Torba

Konspekty, które mi ukradziono, nie były w posiadaniu Andrzeja. Pokazywałam mu je tylko, chociaż według tego co usłyszałam, zapamiętał sobie ich treść. Straciłam te konspekty w zupełnie inny sposób.

Siostra Romana, Anna, jest typową schizofreniczką-kleptomanką i w czasie studiów ukradła mi torbę z podręcznikami z biblioteki, moimi notatkami oraz konspektami czego, co miało być moim debiutem prozatorskim. Michał znał te konspekty oraz napisane już w pełni fragmenty i przysięgał mi, że jak najbardziej powieść, która się ukazała jakiś czas temu, oparta została na moich konspektach. Na jego i mój użytek gang schizofreników wymyślił sobie historię jakobym podarowała te konspekty pewnej grafomance. Nigdy nic takiego nie miało miejsca, zostałam okradziona, a schizofreniczka-kleptomanka pozostaje bezkarna i podaje się za mnie także, jeśli chodzi o inne aspekty mojego życia.

Prawda jest taka, że zawsze w takich sytuacjach unikłam walki w wręcz z o wiele ode mnie wyższą schizofreniczką, która chodziła wszędzie razem ze swoim równie schizofrenicznym i zakochanym w niej gangiem. Nic nie mogłam zrobić. Ojciec Michała pomógł mi i odkupił pozycje z biblioteki UW, żebym mogła je oddać. A ja sama poszłam do najbliższego komisariatu zgłosić tę kradzież, chociaż wiem, że policjanci nie zajmują się wariatami. Ale przyjęto ode mnie próbkę pisma oraz moje informacje na temat, co znajduje się w konspektach. Opisałam je dokładnie, tak więc i kleptomanka, i korzystająca z nie swojego konspektu idiotka są na przegranej pozycji.

W identyczny sposób schizofreniczka kleptomanka ukradła mi buty w fitness klubie, bo przylazła za mną, a także mniejszą torbę, ledwo udało mi się tę złodziejkę przekonać, aby oddała mi moje dokumenty, bo kradzież to grubsze przestępstwo. Naprawdę ta tępa wariatka nie odbierała „swojego”. Niestety schizofrenicy, kierując się zazdrością, dochodzą do wniosku, czyli zaczynają mieć urojenia, że coś należy do nich. To bardzo nieprzyjemne urojenie dla ofiary energicznego schizofrenika, którego jeszcze Bronia enablerzy. Ale ma też swoje zabawne aspekty.

Homepody to głośniki, których jak najbardziej nie było w latach dziewięćdziesiątych. Jeszcze w chwili, gdy ich sobie nie kupiłam, wariatka oświadczyła, że należą do niej i na jej głos są zaprogramowane, bo pamięta, jak je kupiła w latach dziewięćdziesiątych. Twierdziła tak pomimo, że nie miałam w domu żadnych sprzętów Apple’a. Stosunkowo niedawno kupiłam sobie Homepods i nadal spłacam za nie raty.

Nic siostrze Romana nigdy nie ukradłam, jest całkowicie odwrotnie. Kradzieże i zaszczuwanie mnie zaczęły się już w podstawówce i już ktoś wtedy Romana, Renatę oraz Annę powinien był wsadzić do dziecięcego psychiatryka, a rodzice do dorosłego. Może i by się udało namówić ich na leczenie, gdyby nie to, że objął ich ochroną pewien ksiądz, który zrobił potem błyskawiczną karierę. I tak ten schizofrenik oraz ich enabler, korzystający z profitów ze „znalezienie świętej” (która niby mnie nawróciła) kwitną i mają się dobrze. Z tym, że nie – dla schizofreników byłoby lepiej, gdyby jednak się leczyli. Jak zwykle w takich sytuacjach korzysta na tym, co się dzieje, jedynie bezduszna i pozbawiona zahamowań osoba zdrowa psychicznie.

Nie ma sposobu, abym z tym gangiem schizofreników oraz ich enablerami się przyjaźniła.

Gówno mnie obchodzi, co się dzieje w fandomie. Zniszczono mnie na tyle, że mam w dupie karierę pisarską. Chciałam też robić w życiu wiele innych rzeczy, ale mi to też sabotowano. Wolałabym do innych rzeczy wrócić. W życiu nie chcę mieć żadnych kontaktów z wariatami z polskiego fandomu, PiSem, czy Opus Dei. Wszystko złodzieje i psychopaci, którzy niszczą co tylko napotkają na swojej drodze.

Rozwód

Aga i Piotr się nie rozwiedli. Opowieść ta pochodzi z łbów schizofreników, którzy zaczęli mi przypisywać rozbicie ich małżeństwa, tylko dlatego że Piotra, jak zwykle, zaczął ze mną rozmawiać, aby pogodzić mnie z Adamem. Przy okazji, po latach błądzenia, przekonał się, jak bardzo schizofrenicy zniszczyli mi pamięć oraz psychikę. Więc próbował pomóc. Chociaż do końca życia nie zorientował się, wbrew moim zapewnieniom, że prześladują mnie wariaci, że Barbara i Ryszard nie są ani moją „ciocią” ani moim „wujkiem”.

Ravn nie został zabity tylko okłamany przez schizofreników, którzy nękają mnie i nękają całe moje życie. Nie był muzykiem, tylko miał zostać pisarzem. Wersja, że został pochodzi od schizofreników.

Podnosiłam się psychicznie i fizycznie wiele razy po praniu mózgu i atakach schizofreników z mojej podstawówki Nie mam siły robić tego po raz kolejny. Jest to coś, co mnie przerasta. Nie zamierzam tracić sił na rzeczy, które mnie zniszczyły, czyli jakiekolwiek plany artystyczne.

