Będę musiał jej wytłumaczyć, że to gangster…

Schizofreniczne urojenia Romana skutkują oskarżeniami chyba wszystkich moich mężczyzn o to, że są gangsterami lub gwałcielami (bo nie dali mu pieniędzy – jako „właściciel” uważa, że ma prawo na mnie zarabiać). Już mój pierwszy norweski narzeczony był okarżony o bycie gangsterem. Stało się to po tym, gdy Anna ujawniła się w sklepi jako schizofreniczka-kleptomanka, która próbowała ukraść jakiś przedmiot, twierdzą, że to jej i że ktoś to zabrał jej z domu. Ravn, z którym byłam, nie znał polskiego i kupił jej ten drobiazg. Od tamtej pory zaczęła mieć urojenia, że to jej facet. Gdy Roman przejął kontrolę nad moim mieszkaniem i rozpruli sejf zaczęła wykorzystywać listy Ravna do mnie, aby udowodnić, że to z nią był w związku.

Piotr, mój pierwszy narzeczony, rozpoczął serię moich narzeczonych, którzy mieli na karku obie schizofreniczki, czyli Renatą i Anną. Od tematej pory ich znajomi, dziennikarze oraz redaktorzy Wikipedii są zasypywani ich urojeniami na mój temat oraz moich byłych.

Urojenia członków tej piekielnej rodziny schizofreników doprowadziły do zabicia wielu osób. Zabity został Ravn, który jest przedstawiany jako gangster, który zginął w gangsterskich porachunkach. Ja miałam dziękować za obronę przed nim. Podobnie został potraktowany Vik, ale szczęśliwie przeżył. Zabroniłam mu cokolwiek pić w czasie konwentów. Ci schizofrenicy zabijają po podaniu środka nasennego w alkoholu.

Oprócz dwójki moich przyjaciół, zginęło także dwóch członków z mojego reytaniackiego zespołu. I tutaj mam dla Anny, która ma urojenia, że jest wokalistką, złą wiadomość. Nasz koncert w czasie konwentu był rejestrowany. Piotr załatwił nie tylko najlepsze nagrania dźwiękowe, ale też byliśmy filmowani.

Mam dosyć zaszczuwania moich przyjaciół i byłych przez ten gang schizofreników. Mam dosyć koportowania przez nich urojeń jako prawdy. Niestety jak to schizofrenicy są charyzmatyczni i bez wahania się przechwalają. Trzeba specjalisty, aby wyłapać, że robią to przesadnie, próbując przekonać świat, że ich urojenia są prawdą.

W czasie korespondencji z Policją wnioskowałam o jawność postępowania oraz jawność procesów sądowych. Jak rozumiem, powinno to zapewnić dziennikarzom możliwość weryfikowania faktów. Bardzo radzę do tego się zastosować.

Ani Ravn, ani Vik nie byli gangsterami. Nikogo nie zabili. Moje dawne niezbyt lotne koleżanki z Anglistyki powinny były już dawno temu strzelić sobie w łeb i zamknąć ryje.

Mam prawo wybierać sobie swobodnie partnera. Skandalem było to, że pod dyktando schizofreników zaszczuły mnie też koleżanki z Anglistyki. I dorobiły Vikowi wszędzie mordę gwałciciela i mordercy. Chuj wam w dupę! Jeśli jesteście tak zachwycone Romankiem, to same go sobie weźcie. Tylko nie zdziwcie się, jeśli się obudzicie się martwe. (Czasem umieranie zajmuje chwilę.)

A kurwy mają się ode mnie w końcu odpierdolić. Nie posiadam nic, co by należało do nich. I nie będę za te kurwy pisać.

Obowiązkowa ilustracja Megadeth poniżej.

Syndrom sztokholmski

W roku 1974 dziedziczka fortuny Hearstów panna Patricia Hearst została porwana ze swojego mieszkania. Jej porywacze byli ewidentnymi schizofrenikami, którzy zaczęli zaczęli torturować ją psychicznie i fizycznie, aby zmusić do przyznania, że jest osobą z ich urojeń. Kim byli, jest oczywiste dla psychologa klinicznego i chociaż wszędzie przedstawia się porywaczy Hearst jako grupę terrorystów, to wolę w nich widzieć gang schizofreników, napadający na banki i inne instytucje. Wielu z nich nie zostało ukaranych.

