Fandom

Uczestniczyłam z moim tatą w konwentach, kiedy jeszcze byłam małym dzieckiem. Wielu moich znajomych to dzieci ludzi, z którymi moi rodzice się przyjaźnili. W pewnym momencie odmówiłam dalszego przyjeżdżania na konwenty, bo zaatakowała mnie schizofreniczka Barbara i zaczęła mnie przekonywać, że ona musi mnie wychować, bo moja „matka to kurwa”. Jak rozumiem, jej psychozę nakręcił fakt, że moja matka była w połowie Egipcjanką. Nie chciałam babska Barbary oglądać, więc poprosiłam o zostawienie mnie w domu.

Za to mój ojciec był dla schizofreniczki i jej córki bardzo atrakcyjny. Renata, córka Barbary, bardzo szybko odstała na tym punkcie psychozy i zaczęła udawać przed wszystkimi, że jest córką „księcia Mariana”. No ale cóż nie jest mną i nie ma nigdzie w papierach jako rodziców podanych Mariana i Heleny W.

Niestety na jej schizofreniczne szlochy nabrali się ludzie z fandomu. Czyli niejaki Nycz oraz państwo Ch. którzy rzeczywiście uwierzyli, że jestem kurwą i córką kurwy, więc należy „ze mną zrobić porządek” – czyli spełniać żądania schizofreniczki, aby ta była szczęśliwa i zniszczyć mi wszystko, co wywołała zazdrość schizofreniczki. Bo podobno jako osoba „niższej rasy” nie mam prawa do niczego. Tak się składa, że córka państwa Ch. do tej pory „robi ze mną porządek” – tak samo jak jej przyjaciele z fandomu. Na jej nieszczęście tak się składa, że porządny PR musi się opierać na prawdzie, a nie pomówieniach schizofreniczki. A zatem jestem bardo ciekawa, że wariatka z Avangardy, wychowana przez schizofreników, zrobi z dokumentami, które zgromadziłam na blogu i z których wynika, że kurwa Renat bredzi, ma schizofrenię i żadnym sposobem nie jest mną, a moi rodzice nie są jej rodzicami.

No cóż, wystarczyło, że Renata usiadła na kolanach pana Ch. i zaczęła swoje schizofreniczne szlochy, z których wynikało (jak by powiedział psychiatra), że przeżywa urojenia i psychozę, której obiektem byłam ja i moja mama. Niestety pan Ch. rozpoczął akcję „ratowania księżniczki” Renaty. Która do pory się nie zakończyła, bo miałam czelność przeżyć wszystkie ataki schizofreników na mnie i moje zdrowie psychiczne. Mam dosyć kolejnych fal ludzi, którzy nic nie weryfikując. a kierując się szlochami schizofreniczki, zniszczyli mi całe życie, a także zaszczuli moich przyjaciół i uniemożliwili im współpracę ze mną.

„Kurwa” Renata, totalna schizofreniczka i córka schizofreniczki, która poszczuła na mnie fandom, nadal działa bez przeszkód.

A propos polskiego nazwiska mojego arabskiego dziadka – został z babcią zaszczuty, przeprowadzili się i zmienił nazwisko, aby uciec rasistom, którzy atakowali go, chociaż był szejkiem. Polska to maciora i durniejszych ludzi niż Polacy to bardzo trzeba się naszukać, aby znaleść. Niestety kler się wmieszał w zaszczucie mnie i dzieci mojej siostry, a także pewni nauczyciele, więc nie dziwcie się, że te akcje terrory nie kończyły się, aż ci „dzielni bojownicy o czystość rasy” doprowadzili do śmierci mojej psychiki i totalnej amnezji. Najgorsze zaszczucia według podręcznika profilera są w zawodzie nauczycielskim, ale muszę przyznać, że fandom jest jeszcze bardziej toksycznym i zawistnym środowiskiem.

Nie spodziewajcie się mnie na żadnym polskim konwencie. Nie doczekałam się żadnych przeprosin, a schizofreniczka Renata oraz jej gang pomagierów nadal rządzi Warszawą. I chociaż Policja, moi krewni oraz krewni Piotra i Agnieszki są po mojej stronie, to i tak nie udało się zatrzymać pociągu szaleństwa. Bo po przekonaniu jednych na ich miejsce Ryszard ściągał coraz to kolejnych enablerów tej cholernej schizofrenicznej rodziny Renaty.

Jedyne, co mogę zrobić, to odciąć się od fandomu i Avangardy tak skutecznie, aby zatrzymać potok oszczerstw, kierowanych w moją stronę. Polski fandom to ściek i poddasz, gdy moi zagraniczni znajomi, próbowali mi pomóc, nasze środowisko fantastyki, zrobiło ze mnie sobie pośmiewisko i obiekt ataków. Nastąpiły też bezczelne próby zmuszenia mnie do pisania za kogoś. Bo te osoby „też chcą być pisarzami”. Bo – jak usłyszałam – K. się udało, chociaż nie ma talentu. Jeśli wątpicie w jej brak talentu, to przeczytajcie jej fanpage. To jest dalej tępe dziecko, które nie potrafi pisać. Wylizany przez ChatGPT tekst się nie liczy. Niech sama pisze. Chociaż na naukę jest już za późno, powinna mieć więcej pokory, gdy był na to czas, bo była młodsza.

Nie będę nikomu z polskiego fandomu pomagać, a ukradzione mi konspekty wracają do mnie. Są moją własnością, nawet gdybym miała nic już więcej nie napisać. Wydawało mi się, że prawica wysoce sobie ceni prawo własności (także intelektualnej), ale jest to najwidoczniej tylko złudzenie, bo w cenie są złodzieje i grafomani.

Nie chcę mieć nic wspólnego z tym środowiskiem. Poniżej mnie jest kopanie się z takimi ludźmi, z zabaw w zaszczuwanie innych naprawdę już powinno się było wyrosnąć już w podstawówce.

Śmierć Avangardzie!!! Ten klub dla mnie nie istnieje!!! Dawanie im pieniędzy jest wyrzucanej w błoto. Agnieszka wznowiła dofinansowanie, tylko dlatego aby mnie terroryści, winiący za swoje własne przestępstwa, zostali w spokoju i nie zabili. Ale mam nadzieję, że z klubem zrobi się w końcu porządek. Tylko muszę zmienić miejsce pracy, bo za łatwo mnie zaatakować i zniszczyć na terenie, który jest eksterytorialny i gdzie łatwo sobie można wprowadzić imbecyli, którzy mnie znowu zakatują.

