Incele

Mam problemy nie tylko ze schizofrenikami (tutaj należy wymienić Renatę, jej matkę Barbarę oraz Romana)m ale też z imbecylami, których już poznałam w czasach podstawówki. Problem z imbecylami jest taki, że swoje informacje na mój temat czerpią z urojeń schizofreników, a są tak głupi – i to w medycznym sensie – że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej. Stąd też te wszystkie nieprawdziwe plotki o mnie i moich wielbicielach. A także fałszywe oskarżenia o gwałty, które krążą po fandomie. Imbecyle, którzy chcieli koniecznie przekonać mnie, że jestem kimś innym, niż jestem i że powinnam robić dokładnie to, czego się ode mnie domagają, zniszczyli mi życie.

Po tym, gdy się Bret się ożenił, powinnam była być z Johnem. Facet podrywał mnie, gdy jeszcze byłam narzeczoną Breta. Niestety interwencje imbecyli i schizofreników oraz ich intrygi doprowadziły do samobójstwa Johna, które zresztą mi zapowiedział, bo był przekonany, że go nie chcę i że przez niego nie mogę sobie „przypomnieć”, że jestem „żoną” Romana. Wierzył, że bez niego będę szczęśliwa. A prawda jest taka, że sama byłam atakowana i straciłam pamięć, więc nie byłam w stanie polecieć do USA do Johna. I nie wiedziałam z którą niby Dorotą miałabym się kontaktować. Żadna Dorota z fandomu, czy Anglistyki, nigdy nie była moją przyjaciółką i nie utrzymywałam z nią kontaktu. Nie utrzymuję też kontaktu ze schizofrenikiem Romanem, wiec twierdzenie, że „Roman ma numer telefonu” (co zrobił też Andrzej) jest też czymś, co zablokowało mi kontakt ze wszystkimi. John nie był niestety w stanie wyjść poza to, co mu powiedzieli wariaci oraz imbecyle z moimi durnymi koleżankami. Ja nie byłam w stanie nic zrobić, chociaż chętnie bym do Stanów poleciała. Jak zwykle zostałam od wszystkich odcięta, a mnie bezprawnie reprezentowali ludzie, których uważam za swoich wrogów. Bez względu na to, jak bardzo mnie się zakatuje psychicznie (co latami robił Ryszard w ramach torturowania mnie i pseudo „psychoterapii”), nie „przypomnę” sobie, że „Roman jest moim mężem”. Wszystkie stwierdzenia Romana, jego siostry, Renaty czy jej matki Barbary pochodzą z ich urojeń i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Imbecyle, przyjaciele Ryszarda ze szkoły specjalnej, uniemożliwili mi też wcześniej powrót do Breta, bo byli przekonani, że urojenia Anny, że jest związana z Bretem, są prawdziwe. Fizycznie porwali mnie, gdy rozmawiałam z Johnem i Bretem w czasie warszawskiego konwentu. Zostałam wtedy sterroryzowana i zniszczono mi po raz kolejny życie, rozpowiadając kłamstwa na mój temat i doprowadzając do amnezji w ramach „terapii”.

Przypomniałam sobie rozmowę, w czasie której dowiedziałam, że Ryszard i Barbara (a przynajmniej ten prześladujący mnie imbecyl, który jest niskim brunecikiem) nie są małżeństwem. Widziałam ich tak często razem, że wytworzyłam sobie nieprawdziwy obraz. Według tego, co wiem, ten Ryszard jest singlem po szkole specjalnej. Niestety od czasów mojego dzieciństwa żywi obsesję na moim punkcie podsycaną urojeniami Barbary raz jej córki. Przy czym skurwysyn sam chciał mnie zdobyć. Jego znajomi imbecyle z fandomu zawarli pakt według którego, jeśli nie jestem związana z Romanem, mam związać się z Ryszardem.

Tak się składa, że żadnego z nich nigdy nie zaakceptuję. Zniszczyli mi kolejny związek, bo zaręczyłam się z A. i to im się nie spodobało. Niestety Barbara postanowiła schizofrenicznie „przeznaczyć” go pani P. Mój narzeczony został podobnie jak ja brutalnie zaatakowany przez warszawski gang schizofreników oraz imbecyli i zniszczono mu zdrowie psychiczne, chociaż nie tak bardzo jak mnie. Bez względu na to, co zrobią schizofrenicy oraz imbecyle z Warszawy A. w życiu nie „przypomni”, że kocha panią P.

Naprawdę jestem osobą, za którą się podaję. W życiu nie byłam związana ani z Romanem, ani z Ryszardem i nie dam się do zmusić do związku z żadnym z nich, a Barbara nie jest moją matką. Idiotkom, z którymi studiowałam tłumaczyłam, że moja mama jest brunetką i Barbara to wariatka, która mnie prześladuje – jeśli robiły cokolwiek pod jej dyktando, powinny trafić do więzienia, bo łamały prawo i kłamały świadomie). Mój ojciec niestety nie zdawał sobie sprawy, kogo przyjął do klubu i jak dwulicowi są jego „przyjaciele”. Avangarda, nie reagując poprawnie na moje skargi na to, co się dzieje na konwentach zniszczyła mi życie. Tak się składa, że była żona Johna rozwiodła się z nim jeszcze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Jeżeli ktoś zna inną wersję to są to pomówienia schizofreników oraz imbecyli.

Gdyby nie debilizm niektórych moich koleżanek, John by żył. Nie dziwię się, że jego była żona chce krwi. Ja też.

Ryszard, o którym piszę, niski brunecik, przypomnę, nie jest mężem Barbary, czy ojcem Renaty, chociaż tak często się pokazywał w ich towarzystwie, że myślałam, że są rodziną. Jest durnym incelem, który mie prześladuje od dzieciństwa, bo od dzieciństwa ma na moim punkcie obsesję. Rozpowiada, że tak jak on byłam w szkole specjalnej, ale bardzo ostro przestrzelił. Bez względu na kłamstwa, jakie opowiada, nie dam się zmusić do kontaktów z nim. Swoimi kłamstwami zniszczył mi wielokrotnie życie, także w podstawówce, torpedując mi moją karierę sportową i związek z Piotrem. Próbował mi uniemożliwić też studia, aby „pasowała” do niego czy Romana. Naprawdę studia nie były dla mnie trudne i z dziką radością brałam udział też w programach zaocznych czy wieczorowych, ciągnąc bez problemu równolegle studia dzienne. Była to frajda i przyjemność. Chociaż od tych imbecyli słyszałam, że „nie wolno tyle studiować”.

Mam nadzieję, że ten skurwysyn już w życiu nie będzie wysłuchiwany podobnie jak jego znajomi schizofrenicy. Ten gang musi się ode mnie w końcu odpierdolić. Serio, są tak brutalni, że znowu z ich powodu będę musiała kupić sobie psa i wychować go na psa obronnego. Bo zapowiedzieli mi, że jeśli się postawię i obronie skutecznie przed ich kłamstwami online, to będą mnie nękać w domu. A niestety wiedzą, gdzie mieszkam.

Nadal czekam

Nadal czekam na przeprosiny enablerów gangu schizofreników z mojej podstawówki – czyli między innymi ludzi, którzy wspierali Romana oraz Renatę wraz z ich równie chorymi psychicznie krewnymi. Należy mi się te przeprosiny, wziąwszy pod uwagę, że wspomniani enalberzy uznali, że mogą brutalnie na prośbę wariatów ingerować w moje życie.

Jak rozumiem część z tych ludzi kierowała się chęcią osłonienia mnie przed pozwem karnym, bo takimi groźbami – zupełnie nie mającymi żadnego podłoża – szantażowała mnie Renata oraz równie chora psychicznie Anna. Wszystkie ich oskarżenia wynikają z choroby, która nazywa się schizofrenia paranoidalna. Przeczytałam dosyć podręczników psychiatrycznych, próbując je zrozumieć, żeby nie zmieniać stanowiska. Żadna z tych pań nie jest ani moją przyjaciółką, ani siostrą cioteczną, czy też szwagierką. Moja mama nie miała siostry, a ja męża, więc jakakolwiek „szwagierka” czy „siostra cioteczna” po prostu nie istnieje. To są urojenia Smeagola (czyli wariatki, która podaje się za byłą Breta i ukradła mi pierścionek zaręczynowy) oraz Rennefer (czyli wariatki, która ma urojenia, że jest Yennefer). Dla profanów dodam, że Yennefer w świecie fantastyki to jednoznacznie jest córka Mariana Wieczorka, czyli dla wszystkich nieświadomych a zaintersowanych jestem to ja, czyli osoba, która koncepcyjnie brała udział w kilku projektach, także muzycznych i stąd oburzenie moich przyjaciół ze Stanów i Wielkiej Brytanii, (ach no i nie zapominajmy o Skandynawach, którzy też mnie znają i lubią) na osoby, które postanowiły mnie tępić i wmawiać mi, że jestem nikim. Dochodzi do tego katastrofalny wpływ fanów fantastyki na moje życie osobiste, bo okazało się, że nie wolno mi kochać ludzi, których sama sobie wybiorę, bo mam robić wszystko pod dyktando wariata Romana i jego siostry oraz Renaty.

