Archiwum miesiąca: luty 2024

Ks. Pilch

Mniejsza już o to, w jakich okolicznościach poznałam pastora Pilcha, który później zginął w katastrofie Tupolewa, grunt, że odbyłam wiele interesujących rozmów z tym luterańskim duchownym (oraz byłam światkiem, jak ludzie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego bywają atakowani przez różnych wariatów).

Interesowałam się religioznawstwem (i ogólnie kulturoznawstwem) już jako dziecko. W tamtych czasach główny dyskurs w studiach humanistycznych zakładał pewien zbyt optymistyczny model, według którego rozwój społeczeństw postępuje ku jasnej przyszłości i oświeceniu, od form prymitywnych do skomplikowanych, odrzucających zabobony i przesądy. Religioznawstwo omawiało szamanizm jako wczesną formę religii, potem miał następować okres religii politeistycznych, które zostały zastąpione przez religie monoteistyczne, które z kolei już miały nie zawierać w sobie żadnych elementów szamanistycznych. Pozostaje mi tylko ubolewać nas naiwnością badaczy lub raczej autorów książek publicystycznych, z którymi się zapoznałam jako dziecko!

Zacznijmy od tego, czym jest szamanizm. Występuje wszędzie na świecie, od lodów Syberii, poprzez azjatyckie stepy, aż po prerie równin amerykańskich, nie mówiąc o interiorze afrykańskim. Zakłada, że pewne jednostki, najczęściej całe rodziny pełnią rolę szamanów czyli kapłanów, twierdzących że są w kontakcie z duchami, które zsyłają im wizje ważne dla danych społeczności. Współczesny człowiek wychowany w naszej kulturze bez wahania nazwie kogoś takiego albo oszustem, albo wariatem. Ja nazywam schizofrenikiem. Szamanizm to jest religia wzniesiona na braku edukacji psychiatrycznej, zabobonie i niemożliwości ocenienia, czy żądania wariatów mają jakikolwiek sens. Szamani znani są z terroryzowania swoich współplemieńców, prania umysłów, przeklinania nieposłusznych. Więc jeśli szaman chce, żeby zapłonęły stosy, stosy płoną i duchy dostają swoje całopalne ofiary, skazane na śmierć, żeby przebłagać złe mzimu.

Następnym etapem w rozwoju społeczeństwa miał być politeizm. Kasta kapłańska się rozrosła, więc pewnie stąd pomysł, że nastąpił jakiś postęp. Ale czy rzeczywiście zerwano z szamanizmem? Ależ skąd! Instytucja wieszczek świątynnych temu przeczy. Nadal mamy grupę osób przeżywających swoje objawienia, które mówią innym „jak mają żyć.” Nie lepiej bywa w religiach monoteistycznych – weźmy na przykład katolicyzm. Co chwila napotykamy się na jakąś świętą, twierdzącą, że ma kontakt z bóstwem i próbującą zastraszyć społeczeństwo swoimi wizjami zagłady, jeśli ludzie nie będą wypełniać jej żądań. Jest to wygodny sposób na życie, o wiele atrakcyjniejszy niż bycie pogardzanym świrem.

Stąd też wynika moja ostrożna sympatia do luteran. Pozbyli się kultu świętych, więc nikt, tylko dlatego, że ma urojenia, nie może zastraszać współwyznawców. Nie dissują nauki, więc każda taka chora psychiatrycznie osoba jest odsyłana do odpowiedniego specjalisty. Luterańscy duchowni są ordynowani, a nie wyświęcani, za czym idzie, że nie mają szczególnie uprzywilejowanej pozycji w świecie luterańskim, a ich autorytet opiera się na autentycznej wiedzy, a nie zabobonie – „bo ksiądz się obrazi, potępi i nie da rozgrzeszenia.” Właśnie, rozgrzeszenie – luteranie nie mają spowiedzi usznej, więc żaden lubieżny ksiądz nie prowadzi spowiedzi dzieci czy dorosłych, zaspokajając swoją chorą ciekawość. Luteranie spowiadają się Bogu i tylko w swoich sumieniach przeprowadzają swój rachunek tego, jak dobrymi lub złymi ludźmi się okazali. Są w mojej opinii dojrzalsi od katolików.

Przy całej mojej sympatii dla poznanych luteran, nie jestem luteranką, chociaż można nazwać mnie anty-papistką 😉 Jestem Rodzimowierczynią, co oznacza, że lata temu świadomie wpisałam się na listę osób wnioskujących o rejestrację jednego z polskich kościołów pogańskich. Jest to nie w smak kilku osobom prześladującym mnie od dzieciństwa, ale taka jest prawda o mnie – wierzę we Wszechświat, który nas stworzył, i który dał nam mózgi, dzięki którym stworzyliśmy naukę, nasze narzędzie do poznawania naszego Stwórcy.