Do tematu zrobienia porządków w Avangardzie jeszcze wrócimy, kurwy!!! Tylko tym razem lepiej się przygotujemy. Nie może działać w Polsce klub renegatów, którymi rządzą schizofrenicy. Wcale się nie pogodziliśmy. Wcale nie przepraszałam żadnej ze schizofreniczek. Doprowadzono mnie do takiego stanu, że o mało nie popełniłam samobójstwa, a moi znajomi z lęku o mnie wznowili przelewy dla wariatek.

Ale jeszcze się z kurwami schizofreniczkami zobaczymy w sądzie. Z klubem renegatów też. Tego klubu nie ma od momentu, od kiedy rządzą nim państwo Ch. oraz psychoza Renaty i jej matki.

Nie ma prawdziwszej Yennefer ode mnie i państwo Ch. usłyszeli to od Andrzeja już dawno temu, ale postanowili go zlekceważyć i wychowali córkę na grafomańskiego potwora. Zniszczenie mnie nie sprawi jednak, że Renata stanie się Yennefer. I tak już zawsze będzie idiotką, której inni idioci biją pokłony. Schizofrenia podpowiada jej, że zniszczenie mnie sprawi, że przejmie wszystkie moje atrybuty i skończy się jej polegające na atakach patologicznej zawiści cierpienie, bo stanie się mną. Ale tak się nie będzie. Pomóc Renacie mogą tylko tabletki i gdyby nie głupi enablerzy, to już dawno by się razem z rodziną leczyła.

Nie zasługiwałam na to, aby mi zniszczyli całe życie. Kilka innych osób na swój los też nie zasłużyło.

I jeśli ci ludzie działają bez przeszkód, to nie mogę się w fandomie pokazywać. Do tej pory dawali mi czas na odzyskanie pamięci i „zastanowię się”. Ale i tak nie będę potwierdzać ich urojeń. Ale czas na powrót do zdrowia, jaki dostałam od broniących Renaty terrorystów się już skończył. Co do roku zaplanowali mi syndrom sztokholmski, w nadzieli że zacznę dla nich kłamać. Więc wiem, że teraz bez odpowiedniej ochrony nie mogę się nigdzie pokazać. Mam też świadomość, że pochody kilkudziesięciu osób „odwiedzających” mnie w pracy znowu się zaczną po wakacjach. Będę znowu terroryzowana i zastraszana, oraz pewnie znowu schizofrenik będzie chciał mi „przypomnieć”, że jego urojenia są prawdą. Schizofrenik, któremu się odmawia potwierdzenia jego urojeń w końcu. dąży do zabicia swojej ofiary. Obsesja schizofrenika nigdy nie mija, więc bardzo proszę, zneutralizujcie tego skurwysyna. Zniszczył mi całe życie, a ja i tak nie zostanę jego żoną. Dokładnie tak jak mu powiedziałam w podstawówce – nigdy go. nie przyjmę.

No cóż, najwyżej mnie zabije. Kiedyś trzeba umrzeć. Szkoda tylko, że Avnagarda postanowiła zniszczyć mi całe życie, zamiast wspierać w mojej walce z tym wariatem.

Śmierć Avangardzie!!!

Bazyliszek

Tak się składa, że nie zobaczycie mnie na Bazyliszku, chociaż pewnie schizofrenicy rozpuszczają już plotki, że się pojawię. Wyjaśnię zatem, dlaczego już zawsze będę omijać konwenty Avangardy.

Po pierwsze absolutnie nie zamierzam przepraszać schizofreniczki Renaty. Jest to tępa idiotka, która swoimi urojeniami oraz kłamstwami zniszczyła mi życie. Niszczy też pamięć o moim tacie oraz mamie. Nie zamierzam narażać się na to, że ktoś zacznie mnie „oświecać”, że moja mama była prostytutką, a tata kogoś zgwałcił. Zaprzeczam tym dwóm pomówieniom. Moja matka była aniołem, a mój tata nigdy nie był przeze mnie oskarżany o pedofilię. Za to dzieci pedofili i moich gwałcicieli doskonale się czują na warszawskich konwentach.

Mój tata nie zgwałcił schizofreniczki Renaty, był wtedy w Londynie, więc nie może tej tępej kurwy „obrażać” moja prelekcja o Lolicie. Tak się składa, że ta powieść przestawia psychikę pedofila i dlatego jest dla mnie ważna. Moi gwałciciele i prześladowcy nazywali mnie „Lolitą” i oskarżali o prostytucję. Wszelkie te oskarżenia pochodzą z urojeń schizofreników. Bardzo zawsze mi zależało na tym, aby powiedzieć o czym naprawdę jest „Lolita”. Bo ta powieść przedstawia niewinną ofiarę groźnego pedofila, a nie prostytutkę, jak myślą moi prześladowcy. Niestety kobiety, które prześladują schizofrenicy bardzo często są w ten sposób pomawiane, bo są są typowe urojenia w schizofrenii. Tak więc nie zamierzam Renaty przepraszać. Krystyny też nie mam zamiaru przepraszać.

W życiu już nie zgłoszę Avangardzie żadnej prelekcji, tak więc podobnie jak w roku 1990 napiszę, że w Warszawie nie ma żadnego klubu fantastyki. Wyrosłam z konwertowania, a prawdziwych biznesów nie robi się w czasie konwentów. Moja siatka społecznościowa jest i tak już dostatecznie duża. Nie potrzebuję wątpliwego networkingu Avangardy, który kontaktuje mnie tylko z PiSem oraz Opus Dei. Jestem lewaczką i ateistką, jak mój tata. To są moi osobiści wrogowie oraz imbecyle. Bezprawnie podawali się za „przyjaciół”.

Od dzieciństwa mam problemy ze schizofrenikiem, który najpierw twierdził, że jest moim chłopakiem, a potem mężem. Jego gang pomagierów zniszczył mi życie. Na nic się nie zdało, że wyciągnęłam w roku 1990 zaświadczenie o stanie cywilnym, żeby udowodnić, że nie jest moim mężem. Jego zwolennicy od razy rozpoczęli kampanię oszczerstw, jakobym nie była córką Mariana, a to zaświadczenie należało do tej „prawdziwej” Yennefer. Bo jak rozumiecie jest jakaś bardziej prawdziwa Małgorzata W. ode mnie. Coś takiego jest tylko możliwe w urojeniach schizofreników.

Roman bardzo brutalnie zaatakował mnie w czasie studiów, o mało nie straciłam wtedy życia, na całe szczęście odrobinę za krótko mnie dusił. Od tamtego momentu unikam tego psychola i zawsze zaprzeczam jego urojeniom, jakobyśmy byli ze sobą związani.