Kurwa nie ugnę się i ci schizofrenicy nie będą mnie „leczyć” i wmawiać mi, że muszę zaakceptować Romana bo „tylko on mi został”. Jest to wariat, z którym nigdy nie byłam w związku i nie dam się do tego zmusić. Walczę z nim od dzieciństwa i w końcu wygram. Bo ucieknę, jak mój ojciec uciekł z Francji przed wariatką, która twierdziła, że jest jego „żoną”.

Przy tych wszystkich skandalach (także z nagrodą Zajdla) zamierzam się już zapełnię wycofać z fantastyki. Wbrew naciskom nie będę kończyć cyklu o Sidrelu. Nie warto w tym klimacie. Istnieje ilość upokorzeń, jakie pisarz czy artysta może znieść, zanim się wycofa. Moja wytrzymałość na niezasłużone razy już się skończyła.

Świat fantastyki zniszczył mi całe życie, podczas gdy tylko metale mnie rozumieli i ratowali.

Jestem na tyle dorosła, że wiem, co ma sens, a co nie ma.

Mam nadzieję, że wpadnę na pomysł jakiegoś kryminału. Ludzie dobrze wychodzą na przejściu do mainstreamu literackiego lub do innego gatunku, nie tylko ja poszłam tą drogą.

Poniatowscy

Od czasów mojej podstawówki Barbara i jej córka Renata promują się, fałszywie podając się za Poniatowskie. To znaczy niby Barbara ma być z domu Poniatowska. Jest to taka bzdura, że znając Renatę, nigdy w to nie uwierzyłam. Zawsze mówiłam, że coś takiego należy zweryfikować.

Renata nie tylko nie jest moją siostrą cioteczną, nie ma też prawa podawać się za Poniatowską. Sprawdziłam, bo wiedziałam, kogo zapytać, więc wiem, że jej stwierdzenia, że jest księżną, można sobie zwinął w rulonik i wsadzić w dupę. Jest tak samo Poniatowska, jak pani Anna Anderson była zaginioną córką cara, która miała przeżyć szturm na Pałac Zimowy i odnaleźć się potem w psychiatryku, w którym Anderson jako pacjentka zaczęła twierdzić, że jest zaginioną Anastazją. Chociaż przyznam, że te oszustwa i przypisywane sobie szlachectwo pomogły pani Anderson znaleźć sobie męża, którego majątek pozwolił jej na wygodne życie i uczestnictwo w high lifie. Ale do czasu.

W sprawie Anny Anderson toczyło się kilka śledztw. Brat zamordowanej carycy ustalił między innymi, że była robotnicą fabryczną spod Gdańską. Na koniec postępowania sądowego w roku 1970, że jest oszustką. Potwierdziło to też badanie genetyczne wykonane po jej śmierci.

Jak widzicie schizofreniczki, które podają się za szlachcianki czy księżne to nic nowego. Tak więc bardzo proszę, patrzcie trochę krytyczniej na wszelkie zapewnienia mojego koleżeństwa z podstawówki, że są norweskimi książętami, czy też Poniatowską.

Moje zdanie jest takie, że we współczesnym świecie liczy się tylko merytokracja, czyli co ktoś potrafi. Tytuły szlacheckie są przy tym mniej ważne. Osoby, które zaczęły chronić tych schizofreników, którzy są debilami, powinny strzelić się w łeb. Szlachta zawsze zresztą podciągała do swojego stanu ludzi zdolnych i szlachcice nie mieli problemu z hajtaniem się z kimś, kto nie ma tytułu. Bo liczy się naprawdę, co ktoś ma w głowie, a nie jak dobrze i przekonywująco ściemnia.

Mam dosyć pomówień Barbary i Renaty. Nie jest to żadna moja rodzina, ani szlachcice. Ludzie na poziomie leczyliby taką schizofrenię. Niestety Roman i jego siostra pod wpływem ojca odmawiali zawsze leczenia. Podobnie z rodzicami Renaty i nią samą.

Nikt z tych ludzi nie jest ze mną spokrewniony i nikt z wymienionych powyżej nie jest mężem. Mam dosyć ich schizofrenicznych jazd. A to, że ktoś z mojej rodzony uwierzył w ich przechwałki, to naprawdę nie mój problem, bo ja wiem, kim nie są, wiem także, że należy wszystkie takie rzeczy weryfikować. Tak się składa, że większość ludzi w fandomie się zna. Pojawiają się na konwentach również prawdziwi Poniatowscy. Już lata temu pretensje Renata i jej matki do bycia księżnymi Poniatowskimi zostały przeze mnie zweryfikowane. Nikt z Poniatowskich ich nie zna.

Za to te głąby są osobami winnymi bullyingu jaki się odbywał w mojej podstawówce oraz skopania mnie na lodowisku przed szkołą. Wszelkie ich szlochy jakobym ich skrzywdziła są bzdurą. Są to ludzie, którzy mnie prześladują swoimi pretensjami i żądaniem, abym potwierdzała ich urojenia. Ale tego nie zrobię, bo nic, co mówią, nie ma potwierdzenia w faktach.

A prawda, jak mawiał mój ojciec, jest w materiałach, które znajdują się w archiwach Policji,. Mnóstwo dokumentów dotyczących tej sprawy zostało, jak słyszałam, już scyfryzowane, więc jest łatwiejszy do nich dostęp. Ale bardzo proszę donoście na tę szajkę Policji dalej. Łatwo zaleźć email do Dzielnicowego na stronach Policji. Nie wstydźcie się i opisujcie wszystkie pomówienia, do jakich posuwają się te tępe gnomy z mojej podstawówki.

Nie chcę i nie mam z nimi nic wspólnego. Nie mają prawa powoływać się na mnie i twierdzić, że przekazują moją wolę. Renata nie ma prawa mnie reprezentować. Jest dla mnie nikim.

Dochodzenie do prawdy

Tak się składa, że rozmawiając z wariatami oraz imbecylami, którzy są instruowani przez owych wariatów, bardzo ciężko dochodzi się do prawdy. W poprzednich wpisach pojawiły się dwie wersje, dlaczego matki Romana i Anny nie ma z nimi. Jedna oparta jest na urojeniach Barbary, że rozeszli się z powodu jej romansu, inna (którą usłyszałam od tego piekielnego rodzeństwa) opowiada o tym, jak ich ojciec wkurwiony na matkę, wyrzucił ją przez okno.

Tak się składa, że znajomy prawnik zweryfikował niektóre ze stwierdzeń tych ludzi. I okazało się, że matka Romana została zabita, na oczach dzieci, gdy one jeszcze były bardzo małe. Działo się to lata zanim te dzieci poszły do szkoły poznały Renatę, czy też zaczęły mnie nękać.

Śmierć tej kobiety jest czymś, co jest typowe dla związków osób zdrowych psychiczne ze schizofrenikami. Zawsze osoby zdrowe w końcu giną, bo chory nie jest w stanie wytrzymać ze zdrową osobą, która nie podziela jego urojeń. Staje się agresywny, tak jak agresywny jest Roman wobec mnie, chociaż nigdy nie byliśmy parą. Agresywna też jest jego siostra oraz sama Renata ze swoją rodziną. Grozili mi śmiercią za to, że nie chcę potwierdzać ich urojeń na mój temat.

Przy czym dokładne przesłuchanie Romana i przyparcie go do muru ujawniło, że całkiem dobrze rozumie fakty i wie, że nie jest moim mężem. Kieruje się tylko wytycznymi od Renaty, która mu już w podstawówce obiecała, że mnie zmusi, aby za niego wyszła. Okłamała też go, twierdząc, że jestem kimś innym niż jestem, zachęcając go przez całe życia, aby mnie prześladował. Renata i jej rodzice uparli się, że mnie zmuszą do tego małżeństwa, dlatego też sabotowali i okłamywali ludzi na uczelni, bo z wyższym wykształceniem bym do tego idioty nie pasował. Mam nadzieję, że Renata zajmuje się już tylko swoimi własnymi sprawami i pali się jej pod ogonem, bo słyszałam, kto planował rozwód, gdy pewne moje dokumenty pojawią się na Facebooku i będzie mógł dowieść przed sądem jak bardzo ta picza kłamie.

Ciekawe, czy pańcia, która nie przepracowała ani dnia, bo tyrał na nią facet przekonany, że jego żona jest Yennefer (i byłą Piotra) z wyższych sfer, nadal będzie taka harda i bezczelna, i będzie mi się odgrażać. Myślę, że jej ojciec też już trochę rozstanie przycięty. Jest godny potępienia, bo tak samo jak córeczka uważa, że coś jest kłamstwem, tylko jeśli się wyda.

