Bezczelność

Istnieją rzeczy dotyczące procedur prawnych, które są znane profilerom, a niekoniecznie przeciętnym prawnikom. Szczególnie mam na myśli sprawy związane z zaszczuciem przez schizofreników oraz ich enablerów. Są to sprawy skomplikowane, tym bardziej gdy związana z obrażeniami psychicznymi i psychicznymi jest amnezja.

Wbrew temu, co myślą niektórzy niedouczeni lekarze, amnezja może pojawić się nie tylko z powodu urazu głowy, czy problemów neurologicznych. Spotyka się amnezję związaną z przyczynami psychologicznymi, takimi jak trauma, przeżyte wypadki, a także stres. A czasem stres może być tak duży, że zagraża życiu. Z reguły prześladowcy czy gwałciciele wywołują swoimi powtarzającymi się napadami tak duży stres, że ofiara traci ponownie pamięć. Kontakty z gwałcicielem mogą wywołać amnezję. Chroni się ofiarę przed takimi kontaktami.

Szczególnym przypadkiem jest trauma i stres związany z ludźmi chorymi psychicznie. Z reguły ich żądania lub oskarżenia są tak niesprawiedliwe, że samo to budzi przerażenie i stres. Dodajmy do tego ataki fizyczne i mamy komplet czynników, które wywołują amnezję.

Z reguły ofiary zaszczuwane przez schizofreników nie pamiętają pierwszych kontaktów z nimi, tak są zestresowane. Jednocześnie są poddawane praniu mózgu i bardzo często bez literalnego porwania można mówić o wywołanym przez schizofreników syndromie sztokholmskim. Grupa schizofreników z mojej podstawówki wytworzyła sobie wręcz wzorce kulturowe takiego postępowania. Jeden z moich prześladowców chwalił się, że już jego dziadek, który go tego nauczył, sprawił, że poddany praniu mózgu człowiek „przypomniał sobie” rzeczy, które zaczęły się zgadzać z urojeniami dziadka. Podobno od tamtego momentu cała ta schizofreniczna rodzina chciała powtórzyć ten wyczyn. Dziadek schizofrenik po pozbyciu się innych członków rodziny swojej ofiary i przepraniu jej mózgu odziedziczył mieszkanie. Moja znajoma grupa schizofreników chce powtórzyć jego sukces, bo skoro jemu się udało, to inni z rodziny też zdołają w ten sposób przejąć czyjś majątek. I się dorobić. Mają całkowicie nieprawidłowe wzorce kulturowe. Sama usłyszałam w dzieciństwie od koleżanki ze szkoły pochodzącej z tej schizofrenicznej rodziny, że „opiekują się ludźmi, którzy zostawiają im mieszkania”. Cokolwiek się będzie działo, nie przejmą bezprawnie mojego. Na całe szczęście nie udało im się też wykończyć wszystkich moich krewnych. Chociaż domagali się kluczy do mojego mieszkania, twierdząc, ze ja w nim tylko wynajmowałam pokój, a „prawdziwą córką” mojej mamy jest Renata i że Anna jest moją „krewną”. Akurat. Nie mam z nią nic wspólnego.

Mam wrażenie, że pojawienie się wręcz subkultury schizofrenicznej ze wzorcami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, to coś nowego. Albo przynajmniej nieopisanego do tej pory. O ile dobrze pamiętam swoje lektury sprzed dziesięcioleci, to według podręcznika każdy schizofrenik miał odkrywać na własną rękę mechanizmy psychiczne, jakimi się posługuje, próbując podporządkować sobie inne osoby i zrobić sobie z nich niewolników. Dziedziczenie kulturowe w tej grupie to coś, co wiele osób zadziwiło.

Są to bardzo niebezpieczni ludzie, którzy atakują wszystkich w fandomie, ojca Michała również zaatakowali lata temu. Sam psychiatra też był bezradny i zaszczuli go do wystąpienia syndromu sztokholmskiego. Według tego, co usłyszałam, wyszedł z niego stosunkowo niedawno, bo przez długie lata wierzył, że blondynka, z którą rozmawiał, to moja matka. Psychiatrzy wiedzą, że schizofrenicy często podają się za osoby, którymi nie są, ale i tak nie dał rady jej przejrzeć.

Ci schizofrenicy są tak tępi i odmawiają współpracy i leczenia, że trzeba będzie dla nich zmienić przepisy. Albo zwabić do kraju, w którym bez problemu da się ich wsadzić do psychiatryka wyrokiem sądu. Niestety w Polsce trzeba należeć do rodziny, żeby próbować kogoś ubezwłasnowolnić. A tacy schizofrenicy zabijają zdrowych ludzi, którzy każą im się leczyć. I dotyczy to też członków rodziny. Bardzo łatwo schizofrenika sprowokować, sama o mały włos w taki sposób nie zginęłam, zabita przez kogoś, kto próbuje uchodzić za mojego męża w nadziei, że po mnie odziedziczy majątek. Schizofrenik albo dusi, albo zabija w inny sposób, często także trucizną. A wiele jest rzeczy, które mogą wykorzystać. I potrafią też ludzi zmusić do połknięcia czegoś wbrew woli.

Nie próbujcie sami z nimi rozmawiać o leczeniu. To wyjątkowo groźny gang schizofreników. I wyjątkowo bezczelny.

Wróćmy do spraw związanych z prawem. Schizofrenicy bardzo często zaszczuwana swoje ofiary z wynikiem śmiertelnym. Zresztą nie muszą to być schizofrenicy, mogą to być na przykład panie z gangu kobiet, które zgromadziły się wokół przywódczyni, której pomagają zwalczyć nielubianą konkurentkę. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, w przypadkach takich zaszczuć nie daje się doprowadzić do skazania winnych. Musi być pewność, co wywołało załamanie psychiczne i samobójstwo, więc potrzebny jest żywy człowiek, który będzie zeznawał. Profilerzy ratują ofiary zaszczucia, kierując się podwójną motywacją – nie tylko chcą uratować ludzkie życie, ale też chcą mieć pewność, że będą mogli doprowadzić do skazania winnych. Akurat psycholodzy wiedzą, że rany psychiczne są czymś czymś gorszym od fizycznych i ciężej się z nich wychodzi. Samo pobicie nie wywołuje amnezji, tortury psychiczne i zaszczucie tak.

Policja ma zwyczaj czekać nawet dziesieciolecia, aby ofiara zaszczucia i amnezji odzyskała pamięć i żeby dało się wymierzyć sprawiedliwość. Osoby, które poczuły się bezkarne, bo doprowadziły do utraty pamięci, nie powinny się nigdy cieszyć. Brak natychmiastowych wyroków nie oznacza, że miały rację.

Wszystko w swoim czasie.

Syndrom

Praktycznie od dziecka walczę ze schizofrenikami, którzy specjalnie wywołują u mnie syndrom sztokholmski, bo chcą mnie w taki sposób „leczyć” oraz zrobić sobie ze mnie niewolnicę. To co spotkało mnie w mojej pracy z ich strony, to barbarzyństwo. Zniszczono mi życie do końca.

