Muszę opisać z jakiego powodu schizofrenicy z mojej podstawówki postanowili zabić Ravna. Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, gdy byłam dzieckiem, spotkałam młodocianą ofiarę Kościoła, która była zmuszana do zostania zakonnicą wbrew swojej woli, bo jakaś schizofreniczka tego zarządała i obrzuciła ją pomówieniami, klasycznymi dla schizofrenii zresztą. Mój tata miał już wcześniej dużą nieprzyjemność spotkać się ze schizofrenikami, więc już wtedy wyjaśnił mi wszystko na temat tej choroby.
Byłam tym tak oburzona, że gdy zostałam zaproszona do telewizji jako mała sportsmenka, wykorzystałam tę okazję, aby napiętnować postępowanie Kościoła Rzymsko-Katolickiego w przypadku tej dziewczynki. To, co opowiedziałam, wzbudziło oczywiście zainteresowanie schizofreników z mojej podstawówki oraz okolic. Ci maniacy religijni obrali sobie w związku z tym także mnie za swój cel i zaczęli mnie, jak mówią, obserwować. Oczywiście ruszyła im cała lawina urojeń na mój temat.
Dziewczynkę ze wsi udało się uratować. Gdy tylko skończyła osiemnaście lat, zwiała do pracy u rodziców Piotra. Wiem, że uważa, że znalazła się w tak dobrym miejscu, że lepiej trafić nie mogła. Pokojówki, nazywane popularnie mejdami, po prostu cały dzień harują i sprzątają, a w chwilach wolnych siedzą w służbówce, czekając, aż będą potrzebne i wezwane. Dla osoby wykształconej takie zajęcie byłoby piekłem, ale dla mojej znajomej pokojówki to, co robi, jest rajem, bo edukację skończyła na podstawówce i była tak źle traktowana od dzieciństwa, że normalne warunki pracy u zdrowych psychicznie ludzi na najniższej krajowej z wizją emerytury, są dla niej spełnieniem wszelkich marzeń. Bo wcześniej poszła „na służbę” u tamtej wariatki, która oskarżyła ją o prostytucję. jeszcze gdy jej ofiara była małym dzieckiem i aż do chwili ucieczki z klasztoru dziewczyna była cały czas poddawana torturom, głodzona i pracowała ponad siły. Cud, że przeżyła. Moje znajome schizofreniczki marzą o takim samym losie także dla mnie i slinią się na myśl, że mogłyby mnie torturować i zmusić do „służby” u siebie. To naprawdę nie są moje „najlepsze przyjaciółki z podstawówki”, jak lubią o sobie mówić.
Moim znajomym schizofrenikom skleiłam się z tą pokojówką rodziców Piotra. Kobieta jako małe dziecko była oskarżana przez jakąś wariatkę ze wsi, że jest prostytutką. Oczywiście, że to było bezpodstawne oskarżenie, ale w Kościele się ze schizofrenikiem nie wygra, bo mit o Abrahamie i Izaaku jest odczytywany jako kategoryczny nakaz posłuszeństwa wobec każdego wariata, który twierdzi, że słyszy głos Boga, który mu objawia sekrety, albo że usłyszał spowiedź swojej bezpodstawnie oskarżanej ofiary.
Ani ta pokojówka, ani ja nie byłyśmy nigdy prostytutkami. Przy czym ja nie uciekłam z żadnego klasztoru i nie powinnam do niego wracać. Nie jestem też chora psychicznie. Nie miałam też zamiaru obrazić żadnej zakonnicy, po prostu wkurzyłam się jej interpretacją mitu o Abrahamie i Izaaku, więc wyszłam z katechezy, bo nie chciałam i nie chcę być posłuszna żadnym schizofrenikom, bo to, kurwa, nie są ludzie, którzy zasługują, aby ich nazywać „świętymi” i wypełniać ich wolę.