Nigdy nie chciałam mieć i nie mam nic wspólnego z tymi ludźmi. Niestety przekonali w pewnym momencie matkę Michała, że są osobami, za które się podają – czyli moimi. krewnymi. Niestety rozpowiedziała wszystko, co od nich usłyszała, w ogóle nie weryfikując niczego u mnie, czy u mojej mamy. Michał mi powiedział, że jego matka konając już na raka, przeklinała Ryszarda i Barbarę. Dla mnie i moich rzeczywistych krewnych jest oczywiste, że Barbara i Ryszard oraz ich otoczenie to ludzie całkowicie nie wiarygodni, z którymi walczymy od lat siedemdziesiątych. Przerażające jest, jak bardzo naiwność i łatwowierność jednej kobiety zniszczyła mi całe życie.

Matka Michała myliła się praktycznie całe życie, co do tego, jak wygląda moje życie. Unieszczęśliwiła tym wiele osób. A wszystko dlatego, że skurwysyn Roman owinął ją dookoła palca. Tak samo jak Renata i jej rodzina jest wytrawnym zawodowych oszustem, więc mam prośbę, traktujcie go jak zawodowego oszusta, bo tylko na to zasługuje. Już w podstawówce już mu powiedziałam, że w życiu się z nim nie zwiążę. Tragiczne jest, że ten skurwysyn uwierzył, że Renat jest moją siostrą cioteczną i postanowił się jej słuchać. Wbił sobie do głowy, że związek z nim jest dla mnie „nobilitacja”, bo uwierzył, że jestem wiejską kurwą z pochodzenia. I postanowił mnie odpowiednio traktować.

Każda osoba, która kontaktuje się z tym gangiem z mojej podstawówki i okolic staje się dla mnie kimś, z kim nie będę się kontaktować, szczególnie jeśli – jak w przypadku Andrzeja – wielokrotnie tłumaczyłam, że to nie są moi krewni, ani ludzie, którzy mi w podstawówce pomogli. Spotykał mnie z rąk tych ludzi (i w zasadzie nadal spotyka) bardzo brutalny bullymng, który się wcale się nie urwał w podstawówce. Siostra Romana w życiu nie była ani wokalistką, czy narzeczoną Breta. Pierścionek zaręczynowy mi ukradła. I zaszczuła mnie razem ze swoimi przyjaciółkami. Mam dosyć tej schizofreniczki kleptomanki i bajarki. Wcale nie jest moją – kurwa mać – „szwagierką”. Dla kurwa jest dla mnie kimś obcym i znienawidzonym.

Zaszczuła ze swoim gronem i zniszczyła psychicznie w czasie polskiego konwentu Johna, przyjaciela Breta, który chciał nas ratować jako parę. Facet rozwalił się tak dokładnie, że po takim terrorze popełnił samobójstwo. Ludzi bardzo łatwo w ten sposób można zabić, wystarczy był bezwzględnym i kogoś zaszczuć i sterroryzować, nakazując mu się zabić. Schizofrenicy takie rzeczy potrafią zrobić i to lubią. Popatrzcie sobie na film „Bugonia”. Ledwo udało się żonę Johna, Alice przed nimi uratować. Bo też Anna zaczęła nad nią „pracować”, żeby ją zmusić do samobójstwa Ta kurwa Anna (wielokrotnie mi się przyznała, że w ten sposób zarabiała i że ją to bawiło, tak samo jak to, że mnie o to pomawia) nie ma prawa podawać się za „psychoterapeutkę”. Robi to co większość schizofreników – czyli „leczy” swoje ofiary, bo jej nie potwierdzają jej urojeń.

Nie dziwcie się, że mnie nigdy nie zobaczycie na warszawskim konwencie. Wystarczy już tych ofiar, dosyć już przeżyłam także w pracy, gdy mnie ten gang schizofreników zaatakował wspierany przez swoich enablerów, bo opublikował jakieś teksty, a Renat znowu zaczęła mieć urojenia, że jej te teksty ukradłam. Mam dosyć już też wspierania ludzi naiwnych, którzy nie wiedzieli, że kontakty z tymi schizofrenikami prowadzą do takie rozstroju nerwowego, że mogą się znaleźć na progu samobójstwa.

Bardzo niebezpieczny jest Ryszard, którego głównym zajęciem jest – chociaż wie, że jest inaczej – wmawianie ludziom, że jego córka Renata jest Yennefer. Dba w ten sposób o jej „interesy”, a przede wszystkim chce, aby jej mąż się nie dowiedział, że już w podstawówce go okłamała na temat, kim jest dla niej jest kilka wysoko postawionych ludzi. Ryszard bardzo źle robi, że w ten sposób – terrorem, kłamstwami – próbuje zapewnić sobie, że Renatka będzie szczęśliwa. Mam złe wieści – ona będzie zawsze płakała. Bo na tym polega jej choroba, czyli paranoiczna schizofrenia. Naprawdę nikt jej nie zgwałcił i nie skrzywdził. Nie była z Piotrem, bo od początku podstawówki jest ze swoim mężem, który ją wielbi na życie, a przyjemniej tak było.

Jedyne, co Renata czy Anna mogą zrobić, żeby zapewnić sobie szczęście to – kurwa – zacząć się leczyć. Bo inaczej będą odstawiać te same cyrki nie tylko ze mną, ale każdą inną osobą, która po mnie przyjdzie i wzbudzi ich zawiść. Bo tak funkcjonuje mózg scphizofnreika bez leków. Po prostu brakuje kilku neuroprzekaźników, więc działają jak zombie, z którym się nie można dogadać. Porozumienie to tylko pozór, schizofrenik przechodzi do konspiry i dalej robi swoje. Szczególnie, jeśli musiał przepraszać, bo to zwiększa paranoiczne i nieadekwatne poczucie „krzywdy”.

Naprawdę nie bez powodu ofiary schizofrenicznych obsesji uciekają i wybierają życie w innym kraju, gdzie nie sięgają macki schizofreników oraz ich enablerów. Z nimi nie można się „pogodzić”. Trzeba spierdalać.

Nie bywam w miejscach, gdzie jest ta dzika horda nieleczących się ludzi, którzy wciągają do swojego gangu coraz to nowych, którzy nie są świadomi, kto jest kim w fandomie i z kim nie należy rozmawiać.

Mam nadzieję już nigdy nie oglądać żadnych kurew z Avangardy oraz ich enablerów.

Defenestracja

Przyznam wam się, że w sumie to nie wiem, jak to było z tą defenestracją matki Romana. Przeprowadziłam z nim wiele lat temu rozmowę na ten temat, bo gdy mnie zmuszono do kontaktu, przypomniałam sobie, niektóre jego wyczyny i opowieści z czasów podstawówki. Ale prawda podobno jest inna. Ojciec Romana nie wyrzucił jej przez okno. Opuściła ich, bo miała szczerze dosyć życia z trójką schizofreników, z którymi nic się nie dawało zrobić.

Relację w rodzinie Romana zostały zniszczone przez pewny pechowy zbieg okoliczności. Do tej samej podstawówki chodziła Renata, z którą Roman i jego siostra się zaprzyjaźnili bardzo intensywnie. Bo jak to schizofrenicy bardzo byli zadowoleni z poznania ludzi swojego – że tak powiem – gatunku. Piszę gatunku całkowicie serio, bo schizofrenicy są lojalni wobec ludzi do siebie podobnych i mają poczucie odrębności od reszty ludzkiego gatunku. Zaznaczę, czują się o wile lepsi od nas i koniecznie z ofiar swojej obsesji chcą zrobić sobie niewolników.

Poznanie Renaty i jej rodziców było już ostatecznym gwoździem do trumny małżeństwa rodziców Romana. Matka Romana, jak powiedziała moim rodzicom, popełniła błąd, bo nie zdawała sobie sprawy, kim naprawdę był i jak bardzo był chory człowiek, w którym się zakochała. Ja mam to szczęście, że od początku nienawidzę Romana, chociaż inni schizofrenicy z mojej podstawówki cały czas go zachęcam podając się fałszywie za moich krewnych. Podawanie się za krewnych obcych ludzi to częsty numer schizofreników. Naprawdę Barbara nie jest siostrą mojej matki.

Matka Romana miała tego pecha, że schizofreniczka Barbara specjalizuje się w urojeniach typu „kto z kim, ile i dlaczego”. Sprzedała swoje urojenia na temat mojego ojca praz matki Romana, twierdząc, że mają romans, co było całkowitą bzdurą, bo się nie znali. Dokładnie tak samo jak mój tata nigdy nie rozmawiał z Renatą. Urojenia Barbary na temat nieistniejącego romansu wywołały furię i atak gwałtownej psychozy ojca Romana. Jak rozumiem było grubo i możliwe, że matka Romana mogła równie dobrze wylądować za oknem, bo schizofrenicy czasem mordują ludzi, którzy każą im się leczyć. Jakby but było po tej karczemnej awanturze matka Romana wyszła z domu i już nie wróciła. Nie dziwię się, bo już mam dosyć ludzi, którzy napadają na mnie i atakują, bo wysłuchali jakiś urojeń Barbary i jej córki. Przeżywam to od dzieciństwa i w życiu nie mówiłam jej, że mój ojciec jest pedofilem, a mama prostytutką. Moi rodzice byli z wyższych sfer. Babcia ze strony ojca też była szlachcianką. Wyższe sfery to nie jest kwestia pieniędzy, ale pochodzenia i wychowania. Oraz inteligencji.

