Pranie mózgu

Przeszłam bardzo intensywne pranie mózgu, bo schizofrenicy zaczęli mnie przekonywać, że ich urojenia są prawdą. Muszę trochę uporządkować to, co wcześniej napisałam.

Nie było ślubu z (prawdziwym) Ravnem, byliśmy tylko narzeczonymi. W ambasadzie byliśmy tylko po wizę dla narzeczonej. Wrażenie, że wzieliśmy ślub wziął się stąd, że wariaci oraz ich enablerzy zaczęli mnie „leczyć” i przekonywać, że Roman, którego nieprawidłowo nazywają Ravnem, jest moim mężem i że jeśli mam zaświadczenie o stanie cywilnym, które opisuje mnie jako pannę, to ślub miał miejsce w innym kraju. Zaczęli mi więc wmawiać ślub w Norwegii. Niestety człowiek w amnezji jest bezradny i bezbronny wobec takich poczynań. Ten szczegół się różni, ale wszystko inne, cały mój ból po stracie faceta, jest taki sam. Ten ból został szybko podniesiony do sześcianu przez to, że po zamordowaniu mojego narzeczonego przemocowo próbowano mi wmówić, że moim mężem jest Roman i że „Ravn żyje”. Mam dosyć urojeń tego schizofrenika i tego, jak zniszczył mi życie, podczas gdy wiele osób z otoczenia tylko mu klaskało. Zabiłabym się, gdyby nie to, że przyjaciele obiecali mi, że jeszcze warto żyć.

W pewnym momencie napisałam do Ambasady Norweskiej email z prośbą, aby wysłała Policji potwierdzenie, czy kiedykolwiek wzięłam z kimkolwiek ślub na terenie Norwegii. Według moich danych odpowiedź była negatywna. Dowiodłam, że Roman i jego enablerzy bredzą.

Cokolwiek się stanie, nigdy przenigdy nie odnajdę w pamięci jakiegokolwiek śladu po związku z Romanem. Możecie mnie zabić, a nie nazwę Romana mężem. Za to pamiętam Varga i Ravna z konwentu, który miał miejsce gdy byłam w pierwszej klasie liceum i fakt, że byli wśród tych Skadynawów, którzy mnie zaczepiali, a kilka lat później koncertowali jako jedna z atrakcji konwentu. Wszystkie dramatyczne opowieści o ich zespole pochodzą z urojeń schizofreników z mojej podstawówki.

Przelewy na założone mi polskie konto związane były z tym, że rodzice Ravna bardzo mi chcieli pomóc jako nieformalnej wdowie. Zaopiekowali się tym moi przyjaciele, którzy nie mieli świadomości, że schizofrenicy nie są moją rodziną. Schizofreniczne urojenia zrobiły z tych pieniędzy coś, co miało niby się należeć Romanowi i pochodzić z majątku jego krewnych. Absolutna bzdura. Roman słusznie stracił dostęp do konta, które zostało założone na moje nazwisko, bo zdobył je oszustwem. Mieszkanie, które prawdziwy Ravn kupił na moje nazwisko, jest moje. Miał moje odpowiednie dane, bo występowaliśmy wcześniej o wizę. Wszystkie podatki i tym podobne rzeczy zostały prawidłowo rozliczone przez prawnika. Nie miałam wpływu na decyzje narzeczonego, tylko mi ten fakt kupna zakomunikował. Na pewno nie byłam z nim dla pieniędzy i uważałam, że to jego mieszkanie.

Oczywiście przeszłam pranie mózgu zaserwowane mi przez schizofreników oraz ich enablerów i mogę się nadal mylić, ale proszę polegać na dokumentach i decyzjach instytucji, które prawidłowo posługują się dokumentami. Jeśli bankowe konto zostało założone na moje nazwisko, to nie są to pieniądze Romana. Znam go z podstawówki, żaden z niego Norweg. Nigdy nie byliśmy w związku. Moje zaświadczenie o stanie cywilnym powinno wszystkim wystarczyć, aby wszyscy zrozumieli, że to Roman ma urojenia i nic, co mówi nie jest prawdą.

Z powodu jego psychozy zniszczono mi życie i uszkodzono psychikę tak bardzo, że skończyło się wieloletnim wychodzeniem z syndromu sztokholmskiego oraz walką z wmówionymi mi falszywymi wspomnieniami. Mało kto cierpiał tak jak ja, bo z powodu zastraszenia i terroru nie tylko straciłam możliwości ułożenia sobie życia, ale też latami cierpiałam na poważne stany lękowe oraz amnezję. Przy czym prześladowali mnie mnie nie tylko bardzo niebezpieczni schizofrneicy, ale też brutalni oraz samowolni enablerzy, i oni moim zdaniem byli najgorsi, bo samych schizofreników było łatwo wyśmiać.

Moi norwescy znajomi powiedzieli mi, że chcą, abym to ja teraz nosiła ksywkę Ravn i tak wielu znajomych metali o mnie mówi. Roman nigdy nie nosił miana Ravn i jest imbecylem, który skończył tylko podstawówkę. Nikt Romana nie nazywa Ravn, tylko wariat Ryszard próbuje ludziom wmówić, że Roman to Ravn, a ja jestem chora psychicznie.

Nie podobają mi się jakieś napady na mnie i oskarżanie mnie, że ukradłam komuś jakieś pieniądze. Już z podstawówce zupełnie nispokrewniona ze mną schizofreniczka Renata twierdziła, że moja rodzina wszystko jej ukradła i mam ją utrzymywać. Niestety takie urojenia oparte są na zawiści. Nie mam nic z nią wspólnego.

Po śmierci Piotra nie odziedziczyłam żadnych pieniędzy, chociaż Renata i jej znajomi o mało mnie nie zatłukli, żądając jakiegoś miliona po Piotrze. Renata kontynuowała swoje urojenia jakoby kiedyś była narzeczoną Piotrai że dlatego musi dziedziczyć. Piotr i Ravn nie zostawili żadnego testamentu, w którym bym była uwzględniona, więc oczywiste, że dziedziczyła po nich rodzina, a ja nie.

Nigdy nie występowałam o jakieś zasiłki od moich bogatych krewnych, czy też rodzin moich facetów. Ale jeśli ktoś założył konto na moje nazwisko i przelewy miały być dla mnie, to nie rozumiem, dlaczego miałabym te pieniądze oddawać przypadkowym schizofrenikom, którzy nie mają ze mną nic wspólnego. Nie wystarczy jako dowód, że powinnam im coś oddać tylko to, że napadają na mnie, drąc ryja, wyzywają mnie i oskarżają o niewiarygodne zbrodnie. Takie zachowanie to przestępcze wymuszenie i nie zamierzam im ulegać. Skandalem jest, że udało im się zrealizować swój plan zniszczenia mnie za odmowę zapłacenia haraczu.

Jeśli ktoś chce coś wyjaśnić, odebrać jakieś pieniądze, które podobno ukradłam, to bardzo zapraszam do Sądu. Przedstawcie swoje racje na sali sądowej, zamiast zaszczuwać mnie w moim miejscu pracy i szczuć na mnie moich koleżanej i kolegów. Naprawdę pewna idiotka mogła już latami budować sobie szczęście z Romanem i nie potrzebował do tego rozwodu (którego podobno złośliwie nie chcę dać). Niepotrzebnie ta idiotka próbowała mnie zaszczuć z wynikiem śmiertelnym, aby uwolnić ode mnie Romana i za niego wyjść. Naprawdę jest kawalerem. Tak uparł się przy mnie, że mogę z pewnością uznać go za kogoś stanu wolnego.

Byłam zastraszana Sądem i tym, że się do mnie w końcu dobiorą i mnie zniszczą. Mam dosyć bycia oskarżaną o to, że nie jestem córką swoich rodziców i że nie skończyłam studiów. Naprawdę jestem lepiej wykształcona, niż myślicie.

Mam dosyć bycia traktowaną w tak niecywilizowany sposób, że tracę z przerażenia pamięć. Barbara nie powinna uważać się za organ, który ma prawo prowadzić śledztwo i wymuszać wykonywanie jej wyroków. Pranie mózgu to nie psychoterapia. Ci schizofrenicy to nie nie moja rodzina i nie mówią o mnie prawdy.

