Nie opłaca się

Jeszcze przed pandemią rozmawiałam z pewnym Rosjaninem o potencjalnym rozbiorze Ukrainy. (Oczywiście, że przekazałam, co mi powiedział, Policji, która takie rzeczy przesyła, jak już wcześniej wspomniałam, gdzie trzeba.) Z jakiś powodów mówiący perfekt po polsku Rosjanin uważał, że jest to pomysł, który powinien podobać się Polakom. Miałam przeciwne zdanie. Nie przemówiły do mnie żadne z jego argumentów. Uważam, że toczenie wojen o zasoby jest nielogiczne. Bardziej opłaca się kupować zboże od Ukrainy, ale możliwe że przemawia przeze mnie niezrealizowana bizneswomen, a nie żołnierz.

Nie trafia do mnie argument o ukraińskiej żyznej ziemi. Prowadzenie o nią wojen jest czymś strasznym i bezzasadnym ekonomicznie. Wojny są destrukcyjne dla rolnictwa. Nie tylko giną plony, które mogłyby zostać zebrane, ale też zabijani są rolnicy, którzy stają się żołnierzami. Latami pola pozostają niezasiane i zwiększa się na nich liczba niewybuchów lub niebezpiecznych odpadów wojennych, które zatruwają ziemię. Nawet po nastaniu pokoju produkcja rolna nie wraca do wcześniejszego poziomu. Dodajmy do tego partyzantkę oraz niepokoje społeczne, które byłyby pewne po zaprowadzeniu rosyjskiej władzy na danym terenie. Nie jest to coś, co jest pożądane. Niewolnicy są też kiepskimi pracownikami.

Wojna dla biznesu jest czymś katastroficznym.

Wojna o zasoby jest czymś zrozumiałym dla żołnierzy, ale nie dla innych ludzi. Nie da się podbić całej planety, a różne potrzebne zasoby są do znalezienia w różnych częściach świata i żyzna ziemia jest z nich najmniej ważna, bo i tak współczesne intensywne rolnictwo opiera się na sztucznych nawozach i bez nich ziemia zostaje bardzo szybko wyjałowiona. Nawet najczarniejszy czarnoziem chuj strzeli bez nawozów. Płodozmian nie wystarczy.

Lepsza od wojny jest zawsze współpraca.

Współczesny przemysł ma kopalnie na całym świecie i za niewielkie pieniądze kupuje zasoby krajów o wiele biedniejszych. Produkcja też odbywa się w krajach trzeciego świata i kosztuje o wiele mniej niż w macierzystym oddziale firmy. Dla międzynarodowych korporacji, które często dysponują budżetem porównywalnym z budżetem małych państw, wojny też są niepotrzebne. Nie chcą porzucać swoich kopalń czy personelu w krajach zagrożonych wojną. Z tym, że Ukraina to nie jest zdestabilizowany kraj trzeciego świat i toczy wojnę obronną. A wojny obronne to coś, co jest zgodne z filozofią wojenną Polski. Nie mamy prawa toczyć wojny innej niż obronna. Zachęcanie Polaków do rozbioru Ukrainy, czym żyła jakiś czas temu część PiSu, jest czymś, co zawsze będzie skazane na niepowodzenie. Ja w takich planach widziałam odnowienie układu na wzór paktu Ribbentrop-Mołotow, przy czym nam przypadłaby rola Niemców. Nigdy nie chciałam, aby Trzecia Wojna Światowa zaczęła się w taki sposób. Znajomy Rosjanin stwierdził, że i tak czeka nas wojna tej skali. Że tego nie unikniemy. Przygotujmy się na najgorsze.

A mojemu znajomemu Rosjaninowi mogę powiedzieć tylko jedno – nie zmieniłam zdania i nie ma znaczenia indoktrynacja, jakiej przez chwilę podlegałam. Wojna się zawsze nie opłaca.

Renata i GRU

Tak się składa, że od podstawówki mam na karku schizofreników, którzy rozpowiadają masę bzdur na mój temat. Oprócz Romana, który ma urojenia, że jest moim mężem, groźną dla mnie wariatką jest Renata. Wbrew temu, co mówi, nie jest moją siostrą cioteczną, nasze pokrewieństwo to coś z jej urojeń.

Inne jej urojenie głosi, że chcę podjąć współpracę z GRU. W pewnym momencie zorientowałam się, że rozgłosiła to tak skutecznie, że dowiedziała się o tym Barbara, która bardzo zawsze chciała być politykiem i od podstawówki chce się mną „opiekować”, bo uwierzyła, że rozmawia z ludźmi z mojej rodziny i że potrzebuję jako osoba „zagrożona prostytucją” takiej „opieki”, która polegała na praniu mózgu i doprowadzania do takiego stanu, że traciłam pamięć i zaczynałam mówić takie rzeczy, że zgadzały się z urojeniami schizofreników. Z całą odpowiedzialnością muszę stwierdzić, że działania moich znajomych schizofreników oraz ich enablerów jak Barbara i Ryszard są o o wiele groźniejsze niż cokolwiek, co może spotkać na przykład psychologa współpracującego z wywiadem. Przy czym oczywiście i schizofrenicy, i wywiad potrafią ludzi zniszczyć, aby ich zmusić do współpracy. I moja opinia jest taka, że schizofrenicy są groźniejsi, bo agentów obcego wywiadu można deportować z zakazem wjazdu do kraju. Ze schizofrenikami nic się nie zrobi, bo chroni ich prawo, jako „chorych”.

Przy czym muszę zaznaczyć, że enablerzy są o wiele groźniejsi od samych schizofreników, bo używają swoich kontaktów oraz racjonalizują wszystko, co im powiedzą schizofrenicy. Do tego są o wiele bardziej wiarygodni niż schizofrenicy na przykład dla Policji. Enabler chroniący schizofrenika jest w stanie dotrzeć i działać w środowisku, w którym schizofrenik jest już skompromitowany oraz ręczyć za prawdomówność schizofrenika, bo wierzy już od dekad w jego słowa.

