Porwanie

Po pobiciu i wynikającym z niego poronieniu z ulicy porwał mnie gang Romana. Zostałam zabrana do mieszkania, którego nie znałam i torturowano mnie kilka godzin. Schizofrenicy, kierując się psychozą, przekonywali mnie, że jestem kurwą i że mam oskarżyć swojego prawdziwego narzeczonego. Byłam podduszana, bita, zakrzykiwana i torturowana w każdy inny sposób.

Nie przyznałam się do niczego. W pewnym momencie udało mi się uciec z tej pułapki, chociaż wyglądało na to, że będę już tam zawsze więziona, bo wariaci chcieli, abym tam mieszkała i obsługiwała jako „kurwa” osoby, które mi przedstawią.

Wpadłam do pobliskiej kawiarni i poprosiłam o wezwanie policji oraz pogotowia. Bałam się o swoje zdrowie, po torturach i zastraszaniu ledwo żyłam. Wariaci zniszczyli mnie, bo chcieli koniecznie udowodnić, że ich urojenia są prawdą i że mieszkałam w miejscu, do którego mnie porwali.

Tortury i pranie mózgu wywołały u mnie amnezję, przez chwilę nie pamiętałam nawet kim jestem. Udało mi się przypomnieć dużo, ale nie prześladujących mnie od dzieciństwa wariatów i nie mojego narzeczonego. Jego osoba i prawda została zablokowane przez pranie mózgu i pana B. Nie powinien się wtrącać w sprawy, na których się nie zna. (Niech sobie, kurwa, idzie do Sądu. Gówno znajdzie na potwierdzenie swoich gównianych przekonań.)

Wszyscy rozpaczli z tego powodu. Mieliśmy razem pojechać do Norwegii i tam po weryfikacji najlepszego ginekologa znowu starać się o dziecko. Moja mama robiła wszystko, abym odzyskała pamięć, ale byłam co chwila atakowana. Pamiętam, że mama wysłała mnie, abym kupiła sobie coś ładnego. Poszedł tam za mną mój narzeczony, myśląc, że odzyskam pamięć.

Wzięłam do rąk livistonę, rodzaj ciepłolubnej palmy, ale odłożyłam na bok, bo kierowałam się tym, co mi mówili schizofrenicy „wszystko, co masz, umiera”. Grozili, że zabiją każde moje dziecko. Nie chciałam patrzeć na uschniętą roślinę. Niedawno to sobie przypomniałam w tym samym markecie i kupiłam sobie dokładnie taką samą palmę.

Ładując mi się do łóżka, Michał zepsuł wysiłki wielu osób, które próbowały odświeżyć mi pamięć. Nie miał świadomości, że opowieści o moim narzeczonym mają w sobie tyle samo prawdy, co oskarżanie mnie o prostytucję, lub mojej mamy o bycie burdelmamą. Mój narzeczony jes norweskim arystokratą i metalem. Nigdy w życiu nie miałam nic wspólnego z Romanem. O mnie też opublikowano kłamliwy artykuł. I też się ludziom rozdwoiłam. Nie jestem osobą, za którą mnie bierze doktor B. Nic z jego przekonań na mój temat nie jest prawdą.

Wszystkie osoby, ktore uwierzyły Romanowi i stanęły za nim oraz jego gangiem są moimi osobistymi wrogami. Naprawdę nie zarabiałam w Norwegii w burdelu, tylko brałam udział w nagraniach. Macie się odpierdolić ode mnie.

Vogel

Polski Vogel robi dokładnie to samo, co schizofrenicy, których chroni, czyli celowo kłamie i zniekształca rzeczywistość, chcąc doprowadzić swoją ofiarę do szaleństwa. Wmówił mi, że on wszystko może i że nie ma przed nim ucieczki. Twierdził, że zna mnie od dzieciństwa i że tylko jego „prawda” będzie wysłuchiwana. Nakazywał mi wycofanie się ze wszystkiego na blogu. Nie jestem w stanie kłamać. Nie popełnię też samobójstwa, jak mi życzył, i nie przepiszę niczego na Romana, bo nigdy nic do niego nie należało. Roman nie jest kimś, kto kocha kobiety. Już w podstawówce Roman opowiadał o byciu gejem.

Psychologów klinicznych nie dziwi to, że schizofrenicy kochają tylko innych schizofreników, a ludzi zdrowych tylko wykorzystują. Ja jestem tą stroną wykorzystywaną. Renata to lesbijka, a Roman to gej. Uwodzeni przez nich ludzie nie powinni się dziwić, że nie lądują z nimi w łóżku. To nie jest prawdą, że Renata jest nieczynna seksualnie, bo ją zastraszyłam. Vogel nie powinien swojej agresji spowodowane frustracją seksualną wyładowywać na mnie. Ta dwójka schizofreników gejów manipuluje ludźmi od zawsze. A Anna sypia gdzie się da i z kim się da.

Doktor B. czepnął się tej wypowiedzi i oskarżył mnie i Vika o schizofrenię, oraz o to, że „wykorzystuję Romana”. Darł się na mnie, że cieszy się, że nasze dziecko się nie urodziło. Wbrew jego poleceniom nie będę nikomu dziękować za „opiekę” w tamtym okresie. Nie dziwcie się, że rozpadłam się psychicznie, bo zostałam zgnieciona na proch w miejscu pracy i ruszono najbardziej bolesne przeżycia. wmoim życiu. Wbrew temu, co chce doktor B. nie potwierdzę wersji wariatów. Nie zabiłam tej „prawdziwej” Małgorzaty i się pod nią podszywam. Nic, co napisałam swojemu szefowi, nie jest „oburzające”.

Poprosił o wysyłanie takiej korespondencji biegły psycholog, bo chciał uleczyć sytuację w moim miejscu pracy, które jest eksterytorialne, ale gang schizofreników oraz ich enablerów postanowił jednak mnie dalej niszczyć, aby potwierdzić wersję wariata. Na całe szczęście Straż jest zobowiązana do słuchania Policji. Wbrew temu, co mi zarzucano, nie mam jakiś specjalnych „znajomości na Policji”. Nie podszywam się pod kogoś, kim nie jestem. To doktor B. już dawno nie jest lekarzem, bo wyrzucił za okno wszystkie metody naukowe swojej profesji.

Prawda jest taka, że taka, że rzeczywiście utknęłam w bardzo nieprzyjaznym mi środowisku, które zwróciło się przeciwko mnie, kierując się urojeniami Romana, Anny oraz Renaty. Dokonywano nie tylko egzekucji na mojej psychice, ale też zostałam poddana nielegalnym egzorcyzmom. Widać na moje apostazji, jak bardzo jestem niereligijna. Nie przedstawię innych dokumentów, bo tylko takie są niesfałszowane.

Nikt z mojej rodziny się nie zgodził na nielegalne egzorcyzmy. Zgodę wyraził na to obcy mi schizofrenik, z którym nie mam nic wspólnego. Wiem, że osoby z pracy terroryzowały mnie i godziły się na łamanie w ten sposób praw człowieka. Zostałam złamana i sterroryzowana, więc straciłam pamięć przez to postępowanie ludzi, których nie powinny obchodzić zarzuty chorych psychicznie wobec mnie.