Moi prześladowcy mają tego pecha, że kierując się swoimi urojeniami, nakazali mi pisać na blogu prawdę i tylko prawdę. Mam pisać o wszystkim. Ale ich definicja prawdy i moja się różnią. Ich urojenia nie są obiektywną prawdą. Obiektywna prawda, to zawartość dokumentów oraz pamięć moich prawdziwych krewnych. A nie to, co opowiada o mnie Krystyna, czy gang z mojej podstawówki.

Możliwe, że siedziałabym cicho, ale zostałam przez gang zaprogramowana (tak, psycholog kliniczny wie, że można ludzi programować), że nie potrafię nie pisać tego blogu. I tak staram się nie być zbyt okrutna, ale muszę słuchać się nakazu idiotek, które zmusiły mnie, aby pisać „Krystyna” – a nie na przykład panna K.(*)

No co ja mogę powiedzieć? Nie zamierzam przepraszać, bo nie ja wywołałam tę wojnę. Dodatkowo też wiem, że Krystyna całkowicie nie hamuje się na swoim Facebooku, a przynajmniej tak mi doniesiono. Więc też mam prawo się bronić i opisać wszystko ze swojego punktu widzenia.

Jak już powiedziałam, nie ja wywołałam tę wojnę. Ale też nie zamierzam się dać zasiekać i zacząć przepraszać, gdy to ja powinnam być przepraszana.

Nadal czekam na przeprosiny, ale pewnie się nie doczekam. Bo ludzie chorzy nie przepraszają, tylko dalej brną w swoje urojenia.

A Barbara nie jest święta, bez względu na to, jakimi zabobonami kieruje się Kościół, mianując schizofreników świętymi.

⛧⛧⛧

(*) Piszę „panna” chociaż wersje co do jej stanu cywilnego się różnią. Z jednej strony schizofrenik powiedział mi, że robią ją w chuja i sterują tak, że zostanie już na zawsze starą panną. Zgadza się z podręcznikiem, który twierdzi, że schizofrenicy lubią tak bawić się swoimi przyjaciółmi i cieszyć tym, że tylko oni mają bogate życie miłosne, a nie ich ofiary. Dodatkowo schizofrenicy zawsze kierują się urojeniami, według których będą dziedziczyć po bezdzietnych znajomych, a jak nie oni, to ich dzieci. Dlatego też zabijają potomstwo i żony swoich obiektów urojeń. Z drugiej strony Barbara powiedziała mi, że Krystyna jest szczęśliwa, że wyszła bardzo młodo za mąż i ma dzieci. I tylko w fandomie posługuje się panieńskim nazwiskiem. Dlatego też nie należy jej podrywać. Ani nikogo przedstawiać. Ja wierzę bardziej w tę pierwszą wersję, bo podobne bzdury o szczęściu małżeńskim opowiadano też o mnie i wiem, jak bardzo różnią się od prawdy.

Barbara jest najmniej wiarygodną osobą w fandomie. Stara intrygantka i wariatka.

Anna

Schizofreniczka Anna, siostra Romana (nie mylić z moją rodzoną siostrą o tym samym imieniu) nie jest anglistką. Jest równie chora jak brat i Renata. Podobno są daleko spokrewnieni z Renatą i jej matką Barbarą, ale nie przeszkadza to Romanowi uważać Renaty za swoją prawdziwą miłość. Ja mam mu służyć – jak już opisywałam – tylko do wzbogacenia się.

Zresztą ich gang schizofreników już na początku podstawówki uznał, że ja i moi rodzice możemy być dla nich dojnymi krowami i cały czas próbują mnie zmusić, abym ich utrzymywała – stąd też te bajdy oraz urojenia na temat jakiegoś naszego pokrewieństwa i tym podobnych rzeczy. W podstawówce ci idioci robili mi klasyczny bullying i próbowali wyłudzać pieniądze. Błędem było objęcie ich jako biedaków opieką i przekazywanie im starych rzeczy w ramach dobroczynności. Tylko ich to spełniło w przekonaniu, że mogą nam zabrać wszystko. Odbyło się to oczywiście przy moim sprzeciwie, bo zrobili na mnie złe wrażenie.

I tak jak Renata ma silną potrzebę uchodzenia za Yennefer – genialną artystkę, która jest pełna pomysłów – tak Anna miała potrzebę uchodzenia najpierw za studentkę Anglistyki, a potem lektorkę języka angielskiego. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Anna zawita do Instytutu Anglistyki radośnie oświadczając, że tam studiuje (a ja według miałam tam nie studiować). Na listę studentów miałby ją wpisać biskup, który poszedł do Rektora, który wykorzystał jedno ze specjalnych rektorskich miejsc. Od tamtej pory nawiedzała regularnie Instytut i nękała studentów. Bo nie tylko ja się skarżyłam.

Problem w tym, że jako wysoka blondynka niektórym myli się z inną Anną, która tam autentycznie studiowała i jest rzeczywiście lektorką angielskiego. Ale można je rozpoznać po zezie. Studiowała tam jeszcze trzecia bardzo wysoka blondynka, ale ta ma na imię Monika.

Tak jak do Instytutu Anglistyki schizofreniczka Anna zawitała do mojego Studium Języków Obcych. Oczywiście, że nikt jej nie zapraszał i nie posiada żadnego dyplomu. Nie skończyła z tego, co wiem, nawet podstawówki, bo jej rodzina od zawsze zajmowała się złodziejstwem i prostytucją, o czym Policja dobrze wie. Wiele razy profilerzy próbowali ich namówić na leczenie, ale są tak chorzy i zdemoralizowani, że nic do nich nie trafia. W czasach nawet śmieli się ze mnie i z tego, że chcę się uczyć. Bo ich rodzinie nigdy to nie było do niczego potrzebne, bo ludzie zawsze dadzą pieniądze. Takim ludziom nie należy nic dawać, tylko wysłać do szpitala psychiatrycznego, gdzie dostaną odpowiednią pomoc, także psychoterapeuta upewni się, że zrozumieli, że praca jest im potrzebna.

Naprawdę, jak usłyszałam od znajomego biegłego psychiatry, jest to najgłupsza i najbardziej niesławna rodzina schizofreników znana warszawskiej Policji. Proszę wysyłać wszystkie skargi, bo są pieczołowicie gromadzone, a policjanci jakby co interweniują. Wiele razy usuwali wariatów z mojego mieszkania. Moja mama też ich wzywała.

Schizofreniczka Anna nie będąc w mojej pracy zatrudniona, wykonała klasyczny numer schizofreników, którzy kierują się swoimi urojeniami. Wariaci, jak to oni, nękali mnie od jakiegoś czasu, aż w końcu Anna się ujawniła. Pobrała klucz i próbowała uczyć grupę innej lektorki. Co oczywiście jej się nie udawało. Została przez moją koleżanką wyproszona. Wcześniej razem ze swoimi krewnymi zakłócała też moje zajęcia, wyśmiewając mnie i przedrzeźniając. Podobnie zachowywała się w czasie mojej prelekcji.

