Zmowa

Już jako dziecko usłyszałam od osoby z fandomu, która przyszła do mojej podstawówki, że są osoby, które dopilnują tego, abym nigdy nie była szczęśliwa. Jak podejrzewam ta działająca do dziś zmowa to wynik szlochów Renaty, która fałszywie podawała się za moją krewną i przypisywała sobie znajomość z Piotrem.

Według jej opowieści miała stracić z Piotrem dziewictwo, a ja miałam jej zniszczyć ten związek i ją unieszczęśliwić. Prawda jest taka, że nieżyjący już Piotr był wśród tych mężczyzn, którzy kochali się we mnie od dzieciństwa. On był moim pierwszym. Nigdy w życiu nie słyszał o Renacie. Renata była od tamtej pory znienawidzona przez wszystkich z jego otoczenia.

Miałam pecha chodzić z trójką schizofreników do podstawówki. Do tej liczby oprócz pewnej liczby wściekłych enablerów należy doliczyć schizofrenicznych krewnych takich jak Ryszard. Działają oni bardzo zgodnie i są ludźmi, którzy zgodnie z tym, co usłyszałam już jako dziecko, dopilnowali tego, aby moje życie nie było szczęśliwe. Stało się tak chociaż jestem niewinna, jedynym problemem byli schizofrenicy.

Roman nie jest synem mojego Taty i nie jest norweskim arystokratą. Renata nie jest byłą Piotra, chociaż po jego śmierci domagała się ode mnie jakiś milionów, ale facet zmarł w wypadku i nie sporządził testamentu. Wszystko odziedziczyła jego żona, chociaż byli już w separacji. Tak naprawdę pobrali się, aby uciec schizofrenikom, którzy twierdzili, że są ich małżonkami i starali się ich „leczyć”, a także ubezwłasnowolnić, skoro nie potwierdzali ich urojeń. Ja miałam podobnie hajtnąć się z Adamem i zmienić nazwisko, aby zamknąć gębę Romanowi. Tak jak Piotr miał prześladującą go swoimi urojeniami Renatę, a za mną łaził Roman, to Aga miała też swojego schizofrenika, który ją nękał swoimi urojeniami o tym, że jest jego żoną. O mało jej nie zaszczuł na śmierć swoimi próbami „leczenia” i przywrócenia „wspomnień”, co do których był pewien, że powinna zacząć z nim dzielić. Wkurwiony schizofrenik zaczyna się pastwić nad swoją ofiarą i potrafi terrorem doprowadzić do jej samobójstwa, gdy nie potwierdza jego urojeń – przy czym zaczyna cierpieć na nowe urojenia, że robi tak, aby się „ratować” i „bronić”. Aga podobnie jak ja miała być „kurwą” i jej też zniszczono wszystkie związki.

I ona, i ja mamy na swoimi koncie próby samobójcze z powodu schizofreników ich urojeń i ich oraz porządkujących świat pomocników prześladowań. Na całe szczęście obie wycofywałyśmy się z próby samobójczej na czas – albo zmuszałyśmy się do wymiotów, wypijając nasycony roztwór soli i biegłyśmy do szpitala po antidotum, albo wyskakiwałyśmy w ostatniej chwili sprzed tramwaju, który otarł się o nasz rękaw. Dobrze, że o nic z naszego ubrania nie zahaczył. Schizofenicy z naszych podstawówek (którzy zresztą się poznali w fandomie) mieli dla nas podobne schematy postępowania, które wbili nam do głowy i poprowadzili do podobnych zachowań. Nie tylko mnie śledził wariat, z którym nie mam nic wspólnego, za Agą też jeździł i chodził prześladująćy ją schizofrenik, który konieczie chciał, aby do niego „wróciła”. Aga nie była z nim ani jednego dnia.

Gdy się poznałyśmy, okazało się też, że mamy także praktycznie identyczne mieszkania na tym samym piętrze w blokach wybudowanych według tego samego architektonicznego projektu – jedyna różnica to usytułowanie bloku wobec kierunków świata. Moja sypialnia wychodzi na zachód, jej na wschód. Obie pływaczki, obie anglistki. Kilka osób nazywa nas z tego powodu „wariantami”. Nie wiedzą nawet, jak bardzo jest to prawdziwe. Mamy nawet podobny gust, jeśli chodzi o ubrania.

Seperacja Agi i Piotra nie miała nic wspólnego ze mną, a więcej z faktem, że się pobrali, żeby mieć dzieci, skoro nie mogą być z kimś, kogo kochają i aby pokazać schizofrenikom, że ich urojenia na temat węzłów małżeńskich, którymi mieli być połączeni ze swoimi ofiarami, są nieprawdziwe. Schizofrenik, który prześladuje Agę do tej pory pewnie się zastanawia, jak to się stało, że Aga mogła wziąć ślub bez jego wiedzy. I jak unieważniła ich „małżeństwo”. Zawierając ślub z Piotrem była panną.

Ja nadal jestem panną.

Nie należy słuchać plotek rozpowiadanych przez prześladujących nas schizofreników, którzy lubią „informować” dziennikarzy, aby ci pisali artykuły i „autobiografie”, potwierdzające ich urojenia. Wiem, że schizofrenicy udzielali wywiadów lub się spowiadali w moim imieniu, szczególnie pewnem schizofrenicznemu księdzu-egzorcyście, kochankowi Romana.

Nic, co ci ludzie mówią o mnie, Agnieszce, Piotrze lub Adamie, nie jest prawdą. A Anna nie jest moją „szwagierką”, ani wokalistką. Nie jest też „psychoterapeutką” – jak wielu schizofreników cierpi na takie urojenia, że nie „leczy” ludzi, tylko niszczy im psychikę oraz wmawia nieistniejace wydarzenia, aż do wystąpienia fałszywych wspomnień. Prawdziwy psycholog stara się niczego zbyt mocno nie sugerować. Jest to papierek lakmusowy – jeśli z całych sił ktoś próbuje coś wmawiać to wariat. Psycholodzy wiedzą, że ludzie mogą się różnić i nie muszą mieć tych samych wspomnień. Nie musi się pokrywać. Nie robi to na psychologach wrażenia. Takich rzeczy się nie leczy.