Tacy idioci jak Barbara czy doktor B. są tak brutalnymi przestępcami i tak psychopatycznie lubią stawiać na swoim, że odpowiadają za zniszczenie wielu osób. Są ostatnimi osobami, które mają prawo mówić o mnie.

Odpierdolcie się ode mnie. Wiem, że w czasie konwentów wariat mordował młode osoby, które mu powiedziały, że mnie lubią. O mało co za to nie została zaszczuta na śmierć córka Michała. Nawet gdybym się poczuła lepiej, to nie mogę wziąć udziału w jakimkolwiek panelu, aby nie narażać młodocianych fanów na ataki mordercy-schizofrenika. Bo tu nie chodzi tylko o moje bezpieczeństwo, ale też ludzi ze mną kontaktujących się i przebywających na widowni.

Od dawna marzę o wyjeździe z Polski na zawsze, bo mam dosyć kolejnych ataków schizofreników, z którymi nic nie można zrobić. Równie dosyć mam kolejnych fal atakujących mnie enablerów. A do ich grona dołączają coraz to nowi zrekrutowani idioci.

Nie wyobrażam sobie życia w Polsce i brania udziału w polskich konwentach. Szczerze mówiąc, w sytuacji gdy schizofrenicy dostają olbrzymią pomoc, także finansową, nie widzę też sensu brania udziału w konwentach europejskich. Stać prześladujące mnie osoby na wyjazdy, chociaż zawodowo lokują się na najniższej pensji krajowej. Nie chcę być znowu celem ataku. Na całe szczęście fandom metalowy jest wolny od tej plagi wariatów z mojej podstawówki i znają moją historię.

Tylko metale mnie ratowali i przejmowali się moim stanem psychicznym.

Gang schizofreników

Tajemnicą poliszynela jest, że w warszawskim fandomie szaleje gang schizofreników. Jest to trójka dzieci, z którymi chodziłam do podstawówki plus osoba z tej rodziny, która bardzo szybko została z mojej szkoły wydalona, oraz ich krewni.

Z powodu ich urojeń na mój temat już podstawówka była dla mnie piekłem. Reszta nie jest łatwiejsza. Nie jestem z nimi spokrewniona i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Za to oskarżają mnie o wszystko, co najgorsze i robią ze mnie złodziejkę. Prawda jest taka, że to oni są zawodowymi oszustami, terrorystami oraz to ja zostałam zniszczona i okradziona.

Od bardzo dawna pomaga im doktor B., którego nazwałam polskim Voglem (patrz postać z „Dextera”). Jest to człowiek, który od lat siedemdziesiatych jest w romantycznym i seksualnym związku z Renatą, schizofreniczką, która już wtedy miała urojenia, że jest członkiem mojej rodziny i że została przeze mnie „okradziona”. Z pomocą swojego kochanka doktora B. zdołała zniszczyć mi życie. Podaje się za mnie i twierdzi, że jest autorką moich pomysłów oraz tekstów. Jej kuzyn, Roman, z uporem podtrzymuje swoje urojenia, że jestem jego „żoną”. Oczywiście nigdzie w papierach nie ma po tym śladu. Jest to drab znienawidzony przeze mnie od dzieciństwa. Jego urojenia oraz urojenia jego siostry sabotowały mi wszystkie związki oraz karierę. Nieznany nikomu doktor za to razem z gangiem mnie napadał i „leczył”, niszcząć mnie pod dyktando urojeń schizofreników. Wmawiał mi takie rzeczy, jak to że „byłam prostytutką”, zresztą podobnie obrażał też moją matkę, i że powinnam Barbarze „dziękować”, bo „mnie z gówna wyciągnęła” (zupełnie nie wiem, co miała na myśli, według mnie zniszczyła mi psychikę oraz życie swoimi napadami oraz zastarszaniem). Według wersji Barbary oraz doktora B. jestem tępą kurwą, która nigdy nie powinna się odzywać. Mam być pozbawioną jakiegokolwiek talentu tępą suką ze wsi. A mój Tata podobno „siedzi w więzieniu”, bo jest gangsterem.

Niestety muszę doktora i Barbarę rozczarować. Nie jestem „córką kurwy”, a mój Tata nie siedzi w więzieniu. Zmarł w roku 1985 i nazywał się Marian Wieczorek. To nieprawda, że jest ojcem Romana i że Roman jest „norweskim księciem”. To był Tata. Tak samo Renata nie jest „Yennefer”, chociaż wiele osób w to wierzy.

Facet, który – jak mam nadzieję – siedzi w więzieniu, chociaż wątpię, bo to groźny schizofrenik, a schizofrenicy nie lądują w więzieniu, to ojciec Romana. Według tego, co usłyszałam jeszcze w podstawówce, wyrzucił swoją żonę przez okno, bo zaczął mieć urojenia, że jest niewierna. Moje źródła, wśród których jest ojciec Michała, biegły psychiatra, potwierdziły że to prawda. Policja o tym wie.

Wiemy też, że ojciec Romana udusił w czasie konwentu jedno z dzieci. Zostało porwane i gdy zobaczyłam, że ten schizofrenik odbiega z jakimś dzieckiem w tronę ulicy, zawiadomiłam Policję, dzwoniąc numer alarmowy. Jak usłyszałam, patrol prawie zdążył, ale niestety nie udało się już dziecka uratować. Wiem, co ten człowiek potrafi, bo mnie dusił, gdy byłam studentką, a wcześniej zostałam poddana torturom przez niego, gdy jeszcze byłam w podstawówce.

Wśród ofiar tego schizofrenika jest też dziewczynka, którą ten schizofrenik utopił. Wydarzyło się to w czasie konwentu, gdzie jedną z opcji noclegów był kamping niedaleko jeziora. Gdy usłyszałam, że ktoś szuka dziecka i wyeliminował wszystkie możliwości, gdzie dziecko mogło przebywać, rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do wody. Umiem pływać i umiem nurkować, a byłam wtedy jeszcze w niezłej formie. Wkrótce znalazłam utopione dziecko.

Razem z Michałem rozpoczęliśmy masaż serca i sztuczne oddychanie. Zasadą pływaków jest, że ratuje się człowieka, nie zastanawiając się, ile czasu spędził w wodzie. Przestaje się dopiero, gdy lekarz stwierdzi śmierć. Bardzo zimna woda może spowolnić metabolizm na tyle, że uda się człowieka uratować. W przypadku, który opisuję, lekarz z karetki przerwał nam, bo nasza akcja nie miała już sensu.

Wróciłam do wody, aby sprawdzić, czy nie ma w niej nikogo innego, ale wydobyłam już tylko misia, który należał do dziewczynki i z którym została porwana. Nie wiem, co mógł jeszcze znaleźć nurek. Dziecko zostało utopione specjalnie. Nie tylko wskazuje na to fakt, że była ubrana, ale też udało nam się potwierdzić ten przebieg wypadków w czasie rozmowy z tym schizofrenikiem-mordercą. Ten udzielony przez niego „wywiad” został nagrany i trafił na Policję.

Powtórzę po raz ostatni – ojciec Romana, czyli ten schizofrenik-morderca – nie jest moim ojcem. Za to jest powodem, dlaczego Polska nie dostaje zgody na organizowanie Euroconów czy Worldconów. Jest u nas zbyt niebezpiecznie, a winni schizofrenicy – jak widziałam – są noszeni na rękach przez kluby. Na całe szczęście osoby, które znają sytuację, dały radę poinformować resztę fandomu światowego, co się u nas dzieje i kto rzeczywiście jest krzywdzony.

Nie dziwcie się, że nie uważam się za część polskiego fandomu.

Fałszywy brat

Po fandomie krąży imbecyl, który twierdzi, że jest moim bratem. Według tego, co mi się udało ustalić jeszcze w podstawówce, jest to brat Renaty, takiej małej blondynki. Tak samo jak ona podaje się za mnie, tak on podaje się za mojego brata. Nic z tego, co mówią, nie jest prawdą.

Renata i jej brat są trudni do zdiagnozowania. Ona wykazuje typowe cechy schizofrenii, on jednak wydaje mi się tylko imbecylem. Przy czym imbecyle także, nie rozumiejąc niz z tego, czym zajmują się inni ludzie, lubią uchodzić za ludzi z wykształceniem. Próbowałam zorientować się, czy jest schizofrenikiem i zapytałam, dlaczego myśli, że jest moim bratem. Przecież nigdy się nie kontaktowaliśmy. W odpowiedzi usłyszałam, że Renata mu o tym powiedziała. Jedną z cechą imbecyli jest, że zapytani wprost, jeśli sobie wcześniej nie przygotują żadnego kłamstwa, mówią prawdę. Ich mózgi pracują za wolno, aby dali radę przygotować sobie coś, co im pozwoli kogoś uszukać. Podobnie, zmęczeni dłuższą rozmową zaczynają się sypać i wiele można z nich wyciągnąć.

