Opisałam już wcześniej schizofreniczkę z mojej podstawówki, Renatę. Nie jest w żaden sposób ze mną spokrewniona, ani nigdy nie była moją przyjaciółką. Nie kontaktuję się z nią, tak samo nie kontaktuję się ze schizofrenikiem Romanem czy jego siostrą Anną. Są to dla mnie obce osoby i wszystko, co o mnie mówią należy zignorować. Żyją swoimi urojeniami, które zniszczyły mi życie, bo razem ze swoimi enalblerami upierali się, że zrobią ze mnie osobę z tych urojeń. Nie wolno robić takich rzeczy w ramach „terapii”, chociaż schizofrenicy zawsze o to zabiegają. Powtórzę, co napisałam wcześniej – ani psychiatrzy, ani psycholodzy nie mają prawa bez narażenia się na zarzuty błędów w sztuce wychodzić z gabinetów i polować na wskazanych przez schizofreników ludzi. Jest to wprost zakazane. Zajmują się takimi akcjami tylko policyjni biegli i profilerzy, którzy mogą zweryfikować w dokumetach, co jest prawdą, a co nie. Reszta powinna siedzieć cicho, zamiast kierowania się swoimi uprzedzeniami, bo kończy się to przypisywaniem ofiarom schizofreników choroby psychicznej i pomawiania o „elementy wytwórcze” (co jest bardzo niefortunnym określeniem, bo nie wiadomo, co oznacza w takich sytuacjach), bo to co mówią ofiary schizofreników, nie zgadza się z wersją ich schizofrenicznych prześladowców. A ci bardzo energicznie i usilnie walczą o to, żeby świat zgodził się z ich urojeniami i z reguły próbują do swoich gangów zrekrutować też psychiatrów. Ostrzega przed uleganiem im podręcznik podstawowy diagnostyki dla studentów medycyny. Żaden psychiatra nie może udawać, że tego nie wie.
Nie mają też nic w swoich lekarskich podręcznikach o tym, jak traktować ofiary pedofilii, czy gwałtu cierpiące na amnezję z pododów psychologicznych. Potrafią tylko dokonać obdukcji. Nie wiem więc dlaczego psychiatrzy pchają się do spraw, w których u ofiary zaszczucia przez schizofreników pojawiła się już amnezja, radośnie uważając, że wpychanie w głowę ofiary urojeń schizofreników jest jej „leczeniem”. Ach, przypomniałam sobie – schizofrneicy lubią podawać się za psychologów. Ale ostrzegam jedyne, co można zrobić w takiach sprawach to izolować ofiarę od ludzi, z którymi nie chce rozmawiać. Bo to toksyczne chuje, enablerzy lub sami schizofrenicy. Takie postępowanie zniszczyło mi całe życie i mam nadzieję, że w końcu enablerzy i schizofneicy się ode mnie odpierdolą. Przy czym wiem, że wracają jak bumerang, bo tym polega ich choroba. Znajdują sobie też kolejnych głupich, ktĻórzy nękają ofiary. Jednyne, co może zrobić ofiara urojeń schizofrenika, to przenieść się do innego kraju, a jeszcze wcześniej kupić sobie psa.
Z tym psem to prawda, sama dostałam taką radę od policjanta, którego zapytałam, co kurwa mam w tej sytuacji zrobić. A było po tym, gdy schizofrenik próbował położyć się w środku nocy do mojego łóżka, bo zapomniałam zamknąć drzwi. Znowu został wyproszony przez policyjny patrol. Na całe szczęście moja kotka ugryzła go w gołą łydkę, bo zaczęla mnie bronić, gdy chciał półnagi władować mi się do łóżka.
Każda osoba, która twierdzi, że Roman jest moim mężem, staje się moim osobistym wrogiem i to kończy nie tylko rozmowę, ale wręcz znajomość. Przez tego człowieka przeżylam piekło i ma się ode mnie odpierdolić. Wszystkich ludzi, którzy chcą mu pomagać, ostrzegam – enablerzy idą do więzienia i nikt nie będzie się już patyczkował.
To, co napisałam powyżej o metodach działań schizofreników, stanowi coś, co żartobliwie określam jako „tajemną wiedzę profilerów”. Bo ani psychoterapeuci, ani psychiatrzy nie uczą się o gangach schizofrneików, ani o ich typowych zagraniach czy też urojeniach.
Mój Tata w odróżnieniu od kilku schizofrenicznych zjebów z Opus Dei nie był pedofilem, czy też gwałcicielem. Nie zasługiwał, aby go zaszczuwać po śmierci. Przy czym pomawianie go nie dziwi mnie, bo schizofrenicy lubią przypisywać swoim ofiarom to, co sami robią. I kierują się zawiścią, także źle ulokowaną, jak zawiść Renaty o moją pozycje poszkodowanej. Po napadzie na mnie rozpoczęła w szkole swoją kampanię oszczerstw wobec mnie i mojego Taty. Ma tego pecha, że mój Tata we wskazany przez nią weekend był nie we Francji. Przy czym, na Francję, do której miał ją niby mój Tata ją zabrać, zmieniła swoją pierwotną wersję. Wcześniej mówiła, że odwiedził ją w jej mieszkaniu w Warszawie. Upewniałam się w czasie rozmowy z nią szczegółowo, co do tej wersji, i nie powiedziałam jej, gdzie dokładnie zagranicą był w tym czasie mój Tata. Ciekawa byłam, co wymyśli. Wymyśliła Francję oczywiście ze względu na jego pochodzenie.
Ma ta chora idiotka pecha, bo mój Tata po przeniesiu się do Polski w życiu nie odwiedziłby francuskiego konwentu. Miał do francuskich fanów podobny stosunek jak ja do Avangardy obecnie. (Też go zaszczuto w młodości i ukradziono mu konspekt oraz zniszczono go tak, że przestał pisać. Prześladowała go też wariatka, która twierdziła, że jest jego żoną.) Kurwa Renata pomawia niewinnego czlowieka. Nie tylko nie była wtedy we Francji, nie tylko nie jest moją krewną, ale także wbrew jej bogato obudowanej wersji konwent, w którym wziął udział mój Tata w tamten weekend, odbył się w Londynie. Ale po tym czasie jej wersja z Francją już się utrwaliła i Renata nigdy nie będzie potrafiła jej zmienić. Tylko na samym początku schizofrenik zmienia wersję pod wpływem nowych informacji. To urojenie jest nie do ruszenia.
Szczekajcie, kurwy, dalej!!!
A mój Tata wyglądał jak poniżej. Żaden ze schizofreników z Opus dei, którzy się za niego podają, nie jest i nie był nigdy, ani moim ojcem, ojczymem, czy zastępczym rodzicem. Rodzice Michała też o mnie nic nie wiedzieli. I w końcu po kłótniach z nimi uciekłam ze związku z Michałem. Sam mi też się naraził. Wspominam tamtem okres jako piekło, a związek z Ravnem, czy Bretem jako niebo. Z innymi facetami urobionymi przez schizofrneików bardzo szybko zaczynałam się kłócić. Padalce!!!


