Schizofrenicy, którzy się nie leczą i tworzą całe dynastie nieleczących się schizofreników, trafiają na margines życia. Kobiety z takich rodzin zajmują się prostytucją, a faceci kradną. Przy czym rodzina, którą znam, bo z ich dziećmi chodziłam do podstawówki, zaczęła dostawać jako „biedni” pomoc od moich rodziców i już zupełnie im odpierdoliło. Awansowali na zawodowych oszustów, co też częstym zajęciem schizofreników. Przy tak wysokiej przestępczości i bezkarności schizofreników nie da się obronić obowiązującego prawa. Nie znam osób, które nie byłyby negatywnie dotknięte przez działania tej konkretnej grupy schizofreników.
Istnieje zasada, że podobni ludzie lgną do siebie, więc mogą mieć zaburzony osąd i uważać, że wszyscy mają podobne doświadczenia jak oni, ale i ta prawidłowość nie sprawia, że problem zaszczuwania ludzi przez świat przestępczy, którzy przy okazji choruje na ischizofreninię, nie istnieje. Moi znajomi schizofrenicy – jak to schizofrenicy – oskarżają kobiety, które zupełnie nie zajmują się prostytucją, o to zajęcie. I próbują je sprzedawać. Jako „dowody” na prostytucję tych osób przedstawiają ubrania, które odkrywają ramiona i nogi. Akurat psychoterapeuci wiedzą, że zawodowe prostytutki mają takie urazy, że prywatnie zakładają tylko takie ubrania, które pozwalają im uchodzić za nobliwe katoliczki – czyli długie rękawy i nogawki. Nawet krótkie spodenki sportowe uważają za coś, co noszą „do pracy”. W czasie psychoterapii ofiary gwałtu są dla odmiany uczone zakładania ubrań, które odsłaniają ciało, bo to naprawdę nie ubranie było powodem gwałtu, a mają odzyskać pozytywny kontakt z własnym ciałem. Dodam, że w czasie wielkich upałów przestaje obowiązywać dres codę, bo najważniejsze jest się nie przegrzewać.
Identyczny problem z gangiem schizofreników z innej podstawówki miał ojciec Michała, profesor psychiatra, którego rodzice też pomagali „biednym”. Piszę słowo „biedni” w cudzysłowiu, bo tak naprawdę to są ludzie chorzy, a nie biedni. Tak się składa, że na lekach nie mieliby problemu z utrzymaniem pracy i prowadzeniem takiego życia, jakie sobie wymarzyli.
Gang schizofreników, któremu pomagali dziadkowie Michała, miał identyczne żądania jak moi znajomi. Zrobili mu pranie mózgu, które miało zmusić do kupna wszystkich ubrać, jakie tylko schizofrenicy kiedyś dostali od jego rodziców, bo chciał je wyrzucić. W efekcie wszedł w taki syndrom sztokholmski, że zawalił całe mieszkanie ubraniami z promocji i się przestraszył, że nie będzie miał za co żyć. Już by oddał te ubrania „biednym”, jak żądali, ale go powstrzymałam. Uleganie terrorystom nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło. Żeby wyjść z syndromu sztokholmskiego trzeba nie ulegać tego typu naciskom. Gdy wariaci odeszli z kwitkiem i runęły ich urojenia, ze profesor jest ich „rodziną” w końcu udało się kogoś zacząć leczyć. W takiej sytuacji za jedną osobą idą inni członkowie rodziny, bo akurat swoim wierzą, że leki są czymś dobrym i że warto się leczyć.
Moi znajomi schizofrenicy zrobili mi w pracy dokładnie to samo, co Profesorowi. Włożyli mi do głowy całą masę fałszywych wspomnień oraz przekonań po tym, gdy już doprowadzili do amnezji. Bardzo nie dziękuję ich enablerom, którzy do tej pory podtrzymują tym schizofrenikom urojenia, że należę do ich rodziny i mam obowiązek ich utrzymywać. Także ludzie, którzy dawali im pieniądze przekonani, że pomagają mojej rodzinie i mnie, tylko mi zaszkodzili, a nie pomogli, bo schizofrenicy, żyjąc sobie na mój koszt, upewnili się w prawdziwości swoich urojeń i że to, co robią, przynosi pozytywne efekty.
