Śmierć

Muszę opisać z jakiego powodu schizofrenicy z mojej podstawówki postanowili zabić Ravna. Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, gdy byłam dzieckiem, spotkałam młodocianą ofiarę Kościoła, która była zmuszana do zostania zakonnicą wbrew swojej woli, bo jakaś schizofreniczka tego zarządała i obrzuciła ją pomówieniami, klasycznymi dla schizofrenii zresztą. Mój tata miał już wcześniej dużą nieprzyjemność spotkać się ze schizofrenikami, więc już wtedy wyjaśnił mi wszystko na temat tej choroby.

Byłam tym tak oburzona, że gdy zostałam zaproszona do telewizji jako mała sportsmenka, wykorzystałam tę okazję, aby napiętnować postępowanie Kościoła Rzymsko-Katolickiego w przypadku tej dziewczynki. To, co opowiedziałam, wzbudziło oczywiście zainteresowanie schizofreników z mojej podstawówki oraz okolic. Ci maniacy religijni obrali sobie w związku z tym także mnie za swój cel i zaczęli mnie, jak mówią, obserwować. Oczywiście ruszyła im cała lawina urojeń na mój temat.

Dziewczynkę ze wsi udało się uratować. Gdy tylko skończyła osiemnaście lat, zwiała do pracy u rodziców Piotra. Wiem, że uważa, że znalazła się w tak dobrym miejscu, że lepiej trafić nie mogła. Pokojówki, nazywane popularnie mejdami, po prostu cały dzień harują i sprzątają, a w chwilach wolnych siedzą w służbówce, czekając, aż będą potrzebne i wezwane. Dla osoby wykształconej takie zajęcie byłoby piekłem, ale dla mojej znajomej pokojówki to, co robi, jest rajem, bo edukację skończyła na podstawówce i była tak źle traktowana od dzieciństwa, że normalne warunki pracy u zdrowych psychicznie ludzi na najniższej krajowej z wizją emerytury, są dla niej spełnieniem wszelkich marzeń. Bo wcześniej poszła „na służbę” u tamtej wariatki, która oskarżyła ją o prostytucję. jeszcze gdy jej ofiara była małym dzieckiem i aż do chwili ucieczki z klasztoru dziewczyna była cały czas poddawana torturom, głodzona i pracowała ponad siły. Cud, że przeżyła. Moje znajome schizofreniczki marzą o takim samym losie także dla mnie i slinią się na myśl, że mogłyby mnie torturować i zmusić do „służby” u siebie. To naprawdę nie są moje „najlepsze przyjaciółki z podstawówki”, jak lubią o sobie mówić.

Moim znajomym schizofrenikom skleiłam się z tą pokojówką rodziców Piotra. Kobieta jako małe dziecko była oskarżana przez jakąś wariatkę ze wsi, że jest prostytutką. Oczywiście, że to było bezpodstawne oskarżenie, ale w Kościele się ze schizofrenikiem nie wygra, bo mit o Abrahamie i Izaaku jest odczytywany jako kategoryczny nakaz posłuszeństwa wobec każdego wariata, który twierdzi, że słyszy głos Boga, który mu objawia sekrety, albo że usłyszał spowiedź swojej bezpodstawnie oskarżanej ofiary.

Ani ta pokojówka, ani ja nie byłyśmy nigdy prostytutkami. Przy czym ja nie uciekłam z żadnego klasztoru i nie powinnam do niego wracać. Nie jestem też chora psychicznie. Nie miałam też zamiaru obrazić żadnej zakonnicy, po prostu wkurzyłam się jej interpretacją mitu o Abrahamie i Izaaku, więc wyszłam z katechezy, bo nie chciałam i nie chcę być posłuszna żadnym schizofrenikom, bo to, kurwa, nie są ludzie, którzy zasługują, aby ich nazywać „świętymi” i wypełniać ich wolę.

Moi znajomi schizofrenicy uważają, że jestem kimś ze wsi i że uciekłam z klasztoru. Niestety dla nich urodziłam się w Warszawie i nie mam w swoim życiu jakiegokolwiek etapu, kiedy bym zniknęła z życia w Polsce. Prawda jest taka, że Kościół nie powinien schizofreników głaskać po główkach i nazywać „świętymi”. Ci maniacy religijny, bo przy okazji są też maniakami religijnymi, postanowili mnie pilnować i nie dopuścić do tego, aby jakikolwiek mężczyzna „slugawił” kobietę „poślubioną Bogowi”. No cóż, mają tego pecha, że nie jestem dziewicą i nigdy nie byłam w klasztorze, nawet jako turystka. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że jestem od dziecka antyklerykałem. I mam w dupie, że Ryszard „obiecał mnie Bogu”, bo złożył podobno taką przysięgę, że pójdę do klasztoru. A chuja tam pójdę!