Renata wyznaczyła swojemu znajomemu imbecylowi rolę mojego „brata”, ale nie jest to nikt z mojej rodziny. Niestety zanim imbecyle trafią do szkoły specjalnej, chodzą do takiej samej podstawówki, jak geniusze. Miałam tego pecha, że urojenia Renaty spowodowały, że jeden z imbecyli już zawsze będzie mówił, że jest „bratem”. Kolejną cechą imbecyli jest, że są tylko raz programowalni, więc jeśli uwierzą w coś, co raz usłyszą, nie da się im wytłumaczyć, jaka jest prawda.

Nie jestem w żaden sposób związana czy skoligacona z tym imbecylem. Podobno wyszedł z placówki opiekuńczej, bo ma „siostrę, która się nim opiekuje”. Jest to nieprawda. Tragedią jest, że imbecyle i schizofrenicy dzięki pomocy swoich enablerów z fandomu wydusili ze mnie klucze do mieszkania, które kupił dla mnie prawdziwy Ravn. Skandalem jest, że wykorzystali moją amnezję, którą po raz kolejny pogłębili poddając mnie terrorowi i praniu mózgu.

Nie mam brata. Nie odpowiadam za urojenia Renaty oraz skurwysyństwo i złosliwość Barbary. Ten imbecyl, który jest ze mną związany tylko przez urojenia Renaty, nie będzie u mnie mieszkał. Podobnie jak Renata i inni schizofrenicy ma się wyprowadzić z mojego mieszkania. Chcę się tam przenieść, bo byłam tam szczęsliwa z Ravnem, a potem z Bretem.

A Barabrę i resztę enablerów tego gangu bardzo proszę postawić czym prędziej w stan oskarżenia. Są bardzo niebezpieczni w swoim debilizmie oraz zapamiętaniu.

I jeszcze jedno – mam nadzieję, że nie uwierzycie, że ten artykuł napisał imbecyl, który z tamtym imbecylem powinien iść do zakładu opiekuńczego, jak twierdzi Barbara? Długo czekaliście na ten blog, na moją obronę po zaszczuciu, ale po takich atakich atakach na psychikę i torturaach psychicznych oraz fizycznych bardzo długo staje się na nogi i odzyskuje pamięć.

Śmierć skurwysynom z Avangardy!!!

A „kurwie” Barbarze wytłumaczcie, kto jest kim w fandomie!!! (Tutaj liczę na Andrzeja, bo czas aby coś zaczął naprawiać, a nie tylko psuł słuchaniem urojeń wariatów na mój oraz moich kolegów temat!)

Syn

Schizofrenik Roman z mojej podstawówki, który zafascynował się postacią mojego Ojca, norweskiego arystokraty, nie jest jego synem, chociaż za takiego się podaje. Nie jest też w żaden sposób z nim czy ze mną spokrewniony. Tak samo jak jego krewna, Renata, niska blondynka, jest nikim.

Roman nie miał prawa do korzystania z pieniędzy, które po śmierci prawdziwego Ravna, pojawiły się na rachunku PKO. Pieniądze, które wtedy rozpierdził, udając multimilionera, nie pochodziły z norweskiego majatku mojego Taty, tylko były spadkiem dla mnie po prawdziwym Ravnie. Tragedią jest, że środowisko fanów pomogło debilowi ukraść mi te pieniądze, bo sfałszowano jego upoważnienie do mojego konta, a potem zostałam zmuszona do przekazania kluczy do mieszkania, które kupił prawdziwy Ravn, a Bret obiecał zawsze utrzymywać. Bret opiekuje się tym mieszkaniem nie dlatego, że jest byłym schizofreniczki Anny, siostry Romana, ale dlatego że chce mi pomóc i już kiedyś w tym mieszkaniu ze mną mieszkał.

Mój Tata, Marian, miał tylko dwie córki. Mnie i Anię (Annę Marię). Występuje tu przypadkowa zbieżność imion, moja siostra nie ma nic wspólnego z siostrą Romana. Mój Tata nie miał syna. Nie istnieje nikt taki jak „syn Mariana Wieczorka”.

Imbecyl Ryszard, który pojawił się wśród znajomych Romana, Renaty i Anny, jest osobą dla mnie obcą. Nie jest moim bratem, tak samo jak ojciec Romana nie jest moim ojcem, chociaż jako takiego przedstawiają w go w fandomie. Schizofrenicy z mojej podstawówki dokonali schizofrenicznej zamiany miejsc, częściowo kierując się swoimi urojeniami, a w drugiej częsci motywacją była chęć przejęcia majątku mojego Taty. Wymyślili sobie, że będą po mnie dziedziczyć. Stąd też ich schizofreniczny plan, że albo wychodzę za Romana, albo idę do klasztoru i zostawiam im wszystko. Żadna z tych opcji nigdy nie była moim marzeniem.

Opisane akcje schizofreników nie są niczym dziwnym dla psychoterapeutów. Nie dziwi mnie też zainteresowanie oraz udział Kościoła w tym wszystkim, bo zawsze opisywany jest przez psychologów jako zbiorowisko ludzi głupich i zdemoralizowanych. Oczywiście opis ten jest dokonywany zgodnie z psychologicznymi definicjami demoralizacji, czyli chodzi o łamanie zasad społecznych i chęć robienia sobie z innych ludzi niewolników. Stronę kościelną w tej sprawie obciąża też nie tylko chęć zarobienia na mnie, ale też brak szacunku do praw człowieka.

To co mnie dziwi najbardziej to tępota i kurwi upór fanów fantastyki, żeby mnie zmusić do potwierdzenia słów schizofreników. Z reguły ludzie czytający fantastykę są profilowani jako inteligentni. Niestety nie potwierdziło się to w rzeczywistości. Jest to powód, dlaczego nie czuję się częścią środowiska fanów fantastyki. Nie jestem też „w klubie” – mniej więcej od roku 1988. I grzecznie proszę odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyliście mnie i całe moje życie. Ledwo udało mi się przed tymi schizofrenikami uratować siebie, moją siostrę oraz jej dzieci. Mieliśmy więcej szczęścia niż rodzina Agnieszki, która podobnie jak ja ma na karku schizofrenika, który też od podstawówki twierdzi, że jest z nią „w związku” i że jest jej „pierwszym mężem” (tylko nie wie, w jaki sposób dostała bez jego wiedzy rozwód, żeby hajtnąć się z Piotrem). Bliscy Agnieszki w taki czy inny sposób zostali doprowadzeni do śmierci.

Ulubionym zajęciem schizofreników jest przenikanie do szpitali i przejmowanie roli „członka rodziny chorego”, który opiekuje się chorym psychicznie krewniakiem. W ten sposób lekarze są dezinformowani, a chory, nie dostając prawidłowej, pomocy umiera. I nikt z prawdziwych krewnych nic nie może zrobić, aby przekonać lekarzy, że popełniają błąd. Przecież to oni mają być podobno chorzy psychicznie. Spotkało to moją mamę i tatę. Śmierć ich obojga była przedwczesna.

W przypadku mamy nie byłam w stanie nic zrobić, żeby przekonać lekarzy, że ma wszczepiony rozrusznik serca, i że jej problemy to najprawdopodobniej zakrzep. Miała już wcześniej problemy z zakrzepicą, ale kardiolog odmówił zrobienia jej angiografii, gdy zaczęły się problemy po prostej operacji i odstawieniu leków przeciwzakrzepowych. Zamiast leczyć moją mamę prawidłowo, prowadzili resustytację z uczyciem defibrylatora. Oczywiście, że spalili prawidłowo działający rozrusznik i w niczym jej nie pomogli. Mam nadzieję, że ten kardiolog w końcu trafi do więzenia, gdzie jego miejsce, bo powinien kierować się tylko tym, co pacjent mówi w czasi wywiadu oraz obiektywnymi badaniami. A potwierdzić istnienie rozrusznika mógł w przeciągu sekund za pomocą USG. Poza tym to miało miejsce na kardiologii, gdzie mógł łatwo sam rozrusznik sczytać. Głupszych ludzi niz lekarze i nauczyciele w życiu nie spotkałam. Zresztą zgodne jest to z ich profilem i badaniami psychoterapeutów.