Wyrosłam w świecie, gdzie co krok niszczą mnie schizofrenicy oraz ich enablerzy. Już jako bardzo małe dziecko zwiedzałam poligon, bo mój wujek jest lekarzem wojskowym i czułam się tam bezpieczniejsza niż wśród głupich nauczycielek, które uwierzyły Renacie, że jestem „chora psychicznie” (bo nie potwierdzam słów schizofreników), czy że jestem (jak twierdzą schizofrenicy) „byłą prostytutką”.

Nie czuję się bezpiecznie w świecie, gdzie chora psychicznie Renata rozpowiada, że mój dziadek był Rosjaninem, a ja sama marzę, aby współpracować z GRU. Takie jej urojenia nie byłyby groźne, gdyby nie fakt, że od dzieciństwa zna Barbarę, która z dużym przekonaniem i jeszcze większą głupotą postanowiła zostać politykiem. Baba wybiera taką karierę, chociaż całkowicie nie potrafi przyjąć do wiadomości, że kontakty z obcymi dyplomatami należy zgłaszać służbom (i mam na myśli wywiad, a nie służących – jeżeli ktoś jest „w służbach” to nie znaczy, że jest pokojówką). Od samej Barbary usłyszałam, że przyjaźni się z rosyjskim attaché wojskowym, któremu bardzo lubiła przekazywać plotki. Nie dziwcie się więc, że GRU postanowiło dokonać próby rekrutacji waszej miłej autorki bloga. Przy czym agenci Rosji nie chcieli przyjąć do wiadomości, że wszystkie ich informacje na mój temat są błędne.

No cóż przyjaciele Barbary dostali już zakaz wjazdu na teren Polski. A ja nadal nie jestem agentką obcego wywiadu. I nie zmienię na ten temat zdania, więc bardzo proszę, aby obce agencje się ode mnie odwaliły.

GRU

Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, jakie to absurdalne, ale miałam propozycję współpracy z obcym wywiadem. I to powtórną, bo już mnie coś takiego spotkało na początku lat dziewięćdziesiątych.

Podejrzewam, że stoi za tym Roman i jego opowieści o tym, że jestem „byłą prostytutką”. Jak usłyszałam, „pan z ambasady” chciał mnie komuś przedstawić i potem mówić, co mam robić. Bo podobno „ktoś ważny mi się przyglądał.” Niejeden wywiad podsuwał ludziom, których chciał urobić, różne inteligentne, a bardzo bezpruderyjne panie, więc pewnie „pan z ambasady” uznał, że chętnie tak dorobię. Obiecywał spory zarobek. Byłam przekonywana o celowości włączenia Polski w wojnę z Ukrainą na wiele lat zanim Rosja zaatakowała naszego wschodnego sąsiada. Usłyszałam też więcej rosyjskiej indoktrynacji.

Bardzo nie chciałam kariery Maty Hari. Oczywiście, że poinformowałam wywiad, dzwoniąc na numer 112 i streściłam naszą rozmowę, a także gdzie się dokładnie odbyła – w wielu miejscach są kamery. Dyspozytor pod tym numerem przekazuje informacje, gdzie trzeba. Innym nagabywanym przez obcy wywiad zalecam podobne postępowanie. Nie dajcie się nigdy.

I nawet jeśli ktoś przedstawia się jako nasz wywiad lub wywiad zaprzyjaźnionego kraju, też warto poinformować służby, wykorzystując Policję. Zasada jest taka, że wywiad zawsze przedstawia się jako ktoś inny. Pan z GRU w pewnym momencie mi wmawiał, że jest z krajów arabskich. Warto ciągnąć za język i dowiedzieć się, ile tylko się da i donieść jak najszybciej.

Zgłaszajcie wszystkie takie akcje i czekajcie, co się będzie działo. Jeśli trzeba, dostaniecie instrukcje, co robić i szpiedzy zostaną bardzo szybko wyłapani, a ludzie z poszportami dyplomatycznymi zostaną uznani za personae non gratae. Warto tak robić, nawet jeśli zaczną ściemniać, że są tylko docipnisiami, bo dowcipnisie zawsze powinni dostać po nosie. To jest jak z krzykiem „Bomba!” na lotnisku – takie żarty mają bardzo złe konsekwencje dla żartownisiów.

A mój rekruter wyleciał z Polski na zawsze, jak się dowiedziałam.

O tym jak Nycz mnie uleczył…

Czyli w ogóle. Bo tylko mnie zniszczył.

Zacznijmy od tego, że Nycz – jak to zwykle robią ludzie Kościoła – postanowił zająć się sprawą „pokutującej grzesznicy”, jak mu przedstawiła mnie schizofreniczka Renata. Pisałam już o tym, jakie miejsce w Kościele zajmują schizofrenicy – czyli są wykorzystywani, zniechęcani do leczenia oraz przerabiani na świętych, którzy mają swoją rolę w kościelnym biznesie i gusłach.

Nycz jest człowiekiem, który nęka mnie od podstawówki, bo uwierzył schizofrenikom, że jestem „kurwą” i postanowił mnie wykorzystać, bo schizofreniczki i Barbara opowiedziału mu o jakimś moim „cudownym nawróceniu” czy też „cudownym wyleczeniu z alkoholizmu”. A zaczął mnie nękać, gdy nawet jeszcze nie miałam dzięwieciu lat. Zaznaczę, że Roman, Renata oraz Anna są ode mnie znacznie starsi, tylko rzeczywiście te kurwy wydają masę pieniędzy na zachowanie urody. Ja nie.

Nycz autentycznie poddała mnie terrorowi i praniu mózgu, aby zmusić mnie do pójścia – jego zdaniem ponownie – do klasztoru. Moje prostesty nie zdały się na nic, swoje metody nazywał „uświęconymi tradycją metodami Kościoła”.

