Tak się składa, że moi dawni bogaci narzeczeni albo dalecy krewni kilka razy próbowali poprawić mój status finansowy. Niestety wpadali w szpony warszawskiego fandomu, którego przedstawiciele za moi plecami i całkowicie kłamliwie przedstawiali się jako moi najbliżsi przyjaciele, krewni, czy też „mąż”.
Żadni z nich przyjaciele, krewni, czy też małżonek. Kto są ludzie, którzy się zmówili wiele razy przeciwko mnie. Od mojego dzieciństwa kilka walizek z pieniędzmi przechodziło z rąk do rąk. Tylko że zamiast do mojego ojca, Mariana (lub później mnie) trafić, walizki lądowały w lepkich palcach schizofreników lub imbecyli z Opus Dei. Oczywiście nawet złotówka nie trafiła do mnie, tylko ofiarodawcy robili mi potem wyrzuty, że nie kupiłam nic z rzeczy, na które dali mi pieniądze. Sama nie wiem, jak to się stało, że uwierzyli w konieczność użycia pośredników, z których jeden przedstawiał się jako mój ojciec. No cóż, mój tata zmarł w roku 1985, a historia jest całkiem współczesna.
Witamy w Polsce kurew z Opus Dei, które są zawodowymi oszustkami i jak większość schizofreników dochodzą do wniosku, że pieniądze należą się im, a nie osobie, którą wskazywali ofiarodawcy. Zresztą bardzo sprawnie odcinają swoją ofiarę od jej przyjaciół, aby ją zastąpić, bo to są już „ich narzeczeni, ich przyjaciele” oraz „ich rodzina”.
Mam dosyć, bo każda próba dofinansowania mnie przez jakiegoś człowieka kończy się kradzieżą oraz zaszczuciem mnie, bo próbowałam wyjaśnić sytuację. Oczywiście, że kurwy z Opus Dei radoście po doprowadzeniu mnie do takiego stanu, że tracę pamięć, obwieszczały zwycięstwo i wyleczenie mnie z „urojeń”, że jestem kim szczególnym i mam jakieś zdolności. Przy czym bardzo szybko pojawiają się żądania, aby skołowała dla nich jeszcze więcej pieniędzy.
Mam prośbę do ewentualnych ofiarodawców. Albo dajecie bezpośrednio mnie i pilnujecie, abym dotarła nieokradziona do banku, albo używacie konta. Jeśli chodzi o mnie chodzi, wolę konto, bo i tak trzeba zapłacić podatek. Większe sumy wpłat są i tak zgłaszane przez banki.
Kurwy z Opus Dei okradły mnie na grube sumy pieniędzy, przedstawiając się jako moi „rodzice”, albo „siostry”. Mam już dosyć bycia dojną krowa dla tych świrów i nierobów.
W końcu mnie też coś się należy od życia. Ewentualne wpłaty i gotówka tylko do mnie osobiście. Nie mam tajnego męża, o którym bym nie wiedziała, a rodzina to są tylko osoby z poniższego zdjęcia. Inni ludzie, którzy się przedstawiają jako moi krewni i proszą o pieniądze „dla mnie” to są zawodowi oszuści i jak wszyscy przestępcy są demonstracyjnie religijni. Jak to jest im wygodne.
Schizofrenik zawsze ukradnie, jeśli ma taka okazję, bo gdy tylko widzi pieniądze, zaczyna bardzo szybko cierpieć na urojenia, że „to jest jego”.
Pierdolony Gollum.
A najzabawniejsze jest, że kurwy z Opus Dei są imbecylami i jak mi powiedziały, autentycznymi prostytutkami. Chociaż nosy zadzierają te oszustki, jakby były z wyższych sfer. Podejrzewam, że co naiwniejsi się na to łapią.
Nie dziwcie się, że kolportowane o mnie opowieści są tak wredne i nieprawdziwe. To oczywiste, że zawodowe kurwy i oszustki muszą mnie zniszczyć, aby dalej mógł trwać ich przestępczy proceder.
Ofiarodawców zapewniam, że nie dostałam ani złotówki i że rozmawiali z oszustami, a nie kimś, kto miał prawo występować w moim imieniu. Jedyne, co mogę poradzić, to udanie się na Policję.