Fandomowi wariaci są przekonani, że „kardiolog zawsze im pomoże” i będzie robił to, co oni chcą. Mają pecha, że moje serce – wbrew temu, co twierdzą – jest zdrowe, a ja nie przyjmę od nich żadnego alkoholowego „kordiału” z morderczą dawką kofeiny. Udało im sie tylko sterydem zalać moje oczy. Moją siostrę też zaatakowali sprejem i w rezultacie bardzo pogorszył jej się wzrok.

Tak więc, cry me a river, asshole!!!

Romanek

Każdy schizofrenik żywi urojenia na temat różnych osób. Ja miałam tego pecha, że chodziłam do podstawówki z trojgiem bardzo chorych dzieci, które zaczęły mieć bardzo silne urojenia na mój temat, więc zaczęły twierdzić, że mnie znają. Ale nic o mnie nie wiedzą. Wbrew temu, co mówią, jestem tą „prawdziwą Małgorzatą Wieczorek” i osobą, za którą się podaję. Ani przez chwilę nie byłam „zagrożona prostytucją”. Arystokracja, sportowcy i znani twórcy oraz osoby atrakcyjne zawsze miały problemy z prześladującymi ich schizofrenikami. Moja rodzina od pokoleń ma problemy ze schizofrenikami, które jeszcze zostały pogorszone przez enablerów przekonanych, że za te problemy odpowiadam ja lub inne osoby, które mają być niby tymi niebezpiecznymi schizofrenikami.

Tak się składa, że schizofrenik odwraca wszystko o sto osiemdziesiąt stopni i oskarża swoje ofiary o chorobę psychiczną. Paranoja każe schizofrenikom oskarżać innych o prześladowanie, podczas gdy to schizofrenik przygotowuje napady na ofiary swoich urojeń w ich pracy oraz przenika do środowisk, w których działają osoby, na których punkcie mają obsesję. Naprawdę nie chcę mieć nic wspólnego ani z Anną, ani z Renatą, ani z Romanem. To oni z amną pobiegli do fandomu. Większość życia cierpiałam na amnezję, czyli problemy z pamięcią, które uniemożliwiły mi kontaktowanie się z nimi czy „prześladowanie ich”. Nie rozmawiałam też z nimi, ani nie plotkowałam o nich z nikim. Po prostu nie wiedziałam, o kogo ludzie pytają. Z dużą trudnością poskładałam w całość różne wspomnienia i przypomniałam sobie, że są tymi chorymi psychicznie dziećmi z mojej podstawówki. Niestety już wtedy zaczęły te osoby za moimi plecami kontaktować się z moimi rodzicami i karmić ich urojeniami na mój temat. Zmieniły moje życie już wtedy w piekło. Moi rodzice pod ich wpływem zaczęli jakieś chore śledztwo, które potwierdzić urojenia moich koleżanek i kolegi. W efekcie zabroniono mi sportu.

Dalej nie było lepiej. Moja matka i kilka innych osób szczerze wierzyło, że od dzieciństwa kocham się w Romanie. Jakoś się tak stało, że przechwałki Romana na temat jego arystokratycznego pochodzenia wzięto za dobrą monetę. Pewna pani uznała, że „książę Roman” będzie odpowiednią partią dla pewnej „hrabianki”. Jeżeli o mnie chodzi ta „hrabianka” może go sobie brać wzdłuż i w poprzek. Absolutnie nigdy mi nie zależało na jego zainteresowaniu. Przeżyłam traumę, gdy okazało się, że mnie z nim łączą wbrew mojej woli.

Tak było. Ku mojemu przerażeniu dowiedziałam się w pewnym momencie od jakiejś idiotki, że jestem „kurwą”, bo zabrałam „hrabiance” jej „księcia”. Nie udało mi się wtedy wyjaśnić, że owego „księcia” nienawidzę i że absolutnie jego twierdzenia na temat seksu ze mną są po prostu czymś, co wyprodukował jego schizofreniczny mózg. Kto do kurwy nędzy mógł uwierzyć, że w wieku dziewięciu lat „uwiodłam” i rozdziewiczyłam biednego Romanka? Moim zdaniem nadal jest dziewicą, a nie ojcem moich nieistniejących dzieci.

Jedyną osobą, z którą się wtedy spotykałam był Piotr, który mnie w odpowiednim momencie (mam na myśli wiek zgody, bo oboje byliśmy nastolatkami) rozdziewiczył. Wszyscy byli przekonani, że całe życie spędzimy razem. Niestety gang schizofreniczki Renaty oraz sama Renata przekonali moją mamę, że urojenia Renaty na temat związku z Piotrem są prawdziwe. Ponieważ moja reputacja była u mojej matki już i tak zniszczona, moja rodzicielka kazała mi z Piotrem zerwać. Zresztą i tak uważała, że powinnam być z Romanem, bo brała jego przechwałki na mój temat za prawdę.

Nadal spotykałam się jednak w ukryciu z Piotrem i zabierał mnie na koncerty. Między innymi na koncert Burzum. Gdy w końcu dla Ravna rzuciłam Piotra, rozpętało się piekło, bo moja matka nie chciała przyjąć do wiadomości, że mój nowy chłopak to jest norweski odpowiednik Piotra, a nie jakiś gangster (jak opisywała go rodzina Romana) i że nie spotykam się z Romanem.

Problem ze schizofrenikiem Romanem i jego gangiem pomagierów polegał na tym, że zawsze wszystko co dobre przypisywał sobie. Więc gdy mieszkałam u rodziców Michała, to moja matka była przekonywana, że mieszkam u Romana. Gdy jechałam na działkę rodziców Michała, to moja matka słyszała, że to działka rodziców Romana, albo że Michał nas gości i ułatwia randki. Ta gra była przez tych ludzi ciągnięta latami bez względu na to z kim próbowałam sobie ułożyć życie i z kim spędzałam czas. Ani razu nie byłam na randce z Romanem, ani razu z nim nie wyjechałam.

Kolejni moi faceci byli niszczeni przez gang Romana. A moja matka zachwycona opowieściami Romana, o tym jak mnie „ratuje”, dokonywała już końcowej egzekucji moich związków. Moi faceci byli przekonywani, że jestem zakochana i szczęśliwa z Romanem. Jeśli zaprzeczałam mojej matce to byłam oskarżana o chorobę psychiczną lub amnezję wywołaną przez gwałt faceta, z którym aktualnie się spotykałam lub przyjaźniłam. W ten sposób schizofrenik Roman usuwał sobie konkurencję z planszy. Wszystkie awantury w domu kończyły się moimi zapewnieniami, że wolę być sama niż z Romanem i że moja matka znowu zniszczyła mi życie. Przestałam już z nią w ogóle rozmawiać. Czasem wyjeżdzała z domu, zostawiając mnie bez pieniędzy, przekonana, że spędzę ten czas z Romanem i że on mi da pieniądze. Ale zawsze jakoś sobie inaczej radziłam. W pewnym momencie ratował mnie Adam, gdy zostałam bez jedzenia i bez pieniędzy. Innym razem koleżanki organizowały mi korki, abym mogła zarobić. Wszystko w czasie, kiedy Roman bezprawnie i bezkarnie ciągnął z pieniędzy, które zostały po śmierci Ravna. Prawdą jest, że moja amnezja objęła Ravna oraz istnienia jakiegoś konta, które do mnie należało. Tragedią było, że moja matka nie chciała przyjąć do wiadomości, że Roman to nie Ravn i nie w nim byłam zakochana i nie z nim wzięłam ślub w ambasadzie. Mam dosyć schizofrenika Romana i jego prób przekonania wszystkich i mnie, że moje romansowałam tylko z nim i nikt inny mnie nie chciał. Doliczyłam się kilku facetów, doszło nawet kilku nowych wielbicieli, ale wśród nich nie było żadnego Romana.