Barbara uwielbia, co też jest częstą cechą schizofreników, łączyć ludzi w pary i nieważne jest wtedy, czy są w sobie zakochani. Wmówiła mnie Romanowi, twierdząc, że za nim szaleję. Do tej pory nie udało mi się chyba przekonać go, że to co powiedziała Barbara, nie ma znaczenia. Będę Romana nienawidzieć do mojego ostatniego dnia i płakać nad narzeczonymi i życiem, jakie mogłam mieć z każdym z nich, gdyby Andrzej nie słuchał tej wariatki i nie okłamywał każdego z nich po kolei, że jestem chora psychicznie i że muszę wrócić do „męża”. Andrzej nie jest moim właścicielem i sama decyduję o tym, z kim chcę być. Znalazłam go w czasie konwentu, kiedy okłamał Breta na mój temat i poprosiłam, aby odwołał. Zamiast tego zostałam zaszczuta przez gang prowadzony przez pana B, który absolutnie nie miał prawa mnie nękać i wmawiać, że nie mam żadnych praw i twierdzić, że oskarżenia schizofreników są prawdziwe. Anna nigdy nie była narzeczoną Breta, a Renata nie jest Yennefer i nie była nigdy z Piotrem.

Mam dosyć wpływu tych schizofreników na mojej życie. Andrzej to – sięgając do sformułowań z protokołu dyplomatycznego – persona non grata. Jego wpływ na moje życie (oraz życie członków moich zespołów) tak katastrofalny, że nie chcę go oglądać. Miał też katastrofalny wpływ na życie literackie w Polsce. Znam osoby, które przeżyły zaszczucie przez schizofreników cudem. Znałam też osoby, które zostały doprowadzone przez tych schizofreników do takiego stanu, że odebrały sobie życie. Niestety schizofrenik dąży do czegoś takiego, jeśli jego ofiara nie potwierdza jego urojeń. Nie wystarczy powiedzieć – ja się nie zgadzam, mam do tęgo prawo, mylisz się, co do mnie, bo takie słowa wywołują furię i agresję schizofrenika. A wystarczy już pól godziny terroru, aby kogoś doprowadzić do samobójstwa. Przy czym oczywiście w czymś takim nie bierze udziału tylko schizofrenik, ale też jego enablerzy, którzy życie oddadzą, aby tylko chronić swoją „gwiazdę”.

Naprawdę mam tego dosyć. Spierdalam. I tak mnie wyrzucono z Avangardy w 1988 roku, zaraz potem, gdy mnie Andrzej wprowadził na miejsce mojego taty. Macie ode mnie zakaz nazywania Avangardy „klubem Yennefer”, bo nie jest klub, który honoruje Yennefer. Co najwyżej tuli do piersi Rennefer – czyli Renatę oraz jej urojenia.

I nadal nie wiem, jak to było z matką Romana i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to, bo i tak kobieta – jeśli żyje – to zatarła za sobą ślady, jak to zwykle robią ofiary uciekające przez schizofrenikami, których kłamstwa naprawdę niszczą ludziom życie. Równie dobrze mogła być zabita. Mnóstwo osób ginie każdego dnia z rąk schizofreników. Taki los spotkał mojego gitarzystę z Reytana. Bo to schizofrenicy są mordercami i gwałcicielami, a nie mój tata.

I Roman może sobie wsadzić w dupę obietnicę, że da mi Zajdla, dosypując głos, jeśli zgodzę się na jego żądania. To nagroda i tak już nie ma żadnej renomy. To hańba polskiego fandomu i już mnie w życiu nie zobaczycie na żadnej imprezie, gdzie mogę spotkać ludzi z gangu z mojej podstawówki, którzy tak bardzo obrośli w piórka, powołując się na mnie i udając moich bliskich.

To jest koniec Avangardy dla mnie.

Prawdą jest jedno – to ojciec Romana był w więzieniu i jest mordercą i gwałcicielem, a nie mój ojciec. Mam dosyć już tych obelg i potwarzy. Już niżej ludzie z warszawskiego fandomu nie mogli upaść.

Mam nadzieję, że wypowiedziałam się jasno i wyraźnie. Nie potwierdzę żadnych urojeń tej szajki na temat mojej rodziny. Ci ludzie nawet nie wiedzą, jak moi rodzice mieli na imię. Nie wiedzą nawet, jak ja się nazywam. Już słyszałam wersję, jakobym się nazywała Nowak, a Wieczorek jest po mężu. Więc powiem jedno. Nie jestem Nowak. Jestem bardzo wkurwionym szejkiem.

A przy okazji – pewna fandomowa arabistka wyłapała w tym, co mówię mnóstwo arabskich idiomów, które mój dziadek przetłumaczył na polski. Chciał mi w ten sposób coś dać ze swojej kultury. Dla wielu osób nie potrzeba żadnych dodatkowych dowodów, że mówię prawdę na temat pochodzenia mojego dziadka. Mam świetne informacje od dziecka, jak należy zachowywać się w kraju arabskim. Bo wtedy pobyt tam jest bezpieczny. Długie luźne spodnie lub spódnice, luźna góra zasłaniająca ramiona i nie ma się problemów. Na wodach międzynarodowych można się kłócić, że panuje rozluźniony dress code, bo to nie kraj arabski. Chociaż ja usłyszałam, że łódź jest arabska – próbowano mnie wtedy zatrudnić jako nurka na łodzi, kiedy byłam popływać na rafie. Egipskie dobre zwyczaje wymagają od kobiet stroju jednoczęściowego, a nie bikini, szczególnie w pracy. Przy czym zaznaczę, że wiele Arabek po przekroczeniu progu własnego domu, w tym na terenie wewnętrznego patio, robi, co chce. Nikt nie ma prawa tam zaglądać i osądzać. Teren prywatny jest święty. Prywatność jest święta.

W Polsce za to cały czas ktoś wpycha swój nos w moje sprawy, co jest obraźliwe i dyktuje, z kim mi wolno być i jaką religię mam wyznawać. Mam dosyć już tego łamania praw człowieka.

Studniówka

Nienawidzę wspomnień o swojej Studniówce, chociaż upłynęło od niej już bardzo dużo czasu. Przypadła na okres intensywnych napadów na mnie Romana i jego znajomych. Po tym, jak ten schizofrenik Roman zniszczył mi z zazdrości zespół, bo dla gitarzysty (a nie dla Romana) rzuciłam Piotra. Co było tym łatwiejsze, że Piotr nie potrafił mi wyjaśnić swojego romansu lub też „romansu” (bo wiemy, że tym stały tylko opowieści schizofreniczki Renaty). Odeszłam od Piotra do Bartosza, a nie do Romana. Zresztą Bartosz zabity w czasie konwentu po tym, gdy podszedł i razem z Michałem zaczął rozmawiać ze mną o reaktywacji naszego zespołu z Reytana. Wisiało w powietrzu też odnowienie mojej znajomości z Bartoszem. Do tego zabójstwa przyznał mi się Roman. Miał ten wariat zabić muzyka razem ze swoim ojcem mordercą. Oczywistym jest, że nie robi na mnie takiego wrażenia, jakie chciał wywołać Roman. Usłyszał to samo co w podstawówce – a mianowicie, że nigdy go nie zaakceptuję i wolę nawet zginąć, niż z nim być, bo taki mi dawał wybór. To zaszczucie przez Romana i jego przyjaciół doprowadziło do mojej amnezji.

O mało co nie popełniłam samobójstwa w wieku dziewiętnastu lat, tak zostałam zaszczuta przez opowieści o tym, że niby miałabym być w ciąży. Po rozmowie z moją matką, którą schizofrenicy oraz Andrzej nakarmili kłamstwami o Romanie i mnie wybiegłam z domu, aby się zabić. Ale wróciłam, bo postanowiłam być twarda. Gdy wróciłam do domu, moja mama – która wiedziała, co schizofrenik może zrobić z człowiekiem – była w takim złym stanie, że bałam się, że sama się zabije. Niestety osoby, które za to odpowiadały, nadal utrzymały z nią kontakt i karmiły kłamstwami. Nie było szans na moją demoralizacje czy upadek. Granie w zespole z Michałem i Bartoszem naprawdę nie byłoby upadkiem moralnym, jak to przedstawiano, robiąc z Bartosza syna gangstera. Dopiero, gdy po jakimś czasie wyciągnęłam zaświadczenie o moim stanie cywilnym, moja mama zrozumiała, że opowieści o moim związku i tajemnych ślubie z Romanem pochodzą z jego urojeń. Prężyłam piekło związane z kłamstwami Romana. Mam w dupię karierę literacką tak naprawdę. Żałuję tylko, że nie mogłam w liceum kontynuować pracy z moim zespołem. Andrzej, stając po stronie wariatów, zniszczył mi wtedy życie. Chcę kariery muzycznej. Sidrela napiszę na złość kurwom z Opus Dei oraz Romanowi, któremu się bardzo teksty antyklerykalne nie podobały, to – jak większość schizofreników – maniak religijny, który „wie, czego chce Bóg”.