W latach studenckich czytałam biografię Patricii Hearst. Jes to przerażająca lektura, której wolę nie powtarzać. Pełno w niej opisów, oprócz sielskiego życia, jakie wiodła jako dziecko, terroru, gwałtów oraz zakrzykiwania po porwaniu przez schizofreników. Patricia walczyła o życie w siedzibie terrorystów. W końcu jej mózg się poddał i rozpoczął się proces uczenia jej roli, która zdaniem schizofreników pozwalała jej egzystować w rzeczywstości wprost z ich urojeń.

Według urojeń szefa tego gangu miała być jego laską, Tanyą. Patricia została zmuszona do wpółżycia i mówienia tego, co herszt chciał. Wśród różnych żądań było, aby potępiła swojego ojca publicznie. Trudno nie zauważyć analogii do tego, co mnie spotyka. Wprawdzie nie zostałam ostanio porwana, ale w miejscu pracy też można zostać tak sterroryzowanym, że wystąpi syndrom sztokholmski i ofiara terroru i tortur zacznie współdzielić urojenia porywaczy i prześladowców, jeśli mają do niej łatwy dostęp.

Trochę inaczej niż psychiatrzy tłumaczę powstanie syndromu sztokholmskiego. W moim rozumieniu wywołuje ten syndrom stres związany z terrorem i zagrożeniem. Ofiary są tak zakrzykiwane, że tracą pamięć. Potem są uczone, co mają mówić, aby zadowolić prześladowców. O tym między innymi była moja praca magisterska z psychologii. Użyłam w niej wielu pozycji z publikacji amerykańskich.

Inny przykład tym razem fikcyjny syndromu sztokholmskiego można znaleźć w filmie „Bugonia„. To re-make południowokoreańskiego filmu, którego główna postać to mężczyzna. Kilka innych szczegółów też zmieniono.

Eksperyment więzienny

Bardzo znany psycholog społeczny przeprowadził w roku 1971 głośny Stanfordzki eksperyment więzienny. Eksperyment symulował warunki więzienne i badał zachowanie ludzi w takim środowisku. Studenci, biorący udział w tym eksperymencie, dostali rolę albo więźniów, albo strażników. Bardzo szybko strażnicy zaczęli popełniać akty okrucieństwa wobec więźniów. Za głeboko weszli w rolę. To co się działo w czasie eksperymentu było tak przerażające, że badacze nie chcą go powtarzać. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Wydział Psychologii UW nigdy nie przeprowadził powtórki tego eksperymentu. Studenci tylko są o nim uczeni.

Pewnego rodzaju powtówkę tego eksperymentu zaserwowali mi politycy oraz ludzie przekonani przez Romana, że jestem ubezwłasnowolniona i że można ze mną robić wszystko. Roman i jego siostry rozdzielili role – mnie przypadła rola więźnia, a wiele osób dostało rolę strażników, którzy na mnie donosili „właścicielowi” i „dyscyplinowali”. Byłam nie tylko bita, ale opluwana, szarpana za włosy i przeklinana. Odbywało się to w czasie konwentów, ale także u mnie w pracy.

Moi strażnicy – wśród nich były też osoby zdrowe psychicznie – przekonywały innych, że należy mnie „leczyć” terrorem i że mam żadnych praw. W tym miałam nie mieć żadnych praw człowieka.

Są osoby, które w eksperymencie więziennym, odmówiły torturowania więźniów. W moim przypadku przeraża mnie skala zmowy przeciwko mnie, osoby, która nigdy nie była ubezwłasnowolniona.

Jeśli chodzi o mnie to Avangarda wybrała. Tak samo wybrały moje niektóre koleżanki z różnych środowisk, z którymi nie chcę się kontaktować. Tak samo wybrał Andrzej. To że znalazł się na czarnej liście, osób które nie mogą mnie odwiedzać, bo o to poprosiłam, a Straż Akademicka współpracuje z Policją, nie jest przypadkiem. Kilka innych osób też nie znalazło się na niej przypadkowo.

Bardzo proszę, nawet nie próbujcie się ze mną kontaktować.

Romeo and Juliette Revisited

Pokłóciłam się z Nyczem kiedyś nie tylko o Vika, ale przy okazji też o sztukę Szekspira. Nie należy się ze mną kłócić o sztuki Szekspira, bo byłam na Anglistyce na seminarium z Renesansu. To nieprawda, że specjalizowałam się z metodyki. Psychologia nauczania to jeden z przedmiotów z Psychologii. W domu mam indeks z Anglistyki, więc nie dam sobie wmówić urojeń wariatów na tem temat.