Tak się składa, że byłam przez niego wiele razy bita w czasie konwentów za „nieposłuszeństwo”. Piotr zaczął finansować Bazyliszka, aby stworzyć konwent dla mnie, gdzie mogłabym się czuć bezpiecznie i gdzie ja bym mogła wyrzucić z konwentu każdą osobę, która mi się nie spodoba. Zamiast tego byłam przez gang Romana zaszczuwana i musiałam uciekać z konwentu. Byłam też wyganiana, bo podobno mam być powodem, dlaczego ta „prawdziwa” Gosia się na pojawia na „swoim” konwencie.

W czasie poprzedniego Polconu na oczach znajomych uciekłam Romanowi, który chciał mnie bić za zaprzeczanie, że jestem jego żoną. Był to powód, dlaczego Piotr się się wkurwił i cofnął dotację dla klubu.

Klub mi już kiedyś, około roku 2000, nie przyjął prelekcji. Uratowali wtedy dofinansowanie Piotra udając, że mnie przepraszając i łasząc się do mnie, ale tylko na pokaz. Wystarczyło, że sponsorzy się odwrócili, byłam znowu atakowana.

Tym razem oczekuję publicznych przeprosin, bo to ja jestem obrażona i nikt nic nie zrobił, aby naprawić sytuację. Schizofrenicy nadal są chronieni przez klub, który nawet nie wie, jak wygląda Yennefer, chociaż Avangarda miała podobno być „jej klubem” i temu klubowi Yennefer przynosi chwałę. Tak się składa, że w czasie niesłynnego „Kolejkonu”, gdy znudziło mi się stanie w kolejce do akredytacji, zadzwoniłam do znajomego pisarza, który poprosił klub, aby mnie wprowadzili. Z pewnym zażenowaniem ja i moi znajomi obserwowaliśmy, jak schizofreniczka Renata, omijając mnie wzrokiem, szuka tej „prawdziwej” Yennefer, której jest „jedyną i najprawdziwszą przyjaciółką” w Warszawie. Nawet, gdy powiedziałam, że to ja zadzwoniłam do pisarza, usłyszałam „Nie, nie ty”. No cóż, prawdziwszej Yennefer Renata nie znalazła w kolejce, bo pochodzi z urojeń tej wariatki, która cały czas twierdzi, że jestem kimś innym, niż rzeczywiście jestem. (A ja stałam dalej.) Był to bardzo nieudany konwent, to nie są ludzie, którzy potrafią cokolwiek zorganizować, a z wariatami też większość osób też nie chce współpracować. Krystyna też mi odmawiała prawa do bycia sobą i pomawiała o chorobę psychiczną.

Oczekuję publicznych przeprosin, także w telewizji. Wiem, że Aga również potrzebuje przeprosin od klubu, bo również została zaatakowana. Podobnie jak ja w roku 1990 też została zaproszona na „spotkanie klubu”, w czasie którego została poddana terrorowi. O mało nie popełniła samobójstwa po takim potraktowaniu. Mam dosyć ratowania i konsultowania ludzi zniszczonych przez wariatów z klubu. To nie są „psychoterapeuci” chociaż rzeczywiście ukradli mi rękopis pracy magisterskiej oraz notatki z psychologii. Niestety dotyczyły syndromu sztokholmskiego i od tamtego momentu wariaci z dużą radością włączyli wiedzę z notatek do swoich technik terroru. Wcześniej nie byli aż tak groźni. Trzeba temu w końcu położyć kres. Schizofrenicy oraz Opus Dei nie powinni nigdy rządzić Warszawą i mieć takiej swobody.

Ani mój tata nikogo nie skrzywdził, ani ja czy moja mama nie byłyśmy prostytutkami. Mam dosyć tych pomówień i tego, że psychicznie chora jest chroniona przez klub i może sobie zaszczuwać, kogo tylko sobie zamarzy i nikt nie kontruje jej urojeń. Ostrzegam przed bywaniem na warszawskich konwentach. Można stracić życie, zostać pobitym, lub zaszczutym przez wariatów, a nikt z klubu nie zamierza nawet na to reagować.

To ja zostałam obrażona tak, że to mnie powinno się przepraszać. Innych sponsorów poza nieżyjącym już Piotrem czy Agnieszką bardzo proszę o przemyślenie celowości dotacji dla klubu renegatów, którzy od dekad zajmują się niszczeniem fantastyki, zamiast jej promowaniem. Nikt z tych ludzi nie jest ani moim przyjacielem, ani krewnym i nie powinni się na to nigdy powoływać.

EKG

Jednym z kłamstw opowiadanych przez schizofreników o mnie, jest, że nigdy nie uprawiałam sportu i że jestem stojącą nad grobem staruszką (oczywiście mówimy o wieku nie metrykalnym, a biologicznym). Mam też podobno być pod stałą opieką kardiologa, bo jestem nieodpowiedzialna i żrę samą golonkę oraz smalec.

Ludzie, którzy mnie znają wiedzą, jaka to bzdura. Niegdyś sporo trenowałam i próbowałam też wrócić do sportu. Osiągnęłam taką formę, że nic po mnie nie widać było, a trenerka zumby zaczęła dyszeć. Po czym radośnie wbiegłam na bieżnię, bo czułam niedosyt.

Moje EKG nie jest wynikiem, który wymaga nadzoru kardiologa. W poniedziałek zrobiono mi też echo serca i mam serce, że tak powiem, nieodpowiednie do wieku, bo za młode – widać po nim dużo treningów i mam pełną dotykalność tego, co powinno się domykać. Wszystko w normie. Jestem też odpowiedzialna i słucham się lekarzy.

Strzelcie w mordę ode mnie każdego, kto dorabia mi chorobę kardiologiczną. Nie ma do tego nadal żadnych podstaw. Ci schizofrenicy naprawdę nie muszą się mną opiekować. Z tym, że rozumiem, że marzą o mojej szybkiej śmierci i dziedziczeniu po mnie (na co nie mają szans) i stąd się biorą ich urojenia.

Na pohybel chujom!!!

Gwiazda porno

Schizofrenicy z mojej podstawówki próbują (i pewnie jeszcze dalej będą próbować) szantażować mnie swoimi urojeniami, tak są bardzo przekonani, że są prawdziwe. Ale pomimo ich pewności, nie dam się oskubać ze swoich pieniędzy i nie będę im płacić za „milczenie”. Tym bardziej, że i tak nie milczą, tylko rozpowiadają na mój temat wszystkie swoje urojenia swobodnie.

