Walizki

Tak się składa, że moi dawni bogaci narzeczeni albo dalecy krewni kilka razy próbowali poprawić mój status finansowy. Niestety wpadali w szpony warszawskiego fandomu, którego przedstawiciele za moi plecami i całkowicie kłamliwie przedstawiali się jako moi najbliżsi przyjaciele, krewni, czy też „mąż”.

Żadni z nich przyjaciele, krewni, czy też małżonek. Kto są ludzie, którzy się zmówili wiele razy przeciwko mnie. Od mojego dzieciństwa kilka walizek z pieniędzmi przechodziło z rąk do rąk. Tylko że zamiast do mojego ojca, Mariana (lub później mnie) trafić, walizki lądowały w lepkich palcach schizofreników lub imbecyli z Opus Dei. Oczywiście nawet złotówka nie trafiła do mnie, tylko ofiarodawcy robili mi potem wyrzuty, że nie kupiłam nic z rzeczy, na które dali mi pieniądze. Sama nie wiem, jak to się stało, że uwierzyli w konieczność użycia pośredników, z których jeden przedstawiał się jako mój ojciec. No cóż, mój tata zmarł w roku 1985, a historia jest całkiem współczesna.

Witamy w Polsce kurew z Opus Dei, które są zawodowymi oszustkami i jak większość schizofreników dochodzą do wniosku, że pieniądze należą się im, a nie osobie, którą wskazywali ofiarodawcy. Zresztą bardzo sprawnie odcinają swoją ofiarę od jej przyjaciół, aby ją zastąpić, bo to są już „ich narzeczeni, ich przyjaciele” oraz „ich rodzina”.

Mam dosyć, bo każda próba dofinansowania mnie przez jakiegoś człowieka kończy się kradzieżą oraz zaszczuciem mnie, bo próbowałam wyjaśnić sytuację. Oczywiście, że kurwy z Opus Dei radoście po doprowadzeniu mnie do takiego stanu, że tracę pamięć, obwieszczały zwycięstwo i wyleczenie mnie z „urojeń”, że jestem kim szczególnym i mam jakieś zdolności. Przy czym bardzo szybko pojawiają się żądania, aby skołowała dla nich jeszcze więcej pieniędzy.

Mam prośbę do ewentualnych ofiarodawców. Albo dajecie bezpośrednio mnie i pilnujecie, abym dotarła nieokradziona do banku, albo używacie konta. Jeśli chodzi o mnie chodzi, wolę konto, bo i tak trzeba zapłacić podatek. Większe sumy wpłat są i tak zgłaszane przez banki.

Kurwy z Opus Dei okradły mnie na grube sumy pieniędzy, przedstawiając się jako moi „rodzice”, albo „siostry”. Mam już dosyć bycia dojną krowa dla tych świrów i nierobów.

W końcu mnie też coś się należy od życia. Ewentualne wpłaty i gotówka tylko do mnie osobiście. Nie mam tajnego męża, o którym bym nie wiedziała, a rodzina to są tylko osoby z poniższego zdjęcia. Inni ludzie, którzy się przedstawiają jako moi krewni i proszą o pieniądze „dla mnie” to są zawodowi oszuści i jak wszyscy przestępcy są demonstracyjnie religijni. Jak to jest im wygodne.

Schizofrenik zawsze ukradnie, jeśli ma taka okazję, bo gdy tylko widzi pieniądze, zaczyna bardzo szybko cierpieć na urojenia, że „to jest jego”.

Pierdolony Gollum.

A najzabawniejsze jest, że kurwy z Opus Dei są imbecylami i jak mi powiedziały, autentycznymi prostytutkami. Chociaż nosy zadzierają te oszustki, jakby były z wyższych sfer. Podejrzewam, że co naiwniejsi się na to łapią.

Nie dziwcie się, że kolportowane o mnie opowieści są tak wredne i nieprawdziwe. To oczywiste, że zawodowe kurwy i oszustki muszą mnie zniszczyć, aby dalej mógł trwać ich przestępczy proceder.

Ofiarodawców zapewniam, że nie dostałam ani złotówki i że rozmawiali z oszustami, a nie kimś, kto miał prawo występować w moim imieniu. Jedyne, co mogę poradzić, to udanie się na Policję.

Imbecyle z Avangardy

Tak się składa, że wiele osób z Avangardy twierdzi, że nie jestem pisarką, tylko kimś po szkole specjalnej. (Wpis z brakiem pozdrowień dla pewnej plagiatorki.)

