O tym jak Nycz mnie uleczył…

Czyli w ogóle. Bo tylko mnie zniszczył.

Zacznijmy od tego, że Nycz – jak to zwykle robią ludzie Kościoła – postanowił zająć się sprawą „pokutującej grzesznicy”, jak mu przedstawiła mnie schizofreniczka Renata. Pisałam już o tym, jakie miejsce w Kościele zajmują schizofrenicy – czyli są wykorzystywani, zniechęcani do leczenia oraz przerabiani na świętych, którzy mają swoją rolę w kościelnym biznesie i gusłach.

Nycz jest człowiekiem, który nęka mnie od podstawówki, bo uwierzył schizofrenikom, że jestem „kurwą” i postanowił mnie wykorzystać, bo schizofreniczki i Barbara opowiedziału mu o jakimś moim „cudownym nawróceniu” czy też „cudownym wyleczeniu z alkoholizmu”. A zaczął mnie nękać, gdy nawet jeszcze nie miałam dzięwieciu lat. Zaznaczę, że Roman, Renata oraz Anna są ode mnie znacznie starsi, tylko rzeczywiście te kurwy wydają masę pieniędzy na zachowanie urody. Ja nie.

Nycz autentycznie poddała mnie terrorowi i praniu mózgu, aby zmusić mnie do pójścia – jego zdaniem ponownie – do klasztoru. Moje prostesty nie zdały się na nic, swoje metody nazywał „uświęconymi tradycją metodami Kościoła”.

Z całą odpowiedzialnością za słowa powiem, co o tych metodach myślę. To są metody al-Kaidy, to są metody sekt. Tylko sekty i terroryści uważają, że im wolno niszczyć w taki sposób ludzką psychikę. Rozumiem lęk osób religijnych, gdy się mówi, że ktoś jest ateistą i ich związaną z tym agresję, bo wiem, że zostali w podobny sposób zastraszeni i nauczeni religijności, więc to niosą dalej. Tak się składa, że psychoterapeuci wiedzą, że księża potrafią człowieka zakatować aż umrze z wyczerpania podczas egzorcyzmów, bo ten nie potwierdza słów „świętej”, które podobno pochodzą od Boga, który odkrywa przed „świętą” coś, czego nie mogła wiedzieć. Oczywiście taka „święta” (czyli schizofreniczka) bredzi trzy po trzy – jak Renata o mnie czy kimkolwiek innym – ale to nie zniechęca katolickiego księdza, bo wie lepiej i uważa że ma prawo zastąpić Policję i wyroki sądów.

Nycz jest osobą, która – kierując się słowami wariatów z mojej podstawówki oraz swoimi metodami – postanowił zrobić mi pranie mózgu wmawiając fałszywe wersje różnych wydarzeń. Doznałam fenomenu, który psycholodzy nazywają fałszywymi wspomnieniami. Zrobił to anby mnie zniszczyć i postawić na swoim. Psychoterapeuci spotykają wiele takich osób, których kościelne metody „psychoterapii” wykończyły psychicznie i zrobiły z nich wraki ludzi, których życie i wolna wola zdaniem Kościoła było nic nie warte w staciu z samowolą kościelnego durnia.

Nie życzę sobie, aby taki kościelny psychopata mówił mi, że moje życie jest nic nie warte i że mam zabić. Nie życzę sobie przechodzić przez kolejne fale fałszych wspomnień, które ten psychopata mi wbił do głowy terrorem i swoją nikczemnością, bo chciał, aby potwierdziła urojenia jego schizofreniczek (aka „świętych”). Zaatakował kobietę, która lata temu przez pobicie psychola, którego nienawidzi od dziecka, straciła ciążę, z której cieszyła jak nikt inny. Dowiedziałam się też od Nycza, że „cieszy się, że straciłam tę ciążę, bo była gangstera.”

Żądam wyrzucenia tego skurwysyna i jego schizofreników z fandomu. Nie powinien ten skurwysyn mi wmawiać, że usunęłam ciąże tak zaawandowaną, że było widać przez powłoki główkę poruszającego się dziecka. Torturował mnie psychicznie w ten sposób z dużym zadowoleniem z siebie. Twierdził, że „mam się do tego w końcu przyznać.” Miałam też „przyznać się do prostytucji”, bo wszystkie moje koleżanki „już wiedzą”. Czyli wiem już, kto odpowiada za problemy w pracy kilku moich znajomych. Kościelni debile oraz schizofrenicy. Nie zamierzam kłamać, aby kilku debili mogła zachować pracę. To Nycz nie powinien mnie pomawiać i nakłaniać innych do zaszczuwania mnie.

Jeśli chcecie wiedzieć, co powoduje amnezję z przyczyn psychologicznych to właśnie takie akcje Kościoła sprzymierzonego ze schizofrneikami. Myślę, że świat czekał na taką wpadkę Kościoła. Czas ich wygonić z cywilizowanego świata.

Żądam zemsty i krwi, bo ten psychopata niszczy mnie tak od dziecka i nie było mądrego, który by mu wytłumaczył kim jestem i co się stało z moim życiem. Nycz, Barbara i jeszcze kilka osób zniszczyli mi cale aktywne życie – od podstawówki do chwili obecnej. W swoim miejscu pracy wpadłam w taką pułapkę, że mogłam się wydostać, więc Nycz zniszczył mnie jak nigdy wcześniej, odbierająć mi ostatnie szanse na medale oraz założenie rodziny. Nie mam dzieci, nie mam rodziny. Jest to wina Nycza oraz inncyh osób z Avangardy.

Opowieść o tym, jak matka Michała straciła życie podobno nie jest prawdą, ale pochodzi z pranie mózgu oraz inscenizacji, w które wiele osób zostało wciągniętych. Miało mi to podobno uzmysłowić jak absurdalne są moje obiekcje picia wina domowego.

Odpowiem tak – chuj wam w dupę! Nie wezmę od Krystyny nic, żadnego wina, bo jej, kurwa, nie lubię i wiem, że jest złodziejką i psychopatką. Ma ta zdzira w końcu wyjść za Romana. Weźcie go za rękę i zaprowadźcie do USC. Nie potrzebucie odwiedzać żadnego innego urzędu. Zobaczycie, że w końcu Kryśka dopnie swego, ale mojego majątku i tytułu ta „kurwa” Romana nie dostanie. Zobaczycie, że nigdy jej nie przeszkadzałam, tylko Roman nie śpieszył się do ożenku z Krystyną.

To, co mnie spotkało, to typowy numer Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Zaatakują każdego, kogo będą mogli, jeśli wydaje im się, że mogą zrobić to bezkarnie.