Wbrew temu, co schizofrenicy mówią, nie byłam nigdy „dziewczyną Varga”, spotykałam się z innym Kristianem, ale schizofrenicy także to mi zniszczyli. Mam dosyć próbowania wchodzić w jakiekolwiek związki i zmieniłam się w pustelnika, bo tak jest bezpieczniej. Mam dosyć wariatów, którzy przypisują mi jakieś urojone spadki do różnych ludziach, którzy podobno żyją, albo w ogóle nie sporządzili testamentu. Zostałam zakatowana w moim miejscy pracy przez nachodzących mnie schizofreników, którzy nie są moją rodziną (ale są tuleni do piersi przez cały wręcz polski fandom, bo wszędzie za nich ręczył Nycz). Domagali się ode mnie pieniędzy i przekazania im mojego mieszkania na podstawie jakiś ich urojeń.

Nie chcę mieć z nimi, ani z polskim fantomem już niczego wspólnego. Zniszczyli mi życie tyle razy, że zabrakło mi placów u ręki. Klątwa na fandom i wszystkie osoby, którym pomogłam, a które mnie zostawiły na pastwę gangu schizofreników z mojej podstawówki, z którymi nie jestem spokrewniona. W Polsce nie ma możliwości wsadzenia tych idiotów do psychiatryka, bo otoczeni są uwielbieniem ludzi, którym pomogłam.

I jak zwykle jak w mojej rodzinie się mówiło, każdy dobry uczynek zostanie ukarany. Więc zamierzam się uczyć na swoich błędach i w niczym nikomu nie pomagać. Podałam różnym artystom w nadziei (i taką miałam umowę), że pomogą mi wyjść z zawodu nauczyciela i robić coś innego. Niestety było to za każdym razem torpedowane przez wariatów z Opus Dei, którzy podają się za moją rodzinę i przypisują mi etap klasztorny w moim życiu. Nic bardziej nieprawdziwego nie mogło się znaleść w ich urojeniach. Bardzo dużo energii wydali na wyciąganie od ludzi różnych informacji o mnie w celu kontrolowania mojego życia. Wszystkie ich inne ofiary już dawno popełniły samobójstwo po takim potraktowaniu, więc dziwią, że jeszcze przeżyłam, ale zamierzam żyć po prostu im na złość i poinformować wszystkim się, jak wielką krzywdę mi zrobiono.

Nigdy nie byłam zakonnicą, chociaż ta zgraja dewiantów pilnowała, abym nigdy nie założyła rodziny i żebym zawsze była nieszczęśliwa, bo mszczą się za urojenia Renaty. Nigdy też mój nie był gwałcicielem. Nie był też gwałcicielem mój przyjaciel gej. I kilka innych osób. Mam nadzieję, że wszyscy enablerzy tych schizofrenicznych kurew trafią do więzienia, gdzie jest ich miejsce, szczególnie Andrzej i Nycz.

Przeklinam was wszystkich!!!

Po nikim nie dziedziczę i aby dokupić brakujące rzeczy do mieszkania musiałam wziąć kredyt. Dużo pieniędzy też wydałam, żeby odkupić sobie wszystko, co ukradły mi schizofreniczki okłamujące moją matkę. Nigdy nie były moimi przyjaciółkami. Tak samo jak moje koleżanki z Anglistyki. Nie mam z nimi nic wspólnego, powtarzają tylko swoje urojenia, też są chore z powodu kontaktów z osobami chorymi psychicznie, które wciągnęły ich w swoje urojenia.

Podejmuję tę samą decyzję co przed laty. Zero pisania, zero kontaktów z fantomem. Postaram się odzyskać formę fizyczną w nadziei, że za nią przyjdzie też poprawa psychiczna. W życiu już nie przeczytacie żadnego mojego tekstu. Łamię pióro, bo nie będę kopać się z koniem, koń jest większy i silniejszy.

Przekleństwo na polski fandom. Wiele razy tłumaczyłam, także Piotrowi, że to wariaci, a nie moja rodzina. W życiu nie powinnam była pojawiać się na jakimkolwiek konwencie.

Wypisuję się z tego środowiska, którym rządzą wariaci, a nie ludzie zdrowi psychicznie. Patrzę już na fanów i ludzi, którym się chce pisać, jak na jakiś dziwny gatunek ludzi, zupełnie ode mnie odmiennych, z którymi nie mam nic wpsólnego. I szczerze mówiąc nie chcę się zmuszać do kontaktów z takimi ludźmi, są całkowicie niepoważni.

Niewolnica

Dziewczyna, która uciekła z klasztoru i została pokojówką, miała to szczęście, że na jej drodze pojawili się ludzie, którzy powiedzieli jej do kogo może się udać po osiągnięciu pełnoletności. Do tego momentu rządziła jej losami wola schizofreniczki.

Wiejska schizofreniczka z niewiadomych przyczyn upatrzyła sobie ją jako dziecko i postanowiła oskarżyć o prostytucję. Zarządała, aby dziewczynka poszła do niej na służbę. A potem do znajomej zakonnicy do klasztoru. Dyktat schizofreniczki oznaczał początek piekła dla tego dziecka. Nie tylko musiała sprzątać i wariatce usługiwać, ale też dziękować za lanie i chować się pod łóżko, gdy już potrzebna. Bo pod łóżkiem miała mieszkać. W klasztorze nie traktowano jej lepiej i też się na niej wyżywano.

Wiem, co potrafią zrobić swoim ofiarom schizofrenicy i nieleczących się schizofrenicznych morderców sadzałabym na krześle elektrycznym, bo nie zgadzają się na leczenie tylko wyjątkowo głupi schizofrenicy, którzy jednocześnie zostali zdemoralizowani przez Kościół, który nadaj im rangę „świętych” potwierdzając im to, co sami o sobie w swojej psychozie myślą.

