Demoralizacja

Dla kryminologa demoralizacja znaczy coś innego niż dla przeciętnego człowieka. Na przykład nie ma nic wspólnego z seksem, a raczej z rozważeniem, czy do aktów seksualnych dochodzi za obopólną zgodą. Nie wolno też nikogo zmuszać do związku czy seksu presją psychiczną. Jedno nie powinno wystarczyć. Niezbyt dobrze także jest widziane upijanie kobiety w miejscu publicznym i naleganie na seks, aż się złamie.

Kieruje tym ogólna zasada – czyli sacunku do autonomii drugiej osoby oraz zakaz stosowania agresji i przemocy, także psychicznej. Należy szanować wybory życiowe innych ludzi i ich prawo do samostanowienia się. Jak już też gdzieś wspomniałam, nie wolno sobie robić z ludzi niewolników, unikać weryfikacji, czy też nie wysłuchiwać obu stron. Nie wolno też podawać się za autora czyiś utworów, a konspekt jest już utworem, bo został zapisany. Na tej samej zasadzie zdjęcia też są utworami. Zupełnie inne zasady dotyczą luźno rzuconych pomysłów, szczególnie jeśli autorka pomysłu wprost powie, że można to wykorzystać i że tego nie chce napisać.

Są to podstawowe zasady społeczne, na których są oparte przepisy prawne. To jest oczywiste, że kryminolog nie musi znać na pamięć wszystkich przepisów, prawnicy też ich nie znają i nie zawsze potrafią podać numeru konkretnego paragrafu. Kryminog bada przestępczość jako zjawisko społeczne i czuję się zażenowana, że muszę tłumaczyć różnicę pomiędzy kryminologiem, a prawnikiem. Kryminolog zastanawia się na przykład, skąd się biorą zasady społeczne, co zupełnie prawników nie interesuje, bo sa praktykami i dostają już konkretne przepisy prawa, które mają stosować.

Dosknale widać, czym są zasady społeczne na przykładzie gestu, który Amerykanie nazywają „the finger” lub „flipping off people”. W pewnym momencie ktoś uznał, że pokazanie środkowego palca przy zgiętych pozostałych przypomina penisa i że jest to gest wulgarny. Rzopowszechniło się to i ludzie przyjęli to jako swój zwyczaj. To jest ten uznawany za wulgarny jest umową społeczną, tak samo jak który palec się pokazuje. Nie żadnego dekretu, który by definiował ludzkie gesty. Opisy naukowców powstają później. Podobnie jest w przypadku „rogów Szatana„, który tak naprawdę jest niewinnym gestem z Sycilii i ma odganiać zło właśnie i przynosić szczęście. Ludzie używający tego gestu nie powinni być oskarżani o satanizm.

Ale wróćmy do meritum. Dla kryminologa nieprzestrzeganie zasad społecznych oznacza demoralizację. Należy przestrzegać nie tylko prawa, ale też zasad społecznych, które bardzo często są kodowane – chociaż nie są tożsame – jako zasady dobrego wychowania. A jak wiadomo dobrze wychowane osoby w naszym kręgu kulturalnym nie wpierdają się w nieswoje sprawy, nie tyranizują i okazują szacunek, weryfikują też wszystko dokładnie. Także nie kradną, nie kłamią, a także nie doprowadzają do samosądów i lynczu. Nie zaszczuwają innych osób. Zachowują odpowiednią rozwagę, szczególnie jeśli słyszą, że się mylą i ich oskarżenia są oparte na urojeniach wariata.

Gratuluję Krystynie debilizmu i tego, że latami wzdychała do schizofrenika, który miał być „księciem”, za którego by wyszła, gdyby nie to, że jego „żona”(czyli niby ja) mu nie daje rozwodu. Mam tego pecha i jednocześnie szczęście, że nigdy nie byłam formalnie niczyją żoną i mogę przestawić ponownie swoje zaświadczenie – tym razem z roku 2025 – wedle którego jestem panną. Schzofreniczny „książę” – tak jak zawsze mówiłam – jest, przynajmniej jeśli chodzi o mnie, stanu wolnego. Wszystkie panny z fandomu mają do niego wolną drogę. Tylko, że blachary już nie będą się o niego bić, gdy wiedząże jest totalnym zerem, a wszystkie pieniądze wyłudził, także od mojej matki.

Schizofrenik Roman zadęcza mnie od podstawówki i zniszczył mi całe życie, a nigdy – nawet przez sekundę – nie był niczym moim. Jest prymitywnym imbecylem, szresztą Krystynie najwidoczniej ktoś taki pasuje, nie uwierzycie chyba, że nasz „intelektualistka” fandomowa poleciała na kasę (którą regularnie wyłudzał) oraz na tytuł (którego nigdy ten chłop nie miał). W roku 1990 wyciągnęłam podobne zaświadczenie, bo schizofrenik twierdził, że jest moim „mężem” od roku 1986 i ojcem mojej siostrzenicy, której niby miałabym być matką. Niestety wtedy przegrałam, bo schizofreniczka Renata ze swoim gangiem zaczęla rozpowszechniać fałszywe informacje, że posługuję sie zaświadczeniem „tej prawdziwej Yennefer”. Renata też zaczęla mówić, że to jest jej zaświadczenie, bo ona „jest Yennefer”.

Mam dosyć tego gangu schizofreników, którzy przygotowywują dla mnie fale kolejnych swoich enablerów, którzy święcie wierzą w ich słowa i mnie atakują i próbują „leczyć”, wmawiając, że nie jestem osobą, którą jestem. Trwa to całe moje życie, które jest pasmem cierpień z ich powódów. Ludzie tak atakowani – jeśli przeżyją, bo schizofrenik, który nie dopnie swego, nie dostanie potwierdzenia swoich urojeń, dąży do zabicia swojej ofiary – uciekają do innego kraju, aby chociaż trochę żyć w spokoju. Mnie się nie udało, bo mój facet nie doceniał zagrożenia, a także niestety moi prześladowcy są związani ze światowym ruchem fanów fantastyki. Nie dziwcie się, że nie ma mnie nigdzie na jakichkolwiek konwentach.

Moi prześladowcy wychowali sobie sprzymierzeńców, którym wmówili swoje urojenia już we wcześnym dziedziństwie, często najmująć się w fandomie jako opiekunowie do dzieci. Niestety dzieci wychowywane przez przestępców lub schizofrneików wbudowują sobie w światopogląd przekonania, jakich nie można się pozbyć. Ja na przykład nigdy nie będę zakonnicą, wynika to z mojego światopoglądu. Tak samo nie będę „wierzyć w Chrystusa”. Prędzej pójdę do więzienia – co mogłoby mieć miejsce w jakiejś dystopii – niż zacznę chodzić na msze, czy przystąpię do spowiedzi. Na tej samej zasadzie, osobom wychowanym przez schizofreników nie przyjdzie do głowy, że błądzą, szczując na mnie innych ludzi. Zawsze do końca życia będą wierzyć, że pewna panna wyszła za Romana, gdybym dała mu rozwód oraz że ma ona powody do zazdrośći o takiego „męża”, który się o mnie „troszczy”.