Z całą odpowiedzialnością za słowa powiem, co o tych metodach myślę. To są metody al-Kaidy, to są metody sekt. Tylko sekty i terroryści uważają, że im wolno niszczyć w taki sposób ludzką psychikę. Rozumiem lęk osób religijnych, gdy się mówi, że ktoś jest ateistą i ich związaną z tym agresję, bo wiem, że zostali w podobny sposób zastraszeni i nauczeni religijności, więc to niosą dalej. Tak się składa, że psychoterapeuci wiedzą, że księża potrafią człowieka zakatować aż umrze z wyczerpania podczas egzorcyzmów, bo ten nie potwierdza słów „świętej”, które podobno pochodzą od Boga, który odkrywa przed „świętą” coś, czego nie mogła wiedzieć. Oczywiście taka „święta” (czyli schizofreniczka) bredzi trzy po trzy – jak Renata o mnie czy kimkolwiek innym – ale to nie zniechęca katolickiego księdza, bo wie lepiej i uważa że ma prawo zastąpić Policję i wyroki sądów.

Nycz jest osobą, która – kierując się słowami wariatów z mojej podstawówki oraz swoimi metodami – postanowił zrobić mi pranie mózgu wmawiając fałszywe wersje różnych wydarzeń. Doznałam fenomenu, który psycholodzy nazywają fałszywymi wspomnieniami. Zrobił to anby mnie zniszczyć i postawić na swoim. Psychoterapeuci spotykają wiele takich osób, których kościelne metody „psychoterapii” wykończyły psychicznie i zrobiły z nich wraki ludzi, których życie i wolna wola zdaniem Kościoła było nic nie warte w staciu z samowolą kościelnego durnia.

Nie życzę sobie, aby taki kościelny psychopata mówił mi, że moje życie jest nic nie warte i że mam zabić. Nie życzę sobie przechodzić przez kolejne fale fałszych wspomnień, które ten psychopata mi wbił do głowy terrorem i swoją nikczemnością, bo chciał, aby potwierdziła urojenia jego schizofreniczek (aka „świętych”). Zaatakował kobietę, która lata temu przez pobicie psychola, którego nienawidzi od dziecka, straciła ciążę, z której cieszyła jak nikt inny. Dowiedziałam się też od Nycza, że „cieszy się, że straciłam tę ciążę, bo była gangstera.”

Żądam wyrzucenia tego skurwysyna i jego schizofreników z fandomu. Nie powinien ten skurwysyn mi wmawiać, że usunęłam ciąże tak zaawandowaną, że było widać przez powłoki główkę poruszającego się dziecka. Torturował mnie psychicznie w ten sposób z dużym zadowoleniem z siebie. Twierdził, że „mam się do tego w końcu przyznać.” Miałam też „przyznać się do prostytucji”, bo wszystkie moje koleżanki „już wiedzą”. Czyli wiem już, kto odpowiada za problemy w pracy kilku moich znajomych. Kościelni debile oraz schizofrenicy. Nie zamierzam kłamać, aby kilku debili mogła zachować pracę. To Nycz nie powinien mnie pomawiać i nakłaniać innych do zaszczuwania mnie.

Jeśli chcecie wiedzieć, co powoduje amnezję z przyczyn psychologicznych to właśnie takie akcje Kościoła sprzymierzonego ze schizofrneikami. Myślę, że świat czekał na taką wpadkę Kościoła. Czas ich wygonić z cywilizowanego świata.

Żądam zemsty i krwi, bo ten psychopata niszczy mnie tak od dziecka i nie było mądrego, który by mu wytłumaczył kim jestem i co się stało z moim życiem. Nycz, Barbara i jeszcze kilka osób zniszczyli mi cale aktywne życie – od podstawówki do chwili obecnej. W swoim miejscu pracy wpadłam w taką pułapkę, że mogłam się wydostać, więc Nycz zniszczył mnie jak nigdy wcześniej, odbierająć mi ostatnie szanse na medale oraz założenie rodziny. Nie mam dzieci, nie mam rodziny. Jest to wina Nycza oraz inncyh osób z Avangardy.

Opowieść o tym, jak matka Michała straciła życie podobno nie jest prawdą, ale pochodzi z pranie mózgu oraz inscenizacji, w które wiele osób zostało wciągniętych. Miało mi to podobno uzmysłowić jak absurdalne są moje obiekcje picia wina domowego.

Odpowiem tak – chuj wam w dupę! Nie wezmę od Krystyny nic, żadnego wina, bo jej, kurwa, nie lubię i wiem, że jest złodziejką i psychopatką. Ma ta zdzira w końcu wyjść za Romana. Weźcie go za rękę i zaprowadźcie do USC. Nie potrzebucie odwiedzać żadnego innego urzędu. Zobaczycie, że w końcu Kryśka dopnie swego, ale mojego majątku i tytułu ta „kurwa” Romana nie dostanie. Zobaczycie, że nigdy jej nie przeszkadzałam, tylko Roman nie śpieszył się do ożenku z Krystyną.

To, co mnie spotkało, to typowy numer Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Zaatakują każdego, kogo będą mogli, jeśli wydaje im się, że mogą zrobić to bezkarnie.

Nie wezmę od Krystyny żadnego wina. I mam nadzieję, że inni ludzie też nie wezmą. Ta idiotka przyjaźni się z takimi schizofrenikami, że radzę nic od niej nie brać.

I na dowód moja apostazja oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Ze szczególnym brakiem pozdrowień dla Nycza oraz Barbary. Którzy tak zapamiętali się w niszczeniu mnie, że zniszczyli mi całe aktywne życie, bo już jestem ktok od emerytury.

I „przepraszam” nie wystarczy. Chcę anihilacji Kościoła oraz Avangardy. Polska to kraj skurwysynów. Będę się już cieszyć tylko myślą o zemście.

