Dla kryminologa demoralizacja znaczy coś innego niż dla przeciętnego człowieka. Na przykład nie ma nic wspólnego z seksem, a raczej z rozważeniem, czy do aktów seksualnych dochodzi za obopólną zgodą. Nie wolno też nikogo zmuszać do związku czy seksu presją psychiczną. Jedno nie powinno wystarczyć. Niezbyt dobrze także jest widziane upijanie kobiety w miejscu publicznym i naleganie na seks, aż się złamie.
Kieruje tym ogólna zasada – czyli sacunku do autonomii drugiej osoby oraz zakaz stosowania agresji i przemocy, także psychicznej. Należy szanować wybory życiowe innych ludzi i ich prawo do samostanowienia się. Jak już też gdzieś wspomniałam, nie wolno sobie robić z ludzi niewolników, unikać weryfikacji, czy też nie wysłuchiwać obu stron. Nie wolno też podawać się za autora czyiś utworów, a konspekt jest już utworem, bo został zapisany. Na tej samej zasadzie zdjęcia też są utworami. Zupełnie inne zasady dotyczą luźno rzuconych pomysłów, szczególnie jeśli autorka pomysłu wprost powie, że można to wykorzystać i że tego nie chce napisać.
Są to podstawowe zasady społeczne, na których są oparte przepisy prawne. To jest oczywiste, że kryminolog nie musi znać na pamięć wszystkich przepisów, prawnicy też ich nie znają i nie zawsze potrafią podać numeru konkretnego paragrafu. Kryminog bada przestępczość jako zjawisko społeczne i czuję się zażenowana, że muszę tłumaczyć różnicę pomiędzy kryminologiem, a prawnikiem. Kryminolog zastanawia się na przykład, skąd się biorą zasady społeczne, co zupełnie prawników nie interesuje, bo sa praktykami i dostają już konkretne przepisy prawa, które mają stosować.
Dosknale widać, czym są zasady społeczne na przykładzie gestu, który Amerykanie nazywają „the finger” lub „flipping off people”. W pewnym momencie ktoś uznał, że pokazanie środkowego palca przy zgiętych pozostałych przypomina penisa i że jest to gest wulgarny. Rzopowszechniło się to i ludzie przyjęli to jako swój zwyczaj. To jest ten uznawany za wulgarny jest umową społeczną, tak samo jak który palec się pokazuje. Nie żadnego dekretu, który by definiował ludzkie gesty. Opisy naukowców powstają później. Podobnie jest w przypadku „rogów Szatana„, który tak naprawdę jest niewinnym gestem z Sycilii i ma odganiać zło właśnie i przynosić szczęście. Ludzie używający tego gestu nie powinni być oskarżani o satanizm.
Ale wróćmy do meritum. Dla kryminologa nieprzestrzeganie zasad społecznych oznacza demoralizację. Należy przestrzegać nie tylko prawa, ale też zasad społecznych, które bardzo często są kodowane – chociaż nie są tożsame – jako zasady dobrego wychowania. A jak wiadomo dobrze wychowane osoby w naszym kręgu kulturalnym nie wpierdają się w nieswoje sprawy, nie tyranizują i okazują szacunek, weryfikują też wszystko dokładnie. Także nie kradną, nie kłamią, a także nie doprowadzają do samosądów i lynczu. Nie zaszczuwają innych osób. Zachowują odpowiednią rozwagę, szczególnie jeśli słyszą, że się mylą i ich oskarżenia są oparte na urojeniach wariata.
Gratuluję Krystynie debilizmu i tego, że latami wzdychała do schizofrenika, który miał być „księciem”, za którego by wyszła, gdyby nie to, że jego „żona”(czyli niby ja) mu nie daje rozwodu. Mam tego pecha i jednocześnie szczęście, że nigdy nie byłam formalnie niczyją żoną i mogę przestawić ponownie swoje zaświadczenie – tym razem z roku 2025 – wedle którego jestem panną. Schzofreniczny „książę” – tak jak zawsze mówiłam – jest, przynajmniej jeśli chodzi o mnie, stanu wolnego. Wszystkie panny z fandomu mają do niego wolną drogę. Tylko, że blachary już nie będą się o niego bić, gdy wiedząże jest totalnym zerem, a wszystkie pieniądze wyłudził, także od mojej matki.
Schizofrenik Roman zadęcza mnie od podstawówki i zniszczył mi całe życie, a nigdy – nawet przez sekundę – nie był niczym moim. Jest prymitywnym imbecylem, szresztą Krystynie najwidoczniej ktoś taki pasuje, nie uwierzycie chyba, że nasz „intelektualistka” fandomowa poleciała na kasę (którą regularnie wyłudzał) oraz na tytuł (którego nigdy ten chłop nie miał). W roku 1990 wyciągnęłam podobne zaświadczenie, bo schizofrenik twierdził, że jest moim „mężem” od roku 1986 i ojcem mojej siostrzenicy, której niby miałabym być matką. Niestety wtedy przegrałam, bo schizofreniczka Renata ze swoim gangiem zaczęla rozpowszechniać fałszywe informacje, że posługuję sie zaświadczeniem „tej prawdziwej Yennefer”. Renata też zaczęla mówić, że to jest jej zaświadczenie, bo ona „jest Yennefer”.
