi wariatami, także tymi z czasów mojej podstawówki (chociaż kłamią na temat, gdzie się poznaliśmy), którzy zatruwają swoimi urojeniami nasze środowisko. Aga po zmianie pracy miała być, zgodnie z ich urojeniami i opowieściami, osobą, która fałszywie się podaje za dziennikarkę telewizyjną. Klasyczna schizofrenia, która powoduje urojenia, że ktoś popularny i lubiany nie jest osobą, za którą się podaje. Na tej samej zasadzie, ja miałam nie być pływaczką i osobą lubianą. Miałam być była kurwą i córką byłej kurwy.
Aga tak samo jak ja została zaszczuta w miejscu pracy po pojawieniu się w jej szkole schizofrenicznej mamusi z równie schizofrenicznym synkiem, który podawał się za jej „męża”, a jego matka podawała się za matkę Agi. Kierowali zaszczuciem „chorej psychicznie” Agi, która absolutnie nie mogła potwierdzić ich urojeń na swój temat. Niestety środowisko nauczycielskie składa się z narcyzów, którzy nauczyli się myśleć, że są nieomylni i nie mają nad sobą specjalnie kontroli. Nie przyjmowali do wiadomości, że nie powinni stawać po stronie schizofreników, którzy podawali się za jej rodzinę.
Jak już wspomniałam w innych wpisach, moja rodzina ma pecha spotykać różnych schizofreników od kilku pokoleń, jest to nasze przekleństwo, ale też dzięki temu potrafimy pomagać osobom tak zaszczutym, jak Aga. Sama też zgłębiałam w czasie studiów problem pomocy psychoterapeutycznej dla osób zaszczutych. Tak się składa, że bullymng i nękanie to jest też problem, jakim zajmuje się psychologia społeczna, ale musiałam wjechać na teren psychologii klinicznej, aby dowiedzieć się, jak takim ludziom pomagać i jak stawiać na nogi.
Psychoterapeuta w sytuacji krytycznego zaszczucia, gdy schizofnreik zaczął sobie podporządkowywać swoją ofiarę, musi wejść głębiej i za zgodą pacjenta zacząć wydawać mu polecenia, które zastąpią polecenia schizofrenika. Schizofrenik niestety, gdy jego ofiara nie potrzymuje jego urojeń, zaczyna dążyć do zabicia ofiary tych urojeń. Najczęściej z pomocą terroru zmusza taką osobę do samobójstwa, ale też też jest gotów własnoręcznie ja zabić. Schizofrenik dąży do „ślubu” (przez który często rozumie gwałt) i do rozwodu. Z tym, że uważa, że faktyczny rozwód by go shańbił, więc zapowiada, że jego „odejście” oznacza śmierć ofiary.
Adze i mnie udało się, jak do tej pory, udało uniknąć śmierci z rąk kogoś, kogo podręcznik nazywa „zakochanym” schizofrenikiem. Z tym, że muszę zaznaczyć, że słowo „zakochany” jest używane bardzo na wyrost, bo schizofrenik jest w stanie kochać tylko innego schizofrenika, a swoją ofiarę tylko chce wykorzystać, żeby się wzbogacić.
