Tłumaczka

Opisałam już wizyty schizofreników oraz ich fanów u siebie w pracy. Wspomniałam też o niekończących się próbach podkopania zaufania, mojego i innych ludzi, do tego co potrafię. Uświadomiłam sobie skąd się to wzięło.

Tym razem nie chodziło o schizofreniczkę Renatę, ale o siostrę Romana, schizofreniczkę Annę. W sumie jej działania były dla mnie jeszcze bardziej katastrofalne niż działania Renaty. Anna z całych sił próbuje mnie udawać.

Jak to schizofreniczki przeżywa ze jednocześnie ze mną moje romanse, oskarżając mnie o niszczenie jej życia. Twierdzi, że każdy razem to ona jest „prawdziwą ukochaną| mojego faceta. Wielu moich byłych było przez nią opisywanych jako jej „mężowie”. Niestety tak uwidoczniają się jej urojenia, których podstawą jest wcale nie tak tłumiona zawiść, która się z tej schizofreniczki wylewa.

Schizofrenia Anny nie ogranicza się do urojeń na temat moich facetów. Niestety jej zazdrość dotyczy też tego, co robię zawodowo. Furię Anny wywołało pojawienie się na rynku moich tłumaczeń. Zaczęła nachodzić mnie w pracy i razem z swoimi fanami robić mi awantury, w czasie których niszczyła mnie psychicznie i obrzucała obelgami.

Ludzie, którzy jaką wspierają, są przekonani, że „ukradłam jej tłumaczenie”. Jest to wierutna bzdura. Nie kontaktuję się z nią, tłumaczyłam sama, więc jeśli chodzi o to, że niby miałabym ukraść jej plik, to jest to niemożliwe. Jak najbardziej zawarłam umowę z wydawnictwem, dostałam egzemplarz powieści, więc ją przetłumaczyłam. Nie ukradłam też jej żadnego zlecenia. Jestem święcie przekonana, że szef wydawnictwa nigdy w życiu jej nie spotkał i że nie wykonała ani jednego gestu, który pomaga zdobyć zlecenie. Wszystkie zarzuty o to, że „zniszczyłam tłumaczkę” są wzięte wprost z jej urojeń. Jedyne co tutaj jest prawdziwe, to jej szlochy i skargi, ale to objaw choroby i zawiści. A nie mojego braku umiejętności, czy wredności. Tak się składa, że nie będę się kopać z koniem, bo mam kurwa dosyć. Wycofałam się z tłumaczeń, a jednak nigdzie nie widać żadnych tworów „geniuszu Anny”. Jedynie ona i jej sfora wykopali mnie z różnych miejsc i tłumaczeń. Ale nie będę za nią tłumaczyć, aby mogła to przedstawić jako swoje dzieło. Tak samo jak nie będę za Renatę pisać.

Tak się składa, że muszę za coś żyć, więc nie dam się wykopać z mojego głównego miejsca pracy. Gang schizofreniczki Anny musi się zadowolić tym, że ma pod swoją kontrolą polski fandom. Bawcie się dalej dobrze niszcząc ludzi wskazanych przez schizofreników.

Grzeczna prośba – odpierdolcie się ode mnie!!!

Byłam przez gang Anny atakowana także w czasie konwentów. Wmawiano mi, że nie znam angielskiego i że powinnam przestać tłumaczyć. Doprowadzono mnie do takiego stanu, że nie mogłam przetłumaczyć drugiej części cyklu, bo cierpiałam z powodu indukowanej psychozy (na całe szczęście takie rzeczy mijają), więc zrezygnowałam. Odrzucałam wszystkie próby kontaktu i byłam w tak złym stanie, że doprowadzono mnie wtedy nie tylko do amnezji, ale też właśnie do indukowanej psychozy.

Końmi nikt mnie teraz nie zaciągnie do fandomu. Wolę nie pisać, nie tłumaczyć i być sama. Za wiele razy traciłam mężczyzn przez tę zgraję schizofreników i ich pomocników. Mam też dosyć aspergerowców zakochanych w schizofrenikach z tego gangu. Aspergerowiec potrafi człowieka zabić, aby tylko postawić na swoim i udowodnić, że schizofrenik ma rację.

Prawda jest taka, że to Anna i jej znajomi zniszczyli tłumaczkę, a nie ja. Anna nie jest tłumaczką, nie studiowała Anglistyki. Jest urojenia powodują, że – wiedząc, że nic nie potrafi i nie funkcjonując na rynku tłumaczeń – oskarża mnie o to, że z mojego powodu nie tłumaczy. Niestety jej potrzeby schizofreniczne koncentrują się na chęci robienia wszystkiego, co ja robię. Jestem jej obsesją i jej chory mózg podsuwa jej powiązania, które tłumaczą, dlaczego świat się nie zgadza z jej urojeniami. Według jej schizofrenii odzyska swoje „umiejętności”, gdy mnie zniszczy i ja jej „oddam” tłumaczenie. Przerwałam tłumaczenie cyklu, ale oczywiście jej to nie zadowoliło. Jakoś wydawnictwo z nią się nie skontaktowało i nie została tłumaczką.

Taki schizofrenik może swoją ofiarę zabić, bo chory mózg podsuwa mu, że zabicie ofiary sprawi, że nie będzie już przeszkód, żeby świat uważał go za prawdziwego twórcę, w tym przypadku tłumaczkę.

Analogicznie mogę paść ofiarą Renaty, która już myśli, że moja śmierć jest rozwiązaniem jej problemu i że po mojej śmierci wszyscy już będą pewni, że jest „Yennefer” i autorką wszystkich moich tekstów i pomysłów.

Już wielokrotnie słyszałam, że mam umrzeć, bo to rozwiąże wszystkie problemy schizofreniczek i na świecie zapanuje miłość. One oraz jej pomagierzy żądali, abym sama się zabiła. Ofiara schizofreników zabija się, żeby przed nimi w końcu uciec, ale oczywiście nie rozwiązuje to problemów schizofreników, bo prawdziwym ich problemem jest ich własna choroba psychiczna.

To nieprawda, że „wszyscy mnie kochają” – schizofrenicy to Marsjanie nie z filmu „Mars Attacks”. Dwulicowi schizofrenicy mnie nienawidzą z całych sił i chcą mojej śmierci. Już mnie wielokrotnie przyjaciele wyciągali z dołka i odwodzili od decyzji o samobójstwie.

W takim stanie, w jakim ja się znajduję, ludzie zabijają się, bo dokonują na sobie eutanazji ` pokosu krańcowego cierpienia. Muszę to opisać, bo mnie zmuszono do tego i działam w ramach syndromu sztokholmskiego, ale też dobrze, aby pomagierzy schizofreników wiedzieli, co naprawdę zrobili. Oczywiście, że schizofrenicy spodziewali się zupełnie innych wyznań na blogu, o wiele bliższych ich urojeniom.

