Archiwum miesiąca: czerwiec 2026

Oczy

Jedną z rzeczy, które robią swoim ofiarom osoby chore psychicznie, jest pozbawiania wzroku. Związane jest to nie tylko z urojeniami, że w ten sposób kogoś ratują, czy leczą, ale też z chęcią podporządkowania sobie ofiary. Ja miałabym polegać na moim „mężu” w czasie leczenia. Czytelnicy bloga wiedzą, że ten „mąż” jest schizofrenikiem z mojej podstawówki, z którym nie mam nic wspólnego.

Zostałam zaatakowana przez gang tego schizofrenika w miejscu pracy. Atakowano mnie kilka razy. gdzie pierwsze psiknięcia w oko nie spowodowały ślepoty, zostałam złapana i wlano mi do lewego oka steryd z buteleczki. Sprawiło to, że pojawiała się nie tylko silna zaćma w tym oku, ale też inne zmiany. Po wszczepieniu sztucznej soczewki nadal mam irytujące mroczki. Mam nadzieję, że przestanę na nie zwracać uwagę, gdy zoperowane zostanie też oko prawe, ponieważ moje lewe oko zawsze było moim słabszym okiem ze względu na astygmatyzm.

Nie zgodziłam się, aby mnie tak zaatakowano. Nie zgodziłam się też na „sesje terapeutyczne” wykonywane przez tych wariatów, którzy zniszczyli mi życie do reszty. Nikt z nich nawet nie otarł się o studiowanie psychologii, czy psychiatrii, a jednak zostali potraktowani z całym szacunkiem i zaufaniem przez wiele osób, które postanowiły zlekceważyć moje ostrzeżenia i prośby, aby pomóc mi usuwać schizofneików z mojego miejsca pracy. Niestety wkład ludzi z Avangardy, którzy ręczyli za wariatów, upewnił moje koleżanki, że dobrze robią, oferując wariatom nielimitowany dostęp do mnie. Zostałam zaszczuta i sterroryzowana też przez osoby, z którymi pracuję.

Cytuję opis USG: OPL siatkowka przylozona, cialo szkliste mety, czesciowe PVD OL.

Bret

Całe moje życie przebiegało pod dyktando narcyzów, którzy urządzali mi życie pod swoje dyktando, nie mając zupełnie szacunku dla moich własnych potrzeb, upodobań, czy uczuć. Narcyzowi zawsze się wydaje, że wie lepiej i że jego ofiara w końcu mu podziękuje. Zniszczono mi w ten sposób całe życie, szczególnie po tym, gdy wbrew własnej woli wylądowałam w środowisku, gdzie jest nadmiar narcyzów – czyli w zawodzie nauczycielskim. Mam tego dosyć i wyruszam na poszukiwanie mojego prawdziwego życia, takiego jakim powinno być, co oznacza, że to ja decyduje, co chcę robić i z kim być. Jak wspomniałam, narcyzi wybrali mi zawód. Terrorem – chociaż studiowałam tez inne kierunki – zostałam zmuszona do tego, aby zostać lektorką języka angielskiego. Jest to bardzo nudne zajęcia, ale pozwala płacić rachunki i tyle dobrego mogę o nim powiedzieć. Pomimo wysiłków narcyzów nikt nie wyciągnie ze mnie podziękowań za to, że zmuszono mnie, wywołując syndrom sztokholmski i amnezję, do bycia nauczycielką. Wolałabym być dziennikarką lub wokalistką heavy metolową. Wolę tez być psychologiem, szczególnie jeśli mogę ratować przyjaciół, ale też nie jest to najbardziej ciekawe zajęcie świata.

Muszę też zrobić porządek ze sprawami osobistymi. Breta już nie kocham. Gdzieś po drodze zniknęła uczucie do niego. Podejrzewam, że dlatego, że mnie zawiódł, bo chociaż się bardzo starał, to jednak wyszedł z niego narcyz, który przejmował się tylko swoimi potrzebami i lekceważył wszystkie moje ostrzeżenia. oraz prośby o zapewnienie mi bezpieczeństwa, chociaż cały czas byłam atakowana przez schizofreników z mojej podstawówki oraz przez wąłsną matkę, która zmawiaiła się tylko dało, aby zaprogramować mi przyszłość.