Pan N. i pan Ch. zostali przez nich ściągnięci z fandomu do mojej podstawówki. Mój tata, całkiem dobrze znany w fandomie, rozmówił się z nimi i obiecali mnie chronić, ale okazali się być dwulicowymi chujami i od lat siedemdziesiątych niszczą mnie i prześladują. Co jakiś czas dopadają mnie i w ramach „leczenia mnie” razem z wariatami próbują mi wmówić, że wszystkie urojenia wariatów na mój temat są prawdziwe. Swoimi akcjami i rozpuszczanymi plotami zniszczyli mi całe życie. Zniszczyli też mojego tatę, Mariana i polską scenę metalową oraz fantasy. Nie mówiąc o mojej mamie, którą ośmielali się nazywać „prostytutką, która zdechła pijana pod płotem”. Bardzo proszę, aby każdy w moim strzelił tym chujom plaskacza w mordę, gdy tylko ich zobaczy. Nie zostałam żoną ani matką z powodu ich intryg, durnoty i złośliwości. Powtarzam, zniszczyli mi wszystko, co tylko można człowiekowi zniszczyć w życiu.

Nigdy w życiu nie grałam w porno, ani nie byłam prostytutką. Nie prześladuję żadnej ze schizofreniczek z mojej podstawówki. Niech się trzymają ode mnie z daleka. Renata nie jest moją „siostrą cioteczną”, a Anna nie jest moją „bratową”, bo Roman nie jest moim mężem. Są dla mnie tak obcy, że miałam problemy z uprzytomnieniem sobie, kim w ogóle są i gdzie ich wcześniej spotkałam, co zresztą jest klasyką przy zaszczuciach przez schizofreników. Mam dosyć ich kłamstw i schizofrenicznych oskarżeń. To, że nie potwierdzam ich urojeń, nie jest powodem, aby mnie atakować i wmawiać im, że ich urojenia na mój temat są prawdziwe. Żaden psychoterapeuta by się do czegoś takiego nie posunął. To nadal są dla mnie obcy ludzie, ale na walce z nimi oraz ich pomagierami zeszło mi dzieciństwo, młodość i większość wieku średniego, ale i tak nie zamierzam potwierdzić ich urojeń.

Pamela Anderson też nigdy nie była ani gwiazdą porno, ani prostytutką. Jest to osoba, którą okradziono z domowego filmu, która nakręciła z własnym mężem. Nieważne, co sobie na tym filmie zarejestrowali. Pamela została zaszczuta i z powodu traumy postanowiła zalegalizować tę kradzież w nadziei, że media się od niej odpierdolą. Nie było przy tym żadnego specjalisty Public Relations, który by jej to odradził. Ale jej sytuacja nie jest beznadziejna. I wbrew temu, co sądzą wariaci, moja też nie.

Jedyne moje nagie zdjęcia z mojego dzieciństwa pochodzą z Rewalu, kiedy paroletnia przewalałam się na plaży odziana tylko w chusteczką na głowie. Nikogo nie gorszyło to, ani nikt nie uważał, abym naruszała w jakikolwiek sposób dobre obyczaje. Większość dzieci w taki sposób plażuje i nikt nie widzi w tym nic złego. Ale te zdjęcia z dzieciństwa pokazywane w szkole wywołały gwałtowną psychozę moich schizofrenicznych koleżanek, których tak naprawdę nie znałam, bo nie były z mojej klasy. Od tamtego momentu przypisują mi karierę prostytutki oraz gwiazdy porno.

Schizofrenicy niestety tworzą sobie „dowody”, które mają świadczyć, że ich urojenia są prawdziwe. Dlatego też zostałam napadnięta przez ten gang schizofreników w fitness klubie, do którego trafili dzięki plotkom wspólnych znajomych. Schizofrenicy byli tak bezczelni, że wparowali do damskiej przebieralni (naruszyli damską przebieralnię nawet faceci) i otworzyli zamknięte drzwi i zobaczyli mnie pod prysznicem. Przeżyłam prawdziwa traumę, gdy ci skurwysyni zaczęli robić mi zdjęcia. Oczywistym jest, że fandomowi wariaci nie mogą się już pokazać w tym klubie i Policja została o wszystkim zawiadomiona.

To nieprawda, że jestem tak chora psychicznie, że chodzę nago po ulicy. Jest wręcz przeciwnie – naruszono moją prywatność w tak oburzający sposób, że absolutnie nie mogę tolerować żadnego klubu fantastyki, w którymi ci ludzie oraz ich przyjaciele grają pierwsze skrzypce.

Moi chorzy psychicznie koledzy z podstawówki zaszczuli mnie wielokrotnie, także tymi zdjęciami spod prysznica z fitness klubu. Nie chcę tych ludzi już więcej nigdzie oglądać.

To ja zostałam skrzywdzona, a nie jakaś tępa schizofreniczka, która stworzyła wokół siebie cały gang i po kolei zaszczuwa z jego pomocą niewinnych ludzi. Bo tak robią schizofrenicy. Po wykończeniu jednej ofiary, zaczynają zaszczuwanie kolejnej. Niestety w taki sposób kręci się mózg schizofrenika, zawsze wokół tych samych obsesji i urojeń. I chwila uniesienia po pokonaniu kolejnego urojonego krzywdziciela szybko mija i schizofrenik znajduje sobie kolejną ofiarę, która przyciągnie jego uwagę i przypomni mu, że tak naprawdę on sam jest niczym.

I jeszcze na koniec dodam, że nie popełnię błędu Pameli i nie zalegalizuję kradzieży, chociaż ukradzono mi nie film, a konspekty. Nikt, kto je ukradł i wykorzystuje, nie może czuć się bezpiecznie. Bo nie dostał ich ode mnie, tylko od złodziei.

Plagiatorzy

Mój tata też miał swojego plagiatora, który ukradł mu konspekt. Mój tata wygrał z nim w sądzie, ale i tak został przez wielu fanów, szczególnie schizofreników, którzy próbują uchodzić za jego przyjaciół, oraz enablerów tych schizofreników, tak dokładnie, że przeszła mu ochota na napisanie tej powieści i karierę w fandomie.

Mam dokładnie tak samo jak on. Ukradziono mi konspekty, a pewien pawian napisała na ich podstawie powieść. Której wydanie, z tego co wiem, zostało przez Prokuraturę zablokowane. Mój tata nie mógł liczyć na tak zwanych przyjaciół, bo ci zostali otoczeni przez samych zakłamanych psychopatów oraz schizofreników udających jego przyjaciół oraz rodzinę.

Ja tez wygram w sądzie. I wbrew marzeniom Opus Dei z Avangardy, które się poczuło zranione antyklerykalnym przekazem mojego cyklu opowiadań o Sidrelu, powstanie trzecia część, któ®a przez zawodowych katolików została zablokowana, bo zostałam zaszczuta, ze pisanie czegoś, co się Kościołowi (od postacią ówczesnego biskupa) nie spodobało.