Nie wezmę od Krystyny żadnego wina. I mam nadzieję, że inni ludzie też nie wezmą. Ta idiotka przyjaźni się z takimi schizofrenikami, że radzę nic od niej nie brać.

I na dowód moja apostazja oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Ze szczególnym brakiem pozdrowień dla Nycza oraz Barbary. Którzy tak zapamiętali się w niszczeniu mnie, że zniszczyli mi całe aktywne życie, bo już jestem ktok od emerytury.

I „przepraszam” nie wystarczy. Chcę anihilacji Kościoła oraz Avangardy. Polska to kraj skurwysynów. Będę się już cieszyć tylko myślą o zemście.

Screenshot

Chuj bombki strzelił

Wina za moje zniszczone przez schizofreników życie spoczywa w dużej mierze na barkach nieżyjącej już matki Michała, której nic nigdy się nie dawało wytłumaczyć. Jego rodzice i moi znali się od naszego dzieciństwa, poznali się w czasie przesłuchania do roli. Chodziłam wcześniej na kursy aktorstwa dla dzieci, moi rodzice w ten sposób spełnili wolę dziadka, którą wyraził przed śmiercią. Miałam zostać aktorką.

Moje koleżeństwo z podstawówki to gang schizofreników, którzy rozpowiadali już wtedy swoje urojenia na mój temat. Wcale nie byłam prostytutką, to oni w swojej schizofrenii organizowali swoje napady na mnie i próby zmuszenia mnie do prostytucji, aby udowodnić prawdziwość swoich urojeń. Przy czym opowiadali, jak to mnie „ratują”. Z perspektywy starego schizofrenika, który miał urojenia, że jest moim ojcem, pewnie to tak wyglądało. Ale tylko z jego perspektywy. Jego tępym, zjebanym enablerom nie dziękuję.

Matka Michała pokochała ten gang, zupełnie nie zdająć sobie sprawy, co robią o mnie i co robią za moimi plecami. Przed nią udawali najlepszych przyjaciół, swoje winy zwalając na inne osoby. Nie miała świadomości, jak groźny jest ojciec Romana z jego urojeniami na mój temat. Ten człowiek nie jest moim ojcem, a jego syn Roman nie jest mężem. (Przy okazji, nie przedstawię Krystynie nikogo z moich znajomych czy rodziny, ma za niego kurwa w końcu wyjść i zobaczyć na własnej skórze, jaki to czlowiek. Nie chcę jej w swoim otoczeniu, nie po tym co mnie spotkało i co spotkało już nieżyjących moich przyjaciół, a schizofrenicy nie kryli swojego udziału w ich śmierci.)

To rodzina Romana dwa razy porywała mnie z ulicy, nie do burdelu, ale do swojego mieszkania, przekonując mnie, że tam mieszkałam od lat, albo oskarżając, że jestem prostytutką, bo potwierdzam ich urojeń.

Gdy prostetowałam przeciw utrzymywaniu znajomości z tą rodziną schizofreników, zostałam przez matką Michała pary razy zakatowana psychicznie, bo uwierzyła im, że „uratowali mnie przed jakimiś gangsterami” i oczekiwała, że będę wdzięczna i że będę się z nimi przyjaźnić – podczas, gdy tylko schizofrenicy stanowi dla mnie zagrożenia. Nie będę nigdy tym psycholom wdzięczna. Zakatowali mnie w podstawówce, zakatowali mnie wiele razy po tym.

Nie będę wdzięczna jakimkolwiek ani im ani ich enablerom. Mają trafić w końcu przed sąd i się ode mnie dopierdolić. Te osoby nigdy nie miały prawa mnie nigdy kontrolować. Mam być przed nimi chroniona i tylko przed nimi, nawet gdyby mieli się tu pojawić norwescy marines.

Nigdy nie zaufam polskim bankom i ludzie śledzący tę sprawę, wiedzą dlaczego. Zostałam okradziona z takiej kasy, jaka dla większości ludzi jest niewyobrażalna. Polska złamała w tej sprawie wszystkie prawa człowieka.

Ukradziono mi życie, które miało być bajką. Mówiłam zawsze prawdę. Ale ludzie postanowili wierzyć tylko kurwom schizofreniczkom z mojej podstawówki. A skurwysyn Andrzej ma się ode mnie odpierdolić. Nigdy mi w życiu nigdy nie pomógł. Niech się dziwi, że podobnie jak w przypadku Krystyny, nikt ze Stanów nie chce z nim rozmawiać. Znają sprawę sprawę ode mnie, a nie od wariata i wiedzą, jak wygląda rzeczywistość. Już wszystkie wasze pomówienia zostały ujawnione. Ani ja ani moja mama nie byłyśmy „prostytutkami”. Nigdy nie byłam w burdelu, ale może Krysia znajdzie sobie tam miejsce, bo zachowuje się jak kurwa, która próbuje walczyć o mężczyznę, opluwając i niszcząc „konkurentką” kłamstwami – chociaż tutaj nie ma żadnej konkurentki i mam nadzieję, że w końcu się pobierze z Romanem, bo o tym marzy od dziecka, chcę, aby spełniła swoje marzenia. Jakby co, został jej już tylko Roman. Facet planuje karierę polityczną, tylko nie dostał pozytywnego clearingu, ale podobno w Bierdonce się dobrze zarabia. Razem jakoś dadzą radę. Tylko musi się Kryśka pogodzić z tym, że nie ma podstaw, aby nazywała się „księżną”. Życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Wiem, że o nie o takie wyznania na moim blogu schizofrenicy zabiegali, ale nie będę dla nich kłamać i mam tylko nadzieję, że mnie nie zabiją za zaprzeczanie ich urojeniom, które uważąją „za prawdę” i swoje prawdziwe wspomnienia, o które walczą na śmierć i życie, zaszczuwając kolejne ofiary, które im pokazały, że znają wersję mojej rodziny, która przeszła zbyt dużo.

Z polskim fandomem nie będę rozmawiać inaczej niż w Sądzie Cywilnym, bo jak widać pisowska część fandomu zawaliła to „śledztwo”, do którego prowadzenia zresztą nie mieli uprawnień. Nie wyjdzie im na zdrowie wyręczanie Policji oraz sądów, czy też organizowanie linczów w mojej pracy.

