Byłam przez anonimowych fanów zastraszana, że Andrzej mnie wsadzi do więzienia za to, że się na niego powołuję. Bo Andrzej ma mieć kontrakt nie ze mną, a z Renatą. Bardzo proszę, aby Andrzej się wypowiedział na ten temat i to w taki sposób, aby jego odpowiedź dotarła do jak największej liczby fanów z Avangardy. Bo, kurwa, mam już dosyć.
Renata nie pisze, nie ma żadnych pomysłów. Renata jest tępą meduzą, która – jeśli z kimś rozmawia – to tylko dlatego, że wmówiła grupce imbecyli, że jest kimś wielkim, a ja jestem jej głupią, chorą psychicznie „siostrą cioteczną” (przypominam, moja mama miała tylko brata). Nie mam z tą idiotką nic wspólnego. Nie jest moją krewną. Ta idiotka nigdy nie była w klubie pływackim.
Renata – tak samo jak Roman i Anna, siostra Romana – to klasyczna schizofreniczka, która ma przewrócone w dupie dzięki głupim enablerom i się nie leczy.
No to czekam na ten zapowiedziany mi pozew karny…
Ciekawe też, czy Anna Brzezińska mnie również pozwie, bo twierdzę, że ją znam?
Mam już dosyć ludzi, którzy mnie terroryzują i zastraszają, bo koniecznie chcą doprowadzić świat do takiego kształtu, jaki mają urojenia mojego koleżeństwa z podstawówki.
Nie ma, kurwa, prawdziwszej Małgorzaty Wieczorek niż ja. To nie jest przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska. Avangarda naprawdę zjebała życie tej „prawdziwej Małgorzacie” i się nad nią pastwiła razem z groźnymi schizofrenikami.
Wśród osób, które mnie skutecznie niszczyły całe moje życie pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki, jest doktor B. Ten skurwysyn nie tylko prześladował mnie na podstawie pomówien schizofreników z mojej podstawówki, ale też aktywnie zaszczuwał i kłamał na mój temat. Chcę zobaczyć, jakie ma „dowody”, które niby mogą mnie zaprowadzić do więzienia. No chyba, że ma na myśli doprowadzenie do bezprawnego uwięzienia mnie dekretem prezydenta. W sumie by mnie to nie zdziwiło, gdy weźmie się pod uwagę, co już się wydarzyło.
Był na tyle bezczelny, że twierdził, że pobił mie nie Roman, ale mój „klient”, bo miałam być „aktywną prostytutką”. Zostałam zaprogramowana i uwarunkowana w taki sposób, że miałam później trafić do gabinetu jego córki, która będzie czekała na poprawę mojego stanu zdrowia i które „wie”, że jestem „schizofreniczką”. Oboje są łapówkarzami, którzy byli opłacani z ukradzionycm mi pieniędzy i wmawiali mi, że „wszystko kradnę Renacie i Annie”. Usłyszałam też, że „nie jestem pisarką, tylko fałszywie podaję się za tę „prawdziwą” Małgorzatę”.
W efekcie działań doktora B. straciłam pamięć, bo – dokładnie tak jak to robią schizofrneicy pastwiący się nad swoimi ofiarami – tłumaczył mi, co jest moim „urojeniem”, wywołanym tym, że nie chcę przyznać się do tego, że jestem „wiejską kurwą”, a nie księżniczką. Jago zdaniem miałam wszystko oddać Romanowi i „dziękować za opiekę, bo mnie z burdelu wyjął”. Pan B. twierdził, że jeśli się myli, to najwyżej pójdzie do więzienia. Ale wcześniej się ugnę i przyznam, że wszystko, co mówi Renata to prawda.
Wytłumaczyłam już, co się rzeczywiście stało w poprzednich wpisach i kto jest ofiarą. Nie ma prawdziwszej Małgorzaty Wieczorek ode mnie. Więc jedyne, co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie. Nparawdę nie ukradłam nikomu swojego zaświadczenia o stanie cywilnym. I jak najbardziej osoby, na które się powoływałam, mnie znają. Za to zupełnie nie znają mnie prześladujaćy mnie wariaci. Wbrew temu, co robił warszawski Vogel (nawiązanie do fikcyjnej psychiatryczki, która stosuje nielegalne metody i chroni psychopatów, ułatwiając im ukrywanie zbrodni), nie zamierzam schizofrenikom oddawać „wszystkiego”, bo nic, co mam, nie nalżyc do ich. Pan B. nie powinien twierdzić, że „zna mnie od zawsze” – bo zna co najwyżej urojenia schizofreników, którzy mnie prześladują i owszem cierpią na urojenia, że wszystko, co tylko zobaczą, należy do nich, dotyczy to też moich związków z mężczyznami, ale nic naprawdę nas nie łączy. Pan B. groził mi, że jeśli napiszę na blogu to, co zapowiedziałam, to pójdzie do Sądu Opiekuńczego i załatwi mnie tak, że nigdy nie wyjdę z psychiatryka. Proszę próbować.