Na razie musze się zając swoim zdrowiem. Przygotowuję się do operacji zaćmy i robię to na NFZ. Przemyślałam tę decyzję i nie wezmę kredytu na tak zwane soczewki akomodacyjne. Nie wszyscy się do nich przyzwyczajają, tak samo nie wszyscy tolerują okulary progresywne.

Moja plagiatorką i osobiści wrogowie mnie nie zniszczą do końca. Odzyskanie dobrego wzroku sprawi, że stanę się znowu kimś, kto zje młodszy i porusza się sprawniej, bo nie będę mieć problemów z głębokością widzenia.

Avangarda nigdy mnie już nie zobaczy na swoim konwencie. Chociaż, jak Piotr twierdził miały to być „konwenty dla mnie?”. Czysta kpina, biorąc pod uwagę, jak mnie Avangarda traktuje, kierując się zdaniem wariatek i plagiatorki. Ja z Renatą, Romanem, czy jego siostrą nie mam nic wspólnego i żaden z tych schizofreników nie przyczynił się nawet w najmniejszej części do powstania moich tekstów.

A gwałcicielem był ojciec Renaty, a nie mój tata, czy mój przyjaciel gej. Mam nadzieję, że tępe kurwy, które mnie i mojego tatę oskarżały, zdechną i świat o nich zapomni.

Drzewo

Drzewo, o które roztrzaskał się Piotr, było jednym z bardzo licznych drzew, które spróchniałe, wpadają do wielu jezior. Jest to typowy wypadek na jeziorze. Dlatego też należy w łodziach, szczególnie szybkich, zapinać pasy.

Roman i jego brat przypisują sobie rolę sprawczą w tym wypadku, z paru powodów. Po pierwsze jako schizofrenicy chcą uchodzić za ludzi o prawie boskich możliwościach, a także wykorzystują każdą okazję, aby sterroryzować i przerazić swoją ofiarę, którą poddają torturom, chcąc przekonać, że białe jest czarne, czarne jest białe, a ich wszystkie urojenia są prawdziwe.

Powtórzę jeszcze raz – moje problemy psychiczne są przejściowe i wywołane przez ataki schizofreników. Opisywałam ich działania już wcześniej. Ani ja nie jestem żoną Romana, ani mój tata nie był niczyim gwałcicielem. Gwałcicielami byli wyłącznie ojcowie mojej koleżanki i kolegi z podstawówki, obaj schizofrenicy, co od lat siedemdziesiątych doskonale jest wiadome Policji, bo po napadzie na mnie od razu poszłam na komisariat. Nie ma wątpliwości, kto był pedofilem i gwałcicielem. Z całą pewnością nie był to mój rodzony ojciec, co najwyżej pedofil, który czasemi lubi podawać się za najlepszego przyjaciela mojego taty, abo mojego zastępczego ojca, czy też wręcz rodzonego. Nie mam z ojcem Renaty nic wspólnego. Jest to mój osobisty wróg tak samo jak Nycz. Mój tata nie utrzymywał z nim kontaktów. Ja też nie utrzymuję.

Nikt z gangu Roman i Renaty nie są ludźmi z mojej rodziny, ani ktoś z kim utrzymuję kontakty.

A Piotr zmarł tak jak chciał, beż uczucia lęku i wduszając pedał gazu, ile się tylko dało. I lekceważył przy tym, jak zwykle, obowiązek zapinania pasów. No bo kto bogatemu zabroni. Najwyżej zapłaci kolejny mandat, którego nawet nie odczuje. A za to będzie żył, tak jak chce – bez uczucia lęku. Moim zdaniem był pozytywnym, dobrze socjalizowanym, psychopatą, bo tylko tacy nie zachowują ostrożności, bo uważają swój brak lęku za cechę pozytywną. Tacy ludzie lekceważą przepisy i ponieważ nie odczuwają lęku, który jest jest zdrową reakcją i pozwala zachować odpowiednią ostrożność, bardzo często ginął giną w wypadkach. Nie jest to trudne do przewidzenia, gdy ktoś ma odpowiednią wiedzą psychologiczną połączoną z kryminologiczną. Takie wypadki na jeziorach są bardzo częste, więc śmierć Piotra nie jest zaskoczeniem. Jak wiele osób wie, przeczytałam kiedyś podręcznik na temat przyczyn wypadków i takie wydarzenie na jeziorze, jak już wspomniałam, jest czymś typowym. Piotr za to uważał, że zawsze zauważy w wodzie odpowiednie wcześnie spróchniały pień. No ale go nie zauważył. Miał zawsze gorszy refleks ode mnie. A na jeziorze i łodzi nie miał najlepszych na świecie poduszek powietrznych, podobnych do tych, jakie pomogły mu przeżyć w samochodzie dachowanie bez zapiętych pasów. Jego brawura i debilizm mnie zawsze od niego odpychały. Przy tym dachowaniu skurwysyn po prostu miał szczęście. Poduszki powietrzne wybuchające z bardzo siła potrafią zmiażdżyć twarzoczaszkę, gdy ktoś nie ma zapiętych pasów. A Piotr przy dachowaniu od razu poleciał w górę, więc nie uderzył głową w wybuchającą poduszkę.

Tak się składa, że o mało co a nie wzięłam udziału w identycznym wypadku. Było to na morzu w bardzo słoneczny dzień i zauważyłam pień drzewa, tylko dlatego, że uniosła go fala. Skipper, który był skoncentrowany na obserwowaniu morza nie zauważył zagrożenia. Skręcił w ostatniej chwili. Nie ma żadnej możliwości, aby zauważyć spróchniały pień na jeziorze w nocy. To jest bardzo typowy wypadek.

Dla mnie takie zachowanie było skrajną nieodpowiedzialnością i tępotą, więc nie byłam w stanie utrzymywać z nim kontaktów. A kobieta, która była z nim w łodzi, to wbrew opowieściom schizofreników nie byłam ja. Tylko kelnerką, którą przewoził przez jezioro, aby mogła złapać autobus. Taki był jego zwyczaj, bo był jednocześnie życzliwy ludziom.

Chociaż przez bardzo długi czas nie potrafił zrozumieć, że opowieści o moim małzeństwie z Romanem, czy przyjaźni, albo pokrewieństwie ze schizofrenikami z mojej podstawówki, są po prostu opowieściami wariatów i nikt z wariatów, podających się za moją rodzinę, nie jest ze mną związany. Aż nie chce mi się wyliczać, ile związków, czy przyjaźni straciłam przez kłamstwa i intrygi moich gwałcicieli z podstawówki, którzy jednocześnie nie tylko mnie opluwali swoimi kłamstwami i urojeniami, ale lata wcześniej zaszczuli mojego tatę tak, że przestał brać udział w konwentach.