Mnie obiecano, że jeszcze będę szczęśliwa, więc jakoś się trzymam. Ale nie chcę nikogo z tych schizofreników oglądać na oczy i mam zamiar bardzo dokładnie selekcjonować ludzi, z którymi się kontaktuję.

Więzienie

Jedną z zasad jest, że osoba niewinnie oskarżona i skazana (a bardzo często sądy się nie orientują, że zeznają schizofrenicy), nie tylko dostaje najwyższy wymiar kary, ale odsiaduje też cały wyrok, bo nie wyraziła skruchy.

Osoba, która nie przyznaje się do winy w oczach sądu przy, wydawałoby się, przekonujących zeznaniach wygląda na zatwardziałego przestępcę. Potem w więzieniu nie reaguje pozytywnie na zabiegi wychowawcy, więc nie może liczyć na zwolnienie warunkowe.

Mój tata by poszedł do więzienia, bo schizofreniczka Renata oskarżyła go o gwałt. Na całe szczęście był w tamtem weekend, o którym mówiła, za granicą. Sama słysząc jej urojenia, dostałam takiej furii, że kazałam mu się bronić. Na nasze nieszczęście przy dwulicowości schizofreników, którzy nadal mu się podlizywali, nie zorientował się, że to właśnie Renata i jej rodzina go oskarżyli.

Ten gang schizofreników oskarża też wiele innych osób, ale na całe szczęście Policja wie, że ci ludzie są schizofrenikami i że trzeba wszystko odpowiednio weryfikować.

Nie ma szans, żebym kiedykolwiek trafiła do więzienia, chociaż schizofreniczki tak się na mnie wydzierały. Ich enablerzy nie powinni się łudzić, że zwyciężą i że „prawda ich uratuje”. Prawda jest taka, że stanęli po złej stronie pentagramu i metale im nie pomogą.

Jedyna osoba, o której wiem, że siedziała w więzieniu, to ojciec Romana, mój gwałciciel z dzieciństwa. Roman idzie jego śladami idealnie. Niestety już po skazaniu ojca Romana okazało się, że jest schizofrenikiem, więc wypuszczony z więzienia z nakazem leczenia się. Całkowicie zignorował ten nakaz. Bo nic nie może go zmusić.

Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, co przeżywa zaszczute zgwałcone dziecko, któremu się powie, że dalej jej życie jest zagrożone, bo schizofrenia tak groźnego człowieka sprawia, że ani nie można go trzymać w więzieniu, ani nie można poddać przymusowemu leczeniu. Przed moją rodzina udawał kogoś, kto już się leczy i byłam zmuszona do kontaktu z nim, bo mój ojciec wymyślił sobie, że będzie nas godził. Zniszczył mi tym życie i doprowadził do krańcowej amnezji. Niestety wbrew temu, co myślą niedouczeni lekarze, amnezja z przyczyn psychologicznych jest realna i z reguły dotyczy zaszczucia przez schizofreników.

Już jako dorosła osoba dowiedziałam się z podręczników, co mi wtedy zrobiono i że schizofrenik sam z siebie nie będzie się leczył, szczególnie gdy się go rozpieszcza. Wiem też z tych podręczników, schizofrenik nigdy nie przestaje nękać swojej ofiary i że moja intuicja, co do tego co się będzie działo była stuprocentowo trafiona. Tym bardziej, że schizofrenicy dążyli do doprowadzenia do mojego samobójstwa i nie ukrywali tego, co chcą mi zrobić. Znęcali się też sadystycznie nade mną.

To co się wtedy wydarzyło, to klasyczna akcja schizofreników, którzy znaleźli sobie aspergerowca, którym kręcili, jak chcieli. Nie dziwcie się, że z aspergerowcem mogę się co najwyżej tylko przyjaźnić. Dokopały mi jeszcze moje doświadczenia z Michałem, któremu różne pomysły podrzucać schizofrenik, który był całkiem lubiany w fandomie, bo kłamliwie przedstawiał się jako mój przyjaciel lub były.

Nikt z tej szajki schizofreników z mojej podstawówki nie był i nie jest ze mną w przyjaźni. Ludzie, którzy im ufają, zniszczyli mi całe życie. Wżyciu nie potwierdzę żadnych oskarżeń tego gangu schizofreników, ani żadnego z ich urojeń.

A małych aspergerowców należy już w dzieciństwie poddawać psychoterapii, w czasie której dowiedzą się, że są głupi i że jednych z największych dla nich zagrożeń są schizofrenicy, którym wierzą bezpodstawnie. I z których powodu mogą w końcu wylądować w więzieniu. Bo schizofrenikom nikt – jako chorym psychicznie – krzywdy nie zrobi. A ludzie z syndromem bardzo często i z dużą łatwością łamią prawo i kłamią, byle tylko postawić na swoim. Tak jak pewien lekarz, który postanowił kłamać, że przyjmował moje porody. Wiele osób słyszało te kłamstwa, które zniszczyło mi życie. (Nie tylko polityk N. postanowił wziąć sprawy w swoje zbrodnicze ręce.)

Ciekawe, że nikt z mojej rodziny ani nikt z moich prawdziwych przyjaciół nigdy nie słyszał o żadnej ciąży czy porodzie. Ani o usuniętej ciąży. Nie mam ani jednego dziecka, schizofrenicy wraz z durnymi fanami zniszczyli mi życie. Krystyna zniszczyła sobie życie na własne życzenie.

Ten lekarz został przez Romana poproszony o pomoc. Więc postanowił skłamać, bo skoro Roman powiedział, to musi to być prawda. Tak głupi są aspergerowcy, którzy zakochują się w schizofrenikach.

Ja nie mam aspergera. Jestem jak moja mama, cierpię z powodu głupoty aspergerowców. I w życiu się z żadnym aspergerowcem nie zwiążę. Nie po tym, gdy zobaczyłam takiego zjeba w pełnej furii, którą na mnie wyładowywał. I to wtedy, kiedy potrzebowałam szczególnie pomocy i wsparcia. Do pewnego stopnia podobnie skończył się mój związek z Bretem. Zaczął się wściekać i został poproszony, aby się odpierdolił ode mnie, a potem straciłam pamięć po zaszczuciu przez schizofreników, bo schizofreniczka Anna (wiecie, ta „skrzywdzona wokalistka Burzum” oraz „skrzywdzona anglistka”, co nigdy nie studiowała) uznała, że jest „żoną” Breta. Nadal w polskim urzędzie Bret wisi jako mój narzeczony i ma związaną z tym wizę i prawo stałego pobytu. Będę się musiała w końcu tym zająć, bo zapomniałam o tym. Facet się ożenił i ma dzieci, więc dawno już jest po ptakach.

Nawet nie wiem, jak to zrobić. Starając się o wizę, Bret poprosił mnie o wypełnienie odpowiedniego formularza. Nie wiem, jak wygląda odwrotna procedura, bo z reguły takie zaręczyny kończą się ślubem, ale chyba da się to jakoś wycofać. Czy jest prawnik na sali?