Rzeczywiście trafiłam do gabinetu pani B., która tylko czekała, aż się przyznam, że jestem schizofreniczką tak, jak mnie programował i zapowiadał jej ojciec. Chciałam pójść do innej przychodni, ale nieświadomie zadzwoniłam tam, gdzie przejęła mnie doktor B. Tak właśnie działa syndrom sztokholmski. Byłam nieskutecznie niepotrzebnie leczona na schizofrenię, stosowała także małe nieskuteczne dawki. Pani B. ignorowała wszystkie moje objawy wskazujące na stany lękowe i zaburzenia wynikajace z prania mózgu oraz zaszczucia przez schizofreników.
Musiałam jej udowodnić, że rzeczywiście jestem pisarką i opublikowałam własnym kosztem powieść. Całkowicie nieświadomie przerobiłam na fantasy historię zabicia mojego pierwszego narzeczonego, którego zamordował warszawski wariat. Dokonałam tego mając jeszcze zaburzenia świadomości, myśląc, że nigdy nie spotkałam Adama i że nigdy nie byłam żadną narzeczoną. Nie miałam świadomości, dlaczego to robię i że zapowiedziałam, gdy mnie B. programował, takie działanie. Pani B. spuściła z tonu i dopiero wtedy przepisała mi leki przeciwlękowe, chociaż nie dostałam skierowania do psychoterapeuty. Wiem z zapowiedzi jej ojca, że zamierzała czekać na „wystąpienie moich urojeń” i dalej poddawać praniu mózgu. Pan doktor B. jest przekonany, że już jako dziecko byłam w psychiatryku, ale ja wiem, że to urojenia Renaty. Nie dziwcie się, że zerwałam kontakt z panią doktor B.
Pan B. i jego córka dokonali spustoszeń w mojej psychice. Brutalnie zastraszali mne i mówili, w co mi wolno wierzyć, a w co nie. Wyciągali ze mnie wszystkie wspomnienia i zakazywali pamiętać prawdę, a na to miejsce wpychali we mnie wszystkie urojenia Romana i jego siótr.
Działania państwa B. to największy skandal i nadużycie psychiatryczne w historii świata, tym bardziej że odmawiali prawidłowej weryfikacji i narzucami się jako moi „psychiatrzy”. Straszyli, że dopiero, gdy napiszę cokolwiek online, to on się dowie i pójdzie do Andrzeja i on mnie wsadzi do więzienia. „Skończysz w więzieniu!” „Bo to Renata jest Yennfer!!!”
Kurwa, naprawdę jestem panną, a Roman to gej-schizofrenik. I nie mam nic wspólnego z Renatą i jego siostrą. Ta trójka jest spokrewniona, ja nie mam nimi nic wspólnego.
A moi krewni wyglądają tak i nie jest to ukradzione komukolwiek zdjęcie, bo na nim jestem:
(Ciekawe czy rzeczywiście na tym zdjęciu jest gdzieś Anna, Renata i Roman, których istnienie moja „psychoza” wypiera, jak twierdził doktor B. Ciekawe też, kogo z tych ludzi psychoza Romana i Renaty – to na nich powoływał się doktor B. gdy mi wmawiał istnieje „burdelu” w mojej historii życia – obsadzi w roli mojej „burdelmamy”. Wcześniej tak obrażał moją mamę, brunetkę.)
A tutaj moja babcia, mama, siostra i trójka dzieci, które w urojeniach Romana grają rolę jego potomstwa, ze mną (zdjęcie zrobił mój szwagier):
Pan Długopis jako prominentny polityk utrzymał decyzję o moich ubezwłasnowolnieniu. I o odcięciu mnie od mojego własnego konta. Moją reakcją była prośba do Norwegów, aby zmniejszyli przelewy do poziomu, który pozwala utrzymać moje mieszkanie. Uważam, że i tak po obsłużeniu poleceń zapłaty zostaje zbyt dużo na koncie.
Pan Długopis nie tylko nękał mnie i zastraszał przez telefon, ale zrobił mi też wjazd do pracy. Byłam osobą zastraszaną i terroryzowaną przez najwyższego urzędnika w Państwie. Wielokrotnie nadużył swojej władzy, strasząc mnie umieszczeniem w więzieniu. Odpowiedziałam mu powołując się na obywatelskie nieposłuszeństwo i odmówiłam wykonania polecenia. Chyba jestem obecnie jedynym prześladowanym dysydentem w Polsce, wobec którego złamano prawo w tak nieprawdopodobny sposób.
Moja sytuacja to coś, za co znowu odpowiada fandom warszawski, który od dekad, a w zasadzie całe moje życie, karmi się kłamstwami, które rozpuszczają schizofreniczne diabły z mojej podstawówki. Gdyby nie kontakty z fandomu ci schizofrenicy nigdy by nie dotarli do osób, które mogły podjąć decyzję o ubezwłasnowolnieniu mnie, bez weryfikacji w Sądzie Opiekuńczym, jak naprawdę wyglądała decyzja.
Orzeczenie Sądu jest wśród dokumentów, które ukryłam w mieszkaniu ojca Michała. Mam nadzieję, że w końcu się nim posłuży. Oczywiście brzmi inaczej niż dokument, którym posługuje się Roman, zakrywając dłonią górę tekstu. Ludzie czytają tylko nielegalny dopisek Romana na dole. Ja byłam uczona, aby czytać cały dokument. Każdy prawnik powinien zachowywać się podobnie.