Zarzuciłam Nyczowi, że jak każdy ksiądz zawsze niszczy zakochanych. Nie pamiętam dokładnie czy przeczytałam to w podręczniku psychoterapeuty czy też profilera, ale schemat postępowania księży, którzy wpadną na trop namiętnie zakochanych, ma nazwę „Romeo i Julia”. Nycz upierał się, że ksiądz ze sztuki „pomaga” zakochanym. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Ksiądz podaje Julii truciznę, która wywołuje podobny śmierci stan, który trwa dwadzieścia cztery godziny. Poddajmy ten początek już analizie. Dla lekarza coś, co wywołuje śpiączkę jest trucizną, tak niebezpieczną, że rzeczywiście może skończyć się to śmiercią. Ofiara takiej trucizny nie musi się obudzić. Poza tym, po cholerę księdzu takie środki? Czyżby w ten sposób unieszkodliwiał wrogów Kościoła na czas potrzebny, aby przeprowadzić jakąś operację? I w jaki sposób stan bliski śmierci miałby zagwarantować zakochanym szczęśliwy koniec? Prędzej zostaliby pochowani, bo w tamtych czasach pogrzeb miał miejsce od 24 do 48 godzin po śmierci. Przypominam, że księdzu nie udało się księdzu przesłać informacji o tych planach Romeo, bo przeszkodziła mu zaraza. Zostawmy na boku kwestię, czy rzeczywiście nie wiedział o zarazie wcześniej, księża z oczywistych powodów dowiadują się o śmierci raczej szybciej niż przeciętni ludzie. A w przypadku zarazy pochówek był dokonywany do 24 godzin. Są duże szanse, że Romeo i Julia zostaliby pochowani żywcem. Trudno, aby ksiądz nie zdawał sobie z tego sprawy.

Psycholodzy są bardzo cięci na Kościół. Wiedzą, że wiele osób z Kościoła to geje i lesbijki, którzy odczuwają obrzydzenie na myśl o namiętnym heteroseksualnym seksie. Stąd ich podobne akcje oraz decyzje i dogmaty, które wynikają z takich urazów psychicznych. Jest standardem, że taki seks jest dla nich „grzechem”. Dla psychologa to dobro, które spaja związek. Z reguły Kościół chętnie wiąże pary, które się nie kochają, a dla których seks to obowiązek. Partner, który budzi awersję seksualną jest narzucany wbrew jej woli partnerce. Rozumiem, że dla księży gejów inny gej jest ideałem mężczyzny, ale nie dla mnie.

Bardzo mi się nie podoba, że pewien ksiądz postanowił mnie „rozwieść” z moim narzeczonym przemocą na tylko na podstawie urojeń swoich faworytów-schizofreników oraz sfałszowanego przez nich dokumentu. Nie miał prawa w moje życie prywatne ingerować.

Przypominam, że sztuka kończy się śmiercią kochanków, ale wbrew intencjom różnych ludzi zamierzam przeżyć. Vik też przeżył.

Kościół łapy precz ode mnie i od mojego życia! Nie dam sobie narzucić Romana jako męża. Nie mam też dzieci, dzięki pewnemu księdzu, który pchał łapy, gdzie nie powinien. Dla przypomnienia zaświadczenie o stanie cywilnym i proszę zwrócić uwagę, z którego jest roku. I odpierdolić się ode mnie. Mam nadzieję, że Roman straci dostęp do mojego konta na cito.

Screenshot

Zdjęcia

Wśród fałszywych dowodów na prawdziwość urojeń osób z mojej podstawówki znajdują się różne zdjęcia. Wytłumaczę, skąd mogły się wziąć.

Są wśród nich zdjęcia z miejsc publicznych, gdy stałam z wykręconą ręką w publicznym miejscu w czasie konwentu. Czasem miałam przyłożony do boku nóż. Tak się składa, że Anna wielokrotnie atakowała mnie nożem oprócz tego i cięła na mnie ubrania. Jestem przez ten gang schizofreników zastraszana od dziecka.

Robiono mi też zdjęcia podczas porwania, gdy mnie zawleczono do obcego mieszkania i zaczęto mnie przekonywać, że zawsze tam mieszkałam i mam się z tym pogodzić. I że oni wiedzą lepiej. Nie jestem córką ojca Romana, ani żoną jego syna, Romana, nigdy tam nie mieszkałam.