A weźcie sobie tego schizofrenika z całą psychozą. Wedle moich dokumentów jest kawalerem od zawsze.

Osoby urobione przez przestępców czy schizofreników szczerze wierzą w nieprawdę, jaką od nich usłyszeli. Bardzo często dopiero w czasie procesu się orientują, co jest prawdą, a co jest urojeniem. A czasem dopiero w więzieniu rezygnują ze swoich fałszywych przekonań na temat ofiar przestępców czy schizofreników, w czym pomaga im wychowawca więzienny. Ja z niektórymi odsobami chcę rozmawiać już tylko na sali sądowej w czasie procesu z udziałem prokuratora.

Aga powinna sprawdzić, czy ma jeszcze kopię zaświadczenia o stanie cywilnym, w którym jest panną. Musiała wyciągnąć taki domument przed ślubem z Piotrem. A jeśli nie ma kopii tego, proponuję, żeby poszła do prawnika i się dowiedziała w jaki posób potwierdzić, że do ślubu z Piotrem była panną. Bo wiem, że była. Nie było żadnego „pierwszego męża”. Ja nie mam już w domu testamentu mojej matki, bo oryginał i jedyna kopia zarazem poszła do Sądu Administracyjnego, ale znajomy prawnik powiedział mi, jaki dokument odwołuje się do testamentu mojej rodzicielki i mogłam go dostać za darmo. Możliwe, że w przypadku Agi prawnik też coś doradzi i moja przyjaciólka dołączy się do mojej akcji informacyjnej, bo informowanie ludzi, jaka jest prawda, to jedyna rzecz, jaką można zrobić w walce ze schizofrenikami.

Przy czym – uwaga – schizofrenicy potrafią zabić swoje ofiary, gdy słyszą od nich, że są chorzy. To że zginę z ręki schizofrneika, który udaje mojego męża, uważam za całkiem prawdopodobne. Bardzo nie dziękuję warszawskiemu fandomowi, który go wspierał przez dekady ciągnące się od latr siedemdziesiątych. Krok po kroku zniszczono mi wszystko, co tylko próbowałam zbudować sobie w życiu.

Sama się nie zabiję, ale nie zdziwię się, jeśli tym Roman udusi mnie na śmierć, bo pojawi się w mojej pracy jesienią. O mało nie zginęłam w ten sposób, gdy byłam studentką. I tak już długo żyję jak na ofiarę schizofreników i ich prześladowań. Ale mam nadzieję zobaczyć jego enablerów w więzieniu i to mnie trzyma przy życiu.

O tym jak wyrzuciłam „księcia” z pracy w Biedronce

Jak już wiadomo chodziłam do podstawówki z trójką schizofrneików. Jak to schizofrneicy zaczęli w pewnym momencie zbierać dossier na mój temat. Dowiedzieli się między innymi z kim jestem spokrewniona. Byłam otwarta, bo mój Tata uczuł mnie, że szlachcic ma się szczycić swoim pochodzeniem i mówić o nim otwarcie. W tym momencie schizofrenicy – jak to schizofrenicy – kierowani zawiścią zaczęli sobie przypisywać szlachcectwo i arystokratyczne korzenie. Owszem, mój dziadek miał na nazwisko Wieczorek, ale reszta rodziny nazywa się inaczej. A każdy szlachcic jest uczony, że liczy się drzewo genealogiczne i z kim się jest spokrewnionym, i kto ręczy, a nie nazwisko, które w przypadku kobiet jest bardzo łatwo zmienialne.

Schizofrenik Roman z mojej podstawówki przypisał sobie bardzo szybko nie tylko szlachectwo, ale też bycie „księciem”. Niestety w jego przechwałki uwierzyła Krystyna, która by chętnie za niego wyszła, ale szczerze wierzy, że złośliwie nie daję mu rozwodu. No co ja na to poradzę, że jestem panną i nie odpowiadam za jego urojenia. Zabawne za to jest, że idiotka Krystyna obcałowywała się wszędzie z nim po fandomach, twierdząc, że jego przechwałki są prawdą. Owsze sypał jej kasą, ale dobrze wiem, że wyłudzał się ją od moich krewnych, także bardzo bogatych dalszych. Bardzo łatwo mu te wyłudzenie przychodziły, bo cały fandom przekonywał moich krewnych, że rzeczywiście jest moim mężem i ja jestem „chora psychicznie i straciłam pamięć po gwałcie”. No więc owszem straciłam pamięć, ale po gwałcie pedofilskim i zaszczuciu przez Avangardę, Krystynę oraz schizofreników z mojej podstawówki. Tak się kończą próby „lecznenia” ofiary schizofrneików pod dykatndo prześladujących ją schizofrneików.

Krystyna jest dla tępą chłopką i powiedziałam jej to w twarz. Sprowokowały mnie jej ataki na mnie, moją Mamę i mojego Tatę. Bardzo proszę, aby wszyscy ją jako chłopkę traktowali, bo na nic więcej nie zasługuje. Nie przeprosiła mnie po kolejnych atakach. O ile mi wiadomo, schizofrneicy nadal jej tytuł „hrabianki” i posługuje się nim całkowicie nielegalnie. Mnie moje szlachectwo może odebrać tylko Harald. A nie tępe zbiry z Avangardy, czy schizofrneicy z mojej podstawówki.

Ale wracajmy do „księcia” z Biedronki. Kierując się swoimi urojeniami, zagroził mi kiedyś, że ujawni się u siebie w pracy jako „książę” i uniemożliwi mi robienie zakupów w Biedronce na Dolnej, bo zacznie wydawać rozkazy. Sprowokować to miało moje pojawienie się w tym sklepie w krótkich spodniach w lato. No coż, może nie mam już tak pięknych nóg jak kiedyś, ale nie zamierzam dusić się w długich spodniach w lato, a „jego” Biedronka jest dobrze zaopatrzona i zawsze lubiłam w niej robić zakupy, bo blisko i ma dobre promocje. I tak było też wtedy, gdy jeszcze nazywała się „Motylkiem”.

Schizofrenik-napełniacz półek z Bierdonki miał za sobą ataki na mnie, gdy pojawiałam się w sklepie, a także dopisywanie sobie do rachunku swoich własnych zakupów, co zgłaszałam kierownictwu sklepu oraz Policji. Kradł mi też kupony i nadal na mnie werbalnie. Wszystko zgłaszałam. Gdy się lepiej poczułam, poszłam do tej Biedronki w krótkich spodniach, bo mnie profiler przekonywał, że nie powinnam się go bać, tylko właśnie w ten sposób wyrzucić z pracy. Bo na to zasługuje, a ja mam prawo robić tam zakupy.

Nie ma śladu po wariacie Romanie w tej Biedronce. Miał już tyle na sumieniu, że kolejne napady na mnie miały się skończyć wyrzuceniem go z pracy. Szkoda, że Avangarda za to nie słuchała nigdy rozumu, tylko chodziła na sznutki schizofnreików.