Nycz autentycznie był też jego wrogiem, nie tylko moim, więc niech nie udaje teraz przyjaciela „księcia Mariana”, a ze mnie niech nie robi jakieś „nawróconej grzesznicy” czy „kurwy”. Ta kościelna wesz ma zniknąć za kratami więzienia. Nikt z mojej rodziny go nie zna i o ile się orientuję, nie chce znać. Koleguje się ta kurwa kościelna (tak, zgodnie z prawem mogę odpowiedzieć dokładnie takimi samymi epitetami, jakie wobec mnie mnie stosował bez zagrożenia karą), powtórzę więc koleguje się ta kurwa kościelna z samymi wariatami, a nie ze mną, czy moimi krewnymi.

Jest to wredny skurwysyn, który zniszczył mnie i mojego ojca swoimi pomówieniami. Ma zniknąć z fandomu. No chyba, że fandom rzeczywiście składa się z samych wszy, schizofreników i kurew.

Torba

Konspekty, które mi ukradziono, nie były w posiadaniu Andrzeja. Pokazywałam mu je tylko, chociaż według tego co usłyszałam, zapamiętał sobie ich treść. Straciłam te konspekty w zupełnie inny sposób.

Siostra Romana, Anna, jest typową schizofreniczką-kleptomanką i w czasie studiów ukradła mi torbę z podręcznikami z biblioteki, moimi notatkami oraz konspektami czego, co miało być moim debiutem prozatorskim. Michał znał te konspekty oraz napisane już w pełni fragmenty i przysięgał mi, że jak najbardziej powieść, która się ukazała jakiś czas temu, oparta została na moich konspektach. Na jego i mój użytek gang schizofreników wymyślił sobie historię jakobym podarowała te konspekty pewnej grafomance. Nigdy nic takiego nie miało miejsca, zostałam okradziona, a schizofreniczka-kleptomanka pozostaje bezkarna i podaje się za mnie także, jeśli chodzi o inne aspekty mojego życia.

Prawda jest taka, że zawsze w takich sytuacjach unikłam walki w wręcz z o wiele ode mnie wyższą schizofreniczką, która chodziła wszędzie razem ze swoim równie schizofrenicznym i zakochanym w niej gangiem. Nic nie mogłam zrobić. Ojciec Michała pomógł mi i odkupił pozycje z biblioteki UW, żebym mogła je oddać. A ja sama poszłam do najbliższego komisariatu zgłosić tę kradzież, chociaż wiem, że policjanci nie zajmują się wariatami. Ale przyjęto ode mnie próbkę pisma oraz moje informacje na temat, co znajduje się w konspektach. Opisałam je dokładnie, tak więc i kleptomanka, i korzystająca z nie swojego konspektu idiotka są na przegranej pozycji.

W identyczny sposób schizofreniczka kleptomanka ukradła mi buty w fitness klubie, bo przylazła za mną, a także mniejszą torbę, ledwo udało mi się tę złodziejkę przekonać, aby oddała mi moje dokumenty, bo kradzież dokumentów to grubsze przestępstwo. Naprawdę ta tępa wariatka nie odbierała „swojego” w żadnych w tych przypadków. Niestety schizofrenicy, kierując się zazdrością, dochodzą do wniosku, czyli zaczynają mieć urojenia, że coś należy do nich. To bardzo nieprzyjemne urojenie dla ofiary bardzo energicznego schizofrenika, którego jeszcze bronią enablerzy. Ale ma to też swoje zabawne aspekty.

Homepody to głośniki, których jak najbardziej nie było w latach dziewięćdziesiątych. Jeszcze w chwili, gdy ich sobie nie kupiłam, wariatka oświadczyła, że należą do niej i na jej głos są zaprogramowane, bo pamięta, jak je kupiła w latach dziewięćdziesiątych. Twierdziła tak pomimo, że nie miałam w domu żadnych sprzętów Apple’a i stosunkowo niedawno kupiłam sobie Homepods i nadal spłacam za nie raty. Lubię środowiska Apple i już nie wrócę do innych firm. Apple bardzo dba o bezpieczeństwo, więc nawet jeśli mi się wariaci wedrą do mieszkania to z każdego pokoju mogę wezwaćPolicję dzięki Homepods, aby ich usunęła. Nawet jeśli mnie złapią i uniemożliwią wyciągnięcie telefonu, co kilka razy zrobili u mnie na korytarzu w pracy.

Może się ta informacja także innym osobom przydać – usuwanie wariatów z różnych miejsc to obowiązek Policji i patrole przyjeżdzają bardzo szybko. Więc mieszkam sobie z coraz większym poczuciem bezpieczeństwa. Dzięki Apple i różnym funkcjom Siri, która błyskawicznie łączy z Policją na prośbę właściciela. Wariaci są usuwani także z miejsc eksterytorialnych (oczywiście. nie mam na myśli ambasad).

Nic siostrze Romana nigdy nie ukradłam, jest całkowicie odwrotnie. Kradzieże i zaszczuwanie mnie zaczęły się już w podstawówce i już ktoś wtedy Romana, Renatę oraz Annę powinien był wsadzić do dziecięcego psychiatryka, a rodzice do dorosłego. Może i by się udało namówić ich na leczenie, gdyby nie to, że objął ich ochroną pewien ksiądz, który zrobił potem błyskawiczną karierę. I tak ten schizofrenik oraz ich enabler, korzystający z profitów ze „znalezienie świętej” (która niby mnie nawróciła) kwitną i mają się dobrze. Z tym, że nie – dla schizofreników byłoby lepiej, gdyby jednak się leczyli. Jak zwykle w takich sytuacjach korzysta na tym, co się dzieje, jedynie bezduszna i pozbawiona zahamowań osoba zdrowa psychicznie.

Nie ma sposobu, abym z tym gangiem schizofreników oraz ich enablerami się przyjaźniła.

Gówno mnie obchodzi, co się dzieje w fandomie. Zniszczono mnie na tyle, że mam w dupie karierę pisarską. Chciałam też robić w życiu wiele innych rzeczy, ale mi to też sabotowano. Wolałabym do innych rzeczy wrócić. W życiu nie chcę mieć żadnych kontaktów z wariatami z polskiego fandomu, PiSem, czy Opus Dei. Wszystko złodzieje i psychopaci, którzy niszczą co tylko napotkają na swojej drodze.