Nagie zdjęcia zrobiono mi też w szatni fitness klubu. Byłam pod prysznicem, gdy cały gang schizofrneików, także mężczyźni wlazł do damskiej szatni. Otworzono drzwi od łaźni. Prysznice były wtedy zorganizowane jako otwarta przestrzeń i zaczęto robić mi zdjęcia. Wkurwiłam się i naga ruszyłam zamknąć te drzwi. Te zdjęcia nie są dowodem na cokolwiek.

Schizofrenicy próbują zawsze z całych sił uzgodnić świat prawdziwy z ich urojonymi przekonaniami i „wspomnieniami”. Są chorzy, więc nie daje się ich przekonać, żeby sobie dali siana. Kierują się obsesją przez całe życie. Ich ofiary albo się zabijają po zaszczuciu, albo są zabijane, bo paranoicy bronią się przed odsłonięciem faktu, że są chorzy psychicznie.

W ramach przekonywania ludzi, że ich urojenia są prawdziwe, schizofrenicy fabrykują sobie „dowody” i kradną rzeczy należące do ofiar. Współczesnie serwisy AI oferują takie możliwości, że nie zdziwiłabym się, gdyby prześladujący mnie schizofrenicy stworzyli sobie całe filmiki lub zdjęcia przedstawiające sceny z ich urojeń. Trzeba być bardzo ostrożnym wobec wszelkich takich stwierdzeń lub „dowodów”. Wysłuchujcie ofiar i im pomagajcie.

Tacy schizofrenicy jak ci z mojej podstawówki są także bezwględnymi mordercami. Bardzo często mordują, żeby odziedziczyć. Roman bardzo się dziwił, że jeszcze żyję, bo bardzo chętnie odziedziczyłby po mnie wszystko. Dopiero po mojej śmierci związałby się z kimś innym, kto też po jakimś czasie zszedłby z tego świata. Schizofrenicy potrafią kilka razy zawierać związki małżeńskie, aby dziedziczyć po ofiarach, które udało im się poślubić. To nieprawda, że to ja mam coś wspólnego ze śmiercią wielu mężów Renaty (jak usłyszałam od Romana, zmuszała się do seksu z facetami, chociaż jest lesbijką) czy Anny, jak usłyszałam od – myślę, że to on – Nycza. Niech ten skurwysyn się ode mnie odpierdoli.

Nie wyjdę za Romana i nie podpiszę mu żadnego testamentu. Nie dam mu okazji do zabicia mnie i nie urzeczywistnię jego urojeń na mój temat. Nie chcę, aby po mnie dziedziczył.

Nie fałszuję dokumentów, ani zdjęć. Jeśli istnieją jakieś zdjęcia, które mnie podobno obciążają, to proszę je przekazać Policji do weryfikacji (zgłaszałam zdjecia, które robiono wbrew mojej woli) lub analizy (podejrzewam, że laboratorium Policji da radę określić, czy coś zostało stworzone z pomocą AI).

Poniżej ponownie zdjęcie wszystkich moich krewnych oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Ja nie fałszuję dokumentów.

Screenshot

150

150m2 to rozmiar mieszkania Breta w Warszawie. Tam mieszkałam, gdy już schizofrenik Roman sfałszował orzeczenie Sądu Opiekuńczego. Tam też jest wiele moich rzeczy i dokumentów. Byłam tam bardzo szczęśliwa i tam również moja kotka, Melissa czuła się świetnie. Miała już wtedy elektryczną kuwetę oraz automatyczne zabawki. Bret ją straszliwie rozpieszczał. Z dużą satysfakcją obserwowała, jak konserwował kuwetę i ją dodatkowo czyścił. Nauczyła się też doceniać klimatyzację. Kristian również chętnie czyścił kuwetkę kotki, gdy wpadał do mnie. Była rozpieszczana przez wszystkich moich facetów. Oczywiście nie przez schizofrenika Romana, który nigdy nie był ze mną i nienawidzi każdego kota. Maskuje się ze swoją nienawiścią i po cichu zwierzęta zadręcza, a gdy brakuje mu czasu, łamie na szybko karki.

Wcześniej przeprowadziłam się z moją kotką do rodziców Michała i jeździłam z nią na ich działkę. Chodziła tam na smyczce i wyławiała myszki z ogrodu. Była bardzo szczęśliwym kotem, tak samo jak moje wszystkie koty i pies.

Melissa umarła na raka już w obecnym stuleciu. Miała 16 lat.