Screenshot

Chuj bombki strzelił

Wina za moje zniszczone przez schizofreników życie spoczywa w dużej mierze na barkach nieżyjącej już matki Michała, której nic nigdy się nie dawało wytłumaczyć. Jego rodzice i moi znali się od naszego dzieciństwa, poznali się w czasie przesłuchania do roli. Chodziłam wcześniej na kursy aktorstwa dla dzieci, moi rodzice w ten sposób spełnili wolę dziadka, którą wyraził przed śmiercią. Miałam zostać aktorką.

Moje koleżeństwo z podstawówki to gang schizofreników, którzy rozpowiadali już wtedy swoje urojenia na mój temat. Wcale nie byłam prostytutką, to oni w swojej schizofrenii organizowali swoje napady na mnie i próby zmuszenia mnie do prostytucji, aby udowodnić prawdziwość swoich urojeń. Przy czym opowiadali, jak to mnie „ratują”. Z perspektywy starego schizofrenika, który miał urojenia, że jest moim ojcem, pewnie to tak wyglądało. Ale tylko z jego perspektywy. Jego tępym, zjebanym enablerom nie dziękuję.

Matka Michała pokochała ten gang, zupełnie nie zdająć sobie sprawy, co robią o mnie i co robią za moimi plecami. Przed nią udawali najlepszych przyjaciół, swoje winy zwalając na inne osoby. Nie miała świadomości, jak groźny jest ojciec Romana z jego urojeniami na mój temat. Ten człowiek nie jest moim ojcem, a jego syn Roman nie jest mężem. (Przy okazji, nie przedstawię Krystynie nikogo z moich znajomych czy rodziny, ma za niego kurwa w końcu wyjść i zobaczyć na własnej skórze, jaki to czlowiek. Nie chcę jej w swoim otoczeniu, nie po tym co mnie spotkało i co spotkało już nieżyjących moich przyjaciół, a schizofrenicy nie kryli swojego udziału w ich śmierci.)

To rodzina Romana dwa razy porywała mnie z ulicy, nie do burdelu, ale do swojego mieszkania, przekonując mnie, że tam mieszkałam od lat, albo oskarżając, że jestem prostytutką, bo potwierdzam ich urojeń.

Gdy prostetowałam przeciw utrzymywaniu znajomości z tą rodziną schizofreników, zostałam przez matką Michała pary razy zakatowana psychicznie, bo uwierzyła im, że „uratowali mnie przed jakimiś gangsterami” i oczekiwała, że będę wdzięczna i że będę się z nimi przyjaźnić – podczas, gdy tylko schizofrenicy stanowi dla mnie zagrożenia. Nie będę nigdy tym psycholom wdzięczna. Zakatowali mnie w podstawówce, zakatowali mnie wiele razy po tym.

Nie będę wdzięczna jakimkolwiek ani im ani ich enablerom. Mają trafić w końcu przed sąd i się ode mnie dopierdolić. Te osoby nigdy nie miały prawa mnie nigdy kontrolować. Mam być przed nimi chroniona i tylko przed nimi, nawet gdyby mieli się tu pojawić norwescy marines.

Nigdy nie zaufam polskim bankom i ludzie śledzący tę sprawę, wiedzą dlaczego. Zostałam okradziona z takiej kasy, jaka dla większości ludzi jest niewyobrażalna. Polska złamała w tej sprawie wszystkie prawa człowieka.

Ukradziono mi życie, które miało być bajką. Mówiłam zawsze prawdę. Ale ludzie postanowili wierzyć tylko kurwom schizofreniczkom z mojej podstawówki. A skurwysyn Andrzej ma się ode mnie odpierdolić. Nigdy mi w życiu nigdy nie pomógł. Niech się dziwi, że podobnie jak w przypadku Krystyny, nikt ze Stanów nie chce z nim rozmawiać. Znają sprawę sprawę ode mnie, a nie od wariata i wiedzą, jak wygląda rzeczywistość. Już wszystkie wasze pomówienia zostały ujawnione. Ani ja ani moja mama nie byłyśmy „prostytutkami”. Nigdy nie byłam w burdelu, ale może Krysia znajdzie sobie tam miejsce, bo zachowuje się jak kurwa, która próbuje walczyć o mężczyznę, opluwając i niszcząc „konkurentką” kłamstwami – chociaż tutaj nie ma żadnej konkurentki i mam nadzieję, że w końcu się pobierze z Romanem, bo o tym marzy od dziecka, chcę, aby spełniła swoje marzenia. Jakby co, został jej już tylko Roman. Facet planuje karierę polityczną, tylko nie dostał pozytywnego clearingu, ale podobno w Bierdonce się dobrze zarabia. Razem jakoś dadzą radę. Tylko musi się Kryśka pogodzić z tym, że nie ma podstaw, aby nazywała się „księżną”. Życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Wiem, że o nie o takie wyznania na moim blogu schizofrenicy zabiegali, ale nie będę dla nich kłamać i mam tylko nadzieję, że mnie nie zabiją za zaprzeczanie ich urojeniom, które uważąją „za prawdę” i swoje prawdziwe wspomnienia, o które walczą na śmierć i życie, zaszczuwając kolejne ofiary, które im pokazały, że znają wersję mojej rodziny, która przeszła zbyt dużo.

Z polskim fandomem nie będę rozmawiać inaczej niż w Sądzie Cywilnym, bo jak widać pisowska część fandomu zawaliła to „śledztwo”, do którego prowadzenia zresztą nie mieli uprawnień. Nie wyjdzie im na zdrowie wyręczanie Policji oraz sądów, czy też organizowanie linczów w mojej pracy.