Bret stosuje zasadę wzajemności i powiedział mi, że nie wycofał niczego z amerykańskiego urzędu. Ja mam to zrobić pierwsza i dopiero wtedy skasuje mi wizę narzeczonej. Ale nie wiem, jakie są procedury.

Dobroczynność

Renata i jej gang z mojej podstawówki to osoby, które zawsze były traktowane przeze mnie na dystans. Psycholodzy kliniczni wiedzą, na czym błędy popełnione przez moich rodziców. Przede wszystkim nie należy się bawić w dobroczynność wobec schizofreników, bo to tylko podnosi ich oczekiwania oraz wzmacnia psychozę. Nie należy ich niczym przekupywać, bo tylko zaczynają się uważać za Bogów, należy ich ścinać, jak tylko się da. Nie są Bogami i nie mają prawa do wszystkiego.

Rodzina Renaty nauczyła się u nas żebrać i wyciągać rękę po kasę. Moi rodzice praktycznie (chociaż nie tylko oni) ich utrzymywali. Dostawali wszystkie ubrania, których nie chciałam. Za to za plecami byliśmy przez tę rodzinę schizofreników niszczeni i opłatami siecią kłamstw oraz pomówień.

Nie dostaną ode mnie ani złotówki. Nie za to, jak mnie zniszczyła kurwa Renata podając się za mnie i dorabiając mi jakiegoś fałszywego krewnego wśród jej znajomych, żeby udowodnić, że ie jestem osobą, za które się podaję.

Renata i jej znajomi mieli zwyczaj odwiedzać moją mamę pod pretekstem, że będą sprzątać. To sprzątanie polegało na tym, że kradli mi moje ciuchy i buty, a mojej mamie nawet ukradli jej dyplom lekarza. Zgłosiłyśmy ten fakt Policji. Z tego, co słyszałam ta schizofreniczna kurwa posługuje się tym dyplomem, aby udowodnić, że jest córką mojej matki.

Mam dosyć tej rodziny z półświatka, mam dosyć zainfekowanego przez nich i manipulowanego polskiego fandomu. Ostrzegałam przed nimi, ale nikt nie chciał słuchać, za to bezczynnie obserwowano, jak działania tej szajki niszczą mi życie i moją pozycję w fandomie.

Bezczynność wielu osób zniszczyła mi życie.

Zamierzam już na zawsze porzucić polski fandom. Tak jak zarządała Renata, która w psychozie mnie wygoniła z fandomu. Nie chcę być ponownie atakowana przez jej gang, która założyła, gdy byłyśmy w podstawówce. To oni mnie skopali na lodowisku przy szkole. Zreszta wolę się oddalić, bo nie chcę zostać zabita, jak mój były, Kruk. Kruk też miał kogoś, kto go prześladował.

Renata i jej gang nigdy nie byli moimi przyjaciółmi.

Już nie wiem, co mam pisać…

Już sama nie wiem, co mam pisać, aby wyrazić swój ból, frustrację i rozczarowanie wszystkim, co mnie spotkało oraz ludźmi, którzy autentycznie mieli śmiałość i bezczelność przedstawiać się, jako moi przyjaciele.

Nie są moimi przyjaciółmi, są przyjaciółmi Romana, a nie moimi, bo tylko jego wspierali i wyłącznie jego prośby realizowali. Prosty rachunek. Przy czym doskonale wiedzieli, że jestem z wykształcenia także psychologiem, więc moje zdanie powinno się liczyć. Powinny też się liczyć moje ostrzeżenia przed syndromem sztokholmskim oraz informacje na ile lat potrafi wykluczyć syndrom sztokholmski człowieka z aktywnego życia, bo się tylko wegetuje i bardzo powoli segreguje nieprawdziwe informacje w głowie i odzyskuje prawdziwe wspomnienia. Syndrom boli, jak nic innego. To jest największe cierpienia znane psychoterapii. Każda osoba, która taki stan wywołuje, bo chce kogoś „nawrócić” lub ukryć, co zrobiła, to groźny psychopata, który powinien wylądować w więzieniu.

Błąd mojego taty, który wprowadził do fandomu Ryszarda, nie powinien zaważyć na moim życiu. Takie błędy daje się naprawiać. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Andrzej nie słuchał moich ostrzeżeń przed Ryszardem. Odsłonił się przede mną nie raz. Andrzej zniszczył mi tym brakiem działania życie i umożliwił gangowi schizofreników z mojej podstawówki swobodne funkcjonowanie w fandomie. Robili ze mnie co chcieli zupełnie bezkarnie i zrobili ze mnie w oczach fanów szmatę nie wartą szacunku. Z tego wynikło pobicie mnie przez polityka N. Moja mama bardzo cierpiała z powodu zniszczeń, jakie w jej życiu oraz moim dokonał Ryszard i jego znajomi. Ja swojego cierpienia nie jestem w stanie nawet opisać. Nadal, po tylu latach, jeszcze składam w jedną całość pourywane wspomnienia.

Andrzej, jak się okazało, też nie jest moim przyjacielem. (A Nycz jest moim osobistym wrogiem, który uparł się mnie „nawrócić”, pamiętajcie.) Jak już zaznaczyłam, przyjaciele kontaktują się i od siebie dowiadują się, co u kogo słychać. Posługiwanie się plotkami i słuchanie tylko jednej strony to zmowa. Zmowa przeciwko mnie. Taka zmowa miała miejsce we wszystkich środowiskach, w których przebywałam. Zamierzam wyjechać z Polski w pewnym momencie i zatrzeć za sobą ślady. Będę miała szansę funkcjonować w nowym zdrowym środowisku. Czyli to oznacza brak kontaktów z polskim fandomem sf-f, bo tutaj panuje zgnilizna. Chcę mieć chociaż kilka pięknych lat w życiu, więc inna decyzja nie jest możliwa.

Podejrzewam, że za każdym znanym mi przypadkiem zmowy przeciwko mnie stoi Nycz. Wszędzie skurwysyn ciągnął za sobą Romana i go przedstawiał, jako mojego męża. Jestem święcie przekonana, że postanowił mnie ukarać za ateizm i mój talent, więc dlatego postanowił zmusić mnie do poślubienia kogoś, kto jest nie tylko imbecylem, ale taż schizofrenikiem żeby upewnić się, że wyjdę za kogoś odpowiednio religijnego. To ma chuj moją apostazję na blogu i wieczne przekleństwo i fatwę przeciwko Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu. Nycz, jak się okazało, kontrolował wszystkich przyjaciół mojego taty z fandomu, szpiegował i działał, gdy tylko pojawiały się jakieś wieści o moim związku z kimś innym niż osoba, którą mi wyznaczył Kościół. Nadal udaje, że nie rozumie konceptu choroby psychicznej.

Oczywiście jest też możliwość, że realizuje pomysły schizofreniczki Renaty, którą bardzo bawi takie poniżanie mnie. Wiem, że nie potrafi zrobić nic innego niż to, co chce od niego wariatka Barbara czy jego faworyta Renata.