Ravn zginął, bo się ze mną związał i schizofrenik postanowił go zabić za seks z „siostrą zakonną”. Według tego, co mi wariat powiedział, dopadł go w takiej sytuacji, że mógł patrzeć z satysfakcją, jak Ravna ogarnia przerażenie, bo zorientował się, że są to jego ostatnie chwile życia.

Oczywiście jest to tylko jedna z wersji, jakie usłyszałam od tego schizofrenika. Według innej zabił Ravna, bo sam schizofrenik chce się ze mną ożenić, aby móc po mnie odziedziczyć mieszkanie, a także inne dobra, o których kilka osób zaczęło plotkować, nie wiedząc, że o pewnych sprawach i przypisywanych mi spadkach, lepiej zachowywać milczenie. „Low profile” to dobra rzecz. Piszę to wszystko tylko dlatego, że studiując, łapałam wszystkie możliwe kursy na całym Uniwersytecie, które miały mi pomóc w walce z tymi wariatami. Zrobiłam też kurs Komunikacji Społecznej, więc jako swój własny specjalista PR udzieliłam sobie (czyli swojej własnej klientce) rady, aby upublicznić całą sprawę. Bo tak się postępuje w sytuacjach bezpodstawnych pomówień. Jest to jedyna droga postępowania, która gwarantuje sukces. Jest to akcja kogoś krańcowo zdesperowanego, a nie jakiejś „attention whore”. Atencjuszką w fandomie jest ktoś inny, ale nie będę pokazywać palcem.

I tak ta historia toczy się całe moje życie, które upłynęło mi (tak piszę, bo już wchodzę w wiek mocno zaawansowany i nawet zbliżam się do wieku emerytalnego) na walce z wariatami o to, żebym mogła robić w życiu to, co sama chcę i kochać tych, których sama sobie wybiorę.

I bardzo, bardzo nie dziękuję wszystkim enablerom tego piekielnego gangu schizofreników z mojej podstawówki, nie dziękuję też różnym durnym koleżankom oraz osobom, które łamały wszelkie zasady psychoterapeutyczne. W tym raczyły nie uwierzyć mi w zapewnienia, że wszystkie opowieści o mnie i moim tacie pochodzą z urojeń wariatów. A tak się składa, że każdy psychoterapeuta wie, że człowiek nie tylko ma prawo do swojej wersji wydarzeń, ale też jest ostatecznym autorytetem, jeśli chodzi o jego własne życie. Ludzi się szanuje i pamięta o tym, że obowiązuje w kontaktach ludzkich życzliwość i uprzejmość. Ogólnie te zasady społeczne (na których jest oparte prawo) nazywa się „dobrym wychowaniem” i chamki, które nie potrafią się zachować, lądują z reguły na marginesie społecznym. I ponieważ każdy człowiek jest swoim własnym królem i dwór jest tam, gdzie on sam przebywa, ma prawo podejmować samodzielnie decyzje o sobie. Bo każdy człowiek jest całkowitym władcą swoich spraw i swojego życia. Nie musi mieć do tego tytułu szlacheckiego. Jeśli ktoś uważa inaczej, łamie prawa człowieka.

I mam ostatnią prośbę – odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyć człowiekowi psychikę można w pół godziny, można nawet w taki sposób odprowadzić kogoś do samobójstwa, odbudowuje się potem człowiek latami. Dlatego psychoterapeuci nienawidzą takich akcji, jakie miały miejsce u mnie w pracy. Ja też nienawidzę.

Prawo własności

Mam nadzieję, że ten wpis zakończy pewną aferę, która ciągnie się od czasów mojej podstawówki. Wtedy to właśnie schizofreniczne dzieci, z którymi chodziłam do szkoły, uknuły spisek, aby wejść w posiadanie mieszkania. Miałam albo pójść do klasztoru, albo zaszczuta przez nich się zabić, a oni mieli zostać dziedzicami moich rodziców. I to był powód dlaczego się podlizywali moim rodzicom za moim plecami oraz fałszywie przedstawiali jako moi przyjaciele. Stąd także się wzięły jeszcze inne marzenia i urojenia tych osób, które zostały rozpowszechnione wśród warszawskich fanów.