I dla przypomnienia:

Screenshot

Dlaczego schizofrenicy się maskują…

Schizofrenicy są w stanie wywieść każdego w pole, oprócz swojej ofiary, przed którą zrzucają maskę. Może się to wydawać dziwne, ale jest związane z urojeniami schizofrenika, które są tak silne, że schizofrenik twierdzi, że są jego prawdziwymi wspomnieniami. Przy czym schizofrenik na bieżąco dodaje kolejne urojenia, gdy tylko coś mu się powie, lub coś zobaczy. Cały mózg i wiedza schizofrenika zostają zaprzężone do wytworzenia urojenia, które ma przekonać osobę, która rozmawia ze schizofrenikiem, że ten ma rację.

Schizofrenicy są głupi, chociaż są inteligentni. Dla psychologa są to dwie różne cechy. Schizofrenicy kierują się zazdrością, szczególnie chodzi o aspekty finansowe, ale nie tylko. Ich urojenia są oparte na chęci bycia „kimś” – czyli osobami podziwianymi z jak najwyższej sfery. Gdy tylko poznają kogoś takiego, zaczynają cierpieć na silne urojenia, że są taką osobą, i że posiadali kiedyś wszystko, co ma obiekt ich zazdrości. W efekcie są kleptomanami i kradną, święcie przekonani w swojej psychozie „że odbierają to, co do nich należy”.

Mój znajomy schizofrenik z podstawówki był wychowywany przez swojego równie schizofrenicznego ojca, że ma „odebrać wszystko, co kiedyś było ich”. Tak więc to oni mają być z pochodzenia Norwegami (a nie moja rodzina), których pozbawiono dziedzictwa (mój Tata zbankrutował z powodu zaszczucia przez schizofreników we Francji oraz ich intryg – nie mamy czego odbierać komukolwiek i nie chcemy rzeczy, które do nas nie należą). Ich urojenia przybrały takie kształty, że mój Tata dostał w nich rolę ich „majordomusa”, któremu na jego nazwisko kupiono mieszkanie, w którym mieszkam, a które tak naprawdę ma niby należeć do moich znajomych schizofreników. Więc „mam im je oddać”. Schizofrenicy tak po kolei „odzyskują” różne mieszkania, bardzo często zawierając związki małżeńskie i mordując swoich małżonków, gdy już „przyszedł ich czas”.

Moi znajomi schizofrenicy zaczęli bredzić też, że są legalną linią dynastyczną, którą z powodu puczu pozbawiono tronu Norwegii. Ale „muszą wrócić na tron”. (To jest zabawne, bo linia władców Norwegii jest nieprzerwana i nudna, nie było takich ekscesów, jak na przykład w Anglii, żeby jacyś krewni ni z tego ni z owego przejmowali tron.)

Tak się składa, że osoby, które są prawnukami rodzeństwa władców Norwegii, znajdują się na liście potencjalnych dziedziców tronu, (ale to nie jest ani Anna, ani Roman). Są to tak bardzo potencjalne szanse na dziedziczenie tronu, że nikt się nimi praktycznie nie przejmuje. Przejmują się tym tylko dyplomaci i moi norwescy krewni. (Chociaż i tak jestem na każde wezwanie mojego Króla, każdy Norweg jest tak wychowywany.) Ale znajdował się na tej liście mój Tata, jako wnuk brata Króla, znajduję się też ja. Moje dzieci, których nie mam, nie znalazłyby się na tej liście, bo nie obejmuje praprawnuków. Mój Tata był zbiedniałym arystokratą, owocem mezaliansu (to wszyscy wiedzą), ale był arystokratą. Nie został wyrzucony z rodziny. Ja też jestem arystokratką.

Oczywiście moi znajomi schizofrenicy nie opowiadają o swoich pretensjach do tronu wszystkim. Jest tego pewien logiczny powód. Wiedzą, że ich „wspomnienia” (czyli urojenia) różną się od stanu rzeczywistego i chociaż dążą do zmienienia rzeczywistości w taki sposób, aby zgadzała się zich urojeniam, mają świadomość, że inni ludzie nie podzielają ich urojeń, więc aby nie stracić kontaktu z tymi ludźmi i tym, co mogą dla nich zrobić, zaczynają konspirę i nie odsłaniają się ze swoją „wiedzą”. Tacy ludzie, przed którymi schizofrenicy się nie odsłonią, widzą wspaniałe osoby, które co najwyżej są skrzywdzone przez niesłuszne zarzuty – tym bardziej, że schizofrenicy to, co robią, zwalają na kogoś innego. Tak się dzieje szczególnie, jeśli ktoś nie ma możliwości, lub nie chce niektórych stwierdzeń schizofreników zweryfikować.

Schizofrenicy lubią podawać się za osobę, która ich zainspirowała i której zazdroszczą, jednocześnie robiąc sobie z niej popychadło i przedstawiając w złym świetle. W przypadku Anny i Renaty jestem inspiracją ich urojeń. Żadna z nich ani nie jest psychoterapeutką, ani pisarką, która ma wiele ciekawych pomysłów i która została splagiatowana.

Schizofrenik dąży do przekonania całego świata, że jego urojenia to prawda. Dlatego katuje swoją ofiarę, aby ją zmusić do wyznania, że zarzuty lub przechwałki schizofrenika to prawda (i tak Renata chce walidacji, że jest „współautorką Wiedźmina”, tylko nie wiem, dlaczego chce, abym ja to powiedziała światu, a nie autor Wiedźmina, na pewno z nią nie pracowałam nad niczym). Ani mój Tata nigdy nie zgwałcił Renaty, ani ja nigdy nie byłam wiejską kurwą. Za to zachwyt wielu enablerów nad wyznaniami Renaty, Anny lub Romana i chęc udowodnienia, że mają rację, zniszczyły mi życie.