Sprawa wygląda tak, że imbecyle z Avangardy twierdzą, że jestem też imbecylem, bo pamiętają mie ze szkoły. Po pierwsze nie jestem imbecylem. Pomimo zaszczuwania przez imbecyli z mojej podstawówki, mam dyplom z Anglistyki z czwórką, chodziłam też równoległe na zajęcia na innych wydziałach.

Prawda jest taka, że imbecyle z Avnagardy zanim zostały przeniesione do szkoły specjalnej, próbowały chodzić do mojej podstawówki. Tej tu. Oczywiście imbecyle z mojej podstawówki nie uczęszczali na dodatkowy angielski czy pływalnię, bo była to po prostu dla nich rejonowa szkoła. Dla mnie też. Bo przypadkiem mieszkałam przy bardzo dobrej podstawówce, ale chodziłam do klasy, która miała naukę pływania.

Całe życie ścigają mnie imbecyle, których poznałam w czasie nauki w tej podstawówce, które nie zrozumiały moich reakcji w czasie lekcji religii. Uroili sobie, że jestem po szkole specjalnej i nie powinno mnie być w żadnej mojej kolejnej szkole. Nękali mnie podstawówce, nękali mnie w Reytanie, nękali mnie też na Anglistyce. A także w kilku innych miejscach.

Bardzo nie dziękuję imbecylom oraz durnym fanom, którzy jeżeli tylko mi się uda, to nie będą pisarzami, za zniszczenie mi życia, tylko na podstawie pomówień imbecyli.

Doszło do zmowy przeciwko mnie środowiska. Osoby, które są tego winne powinny stanąć przed sądem, bo ani nie są chore psychicznie, ani nie są imbecylami, tylko zawistnymi kurwami i jak kurwy zawsze będę je traktować.

Nie jestem przyjaciółką Krystyny. Nie mam z nią nic wspólnego i nie chcę mieć nic wspólnego. Nie po tym, co mnie spotkało. I nie po tym jak mnie, moją mamę oraz mojego tatę obraziła. Była aż zbyt aktywna w swoich działaniach i wiem, że chociaż wiem, że chociaż nasi wspólni znajomi próbowali coś tej idiotce wytłumaczyć, walili grochem o ścianę.

Z całym autorytetem stwierdzam, że jest zbyt głupia, aby być pisarką. Jest przy tym agresywnym i bezmyślnym beztalenciem, który przypisuje mi pokrewieństwo ze znanymi w fandomie kurwami imbecylkami po szkole specjalnej, które się bardzo dobrze pomówieniami bawiły. Mam nadzieję, że żmija K. też się dobrze bawiła jak jej idolki.

Absolutnie nie mam ochoty ważyć słów i być delikatna. Mówię prosto z mostu i walę prosto w oczy, bo te kurwy z fandomu zmówiły się przeciwko mnie i zniszczyły mi całe życie. W tym pewne tak zwane pisarki. Mam w dupie to środowisko i się wynoszę. Nie mam ochoty już. kiedykolwiek już oglądać warszawskiego fandomu.

WIdzę ten wpis jako koktail Mołotowa i mam nadzieję, że podpali te kurwy i beztalencia z fandomu, które mnie zakatowały oraz wykończyły, niszcząc psychikę i całe moje życie i radośnie pobiegły do swoich spraw dalej się kurwić. Ma ten świat spłonąć, bo nie mam zamiaru do niego wracać.

Renata jest po prostu wariatką, a nie Yennefer. Jej matka to też tępa schizofreniczka, a ojciec imbecyl. Proponuję, żeby idiotki nadal oddawały hołd lenny którejś z tych kurew.

Imbecyle z mojej podstawówki

Z kilkoma imbecylami chodziłam do podstawówki i stąd moje problemy. Chociaż największym problemem jest, że jacyś poważni ludzie uznali, że mogą ich traktować poważnie i zaczęli pod dyktando imbecyli mnie diagnozować. Nie tylko schizofrenicy są powodem cierpień ludzi, krzy są utalentowani lub znani. Bardzo często imbecyl nabiera przekonania, że jakiś człowiek inteligentniejszy od nich jest w rzeczywistości dokładnie taki sam jak oni i jeśli mówi o sobie lepiej, to trzeba zrobić wszystko, aby zacząć za niego uchodzić. Imbecyle naśladują innych ludzi, nie tylko schizofrenicy tak działają.