Na swoje nieszczęście postanowiła pojawić się na sprawdzaniu egzaminów B2. Kręciła się od jakiegoś czasu po budynku, więc gdy się przysiadła do grupki lektorów i poprosiła o kilka egzemplarzy testu. dostała do sprawdzania. Znam tę cholerę od lat, wiec poszłam do Szefowej z alarmem, że wiem, że pani jest chora psychicznie. Poprosiłam o upewnienie się, że jej nie mylę z kimś. Okazało się, że tak jak myślałam, schizofreniczka Anna nigdy nie zatrudniła się w Studium. Anna została wyproszona. I myślałam, że na tym się skończy.

Niestety od samego początku życia Krystyna modli się wręcz do schizofreniczki Anny, uważając ją za norweską księżną i tylko jej słucha, a przynajmniej tak wynika z moich obserwacji i tego, co mi ludzie mówili. W wersji Avangardy okazałam się być tępą, niewdzięczną kurwą (która tylko dzięki Annie skończyła studia), przez którą Anną straciła pracę. Jest to wersja wprost z urojeń rodziny Anny, która nie rozumie, że aby pracować, nie wystarczy naśladować ludzi autentycznie zatrudnionych w jakiejś instytucji.

Z powodu podobnej schizofreniczki, która została wzięta na poważnie i której poleceń słuchano, mój tata stracił swój biznes we Francji, bo zbankrutował. Jak wspomniałam wcześniej francuski gang schizofreników zabił jego ciężarną żonę i doprowadził tatę do próby samobójczej. Pierwsza żona mojego taty miała urodzić pierwsze dziecko. Informacja o starszym synie, którego zabito, pochodzi niestety z urojeń schizofrenika, które mi wmówiono.

Przy okazji wspomnę o pewnym psychologicznym eksperymencie, który pokazuje, co się może stać, gdy ktoś z uporem coś komuś wmawia. Bo nawet krótsze linie mogą zacząć się wydawać dłuższe, gdy ktoś z uporem tak wmawia. W skrajnych warunkach ludzie mogą naprawdę mieć urojenia, że krótsze linie są dłuższe, to nie tylko konformizm, jak chce psychologia społeczna.

Gdyby na tym skończyła się historia schizofreniczki Anny, wszyscy byliby szczęśliwi. Ale niestety wtrącili się jej enablerzy i wielbiciele. Postanowili się na mnie zemścić i zrobili mi wjazd do pracy. I tak jak wcześniej polityk N. postanowił działać. Wcześniej mnie pobił jako jako ta jedyna osoba, która broni „Yennefer” Renaty. W mojej pracy postanowił się zemścić na mnie także za nieszczęścia schizofreniczki Anny, która została przeze mnie „wyrzucona ze Studium”.

Nie chcę nawet wymieniać wszystkich barbarzyństw, jakie popełnił na mnie razem ze schizofrenikami oraz swoimi znajomymi. Powiem tylko, że do obecnej chwili jeszcze nie odzyskałam wszystkich wspomnień i nie wyszłam z traumy.

Mam nadzieję, że w końcu ktoś też za mną się ujmie, bo ma dosyć już ataków na mnie, które powtarzają się od dzieciństwa. Nie oddam nic, co do mnie należy, tym schizofrenikom, ani nie będę nie za nikogo z nich pisać. Nie kontaktuję się z nimi, nic o nich nie wiem, nie ma takiej możliwości, żebym „pisała razem z Renatą”.

Na pewno za mnie nie napisała tego bloga. Kurwa, każdy mój tekst jest stuprocentowo mój, ja nie jestem plagiatorką i nie wykorzystuję czyiś pomysłów, jak pewna Krystyna.

Mam nadzieję, że Avangarda już mnie przestanie obrażać. Piszę tak, bo miałam w pracy praktycznie niekończące się procesje różnych fanów i schizofreników, którzy obrażali mnie w imieniu warszawskiego klubu. Podobno nie umiem tłumaczyć i nie znam angielskiego. Spotkałam się z żądaniami, aby tłumaczenia czy kursy oddać schizofreniczce Annie. Kurwa, niech pójdzie do Szefowej Studium z CV, jak wszyscy inni szukający pracy i niech przestanie mnie nękać. Ach, tylko nie ma, co wpisać do CV.

I jedyne, co mogę powiedzieć teraz to – owszem, tak jak chcieliście, obraziłam się już na dobre.

Ciekawe, czy Anna znajdzie sobie jakiś fanów, którzy z cała powagą będą powtarzać, że jest skrzywdzoną wokalistką Burzum. O ile mi wiadomo, Burzum nigdy nie miało wokalistki, a moje zespoły nazywały się zupełnie inaczej. Ale Anna nie wie, jak się nazywały, więc nie wie, co mówić, żeby mnie naśladować.

Fani metalu raczej się na Annę nie nabiorą i podejrzewam, że jest to bezpieczniejsze dla mnie środowisko od warszawskiego środowiska fantastyki.

Ostrzegałam, że zrobię z tego sprawę publiczną, prawda? Racja jest tylko po mojej stronie.

Odpierdolcie się, kurwy!!!

Polityk

Jest wielu enablerów kręcących się wokół Renaty i Anny, schizofreniczek z mojej podstawówki, ale najgorszy jest pan polityk N. Opisałam już jak mnie pobił – ale nie skończyło si tylko na strzale w podbrzusze, dostałam w twarz tak mocno, że o mało mnie nie ogłuszył. Zostałam sterroryzowana przez niego i gdy straciłam pamięć, bawił się mną wraz ze swoim gangiem schizofreników. ciesząc się że straciłam pamięć i nie mogę się bronić. Usprawiedliwia się tym, że ja niby zastraszyłam Renatę i nikt jej nie broni. Więc musiał być tym jedynym sprawiedliwym i obronić biedna, skrzywdzoną lilię.

Prawda jest taka, że Renatę trzeba przycinać, bo inaczej jej psychoza rozkwita i nie udaje się jej – tak samo jak wielu innych osób z jej rodziny – namówić na leczenie psychiatryczne w szpitalu. Bo na regularne branie leków w jej przypadku nie ma nadziei.

Występy N. nie skończyły się pobiciu mnie w czasie konwentu. Lata temu władował się do mnie do pracy razem ze swoim gangiem schizofreników i zaczął robić afery i zastraszać mnie, kierując się tym, co powiedziały mu schizofreniczki. Zrobił mi awanturę przy Straży Akademickiej oraz studentach na korytarzu nazywając chorą psychicznie i próbując mi udowodnić, że nie pracuję na mojej Uczelni. Straż Akademicka pod jego przywództwem chciała mnie wyprowadzić z budynku. Mnie, wykładowczynię angielskiego, która pracowała w zawodzie od lat. Zachęcona jego opisami schizofreniczka Anna strzeliła mnie w twarz i zwymyślała przed samymi zajęciami. Zmanipulowana Straż Akademicka mi nie pomagała, pozwalając gangowi na „leczenie mnie”.