Wszyscy tacy schizofrenicy jak Roman kierują się bardzo silnymi obsesjami i urojeniami. Z reguły zaczynają bardzo wcześnie prześladować koleżanki i je wybierać sobie „żonę”, którą potem całe życie prześladują. Niestety jeśli tacy wariaci będą zachęcani przez otoczenie to bardzo szybko dziecko płci przeciwnej może pożegnać się ze światem, a schizofrenik wybiera sobie nową ofiarę.

Schizofrenicy uwodzą wszystkie osoby, które moga pomóc im w realizacji ich urojeń. Przy czym uwodzenie nie ma w tym kontekście znaczenia seksualnego, można uwodzić w tym sensie osoby tej samej orientacji. Schizofrenik zaczyna przedstawiać się jako ideał i przypisuje sobie wszystkie zalety, jednocześnie oskarżając swoja ofiarę o posiadanie nieprawdziwych wad. Schizofrenik jest charyzmatyczny i twierdzi, że swoją ofiarę „ratuje”. Dla rodziców może stać sie ideałem partnera. Co gorsza rodzice są przekonani, że opisywany romans schizofrenika z ich dzieckiem jest prawdziwy. Ale wszystko rozgrywa się wyłacznie w głowie schizofrenika. Tak samo tylko w głowie schizofrenika wybranek lub wybranka dziecka oszukiwanych rodziców jest gangsterem lub prostytutką.

W związku z tym nie jestem w stanie dobrze o mojej matce myśleć, bo jej zakochanie w Romanku zniszczyło mi życie. Skurwysyn z dużą łatwością wniknął w moje środowisko i przekonał do siebie nie tylko osoby z mojej rodziny, ale też przyjaciół i rodziców przyjaciół.

Nie tylko moja matka była pod jego urokiem. Owinął sobie dookoła palca Andrzeja, matki Michała i Adama. Od przekonanych do siebie osób dostawał wszystko, o co tylko poprosił. Miał swobodny dostęp do mojego kota, którego torturował, bo udawał, że chce ją „oswoić”. Przekonywał moją matkę, że tylko fakt, że mój kot go nie lubi, jest powodem, że nie mieszkamy razem. Prawdziwym powodem jest i zawsze było, że chuja nienawidzę od dziecka. Niestety moi bliscy zafascynowani jego chorymi opowieściami sprawili, że moje życie zamieniło się w piekło, już gdy byłam dzieckiem. Chuj Roman zniszczył mi całe życie, które z powodu mojego pochodzenia, pracowitości oraz posiadanych talentów miało być pasmem szczęścia oraz wydanych płyt oraz powieści. Miałam też mieć szczęście w życiu osobistym i gromadkę dzieci. Wiele lat z moim prawdziwym ukochanym liczyliśmy, że w roku 2025 będziemy już mieć wnuki.

Zamiast tego jestem jedną z najbardziej nieszczęśliwych osób na planecie. Nie posiadam własnej rodziny i nie mam dzieci. Tak się mną zaopiekowały kurwy z Opus Dei, które postanowiły ręcznie kierować moim życiem, bo wiedzą lepiej, z kim powinnam być.

Takie narcystyczne przekonanie dorosłych chujów „wiedzą lepiej”, co dziecko powinno robić w życiu i z kim być, jest z reguły czymś, co zabija dzieci. A jeśli cudem osoby potraktowane jak ja przeżyją, to już zawsze będą nieszczęśliwe oraz będę musiały korzystać ze wsparcia psychologa. Nawet psychoterapeuta w takiej sytuacji potrzebuje psychologa.

Żaden z facetów, z którymi chciałam być, nie jest nawet w jednej części tak nieodpowiedni dla mnie jak Romanek. To są sami ludzie honoru i zdrowi psychicznie.

Psychologia religii

Nieprawdą jest, że kiedykolwiek przeniosłam się na uczelnię katolicką. Jest to ostania rzecz, jaką bym zrobiła. Można wręcz powiedzieć, że życie bym oddała, aby walczyć o moje prawo niestudiowania na jakiejś katolickiej uczelni. Są osoby, które mnie dobrze od tej strony znają.

Więc skąd się wzięło przekonanie wariatki Barbary, że studiowałam na po katolicku? A mianowicie z jej krańcowej głupoty i opowieści schizofrenika Romana. Jedną z rzeczy, którą się zajmowałam w czasie studiowania psychologii, była psychologia religii, czyli jacy ludzie i dlaczego zajmują się wyznawaniem jakichkolwiek religii. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z katolicką pseudonauką, tylko było oparte na badaniach naukowych, ktore odrzucają gusła i zabobony. Takie ujęcie jest krańcowo ateistyczne. Zajęcia z tego przedmiotu polecił mi profesor, który kazał mi brać zajęcia z dwóch lat na raz, bo jego zdaniem bym się nudziła i rzuciła studia zupełnie. Nie miałam najmniejszych problemów z takim trybem studiowania.

Przedmiot bardzo mi odpowiadał. Poznałam w czasie studiów też prawdę o tym, jak falsyfikowane są cuda i jak bardzo niewiarygodni są katolicki księża. Dzięki temu też uważam Kościół za specyficzną organizację przestępczą. Wszystkie inne instytucje działające w państwie coś produkują lub świadczą usługi dla ludności. Kościół podobnie jak organizcje przestępcze czerpie zyski, nic nie wrzucając do wspólnej gospodarki. Ludzie Kościoła żądają dla siebie pieniędzy i chcą, aby to im świadczyć usługi. Dostają pieniądze dzięki temu, że od wszyscy wierni są dziecka indoktrynowani i zastraszani, żeby nie myśleli nawet o tym, że dadzą radę cokowliek zrobić bez Kościoła. Niewielkim dzieciom są wpychane do głowy nie tylko celowo zmyślone opowieści, ale też cynicznie wywoływany syndrom sztokholmski, bo są torturowane psychicznie i fizycznie. Podobnie potraktowano mnie w podstawówce, bo przemocowo chciano osiągnąć moje „nawrócenie” i potwierdzenie słów wariatów.

Nie należy wierzyć nikomu z Kościoła. Nawet jeśli uważają się za uczciwych to cierpią na zaburzenia psychiczne i seksualne. I nie wszystko musi być genetyczną chorobą. Sam styl wychowania katolickiego wystarczy, aby wyprodukować ludzi zdemoralizowanych (czyli doprowadzających do samosądów i linczów, bo nie szanują instytucji prawa), którzy uważają, że nakazy religii to „prawo” i powinno obowiązywać wszystkich.

Przeczytałam także w czasie studiów podręczniki o sektach i nie mam najmniejszej wątpliwości, że organizacje takie jak Oaza czy Opus Dei to sekty. Powiedzmy sobie szczerze, księża i zakonnice celowo rezygnują z prowadzenia życia, jakie dla psychologów jest oznaką zdrowia psychicznego, bo jest zgodne z ludzkimi instynktami i potrzebami. Księża, którzy zajmują się wychowaniem dzieci czy ludzi dorosłych, nie są przygotowani do bycia psychologami czy pedagogami. Uważają swoje poglądy za prawidłowe i czują potrzebę narzucania ich innym, chociaż wynikają z ich zaburzeń psychologicznych i seksualnych. Z reguły im ktoś głupszy, tym bardziej jest religijny. Dlatego też niszczą psychikę powierzonych im dzieci, wychowując ich na ludzi sobie podobnych i dbając o replikowanie kadr. Ja byłam przemocą wychowywana w ten sposób, oczywiście wbrew woli moich rodziców, bo postanowiono zadbać o „przetrwanie Kościoła, któremu brakuje nowych powołań”. Wychowano w ten sposób tak zajadłego wroga Kościoła Rzymsko-Katolickiego, jak najbardziej wredny blackmetalowiec. Ravn nie przypadkiem stał się moją miłością i jeszcze przed poznaniem go potrafiłam growlować.

Znam mechanizmy, według których działają sekty. Z reguły gury sekty jest schizofrenikiem, jak wielu katolickich „świętych”. Wyznacza sobie własne zasady, które mają obowiązywać jego wyznawców. Mówi, kto z kim ma się pobrać i kontroluje życie seksualne swojej grupy. Bardzo często członkowie seksty zmuszani są do prostytucji. Bo mają zarabiać na potrzeby sekty. Psychoterapeuta wie, że schizofrenik niszczy umysł swojej ofiary, bo atakuje jej prawdziwe wspomnienia, wmawiając jej, że są urojeniami. Z drugiej strony ofiara schizofrenicznych urojeń przechodzi pranie móżgu, bo schizofrenik chce, aby potwierdziła jego urojenia. Brak potwierdzenia wywołuje wściekłość schizofrenika, który dąży do zabicia ofiara.