Przyjaźnię się z każdym rozumnym człowiekiem, szczególnie prześladowanym przez schizofrenika, więc żal mi ogromnie, że ksiądz Adam Pilch zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Jest mi również przykro, że ta katastrofa była – i pewnie jeszcze jest – rozgrywana politycznie i że tyle pieniędzy poszło już w błoto w ramach zapłaty dla ludzi, którzy w życiu nic nie mieli wspólnego z badaniem jakichkolwiek katastrof lotniczych.

Rysio

Ten człowiek jest chory psychicznie i niestety tak wyglądała czasem konwersacja z nim. Zadowolone z siebie schizofreniczne prosię.

Mam na imię Ryszard i jestem schizofrenikiem. Jestem chory od dzieciństwa i jest to jedyna interesująca rzecz we mnie, więc nie mam zamiaru się leczyć, inaczej stracę poczucie boskości, bo wiecie, Bóg do mnie przemawia i mówi mi o rzeczach i osobach, o których w inny sposób nie mógłbym się niczego dowiedzieć.

Jak na przykład o mojej żonie. Oczywiście nie jest moją żoną formalnie, ale spotkałem ją w mojej głowie i potwierdziła, że jest moją żoną i mam ją ratować przed groźnym smokiem, heavy metalem, który zniszczy świat. W realu ona powiedziała mi, że to absurd, bo to tylko rodzaj muzyki i nie może zniszczyć świata, ale wolę to, co mówi w mojej głowie, bo to prawda i wiem, że w czasie koncertów wzywają szatana – mają na twarzach znaki szatańskie i wiem, że są opętani. Moja żona w realu twierdzi, że mam się leczyć, bo mam umysłowość dziecka i nie odróżniam przedstawienia i bajki od rzeczywistości, ale nieprawda – dobrze wiem, że jeśli w filmie jest scena egzekucji to ci ludzie są rzeczywiście zabijani, i że jeśli ktoś pisze fantastykę, to nic nie wymyśla, tylko diabeł mu szepcze do ucha i pisarz przelewa na karty powieści diabelskie objawienie.

Mówiła mi, że mam się leczyć, ale wolę tę osobę, z którą się spotykam w mojej głowie, obcujemy wtedy bez grzechu i wiem, że trzeba doprowadzić do tego, żeby zawsze już tak było, i wiem jak, bo mówiła mi, że mam ją zabić i w ten sposób uwolnić od bólu i szaleństwa, jakim jest brak wiary w Boga.

Rozmawiam o tym z księdzem, a nie psychiatrą, bo ksiądz jest mądry i wie, że ponieważ jestem katolikiem, to moje objawienia w mojej głowie pochodzą od Boga i mam im wierzyć i doprowadzić do tego, żeby była moją żoną realnie, nie tylko w mojej głowie. Ma być mi wdzięczna, bo wiem, że została zgwałcona i nikt jej nie chce, a jeśli nie będzie się starać, to rozpowiem wszystkim, że została zgwałcona i zostanie wyrzucona z pracy z tego powodu, bo jest złą kurwą, bo uczciwych katoliczek nikt nie gwałci. I ma mówić o gwałcicielu, ż był jej pierwszym chłopakiem, bo przecież ludzie ją zniszczą, jeśli będzie wiadome, że była zgwałcona i nie chce mieć męża. Pyskuje mi, ale wiem, że się prostytuuje, bo nie ma pracy, bo przecież nikt by jej w pracy nie trzymał, bo w Boga nie wierzy. I jest kurwą. I była zgwałcona.

I ma cierpieć za to, co zrobiła, a raczej czego nie zrobiła, bo powinna wiedzieć, że skoro ktoś ma objawienia, to to jest prawda, i nie zaprzeczać, bo wiemy, że to jej ojciec był pedofilem, ale nie jakiś ksiądz. Księdzu wolno, bo cierpi za nas, walcząc z szatanem. Ja też cierpię, jak Chrystus, niosąc swój krzyż, więc trzeba mi wszystko dać, o co proszę, bo moje objawienia są od Boga i walczę o to, żeby świat nie zginął. Więc dajcie mi jeszcze więcej kasy i to mieszkanie, które oddam księdzu i dzieciom z podstawówki mojej żony, bo należą się im za pomoc. I ten gwałt. Nie ważne, że moja kurwa mówi w realu, że to dzieci z półświatka i poprawczaków. Chodzą do kościoła i są święte jak ja, tak mówią. I będę im nadal dawać pieniądze, bo są święte. I będę im wierzyć, bo mówią prawdę, czyli to co wiem od Boga.