Zasady społeczne głoszą, że prośby o weryfikację powinny być wysłuchiwane. Ja wiem, że dokument Romana jest sfałszowany. Wiem, że archiwa Sądu oraz Policji posiadają dokumenty o innym brzmieniu. Nikt z polityków nie poprosił nigdy o akta sprawy, tylko blokował działania Prokuratury. Na prośby o ratunek, usłyszałam, że właśnie zweryfikował i mnie wysłuchał i wie, że jestem chora psychicznie, bo mówię coś innego niż Roman.
Pan Długopis potraktował mnie jak chętną kurwę, która ma obowiązek z nim sypiać, bo tak usłyszał od schizofreniczki Renaty. Renata już w podstawówce mówiła mi, że chce zostać moim „alfonsem” i mnie sprzedawać. Jak widać nie zmieniła ambicji.
Byłam nie tylko brutalnie molestowana przez telefon, ale osobiście i brutalnie macana w pracy przez Pana Długopisa. Wmawiano mi, że tego chciałam. Byłam torturowana psychicznie, bo wmawiano mi, że muszę sobie uświadomić, że wszystko co usłyszał od schizofreników to prawda. Miało to skutkować moim „wyleczeniem”, gdy się przyznam, że wszystkie oskarżenia o prostytucję są prawdą. Gdy odmawiałam potwierdzenia słów wariatów, grożono mi psychiatrykiem. W końcu straciłam pamieć i rozsypałam sie fizycznie i psychicznie.
Mój kraj rezydencji, czyli Polska, to tępa psychiatryczna kurwa, która mnie zniszczyła. Nie uważam się za Polkę.
Byłam w ciąży, ale jej nie usunęłam. Straciłam ją po pobiciu przez schizofreników z mojej podstawówki. Odpowiadał za to Roman. Nic nie ukoi płaczu kobiety, której zniszczono życie.
Ciąża była efektem miłości mojej oraz mojego kolejnego norweskiego narzeczonego, również wysokiego blondyna, o jeszcze jaśniejszych włosach niż Ravn. Mieliśmy się pobrać i być równie szczęśliwi jak ja z Ravnem. Na całe szczęście jego nie zabili schizofrenicy, ale był całe życie manipulowany oraz niszczony psychicznie przez polski fandom.
Gdy dowiedział się o poronieniu, przyleciał do Polski i razem płakaliśmy.
Powinnam była wtedy przenieść się do Norwegii, ale moja mama jeszcze pracowała i nie chciałam zostawiać jej samej na pastwę tego schizofrenicznego gangu. Bardzo szybko straciłam pamięć i nie zdawałam sobie sprawy w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazłam z wariatami, którzy zaczęli kontrolować mnie wszędzie.
Roman nie jest moim mężem, schizofrenicy z moje podstawówki to nie moja rodzina. Ani razu mi nie pomogli, tylko się nade mną pastwili i pastwią, przedstawijąc się jako moi przejeciele oraz osoby, które mnie wiele razy „ratowali”.
„Ratowali” to sobie dupy oraz źródło „zarobku” – czyli robili wszystko, aby utrzymać dostęp do moich pięniędzy, dzięki którym udawali „Lanisterów” w fandomie. Pieniądze, które przychodzą na moje konto, a którego jest utrzymywane moje mieszkanie, należą do mnie. Rodzice Ravna (prawdziwego Ravna, blondyna, który już nie żyje, bo został zabity w Warszawie) przelewali pieniądze, bo chcieli, abym miała taki poziom, jakby ich syn żył. Uważali mnie za swoją synową. Podobnie postępował mój kolejny narzeczony.
Ludzie, którzy mnie nielegalnie ubezwłasnowolnili, posługując się sfałszowanym dokumentem, uważają, że dzięki temu zdobyli sobie niewolnicę, i że wszystko, co posiadam, należy do nich. Sądzili, że uda im się mnie sprowadzić do roli ich służącej i że będą mogli mi rozkazywać i mówić z kim mam sypać. Miałam mieć ich zdaniem obowiązek obsługiwać seksualnie ich cały klan wariatów. Oczywiście poza Romanem, którzy brzydzi się kobiet.
Mój Tata i ja zawarliśmy z Andrzejem swojego rodzaju kontrakt, którego bardzo ważną częścią były punkty, które dotyczyły schizofreników z mojej podstawówki. Wiedzieliśmy, że ruszyli za mną i Tatą do fandomu. Już w czasach mojej podstawówki zaprezentowali cały wachlarz swoich mozliwości, doprowadzając mnie do amnezji i wywolując stany lękowe. Przez nich przestałam pływać i się roztyłam.
Andrzej miał mi pomagać, a nie szkodzić. Wiem, że schizofrenicy – jak to tego rodzaju chorzy psychicznie – zwalili wszystko, co zrobili, na kogoś innego, a bandytka Barbara zaczęła opowiadać jak to mi „pomaga” i się ze mną „przyjaźni”, chociaż w rzeczywistości pomagała tylko schizofrenikom, rozpowiadając, że byłam „dzieckiem prostytutki” i sama uprawiałam prostytucję. Ta kobieta nęka mnie do chwili obecnej. Schizofrenicy też.