Dla zwolenników wariatki Renaty mam złe wiadomości – jestem dokładnie tą osobą, za którą się zawsze podawałam. I jestem jedyną dziedziczką mojej mamy, Heleny. Zupełnie niepotrzebne mi były wjazdy do mojej pracy (i to niejednej) zwolenników i kochanków schizofreników, którzy mieli nadzieję, że terrorem zmuszą mnie do oddania mojego mieszkania. Nie powinnam też była wysłuchiwać krzyków i wrzasków (a wszystko działo się, przypominam, w pracy przed studentami), że mam oddać klucze i że jestem wariatką. Zupełnie też bez sensu było wplątanie w to prawnika N., czy też innych osób, także psychiatrów i psychologów, bo to nie ja byłam problemem, i to nie ja powinnam się leczyć. Niestety takie urojenia kleptomanek schizofreniczek, jak te panie z mojej podstawówki, są bardzo częste. I powinny takie rzeczy zawsze być pozostawiane Policji i biegłym. Samosądy i zaszczuwanie różnych osób (w tym też mnie) to objaw skrajnej demoralizacji i nic więcej nie mogę na ten temat powiedzieć. Dodam tylko, że ja sama postanowiłam trzymać się od tego środowiska już zawsze z daleka i nie pcham im się na oczy. Nic nie mogą zrobić, abym zmieniła zdanie na temat osób, które mnie zaszczuwały całe moje życie i torpedowały moje plany osobiste i zawodowe swoimi kłamstwami ora urojeniami. Zbyt się ich boję, aby uczestniczyć w warszawskich konwentach, bo takie imprezy bardzo trudno ochraniać.

Swoje mieszkanie zajmuję jak najbardziej legalnie i nikt inny nie ma do niego prawa. Odebrałam dzisiaj legalny dokument, w którym zawarte jest wszystko, co tylko sądom jest wiadome o moim mieszkaniu. Jestem zatem gotowa do wstąpienia na drogę powództwa cywilnego, bo mam już dosyć złodziei i skurwysynów z warszawskiego środowiska fanów fantastyki.

Wcale już nawet nie chcę, aby osoby zakochane w schizofrenikach (czyli Renacie i Romanie) mnie przeprosiły. Nie ma to dla mnie znaczenia po tym, jak zniszczyły mi całe życie, pomimo wysiłków wszystkich moich przyjaciół oraz prawdziwych psychoterapeutów, aby postawić mnie na nogi. Całe moje życie to rollercoaster i po podniesieniu się z depresji i zaszczucia byłam ponownie atakowana i wyzywana. Nic, co jest związane z warszawskim fantomem, nie ma już dla mnie znaczenia.

Kurwy i ich wielbiciele, bardzo proszę, odpierdolcie się ode mnie. Ani Renata nie ma prawa do mojego mieszkania, ani Roman czy Ryszard nie są moimi „opiekunami prawnymi”. Są po prostu złodziejami i oszustami, jak to zwykle jest ze schizofrenikami, którzy odkrywają, że dzięki kłamstwom i wyłudzeniom nie muszą się leczyć, a mogą dostawać kasę za nic. W czym zawsze pomagał im Kościół i brał swoją dolę za ochronę.

Nie mogę umieścić całego dokumentu, bo nie pozwala na to WordPress, a nie chce mi się szukać w Sieci, jak to obejść, bo pewnie wystarczyłoby zmienić jedną linijkę kodu. Ale wrzuciłam skan całego dokumentu sobie do Chmury i mogę w każdej chwili okazać.

Pokojówka

Czyli wpis o podłościach Kościoła Rzymsko-Katolickiego i mojej walce z niesprawiedliwościami, jakie spotykają ludzi żyjących w katolickim kraju.

Pewnego lata, jeszcze na początku podstawówki spędzałam wakacje z rodzicami na letnisku na wsi. Nudziłam się, więc jak zwykle rozmawiałam ze wszystkimi i próbowałam się dowiedzieć wszystkiego o ludziach ze swojego otoczenia (nawet tymczasowego). Pewna młodsza ode mnie drobna dziewczynka siedziała zapłakana. Dowiedziałam się, że rozpacza, bo musi zostać zakonnicą, bo zarządała tego katechetka. Nie wiem, czym jej to dziecko podpadło, ale widać była za szczera i zbyt otwarta. Ogarnęło mie przerażenie, bo byłam wychowana wolnościowa i wierzyłam, że każdy ma prawo sam kształtować swój los. Więc nie ma miejsca na aranżowane małżeństwa, ani na wybieranie komukolwiek wbrew jej czy jego woli kariery kościelnej. Stwierdziłam, że muszę temu dziecku pomóc.