Pan N. postanowił wyleczyć mnie ze wszystkich ambicji oraz marzeń, a także przemocą związać ze schizofrenikiem Romanem. Zrobił mi pranie mózgu i straszył, posiłkując się chorymi teoriami psychologicznymi Renaty, które twierdzą, że zestresowany człowiek pamięta lepiej. I że trzeba mi usunąć wszelkie wspomnienia i powiedzieć, co mam pamiętać. Ale niestety Renata jest tylko schizofreniczką, a nie psychologiem i zaleca rzeczy, które są krańcowo odległe od dobrych praktyk psychologicznych. Zostałam poddana takiemu terrorowi oraz zastraszeniu, jak nigdy wcześniej. Polityk N. sięgnął do wszystkich nieprawdopodobnych zakazanych prawnie metod. Oczywiście niczego nie weryfikując i obrażając mnie oraz moją mamę. Nie mówiąc o moim tacie, którego nazwał gangsterem. Odwdzięczę mu się.

Wiem, że prawo pozwala mi odpowiedzieć dokładnie taką samą agresją, jaką zastosowano wobec mnie. Podejrzewam więc, że sam jest gangsterem, którego kolega dawno już temu trafił do wiezienia. Widać było z jakimi kibolami chodzi po fandomie. Żaden inny enabler Renaty czy Anny nie był tak uparty oraz wyćwiczony w niszczeniu mnie jako kobiety. Zniszczył mi moją macicę. Oceniam jego metody na coś, czego się nauczył od kolegów z gangu i to – biorąc pod uwagę, że już próbowano zmusić mnie do prostytucji – musieli to być koledzy z gangu alfonsów. Tylko przestępcy niszczą innych ludzi za odmowę współpracy.

Wszystkie jego maniery wyglądają na coś, co jest nawykami najniższej klasy społecznej. Absolutnie nie wierzę w to, że jest szlachcicem. Przypisuje to sobie bezprawnie.

Z powodu pana polityka N. Straż Akademicka nie działała poprawnie i mnie nie chroniła. Dopiero interwencja Policji sprawiła, że pozwolono mi wskazywać osoby, które mają być usunięte z terenu jako ludzie, których nie zapraszałam. Ale niestety schizofrenicy oraz ich enablerzy byli na tyle bezwzględni i uparci, że i tak udało im się zrobić mi pranie mózgu i wywołać syndrom sztokholmski. Zostałam zastraszona tak, że straciłam pamięć i z osoby, która chciała odejść do swojego zespołu i wrócić do śpiewania, stałam się wydmuszką, która grzecznie mówiła, że nie zna Adama i że chce pracować jako anglistka.

Ma dosyć tego gangu schizofreników oraz ich pomagierów i przyjmę bilet w jakąkolwiek stronę.

Kto zabił mi psychikę?

Tak się składa, że prawo traktuje dosyć łagodnie schizofreników, którzy nie są przemocą wysyłani do psychiatryka, chociaż są bardzo dużym problemem społecznym. Ale jeszcze większym problemem są enablerzy z fandomu, których przywlekły zawodowe kurwy z mojej podstawówki. Najzabawniejsze jest to, że enablerzy są z religijnej prawicy, ale nie wahali się nawiązać romanse z dziećmi. Wszyscy mi się do tego przyznali w rozmowie.

Od tamtej chwili nękają mnie razem ze schizofrenikami, których bardzo łatwo można rozszyfrować. Wystarczyć ich pogonić, lub – jak robi Andrzej – po prostu ignorować. Ta schizofreniczna rodzina przyczepiła się do mojej, gdy tylko dowiedzieli się, że mój tata przybył do Polski z Francji. Tata czuł się tu świetnie (oczywiście do czasu), bo był z dala od schizofrenicznego gangu, który zabił mu żonę i dziecko. Straciłam rodzeństwo, którego nigdy nie poznam.

Moi przyjaciele, rodzina i ja sama, prowadziliśmy akcje informacyjne, które miały uzdrowić sytuację, ale pan polityk N. oraz pan Ch. zamiast zacząć coś weryfikować, zaglądali coraz głębiej w cipy swoich kurew, nazywając je księżnymi. Oraz skrzywdzonymi sportsmenkami. Ponownie jak w czasach mojej podstawówki, liceum oraz studiów pracowicie prowadzili dezinformacje wszystkich zainteresowanych stron, w tym nauczycieli oraz fanów, aby tylko mnie zniszczyć, tak się przejęli schizofrenicznymi szlochami swoich dziwek.

W końcu po którymś kolejnym zaszczuciu w moim miejscu pracy, mój szwagier, polski herbowy szlachcic, skierował się do Klubu Szlacheckiego ze skargą na oby panów. Zaczęło się jeszcze większe polowanie na mnie i próba doprowadzenia do mojego samobójstwa. Zostałam oskarżona o romans, ze swoim szwagrem i zaszczuta. Obaj panowie postanowili zrobić mi pranie mózgu, aby tylko prawda nie ujrzała światła dziennego. Doprowadzili do śmierci mojej psychiki, zaśmiewając się, że zniszczyli kurwę.

Prawda jest tak, że co do mojej tożsamości nikt nie może mieć wątpliwości, ręczy za mnie wiele rodów szlacheckim, są wszędzie osoby które mnie znają od dziecka. Mieszkam także praktycznie od urodzenia w tym samym mieszkaniu, nie miałam nigdy żadnych nieudokumentowanych okresów. Cała moja historia jest jawna.

Nikomu nie ukradłam żadnego mieszkania. Mój problem polega na tym, że grupka spokrewnionych schizofreników z mojej podstawówki uknuła schizofreniczny spisek, która polega na tym, że podając się za mnie, przejmą wszystko, co do mnie należy, także status społeczny.

Powtarzam, Andrzej zablokował Krystynie kolejny plagiat. Nie ja. Cała tak grupa, schizofrenicy oraz ich głupi enablerzy, tak zniszczyli moją pozycje w fandomie, że autentycznie nie posiadam takiego autorytetu, aby zablokować wydanie czyjejkolwiek powieści.

Jest bardzo duży skandal w fandomie światowym, ale to ja jestem ofiarą tych wszystkich ludzi. A Andrzej wcale nie zniszczył „prawdziwej autorki Wiedźmina”, który miał ją niby okraść, do czego nie chce się przyznać, jak szlocha swoim kochankom kurwa Renata.

Dla porządku – ja nie czuję się okradziona przez Andrzeja. Okradli mnie enablerzy schizofreników z mojej podstawówki. Ukradli mi całe życie, które miało należeć do dziecka szczęścia, które miało od podstawówki być z Piotrem. Po Piotrze miałam jeszcze inne miłości, ale wszystko też zostało mi zabrane przez bawiący się mną gang schizofreników. Więc nie mam nikogo i nie mam dzieci.

Ani przez jeden dzień nie byłam z Romanem, który całkowicie mnie nie kocha. Nienawidzi mnie, chce mnie wykorzystać i tylko tyle. Schizofrenicy kochają wyłącznie innych schizofreników. I wiem, że kocha Renatę. Przy czym oczywiście cierpi na urojenia. Próbowałam wytłumaczyć, że nie wyszłam za niego w wieku osiemnastu lat i wyciągnęłam zaświadczenie o stanie cywilnym. Nie po to, aby Nycz się na kopii ksero się podpisywał, poświadczając zgodność. Miał przyjąć do wiadomości, że nie jestem z Romanem, a nasz ślub sprzed paru lat jest jego urojeniem. Zamiast tego podkarmił tego schizofrenicznego potwora swoim podpisem.