Adama też nie kocham. Poszłam z nim do łóżka, bo byłam sama i miałam nadzieję, że coś z tego wyjdzie, bo próbowałam uciec przed schizofrenikiem, którego popierała moja matka, a z którym nigdy nie byłam i nie będę. Z Adama też wyszedł narcyz, który postanowił mnie kontrolować i programować, mówiąc mi, co mi wolno i jak mam się zachowywać, gdy spotkam kogoś z byłych lub jakąś inną osobę. Uważam, że zniszczyło mi to życie, bo powinnam była dawno rzucić faceta, którego nie kocham.

Próbowałam od Adama odejść, bo zainteresowałam się pewnym Szwedem, który od dawna chciał mnie poznać, ale zostałam zakatowana, bo rodzina Adama zaczęła bronić – nie wiem, jak to określić – stanu posiadania. Niestety narcyzi zawsze uważają, że wiedzą lepiej od swojej ofiary, co czuje, lub powinna czuć, co powinna robić i z kim być.

Moja matka tez taka była i znalazła sobie godnych następców, równie jak ona bezwzględnych z warszawskiego fandomu. Niestety w tym gronie znajdują się nie tylko narcyzi, ale również schizofrenicy, którzy są uważani za moich przyjaciół lub rodzinę, co ma z nich robić wiarygodne źródła informacji na mój temat. Nie są osobami, za które się podają. Nic, co o mnie mówią, nie jest prawdą. Nie wiem, jak można się na nich powoływać, skoro nawet moja matka, która kierowała się tylko własnymi nieprawdziwymi wyobrażeniami na mój temat, a nie moim zdaniem czy potrzebami, rzadko kiedy mówiła prawdę.

Każda osoba winna łamania praw człowieka – bo to właśnie robią tacy narcyzi – powinna wylądować w więzieniu. Takie osoby swoim ofiarom stwarzają piekło na ziemi. I przy okazji, jestem poganką, co oznacza, że piekła się nie boję, więc Nycz może sobie w dupę wsadzić próby zastraszania mnie Piekłem. Bo i tak nie potwierdzę słów schizofreników, z których próbuje się zrobić świętych czy moją rodzinę.

Moja własna matka łamała prawa człowieka i wiem, że Policja chciała ją wsadzić za torturowanie mnie do więzienia, ale na jej szczęście (a swoje nieszczęście) straciłam pamięć. po zaszczuciu przez schizofreników i Nycza.

I nie wystarczy mi, że moi prześladowcy „przyznają się do błędu” i zaproponują mi „miejsce w Kościele”. Spierdalajcie na drzewo.

Zerwanie

Byłam kiedyś w związku z narcyzem i był to w sumie koszmar. Zostałam do tego związku zmuszona terrorem i także terrorem byłam zmuszana do zbliżeń. Ale tak wygląda relacja z narcyzem, któremu ktoś powiedział, że jego wybranka nie widzi świata za nim.

Prawda była taka, że wcale tamtego faceta nie kochałam, ale problem z narcyzami polega na tym, że mają zwyczaj zadowalać się wyobrażeniami tego, co inni myślą i przeżywają, zamiast pytać i rozmawiać z ukochanymi na te tematy. Ja nauczyłam Breta rozmawiać, bo po niepowodzeniach miłosnych bardzo bał się kolejnego rozczarowania. Nie nauczyłam za to rozmawiać Michała. Nie dało się. Narcyz niestety reaguje chęcią „leczenia” swojej drugiej połówki, jeśli nie jest dostatecznie szczęśliwa, a narcyz na przykład wyobraża sobie, że powinna być bardzo szczęśliwa. Jak powiedziałam, zostałam zmuszona do związku z Michałem, ale jego ojciec chciał mnie leczyć na depresję, bo byłam „za smutna” jego zdaniem. No cóż jego syna też nie kochałam i miałam prawo być smutna, bo jednocześnie nękali mnie na uczelni wariaci. Za to z Bretem byłam szczęśliwa i roześmiana. Szczególnie zagranicą, gdzie nie mogli mnie dopaść schizofrenicy i polski fandom.