Profesor nadmiar ubrań wywiózł na działkę i do momentu, kiedy z nim rozmawiałam o tym, nie kupił nic nowego (nie liczymy bielizny), a minęły od tamtego momentu indukowanego szopoholizmu całe dziesięciolecia. Prawdopodobnie też już nic nie będę kupować oprócz bielizny. Moi znajomi i przyjaciele zapewnili mnie, że znajdą się szafy i działki, gdzie będę mogła schować nadmiar ubrań i spędzać wakacje, ale nie oddam nic schizofrenikom. Istnieje szansa, że jeśli się rozczarują to zaczną się leczyć.
Na całe szczęście opisałam, jak mnie schizofrenicy warunkują i zaczęłam dostawać pomoc, jaką powinnam dostawać. Szkoda tylko, że cała wręcz społeczność nakręcana przez schizofreników zwróciła się przeciwko mnie. Ale ponownie jest to coś wprost z podręcznika psychoterapeuty.
To jest nieprawda, że „ukradłam im ubrania”. Rzeczy, które opisują to coś, co dostali, bo chciałam wyrzucić, bo utyłam lub schudłam, albo coś, co mi ukradł Roman udając, że chce mnie przeprowadzić do warszawskiego mieszkania Breta. Schizofrenik oddał wszystko siostrze. Zostawił sobie „dowody na prostytucję” – czyli moje minimalne topy z odkrytymi plecami oraz krótkie spodenki. Gówno mnie obchodzą jego „dowody”. Dress code nie obowiązuje w upały, szczególnie poza miastem i mogę nosić, co chcę. W mieście także, bo mi psychoterapeuta pozwala i nie interesuje mnie zdanie schizofrenika czy też pana N. oraz Nycza.
Wierzę schizofrenikom, że ukradzione ubrania już im się zniszczyły, część też schizofreniczki sprzedały, ale naprawdę nie zamierzam uzupełniać im garderoby. Wręcz przeciwnie, zamierzam być ich największym rozczarowaniem i w końcu wsadzić do psychiatryka. Wszystko, co o mnie mówią, pochodzi z ich urojeń i nie dam się tym szantażować.
I owszem odkupiłam sobie chyba wszystko co mi ukradli i to z nawiązką, ale nie zamierzam się dzielić. Zgodnie z wolą Piotra, jeśli schudnę, to po prostu sobie zmniejszę ubrania i nadal będę się cieszyć swoimi ubraniami.
To, kurwa, były zawsze moje ubrania i kurwa, się nie ugnę. Niech ci schizofrenicy w końcu się leczą. Dobroczynność trzeba zostawiać specjalistom, którzy diagnozują, kto jest biedny, bo się nie leczy i namawiają na leczenie, a kto rzeczywiście ma pecha w życiu.
Kurwa, schizofrenicy potrafią się zacząć leczyć z głodu, bo w szpitalu dostaną jedzenie. I warto ich przegłodzić, bo ich nieleczona choroba unieszczęśliwia całe społeczności i morduje niewinne osoby. A ludzie, którzy im pomagali też już nigdy nie będą szczęśliwi w pełni, gdy się dowiedzą, że tylko skrzywdzili niewinnych ludzi.
Oczywiście sprawdzić, czy nie ksiądz. Bo akurat ta grupa zawodowa jest często wbrew pozorom bardzo zdemoralizowana i głupia, więc nie spodziewam się jakiś specjalnych wyrzutów sumienia. Moi znajomi schizofrenicy już się prawie zaczęli leczyć, ale poszli na garnuszek kolejnych enablerów związanych z religijną prawicą.
Kurwa, wystarczy!