Ostrzegam także przez bezpośrednią konfrontacją ze schizofrenikiem. Potrafi zabić za to, że nazwie się go chorym psychicznie, tak bardzo chroni swój urojony świat i nie chce z niego zrezygnować. Zdrowy człowiek ucieka i nie chce konfrontacji w podobnej sytuacji (mówi, kurwa, wszystko mi jedno, whatever, nie chce mi się o to kłócić). Schizofrenik zabija za wszystko, co może odsłonić go jako impostora. Zaczyna mieć urojenia, że musi się w ten sposób „ratować” i że jest „prześladowany”, szlocha, że się”go zabija”, bo ktoś ma inne zdanie. Schizofrenik, który ma urojenia na temat jakiejś osoby działa obsesyjnie i nęka ją aż doprowadzi do jej śmierci. Przy czym starsi schizofrenicy się z reguły nie leczą. Nie dziwcie się więc, że jedyne co pozostaje ofiarom schizofrenicznych urojeń to ucieczka do innego kraju. Ja chciałam uciec w latach dziewięćdziesiątych do Arizony, gdzie można takiego wdzierającego się do domu schizofrenika, który twierdzi, że jest „mężem” i że będzie tam mieszkał, po prostu zabić.

Nie mam męża, nie mam dzieci. Schizofrenicy tutaj wygrali. I to stwierdzenie o wygranej to żadna przesada, bo schizofrenicy sabotują wszystko swojej ofierze w tym względzie, bo mają urojenia, że dziedziczą po swojej ofierze (więc nie potrzebni im inni „dziedzice” – z tego powodu też potrafią zabić dzieci) i że w ten sposób wszystko, co posiada ofiara do nich „wróci”. I pomimo tych wszystkich śmierci i prześladowania ofiar to nadal są w oczach prawa osoby niepoczytalne z powodu choroby psychicznej, z którymi – jeśli nie chcą się leczyć – nie da się nic zrobić.

Nie udaję, kogoś, kim nie jestem. Moje dokumenty nie są sfałszowane. Nie jestem niewolnicą schizofrenika Romana. Nie chcę go widzieć. Ani mnie nie ubezwłasnowolnił, (decyzję Sądu o ubezwłasnowolnieniu sfałszował, co jest typowym postępowaniem schizofrenika, który koniecznie chce „leczyć” swoją ofiarę, bo nie potwierdza jego urojeń, a on uważa, że ma rację – ja mam w dupie, czy ktoś „wierzy” lub nie „wierzy” w moje norweskie pochodzenie), ani nie jestem jego „żoną”.

Ponownie dla przypomnienia:

Screenshot

„Ktoś z takim pochodzeniem nie może wejść do naszej sfery…”

„I dziękuj, że chociaż angielskiego możesz uczyć. I daj rozwód Romanowi, bo musi być z kimś uczciwym. I ta prawdziwa Małgorzata niepotrzebnie się odezwała, bo to nie o nią chodziło.”

Powyższe słowa to cytat z prawicowego polityka ojca jednej z moich koleżanek z Anglistyki, która – według jego słów – podobnie jak jej ojciec, postanowiła mnie zniszczyć, bo nie powinnam mieć dyplomu wyższej uczelni. Ale dlaczego nie mam odpowiedniego pochodzenia? Jak rozumiecie pochodzenie od Mariana i Heleny nic nie znaczyło w starciu z pomówieniami moich schizofrenicznych koleżanek i kolegi z podstawówki. Polityk ojciec mojej koleżanki ze studiów uznał, że ma prawo nazywać mnie kurwą z wielkim doświadczeniem i że nie mam prawa mieć żadnych ambicji i że można mnie traktować jak przedmiot, bo „kurwa ma znać swoje miejsce”.

Dla niego argumentem, że nadaję się tylko do sprzątania, były umyte przeze mnie okna w mieszkaniu rodziców Michała. Nie przyjął do wiadomości, że sprzątałam u siebie, bo byłam w tym czasie z Michałem. Nawet księżnej tak wolno robić. Ale później już tylko Michał sprzątał. Wbrew jego zachętom wbrew jego zachętom, nie będę u niego sprzątać, „gdy już się wyleczę”.

Roman i Anna, to nie są dzieci moich rodziców. Mój Tata, Marian Wieczorek, miał tylko dwie córki. To nie jest prawda, że ojciec Michała jako profesor psychiatra tylko mnie „leczył” i mnie nie zna. Wystawiał mi zwolnienia po atakach schizofreników z mojej podstawówki. Te ataki spowodowały urojenia Renaty, Romana i Anny. Moi rodzice i rodzice Michała znali się od bardzo dawna. Poznaliśmy się w czasie przesłuchania do roli, której nie dostałam, bo miałam za krótkie włosy.

Według słów owego polityka, jego przybrana „córka”, a moja koleżanka ze studiów, nie zrobiła kariery, bo ukradłam jej pracę zaliczeniową. Wyjaśnię – niczego nie ukradłam, tylko schizofreniczka Anna, jak większość schizofreników cierpi na taką przypadłość, że jak tylko coś zobaczy, to zaczyna bredzić, że to jej. Na tej zasadzie wszystko, co mam powinno zostać „oddane” Romanowi. Nic Annie nie ukradłam, wszystkie teksty są moje, nie jestem plagiatorką. Anna została słusznie wyrzucona ze studiów, bo przestała przychodzić na egzaminy. przypisywała sobie moje oceny. CO więcej uważała, że wystarczy, że ja zdają egzaminy i powinno się to pojawiać na jej koncie. „Przecież ty zdajesz, dlaczego ja tego nie mam?”