Imbecyle lubią uchodzić za ludzi, którymi nie są i ukrywać swoją niską inteligencję. Udają też często, że mają inne zawody niż naprawdę mają. Stąd też żądania, abym za ich pisała, a potem podpowiadała, co mają mówić w czasie wywiadów. To będą pisarzami.

Bez szpitala psychiatrycznego nie sposób stwierdzić, na ile ktoś z grona moich koleżanek i kolegów z podstawówki jest schizofrenikiem, a na ile imbecylem. Potrzebne obrazowanie funkcji mózgu. Ogólna zasada jest taka, że nie diagnozuje się imbecyli jako chorych psychicznie. Ryszard się przyznał, że był w szkole specjalnej, ale do takiej szkoły trafiają też nieleczący się schizofrenicy. Podejrzewam, że Renata i Barbara (czyli jego córka i żona) są głupimi schizofreniczkami, ale z drugiej strony imbecyle walczą o to, aby mogli uchodzić za inteligentnych ludzi i nie zgadzają się na przeniesienie do szkoły specjalnej. Wtedy nic się nie da zrobić i imbecyl tkwi w podstawówce do osiemnastki, kiedy kończy mu się obowiązek szkolny.

Ale jak by nie było, te osoby z gangu Renaty przestały chodzić do mojej podstawówki. Jeśli nie poszły do szkoły specjalnej, to po prostu zostały wydalone za nękanie mnie. Moim zdaniem mogli pójść do szkoły specjalnej. Czyli zgodnie z wiedzą profilerów powinni być za głupi, aby cokolwiek rozumieć z fantastyki. Bo to ludzie inteligentniejsi czytają fantastykę, bo przedstawia światy, których opisy nie zgadzają się ze światem empirycznym, więc imbecyle nie rozumieją takich lektur.

Jest dla mnie wielką zagadką, dlaczego ludzie z potwierdzonym imbecylizmem są członkami klubu fantastyki.

Problemy z klubem

Czekam na kolejne bolesne dla mnie ataki ludzi z Avangardy. Działają według jednego schematu, który powtarza się już od dekad. W zasadzie to chyba opracowali sobie te metody już w czasach mojej podstawówki, ale do tej pory nie zmienili cętek ani zwyczajów.

Sprawa wygląda tak, że jestem cały czas atakowana przez nich tak samo jak w szkole. Wszystko oczywiście opiera się na pomówieniach wariatek. I nic się nie da zrobić, bo „one powiedziały, że powiedziałam” i są najlepszymi przyjaciółkami „tej prawdziwej znajomej Sapkowskiego” (oczywiście gówno prawda), więc „wiedzą, że to nie ja”.

Część z tego grona została wyjebana z mojej podstawówki za nękanie mnie i do tej pory się za to mszczą. Byłam atakowana przez nich w czasie konwentów, a także online. Jeden schizofrenik z tego grona ma urojenia, że jest moim mężem i mnie cyklicznie też katuje, lub próbuje u mnie zamieszkać. Po wtargnięciu do mieszkania był wyprowadzony przez patrol policyjny. Jego wielki orędownik i imbecyl(*) Ryszard zresztą też był w taki sposób wypraszany.

Ta grupka wzajemnej adoracji zniszczyła mi życie osobiste, a także zawodowe. Na każdym poziomie. Są też złodziejami.

Mam prawo w tej sytuacji prawo się skarżyć i to robiłam wielokrotnie, ale wariaci zamiast naprawić sytuację lub się leczyć, woleli uznać, że problem jest ze mną. Zawsze, gdy dochodziły ich informacje, że się skarżę, kończyło się to napadem na mnie i oskarżaniem mnie, że „pisarka skarży się z mojego powodu”, więc byłam atakowana psychicznie i fizycznie. Nie, zapamiętajcie tępe chuje, ja, czyli prawdziwa pisarka skarży się właśnie na was.

Bardzo proszę już mnie nie bić za to, że mam z wami problemy. To wy jesteście powodem, dlaczego nie widać mnie na żadnym polskim czy zagranicznym konwencie. Życie mi milsze, tym bardziej że zniszczyliście mi wszystko, co się dało, w tym ostatnią szansę zostania matką, bo upieraliście się mnie „leczyć” oraz „godzić z mężem Romanem”, zamiast dać mi spokój. Dopiero teraz wychodzę z syndromu sztokholmskiego. Nie jestem niczyją żoną i szczerze mówiąc, nie mam ochoty wychodzić za nikogo, bo przez was i to nielegalne ubezwłasnowolnienie każdy związek kojarzy mi się z niewolą. Mam dosyć ludzi, którzy uważają, że mają prawo mną rządzić.