Roman i jego towarzystwo zniszczyli mi w życiu wszystko. Przy czym jego towarzystwo (a nie moje) to Andrzej, państwo Ch. a także Michał i jego rodzice. Cale grono niszczyło mnie w liceum (chociaż nie tylko wtedy, dopiero relatywnie niedawno część tych ludzi oprzytomniała, bo sięgnięło do źródeł i zrozumieli, że Roman jest synem mordercy, o którym mówiła moja mama).

Wśród rzeczy, które mi zniszczono, była Studniówka. Nie miałam na nią pary i nie chciałam na nią iść, ale moje koleżeństwo za moimi plecami zaprosiło Romana. Gdy tylko zobaczyłam swoją parę do Poloneza, uciekłam i skryłam się w toalecie. Przesiedziałam tam do końca pierwszego tańca.

Później nie było wiele lepiej, zrobiłam moim koleżankom i kolegom aferę, co skończyło się moim bardzo wczesnym, a samotnym, wyjściem z imprezy. Wbrew temu, co wariaci o mnie opowiadałam nie byłam ubrana w długą spódnicę, Były to bardzo szerokie spodnie, do których założyłam koszulę, bo zupełnie, ale zupełnie, nie chciałam się stroić na tę okoliczność. Tym bardziej, że nie mogłam z powodu kłamstw tego grona i ich intryg być z Bartoszem.

Nie odpowiadam za zdjęcia, jakie mi podstępem zrobiono z Romanem. Nigdy nie byliśmy parą i nigdy nie powinien być rozpieszczony i noszony na rękach przez przyjaciół i dalekich krewnych mojego taty z fandomu. Jest to skandal, co się stało i nigdy nie przestanę uważać w tej sytuacji Andrzeja za mojego osobistego wroga. Mam w dupie, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale musi mieć świadomość jednego – w życiu ani mnie, ani mojej mamie nie pomógł.

Jestem o mnie chodzi może spierdalać na Księżyc.

W związku z tym jedna prośba – nie mam z nikim kontaktu, bo ten gang ukradł nam na początku lat dziewięćdziesiątych wszystkie notatniki z telefonami, więc w tej sytuacji bardzo proszę nie liczcie na to, że Roman czy rodzina Renaty kiedykolwiek mnie z wami skontaktuje. Sami odezwijcie się do mnie (na dole strony jest guzik z napisem kontakt), a ja wam podam swój prywatny numer stacjonarnego telefonu). Gwarantuję, że go nie macie.

Ostrzegam też przed używaniem jakiegoś innego emaila niż z mojego bloga, bo ci schizofrenicy przyznali mi się do fałszowania mojej korespondencji. Nie dziwi to psychologów klinicznych, bo schizofrenicy mają zwyczaj tworzyć sobie pseudo „dowody” na to, że ich urojenia oraz celowe kłamstwa są prawdziwe. Są też – jak Roman i Renata – zawodowymi oszustami. Nie należy w nic, co mówią, wierzyć, tylko sięgać do źródeł i wszystkie ich stwierdzenia weryfikować.

Nie mam możliwości zdobyć urzędowego dokumentu z USC, który zaświadcza, że nigdy nie miałam dzieci, bo wydają tylko akty urodzenia i nie przesiewają bazy danych, aby udowadniać nieistnienie takiego aktu. Każdy prawnik wie, nie dowodzi się nieistnienia czegoś. Obowiązek dowodu spoczywa na ludziach mnie pomawiających, więc niech Roman w końcu przedstawi swoje „dowody” (czyli niesfałszowany akt urodzenia „Michaliny”). Przelewy od Andrzeja i „świadectwa” urobionych przez ten gang schizofreników ludzi się nie liczą. Na szczęście każdy ginekolog, badając mnie, zaświadczy, że nigdy nie rodziłam. Jestem na to za wąska i potrzebuję najmniejszego wziernika. One są dla osób, które nie rodziły. Mam także dokument na blogu z ubiegłego, który zaświadcza, że tak samo jak w 1990 roku nadal jestem panną. Wszystkie dane na tym dokumencie są dokładnie takie same.

Nie byłam i nie będę żoną Romana. Nie jestem cioteczną siostrą Renaty, bo jej matka Barbara nie jest moją ciotką. Moja mama miała tylko brata. Są to osoby, które naprawdę już powinny trafić do więzienia. Trafi też Andrzej, jeśli nie zmieni zeznań. Bo jego zeznania do tej pory pogrążyły go w takim stopniu, że bez pognania na Policję i zmiany zeznań ląduje z wielkim wrzaskiem i skandalem w więzieniu.

Roman jest gwałcicielem, a nie jakikolwiek z moich dawnych narzeczonych. Nie byli gwałcicielami Adam, Bret, czy Kristian. Byli świetnymi kochankami. Michałowi za to można zarzucić braki w Ars Amandi. Między innymi wywołane tym, że słuchał „rad” Romana (jako mojego „byłego”, który wie o wszystkim, co lubię – zaręczam, że ten człowiek nic nie wie o kobietach i seksie, miesiączkę nadal chyba jak w podstawówce uważa za oznakę skrobanki – ale jakby nie było skurwysyn doprowadził do naszego zerwania, jak sądzę celowo zrobił w chuja Michała). Michał naiwnie uważał, że nie cierpię gry wstępnej. W końcu został porzucony jako gwałciciel. Seks na sucho, gdy byłam wkurzona na Michała, pewnego razu skończył się tak, że moja ginekolog chciała mojego faceta wsadzić do więzienia. Przesłała obdukcję Policji. Ratowałam tego debila i przedstawiłam go na posterunku, jako całkowicie chorego psychicznie, bo Roman wciągnął go w swojej urojenia i zniszczył psychicznie. Ma idiota szczęście, że gwałt ściga się tylko na prośbę poszkodowanej, czy poszkodowanego.

Weronika

Jeśli chodzi o głupotę kleru, to prasa znowu donosi. Tym razem Kościół rozpoczął akcję publicznego uwielbienia kogoś, kogo uważam za osobę, którą należałoby potępić.

Chodzi o panią Weronikę, która to pani, jak przypuszczam, nie jest do końca zdrowa psychicznie. A opieram to na następujących wydarzeniach – pani Weronika poszła do ginekologa, a po wizycie zaczęła rozpowiadać, że była intensywnie namawiana na aborcję. Z artykułu, do którego podałam powyżej link, nie wynika, aby była w ciąży, za to jasno wynika, że nic nie potwierdziło jej stwierdzeń, bo też nie znaleziono innych kobiet, które by poparły jej stwierdzenia, że też były namawiane do aborcji, jak twierdziła. Pani Weronika trafiła do więzienia za te pomówienia, bo nic w jej wytłumaczeniach nie miało sensu.

Chcecie wiedzieć, jakie jest moje zdanie? Kolejna, kurwa mać, schizofreniczka. I bardzo dobrze, że trafiła do więzienia za opowiadanie swoich urojeń, niedobrze, że została przez pana Nawrockiego ułaskawiona. Z przerażeniem wyobrażam sobie, jak szybko ułaskawiłby prześladujących mnie schizofreników.

Jeszcze gorszą rzeczą jest, że Kościół wykorzystuje kolejną domniemaną schizofreniczkę w swoich homiliach i stawia ją jako wzór „matki, która nie chciała zabić dziecka”. Naprawdę ta religijna organizacja kolejny raz się ośmieszyła. Naprawdę karygodny jest ich zwyczaj tulenia do piersi każdego schizofrenika czy schizofreniczki. Jestem szczególnie cięta, bo kilka osób związanych z Kościołem zniszczyło mi życie, bo próbowała mnie zmusić do przyjęcia jako mojego męża schizofrenika Romana, które żywiołowo nie cierpię od dzieciństwa. Niestety schizofrenicy potrafią być bardzo aktywni i docierać do osób na stanowiskach, które pomagają im zaszczuwać ich ofiary. Tylko że ja jestem tą ofiarą schizofrenika, która postanowiła nie dać się zniszczyć.

Powinnam była uciec z Polski i wyjechać z Piotrem na studia do USA. Niestety byłam wtedy w związku z Michałem, który owinął mnie sobie dookoła palca na tyle, że całkowicie nieświadoma tego, co mnie może czekać – miałam wtedy amnezję i nie pamiętałam też historii mojego taty i tego, że w środowisku grasują dzieci pedofila i mordercy, które chcą na mnie zemścić – odrzuciłam jego propozycję wyjazdu. Był to bardzo duży błąd.