Powiedziałam jej, jakie ma prawa i że coś takiego nigdy w życiu nie powinno się było wydarzyć. Porozmawiałam z moim ojcem, ale rodzina u której wynajmowaliśmy pokoje była zastraszona przez księdza i zakonnice. Psychoterapeuci wiedzą, że praktycznie wszyscy z Kościoła są zdemoralizowani, bo są przyzwyczajeni groźbami osiągać wszystko, co tylko sobie wymarzą. W podobny sposób – czyli terrorem – wchodzą w posiadanie dóbr poczesnych, którymi oficjalnie gardzą. Znam te metody, bo stosowano je także na mnie – są opisane jako zbrodnicze w podręczniku o sektach. Naprawdę kościół Rzymsko-Katolicki powinien być zdelegalizowany, bo są groźniejszy od mafii, która Kościoła i Opus Dei się boi. Przestępcy się ich boją, chociaż sami przestępcy potrafią nieźle zniszczyć ludzi za odmowę współpracy. Ale nie potrafią zrobić człowiekowi takich rzeczy, jakie potrafią zrobić zatrudnieni przez Kościół schizofrenicy, którzy są szczuci na niepokornych, którzy kontestują całkowita i absolutną władzę Kościoła.

Nie jestem osobą, która się łatwo poddaje, więc zaczęłam myśleć, jak dziewczynce pomóc. Poprosiłam tatę, żeby jej dał trochę pieniędzy na autobus do Warszawy i dostała też telefon do ojca Piotra, żeby w rezydencji zatrudniła się jako pokojówka. Oczywiście mogła to zrobić dopiero jako osoba pełnoletnia. Dowiedziałam się później, że pozwolono jej skończyć tylko podstawówkę i oddano w niewolę do zakonu. Zakonnica, którą niby obraziła, torturowała ją i kazała pracować ponad siły. Pewnego razu dziewczyna w zakonie musiała szorować podłogi oraz kible przez bite dwadzieścia cztery godziny. Na całe szczęście nauczyła się różne informacje i swoje opinie zachowywać tylko dla siebie. Odczekała do swoich osiemnastych urodzić i nad ranem wymknęła się z budynku zakonu.

Mój tata i ojciec Piotra znali się jeszcze z czasów francuskich, obaj już wtedy byli przyjaciółmi. Piotr został przeze mnie ostrzeżony, że ktoś taki jak ta dziewczyna będzie szukała pomocy. Na całe szczęście była na tyle potulna, że nie zrobiono jej tego, co zrobiono mnie i nie straciła pamięci, bo katowano ją tylko fizycznie i odmawiano jedzenie. Ma niecałe metr czterdzieści i przeszła w dzieciństwie piekło.

Mam z nią tylko tyle wspólnego, że moja katechetka też się na mnie uwzięła, bo poczuła się obrażona, bo ją poprawiłam i zaczęła opowiadać o mnie kłamstwa, a także poszczuła na mnie swoich znajomych „świętych” – czyli schizofreników, którzy zgodnie z prawem mogą nawet bezkarnie kogoś zabić. Kościół to nie jedyni przestępcy, którzy posługują się chorymi psychicznie ludźmi, aby kogoś zastraszyć lub sobie podporządkować. Czy też zemścić się za odmowę współpracy.

Moja katechetka miała tego pecha, że moi rodzice to wielkomiejscy ateiści i nie zamierzali spełniać jej żądań. To że wyznaczyła schizofreników na moich „zastępczych rodziców” wcale jej wiele nie pomogło. Nie da się mnie nawrócić, bo jedyną religią, jaką szanuję jest Wicca. Oprócz tego jestem ateistką i kieruję się nauką we wszystkim, co robię. I nie jestem zbuntowaną pokojówką, więc bardzo proszę się ode mnie odpierdolić.

Fałszywa tożsamość

Jedną z najzabawniejszych opowieści o mnie rozgłaszanych przez schizofreników z mojej podstawówki (oraz okolic) jest ta jakobym nie potrafiła nawet włączyć komputera. Mam też mieszkać w mieszkaniu komunalnym i podszywać się pod pisarkę Małgorzatę Wieczorek. Wprawdzie nie utrzymuję się z pisania, więc mam opory przed nazywaniem się „pisarką”, ale moi przyjaciele twierdzą, że nie powinnam się niczego wstydzić.