Nie jestem też już towarzyska, więc ewentualny udział w konwencie będę traktować jako katorgę. Nie chcę oglądać mord fanów. Mogę ewentualnie zrobić wyjątek dla fandomu metalowego. Nie interesuje mnie pisanie dla Polaków, ale nie oddam moich konspektów nikomu.

Jedyne o co proszę to, kurwy, oddajcie co do mnie należy.

Nie wyjdę za Romana, chociaż – jak twierdzicie – „on już ma moje pieniądze”. Niech złodziej odda w takim razie, skoro wie, że moje. Okłamaliście Breta, chuje. Na blogu jest dokument potwierdzający, że jestem panną. Odpowiednie numery kont też można znaleźć w niedawnych wpisach.

⛧⛧⛧

(*) Ryszard jest autentycznym imbecylem. Nie potrafi dodać w pamięci dwóch dwucyfrowych liczb, chociaż działanie jest bardzo proste. Nie zrozumie też konceptu choroby psychicznej (więc nie będzie żony czy córki leczył, chociaż profiler z lat siedemdziesiątych próbował go namówić na leczenie, ale zamiast je leczyć, wierzy w każde ich słowo i próbuje dopasować świat do ich urojeń). Nie rozumie także, co to znaczy, że ktoś ma amnezję, czyli nie pamięta jakiś wydarzeń. Uważa, że ktoś taki jak ja z amnezją staje się kimś innym, a nie osobą, o której jemu mówiono. Chociaż wiele osób starało się mnie przed nim ratować. Ma przestać podawać się za przyjaciela mojego ojca. Nie jest moim przyjacielem, jest zaciekłym wrogiem, bo wiem, co zrobił.

Złodziej

Muszę wyjaśnić, jak to się stało, że złodziej Roman, który nie jest moim mężem, ciągnął pieniądze od znajomych Amerykanów, udając mojego męża. Pieniądze miały być moje, ale gang schizofreników uniemożliwił mi kontakt z Bretem. Klasyczny atak schizofreników z podaniem swojego konta. Ta kradzież to jedna z przyczyn, dlaczego nie pojechałam do Stanów.

Zdążyłam nawet być na Policji i zgłosiłam, że ktoś zamiast mnie podał swój numer konta Amerykanowi, który chciał przelewać należne mi pieniądze. Niestety zostałam tak dokładnie zaatakowana przez gang schizofreników, że dopiero teraz jestem w stanie o tym pisać i przedstawić zaświadczenie, które wyraźnie mówi, że jestem panną, a więc mój prześladowca nie jest moim mężem.

Jak dowiedziałam, schizofrenik i jego siostra żyją sobie wygodnie na mój koszt, tym bardziej, że siostra Romana (tak, tym razem nie chodzi o Renatę) udaje byłą mojego dawnego narzeczonego (chociaż uważa, że facet nazywa się Vikernes – ale dla niej każdy długowłosy Norweg to Varg). Roman tak naprawdę kocha Renatę, ale nie może zrezygnować ze swoich urojeń, bo przestałby dostawać pieniądze. Żaden psycholog kliniczny w tej sytuacji nie da mu rady i nie da się go nakłonić do leczenia.

Ja jestem osobą, za którą się podawałam, ale nikt z tego gangu schizofreników nie jest osobą, za krótką próbuje uchodzić. W tym gangu nie ma żadnego „mojego męża”, nie ma skrzywdzonej „pisarki”, nie ma też skrzywdzonej „wokalistki” i nie wiadomo kogo jeszcze. O, prawie zapomniałam – ma też być jedna z tych schizofreniczek prawdziwą miłością Varga, który przeze mnie niby trafił do więzienia. Nie zapominajmy też, że jest w tym gronie Renata, która miała być prawdziwą, a skrzywdzoną, miłością Piotra.

Dodam też, że Krystyna naprawdę nie jest moją przyjaciółką i warto jej to uświadomić. Bo nie chcę, aby się podawała za moją przyjaciółkę i mówiła, że chcę, aby jej pomagać. Konspekty mają wrócić do Andrzeja.

