Trzynaście powodów

Jeden z moich byłych zupełnie nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie ma mnie na jakichkolwiek konwentach. Omijałam je z innych przyczyn, niż podawał schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem. Oczywiście mój prześladowca schizofrenik bredził wtedy, że siedzę w domu z dziećmi. Muszę zaraportować, że nie mam dzieci, a siedzę w domu, bo mnie polski fandom zaszczuł pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki. Którzy potrafili też chodzić za mną w czasie konwentów, a także po całym mieście.

Na chwilę obecną doliczyłam się czwórki schizofreników, którzy polują na mnie (i nie tylko na mnie) w fandomie. Jest to Roman (który udaje mojego męża), Renata (która udaje moją krewną), oraz równie chora siostra Romana Anna, która jest znana już wielu osobom jako Smeagol, bo ukradła mi pierścionek zaręczynowy i udaje, że to ona była prawowitą właścicielką pierścienia oraz skrzywdzoną narzeczoną, a nie ja. Na konwentach pojawia się też wariatka Barbara, co do której już zupełnie nikt nie wie, kim ona jest, chociaż podaje się za matkę facetów, z którymi mnie widziała, i kierując się swoimi urojeniami „przeznacza” ich dla innych bab, które uważają, że się z nimi zaręczyły dzięki pośrednictwu „mamusi”. Tak jak jedna z moich koleżanek, która podleciała do Adama, który odwiedził mnie w pracy i wyznała mu „zgadzam się” przy mnie. Wbrew moim zachętom nie powiedziała Adamowi na co się zgadza, chociaż wyglądała, jakby spodziewała się, że Adam chwyci ją natychmiast w ramiona. Podejrzewam, że owa koleżanka do tej pory pewnie uważa, że Adam ją kocha, chociaż cierpi facet na amnezję i będzie musiała mu o sobie przypomnieć. Podobne pomówienia spotkały Michała wiele lat temu i chociaż pewna laska o mało co nie zerżnęła go przez ubrania, tak się na niego napaliła, to jakoś nie „przypomniał” sobie, że tylko ją kocha, a ja bezszczelna jako „ta kurwa” weszłam im w szkodę i „zniszczyłam faceta”. Akurat te ataki nasz związek przetrwał, chociaż z trudem, nie przetrwał za to ataku samego schizofrenika Romana, który o mało co na śmierć nie zadręczył mojego kota, którego w ostatniej chwili (bo wet musiał wejść z adrenaliną, aby serce znowu ruszyło) uratowały psychotropy, bo już schodził z powodu stanów lękowych i związanego z nimi braku snu. Niestety moja mama wpuszczała schizofrenika do naszego mieszkania bo wierzyła mu i lubiła ludzi z fandomu. A ten schizofrenik lubił podawać się między innymi za przyjaciela Breta. Ale Roman nie jest kimś z fandomu, tak samo jak jego i Renaty gang z mojej podstawówki. Ci ludzie nic nie czytają, nic nie oglądają z fantastyki. Roman jest człowiekiem, przed którym ostrzegają się już kocie fundacje oraz sami kociarze, bo zadręczył już wiele kotów – w tym pewną kocią mamusię i jej dzieci. Z tego miotu przeżyła tylko jedna kotka. Której losem dalej się interesował, aby ją dobić. Na całe szczęście udało się go pogonić i kotka jest bezpieczna. Chociaż nadal widać u niej behawioralne konsekwencje krańcowej i niewyobrażalnej traumy. Żadne kocie dziecko nie powinno przechodzić rzeczy, jakie ją spotkały.

Schizofrenik kieruje się potrzebą wypełnienia swoich schizofrenicznych potrzeb (zresztą ustalenie co jest schizofreniczną potrzebą danego chorego jest bardzo ważne dla psychologa klinicznego). Dla Barbary, jak rozumiem, bardzo ważną potrzebą jest zapewnienie, że Roman nie będzie miał żadnych konkurentów. Dlatego zaatakowała w pewnym momencie Michała, a także Adama. Podobną potrzebą wydania mnie przemocą za Romana kieruje się grupka imbecyli z okoli c mojej podstawówki. Nie wiem, kim oni są zupełnie, ale podejrzewam, że część przed pójściem do szkoły specjalnej, próbowała uczęszczać do mojej podstawówki. Rozmawiałam z nimi i chcą doprowadzić do mojego małżeństwa z Romanem, bo nie chcą, aby ludzie się zorientowali, że jest po prostu chory psychicznie, a nie jest nikim z mojej przeszłości. Dlatego chcą, aby świat przyjął kształt urojeń Renaty oraz Romana, „pomagają” w ten sposób też Annie, siostrze Romana. Są tak głupi, że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej.