Ale wariatki i wariaci oraz imbecyle nie zatrzymują się na tym. Nie tylko nie jestem pisarką, ale mam też bezzasadnie uważać się za anglistkę. Według tego grona nie mam nawet matury, nie mówiąc już o dyplomie wyższej uczelni. Nie znam też angielskiego. Chociaż, przyznam, są osoby z tego grona, które jednak zauważają, że angielski „trochę” znam. Oczywiście nie jest to żadną moją zasługą, tylko faktu, że miałam niby nauczyć się angielskiego w amerykańskiej podstawówce, gdzie się uczyłam, zanim przyszłam do szkoły w mojej okolicy w Warszawie. I to podobno z czasów mojego pobytu w Stanach mam znać Breta.

Breta znam, jak już wspomniałam, z koncertów. Szczególnie tego, na który przybył jako słuchacz, bo wylot do ojczyzny mu się przesunął. Po jakimś czasie pojawił się w Warszawie jako artysta, a ja jak zwykle wtedy dręczyłam – ku zadowoleniu wszystkich – dźwiękowca, aby dźwięk był jak najlepszy. Dzięki mojemu woluntariatowi (który sama klubowi zaproponowałam – wcale tam nie pracowałam, rzuciwszy studia, jak twierdziłam wariaci, nadal dzielnie uczyłam się) poznałam zresztą wielu ciekawych muzyków. Chociaż Ravna poznałam, gdy był jeszcze grubym nerdem, bo jak wiele innych osób, przyjechał na Polcon mnie zobaczyć, bo opowieści Andrzeja przyciągnęły ciekawość fanów. Bretowi też o mnie opowiadał. Bardzo źle się stało, że on i Nycz stanęli w pewnej sprawie po stronie wariatów i okłamywali moją matkę.

Te opowieści oczywiście przyciągnęły ponownie wariatów z mojej podstawówki, bo inaczej by mnie nie odnaleźli i nie rozpoznali. Ludzie, którzy mówią, że mam w życiu szczęście, mylą się całkowicie. Nikt nie ma większego pecha ode mnie.

Ambasada

Ślub z Ravnem wzięłam w Ambasadzie Norweskiej, a moją świadkową była najlepsza przyjaciółka. Oczywiście nie był to nikt z gangu Renaty czy Romana, bo z tymi osobami nie chcę mieć nic wspólnego od dzieciństwa. Nie rozmawiam z nimi i nie rozmawiałam o także nigdy nie prosiłam o „pomoc”.

Pokazałam się z Ravnem jako mężem na polskim konwencie i byłam bardzo szczęśliwa, bo w ten sposób zablokowałam schizofrenika Romana. Nie mógł starać się zostać moim mężem, a potem po mnie dziedziczyć, jeśli byłam mężatką. Niestety on wraz ze swoim bratem, jak go nazywa, zabił Ravna później w Oslo. Wiedziałam o ich groźbach i ostrzegałam Ravna, ale i tak nie udało się go ocalić. Świat muzyki stracił doskonałego wokalistę, a moja osobista strata jest, jak myślę, oczywista.

Bardzo szybko zostałam przez schizofreników oraz ich pomagierów tak skatowana, że straciłam pamięć. Moja norweska rodzina próbowała mi pomóc, ale sama amnezja nie jest powodem do ubezwłasnowolnienia kogoś. Zostałam sama na pastwie schizofreników oraz ich enablerów. Przez jakiś czas jeszcze byłam racjonalna i wtedy próbowałam wyjść za Breta. Ale zapowiedzi wyjazdu do Stanów z narzeczonym, spowodowały już takie ataki i pranie mózgu, że wywołano u mnie syndrom sztokholmski i zniszczono do reszty życie.

Obie schizofreniczki z mojej podstawówki udają psychologów. Ich jedyną pretensją do takich stwierdzeń jest ukradziona mi praca magisterska z psychologii klinicznej. A właściwie jej rękopis. Policja doskonale wie, kto mi ją ukradł i czyim charakterem pisma została napisana. Do momentu, zanim schizofrenicy dostali w łapska wiedzę psychologiczną, która pozwala zniszczyć człowieka, bo dotyczyła w dużej mierze syndromu sztokholmskiego, jeszcze byłam do pewna stopnia bezpieczna. Ale zgodnie z moimi przewidywaniami schizofrenicy po doszkoleniu się, rozpoczęli swoje „terapie”, niszcząc mi nie tylko pamięć, ale doprowadzając do zabicia psychiki.

Przeklinam wszystkie osoby, które pomogły im ukraść moją pracę, a potem pomogły im w urzeczywistnieniu ich wszystkich schizofrenicznych planów.