Roman uznał, że „ślub był, bo Nycz się podpisał”. Żadnego ślubu nie było, a schizofreniczny potwór rozwydrzony pomocą enablerów oraz wciekły, że nie potwierdzam jego urojeń, o mało mnie nie zabił. Dusił mnie tak długo, że gdyby nie to, że wiedziałam, co spotkało pierwszą żonę mojego taty, to bym zginęła. Znając jej przypadek, gdy tylko zorientowałam się, że nie wygram z nim fizycznie, udałam, że tracę przytomność. Dusił mnie tak długo, że rzeczywiście straciłam przytomność. Ale na całe szczęście na tyle krótko, że udało mi się przeżyć. Miałam potem bardzo długo sińce dookoła szyi. Mam traumę do końca życia z nim związaną.

Bardzo proszę tego schizofrenicznego potwora, na widok którego bardzo długo traciłam pamięć, jakby był członkiem the Silence, więcej nie podkarmiać. Nie podtrzymujcie jego urojeń. Nie łączcie go ze mną.

Bret mnie nie skrzywdził, był moją miłością. John mnie też nie skrzywdził, był dobrym przyjacielem. Skrzywdził mnie warszawski fandom na zamówienie schizofreników z mojej podstawówki.

Jedyne, co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie, tępi enablerzy!!!

Każdy szlachcic, tak mnie wychował tata, wie, że na pierwsze wezwanie ma weryfikować w Klubie Szlacheckim, kto jest kim. Tutaj tego nikt nie zrobił. A przynajmniej nikt z opisanej trójki, zbyt byli zachwyceni pizdami swoich kurew-kochanek. Podejrzewam, że każdy z nich dopiero z nimi pierwszy raz przeżył prawdziwy orgazm i ich w efekcie popierdoliło.

„Skrzywdzona Yennefer”

Muszę przyznać jedno – Andrzej robi wszystko, co trzeba, aby mi pomóc. Nie spodziewał się jednak takiego nagromadzenia głupoty i tępoty. Nie spodziewał się także ataku gangu schizofreników oraz imbecyli uzależnionych psychicznie od zawodowych prostytutek, którym nic się nie daje wytłumaczyć.

Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych przy państwie Ch. oraz ich małej córeczce Andrzej oświadczył, że to ja jestem Yennefer. Moja tożsamość i znajomość z Andrzejem nie jest tajemnicą dla większości osób z fandomu. Jedynym problemem było to, że dał się urobić, że Roman jest ze mną związany i dlatego byłam na niego wkurzona.

Ale oczywiście wielbiciele (i kochankowie) Renaty, Anny (siostry Romana) oraz Barbary stwierdzili, że nieważne, co mówi Andrzej, bo tym skrzywdził „prawdziwą Yennefer”. Andrzej jest nawet z wyniosłością ignorowany z tego powodu, że nie chce wziąć Renaty do telewizji. No, bardzo mi przykro, że jest tak chora, że jej schizofreniczna zawiść doprowadziła do urojeń, że spotyka się z Piotrem i jest znaną autorką różnych pomysłów. Można sobie fantazjować, ale nie można ludzi na podstawie urojeń atakować i niszczyć całe życie.

Andrzej dokładnie wyjaśnił wielu osobom, kto jest kim. Izę przyjaźnił się z moim ojcem. Odpowiedzią klubu, którym steruje gang schizofreników, była napaść na mnie w zamkniętym pokoju i kolejne akty terroru, które miały mnie „wyleczyć”. Zniszczono mi życie osobiste oraz planowane małżeństwa. Od tamtej pory osoby z rodziny Ch. nadal wierzą, że schizofreniczka Renata z mojej podstawówki jest „skrzywdzoną Yennefer”. Krystyna, która ma w fandomie opinię wariatki po tym, gdy dała popis urojeń przy jednej z moich przyjaciółek pisarek, wsławiła się kolejnym show, jaki uskuteczniła w czasie Forum Fandomu na dużym zagranicznym konwencie. Próbowała walczyć o sprawiedliwość dla Renaty, która jest prawdziwą „autorką Wiedźmina”. Nie dziwcie się więc, że mój znajomy muzyk Skandynaw umarł ze śmiechu, gdy to usłyszał w czasie konwentu. Andrzej rozmawiał z wieloma osobami i wszyscy wiemy, że nikt Renaty nie skrzywdził, oprócz jej schizofrenii oczywiście. Niestety pochodzi z rodziny zawodowych prostytutek i złodziei, którzy nigdy nie raczyli się leczyć.

Niestety kryminolodzy wiedzą, że osoby głupie, prymitywne oraz chore psychicznie bardzo często sięgają do przestępstw, aby się utrzymać. Osoby z tej rodziny rozmawiały ze mną szczerze bardzo pewne tego, że doprowadzą do zamiany miejsc i że naprawdę to ja zacznę pełnić rolę prostytutki, a Anna, siostra Romana zostanie wszem i wobec uznana za norweską arystokratkę.

Andrzej mówił wprost, kim ja jestem i kim nie jest Renata. Odpowiedzią gangu schizofreników był nadad na mnie w zamkniętym pomieszczeniu, z którego nie mogłam się wydostać. Potem nastąpiły kolejne ataki na mnie. Terror tych ludzi oraz ich pomagierów, próby „leczenia mnie” z czegoś, co nie wymaga leczenia, zniszczyły mi życie. Bardzo jest przykre, że debile, którzy mają romanse z zawodowymi prostytutkami i je utrzymują, byli tak głupi, że postanowili ukryć wszystkie swoje przestępstwa, mordując moją psychikę.

Niestety ci imbecyle to psychopaci, a psychopaci lubią wszystko, co się błyszczy, nawet jeżeli to tombak, bo nie potrafią rozpoznać prawdziwej wartości człowieka. Uzależniają się od narcyzów lub właśnie schizofreników, którzy lubią ludzi uwodzić oraz przedstawiać się jako ktoś lepszy niż są. Tandem schizofrenik-psychopata to recepta na nieszczęście. Jak doda się do tego seks, który przeformatowuje mózg tak, że facet uważa prostacką kurwę za księżniczkę, to już następuje katastrofa.

Próbowaliśmy wytłumaczyć panu Ch. oraz politykowi N. o co chodzi, ale postanowili iść za swoimi prostytutkami. I dalej robią z nich skrzywdzone królowe. Jedna ma być „Yennefer”, o której „zapomniał” Andrzej, a druga ma być norweską księżniczką. Tylko ciekawe, że obie dają dupy i szlochają, że nie mają pieniędzy. Czego nie zrobiłaby żadna arystokratka.

Żal mi jest Krystyny w tym wszystkim. Opinia wariatki wcale nie pomaga jej w ułożeniu sobie życia, a z drugiej strony ma głupie schizofreniczki i tylko im ufa. Schizofreniczki bardzo lubią sabotować związki swoich koleżanek i przyjaciółek, a także wysyłać je na facetów nie do zdobycia. Bardzo je to bawi, że ich znajoma jest sama i nie uprawia seksu.