To jest tragedia, że ten ojciec mojej koleżanki ze studiów psychicznie poczuł się ojcem schizofreniczki Anny po wysłuchaniu jej schizofrenicznych żali. Podobnie, jak się orientuję, postąpił pan Ch. z Renatą. Wiele osób by nie straciło życia, gdyby ta dwójka, a także Barbara i Nycz nie stwierdzili, że będą robić porządek w fandomie. Renata, Anna czy Roman praktycznie nic o mnie nie wiedzą, a jeśli coś wiedzą, to zachowują dla siebie i kłamią o mnie, nie tylko opowiadająć swoje urojenia.

Ani Anna, ani Renata nie są psychologami. Nie wolno żadnemu psychoterapeucie odgrzebywać na siłę traum i wpawiać, że ktoś musi to sobie przypomnieć. Bardzo łatwo terrorem i zastraszeniem sprawić, że ktoś zacznie cierpieć na syndrom fałszywych wspomnień i zacznie oskarżać swoich najbliższych na podstawie czegoś, co w zasadzie jest indukowanym urojeniem. Pacjent musi sobie sam przypomnieć, nie ma czegoś takiego, że mówi mu się, co ma pamiętać. I nie jest tak, że wystarczą urojenia Renaty, która twierdzi, że już coś „wie”, bo to usłyszała z ust tego „pacjenta” (który, w rzeczywistości jest ofiarą Anny i Renaty). Tragedią jest, że pewna aktorka – jak usłyszałam od pana pana polityka – pod wpływem Anny zniszczyła sobie relacje z rodziną, a także karierę, bo zaczęła działać pod wpływem fałszywych wspomnień. Psychoterapia jest o wiele trudniejsza, niż ludziom się wydaje. Z tego, co wiem, wcale ofiara Anny nie czuła się dzięki temu, co robiła i sobie „przypominała” lepiej. Za takie akcje i fałszywe wspomnienia o pedofilii czy gwałtach naiwni psychiatrzy musieli płacić wielomilionowe odszkodowania.

Nie życzę sobie więcej afer i niszczenia mnie, bo wolno niby przełaszczać sobie moje konspekty i notatki, bo „kurwę wolno okradać”, bo nie może kurwa „robić kariery”. Tak samo zachowywała się Krystyna. Szczerze mówiąc, wolę już lewicowe podejście, gdzie liczy się merytoryka, a nie zabobon, szczególnie w sytuacji, gdy ktoś tak uparcie popełnia te same błędy i nie wie z kim rozmawia.

Mój Tata, postać znana w fandomie, prosił wiele osób o pomoc dla mnie i wsparcie. Przerażające jest, że większość tych osób zawarło, wbrew jego prośbom, pakt, żeby mi zaszkodzić. O dziwo oprócz tego polityka, zaszkodził mi Andrzej, bo nie reagował na moje prośby o wyjaśnienie sytuacji z tymi ludźmi. Chętnie bym się dowiedziała, co w zasadzie uważał… E-mail mi wystarczy, nie muszę konfrontować się twarzą w twarz.

Nie wiem, co ci ludzie sądzą i jak zostali zmanipulowani, ale mam to w dupie. Nikt nie powinien działać tymi metodami i nie przy tak bezczelnych odmowach weryfikacji. Prawda jest taka, że już nie przyjmę przeprosin. Odpierdolcie się ode mnie, zniszczyliście mi dzieciństwo, młodość, wiek średni, a zanosi się, że i starość.

Tata Michała nadal czeka na kontakt i weryfikację u niego, kim ja jestem, a kto jest wariatem i z jakiego powodu wystawiał mi jako psychiatra zwolnienia lekarskie. Wyczerpanie psychiczne i traumę też się leczy u psychiatry. Przeraża mie stan umysłowy prawicowej śmietanki społeczeństwa. Prymitywizm i chujoza.

Kurwy zniszczyły moje notatki i konspekty, pisząc grafomańskie teksty. Gówno mnie obchodzi, co się będzie działo z Avangardą. Nie chcę oglądać kurew, które mnie zniszczyły na Anglistyce. Za późno już, żebym przyjęła przeprosiny. Odpowiednie nagrania waszych występów w moim miejscu pracy znajdują się w posiadaniu Policji. Studenci też pomagali, nie tylko Straż Akademicka.

I dla przypomnienia (tak, „kurwa” Krystyna mogła sobie brać Romana wzdłuż i w poprzek, ja nie stałam jej na drodze, tylko jego schizofreniczne plany poślubienia najpierw mnie, a potem po odziedziczeniu mojego majątku poślubienie Krystyny):

Screenshot

A mieszkanie jest moje i nie było sans, aby ktokolwiek rozmawiał z moimi rodzicami:

Będę musiał jej wytłumaczyć, że to gangster…

Schizofreniczne urojenia Romana skutkują oskarżeniami chyba wszystkich moich mężczyzn o to, że są gangsterami lub gwałcielami (bo nie dali mu pieniędzy – jako „właściciel” uważa, że ma prawo na mnie zarabiać). Już mój pierwszy norweski narzeczony był okarżony o bycie gangsterem. Stało się to po tym, gdy Anna ujawniła się w sklepi jako schizofreniczka-kleptomanka, która próbowała ukraść jakiś przedmiot, twierdzą, że to jej i że ktoś to zabrał jej z domu. Ravn, z którym byłam, nie znał polskiego i kupił jej ten drobiazg. Od tamtej pory zaczęła mieć urojenia, że to jej facet. Gdy Roman przejął kontrolę nad moim mieszkaniem i rozpruli sejf zaczęła wykorzystywać listy Ravna do mnie, aby udowodnić, że to z nią był w związku.