Rozwód

Aga i Piotr się nie rozwiedli. Opowieść ta pochodzi z łbów schizofreników, którzy zaczęli mi przypisywać rozbicie ich małżeństwa, tylko dlatego że Piotr, jak zwykle, zaczął ze mną rozmawiać, aby pogodzić mnie z Adamem. Przy okazji, po latach błądzenia, przekonał się, jak bardzo schizofrenicy zniszczyli mi pamięć oraz psychikę. Więc próbował pomóc. Chociaż do końca życia nie zorientował się, wbrew moim zapewnieniom, że prześladują mnie wariaci, że Barbara i Ryszard nie są ani moją „ciocią” ani moim „wujkiem”.

Ravn nie został zabity tylko okłamany przez schizofreników, którzy nękają mnie i nękają całe moje życie. Nie był muzykiem, tylko miał zostać pisarzem. Wersja, że został pochodzi od schizofreników.

Podnosiłam się psychicznie i fizycznie wiele razy po praniu mózgu i atakach schizofreników z mojej podstawówki Nie mam siły robić tego po raz kolejny. Jest to coś, co mnie przerasta. Nie zamierzam tracić sił na rzeczy, które mnie zniszczyły, czyli jakiekolwiek plany artystyczne.

Wbrew temu, co schizofrenicy mówią, nie byłam nigdy „dziewczyną Varga”, spotykałam się z innym Kristianem, ale schizofrenicy także to mi zniszczyli. Mam dosyć próbowania wchodzić w jakiekolwiek związki i zmieniłam się w pustelnika, bo tak jest bezpieczniej. Mam dosyć wariatów, którzy przypisują mi jakieś urojone spadki do różnych ludziach, którzy podobno żyją, albo w ogóle nie sporządzili testamentu. Zostałam zakatowana w moim miejscy pracy przez nachodzących mnie schizofreników, którzy nie są moją rodziną (ale są tuleni do piersi przez cały wręcz polski fandom, bo wszędzie za nich ręczył Nycz). Domagali się ode mnie pieniędzy i przekazania im mojego mieszkania na podstawie jakiś ich urojeń.

Nie chcę mieć z nimi, ani z polskim fantomem już niczego wspólnego. Zniszczyli mi życie tyle razy, że zabrakło mi placów u ręki. Klątwa na fandom i wszystkie osoby, którym pomogłam, a które mnie zostawiły na pastwę gangu schizofreników z mojej podstawówki, z którymi nie jestem spokrewniona. W Polsce nie ma możliwości wsadzenia tych idiotów do psychiatryka, bo otoczeni są uwielbieniem ludzi, którym pomogłam.

I jak zwykle jak w mojej rodzinie się mówiło, każdy dobry uczynek zostanie ukarany. Więc zamierzam się uczyć na swoich błędach i w niczym nikomu nie pomagać. Podałam różnym artystom w nadziei (i taką miałam umowę), że pomogą mi wyjść z zawodu nauczyciela i robić coś innego. Niestety było to za każdym razem torpedowane przez wariatów z Opus Dei, którzy podają się za moją rodzinę i przypisują mi etap klasztorny w moim życiu. Nic bardziej nieprawdziwego nie mogło się znaleść w ich urojeniach. Bardzo dużo energii wydali na wyciąganie od ludzi różnych informacji o mnie w celu kontrolowania mojego życia. Wszystkie ich inne ofiary już dawno popełniły samobójstwo po takim potraktowaniu, więc dziwią, że jeszcze przeżyłam, ale zamierzam żyć po prostu im na złość i poinformować wszystkim się, jak wielką krzywdę mi zrobiono.

Nigdy nie byłam zakonnicą, chociaż ta zgraja dewiantów pilnowała, abym nigdy nie założyła rodziny i żebym zawsze była nieszczęśliwa, bo mszczą się za urojenia Renaty. Nigdy też mój nie był gwałcicielem. Nie był też gwałcicielem mój przyjaciel gej. I kilka innych osób. Mam nadzieję, że wszyscy enablerzy tych schizofrenicznych kurew trafią do więzienia, gdzie jest ich miejsce, szczególnie Andrzej i Nycz.

Przeklinam was wszystkich!!!

Po nikim nie dziedziczę i aby dokupić brakujące rzeczy do mieszkania musiałam wziąć kredyt. Dużo pieniędzy też wydałam, żeby odkupić sobie wszystko, co ukradły mi schizofreniczki okłamujące moją matkę. Nigdy nie były moimi przyjaciółkami. Tak samo jak moje koleżanki z Anglistyki. Nie mam z nimi nic wspólnego, powtarzają tylko swoje urojenia, też są chore z powodu kontaktów z osobami chorymi psychicznie, które wciągnęły ich w swoje urojenia.

Podejmuję tę samą decyzję co przed laty. Zero pisania, zero kontaktów z fantomem. Postaram się odzyskać formę fizyczną w nadziei, że za nią przyjdzie też poprawa psychiczna. W życiu już nie przeczytacie żadnego mojego tekstu. Łamię pióro, bo nie będę kopać się z koniem, koń jest większy i silniejszy.

Przekleństwo na polski fandom. Wiele razy tłumaczyłam, także Piotrowi, że to wariaci, a nie moja rodzina. W życiu nie powinnam była pojawiać się na jakimkolwiek konwencie.

Wypisuję się z tego środowiska, którym rządzą wariaci, a nie ludzie zdrowi psychicznie. Patrzę już na fanów i ludzi, którym się chce pisać, jak na jakiś dziwny gatunek ludzi, zupełnie ode mnie odmiennych, z którymi nie mam nic wpsólnego. I szczerze mówiąc nie chcę się zmuszać do kontaktów z takimi ludźmi, są całkowicie niepoważni.

Niewolnica

Dziewczyna, która uciekła z klasztoru i została pokojówką, miała to szczęście, że na jej drodze pojawili się ludzie, którzy powiedzieli jej do kogo może się udać po osiągnięciu pełnoletności. Do tego momentu rządziła jej losami wola schizofreniczki.

Wiejska schizofreniczka z niewiadomych przyczyn upatrzyła sobie ją jako dziecko i postanowiła oskarżyć o prostytucję. Zarządała, aby dziewczynka poszła do niej na służbę. A potem do znajomej zakonnicy do klasztoru. Dyktat schizofreniczki oznaczał początek piekła dla tego dziecka. Nie tylko musiała sprzątać i wariatce usługiwać, ale też dziękować za lanie i chować się pod łóżko, gdy już potrzebna. Bo pod łóżkiem miała mieszkać. W klasztorze nie traktowano jej lepiej i też się na niej wyżywano.