A matkę Michała dopadła karma i zginęła z rąk schizofrenika, wypijając zatrute wino. Zawsze mówiłam, że nie lubię domowego wina, szczególnie takiego, które przechowuje Roman. Schizofrenik zabił ją, bo wysłała mój przekazany jej email. Zamiast zachować wszystko dla siebie, chciała „dać im możliwość odpowiedzi”. No to ją dostała. A miała moje ostrzeżenie w tym emailu i złekceważyła słowa kogoś, kto na temat schizofreników przeczytał chyba wszystkie pozycje z literatury przedmiotu w języku polskim i angielskim oprócz dawkowania leków, to już zostawiam psychiatrom). Schizofrenicy naprawdę zabijają, gdy podważy się ich urojenia, szczególnie te, które nie są świeże. Po skrystalizowaniu urojeń, schizofrenik broni ich kłami i pazurami. A widać na moich dokumentach i zdjęciach, jak bardzo nieprawdziwe są ich przekonania. Naprawdę nie rozmawiajcie z nimi sami, tylko mówcie, ze was to nie interesuje. I że mnie nie znacie. Nie macie opinii. Nie warto ryzykować życia. Ludzie muszą znać to ostrzeżenie.

A nawet jeśli się mylę w jakimś stopniu, to jest to bliższe prawdy niż to, co o mnie kurwy z Avangardy opowiadają. I dla przypomnienia, moje zaświadczenie o stanie cywilnym. Dokumenty nie kłamią. Moje koleżeństwo z podstawówki oraz ich krewni kłamią. Stworzyli sobie gang schizofreników i świetnie żyli z kradzieży i wyłudzeń.

Screenshot

Zrzut mieszkania

Zdarzyło się, że kiedyś kilka osób mi się wprosiło do mieszkania, żeby zobaczyć „wariant” – bo tak się złożyło, że jedna z moich znanych im przyjaciółek odziedziczyła mieszkanie w bloku, który został wybudowany według takiego samego projektu. Już w windzie u niej miałam dziwne uczucie deja vu, które wzrosło, gdy wysiadłam z windy na tym samym piętrze…

Potem było jeszcze zabawniej.

Dla wątpiących poniżej zrzut mojego mieszkania.

Prezydenci znają takie sprawy…

Ze swojej strony skomentuję, że psychoterapeuci też, tylko mają krańcowo odmienne zdanie. Już tłumaczę, o co chodzi.

W pewnym momencie w mojej pracy pojawił się prominentny polityk, aby poprzeć kogoś, kogo uważał za mojego „właściciela”, bo na podstawie samych pomówień (przyznał mi się, że nawet nie zajrzał do jakichkolwiek papierów), zdecydował, że ten człowiek jest moim „opiekunem prawnym”. Podtrzymał decyzję poprzednika, który lata temu zablokował mi dostęp do mojego konta, na które wpływają środki z Norwegii.

W czasie sprzeczki z tym człowiekiem, dowiedziałam się, że prezydenci znają takie sprawy i wszyscy jak jeden mąż, bez zaglądania do dokumentów, wydają takie decyzje taśmowo. A mianowicie pomagają „właścicielom” nieposłusznych małżonków w dostaniu się do majątku osoby, która podobno została ubezwłasnowolniona. O mało co nie straciłam swoich dochodów, które wpływały do Citi, podobnie jak straciłam lata wcześniej dostęp do swoich pieniędzy z Norwegii. Na całe szczęście mój prawnik zaprotestował skutecznie i bank jest świadomy, że zgodnie z prawem taki kutas, który kogoś ubezwłasnowolnił (lub raczej „ubezwłasnowolnił”), nie może czerpać zysków z pracy osoby, którą się podobno „opiekuje”.

Powiedzmy sobie, jak to wygląda od sprawy prawnej – polityk z wykształcenia prawnik, ale nie raczył sprawdzić przepisów. A mianowicie, osoba ubezwłasnowolniona nie jest niewolnikiem, prawo tego zabrania. Nie wolno z nikogo robić sobie niewolnika, chociaż schizofrenicy o tym marzą i chcą, aby o wszystko ich pytać. Nawet osoba prawnie ubezwłasnowolniona ma dużo wolności. Może wybrać sobie lekarza, może wybrać sobie zawód, a także miejsce pracy, może wybrać sobie małżonka, może mieszkać, gdzie chce. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym nierozsądnie zarządzała swoimi pieniędzmi. Nie było powodu, aby mnie odcinać od moich dochodów z Norwegii. Co więcej, opiekun prawny w takiej sytuacji ma obowiązek zapewnić osobie, którą się opiekuje dokładnie taki sam poziom życia, jakie on wiedzie, korzystając z jej pieniędzy. Schizofrenik Roman w życiu nie dał mi ani złotówki, przejął także moje pieniądze, które wpłacił mój norweski menadżer. Opiekun prawny nie ma prawa kupować ludziom mieszkań czy samochodów, używając pieniędzy swojego podopiecznego. Wszystkie te rzeczy robił Roman.

Przy czym stan faktyczny jest taki, że Sąd Opiekuńczy odrzucił (tak samo jak w przypadku Agnieszki), wszelkie rządania schizofrenika. Wszyscy dostali egzemplarze odmowy. Na swojej kopii Roman dopisał swój akapit, który stoi w przeczności z tym, co orzekł Sąd. I wskazuje ludziom palcem tylko ten akapit. Prawnik ma obowiązek zapoznać się z całym dokumentem i zweryfikować jego prawdziwość. Nie może podejmować decyzji ma podstawie tylko plotek. Od tego jest prawnikiem, aby wszystko sprawdzać. Przeraża mnie kraj, w którym prominentny polityk podejmuje decyzje bez zastanowienia, chyba tylko na podstawie mizoginii, twierdząc, że nie musi poznawać sprawy, bo takich decyzji podejmuje wiele i są to typowe sprawy. Jestem tym bardzo zdziwiona. Typowe to było odrzucenie żądań schizofrenika Romana przez Sąd Opiekuńczy. Takich spraw Sąd ma rzeczywiście wiele.