Mieszkanie, jakie kupiłam za pieniądze zarobione w Oslo, jest o wiele mniejsze. Ma około 80 metrów kwadratowych. Jest utrzymywana z mojego konta, gdzie wpływają ograniczone przelewy od rodziców mojego zamordowanego narzeczonego. To tam mieszkałam z prawdziwym Ravnem i też byłam szczęśliwa. To że nie przebywałam w mieszkaniu mamy, nie oznacza, że nie miała ze mną kontaktu i że znikałam gdzieś w świecie przestępczym, jak twierdzili schizofrenicy, wkurwieni, że nie mogą mnie kontrolować.

Ravn został zabity dwa tygodnie przed ślubem. Została sukienka u rodziców Ravna w rozmiarze 44. Mój kolejny związek też się skończył tragicznie, poronieniem wywołanym przez bicie i kopanie, oraz zaszczuciem mnie aż do utraty pamięci. Bret też został tak samo potraktowany. Okłamany, a ja zaszczuta, w momencie gdy już planowaliśmy ślub i dzieci. W czasie studiów trzy razy miałam już wyjść za mąż i moje zaświadczenie o stanie cywilnym nie kłamało – byłam i jestem panną. Szlochy Romana, że jest mężem chorej psychicznie żony, możecie sobie wsadzić w dupę. Miałam jeszcze raz wyjść za mąż, ale mi to kurwy uniemożliwiły. Z dużą radością doprowadziły do tego, że zostałam tak zaniedbana ginekologicznie, że usunięto mi macicę i już bez względu na wysiłki współczesnej medycyny nie urodzę dziecka.

Takie są zwykle losy osób, które są prześladowane przez schizofreników, którzy kierują się urojeniem, że są mężem lub żoną ofiar swoich urojeń. Osoby zdrowe psychicznie, gdy im się zaprzecza, zaczynają się wahać. Dlatego też zdrową osobę można zaszczuć tak, że zacznie mieć fałszywe wspomnienia. Schizofrenik się nie waha. Zaprzeczanie mu powoduje wybuch psychozy i takie działania, że daje radę dotrzeć na przykład nawet do prezydenta i go tak zmanipulować, że ten zacznie wydawać – delikatnie mówiąc – nieprzemyślane decyzje i zacznie nielegalnie zastraszać.

Nie dziękuję kurwom z fandomu, że mnie śledziły i kontrolowały na prośbę schizofreników. Nic wam nie zawdzięczam i nie jest prawdą, że mi wszystko umiera, bo zabiłam dziecko. Pierdolnijcie się w łeb, razem z tymi zarzutami możecie iść do w pierdu.

Chuje-schizofrenicy z mojej podstawówki nie muszą wiedzieć o mnie wszystkiego. Im mniej o mniej wiedzą, tym lepiej.

I dla przypomnienia (zwracam uwagę na datę wystawienia):

Screenshot

Bo ja wiem, co tam powinno być…

Schizofrenik mówi prawdę wyłącznie w czasie konfrontacji ze swoją ofiarą, dlatego wbrew chęciom musiałam rozmawiać z Romanem. Omówilismy między innymi sprawę jego fałszerstwa decyzji Sądu Opiekuńczego. Dzięki temu powstały dodatkowe materiały dla Policji i został świetnie zdiagnozowany.

Jak się składa, że ja i moja mama wygrałyśmy w cuglach, bo ani Roman nie jest moim mężem, ani jego krewni nie są moimi krewnymi. Oczywiste, że jego żądania zostały odrzucone. Nawet moja mama nie została moją opiekunką prawną, bo amnezja nie jest wystarczającym powodem do ubezwłasnowolnienia. Tak się składa, że Sądy Opiekuńcze są zasypywane sprawami wniesionymi przez schizofreników, którzy chcą kontrolować ofiary swoich urojeń, oskarżane o schizofrenię, bo taki dureń nie potrafi przyznać, że jego „wspomnienia” to urojenia i nęka swoją ofiarę dalej.

Roman dostał swój egzemplarz decyzji Sądu. Jak mi powiedział, kierował się tym, że „on wie, co tam powinno być” i po prostu dopisał kilka zdań. Gratuluję durniom tępoty, jeśli nie zorientowali, że Roman pokazuje sfałszowany dokument. Są dwa elementy, które świadczą o fałszertwie. Pierwsza część decyzji stoi w sprzeczności z tym, co Roman sobie dopisał. Czyta się zawsze cały dokument i uważa na to, czy ktoś manipuluje, zasłaniając jego część. Wbrew temu, co sobie dopisał, nie jestem jego żoną, Sąd Opiekuńczy tego nie „stwierdził”. Do tego takie dokumenty są zabezpieczane przed fałszerstwem w taki sposób, że długopisem przekreśla się puste miejsce na kartce. Roman wkręcił swój egzeplarz do maszyny do pisania i napisał sobie, co chciał na zakreślonym długopisem miejscu. To nie jest prawda, że jest to nieważne „przypadkowe” maźnięcie długopisem.