Piotr, mój pierwszy narzeczony, rozpoczął serię moich narzeczonych, którzy mieli na karku obie schizofreniczki, czyli Renatą i Anną. Od tematej pory ich znajomi, dziennikarze oraz redaktorzy Wikipedii są zasypywani ich urojeniami na mój temat oraz moich byłych.

Urojenia członków tej piekielnej rodziny schizofreników doprowadziły do zabicia wielu osób. Zabity został Ravn, który jest przedstawiany jako gangster, który zginął w gangsterskich porachunkach. Ja miałam dziękować za obronę przed nim. Podobnie został potraktowany Vik, ale szczęśliwie przeżył. Zabroniłam mu cokolwiek pić w czasie konwentów. Ci schizofrenicy zabijają po podaniu środka nasennego w alkoholu.

Oprócz dwójki moich przyjaciół, zginęło także dwóch członków z mojego reytaniackiego zespołu. I tutaj mam dla Anny, która ma urojenia, że jest wokalistką, złą wiadomość. Nasz koncert w czasie konwentu był rejestrowany. Piotr załatwił nie tylko najlepsze nagrania dźwiękowe, ale też byliśmy filmowani.

Mam dosyć zaszczuwania moich przyjaciół i byłych przez ten gang schizofreników. Mam dosyć koportowania przez nich urojeń jako prawdy. Niestety jak to schizofrenicy są charyzmatyczni i bez wahania się przechwalają. Trzeba specjalisty, aby wyłapać, że robią to przesadnie, próbując przekonać świat, że ich urojenia są prawdą.

W czasie korespondencji z Policją wnioskowałam o jawność postępowania oraz jawność procesów sądowych. Jak rozumiem, powinno to zapewnić dziennikarzom możliwość weryfikowania faktów. Bardzo radzę do tego się zastosować.

Ani Ravn, ani Vik nie byli gangsterami. Nikogo nie zabili. Moje dawne niezbyt lotne koleżanki z Anglistyki powinny były już dawno temu strzelić sobie w łeb i zamknąć ryje.

Mam prawo wybierać sobie swobodnie partnera. Skandalem było to, że pod dyktando schizofreników zaszczuły mnie też koleżanki z Anglistyki. I dorobiły Vikowi wszędzie mordę gwałciciela i mordercy. Chuj wam w dupę! Jeśli jesteście tak zachwycone Romankiem, to same go sobie weźcie. Tylko nie zdziwcie się, jeśli się obudzicie się martwe. (Czasem umieranie zajmuje chwilę.)

A kurwy mają się ode mnie w końcu odpierdolić. Nie posiadam nic, co by należało do nich. I nie będę za te kurwy pisać.

Obowiązkowa ilustracja Megadeth poniżej.

Syndrom sztokholmski

W roku 1974 dziedziczka fortuny Hearstów panna Patricia Hearst została porwana ze swojego mieszkania. Jej porywacze byli ewidentnymi schizofrenikami, którzy zaczęli zaczęli torturować ją psychicznie i fizycznie, aby zmusić do przyznania, że jest osobą z ich urojeń. Kim byli, jest oczywiste dla psychologa klinicznego i chociaż wszędzie przedstawia się porywaczy Hearst jako grupę terrorystów, to wolę w nich widzieć gang schizofreników, napadający na banki i inne instytucje. Wielu z nich nie zostało ukaranych.

W latach studenckich czytałam biografię Patricii Hearst. Jes to przerażająca lektura, której wolę nie powtarzać. Pełno w niej opisów, oprócz sielskiego życia, jakie wiodła jako dziecko, terroru, gwałtów oraz zakrzykiwania po porwaniu przez schizofreników. Patricia walczyła o życie w siedzibie terrorystów. W końcu jej mózg się poddał i rozpoczął się proces uczenia jej roli, która zdaniem schizofreników pozwalała jej egzystować w rzeczywstości wprost z ich urojeń.

Według urojeń szefa tego gangu miała być jego laską, Tanyą. Patricia została zmuszona do wpółżycia i mówienia tego, co herszt chciał. Wśród różnych żądań było, aby potępiła swojego ojca publicznie. Trudno nie zauważyć analogii do tego, co mnie spotyka. Wprawdzie nie zostałam ostanio porwana, ale w miejscu pracy też można zostać tak sterroryzowanym, że wystąpi syndrom sztokholmski i ofiara terroru i tortur zacznie współdzielić urojenia porywaczy i prześladowców, jeśli mają do niej łatwy dostęp.

Trochę inaczej niż psychiatrzy tłumaczę powstanie syndromu sztokholmskiego. W moim rozumieniu wywołuje ten syndrom stres związany z terrorem i zagrożeniem. Ofiary są tak zakrzykiwane, że tracą pamięć. Potem są uczone, co mają mówić, aby zadowolić prześladowców. O tym między innymi była moja praca magisterska z psychologii. Użyłam w niej wielu pozycji z publikacji amerykańskich.

Inny przykład tym razem fikcyjny syndromu sztokholmskiego można znaleźć w filmie „Bugonia„. To re-make południowokoreańskiego filmu, którego główna postać to mężczyzna. Kilka innych szczegółów też zmieniono.

Eksperyment więzienny

Bardzo znany psycholog społeczny przeprowadził w roku 1971 głośny Stanfordzki eksperyment więzienny. Eksperyment symulował warunki więzienne i badał zachowanie ludzi w takim środowisku. Studenci, biorący udział w tym eksperymencie, dostali rolę albo więźniów, albo strażników. Bardzo szybko strażnicy zaczęli popełniać akty okrucieństwa wobec więźniów. Za głeboko weszli w rolę. To co się działo w czasie eksperymentu było tak przerażające, że badacze nie chcą go powtarzać. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Wydział Psychologii UW nigdy nie przeprowadził powtórki tego eksperymentu. Studenci tylko są o nim uczeni.