Policja i psychoterapeuci znają wiele takich historii, w czasie których schizofrenik kontroluje i zabija swoją ofiarę, żeby się obłowić, bo uważa się za kogoś, komu to „się należy”. Często żywi urojenia, że istnieje jakiś „testament”, według którego dziedziczy. Żaden z tych schizofreników nie dziedziczy po mnie, czy po Adze. Chociaż dokładnie tak, jak robią to schizofrenicy byłam kontrolowana, w taki sposób, że nie wyszłam za maż i nie mam dzieci, które by po mnie dziedziczyły. Zresztą, gdybym miała dzieci, to te by najprawdopowodniej by zostały zabite, bo przeszkadzałyby w dziedziczeniu. Sama usłyszałam, że malutkie dzieci z mojej rodziny zostały zaatakowane, bo „Roman nie chciał więcej dzieci, bo jedno wystarczyło” – żywił urojenia, że dzieci z mojej rodziny są „jego”. Aga na całe szczęście lawirowała tak, że schizofrenicy nie przeszkodzili jej w wyjściu za mąż za faceta, którego namówiłam, aby się zaczął z nią spotykać. Ukrywała się z tym romansem. On też. Aga nie ma nikogo, kto byłby jej „pierwszym mężem”, który „opiekuje” się chorą „psychicznie byłą”. Nie ma też żadnych urojonych dzieci, które by miała ze schizofrenikiem, który prześladował jej rodziców i prześladuje ją nadal, z tego co wiem. Aga, jak to zwykle robią ludzie, którzy przeżyli wielką traumę, po prosto utyła. Odpowiada za to wiele czynników, ale zawsze się tak dzieje, szczególnie po atakach schizofreników, które się ledwo przeżyło. Ludzie tacy cierpią nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Nadmierna tusza męczy i należy takim ludziom okazywać szacunek. Sróbujcie wykonywać codzienne obowiązki z takim dodatkowych ciężarem, szczególnie jeśli się jest tak naprawdę wiotką i delikatną kobietą. To schizofreniczki są kobietonami i nie powinny się pastwić, przechwalając się swoją urodą. Tak naprawdę nikt ich nie chce i dlatego się mszczą na ładnych, zdrowych psychicznie kobietach. Body positivity ma sens, a jeszcze więcej sensu ma takt i dobre wychowanie, które się pod tym angielskim terminem kryje. Skandalem jest, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć ludziom z wyższym wykształceniem, którzy powinni wiedzieć, kiedy się nie wtrącać w cusze sprawy, szczególnie jeśli do tej pory życie prześladowanych przez schizofreników ludzi było. tragiczne i pełne cierpienia. I ja, i Aga stawałyśmy się szczupłe, gdy wracałyśmy do zdrowia, zaś ponowne ataki schizofreników nas niszczyły i za nimi też szła utrata sylwetki i pewności siebie. Tylko osoby krańcowo zdemoralizowane zaczynają leczyć koleżanki na „anoreksję” gdy te wracają do sportu i stają się ponownie silne. Takie osoby atakowały mnie i Agę, niszcząc wysiłki różnych ludzi, aby postawić nas na nogi. Mam nadzieję, że dostaną odpowiednio wysokie wyroki. Nie dla ich postępowania zero tolerancji i wyrorozumiałości. Prokurator mam nadzieję też tak do tego podejdzie.
Zniknięcie ze środowiska i ukrywanie swoich planów to jedyny sposób, aby uciec schizofrenikom i ułożyć sobie życie. Ja niestety nie zdołałam w odpowiednim momencie namówić swojego faceta, aby ze mną zniknął z fandomu. Zapłacił za to zaszczuciem, tak samo zresztą jak ja.
Nie dziwcie się więc, że nie widzicie mnie na żadnych konwentach. Do tej pory był spokój, bo dostałam od schizofreników-prześladowców deadline, moment do którego miałam się zastosować do ich żądań. Nie zamierzam tego zrobić i przygotowuję się do kolejnej rundy ataków na mnie. Mam kamerkę w drzwiach i zamierzam opublikować wizerunki prześladujących mnie ludzi, gdy znowu podejmą próby zamieszkania u mnie (chociaż nie mają do tego prawa) i „leczenia”, bo uważają, że mam im oddać swoje mieszkanie.
Nikt z tych ludzi nie jest ani psychoterapeutą, ani nikim z mojej rodziny. To są tępe jamochłony, którymi kieruje metaforyczny grzyb, nazywany prze lekarzy i psychologów klinicznych schizofrenią. Przypisują sobie rzeczy, których nie zrobili, a także podają się za ludzi, którymi nie są.
To są podstawy z podręczników psychologii.
Odpierdolcie się ode mnie i Agi!