Niestety ojciec Romana zasłużenie trafił do więzienia. Matka Romana chciała go leczyć po wysłuchaniu skarg na jego zachowanie w szkole i przed szkolą, gdzie na lodowisku mnie skopał razem ze swoim gangiem i nazywał kurwą. Odpowiedzią synalka było oskarżenie matki o romans z moim tatą. Ojciec Romana i sam Roman wypchnęli matkę za okno. Obaj są wielokrotnymi mordercami.

Mój tata ani dnia nie spędził w więzieniu i był krystalicznie uczciwym człowiekiem. To ojciec Romana zasłużenie spędził wiele lat w więzieniu i jest to miejsce, gdzie powinien trafić także Roman, który musi wiedzieć, że Policja ma wszystkie dokumenty i że prawidłowo był wywalany z mojego mieszkania przez policjantów, gdy jeszcze żyła moja mama, bo nigdy nie byliśmy ze sobą związani. Moja mama nie powinna była być napadana przez niego i jego gang w naszym mieszkaniu. Nie potrafię nawet opisać jakie tortury fizyczne i psychiczne, w tym gwałt, musi znieść delikatna kobieta, której do mieszkania wdarł się taki przestępczy element.

Moja mama nawet przez dzień nie było prostytutką, tylko miała tego pecha, że między innymi Kościół rozpieścił to grono młodocianych przestępców z mojej podstawówki w takim stopniu, że nie tylko zabili wiele osób, ale też doprowadzili do prób samobójczych, także udanych. W ten sposób zabito mojego przyjaciela z Ameryki, Johna.

Nie chcę mieć nic wspólnego z nikim, kto tuli d piersi takich ludzi i umożliwia im działanie.

Smutek

Ja mam to szczęście, że moją polekową zaćmę (taką diagnozę dał mi jakiś czas temu prywatny okulista i wiemy, o co chodzi) daje się operować. Ktoś z mojej rodziny ma większego pecha. Nadżerki na rogówce uniemożliwiają przeszczep. Do tego duża krótkowzroczność spowodowała rozwarstwienie siatkówki w wewnętrznym rejonie.

Nie zapominajmy też o coraz gorzej funkcjonujących nerkach.

I mam taką refleksję – to strasznie nie fair po tym wszystkim, co moja rodzina musiała znieść z łapsk atakujących nas schizofreników oraz ich enablerów. Już moja babcia ze strony mamy miała schizofrenicznego wielbiciela, który zabił jej prawdziwego ukochanego. Miała to szczęście, że zakochał się w niej Arab, który przejeżdżał przez Polskę. Został, bo inaczej nie mógł. Oczywiście, że stałby kolejną ofiarą schizofrenicznego mordercy, ale dziadek dał radę obronić się przed napastnikiem. Odrzucił go tak silnie, że wariat walną głową przypadkowo w jakiś kamień. Szczęśliwie zdechł na miejscu, bo sobie rozbił czaszkę. Dziadek z dużymi obrażeniami trafił do szpitala. Prawie się wykrwawił. Więc nic dziwnego, że moja babcia się w nim czym prędzej zakochała. Przede wszystkim był tym facetem, który przeżył, a babcia już myślała, że zawsze będzie sama. Rodzina była dla niej dużym szczęściem, bo nie spodziewała się, że będzie ją miała. Zaręczyli się, gdy jeszcze był w szpitalu.

Nie powinno być dla takich schizofreników litości. W kaftan bezpieczeństwa i dawać przemocą leki, czego obecnie nawet w szpitalu psychiatrycznym nie wolno zrobić. Pacjent zawsze musi się zgodzić. Moje zdanie jest takie, że należy wprowadzać takich diabłów w śpiączkę farmakologiczną, dawać leki antypsychotyczne przez dwa tygodnie wlewem dożylnym i dopiero wtedy sprawdzać, czy jest z kim rozmawiać.

O „moim” niebezpiecznym schizofreniku mordercy napisałam już sporo, ale moja siostra też miała swojego wariata, który ją nękał, gdy była studentką. Wykończył ją psychicznie na tyle, że cierpiała na bardzo silną nerwicę. Na całe szczęście prześladujący ją wariat został bardzo sprawnie zniechęcony do pojawiania się u niej na uczelni. Na całe szczęście studenci medycyny bardzo dobrze się zorganizowali i sami zaszczuli w końcu tego diabła, ratując koleżankę.

O gangu schizofreników z Francji, który wykończył mojego tatę w takim stopniu, że uciekł przed wariatami do komunistycznej Polski, już napisałam wcześniej na blogu. Francuska wariatka też miała urojenia, że jest związana z nim węzłem małżeńskim. Zniszczyła mu wszystko, co tylko się dało we Francji. Dokładnie tak jak Roman mnie w Polsce. Roman sięgnął też po moje siostrzenice i siostrzeńca, bo ma urojenia, że to są jego dzieci, które ma ze mną. Najciekawsze jest, że w przypadku takich urojeń nie oferuje żadnych zaległych alimentów, ale oczekuje, że będzie od tych urojonych „dzieci” ciągnął kasę, bo muszą mu wyrównać jego stopą życiową. Niestety ten wariat nie ma świadomości, że nie każdy szlachcic śpi nad skarbcem wypełnionym po brzegi złotem. Większość nie.

Niech ten oszust w końcu zdechnie. Wiem, że przejął – przynajmniej raz na moich oczach – pieniądze, które mi chciał dać w kopercie daleki krewny. Złapał kopertę, z okrzykiem, że on to weźmie. Takie oszustwo wyjątkowo łatwo mu popełnić, bo przekonał całe środowisko, że jest moim mężem i że cierpię amnezję z powodu tego, że mnie zgwałcił jakiś mityczny metal. Za każdym razem inny. A Roman będzie się mną „opiekował”. Przy czym jego rodzaj „opieki” oznaczałby uwięzienie, zupełnie jak w Boxing Helena.

Nienawidzę tego skurwysyna od dzieciństwa. O mało co nie doprowadził do samobójstwa mojej siostrzenicy, bo też zaczął ją „leczyć” dokładnie tak, jak to robią schizofrenicy – czyli totalnym terrorem, który kończy się zniszczeniem psychiki, a gdy kolejna ofiara nie potwierdziła jego urojeń, zaczął ją przekonywać, że musi popełnić samobójstwo. Roman próbował mnie też tak potraktować i.w ostaniej chwili moi przyjaciele sprowadzili prawdziwego psychoterapeutę, który mnie odwiódł od samobójstwa.

Nie spodziewajcie się mnie tam, gdzie bywa Roman. Moja siostra była ratowana przez kolegów, ja niestety musiałam patrzeć, jak schizofrenicy wszystkich moich kolegów poszczuli z pomocą swoich kłamstw na mnie. Mam tego dosyć, dlatego zamierzam tych enablerów wariatów w końcu wsadzić do więzienia. Bo enablerzy zawsze w końcu idą siedzieć, bo nie mają nigdy prawa do wtrącania się w rzeczy, o których nic nie wiedzą. A zniszczenia, jakich dokonali w moim życiu razem z gangiem schizofreników z mojej podstawówki są tak olbrzymie, że brak mi słów.

Dzieci schizofrenicznego mordercy, który zabił swoją żonę, zemściły się na mnie za to, że wsadziłam im ojca do więzienia, zresztą zgodnie z tym, co mi wcześniej obiecali.

A schizofreniczka, która jest siostrą Romana, w życiu nie rozmawiała z nikim z Burzum. Wiem, bo porosiłam już dawno temu Adama o weryfikację. Więc tym bardziej nie jest ich „skrzywdzoną wokalistką”. Nie jest też byłą Breta, chociaż ukradła mi pierścionek zaręczynowy. Bret kupił mi inny, ale poprosiłam, żeby go trzymał, bo się bałam kolejnego ataku schizofreniczki i jej gangu. Nie chciałam kolejnej błyskotki stracić.

W literaturze przedmiotu wprost pisze się o tym, że schizofrenicy tworzą wokół siebie gangi, które zaczynają chronić schizofreników oraz pomagają im w realizacji chorych celów. I nie ma znaczenia, jak bardzo członkowie gangu schizofrenika są przekonani, że robią dobrze, bo i tak są po prostu przestępcami, jeśli łamią prawo. A zaszczuwanie niewinnych osób jest łamaniem prawa. Szczególnie jeśli się odbywa w pracy. Ja nikogo nie zaszczułam i nie miałam za co przepraszać. Przypisywane mi słowa padły z ust schizofreników, a nie z moich.