Bardzo się rozczarowałam postępowaniem Andrzeja w tej sprawie. Są kurwa granice naiwności i tępoty. Prosiłam go o pomoc, której nie dostałam. Wiedziałam, że Roman nie po to kradnie pieniądze, bezprawnie mnie odcinając od mojego konta, aby okradanym i niszczonym przez siebie osobom coś dawać. W czasie jednej z rozmów powiedział, że „zapomniał”. A moja mama do końca życia nie doczekała się operacji ratującej wzrok.
Gang schizofreników z mojej podstawówki odpowiada za wiele śmierci, w tym także śmierć mojego narzeczonego, wysokiego blondyna (Roman nie jest ani blondynem, ani Norwegiem) oraz dwóch muzyków z zespołu Michała. Przeraża mnie, że są to osoby z otoczenia Andrzeja i że on im pomaga. Dowiedziałam się, że po – zasadnym, skoro i tak nic nie dostawałam – ograniczeniu wpływów na moje konto w Polsce, Andrzej zaczął schizofreników utrzymywać z własnych pieniędzy. A przynajmniej tak się przechwalali.
Jestem daleka od tego, aby mu mówić, co ma robić z własnymi pieniędzmi, ale zasada jest taka, że jeśli schizofrenikom oferuje się komfort nieleczenia się oraz podtrzymuje ich urojenia, to nigdy nie zaczną się leczyć. A tępe kurwy z mojej podstawówki czyli Romana, Renatę oraz Annę trzeba było leczyć już w latach siedemdziesiątych.
Wcale nie jestem „bezpieczna, bo Roman tu jest” jak mi wmawiano, torturując psychicznie. Akurat ten schizofrenik by mnie zabił, gdyby tylko miał pewność, że może po mnie dziedziczyć. Tak robią schizofrenicy, którzy się nie leczą. Bardzo bym chciała, żeby odszedł do Krystyny, ale tego chuj nigdy tego nie zrobi, to pieniądze, które przepalał w fandomie to spadek, który dostałam po pradziwym Ravnie. Niech Roman się już pod niego nie podszywa.
Bardzo proszę, aby ludzie przestali się mną bawić. Wiem, że potrafi być to bardzo zabawne, bo schizofrenicy lubią się ze mnie wyśmiewać, ale trzeba odciąć im wszystkie fundusze oraz przestać podtrzymywać ich urojenia. Te chuje muszą w koncu iść się leczyć.
Andrzej nie zrealizował ani jednej mojej prośby i swoją głupotą zniszczył mi całe życie, stojąc zawsze po stronie gangu schizofreników z mojej podstawówki.
Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała Andrzeja oglądać. Szczególnie jeśli leci za nim sznur schizofreników oraz blachara.
Roman przyznał mi się do fałszerstwa decyzji Sądu Opiekuńczego. Żądania tego schizofrenika były tak absurdalne, że dla mnie i mojej mamy cała ta sprawa była farsą. Moja mama wróciła z Sądu Opiekuńczego, zaśmiewając się z głupoty schizofreników, którzy zeznawali. Oczywiste było, że nie zostałam ubezwłasnowolniona, tym bardziej że zeznawał biegły psychoterapeuta.
Wielbicieli schizofreników z fandomu muszę rozczarować. Dla psychologa klinicznego sprawa jest całkowicie prosta i jasna. To schizofrenik Roman i jego rodzina wywołali u mnie amnezję, bo próbowali zmusić mnie do przyznania, że ich urojenia są prawdą. Sami mieli diagnozy wystawione przez biegłych jeszcze w latach siedemdziesiątych.
Było dla mnie szokiem, gdy się okazało, że nikt nie respektuje decyzji Sądu i uważa mnie za własność Romana. Zaczęłyśmy z mamą walczyć, bo absolutnie nie zasługiwałam na takie traktowanie. Roman przyznał mi się, że zrobił swoje dopiski na kopii decyzji Sądu. W tamtych czasach wszystkie takie dokumenty były wypełniane na maszynie do pisania. Roman po prostu wkręcił dokument do maszyny i dopisał kilka zdań. Z tego powodu początek decyzji głosi coś innego niż koniec. To jest przerażające, że ludzie nie chcą tego zauważyć i zaszczuli mnie z powodu oczywistego fałszerstwa. Sama to zauważyłam, bo pokazywano mi sfałszowaną kopię decyzji. Prawdziwa jest o wiele krótsza.
Tak w oczywisty sposób sfałszowany dokument nie mógł być traktowany poważnie i zgłosiłam to Policji. Gdyby Roman nie był schizofrenikiem, trafiłby do więzienia. Prawie udało nam się wygrać z tym człowiekiem, który mnie nęka od podstawówki, gdyby znowu nie wtrącili sie fandomowi politycy.
Wariaci oraz Barbara przedstawili swoją wersję wydarzeń, wedle której trzeba mnie odciąć od mojego własnego konta bankowego. Jedyną osobą, która dostała od polityka pełnomocnictwo był Roman. Wyciągał sobie miliony z majątku, który zostawił mi w testamencie mój narzeczony. Okazało się, że nie jestem w stanie nic z własnych pieniedzy dostać.
Miałyśmy za sobą Policję i Sąd, więc chciałam wiedzieć, co się stało, że nie mogę nic zrobić. Okazało się, że najwyższy urząd w Polsce czyli prezydent zadecydował, że mam być ubezwłasnowolniona i pozbawiona dostępu do własnego majątku. Tak mi obwieścił bankowy urzędnik.