Nie zamierzam pokazywać się tak, gdzie mogę być. zaatakowana i nigdy nie było nikog, kto by mniew bronił.

Ksiądz wariat

Jak już wiedzą moi Czytelnicy, od podstawówki mam problemy ze schizofrenikami, których w tamtym czasie poznałam . Miałam tego pecha, że te dzieci za mną poleciały do fandomu, gdzie znalazły sobie chętnych powierników, którym opowiedziały wszystkie swoje urojenia na mój temat.

Niestety byli wśród powierników rodzice Michała, którzy od tamtej pory niszczyli mi całe życie, kierując się tym, co wariaci z mojej podstawówki i Opus Dei im opowiedzieli.

Nieprawdą jest, że kiedykowiek mi w czymkolwiek pomogli. Zniszczyli mnie już w podstawówce, wywołując amnezję, stany lękowe i myśli samobójcze. Zostałam tak zakatowana, że się roztyłam i porzuciłam sport – co zachwyciło schizofreniczkę Renatę. Przy okazji, Renata nie jest żadną moją krewną, tylko wariatką, która uroiła sobie, że wyśle mnie do klasztoru, a jej zostawię za „opiekę” mieskzanie, które miałam odziedziczyć po rodzicach. Drugie urojenie, które rządzi jej poczynaniami polega na oskarżaniu mojego ojca o bycie przestępcą i pedofilem. Mój ojkciec był bardzo dobrym człowiekiem, który nie załugiwał na takie zaszczucie. Gdy tylko ta idiotka opowiedziała w szkole, że mój tata miał niby ją zgwałcić, dopytałam, gdzie niby miało to mieć miejsce. Oczywiście niby miał odwiedzić ją w jej mieszkaniu (w Polsce). Na całe szczęście, mój tata był wtedy na zagranicznym konwencie. Powiedziałam wariatce w mojej podstawówki, że był zagranicą i ża ma się od nas odpierdolić. Tata zgłosił tę idiotkę i jej pomówienia Policji, przedstawiając też dowody, że nie był w Polsce w tamten weekend.

Nie zaknęlo to jednak sprawy. Matka Michała nadal czepiała się mnie i mojego ojca, kierując się tylko tym, co jej wairaci powiedzieli. A Renata zmieniła w tym czasie swoją opowieść. Mój Tata miał ją „zgwałcić” zagranicą, a mianowicie miał wywieźć do Francji. Stworzyła sobie tę wersję i się jej trzyma, bo uwzględnia wyjazd zagranicę. Ma jednak ta pizda tego pecha, że nie powiedziałam jej w szkole, gdzie dokładnie wtedy był mój Tata. A konwent, na którym gościł, odbył się w Londynie. Czego ta kurwa nie przewidziała. Mój Tata w życiu nie brałby udziału w konwecie we Francji, bo franzuski fandom zaszczuł go praktycznie tak samo, jak mnie Avangarda, bo mój Tata miał prześladujących go francuskich schizofrneików i jego historia jest bardzo podobna do mojej. To wszysko ma potwierdzenie w dokumentach policyjnych, francuskich i polskich.

Matka Michała była w oczach kryminologa osobą zdemoralizowaną, bo wydawaniem sądu i wyrokami, czy prowadzeniem śledztwa zajmuje sie Policja i Sąd, a nie zaniepokjeni obywatele. „Zaniepojeni obywatele” tego rodzaju to przestępcy prowadzący nielegalny lyncz.. Tak mi powiedział profiler, którego sama wydzwoniłam i zaprosiłam do szkoły. Pokierował mnie policjant z 997. Tak się składa, że tylko profilerzy są szkoleni w taki sposób, że mają w głowie milion typowych sytuacji oraz typowych urojeń schizofrneików, zajmują się przestępczością także osób chorych psychicznie. Rodzina Michała i wsparcie, jakie udzielili tym schizofrneikom, sprawili, że wariaci odmówili leczenia. Z reguły schizofrenicy otoczeni enablerami nie rezygnują ze swojej choroby i się nie leczą, a ofiara ich urojeń i prześladowania może tylko prowadzić swoją akcję informacyjną. Robiłam to kilka razy i za każdym razem przegrywałam i kończyło się to zakatowaniem mojej psychiki. Także w czasie polskich konwetów.

W porównianiu z profilerami psychiatrzy nic nie wiedzą. Przeczytałam podręczniki psychiatrii, do jakich miałam dostęp i nie pojawia się w nich nic więcej niż tylko opisy typu „elemety wytwórcze”. Jest to zerowa wiedza na temat urojeń i nie wiem do tej pory, na jakich podstawach psychiatrzy diagnozują. Moja rodzina ma korzenie nie tylko szlacheckie, ale też arystokratyczne. W sytuacji, kiedy opowieści schizofnreików zrobiły ze mnie tępą wiejską babę bez wykształcenia, wszystko co mówiłam, sprawiało, że duagnozowano u mnie „psychozę” i przekonywano, że mój ojciec był przestępcą i gwałcicielem. Miałam nie być anglistką, miałam z trudnościami kończyć Anglistykę, nie mówiąc o innych kierunkach studiów. Miałam być też wiejską prstytutką „uratowaną” przez moich schizofrenicznych prześladowców. Wszystko, co nie zgadzało się z opowieściami schizofreników, było wykorzystywane jako „dowód” mojej „choroby” psychicznej. No coż, schizofrneicy z reguły pomawiają ofiary swoich urojeļ o chorobę psychiczną i prónują wciągnąć w prześladowanie swojej ofiary lekarzy o psychologów, dlatego psychiatrzy i psycholodzy mają kategoryczny zakaz diagnozowania ludzi, którzy się sami do nich nie zgłosili. Wszystko inne jest zgodnie z poręcznikiem nie tylko naruszeniem etyki, ale też bardzo cięzkim błędem w sztuce. Diagnozowaniem schizofrneików w innych sytuacjiach zajmują się profilerzy i Policja.

Byłam pomawiana w fandomie o protytucję, chociaż jedynymi osobami, które probowały mie zmusić do prostytucji byli schizofrenicy z mojej podstawówki. Oraz chory psychicznie ksiądz, którzy koniecznie chciał przestawiać mi klientów i czerpać zyski. Prawda jest taka, że prostytuowały się u niego psychicznie chore dzieci z mojej podstawówki, czyli Renata, Roman i jego siostra. Byli bardzo szczęsliwi, że mogą w ten sposób u księdza dorabiać i chcieli mnie koniecznie też wciągnąć w ten proceder. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

Są to soby, przed którymi ratował mnie później mój pies, Grendel. Wbrew temu, co rozpowiadała matka Michała, nikt z nich nie jest ze mną spokrewniony, ani nigdy nie był moim mężem, czy też przycjacielem, czy też przyjaciółką. Aga też dostała ode mnie radę, żeby po śmierci męża kupiła sobie psa. Niestety schizofrenik, który ma urojenia, że jest jej „pierwszym mężem”, uznał, że zwolniło się miejsce u jej boku i próbował się wprowadzić do jej domu i w jej życie. Na całe szczęście pies był na tyle duży, że dziabnąl boleśnie skurwysyna, który próbował wejść do niej przemocą. Aga kocha tego psa nad życie, a pies jest szczęściarzem, którego rozpieszcza.