Wiem, jakim bólem potrafi być życie z narcyzem. Wiem też, jak bardzo potrafią poranić narcystyczni rodzice, którzy wbili sobie coś do głowy lub uwierzyli wariatom. Ojciec Michała uczył mnie wyobrażania sobie, co inni ludzie myślą lub czują, zamiast pytania ich wprost o to, co przeżywają. Takie odgadywanie on i jego żona uważali za szczyt inteligencji. Psycholodzy mają odmienne zdanie. Jest to szczyt głupoty i prowadzi do nieszczęścia, bo ludzie nie funkcjonują na telepatię i bardzo trudno, będąc głupim narcyzem, faktycznie odgadnąć, co inni mogą myśleć. Jeśli jakiemuś profilarowi udaje się odgadnąć czyjeś myśli, to tylko dzięki z setce przestudiowanych podręczników, a i tak psycholodzy sprawdzają pytając, czy rzeczywiście mają rację.

Zostałam tak poraniona przez różnych durnych ludzi, którzy uważali, że lepiej ode mnie wiedzą, kim są moi przyjaciele, kim powinnam być w życiu, co czuć (nie żartuję, moja matka powiedziała, że będzie mi mówić, co powinnam czuć, bo bez powiedzenia nikt nie wie, co powinien lubić i robić, na całe szczęście przeszłam w czasie studiów psychoterapię), że reaguję już całkowitą ucieczką na próby kontrolowania mnie. Przeżyłam też łączenie mnie na siłę ze schizofrenikiem z mojej podstawówki, którego znienawidziłam wtedy już na całe życie. Zresztą to nie był to jeden człowiek, z którym mnie łączono na siłę. W ostatniej chwili rzuciłam bogatego narcyza, który chciał mnie zmusić do ślubu w Kościele Rzymsko-Katolickim i grzecznego odgrywania roli, jaką mi napisał.

Rzuciłam też A., gdy tylko się zorientowałam, że jest narcyzem. Nie reagował na żadne moje prośby o realną pomoc, gdy w pracy byłam atakowana przez nachodzących mnie głupów z gangu schizofreników z czasów mojej podstawówki. Skończyło się to dla mnie bardzo źle, bo moją totalną amnezją i zabiciem psychiki.

Ale to nie był koniec moich problemów. Moi znajomi narcyzi, czyli między innymi Michał i jego rodzice, postanowili postawić na swoim i terrorem zmusić, aby mi „się poprawiło” po zaszczuciu przez schizofreników. A ojciec A. stwierdził, że terrorem i praniem mózgu doprowadzi do tego, że uprzytomnię sobie, że jego syna kocham nad życie. No więc, nie. Nie kochałam A. Był po prostu kimś, kto mi się oświadczył i nie chciałam być sama, miałam też nadzieję, że uratuje mnie przed atakami schizofreników. Zaczęłam uciekać, gdy tylko zdałam sobie sprawę, że A. jest kopią Michała i jego ojca. Zabiegi narcyza, aby załatwić swojemu synkowi ożenek, sprawił, że znienawidziłam cała imprezę już do reszty. Uciekam do tek pory i nie potrafię się nie krzywić, gdy A. się uśmiecha.

Przez różnych narcyzów straciłam całe życie, które miało być usłane różami. Czujesz się jak ktoś, kto musi biec, a nie może się ruszyć z miejsca, bo tkwi w klatce z silnymi prętami.

A A. podobno uczęszcza na psychoterapię i uczy rozmawiać.

Ja chcę dalej uciekać.

Przeżyłam też ataki pogrobowców mojej mamusi, która uparła się wychować sobie ludzi, którzy będą mnie kontrolować po jej śmierci i upewnią się, że zwiążę się z osobą, z którą mi wyznaczyła. A przede wszystkim dopilnują, żebym nie związała się z kimś, kogo ona znienawidziła. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, jak bardzo jej wersja rzeczywistości, która powstała ze skrzyżowania opowieści schizofrenikami z jej własnymi wyobrażeniami, się różniła od rzeczywistości. Ale wiem, że myliła się bardzo często o sto osiemdziesiąt stopni. Była jedną z tych idiotek, które zniszczyły życie. A pogrobowcy mamusi nadal działają i niszczą mi życie. Niestety też są narcyzami. Zdrowa psychicznie osoba nie da się wciągnąć w takie gierki, bo szanuje innych ludzi i nie uważa ich za pionki, z którymi może robić, co chce, bo są głupie, a ona wie lepiej.

Naprawdę nie możecie ręcznie sterować innymi ludźmi, bo kończy się to katastrofą. Ludzie mają prawo sami decydować o swoim życiu. Niestety kilka moich koleżanek też było tak durnych, że będą decydować o mojej przyszłości i z kim mam rozmawiać, ale nimi zajmie się, jak mam nadzieję, już wkrótce sąd karny.