Przed swoją śmiercią Ravn kupił dla nas mieszkanie w Warszawie. Jak już wcześniej wspomniałam zginął z rąk wariata po ślubie cywilnym w Ambasadzie i przed ślubem oficjalnym kościelnym, który miał być wielką imprezą, także relacjanowaną w mediach. Mój zmarły mąż był równie bogaty jak Piotr, zarobki miał nie tylko z muzyki.
Ataki schizofreników po śmierci mojego męża spowodowały moją amnezję i nie mogłam wejść w posiadanie spadku. Niestety od czasów podstawówki prześladujący mnie schizofrenicy wmówili licznym osobom z fandomu, że są moją rodziną i że tylko oni mnie znają. Nie wiem, jak to się stało, że bez żadnych dokumentów prawnych zostali uznani za osoby, które sprawują nade mną pieczę i które mają prawo do zarządzają moim majątkiem. A paluchy schizofreników zaczęły się wyciągać też w stronę mieszkania, które odziedziczyłam po mamie. Jak rozumiem, schizofrenicy doprowadzili do zmowy środowiska przeciwko mnie.
Z całą pewnością Roman nie jest moim „drugim mężem” i nie miał prawa mnie reprezentować. Ale jakoś udało mu się do mojego mieszkania wprowadzić wraz ze swoją siostrą i kuzynką. To jest trójka schizofreników, z którymi nie mam nic wspólnego. W polskich dokumentach jestem panną, chociaż bardzo chętnie uporządkuję sprawy, bo w Ambasadzie przyjęłam norweskie nazwisko męża i zmieniłam imię na Gosia, żeby nie było problemów z polską pisownią i dziwnią wymową imienia Małgorzata. W Norwegii jestem wdową i inaczej się nazywam. Norweska część mojej rodziny ma odpowiednie dokumenty i już dawno chciałam to uporządkować. Nie tylko po pradziadku jestem Norweżką. Mam dosyć wmawiania mi przed dewiantów z warszawskiego fandomu, że nie jestem osobą, o której wszyscy mówią.
Z tego, co wiem, w mieszkaniu, które kupił Ravn, jest mój pokój z moimi rzeczami, które zostały z czasów kiedy mieszkałam tam z Bretem. Bret bał się, że jako bardzo młoda panna młoda po śmierci męża popełnię samobójstwo, więc postanowił mnie pilnować. Wprowadził się razem ze mną do tego mieszkania i kazał traktować siebie, jak mebel i się nim nie przejmować. Po prostu był na wyposażeniu mieszkania. Nigdy nie mieszkałam tam z Romanem, ale zawsze miałam jakiegoś opiekuna. Wracałam do mamy, gdy moi przyjaciele musieli podróżować. Miałam nakaz mieszkania z kimś. Chociaż to nie żałoba była problemem, ale ataki schizofreników, którzy mnie chcieli popchnąć do samobójstwa.
Z powodu zmowy środowiska – nie było żadnych formalnych dokumentów, które by dowodziły, że są moimi opiekunami – moje mieszkanie pieniądze zostały przekazane schizofrenikom, z którymi nie jestem spokrewniona. Niestety jak Alan z serialu „Dwóch i pół” cierpią na urojenia, że są kimś innym. Alan jest niezdiagnozowanym schizofrenikiem, który po śmierci brata zaczyna opowiadać, że nazywa się Charlie i zaczyna zachowywać się jak zmarły brat. Jest to bardzo uciązliwe dla ofiary, ale schizofrenicy bardzą lubią wcielać w osoby, którym zazdroszczą. Renata nie była mała pływaczką, a Roman nie był gitarzystą basowym. Anna też nie jest wokalistką. Żadna z tych osób nie jest skrzywdzoną gwiazdą. Mam ich szczerze dosyć.
Roman nie jest spokrewniony z norweskimi biznesmenami. Ciągnie kasę po Ravnie, bo udaje mojego męża i opiekuna, cierpi także na urojenia, że jest Ravnem i ma armię szczodrze opłacanych enablerów przy sobie, które wierzą w jego wersję i mnie zaszczuwają.
Ale oczywiście, nie po to schizofrenik kradnie, aby się dzielić ze swoją ofiarą. Jestem traktowana jak Kopciuszek – schizofrenicy nie tylko przejęli większość tego, co posiadam, ale też wyobrażają sobie, że mają prawo mnie traktować jak swoją służącą. Domagają się, abym ich obsługiwała za prawo dostępu do moich rzeczy w mieszkaniu, które dla mnie kupił prawdziwy Ravn. Wiem, że, zostało kupione na moje nazwisko i jest utrzymywane z majątku Ravna.
Roman nie jest norweskim księciem i nie jest spokrewniony z żadnym norweskim biznesmenem. Nie jest odpowiednikiem Piotra. Nie jest Ravnem. Bredził o Norwegii od czasów podstawówki tylko dlatego, że zainspirował się historią mojej rodziny i moim arystokratycznym norweskim pradziadkiem.
A jeśli Roman rzeczywiście jako mój „opiekun” chce przelać mi pieniądze, które do mnie należą jako spadek po mężu, to podaję po raz kolejny swój numer konta: 87103000190109851613870012 Nigdy nie dostałam żadnego przelewu. Obecnie też mam bardzo pesymistyczny pogląd na ewentualny przelew. Jak do tej pory zawsze wszystko było uzależnione od tego, czy potwierdzę urojenia Romana. Oczywiście, że nie potwierdzałam, więc byłam karana odcięciem od moich pieniędzy. Niestety za to odpowiada warszawski fandom, który bez konfrontacji ze mną czy moimi prawdziwymi krewnymi wyznaczył schizofrenika Romana na mojego „męża” oraz opiekuna.
Schizofrenicy mają opuścić moje mieszkanie, które przejęli podstępem, tylko dlatego że podtrzymywali moją amnezję i mnie zaszczuli wraz z warsawskim fandomem. Roman ma stanąć przed sądem cywilnym i oddać mi, co jeszcze z zagrabionych pieniędzy zostało.
Nie dziwcie się, że moi przyjaciele ze Stanów nigdy nie klepną Worldconu dla Warszawy, a prawnik Ravna już dawno uciął schizofrenikom przelewy.