A matkę Michała dopadła karma i zginęła z rąk schizofrenika, wypijając zatrute wino. Zawsze mówiłam, że nie lubię domowego wina, szczególnie takiego, które przechowuje Roman. Schizofrenik zabił ją, bo wysłała mój przekazany jej email. Zamiast zachować wszystko dla siebie, chciała „dać im możliwość odpowiedzi”. No to ją dostała. A miała moje ostrzeżenie w tym emailu i złekceważyła słowa kogoś, kto na temat schizofreników przeczytał chyba wszystkie pozycje z literatury przedmiotu w języku polskim i angielskim oprócz dawkowania leków, to już zostawiam psychiatrom). Schizofrenicy naprawdę zabijają, gdy podważy się ich urojenia, szczególnie te, które nie są świeże. Po skrystalizowaniu urojeń, schizofrenik broni ich kłami i pazurami. A widać na moich dokumentach i zdjęciach, jak bardzo nieprawdziwe są ich przekonania. Naprawdę nie rozmawiajcie z nimi sami, tylko mówcie, ze was to nie interesuje. I że mnie nie znacie. Nie macie opinii. Nie warto ryzykować życia. Ludzie muszą znać to ostrzeżenie.

A nawet jeśli się mylę w jakimś stopniu, to jest to bliższe prawdy niż to, co o mnie kurwy z Avangardy opowiadają. I dla przypomnienia, moje zaświadczenie o stanie cywilnym. Dokumenty nie kłamią. Moje koleżeństwo z podstawówki oraz ich krewni kłamią. Stworzyli sobie gang schizofreników i świetnie żyli z kradzieży i wyłudzeń.

Screenshot

Zrzut mieszkania

Zdarzyło się, że kiedyś kilka osób mi się wprosiło do mieszkania, żeby zobaczyć „wariant” – bo tak się złożyło, że jedna z moich znanych im przyjaciółek odziedziczyła mieszkanie w bloku, który został wybudowany według takiego samego projektu. Już w windzie u niej miałam dziwne uczucie deja vu, które wzrosło, gdy wysiadłam z windy na tym samym piętrze…

Potem było jeszcze zabawniej.

Dla wątpiących poniżej zrzut mojego mieszkania.

Prezydenci znają takie sprawy…

Ze swojej strony skomentuję, że psychoterapeuci też, tylko mają krańcowo odmienne zdanie. Już tłumaczę, o co chodzi.

W pewnym momencie w mojej pracy pojawił się prominentny polityk, aby poprzeć kogoś, kogo uważał za mojego „właściciela”, bo na podstawie samych pomówień (przyznał mi się, że nawet nie zajrzał do jakichkolwiek papierów), zdecydował, że ten człowiek jest moim „opiekunem prawnym”. Podtrzymał decyzję poprzednika, który lata temu zablokował mi dostęp do mojego konta, na które wpływają środki z Norwegii.

W czasie sprzeczki z tym człowiekiem, dowiedziałam się, że prezydenci znają takie sprawy i wszyscy jak jeden mąż, bez zaglądania do dokumentów, wydają takie decyzje taśmowo. A mianowicie pomagają „właścicielom” nieposłusznych małżonków w dostaniu się do majątku osoby, która podobno została ubezwłasnowolniona. O mało co nie straciłam swoich dochodów, które wpływały do Citi, podobnie jak straciłam lata wcześniej dostęp do swoich pieniędzy z Norwegii. Na całe szczęście mój prawnik zaprotestował skutecznie i bank jest świadomy, że zgodnie z prawem taki kutas, który kogoś ubezwłasnowolnił (lub raczej „ubezwłasnowolnił”), nie może czerpać zysków z pracy osoby, którą się podobno „opiekuje”.

Powiedzmy sobie, jak to wygląda od sprawy prawnej – polityk z wykształcenia prawnik, ale nie raczył sprawdzić przepisów. A mianowicie, osoba ubezwłasnowolniona nie jest niewolnikiem, prawo tego zabrania. Nie wolno z nikogo robić sobie niewolnika, chociaż schizofrenicy o tym marzą i chcą, aby o wszystko ich pytać. Nawet osoba prawnie ubezwłasnowolniona ma dużo wolności. Może wybrać sobie lekarza, może wybrać sobie zawód, a także miejsce pracy, może wybrać sobie małżonka, może mieszkać, gdzie chce. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym nierozsądnie zarządzała swoimi pieniędzmi. Nie było powodu, aby mnie odcinać od moich dochodów z Norwegii. Co więcej, opiekun prawny w takiej sytuacji ma obowiązek zapewnić osobie, którą się opiekuje dokładnie taki sam poziom życia, jakie on wiedzie, korzystając z jej pieniędzy. Schizofrenik Roman w życiu nie dał mi ani złotówki, przejął także moje pieniądze, które wpłacił mój norweski menadżer. Opiekun prawny nie ma prawa kupować ludziom mieszkań czy samochodów, używając pieniędzy swojego podopiecznego. Wszystkie te rzeczy robił Roman.

Przy czym stan faktyczny jest taki, że Sąd Opiekuńczy odrzucił (tak samo jak w przypadku Agnieszki), wszelkie rządania schizofrenika. Wszyscy dostali egzemplarze odmowy. Na swojej kopii Roman dopisał swój akapit, który stoi w przeczności z tym, co orzekł Sąd. I wskazuje ludziom palcem tylko ten akapit. Prawnik ma obowiązek zapoznać się z całym dokumentem i zweryfikować jego prawdziwość. Nie może podejmować decyzji ma podstawie tylko plotek. Od tego jest prawnikiem, aby wszystko sprawdzać. Przeraża mnie kraj, w którym prominentny polityk podejmuje decyzje bez zastanowienia, chyba tylko na podstawie mizoginii, twierdząc, że nie musi poznawać sprawy, bo takich decyzji podejmuje wiele i są to typowe sprawy. Jestem tym bardzo zdziwiona. Typowe to było odrzucenie żądań schizofrenika Romana przez Sąd Opiekuńczy. Takich spraw Sąd ma rzeczywiście wiele.

Nie, proszę pana, nie są to typowe sprawy, przy których nie warto zaglądać w dokumenty, krzywdzi pan wiele osób, a także Polskę, słusznie oskarżaną o łamanie praw człowieka, bo to właśnie się dzieje. Nie podejmuje się decyzji na podstawie opowieści idiotki, którą od dzieciństwa wychowywał na swoją małpę schizofrenik i która przesiąkła schizofrenicznym myśleniem tak, że odrzuca każdą próbę naprawienia sytuacji.

A teraz wyjaśnienie z punktu widzenia psychoterapeuty.