Z punktu widzenia psychologii społecznej opis wygląda trochę inaczej – sekta pierze umysły swoich członków, którzy mają bez wahania wykonywać polecenia swojego guru. Majątki członków sekty są przejmowane przez wspomnianego guru i jego rodzinę i tylko oni mają prawo żyć dostatnio. Reszta ma przyjmować obowiązki wyznaczone przez guru.

Nigdy nie powiedziałam, że chcę należeć da którejkolwiek z tych katolickich sekt, ale zostałam przez guru rodzinnej sekty Renaty zgłoszona do Opus Dei wbrew mojej woli, tylko na podstawie jej urojeń oraz sfałszowanego listu. Nikt z tych ludzi nie jest moim krewnym. Nie jestem katoliczką. Także od lat formalnie.

Wszystko, co dzieje się dalej, również jest zgodne z podręcznikiem opisującym sekty. Z sekty się nie odchodzi. Nie wolno się sprzeciwiać guru. Z sekty odchodzi się tylko przez śmierć, bo sekta zaszczuwa z wynikiem śmiertelnym nieposłusznych członków sekty za próbę odejścia. Członkowie, którzy zostali w sekcie, kłamią w żywe oczy na temat człowieka, który chce odejść. Atakują go też w pracy. Bardzo często zmuszają do popełnienia samobójstwa.

Ataki katolickiej sekty znisczyły mi całe życie, ale się nie poddałam, chociaż kłamstwa Renaty odsunęły ode mnie wszystkich moich przyjaciół. Do tej pory walczę z efektami prania mózgu i próbami schizofrenika Romana doprowadzenia mnie do śmierci samobójczej. Na całe szczęście udało się go przekonać, że nie dziedziczy po mojej śmierci. Chociaż mało razy o mało co nie popełniłam samobójstwa w wyniku jego prób doprowadzenia do tego, abym potwierdziła jego słowa i pozwoliła na dostęp do mojego rachunku.

Jedne, co mogę powiedzieć, to pierdol się sekto!!! A także pierdol się katolicki kościele, bo z mojego punktu wiedzenia jesteś niczym innym jak federacją sekt. Bo do tego prowadzi kult „świętych”, nazywanych przez świat nauki schizofrenikami, a Kościół nie uznaje chorób psychicznych za realnie istniejące, wierzą tylko w opętania i istnienie wybrańców, którzy słyszą głos Boga. Większość ludzi wypiera wszystko na ten temat z lekcji religii, ale mnie prześladuje nawiedzony ksiądz od tak dawna, że miałam okazję kilka razy u niego zweryfikować prawdziwość tego stwierdzenia. Nawet ludzie lubiani w fandomie, zajmujący wysokie stanowiska w Kościele, mówili mi, że prywatnie uznają istnienie chorób psychicznych, ale zawodowo zawsze poprą Katechizm Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Tak więc, ten tego – spierdalajcie do Rzymu w podskokach, pretty please!!!

Upoważnienie

Muszę opisać, na czym dokładnie polegał przekręt prześladującej mnie rodziny schizofreników, którym udało się uzyskać dostęp do pieniędzy po moim zmarłym mężu. Oczywiście jak to schizofrenicy cierpią na urojenia, że to wszystko jest „ich”, bo „są Norwegami”.

Ustalmy coś dokładnie. Roman nie jest Norwegiem. Jest schizofrenikiem, który doznał bardzo silnych urojeń, gdy mnie poznał w podstawówce. Zaczął sie uważać za kogoś podobnego do mojego ojca, który był wnukiem bardzo ważnego norweskiego arystokraty. Mój polski dziadek ze strony ojca ożenił się z córką owego arystokraty, więc nie powinno dziwić moje polskie nazwisko. Stąd pochodzą urojenia Romana o Norwegii i byciu norweskim „księciem”.

W latach osiemdziesiątych zakochałam się w norweskim muzyku.Bardzo szybko wzięliśmy ślub cywilny w norweskiej ambasadzie i organizowaliśmy impezę kościelną. Dla wielu osób z fandomu nie było to tajemnicą. Problem zaczął się, gdy wytrąciły się osoby spoza fandomu, które praktycznie nikogo nie znają poza rodziną schizofreników z mojej podstawówki. Po śmierci mojego męża, który został zabity przez wariata, zostałam zwabiona na konwent i zaszczuta przez wariatów i ich pomocników, bo mój prześladowcy postanowili, że znowu „zrobią ze mną porządek”. Przeszłam pranie mózgu, bo Roman zaczął mieć urojenia, że nazywa się Ravn, więc mnie jako młodą wdowę przekonywali, że jej mąż „żyje” i że jest to znienawidzony przez nią schizofrenik, który od dzieciństwa ma na moim punkcie obsesję.

W tym „w leczeniu mnie” pod dyktando schizofreników wzięło udział wiele osób z warszawskiego fandomu. Doprowadzili mnie wspólnie do amnezji. Nie miałam głowy do papierologii i zmiany nazwiska na to, które przyjęłam w ambasadzie podczas ślubu. Chciałam to zrobić po ślubie luterańskim, a potem nie wydawało się to ważne. Zresztą traciłam bardzo szybko pamięć po kolejnych atakach schizofreników oraz ich enablerów, wśród których byli też psychiatrzy. No cóż, nie jeden psychiatra został wciągnięty w urojenia schizofreników i zaczął niszczyć ofiarę schizofrenicznych urojeń. Psychoterapeuci takich psychiatrów wsadzają do więzienia. Profilerzy jeszcze bardziej lubią ich wsadzać do więzień i mają w swoich podręcznikach odpowiednie opisy działań schizofreników i zdemoralizowanych psychiatrów, którzą łamią za pieniądze zasady diagnostyki. Więc takie sprawy jak moja powinny zawsze być prześwietlane przez Policję. Samosądy i lincze są oznaką demoralizacji.

Norwedzy ciągnęli mnie za rękę, bo trzeba było załatwić sprawy spadkowe po prawdziwym Ravnie. Wsparciem dla mnie był jego krewny, Varg. Rzucili się mnie wspierać ludzie z warszawskiego fandomu. Założyli dla mnie konto, na które zacząły wpływać pieniądze z Norwegii. Ale oczywiście schizofrenicy postanowili przejąć kontrolę na tym kontem i sfałszowali mój podpis pod upoważnieniem dla Romana. W ten sposób ten wariat już bez problemów zaczął udawać mojego męża i właściciela tych pieniędzy. A ja zostałam tam pobita i zaatakowana psychicznie tak bardzo, że straciłam pamięć. Barbara i schizofrenicy dalej mnie kontrolowali i kłamali na mój temat.

Nie dziwcie się, że napisałam Policji o tym przekręcie i porosiłam Prokuraturę, aby zablokowali Romanowi bankowe upoważnienie i dostęp do moich pięniędzy. Z powodu amnezji nie mam do nich dostępu. Nie wiem, nawet który to bank. Ale wolę już, aby nikt z tych pieniędzy nie korzystał, niż żeby ten schizofrenik wykorzystywał je do podtrzymywania swoich urojeń o byciu multimiliarderem. Ale jak się zorientowałam, udało się odciąć go skutecznie od tych pieniędzy, bo za ten ruch zostałam zakatowana psychicznie tak dokładnie, że dopiero teraz odzyskuję pamięć. Nie dziwi mnie zaangażowanie różnych osób po stronie tego schizofrneika, ponieważ byli hojnie nagradzani z moich pieniędzy. Słyszałam spłacanych pożyczkach na samochód, czy też kupowanych domach.

Odtwarzam to wszystko z pamięci z problemami dzięki pomocy moich prawdziwych przyjaciół z fandomu, także światowego.

A poniżej zdjęcie mojej rodziny. Jeśli kogoś nie ma na tym nim, nie może występować przed nikim, jako mój krewny. Jak widać, nie ma tutaj ani Romana, ani Renaty czy Anny. Ryszarda też nie ma na tej rodzinnej imprezie. Ciekawe, czy potrafiliby powiedzieć, kto jest kim? Ciekawe czy pan B., który twierdzi, że zna wszystkich z mojej rodziny, potrafi chociaż jedną osobę oprócz mnie nazwać?