Poprosiłam moją norweską rodzinę i przyjaciela Ravna, który od dzieciństwa też ma problemy ze schizofrenikami, aby nie zgłaszali do polskich urzędów naszego małżeństwa. Miałam już wtedy amnezję, ale gdy przypomniano mi się fakty, podejmowałam racjonalne decyzje. Widziałam, że Roman chce wykorzystać moje małżeństwo, aby sam się podawać za mojego męża, bo nie będę mogła nic zrobić, gdy mam w polskich papierach mężatka. Przy czym gdy zabili Ravna powinnam była wtedy bardzo szybko dostać status wdowy, tak jak jest w Norwegii. Ale tak się składa, że to ja osobiście powinnam to zgłosić polskim urzędom.

Nie zgłosiłam mojego małżeństwa i śmierci męża z powodu amnezji. Teoretycznie mogłam w chwili, gdy mi to przypominano, upoważnić prawnika, aby zrobił to za mnie, ale tego nie chciałam, bo bałam się, jak już wspomniałam, że wykorzysta to Roman.

Przeżyłam tragedię, bo mój mąż zginął zasztyletowany przez schizofreników przed naszą nocą poślubną. Ravnowi zależało, aby najpierw kupić dom i dopiero w nim skonsumować nasz związek. Został zabity chwilę po kupnie domu.

Przeklinam wszystkich, którzy pomagali schizofrenikom oraz mordercom Ravna.

Będę musiała w końcu uporządkować sprawy w polskich urzędach i zgodnie z decyzją sprzed lat przyjąć norweskie nazwisko męża, pod którym funkcjonuję już w Norwegii.

Przepowiednie

Nieprawdą jest, że Ravn przepowiedział swoją śmierć. Było wręcz odwrotnie, to ja go ostrzegałam i prosiłam, aby nie szedł na konwent w Oslo. Przy czym tutaj w tym również nie było nic nadnaturalnego.

Roman i jego brat, obaj bardzo groźni schizofrenicy, którzy zawsze marzyli o zabijaniu, przyznali mi się już w podstawówce, że marzyli o karierze zawodowych morderców i że eksperymentowali na zwierzętach. Równie dobrze można by uznać, że są po prostu psychopatami i nie zasługują na ochronę jako ludzie chorzy psychicznie. Wiem, że Roman morduje koty. Jak już wcześniej pisałam przyłapałam go na duszeniu mojej kotki Melissy, po tym gdy moja matka wpuściła tego zjeba do mojego pokoju. Moja kotka ledwo przeżyła. Nie dziwię się, że ufała tylko mnie.

WIdząc mnie wiele razy z Ravnem w czasie polskich konwentów, Roman zapowiedział, że go zabije. Ravn niestety był przekonany, że Roman i jego brat nie zagrażają mu w Oslo, więc poszedł na lokalny konwent pewny, że będzie bezpieczny. Ravn był pacyfistą, już ja mam w sobie więcej z myśliwego, niż on kiedykolwiek miał.

Roman i jego brat przyznali mi się do – jak to określili – „zarąbania” Ravna.

Mam dosyć tych psychopatów i tego, że chronią ich nie tylko wariaci, ale też decyzyjni głupcy.

Nie zobaczycie mnie na polskich konwentach.

Aureola

Ten wpis będzie o tym, dlaczego wszystkie religie to oszustwo.

Halo wokół świateł i rozchodzące się efektowne promienie to coś, co po prostu jest przypadkowym efektem wynikającym z tego, że ktoś ma zaćmę. Lekarz o tym powie swojemu pacjentowi. Tak się kłada, że Ryszard wszczepił sobie najlepsze akomodacyjne soczewki i nie musi nosić okularów, ale przy okazji uzupełnił wiedzę, która pozwala mu – jak wielu innym schizofrenikom – tworzyć swoje pseudo-cuda.

Schizofrenicy programują swoje ofiary po ich zaszczuciu i powodują, że te zaczynają robić dokładnie to, co schizofrenik chce. Wielu schizofreników to maniacy religijni i Ryszard nie jest wyjątkiem. Chociaż mu to nie do końca nie wyszło, ale próbował mi wmówić, że Kruk to Roman i że w jego towarzystwie odbywałam jakieś katolickie misteria i że już widziałam cuda w dzieciństwie. Ale Ryszard i Kościół ma tego pecha, że nie jestem katoliczką, a Kruk to Norweg Ravn, a nie Polak-schizofrenik Roman, więc to programowanie nie do końca im nie wyszło.

Bardzo lubię tłumaczyć ksywkę Ravna na polski, bo nie jest to przypadkowe nawiązanie do pewnego kultowego filmu. Tylko, że nigdy w tej roli nie wystąpi Roman. Promienie światła rozchodzące się od ulicznych latarni to zawsze dla mnie będzie światło Potrójnej Bogini, a nie Matki Boskiej. Podobnie z obserwacją świec przy posągu Potrójnej.