Nie chce mi wierzyć, że zaplatani w sprawę politycy oraz prawnicy nie zorientowali się w jawnym fałszerstwie. Chcę, aby wobec nich wyciagnięto wszelkie konsekwencje prawne. Chcę także, aby wszyscy enablerzy, którzy pomagali temu gangowi gangowi schizofreników mnie kontrolować, ponieśli karę. Wszystkie osoby, które na mnie napadały, bo inspirowały je urojenia schizofreników z mojej podstawowki, także powinny pójść do więzienia. Nie wyobrażam sobie innego końca tej sprawy. Poprosiłam już Prokuraturę o pełną jawność procesów oraz swobodny dostęp prasy. Nie życzę sobie przekłamanych doniesień jakiś okłamywanych przez schizofreników dziennikarskich miernot, które nawet nie zajrzą do akt. Poza tym muszę chronić swojego honoru, a także honoru swoich bliskich.

Skandalem jest całe moje zniszczone i nieszczęśliwe życie. Roman nie jest moim mężem, ani nie jest właścicielem mnie jako niewolnicy. Dostał całkowicie nielegalnie na podstawie sfałszowanego dokumentu kontrolę na moim kontem i ukradł mi takie sumy pieniędzy, podczas gdy ja i moja mama ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, że brak mi słów.

Nigdy nie dostałam od niego ani grosza. Nie po to zawodowy oszust schizofrenik kradnie, aby dzielić się ze swoją ofiarą. Raczej napawa się swoim zwycięstwem i tym, że sprowadził swoją ofiarę do roli popychadła, z którego się wszyscy wyśmiewają. Nie potwierdzę ani słowa z jego urojeń. I tak dostatecznie się cieszył z tego, że dzięki nielegalnym decyzjom udało mu się odgrywać kogoś wprost z jego urojeń. Nie jest norweskim milionerem, nie jest moim mężem.

Jestem panną i chuj wam w dupę, prześladowcy.

Screenshot

Tortury psychiczne

Z powodu urojeń chorych psychicznie koleżanek i kolegi z podstawówki byłam poddawana torturom nie tylko fizycznym, ale też psychicznym. Jednym z najbardziej okrutnych katów był pewien pawian z Kościoła.

Postanował zniszczyć mnie jako kobietę, która poroniła. Wmawiał mi, że dokonałam późnej aborcji, że „dziecko się już poruszało”. Uważał, że muszę uprzytomnić sobie, że byłam „prostytutką” związaną z gangsterem. I że schizofrenicy z mojej podstawówki mnie „uratowali”. Usłyszałam, że musze przestać mówić, że wtedy poroniłam, bo poroniła Yennefer, a ja jako wredna „kurwa” usunęła ciążę.

Nigdy nie potwierdzę słów tego psychopaty i będę trzymać się swojej wersji. Naprawdę byłam związana z cudownym człowiekiem i planowaliśmy wkrótce się pobrać – i od tamtej pory naprawdę nie można mnie uważać za katoliczkę. Ciąża nie była zaawansowana. Wyłam z rozpaczy, gdy się zorientowałam w karetce, że ronię.

To nie jest prawda, że mój narzeczony był „gangsterem”. Nie byłam jego „prostytutką”. Nie ma kogoś takiego jak „książę” Roman, jest książę Kristian. A ja naprawdę jestem księżną po moim pradziadku Norwegu. Nikt nie ma z tym problemów.

A jak wytłumaczę wpisy w Wikipedii? Tym samym, co zakłamany artykuł o mnie, czy pseu-autobiografię Adama – to schizofrenicy udzielali wywiadów i wprowadzali nieostrożnych dziennikarzy i redaktorów Wikipedii w błąd. Nie przekonuje mnie też idiotyczna sztuka teatralna wystawiona przez studentów. Dureń, który spisał wynurzenia schizofreniczki Anny i postanowił zrobić z nich sztukę teatralną, naprawdę popełnił duży błąd. Byłam na sali teatralnej i widziałam tłum, który się zaśmiewał z czegoś, co było całkowitą niezgodną z rzeczywistością farsą. Mój były nikogo nie zabił. Człowiek, o którego zabicie jest pomawiany, popełnił samobójstwo i noże nie wzięły w tym udziału. Wmawianie mi, że było inaczej zniszczyło mi psychikę oraz uniemożliwiło powrót do muzyki, ułożenie sobie życia i urodzenie chociaż jednego dziecka.