Wyrzuci mnie z pracy

Przypomniała mi się rozmowa z głupią Barbarą, która – kierując się tym, co schizofrenicy z mojej podstawówki powiedzieli jej wieki temu – zaczęła mnie zastraszać, że jeśli nie potwierdzę na blogu słów wariatów to wyrzuci mnie z pracy.

No co ja mogę na to poradzić? Nie jestem ani żoną Romana, ani krewną Renaty. Nic co o mnie opowiada Barbara nie jest prawdą. Smutne za to jest, że pani P. padła jej ofiarą i szczerze wierząc w jej prawdomówność, zaczeła mnie wraz z nią zaszczuwać, chcąc powierdzenia urojeń wariatów. Triggerem dla nich są moje opowieści o psychologii i dawnej karierze pływackiej. Barbara uważa, że „zna o mnie prawdę” i „opiekuje się mną” od zawsze i tylko dzięki jej niej „wyszłam na ludzi”. Oczywiście jest odwrotnie, bo jej działania mnie zniszczyły i uniemożliwiły każdą karierę, którą wolałabym od nauczycielstwa. Zniszczyła mi też życie osobiste i psychikę. Kłamie wszystkim w żywe oczy.

Wedle przechwałek Barbary umożliwiła awans pani P. bo ta jej pomaga, usłyszałam też groźby, że jeśli napiszę na blogu coś innego, niż chce Barbara, to wyrzuci mnie z pracy, bo zaprzyjaźniła się z moją szefową. Jej wpływ tłumaczy dziwne posunięcia kadrowe związane z tym, czy ktoś jest religijny. Oczywiście może to być przypadek i nie ma na nic wpływu, bo jej słowa są wyłącznie powtórzeniem bezmyślnej paplaniny imbecyla i wariatki. Bo jak mam ocenić gadanie osoby, która twierdzi, że nie jestem córką Mariana i Heleny, nie jestem pływaczką i nie jestem autorką swoich tekstów. Jest to też osoba, która twierdzi, że jestem „kurwą” i „córką kurwy”. Wiem, że jej „rewelacje” pochodzą od mojego chorego psychicznie koleżeństwa z podstawówki, ale nie zmienia to mojego złego nastawienia do jej osoby. Jest to pieniaczka i osoba bardzo niebezpieczna dla mnie i uparta jak tępa krowa.

Powtórzę jeszcze raz, jest to osoba, która mnie terroryzowała, twierdząc, że wyrzuci mnie z pracy, jeśli na blogu pojawi się coś innego, niż ona sobie życzy. Groziłam jej wtedy, że wszystko ujawnię, jeśli się nie uspokoi. Tak się składa, że bardzo chętnie przeniosę się do innej pracy. Chcę zobaczyć, co Barbara będzie robić, bo mam jednak wrażenie, że jestem za dobra, aby moje miejsce pracy się ze mną łatwo pożegnało. Wręcz przeciwnie, szef szefów nie chciał mnie puścić, gdy wściekła chciałam już raz odejść. Oczywiście jego obietnice nie zostały zrealizowane i dalej byłam tępiona przez wariatów i Barbarę w miejscu pracy.

Mam prośbę do osób, które wiedzą, kim jest ta idiotka z Krakowa. Prześlijcie jej linki do odpowiednich zaświadczeń, które potwierdzają moje słowa. A mianowicie, pokażcie jej, że jestem panną (w Polsce), oraz dla pewności pokażcie także zdjęcie mojego dowodu osobistego. Przyda się też fotografia z bloga mojej prawdziwej rodziny. Bardzo proszę, dodajcie też kilka słów od siebie. Jest to osoba, która twierdzi, że nikogo w fandomie nie znam. Atakowała mnie tak uporczywie w czasie konwentów, że odpowiada za skłócenie mnie wieloma pisarzami, bo twierdziła, że ich nie znam i że oni o mnie nie słyszeli. Przez chwilę myślałam, że rzeczywiście mówiła w ich imieniu, a nie że powtarza urojenia rodziny Romana i Renaty (tej małej blondynki, która lubi się przedstawiać jako Małgorzata Wieczorek, czy ja).

Naprawdę bardzo proszę, naprawcie jej światopogląd. Jest powodem, dlaczego ci idioci z mojej podstawówki się nie leczą i zaszczuli wiele osób. Niech sobie przeczyta ten blog. A potem niech spróbuje mnie wyrzucić z pracy. I DARE YOU!!!

Ciekawa też jestem, czy Barbara pisze lepiej ode mnie? Jak oceniacie mój styl na blogu? Oczywiście się nie staram i prawie nie redaguję, ale chyba nie jest aż tak źle, aby Barbara twierdziła, że tego, co piszę, nie dało się czytać. No chyba, że Renata pokazała jej coś, co sama wydusiła z Chata GPT i stąd jej opinie. Ach, mogło chodzić jej też o sfałszowany list do dyrekcji Opus Dei. Ale ani jedno słowo w nim nie pochodzi ode mnie. Jest jedna z wielu prób stworzenia „dowodów” na prawdziwość urojeń schizofreników z mojej podstawówki. Schizofrenicy tak robią. Dla profilerów nie jest to żadną tajemnicą.

Do wszystkich win Barbary dopiszcie też zniszczenie mnie jako autorki i wywołanie blokady pisarskiej. Mam nadzieję, że Adam mnie postawi na nogi, jak obiecywał i wrócę do kariery wokalnej. Do świata metalu Barbara nie ma wstępu, a ja nie chcę już oglądać nikogo z warszawskiego fandomu. Wszystkich oszukała.

Niech Barbara nie robi z Anny „Smeagola” skrzywdzonej wokalistki, a z Renaty pisarki.

Borg

Ludzkie społeczeństwa są trochę jak Borg ze Star Treka. Oczywiście nikt z nas nie jest cyborgiem, ale niepotrzebne są nam wszczepy, żebyśmy w kontaktach z innymi ludźmi kierowali się empatią i współodczuwali to, co czują osoby cierpiące. Z reguły czujemy dyskomfort, gdy ktoś w naszym otoczeniu cierpi i biegniemy z pomocą. Łączą nas więc różne więzi emocjonalne i jesteśmy dzięki nim w stanie działać, jak jeden organizm.

Oczywiście takie stadne zachowania prowadzą ludzi na manowce, bo zaczynamy zaszczuwać kogoś, kogo uważamy za wspólnego wroga i dokonujemy linczu na tej osobie, chociaż potem często nie jesteśmy w stanie powiedzieć, dlaczego to zrobiliśmy. Bardzo łatwo ludzi nakręcić emocjonalnie i sprawić, żeby przestali myśleć logicznie. Właśnie bardzo często takie rzeczy robią ludziom schizofrenicy.

W naszych mózgach znajdują się neurony lustrzane, które odpowiadają za współodczuwanie różnych emocji, za to że zaczynamy się z innymi ludźmi śmiać, płakać lub ziewać, chociaż nie widzimy wcześniej żadnej potrzeby. Niestety w kontaktach z paranoją schizofreników, którzy zaczynają szlochać o swojej wielkiem krzywdzie, te mechanizmy empatii sprawiają, że wydawałoby się dobrzy ludzie niszczą niewinne ofiary, bo wierzą we wszystkie urojenia, a nie mają żadnego przygotowania, które by im pomogło rozpoznać schizofrenika. Są tak zaangażowani, że nie chcą nic weryfikować, albo zadowalają się rozmową z urobionymi ludźmi lub innymi spokrewnionymi schizofrenikami. I uważają, że „znają prawdę o mnie”. Nie pozwolę się tak obrażać.

Z drugiej strony są ludzie, którzy nie mają odpowiednio wykształconych tego reakcji, bo nie nauczyli się ich w dzieciństwie. Na przykład Michała nigdy nie potrafiłam zarazić ziewaniem. Z reguły też olewał wszystkie moje prośby, a kierował się tylko tym, co on uważał za odpowiednie. Był jedną z tych osób, które uważały (całkowicie błędnie), że nie należy walczyć z moją amnezją i lepiej dla mnie będzie, że nie będę pamiętać o swoim zmarłym mężu. Popełnił bardzo duży błąd, bo uniemożliwił mi poprawne działanie. W takie sytuacji zawsze powinien człowieka wspierać psychoterapeuta. Niestety rodzina Michała to durnie. Zupełnie czułam się, jakbym miała przy sobie androida. Przy czym Michał zupełnie nie zdawał sobie sprawy z moich uczuć i już planował całe wspólne życie, podczas gdy ja absolutnie nie zamierzałam wiązać się z nim na tak długo. Nie byłam w nim zakochana i tylko zastanawiałam się, gdzie czmychnąć. Upłynęło wtedy jeszcza za mało czasu od śmierci prawdziwego Ravna, abym mogła się zakochać.