W czasie studiów przeczytałam cały podręcznik o tym, jak cuda są falsyfikowane przez schizofreników, którzy koniecznie chcą ludzi nawracać oraz bardzo chcą, żeby wierzono, że potrafią dokonywać cudów.

Barbara nie jest święta, Ryszard też nie jest. Ich córka jest tylko tępą schizofreniczką, tak samo jak siostra Romana i on sam. Nie mam z nimi nic wspólnego i nie chcę mieć nic wspólnego. Są tak podręcznikowymi schizofrenikami, że aż to bije w oczy. Ich wszystkie przechwałki i cuda to wynik to pic na wodę i fotomontaż.

A zatem nadal jestem ateistką i poganką, chociaż wciągnięto mnie w urojenia i celowe matactwa tej szajki. Ale jak to z takimi stanami już jest, same się rozwiewają. Wystarczy odrobina wiedzy i czasu.

Wszystkie religie zostały stworzone przez durnych schizofreników – to też jest prosto z jakiegoś podręcznika. I bardzo proszę już mnie więcej nie nawracać i nie swatać wbrew mojej woli ze schizofrenikiem Romanem czy kimkolwiek innym.

Matka

Moja matka całe życie spędziła wierząc i wspierając gang schizofreników z mojej podstawówki, zamiast mnie. Zaczęła się to od dziecięcych zaręczyn, które odbyły się wbrew mojej woli. Z mojego punktu widzenia po prostu przy moich zaprzeczeniach i protestach dorośli zaręczyli mnie ze znienawidzonym przeze mnie schizofrenikiem z mojej podstawówki. Co więcej, należał on do grupy dzieci, które wyżywały się na mnie, bo na podstawie urojeń osób ze swojego grona uznał mnie za kurwę i córkę kurwy. Jednocześnie dzięki koneksjom mojej rodziny ci ludzi wdarli się do towarzystwa z wyższych sfer i udając naszych przyjaciół zaczęli z tego czerpać profity.

Całe życie uciekam przez tymi ludźmi i przede niechcianym związkiem ze schizofrenikiem z mojej podstawówki. Opisałam chyba już wszystkie swoje romanse na blogu i nie było wśród nich nikogo, kto byłby większą miłością od Piotra, Ravna czy Breta. Z całą pewnością w tym gronie nie było Romana, a moją przyjaciółką nie była Renata czy ktokolwiek z rodziny Romana. Te wszystkie osoby żyją we swoich urojeniach.

Na nic nie zdało się, że już w roku 1990 wyciągnęłam zaświadczenie o swoim stanie cywilnym i udowadniała, że jestem panną. Moja własną matka ciągnęła dokładnie tę samą grę, „uszczęśliwiając” mnie na siłę i złośliwie, wbrew moim prośbom, odganiała ode mnie moich jak najbardziej legalnych narzeczonych.

Zgodnie z przepowiednią Ravna wyjdę za kolejnego maga, żaden inny związek mi się nie uda. I jak do tej pory to się sprawdziło. Wszystkie moje miłości po Ravnie kończyły się katastrofą i nie zawsze to była moja matka niszcząca mój związek oświadczeniem, że jestem mężatką i moim mężem jest Roman. Tylko że mam „amnezję” (wtedy jeszcze nie miałam). Niestety nie docierały do niej moje tłumaczenia. Zaświadczenie z roku 1990 też jej nie otworzyło jej oczu. Podejrzewam, że przeszła takie pranie mózgu, że nic by jej nie wyleczyło, bo się uparła przy swoim.

Odcinam się od wszystkich imbecyli, którzy wspierali choć trochę Romana i innych schizofreników z Opus Dei. Taka poganka jak ja w życiu by się z kimś takim nie związała i nie nie popełniłam tego błędu nigdy.

Za to narcyzm i tępota ludzi, którzy postanowili tkwić przy tym, że lepiej ode mnie wiedzą, kto jest kim, jest monstrualny, że już zawsze zamierzam ich wykpiwać. Chodzi mi o pewną moją dawną przyjaciółkę oraz Andrzeja. Głupszych ludzi ze świecą szukać. Mam nadzieję, że się ode mnie odpierdolą i nie będą już przekonywać, że Roman to jest mój „mąż”. To jest schizofrenik z typowymi dla schizofrenii urojeniami, tak samo jak jego bliscy, który wygodnie sobie żyje udając kogoś, kim nie jest.