Vogel dostał moje emaile, które napisałam, do wielu osób w próbie wyjaśnienia zarzutów, które pochodzą z urojeń moich prześladowców. Zostałam przez to zakatowana, wmawiano mi religijność i bycie byłą prostytutką. Zawsze będę się skarżyć na łamanie praw człowieka, a także prawa medycznego. Te emaile nigdy nie powinny trafić do kogoś takiego jak Vogel. Nie jest członkiem organizacji, w której pracuję. Jedyne, co zrobił, to zakłócenie pracy ważnej instytucji oraz zniszczenie wielu osób, które zostały wciągnięte w jego nielegalne akcje.

Zostałam tak zniszczona i zastraszona w czasie pracy, że wytworzono u mnie syndrom sztokholmski i straciłam możliwość obrony oraz zmienienia miejsca pracy. Potraktowano mnie jak niewolnicę Romana i osobę pozbawioną praw. Tak wprost mnie nazywał i tak mnie traktował doktor B. oraz Nycz.

Wbrew temu, co sądzą enablerzy Romana i Renaty, mam swoje prawa. A Policja stoi po mojej stronie, bo ma wgląd we wszystkie dokumenty i wszystko prawidłowo weryfikuje. Nie podszywam się pod kogoś, kim nie jestem. Wywołany syndrom sztokholmski i to że wmówiono mi fałszywe przekonania, nie jest dowodem na prawdziwość zarzutów, że nie jestem „prawdziwą” Małgorzatą.

Nie boję się Sądu Opiekuńczego, którym grozi mi doktor B. Wiem, co wcześniej Sąd zadecydował. A zeznania wariatów są niczym przy prawdzie i tym, że mnie znają wszyscy.

Bardzo proszę, kiedy zobaczycie doktora B. lub Nycza, strzelcie ich w ucho ode mnie i naprostujcie tym frustratom światopogląd.

Wrew żądaniom doktora B. nie będę pisać za Renatę, bo wcale nie trzeba jej naprawiać sytuacji społecznej czy pisarskiej. Żadnych pomysłów jej nie ukradłam. To klasyczne szlochy schizofreniczki paranoiczki.

To absurdalne żądania – od zarzutów, że nie umiem pisać, przeszedł płynnie do stwierdzeń, że mam dobry styl, ale żadnych pomysłów i mam „pomagać” Renacie. Nie będę za tę schizofreniczną lesbę pisać. Za Romana też nie. Nie będę też śpiewać za Annę. Nikt nich nie zasługuje na pomoc.

Doktor B. przyznał się, że kariera mi „nie wyszła”, bo on teog pilnował. Bo jego zdaniem ta trójka schzizofreników to osoby pokrzywdzone.

Chuja tam pokrzywdzone. To, że kurwa przejęła nielegalnie moje mieszkanie, rozpruła sejf i ukradła mi wszystko, nie oznacza, że to wszystko były jej konspekty. To jest mój charaler pisma i nikt mi tych konspektów, czy pomysłów nie dyktował.

Chuj na to wszystko!!! Schizofrenicy kleptomani zaczęli rządzić fandomem warszawskim oraz moim miejscem pracy. Ale nadal jestem wolną osobę i nawet jeśli mnie zakmnieice w więzieniu, to i tak nie potwierdzę słów schizofreników, tylko będę coraz bardziej prześladowanym dysydentem.

Norwegia ujęła się za właściwą osobą. Nie udowodnisz, chuju, że jestem Tomem Ripleyem. Ja jestem tą osobą, za którą się podaję. To Roman nie powinien się podwać za Ravna i żyć z pieniędzy, które dla mnie przelewali rodzice zabitego.

Dzięki psychologom i przyjacielom przetrwałam. Jeśli przekręcam słowa to ze stresu, nie dlatego że jestem Rosjanką. Odpierdol się, chuju! Nie zabiję się dlatego, że mi zagroziłeś, że zrobisz ze mnie wszędzie Ripleya!!!

Przy takiej agresji i terrorze groziło mi samobójstwo. Same takie groźbę wystarczą, aby zabić niewinną osobę. Właśnie niewinne osoby się bardziej rozpadają i zabiją z powodu zaszczucia.

Chuju B., będę ci grozić!!! Bo akurat prawdziwego Sądu się nie boję!!!

Odpierdol się ode mnie!!! Nawet jeśli mnie zabijesz, nie „zasłużysz” na to, żeby zamoczyć w Renatce. To lesba, która ludźmi manipuluje. Kurwa, ludzie, panujcie nad frustracją seksualną, debile. Nie możliwości, aby ktoś hetero nie poszedł w końcu do łóżka z kimś, kogo podobno kocha. Wiem, że zakochany facet w końcu dopnie swego. Nawet w żałobie reakcje mojego organizmu były prawidłowymi relacjami osoby heteroseksualnej.

I nadal tak jest. Romana po prostu nienawidzę i tej gej budzi we mnie awersję. Nie ma znaczenia, jak dużą dawkę prania mozgu i zaserwowano w czasie studiów. Nadal odwróciłam się od niego z odrazą w czasie przyjęcia pewnej idiotki. Nie jestem lesbijką. Na szczęście są faceci, którzy za mnie ręczą. Nie jestem postacią z filmu Monster.

Roman i doktor B. nie będą pisali historii o mnie jako o prostytutce lesbijce.

I jakoś do tej pory nikt mnie nie chce sądzić za umieszczenia na blogu moich własnych opowiadań. Nie jest to dowód na to, że „zabiłam autorkę”. Renata wcale mnie nie zna, nie jest moją krewną. Moi krewni są na zdjęciu poniżej zaświadczenia.

I dla przypomnienia:

Screenshot

Dexter

Roman, schizofrenik, który ma święte przekonanie, że jest moim mężem, bardzo przypomina mi Dextera Morgana. Dexter to postać fikcyjna z powieści Jeffa Lindsaya. Nie powiem z całą pewnością, że Lindsay zainspirował się wprost postacią naszego fandomowego schizofrenika, pisarze śledzą nie tylko plotki (a fandom światowy jest bardzo rozplotkowany), ale też przeglądają różne archiwa kryminologiczne. A większość schizofreników jest do siebie podobna i widzę sporo analogii.

Poznałam Romana w podstawówce i nienawidzę go od tamtego momentu. Zadręczał mnie już wtedy swoimi opowieściami o marzeniach, żeby zostać zawodowym mordercą. Uczył go tego ojciec schizofrenik. Już wtedy razem zabijali zwierzęta, na których Roman uczył się bezwzględności. Słyszałam, że razem oczyszczają świat z elementów nieporządanych ich zdaniem, czyli metali i „kurew”. Byłam tak przerażona, że razem z Tatą informowaliścy Policję o nim i jego krewnych. Udałoby się tę rodzinę leczyć, gdy nie fandom, gdzie znaleźli sobie enablerów oraz analog Vogel, czyli psychiatrę, który zaczął z nimi współpracować i ich chronić.