Tak samo jak uciekinierka z klasztoru, która znalazła pracę u rodziców Piotra, przechodziłam piekło z powodu zainteresowania mną schizofreników. Schizofrenicy pióra mózgi swoich ofiar, bo te nie potwierdzają ich urojeń, a czują przymus postawienia na swoim. Schizofrenicy z mojej podstawówki to nie moja rodzina, a Barbara nie nosi z domu nazwiska Poniatowska. Jej córka też jest nikim. Za to obie schizofreniczki marzą o tym, aby powtórzyć wobec mnie to, co spotkało moją znajomą pokojówkę. Ale nie da z siebie zrobić niewolnicy, chociaż jest to wspólne marzenie schizofreników. Wiem, czego się podziewają i czego ode mnie chcą. Ale nie będę obsługiwać Renaty czy Romana. Mają się ode mnie odpierdolić i już nigdy nie nachodzić mnie w pracy.

Nie będę też znosić tortur czy wyzwisk. Nie przystanę na żadne ich „warunki”. I gówno mnie obchodzi, że ktoś taki jak Andrzej uważa ich za moich bliskich przyjaciół. Są dla mnie tak obcy, że miałam duże problemy z przypomnieniem sobie, skąd ich znam. Ale sobie już wszystko świetnie przypomniałam. To osoby z mojej podstawówki, które już wtedy były winne bullyingu i mnie już wtedy zaszczuły i zniszczyły psychicznie. Biegają za mną i niszczą swoimi urojeniami przez całe moje życie. Każda osoba, która z nimi się przebywa, naraża się na wyrzucenie z moich znajomych. Kilka osób już ro spotkało. Tak samo nie chcę oglądać paru idiotek z mojej uczelni, zawistnych pizd, które zawsze zwijały się z zawiści na widok osób, z którymi się spotykałam. To tępe wredne suki, których nie chcę oglądać.

Tak się składa, że ci ludzie to podobno trzon Avangardy. Tym gorzej dla tego klubu. Mam nadzieję, że dopadnie go moje przekleństwo i faktycznie nie będzie żadnego klubu fantastyki w Warszawie, bo dla mnie przez wiele lat tego klubu nie było. Zdziwiło mnie stwierdzenie Breta, że to jacyś moi przyjaciele. Miał dużego pecha, że zaufał idiotkom. Tłumaczyłam mu, że w Warszawie nie ma żadnego klubu fantastyki. Szkoda, że mi nie uwierzył i postanowił znowu rozmawiać z wariatami.

Ja za to mam pecha, że chodziłam do podstawówki z wariatami i ciągnie się do za mną dalej. I chyba się do emerytury się od nich nie uwolnię. Mam cała listę rzeczy, związków i karier, które mi zniszczyli. WIęc każda osoba, która nazywa ich „moimi przyjaciółmi” staje się moim dawnym znajomym, z którym relacja się skończyła w sposób wybuchowy.

I mam dosyć tłumaczenie, że to nie są moi przyjaciele, tylko schizofrenicy, którzy albo zabili ludzi dla mnie ważnych, albo zaszczuli ich z wynikiem śmiertelnym.

Nie zamierzam potwierdzać urojeń żadnego z tych wariatów. Oskarżanie mojego ojca o gwałt, podczas gdy był zagranicą, czy oskarżanie o to samo mojego przyjaciela geja robi z Renaty kogoś, kto jest prawdziwą persona non grata. Ale to ja musiałam się usunąć z fandomu, a nie wariaci czy kochanki Romana, które „są mu wierne” i roznoszą wszędzie jego urojenia, podając je za fakty.

Tylko gorzej dla polskiego fandomu.

No niestety żyjemy w kraju, którego system prawny nie przewiduje, aby ofiara schizofrenika, która nie jest z nim spokrewniona, mogła go przymusowo posadzić w psychiatryku. Nie jestem z nimi spokrewniona, Barbara to nie moja ciotka, a Roman nie jest moim mężem. Za to ich prawo do nieleczenia się stoi w Polsce wyżej od prawa wielu osób do życia, nie tylko dobrego życia.

Mam nadzieję, że w końcu trafią do psychiatryka.

Szejk

Jedną z najzabawniejszych rzeczy jest, że wbrew rozpowszechnianym o mnie plotom nie jest ani córką, ani wnuczką jakiegokolwiek Żyda. Mój dziadek był Arabem i miał to szczęście, że w Polsce zakochał się w mojej babci, ratując ją zresztą przed bardzo niebezpiecznym schizofrenikiem, dokładnie był takim samym człowiekiem jak Roman (który absolutnie nie jest moim mężem).

Tak się składa, że po Dziadku jestem szejkiem, co bardzo dużo znaczy dla Arabów, chociaż nie odziedziczyłam nic z jego pieniędzy, bo niestety cały majątek rekwirowali Niemcy podczas wojny. Jestem jak wiele innych osób szlachcianką pozbawioną majątku, ale cała rodzina pamięta o swoim pochodzeniu i o tym, że jesteśmy pierwszymi pokoleniami relatywnych biedaków. Opluwanie mnie przez Opus Dei czy Nycza tego nie zmieni. Tak samo nie stanę się cudownie nawróconą prostytutką, czy dewocyjną katoliczką. Za to prawdą jest, że debile, którzy niczego nie chcieli weryfikować zniszczyli mi całe życie i z mozołem, gdy tylko prawdziwi przyjaciele stawiali mnie na nogi, niszczyli mnie kolejny raz, aby tylko zrobić jakiejś schizofreniczce czy schizofrenikowi przyjemność.