Pewnego rodzaju powtówkę tego eksperymentu zaserwowali mi politycy oraz ludzie przekonani przez Romana, że jestem ubezwłasnowolniona i że można ze mną robić wszystko. Roman i jego siostry rozdzielili role – mnie przypadła rola więźnia, a wiele osób dostało rolę strażników, którzy na mnie donosili „właścicielowi” i „dyscyplinowali”. Byłam nie tylko bita, ale opluwana, szarpana za włosy i przeklinana. Odbywało się to w czasie konwentów, ale także u mnie w pracy.

Moi strażnicy – wśród nich były też osoby zdrowe psychicznie – przekonywały innych, że należy mnie „leczyć” terrorem i że mam żadnych praw. W tym miałam nie mieć żadnych praw człowieka.

Są osoby, które w eksperymencie więziennym, odmówiły torturowania więźniów. W moim przypadku przeraża mnie skala zmowy przeciwko mnie, osoby, która nigdy nie była ubezwłasnowolniona.

Jeśli chodzi o mnie to Avangarda wybrała. Tak samo wybrały moje niektóre koleżanki z różnych środowisk, z którymi nie chcę się kontaktować. Tak samo wybrał Andrzej. To że znalazł się na czarnej liście, osób które nie mogą mnie odwiedzać, bo o to poprosiłam, a Straż Akademicka współpracuje z Policją, nie jest przypadkiem. Kilka innych osób też nie znalazło się na niej przypadkowo.

Bardzo proszę, nawet nie próbujcie się ze mną kontaktować.

Romeo and Juliette Revisited

Pokłóciłam się z Nyczem kiedyś nie tylko o Vika, ale przy okazji też o sztukę Szekspira. Nie należy się ze mną kłócić o sztuki Szekspira, bo byłam na Anglistyce na seminarium z Renesansu. To nieprawda, że specjalizowałam się z metodyki. Psychologia nauczania to jeden z przedmiotów z Psychologii. W domu mam indeks z Anglistyki, więc nie dam sobie wmówić urojeń wariatów na tem temat.

Zarzuciłam Nyczowi, że jak każdy ksiądz zawsze niszczy zakochanych. Nie pamiętam dokładnie czy przeczytałam to w podręczniku psychoterapeuty czy też profilera, ale schemat postępowania księży, którzy wpadną na trop namiętnie zakochanych, ma nazwę „Romeo i Julia”. Nycz upierał się, że ksiądz ze sztuki „pomaga” zakochanym. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Ksiądz podaje Julii truciznę, która wywołuje podobny śmierci stan, który trwa dwadzieścia cztery godziny. Poddajmy ten początek już analizie. Dla lekarza coś, co wywołuje śpiączkę jest trucizną, tak niebezpieczną, że rzeczywiście może skończyć się to śmiercią. Ofiara takiej trucizny nie musi się obudzić. Poza tym, po cholerę księdzu takie środki? Czyżby w ten sposób unieszkodliwiał wrogów Kościoła na czas potrzebny, aby przeprowadzić jakąś operację? I w jaki sposób stan bliski śmierci miałby zagwarantować zakochanym szczęśliwy koniec? Prędzej zostaliby pochowani, bo w tamtych czasach pogrzeb miał miejsce od 24 do 48 godzin po śmierci. Przypominam, że księdzu nie udało się księdzu przesłać informacji o tych planach Romeo, bo przeszkodziła mu zaraza. Zostawmy na boku kwestię, czy rzeczywiście nie wiedział o zarazie wcześniej, księża z oczywistych powodów dowiadują się o śmierci raczej szybciej niż przeciętni ludzie. A w przypadku zarazy pochówek był dokonywany do 24 godzin. Są duże szanse, że Romeo i Julia zostaliby pochowani żywcem. Trudno, aby ksiądz nie zdawał sobie z tego sprawy.

Psycholodzy są bardzo cięci na Kościół. Wiedzą, że wiele osób z Kościoła to geje i lesbijki, którzy odczuwają obrzydzenie na myśl o namiętnym heteroseksualnym seksie. Stąd ich podobne akcje oraz decyzje i dogmaty, które wynikają z takich urazów psychicznych. Jest standardem, że taki seks jest dla nich „grzechem”. Dla psychologa to dobro, które spaja związek. Z reguły Kościół chętnie wiąże pary, które się nie kochają, a dla których seks to obowiązek. Partner, który budzi awersję seksualną jest narzucany wbrew jej woli partnerce. Rozumiem, że dla księży gejów inny gej jest ideałem mężczyzny, ale nie dla mnie.

Bardzo mi się nie podoba, że pewien ksiądz postanowił mnie „rozwieść” z moim narzeczonym przemocą na tylko na podstawie urojeń swoich faworytów-schizofreników oraz sfałszowanego przez nich dokumentu. Nie miał prawa w moje życie prywatne ingerować.

Przypominam, że sztuka kończy się śmiercią kochanków, ale wbrew intencjom różnych ludzi zamierzam przeżyć. Vik też przeżył.

Kościół łapy precz ode mnie i od mojego życia! Nie dam sobie narzucić Romana jako męża. Nie mam też dzieci, dzięki pewnemu księdzu, który pchał łapy, gdzie nie powinien. Dla przypomnienia zaświadczenie o stanie cywilnym i proszę zwrócić uwagę, z którego jest roku. I odpierdolić się ode mnie. Mam nadzieję, że Roman straci dostęp do mojego konta na cito.

Screenshot

Zdjęcia

Wśród fałszywych dowodów na prawdziwość urojeń osób z mojej podstawówki znajdują się różne zdjęcia. Wytłumaczę, skąd mogły się wziąć.

Są wśród nich zdjęcia z miejsc publicznych, gdy stałam z wykręconą ręką w publicznym miejscu w czasie konwentu. Czasem miałam przyłożony do boku nóż. Tak się składa, że Anna wielokrotnie atakowała mnie nożem oprócz tego i cięła na mnie ubrania. Jestem przez ten gang schizofreników zastraszana od dziecka.