Nie, proszę pana, nie są to typowe sprawy, przy których nie warto zaglądać w dokumenty, krzywdzi pan wiele osób, a także Polskę, słusznie oskarżaną o łamanie praw człowieka, bo to właśnie się dzieje. Nie podejmuje się decyzji na podstawie opowieści idiotki, którą od dzieciństwa wychowywał na swoją małpę schizofrenik i która przesiąkła schizofrenicznym myśleniem tak, że odrzuca każdą próbę naprawienia sytuacji.

A teraz wyjaśnienie z punktu widzenia psychoterapeuty.

Dla psychoterapeuty jest to jest typowa, opisana dobrze w podręczniku sprawa, ale wygląda zupełnie inaczej niż paru idiotów z Avangardy myśli. Typowym urojeniem schizofrenika jest, że jest czyimś mężem lub żoną. Nie ma takiego urojenia na liście typowych urojeń, że się nie jest czyimś małżonkiem. (Bo co najwyżej przestaje się nim być w momencie takiej decyzji. Nie ma możliwości na siłę kontynuować małżeństwa. Gdy ktoś mówi, że nie jest małżonkiem, to następuje rozwód, chociaż go nie potrzeba w sytuacji, gdy małżeństwo istnieje wyłącznie w urojeniach drugiej strony.) Co więcej w przypadku amnezji psychoterapeuta idzie za pacjentem, bo inaczej pacjent nie odzyska pamięci, bo go blokuje zaprzeczanie. Z reguły pacjent ucieka przed schizofrenikiem, który go skrzywdził i doprowadził do amnezji, a biegnie do ludzi, którzy go rzeczywiście chronią. Nawet jeśli nie ma wspomnień i nie pamięta dokładnie, co konkretnie się stało. Nie wolno takiemu pacjentowi zaprzeczać.

Schizofrenik, który doprowadził do czyjejś amnezji z reguły dalej chce kontrolować swoją ofiarę, dlatego się do niej pcha i przekonuje otoczenie, że jest „mężem” (lub „żoną” – mój Tata miał we Francji taką zjebaną sukę, która go w ten sposób prześladowała, a której ojciec zabił pierwszą żonę mojego Taty w ciąży, bo to „prostytutka” i niepotrzebny „bękart”). Protesty ofiary schizofrenika wywołują wściekłość prześladowcy i oskarżenia ofiary urojeń schizofrenika o chorobę psychiczną. Z reguły schizofrenik nie chce się przyznać do swojej choroby. Nigdy sam nie powie o sobie, że jest schizofrenikiem.

Typowym zagraniem kontrolującego schizofrenika jest udanie się do Sądu Opiekuńczego i bezzasadna próba doprowadzenia do uznania osoby, którą prześładuje, za niepoczytalną, bo chce ją ubezwłasnowolnić. Dostaje odmowę, ale ma przed sobą wzór pisma, które fałszuje, dopisując, co mu wygodnie. Z takim sfałszowanym dokumentem biegnie do ludzi, którzy pomagają mu zmasakrować jego niewinną ofiarę.

Przy czym, jak dowiedziałam się od promimentnego polityka, w Polsce zwyczajowo taki schizofrenik bez badania sprawy, uznaniowym dekretem przejmuje cały majątek swojej ofiary i dalej swobodnie się nad nią pastwi. Bo tak.

Schizofrenik potrafi dotrzeć do każdego polityka i do każdego urzędu. Posiadając środki pieniężne swojej ofiary przekupuje wszystkich. Psychoterapeuci znają te schematy postępowania. Skandalem jest, że ja jako osoba niezamężna, która jest tak uczciwa, jak tylko to sobie mozna wyobrazić, zostałam zniszczona, tylko aby schizofrenik był szczęśliwy. Prawnik ma obowiązek weryfikować wszystko z dokumentami. Jeśli tego nie robi to Polska już zawsze będzie traktowana jak republika bananowa, którą rządzą uznaniowe dekrety, a nie prawo.

Prawda jest taka, że Roman jest wariatem, a ja panną, więc nie jest – jak sobie sam dopisał na pewnym dokumencie – moim „mężem” i tym bardziej nie może być moim „opiekunem prawnym”. To też bzdura. Sądy mają mnóstwo takich spraw i się na nich znają. Kolejnym skandalem jest, że prominentni politycy podejmują decyzje wbrew sądom, sprzeciwiają się ich ustaleniom i ogólnie mówiąc mają wszystko w dupie. Za to ograniczają wolność, także podróżowania za granicę osobom o wielu obywatelstwach. Wyliczę swoje (przy czym nie mam obowiązku ich podawać na każde wezwanie, tym bardziej, że mieszkam cały czas w jednym kraju rezydencji) – obywatelstwo polskie, norweskie, francuskie oraz egipskie. To są narodowości, jakie odziedziczyłam po moich przodkach.

Komuś takiemu nie wolno zabierać prawa wyjazdu za granicę. Ani wywoływać syndromu sztokholmskiego, żeby przestała się stawiać i protestować. Nie wolno zastraszać takie osoby, ani torturować psychicznie lub fizycznie. „Bo chcę mieć spokój i masz tu pracować!”

A Krystynę już bardzo proszę, aby przestała latać po politykach i ich okłamywać. Mogła sobie brać Romana już od dawna. Tylko trzeba go było sobie leczyć, a nie szczuć ludzi na mnie, bo „chce dziecko”. Ja też, kurwa, chciałam i to bardzo. Krystyna przez swoje własne intrygi straciła bardzo dużo. Wiele razy, także gdy była jeszcze dzieckiem, uniemożliwiła sobie i mnie założenie rodziny. Wyszła z niej tępa blachara, która wszystkich zniszczyła.