Ale jakby nie było, nigdy nie miałam nic wspólnego z Romanem, tylko Nycz postanowił zrobić sobie ze mnie niewolnicę i kontrolować mnie do śmierci oraz zmusić do związku z tym schizofrenikiem. Zamierzam temu psychopacie uciec. Nie może być tak, że obcy dla mnie człowiek – schizofrenik Ryszard – według Kościoła ma prawo mnie „zaręczać” z kim tylko chce, czy wręcz zmuszać do małżeństwa, bo jest moim „opiekunem prawnym”. Po pierwsze nie jest moim „opiekunem prawnym” (nawet jeśli klepnął mu to Nycz) , a po drugie nawet jeśli by nim był, to nie ma prawa podejmować decyzji o moim małżeństwie. Na ten temat też przeczytałam podręcznik i nie dam się oszukać.

Nycz jest imbecylem i nikt nie powinien go słuchać. Wszystkie jego rewelacje pochodzą od wariatów o bujnej wyobraźni. Nie jest moim „spowiednikiem”, kłamie też na ten temat. Spowiada tak naprawdę schizofreniczkę Renatę i wysłuchuje jej urojeń. Ja sama jestem uczciwą poganką i nie kontaktuję się z klerem.

Mam dosyć tego durnego towarzystwa i durnego fandomu.

Asperger

Z cała pewnością odmawiam bycia dziewczyną, narzeczoną czy żoną aspergerowca. Doszłam do wniosku, że wolę być sama, bo całe zniszczyli mi aspergerowcy ze swoimi wadami. Przeszłam przez kilka takich związków i mam szczerze dosyć.

Asperger sprawia, że ludzie są bezgranicznie głupi i nie mam nawet siły wymieniać wszystkich wad ludzi z Aspergerem. Są tak głupi, że nigdy nie rozumieją, co się do nich mówi. Uzależniają się od ludzi, którzy im tłumaczą, co inni myślą. Przy czym mają tendencje do uzależniania się od innych aspergerowców albo od wariatów. Przyjmują stuprocentowo wszystkie sugestie, nie potrafiąc przejrzeć swojego rozmówcy i zauważyć, że na przykład fanatyk religijny wcale nie życzy dobrze komuś, kto jest ateistą.

Przy czym znajomy schizofrenik, ojciec Renaty z mojej podstawówki, z lubością nakłania ludzi do jedzenia grillowanych potraw oraz domowych wędzonych wędlin codziennie, co z bardzo dużym prawdopodobieństwem wywołuje raka jelita. Przy czym zniechęca do kolonoskopii, przedstawiając ją jako coś bardzo nieprzyjemnego. Ja ze swojej strony polecam, można wybrać sobie badanie z narkozą. Ta narkoza jest bardzo przyjemna, dożylna i w życiu nie miałam przyjemniejszego zabiegu, który nie ma nic wspólnego z seksem analnym, chociaż kościelni schizofrenicy mogliby tak zasugerować. Ale bardzo fajny lek nasenny dostałam w żyłę i złapałam trochę miłego snu. Bo wiecie, osoba sterroryzowana i straumatyzowany jak ja ma bardzo duże kłopoty ze snem. Nie byłam też oszołomiona po końcu narkozy, ale ja takie rzeczy bardzo dobrze metabolizuję. Badanie o wiele przyjemniejsze od cytologii. Sto razy. Nic nieprzyjemnego nie zaobserwowałam. Warto się badać.

Mama Michała, która też była aspergerowcem, została tak przez Ryszarda, który sam regularnie biega na kolonoskopię, urobiona. Pamiętam, że patrzyłam na jej dietę z przerażeniem, gdy byłam z Michałem. Ale nie dawało się wytłumaczyć, że jest to niezdrowe. Ponownie była to sugestia Ryszarda. Wolała słuchać kogoś innego, a nie mnie, a jak aspergerowiec wybierze sobie guru, to się już do niego nie trafi i nie zmieni zdania.

Aspergerowiec potrafi też uzależnić od przestępcy i popełniać razem z nim wszystkie możliwe zbrodnie. Będzie wypełniał polecenia bez zastanowienia. Jak sobie coś wbije do głowy, to nie da się tego wybić. Jest całkowicie niereformowalny i uparty. Po moich wszystkich doświadczeniach taki typ budzi moje obrzydzenie. Przy czym oczywiście Roman jest schizofrenikiem, a nie aspergerowcem, jak sobie przypochlebia.

Musiałam sięgnąć do intryg i wybiegów wprost z powieści szpiegowskich, aby udowodnić znajomym i byłym, kim jest naprawdę Roman. Moja mała agentka musiała go sprowokować w Progresji, dostała dokładne instrukcje i dziad zareagował taką schizofrenią, że wyleciał na kopach z klubu. Na moją prośbę ma zakaz wstępu, po tym gdy udowodnił, że nic o mnie nie wie i że wszystko, co o mnie mówi, pochodzi z jego urojeń. (Bardzo dziękuję osobie, która działała jako moja agentka, za pomoc!!!)

Aspergerowca nie przekona to, że ktoś go prosi o coś. Nie rozumie, że dla ludzi jest ważne spełnianie próśb. Między innymi po tym, czy ktoś wypełnia prośby, ludzie oceniają, czy rzeczywiście ktoś ich lubi i jest sympatyczny. Dla mnie jest oczywiste, że spełniam czyjeś prośby, bo nawet jeśli tego w pełni nie rozumiem, to może się okazać, że jest autentycznie ważne i komuś można uratować życie. A nawet nie jest obiektywnie ważne, to jest ważne dla tej osoby i spełnia się prośby, dlatego że się tę osobę szanuje.

Mam dosyć tego, że aspergerowcy, którzy podobno mnie kochają, mają mnie na tyle w dupie, że żadne moje prośby, czy mój komfort psychiczny nie są dla nich ważne. Mam dosyć wyjaśnień, że ktoś nie wiedział, że to ważne i że niw wiedział, że coś może źle pójść. No ja jakoś potrafię przewidzieć, co na przykład zrobią wariaci i jakie to ma konsekwencje dla mojej psychiki i co wywołuje amnezję. Kurwa studiowałam takie kierunki i robiłam takie uprawnienia, że wiem więcej od was i należy mnie słuchać. Mam taką wiedzę na temat ludzkiej psychiki i tego, jak funkcjonuje świat, że z reguły wszystko dobrze przewiduję. Poganie uważają, że przewiduję przyszłość. Muszę przyznać, że bardzo często przewiduję coś, co wydawały się, że nie ma podstaw naukowych. ale moich zdaniem to tylko kwestia ponad stu podręczników, które przestudiowałam oraz intuicji, która jest oparta na nieświadomej wiedzy.

Aspergerowcy bardzo często kończą w więzieniu. Niestety są tak zadufani w sobie, że nie są obiektywni i nie zachowują ostrożności. Sięgają do rozwiązań siłowych i terroryzują otoczenie. Przemoc werbalna to też przestępstwo, bo niszczy ludzką psychikę. Już nawet nie chcę pisać o pobiciach, czy innych atakach zorganizowanych przez aspergerowców.