Przez tę ochronę nasz polski Dexter oraz jego krewni działali bez problemu. Jak to schizofrenicy zrzucili swoją winę na niewinne osoby ze szkoły i je zaszczuli. Dalej kwitli w fandomie bezprawnie przypisując sobie rolę moich obrońców, którzy mnie wtedy uratowali. Oszukali wszystkich, a ja nie wiedziałam, co się dzieje za moimi plecami.

Schizofreników bardzo trudno się diagnozuje. Najlepiej to robi ich ofiara, przed którą się odsłaniają, jak to robił Roman w szkole przede mną. Przed resztą świata odgrywają role, jakie sobie wybrali. Większość z tego, co robią, jest oparte na ich urojeniach i dlatego nie stają przed wymiarem sprawiedliwości, nie mogą się powstrzymać, nia mają wyboru, zdaniem psychiatrii są niepoczytalni. Schizofrenicy są bardzo przekonujący i uwodzą swoje ofiary oraz swoich enablerów. Przy czym dla psychologa uwodzenie nie musi dotyczyć sfery seksualnej, chociaż schizofreniczki często zaciągają kogoś do łóżka, aby go urobić, chodzi o przekonanie kogoś, że się jest ideałem i sprawienie, że ta osoba zakocha się po uszy. Kochamy swoje zwierzęta, kochamy przyjaciół, kochamy dzieci. Nie oznacza to, że chcemy z nimi uprawiać seks.

Psychologia kliniczna jest bardzo trudną dziedziną i trzeba przyswoić sobie wiedzę z takiej samej ilości podręczników, co na medycynie. Trzeba zapamiętać całe listy typowych urojeń, zachowań i sytuacji, jakie wskazują, że osoba, z którą rozmawia psycholog jest chora psychicznie. Psychiatrzy tego nie potrafią, dlatego mają obowiązek dokładnego weryfikowania tego, co im sie mówi. Weryfikacja to nie jest pytanie osoby oskarżanej o schizofrenię, tylko proszenie Policji o weryfikację, kto mówi coś niezgodnego z dokumentami. Ja mówię to, co jest w dokumentach w posiadaniu Policji. Schizofreicy bardzo często próbują ubezwłasnowolnić ofiary swoich urojeń sądownie. Znajduje się to na liście typowych sytuacji. Tak samo często fałszują dokumenty.

Wyciągnęłam z Romana bardzo dużo i mój przyjaciel nagrywał nasze rozmowy telefoniczne. Byliśmy też filmowani. Przyznał mi się Roman do wielu rzeczy. Nie potrzebuję już żadnych innych konfrontacji z tym psycholem. Wiem dokładnie, kim jest. Przyznał mi się, że jest gejem i nienawidzi kobiet. Jest mordercą, ale też jest chory psychicznie. Dowiedziałam się, że ma w głowie swojego „Przewodnika”, który mu podpowiada, co ma robić. Nie nazwał go Mrocznym, ale widzę wyraźnie w tym analogię do Mrocznego Pasażera, którego podszepty realizuje Dexter.

Dexter fikcyjny i nasz fandomowy świetnie sobie radzą w codziennym życiu. Nie widać po nich na pierwszy rzut oka schizofrenii, ale psycholodzy kliniczni nie będą mieli wątpliwości. Obaj kłamią na zawołanie i robią wszystko, aby uniknąć wpadki. Mordują też w tym celu. Dlatego bardzo niebezpieczne jest mówienie w ich otoczeniu, kim jestem i że się mnie lubi. Prawda całkowicie nie zgadza się z wersją, którą kolportują w swoim otoczeniu. Niszczenie mnie jest zemstą za to, że nie chcę z nim współpracować i potwierdzać urojeń polskiego Dextera oraz jego krewnych. Nie dam mu się zabić, aby przejął mój majątek, a jego siostra mogła uchodzić za kogoś takiego jak ja.

Bardzo proszę, nie mówcie nic polskiemu Dexterowi o mnie.

Poronienie

Mam dosyć prześladującego mnie od dzieciństwa gangu schizofreników oraz ich durnych enablerów. Mam dosyć pomawiania mnie o prostytucję i wmawiania mi, że Roman jest „troskliwym mężem”.

Roman jest tak daleki od „troskliwego męża” jak tylko się da. To naprawdę schizofrenik, który uwielbia dusić koty, a czasem podduszać i obserwować, jak konają z przerażenia, a potem schodzą z tego świata z powodu stresu, bo cały czas je odwiedza pod różnymi pozorami i napawa się ich lękiem i przerażeniem, i tym jak konają pod jego dotykiem. Gdy nie ma czasu, łamie karki niewinnym zwierzetom. Opowiada jaki to z niego miłośnik zwierząt, o swoje zbrodnie pomawiając niewinne osoby. Dużo zrzuca na mnie, ale naprawdę nie zabiłam żadnego kota. Parę kotów przed nim uratowałam.

Nigdy nawet przez chwilę nie byłam z Romanem. Nie chcę go. Za to on chce mieć całkowitą kontrolę nade mną i potraktować mnie jak jedno ze zwierząt, które morduje. Zawsze polował na moje pieniądze, aż w końcu udało mu się przejąć nielegalną decyzją kontrolę nad moim kontem.

Byłam bardzo szczęśliwa, gdy po śmierci Ravna, związałam się z Vikiem i zaczęliśmy planować wspólne życie. Marzyliśmy o tym, aby szybko założyć rodzinę. Zaszłam więc w ciążę i wyciągnęłam akt chrztu ze swojej parafii, mówiąc proboszczowi, że zamierzam wziąć ślub w Kościele Luterańskim. Proposzcz mi powiedział, że to oznacza apostazję, bo katoliczka ma brać ślub w Kościele Katolickim. (OK, fine! Whatever!!! I tak jestem ateistką, a was niecierpię, bo niszczycie ludzi, chodzi mi o ten wasz zwyczaj nieleczenia schizofreników.)

Promieniałam szczęściem, gdy byłam w ciąży. Niestety kontrolujący mnie schizofrenik podobnie jak w przypadku Ravna zaczął mieć związane z tym urojenia. Już Ravn miał być „gangsterem”, który mnie podobno „zmusza do prostytucji” – podejrzewam, że schizofrenik-gej ma problemy z kobiecym seksem, sam mi powiedział, że nienawidzi kobiet. Z powodu tych urojeń mój pierwszy narzeczony został zabity, bo mnie w ten sposób Roman ze swoimi ojcem według ich własnych słów „chronili”. Z podobnego powodu zabito perkusistę oraz gitarzystę z naszego reytaniackiego zespołu. Uważajcie na ten gang – lubią podawać ludziom środki nasenne w alkoholu, a potem śpiące ofiary dusić lub traktowac nożem. Lubią też topić.

Przy drugim narzeczonym i ciąży zostałam napadnięta i skopana. Gdy krzyczałam, żeby mi dali spokój, bo jestem w ciąży i zwinęłam się, aby bronić brzuch, zostałam przez inne osoby z tego gangu schizofreników złapana i rozciągnięta, aby wściekły Roman mógł celować kopniakami prosto w mój brzuch. Byłam kopana także po całym ciele i głowie. Powtórzyła się scena z podstawówki z wylanego przed szkołą lodowiska.