I dla przypomnienia (naprawdę nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”) poniżej moje zaświadczenie o stanie cywilnym, które wyraźnie wskazuje na to, że kutas Roman kłamie i nie może być moim „opiekunem prawnym”, bo – kurwa – nie jest moim mężem. To obca osoba. A obca osoba nie może być opiekunem prawnym, tylko ktoś z rodziny (a moja rodzina wygląda jak na zdjęciu poniżej zaświadczenia). Moja mama by została opiekunem, o to wnioskowałam, ale amnezja się nie kwalifikuje do ubezwłasnowolnienia – co najwyżej do tego, aby tkwić gdzieś na zwolnieniu lekarskim, szczególnie jeśli nie trzeba bywać w pracy codziennie, a są zajęcia, gdzie się bywa w pracy raz w miesiącu. Człowiek z amnezją jest racjonalny i nie trzeba ograniczać jego praw.

Screenshot

A poniżej zdjęcie z dzieciństwa z Mamą:

Decyzja

Schizofrenicy, którzy nękają mnie od podstawówki i nielegalnie mnie kontrolują – a zrobili to w zasadzie na podstawie zmowy środowiska, polecam przejrzeć wcześniejsze wpisy – postanowili zniszczyć mi wszystkie moje alternatywne wobec nauczania ścieżki kariery. Zostawili mi bardzo mały margines tego, co mogę robić. Wyznaczyli mi rolę, której nie chcę przyjąć – czyli „pokutującej byłej kurwy”. Odmawiam walidacji wszystkich urojeń tego schizofrenicznego gangu.

Nie potępię publicznie swojego Taty. Nie ma nic wspólnego z urojeniami Renaty. Naprawdę jej nie porwał do Francji, nie zgwałcił jej, ani nie wykorzystywał mnie seksualnie.

Wiem, że schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy wysuwali powyższe żądania, rządzą Avangardą i uważają, że mają podstawy, aby mnie potępiać i niszczyć wszędzie.

Nie godzę się na bycie pionkiem w ich schizofrenicznych gierkach. Żądania Romana, Renaty i Anny są nie do zaakceptowania. Ale jestem zmuszona pogodzić się z rzeczywistością i zarabiać jako nauczyciel, bo z czegoś muszę się utrzymywać. Ale pozostaje mi nadal moja godność i świadomość, że dobrzę robię. Nie będę Romana przepraszać, wypełniać jakieś żądania i błagać o jakieś okruchy z moich pieniędzy z konta, na które wpływają moje norweskie środki. Nie mam do tego konta żadnego dostępu. Odciął mnie od moich pieniędzy na początku lat dziewięćdziesiątych i doprowadził do amnezji, co uniemożliwiło mi działanie.

Przy okazji ostrzeżenie – nie przelewajcie mi pieniędzy, bo schizofrenik postanowił wypłacać sobie z mojego konta wszystko, co nie pochodzi z nauczania. Nie mogę też nic wpłacić. Wiele osób uważa, że ma do tego prawo, bo jest „opiekunem prawnym” – nie, nie jest, posługuje się sfałszowanym dokumentem.

Usłyszałam już kiedyś od bardzo ważnego polityka, że zablokował mi możliwość wyjazdu z kraju, tylko na podstawie prośby Romana. I że – jeśli jego zdaniem trzeba będzie – to zrobi to ponownie. Wystarczyło słowo człowieka, który nie jest moim mężem i posługuje się tylko pomówieniami oraz sfałszowaną decyzją Sądu Opiekuńczego. Przypominam – schizofrenicy to fałszerze, więdzą to psychoterapeuci i wiedzą, że schizofrenicy pragną zrobić ze swojej ofiary niewolnika. Sąd im tego nie daje, dostają to dzięki głupocie polityków.

Z tego powodu stałam się dysydentem we własnym kraju. Znam historię zaszczucia mojego Taty we Francji, znam historię Agi, znam swoją historię. Wiem, co jest w podręcznikach psychologii klinicznej. Bieg schizofrenika do Sądu Opiekuńczego, aby mógł ubezwłasnowolnić kogoś na podstawie swoich urojeń, jest stałym elementem gry. Sądy odrzucają takie wnioski. Niestety schizofrenicy dostają wtedy legalną papeterię, pieczęcie i podpisy sędziów. Kierują się tym, co „wiedzą, że tam powinno być” i to sobie dopisują. Prawnicy i politycy powinni rozpoznać ewidentne fałszerstwo. A także weryfikować w odpowiednim Sądzie i prosić Policję o jej materiały. Nikt tego nie zrobił, chociaż o to prosiłam. W odpowiedzi byłam molestowana, szarpana i macana. Proponowano mi, że polityk spędzi ze mną noc, aby mi „uświadomić”, że to „lubię”, bo muszę sobie „przypomnieć”, że jestem „kurwą”, ponieważ postanowiono mnie „leczyć’ zgodnie z wytycznymi schizofreniczki Anny. Ta pizda nie jest psychologiem. Jakby co można to prawdzić, istnieją odpowiednie listy w odpowiednich instytucjach.

Przeszłam piekło z powodu schizofrenii kilku osób z mojej podstawówki.

W moich oczach Polska to tępa schizofreniczna maciora niszcząca swoje najzdolniejsze dzieci. Jedyne co można zrobić to edukować społeczeństwo tak, aby ludzie wiedzieli do czego może posunąć się schizofrenik. Trzeba też zwiększyć szacunek wobec prawa oraz zasad, jakimi kierują się społeczeństwa. Naprawdę jest wymóg weryfikacji wszystkiego zgodnie z prośbą osoby niewinnie oskarżanej. Nie należy zgadzać się na zaszczucia oraz lincze. A to wszystko mnie spotkało.

A „kurwa” (zgodnie z prawem wolno używać takich samych obelg i agresji, jaką wobec mnie zastosowano) Krystyna jest tępą plagiatorką i grafomanką. Naprawdę może sobie brać Romana, ale nie jest ten człowiek tak bogaty, jak jej się wydaje. Nie przepiszę na niego niczego, co posiadam, bo nic nigdy do niego nie należało. Przejął moje konto z zagranicznymi zarobkami bezprawnie. To nigdy nie były jego pieniądze. Nie oddam mu wszystkiego, co mam, tylko po to, aby się ze mną w swoim schizofrenicznym łbie „rozwiódł” (bo to oznacza, że najprawdopodobniej mnie zabije – i to nie jest paranoja, wiem, co mi mówił). Uważa, że rozwód byłby plamą na jego honorze. Przy czym oczywiście żadnego rozwodu nie potrzebuje, bo – jeszcze raz przypominam – nie jesteśmy małżeństwem.