Ja uczę angielskiego i oprócz tego studiowałam na dwóch innych wydziałach. Niepotrzebne mi są wariatki, które przekonują moich studentów, że się pod kogoś podszywam, bo nawet nie skończyłam studiów. Prawda jest taka, że skończyłam i mam tak dobre wykształcenia, jak mało kto w fandomie.

Moja rodzina została zaatakowana przez cały gang schizofreników, który zgodnie wmawiał mojej matce to samo. Tutaj mogę przywołać eksperyment Ascha, w czasie którego badano konformizm. Ludziom poddanym eksperymentowi pokazywano zestaw linii i pytano, do którego odcinka pierwszy odcinek jest podobny. Pod wpływem presji innych osób zaczynano udzielać błędnych odpowiedzi. W tym eksperymencie badano konformizm i zawsze podejrzewałam, że moja matka uważało towarzystwo Barbary i Ryszarda za tak ekskluzywne i mądre, że należy ich słuchać. Moje zdanie na ich temat było inne od jej opinii o sto osiemdziesiąt stopni. Ludzie z tej grupy są chorymi psychicznie imbecylami.

Od dzieciństwa błagałam różnych znajomych moich rodziców, aby reagowali i psychozę moich rodziców, rozwinięta pod wpływem tych wariatów, upartych, że mnie połączą z Romanem, powstrzymali. Nikt mi nie pomógł, więc mam was w dupie. Pierdolcie się!!!

Tylko dlatego, że Roman wdarł się do tego towarzystwa, przestałam w nim bywać. Z tym, że dwór jest tam, gdzie ja jestem i to o mnie należy zabiegać. Nie wolno mnie obrażać.

Qui êtes-vous?

Jedynym z kłamstw, jakie opowiada o sobie Ryszard jest, że pieniądze, którymi szasta, ma z jakiś majątków w Paryżu, a nie z wyłudzeń od moich dalekich krewnym.

W czasie jednego z konwentów stanął przede mną i zaczął się przechwalać pieniędzmi z Francji. Popatrzyłam na niego i skojarzyłam go jako pewnego wariata, chociaż nie pamiętałam za dobrze, skąd go znam. Do tego jego zachowanie i miny wydały mi się przesadne, jakby był rozbawiony tym, co mówi. Postanowiłam więc go przetestować i zadałam po kolei najprostsze pytania po francusku, coś co potrafi każdy, kto kiedykolwiek uczył się francuskiego. Zapytałam „Qui êtes-vous?” Przedstawiłam się także, ale on w podpowiedzi się nie przedstawił. Na pytanie „Comment ça va? Ça va bien?” też nie potrafił prawidłowo zareagować, tylko dalej szczerzył się uśmiechem imbecyla.

Imbecyle lubią uchodzić za inteligentniejszych ludzi niż rzeczywiście są. Bardzo często podają się za jakiś biznesmenów, podczas gdy w rzeczywistości chwytają się najprostszych prac i kradną. Prawda jest taka, że imbecyl nie ma hamulców moralnych tak samo jak schizofrenik, bo zachowania etyczne związane z wyższymi funkcjami mózgu. Więc nawet imbecyl został wychowany przez zakonnice, to nadal jest osoba, która potencjalnie jest. wstanie nawet popełnić wyrachowane morderstwo. A co dopiero imbecyl, którym rządzą dwie schizofreniczki – czyli w przypadku Ryszarda jego żona Barbara oraz córka Renata. To z powodu urojeń Renaty moja matka kazała mi zerwać z Piotrem. I unieszczęśliwia Piotra już na całe życie. Mnie też.

Niestety moja matka robiła wszystko, czego tylko od niej zarządał Ryszard i nigdy nie weryfikowała jego inteligencji czy znajomości francuskiego. Niestety rozmawiała z nim wyłącznie moja matka, a nie tata, przed którym uciekał i który bez problemu zweryfikowałby jego przechwałki, tak jak to zrobiłam w czasie konwentu.

Ryszard naprawdę nie jest osobą, z którą należy się liczyć. Bardzo dobrze go zdiagnozowałam jako dziecko, gdy chodziłam do podstawówki.

Bogacze

Uwierzę, że Ryszard i Roman są bogaci z domu, tylko jeśli Agnieszka, Andrzej i Piotr przyjdą do mnie i zaświadczą, że nigdy ich nie utrzymywali i nie dawali im pieniędzy. Jeśli tego nie będzie, to będę trwała przy swoim zdaniu, które się opiera na tym, co usłyszałam od tych schizofreników.

Na pohybel głupcom!!!