Poziom zbydlęcenia w Polsce jest przerażający. Przy autentycznym i oczywistym (wzięłam na początku lat dziewięćdziesiątych kopię decyzji Sądu do porównania i przedstawiłam w banku) fałszerstwie nikt nie potrafił nam pomóc. Okazało się, że przy bezprawnej decyzji polityka żaden sąd nie usunie tej blokady na moim koncie. Bo najwyższą władzą jest prezydent i nikt nie może uchylić jego decyzji. A przynajmniej tak teraz odtwarzam z pamięci wydarzenia, które zniszczyły mi życie.
Nie dziwcie się, że gdy tylko miałam taką możliwość, gdy trochę ustąpiła mi amnezja, to postarałam się o to, aby na polskie konto przychodziły pieniądze tylko na utrzymanie mieszkania. Nie zwiększę tych przelewów. Na całe szczęście żaden polski prezydent nie będzie rozkazywał Norwegii. A ja nie mam kontaktu z osobą, którą poprosiłam o pomoc. Zresztą żaden polski prezydent nie będzie rozkazywał norweskiemu sytemowi bankowemu. A ja wybieram obywatelskie nieposłuszeństwo. Zresztą Ambasada Królestwa Norwegii stanęła po mojej stronie i zaczęła mnie chronić.
W życiu Roman nie powinien dostać ani złotówki z mojego konta. Nie jesteśmy małżeństwem, nic nas nie łączy oprócz jego schizofrenii. Renata nie jest moją kuzynką. To nie jest prawda, że przepisał jakieś aktywa i mieszkanie na mnie, a ja mu złośliwie blokuję środki w Norwegii. To nie są jego pieniądze i nigdy nie były. Powinien jak najszybciej opuścić moje mieszkanie, które zajmuje z siostrami (jedną cioteczną) bezprawnie.
A tępa blachara, która od dziecka marzy o wyjściu za „norweskiego milionera” jest proszona o odpierdolenie się ode mnie. Nie jest moją winą, że oni z niego milioner, ani chętny kochanek. Jego „dzieci” pochodzą z urojeń. Niech przedstawi kutas chociaż jeden akt urodzenia.
Jeśli chcecie potwierdzić, co rzeczywiście zadecydował Sąd Opiekuńczy, zerknijcie do materiałów Policji lub sprawdźcie jaka wersja jest w archiwum Sądu. Zaręczam wam, że zupełnie coś innego niż wmawia wam Roman.
Żadna ofiara zaszczucia przez schizofrenika nie zasługuje na to, aby jej przypisywać schizofrenię. Ale zgadzam się, że niedouczony psychiatra, szczególnie taki, który od schizofrenika dostawał szczodre łapówki, może wydawać mylne i krzywdzące opinie. Jeśli o mnie chodzi jego pisma gówno znaczą i może sobie je wsadzić w dupę, bo został przestępcą, a wszystkie jego stwierdzenia biegli obalili.
To naprawdę jest kraj Niesprawiedliwości i Bezprawia.
Wszyscy moi krewni, którzy mogliby się pojawić w fandomie, są na zdjęciu poniżej:
A tutaj jeszcze raz dla przypomnienia, że jestem panną:
W pewnym momencie „kurwa” Krystyna postanowiła mnie zabić, żeby móc się hajtnąć z „norweskim multimilionerem”. Tylko tak można wytłumaczyć jej intrygę, która polegała na tym, że przekonała wszystkich, że nie jestem osobą, za którą się podaję. Po kolei chyba wszyscy z klubu robili mi sesję zakrzykiwania mnie i tłumaczenia, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Byłam ponownie atakowana przez polityków z fandomu i okolic. Doprowadziło to wszystko do śmierci psychiki i zniweczenia moich planów osobistych oraz zawodowych.
Przeżyłam własną śmierć po raz kolejny w życiu.
Nie zasługiwałam na takie traktowanie.
Autentycznie zabito we we mnie chęć pisania czegokolwiek. Nie mam ochoty oglądać polskiego fandomu już nigdy więcej. Z powodu fałszywych szlochów wariatki Renaty zostałam zniszczona też jako sportsmenka i zmuszona terrorem do roztycia się. Zniweczyło to wysiłki klubu pływackiego oraz rozczarowało mojego trenera, który umierając na raka miał jedno życzenie – zobaczyć mnie jeszcze raz w klubowym basenie. Żegnałam się z nim przez telefon, wiedząc, że już umiera i nie spełnię jego życzenia. Umarł rozmawiając ze mną. Strzelił sobie morderczą dawkę morfiny.
Zabraniam Krystynie przychodzić do mnie do pracy. Ten sam zakaz ma Barbara. Nie chcę oglądać mord żadnych pseudopisarzy i pseudofanów z Avangardy. Ja was nie odwiedzam, wy nie nękacie mnie w pracy. To chyba oczywiste. Jak tylko zobaczę jakąś wredną mordę, od razu zadzwonię po strażnika, który was wyprowadzi. Nawet nie próbujcie.
Chuj wam w dupę!!!