Cała prawa strona fandomu to prymitywni psychopaci, przynajmniej ci, których poznałam. Ich terror i prześladowania mnie nie zmienią tego, co jest prawdą i co znajduje się w legalnych dokumentach. Więc bardzo proszę odpierdolcie się ode mnie, bo są rzeczy, których nie jestem w stanie wybaczyć. I nie mam absolutnie nic z wami wspólnego. I nie chcę mieć z takimi debilami, chujami i pizdami nic wspólnego. Całe życie mówiłam o sobie prawdę i słowa wariatki Barbary tego nie zmienią. Żadna z niej moja ciocia, to są kolejne urojenia tej pizdy, która sama już nie wie, co się wokół niej dzieje, bo ma dziurawy mózg od schizofrenii, której nigdy nie leczyła.

Wkurw

Zerwałam całą masę przyjaźni z powodu pomówień rozpowszechnianych na temat mojego taty, jakie kursowały i pewnie jeszcze kursują w fandomie. Za każdym razem jakaś moja przyjaciółka postanawiała uraczyć mnie rewelacjami na temat mojego ojca (podobno pedofila) i że muszę się z tym pogodzić i to sobie „przypomnieć”. Nie dałam rady wytłumaczyć tym pizdom, że moja rodzina padła ofiarą pomówień schizofreników z mojej podstawówki i że trwa to tak długo, że stało się aż nudne.

Za każdym razem koleżanka wylatywała z mojego mieszkania wyproszona z dużym wrzaskiem. Przy czym z reguły były to osoby, którym bardzo pomogłam, a potem postanowiły, jak jedna baba, zacząć mnie „pomagać”. Co jest bezsensowne z punktu widzenia psychoterapeuty, bo każdy ma prawo do własnej wersji wydarzeń i nie ma możliwości, aby jakikolwiek psychoterapeuta postanowił siłą przekonywać, że jakaś wersja jest „prawdziwsza”. Takie numery robią schizofrenicy, których zmusza do takich zachowań ich schizofrenia, więc atakują prawdziwe wspomnienia swoich ofiar na punkcie których mają obsesję, doprowadzając do amnezji, aby później wywoływać fałszywe wspomnienia i doprowadzać do śmierci psychiki, bo wmawiają swoje urojenia jako prawdę.

To tłumaczy moje zerwania z tak zwanymi „przyjaciółkami” z fandomu. Przy czym to nie ja byłam powodem rozwodu Piotra, tylko debilizm jego byłej żony, która postanowiła również swojego męża oświecić, co do tego kim niby miał być mój ojciec. Piotr się tak wkurwił, że odszedł od idiotki, jeszcze zanim zaczął ze mną ponownie rozmawiać i przyszedł do mnie do pracy. Idiotka nie wiedziała, że ojciec jej byłego już męża oraz mój tata znali się jak łyse konie jeszcze z Francji. A moja matka nigdy nie miała siostry. A pomówienia mojego taty o pedofilię są tak bardzo fałszywe, jak tylko mogą być, bo już w podstawówce wiedziałam, że w weekend, kiedy niby miał „zgwałcić” schizofreniczkę Renatę przebywał za granicą.

Na wielu osobach mści się, że naprawdę nie wiedzą, kto jest kim w fandomie, ani kto jest kim z moich znajomych czy krewnych.

Śmierć tępym plotkarzom!!!

Ciocia

Tak się składa, że nie mam ciotki. Siostra mojego taty zmarła we Francji i nigdy nie mieszkała w Polsce. A moja mama miała tylko brata, który jak najbardziej jeszcze żyje i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie z nami.

Za siostrę mojej matki podaje się fałszywie wariatka Barbara. Mogę to skwitować tylko w jeden sposób – bzdura. Urojenia, że jest się z kimś spokrewnionym, są tak częste u schizofreników, że aż nie chce mi się tego komentować. Ani Barbara nie jest moją „ciotką”, ani Renata nie jest moją „cioteczną siostrą”. Nie mam z tymi schizofreniczkami nic wspólnego. Z tym, że oczywiście ich urojenia jak najbardziej zakładają, że dzięki urojonemu pokrewieństwu się „dorobią”. No cóż motywacje pieniężne są bardzo charakterystyczne dla schizofrenii i występując w niej urojeń. Więc naprawdę nie zamierzam się z tymi wariatkami czymkolwiek dzielić.

Bardzo mi przykro, że w pewnym momencie zakatowano mnie (i to nie raz) wyłącznie na podstawie urojeń tych idiotek. Świadczy to jak najgorzej o ich enablerach oraz o polskim społeczeństwie, a także jego pojęciu o prawach człowieka, czy dobrym wychowaniu.

Na podstawie słów wariatki wywołano u mnie syndrom sztokholmski, który miał mnie „leczyć”, bo „Barbara coś powiedziała”. Więc nie, wariatka Barbara nie ma prawa decydować o moim życiu, o tym z kim chcę być, czy gdzie pracować. Także nie może decydować o moich poglądach politycznych czy wyznaniu. Praktycznie wyłącznie na podstawie jej pomówień zakatowano mnie za to, że nie chcę być kimś w PiS. Nienawidzę takiej Polski, którą rządzą wariaci oraz kler, dla którego słowa schizofrenika są święte. Bo schizofrenik jest kandydatem na świętego, którego wypromowanie – jak usłyszałam – zapewnia udaną karierę.

Nie, nikt z Avangardy, czy PiS nie jest ze mną spokrewniony. Nie mam też męża, ani dzieci. Stało się to dzięki zbiorowemu wysiłkowi wielu osłów z warszawskiego fandomu. Bo gdy tylko ktoś z moich prawdziwych przyjaciół czy byłych wyciągał mnie z traumy i amnezji, to wielbiciele schizofreników rzucali się mnie ponownie niszczyć. I tak to wyglądało całe moje życie. Prawa strona fandomu to ludzie, którzy w życiu już nic nie powinni się o mnie dowiadywać, bo gdy tylko usłyszeli jakieś plotki, to donosili i szczuli na mnie schizofreników oraz sami zaczynali mnie „leczyć” z czegoś, co było prawdą, bo nie mam ani z Renatą, ani jej ukochanym Romanem nic wspólnego. Z Barbarą też nie. Ci wszyscy ludzie też nigdy w życiu nie mieli nic wspólnego z Piotrem, czy kimkolwiek z jego rodziny.