Zostałam tak pobita, że nie mogłam się ruszać i musiano wezwać karetkę. Jeszcze po drodze do szpitala poczułam, że ronię. Nic lekarze nie mogli na to poradzić. Zwykłym postępowaniem po poronieniu jest oczyszczenie macicy z resztek łożyska. Taki zabieg nazywa się łyżeczkowaniem. Łyżeczkowanie służy także diagnoztycznemu pobraniu komórek z macicy. Nigdy nie usunęłam ciąży. Ciążę – można tak powiedzieć – usunął mi Roman, a z potem zaszczuł mnie i mojego narzeczonego. Świat jest pełen kłamstw na temat mojego byłego. Nie zabił żadnego człowieka. Wiem, że w Norwegii wszyscy wiedzą, że osoba, o której zabicie jest pomawiany, popełniła samobójstwo. Podejrzewam, że tak jak John ta osoba została zniszczona przez naszych schizofreników i dlatego się zabiła. Ci schizofrenicy lubią takie akcje.

Nie życzę sobie, żeby jakiś ksiądz wydzierał się na mnie „ale łyżeczkowanie było!!!!!” Kurwa, no jasne, że było. W XX wieku nikt by kobiecie nie pozwolił zejść na sepsę, tylk odlatego, że po poronineiu został jakiś kawałek łożyska. I nie „łożysko nie jest święte”!!! Ciekawe ile kobiet zabił w ten sposób ten kościelny skurwysyn. Ja sama miałam potem problemy z korzystaniem z pomocy ginekologa, gdy okazało się, że mam problemy z mięśniakami. I nie mięśniak to nie jest ciąża.

Na przykładzie tego księdza widać, co jest złem w Kościele. Trafiają do niego geje, którzy nienawidzą kobiet i nie chcą się ujawniać z orientacją. Są do Kościoła przygotowywani od dziecka i ogranicza im się kontakty z nauką. Zaniedbują też naukę celowo. Celowo też niczego też nie chcą dowiadywać się o kobiecej fizjologii, za to uznają wszystko, co dotyczy kobiet, za „brudne”, szczególnie tak określane kobiety, które uważają, że seks powinien przynosić radość. Bardzo trzeba uważać w kontaktach z ludźmi Kościoła, tym bardziej że poglądy na świat kształtują im dewianci i schizofrenicy. Oprócz tego, naukowcy ustalili, że do Kościoła idą ludzie najgłupsi, bardziej utalentowani i inteligentniejsi wolą karierę poza Kościołem, gdzie liczy się zawartosc merytoryczna, a nie zabobony i psychopatia. Znanym faktem jest też, że wokół Kościoła zawsze kręci się dużo osób chorych psychicznie. To jest wiedza z podręczników psychologicznych (psychologia społeczna), a także moje obserwacje.

Rozeszliśmy się z moim narzeczonym tylko dlatego, że zostałam zakatowana i straciłam pamięć. Tak się składa, że schizofrenicy, gdy tylko zrobią coś złego, zaczynają zwalać to na swoje ofiary, albo pomawiają je o schizofrenię, twierdząc, że zamordowana osoba żyje. W moim przypadku miałam być laską jakiegoś gangstera, która usunęła ciążę. Było mi to wmawiane siłą i terrorem, miałam się przyznać do „aborcji” i zabicia dziecka. Nycz i doktor B. walili we mnie jak w bęben, twierdząc, że dopiero jak się do tego przyznam, to wyzdrowieję. Pomawianie mnie o chorobę psychiczną i wmawianie mi dzieci, których nie mam, zniszczyło mi psychikę i wywołało żywiołową nienawiść do katolicyzmu. Nie życzę sobie też wmawiania mi, że „kocham Romana” i że dlatego „nie chcę mu dać rozwodu”. Nienawidzę tego skurwysyna od dzieciństwa. I naprawdę nie jestem jego żoną.

Porozmawiajmy chwilę o zabobononach katolicyzmu. Schizofrenicy z reguły są dla księży „święci” i jeśli jakiś ksiądz wytropi jakiegoś nieleczonego schizofrenika odpala szampana i zniechęca schizofrneika do leczenia. Taką osobą jest Renata. Katolicki ksiądz potrafi zakatować ofiarę urojeń schizofrenika w procesie zmuszania ofiary, aby potwierdziła słowa „świętego”. Nie potwiedzę słów Renaty nigdy. Nie tylko nie jestem „kurwą” i córką „kurwy”, ale nigdy nie potwierdzę urojonego przez nią pokrewieństwa. Nie potwierdzam żadnego fałszywego „cudu” jakiego miała niby dokonać. Nie „nawróciła mnie” i nie „wyzwoliła mnie z alkoholizmu”. Jest wariatką, która nic o mnie nie wie. Przy czym wariaci w taki sposób „leczą ludzi z picia”, że ofiary zaszczucia, nad którymi kontrolę zaczął sprawować schizofrenik, przestają pić wodę i rozwalają sobie nerki. Jest to celowe. Gdy byłam dzieckiem, trener uczył mnie, ile szklanek wody powinnam pić, bo zaczęłam za bardzo ograniczać.

Mordowanie i prześladowanie kobiety, której zawalił się świat, bo gang schizofrneików ją pobił jest taką podłością, że brak mi słów. Kobieta, która jest w ciąży i oczekuje dziecka z miłości, chce go i opłakuje stratę, jak żadna inna kobieta. Łączenie przemocą z wariatem, który ją tak skopał, że straciła to dziecko jest taką chujozą, że brak mi słów. Szczególnie jeśli robią to osoby zdrowe psychicznie. Robienie z kogoś takiego jak ja niewolnicy Romana, który zniszczył mi w życiu wszystko i zabił moją ciążę, jest taką skurwysyństwem, że należałoby was wystrzelać. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić ludzi mniej empatycznych i bardziej psychopatycznych.

A Krystynie życzę, kurwa, szczęścia z Romanem, skoro tego tak bardzo chce, że robiła mi burdy w pracy, domagając się rozwodu. Naprawdę, nie stoję na drodze do waszego szczęścia. Chuj ma urojenia na ten temat. Ja jestem panną.

Dla przypomnienia poniżej moja apostazja i zaświadczenie od stanie cywilnym. Odpierdolcie się ode mnie. Wasza tępota i kurestwo zniszczyły mi w życiu wszystko. Szkoda, że sabotowaliście mi wszystkie związki i pilnowaliście, żebym nie założyła rodziny. Nienawidzę kościelnych kurew i nie chcę mieć z klerem nic wspólnego!!! Wy jesteście kurwy! Wy, a nie ja!!! Każda kurwa z zakonu też ma się ode mnie odpierdolić! Każdy ksiądz też jest pierdolnięty i zło z niego wychodzi!!! Psychoterapeuci wiedzą, jak pierdolnięci i źli są ludzie Kościoła. Nic mnie nie zdziwiło z tego, co czytałam w podręcznikach. Jesteście zakałą rodzaju ludzkiego, a Kościół jest swoistą organizacją przestępczą. Niczego nie produkujecie, kiepsko u was z usługami dla ludności, to raczej wam trzeba usługiwać, bo tego żądacie cały czas, a rządzicie ludźmi przez zastraszanie i wywoływanie syndromu sztokholmskiego, byle by wam owieczka nie spierdzieliła i kasa się zgadzała.

