Jak już wiadomo chodziłam do podstawówki z trójką schizofrneików. Jak to schizofrneicy zaczęli w pewnym momencie zbierać dossier na mój temat. Dowiedzieli się między innymi z kim jestem spokrewniona. Byłam otwarta, bo mój Tata uczuł mnie, że szlachcic ma się szczycić swoim pochodzeniem i mówić o nim otwarcie. W tym momencie schizofrenicy – jak to schizofrenicy – kierowani zawiścią zaczęli sobie przypisywać szlachcectwo i arystokratyczne korzenie. Owszem, mój dziadek miał na nazwisko Wieczorek, ale reszta rodziny nazywa się inaczej. A każdy szlachcic jest uczony, że liczy się drzewo genealogiczne i z kim się jest spokrewnionym, i kto ręczy, a nie nazwisko, które w przypadku kobiet jest bardzo łatwo zmienialne.
Schizofrenik Roman z mojej podstawówki przypisał sobie bardzo szybko nie tylko szlachectwo, ale też bycie „księciem”. Niestety w jego przechwałki uwierzyła Krystyna, która by chętnie za niego wyszła, ale szczerze wierzy, że złośliwie nie daję mu rozwodu. No co ja na to poradzę, że jestem panną i nie odpowiadam za jego urojenia. Zabawne za to jest, że idiotka Krystyna obcałowywała się wszędzie z nim po fandomach, twierdząc, że jego przechwałki są prawdą. Owsze sypał jej kasą, ale dobrze wiem, że wyłudzał się ją od moich krewnych, także bardzo bogatych dalszych. Bardzo łatwo mu te wyłudzenie przychodziły, bo cały fandom przekonywał moich krewnych, że rzeczywiście jest moim mężem i ja jestem „chora psychicznie i straciłam pamięć po gwałcie”. No więc owszem straciłam pamięć, ale po gwałcie pedofilskim i zaszczuciu przez Avangardę, Krystynę oraz schizofreników z mojej podstawówki. Tak się kończą próby „lecznenia” ofiary schizofrneików pod dykatndo prześladujących ją schizofrneików.
Krystyna jest dla tępą chłopką i powiedziałam jej to w twarz. Sprowokowały mnie jej ataki na mnie, moją Mamę i mojego Tatę. Bardzo proszę, aby wszyscy ją jako chłopkę traktowali, bo na nic więcej nie zasługuje. Nie przeprosiła mnie po kolejnych atakach. O ile mi wiadomo, schizofrneicy nadal jej tytuł „hrabianki” i posługuje się nim całkowicie nielegalnie. Mnie moje szlachectwo może odebrać tylko Harald. A nie tępe zbiry z Avangardy, czy schizofrneicy z mojej podstawówki.
Ale wracajmy do „księcia” z Biedronki. Kierując się swoimi urojeniami, zagroził mi kiedyś, że ujawni się u siebie w pracy jako „książę” i uniemożliwi mi robienie zakupów w Biedronce na Dolnej, bo zacznie wydawać rozkazy. Sprowokować to miało moje pojawienie się w tym sklepie w krótkich spodniach w lato. No coż, może nie mam już tak pięknych nóg jak kiedyś, ale nie zamierzam dusić się w długich spodniach w lato, a „jego” Biedronka jest dobrze zaopatrzona i zawsze lubiłam w niej robić zakupy, bo blisko i ma dobre promocje. I tak było też wtedy, gdy jeszcze nazywała się „Motylkiem”.
Schizofrenik-napełniacz półek z Bierdonki miał za sobą ataki na mnie, gdy pojawiałam się w sklepie, a także dopisywanie sobie do rachunku swoich własnych zakupów, co zgłaszałam kierownictwu sklepu oraz Policji. Kradł mi też kupony i nadal na mnie werbalnie. Wszystko zgłaszałam. Gdy się lepiej poczułam, poszłam do tej Biedronki w krótkich spodniach, bo mnie profiler przekonywał, że nie powinnam się go bać, tylko właśnie w ten sposób wyrzucić z pracy. Bo na to zasługuje, a ja mam prawo robić tam zakupy.
Nie ma śladu po wariacie Romanie w tej Biedronce. Miał już tyle na sumieniu, że kolejne napady na mnie miały się skończyć wyrzuceniem go z pracy. Szkoda, że Avangarda za to nie słuchała nigdy rozumu, tylko chodziła na sznutki schizofnreików.
Nie zamierzam pokazywać się tak, gdzie mogę być. zaatakowana i nigdy nie było nikog, kto by mniew bronił.