Problemy Krystyny mają swoje źródło w wychowaniu i tym, że wdrukowała sobie w światopogląd nieprawdziwe informacje, bo przeszła pranie mózgu, gdy jeszcze była dzieckiem, które nie myśli krytycznie. Z czymś takim walczy się bardzo trudno. Ale warto. Leczy się takie rzeczy miłością oraz psychoterapią, leki stosuje się najwyżej pomocniczo.

Kolejnym problemem Krystyny jest to, że oryginał konspektów, które Roman wyłudził dla Renaty, podając się fałszywie za mojego męża, posiada Andrzej. I to on w pewnym momencie zablokował wydanie kolejnego plagiatu. Ja z tym nic nie miłam wspólnego.

Renata w życiu nie napisze ani jednego akapitu, który by się nadał do czytania. I w przypadku ukradzionej mi pracy magisterskiej czy też tych konspektów, które także powstały jako rękopisy, Andrzej i Policja mają próbki pisma wykonane na ich oczach. Tak wiec tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli trzeba będzie to stanie idiotka przed sądem, ale nie chcę, żeby płaciła za demoralizację swoich rodziców, którzy stwierdzili, że nieważne, co Andrzej mówi, ważne, co mówi kurwa Renata czy kurwa Barbara, czy zawodowy oszust Ryszard. To wszystko są dla mnie obce osoby.

Krystyna powinna pamiętać, że mam przyajciół i znajomych wszędzie na świecie, wiec nie radzę jej kolejny raz próbować wynieść Renatę na tron światowego fandomu.

Moim jedynym problemem jest za to, że w zawodzie nauczycielskim jest mnóstwo psychopatów i niestety Krystyna oraz Renata znalazły aż za wiele chętnych uszu. Ale kryminolodzy wiedzą, jak traktowane jest przez prawo zaszczucie w miejscu pracy, więc zamierzam reagować już na wszystko ironicznym rechotem trickstera.

Drzewo

Prawda jest taka, że zaszczuwana przez polityka N. cierpiałam i cierpię na nawykowe wręcz wypieranie pojawiających się nagle moich prześladowców, tak bardzo mnie zniszczyli psychicznie. N. który pobił mnie w czasie konwentu, ponieważ zmówił się z gangiem schizofreników z mojej podstawówki, nie poinformował ani Policji ani Piotra o tym, że wariaci ścieli i zaciągnęli na środek jeziora drzewo, które w końcu spowodowało wypadek. A prosiłam o to, wiedząc, że jestem w tak złym stanie, że nie dam rady sama zadzwonić na Policję, bo zostałam zastraszona. Wariaci się tym drzewem pułapką przechwali, a ja nie mogłam nic zrobić, aby poinformować Piotra. Tym bardziej, że już dawno temu schizofrenicy ukradli mi wszystkie notesy z telefonami, a Piotr i inni ludzie uważali, że Roman jest moim mężem, ma wszystkie kontakty i ma prawo mnie reprezentować. Skłócono mnie tak ze wszystkimi, bo odsunęłam się od ludzi, którzy kontaktowali się z Romanem i szajką schizofreników z mojej podstawówki.

Polityk N. i jego znajomi (w tym też schizofrenicy z mojej podstawówki) są dla mnie jak the Silence z serialu Doctor Who. Psychoterapeuci znają dokładnie mechanizmy, które wywołują tak dużą traumę, że traci się pamięć na sam widok brutalnego i psychopatycznego prześladowcy i terrorysty. Te osoby zniszczyły mnie dokładnie próbując, gdy się już dowiedzieli, kim jestem i że Andrzej mnie chroni, ponieważ chcieli ukryć swój udział w zniszczeniu mi życia.

Byłam w tak złym stanie po zaszczuciu przez tego psychopatę, że wiedziałam, że nie zdołam zawiadomić kogo trzeba o tym cholernym drzewie. Ze studiów wiedziałam, że na takim etapie zaszczucia pojawienie się prześladowcy wywołuje natychmiastową amnezję. Prosiłam N. żeby działał, bo Roman z bratem pochwalili się, co zrobili, ale zwyciężyła wersja jego kochanki schizofreniczki Renaty – czyli wariatką z plebsu, która nie zna Piotra i z którą nie należy się liczyć, bo jest chora psychicznie.

Polityk N. zniszczył mi życie, brutalnie zaatakował zdrowie psychiczne i fizyczne. Wciąż pewnie gdzieś tam wydziera się i wmawia wszystkim, że schizofreniczka Renata jest psychoterapeutką (ta, jasne, osoba, która posługuje się terrorem i syndromem sztokholmskim jako techniką „psychoterapeutyczną”), a ja tępą szmatą, która nawet nie zna angielskiego. Wraz z pewnym matematykiem zaczął reces niszczenia mi pewności siebie, atakując coraz to nowe aspekty mojej psychiki. Obaj próbowali doprowadzić do mojej samobójczej śmierci, aby „ratować Yennefer”. Czyli schizofreniczkę Renatę. Wiele osób się do nich przyłączyło.

Jeśli istnieje lepsza ilustracja powiedzenia o „polskim piekle”, to ja go nie znam.

Po śmiertelnym wypadku Piotra polityk N. i jego środowisko zaczęli się bronić i zwalać winę na Policją, która powinna coś zrobić. Ale Policja nie mogła nic zrobić, bo o tej śmiertelnej pułapce nie wiedziała. Nie mogłam poinformować nikogo, bo zostałam poddana praniu mózgu właśnie po to, abym nie mogła o tym drzewie nikomu powiedzieć.

Dopiero po wypadku Piotra przypomniano mi o tym drzewie, bo schizofreniczni bracia znowu się pochwalili i zaczęłam odzyskiwać pamięć. Tym razem właśnie odsuwano winę od N. i oskarżano Policję. Polityk N. jest wyjątkowo groźnym psychopatą, któremu nie wolno w nic wierzyć.

Wszystko, co mnie spotkało złego, to wina N. oraz pana Ch. Nie będę kłamać, aby ich chronić, chociaż mnie zastraszyli gdy się dowiedzieli, że straciłam pamięć po ich działaniach. To nieprawda, jak mi wmawiali, że osoby niewinne nie odczuwają negatywnych skutków zaszczucia. Jest wręcz przeciwnie, niewinne osoby boli niesprawiedliwość i można je w ten sposób zabić. Winne osoby tak nie cierpią, bo wiedzą za to obrywają i im to wręcz pomaga. Ja jestem niewinna. Już bardzo dawno ci ludzie temu zawarli pakt, w ramach którego obiecali sobie mnie niszczyć na każdym kroku i doprowadzić do mojej śmierci, jeśli nie „oddam Renacie wszystkiego”.

Obaj są skrajnie zdemoralizowani. Nie tylko zdradzają małżonki ze schizofreniczkami, ale też dowodzili zmową środowiska i dokonali samosądu i pobicia. Zniszczyli tez mi życie i zdrowie. Tylko ludzie zdemoralizowani wyręczają sądy i Policję oraz niczego nie weryfikują. Żaden z nich nie powinien być politykiem, ale taka już jest natura religijnej prawicy, że składa się z samych skurwysynów.