A co do schizofrneika księdza, który „słyszy głos Boga” i opowiada, że „zna mnie od dzieciństwa” o że zasze byłam religijna, to jest to totalny świr, którego prywatnie nazywam „nowym Rasputinem” z powodu jego znajmości z prominetnymi polityka prawicy i jego wpływu na politykę. Oraz jego pedofilii i dziwacznego stosunku do seksu, gdzie niby jego penis miałby być hostią, którą dzieci i niketore osoby dorosłe (a tym ja) mają całować i brać do ust, jak „ksiądz daje penisa”, bo to „uzdrawia i ja byłam uzdrowiona” w podstawówce, bo utyłam, bo przestałam pływać i gorszyć kostiumem pływackim.

Nie zamierzam też wariatki Barbary traktować jak własnej matki, Jest to schizofrneiczka, która twierdzi, że rozmawia z moją matką, chociaż moja mama nie żyje od roku 2000. Inne jej urojenia już wcześniej opisałam. Też jest to osoba, która mnie nęka od dzieciństwa i z którą nie mam nic wspólnego, oprócz jej urojeń na mój temat.

Na walce z tymi wariatami zeszło mi całe życie wypełnione cierpieniem i walką o to, żeby mnie nie zaszczuli do końca. Ci wariaci zniszczyli i ukradli mi wszystko, co było do ukradnięcia. Nie oddam świadmie niczego z tego, co do mnie należy. A między mną i Avangardą jest już na zawsze przepaśc rozmiarów Rowu (omen nomem) Mariańskiego. Bo ani ja, ani mój Tata Marian Wieczorek nie zasługiwaliśmy na zaszczucie przez Avangardę, bo chyba wszyscy fani z klubu „leczyli” mnie pod dyktando schizofrneników. Z ich powodu pomiosłam klęskę, jeśli chodzi o mojej życie zawodowe i osobiste, i jest już za późno, aby mnie przepraszać. Nie uwierzę też już w szczerość tych „przeprosin”.

Ale pozostaje mi się szczycić tym, że odnoszę zwycięstwo moralne. I rzucać w kierunku polskiego fandomu stare przekleństwa kranoludów, jak „Na pohybel skurwysynom!!!” Przegieliście już w roku 1988. I nic się od tamtego czasu nie zmieniło.

Rodzina

Jak moi Czytelnicy wiedzą przeszłam pranie mózgu, bo wiele osób chciało mnie leczyć, bo to, co mówiłam, nie zgadzało się z opowieściami niejakiej schizofreniczki Renaty z mojej podstawówki. Ta mała isiotka polazła za mną i moim ojcem do fandomu i zaczęła rozpowszechiać banialuki na mój temat. Zre4sztą mój temat to małe piwo w porównaniu z tym, co mówiła o moim ojcu. Zrobiła z niego wszędzie potwora, a z mojej matki prostytutkę. Co gorsza w ramach „leczenia” apokrewnieni z nią schizofrneicy, a także naiwniacy, których sobie przewlkła z fandomu, zaczęli mnie namawiać, abym się przyznała do „prostytutrcji” – któ®a między innymi miała się odbywać na pływalni. Przy czym schizofrnenicy bardzo chcieli zostać moi alfonsami i na mnie zarabiać. Zresztą dalej chcą na mnie zarabiać, chociażby sprzedająć mnie do niewolniczej pracy w Opus Dei. Podobno mogliby ciągnąc jakieś wynagrodzenia z mojej pracy. Nie wiem, jaka jest prawda, ale za podobne – jak przypuszczam – postępowanie zapadły skazujące wyroki w Argentynie.

Matka Michała wraz ze swoimi znajomymi wysłuchała urojeń Renaty i jej krewnych i od tamtej pory dokonywała uparcie dzieła zniszczenie mojego życia. Kobieta już lata temu zmarła, ale przed samą śmiercią próbowała wychować sobie wnuki na spodkobierców, którzy będę kontynuować jej dzieło, które miało doprowadzić do zmuszenia mnie, abym wyszła za znienawidzonego schizofrenika Romana, który zadręczał mnie też urojeniami. Wszystko to doprowadziło do mojego załamania i syndromu sztokholmskiego, ale ani na krok nie jestem bliższa przyznaniu tego, że cokolwiek z urojeń tej bandy na mój czy mojego ojca temat jest prawdą.

Te wszystkie osoby napadały na mnie cyklicznie w czasie konwentów, w moich szkołach i miejscach pracy. Sięgnęłam praktycznie nieba, gdy po amerykańskim konwencie, wróciłam do Polski i zostałam zniszczona w budynku Anglistyki, bo Michała i jego rodzina, znając tylko schizofrneików, dalej postanowili mnie „leczyć”.

Mam dosyć polskiego fandomu i kolejnych napadów na mnie. Czarę gorycz przelała pewna idiotka, która – chociaż była ostrzegana jako dziecko – postanowiła mnie zniszczyć i zacząla posługiwać się konspektem, który mi ukradziono. Byłam na tyle miła, że wieki temu proponowałam tej idiotce współautorstwo, która już jako dziecko uwierzyła, że schizofrneicy zrobią z niej największą pisarkę Polski. Nie będzie tego już nigdy na stole i nie odblokuję innych konspektów, które – o ile dobrze pamiętam – dałam komuś na przechowanie. Mam nadzieję, że i te konspekty nie zostały niogdzie przekazane.

Te kospekty miałay być moim debiutem. Jestem tak zmęczona walką z tymi wariatami i próbami utrzymania się przy życiu (nie przesadzam, ludzie popełniają samobójstwo po praniu mózgi i zaszczuciu przez schizofrneików), że nie jestem już w stanie pisać, więc tym bardziej tej złodziejce niczego nie ułatwię.

Chociaż faktycznie, za zachęcani i rozbestwienie tych schizofrneików odpowiada rodzina Michała oraz Nycz z kilkoma innymi debilami z prawicy. Świetnie się bawili., robiac sobie ze mnie popychadło i niszcząc na konwetach. Ani te schizofrneiki Anna i Renata są moimi krewnymi, ani Roman mężem. Nikt też z nich też mnie nie zna. Moją tylko swoje urojenia na mój temat, indukowane przez zawiść i schizofrenię.

I to w zasadzie tyle, co mam do powiedzenia o tych ludziach. Okłamali wszystkich i zniszczyli wiele ludzkich żyć, w tym też moje i moich przyjaciół.

Pierdocie się na tym Bazyliszku. W życiu nie chcę brać udziału w jakimkowiek warszawskim konwencie. Podziękujcie tym ludziom za odmowę organizacji Wordconu w Warszawie i wyśmianie idiotek w Stanach. Żadna z tych osób nie jest ze mną w przyjaźni i nie ma prawa się na mnie powoływać.