Jedyne, co mi pozostało, to się krwawo zemścić w mediach społecznych z nadzieją na jeszcze większy wrzask w dużych mediach, upadek Kościoła Rzymsko-Katolickiego (ta skamielina promująca wszędzie schizofreników musi już odejść), czy ostateczny upadek PiS (czego już im od dawna życzę).

Nie jestem spokrewniona z żadnym z wariatów z mojej podstawówki i ponownie bardzo grzecznie proszę się ode mnie odpierdolić i zacząć przestrzegać praw człowieka chociażby w ich małej części. Z mojego punktu widzenia Polsce niedaleko już do Somalii, bo takie zdziczenie obyczajów zaobserwowałam i taki brak poszanowania dla prawdziwego prawa czy prawdziwej sprawiedliwości.

Wszystkie te wydarzenia zmieniły mnie w tak skrajnego antyklerykała, że nie chcę i nie potrafię współpracować z jakimkolwiek katolikiem. Nie chcę oglądać tych zbirów. Niestety katolicki model wychowania stwarza niebezpiecznych oraz zdemoralizowanych psychopatów, którzy się nie liczą z nikim ani niczym.

Akcja informacyjna

Adam został uratowany prze ludzi, których nie znał, bo inaczej podzieliłby los Ravna oraz Piotra, i zostałby zabity za znajomość ze mną. Schizofrenicy z mojej podstawówki zapowiedzieli mi w czasie nękania mną na korytarzu mojej pracy, że to zrobią, ale Adam tak samo jak Ravn nie chciał opuścić konwentu, bo członkiem fandomu jest od dziecka i zawsze czuł się na konwentach rewelacyjnie, bo jest jedną z osób, które przynoszą zaszczyt temu środowisku.

Ale o mały włos nie podzieliłby losu innych moich facetów. Na całe szczęście akcja informacyjna na Facebooku się powiodła i osoby, które go znały z widzenia tylko, zareagowały, gdy został zaatakowany przez wariatów, którzy już wyciągnęli noże. Adam mial cichą ochronę fanów przez cały konwent, którzy obserwowali, co się dziej. Mogę im tylko gorąco podziękować. W przeciwieństwie do Ravna Adam przeżył, ale i tak skończyło się to zajście ranami i rozsypał się psychicznie. Dołączył do grupy osób, które unikają środowiska fanów, bo zdrowie psychiczne i życie jest ważniejsze od uczestnictwa w konwentach.

A Avangarda nadal robi wszystko, czego tylko domagają się wariaci. Moja prelekcja o Lolicie była papierkiem lakmusowym i testem dla klubu. Jak wcześniej usłyszałam od schizofreników została odrzucona, bo według ich fałszywych oskarżeń „rani Renatę”, która miała niby być zgwałcona przez mojego ojca. Jest oczywiście całkowicie odwrotnie, to ja (i wiele innych osób) byliśmy jako dzieci zaatakowana przez ojców Renaty oraz Romana (chociaż teraz już sam Roman przejął rolę swojego ojca w podobnych pedofilskich gwałtach, wiem bo zaatakował córkę mojego byłego). A mój ojciec w weekend, kiedy miał podobno zaatakować Renatę po tym, jak ją niby odwiedził w domu, przebywał na konwencie w Londynie. I oczywiście w życiu nie był w jej mieszkaniu. Przypomniałam sobie doskonale te fałszywe oskarżenia z dzieciństwa, które skończyły się zarzutami dla kogoś innego niż mój ojciec, i nigdy nie potwierdzę oskarżeń tego gangu schizofreników z mojej podstawówki wysuwanych wobec niewinnych osób.

Inne kluby przyjęły moją prelekcję z wdzięcznością. Przy czym klub z Łodzi nagrodził mnie brawami po zakończeniu wystąpienia. To są ludzie, którzy – jak się okazuje – znają mnie najlepiej i zawsze w tym mieście czułam się świetnie. Mój głos na Wordlcon w Polsce przypadana na klub łódzki. Są to sprawni organizatorzy, którzy wiedzą dokładnie, kto jest kim na polskiej scenie fantastycznej. Co więcej Łódź jest doskonale skomunikowana z Warszawą, a półtorej godziny pociągiem to tyle, co często w innych krajach zajmuje dojazd na lotnisko umiejscowione koło dużego miasta. Przy czym jestem całkowicie pewna, że wielu fanów z Warszawy zgodzi się zabrać szanownych gości swoimi prywatnymi samochodami. Wystarczy się skrzyknąć. Droga wtedy będzie krótsza i przyjemniejsza. A bogaci sponsorzy – jestem o tym przekonana – są w stanie także zorganizować dodatkowe autokary już z warszawskiego lotniska. Wystarczy ich poprosić.

W tej sytuacji rzucam swój głos na Łódź, jeśli chodzi o Worldcon w Polsce, o który już dawno walczy Avangarda, chcąc przedstawić Renetę jako „współautorkę Wiedźmina”. a także „pomysłodawczynię Buffy” – a przynajmniej tak mi to przedstawili schizofrenicy z mojej podstawówki. Na co oczywiście nie mogę się zgodzić.

Róbcie takie rzeczy beze mnie. Moje zdanie poznaliście. Ja się z takiego fandomu wypisuję.