Mam czarne metalowe serce i w tej sytuacji nikogo to nie powinno dziwić.

A poniżej moja apostazja ze specjalnymi pozdrowieniami dla Nycza. Skurwysyn myślał, że nie uda mi się tego dokonać, że zostałam już tak zastarszona i zniszczona, że będę się bała złożyć apostazję i da radę zmusić mnie do realizacji chorych urojeń Renaty. Zeżryj to, chuju!!! Musisz się pogodzić z tym, że udało mi się także formalnie spierdzielić z Kościoła i była to jedna z najbardziej satysfakcjonujących rzeczy, jakie zrobiłam, chociaż walczyłam z ostrym syndromem sztokholmskim i zrobiłam to wbrew zastraszaniu i wbrew wmawianiu mi, jakie konsekwencje i płomienie piekielne czekają na mnie po śmierci, jeśli złożę apostazję. Chuj mnie obchodzi jak to „Chrystus cierpi przeze mnie” – przy czym tym Chrystusem ma być niby nieleczona schizofreniczka, jak rozumiem, do której urojeń na mój temat mam się dostosować. (Nie będzie cierpieć na lekach i odpierdoli się ode mnie, czego wszystkim życzę, bo zjebała życie wielu osobom, nie tylko mnie. Nie zna mnie, nie jest ze mną spokrewniona.) Nie dziwcie się indukowanym stanom lękowym, na jakie cierpię.

Nie dam sobą sterować za pomocą wymuszanego u mnie poczucia winy. Nie usunęłam ciąży. Zostałam pobita i z powodu poronienia straciłam kogoś, kogo jeszcze nie poznałam, a już kochałam. Kościelny zwyczaj mordowania psychiki kobiety i prześladowania w takiej sytuacji jest czymś, co musi być napiętnowane. Nie mam za co pokutować. Kościół ma za co pokutować. Nycz won do Watykanu! Mam nadzieję, że już nigdy nie pokaże się Polsce!

Przy czym jestem jak najbardziej pro-choice.

Polska musi być metalowa i laicka, a nie katolicka. Zniszczyliście już tyle osób, że czas was wyprosić z tego kraju.

Screenshot

Rozmawiałem z twoją matką…

Bardzo proszę idiotów, którzy prześladowali mnie całe życie, o dokładne przyjrzenie się poniższemu dokumentowi i powiedzenie mi, czy rzeczywiście niedawno mogli rozmawiać z moją Mamą, na temat jej „prostytucji” i „uzależnienia od alkoholu” czy bycia też „burdelmamą”. Analogicznie bardzo proszę o informację, czy nadal uważają, że spotkali w fandomie po roku 1985 mojego Tatę. Nie jestem, kurwa, prostytutką, czy alkoholiczką, nie mam cukrzycy ani problemów sercem. Nie jestem przez wszystkich znienawidzona. Mam problemy tylko z kilkoma schizofrenikami.

Mówiłam, że rozmawialiście ze schizofrenikami, którzy podawali się za kogoś innego, i że to są typowe akcje schizofreników zaszczuwających ofiarę swoich urojeń, prawda?

I czy nadal uważacie, że moje moje lokum to rzeczywiście własność Renaty?

Wiem, że milczenie kilku osób sprawiło, że uważacie, że macie rację. Ale nic nie poradzę na to, że jestem osobą, za którą się podaję. Najwyżej kilka osób przespało odpowiedni moment, aby mnie ratować przed wami.

Dokumenty

Schizofrenik Roman prześladuje mnie od dzieciństwa. Można by było napisać całą monografię o schizofrenii tylko na podstawie jego działań oraz jego siostry Anny i Renaty. Co do tego, czy rzeczywiście Renata jest kuzynką Romana i Anny są wątpliwości, bo różnie mówią o tym ci schizofrenicy, ale pewne jest jedno – Renata nie jest moją kuzynką.

Podawanie się za członków rodziny swoich ofiar jest bardzo częstym postępowaniem schizofrneików, którzy zaczynają mieć obsesyjne urojenia na czyimś punkcie. Renata jest przy tym paranoiczką. Naprawdę nie chodzę za nią z nożem, ani się nią nie interesuję.

Schizofrenicy mają zwyczaj tworzyć wokół siebie gangi pomocników, którzy święcie wierzą w urojenia wariatów, bronią ich oraz mszczą się razem ze schizofrenikami za urojone krzywdy i nękają razem z nimi ofiary schizofreników. Szukają, gdzie się da „pomocy” dla swoich ofiar, które oskarżają o chorobę psychiczną, ponieważ te nie potwierdzają ich urojeń.

Schizofrenicy tworzą sobie pseudowody na udowodnienie, że ich urojenia są prawdą. Typowe zachowania to udzielanie wywiadów za swoje ofiary, spowiadanie się za nie oraz fałszowanie dokumentów. Bardzo często prowadzi to do takiego zaszczucia, że ofiary schizofreników popełniają samobójstwo.

Schizofrenicy bardzo często, cierpiąc na urojenia, że są rodziną ofiary, składają wniosek o niej ubezwłasnowolnienie w Sądzie Opiekuńczym. Oczywiście przegrywają, ale jak w moim przypadku dostają do ręki jedną z kopi decyzji i zaczynają ją przerabiać.

Dokument, który dostała moja mama wygląda zupełnie inaczej niż to, co pokazuje schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem. Treść tego, co widnieje na górze dokumentu i jest prawdziwą decyzją nie zgadza się z tym, co Roman sobie dopisał. Co więcej w przypadku takich dokumentów pustą część kartki zakreśla się długopisem, aby widać było, gdzie się skończył tekst prawny. Roman na bezczela wpisał swoją włąsną decyzcję już na zakreślonej częsci kartki.

Od początku lat dziewiędziesiątych wiele osób uważa mnie za „niewolnicę” Romana, która ma zamknąć ryja i wykonywać polecenia. Są to osoby, które uważają, że nic co posiadam do mnie nie należy, tylko wszytko powinien kontrolować Roman i inni schizofrenicy z jego gangu. Kierując się sfałszowanym dokumentem wiele osób w tym Krystyna oraz Barbara zniszczyły mi życie.

Skandalem jest, że nikt mi nie pomógł. Schizofrenicy wdzierali się do mojego mieszkania i brali sobie, co chcieli. W mieszkaniu, które kupiłam za zarobione w Oslo pieniądze, rozpruli mój sejf, aby dostać sie do wszystkiego co posiadam.