Mam dosyć tego gangu schizofreników, którzy przygotowywują dla mnie fale kolejnych swoich enablerów, którzy święcie wierzą w ich słowa i mnie atakują i próbują „leczyć”, wmawiając, że nie jestem osobą, którą jestem. Trwa to całe moje życie, które jest pasmem cierpień z ich powódów. Ludzie tak atakowani – jeśli przeżyją, bo schizofrenik, który nie dopnie swego, nie dostanie potwierdzenia swoich urojeń, dąży do zabicia swojej ofiary – uciekają do innego kraju, aby chociaż trochę żyć w spokoju. Mnie się nie udało, bo mój facet nie doceniał zagrożenia, a także niestety moi prześladowcy są związani ze światowym ruchem fanów fantastyki. Nie dziwcie się, że nie ma mnie nigdzie na jakichkolwiek konwentach.
Moi prześladowcy wychowali sobie sprzymierzeńców, którym wmówili swoje urojenia już we wcześnym dziedziństwie, często najmująć się w fandomie jako opiekunowie do dzieci. Niestety dzieci wychowywane przez przestępców lub schizofrneików wbudowują sobie w światopogląd przekonania, jakich nie można się pozbyć. Ja na przykład nigdy nie będę zakonnicą, wynika to z mojego światopoglądu. Tak samo nie będę „wierzyć w Chrystusa”. Prędzej pójdę do więzienia – co mogłoby mieć miejsce w jakiejś dystopii – niż zacznę chodzić na msze, czy przystąpię do spowiedzi. Na tej samej zasadzie, osobom wychowanym przez schizofreników nie przyjdzie do głowy, że błądzą, szczując na mnie innych ludzi. Zawsze do końca życia będą wierzyć, że pewna panna wyszła za Romana, gdybym dała mu rozwód oraz że ma ona powody do zazdrośći o takiego „męża”, który się o mnie „troszczy”.
A weźcie sobie tego schizofrenika z całą psychozą. Wedle moich dokumentów jest kawalerem od zawsze.
Osoby urobione przez przestępców czy schizofreników szczerze wierzą w nieprawdę, jaką od nich usłyszeli. Bardzo często dopiero w czasie procesu się orientują, co jest prawdą, a co jest urojeniem. A czasem dopiero w więzieniu rezygnują ze swoich fałszywych przekonań na temat ofiar przestępców czy schizofreników, w czym pomaga im wychowawca więzienny. Ja z niektórymi odsobami chcę rozmawiać już tylko na sali sądowej w czasie procesu z udziałem prokuratora.
Aga powinna sprawdzić, czy ma jeszcze kopię zaświadczenia o stanie cywilnym, w którym jest panną. Musiała wyciągnąć taki domument przed ślubem z Piotrem. A jeśli nie ma kopii tego, proponuję, żeby poszła do prawnika i się dowiedziała w jaki posób potwierdzić, że do ślubu z Piotrem była panną. Bo wiem, że była. Nie było żadnego „pierwszego męża”. Ja nie mam już w domu testamentu mojej matki, bo oryginał i jedyna kopia zarazem poszła do Sądu Administracyjnego, ale znajomy prawnik powiedział mi, jaki dokument odwołuje się do testamentu mojej rodzicielki i mogłam go dostać za darmo. Możliwe, że w przypadku Agi prawnik też coś doradzi i moja przyjaciólka dołączy się do mojej akcji informacyjnej, bo informowanie ludzi, jaka jest prawda, to jedyna rzecz, jaką można zrobić w walce ze schizofrenikami.
Przy czym – uwaga – schizofrenicy potrafią zabić swoje ofiary, gdy słyszą od nich, że są chorzy. To że zginę z ręki schizofrneika, który udaje mojego męża, uważam za całkiem prawdopodobne. Bardzo nie dziękuję warszawskiemu fandomowi, który go wspierał przez dekady ciągnące się od latr siedemdziesiątych. Krok po kroku zniszczono mi wszystko, co tylko próbowałam zbudować sobie w życiu.
Sama się nie zabiję, ale nie zdziwię się, jeśli tym Roman udusi mnie na śmierć, bo pojawi się w mojej pracy jesienią. O mało nie zginęłam w ten sposób, gdy byłam studentką. I tak już długo żyję jak na ofiarę schizofreników i ich prześladowań. Ale mam nadzieję zobaczyć jego enablerów w więzieniu i to mnie trzyma przy życiu.