Śmierć

Muszę opisać z jakiego powodu schizofrenicy z mojej podstawówki postanowili zabić Ravna. Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, gdy byłam dzieckiem, spotkałam młodocianą ofiarę Kościoła, która była zmuszana do zostania zakonnicą wbrew swojej woli, bo jakaś schizofreniczka tego zarządała i obrzuciła ją pomówieniami, klasycznymi dla schizofrenii zresztą. Mój tata miał już wcześniej dużą nieprzyjemność spotkać się ze schizofrenikami, więc już wtedy wyjaśnił mi wszystko na temat tej choroby.

Byłam tym tak oburzona, że gdy zostałam zaproszona do telewizji jako mała sportsmenka, wykorzystałam tę okazję, aby napiętnować postępowanie Kościoła Rzymsko-Katolickiego w przypadku tej dziewczynki. To, co opowiedziałam, wzbudziło oczywiście zainteresowanie schizofreników z mojej podstawówki oraz okolic. Ci maniacy religijni obrali sobie w związku z tym także mnie za swój cel i zaczęli mnie, jak mówią, obserwować. Oczywiście ruszyła im cała lawina urojeń na mój temat.

Dziewczynkę ze wsi udało się uratować. Gdy tylko skończyła osiemnaście lat, zwiała do pracy u rodziców Piotra. Wiem, że uważa, że znalazła się w tak dobrym miejscu, że lepiej trafić nie mogła. Pokojówki, nazywane popularnie mejdami, po prostu cały dzień harują i sprzątają, a w chwilach wolnych siedzą w służbówce, czekając, aż będą potrzebne i wezwane. Dla osoby wykształconej takie zajęcie byłoby piekłem, ale dla mojej znajomej pokojówki to, co robi, jest rajem, bo edukację skończyła na podstawówce i była tak źle traktowana od dzieciństwa, że normalne warunki pracy u zdrowych psychicznie ludzi na najniższej krajowej z wizją emerytury, są dla niej spełnieniem wszelkich marzeń. Bo wcześniej poszła „na służbę” u tamtej wariatki, która oskarżyła ją o prostytucję. jeszcze gdy jej ofiara była małym dzieckiem i aż do chwili ucieczki z klasztoru dziewczyna była cały czas poddawana torturom, głodzona i pracowała ponad siły. Cud, że przeżyła. Moje znajome schizofreniczki marzą o takim samym losie także dla mnie i slinią się na myśl, że mogłyby mnie torturować i zmusić do „służby” u siebie. To naprawdę nie są moje „najlepsze przyjaciółki z podstawówki”, jak lubią o sobie mówić.

Moim znajomym schizofrenikom skleiłam się z tą pokojówką rodziców Piotra. Kobieta jako małe dziecko była oskarżana przez jakąś wariatkę ze wsi, że jest prostytutką. Oczywiście, że to było bezpodstawne oskarżenie, ale w Kościele się ze schizofrenikiem nie wygra, bo mit o Abrahamie i Izaaku jest odczytywany jako kategoryczny nakaz posłuszeństwa wobec każdego wariata, który twierdzi, że słyszy głos Boga, który mu objawia sekrety, albo że usłyszał spowiedź swojej bezpodstawnie oskarżanej ofiary.

Ani ta pokojówka, ani ja nie byłyśmy nigdy prostytutkami. Przy czym ja nie uciekłam z żadnego klasztoru i nie powinnam do niego wracać. Nie jestem też chora psychicznie. Nie miałam też zamiaru obrazić żadnej zakonnicy, po prostu wkurzyłam się jej interpretacją mitu o Abrahamie i Izaaku, więc wyszłam z katechezy, bo nie chciałam i nie chcę być posłuszna żadnym schizofrenikom, bo to, kurwa, nie są ludzie, którzy zasługują, aby ich nazywać „świętymi” i wypełniać ich wolę.

Moi znajomi schizofrenicy uważają, że jestem kimś ze wsi i że uciekłam z klasztoru. Niestety dla nich urodziłam się w Warszawie i nie mam w swoim życiu jakiegokolwiek etapu, kiedy bym zniknęła z życia w Polsce. Prawda jest taka, że Kościół nie powinien schizofreników głaskać po główkach i nazywać „świętymi”. Ci maniacy religijny, bo przy okazji są też maniakami religijnymi, postanowili mnie pilnować i nie dopuścić do tego, aby jakikolwiek mężczyzna „slugawił” kobietę „poślubioną Bogowi”. No cóż, mają tego pecha, że nie jestem dziewicą i nigdy nie byłam w klasztorze, nawet jako turystka. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że jestem od dziecka antyklerykałem. I mam w dupie, że Ryszard „obiecał mnie Bogu”, bo złożył podobno taką przysięgę, że pójdę do klasztoru. A chuja tam pójdę!

Ravn zginął, bo się ze mną związał i schizofrenik postanowił go zabić za seks z „siostrą zakonną”. Według tego, co mi wariat powiedział, dopadł go w takiej sytuacji, że mógł patrzeć z satysfakcją, jak Ravna ogarnia przerażenie, bo zorientował się, że są to jego ostatnie chwile życia.

Oczywiście jest to tylko jedna z wersji, jakie usłyszałam od tego schizofrenika. Według innej zabił Ravna, bo sam schizofrenik chce się ze mną ożenić, aby móc po mnie odziedziczyć mieszkanie, a także inne dobra, o których kilka osób zaczęło plotkować, nie wiedząc, że o pewnych sprawach i przypisywanych mi spadkach, lepiej zachowywać milczenie. „Low profile” to dobra rzecz. Piszę to wszystko tylko dlatego, że studiując, łapałam wszystkie możliwe kursy na całym Uniwersytecie, które miały mi pomóc w walce z tymi wariatami. Zrobiłam też kurs Komunikacji Społecznej, więc jako swój własny specjalista PR udzieliłam sobie (czyli swojej własnej klientce) rady, aby upublicznić całą sprawę. Bo tak się postępuje w sytuacjach bezpodstawnych pomówień. Jest to jedyna droga postępowania, która gwarantuje sukces. Jest to akcja kogoś krańcowo zdesperowanego, a nie jakiejś „attention whore”. Atencjuszką w fandomie jest ktoś inny, ale nie będę pokazywać palcem.