Robiono mi też zdjęcia podczas porwania, gdy mnie zawleczono do obcego mieszkania i zaczęto mnie przekonywać, że zawsze tam mieszkałam i mam się z tym pogodzić. I że oni wiedzą lepiej. Nie jestem córką ojca Romana, ani żoną jego syna, Romana, nigdy tam nie mieszkałam.

Nagie zdjęcia zrobiono mi też w szatni fitness klubu. Byłam pod prysznicem, gdy cały gang schizofrneików, także mężczyźni wlazł do damskiej szatni. Otworzono drzwi od łaźni. Prysznice były wtedy zorganizowane jako otwarta przestrzeń i zaczęto robić mi zdjęcia. Wkurwiłam się i naga ruszyłam zamknąć te drzwi. Te zdjęcia nie są dowodem na cokolwiek.

Schizofrenicy próbują zawsze z całych sił uzgodnić świat prawdziwy z ich urojonymi przekonaniami i „wspomnieniami”. Są chorzy, więc nie daje się ich przekonać, żeby sobie dali siana. Kierują się obsesją przez całe życie. Ich ofiary albo się zabijają po zaszczuciu, albo są zabijane, bo paranoicy bronią się przed odsłonięciem faktu, że są chorzy psychicznie.

W ramach przekonywania ludzi, że ich urojenia są prawdziwe, schizofrenicy fabrykują sobie „dowody” i kradną rzeczy należące do ofiar. Współczesnie serwisy AI oferują takie możliwości, że nie zdziwiłabym się, gdyby prześladujący mnie schizofrenicy stworzyli sobie całe filmiki lub zdjęcia przedstawiające sceny z ich urojeń. Trzeba być bardzo ostrożnym wobec wszelkich takich stwierdzeń lub „dowodów”. Wysłuchujcie ofiar i im pomagajcie.

Tacy schizofrenicy jak ci z mojej podstawówki są także bezwględnymi mordercami. Bardzo często mordują, żeby odziedziczyć. Roman bardzo się dziwił, że jeszcze żyję, bo bardzo chętnie odziedziczyłby po mnie wszystko. Dopiero po mojej śmierci związałby się z kimś innym, kto też po jakimś czasie zszedłby z tego świata. Schizofrenicy potrafią kilka razy zawierać związki małżeńskie, aby dziedziczyć po ofiarach, które udało im się poślubić. To nieprawda, że to ja mam coś wspólnego ze śmiercią wielu mężów Renaty (jak usłyszałam od Romana, zmuszała się do seksu z facetami, chociaż jest lesbijką) czy Anny, jak usłyszałam od – myślę, że to on – Nycza. Niech ten skurwysyn się ode mnie odpierdoli.

Nie wyjdę za Romana i nie podpiszę mu żadnego testamentu. Nie dam mu okazji do zabicia mnie i nie urzeczywistnię jego urojeń na mój temat. Nie chcę, aby po mnie dziedziczył.

Nie fałszuję dokumentów, ani zdjęć. Jeśli istnieją jakieś zdjęcia, które mnie podobno obciążają, to proszę je przekazać Policji do weryfikacji (zgłaszałam zdjecia, które robiono wbrew mojej woli) lub analizy (podejrzewam, że laboratorium Policji da radę określić, czy coś zostało stworzone z pomocą AI).

Poniżej ponownie zdjęcie wszystkich moich krewnych oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Ja nie fałszuję dokumentów.

Screenshot

150

150m2 to rozmiar mieszkania Breta w Warszawie. Tam mieszkałam, gdy już schizofrenik Roman sfałszował orzeczenie Sądu Opiekuńczego. Tam też jest wiele moich rzeczy i dokumentów. Byłam tam bardzo szczęśliwa i tam również moja kotka, Melissa czuła się świetnie. Miała już wtedy elektryczną kuwetę oraz automatyczne zabawki. Bret ją straszliwie rozpieszczał. Z dużą satysfakcją obserwowała, jak konserwował kuwetę i ją dodatkowo czyścił. Nauczyła się też doceniać klimatyzację. Kristian również chętnie czyścił kuwetkę kotki, gdy wpadał do mnie. Była rozpieszczana przez wszystkich moich facetów. Oczywiście nie przez schizofrenika Romana, który nigdy nie był ze mną i nienawidzi każdego kota. Maskuje się ze swoją nienawiścią i po cichu zwierzęta zadręcza, a gdy brakuje mu czasu, łamie na szybko karki.

Wcześniej przeprowadziłam się z moją kotką do rodziców Michała i jeździłam z nią na ich działkę. Chodziła tam na smyczce i wyławiała myszki z ogrodu. Była bardzo szczęśliwym kotem, tak samo jak moje wszystkie koty i pies.

Melissa umarła na raka już w obecnym stuleciu. Miała 16 lat.

Mieszkanie, jakie kupiłam za pieniądze zarobione w Oslo, jest o wiele mniejsze. Ma około 80 metrów kwadratowych. Jest utrzymywana z mojego konta, gdzie wpływają ograniczone przelewy od rodziców mojego zamordowanego narzeczonego. To tam mieszkałam z prawdziwym Ravnem i też byłam szczęśliwa. To że nie przebywałam w mieszkaniu mamy, nie oznacza, że nie miała ze mną kontaktu i że znikałam gdzieś w świecie przestępczym, jak twierdzili schizofrenicy, wkurwieni, że nie mogą mnie kontrolować.