Anglistki

Poznałam Agę, gdy jeszcze była anglistką, długo zanim zmieniła pracę i została dziennikarką. Zauważyłam ja podczas jednego z konwentów i zapytałam, co się dzieje, bo wyglądała na osobę krańcowo zaszczutą i bliską samobójstwa. Nękali ją nie tylko ci sami ludzie, co mnie, ale też miała swoich własnych schizofreników, którzy prześladowali ją od podstawówki. Weszli za nią do fandomu i sprzymierzyli się z innymi wariatami, także tymi z czasów mojej podstawówki (chociaż kłamią na temat, gdzie się poznaliśmy), którzy zatruwają swoimi urojeniami nasze środowisko. Aga po zmianie pracy miała być, zgodnie z ich urojeniami i opowieściami, osobą, która fałszywie się podaje za dziennikarkę telewizyjną. Klasyczna schizofrenia, która powoduje urojenia, że ktoś popularny i lubiany nie jest osobą, za którą się podaje. Na tej samej zasadzie, ja miałam nie być pływaczką i osobą lubianą. Miałam być była kurwą i córką byłej kurwy.

Aga tak samo jak ja została zaszczuta w miejscu pracy po pojawieniu się w jej szkole schizofrenicznej mamusi z równie schizofrenicznym synkiem, który podawał się za jej „męża”, a jego matka podawała się za matkę Agi. Kierowali zaszczuciem „chorej psychicznie” Agi, która absolutnie nie mogła potwierdzić ich urojeń na swój temat. Niestety środowisko nauczycielskie składa się z narcyzów, którzy nauczyli się myśleć, że są nieomylni i nie mają nad sobą specjalnie kontroli. Nie przyjmowali do wiadomości, że nie powinni stawać po stronie schizofreników, którzy podawali się za jej rodzinę.

Jak już wspomniałam w innych wpisach, moja rodzina ma pecha spotykać różnych schizofreników od kilku pokoleń, jest to nasze przekleństwo, ale też dzięki temu potrafimy pomagać osobom tak zaszczutym, jak Aga. Sama też zgłębiałam w czasie studiów problem pomocy psychoterapeutycznej dla osób zaszczutych. Tak się składa, że bullymng i nękanie to jest też problem, jakim zajmuje się psychologia społeczna, ale musiałam wjechać na teren psychologii klinicznej, aby dowiedzieć się, jak takim ludziom pomagać i jak stawiać na nogi.

Psychoterapeuta w sytuacji krytycznego zaszczucia, gdy schizofnreik zaczął sobie podporządkowywać swoją ofiarę, musi wejść głębiej i za zgodą pacjenta zacząć wydawać mu polecenia, które zastąpią polecenia schizofrenika. Schizofrenik niestety, gdy jego ofiara nie potrzymuje jego urojeń, zaczyna dążyć do zabicia ofiary tych urojeń. Najczęściej z pomocą terroru zmusza taką osobę do samobójstwa, ale też też jest gotów własnoręcznie ja zabić. Schizofrenik dąży do „ślubu” (przez który często rozumie gwałt) i do rozwodu. Z tym, że uważa, że faktyczny rozwód by go shańbił, więc zapowiada, że jego „odejście” oznacza śmierć ofiary.

Adze i mnie udało się, jak do tej pory, udało uniknąć śmierci z rąk kogoś, kogo podręcznik nazywa „zakochanym” schizofrenikiem. Z tym, że muszę zaznaczyć, że słowo „zakochany” jest używane bardzo na wyrost, bo schizofrenik jest w stanie kochać tylko innego schizofrenika, a swoją ofiarę tylko chce wykorzystać, żeby się wzbogacić.

Policja i psychoterapeuci znają wiele takich historii, w czasie których schizofrenik kontroluje i zabija swoją ofiarę, żeby się obłowić, bo uważa się za kogoś, komu to „się należy”. Często żywi urojenia, że istnieje jakiś „testament”, według którego dziedziczy. Żaden z tych schizofreników nie dziedziczy po mnie, czy po Adze. Chociaż dokładnie tak, jak robią to schizofrenicy byłam kontrolowana, w taki sposób, że nie wyszłam za maż i nie mam dzieci, które by po mnie dziedziczyły. Zresztą, gdybym miała dzieci, to te by najprawdopowodniej by zostały zabite, bo przeszkadzałyby w dziedziczeniu. Sama usłyszałam, że malutkie dzieci z mojej rodziny zostały zaatakowane, bo „Roman nie chciał więcej dzieci, bo jedno wystarczyło” – żywił urojenia, że dzieci z mojej rodziny są „jego”. Aga na całe szczęście lawirowała tak, że schizofrenicy nie przeszkodzili jej w wyjściu za mąż za faceta, którego namówiłam, aby się zaczął z nią spotykać. Ukrywała się z tym romansem. On też. Aga nie ma nikogo, kto byłby jej „pierwszym mężem”, który „opiekuje” się chorą „psychicznie byłą”. Nie ma też żadnych urojonych dzieci, które by miała ze schizofrenikiem, który prześladował jej rodziców i prześladuje ją nadal, z tego co wiem. Aga, jak to zwykle robią ludzie, którzy przeżyli wielką traumę, po prosto utyła. Odpowiada za to wiele czynników, ale zawsze się tak dzieje, szczególnie po atakach schizofreników, które się ledwo przeżyło. Ludzie tacy cierpią nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Nadmierna tusza męczy i należy takim ludziom okazywać szacunek. Sróbujcie wykonywać codzienne obowiązki z takim dodatkowych ciężarem, szczególnie jeśli się jest tak naprawdę wiotką i delikatną kobietą. To schizofreniczki są kobietonami i nie powinny się pastwić, przechwalając się swoją urodą. Tak naprawdę nikt ich nie chce i dlatego się mszczą na ładnych, zdrowych psychicznie kobietach. Body positivity ma sens, a jeszcze więcej sensu ma takt i dobre wychowanie, które się pod tym angielskim terminem kryje. Skandalem jest, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć ludziom z wyższym wykształceniem, którzy powinni wiedzieć, kiedy się nie wtrącać w cusze sprawy, szczególnie jeśli do tej pory życie prześladowanych przez schizofreników ludzi było. tragiczne i pełne cierpienia. I ja, i Aga stawałyśmy się szczupłe, gdy wracałyśmy do zdrowia, zaś ponowne ataki schizofreników nas niszczyły i za nimi też szła utrata sylwetki i pewności siebie. Tylko osoby krańcowo zdemoralizowane zaczynają leczyć koleżanki na „anoreksję” gdy te wracają do sportu i stają się ponownie silne. Takie osoby atakowały mnie i Agę, niszcząc wysiłki różnych ludzi, aby postawić nas na nogi. Mam nadzieję, że dostaną odpowiednio wysokie wyroki. Nie dla ich postępowania zero tolerancji i wyrorozumiałości. Prokurator mam nadzieję też tak do tego podejdzie.