Syndrom Aspergera to diagnoza, która oznacza psychopatię i ludzie tak zdiagnozowani powinni zachowywać szczególną ostrożność, bo naprawdę nie potrafią oceniać innych ludzi. Za to znajomi aspergerowcy w fandomie zachowywali się jak nadludzie i postanowili ograniczyć moją wolność i lekceważyć sobie wszystko, co mówię.

Nie dziwcie się, że wolę zostać sama. Nie mam zamiaru męczyć się z kolejnym durnym tępym i upartym aspergerowcem. Za dużo mnie zadawanie się z aspergowcami kosztowało i za bardzo muszę przez ich głupotę cierpieć.

Nie chcę już więcej musieć polegać na jakimkolwiek aspergerowcu. Zniszczyli mi życie od a do z. I wcale nie są w moim typie. Niestety tata też był aspergerowcem i dokonał bardzo złych decyzji, takich jak przedstawianie Ryszarda czy łykanie jego kapsułek z „ziółkami”. Ale tylko to jest jego winą. I za to moja mama go przeklinała w końcu. Bo nie dało się potem odkręcić zachwytu różnych tępych narcyzów i aspergerowców z fandomu Ryszardem. Ten schizofrenik zabił wiele osób i razem ze swoją rodziną zniszczył mi całe życie. Każdą możliwą karierę, zdrowie fizyczne i psychiczne. Życzę mu szybkiej hospitalizacji w psychiatryku, bo mam dosyć tego schizofrenicznego mordercy.

W życiu nie chcę żadnych więcej aspergerowców. Michał, Bret, Adam nauczyli mnie, że nie warto. Nigdy nie można było na nich polegać. Wręcz przeciwnie upierali się niszczyć mnie wraz z moimi wrogami. I nie zważali na moje prośby, żeby darowali mi „uszczęśliwianie na siłę”. Nie są to ludzie, którzy kiedykolwiek mogą się stać bohaterami mojego romansu. A robienie mi prania mózgu, aby mi „przypomnieć”, że „kocham Adama” wkurwiło mnie tak, że w życiu go nie pokocham. Zbyt dużo mi zniszczył swoją tępotą i uporem godnym cyborga. I nigdy go nie kochałam.

Zresztą moje doświadczenie mówi, że aspergerowiec i w łóżku jest cyborgiem. Więc pass.

Wcale mi się perspektywa związku z kolejnym aspergerowcem nie podoba. Mam dosyć. To są ludzie, którzy są w stanie kogoś zamordować, aby tylko postawić na swoim. A z reguły się mylą, bo są głupi, albo słuchają przestępców.

Krótka charakterystyka aspergerowca to przemocy chuj. Co to zawsze wie lepiej. Uciekać. Chociaż ma rozległą wiedzą i bywa zabawny. Zawsze w końcu zniszczy człowieka, szczególnie jeśli pojawiają się jakieś problemy. Potrafi tak samo zniszczyć człowieka jak schizofrenik.

Klan

W czasie stosunkowo niedawnego spotkania rodzinnego zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Więc mam wyzwanie dla schizofreników, którzy twierdzą, że uczestniczą we wszystkich moich rodzinnych spotkaniach, bo są albo moim „mężem”, albo „kuzynem”.

Niech spróbują sobie znaleźć na tym zdjęciu, albo niech mi powiedzą, kto jest kim. Jestem pewna, że nikogo nie znają. Dodatkowo, jak widać, nie jestem na tyle samotna, abym potrzebowała „pomocy” Ryszarda czy Barbary. Naprawdę nie muszą się mną opiekować.

Dodam, że nie ma na tym zdjęciu rodziny mojego wujka, brata mamy, ani moich dalszych krewnych. Zgromadziło by się kilka razy więcej osób. To była tylko najbardziej kameralna impreza w najbliższym gronie.

Kłamstwo nie popłaca. Nie znacie ani mnie, ani moich krewnych.

Oczywiście na zdjęciu nie ma nikogo, kto mnie nękał w moim miejscu pracy jako „rodzina”, która musi „interweniować”. Za takie interwencje odpowiadają tylko schizofrenicy. I to nie wszyscy, tylko schizofreniczne kurwy i oszuści z półświatka, którzy dzięki tępocie różnych osób żyją sobie jak królowe.

No chyba że ktoś jest na tyle inteligentny, że nie daje się łupić zawodowym oszustom i kurwom. Ja w każdym razie zaprzeczam, aby ktokolwiek z mojej rodziny rozmawiał z Bretem, czy Alice.

Ludzie z fandomu, którzy zaczęli mnie w pewnym momencie „reprezentować”, to nie są moi bliscy. To nie są też moi przyjaciele. to co najwyżej przyjaciele Romana, który jest dla mnie obcą osobą.

A Krwawa Horda nie istnieje. Zasłużenie nie istnieje.

Los zespołu

Zabawną sprawą jest, że los mojego licealnego zespołu okazał się być związany z tym, czy będę z Romanem, czyli facetem który nawet nie potrafi grać na basie, nigdy nie próbował się nauczyć, tylko ma na ten temat urojenia i nigdy nie był moim czymkolwiek. Jest to tak bardzo nieprofesjonalne, że budzi to tylko mój śmiech.

Ale cóż niepoważni ludzie bawią się innymi ludźmi właśnie w taki sposób. W Haraldsdóttir jestem szefową i nikt nie podważa moich decyzji. Noszę biały t-shirt i mogę wyrzucić z zespołu, kogo mi się tylko spodoba. Adam musiał się czołgać, aby znowu załapać się do składu.

Ale sprawy związane z psychiką i zaszczuciem mnie sprawiły, że nie mogłam kontynuować prac z moim zespołem. Ale mam nadzieję prace nad naszym materiałem wznowić, bo w Haraldsdóttir są fajni faceci, których znam i wiele już razem zrobiliśmy. Liceum to jakaś prehistoria, do której nie chcę wracać.

Jeśli o mnie chodzi, to Bartosz może sobie wprowadzić do składu schizofreniczkę Annę (ową słynną „wokalistkę Burzum”, której podobno tak bardzo zazdroszczę talentu), nie tylko jej brata Romana na basie.

Życzę Krwawej Hordzie samych sukcesów, ale muszą skomponować swój materiał. Mają zakaz używania moich kompozycji. Anna jest podobno tak bardzo utalentowana, że na pewno da sobie z tym rade.

Ja ma nadal nadzieję zarobić w końcu z Haraldsdóttir własne pieniądze. Stworzenie mi okazji, abym zarobiła jakąś sensowniejszą kasę było projektem mojego dalekiego kuzyna Kristiana. I będzie to nadal pewniejszy biznes niż spółki z Amerykanami, które okazały się być tak bardzo nieopłacalne, że wszystkie przelewy (z tego co słyszałam) trafiają na inne konta niż moje.