Wikipedia jest znana z tego, że wiele wpisów w niej jest całkowicie fałszywa. Tak się składa, że jeśli nie ma ludzi zainteresowanych jakimś tematem, a schizofrenicy są bardzo aktywni w szerzeniu kłamstw i wiele osób zostało urobionych, to praktycznie nie jest możliwe wprowadzenie poprawek. Nawet osoba, o której jest jakiś artykuł, spotyka się z oporem i ma odmowę wprowadzenie jego zmian. Ja mam znajomego redaktora Wikipedii, którego poprosiłam o blokowanie sfałszowanych haseł o mnie. Kilku moich znajomych nie miało tego szczęścia.

Wikipedia jest niegodna zaufania, szczególnie, jeśli ktoś ma na ogonie schizofreników z bardzo silnymi urojeniami na swój temat. Pojawiają się nie tylko fałszerstwa na temat żyjących osób, ale też są powoływane do życia osoby nieistniejące, jak Henryk Batuta. Wikipedysta dokonał też pomówienia w przypadku Johna Seigenthalera. Seigenthalerowi udało się wprowadzić poprawkę, ale tylko dlatego, że skontaktował się z jednym szefów fundacji, która stworzyła Wikipedię. Jak widać, inne metody postępowania nie są skuteczne, tylko prywatny networking działa. Jest to skandal, że tylko prywatne kanały mogą kogoś uchronić przed pomówieniami stronach WIkipedii. Naszemu Arnoldowi Buzdyganowi nie udało się wygrać z Wikipedią, bo sędzia zawyrokował, że jako osoba publiczna musi się liczyć z krytyką.

Kurwy z Avangardy oraz kurwy z Kościoła mają się ode mnie odpierdolić.

A dla kościelnego psychopaty poniżej moja apostazja. Ciekawe, ile razy według urojeń Renaty w „modliłam” się z nią od momentu mojego formalnego wyjścia z Kościoła. Żaden kościelny pawian nie ma prawa mordować psychiki kogoś tylko po to, aby „udowodnić”, że urojenia jego ulubionej schizofreniczki są prawdą, lub też umożliwić jej doprowadzenie świata do takiego stanu, aby rzeczywistość zgodził się z jej urojeniami. To nieprawda, że „Bóg jej objawia”, jak powinien świat wyglądać i co rzeczywiście się dzieje. To schizofreniczna małpa, którą pownno się przyciąć tak dokładnie, że zacznie brać leki. Profilerzy dokładnie wiedzą, jakie Kościół popełnia przestępstwa wobec chorych psychiznie robiąc z nich na siłę świętych i sabotująć ich leczenie.

Gdy byłam w ciąży wiele lat temu, przeszłam już rozmowę z proboszczem związaną z apostazją, zostało mi tylko złożyć formalny dokument, czego nie chciało mi się robić. Więc uważam, że wmawianie mi przeszłości kościelnej jest takim pomówieniem, że powinno się tego łamiącego prawa człowieka psychopatę już dawno zamknąć w więzieniu.

Nie zasługiwam na takie traktowanie. Tortury psychiczne i sadyzm to nie „psychoterapia”. To realizacja potrzeb psychicznie chorych „kurew” z mojej podstawówki. Ten kościelny psychopata zrobił karierę w Kościele, posługując się sfałszowanymi przez Renatę „cudami” oraz wmawiając ludziom moje „cudowne nawrócenie się” i wyleczenie z „alkoholizmu”. Nigdy nie cierpiałam na alkoholizm, leczyłam się na depresję lekami, przy których się nie pije, bo musiałam mieć wsparcie lekowe po brutalnym pobiciu, skopaniu, poronieniu oraz porwaniu przez wariatów, którzy twierdzili, że mieszkałam z nimi od lat.

Niech się kościelny kutas odpierdoli, nie przyjmę od niego przeprosin. Niech nawet nie próbuje przychodzić do mojej pracy. Kurew plagiatorek też to dotyczny. Wolę nie pisać, niż oglądać te mordy, które już dawno powinny być w więzieniu.