To właśnie tak się kończy. Dokładnie – wykluczeniem mnie z fandomu przez „kurwę” Krystynę oraz jej przyjaciół. Życzę Krystynie powodzenia w uwodzeniu geja-schizofrenika, który tak naprawdę nie ma żadnych pieniędzy, oprócz okruchów, które zostają po zrealizowaniu poleceń zapłaty związanych z kontem, z którego utrzymuję swoje mieszkanie. I tak ma za dobrze. Reszta jest na moim koncie w Norwegii.
Jedyna uparta, tępa kurwa Romana to Kryśka. Każda inna by się już wyleczyła z fascynacji „jego” pieniędzmi oraz fałszywym tytułem. Zrezygnowałaby też z uwodzenia geja. Wiem, że jest gejem, bo mi powiedział. Powiedział mi też, że nie chce Kryśki. W ogóle nie chce kobiet. Jedyne dzieci jakie ma, to te urojone – w tej roli wystąpiły dzieci mojej siostry Anny G. i i nikt nie ma wątpliwości, kto je spłodził. Tego samozwańczego księcia Romana proszę zweryfikować w Klubie Szlacheckim. Ktoś by za niego poręczył, gdyby był arystokratą. To nawet nie jest szlachcic. Mój Tata go sprawdzał. Znajomy Norweg arystkrata go sprawdził u siebie – żaden książę.
Moi przyjaciele, szczególnie byli, zupełnie nie potrafili zrozumieć, o co chodzi w tej aferze. Mam nadzieję, że mój blog wiele tłumaczy.
Avangarda nie jest moim klubem i tak naprawdę nigdy nie była. Na pewno nie po tym, gdy został w czasie konwentu zabity Norweg, który był moim narzeczonym. Bardzo proszę nie wmawiać nikomu, że to Roman i że żyje. Mój narzeczony był wysokim blondynem i wiele osób nas razem widziało.
Mam dosyć dopasowywania mnie na siłę do urojeń Renaty, Romana oraz Anny. To nie „Lanisterowie”.
W ramach „wyjaśniania nieporozumień” zostałam napadnięta przez Krystynę. Telefon trzymał mój były, Michał. Zostałam narażona na stek wyzwisk oraz terror. Usłyszałam, między innymi, że podaję się za kogoś, kim nie jestem. I że Michał jest durny, bo wierzy wariatce, która nie jest jego byłą.
Jedyne, co mogę powiedzieć, to cytując samą Kryśkę „kurwo, jeb się!!! Nie jesteś nikim wyjątkowymi, masz przestać udać pisarkę. Jako pozbawiona talentu kurwa, masz słuchać mądrzejszych!!!”
Daruję sobie przytaczanie kolejnych wyzwisk tej tępej idiotki, która udaje pisarkę. Powiem tylko, że jej „interwencja” i próby „leczenia” mnie zniszczyły mi życie oraz pamięć. Wszystko, co zrobili moi przyjaciele, aby mnie ratować i zwrócić mi pamięć, zostały zniweczone. Naprawdę nie byłam uczona, co mam mówić. Sama z siebie, gdy tylko odwoływali się do konkretnych wydarzeń, uzupełniałam prawidłowo, podając szczegóły. Nikt nigdy, oprócz wychowanej przez schizofreników durnej Krystyny, nie wątpił w to, kim jestem. Tu nie ma żadnych wątpliwości co do osoby.
„Kurwa” Krystyna zagroziła mi, że jeśli będę się bronić na blogu, to „idzie na Policję!” Żeby mnie zamknęli!!! Zapraszam z całych sił. Wolę jakikolwiek proces od sądów kapturowych, które wydają wyroki zgodnie z życzeniami wariatów, lekceważąc prawo, przepisy oraz dokumenty – czy też ich brak.
Krystyna zaczęła mnie obrażać jeszcze jako dziecko. Mam nadzieję, że w życiu już tej suki w rui, która jest wściekła, bo nie może się do Romana dobrać, nie zobaczę. Będę unikać miejsc, gdzie przebywa.
Naprawdę nie jest moją winą, że Roman jest gejem-schizofrenikiem i nie można mu ufać. Z tego co mi powiedział, opiekował się Krystyną i kupował jej różne rzeczy tylko dlatego, że Barbara go sterroryzowała i kazała to robić. Podobno wcale nie chciał, aby Krystyna go całowała. Nie jest w stanie się z nią przespać. Bardzo prosze przestańcie już go łączyć z Krystyną wbrew jego woli i wsadźcie do psychiatryka, bo ja go nie chcę.
Naprawdę nie ukradłam żadnego konspektu, ani nie sfałszowałam swojego zaświadczenia o stanie cywilnym. Wypraszam sobie kłamstwa na ten temat. Za takie kłamstwa Kryśka dostała już w mordę od mojego byłego. Powinna włączyć myślenie już dawno.
Może się narazić jeszcze innym.
„Takie wrednej suki nie powinno być w fandomie!!!”
Nawzajem!!!
Nie jest moją winą także to, że Krystynę wychowała trójka schizofreników z mojej podstawówki. Jest to osoba równie niewiadrygodna jak Renata, Anna, czy Roman. Biegli sądowi zdiagnozowali ich już w latach siedemdziesiątych. Tak więc Policji się nie boję. Rozmawiałam z profilerem i odszukał wszystkie materiały, na które się powoływałam.
Głupia, tępa Kryśka nie powinna utrudniać pracy Policji oraz dobrym ludziom życia. Gdyby nie jej gościnne występy u mnie w pracy to już dawno bym zeznawała.