I tak ta historia toczy się całe moje życie, które upłynęło mi (tak piszę, bo już wchodzę w wiek mocno zaawansowany i nawet zbliżam się do wieku emerytalnego) na walce z wariatami o to, żebym mogła robić w życiu to, co sama chcę i kochać tych, których sama sobie wybiorę.

I bardzo, bardzo nie dziękuję wszystkim enablerom tego piekielnego gangu schizofreników z mojej podstawówki, nie dziękuję też różnym durnym koleżankom oraz osobom, które łamały wszelkie zasady psychoterapeutyczne. W tym raczyły nie uwierzyć mi w zapewnienia, że wszystkie opowieści o mnie i moim tacie pochodzą z urojeń wariatów. A tak się składa, że każdy psychoterapeuta wie, że człowiek nie tylko ma prawo do swojej wersji wydarzeń, ale też jest ostatecznym autorytetem, jeśli chodzi o jego własne życie. Ludzi się szanuje i pamięta o tym, że obowiązuje w kontaktach ludzkich życzliwość i uprzejmość. Ogólnie te zasady społeczne (na których jest oparte prawo) nazywa się „dobrym wychowaniem” i chamki, które nie potrafią się zachować, lądują z reguły na marginesie społecznym. I ponieważ każdy człowiek jest swoim własnym królem i dwór jest tam, gdzie on sam przebywa, ma prawo podejmować samodzielnie decyzje o sobie. Bo każdy człowiek jest całkowitym władcą swoich spraw i swojego życia. Nie musi mieć do tego tytułu szlacheckiego. Jeśli ktoś uważa inaczej, łamie prawa człowieka.

I mam ostatnią prośbę – odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyć człowiekowi psychikę można w pół godziny, można nawet w taki sposób odprowadzić kogoś do samobójstwa, odbudowuje się potem człowiek latami. Dlatego psychoterapeuci nienawidzą takich akcji, jakie miały miejsce u mnie w pracy. Ja też nienawidzę.

Prawo własności

Mam nadzieję, że ten wpis zakończy pewną aferę, która ciągnie się od czasów mojej podstawówki. Wtedy to właśnie schizofreniczne dzieci, z którymi chodziłam do szkoły, uknuły spisek, aby wejść w posiadanie mieszkania. Miałam albo pójść do klasztoru, albo zaszczuta przez nich się zabić, a oni mieli zostać dziedzicami moich rodziców. I to był powód dlaczego się podlizywali moim rodzicom za moim plecami oraz fałszywie przedstawiali jako moi przyjaciele. Stąd także się wzięły jeszcze inne marzenia i urojenia tych osób, które zostały rozpowszechnione wśród warszawskich fanów.

Dla zwolenników wariatki Renaty mam złe wiadomości – jestem dokładnie tą osobą, za którą się zawsze podawałam. I jestem jedyną dziedziczką mojej mamy, Heleny. Zupełnie niepotrzebne mi były wjazdy do mojej pracy (i to niejednej) zwolenników i kochanków schizofreników, którzy mieli nadzieję, że terrorem zmuszą mnie do oddania mojego mieszkania. Nie powinnam też była wysłuchiwać krzyków i wrzasków (a wszystko działo się, przypominam, w pracy przed studentami), że mam oddać klucze i że jestem wariatką. Zupełnie też bez sensu było wplątanie w to prawnika N., czy też innych osób, także psychiatrów i psychologów, bo to nie ja byłam problemem, i to nie ja powinnam się leczyć. Niestety takie urojenia kleptomanek schizofreniczek, jak te panie z mojej podstawówki, są bardzo częste. I powinny takie rzeczy zawsze być pozostawiane Policji i biegłym. Samosądy i zaszczuwanie różnych osób (w tym też mnie) to objaw skrajnej demoralizacji i nic więcej nie mogę na ten temat powiedzieć. Dodam tylko, że ja sama postanowiłam trzymać się od tego środowiska już zawsze z daleka i nie pcham im się na oczy. Nic nie mogą zrobić, abym zmieniła zdanie na temat osób, które mnie zaszczuwały całe moje życie i torpedowały moje plany osobiste i zawodowe swoimi kłamstwami ora urojeniami. Zbyt się ich boję, aby uczestniczyć w warszawskich konwentach, bo takie imprezy bardzo trudno ochraniać.

Swoje mieszkanie zajmuję jak najbardziej legalnie i nikt inny nie ma do niego prawa. Odebrałam dzisiaj legalny dokument, w którym zawarte jest wszystko, co tylko sądom jest wiadome o moim mieszkaniu. Jestem zatem gotowa do wstąpienia na drogę powództwa cywilnego, bo mam już dosyć złodziei i skurwysynów z warszawskiego środowiska fanów fantastyki.

Wcale już nawet nie chcę, aby osoby zakochane w schizofrenikach (czyli Renacie i Romanie) mnie przeprosiły. Nie ma to dla mnie znaczenia po tym, jak zniszczyły mi całe życie, pomimo wysiłków wszystkich moich przyjaciół oraz prawdziwych psychoterapeutów, aby postawić mnie na nogi. Całe moje życie to rollercoaster i po podniesieniu się z depresji i zaszczucia byłam ponownie atakowana i wyzywana. Nic, co jest związane z warszawskim fantomem, nie ma już dla mnie znaczenia.

