Tak się składa, że nie zobaczycie mnie na Bazyliszku, chociaż pewnie schizofrenicy rozpuszczają już plotki, że się pojawię. Wyjaśnię zatem, dlaczego już zawsze będę omijać konwenty Avangardy.
Po pierwsze absolutnie nie zamierzam przepraszać schizofreniczki Renaty. Jest to tępa idiotka, która swoimi urojeniami oraz kłamstwami zniszczyła mi życie. Niszczy też pamięć o moim tacie oraz mamie. Nie zamierzam narażać się na to, że ktoś zacznie mnie „oświecać”, że moja mama była prostytutką, a tata kogoś zgwałcił. Zaprzeczam tym dwóm pomówieniom. Moja matka była aniołem, a mój tata nigdy nie był przeze mnie oskarżany o pedofilię. Za to dzieci pedofili i moich gwałcicieli doskonale się czują na warszawskich konwentach.
Mój tata nie zgwałcił schizofreniczki Renaty, był wtedy w Londynie, więc nie może tej tępej kurwy „obrażać” moja prelekcja o Lolicie. Tak się składa, że ta powieść przestawia psychikę pedofila i dlatego jest dla mnie ważna. Moi gwałciciele i prześladowcy nazywali mnie „Lolitą” i oskarżali o prostytucję. Wszelkie te oskarżenia pochodzą z urojeń schizofreników. Bardzo zawsze mi zależało na tym, aby powiedzieć o czym naprawdę jest „Lolita”. Bo ta powieść przedstawia niewinną ofiarę groźnego pedofila, a nie prostytutkę, jak myślą moi prześladowcy. Niestety kobiety, które prześladują schizofrenicy bardzo często są w ten sposób pomawiane, bo są są typowe urojenia w schizofrenii. Tak więc nie zamierzam Renaty przepraszać. Krystyny też nie mam zamiaru przepraszać.
W życiu już nie zgłoszę Avangardzie żadnej prelekcji, tak więc podobnie jak w roku 1990 napiszę, że w Warszawie nie ma żadnego klubu fantastyki. Wyrosłam z konwertowania, a prawdziwych biznesów nie robi się w czasie konwentów. Moja siatka społecznościowa jest i tak już dostatecznie duża. Nie potrzebuję wątpliwego networkingu Avangardy, który kontaktuje mnie tylko z PiSem oraz Opus Dei. Jestem lewaczką i ateistką, jak mój tata. To są moi osobiści wrogowie oraz imbecyle. Bezprawnie podawali się za „przyjaciół”.
Od dzieciństwa mam problemy ze schizofrenikiem, który najpierw twierdził, że jest moim chłopakiem, a potem mężem. Jego gang pomagierów zniszczył mi życie. Na nic się nie zdało, że wyciągnęłam w roku 1990 zaświadczenie o stanie cywilnym, żeby udowodnić, że nie jest moim mężem. Jego zwolennicy od razy rozpoczęli kampanię oszczerstw, jakobym nie była córką Mariana, a to zaświadczenie należało do tej „prawdziwej” Yennefer. Bo jak rozumiecie jest jakaś bardziej prawdziwa Małgorzata W. ode mnie. Coś takiego jest tylko możliwe w urojeniach schizofreników.
Roman bardzo brutalnie zaatakował mnie w czasie studiów, o mało nie straciłam wtedy życia, na całe szczęście odrobinę za krótko mnie dusił. Od tamtego momentu unikam tego psychola i zawsze zaprzeczam jego urojeniom, jakobyśmy byli ze sobą związani.
Tak się składa, że byłam przez niego wiele razy bita w czasie konwentów za „nieposłuszeństwo”. Piotr zaczął finansować Bazyliszka, aby stworzyć konwent dla mnie, gdzie mogłabym się czuć bezpiecznie i gdzie ja bym mogła wyrzucić z konwentu każdą osobę, która mi się nie spodoba. Zamiast tego byłam przez gang Romana zaszczuwana i musiałam uciekać z konwentu. Byłam też wyganiana, bo podobno mam być powodem, dlaczego ta „prawdziwa” Gosia się na pojawia na „swoim” konwencie.