Dla psychoterapeuty jest to jest typowa, opisana dobrze w podręczniku sprawa, ale wygląda zupełnie inaczej niż paru idiotów z Avangardy myśli. Typowym urojeniem schizofrenika jest, że jest czyimś mężem lub żoną. Nie ma takiego urojenia na liście typowych urojeń, że się nie jest czyimś małżonkiem. (Bo co najwyżej przestaje się nim być w momencie takiej decyzji. Nie ma możliwości na siłę kontynuować małżeństwa. Gdy ktoś mówi, że nie jest małżonkiem, to następuje rozwód, chociaż go nie potrzeba w sytuacji, gdy małżeństwo istnieje wyłącznie w urojeniach drugiej strony.) Co więcej w przypadku amnezji psychoterapeuta idzie za pacjentem, bo inaczej pacjent nie odzyska pamięci, bo go blokuje zaprzeczanie. Z reguły pacjent ucieka przed schizofrenikiem, który go skrzywdził i doprowadził do amnezji, a biegnie do ludzi, którzy go rzeczywiście chronią. Nawet jeśli nie ma wspomnień i nie pamięta dokładnie, co konkretnie się stało. Nie wolno takiemu pacjentowi zaprzeczać.

Schizofrenik, który doprowadził do czyjejś amnezji z reguły dalej chce kontrolować swoją ofiarę, dlatego się do niej pcha i przekonuje otoczenie, że jest „mężem” (lub „żoną” – mój Tata miał we Francji taką zjebaną sukę, która go w ten sposób prześladowała, a której ojciec zabił pierwszą żonę mojego Taty w ciąży, bo to „prostytutka” i niepotrzebny „bękart”). Protesty ofiary schizofrenika wywołują wściekłość prześladowcy i oskarżenia ofiary urojeń schizofrenika o chorobę psychiczną. Z reguły schizofrenik nie chce się przyznać do swojej choroby. Nigdy sam nie powie o sobie, że jest schizofrenikiem.

Typowym zagraniem kontrolującego schizofrenika jest udanie się do Sądu Opiekuńczego i bezzasadna próba doprowadzenia do uznania osoby, którą prześładuje, za niepoczytalną, bo chce ją ubezwłasnowolnić. Dostaje odmowę, ale ma przed sobą wzór pisma, które fałszuje, dopisując, co mu wygodnie. Z takim sfałszowanym dokumentem biegnie do ludzi, którzy pomagają mu zmasakrować jego niewinną ofiarę.

Przy czym, jak dowiedziałam się od promimentnego polityka, w Polsce zwyczajowo taki schizofrenik bez badania sprawy, uznaniowym dekretem przejmuje cały majątek swojej ofiary i dalej swobodnie się nad nią pastwi. Bo tak.

Schizofrenik potrafi dotrzeć do każdego polityka i do każdego urzędu. Posiadając środki pieniężne swojej ofiary przekupuje wszystkich. Psychoterapeuci znają te schematy postępowania. Skandalem jest, że ja jako osoba niezamężna, która jest tak uczciwa, jak tylko to sobie mozna wyobrazić, zostałam zniszczona, tylko aby schizofrenik był szczęśliwy. Prawnik ma obowiązek weryfikować wszystko z dokumentami. Jeśli tego nie robi to Polska już zawsze będzie traktowana jak republika bananowa, którą rządzą uznaniowe dekrety, a nie prawo.

Prawda jest taka, że Roman jest wariatem, a ja panną, więc nie jest – jak sobie sam dopisał na pewnym dokumencie – moim „mężem” i tym bardziej nie może być moim „opiekunem prawnym”. To też bzdura. Sądy mają mnóstwo takich spraw i się na nich znają. Kolejnym skandalem jest, że prominentni politycy podejmują decyzje wbrew sądom, sprzeciwiają się ich ustaleniom i ogólnie mówiąc mają wszystko w dupie. Za to ograniczają wolność, także podróżowania za granicę osobom o wielu obywatelstwach. Wyliczę swoje (przy czym nie mam obowiązku ich podawać na każde wezwanie, tym bardziej, że mieszkam cały czas w jednym kraju rezydencji) – obywatelstwo polskie, norweskie, francuskie oraz egipskie. To są narodowości, jakie odziedziczyłam po moich przodkach.

Komuś takiemu nie wolno zabierać prawa wyjazdu za granicę. Ani wywoływać syndromu sztokholmskiego, żeby przestała się stawiać i protestować. Nie wolno zastraszać takie osoby, ani torturować psychicznie lub fizycznie. „Bo chcę mieć spokój i masz tu pracować!”

A Krystynę już bardzo proszę, aby przestała latać po politykach i ich okłamywać. Mogła sobie brać Romana już od dawna. Tylko trzeba go było sobie leczyć, a nie szczuć ludzi na mnie, bo „chce dziecko”. Ja też, kurwa, chciałam i to bardzo. Krystyna przez swoje własne intrygi straciła bardzo dużo. Wiele razy, także gdy była jeszcze dzieckiem, uniemożliwiła sobie i mnie założenie rodziny. Wyszła z niej tępa blachara, która wszystkich zniszczyła.

I dla przypomnienia (naprawdę nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”) poniżej moje zaświadczenie o stanie cywilnym, które wyraźnie wskazuje na to, że kutas Roman kłamie i nie może być moim „opiekunem prawnym”, bo – kurwa – nie jest moim mężem. To obca osoba. A obca osoba nie może być opiekunem prawnym, tylko ktoś z rodziny (a moja rodzina wygląda jak na zdjęciu poniżej zaświadczenia). Moja mama by została opiekunem, o to wnioskowałam, ale amnezja się nie kwalifikuje do ubezwłasnowolnienia – co najwyżej do tego, aby tkwić gdzieś na zwolnieniu lekarskim, szczególnie jeśli nie trzeba bywać w pracy codziennie, a są zajęcia, gdzie się bywa w pracy raz w miesiącu. Człowiek z amnezją jest racjonalny i nie trzeba ograniczać jego praw.

Screenshot

A poniżej zdjęcie z dzieciństwa z Mamą:

Decyzja

Schizofrenicy, którzy nękają mnie od podstawówki i nielegalnie mnie kontrolują – a zrobili to w zasadzie na podstawie zmowy środowiska, polecam przejrzeć wcześniejsze wpisy – postanowili zniszczyć mi wszystkie moje alternatywne wobec nauczania ścieżki kariery. Zostawili mi bardzo mały margines tego, co mogę robić. Wyznaczyli mi rolę, której nie chcę przyjąć – czyli „pokutującej byłej kurwy”. Odmawiam walidacji wszystkich urojeń tego schizofrenicznego gangu.

Nie potępię publicznie swojego Taty. Nie ma nic wspólnego z urojeniami Renaty. Naprawdę jej nie porwał do Francji, nie zgwałcił jej, ani nie wykorzystywał mnie seksualnie.