Wiem, co potrafią zrobić swoim ofiarom schizofrenicy i nieleczących się schizofrenicznych morderców sadzałabym na krześle elektrycznym, bo nie zgadzają się na leczenie tylko wyjątkowo głupi schizofrenicy, którzy jednocześnie zostali zdemoralizowani przez Kościół, który nadaj im rangę „świętych” potwierdzając im to, co sami o sobie w swojej psychozie myślą.

Tak samo jak uciekinierka z klasztoru, która znalazła pracę u rodziców Piotra, przechodziłam piekło z powodu zainteresowania mną schizofreników. Schizofrenicy pióra mózgi swoich ofiar, bo te nie potwierdzają ich urojeń, a czują przymus postawienia na swoim. Schizofrenicy z mojej podstawówki to nie moja rodzina, a Barbara nie nosi z domu nazwiska Poniatowska. Jej córka też jest nikim. Za to obie schizofreniczki marzą o tym, aby powtórzyć wobec mnie to, co spotkało moją znajomą pokojówkę. Ale nie da z siebie zrobić niewolnicy, chociaż jest to wspólne marzenie schizofreników. Wiem, czego się podziewają i czego ode mnie chcą. Ale nie będę obsługiwać Renaty czy Romana. Mają się ode mnie odpierdolić i już nigdy nie nachodzić mnie w pracy.

Nie będę też znosić tortur czy wyzwisk. Nie przystanę na żadne ich „warunki”. I gówno mnie obchodzi, że ktoś taki jak Andrzej uważa ich za moich bliskich przyjaciół. Są dla mnie tak obcy, że miałam duże problemy z przypomnieniem sobie, skąd ich znam. Ale sobie już wszystko świetnie przypomniałam. To osoby z mojej podstawówki, które już wtedy były winne bullyingu i mnie już wtedy zaszczuły i zniszczyły psychicznie. Biegają za mną i niszczą swoimi urojeniami przez całe moje życie. Każda osoba, która z nimi się przebywa, naraża się na wyrzucenie z moich znajomych. Kilka osób już ro spotkało. Tak samo nie chcę oglądać paru idiotek z mojej uczelni, zawistnych pizd, które zawsze zwijały się z zawiści na widok osób, z którymi się spotykałam. To tępe wredne suki, których nie chcę oglądać.

Tak się składa, że ci ludzie to podobno trzon Avangardy. Tym gorzej dla tego klubu. Mam nadzieję, że dopadnie go moje przekleństwo i faktycznie nie będzie żadnego klubu fantastyki w Warszawie, bo dla mnie przez wiele lat tego klubu nie było. Zdziwiło mnie stwierdzenie Breta, że to jacyś moi przyjaciele. Miał dużego pecha, że zaufał idiotkom. Tłumaczyłam mu, że w Warszawie nie ma żadnego klubu fantastyki. Szkoda, że mi nie uwierzył i postanowił znowu rozmawiać z wariatami.

Ja za to mam pecha, że chodziłam do podstawówki z wariatami i ciągnie się do za mną dalej. I chyba się do emerytury się od nich nie uwolnię. Mam cała listę rzeczy, związków i karier, które mi zniszczyli. WIęc każda osoba, która nazywa ich „moimi przyjaciółmi” staje się moim dawnym znajomym, z którym relacja się skończyła w sposób wybuchowy.

I mam dosyć tłumaczenie, że to nie są moi przyjaciele, tylko schizofrenicy, którzy albo zabili ludzi dla mnie ważnych, albo zaszczuli ich z wynikiem śmiertelnym.

Nie zamierzam potwierdzać urojeń żadnego z tych wariatów. Oskarżanie mojego ojca o gwałt, podczas gdy był zagranicą, czy oskarżanie o to samo mojego przyjaciela geja robi z Renaty kogoś, kto jest prawdziwą persona non grata. Ale to ja musiałam się usunąć z fandomu, a nie wariaci czy kochanki Romana, które „są mu wierne” i roznoszą wszędzie jego urojenia, podając je za fakty.

Tylko gorzej dla polskiego fandomu.

No niestety żyjemy w kraju, którego system prawny nie przewiduje, aby ofiara schizofrenika, która nie jest z nim spokrewniona, mogła go przymusowo posadzić w psychiatryku. Nie jestem z nimi spokrewniona, Barbara to nie moja ciotka, a Roman nie jest moim mężem. Za to ich prawo do nieleczenia się stoi w Polsce wyżej od prawa wielu osób do życia, nie tylko dobrego życia.

Mam nadzieję, że w końcu trafią do psychiatryka.

Szejk

Jedną z najzabawniejszych rzeczy jest, że wbrew rozpowszechnianym o mnie plotom nie jest ani córką, ani wnuczką jakiegokolwiek Żyda. Mój dziadek był Arabem i miał to szczęście, że w Polsce zakochał się w mojej babci, ratując ją zresztą przed bardzo niebezpiecznym schizofrenikiem, dokładnie był takim samym człowiekiem jak Roman (który absolutnie nie jest moim mężem).

Tak się składa, że po Dziadku jestem szejkiem, co bardzo dużo znaczy dla Arabów, chociaż nie odziedziczyłam nic z jego pieniędzy, bo niestety cały majątek rekwirowali Niemcy podczas wojny. Jestem jak wiele innych osób szlachcianką pozbawioną majątku, ale cała rodzina pamięta o swoim pochodzeniu i o tym, że jesteśmy pierwszymi pokoleniami relatywnych biedaków. Opluwanie mnie przez Opus Dei czy Nycza tego nie zmieni. Tak samo nie stanę się cudownie nawróconą prostytutką, czy dewocyjną katoliczką. Za to prawdą jest, że debile, którzy niczego nie chcieli weryfikować zniszczyli mi całe życie i z mozołem, gdy tylko prawdziwi przyjaciele stawiali mnie na nogi, niszczyli mnie kolejny raz, aby tylko zrobić jakiejś schizofreniczce czy schizofrenikowi przyjemność.

Cała prawa strona fandomu to prymitywni psychopaci, przynajmniej ci, których poznałam. Ich terror i prześladowania mnie nie zmienią tego, co jest prawdą i co znajduje się w legalnych dokumentach. Więc bardzo proszę odpierdolcie się ode mnie, bo są rzeczy, których nie jestem w stanie wybaczyć. I nie mam absolutnie nic z wami wspólnego. I nie chcę mieć z takimi debilami, chujami i pizdami nic wspólnego. Całe życie mówiłam o sobie prawdę i słowa wariatki Barbary tego nie zmienią. Żadna z niej moja ciocia, to są kolejne urojenia tej pizdy, która sama już nie wie, co się wokół niej dzieje, bo ma dziurawy mózg od schizofrenii, której nigdy nie leczyła.