Ja nadal nie zobaczyłam ani grosza. O ile dobrze pamiętam, to inna była umowa. Mówiłam, że nic nigdy nie trafiło na moje konto, prawda? Pozostaje mi tylko uznać, że wszystko odbywa się tak, jak chcą ofiarodawcy, więc mam zamiar pogodzić się z tym, że mogę liczyć tylko na to, co sama zarobię. I już nigdy nie będę wchodzić w żadne spółki i zawierać ustnych umów.

Nie mam kontaktu z nikim. Tak skutecznie odizolowali mnie schizofrenicy, którzy udają moich krewnych, że muszę położyć lachę na Amerykanów, ale może uda się pocztą pantoflową przekazać info, że chcę wskrzesić Haraldsdóttir.

Haraldsdóttir ma sens, inne rzeczy zostawiam schizofrenikom, niech się chlubią tymi dokonaniami i przelewami, które dostają na dowód, że rzeczywiście są autorami różnych pomysłów. Chociaż nie są. Ale proszę bardzo. Nie chcę kontaktować się ani Bretem, ani z Andrzejem, czy ludźmi z mojego liceum i podstawówki, którzy okazali się być przyjaciółmi Romana, a nie moimi.

A ode mnie się odpierdolcie. Dotyczy to głównie Breta i religijnej, kurwa, polskiej prawicy.

Lukier na pączku

Wspomniałam wcześniej o tym, że amnezja nie jest podstawą do ograniczenia czyjejkolwiek wolności, czy też formalnego ubezwłasnowolnienia. Nawet jeśli uważamy, że ludzie popełniają błędy, to wolno im podejmować własne decyzje, bo są ludźmi wolnymi. I nie wolno im tej wolności zabierać. Zabieranie wolności w takiej sytuacji to przestępstwo.

Do ograniczenia ludzkiej wolności dążą schizofrenicy. Bardzo często schizofrenik, który tak zaszczuł swoją ofiarę, że doprowadził do jej amnezji z przyczyn psychologicznych, dalej usiłuje ją kontrolować. Główną motywacją schizofrenika jest chęć dostosowania świata do zawartości jego urojeń, więc atakuje prawdziwe wspomnienia swojej ofiary, co powoduje amnezję, a potem wmawia jej swoje urojenia, zastępując prawdę urojonymi przez schizofrenika wydarzeniami.

Postępowanie schizofrenika zawsze doprowadza do śmierci ofiary jego obsesji, chyba że ofiara dostanie pomoc i wsparcie. Dwójka moich przyjaciół została pozbawiona mojej pomocy, bo sama przestałam wiedzieć, co się dzieje i popełnili samobójstwo po zaszczuciu przez tych samych schizofreników, którzy też mnie nękają. Jedną osobę z tej grupy udało mi się uratować, ale jest tak samo poraniony jak ja.

Powtórzę, Kristian mnie uratował, a nie Bret. Bret trafił na shit-list, z której się nie schodzi. Zasługuje na wszystkie nieszczęścia, które – jak twierdzi – go spotkały. On, tak samo jak różne tępe chuje z Avangardy i polityki, doprowadziłby do mojej śmierci, bo w stanie, który określa się jako śmierć psychiki nie można funkcjonować, więc ludzie się zabijają. I tak mam za sobą lata indukowanej psychozy, z powodu której nie mogłam ruszyć prac z Haraldsdóttir.

Zasada, jaką kierują się psychoterapeuci, głosi, że przypadku amnezji idzie się za pacjentem i wspiera jego decyzje. Nie można go pozbawiać możliwości decydowania o sobie, bo i tak już został zniszczony psychicznie. Każdy psychoterapeuta bardzo delikatnie obchodzi się z innymi ludźmi, między innymi dlatego, że psycholodzy wiedzą, jak dotkliwe są rany psychiczne i jak długo się leczą. I dlatego na tej podstawie bardzo szybko można zidentyfikować, dlaczego ktoś, kto podaje się za psychoterapeutę, jest oszustem i najprawdopodobniej schizofrenikiem. Schizofrenicy uwielbiają „leczyć” innych ludzi, więc podają się za psychologów, czy psychiatrów, ale stosują terror i nie potrafią zapanować nad emocjami, gdy ktoś mówi coś, co nie zgadza się z ich urojeniami. A psycholodzy kliniczni wiedzą, że ludzie mają prawo do swoich wersji wydarzeń, nawet jeśli nie zgadzają się z tym, co sądzą inni.

Ludzka świadomość na tylko lukier na pączku całego umysłu. Jeśli cierpi się na amnezję warunkowaną psychologicznie, to tylko ten lukier jest wchłonięty przez pączek. Ale te wszystkie wspomnienia nadal istnieją, ale poza zasięgiem świadomości. Dlatego psychoterapeuci pozwalają pacjentom na własne decyzje, idzie się za pacjentem, nawet jeśli ten nie potrafi uzasadnić konkretnymi wydarzeniami niechęci do kogoś, lub wylewania do zlewu „kordiału”, który został podarowany rodzicom przez schizofrenika. Dalsze wydarzenia w fandomie udowodniły, że taki „kordiał” zabija, bo ma w sobie gdzieś około tony sproszkowanej kofeiny. WIem, kto o mało co nie zginął w taki sposób.

Dopiero później schizofrenik przypomniał mi, że gdy byłam dzieckiem, opowiadał mi, o swoich metodach na zabijanie ludzi. Zabicie moich rodziców miało być karą, jeśli nie zechcę wypełniać jego poleceń i zostać jego prostytutką. Niestety urojenia na temat tego, czy ktoś jest kurwą, to częsty objaw schizofrenii.

(Kurwa mać, naprawdę nie jestem prostytutką, moja mama też nie była prostytutką, a stać mnie na życie, bo skończyłam studia i pracuję. I jestem dumna z tego, że od nikogo nie zależę.)

Inny sposób na mordowanie niewinnych przez schizofreników to podsuwanie środka zwiększającego krzepliwość krwi pod pozorem wzmacniających ziółek. Wiem, który lekarz to przepisuje schizofrenikom, bo się pochwalił. Oczywiście w rodzinie schizofrenika nikt tego leku nie potrzebuje. Niepokój powinny budzić fabryczne blistry. Nazwy leku nie widać, bo została zmyta acetonem. Zwykły zmywacz do paznokci wystarczy. Zmyty nadruk powinno dać się odczytać pod lampą UV.

Ludzie cierpiący na psychologiczną amnezję nie są ubezwłasnowolnieni, bo świat nauki wie, że podejmują właściwe decyzje, kierując się swoimi emocjami, za które odpowiada wiedza, jaką posiada mózg. Zresztą z reguły ludzie szczęśliwi nie robią nic wbrew sobie. Amnezja ustępuje z czasem, szczególnie jeśli pacjent ma pomoc otoczenia. Wtedy bardzo szybko wspomnienia. Gorzej, jeśli dorwie go schizofrenik i wtłoczy mu do głowy swoje urojenia. Z czegoś takiego też można wyjść, bo z czasem fałszywe wspomnienia oraz przekonania też same z siebie się rozwiewają i człowiek zaczyna sobie przypominać, kim jest rzeczywiście.