Wiem, że schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy wysuwali powyższe żądania, rządzą Avangardą i uważają, że mają podstawy, aby mnie potępiać i niszczyć wszędzie.

Nie godzę się na bycie pionkiem w ich schizofrenicznych gierkach. Żądania Romana, Renaty i Anny są nie do zaakceptowania. Ale jestem zmuszona pogodzić się z rzeczywistością i zarabiać jako nauczyciel, bo z czegoś muszę się utrzymywać. Ale pozostaje mi nadal moja godność i świadomość, że dobrzę robię. Nie będę Romana przepraszać, wypełniać jakieś żądania i błagać o jakieś okruchy z moich pieniędzy z konta, na które wpływają moje norweskie środki. Nie mam do tego konta żadnego dostępu. Odciął mnie od moich pieniędzy na początku lat dziewięćdziesiątych i doprowadził do amnezji, co uniemożliwiło mi działanie.

Przy okazji ostrzeżenie – nie przelewajcie mi pieniędzy, bo schizofrenik postanowił wypłacać sobie z mojego konta wszystko, co nie pochodzi z nauczania. Nie mogę też nic wpłacić. Wiele osób uważa, że ma do tego prawo, bo jest „opiekunem prawnym” – nie, nie jest, posługuje się sfałszowanym dokumentem.

Usłyszałam już kiedyś od bardzo ważnego polityka, że zablokował mi możliwość wyjazdu z kraju, tylko na podstawie prośby Romana. I że – jeśli jego zdaniem trzeba będzie – to zrobi to ponownie. Wystarczyło słowo człowieka, który nie jest moim mężem i posługuje się tylko pomówieniami oraz sfałszowaną decyzją Sądu Opiekuńczego. Przypominam – schizofrenicy to fałszerze, więdzą to psychoterapeuci i wiedzą, że schizofrenicy pragną zrobić ze swojej ofiary niewolnika. Sąd im tego nie daje, dostają to dzięki głupocie polityków.

Z tego powodu stałam się dysydentem we własnym kraju. Znam historię zaszczucia mojego Taty we Francji, znam historię Agi, znam swoją historię. Wiem, co jest w podręcznikach psychologii klinicznej. Bieg schizofrenika do Sądu Opiekuńczego, aby mógł ubezwłasnowolnić kogoś na podstawie swoich urojeń, jest stałym elementem gry. Sądy odrzucają takie wnioski. Niestety schizofrenicy dostają wtedy legalną papeterię, pieczęcie i podpisy sędziów. Kierują się tym, co „wiedzą, że tam powinno być” i to sobie dopisują. Prawnicy i politycy powinni rozpoznać ewidentne fałszerstwo. A także weryfikować w odpowiednim Sądzie i prosić Policję o jej materiały. Nikt tego nie zrobił, chociaż o to prosiłam. W odpowiedzi byłam molestowana, szarpana i macana. Proponowano mi, że polityk spędzi ze mną noc, aby mi „uświadomić”, że to „lubię”, bo muszę sobie „przypomnieć”, że jestem „kurwą”, ponieważ postanowiono mnie „leczyć’ zgodnie z wytycznymi schizofreniczki Anny. Ta pizda nie jest psychologiem. Jakby co można to prawdzić, istnieją odpowiednie listy w odpowiednich instytucjach.

Przeszłam piekło z powodu schizofrenii kilku osób z mojej podstawówki.

W moich oczach Polska to tępa schizofreniczna maciora niszcząca swoje najzdolniejsze dzieci. Jedyne co można zrobić to edukować społeczeństwo tak, aby ludzie wiedzieli do czego może posunąć się schizofrenik. Trzeba też zwiększyć szacunek wobec prawa oraz zasad, jakimi kierują się społeczeństwa. Naprawdę jest wymóg weryfikacji wszystkiego zgodnie z prośbą osoby niewinnie oskarżanej. Nie należy zgadzać się na zaszczucia oraz lincze. A to wszystko mnie spotkało.

A „kurwa” (zgodnie z prawem wolno używać takich samych obelg i agresji, jaką wobec mnie zastosowano) Krystyna jest tępą plagiatorką i grafomanką. Naprawdę może sobie brać Romana, ale nie jest ten człowiek tak bogaty, jak jej się wydaje. Nie przepiszę na niego niczego, co posiadam, bo nic nigdy do niego nie należało. Przejął moje konto z zagranicznymi zarobkami bezprawnie. To nigdy nie były jego pieniądze. Nie oddam mu wszystkiego, co mam, tylko po to, aby się ze mną w swoim schizofrenicznym łbie „rozwiódł” (bo to oznacza, że najprawdopodobniej mnie zabije – i to nie jest paranoja, wiem, co mi mówił). Uważa, że rozwód byłby plamą na jego honorze. Przy czym oczywiście żadnego rozwodu nie potrzebuje, bo – jeszcze raz przypominam – nie jesteśmy małżeństwem.

Nic, co napisałam powyżej, nie jest zadziwiające, lub nowe, dla prawdziwych psychoterapeutów. „Kurwom” z Avangardy bardzo nie dziękuję za zniszczenie mi życia. Odpierdolcie się ode mnie, nie chcę mieć nic z tym klubem wspólnego. To już będzie zawsze znienawidzony przeze mnie klub.

Z powodu debilizmu polskiego społeczeństwa i braków odpowiednich przepisów takich dysydentów jak ja jest mnóstwo. Naprawdę trzeba coś z tym zrobić i zmienić kilka przepisów. Takie osoby, jak Roman, Anna oraz Renata należy leczyć przymusowo. Biegli sądowi nie mają co nich złudzeń i byli wiele razy już diagnozowani. Pierwszy raz już w latach siedemdziesiątych.

I dla przypomnienia, że chuj Roman nie jest moim mężem:

Screenshot

Zakaz publikowania

Podobno mam zakaz publikowania i żadne czasopismo, czy wydawnictwo nie przyjmie mojego tekstu. Jest to efekt działania Romana, który ma urojenia, że jest moim mężem, który mnie ubezwłasnowolnił. Przypomninam – ten człowiek dostał odmowę Sądu Opiekuńczego ubezwłasnowolnienia mnie, bo nie jest moim mężem, ale dopisał sobie na odmowie Sądu własny akapit i tylko ten akapit pokazuje palcem ludziom. Co gorsza ten schizofrenik od lat siedemdziesiątych zgromadził wokól siebie cały gang zmanipulowanych i okłamywanych ludzi, nie tylko chorych psychicznie z swojej rodziny. A tacy wariaci mają spore rodziny.