„Ta kurwa, żona Romana”

Jak mi doniesiono pewna panna (sądzę, że jest panną jeszcze) raczyła się o mnie wypowiedzieć „ta kurwa, żona Romana”. Podobno padło to w odpowiedzi na prośbę, aby mnie przeprosiła. Stwierdziła, że „przeprosi tę prawdziwą, a tę kurwę, żonę Romana.”

Więc jedyne, co mogę teraz zrobić, to poprosić, aby mój prawnik pan P. zareagował.

Ja ze swojej strony dodam tylko, że padłam ofiarą pomówień schizofreników z mojej podstawówki i że schizofrenicy kierują się niechęcią podszytą zawiścią. I na tej podstawie tworzą im się urojenia, które głoszą, że ktoś bardzo lubiany, nie jest osobą, za którą się podaje. Równie częste urojenie polega na tym, że osoby, które są obce dla schizofrenika w jego urojeniach są jego tępą żoną, którą trzeba „leczyć”, aby w końcu to co mówi zgodziło się z jego urojeniami.

W życiu nie przeproszę żadnych złodziei i manipulantów. Mam dosyć tych pomówień, jakie wysuwają beztalencia i wariaci. Ani ja nie byłam i nie jestem kurwą, ani moja mama nie była – tu cytuję – pijaną kurwą, która zdechła pod pod płotem.

Za coś takiego należą się przeprosiny, ale teraz już ich nie przyjmę, tylko proszę, aby sprawa w końcu znalazła rozwiązanie sądowne. Nie uwierzę już w jakąkolwiek dobrą wolę kogokolwiek z Avangardy. To są ludzie, z którymi można rozmawiać tylko na sali sądowej, pozbawieni całkowicie honoru.

Tym razem występuję z fatwą na tę tępą zdzira, która mnie tak i moją mamę nazwała. Ma już przestać dostawać jakąkolwiek pomoc. Nie zasługuje na to. Każda osoba, która ją spotka ma prawo opierdolić ją w moim imieniu.

Jedyne, co mogę powiedzieć, to że ta osoba zjebała sobie wszystko swoim tępim chłopim uporem, bo dla mnie nie jest szlachcianką, tylko rakiem, który toczy warszawski fandom i osobą, która osobiście odpowiada za wiele nieszczęść u wielu ludzi. Lepiej, aby się już nigdzie nie pokazywała, gdzie ja bywam. Na jej szczęście nie ma mnie i nie będzie na żadnych warszawskim konwencie, bo nie mam ochoty oglądać imbecyli, którzy nie potrafią pisać, a mają urojenia, że schizofrenicy zrobią z nich pisarzy najpopularniejszych w Polsce.

Niech sobie ta osoba radzi sama, ale nikomu nie polecę wziąć jej do telewizji. Lata temu ułatwiłam w ten sposób karierę pewnej pisarce, ale dla pewniej tępej idiotki tego nie zrobię.

Testament

Mój testament brzmi tak – tylko moje rodzone siostrzenice i siostrzeniec mogę po mnie dziedziczyć. Piszę to nie dlatego, że planuję samobójstwo, ale żeby mnie znajomi schizofrenicy, którzy nękają mnie od podstawówki, nie zabili. Tak się składa, że schizofrenicy zabijają bardzo często, kierując się urojeniem, że po kimś dziedziczą i że nastąpią jakieś automatyczne przelewy, które po czyjejś śmierci nastąpią. Schizofrenik Roman nie jest moim mężem i po mnie nie dziedziczy.

Za to, jak się zorientowałam, Avangarda od lat uważa go za kogoś decyzyjnego we wszystkich moich sprawach. A tak się składa, że warszawski gang schizofreników od dzieciństwa mnie prześladuje razem z swoimi pomocnikami i mogę powiedzieć tylko jedno. Nawet jeśli by powstał w Warszawie jakiś inny klub fantastyki to po tym, co mnie spotkało, w życiu nie pojawię się na żadnym warszawskim konwencie. Bo wiem, że nikt nigdzie nie zapewni mi bezpieczeństwa. Widziałam, jak pomimo mojej walki i kierunkowego wykształcenia, jestem latami, krok po kroku, zakatowywana psychicznie ( a także fizycznie) przez gang schizofreników, którzy przychodzili do mojej pracy, a także ludzi, którzy twierdzili, że są z Avangardy i im pomagali. Twierdzili, że podaję się za kogoś, kim nie jestem, i dodatkowo mam być podobno powodem, dlaczego ta „prawdziwa Małgorzata Wieczorek” nie pojawia się na warszawskich konwentach. Jeżeli kiedykolwiek uczestniczyłam w jakiejkolwiek imprezie Avangardy to tylko dlatego, że straciłam pamięć i nie działałam racjonalnie, bo nie pamiętałam, co mi zrobili już w podstawówce, w czasie liceum i potem na studiach.