W czasie poprzedniego Polconu na oczach znajomych uciekłam Romanowi, który chciał mnie bić za zaprzeczanie, że jestem jego żoną. Był to powód, dlaczego Piotr się się wkurwił i cofnął dotację dla klubu.
Klub mi już kiedyś, około roku 2000, nie przyjął prelekcji. Uratowali wtedy dofinansowanie Piotra udając, że mnie przepraszając i łasząc się do mnie, ale tylko na pokaz. Wystarczyło, że sponsorzy się odwrócili, byłam znowu atakowana.
Tym razem oczekuję publicznych przeprosin, bo to ja jestem obrażona i nikt nic nie zrobił, aby naprawić sytuację. Schizofrenicy nadal są chronieni przez klub, który nawet nie wie, jak wygląda Yennefer, chociaż Avangarda miała podobno być „jej klubem” i temu klubowi Yennefer przynosi chwałę. Tak się składa, że w czasie niesłynnego „Kolejkonu”, gdy znudziło mi się stanie w kolejce do akredytacji, zadzwoniłam do znajomego pisarza, który poprosił klub, aby mnie wprowadzili. Z pewnym zażenowaniem ja i moi znajomi obserwowaliśmy, jak schizofreniczka Renata, omijając mnie wzrokiem, szuka tej „prawdziwej” Yennefer, której jest „jedyną i najprawdziwszą przyjaciółką” w Warszawie. Nawet, gdy powiedziałam, że to ja zadzwoniłam do pisarza, usłyszałam „Nie, nie ty”. No cóż, prawdziwszej Yennefer Renata nie znalazła w kolejce, bo pochodzi z urojeń tej wariatki, która cały czas twierdzi, że jestem kimś innym, niż rzeczywiście jestem. (A ja stałam dalej.) Był to bardzo nieudany konwent, to nie są ludzie, którzy potrafią cokolwiek zorganizować, a z wariatami też większość osób też nie chce współpracować. Krystyna też mi odmawiała prawa do bycia sobą i pomawiała o chorobę psychiczną.
Oczekuję publicznych przeprosin, także w telewizji. Wiem, że Aga również potrzebuje przeprosin od klubu, bo również została zaatakowana. Podobnie jak ja w roku 1990 też została zaproszona na „spotkanie klubu”, w czasie którego została poddana terrorowi. O mało nie popełniła samobójstwa po takim potraktowaniu. Mam dosyć ratowania i konsultowania ludzi zniszczonych przez wariatów z klubu. To nie są „psychoterapeuci” chociaż rzeczywiście ukradli mi rękopis pracy magisterskiej oraz notatki z psychologii. Niestety dotyczyły syndromu sztokholmskiego i od tamtego momentu wariaci z dużą radością włączyli wiedzę z notatek do swoich technik terroru. Wcześniej nie byli aż tak groźni. Trzeba temu w końcu położyć kres. Schizofrenicy oraz Opus Dei nie powinni nigdy rządzić Warszawą i mieć takiej swobody.
Ani mój tata nikogo nie skrzywdził, ani ja czy moja mama nie byłyśmy prostytutkami. Mam dosyć tych pomówień i tego, że psychicznie chora jest chroniona przez klub i może sobie zaszczuwać, kogo tylko sobie zamarzy i nikt nie kontruje jej urojeń. Ostrzegam przed bywaniem na warszawskich konwentach. Można stracić życie, zostać pobitym, lub zaszczutym przez wariatów, a nikt z klubu nie zamierza nawet na to reagować.
To ja zostałam obrażona tak, że to mnie powinno się przepraszać. Innych sponsorów poza nieżyjącym już Piotrem czy Agnieszką bardzo proszę o przemyślenie celowości dotacji dla klubu renegatów, którzy od dekad zajmują się niszczeniem fantastyki, zamiast jej promowaniem. Nikt z tych ludzi nie jest ani moim przyjacielem, ani krewnym i nie powinni się na to nigdy powoływać.