Tak więc nie jestem żoną Romana, a moje mieszkanie jest moje, mieszkam w nim od dziecka, a przyjaciele Romana i jego grupy społecznej to ich przyjaciele, a nie moi. Moi przyjaciele rozmawiają ze mną i ze mną utrzymują kontakty, a nie zbierają ploty po schizofrenikach i urobionych przez schizofreników idiotach. I nie mam krewnych o nazwisku Wieczorek, bo dziadek Wieczorek zerwał więzy rodzinne ze swoimi po wejściu do rodziny arystokraty. Dziadek Wieczorek zresztą nie pochodził z Warszawy. Wszystkie jego dzieci poza moim tatą pozostały we Francji.

Wieczorek z Avangardy nie jest moim krewnym i ma zamknąć swoją mordę już na zawsze. Nic nie wie na mój temat, tylko łże jak pies. Mam dosyć pomówień tego skurwiela.

Przyjaciele

Postanowiłam napisać ten wpis, aby do końca wyjaśnić moje poglądy na przyjaźń. To nieprawda, że ludzie współpracujący z Romanem to moi przyjaciele. To są przyjaciele Romana. A także Ryszarda, Barbary i ich córki Renaty.

Przyjaciele utrzymują ze sobą kontakty i siebie nawzajem pytają, co się dzieje w ich życiu. Osoby, które zbierają plotki od schizofreników, a także im pomagają w osiągnięciu celów, to przyjaciele schizofreników, a nie moi.

Schizofrenicy z mojej podstawówki rozwinęli tak olbrzymią akcję dezinformacyjną na mój temat, że oszukali praktycznie wszystkie moje środowiska. Nawet mój krewny, który bywał w fandomie, został przekonany, że jestem szczęśliwa mężatką i nie wiedziałby, co się dzieje, gdyby nie email, który przesłałam przez pośredników. Bo dotrzeć można do każdego.

Obecne moje podejście jest takie – jeśli ktoś jest moim przyjacielem, to chce informacji ode mnie, więc na przykład czyta mój blog, a nie zbiera plotki rozpowszechniane przez idiotów i schizofreników.

Krwawa Horda, czyli mój licealny zespół, w życiu nie będzie reaktywowana. Ludzie z Reytana zapracowali sobie na moją niechęć, bo zniszczyli i odgonili ode mnie Piotra, posługując się kłamstwami schizofrenika na mój temat. Tak nie zachowują się przyjaciele. A przynajmniej nie moi. Moi przyjaciele respektują moje zdanie, a nie terrorem i wrzaskiem mordują moje życie i psychikę. Ja mam prawo decydować z kim chcę być, a amnezja nie jest podstawą do ubezwłasnowolnienia. Takie postępowanie to kolejne przestępstwo. Którzy popełnili przyjaciele Romana, bo to jemu chcieli pomóc, mając w dupie moje zdanie i niczego nie weryfikując.

Przy okazji muszę wyjaśnić, jak na takie zachowania spogląda psycholog społeczny, szczególnie kryminolog. Wszystkie zachowania agresywne to łamanie zasad społecznych. Czyli zgodnie z definicją przestępstwo. Przestępstwem jest też nieweryfikowanie plotek, tylko narzucanie swojej woli ofierze schizofrenika. Jedna z zasad społecznych głosi, że nic nie wiesz o mnie, jeśli ci sam tego nie powiem. Z tej zasady wywodzą się wszystkie przepisy dotyczące pomówień. Nie wiesz, kurwo, to nie rozpowiadaj. Ludzie z mojego liceum są niestety winni jak cholera i nie chcę się z nimi kontaktować.

Za każdym razem, gdy zaczynam akcje informacyjne, aby uwolnić się od wpływu schizofreników na moje życie, ci wariaci uruchomiają coraz to nowe osoby, lub wciągają w to na nowo idiotów z mojego licealnego zespołu i zostaję zakatowana psychicznie. Ludzie pomagający schizofrenikom nie są to moi przyjaciółmi, nic o mnie nie wiedzą. Najgłupsze w ich postępowaniu jest to, że chyba nadal wierzą, że mój tata, który wpadał na próby i mnie wspierał, to był „wynajęty muzyk”, a moi prawdziwi „rodzice”, to Ryszard i Barbara. Nie mam żadnych więzów rodzinnych z tymi schizofrneikami, to rodzice Renaty. Która też lubi opowiadać o sobie duby smalone. Wariatka Krystyna też nie jest moją przyjaciółką, za to wiele osób wykończyła psychicznie, szczególnie swoich byłych. Matka Krystyny, według tego, co mi przypomniano, też była chora psychicznie i wiele osób w fandomie o tym wie. Takie osoby się ignoruje, bo bezpośrednie konfrontacje mogą być zbyt niebezpieczne, można być też zaatakowanym fizycznie, czy wręcz zabitym.

A zdjęcie mojego taty znajdziecie poniżej.

Opisałam już wcześniej, co spotkało mojego tatę we Francji i dlaczego zdecydował się na mieszkanie w komunistycznej Polsce. On i ja mieliśmy tego pecha, że z mojej podstawówki wywodzi się kolejny bardzo groźny gang schizofreników, który zniszczył mi życie jeszcze bardziej niż francuscy schizofrenicy jemu.

Moja mama doskonale rozumiała problemy i nieszczęście taty, dlatego ją pokochał nad życie i zdecydował się na ślub z metyską. Moja babcia ze strony mamy była prześladowana przez bardzo groźnego schizofrenika, który zabił jej ukochanego brata. Babcia już zawsze była smutna, a schizofrenik pozostał bezkarny. Mój dziadek, Arab, uratował moją babcię, która pokochała go za jego dobroć. Dziadek był wkurzony na system prawny w Polsce, bo w krajach arabskich ze schizofrenikami oraz ich pomocnikami nikt się nie patyczkuje. A przynajmniej takie były przepisy w jego czasach. Jego rodzinę też zabili schizofrenicy i przed nimi uciekał, bo tylko część gangu trafiła do więzienia. Mój tata bardzo dobrze trafił i znalazł się wśród ludzi, którzy go rozumieli i to lepiej niż jego rodzice, którzy chyba nadal pozostawali pod wpływem schizofreniczki, która miała urojenia na temat swojego związku z moim tatą.

Dla mnie i mojej rodziny, czyli osób, które znają te historie od dziecka, jest niewyobrażalnym chamstwem słuchanie wyłącznie plotek i nie weryfikowanie niczego u ludzi, którzy są pomawiani. Zresztą jest to jedna z zasad społecznych – należy wysłuchać obu stron, inaczej się popełnia przestępstwo. Dochodzi do zmowy przeciwko ofierze. Ludzie, którzy twierdzą, że są moimi przyjaciółmi, nie mają prawa pisać, czy mówić innych rzeczy o mojej rodzinie, niż to co znajduje się na tym blogu.