Ten gang schizofreników z mojej podstawówki stoi za różnymi atakami na mnie i oskarżeniami mnie o prostytucję. Nie byłam nigdy prostytutką, nie była nią też moja mama. Była kimś bardzo szanowanym w fandomie, tak samo jak mój tata. Szkoda, że Avangarda zeszła na psy i szarga ich pamięć.

Mam prawo sypiać z kim chcę i nie mam obowiązku cierpliwie znosić, że gang imbecyli rozpowiada, że obsługuję wszystkich. Niestety spotkała mnie taka przykrość, że zaczęli się ustawiać przed drzwiami mojego pokoju, rozpowiadając, że obsłuży ich kurwa, bo „wszystkich przyjmuje”. Dla wyjaśnienia – weszłam w romans z zakochanym we mnie od dzieciństwa facetem w czasie konwentu i owszem przespałam się z nim. I chuj wam w dupę! Bo to nasze prywatne sprawy.

Całkowicie nie podoba mi się, że kłamstwa skurwysynów z okolic mojej podstawówki dopadły mnie lata później jako opowieść, którą bezczelnie mi przytoczono, patrząc prosto w oczy. Miałam być podobno kurwą, która obsługiwała na konwencie wszystkich. Opowiedział mi to, śmiejąc się ze mnie, ktoś, kto uchodził za ważnego i zasłużonego fana z Wybrzeża. Ja nadal żyję, a ten fan – z tego, co słyszałam – już nie. <evil laughter> Obrażono mnie tak w czasie ostatniego w historii Arraconu. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo z tego co wiem, już później Arraconów nie było. Szkoda, że do tej pory kluby nie potrafiły poradzić sobie z gangiem prostaków, debili oraz dewiantów i te opowieści krążą dalej.

Moja rada jest taka – jeśli nie potraficie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim, to nie róbcie konwentów.

Nie nagrywam żadnych taśm, ale spisuję wszystkie powody, dlaczego mnie nie ma w fandomie. Nawiązanie do serialu „Trzynaście powodów” oczywiście jest zamierzone. Amerykańscy fani, którzy już w latach osiemdziesiątych nocowali u mnie i mojej mamy, nie mogli zrozumieć, dlaczego nie chodzę na konwenty. Myśleli, że jestem tylko metalową, bo znali mnie z koncertów. Nie wiedzieli, że Avangarda już wtedy wygnała mnie z fandomu. Ten blog jest też dla nich i naszych wspólnych znajomych. Bo muszą zrozumieć, co się stało i dlaczego stracili ze mną kontakt.

Mam nadzieję, że wytłumaczyłam się już dostatecznie. Oczywiście nie odmówię pojawienia się – przy odpowiedniej ochronie – na jakimś zagranicznym konwencie. Ale wolę sama nie zjawiać się bez swojej paczki znajomych. Zbyt dużo nieprzyjemności już mnie spotkało. Mam przede wszystkim obowiązek chronić siebie. Dodam tylko, że moi krewni również nie mogą pokazać się w fandomie, bo też już były na nich ataki i też zostali zaszczuci.

Ciekawe jest, że byłam atakowana przez polski fandom w miejscu, gdzie powinnam rządzić (czyli moim miejscu pracy) i oberwałam bardzo solidnie, z uszkodzeniem wzroku (zostały mi mroczki). Nie chce sprawdzać, co gang Renaty, Romana i Anny może zrobić w czasie konwentu, gdzie nie będzie ochrony.

Wolę żyć spokojnie i widywać znajomych poza konwentami. Przynajmniej polskimi. Jak już wcześniej napisałam, amerykański fandom byłby dla mnie milszy.

To nie jest prawda, że „wszyscy mnie kochają.”

Dodaj komentarz