Głosy

Jak mi się przyznał Roman, wyrzucał regularnie głosy do nominacji na nagrodę Zajdla, które dostawały moje opowiadania. Zajmowała się tym też jego siostra jak i ich przyjaciółka Renata. Radośnie też kreowali gwiazdy, czyli dopisywali lubianym przez siebie ludziom głosy. Tłumaczy to dlaczego wiele osób przestało dostawać nominacje, a także tłumaczy pewne wątpliwe nominacje. To nie jest tak, że sami autorzy na siebie głosowali. Wprowadzenie obostrzeń mających zapewnić, że każdy człowiek głosuje tylko raz nie ma sensu, kiedy liczeniem głosów zajmuje się gang schizofreników z mojej podstawówki.

Roman poinformował mnie o tych manipulacjach przy nagrodzie Zajdla, właśnie po to, aby udowodnić mi, że może w fandomie wszystko. Bo tworzy i niszczy gwiazdy, więc powinnam się go słuchać, bo bez niego nic nie osiągnę. Nie miejcie złudzeń, to nie autorzy głosowali na siebie, to Roman i jego szajka dopisywali głosy i wyrzucali z puli nielubianych pisarzy. Temu maniakowi religijnemu szczególnie nie spodobał się antyklerykalny Sidrel z opowiadań o sidhach i smokach, gdzie tymi złymi są wyznawcy Szalonego Boga.

Powiem szczerze jedno – wolę być stara, brzydka i gruba, ale bez Romana i nie potrzebuję polsku schizofrenika, którego nienawidzę od dzieciństwa. Kolejne opowiadanie o Sidrelu piszę dla pieniędzy, a nie dlatego, aby ktokolwiek na nie głosował. Mam nadzieję, że po prostu ukaże się w miesięczniku, w którym pojawiły się poprzednie dwa.

Roman wbrew temu, co mówi, nie tylko nie jest moim mężem, ale jest synem człowieka, którego wsadziłam do więzienia za morderstwo. Jest to powód, dlaczego ten gang się na mnie mści. Roman prześladował mnie w podstawówce tak intensywnie, że po interwencjach moich rodziców jego zdrowa psychicznie matka postanowiła go leczyć. Ale synalek już został wychowany przez swojego tatusia i odmawiał współpracy. A ojciec Romana, jak to często robią schizofrenicy, którym mówi się wprost, że są chorzy, wkurwiony na żonę na oczach dzieci wypchnął ją za okno.

Usłyszałam o tym w szkole i poinformowałam tatę i Policję. Jak zwykle w takich sytuacjach, psychiatrzy orzekli, że gość jest niepoczytalny, ale profiler czyli mój tata, bo mój stary był z wykształcenia także profilerem, złożył swój protest. Nie trzeba pracować w tym zawodzie, aby taki protest był skuteczny. Wystarczy być na oficjalnej liście profilerów, a to daje zdany egzamin po bardzo trudnym kursie. Policja może poprosić o konsultację każdą osobę z tej listy. Jeżeli się zastanawiacie, jak to się stało, że genialni smarkacze z anime Death Note rządzą japońską policją, to wyjaśnienie teraz już powinno być jasne. Po prostu zrobili odpowiednie kursy i jako profilerzy konsultują i prowadzą śledztwo. Wszyscy profilerzy mają uprawnienia do prowadzenia śledztwa, a także przesłuchują wybrane osoby. Nie muszą być na etacie, wystarczy że zdali egzamin. I jest wiele osób, które nie mieszkając w Japonii, mówią płynnie po japońsku, jak jeden z moich byłych i konsultanci z Death Note, którzy są z pochodzenia Amerykanami.

Dla profilerów istnieje coś takiego jak stopnie niepoczytalności i kierują się różnymi zasadami, jak na przykład ta, że nie orzeka się niepoczytalności, jeśli czyjąś motywacją jest chęć zysku. A tak było w przypadku Romana i jego ojca. Roman przede wszystkim chce ode mnie pieniędzy i jest przekonany, że w końcu mnie zmusi do zapłacenia mu pieniędzy, za to że przestanie mnie zaszczuwać. Zresztą podobnymi motywami kieruje się Ryszard z rodziną. Wszyscy wrzeszczeli na mnie, domagając się „okupu” i uważają, że mam ich utrzymywać. Podobnie było w podstawówce, w ramach bullyinyu ci sami ludzie domagali się, abym oddawała im swoje kieszonkowe. Nie wiem, jak to się stało, że te zdemoralizowane dzieci, które udają moich krewnych oraz przyjaciół, nie poszły do poprawczaka. Profilerzy przyjmują, że w takich przypadkach powinno dojść do procesu, bo tylko podczas procesu można zmusić takich ludzi do obserwacji psychiatrycznej, chociaż w przypadku morderców, takich jak na przykład Breivik i ojciec Romana, psychiatrzy nie chcą orzekać, że jest niepoczytalny, chociaż sam zamachowca Breivik co jakiś czas próbuje się na swoją schizofrenię powołać i odzyskać wolność, ale jest zbyt groźny, żeby jakikolwiek lekarz go wypuścił.

W pewnym momencie rozpoczęły się w mediach spory o ośrodek w (o ile pamiętam) Garwolinie, gdzie przetrzymuje się najgroźniejszych psychopatycznych morderców. Prasa podnosiła, że niezgodne z prawem jest, aby tylko psychiatrzy bez sądu, przetrzymywali na podstawie swojej decyzji pacjentów. Ale życzę sobie, aby tak pozostało i aby Roman po wyroku tam się znalazł. Tak jak Breivik nie może już nigdy wyjść na wolność.

Napisałam już wcześniej, jak to się stało, że ojciec Michała namówił mnie na studiowanie także psychologii, ale mało osób wie, że Piotr sugerował mi założenie wydawnictwa, bo byłam świetna w zamawianiu u różnych ludzi tekstów. Poza tym chciał, abym robiła coś ciekawego. Namówił mnie, abym w ramach przygotowania do pracy w businessie wzięła zaoczne kursy z programu BBA bez robienia licencjatu. Był to program oczywiście płatny, za który Piotr zabulił. W ten sposób zaczęłam studia na trzecim wydziale. Na całe szczęście Michał, którego ojciec musiał chodzić piechotą, aby zrzucić sadełko, woził mnie wszędzie samochodem, abym zdążyła na zajęcia. Doczytywałam różne notatki w samochodzie, zupełnie olewając swoje oceny na Anglistyce i pisałam testy, tylko z tego, co pamiętałam z zajęć.

W pewnym momencie zobaczyłam ogłoszenie o płatnych kursach zawodowych organizowanych przez Instytut Kryminologii. Odbywały się wieczorem, jak to kursy dla pracujących, więc doszłam do wniosku, że dam radę wpasować je w swój grafik. Były bardzo interesujące. Piotr mi zapłacił też za te kursy, więc zaczęłam uczyć się jak być detektywem (po tym kursie mam prawo założyć agencję detektywistyczną) oraz profilerem. Wbrew temu, co myślą różni ludzie, profiler to nie jest psycholog, chociaż znajomość psychologii, szczególnie społecznej, przy tym pomaga. Zrobiłam też inne kursy z kryminologii, udowadniając, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Mój tata we Francji też zrobił kursy Business Administration, a w Polsce poszedł pracować w policji (chociaż wtedy jeszcze nazywała się milicją) i zrobił także zawodowe policyjne kursy. Także profilera.

Jak już powiedziałam, mój tata złożył protest w sprawie ojca Romana i facet zasłużenie poszedł siedzieć na 25 lat, bo taki protest sprawia, że prokurator występuje z pozwem karnym i nie obchodzi go, co napisali psychiatrzy, bo lekarze nie znają się na zdemoralizowanych i zakłamanych przestępcach. Niestety lekarze opierają wyłącznie się na tym, co mówi pacjent, a przestępcy bardzo często próbują zdobyć immunitet, symulując chorobę psychiczną.

Ojciec Romana poszedł do więzienia w latach siedemdziesiątych. Dwadzieścia pięć lat dawało mi dostatecznie dużo czasu, abym skończyła studia i zniknęła tak dokładnie, że schizofreniczny morderca by mnie nie znalazł. Bardzo nie dziękuję idiotom z prawicy, którzy wymyślili sobie, że opróżnią więzienia i przegłosowali amnestię. Wyszli wtedy przed czasem wszyscy najgorsi mordercy i zboczeńcy, jak ojciec Romana. Podejrzewam, że nie tylko mnie zniszczono wtedy życie, bo inne ofiary też nie były przygotowane na taki obrót wydarzeń. Ja miałam jeszcze dodatkowo tego pecha, że dzieci mordercy pognały za mną do fandomu, aby się dalej mścić.

Byłam ze środowiskiem fanów związana od dzieciństwa i nie rozumiała ani ja, ani moi przyjaciele, dlaczego miałabym uciec z tego środowiska. Chociaż najlogiczniejszym wyjściem byłoby rzucenie pisania i ukrycie się w innym środowisku, jak to zrobili to moi krewni, którzy nie chcą być napadani przez gang schizofreników z mojej podstawówki.