Więc jedyne, co mogę zrobić, to wypowiedzieć wojnę temu klubowi. Nikt, kto jest uczciwy nie może pojawić się na konwencie Avangardy. Mam nadzieję, że odczują to na najbliższym Bazyliszku.

Wracam do mojego dawnego hasła. W Warszawie nie ma klubu fantastyki. Jest klubik Opus Dei ze schizofrenikami, którzy okłamują wszystkich na mój temat sprzedając swoje urojenia jako prawdę.

Zamierzam unikać też innych konwentów, w czasie których mogą mnie zaatakować schizofrenicy. Bo nic, ale absolutnie nic, nie zostało naprawione, tylko zostałam ponownie zakatowana przez schizofreników tak, ze o mało się nie zabiłam i weszłam w syndrom sztokholmski z brakiem pamięci. Bo tak mnie „leczyli” z moich tak zwanych „urojeń”.

Mam nadzieję, że chyba nie muszę ponownie wyciągać zaświadczenia o stanie cywilnym, bo z wiosny poprzedniego roku powinno wystarczyć. Nie jestem, kurwa mać, żoną Romana, tylko skrzywdzoną wokalistką i pisarką.

Piekło i przekleństwa na polski ruch fanów!!!

Wojna religijna

Moja katechetka była z Opus Dei i uczyła nas wielu rzeczy. Między innymi, że powinniśmy słuchać schizofreników, których Kościół nazywa „świętymi”. Stawiała za wzór Izaaka, który posłusznie dałby się zabić ojcu, który usłyszał „wolę Boga”, że ma go złożyć w ofierze. Czymś, co równie mnie zgorszyło był fakt, że jak najbardziej poważnie mówiła o nadal trwającej wojnie religijnej.

Cała moje życie potwierdza, że miała rację i że Kościół nadal uważa, że powinien walczyć o przywództwo nad światem. Mają też obowiązek dbać o to, aby jak najwięcej dusz „zbawić”. Weźmy przykład mojego dawnego faceta, Michała. Nigdy nie został ochrzczony, bo to był warunek jego matki, która zresztą tak samo jako ojciec przeżyła bardzo dużo złego z rąk Opus Dei. Ona podobnie jak ja miała już w dzieciństwie wyznaczonego przez Opus Dei przyszłego małżonka schizofrenika. Ja przed swoim uciekam całe życie i nie udało mi się wyjść za mąż. Mama Michała miała więcej szczęścia wyszła za mąż i urodziła dziecko już po czterdziestce. Ale przynajmniej wyszła za osobę, którą sobie sama wybrała. Mnie Opus Dei tak dokładnie obstawiło i otoczyła kłamstwami, że pomimo kilku narzeczonych nie udało mi się wyjść za mąż. Ale nawet jako stara baba nie zaakceptuję Romana.

Ale wróćmy do rodziny Michała oraz wojny religijnej. Rodzice Michała oraz on sam mieli złudzenie, że ich problemy z Opus Dei nie oznaczają, że nie mogą przyjaźnić się z ludźmi religijnymi. Byli bardzo naiwni. W ramach „nawracania” i pilnowania, aby wszystkie dzieci były ochrzczone mój były jak się okazało miał przyjaciela księdza. Z mojego punktu widzenia bardzo duża nieostrożność. Nie tylko stracił osobę, z którą był zaręczony, a która była poganką, ale jakoś tak się okazało, że gdy ożenił się z laską, która go zechciała, nie tylko wziął ślub kościelny, ale też ochrzcił swoje dzieci. Po doświadczeniach jego mamy!!! Zresztą okazało się być błędem, bo Opus Dei mu tych dzieci o mało nie zakatowało na śmierć. Dzieci nie, ale zakatowało jednak skutecznie jego mamę. Z tego, co udało mi się ustalić, miała podobnie jak mój przyjaciel formę raka, którą dałoby się wyleczyć. Pranie mózgu wytworzyło w niej jednak przekonanie, że cierpi na tak zaawansowanego raka, że nie ma sensu go leczyć. Została zniszczona psychicznie tak bardzo, że popełniła samobójstwo.