Podobno jako „kurwa” mam się cieszyć, że mi pozwala pracować jako nauczycielka, bo to dla mnie „nobilitacja”. Tak samo mam się godzić, że ukradzione mi notatki i konspekty zostały oddane komuś innemu. Ta osoba jest na tyle tępą idiotką, że uważa, że miała prawo wykorzystać moją pracę i podpisać swoim imieniem i nazwiskiem.

Nikt nie ma prawa wybierać mi zawodu ani miejsca pracy.

Przy okazji – ja nie jestem plagiatorką. To Anna w czasie studiów bezprawnie, kierowana psychozą, rozpowiadała, że moje eseje zaliczeniowe są jej ukradzione. To są fałszywe oskarżenia. Podobnie fałszywie przypisywała sobie moje romanse z mężczyznami. Nikt z nich nigdy z nią nie był, za to rozpowiadała o swoich urojonych ciążach i zniszczonych przez mnie niby planach małżeńskich. Wiem, że ci faceci ją znienawidzili. Ta tępa schizofreniczka ani nie jest psychoterapeutką (ostrzegam – można stracić życie, jeśli traktuje się ją jako swojego psychoterapeutę, wiem, bo próbowała mnie „leczyć”, a posiadam tyle wiedzy psychologicznej, że mogłam zorientować się, że jest szarlatanem), ani nie jest moją „szwagierką”. Tak naprawdę jest tępą kurwą. Zapraszam do sądu, bo mam prawo odpowiedzieć dokładnie takimi samymi obelgami, jakie wobec mnie zastosowano.

Dla przypomnienia – żaden facet, który podaje się za mojego męża i pokazuje sfałszowany dokument jakoby był moim „opiekunem prawnym” nie powinien być traktowany poważnie, bo – kurwa – nie mam męża, to jest podstawowa rzecz. Facet zrobił to z powodu swoich schizofrenicznych potrzeb – zrobienia ze mnie swojej niewolnicy, a także przejęcia mojego majątku, który jest całkiem niezły, bo moim pierwszym narzeczonym był norweski muzyk który został zabity parę tygodni przed ślubem w czasie konwentu. Mój narzeczony sporządził wcześniej testement. To nigdy nie były pieniądze Romana. Sama też zarabiałam jako wokalistka.

Screenshot

Testament

Nieprawdą jest, że kiedykolwiek sporządziłam testament na rzecz Romana, czy kogokolwiek innego spoza mojej rodziny. Jeśli coś mi się stanie, dziedziczy po mnie mój siostrzeniec, a po nim jego siostry. Ma mój siostrzeniec obowiązek też o nie i innych członków rodziny zadbać, co jest oczywiste. Wiem, że mój podpis na tym dokumencie został sfałszowany. Już dawno temu Roman i jego siostra wyłudzili ode mnie próbkę pisma i podpisu. Weszli także w posiadanie moich dokumentów, gdy przejęli nielegalnie jedno z moich mieszkań – to, które kupiłam sobie za nagrania w Oslo.

Roman nie ma prawa marzyć o formalnym przejęciu majątku, który mi w testamencie zostawił norweski narzeczony, blondyn, pod którego Roman lubi się podszywać i udawać norweskiego multimilionera i muzyka. Taki z niego Norweg, jak ze mnie zakonnica (czyli w ogóle). To zawodowy oszust-schizofrenik-gej. Całuje też jak gej – wiem, bo zrobił taką demonstrację publicznie, a ja zawiadomiłam Policję o tym ataku na mnie. Absolutnie nigdy nie był moim mężem i nigdy nie miał prawa do takich zachowań.

Nie chcę być w skórze duchownego, który mu ten podpis za moimi plecami poświadczył. Wziął udział w fałszerstwie. I to nie jednym z tego, co słyszałam.

Prawdopodobieństwo

Jest coś, co napawa mnie zdziwieniem. A mianowicie, jak to się stało, że wielu wydawałoby się zdrowych, odpowiedzialnych ludzi uwierzyło w schizofreniczną wersję mojej biografii i zaczęło mnie na tej podstawie tępić.

Spróbuję tę alternatywną wersję życia, jaką uroili sobie schizofrenicy z mojej podstawówki, streścić. Nie wiem, czy istnieje kanoniczna wersja, ale spróbuję zebrać to, co już udało mi się kiedyś z różnych wariatów i plotkarzy wyciągnąć.

Tak więc miałabym się urodzić we wsi pod Gdańskiem, w której moja mama niby miała zajmować się prostytucją. Jak usłyszałam od pewnej idiotki – za co ta idiotka dostała w twarz – miała też moja mama pijana zdechnąć pod płotem. Sama też spod tego płota miałam być zabrana.

Przeprowadziłam się do Warszawy podobno tylko dzięki łasce rodziny Renaty, która miała być córką mojej ciotki ze trony mamy. Pomińmy na razie fakt, że moja mama miała tylko brata. Z jakiś powodów nie mieszkałam z rodziną Renaty (która, przypominam, jest w rzeczywistości tylko moją nielubianą koleżanką z podstawówki).

Przeprowadziwszy się do Warszawy, jak już wspomniałam, nie zamieszkałam z rodziną Renaty. Wyjaśnienie wariatów – o ile się orientuję – jest takie, że Helena i Marian (czyli moi rodzice) wzięli mnie „na służbę”, gdy tylko zaczęłam podstawówkę (czyli mieli według tych oskarżeń wziąć udział w nielegalnym zatrudnianiu dziecka i zmuszaniu go do niewolniczej pracy). I od tamtej pory podobno zajmuję nielegalnie mieszkanie, które testamentem moja mama Helena miała zostawić Renacie (no ten testament oczywiście wyglądał inaczej). I złośliwie nie chcę się wyprowadzić.

W międzyczasie Renata budowała swój kult i mam na myśli nie tylko sektę, którą dowodzi wspierana przez schizofrenicznego egzorcystę. Zbudowała też swój kult jako jedynej osoby, z którą kontaktuje się Yennefer lub ma też być samą Yennefer (BTW Yennefer to była moja NPC w pewnym LARPie dawno temu i wiele osób od tamtej pory tak mnie nazywa – przy okazji disclaimer: nie kontaktuję się z Renatą). Podobno Renata ma też być „Buffy”.

Ale wróćmy do czasów podstawówki. Podobno nie mając nawet dziewięciu lat, miałam uwieść Romana-geja-schizofrenika, który od tamtej pory postanowił być moim mężem. Kolejny disclaimer: nie chcę go tak samo bardzo, jak nie chciałam być w podstawówce. Naprawdę nie chciałam stać na drodze szczęścia z nim jakiejkolwiek niewiaście. Nie odpowiadam za jego urojenia i upór, za to inni ludzie odpowiadają za podtrzymywanie jego urojeń.