Ravn został zabity dwa tygodnie przed ślubem. Została sukienka u rodziców Ravna w rozmiarze 44. Mój kolejny związek też się skończył tragicznie, poronieniem wywołanym przez bicie i kopanie, oraz zaszczuciem mnie aż do utraty pamięci. Bret też został tak samo potraktowany. Okłamany, a ja zaszczuta, w momencie gdy już planowaliśmy ślub i dzieci. W czasie studiów trzy razy miałam już wyjść za mąż i moje zaświadczenie o stanie cywilnym nie kłamało – byłam i jestem panną. Szlochy Romana, że jest mężem chorej psychicznie żony, możecie sobie wsadzić w dupę. Miałam jeszcze raz wyjść za mąż, ale mi to kurwy uniemożliwiły. Z dużą radością doprowadziły do tego, że zostałam tak zaniedbana ginekologicznie, że usunięto mi macicę i już bez względu na wysiłki współczesnej medycyny nie urodzę dziecka.

Takie są zwykle losy osób, które są prześladowane przez schizofreników, którzy kierują się urojeniem, że są mężem lub żoną ofiar swoich urojeń. Osoby zdrowe psychicznie, gdy im się zaprzecza, zaczynają się wahać. Dlatego też zdrową osobę można zaszczuć tak, że zacznie mieć fałszywe wspomnienia. Schizofrenik się nie waha. Zaprzeczanie mu powoduje wybuch psychozy i takie działania, że daje radę dotrzeć na przykład nawet do prezydenta i go tak zmanipulować, że ten zacznie wydawać – delikatnie mówiąc – nieprzemyślane decyzje i zacznie nielegalnie zastraszać.

Nie dziękuję kurwom z fandomu, że mnie śledziły i kontrolowały na prośbę schizofreników. Nic wam nie zawdzięczam i nie jest prawdą, że mi wszystko umiera, bo zabiłam dziecko. Pierdolnijcie się w łeb, razem z tymi zarzutami możecie iść do w pierdu.

Chuje-schizofrenicy z mojej podstawówki nie muszą wiedzieć o mnie wszystkiego. Im mniej o mniej wiedzą, tym lepiej.

I dla przypomnienia (zwracam uwagę na datę wystawienia):

Screenshot

Bo ja wiem, co tam powinno być…

Schizofrenik mówi prawdę wyłącznie w czasie konfrontacji ze swoją ofiarą, dlatego wbrew chęciom musiałam rozmawiać z Romanem. Omówilismy między innymi sprawę jego fałszerstwa decyzji Sądu Opiekuńczego. Dzięki temu powstały dodatkowe materiały dla Policji i został świetnie zdiagnozowany.

Jak się składa, że ja i moja mama wygrałyśmy w cuglach, bo ani Roman nie jest moim mężem, ani jego krewni nie są moimi krewnymi. Oczywiste, że jego żądania zostały odrzucone. Nawet moja mama nie została moją opiekunką prawną, bo amnezja nie jest wystarczającym powodem do ubezwłasnowolnienia. Tak się składa, że Sądy Opiekuńcze są zasypywane sprawami wniesionymi przez schizofreników, którzy chcą kontrolować ofiary swoich urojeń, oskarżane o schizofrenię, bo taki dureń nie potrafi przyznać, że jego „wspomnienia” to urojenia i nęka swoją ofiarę dalej.

Roman dostał swój egzemplarz decyzji Sądu. Jak mi powiedział, kierował się tym, że „on wie, co tam powinno być” i po prostu dopisał kilka zdań. Gratuluję durniom tępoty, jeśli nie zorientowali, że Roman pokazuje sfałszowany dokument. Są dwa elementy, które świadczą o fałszertwie. Pierwsza część decyzji stoi w sprzeczności z tym, co Roman sobie dopisał. Czyta się zawsze cały dokument i uważa na to, czy ktoś manipuluje, zasłaniając jego część. Wbrew temu, co sobie dopisał, nie jestem jego żoną, Sąd Opiekuńczy tego nie „stwierdził”. Do tego takie dokumenty są zabezpieczane przed fałszerstwem w taki sposób, że długopisem przekreśla się puste miejsce na kartce. Roman wkręcił swój egzeplarz do maszyny do pisania i napisał sobie, co chciał na zakreślonym długopisem miejscu. To nie jest prawda, że jest to nieważne „przypadkowe” maźnięcie długopisem.

Nie chce mi wierzyć, że zaplatani w sprawę politycy oraz prawnicy nie zorientowali się w jawnym fałszerstwie. Chcę, aby wobec nich wyciagnięto wszelkie konsekwencje prawne. Chcę także, aby wszyscy enablerzy, którzy pomagali temu gangowi gangowi schizofreników mnie kontrolować, ponieśli karę. Wszystkie osoby, które na mnie napadały, bo inspirowały je urojenia schizofreników z mojej podstawowki, także powinny pójść do więzienia. Nie wyobrażam sobie innego końca tej sprawy. Poprosiłam już Prokuraturę o pełną jawność procesów oraz swobodny dostęp prasy. Nie życzę sobie przekłamanych doniesień jakiś okłamywanych przez schizofreników dziennikarskich miernot, które nawet nie zajrzą do akt. Poza tym muszę chronić swojego honoru, a także honoru swoich bliskich.

Skandalem jest całe moje zniszczone i nieszczęśliwe życie. Roman nie jest moim mężem, ani nie jest właścicielem mnie jako niewolnicy. Dostał całkowicie nielegalnie na podstawie sfałszowanego dokumentu kontrolę na moim kontem i ukradł mi takie sumy pieniędzy, podczas gdy ja i moja mama ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, że brak mi słów.

Nigdy nie dostałam od niego ani grosza. Nie po to zawodowy oszust schizofrenik kradnie, aby dzielić się ze swoją ofiarą. Raczej napawa się swoim zwycięstwem i tym, że sprowadził swoją ofiarę do roli popychadła, z którego się wszyscy wyśmiewają. Nie potwierdzę ani słowa z jego urojeń. I tak dostatecznie się cieszył z tego, że dzięki nielegalnym decyzjom udało mu się odgrywać kogoś wprost z jego urojeń. Nie jest norweskim milionerem, nie jest moim mężem.

Jestem panną i chuj wam w dupę, prześladowcy.

Screenshot