Kristian pianista Na-Pewno-Nie-Vikernes jest osobą, która mnie po raz kolejny uratowała. Ponownie odwiódł mnie od myśli o samobójstwie, podczas gdy inny mój były, Bret współpracował z wariatami i religijna prawicą, aby mnie „godzić z moją prawdziwą miłością” i go za to znienawidziłam. Zaszczuł mnie i zniszczył mi psychikę. Przy czym jego rodzina też zaczęła mieć problemy z wariatami, także lokalnymi amerykańskiego chowu. Jest kolejną osobą, która dostała ode mnie każdą możliwą pomoc w takiej sytuacji i dokładne rady, co ma zrobić, a ja „w podzięce” zostałam zniszczona psychicznie. Autentyczny debil, którego nie chcę oglądać. Liczę go jako jeden z moich błędów.

Schizofrenicy we współczesnym świecie to jest pandemia i moim zdaniem największe zagrożenie współczesnego świata i patyczkowanie się z wariatami łamie prawa człowieka ich ofiar. Naprawdę miałam prawo ułożyć sobie życie, jak ja chciałam, a nie żyć w traumie, wegetując, gdy wariaci mi kasują wszystkie moje plany zawodowe i osobiste.

A przy okazji, gdy już pojawiło się nazwisko Vikernesa – bardzo chętnie przeanalizowałabym materiały, jakie zgromadziła Policja oraz protokoły z jego procesu. Posiadam wiedzę na temat gangu schizofreników, który działa w Oslo i zabił mojego znajomego muzyka, Kruka. Z którym dopiero umawiałam się na wyjazdową randkę, podczas której mieliśmy skonsumować nasz związek. Wiem, jak bardzo nieprawdziwy obraz funkcjonuje w fandomie mojej rodziny i mnie samej. Wszystko jest oparte na opowieściach schizofreników. Gdybym kogoś zabiła w samoobronie i gdyby oni wszyscy zeznawali podczas mojego procesu, też bym dostała najwyższy wyrok. Na całe szczęście wiem, że w przypadku problemów trzeba prosić Policję o dostarczenie sądom wszystkich skarg na osoby, które zeznają oraz opinii biegłych na ich temat.

Schizofrenicy nienawidzą metali oraz fantasy. Wydaje mi się możliwe, że Vikernes jest ofiarą norweskiego gangu schizofreników. Z tego, co pamiętam, przed różnymi problemami nie miał opinii osoby chorej psychicznie ani niebezpiecznej. Moi znajomi Norwedzy go znali. Jedyny mój kontakt z Vikernesem to było jego rada, abym wróciła do naturalnego koloru włosów, bo miałam wtedy zrobione włosy na czarno, a mój naturalny kolor to brąz.

Więcej z nim nie rozmawiałam.

Jeśli chodzi o mnie, to Bartosz zjebał sobie wszystko, jeśli sądzi, że gang schizofreników załatwi mu wymarzoną „wielką amerykańską karierę glam-metalowej Krwawej Hordy”. Z przyczyn osobistych nie mogę współpracować z tym zespołem. A kompozycje są moje, spisane ręką mojego taty. Jest to dla mnie bardzo cenna pamiątka. I proszę mi ją oddać. Mogę udostępnić próbki pisma mojego taty z książki kucharskiej. Jeśli tego nie dostanę, to szykuje się kolejny proces.

Haraldsdóttir

Haraldsdóttir składa się wyłącznie z zawodowych muzyków, tylko ja jestem amatorką, ale wokalistkom wiele się wybacza. Pisałam już wcześniej o Kristianie. Do zespołu zostali zaproszeni też gitarzyści Adam i Tommy. Brakowało gitarzysty, bo Kruk został zabity przez norweskiego wariata w czasie konwentu w Oslo. Ze starego norweskiego zespołu, który u mnie w kuchni pracował nad materiałem, zgłosił się też perkusista. Mamy pełen skład i nie potrzebujemy nikogo innego. Kristian ma notatki z nowymi kompozycjami. I wystarczy mi tylko jeden zespół.

Kristian norweski zespół powołał do życia chyba wyłącznie w celu poderwania mnie, bo zaczęłam z nim tym żartować, a składał się ze studentów Akademii Muzycznej z Oslo. Kristiana znam od dziecka, bo Norwedzy się trzymają razem, także norwescy dalecy krewni. I w taki sposób zespół, który nie nagrał żadnej płyty, wystąpił w Progresji na zasadzie – chcieli, to wynajęli salę i wystąpili. Zostałam przez krewnego praktycznie zaniesiona na scenę i kazał mi z sobą zaśpiewać. Potem mnie praktycznie sterroryzował, abym dołączyła do zespołu, który nie miał nazwy, albo miał tylko tymczasową. Jakby nie było, dopiero miałam nadać nazwę. Była to impreza, która została pocztą pantoflową rozpropagowana w świecie metalu. Pojawiło się sporo ludzi, ale nie było tłumu, bo impreza była zamknięta i wstęp tylko za zaproszeniami. Ale od tamtego czasu mam wiernych fanów. Ten zespół rozpadł się, bo zaczęłam spotykać się z Krukiem (który jako jedyny nie był moim krewnym w tym zespole), a Kristian się obraził. A może został okłamany przez schizofreników? Wszystko jest możliwe z tym gangiem z mojej podstawówki.

To nie był zespół black metalowy.

Istnieje nagranie koncerciku mojego licealnego zespołu z Reytana. Nagrywali Adam z bratem, których też znam od dziecka. Z tego, co mi powiedziano, kompozycje się nadal podobają, ale oprócz wokalistki i basistki w jednym nie ma tam nikogo dobrego. Więc wcale, ale wcale nie zamierzam tęsknić za Krwawą Hordą z Reytana. Adam zrobił zdjęcia, więc widać, kto jaki instrument obsługiwał. I podobno tylko ja się starałam.

Romana nie ma na tym nagraniu. Wygoniłam go z zespołu, bo na oślep uderzał w struny basu. Identycznie się zachowywała jego siostra, gdy udawała anglistkę i nie pracując w Studium, przejęła kilka prac do sprawdzenie. Stawiała znaczki na teście całkowicie przypadkowo. Naprawdę ona u nas nie pracowała. Szlochy tej schizofreniczki proszę wysyłać do ludzi, którzy utrudniają jej leczenie się, bo wierzą we wszystkie jej urojenia.

Zespół z Reytana to był gówno, więc, jednym słowem, niech Bartosz sobie sam radzi. Tego zespołu nie będę reaktywować, wolę pracować z prawdziwymi muzykami i wykorzystać inne oferty współpracy.

Na razie wszystkie prace zawieszono, bo po ponownych atakach schizofreników straciłam znowu pamięć. Ale usłyszałam obietnicę, że wszyscy zgłoszą się do mnie w odpowiedniej chwili i wrócimy do pracy nad aranżacją.