Kurwy i ich wielbiciele, bardzo proszę, odpierdolcie się ode mnie. Ani Renata nie ma prawa do mojego mieszkania, ani Roman czy Ryszard nie są moimi „opiekunami prawnymi”. Są po prostu złodziejami i oszustami, jak to zwykle jest ze schizofrenikami, którzy odkrywają, że dzięki kłamstwom i wyłudzeniom nie muszą się leczyć, a mogą dostawać kasę za nic. W czym zawsze pomagał im Kościół i brał swoją dolę za ochronę.

Nie mogę umieścić całego dokumentu, bo nie pozwala na to WordPress, a nie chce mi się szukać w Sieci, jak to obejść, bo pewnie wystarczyłoby zmienić jedną linijkę kodu. Ale wrzuciłam skan całego dokumentu sobie do Chmury i mogę w każdej chwili okazać.

Pokojówka

Czyli wpis o podłościach Kościoła Rzymsko-Katolickiego i mojej walce z niesprawiedliwościami, jakie spotykają ludzi żyjących w katolickim kraju.

Pewnego lata, jeszcze na początku podstawówki spędzałam wakacje z rodzicami na letnisku na wsi. Nudziłam się, więc jak zwykle rozmawiałam ze wszystkimi i próbowałam się dowiedzieć wszystkiego o ludziach ze swojego otoczenia (nawet tymczasowego). Pewna młodsza ode mnie drobna dziewczynka siedziała zapłakana. Dowiedziałam się, że rozpacza, bo musi zostać zakonnicą, bo zarządała tego katechetka. Nie wiem, czym jej to dziecko podpadło, ale widać była za szczera i zbyt otwarta. Ogarnęło mie przerażenie, bo byłam wychowana wolnościowo i wierzyłam, że każdy ma prawo sam kształtować swój los. Więc nie ma miejsca na aranżowane małżeństwa, ani na wybieranie komukolwiek wbrew jej czy jego woli kariery kościelnej. Stwierdziłam, że muszę temu dziecku pomóc.

Powiedziałam jej, jakie ma prawa i że coś takiego nigdy w życiu nie powinno się było wydarzyć. Porozmawiałam z moim ojcem, ale rodzina u której wynajmowaliśmy pokoje była zastraszona przez księdza i zakonnice. Psychoterapeuci wiedzą, że praktycznie wszyscy z Kościoła są zdemoralizowani, bo są przyzwyczajeni groźbami osiągać wszystko, co tylko sobie wymarzą. W podobny sposób – czyli terrorem – wchodzą w posiadanie dóbr poczesnych, którymi oficjalnie gardzą. Znam te metody, bo stosowano je także na mnie – są opisane jako zbrodnicze w podręczniku o sektach. Naprawdę kościół Rzymsko-Katolicki powinien być zdelegalizowany, bo są groźniejszy od mafii, która Kościoła i Opus Dei się boi. Przestępcy się ich boją, chociaż sami przestępcy potrafią nieźle zniszczyć ludzi za odmowę współpracy. Ale nie potrafią zrobić człowiekowi takich rzeczy, jakie potrafią zrobić zatrudnieni przez Kościół schizofrenicy, którzy są szczuci na niepokornych, którzy kontestują całkowitą i absolutną władzę Kościoła.

Nie jestem osobą, która się łatwo poddaje, więc zaczęłam myśleć, jak dziewczynce pomóc. Poprosiłam tatę, żeby jej dał trochę pieniędzy na autobus do Warszawy i dostała też telefon do ojca Piotra, żeby w rezydencji zatrudniła się jako pokojówka. Oczywiście mogła to zrobić dopiero jako osoba pełnoletnia. Dowiedziałam się później, że pozwolono jej skończyć tylko podstawówkę i oddano w niewolę do zakonu. Zakonnica, którą niby obraziła, torturowała ją i kazała pracować ponad siły. Pewnego razu dziewczyna w zakonie musiała szorować podłogi oraz kible przez bite dwadzieścia cztery godziny. Na całe szczęście nauczyła się różne informacje i swoje opinie zachowywać tylko dla siebie. Odczekała do swoich osiemnastych urodzić i nad ranem wymknęła się z budynku zakonu.

Mój tata i ojciec Piotra znali się jeszcze z czasów francuskich, obaj już wtedy byli przyjaciółmi. Piotr został przeze mnie ostrzeżony, że ktoś taki jak ta dziewczyna będzie szukała pomocy. Na całe szczęście była na tyle potulna, że nie zrobiono jej tego, co zrobiono mnie i nie straciła pamięci, bo katowano ją tylko fizycznie i odmawiano jedzenie. Ma niecałe metr czterdzieści i przeszła w dzieciństwie piekło.

Mam z nią tylko tyle wspólnego, że moja katechetka też się na mnie uwzięła, bo poczuła się obrażona, bo ją poprawiłam i zaczęła opowiadać o mnie kłamstwa, a także poszczuła na mnie swoich znajomych „świętych” – czyli schizofreników, którzy zgodnie z prawem mogą nawet bezkarnie kogoś zabić. Kościół to nie jedyni przestępcy, którzy posługują się chorymi psychicznie ludźmi, aby kogoś zastraszyć lub sobie podporządkować. Czy też zemścić się za odmowę współpracy.

Moja katechetka miała tego pecha, że moi rodzice to wielkomiejscy ateiści i nie zamierzali spełniać jej żądań. To że wyznaczyła schizofreników na moich „zastępczych rodziców” wcale jej wiele nie pomogło. Nie da się mnie nawrócić, bo jedyną religią, jaką szanuję jest Wicca. Oprócz tego jestem ateistką i kieruję się nauką we wszystkim, co robię. I nie jestem zbuntowaną pokojówką, więc bardzo proszę się ode mnie odpierdolić.