To są tak groźne osoby, że muszą w końcu trafić do więzienia. Wiem, że wciągnęli w swoją akcję mnóstwo osób, ale te osoby mogą się jeszcze uratować, jeśli złożą zeznania i powiadomią Policję o intrygach tej dwójki psychopatów.

Zdjęcia ze mną jakie sobie te szajka zrobiła to trofea psychopatów, którzy upamiętnili zniszczoną ofiarę. To ludzie, którzy z gangiem schizofreników programowali mnie po utracie pamięci w taki sposób, abym na blogu napisała wszystko tak, jakby to co powiedzieli o mnie i o mojej rodzinie, było prawdą.

Psychopaci N. oraz Ch. nie znając mojego taty, ani nie wiedząc, kim jest, przedstawiał – tak słyszałam – Ryszarda jako „przyjaciele mojego ojca”, ale nie można być dalszym od prawdy. Ryszard to bardzo groźny schizofrenik, który potrafi zabić. I trzeba ludzi przed nim ostrzegać.

Mój tata, Marian Wieczorek z cała pewnością z nikim z tych psychopatów się nie przyjaźnił. Nie są też moimi przyjaciółmi. Nie znał też Ryszarda. Ryszard był po prostu kimś, kto handlował „ziołowymi lekami na potencję, które przedłużają życie” (a tak naprawdę były to środki zwiększające krzepliwość krwi, z których acetonem usunięto nazwę). Jeżeli ktoś widział fo w towarzystwie mojego taty w czasie konwentu, to tylko dlatego że tak samo jak ja mój tata nie miał wpływu na to, kto przy nim stoi i kto robi sobie z nim zdjęcie z partyzanta. Był tak znakomitą postacią, że nie dziwi mnie, że ludzie chcieli robić sobie z nim zdjęcie.

Ja wszelkie napady tego typu zgłaszałam Policji. Nie znam Ryszarda, jest dla mnie obcą osobą. Jest schizofrenikiem prześladującym mnie całe życie i nic, co mówi o mnie, nie jest prawdą. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą o tym.

Psychopata z Avangardy

Do mojej amnezji przyczynił się autentyczny psychopata, ojciec Krystyny, który – o ile mi powiedział prawdę – jest nauczycielem matematyki. Sama jestem belfrem i psychologiem, więc wiem, że przynosi wstyd temu zawodowi. Ma kolejnego pecha – bo chociaż z jednej strony z reguły nauczyciele są głupsi niż inne grupy zawodowe i narcystyczni, to jednak prawodawcy oczekują od nich nieskazitelności. Więc takie ataki, jak ten na mnie i zaszczucia są traktowane bardzo surowo.

Andrzej w pewnym momencie postawił sprawę wprost i opowiedział o zaszczuciu, jakie mnie – córkę jego przyjaciela – spotkało w podstawówce. Gang schizofreników oraz sam pan Ch. bardzo szybko dostosowali swoje zmyślenia do nowej sytuacji i zaczęli zmyślać, że pochodzę ze wsi spod Gdańska i nigdy nie chodziłam do podstawówki z Renatą. Ale się mylą, jeśli myślą, że ujdzie im to na sucho. Jak najbardziej jestem pływaczką, którą ta kurwa zaszczuła i zniszczyła z pomocą swoich nowych przyjaciół, po których sięgnęła w fandomie. Gdzie znalazła się idąc moim i mojego taty tropem. Oboje jesteśmy kimś innym niż Nycz oraz państwo Ch. twierdzą. Wbrew temu, co sądzą, mój tata i ja jesteśmy ludźmi szanowanymi w fandomie. Jesteśmy znani szlachcie i innym fanom. Za to państwa Ch. i Krystyny prawie nikt nie zna. bo ja ich nie znam. Jeszcze mniej osób zna Renatę, Romana, Rafała, czy ich siostrę.

Jeszcze inną wersją mojej historii jest twierdzenie, że nie znam Renaty, bo chodziłam do podstawówki w Stanach. Miałabym tam poznać Breta. Barbara czy ktoś inny z tej rodziny zabrał się za opowiadanie mi, kim jest ta kurwa, która jest podobno przez wszystkich znienawidzona, z którą Renata chodziła do podstawówki. No cóż, nie jestem to ja. Tępa kurwa to Renata, a ja jestem tą osobą, która jest niewinną ofiarą tępoty polskiej szlachty. Tak naprawdę zależy mi tylko na norweskim szlachectwie i znani Norwedzy dokładnie tak samo do tego podchodzą i trzymają się razem. Polska szlachta nie ma dworu królewskiego, ani nie ma tak naprawdę tytułów szlacheckich w Polsce, bo zostały zniesione w dwudziestoleciu międzywojennym. Polskie szlachectwo to najwyżej podtrzymywana hobbistycznie tradycja rodzinna, a szlachcice z Norwegii za to autentycznie nadal są szlachcicami.

Nie są w stanie przylgnąć do mnie oskarżenia tych schizofreników o prostytucję. Oskarżają mnie dokładnie o to samo, czym się zajmują kobiety w ich rodzinie. Co profilera nie zdziwi, bo nieleczący się schizofrenicy bardzo często zajmują się właśnie prostytucją, bo predysponuje ich do niej zwiększone libido oraz brak zahamowań. Szczególnie z tego braku zahamowań są dumni. Siostra Romana przechwalała mi się, że jest zawodową call girl. Sama chciała mnie wciągnąć w to zajęcie. Ta rodzina ma tę ideę fix od zawsze. Niedawno wymyślili sobie, że będą mnie sprzedawać Adamowi i innym moim wielbicielom, a ja jeśli chcę żyć, to mam wykonywać ich polecenia oraz przynosić im pieniądze. Fala oszczerstw wobec mnie i mojej rodziny jest spowodowana właśnie tym, że odmówiłam Ryszardowi zostania jego prostytutką. Postanowił mnie zniszczyć także za to, że odmówiłam wynoszenia dla pieniędzy z domu rodzinnego.

Z ciekawymi osobami państwo Ch. się zaprzyjaźnili w latach siedemdziesiątych. I pan Ch. ma być podobno nauczycielem. To co mi zrobił to klasyczne zagranie psychopaty, który nie potrafi oceniać i został wykorzystany przez gang schizofreników. Niestety każdy psychopata nabiera sę na puszenie piór groźnych narcyzów lub schizofreników. Obie te grupy lubią sę fałszywie podawać za lepszych niż są.

Gang schizofreników z mojej podstawówki opętał z pomocą państwa Ch. Avangardę, a ich córka wytoczyła mi świętą wojnę. Zostałam zaszczuta w miejscu pracy, a rodzinny gang Ch. pomimo opowieści moich dobrych przyjaciół odmawiał zrozumienia, że grzecznie są proszeni o odpierdolenie się ode mnie. Wciąż uważali, że osoba z opowieści Andrzeja czy mojej przyjaciółki pisarki nie jest mną.

