Wiem, że po fandomie krąży zupełnie inna wersja rozstania z Michałem, więc muszę przedstawić swoją. Zresztą Michał poprosił mnie o to, bo to nie on mnie rzucił, tylko ja byłam tą osobą, która stwierdziła, że nie może z nim już być.
Nasz związek stał się ofiarą schizofrenicznych intryg Barbary i Michała. Za moimi plecami dotarli do rodziców Michała i przekonali ich, że są moimi adopcyjnymi rodzicami, czyli sprzedali kłamstwa, które kolportują wśród wielu osób. Cały czas nie mogłam się dogadać z rodziną Michała i wybić im z głowy przekonanie, że są to moi rodzice. Ze swojej strony ja nadal czekałam na rodzinną imprezę, oni byli przekonani, że wszystkich z mojej rodziny już poznali. Ja zaś Barbarę, Renatę oraz Ryszarda brałam za jakiś dziwacznych znajomych rodziców Michała, z którymi nie chciałam rozmawiać.
Oczywiście za to, że są moimi rodzicami i że należy im wierzyć, ręczył skurwysyn Nycz, jak usłyszałam, który prześladuje mnie od dzieciństwa i jest ostatnią osobą, którą należy o mnie pytać. Ma najniższą wiarygodność w fandomie, jeśli o mnie chodzi.
Schizofrenicy, którzy udawali moich „rodziców” zaczęli mnie reprezentować i mówić rodzicom Michała, jakie są „moje” pragnienia. Z powodu swoich różnych psychotycznych jazd uważają, że studia są tylko dla katolików. Albo najlepiej nikt nie powinien studiować, ani okazywać ambicje. Dlatego ja miałam bardzo szybko pobrać się z Michałem i zacząć rodzić dzieci, co miało niby być moim marzeniem. Michał miał zabrać do roboty, oczywiście miał rzucić medycynę.
Także wszystkie morderstwa schizofrenika Ryszarda są motywowane fanatyzmem religijnym, kieruje się tym nie tylko przy wpierdalaniu się ludziom w życiorysy. Uważa (podejrzewam, że Nycz też), że ateistki to kurwy i powinny się tym zajęciem zajmować. Nie mówiąc o przedstawicielkach niższych raz. Więc mam bardzo złe wiadomości dla Nycza – nie będzie mnie miał w łóżku, bo nie jestem schizofreniczką, którą bez leków da się skurwić.
Zostałam przez to towarzystwo tak obrażona i pomówiona, że mogę bez ogródek walić, co myślę o nich obu. Byłam o to też poproszona wprost. I nadal odczuwam skutki i efekty wprowadzenia w syndromu sztokholmski. Nie mam wyboru, muszę pisać prawdę, jak to ode mnie zażądano. A prawda jest zupełnie inna od urojeń Barbary.
Gdyby tylko skończyło się na moich fałszywie przekazywanych „marzeniach” o wczesnym macierzyństwie, to jeszcze nie byłoby tak dużego problemu, bo to nasza dwójka o tym decydowała. I Michał mnie posłuchał w tej kwestii. Więc mnie nie zapłodnił bez mojej zgody.
Niestety Michał zaczął być terroryzowany i instruowany, co ma robić, przez „przyszłych teściów”. Barbara jako kobieta (ten kobieton nie zasługuje na to określenie) zaręczyła, że bardzo ostry seks sprawia, że kobieta nigdy nie odejdzie i że Michał ma robić to z całej siły, bez względu na to, co ja mówię.
Skończyło się to tak, że moja ginekolog chciała go wsadzić do więzienia za gwałt. Ja go zaczęłam bronić, ale zniszczyło się między nami tak, że stwierdziłam, że mogę go co najwyżej traktować jak głupiego brata, a nie faceta, z którym chcę spędzić życie. Tak więc po dyskusji z moją kotką (która przestała lubić Michała i dawała temu wyraz, sikając na niego w nocy, bo lepiej od niego orientowała się, co się stało) wróciłyśmy obie do mojej prawdziwej mamy i do mieszkania, które do chwili obecnej legalnie zajmuję, bo je odziedziczyłam.
Rodzice Michała i on nadal wierzyli w urojenia Barbary i Ryszarda i traktowali ich, jak moich adopcyjnych rodziców, więc do reszty mnie z nimi zniszczyli. Także na uczelni.
A kolejne bardzo ważne dla mnie związki zniszczyła mi schizofreniczka Anna. Ludzie, którzy jej bronią, są skazani na moją pogardę i nie mają prawa nazywać się moimi przyjaciółmi. Muszą zdać sobie sprawę, że tylko jej zaszkodzili, a nie pomogli. Ten wariatce pomoże tylko grzeczne branie leków. Nigdy nie powinna była z nich rezygnować.
