Jedną z rzeczy, które robią swoim ofiarom osoby chore psychicznie, jest pozbawiania wzroku. Związane jest to nie tylko z urojeniami, że w ten sposób kogoś ratują, czy leczą, ale też z chęcią podporządkowania sobie ofiary. Ja miałabym polegać na moim „mężu” w czasie leczenia. Czytelnicy bloga wiedzą, że ten „mąż” jest schizofrenikiem z mojej podstawówki, z którym nie mam nic wspólnego.
Zostałam zaatakowana przez gang tego schizofrenika w miejscu pracy. Atakowano mnie kilka razy. gdzie pierwsze psiknięcia w oko nie spowodowały ślepoty, zostałam złapana i wlano mi do lewego oka steryd z buteleczki. Sprawiło to, że pojawiała się nie tylko silna zaćma w tym oku, ale też inne zmiany. Po wszczepieniu sztucznej soczewki nadal mam irytujące mroczki. Mam nadzieję, że przestanę na nie zwracać uwagę, gdy zoperowane zostanie też oko prawe, ponieważ moje lewe oko zawsze było moim słabszym okiem ze względu na astygmatyzm.
Nie zgodziłam się, aby mnie tak zaatakowano. Nie zgodziłam się też na „sesje terapeutyczne” wykonywane przez tych wariatów, którzy zniszczyli mi życie do reszty. Nikt z nich nawet nie otarł się o studiowanie psychologii, czy psychiatrii, a jednak zostali potraktowani z całym szacunkiem i zaufaniem przez wiele osób, które postanowiły zlekceważyć moje ostrzeżenia i prośby, aby pomóc mi usuwać schizofneików z mojego miejsca pracy. Niestety wkład ludzi z Avangardy, którzy ręczyli za wariatów, upewnił moje koleżanki, że dobrze robią, oferując wariatom nielimitowany dostęp do mnie. Zostałam zaszczuta i sterroryzowana też przez osoby, z którymi pracuję.
Cytuję opis USG: OPL siatkowka przylozona, cialo szkliste mety, czesciowe PVD OL.