Zostałam przez pana Ch. monstrualnie i metodycznie zniszczona psychicznie. Taki człowiek powinien być wykopany z zawodu nauczyciela na cito. Wmawiał mi brak kompetencji we wszystkim, co robię i z całym sadyzmem niszczył moją psychikę i wywoływał syndrom sztokholmski. Należałoby się przyjrzeć jego pracy, a także programowi kursu psychologii dla nauczycieli, bo to niemożliwe, że tacy mówią, że nie wiedzieli, że można w takim sposób kogoś zniszczyć. O mało co przez Avanagrdę nie popełniłam samobójstwa. Znowu byłam bliska śmierci, bo komuś nie chciało się weryfikować i nawiązał romans z zawodową prostytutką. Bo powiedzmy sobie szczerze i Barbara i jej córka Renata właśnie tym, według ich zeznań, zajmują, gdy nie zaszczuwają kolejnych osób w fandomie.

Ci ludzie to regularny gang, tylko niestety gang schizofreników, który rządzi Avangardą. I nic nie da się z nimi zrobić. Bo nie zamyka się w więzieniach ludzi chorych psychicznie. Dobrze wiedzą, że są bezkarni i zajmują przestępczością od pokoleń.

Moi prześladowcy kazali mi pisać prawdę, więc piszę. Ale na całe szczęście nie dałam się zniszczyć na tyle, aby pisać kłamstwa, które mi próbowano wmówić.

Jestem święcie przekonana, że pan Ch. nigdy nie spotkał mojego ojca Mariana Wieczorka, chociaż tak twierdził. Gdyby go spotkał, to by wiedział, że atakuje jego córkę w podstawówce. A nawet jeśli, jak twierdzi, widział mnie zanim mi włosy ściemniały, to powinien zweryfikować wszystko i umówić się w moim domu, żeby poznać moich rodziców, zobaczyłby wtedy, że mój tata to jest osoba ze zdjęcia poniżej, a nie skurwysyn z półświatka Ryszard.

Psychopata Ch. nie powinien wierzyć, że kurwa Renata zrobi z jego córeczki super gwiazdę literatury. Zamiast tego panna Ch. została wychowana na tępą idiotkę i sukę.

Nie jestem kurwą, którą wolno pomiatać.

Pewna pizda

Pewna pizda – i nie mówię tutaj o prześladujących mnie schizofreniczkach – stworzyła wokół siebie obraz udręczonej niewinności, podczas gdy jest wściekła suką, która atakuje mnie odkąd praktycznie nauczyła się mówić. Nawet udało się jej mojego byłego (a może i wszystkich) zwrócić przeciwko mnie i doprowadzić do tego, że mnie zniszczył z gangiem schizofreników. Którzy zresztą potem doprowadzili do śmierci Piotra w wypadku, który sami zainspirowali, ścinając drzewo.

Wyjeżdżam jak tylko zdołam się pozbierać i nie interesuje mnie, do którego kraju, bo są osoby, których nie chcę oglądać.

Ta psychopatyczna pizda wychowana przez gang schizofreników na totalną wariatkę i psychopatkę ma szczęście, że jeden z moich kolegów z liceum chce ją według plotek nadal poznać. Mam nadzieję, że to nadal jest aktualne, ale prawdę mówiąc po tak długim czasie mógł się już wyleczyć, bo wprawdzie człowiek jest stworzeniem monogamicznym, ale odpowiednio długi czas resetuje ustawienia i ludzie potrafią się zakochać na nowo w kimś innym.

Problem w tym, że ani pizdy, ani moich byłych, ani nikogo z fandomu (tego prawackiego) nie chcę oglądać. Więc niech pizda sobie radzi sama. Może mój kolega sam do niej podejdzie i się przedstawi.

Psychopatyczna pizda musi tylko wiedzieć jedno – ani kurwa Barbara, ani kurwa Renata go nie zna. Moje dane mówią, że jest samotny i nie ma dzieci, wbrew temu, co one mówią. I podobno się zakochał już na całe życie. Ale nie wiem, czy już mu nie przeszło. Mnie zauroczenia czasem przechodzą. Kobiety się zakochują łatwiej i częściej od mężczyzn. Wiem, bo skończyłam z tego kurs na drugim wydziale.

Życzę tępej pizdzie szczęścia i żeby chociaż raz w życiu złapała się za faceta, który ją naprawdę kocha, a nie tylko kieruje się ulotnym chwilowym pożądaniem, bo go uwiodła. Może zmaże z siebie odium kurwy, która odbija facetów komuś lepszemu od siebie i kłamie na jej temat.

Vendetta

Pan Ch. w czasie naszej rozmowy, podczas której mediatorem był jeden z moich krewnych, zarzucił mi, że moje próby wyjaśnienia sytuacji są moją vendetta przeciwko jego córce. Zapowiedział, że będzie się na mnie mścił i opowie wszystkim, że jestem członkinią Opus Dei oraz żoną Romana. Muszę na to odpowiedzieć. Ostatnie, co można mi przypisywać, to katolicyzm. Każda osoba, która tak o mnie powie, jest winna obrazy uczuć religijnych. Mam nadzieję na liczne donosy na Policję opisujące przypadki takiej obrazy.

Jedyne osoby, które mają kontakt z Opus Dei to właśnie małżeństwo Ch. oraz ich przyjaciel polityk N. oraz pewna kurwa z Krakowa. Są to ludzie na posyłki Nycza. To członkowie religijnej prawicy oraz wielbicie schizofreniczek Barbary oraz Renaty. To oni a nie ja są z Opus Dei i to oni niszczą polską fantastykę.

Państwo Ch. prowadzą od mojego dzieciństwa bezzasadną i niczym nieuzasadnioną vendettę przeciwko mnie oraz mojej rodzinie. Ze względu na znajomości w Kościele, a przede wszystkim Opus Dei, jest to vendetta dla nich bardzo popłatna, ale przede wszystkim miała zapewnić karierę ich córce, która została przez schizofreniczkę namaszczona na „wielką pisarkę”. Skomentuję to złośliwie, że jakoś tej „wielkości” po niej nie widać. No, ale spełnianie zachcianek schizofreników z mojej podstawówki nie sprawi, że ktoś nagle przestanie być plagiatorką lub osobą o niskich kompetencjach społecznych czy psychologicznych. Totalne głąby nie nadają się na pisarzy.

Nycz dokładnie w ten sam sposób zrobił karierę, ale mam nadzieję, że taki sposób zdobywania popleczników jest możliwy tylko w Kościele. Niszczenie ludzi, aby tylko przypodobać się schizofrenikom, którzy swoich pomocników namaszczają albo na przyszłych papieży, albo na „największe pisarki fantasy”, nie powinno spotykać się z przyzwoleniem w fandomie. Chociaż z tego, co wiem, zabobonne środowisko kościelne aż za chętnie wykorzystuje schizofreników, którzy bardzo pomagają w karierze swoimi stwierdzeniami, że „rozmawiają z Bogiem i znają jego wolę”.

Mam obowiązek się bronić przez różnymi fałszywymi oskarżeniami. Czas na przepraszanie mnie już minął dawno. I absolutnie nie zależy mi na przeprosinach. Już ich nie przyjmę.

Ja nie prowadzę vendetty, ja po prostu informuję, kto jest kim. I co mi zrobił oraz jak bardzo okłamał niezorientowanych fanów.