Mama Michała była za ładna i czasowo jej mąż był na zagranicznym kontrakcie. Mama Michała jako kobieta mieszkająca sama została uznana przez wariatów z Opus Dei za kurwę i wykonano na niej wyrok śmierci. Dodatkowo wkurwiło ich, że mieszka zbyt ładnie i ma w mieszkaniu wszystko. Opus Dei bardzo lubi zaszczuwać ludzi tak dokładnie i terroryzować ich, że sami popełniają samobójstwo. Jest to powód, dlaczego rodzina Michała już się z kilkoma osobami z fandomu nie przyjaźni. Bo są to schizofrenicy podszyci zawiścią, na podstawie której doznają silnych urojeń.

A ksiądz „przyjaciel” uciekł i nie ma po nic śladu.

Ja wolę nie kontaktować się z ludźmi zbyt blisko związanymi z Kościołem. Nie wyobrażam sobie utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z jakimkolwiek księdzem. A z osobami z rodziny Ryszarda i Romana nie miałam szczęśliwie kontaktów od czasu podstawówki. Pomijam napady na mnie w czasie konwentów, czy inne napady, terror czy pranie mózgu u mnie w pracy. Jeżeli z nimi rozmawiałam, to tylko dlatego, że w czasie wcześniejszego napadu straciłam pamięć i próbowałam się dowiedzieć, kim są. Gdy orientowałam z kim mam do czynienia, zrywałam kontakt.

To jest znana sprawa, że ludzie z Opus Dei niszczą pogan, metali i ateistów. Lubię robić tak, że ci się sami zabijają. Nie ukrywali tego przede mną, bo uznali mnie na podstawie urojeń jednej wariatki za kogoś, kto chce być w ich sekcie. Jedyne, co mogę zrobić, to ostrzegać przed nimi. Musicie złożyć apostazje tak szybko jak się da, bo inaczej uważają, że mają prawo was terroryzować w ramach prowadzenia akcji korekcyjnych postawy. Chroni przed nimi tylko brak chrztu lub apostazja. Wszyscy z nich to wariaci (pewien mój znajomy psychiatra wie o tym najlepiej, ale i tak w pewnym momencie dał im się nabrać), ale nie przeszkadza to tej organizacji działać w regularnych strukturach Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Opus Dei ma bardzo zła opinię u kryminologów i psychiatrów. Mam prawo pisać o swoich doświadczeniach. Wojna religijna nigdy się nie skończy, bo Kościół uważa, że ma prawo ludzi „nawracać”. Mnie to nawracanie wyszło już bokiem i wolę uniknąć sytuacji, kiedy ktoś będzie zabiegał o to, abym cofnęła apostazję. Nie ma takiej możliwości. Dlatego w życiu nie będę się kontaktować z kimś z Opus Dei czy Kościoła. Tylko desperaci czy samobójcy mają przyjaciół księży.

Przy czym uwaga – możecie być szczególnie groźnie zaatakowani, jeśli tylko grozicie apostazją. To moje doświadczenie. O wiele lepiej złożyć ją po cichu i najwyżej po tym upublicznić, a nie zapowiadać w ramach krytyki Kościoła czy Opus Dei.

I nawet jeśli jacyś ludzie Kościoła są zdrowie psychicznie, to ich i tak lepiej ich unikać, bo wokół Kościoła krążą tabuny schizofreników i maniaków religijnych (tak wynika z badań naukowych), którzy są ich głównym źródłem informacji na każdy temat. A także jako „święci” uznawani są osoby, które nawet powinny przewodzić. Do tego w kościelnej doktrynie nie ma miejsca na psychiatrię. Jest zamiast niej „życie duchowe” oraz opętani i święci. W związku z tym z reguły nie wątpi się w słowa schizofreników i są podawani za przykład. Z reguły też ludzie wybierający karierę kościelną są raczej głupsi niż reszta społeczeństwa. Bo ludzie religijni są głupsi od religijnych.

Mam też dosyć schizofreników, którzy twierdzą, że wiedzą, że powinnam dać się złożyć w ofierze (czyli popełnić samobójstwo) i zostawić im majątek po śmierci. Mam zamiast, jeśli się uda, żyć bardzo długo. I wcale im nie zostawię im po śmierci, bo nie nazywam się Izaak i wcale nie zamierzam słuchać się schizofrenicznego przybranego „nowego ojca”.