Wiele osób z fandomu wie, że mnie się chroni przed mordercą i zboczeńcem, który wyszedł przed czasem na wolność. Niewiele osób wie, że jego dzieci i przyjaciele udają członków mojej rodziny oraz przyjaciół. Nie mam z nimi nic wspólnego, za to oni z dziką radością, zajmowali się tym samym, co ojciec Romana – czyli oszustwami na wielką skalę. Zaszczuli też wiele osób, które przeszkadzały im w „interesach”. Bo oni w fandomie „pracują”, ciągnąc pod różnymi pozorami forsę od moich zamożnych przyjaciół oraz bardzo dalekich krewnych, którzy stali się także zamożni. Oczywiście ten gang oszustów upewnił się wcześniej, że moja mama i ja nie będziemy mieć kontaktu z tymi ludźmi i nie będziemy mogły ich ochronić przed oszustwami. Bardzo sprawnie zostałyśmy skłóceni ze wszystkimi, bo ci wierząc osobom z mojej podstawówki, zaczęli brutalnie, a niepotrzebnie, ingerować w moje osobiste wybory, Także te dotyczące nie tylko życia osobistego, jak i życia zawodowego. Ukradziono też nam wszystkie notesy i kalendarze z telefonami oraz adresami. Pomimo moich próśb nikt mnie i mojej mamie nie pomógł w odzyskaniu kontaktu z ludźmi, z którymi przyjaźnił się w fandomie mój ojciec. Nie mam też kontaktu z krewnymi.

Gang z mojej podstawówki zniszczył mi wszystko, co można tylko człowiekowi zniszczyć. Zniszczono mnie też jako kobietę, bo facet w mojej sytuacji zawsze jeszcze spłodzi dziecko. Mam nadzieję, że nic więcej nie będzie się działo wbrew mojej woli w moim życiu i nikt, szczególnie Andrzej, nie będzie mi niczego sabotował.

Tak jak powiedziałam Romanowi w podstawówce, nawet jeśli będę miała osiemdziesiąt lat i będą sama, to i tak nie zgodzę się za niego wyjść. Wiem, co on i jego ojciec zrobili z matką Romana. Żadna zdrowo myśląca kobieta za kogoś takiego nie wyjdzie. Do tego naprawdę podczas każdej z rozmów z Romanem upewniałam się, że jest kimś, z kim nie mogłam być, bo nic o mnie wie oraz jest debilem. Do tego psycholodzy wiedzą, że idzie się za osobą z amnezją, bo jej emocje pokazują na ukrytą w jej umyśle wiedzę, kto ją rzeczywiście skrzywdził, więc respektuje się jej prośby, aby usuwać kogoś takiego jak Roman oraz jego środowisko. Niestety kilka osób z Avangardy uparło się, że będą mnie leczyć z tej amnezji, bo powinnam sobie przypomnieć, że „jestem żoną Romana” i oskarżyć mojego niewinnego ojca oraz równie niewinnego Adama. No niestety to wszystko to tylko urojenia mściwych schizofreników.

Chuj wam w dupę!!!

Akurat powyższy schemat to typowy schemat, w jaki wpada ofiara schizofrenika (czy też zawodowego oszusta), który po doprowadzeniu swojej ofiary do amnezji (do czego przyczyniły się w moim przypadku konfrontacje z mordercą i gwałcicielem dzieci, czyli ojcem Romana oraz nim samym. a także z ich enablerami, którzy czasem są jeszcze gorsi od chorych psychicznie prześladowców) dalej podając się fałszywie za jej bliskiego, kontroluje ją w całości i doprowadza do samobójstwa.

Ale na całe szczęście nie udało im się mnie zabić w tej sposób, więc z dziką satysfakcją wskazuję na gwałciciela i mordercę. Mój tata nigdy nie miął problemów z prawem. To był ojciec Romana. Barbara i Ryszard też sobie narobili problemów, mszcząc się na mnie za schizofrenię swojej córki.

Mam nadzieję, że wyjaśniłam pewne sprawy już na zawsze. Avangarda naprawdę chroni nie tych ludzi, których powinna. To ja mam powody do bycia obrażoną ( i jestem), a nie Renata. Na pewno mój tata tej wariatki nie zgwałcił. Nie zamierzam więc za mojego tatę przepraszać Renaty. Naprawdę nigdy się na mojego tatę tej lafiryndzie nie skarżyłam. Nie jest pedofilem Unikam Renaty od zawsze. Nie jest moją krewną, ja nikogo takiego tępego nie mam w swojej rodzinie, która składa się z samych geniuszy.

Ten wpis ma już skończyć zaszczuwanie mnie przez dzieci mordercy oraz gwałciciela dzieci. Na całe szczęście ojciec Romana zszedł na zawał, gdy już mi zapowiedział, że mnie zabije. Nikt z mojej rodziny po nim nie płacze. Ja też nie. Żałuję tylko, że nie zdechł w więzieniu przed generalną amnestią, która miała miejsce, gdy już zostałam studentką. Plany były takie, że zdążę skończyć studia, zanim wyjdzie i się ukryję. Wszyscy moi krewni byli przez niego i jego gang schizofreników atakowani. Do tej pory nie pokazujemy się w warszawskim fandomie. Kilka prób pojawienia się, czy wpłynięcia na Avangardę, aby gwarantowała nam bezpieczeństwo, nic nie dało, bo sprawę przechwytywali moi schizofreniczni „krewni”, z którymi nie mam nic wspólnego, bo nie jestem z nimi spokrewniona, a którzy mszczą się „za Renatę, bo mam przepraszać za ojca” na podstawie jej urojeń. Niech ona przeprasza za Ryszarda i jego urojenia, że był moim ojcem chrzestnym. Mam zdjęcie jako noworodek z moimi prawdziwymi rodzicami chrzestnymi i nie jest to nikt z rodziny Ryszarda. Nie jest to także zdjęcie mnie z Romanam i „naszym dzieckiem”. Na zdjęciu jestem ja jako małe bobo, oraz moi rodzice chrzestni czyli Anna W. oraz Waldemar K.

Nie wiem, co tym cholerom z prawicy przyszło do głowy, gdy przegłosowali opróżnienie więzień. Najgroźniejsi przestępcy powinni odbyć karę do końca. Ale pewnie politycy chcieli zapewnić sobie głosy świata przestępczego, więc stworzyli nam Polskę, którą rządzą gangi, i w której nie da się żyć, bo prominentni politycy łaszą się do groźnych kiboli nazywając ich – jeśli dobrze pamiętam – „solą naszej ziemi”. Mamy też kiboli-polityków bez jakiejkolwiek kindersztuby, czy znajomosci prawa.

Ostatni gasi światło.

Cukrzyca

Jedną z irytujących rzeczy, jakie wygadują o mnie schizofrenicy z mojej podstawówki, jest urojona przez nich cukrzyca, na którą podobną cierpię. Jak wyglądają moje wyniki, widać na powyższym zdjęciu. Badanie wykonano jeszcze w kwietniu. Bieżącego roku.

Wynik 79 jest jak najbardziej prawidłowym wynikiem. Zadbałam także o to, aby było widać widełki i jak można zobaczyć, o cukrzycy można mówić dopiero od wyniku 126 wzwyż. Moje wyniki glukozy we krwi przez całe życie zawsze wyglądały podobnie. Po prostu nie mam tego genu, więc nie mam też cukrzycy.

Mam dosyć Romana, Renaty ich rodzin oraz enablerów, którzy łażą za mną od podstawówki, rozpowszechniając wszystkie urojenia tego schizofrenicznego gangu na mój temat. Zniszczyliście życie nie tylko mnie, ale też moim krewnym, nie mówiąc o przyjaciołach.

Mam wezwanie do fantomowych psychiatrów – zacznijcie w końcu namawiać na leczenie właściwe osoby. Moje życie, a także innych osób, miało być bajką. Zmieniliście je w piekło. Nikt wam nie dziękuje i bardzo proszę, odpierdolcie się ode mnie, moich krewnych oraz moich zwierząt. Żaden kot nigdy nie ucierpiał z mojej ręki, tak samo jak żaden pies. Za to wy wydajecie się czerpać sadystyczną radość z niszczenia ludzi. Bo tym jest pranie mózgu i terror. Pól godziny terroru może kogoś doprowadzić do śmierci samobójczej, a na to narażacie ludzi, których zmuszacie do rozmów ze schizofrenikami, którzy nigdy nie mieli racji. Ale za to mordują ludzi, którzy nie chcą potwierdzić ich urojeń.

Tacy schizofrenicy to realne niebezpieczeństwo, moim zdaniem największe niebezpieczeństwo współczesnego świata, bo nie tylko kasują najzdolniejszych z każdego pokolenia, bo tacy budzą ich zawiść i urojenia, ale też schizofrenicy wpływają na klimat polityczny i społeczny, więc nie należy ich zachęcać. Wszelkie idee, które sączą ludziom do uszu, są chore i szkodliwe.