Próbowałam się przed nimi ratować i robiłam akcję informacyjną. Różne dokumenty zostawiłam u Michała, gdy był jeszcze studentem medycyny. Jest wśród nich prawdziwa decyzja Sądu Opiekuńczego. Prosiłam go, aby pokazywał prawdziwą wersję orzeczenia i mnie ratował. Niestety nie zrobił tego, bo – jak to mówi człowiek z syndromem sztokholmskim i uzaleznieniem od schizofreników – „nie rozumiał”. Jego głupota i tępota zniszczyły mi całe życia, a mnie wariaci i ich enablerzy atakowali nie tylko na uczelni, ale potem też w każdej pracy, doprowadzająć za każdym razem do załamania psychicznego.

Nie dziękuję Michałowi za jego tępotę i brak działania. Możliwe, że jako przyszły lekarz uważał, że zachowa dyskrecję w sprawie, kto jest chory psychicznie, ale naprawdę w tej sprawie nie należy chronić schizofreników, bo zamienili się już w zombie, które objęły i zniszczyły cały mój świat, a wszystkie moje plany życiowe zostały podporządkowane pomysłom chorych umysłów schizofreników z mojej podstawówki.

Fandomie, chuj wam w dupę, po tym, co mnie spotkało, nie chcę was znać.

Adam, Krystian, Agnieszka czy ja ledwo przeżyliśmy tępotę ludzi, którzy znali prawdę, a nic nie zrobili. Moja siostra i jej dzieci, które w urojeniach Romana są jego dziećmi, też ledwo przeżyły kolejne ataki schizofrenicznych zombie wspieranych przez polityków.

A tutaj dla przypomnienia kolejne moje dokumenty. Mam nadzieję, że Michał w końcu znajdzie prawdziwą decyzję Sądu Opiekuńczego bez dopisków Romana i zrobi swoją akcję informacyjną. Jak widać z dokumentów, które już mam, nic nie zgadza się z opowieściami Renaty, Anny czy Romana. Ani nie jestem byłą zakonnicą, ani „chorą psychicznie żoną Romana” czy też kimś, kto nielegalnie przebywa w mieszkaniu Renaty.

Na razie nie pójdę do Sądu Opiekuńczego z prośbą, aby przegrzebali archiwum i upostępnili kopię decyzji sprzed lat, bo Michał mój były ma moją kopię. Potwierdził mi to. Mam nadzieję, że w końcu zrobi, co należy.

Screenshot

Zastraszenie

Człowiek tak samo jak kot może zejść ze stresu. Wiedzą to psycholodzy. Nie prześladuję Renaty ani kogokolwiek innego z gangu schizofreników z mojej podstawówki, to ja jestem prześladowana próbami zmuszenia mnie do potwierdzenia, że ich urojenia są prawdą.

O mało nie umarłam.

Jak zwykle wszystkie próby wyjaśnienia sytuacji, jakie podejmował Andrzej i moi przyjaciele w fandomie, kończyły się tak, że przytakiwano mu, a potem i tak byłam poddawana terrorowi i oskarżana o to, że podszywam sie pod kogoś, kim nie jestem, bo Renata rozmawiała z tą „prawdziwą” Małgorzata i mam się „leczyć”. Nie chcę odpowiadać za urojenia Renaty i jej urojone przyjaciółki. Kobieta, jeśli się ją zapyta, zaczyna twierdzić, że poznała każdego celebrytę, także tego dawno już zmarłego i wczoraj z nim rozmawiała.

Doktor B. w ramach teroryzowania mnie zapewniał, że jeśli napiszę na blogu coś, co mu się nie podoba i brzmi inaczej niż mówili schizofrenicy, to pójdzie do Długopisa, a on wyda dekret, że mnie zamyka w więzieniu i zarządza przepadek całego mojego mienia. Wiedziałam już do czego może posunąć się ktoś taki jak pan Drugopis, więc się przeraziłam tak, że prawie przestałam oddychać. Schizofrenicy z reguły dążą do przejęcia majątku ofiary, więc zachowanie gangu schizofreników z mojej podstawówki mnie nie dziwi. Dziwi mnie stosunek do tej sprawy ludzi – przynajmniej nominalnie – zdrowych psychicznie. Zostałam tak zastraszona, że postanowiłam przeczekać kadencję Długopisa i podać sprawę do publicznej wiadomości po zmianie najwyższego urzędnika. Mam nadzieję, że obecny będzie rozsądniejszy i mniej zdemoralizowany.

A co mogę powiedzieć o Długopisie? Moim zdaniem jest właśnie krańcowo zdemoralizowany – dla kryminologa oznacza to, że nie szanuje i nie przestrzega zasad społecznych. Jedną z głównych zasad jest nakaz weryfikacji i to dokładnie według wskazówek osoby, która o to prosi. Prawidłowa, niesfałszowana decyzja Sądu Opiekuńczego znajduje się w archiwach Sądu, a także w aktach sprawy Policji, która prowadzi prawidłowe działania wyjaśniające oraz śledztwo przeciwko konkretnym osobom. I to śledztwo nie jest prowadzone przeciwko mnie.

Inną z zasad społecznych jest zakaz robienia sobie z innych niewolników. Czyli nie można narzucać męża, czy też miejsca zamieszkania. Nie można narzucać też miejsca pracy i zawodu. Nie można okradać z owoców pracy. Te wszystkie zasady są nienaruszane przez potencjalne ubezwłasnowolnienie. A te zasady były naruszane przez pana Długopisa.

Nie przyjmuje się także sfałszowanych dokumentów, szczególnie wtedy, kiedy ktoś informuje, że dokumenty zostały sfałszowane. A pan Długopis przyjął same pomówienia, bez zbadania samego dokumentu, po którym widać, że jest sfałszowany.

Nie zostałam nigdy ubezwłasnowolniona. Decyzja Sądu Opiekuńczego była zupełnie inna, niż twierdzą enablerzy schizofreników z mojej podstawówki.

Rozmawiałam z psychologiem, który jest biegłym przy sprawie zaszczucia mnie. Przypomniał mi, dlaczego w Stanach psychiatrzy mają obowiązek w czasie specjalizacji zrobić także kurs podstawowej psychologii klinicznej. Doprowadził do tego bardzo głośny w swoim czasie przypadek zaszczucia ofiary schizofreników, którą schizofrenicy też bezpodstawnie ubezwłasnowolnili. Ofiara ledwo przeżyła, a ratowała ją tamtejsza policja i psycholodzy.

Skandalem jest wszystko, co mnie spotkało. Skandalem jest też naruszanie mojej cielesności przez Długopisa. Nie miał prawa atakować mnie seksualnie, tylko dlatego, że jakaś schizofreniczka powiedziała mu, że „ja tego chcę”. Mam dosyć tego typu ataków, napastowania seksualnego i innych form gwałtu ze strony Romana i jego popleczników.

Ze studiów wiem, że najgłupsi ludzie idą do polityki, a z nich jeszcze bardziej głupi rwą się do władzy, ale głupota ludzi PiSu przerasta już wszystko, co tylko można sobie wyobrazić. Jeszcze dodajmy do tego środowisko nauczycielskie, to mamy już komplet przesłanek, które zapowiadają katastrofę. Akurat psycholodzy wiedzą, że najgorsze przypadki zaszczucia są w środowisku nauczycielskim. Jest to najgłusza grupa zawodowa wśród osób z wyższym wykształceniem.