Naprawdę nie odbiłam Piotra Renacie. Nie straciła z nim dziewictwa, do śmierci wypierał się znajomości z nią. Za to miał złamane serce, bo intrygami i zastarszaniem mnie – bo chciano, abym go zostawiła w spokoju – sprawiono, że straciłam do niego zaufanie, tym bardziej, że on sam też podlegał terrorowi imbecyli, którzy go przekonywali, że powinien być z Renatą i też się gorzej czuł. W końcu odbił mnie Ravn.

Nie zniszczyłam życia Annie, nigdy nie była wokalistką, tak samo jak Renata nie była pisarką. To wszystko ich schizofreniczne bujdy. Nie odbijałam Annie mężczyzn, to ona przeżywała urojone romanse równolegle ze mną. Ona sama oraz interwencje ludzi, którzy chronili te schizofreniczki, zniszczyły mi życie.

Moi znajomi schizofrenicy nie powinni mnie kontrolować. Naprawdę nie „uciekałam do burdelu”. Moja mama nie była „burdelmamą”. Miałam prawo wyboru miejsca zamieszkania. Bardzo często mieszkałam u swojego faceta lub w innym mieszkaniu. Jeśli wyjechałam w lato na jakieś intensywne kursy, które trwały dwa miesiące, to uzupełniałam wiedzę, a nie „pracowałam w burdelu”. Nie musiałam się ze wszystkiego tłumaczyć kontrolującym mnie wariatom. To są obcy ludzie!

Bardzo sobie nie życzę takich insynuacji. Nie życzę sobie takich scen. Nie chcę być ponownie zaszczuwana i atakowana przez ten gang schizofreników.

Nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”. Nigdy nie marzyłam o kościelnej karierze. Nie życzę sobie takich pomówień. Nigdy nie byłam w klasztorze. Nigdy za nic nie pokutowałam jako zakonnica. Nikogo nie zabiłam.

Nigdy nie zostałam ubezwłasnowolniona. Roman po prostu dopisał sobie na odmowie Sądu Opiekuńczego, co chciał i wskazuje tylko na swój dopisek (który nie ma sensu pod względem prawnym). Nie należało wciągać w tę aferę żadnych polityków, tylko przeczytać dokładnie cały dokument i się zastanowić. Z tego, co wiem obecnie Sąd Opiekuńczy obecnie z miejsca odrzuca (i bardzo dobrze, bo nie chcemy schizofrenikom dać do ręki dokumentu, który mogą wykorzystać do fałszerstwa) sprawy wniesione przez Romana, podobnie jak te wniesione przez schizofrenika, który nęka Agę – czyli tak zwanego „pierwszego męża Agnieszki”, który – co zabawne – do tej pory nie wie, w jaki sposób Aga przed ślubem unieważniła ich małżeństwo, a musiała tak zrobić, skoro hajtała się jako panna. Dodajmy, że w Polsce nie ma czegoś takiego, jak unieważnienie cywilnego ślubu.

Naprawdę nie wiem, jakim trzeba być debilem, aby roznosić wszędzie tak ewidentne urojenia wariatów. Nie można nie wyłapać nieprawdopodobieństwa takich wydarzeń. Śmiały się ze mnie z tego powodu chyba tylko tępe małpy. A z małpami nikt nie chce przebywać. Można je tylko wyśmiewać. Teraz nasza kolej się śmiać.

A dla przypomnienia (dobrze widać miejsce urodzenia i to że na pewno nie byłam chrzczona w Gdańsku, jak opowiadał jeden wariat, przedstawiając mi się jako mój „chrzestny” – znam swoich chrzestnych, to nie on):

Screenshot

Psychoterapia według schizofreników

Schizofrenicy lubią „leczyć” ludzi i podawać się za psychoterapeutów. Jest kilka tego przyczyn. Po pierwsze schizofrenicy bardzo intensywnie przeżywają swoje urojenia, których nie potrafią odróżnić od realnych wspomnień. Więc ich zeznania czy też oskarżenia mają zerową wartość. Oczywiście boli ich bardzo, gdy ktoś im zaprzecza, bo do tego wszystkiego czują potrzebę urządzenia świata tak, aby zgadzał się z ich urojeniem. Tak więc schizofrenik, który ma urojenia, że jest czyimś mężem, czuje przymus przekonania ofiary swoich urojeń, że jest jej mężem. Pomagają mu inne osoby, które dały się wciągnąć w jego urojenia i zaczęły je podzielać. Schizofrenik ich poparcie uważa za „dowód”, że ma rację.

Jestem panną i chociaż wiele osób uwierzyło schizofrenikowi, że jest moim mężem, to prawda jest niezmienna – nigdy nie wyszłam za mąż. I wcale urojenia tego schizofrenika nie są wspomnieniami naszych wspólnych przeżyć. Nie należy w takiej sytuacji wierzyć, że jestem „chora psychicznie”, ponieważ nie pamiętam tego, co chce mi przypomnieć schizofrenik, który roi sobie, że jest moim mężem. Schizofrenik wypiera to, że jest chory i oskarża o schizofrenię swoją ofiarę. Piszę „ofiarę”, bo los kogoś takiego jak ja, czy osób zabitych przez schizofreników jest tragiczny.

Psychiatrzy z reguły widzą kogoś cierpiącego w schizofreniku, bo – powiedzmy sobie szczerze – schizofrenik też cierpi, chociaż nie aż tak jak ofiary, którym pierze mózgi lub je zabija za odmowę walidacji jego urojeń. Największym problemem jest, że schizofrenik nie widzi leczenia psychiatrycznego jako rozwiązania swoich problemów – zwala winę na osobę, ktora mu mówi, że jest chory, lub która nie potwierdza jego urojeń. Chory w takie sytuacji chce naprawiać świat dokładnie w taki sposób, aby nie było dysonansu pomiędzy tym, w co ludzie wierzą, a jego urojeniami. Przy czym schizofreniczne urojenia są podszyte zawiścią i chęcią odebrania innym ludziom wszystkiego, szczególnie majątku, ale też innych wartościowych i porządanych atrybutów. Osoby, które nie podtrzymują urojeń schizofrenika mogą być przez niego zabijane. Przy czym ofiara schizofrenika zostaje bardzo szybko oskarżona o rzeczy, których zrobienia schizofrenik się wypiera, a schizofrenik przypisuje sobie zalety swojej ofiary oraz jej dokonania.