Zniknięcie ze środowiska i ukrywanie swoich planów to jedyny sposób, aby uciec schizofrenikom i ułożyć sobie życie. Ja niestety nie zdołałam w odpowiednim momencie namówić swojego faceta, aby ze mną zniknął z fandomu. Zapłacił za to zaszczuciem, tak samo zresztą jak ja.

Nie dziwcie się więc, że nie widzicie mnie na żadnych konwentach. Do tej pory był spokój, bo dostałam od schizofreników-prześladowców deadline, moment do którego miałam się zastosować do ich żądań. Nie zamierzam tego zrobić i przygotowuję się do kolejnej rundy ataków na mnie. Mam kamerkę w drzwiach i zamierzam opublikować wizerunki prześladujących mnie ludzi, gdy znowu podejmą próby zamieszkania u mnie (chociaż nie mają do tego prawa) i „leczenia”, bo uważają, że mam im oddać swoje mieszkanie.

Nikt z tych ludzi nie jest ani psychoterapeutą, ani nikim z mojej rodziny. To są tępe jamochłony, którymi kieruje metaforyczny grzyb, nazywany prze lekarzy i psychologów klinicznych schizofrenią. Przypisują sobie rzeczy, których nie zrobili, a także podają się za ludzi, którymi nie są.

To są podstawy z podręczników psychologii.

Odpierdolcie się ode mnie i Agi!

Oczy

Jedną z rzeczy, które robią swoim ofiarom osoby chore psychicznie, jest pozbawiania wzroku. Związane jest to nie tylko z urojeniami, że w ten sposób kogoś ratują, czy leczą, ale też z chęcią podporządkowania sobie ofiary. Ja miałabym polegać na moim „mężu” w czasie leczenia. Czytelnicy bloga wiedzą, że ten „mąż” jest schizofrenikiem z mojej podstawówki, z którym nie mam nic wspólnego.

Zostałam zaatakowana przez gang tego schizofrenika w miejscu pracy. Atakowano mnie kilka razy. gdzie pierwsze psiknięcia w oko nie spowodowały ślepoty, zostałam złapana i wlano mi do lewego oka steryd z buteleczki. Sprawiło to, że pojawiała się nie tylko silna zaćma w tym oku, ale też inne zmiany. Po wszczepieniu sztucznej soczewki nadal mam irytujące mroczki. Mam nadzieję, że przestanę na nie zwracać uwagę, gdy zoperowane zostanie też oko prawe, ponieważ moje lewe oko zawsze było moim słabszym okiem ze względu na astygmatyzm.

Nie zgodziłam się, aby mnie tak zaatakowano. Nie zgodziłam się też na „sesje terapeutyczne” wykonywane przez tych wariatów, którzy zniszczyli mi życie do reszty. Nikt z nich nawet nie otarł się o studiowanie psychologii, czy psychiatrii, a jednak zostali potraktowani z całym szacunkiem i zaufaniem przez wiele osób, które postanowiły zlekceważyć moje ostrzeżenia i prośby, aby pomóc mi usuwać schizofneików z mojego miejsca pracy. Niestety wkład ludzi z Avangardy, którzy ręczyli za wariatów, upewnił moje koleżanki, że dobrze robią, oferując wariatom nielimitowany dostęp do mnie. Zostałam zaszczuta i sterroryzowana też przez osoby, z którymi pracuję.

Cytuję opis USG: OPL siatkowka przylozona, cialo szkliste mety, czesciowe PVD OL.

Bret

Całe moje życie przebiegało pod dyktando narcyzów, którzy urządzali mi życie pod swoje dyktando, nie mając zupełnie szacunku dla moich własnych potrzeb, upodobań, czy uczuć. Narcyzowi zawsze się wydaje, że wie lepiej i że jego ofiara w końcu mu podziękuje. Zniszczono mi w ten sposób całe życie, szczególnie po tym, gdy wbrew własnej woli wylądowałam w środowisku, gdzie jest nadmiar narcyzów – czyli w zawodzie nauczycielskim. Mam tego dosyć i wyruszam na poszukiwanie mojego prawdziwego życia, takiego jakim powinno być, co oznacza, że to ja decyduje, co chcę robić i z kim być. Jak wspomniałam, narcyzi wybrali mi zawód. Terrorem – chociaż studiowałam tez inne kierunki – zostałam zmuszona do tego, aby zostać lektorką języka angielskiego. Jest to bardzo nudne zajęcia, ale pozwala płacić rachunki i tyle dobrego mogę o nim powiedzieć. Pomimo wysiłków narcyzów nikt nie wyciągnie ze mnie podziękowań za to, że zmuszono mnie, wywołując syndrom sztokholmski i amnezję, do bycia nauczycielką. Wolałabym być dziennikarką lub wokalistką heavy metolową. Wolę tez być psychologiem, szczególnie jeśli mogę ratować przyjaciół, ale też nie jest to najbardziej ciekawe zajęcie świata.

Muszę też zrobić porządek ze sprawami osobistymi. Breta już nie kocham. Gdzieś po drodze zniknęła uczucie do niego. Podejrzewam, że dlatego, że mnie zawiódł, bo chociaż się bardzo starał, to jednak wyszedł z niego narcyz, który przejmował się tylko swoimi potrzebami i lekceważył wszystkie moje ostrzeżenia. oraz prośby o zapewnienie mi bezpieczeństwa, chociaż cały czas byłam atakowana przez schizofreników z mojej podstawówki oraz przez wąłsną matkę, która zmawiaiła się tylko dało, aby zaprogramować mi przyszłość.

Adama też nie kocham. Poszłam z nim do łóżka, bo byłam sama i miałam nadzieję, że coś z tego wyjdzie, bo próbowałam uciec przed schizofrenikiem, którego popierała moja matka, a z którym nigdy nie byłam i nie będę. Z Adama też wyszedł narcyz, który postanowił mnie kontrolować i programować, mówiąc mi, co mi wolno i jak mam się zachowywać, gdy spotkam kogoś z byłych lub jakąś inną osobę. Uważam, że zniszczyło mi to życie, bo powinnam była dawno rzucić faceta, którego nie kocham.

Próbowałam od Adama odejść, bo zainteresowałam się pewnym Szwedem, który od dawna chciał mnie poznać, ale zostałam zakatowana, bo rodzina Adama zaczęła bronić – nie wiem, jak to określić – stanu posiadania. Niestety narcyzi zawsze uważają, że wiedzą lepiej od swojej ofiary, co czuje, lub powinna czuć, co powinna robić i z kim być.

Moja matka tez taka była i znalazła sobie godnych następców, równie jak ona bezwzględnych z warszawskiego fandomu. Niestety w tym gronie znajdują się nie tylko narcyzi, ale również schizofrenicy, którzy są uważani za moich przyjaciół lub rodzinę, co ma z nich robić wiarygodne źródła informacji na mój temat. Nie są osobami, za które się podają. Nic, co o mnie mówią, nie jest prawdą. Nie wiem, jak można się na nich powoływać, skoro nawet moja matka, która kierowała się tylko własnymi nieprawdziwymi wyobrażeniami na mój temat, a nie moim zdaniem czy potrzebami, rzadko kiedy mówiła prawdę.