W czasach, kiedy jeszcze chodziłam na konwenty, zdarzało się, że panna Ch. na moich oczach łapała Romana za szyję i namiętnie całowała. Robiła to, aby mi pokazać, jak bardzo się kochają. Odwracała się do mnie i żądała, abym natychmiast dała mu rozwód. Mogłam mieć tylko jedną odpowiedź na to – on naprawdę nie potrzebuje rozwodu. Nic nie poradzę na to, że panna Ch. mi nie uwierzyła i dalej ambitnie mnie tępiła. Naprawdę moja amnezja nie dotyczy faktu wyjścia za Romana.
Bardzo mi jest przykro z tego powodu, że Barbara uznała, że panna Ch. będzie odpowiednią partią dla Romana i że ja na niego „nie zasługuję”, chociaż jest mi przykro z innych powodów niż Barbara myśli. Nigdy nie chciałam uchodzić za jego żonę i gdyby nie chcica panny Ch. może udałoby się go leczyć. Nigdy nie blokowałam Romanowi tego „rozwodu”, którego zresztą nie potrzebował.
Nie wiem, co Roman ma w papierach, ale ja jestem panną. Przez jego schizofrenię straciłam całe życie. Tym bardziej, że skurwysyn wiedział, że „rozwód” ze mną oznaczałby odcięcie go od moich pieniędzy, do których dostęp uzyskał, bo nielegalnie mnie wyrokiem prominentnego polityka ubezwłasnowolnił, do czego wystarczyły same pomówienia. Ale powiem szczerze jeszcze raz, nie chcę Romana, wolałabym wyjść za Varga, którego reputacja była równie energicznie niszczona jak moja. To co jest w Wikipedii nie zgadza się z prawdą, podobnie jak w przypadku Adama. Schizofrenicy są źródłem informacji dla redaktorów Wikipedii w obu przypadkach. W czasach Usenetu poprosiłam znajomych i nieznajonych redaktorów Wikipedii, aby nie umieszczali żadnych wpisów o mnie i nie ciągnęli żadnych informacji od wariatów na mój temat. Wiem, że schizofrenicy próbowali, ale ani nie ma wpisu o mnie w Wikipedii, ani nie ma żadnej mojej sfałszowanej „autobiografii” w wersji książkowej. Chociaż nie wiem, czy głupi dziennikarz przypadkiem nie puścił jakiś bzdur na mój temat w prasie po wywiadzie, jakiego udzieliła Anna, która mnie udawała. Ale równie dobrze mógł się posłużyć plotkami fandomowymi, które złośliwi puszczali na mój temat. Osoby, ktore takie rzeczy robią to wredne, tępe suki. Pamiętam jak przez mgłę, że coś takiego ukazało się w prasie. Zaniosłam jeden z egzemplarzy Policji. Nie miałam siły wytoczyć dziennikarzowi procesu o zniesławienie, bo zostałam zaszczuta i straciłam pamięć, ale jeszcze do tego dojdzie.
Pojawiali się w moim życiu różni mężczyźni chętni wejść w związek ze mną, ale byli oszukiwani przez polski fandom co do mojego stanu cywilnego oraz zdrowia psychicznego. Byłam też łapana i całowana przez Romana, aby różnych adoratorów zniechęcić do mnie. W takiej sytuacji zgłaszałam napaść seksualną dzwoniąc na telefon 112. Nie życzę sobie, aby mnie Roman całował, czy łaził za mną po całym mieście.
Panna Ch. zniszczyła sobie życie na własne życzenie. Powinna mi wierzyć, że Roman to wariat. Ktoś, kto zna prawo, od razu się orientuje, że jego zapewnienia, że nie może wziąc rozwodu, bo ja się nie zgadzam, jest bzdurą. Byłam pomawiana o chorobę psychiczną i w takiej sytuacji rozwód jest błyskawiczny. Powinien tylko złożyć pozew rozwodowy. Wykorzystał ten myk mój znajomy Norweg, aby się rozwieść z idiotką, która go wsadziła do psychiatryka. Na całe szczęście wiedział, skąd są moje pieniądze i dał radę się obronić przed zarzutem schizofrenii. A miał był schizofrenikiem bo „nie pamiętał” romansu ze schizofreniczką Anną. Ale w Norwegii jest wiele osób, które wiedzą, że po śmierci Ravna, zaraz po pogrzebie, nawiązał romans ze mną i nigdy nie kochał się w Annie. Zrwał nieformalną wdowę, która przeryczała cały pogrzeb. Mój były zemścił się na swojej idiotce-żonie i jej dzieciach całkowicie. W czasie rozwodu okazało się, że nic, co mówią, nie jest prawdą. Żona i dzieci wykazywały wyraźne cechy psychozy, bo powoływały się na Annę, jako „jego byłą” i ta schizofreniczka była dla nich całkowicie wiarygodna, a nie on. Mój były prawnie rozwiódł się tak dokładnie, że w dokumentach nie ma śladu po jego małżeństwie. To już także nie są jego dzieci. Mają sobie sami radzić.