Ludzie są monogamicznym gatunkiem i z reguły bardzo źle przechodzimy stratę kogoś, kogo kochamy. Nawet jeśli pójdziemy z kimś innym do łóżka, to się nie zakochujemy. Potrzeba czasu, żeby zakończyć żałobę, potrzeba też czasu, aby się wyleczyć po stracie lub porzuceniu. Przeciętnie ludzie dopiero po siedmiu latach potrafią się ponownie zakochać. Nawet jeśli trafi się łóżko – a byłam osobą, na którą rzucił się facet i tak długo całował, że się poddałam – to się takiego faceta rzuca, bo człowiek się nie zakochuje tak łatwo w czasie żałoby.

W taki czy inny sposób straciłam czterech facetów, w których byłam zakochana, przy czym trójka z nich już nie żyje. Wszyscy mężczyźni, którzy mnie podrywali lub rzucali się na mnie wprost po każdej ze strat, trafiali na bardzo zły okres i w końcu dostawali po łapach, bo nie potrafiłam się w nich się zakochać. Do tego dochodziło ich przekonanie, że urojenia Renaty są prawdziwe i że mój Ojciec naprawdę był groźnym pedofilem. (Groźny pedofil to ojciec Romana.) Nieprawdizwe opowieści o moim Tacie to powód, dlaczego nie kocham Adama, bo bardzo ostro się o to pokłóciliśmy i to nie raz. Te problemy z fandomem, który wierzy schizofrenikom oraz strata męża były powodami, że się z nikim nie wiązałam na dłużej, a nie to, że „wracałam do Romana, bo tylko jego kocham”. Rzygam na samą myśl o nim.

Nigdy z nie byłam z Romanem związana. Wszelkie opowieści o nas jako o parze pochodzą z jego urojeń. Naprawdę nie ma prawa po mnie dziedziczyć, ani nie miał prawa o mnie decydować, czy być osobą, z którą konsultuje się jakieś moje sprawy. Jest całkowicie mi obcy i nic o mnie nie wie. Za to chętnie rozpowszechnia swoje i Renaty urojenia o mnie. Jest osobą przeze mnie znienawidzoną od zawsze, tak samo jak jego cała rodzina.

Każda osoba, która uważa go za mojego faceta, staje się błyskawicznie moim osobistym wrogiem już na zawsze.

Dzieci

Roman i jego ojciec cierpią na silne urojenia na moim tle od bardzo dawna. Dotyczy to też faktu, czy posiadam dzieci. Obaj twierdzą nie tylko, że Roman jest moim mężem, ale też że posiada on ze mną dzieci.

W czasie, gdy byłam studentką, moja siostra zaszła w ciążę. Prze całą jej ciążę schizofrenicy uważali, że to ja jestem w ciąży. Gdy moja siotra urodziła, schizofrenik zaczął rozpowiadał, że to ja zostałam matką. Prawda jest taka, że nie opuściłam wtedy ani jednego dnia na uczelni, ani też specjalnie nie utyłam, może nawet wręcz przeciwnie. Obeaj przeżywali obie ciąże mojej siotry, przypisując je mnie.

Było dla mnie szokiem, gdy dowiedziałam się, że wariat pojechał do szpitala, gdzie w połogu była jeszcze moja siostra, aby – jak to powiedziano mi – poznać wnuka. Zadzwoniłam do szpitala i został wygoniony. Schizofrenik potrafi w takiej sytuacji dziecko zabić, bo na przykład dochodzi do wniosku nie są potrzebni mu dziedzice, bo ktoś z jego rodziny powienien dziedziczyć. Moje złe przeczucia się potem potwierdziły.

Moja siostra zatrudniła jakąś babę jako baby-sitterkę. Ku naszemu przerażeniu okazało się, że ta idiotka wpuszczała ojca Romana, wierząc, że jest „dziadkiem”. Facet torturował dzieci mojej siotry, zastraszał je i próbował nakłonić jako „niepotrzebne” do samobójstwa. Pojechałam tam z moim psem i rozpoczęłam terapię. Nie muszę Barbarze, czy komuś innemu przedstawiać swoich dokumentów, Policja ma kopię wszystkich moich ocen oraz uprawnień, bo zostały przesłane przez Uniwersytet Warszawski.

Moje obie siostrzenice i siostrzeniec spotkało to samo, co mnie w dzieciństwie. Ta sama rodzina miała urojenia na moim punkcie jeszcze zanim zaczęłam szkołę. Ojciec Romana przychodził pod nieobecność moich rodziców i osoba mną opiekująca się wspuszczała go jako „ojca”. Byłam przez niego tresowana i nakłaniana do nazywania go „tatą”. Gdy zaczęłam do niego mówić po francusku, bo chodziłam do francuskiego przedszkola i mówić, że mój tata jest kimś innym, brutalnie mnie zaatakował i pobił, aż do nieprzytomności. Do chwili obecnej mam wgłębienie na czole po tym ataku. Oczywiście baba, która zatrudniła się jako piastunka w czasie lata, nie widziała nic złego w tym, że mnie tak potraktował. Był to oczywiście to ktoś z rodziny Renaty, chyba jej babcia. Cały ta rodzina miała swój schizofreniczny plan, aby mnie zniszczyć i doprowadzić do tego, aby Renata w mojej rodzinie zajęła moje miejsce i została dziedziczką. Wierzyli, że uda się wprowadzić do mojej rodziny po mojej śmierci. Tacy są ulubieni ludzie Barbary i Andrzeja.

W rodzinach nieleczących się schizofreników panują specyficzne zasady. Osoby, które mają świadomość, że urojenia Renaty nie zgadzają się z rzeczywistością, zamiast ją leczyć, robią wszystko, aby doprowadzić świat do takiego kształtu, aby zgadzał się z urojeniami Renaty. Schizofrenicy nawzajem się wspierają w swoich urojeniach. Są bardzo lojalni pod tym względem.

Nie dziwcie się więc, że po tym, co mnie spotkało, boję się mówić po francusku i wiele z moich wspomnień zostało zablokowanych.

Barbara, która uwierzyła, że torturami mnie wtedy „wyleczono” z urojeń, że mój tatuś jest Francuzem, powinna iść do więzienia. Tym bardziej, że w taki sam sposób leczyła z „urojeń”, że jestem pływaczką, gdy byłam w podstawówce. Później „leczyła” też mnie w podobny sposób z „urojeń”, że studiuję równolegle z Anglistyką psychologię.

Barbara dała sie wciągnąć w działania, których będzie żałować, bo lekceważyła moje ostrzeżenia za każdym razem. Podobnie postępowała Krystyna. Niestety w przypadku całych pokoleń nieleczących się schizofreników bardzo trudno zakreślić linię pomiędzy tym, co pochodzi z ich urojeń, a co jest czystą demoralizacją przekazywaną w rodzinie, bo się nawzajem instruują, jak oszukawać otoczenie i w jaki sposób wyciągać od ludzi pieniądze. Nieleczący się schizofrenicy to bardzo często zawodowi oszuści, wyciągający łapy po nieswoje pieniądze. Z reguły chcą się po prostu w ten sposób „dorobić” czy też „zarobić”, bo nie wszyscy z nich i nie zawsze działają pod wpływem urojeń, że „odzyskują” swoje własne pieniądze.

Mam już dosyć tej rodziny schizofreników, z którą naprawdę nie jestem spokrewniona, oraz ich głupich pomagierów.

No to już wiecie, co będę zeznawać w Sądzie i jakie dokumenty znajdą się w teczkach przygotowanych przed procesem. Policja przygotowuje takie materiały dla Sądu, także Cywilnego, a nie kurwy z Opus Dei, z którymi chodziłam do szkoły podstawowej. Przy czym Anna autentycznie przyznała mi się do prostytucji.

Co mówią kurwy, się nie liczy. W Sądzie zawsze dokumenty wygrywają.