Nic, co napisałam powyżej, nie jest zadziwiające, lub nowe, dla prawdziwych psychoterapeutów. „Kurwom” z Avangardy bardzo nie dziękuję za zniszczenie mi życia. Odpierdolcie się ode mnie, nie chcę mieć nic z tym klubem wspólnego. To już będzie zawsze znienawidzony przeze mnie klub.

Z powodu debilizmu polskiego społeczeństwa i braków odpowiednich przepisów takich dysydentów jak ja jest mnóstwo. Naprawdę trzeba coś z tym zrobić i zmienić kilka przepisów. Takie osoby, jak Roman, Anna oraz Renata należy leczyć przymusowo. Biegli sądowi nie mają co nich złudzeń i byli wiele razy już diagnozowani. Pierwszy raz już w latach siedemdziesiątych.

I dla przypomnienia, że chuj Roman nie jest moim mężem:

Screenshot

Zakaz publikowania

Podobno mam zakaz publikowania i żadne czasopismo, czy wydawnictwo nie przyjmie mojego tekstu. Jest to efekt działania Romana, który ma urojenia, że jest moim mężem, który mnie ubezwłasnowolnił. Przypomninam – ten człowiek dostał odmowę Sądu Opiekuńczego ubezwłasnowolnienia mnie, bo nie jest moim mężem, ale dopisał sobie na odmowie Sądu własny akapit i tylko ten akapit pokazuje palcem ludziom. Co gorsza ten schizofrenik od lat siedemdziesiątych zgromadził wokól siebie cały gang zmanipulowanych i okłamywanych ludzi, nie tylko chorych psychicznie z swojej rodziny. A tacy wariaci mają spore rodziny.

Podobno jako „kurwa” mam się cieszyć, że mi pozwala pracować jako nauczycielka, bo to dla mnie „nobilitacja”. Tak samo mam się godzić, że ukradzione mi notatki i konspekty zostały oddane komuś innemu. Ta osoba jest na tyle tępą idiotką, że uważa, że miała prawo wykorzystać moją pracę i podpisać swoim imieniem i nazwiskiem.

Nikt nie ma prawa wybierać mi zawodu ani miejsca pracy.

Przy okazji – ja nie jestem plagiatorką. To Anna w czasie studiów bezprawnie, kierowana psychozą, rozpowiadała, że moje eseje zaliczeniowe są jej ukradzione. To są fałszywe oskarżenia. Podobnie fałszywie przypisywała sobie moje romanse z mężczyznami. Nikt z nich nigdy z nią nie był, za to rozpowiadała o swoich urojonych ciążach i zniszczonych przez mnie niby planach małżeńskich. Wiem, że ci faceci ją znienawidzili. Ta tępa schizofreniczka ani nie jest psychoterapeutką (ostrzegam – można stracić życie, jeśli traktuje się ją jako swojego psychoterapeutę, wiem, bo próbowała mnie „leczyć”, a posiadam tyle wiedzy psychologicznej, że mogłam zorientować się, że jest szarlatanem), ani nie jest moją „szwagierką”. Tak naprawdę jest tępą kurwą. Zapraszam do sądu, bo mam prawo odpowiedzieć dokładnie takimi samymi obelgami, jakie wobec mnie zastosowano.

Dla przypomnienia – żaden facet, który podaje się za mojego męża i pokazuje sfałszowany dokument jakoby był moim „opiekunem prawnym” nie powinien być traktowany poważnie, bo – kurwa – nie mam męża, to jest podstawowa rzecz. Facet zrobił to z powodu swoich schizofrenicznych potrzeb – zrobienia ze mnie swojej niewolnicy, a także przejęcia mojego majątku, który jest całkiem niezły, bo moim pierwszym narzeczonym był norweski muzyk który został zabity parę tygodni przed ślubem w czasie konwentu. Mój narzeczony sporządził wcześniej testement. To nigdy nie były pieniądze Romana. Sama też zarabiałam jako wokalistka.

Screenshot

Testament

Nieprawdą jest, że kiedykolwiek sporządziłam testament na rzecz Romana, czy kogokolwiek innego spoza mojej rodziny. Jeśli coś mi się stanie, dziedziczy po mnie mój siostrzeniec, a po nim jego siostry. Ma mój siostrzeniec obowiązek też o nie i innych członków rodziny zadbać, co jest oczywiste. Wiem, że mój podpis na tym dokumencie został sfałszowany. Już dawno temu Roman i jego siostra wyłudzili ode mnie próbkę pisma i podpisu. Weszli także w posiadanie moich dokumentów, gdy przejęli nielegalnie jedno z moich mieszkań – to, które kupiłam sobie za nagrania w Oslo.

Roman nie ma prawa marzyć o formalnym przejęciu majątku, który mi w testamencie zostawił norweski narzeczony, blondyn, pod którego Roman lubi się podszywać i udawać norweskiego multimilionera i muzyka. Taki z niego Norweg, jak ze mnie zakonnica (czyli w ogóle). To zawodowy oszust-schizofrenik-gej. Całuje też jak gej – wiem, bo zrobił taką demonstrację publicznie, a ja zawiadomiłam Policję o tym ataku na mnie. Absolutnie nigdy nie był moim mężem i nigdy nie miał prawa do takich zachowań.

Nie chcę być w skórze duchownego, który mu ten podpis za moimi plecami poświadczył. Wziął udział w fałszerstwie. I to nie jednym z tego, co słyszałam.