Ta „prawdziwa” Małgorzata wcale nie skarży się na mnie, tylko właśnie na Avangardę i swoje głupie koleżanki z pracy. Macie przestać myśleć, że istnieję w dwóch osobach, jak wam powiedziała wariatka z mojej podstawówki. Jestem tą „prawdziwą” Małgorzatą i zostałam przez was zaszczuta. Teraz spodziewam się ataku doktora B. i Barbary, którzy na blogu znajdą sobie potwierdzenie moich „psychoz”. Dam się zabić, a nie potwierdzę słów schizofreników, którzy rządzą Avangardą. Macie się ode mnie odpierdolić.

(Michał, kurwo, wyślij już wszystkim tą niesfałszowaną wersję decyzji Sądu Opiekuńczego, którą przechowujesz, jeśli do tej pory tego nie zrobiłeś. Wiem, że też przeszedłeś pranie mózgu, ale się ogarnij i zacznij w końcu działać!)

Jak w USA programy specjalizacji muszą być uzupełnione o podstawowy kurs psychologii klinicznej. Ataki schizofreników to coś, co diagnozować powinni psycholodzy kliniczni, a nie psychiatrzy. Ofiary urojeń schizofreników z reguły są przez nich oskarżane o schizofrenię. Z tego powodu mam już dosyć mieszkania w kraju, w którym gangi schizofreników robią, co chcą.

Wiem, że moi przyjaciele z mediów chcą zrobić dokładnie taką samą aferę, jaka zmusiła Amerykanów do zmiany podejścia do schizofreników. Psychiatrzy będą musieli trochę więcej myśleć i się więcej uczyć niż do tej pory. Zmieni się program szkolenia psychiatrów. Amerykańscy psychiatrzy tak się boją konsekwencji pomyłki, że od razu wzywają psychologów klinicznych. Schizofreników bardzo trudno się diagnozuje.

Nie jestem mężatką, a Roman nie jest moim opiekunem prawnym. Nie fałszuję dokumentów. Dla przypomnienia:

Screenshot

Więzienie

Byłam przez anonimowych fanów zastraszana, że Andrzej mnie wsadzi do więzienia za to, że się na niego powołuję. Bo Andrzej ma mieć kontrakt nie ze mną, a z Renatą. Bardzo proszę, aby Andrzej się wypowiedział na ten temat i to w taki sposób, aby jego odpowiedź dotarła do jak największej liczby fanów z Avangardy. Bo, kurwa, mam już dosyć.

Renata nie pisze, nie ma żadnych pomysłów. Renata jest tępą meduzą, która – jeśli z kimś rozmawia – to tylko dlatego, że wmówiła grupce imbecyli, że jest kimś wielkim, a ja jestem jej głupią, chorą psychicznie „siostrą cioteczną” (przypominam, moja mama miała tylko brata). Nie mam z tą idiotką nic wspólnego. Nie jest moją krewną. Ta idiotka nigdy nie była w klubie pływackim.

Renata – tak samo jak Roman i Anna, siostra Romana – to klasyczna schizofreniczka, która ma przewrócone w dupie dzięki głupim enablerom i się nie leczy.

No to czekam na ten zapowiedziany mi pozew karny…

Ciekawe też, czy Anna Brzezińska mnie również pozwie, bo twierdzę, że ją znam?

Mam już dosyć ludzi, którzy mnie terroryzują i zastraszają, bo koniecznie chcą doprowadzić świat do takiego kształtu, jaki mają urojenia mojego koleżeństwa z podstawówki.

Nie ma, kurwa, prawdziwszej Małgorzaty Wieczorek niż ja. To nie jest przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska. Avangarda naprawdę zjebała życie tej „prawdziwej Małgorzacie” i się nad nią pastwiła razem z groźnymi schizofrenikami.

Klient

Wśród osób, które mnie skutecznie niszczyły całe moje życie pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki, jest doktor B. Ten skurwysyn nie tylko prześladował mnie na podstawie pomówien schizofreników z mojej podstawówki, ale też aktywnie zaszczuwał i kłamał na mój temat. Chcę zobaczyć, jakie ma „dowody”, które niby mogą mnie zaprowadzić do więzienia. No chyba, że ma na myśli doprowadzenie do bezprawnego uwięzienia mnie dekretem prezydenta. W sumie by mnie to nie zdziwiło, gdy weźmie się pod uwagę, co już się wydarzyło.

Był na tyle bezczelny, że twierdził, że pobił mie nie Roman, ale mój „klient”, bo miałam być „aktywną prostytutką”. Zostałam zaprogramowana i uwarunkowana w taki sposób, że miałam później trafić do gabinetu jego córki, która będzie czekała na poprawę mojego stanu zdrowia i które „wie”, że jestem „schizofreniczką”. Oboje są łapówkarzami, którzy byli opłacani z ukradzionycm mi pieniędzy i wmawiali mi, że „wszystko kradnę Renacie i Annie”. Usłyszałam też, że „nie jestem pisarką, tylko fałszywie podaję się za tę „prawdziwą” Małgorzatę”.

W efekcie działań doktora B. straciłam pamięć, bo – dokładnie tak jak to robią schizofrneicy pastwiący się nad swoimi ofiarami – tłumaczył mi, co jest moim „urojeniem”, wywołanym tym, że nie chcę przyznać się do tego, że jestem „wiejską kurwą”, a nie księżniczką. Jago zdaniem miałam wszystko oddać Romanowi i „dziękować za opiekę, bo mnie z burdelu wyjął”. Pan B. twierdził, że jeśli się myli, to najwyżej pójdzie do więzienia. Ale wcześniej się ugnę i przyznam, że wszystko, co mówi Renata to prawda.

Wytłumaczyłam już, co się rzeczywiście stało w poprzednich wpisach i kto jest ofiarą. Nie ma prawdziwszej Małgorzaty Wieczorek ode mnie. Więc jedyne, co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie. Nparawdę nie ukradłam nikomu swojego zaświadczenia o stanie cywilnym. I jak najbardziej osoby, na które się powoływałam, mnie znają. Za to zupełnie nie znają mnie prześladujaćy mnie wariaci. Wbrew temu, co robił warszawski Vogel (nawiązanie do fikcyjnej psychiatryczki, która stosuje nielegalne metody i chroni psychopatów, ułatwiając im ukrywanie zbrodni), nie zamierzam schizofrenikom oddawać „wszystkiego”, bo nic, co mam, nie nalżyc do ich. Pan B. nie powinien twierdzić, że „zna mnie od zawsze” – bo zna co najwyżej urojenia schizofreników, którzy mnie prześladują i owszem cierpią na urojenia, że wszystko, co tylko zobaczą, należy do nich, dotyczy to też moich związków z mężczyznami, ale nic naprawdę nas nie łączy. Pan B. groził mi, że jeśli napiszę na blogu to, co zapowiedziałam, to pójdzie do Sądu Opiekuńczego i załatwi mnie tak, że nigdy nie wyjdę z psychiatryka. Proszę próbować.

Rzeczywiście trafiłam do gabinetu pani B., która tylko czekała, aż się przyznam, że jestem schizofreniczką tak, jak mnie programował i zapowiadał jej ojciec. Chciałam pójść do innej przychodni, ale nieświadomie zadzwoniłam tam, gdzie przejęła mnie doktor B. Tak właśnie działa syndrom sztokholmski. Byłam nieskutecznie niepotrzebnie leczona na schizofrenię, stosowała także małe nieskuteczne dawki. Pani B. ignorowała wszystkie moje objawy wskazujące na stany lękowe i zaburzenia wynikajace z prania mózgu oraz zaszczucia przez schizofreników.

Musiałam jej udowodnić, że rzeczywiście jestem pisarką i opublikowałam własnym kosztem powieść. Całkowicie nieświadomie przerobiłam na fantasy historię zabicia mojego pierwszego narzeczonego, którego zamordował warszawski wariat. Dokonałam tego mając jeszcze zaburzenia świadomości, myśląc, że nigdy nie spotkałam Adama i że nigdy nie byłam żadną narzeczoną. Nie miałam świadomości, dlaczego to robię i że zapowiedziałam, gdy mnie B. programował, takie działanie. Pani B. spuściła z tonu i dopiero wtedy przepisała mi leki przeciwlękowe, chociaż nie dostałam skierowania do psychoterapeuty. Wiem z zapowiedzi jej ojca, że zamierzała czekać na „wystąpienie moich urojeń” i dalej poddawać praniu mózgu. Pan doktor B. jest przekonany, że już jako dziecko byłam w psychiatryku, ale ja wiem, że to urojenia Renaty. Nie dziwcie się, że zerwałam kontakt z panią doktor B.

Pan B. i jego córka dokonali spustoszeń w mojej psychice. Brutalnie zastraszali mne i mówili, w co mi wolno wierzyć, a w co nie. Wyciągali ze mnie wszystkie wspomnienia i zakazywali pamiętać prawdę, a na to miejsce wpychali we mnie wszystkie urojenia Romana i jego siótr.

Działania państwa B. to największy skandal i nadużycie psychiatryczne w historii świata, tym bardziej że odmawiali prawidłowej weryfikacji i narzucami się jako moi „psychiatrzy”. Straszyli, że dopiero, gdy napiszę cokolwiek online, to on się dowie i pójdzie do Andrzeja i on mnie wsadzi do więzienia. „Skończysz w więzieniu!” „Bo to Renata jest Yennfer!!!”

Kurwa, naprawdę jestem panną, a Roman to gej-schizofrenik. I nie mam nic wspólnego z Renatą i jego siostrą. Ta trójka jest spokrewniona, ja nie mam nimi nic wspólnego.

A moi krewni wyglądają tak i nie jest to ukradzione komukolwiek zdjęcie, bo na nim jestem:

(Ciekawe czy rzeczywiście na tym zdjęciu jest gdzieś Anna, Renata i Roman, których istnienie moja „psychoza” wypiera, jak twierdził doktor B. Ciekawe też, kogo z tych ludzi psychoza Romana i Renaty – to na nich powoływał się doktor B. gdy mi wmawiał istnieje „burdelu” w mojej historii życia – obsadzi w roli mojej „burdelmamy”. Wcześniej tak obrażał moją mamę, brunetkę.)

A tutaj moja babcia, mama, siostra i trójka dzieci, które w urojeniach Romana grają rolę jego potomstwa, ze mną (zdjęcie zrobił mój szwagier):

Pan Długopis

Pan Długopis jako prominentny polityk utrzymał decyzję o moich ubezwłasnowolnieniu. I o odcięciu mnie od mojego własnego konta. Moją reakcją była prośba do Norwegów, aby zmniejszyli przelewy do poziomu, który pozwala utrzymać moje mieszkanie. Uważam, że i tak po obsłużeniu poleceń zapłaty zostaje zbyt dużo na koncie.

Pan Długopis nie tylko nękał mnie i zastraszał przez telefon, ale zrobił mi też wjazd do pracy. Byłam osobą zastraszaną i terroryzowaną przez najwyższego urzędnika w Państwie. Wielokrotnie nadużył swojej władzy, strasząc mnie umieszczeniem w więzieniu. Odpowiedziałam mu powołując się na obywatelskie nieposłuszeństwo i odmówiłam wykonania polecenia. Chyba jestem obecnie jedynym prześladowanym dysydentem w Polsce, wobec którego złamano prawo w tak nieprawdopodobny sposób.

Moja sytuacja to coś, za co znowu odpowiada fandom warszawski, który od dekad, a w zasadzie całe moje życie, karmi się kłamstwami, które rozpuszczają schizofreniczne diabły z mojej podstawówki. Gdyby nie kontakty z fandomu ci schizofrenicy nigdy by nie dotarli do osób, które mogły podjąć decyzję o ubezwłasnowolnieniu mnie, bez weryfikacji w Sądzie Opiekuńczym, jak naprawdę wyglądała decyzja.

Orzeczenie Sądu jest wśród dokumentów, które ukryłam w mieszkaniu ojca Michała. Mam nadzieję, że w końcu się nim posłuży. Oczywiście brzmi inaczej niż dokument, którym posługuje się Roman, zakrywając dłonią górę tekstu. Ludzie czytają tylko nielegalny dopisek Romana na dole. Ja byłam uczona, aby czytać cały dokument. Każdy prawnik powinien zachowywać się podobnie.

Zasady społeczne głoszą, że prośby o weryfikację powinny być wysłuchiwane. Ja wiem, że dokument Romana jest sfałszowany. Wiem, że archiwa Sądu oraz Policji posiadają dokumenty o innym brzmieniu. Nikt z polityków nie poprosił nigdy o akta sprawy, tylko blokował działania Prokuratury. Na prośby o ratunek, usłyszałam, że właśnie zweryfikował i mnie wysłuchał i wie, że jestem chora psychicznie, bo mówię coś innego niż Roman.

Pan Długopis potraktował mnie jak chętną kurwę, która ma obowiązek z nim sypiać, bo tak usłyszał od schizofreniczki Renaty. Renata już w podstawówce mówiła mi, że chce zostać moim „alfonsem” i mnie sprzedawać. Jak widać nie zmieniła ambicji.

Byłam nie tylko brutalnie molestowana przez telefon, ale osobiście i brutalnie macana w pracy przez Pana Długopisa. Wmawiano mi, że tego chciałam. Byłam torturowana psychicznie, bo wmawiano mi, że muszę sobie uświadomić, że wszystko co usłyszał od schizofreników to prawda. Miało to skutkować moim „wyleczeniem”, gdy się przyznam, że wszystkie oskarżenia o prostytucję są prawdą. Gdy odmawiałam potwierdzenia słów wariatów, grożono mi psychiatrykiem. W końcu straciłam pamieć i rozsypałam sie fizycznie i psychicznie.

Mój kraj rezydencji, czyli Polska, to tępa psychiatryczna kurwa, która mnie zniszczyła. Nie uważam się za Polkę.