Jak to możliwe…

Wiele razy byłam nękana przez Nycza oraz doktora B. Obaj robili mi pranie mózgu, wmawiając mi, że wszystko, w co wierzę i jest dla mnie realne, stanowi moje urojenie. Ale co poradzę, naprawdę nie jestem żoną Romana, ani matką jego trójki dzieci. Roman cierpi na bardzo silne urojenia, które powodują napady na mnie tak, jak wtedy, gdy mnie porwano z ulicy i jego rodzina próbowała mi wmówić, że „jestem u siebie” i że „mieszkałam tam latami”. Gówno prawda.

Roman mi się przyznał do tego, że jest gejem i że brzydzi się kobietami. Nic nie poradzę na to, że to prawda. W ramach prania mózgu byłam pytana, jak to możliwe, że gej ma dzieci. Po pierwsze ten gej nie ma. A po drugie też mu zadałam to pytanie i odpowiedział na przykładzie swojego ojca. Powiedział mi, że dzięki ojcu wie, co robić z kobietą.

Jego ojciec zrobił sobie dzieci po pijaku. Tak bardzo nie chciał seksu z kobietą. Roman wie, że należy grzebać palcami w okolicach łechtaczki i jak kobieta się podnieci, to załatwić swoją sprawę. Osobiście uważam to za pożałowania godną technikę miłosną. Uważam, że dziewica zasługuje na minetę, aby tak się podnieciła, że nie poczuje bólu. Współczuję kobietom, które były potraktowane inaczej. Nie musi boleć. Mózg nie potrafi odczuć bólu przy tak intensywnych doznaniach jak silne podniecenie seksualne.

Przytoczone przeze mnie wyznania Romana na temat seksu z kobietą spotkały się, ku mojemu zdziwieniu, z zachwytem. Nie pamiętam, z którym z moich dręczycieli wtedy rozmawiałam, ale z radością zaczął mi wmawiać, że w takim razie Roman to „święty człowiek”, skoro nie grzeszy i potrafi się opanowiać. Bo seks, jak usłyszałam, to „grzech”, szczególnie ten z kobietą, bo baby zwodzą i kierują ku zgubie. Daruję już opisy piekielnych męk, jakie czekają grzeszników, ale pozwolę to sobie skomentować po swojemu. Widać po tej wypowiedzi, że rozmawiałam z gejem, który nieświadomie używa swoich standardów i stąd ta niechęć do heteroseksualnego seksu. Moi znajomi faceci też wyśmiewają pomysł, że zakochany facet nie może bez ślubu. Niestety stworzona przez gejów dogmatyka Kościoła jest wroga kobietom i chce je pozbawić szczęśliwego życia. Bo szczęściem dla heteroseksualnej kobiety jest posiadanie u swojego boku fajnego faceta. Byłam w takich związkach, więc wiem, co mówię. Przeczytałam też kilka książek na ten temat.

Geje z reguły przeceniają dziewictwo i wartość dziewic na rynku matrymonialnym. Geje podejrzewają, że doświadczona kobieta się kapnie, że coś jest bardzo nie halo w zachowaniach gejów w łóżku i że nie wykazują odpowiedniego entuzjamu. Każdy gej, który zdecydował się na ślub z kobietą, aby mieć dzieci, krzywdzi tę kobietę, tym bardziej, że bardzo często maskuje swoją orientację, niszcząc kobietę i przekonując ją, że nie jest dostatecznie atrakcyjna i że wina leży po jej stronie. Kobiety z reguły podobają się mężczyznom, tylko geje je nękają, odmawiając atrakcyjności. Również zrównywanie „grzechu” (poganie nie znają tego pojęcia, zamiast tego stosują etykę) z seksem to domena głupich gejów z Kościoła.

Naprawdę nie mam powodu nikomu zazdrościć nikomu zazdrościć, a nasz fandomowy Ripley i Dexter w jednym jest kimś, kto powinien się leczyć, a nie ja. I proszę mi nie obrzydzać seksu, ani tłumaczyć, że facet hetero mnie „gwałci” i pozbawia „czystości”.

Nikt tak nie zniszczy z nienawiści kobiety (lub mężczyzny, chociaż częściej czepiają się kobiet) jak małpa z Kościoła.

Dla porównania poniżej zdjęcie, na którym jest między innymi moja siostra z trójką dzieci, które odgrywając w urojeniach Romana rolę jego potomstwa. Zauważmy, że moja siostra jest brunetką, a nie blondynką.

Jest tylko jedna Małgorzata. Ta druga składa się wyłącznie z urojeń Romana, Renaty oraz Anny. Do niczego, co mówią, się nie przyznaję. Wcale te osoby mnie nie znają. Bujają sobie cały czas w urojeniach.