Każda osoba winna łamania praw człowieka – bo to właśnie robią tacy narcyzi – powinna wylądować w więzieniu. Takie osoby swoim ofiarom stwarzają piekło na ziemi. I przy okazji, jestem poganką, co oznacza, że piekła się nie boję, więc Nycz może sobie w dupę wsadzić próby zastraszania mnie Piekłem. Bo i tak nie potwierdzę słów schizofreników, z których próbuje się zrobić świętych czy moją rodzinę.

Moja własna matka łamała prawa człowieka i wiem, że Policja chciała ją wsadzić za torturowanie mnie do więzienia, ale na jej szczęście (a swoje nieszczęście) straciłam pamięć. po zaszczuciu przez schizofreników i Nycza.

I nie wystarczy mi, że moi prześladowcy „przyznają się do błędu” i zaproponują mi „miejsce w Kościele”. Spierdalajcie na drzewo.

Zerwanie

Byłam kiedyś w związku z narcyzem i był to w sumie koszmar. Zostałam do tego związku zmuszona terrorem i także terrorem byłam zmuszana do zbliżeń. Ale tak wygląda relacja z narcyzem, któremu ktoś powiedział, że jego wybranka nie widzi świata za nim.

Prawda była taka, że wcale tamtego faceta nie kochałam, ale problem z narcyzami polega na tym, że mają zwyczaj zadowalać się wyobrażeniami tego, co inni myślą i przeżywają, zamiast pytać i rozmawiać z ukochanymi na te tematy. Ja nauczyłam Breta rozmawiać, bo po niepowodzeniach miłosnych bardzo bał się kolejnego rozczarowania. Nie nauczyłam za to rozmawiać Michała. Nie dało się. Narcyz niestety reaguje chęcią „leczenia” swojej drugiej połówki, jeśli nie jest dostatecznie szczęśliwa, a narcyz na przykład wyobraża sobie, że powinna być bardzo szczęśliwa. Jak powiedziałam, zostałam zmuszona do związku z Michałem, ale jego ojciec chciał mnie leczyć na depresję, bo byłam „za smutna” jego zdaniem. No cóż jego syna też nie kochałam i miałam prawo być smutna, bo jednocześnie nękali mnie na uczelni wariaci. Za to z Bretem byłam szczęśliwa i roześmiana. Szczególnie zagranicą, gdzie nie mogli mnie dopaść schizofrenicy i polski fandom.

Wiem, jakim bólem potrafi być życie z narcyzem. Wiem też, jak bardzo potrafią poranić narcystyczni rodzice, którzy wbili sobie coś do głowy lub uwierzyli wariatom. Ojciec Michała uczył mnie wyobrażania sobie, co inni ludzie myślą lub czują, zamiast pytania ich wprost o to, co przeżywają. Takie odgadywanie on i jego żona uważali za szczyt inteligencji. Psycholodzy mają odmienne zdanie. Jest to szczyt głupoty i prowadzi do nieszczęścia, bo ludzie nie funkcjonują na telepatię i bardzo trudno, będąc głupim narcyzem, faktycznie odgadnąć, co inni mogą myśleć. Jeśli jakiemuś profilarowi udaje się odgadnąć czyjeś myśli, to tylko dzięki z setce przestudiowanych podręczników, a i tak psycholodzy sprawdzają pytając, czy rzeczywiście mają rację.

Zostałam tak poraniona przez różnych durnych ludzi, którzy uważali, że lepiej ode mnie wiedzą, kim są moi przyjaciele, kim powinnam być w życiu, co czuć (nie żartuję, moja matka powiedziała, że będzie mi mówić, co powinnam czuć, bo bez powiedzenia nikt nie wie, co powinien lubić i robić, na całe szczęście przeszłam w czasie studiów psychoterapię), że reaguję już całkowitą ucieczką na próby kontrolowania mnie. Przeżyłam też łączenie mnie na siłę ze schizofrenikiem z mojej podstawówki, którego znienawidziłam wtedy już na całe życie. Zresztą to nie był to jeden człowiek, z którym mnie łączono na siłę. W ostatniej chwili rzuciłam bogatego narcyza, który chciał mnie zmusić do ślubu w Kościele Rzymsko-Katolickim i grzecznego odgrywania roli, jaką mi napisał.

Rzuciłam też A., gdy tylko się zorientowałam, że jest narcyzem. Nie reagował na żadne moje prośby o realną pomoc, gdy w pracy byłam atakowana przez nachodzących mnie głupów z gangu schizofreników z czasów mojej podstawówki. Skończyło się to dla mnie bardzo źle, bo moją totalną amnezją i zabiciem psychiki.

Ale to nie był koniec moich problemów. Moi znajomi narcyzi, czyli między innymi Michał i jego rodzice, postanowili postawić na swoim i terrorem zmusić, aby mi „się poprawiło” po zaszczuciu przez schizofreników. A ojciec A. stwierdził, że terrorem i praniem mózgu doprowadzi do tego, że uprzytomnię sobie, że jego syna kocham nad życie. No więc, nie. Nie kochałam A. Był po prostu kimś, kto mi się oświadczył i nie chciałam być sama, miałam też nadzieję, że uratuje mnie przed atakami schizofreników. Zaczęłam uciekać, gdy tylko zdałam sobie sprawę, że A. jest kopią Michała i jego ojca. Zabiegi narcyza, aby załatwić swojemu synkowi ożenek, sprawił, że znienawidziłam cała imprezę już do reszty. Uciekam do tek pory i nie potrafię się nie krzywić, gdy A. się uśmiecha.

Przez różnych narcyzów straciłam całe życie, które miało być usłane różami. Czujesz się jak ktoś, kto musi biec, a nie może się ruszyć z miejsca, bo tkwi w klatce z silnymi prętami.

A A. podobno uczęszcza na psychoterapię i uczy rozmawiać.

Ja chcę dalej uciekać.

Przeżyłam też ataki pogrobowców mojej mamusi, która uparła się wychować sobie ludzi, którzy będą mnie kontrolować po jej śmierci i upewnią się, że zwiążę się z osobą, z którą mi wyznaczyła. A przede wszystkim dopilnują, żebym nie związała się z kimś, kogo ona znienawidziła. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, jak bardzo jej wersja rzeczywistości, która powstała ze skrzyżowania opowieści schizofrenikami z jej własnymi wyobrażeniami, się różniła od rzeczywistości. Ale wiem, że myliła się bardzo często o sto osiemdziesiąt stopni. Była jedną z tych idiotek, które zniszczyły życie. A pogrobowcy mamusi nadal działają i niszczą mi życie. Niestety też są narcyzami. Zdrowa psychicznie osoba nie da się wciągnąć w takie gierki, bo szanuje innych ludzi i nie uważa ich za pionki, z którymi może robić, co chce, bo są głupie, a ona wie lepiej.