Moi znajomi schizofrenicy uważają, że jestem kimś ze wsi i że uciekłam z klasztoru. Niestety dla nich urodziłam się w Warszawie i nie mam w swoim życiu jakiegokolwiek etapu, kiedy bym zniknęła z życia w Polsce. Prawda jest taka, że Kościół nie powinien schizofreników głaskać po główkach i nazywać „świętymi”. Ci maniacy religijny, bo przy okazji są też maniakami religijnymi, postanowili mnie pilnować i nie dopuścić do tego, aby jakikolwiek mężczyzna „slugawił” kobietę „poślubioną Bogowi”. No cóż, mają tego pecha, że nie jestem dziewicą i nigdy nie byłam w klasztorze, nawet jako turystka. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że jestem od dziecka antyklerykałem. I mam w dupie, że Ryszard „obiecał mnie Bogu”, bo złożył podobno taką przysięgę, że pójdę do klasztoru. A chuja tam pójdę!
Ravn zginął, bo się ze mną związał i schizofrenik postanowił go zabić za seks z „siostrą zakonną”. Według tego, co mi wariat powiedział, dopadł go w takiej sytuacji, że mógł patrzeć z satysfakcją, jak Ravna ogarnia przerażenie, bo zorientował się, że są to jego ostatnie chwile życia.
Oczywiście jest to tylko jedna z wersji, jakie usłyszałam od tego schizofrenika. Według innej zabił Ravna, bo sam schizofrenik chce się ze mną ożenić, aby móc po mnie odziedziczyć mieszkanie, a także inne dobra, o których kilka osób zaczęło plotkować, nie wiedząc, że o pewnych sprawach i przypisywanych mi spadkach, lepiej zachowywać milczenie. „Low profile” to dobra rzecz. Piszę to wszystko tylko dlatego, że studiując, łapałam wszystkie możliwe kursy na całym Uniwersytecie, które miały mi pomóc w walce z tymi wariatami. Zrobiłam też kurs Komunikacji Społecznej, więc jako swój własny specjalista PR udzieliłam sobie (czyli swojej własnej klientce) rady, aby upublicznić całą sprawę. Bo tak się postępuje w sytuacjach bezpodstawnych pomówień. Jest to jedyna droga postępowania, która gwarantuje sukces. Jest to akcja kogoś krańcowo zdesperowanego, a nie jakiejś „attention whore”. Atencjuszką w fandomie jest ktoś inny, ale nie będę pokazywać palcem.
I tak ta historia toczy się całe moje życie, które upłynęło mi (tak piszę, bo już wchodzę w wiek mocno zaawansowany i nawet zbliżam się do wieku emerytalnego) na walce z wariatami o to, żebym mogła robić w życiu to, co sama chcę i kochać tych, których sama sobie wybiorę.
I bardzo, bardzo nie dziękuję wszystkim enablerom tego piekielnego gangu schizofreników z mojej podstawówki, nie dziękuję też różnym durnym koleżankom oraz osobom, które łamały wszelkie zasady psychoterapeutyczne. W tym raczyły nie uwierzyć mi w zapewnienia, że wszystkie opowieści o mnie i moim tacie pochodzą z urojeń wariatów. A tak się składa, że każdy psychoterapeuta wie, że człowiek nie tylko ma prawo do swojej wersji wydarzeń, ale też jest ostatecznym autorytetem, jeśli chodzi o jego własne życie. Ludzi się szanuje i pamięta o tym, że obowiązuje w kontaktach ludzkich życzliwość i uprzejmość. Ogólnie te zasady społeczne (na których jest oparte prawo) nazywa się „dobrym wychowaniem” i chamki, które nie potrafią się zachować, lądują z reguły na marginesie społecznym. I ponieważ każdy człowiek jest swoim własnym królem i dwór jest tam, gdzie on sam przebywa, ma prawo podejmować samodzielnie decyzje o sobie. Bo każdy człowiek jest całkowitym władcą swoich spraw i swojego życia. Nie musi mieć do tego tytułu szlacheckiego. Jeśli ktoś uważa inaczej, łamie prawa człowieka.
I mam ostatnią prośbę – odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyć człowiekowi psychikę można w pół godziny, można nawet w taki sposób odprowadzić kogoś do samobójstwa, odbudowuje się potem człowiek latami. Dlatego psychoterapeuci nienawidzą takich akcji, jakie miały miejsce u mnie w pracy. Ja też nienawidzę.