Bardzo nie podoba mi się, że Andrzej okłamywał wszystkich na temat mojego statusu cywilnego i kilku innych spraw. Zniszczył mi życie na kilka sposobów wtedy. Nie powinien był z idiotką-schizofreniczką nawiązywać romansu, bo stracił kontakt z rzeczywistością. Dla przypomnienia – jestem panną. I ja nie fałszuję dokumentów.
Jestem jedną z najbardziej pokrzywdzonych osób w fandomie. Nic, co o mnie rozpowiadają moi prześladowcy, nie jest prawdą. Te osoby ani nie są ze mną spokrewnione, ani nie zawarłam z nikim z nich związku małżeńskiego. Posługują sfałszowanymi dokumentami.
W przypadku zarzutów fałszerstwa Policja sama ściąga odpowiednie dokumenty z urzędów, aby sprawdzić, jaki jest stan faktyczny. Dokonuje się też analizy laboratoryjnej, aby dojść do prawdy. Łatwo można ustalić fałszerstwo. Ja wiem, że Roman ani nie jest moim mężem, ani nie zostałam ubezwłasnowolniona. Ustaliła to również Policja. Jest to schizofrenik, który stał się zawodowym oszustem i przez całe życie kłamie, tak sama jak jego siostra Anna oraz jego siostra cioteczna Renata.
Prawdą jest, że odbyło się posiedzenie w Sądzie Opiekuńczym, ale Roman został wyśmiany, bo ani nie jest moim mężem, ani nie było podstaw do ubezwłasnowolnienia. Amnezja nie jest podstawą do ubezwłasnowolnienia, bo człowiek pozostaje racjonalny. Do tego moja mama cierpliwie pracowała nad tym, abym odzyskała pamięć. Kilka razy już jej się udało za życia, ale fandom, którym dowodzą Roman i Krystyna ponownie mnie atakował.
Mam złe wieści dla Krystyny – Roman jest stanu wolnego, tylko jest chorym psychicznie nygusem. Wszystkie jego numery są opisane w podręcznikach psychologii klinicznej. Biegłych psychologów nic nie zdziwi w tej sprawie oprócz uporu oraz demoralizacji durnych enablerów tego schizofrenika.
A co do ubezwłasnowolnienia – nie jest rodzajem niewolnictwa. Człowiek praktycznie pozostaje wolny. Ma prawo decydować o tym, z kim chce być, co ma robić zawodowo, gdzie chce mieszkać, a także ma prawo dysponować owocami swojej pracy. Nie ma prawa opiekun wybierać męża, czy przyjaciół. Nie ma prawa opiekun prawny kraść niczyich konspektów, żeby na ich podstawie ktoś inny napisał powieść. Nikt też nie ma prawa defraudować (to trudne słowo, nie mam wątpliwości, że kilka osób widzi je po raz pierwszy) pieniędzy należących do osoby, którą się opiekuje. Nie można też odcinać osoby ubezwłasnowolnionej od jej pieniędzy. A to wszystko mnie spotkało, chociaż w rzeczywistości nikt mnie nie ubezwłasnowolnił sądownie. Zostałam ubezwłasnowolniona na podstawie sfałszowanego dokumentu – jeśli w ogóle ktoś taki dokument widział – oraz zmowy środowiska. Tak się składa, że jeszcze jako studentka psychologii (mam z tego wydziału absolutorium, przygotowywałam się do obrony pracy magisterskiej) przestudiowałam podręcznik zawierający przepisy dotyczące zdrowia psychicznego. Psycholog kliniczny musi znać takie sprawy.
Nie interesują mnie dokumenty, które sfałszował schizofrenik Roman. Wiem, że skan dokumentu obrobił w Photoshopie i wydrukował na bardzo dobrej drukarce. Interesują mnie tylko procesy karne osób, które się zmówiły przeciwko mnie i zniszczyły mi życie. Szczególnie interesuje mnie proces przeciwko osobie, która wykorzystała ukradzione mi konspekty i prowadziła całą kampanię oszczerstw przeciwko mnie i mojej rodzinie. Ma pecha, bo zostawiłam kopię konspektu Policji, bo podejrzewałam, że zostanę okradziona. Zabezpieczyłam się w ten sposób jeszcze, gdy byłam studentką.
Powtarzam po raz ostatni – mieszkanie, które nielegalnie zajmują wariaci, kupiłam za pieniądze zarobione w Oslo. Środki, które przychodzą na konto, z którego utrzymuję mieszkanie, pochodzą z pieniędzy, które zostawił mi zabity w Warszawie narzeczony. Mam do tego umowę menadżerską z pewnym producentem z Oslo i musimy dokończyć nagrań. Wiem, że menadżer włacał spore sumy. Ale nie dostałam z tego ani grosza. Nie po to schizofrenicy kradną, aby dzielić się z okradaną osobą. Oferty jakie mi te osoby składały zawierały żądania, abym dała im pełen dostęp do konta i wszystkiego, co mam, oraz żebym za nie pisała, bo chcą jak Krystyna być pisarzami. Miałam też dostawać kieszonkowe za to, że będę mieć „zaszczyt” zostać we własnym mieszkaniu ich służącą oraz kucharką. Miałam być sprowadzona do roli Berty z serialu Dwóch i pół, nad którą by się mogły swobodnie pastwić.
Skandalem jest wszystko, co mnie spotkało. Skandalem są też rozpowszechniane w fandomie kłamstwa na temat mojego Taty.