Naprawdę nie możecie ręcznie sterować innymi ludźmi, bo kończy się to katastrofą. Ludzie mają prawo sami decydować o swoim życiu. Niestety kilka moich koleżanek też było tak durnych, że będą decydować o mojej przyszłości i z kim mam rozmawiać, ale nimi zajmie się, jak mam nadzieję, już wkrótce sąd karny.

Oczy

Tępe schizofreniczki z mojej podstawówki, czyli Anna i Renata, lubią oskarżać mnie o chorobę psychiczną, ale fakty są zupełnie inne. Jestem tylko straumatyzowana przez te pizdy oraz ich pomagierów, którzy mają ambicje przekonać mnie, że urojenia Romana (czyli jeszcze jednej osoby z mojej podstawówki) s ą prawdą. Wśród ich enablerów znajdują się psycholodzy oraz psychiatrzy. Jest to skandal. W życiu nikt się nie spodziewał aż takiego braku profesjonalizmu. Prawdziwy psycholog kliniczny od razu powinien być podejrzliwy wobec osób, które same niezaczepiane szczują otoczenie na swoje ofiary i nigdy by nie nachodził niewinnych ofiar schizofreników w pracy. To samo dotyczy lekarzy, którzy już na studiach dowiadują się, że psychiatrzy są bardzo często atakowani przez schizofreników, którzy szczują ich na ofiary swoich urojeń.

Niestety matka Michała dała się urobić przez wariatów i imbecyli z mojej podstawówki i jeszcze gdy byłam dzieckiem zaczęła temu niebezpiecznemu gangowi przychylać nieba i pomagać. Była to wyjątkowo durna kobieta, która dopiero kilka dni przed śmiercią dowiedziała się, że ambicje całego jej życia, aby „pomóc” swojej niedoszłej synowej, były całkowicie źle skierowane. Była to kobieta głupia, na sposób który psycholodzy określają psychopatią. W tym przypadku chodziło o to, że nie potrafiła (co jest zresztą przypadłością także jej syna) połapać się w emocjach łudzi, czy odczuwać wobec nich empatię. Tacy ludzie z łatwością też lakceważą prośby innych o to, żeby zostawić ich w spokoju, tylko z uporem wykonują swoje plany. Łatwo się uzależniają od schizofreników, którzy obiecują im, że potrafią wyjaśnić wszystko. Była więc bezbronną ofiarą schizofreników i przepłakała ostatnie dni życia, gdy okazało się, że zniszczyła mnie do reszty pomagając Romanowi. Umożliwiła mu też zakatowanie kilku zwierząt. Z czego też dała sobie sprawę lata temu. gdy umierała w ostanim stadium raka.

Wszystko, co mówią o mnie schizofrenicy, jest nieprawdą. Nie są moimi krewnymi, nie są moimi przyjaciółmi, czy rodziną. Nic o mnie wiedzą, więc niezgodność mojej prawdziwej biografii z urojeniami nie jest dowodem na moją „schizofrenię”. Nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, której trzeba „przypomnieć”, że ma męża. Taka pipy jak panna K., która miała pecha zakochać się w nim po uszy, naprawdę powinny zamknąć ryja, bo nie są starymi pannami, dlatego że nie dałam Romanowi „rozwodu”. Nie mogłam mu dać rozwodu, bo nigdy nie byliśmy małżeństwem. Przy czym zabawnym elementem jest to, że Renata od podstawówki kocha się w Romanie i jeśli gdzieś gdzieś są jakieś „szwagierki: to jest to właśnie Renata i Anna.

Renata nie jest była Piotra, a Anna nigdy nie była z Bretem. Renata nie jest moją kuzynką. Anna nie jest moją szwagierką. Nie chodzą za żadną z nich z nożem. Nie twierdzę, że moje oczy zmieniły kolor, ale owszem wiem, że z wiekiem ludziom kolor oczu potrafi się zmienić, szczególnie jeśli chodzi o bardzo małe dzieci. Ja sama mam piwne oczy, które mogą wydawać się – szczególnie na czarno-białych zdjęciach – czarne, a w innych przypadkach uchodzić za brązowe. Ale tak naprawdę mają kolor, który po angielsku określa się jako „hazel”. Przy czym dla wielu osób, których pierwszym językiem nie jest polski oczy tego typu są odmianą oczu koloru zielonego, bo zawierają w sobie sporo zieleni oprócz brązowego środka. Takie oczy mam od dziecka, nie zmieniły koloru.

Dużo także zależy od oświetlenia. W łazienkowym lustrze widzę oczy typowo piwne (czy też „hazel”) – czyli zielone z brązowym środkiem – ale to się zmienienia w zależności od oświetlenia. Zrobiłam sobie przed chwilą dwa zdjęcia – jedno w naturalnym świetle, a drugie w sztucznym. Wyszło na to, że pozornie zmienił mi się kolor oczu. Zresztą z oczami jest bardzo zabawna sprawa, bo kolor oczu zależy od ilości pigmentu w tęczówce, a nie od jego koloru, więc ilość światła i jego jakość bardzo wpływają na odbiór koloru. To że ktoś widzi inny kolor oczu, nie oznacza, że jestem inną osobą. Nie twierdzę też, że zmienił mi się kolor oczu.

Za to schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem, nie zna mnie na tyle, aby wiedział, jaki mam kolor oczu. więc bredzi, tak samo jak osoby, którymi steruje.

Od dzieciństwa mam takie.

Polskie piekło

Gdzieś widziałam rysunek nawiązujący do dowcipu o polskim piekle, z którego nie ma ucieczki, bo inni Polacy nie dadzą uciec, ale nie mogę go znaleźć. Zamiast tego przytoczę jako komentarz do różnych wydarzeń treść wspomnianego dowcipu.

Cytat za tym artykułem:

W latach II wojny światowej, z uwagi na nadprodukcję grzeszników, diabli musieli uruchomić dodatkowe moce smażenia dusz w smole. Postawiono ogromne kotły, podpisane nazwami poszczególnych nacji, a przy każdym z nich dyżurnego, który widłami spychał w głąb potępione dusze, usiłujące wydostać się na wolność. Pewnego dnia na inspekcję przyszedł sam Lucyfer. Jakież było jego oburzenie, kiedy odkrył, że przy kotle podpisanym „Poland” nie ma strażnika. – Co to za porządki?! – zapytał gniewnie. – Dostojny Lucyferze, tego pilnować nie trzeba. Kiedy któryś z Polaków próbuje uciec, inni zgodnie wciągają go z powrotem!

Brak solidarności, życzliwości i empatii jest naprawdę polską wadą narodową. No niestety. tak się kończy tradycyjne wychowanie, w którym dzieci „muszą się wypłakać”, a rodzice nie powinni zwracać uwagi na ich potrzeby. Takie rady wyprodukowały już wiele emocjonalnie zdeformowanych jednostek. To nie tylko kultura, to problemy psychologiczne.