Schizofrenik uwodzi swoje ofiary (co nie znaczy, że z nimi sypia, po prostu sprawia, że zaczynają uważać schizofrenika za ideał – a ideałów nie ma, tylko ludzie zakochani uważają kogoś za ideał) i przy tym uwodzeniu bywa z reguły bardzo przekonujący i charyzmatyczny. Schizofrenik przekonuje swoje ofiary bardzo szybko, że jest psychoterapeutą. Jest to ulubiona rola schizofreników, bo pozwala im wmawiać innym osobom, że urojenia schizofreników to „prawda”, więc wszyscy muszą urojenia przyjąć i zacząć w nie wierzyć. A psychoterapeuci mają autorytet, pod który schizofrenicy lubią się podszyć – co nie przeczy temu, że jednocześnie wszystko, co robią jest podyktowane ich urojeniami i autentycznie cierpią na urojenia, że są psychoterapeutami i muszą leczyć ludzi. Ogólnie można powiedzieć, że schizofrenicy doświadczają takich urojeń, jakie jest im wygodnie posiadać, a rządzi ich psychiką kilka podstawowych zasad – chęć zysku, odrzucanie od siebie zarzutów, niesłuszne przypisywanie sobie zasług, zawiść oraz chęc zrobienia ze swoich ofiar niewolników. Schizofrenicy też kłamią jak z nut.

Ludzką psychikę bardzo łatwo można złamać i zniszczyć. Nie jest potrzebny do tego terror i uwięzenie, czy innego rodzaju pułapka, jak w przypadku syndromu sztokholmskiego. Ludzie są bardzo podatni na sugestie. Sugestiami można sprawić, że człowiek stanie się idealnym uczniem, a inne sugestie sprawią, że wpadnie w depresje lub przestanie się myć. Sugestiami można na ludzi wpłynąć tak dokładnie, że programuje się ich pewne reakcje. Schizofrenik wykorzystuje to idealnie.

Sugestiami można wywołać fałszywe wspomnienia. Jednym z typowych schematów, według jakich działają schizofrenicy, jest niszczenie ludzi, którym wmawiają, że padli ofiarą gwałtu lub wykorzystywania seksualnego. Ofiary tak potraktowane zaczynają cierpieć na fałszywe wspomnienia zgodne z sugestiami schizofreników. To są bardzo częste urojenia u schizofreników. Prawdziwi psychoterapeuci znają te schematy i potrafią pacjentów wyciągać z sieci schizofrenika. Pod wpływem „leczenia” przez schizofrenika jego ofiara niszczy sobie relacje z rodziną, po czym rozpada jej się całe życie. Schizofrenik uzależnia od siebie swoją ofiarę i zaczyna nią manipulować. Następują tak duże zniszczenia psychiki, że ofiara takiego „leczenia”, którego podjął się schizofrenik, z reguły popełnia samobójstwo. Psychoterapeuci nie zajmują się odgrzebywaniem traumatycznych przeżyć wypartych przez ofiarę. Schizofrenicy tak.

Psychoterapeuta może przewidzieć śmierć takiej ofiary schizofrenika. Niestety nie można jej pomóc, jeśli sama nie postanowi wyrwać się schizofrenikowi ze szpon i nie znajdzie sobie prawdziwego psychologa. Warto w takiej sytuacji wybrać sobie kogoś z książki telefonicznej, byleby nie trafić na jakiegoś kolejnego schizofrenika-psychoterapeutę „z polecenia” lub na urobionego przez schizofrenika psychiatrę. Znajdują się też tacy i to psychologów też nie dziwi. To również postaci wprost z podręcznika.

Przy czym psychoterapeuta to nie lekarz, może odmówić pomocy. Ma obowiązek przede wszystkim siebie chronić. Martwy psychoterapeuta to żaden psychoterapeuta i trzeba bardzo często najpierw zadbać o siebie.

Puma

Co jakiś czas pojawiają się w wiadomościach informacje o tym, że zauważono jakieś dzikie zwierzę w naszych lasach. Zwierzę egzotyczne, którego u nas nie powinno być. Jeśli powtórzyłam taką wiadomość komuś, to wcale nie jest dowód na moją chorobę psychiczną. Owszem w naszych lasach z reguły nie spotyka się kangurów, ani pum, a na drogach nie biegaą strusie.

Przypomniały mi się te zarzuty wobec mnie, gdy po raz kolejny ktoś zobaczył – tym razem na Śląsku – dziką pumę. Kilka dni wcześniej jedno z takich zwierząt, na oko młodsze zostało odłowione na Pomorzu. Mogły się rozłączyć.

Egzotyczne zwierzęta, jak nazwa wskazuje, nie występują w Polsce, ale się trafiają. Dlatego też policjanci przyjmujący takie zawiadomienia nie odsyłają człowieka do psychuszki, ale weryfikują. Są z takich przypadków szkoleni. Potencjalnych powodów dlaczego może się znaleźć puma w polskim lesie jest kilka. Mogła uciec z transportu przemytnika – kwitnie nielegalny handel zwierzętami i na przykład w Katarze – oraz innych państwach arabskich – w dobrym tonie w bogatych domach jest trzymanie dzikich oswojonych kotów, a pumy bardzo dobrze się oswajają. W Polsce też się zdarzają ludzie, którzy chcą takiego kotka. WIęc puma w polskim lesie nie ejst aż tak dużym zdziwieniem. Mogła uciec z zoo, w tym z nielegalnego zoo lub nielegalnej hodowli. I ostatnie wyjaśnienie – zwierzęta wchodzą czasem do miejsc, gdzie nie powinny się znaleźć i przemykają się na kontenerowce. W nocy wysiadają sobie na brzeg. Taka puma może sobie wędrować po nowym terenie bardzo daleko, więc może dojść z basemu Morza Śródziemnego, lub z nad Bałtyku.

Kangury są także w Polsce chodowane na mięso, znajdują się nie tylko w mniej lub bardziej legalnych ogrodach zoologicznych. Strusie choduje się dla ich piór oraz olbrzymich jaj. Kangury i emu regularnie spierdalają z hodowli.

Ten wpis dedykuję kilki debilom, którym się bardzo spodobało wyśmiewanie mnie pod dyktando schizofrenika Romana. Więc nie, to Roman jest chory psychicznie, a nie ja. A wy jesteście ludźmi o bardzo małej wiedzy ogólnej. Jesteście też bardzo chamskimi kurwami, które mają zakaz zbliżania się do mnie. Z przestępcami nie rozmawiam, a popełniliście wiele przestępstw, nawet jeśli nie macie tego poczucia. Takie wyśmiewanie mnie, zaszczuwanie i nękanie to też przestępstwo, a to dopiero początek listy waszych przestępstw.