Z tym samobójstwem nie żartuję, przyjaciele ledwo mnie odratowali po zaszczuciu przez Opus Dei. Naprawdę terror niszczy psychikę i zabija. A i tak latami wychodziłam z syndromu sztokholmskiego i odzyskiwałam pamięć.

Ale wiem, że zaszczuwanie przez Opus Dei nigdy się nie kończy. Starają się człowieka kontrolować do śmierci, dokładnie tak jak robią schizofrenicy ze swoimi urojeniami i obsesjami. Nawet zdrowi ludzie z tej organizacji kierują się tym, co mówi jakiś wariat.

Różne wersje

Tak się składa, że prześladujący mnie gang rozpowiada o mnie nie dające się pogodzić wersje. Z jednej strony miałam niby wyjechać do Stanów i być szczęśliwa. A dolarowe przelewy ze Stanów są dla „najlepszych przyjaciół”. Inna wersja głosi, że pieniądze przesyłana na konto Nycza są dla Renaty. Bo należy się jej „odszkodowanie”.

Ja uważam, że to mnie należy się odszkodowanie. Bo ukradzione pieniądze to tantiemy za pewne kompozycje i spółki autorskie.

Jeszcze inna wersja jest taka, że jestem „chorą psychicznie żoną Romana” z amnezją i on może dysponować wszystkim, co mam, wraz z założonym przez Nycza kontem.

Jest to absolutnie nieprawdziwa wersja i bardzo proszę, aby wszystkie sprawy mnie dotyczące omawiać ze mną, a nie prześladującym mnie klerem, który koniecznie chce, abym potwierdziła „świętość Barbary” oraz moje „nawrócenie”. Dla tych ludzi to, że mam być „żoną Romana” jest aksjomatem, tak wierzą w to, że jestem ubezwłasnowolniona.

Mogę jedynie to skomentować w taki sposób – kurwa mać, gówno prawda. Widzimy się w Sądzie. To samo mówiłam na początku lat dziewięćdziesiątych, ale złodzieje i oszuści z cała premedytacją zaszczuli mnie i zakatowali do tego stopnia, że straciłam pamięć i nie mogłam odpowiednio z gangiem schizofreników odpowiednio walczyć.

Mam nadzieję, że uczciwi ludzie, którzy się przypadkiem w to zapłatami, będą wiedzieli, co robić. Bo ani Ryszard nie jest moim ojcem, ani Barbara nie jest moją matką, ani Roman mężem.

Z tym, że kler, jak zwykle, ma bardzo lepkie paluchy.

Konto walutowe

Tak się składa, że z dwoma Amerykanami weszłam w spółkę autorską. Jak najbardziej nie chcieli mnie skrzywdzić, tylko przelewać tantiemy na moje konto walutowe. Absolutnie nie wiem, jak to się stało, że nagle zaczął mnie „reprezentować” Nycz. I okazało się, ze „dla mnie” założył konto walutowe, złodziej.

Odpowiedziałam, że jak najbardziej potrafię sobie sama założyć konto i to zrobiłam, ale od tamtej pory nie udało mi się dopchać do moich znajomych Amerykanów i według tego, co się dowiedziałam, przez dekady przelewali pieniądze na to konto Nycza.

Okazało się, że założył to konto i nim zarządza, święcie przekonany, że schizofrenik Roman to mój mąż i że mnie prawidłowo ubezwłasnowolnił. Roman sobie żyje z tych pieniędzy wypłacanych po trochu bardzo wygodnie i udaje bogacza. Przy czym oczywiście nie zobaczyłam ani złotówki. Nie miałam za co zafundować mamie operacji zaćmy, gdy po pierwszej się przewróciła i soczewki się zrolowały. Nie mam też za co sobie zoperować oczu po ataku schizofrenika na jedno oko.

Jestem panną, nigdy nie byłam nie byłam związana z Romanem i nigdy nie byłam ubezwłasnowolniona. Nie dam dostępu do konta, które niby było założone „dla mnie”. Zawsze się dzieją takie „cuda” kiedy w sprawę wmieszają się schizofrenicy. Ale mam zamiar wszystko przetrwać i w końcu pójść do Sądu. Wiem, że Amerykanie poszli już do Sądu w Stanach. Sprawa czeka tylko, aż się lepiej poczuję i będę mogła zeznawać.

A dla ludzi, którzy chcą oddać to, co ukradli, oto moje konto w dolarach w Paribas: