„Kurwa”

W pwenych monecie „kurwa” Krystyna postanowiła mnie zabić, żeby móc się hajtnąć z „norweskim multimilionerem”. Tylko tak można wytłumaczyć jej intrygę, która polegała na tym, że przekonała wszystkich, że nie jestem osobą, za którą się podaję. Po kolei chyba wszyscy z klubu robili mi sesję zakrzykiwania mnie i tłumaczenia, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Byłam ponownie atakowana przez polityków z fandomu i okolic. Doprowadziło to wszystko do śmierci psychiki i zniweczenia moich planów osobistych oraz zawodowych.

Przeżyłam własną śmierć po raz kolejny w życiu.

Nie zasługiwałam na takie traktowanie.

Autentycznie zabito we we mnie chęć pisania czegokolwiek. Nie mam ochoty oglądać polskiego fandomu już nigdy więcej. Z powodu fałszywych szlochów wariatki Renaty zostałam zniszczona też jako sportsmenka i zmuszona terrorem do roztycia się. Zniweczyło to wysiłki klubu pływackiego oraz rozczarowało mojego trenera, który umierając na raka miał jedno życzenie – zobaczyć mnie jeszcze raz w klubowym basenie. Żegnałam się z nim przez telefon, wiedząc, że już umiera i nie spełnię jego życzenia. Umarł rozmawiając ze mną. Strzelił sobie morderczą dawkę morfiny.

Zabraniam Krystynie przychodzić do mnie do pracy. Ten sam zakaz ma Barbara. Nie chcę oglądać mord żadnych pseudopisarzy i pseudofanów z Avangardy. Ja was nie odwiedzam, wy nie nękacie mnie w pracy. To chyba oczywiste.

Chuj wam w dupę!!!

To właśnie tak się kończy. Dokładnie – wykluczeniem mnie z fandomu przez „kurwę” Krystynę oraz jej przyjaciół. Życzę Krystynie powodzenia w uwodzeniu geja-schizofrenika, który tak naprawdę nie ma żadnych pieniędzy, oprócz okruchów, które zostają po zrealizowaniu poleceń zapłaty związanych z kontem, z którego utrzymuję swoje mieszkanie. I tak ma za dobrze. Reszta jest na moim koncie w Norwegii.

Idę na Policję…

W ramach „wyjaśniania nieporozumień” zostałam napadnięta przez Krystynę. Telefon trzymał mój były, Michał. Zostałam narażona na stek wyzwisk oraz terror. Usłyszałam, między innymi, że podaję się za kogoś, kim nie jestem. I że Michał jest durny, bo wierzy wariatce, która nie jest jego byłą.

Jedyne, co mogę powiedzieć, to cytując samą Kryśkę „kurwo, jeb się!!! Nie jesteś nikim wyjątkowymi, masz przestać udać pisarkę. Jako pozbawiona talentu kurwa, masz słuchać mądrzejszych!!!”

Daruję sobie przytaczanie kolejnych wyzwisk tej tępej idiotki, która udaje pisarkę. Powiem tylko, że jej „interwencja” i próby „leczenia” mnie zniszczyły mi życie oraz pamięć. Wszystko, co zrobili moi przyjaciele, aby mnie ratować i zwrócić mi pamięć, zostały zniweczone. Naprawdę nie byłam uczona, co mam mówić. Sama z siebie, gdy tylko odwoływali się do konkretnych wydarzeń, uzupełniałam prawidłowo, podając szczegóły. Nikt nigdy, oprócz wychowanej przez schizofreników durnej Krystyny, nie wątpił w to, kim jestem. Tu nie ma żadnych wątpliwości co do osoby.

„Kurwa” Krystyna zagroziła mi, że jeśli będę się bronić na blogu, to „idzie na Policję!” Żeby mnie zamknęli!!! Zapraszam z całych sił. Wolę jakikolwiek proces od sądów kapturowych, które wydają wyroki zgodnie z życzeniami wariatów, lekceważąc prawo, przepisy oraz dokumenty – czy też ich brak.

Krystyna zaczęła mnie obrażać jeszcze jako dziecko. Mam nadzieję, że w życiu już tej suki w rui, która jest wściekła, bo nie może się do Romana dobrać, nie zobaczę. Będę unikać miejsc, gdzie przebywa.

Naprawdę nie jest moją winą, że Roman jest gejem-schizofrenikiem i nie można mu ufać. Z tego co mi powiedział, opiekował się Krystyną i kupował jej różne rzeczy tylko dlatego, że Barbara go sterroryzowała i kazała to robić. Podobno wcale nie chciał, aby Krystyna go całowała. Nie jest w stanie się z nią przespać. Bardzo prosze przestańcie już go łączyć z Krystyną wbrew jego woli i wsadźcie do psychiatryka, bo ja go nie chcę.

Naprawdę nie ukradłam żadnego konspektu, ani nie sfałszowałam swojego zaświadczenia o stanie cywilnym. Wypraszam sobie kłamstwa na ten temat. Za takie kłamstwa Kryśka dostała już w mordę od mojego byłego. Powinna włączyć myślenie już dawno.

Może się narazić jeszcze innym.

„Takie wrednej suki nie powinno być w fandomie!!!”

Nawzajem!!!

Nie jest moją winą także to, że Krystynę wychowała trójka schizofreników z mojej podstawówki. Jest to osoba równie niewiadrygodna jak Renata, Anna, czy Roman. Biegli sądowi zdiagnozowali ich już w latach siedemdziesiątych. Tak więc Policji się nie boję. Rozmawiałam z profilerem i odszukał wszystkie materiały, na które się powoływałam.

Głupia, tępa Kryśka nie powinna utrudniać pracy Policji oraz dobrym ludziom życia. Gdyby nie jej gościnne występy u mnie w pracy to już dawno bym zeznawała.

Screenshot

Pocałunki

W czasach, kiedy jeszcze chodziłam na konwenty, zdarzało się, że panna Ch. na moich oczach łapała Romana za szyję i namiętnie całowała. Robiła to, aby mi pokazać, jak bardzo się kochają. Odwracała się do mnie i żądała, abym natychmiast dała mu rozwód. Mogłam mieć tylko jedną odpowiedź na to – on naprawdę nie potrzebuje rozwodu. Nic nie poradzę na to, że panna Ch. mi nie uwierzyła i dalej ambitnie mnie tępiła. Naprawdę moja amnezja nie dotyczy faktu wyjścia za Romana.

Bardzo mi jest przykro z tego powodu, że Barbara uznała, że panna Ch. będzie odpowiednią partią dla Romana i że ja na niego „nie zasługuję”, chociaż jest mi przykro z innych powodów niż Barbara myśli. Nigdy nie chciałam uchodzić za jego żonę i gdyby nie chcica panny Ch. może udałoby się go leczyć. Nigdy nie blokowałam Romanowi tego „rozwodu”, którego zresztą nie potrzebował.

Nie wiem, co Roman ma w papierach, ale ja jestem panną. Przez jego schizofrenię straciłam całe życie. Tym bardziej, że skurwysyn wiedział, że „rozwód” ze mną oznaczałby odcięcie go od moich pieniędzy, do których dostęp uzyskał, bo nielegalnie mnie wyrokiem prominentnego polityka ubezwłasnowolnił, do czego wystarczyły same pomówienia. Ale powiem szczerze jeszcze raz, nie chcę Romana, wolałabym wyjść za Varga, którego reputacja była równie energicznie niszczona jak moja. To co jest w Wikipedii nie zgadza się z prawdą, podobnie jak w przypadku Adama. Schizofrenicy są źródłem informacji dla redaktorów Wikipedii w obu przypadkach. W czasach Usenetu poprosiłam znajomych i nieznajonych redaktorów Wikipedii, aby nie umieszczali żadnych wpisów o mnie i nie ciągnęli żadnych informacji od wariatów na mój temat. Wiem, że schizofrenicy próbowali, ale ani nie ma wpisu o mnie w Wikipedii, ani nie ma żadnej mojej sfałszowanej „autobiografii” w wersji książkowej. Chociaż nie wiem, czy głupi dziennikarz przypadkiem nie puścił jakiś bzdur na mój temat w prasie po wywiadzie, jakiego udzieliła Anna, która mnie udawała. Ale równie dobrze mógł się posłużyć plotkami fandomowymi, które złośliwi puszczali na mój temat. Osoby, ktore takie rzeczy robią to wredne, tępe suki. Pamiętam jak przez mgłę, że coś takiego ukazało się w prasie. Zaniosłam jeden z egzemplarzy Policji. Nie miałam siły wytoczyć dziennikarzowi procesu o zniesławienie, bo zostałam zaszczuta i straciłam pamięć, ale jeszcze do tego dojdzie.

Pojawiali się w moim życiu różni mężczyźni chętni wejść w związek ze mną, ale byli oszukiwani przez polski fandom co do mojego stanu cywilnego oraz zdrowia psychicznego. Byłam też łapana i całowana przez Romana, aby różnych adoratorów zniechęcić do mnie. W takiej sytuacji zgłaszałam napaść seksualną dzwoniąc na telefon 112. Nie życzę sobie, aby mnie Roman całował, czy łaził za mną po całym mieście.

Panna Ch. zniszczyła sobie życie na własne życzenie. Powinna mi wierzyć, że Roman to wariat. Ktoś, kto zna prawo, od razu się orientuje, że jego zapewnienia, że nie może wziąc rozwodu, bo ja się nie zgadzam, jest bzdurą. Byłam pomawiana o chorobę psychiczną i w takiej sytuacji rozwód jest błyskawiczny. Powinien tylko złożyć pozew rozwodowy. Wykorzystał ten myk mój znajomy Norweg, aby się rozwieść z idiotką, która go wsadziła do psychiatryka. Na całe szczęście wiedział, skąd są moje pieniądze i dał radę się obronić przed zarzutem schizofrenii. A miał był schizofrenikiem bo „nie pamiętał” romansu ze schizofreniczką Anną. Ale w Norwegii jest wiele osób, które wiedzą, że po śmierci Ravna, zaraz po pogrzebie, nawiązał romans ze mną i nigdy nie kochał się w Annie. Zrwał nieformalną wdowę, która przeryczała cały pogrzeb. Mój były zemścił się na swojej idiotce-żonie i jej dzieciach całkowicie. W czasie rozwodu okazało się, że nic, co mówią, nie jest prawdą. Żona i dzieci wykazywały wyraźne cechy psychozy, bo powoływały się na Annę, jako „jego byłą” i ta schizofreniczka była dla nich całkowicie wiarygodna, a nie on. Mój były prawnie rozwiódł się tak dokładnie, że w dokumentach nie ma śladu po jego małżeństwie. To już także nie są jego dzieci. Mają sobie sami radzić.

Bardzo nie podoba mi się, że Andrzej okłamywał wszystkich na temat mojego statusu cywilnego i kilku innych spraw. Zniszczył mi życie na kilka sposobów wtedy. Nie powinien był z idiotką-schizofreniczką nawiązywać romansu, bo stracił kontakt z rzeczywistością. Dla przypomnienia – jestem panną. I ja nie fałszuję dokumentów.

Screenshot

Fałszerstwo

Jestem jedną z najbardziej pokrzywdzonych osób w fandomie. Nic, co o mnie rozpowiadają moi prześladowcy, nie jest prawdą. Te osoby ani nie są ze mną spokrewnione, ani nie zawarłam z nikim z nich związku małżeńskiego. Posługują sfałszowanymi dokumentami.

W przypadku zarzutów fałszerstwa Policja sama ściąga odpowiednie dokumenty z urzędów, aby sprawdzić, jaki jest stan faktyczny. Dokonuje się też analizy laboratoryjnej, aby dojść do prawdy. Łatwo można ustalić fałszerstwo. Ja wiem, że Roman ani nie jest moim mężem, ani nie zostałam ubezwłasnowolniona. Ustaliła to również Policja. Jest to schizofrenik, który stał się zawodowym oszustem i przez całe życie kłamie, tak sama jak jego siostra Anna oraz jego siostra cioteczna Renata.

Prawdą jest, że odbyło się posiedzenie w Sądzie Opiekuńczym, ale Roman został wyśmiany, bo ani nie jest moim mężem, ani nie było podstaw do ubezwłasnowolnienia. Amnezja nie jest podstawą do ubezwłasnowolnienia, bo człowiek pozostaje racjonalny. Do tego moja mama cierpliwie pracowała nad tym, abym odzyskała pamięć. Kilka razy już jej się udało za życia, ale fandom, którym dowodzą Roman i Krystyna ponownie mnie atakował.

Mam złe wieści dla Krystyny – Roman jest stanu wolnego, tylko jest chorym psychicznie nygusem. Wszystkie jego numery są opisane w podręcznikach psychologii klinicznej. Biegłych psychologów nic nie zdziwi w tej sprawie oprócz uporu oraz demoralizacji durnych enablerów tego schizofrenika.

A co do ubezwłasnowolnienia – nie jest rodzajem niewolnictwa. Człowiek praktycznie pozostaje wolny. Ma prawo decydować o tym, z kim chce być, co ma robić zawodowo, gdzie chce mieszkać, a także ma prawo dysponować owocami swojej pracy. Nie ma prawa opiekun wybierać męża, czy przyjaciół. Nie ma prawa opiekun prawny kraść niczyich konspektów, żeby na ich podstawie ktoś inny napisał powieść. Nikt też nie ma prawa defraudować (to trudne słowo, nie mam wątpliwości, że kilka osób widzi je po raz pierwszy) pieniędzy należących do osoby, którą się opiekuje. Nie można też odcinać osoby ubezwłasnowolnionej od jej pieniędzy. A to wszystko mnie spotkało, chociaż w rzeczywistości nikt mnie nie ubezwłasnowolnił sądownie. Zostałam ubezwłasnowolniona na podstawie sfałszowanego dokumentu – jeśli w ogóle ktoś taki dokument widział – oraz zmowy środowiska. Tak się składa, że jeszcze jako studentka psychologii (mam z tego wydziału absolutorium, przygotowywałam się do obrony pracy magisterskiej) przestudiowałam podręcznik zawierający przepisy dotyczące zdrowia psychicznego. Psycholog kliniczny musi znać takie sprawy.

Nie interesują mnie dokumenty, które sfałszował schizofrenik Roman. Wiem, że skan dokumentu obrobił w Photoshopie i wydrukował na bardzo dobrej drukarce. Interesują mnie tylko procesy karne osób, które się zmówiły przeciwko mnie i zniszczyły mi życie. Szczególnie interesuje mnie proces przeciwko osobie, która wykorzystała ukradzione mi konspekty i prowadziła całą kampanię oszczerstw przeciwko mnie i mojej rodzinie. Ma pecha, bo zostawiłam kopię konspektu Policji, bo podejrzewałam, że zostanę okradziona. Zabezpieczyłam się w ten sposób jeszcze, gdy byłam studentką.

Powtarzam po raz ostatni – mieszkanie, które nielegalnie zajmują wariaci, kupiłam za pieniądze zarobione w Oslo. Środki, które przychodzą na konto, z którego utrzymuję mieszkanie, pochodzą z pieniędzy, które zostawił mi zabity w Warszawie narzeczony. Mam do tego umowę menadżerską z pewnym producentem z Oslo i musimy dokończyć nagrań. Wiem, że menadżer włacał spore sumy. Ale nie dostałam z tego ani grosza. Nie po to schizofrenicy kradną, aby dzielić się z okradaną osobą. Oferty jakie mi te osoby składały zawierały żądania, abym dała im pełen dostęp do konta i wszystkiego, co mam, oraz żebym za nie pisała, bo chcą jak Krystyna być pisarzami. Miałam też dostawać kieszonkowe za to, że będę mieć „zaszczyt” zostać we własnym mieszkaniu ich służącą oraz kucharką. Miałam być sprowadzona do roli Berty z serialu Dwóch i pół, nad którą by się mogły swobodnie pastwić.

Skandalem jest wszystko, co mnie spotkało. Skandalem są też rozpowszechniane w fandomie kłamstwa na temat mojego Taty.

Kłamcy i złodzieje do więzienia!!!

Ubezwłasnowolnienie

Jak się okazało, zostałam nielegalnie decyzją polityczną ubezwłasnowolniona na początku lat dziewięćdziesiątych. Jest to dziwne, bo wygrałam proces w Sądzie Opiekuńczym i wszelkie rządania schizofrenika zostały odrzucone.

Przy czym schizofrenik Roman zachowywał się jak typowy schizofrenik – czyli wmawiał mi chorobę psychiczną, bo nie potwierdzałam jego urojeń. Dla psychologa klinicznego to codzienność i standardowe zachowanie, tak typowe, że aż nudne.

W Polsce Bezprawia i Niesprawiedliwości, jak się okazuje, decyzje sądów nie mają znaczenia. Schizofrenik uznał, że i tak będzie twierdził, że wygrał i że jako mój „mąż” mnie ubezwłasnowolnił i zaczął nielegalnie reprezentować. Samo to nie byłoby problemem, ale Barabara uznała, że będzie mus sekundować. Bo przecież „wie” od schizofreniczki Renaty, że moje zaświadczenie o stanie cywilnym nie jest moje. Moja mama też została przez nich określona wszędzie jako „chora psychicznie”.

Oczywiście, Roman nie miał żadnego dokumentu potwierdzającego jego wersję decyzji Sądu Opiekuńczego. Ale dla enablerów nie było to problemem, wszak „wiedzieli, jaka jest prawda”, bo siostry Romana im potwierdziły. Enablerzy Romana postanowili działać bez dokumentów, zamiast wysłać Romana po kolejną kopię decyzji, którą by łatwo uzyskał, ale nie chciał tego robić, bo wiedział, że przegrał w Sądzie. Taka przegrana nie jest problemem dla schizofrenika, wszak wie, że „powinno być inaczej”.

Decyzja Sądu, jaką dostała moja mama, znajduje się w archiwum policyjnym wraz z zaświadczeniem o moim zdrowiu psychicznych i przedstawionym w Sądzie zaświadczeniem o moim stanie psychicznym. Nigdy nie byłam ubezwłasnowolniona.

Pomimo tego, że wygrałam w Sądzie, enablerzy doprowadzili do tego, że prominentny polityk zaręczył bankowi, że musi słuchać Romana i go zrobiono w ten sposób osobą decyzjną w sprawie mojego majątku. Przypomnę – mieszkanie kupiłam w towarzystwie ówczesnego narzeczonego, który został potem zabity. Pieniądze miałam z nagrania z nim piosenki Kokomo. Była to „nasza” piosenka z filmu, w czasie którego mi się oświadczył. Pieniądze, które potem wpływały na konto, pochodziły i pochodzą ze spadku po moim norweskich narzeczonym. Nigdy nie nie należały do Romana.

Próbowałyśmy z mamą coś zrozumieć z tej sytuacji, ale nie potrafiłyśmy. Okazało się, że obcy facet jest upoważniony do decydowania o moim koncie i nie mogę wyprosić nielegalnych mieszkańców z mojego mieszkania. Nie byłyśmy w stanie wypłacić jakichkolwiek pieniędzy. Była to tragedia, bo mama potrzebowała potem pieniędzy na prywatną operację oczu. Nie wiem, dlaczego miałabym osobę, której nawet nie pamiętałam (prześladujących schizofreników się wypiera) prosić o moje pieniądze. Bardzo mi przykro, że w tej sytuacji nikt nam nie pomógł, chociaż prosiłam różne osoby, które byłe mi winne przysługi o pomoc. Nie taką miałam z nimi umowę.

Zostałam potem zaszczuta do wystąpienia amnezji, która praktycznie dopiero teraz ustępuje. Przeżyłam chwilową poprawę, dzięki której udało mi się przesłać informację o tym, co się dzieje, jednemu z moich byłych, z którym się związałam zaraz po śmierci narzeczonego. Nocowałam u niego zaraz po pogrzebie. Jest to też Norweg. Dzięki jego interwencji udało się znacznie ograniczyć wysokość przelewu z Norwegii do poziomu, który wystarcza do utrzymania mojego mieszkania, którego wszystkie koszty są spłacane poleceniem zapłaty. Bank płaci sam na podstawie rachunków z firm.

Nie jestem w stanie odzyskać kontroli nam moim kontem, nie potrafię też usunąc nielegalnych lokatorów z mojego mieszkania. Zniszczono mi całe życie pod dyktando groźnego schizofrenika. Nie dziwcie się, że dla mnie i moich norweskich krewnych Polska niewiele różni się od Somalii. Żadne prawo tu nie obowiązuje.

Edit: Przypomniałam sobie, że schizofrenik przyznał się do fałszerstwa. Szkoda, że Policja nie przeprowadziła prawidłowego śledztwa i nie naprawiła sytuacji, bo posiada prawidłowe dokumenty. A jeśli Policja zgubiła coś w swoim archiwum, to z całą pewnością detektyw może uzyskać kopie z archiwum Sądu Opiekuńczego. Fałszowanie dokumentów jest też czymś, co jest na liście typowych zagrań nieleczących się schizofreników, którzy koniecznie muszą udowodnić, że ich urojenia są prawdą.

Cała sprawa jest popisem takiego dyletanctwa i chujozy ze strony osób, które powinny mi pomóc, że spodziewam się porządnego audytu i wyciągnięcia konsekwencji wobec wszystkich winnych, także na Policji. Mam zamiar tępić wszystkie osoby, które mi nie pomogły. Nie jesteście moimi przyjaciółmi.

Dla przypomnienia (to NAPRAWDĘ mój dokument, a nie urojonej przyjaciółki Renaty, która ma być tą „prawdziwą Małgorzatą”, którą zna tylko Renata i tylko Renata przekazuje od niej informacje, poza sytuacjami, kiedy jedna z tych schizofreniczek się pod nią podszywa w czasie rozmowy telefonicznej):

Screenshot

Arystokracja

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że nie jestem arystokratką. Biorąc pod uwagę, że arystokracja to osoby, które mają na drzewach genealogicznych rodzinę królewską, to jestem. Mój pradziadek był bratem norweskiego króla. Naprawdę nie jestem wiejską kurwą, to zajęcie zostawiam pannie Ch.

Znudziło mi się już tłumaczyć, skąd nazwisko Wieczorek. Moja babcia ze strony ojca zakochała się w Wieczorku. Wieszała się, gdy mój pradziadek nie dał zgody na ślub. Na całe szczęście była drobna i lekka, więc służba zdołała ją odciąć na czas. Zagroziła, że spróbuje się jeszcze raz zabić. Dopiero wtedy powiedziała ojcu o ciąży. Moja babcia i dziadek mieli liczne dzieci, bo się bardzo kochali. Przenieśli się do Francji, gdy mój Tata, który był najstarszy, miał rok. Tylko mój Tata wrócił do Polski, bo już miał dosyć prześladującej go schizofreniczki, która twierdziła, że jest jego żoną.

Wcześniej dziadek dostał polecenie zerwania więzów ze swoją rodziną, bo wchodził do arystokracji i został podnieniony do rangi szlachcica. Dlatego mówię, że nia mam krewnych o nazwisku Wieczorek w Polsce.

Wielu moich krewnych z Rodziny Norweskiej mieszka na całym świecie incognito i cyklicznie miewamy problemy z prześladującymi nas wariatami. Wariaci doprowadzili mojego Tatę do bankructwa we Francji. Mnie ukradli miliony oraz moją reputację. Moje ukochane mieszkanie też mi ukradli. Ukradziono mi też notesy z telefonami, a po odcięciu mnie od wszystkich i skłóceniu ze znajomymi, schizofrenicy zaczęli mnie wszędzie „reprezentować”, niszcząc mnie oraz moje interesy.

Żaden hrabia nie może uważać się za arystokrację, bo nie są spokrewnieni z jakąkolwiek rodziną królewską. Nie takie tytuły są przeznaczone dla ludzi z rodzin królewskich oraz dalszych krewnych. Bardzo proszę, aby panny Ch. nie nazywać „arystokratką”, bo nie jest nawet szlachcianką. Po szczegóły zapraszam do Klubu Szlacheckiego. Wyjaśnią, kto się wkurwił poza moimi najbliższymi krewnymi.

Rodzina królewska kreśli swoje drzewo genealogiczne do prawnuków rodzeństwa Króla. A Roman nie jest Mountbatten-Widsor. Nadal się śmieję z naiwności osób, które wierzą, że ten schizofrenik posiada taki książęcy tytuł.

Sąd Opiekuńczy

Jakoś tak na początku lat dziewięćdziesiątych gang schizofreników z mojej podstawówki, doktor B. oraz Barbara postanowili mnie sądownie ubezwłasnowolnić. Sromotnie przegrali. Roman mi powiedział, że Barbara kłamie na temat wyniku posiedzenia, bo „uważa, że powinno tak być”, że zostałam wtedy ubezwłasnowolniona, bo jej zdaniem „sfałszowałam dokumenty”. Żaden dokument, jakim dysponuję, nie został sfałszowany.

Reprezentowała mnie wtedy moja mama, lekarz neurolog, która poprosiła Policję o przygotowanie materiałów na temat osób, które mnie prześladowały. Miała też ze sobą moje zaświadczenie o stanie cywilnym z 1990 roku. Składałyśmy liczne skargi i dostarczałyśmy dokumenty, które świadczyły, że jestem niesłusznie zaszczuwana przez schizofrenika, który nigdy nie powinien mieć aż tylu enablerów i nigdy nie był moim mężem. Ja byłam wykończona psychicznie i zastraszona, dlatego nie pojawiłam się w Sądzie. Nikt nie chciał mi dodawać stresów.

Nikt nie ma prawa mi wmawiać, że wtedy przegrałam i zostałam ubezwłasnowolniona. To nie jest prawda, że nie zgodziłam się z wyrokiem Sądu. Nie było takiego wyroku. Wiem, że sama amnezja nie wystarczy, aby kogoś ubezwłasnowolnić, bo człowiek pozostaje racjonalny nawet przy braku pamięci. Ucieka przed osobami, które go skrzywdziły. Bardzo często jest za amnezję odpowiedzialny schizofrenik, który chce kontrolować życie swojej ofiary właśnie przez ubezwłasnowolnienie jej. Ofiara jest oskarżana o chorobę psychiczną, bo nie potwierdza urojeń schizofrenika.

Moi prześladowcy obiecali mi, że jeszcze raz zwrócą się do Sądu Opiekuńczego, aby mnie ubezwłasnowolnić. Chcą to zrobić, bo nie zamiarzam przepisać swojego mieszkania obcej osobie, jaką jest schizofrenik Roman. Moi prześladowcy uważają, że nie mam prawa do swoich pieniedzy w Norwegii. Te pieniądze też chcą mi ukraść. Rozumiem, że schizofrenicy są kleptomanami, ale są, kurwa, granice tego, do czego wolno im się posuwać. Roman nie jest moim mężem. Dzieci, które wskazuje jako swoje, to dzieci mojej siostry. Znają swojego ojca oraz swoją matkę. Nie ma tutaj żadnych pomyłek, ale bardzo chętnie poddamy się testom DNA w czasie procesu sądowego.

Schizofrenik Roman ukradł mi miliony, zniszczył życie osobiste i zawodowe, zniszczył zdrowie psychiczne i fizyczne. Ukradł mi wszystko, co było dla mnie ważne. Ale nie zostanie moim mężem. Nie ma prawa do niczego. Mieszkania są na mnie, bo są moją własnością. Konto jest na mnie, bo spływają na nie moje pieniądze.

Zakatowali mnie prawie na śmierć enablerzy Romana, szczególnie doktor B. oraz państwo Ch. z córką. Dołączały się do nich liczne inne osoby. Kilka razy podnosiłam się z maty. Jedyne, czego chcę od życia to zobaczyć, jak enablerzy Romana i jego sióstr dostają wyroki skazujące.

Mam nadzieję, że w końcu ludzie zaczną szanować prawdę i legalne dokumenty. A prawda wygląda, kurwa mać, tak:

Screenshot

Sielskie życie

Nie należy płakać nad Romanem. Ma sielskie życie. Nie płaci nic za mieszkanie, które jest utrzymywane z mojego konta, na które wpływają pieniądze przelewane z mojego norweskiego konta. Posiadam w Norwegii środki, które dostałam w ramach spadku po zabitym w Warszawie narzeczonym. Tak więc wszystko, co Roman zarobi, może wydawać na siebie. Dorośli ludzie wiedzą, jak spore sumy pochłania utrzymanie mieszkania. A on ze swoimi siostrami nie płaci mi nic za wynajem mieszkania. Uważam, że i tak mają za dobrze. Powini ci ludzie już dawno się leczyć.

Mówimy o mieszkaniu, przypomnijmy, które Roman z siotrami zajmuje nielegalnie. Przez jego urojenia, potraktowane zbyt poważnie przez kler, Avangardę oraz polityków, straciłam dostęp do konta w banku, który został zmuszony polityczną decyzją do przyjęcia sfałszowanego upoważnienia. Wszyscy byli przekonani, że Roman to faktycznie mój mąż, który powienien mieć dostęp do pieniędzy, które są jego, a tylko „przypadkiem” znajdują się na moim koncie. Zostałaśmy z moją mamą tak zakatowane, że nie mogłyśmy walczyć sądownie z tą decyzją. Doznałam tak silnych urazów psychicznych, że straciłam pamięć. A wariaci oraz ludzie, którzy byli opłacani z ukradzionych mi pieniędzy dbali o to, aby ten stan się utrzymał.

Na całe szczęście moi znajomi metale, gdy dowiedzieli się, że taką psychologiczną amnezję można pokonać, zaczęli mi pomagać i zaczęłam z niej wychodzić. Gdy tylko się dowiedziałam, że na moje konto spływają pieniądze, za które Roman udaje milionera, zaczęłam działać. Siły zła także, więc moja decyzja o cofnięciu upoważnienia została znowu przez wysokiego polityka unieważniona. Rozwiązałam to tak, że na moje konto, do którego nie mam dostępu, wpływa suma, która wystarcza do utrzymania mieszkania, ale nie do odgrywania osób z wyższej sfery finansowej.

Roman nie jest norweskim arystokratą, mój Tata był. Pieniądze nigdy nie należały do Romana. Nigdy nie byłam jego żoną. Nie chcę te geja, miałam innych adoratorów. Posiadam dokumenty, które świadczą, że nigdy nie wyszłam za mąż i te naprawdę należą do mnie, a nie do urojonej przyjaciółki Renaty. Naprawdę Avangarda i Opus Dei zniszczyły mi życie, pomagająć schizofrenikom oraz idiotom, którzy postanowili nic nie weryfikować. Nic nie mam wspólnego ze zniszczonym życiem Krystyny. Z mojego punktu widzenia sama je sobie zniszczyła.

Żyję za swoją pensję, przy czym sama płacę za mieszkanie, które zostawiła mi mama w spadku. To mnie spotkała wielka niesprawiedliwość, bo nie mam dostępu do swoich pieniędzy. To mnie ukradziono mieszkanie i przybywają w nim osoby, które są dla mnie obce, grzebiąc w moich prywatnych przedmiotach i niszcząc wszystko, co było dla mnie święte. Mam nadzieję, że nadal nie mogą dostać się do mojego sejfu, mam tam naprawdę poufne dokumenty, które nie powinny trafić w niepowołane ręce. Od czasu ukradzenia mi kluczy, ani razu nie byłam w tamtym mieszkaniu.

Nie życzę sobie żadnych nacisków na mnie, które mają zmusić mnie do „zwrócenia” Romanowi pieniędzy. Ma też z siostrami opuścić moje mieszkanie. Po dobroci.

Jeśli tego nie zrobi, czego go pozew cywilny. Mam nadzieję, że żaden z polityków nie wpływał na Sąd w tej kwestii, tak jak wpłynął na bank i Policję, której związano ręce. Bo jak tłumaczyć brak pomocy dla mnie i mojej mamy?

Polska ma mordę tępej kurwy z Opus Dei i morduje najzdolniejszych, bo rządzą schizofrenicy i zabobonne babska.

Ksiądz z Opus Dei

Od dzieciństwa mam na karku prześladującego mnie księdza z Opus Dei. Zacząło się od katechetki z czasów mojej podstawówki, która nie potrafiła sobie poradzić z moimi krytycznymi uwagami wobec „nauk” Kościoła. Podejrzewam, że była to wściekła lesba (nieakceptujące swojej orientacji lesbijki i geje w Kościele sprawiają problem od zawsze) wściekła się także dlatego, że nie chciałam być razem z nią w Kościele. Twierdziła, że piękne dzieci muszą iść do Kościoła, bo wtedy Bóg się cieszy, a ona wtedy będzie mogła mnie mieć „pod sobą” i pilnować mojego nowicjatu.

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, jaką bzdurą jest mi coś takiego proponować. Jestem ateistką, a także kryptoluteranką po pradziadku Norwegu. Stąd też nie do końca katolickie wychodzanie mnie jako dziecka.

Tępa suka, która uczyła mnie religii tak się na mnie wkurwiła, że wezwała na pomoc księdza z Opus Dei, który zaczął szukać kogoś, kto mu pomoże mnie „wychować”. Padło na idiotkę Barbarę oraz schizofreników z mojej podstawówki, z którymi nie mam nic wspólnego, a których schizofrenia została pokarniona przez psychopatę z Opus Dei.

Jak mi powiedział ten ksiądz, z reguły „obrażeni” katecheci wzywają kogoś takiego jak on na pomoc, a on rusza do szkoły, aby znaleźć sobie kogoś, kogo może wykorzystać przy zaszczuwaniu ofiary nienawiści kleru. Jak zwykle trafia na kogoś, kogo nazywa „świętymi” – czyli lokalnych schizofreników.

To ten ksiądz swoimi opowieściami o mnie zainspirował pedofilski napad na mnie ojca Romana i kilku osób. Przy czym to nadzorował. Patrzył, że rzeczywiście jego pomocnicy zmuszają mnie do ssania penisa. Był osobą, która szukała dla mnie „zastępczych rodziców” i wybrał, jak rozumiem schizofrenika ojca Romana oraz „kurwę” Barbarę. Nigdy nie rozmawiał z moimi prawdziwymi rodzicami, bo to nie interesowało.

Zawsze będę twierdzić, tak samo jak byłam dzieckiem, że nie ma niczego złego w antykoncepcji. Nie ma dzieci nie dlatego, że stosowałam antykoncepcję, ale dlatego, że ksiądz i Barbara zniszczyli mi swoimi kłamstwami i intrygami każdy związek. Nie zapominajmy też, że mój narzeczony, po którym odziedziczyłam majatek, który wariaci bezprawnie przejęli, został zabity w czasie warszawskiego konwentu i nadal go opłakuję.

Luteranie nie mają problemów z antykoncepcją i nie uważają, że antykoncepcja jest czymś, co stosują prostytutki. Nie zgadzam się z sugestią tego księdza, że nie mam dzieci, bo jestem karana za antykoncepcję i że mam za nią przepraszać Boga, idąc na służbę do Opus Dei. Nie musi mi tego ułatwiać, zaoferował, bo jestem poganką i już lata temu złożyłam formalną apostazję. Nie mam dzieci, bo ksiądz i Barbara swoimi złośliwymi plotkami i intrygami zniszczyli każdą moją szansę na założenia rodziny. Wiem, że ten ksiądz jest zadowolony, że nie mam dzieci, bo uważa, że takie osoby, jak ja niepowinny się rozmnażać, ale ja się z tym nigdy nie zgodzę. Takie osoby jak ten ksiądz w życiu nie powinny się wtrącać w wychowanie kogoś takiego jak ja.

Wiem, że ten sam ksiądz został wygoniony ze szkoły dzieci mojego byłego, Michała. Zwiazek z Michałem rozpadł mi się lata temu z powodu intryg kleru i zrobienia z niego kogoś na podobieństwo Patricii Hearst, nieświadomie wykonywał skrypt włożony mu do głowy przez tego terrorystę. Jego psycholog pomógł mu się z tym uporać. Mogę z cała odpowiedzialnością powiedzieć, że ten ksiądz zniszczył cały warszawski fandom.

Ksiądz pojawił się w szkole dzieci Michała, które po pradziadku Norwegu – jakby powiedział ksiądz z Opus Dei – są „zagrożone luteranizmem”. Podpuściłam je na tyle, że zaczęły przesłuchiwać katechetką. Oczywiście, że nie spodobało im się (Michał jest lekarzem pierwszego kontaktu) robienie ze schizofreników „świętych”, co pojawiło się przy omawianiu mitu o Abrahamie i Izaaku. Reagowały dokładnie tak samo jak ja w dzieciństwie. Mama tych dzieci jest ginekologiem, więc można się domyśleć, jakie mają zdanie na temat antykoncepcji. Okazało się to być takim zapalnym punktem, ze ponownie Opus Dei postanowiło jakieś dzieci „wychowywać”, bo są „zagrożone prostytucją” lub „zagrożone byciem w sekcie metali”. W opowieściach księdza Michał stał się oczywiście „gangsterem”, a jego żona „prostytutką”.

Takie rzeczy nie mogą dziać się w państwie prawa. Nie może być zgody, aby fanatycy religijni zasczuwali bez wyroku każdą osobę, która im sie narazi, przy poklasku współpracujących z nim polityków. Ksiądz tak samo jak w moim przypadku postanowił te dzieci zniszczyć i już przez całe życie pilnować, aby nie zaznały szczęścia, tylko pokutowały. Ksiądz został wywalony ze szkoły przez rodziców, którzy za moją radą wzięli dni wolne i na niego się zaczaili. Dzieci były w tak złym stanie, że wymagały psychoterapii oraz długiej rekonwalescencji po traumie, jaka je spotkała. Były między innymi zastraszane, że zostaną zgwałcone, jeśli nie „pójdą do Kościoła” i nie potwierdzą oskarżeń stawianych rodzicom. Ta rodzina miała szczęście, że mnie zna, a ja mam doświadczenie z „wychowywaniem” przez Opus Dei.

Ksiądz ponownie szczuł inne dzieci ze szkoły na swoje małe ofiary. Stworzył wokół dzieci Michała taką atmosferę, że trzeba było też naprawić ich sytuację społeczną, bo próbował z nich zrobić wyrzutków. Traktowane były przez nauczycieli jak dzieci osób z marginesu społecznego, ktore powinny trafić do szkoły specjalnej. Wyrok Opus Dei w tej sytuacji był taki sam, jaki ja usłyszałam – wróg Kościoła nie ma prawa nic osiągnąć w życiu. Dzieci musiały doprowadzić do zwolnienia jednej z nauczycielek, aby coś zaczęło się poprawiać. Mnie ratowały koleżanki i koledzy z klasy.

Tak właśnie Kościół karze krnąbrne dzieci, bo wielu członków Kościoła uważa, że są lokalną administracją oraz sądem. A także najwyższą władzą. Bardzo aktywnie mszczą się za różne obrazy.

Nie dziwcie się, że ksiądz, który walczy z fantasy i metalem od lat jest człowiekiem w fandomie znienawidzonym. Odpowiada za to, że chociaż zaczynałam w liceum jako glam metalowa wokalistka, nie śpiewam i mam spierdolone życie. To on odpowiada za to, że wyhodowałam sobie black metalowe serce i stałam się zaciekłym wrogiem katolicyzmu we wszystkich jego przejawach. Ten czlowiek zniszczył i doprowadził do śmierci wielu osób, posługując się schizofrenikami, których inspirował do przeżywania kolejnych urojeń oraz działań.

Wymówka

W czasie jednej z rozmów, jakie odbyłam z Romanem w towarzystwie profilera, usłyszałam, że Roman jako gej nie chciał nigdy mieć romansu z Krystyną. Gdy byliśmy w podstawówce, miał opowiadać o związku ze mną, aby wytłumaczyć, dlaczego nie może być z Krystyną, którą wyznaczyła mu Barbara. Spotkało się to z furią Barbary, która uznała, że znalazła „księcia” Romana dla Krystyny. I że ona doprowadzi do tego, że się pobiorą, bo on nie może być z kimś takim jak ja. W czasie tej rozmowy Roman prosił o ratunek, bo nie chciał aranżowanego związku z kobietą.

Doprowadzenie do tego związku i zniszczenie mnie stało się idee fix Barbary oraz Nycza. Przy okazji Roman, jak podejrzewam, został poddany terapii, która miała po kościelnemu wyleczyć go z „nieprawidłowej” orientacji i sprawić, żeby chciał mieć rodzinęi „odpowiednią” małżonkę.

Już samo to wystarczyłoby, aby nastąpiła katastrofa. Gdy dodamy do tego schizofrenię w rodzinie Romana mamy już prawdziwą Apokalipsę dla wszystkich zamieszanych w to dzieci, które wyrosły na nieszczęśliwych dorosłych. Trójka moich znajomych z podstawówki naprawdę miała szansę na leczenie, gdyby nie wtrąciła się idiotka z Opus Dei.

Odmawianie schizofrenikom leczenia to norma dla kleru. Zawsze skrzywdzą każdego schizofrenika, który wpadnie w ich ręce. Dla zabobonnych ludzi Kościoła schizofrenicy mają „bogate życie duchowe” oraz są wymarzonymi kandydatami na „świętych”, bo mają kontakt z „Wyższą Siłą”. Jest cała masa typowych schizofrenicznych urojeń, które temu służą, ale naprawdę we współczesnym świecie żaden chory psychicznie nie powinien być tak krzywdzony.

Jest to przerażające, że stałam się centrum tego wszystkie i ofiarą zarówno schizofreników oraz zabobonu kościelnego. Byłam egzorcyzmowana nielegalnie, bo moje słowa nie zgadzały się z tym, co biskupowi powiedziała schizofreniczka i chciano mnie zmusić do służby w Kościele, twierdząc, że marzę o tym od dziecka. Z tego też powodu Barbara nęka mnie i „wychowuje” całe moje życie. Była ispiratorką wielu działań w fandomie oraz u mnie w pracy.

Oczywiście Roman jest schizofrenikiem, więc trzeba podchodzić z pewną dozą nieufności do tego, co mówi. Tym bardziej, że jego schizofrenia skutkuje bardzo nieprzyjemnymi czynami. Ale wierzę mu, że Barbara także jego nęka i „wychowuje” całe życie.

Podejrzewam, że kleptomania trójki moich znajomych z podstawówki nie osiągnęłaby takich rozmiarów, gdyby nie kler i Barbara, która zachęcała ich do działań i brania wszystkiego, co z powodu choroby uważają za swoje. To ona wmieszała w swoje działania świat polityki i doprowadziła do łamania prawa, w tym także praw człowieka.

Mam nadzieję, ża każdy, kto usłyszy od Barbary, że jest moją „przyjaciółką” strzeli ją w japę i zadenoncjuje Policji. Bardzo o to proszę.