Syn

Schizofrenik Roman z mojej podstawówki, który zafascynował się postacią mojego Ojca, norweskiego arystokraty, nie jest jego synem, chociaż za takiego się podaje. Nie jest też w żaden sposób z nim czy ze mną spokrewniony. Tak samo jak jego krewna, Renata, niska blondynka, jest nikim.

Roman nie miał prawa do korzystania z pieniędzy, które po śmierci prawdziwego Ravna, pojawiły się na rachunku PKO. Pieniądze, które wtedy rozpierdził, udając multimilionera, nie pochodziły z norweskiego majatku mojego Taty, tylko były spadkiem dla mnie po prawdziwym Ravnie. Tragedią jest, że środowisko fanów pomogło debilowi ukraść mi te pieniądze, bo sfałszowano jego upoważnienie do mojego konta, a potem zostałam zmuszona do przekazania kluczy do mieszkania, które kupił prawdziwy Ravn, a Bret obiecał zawsze utrzymywać. Bret opiekuje się tym mieszkaniem nie dlatego, że jest byłym schizofreniczki Anny, siostry Romana, ale dlatego że chce mi pomóc i już kiedyś w tym mieszkaniu ze mną mieszkał.

Mój Tata, Marian, miał tylko dwie córki. Mnie i Anię (Annę Marię). Występuje tu przypadkowa zbieżność imion, moja siostra nie ma nic wspólnego z siostrą Romana. Mój Tata nie miał syna. Nie istnieje nikt taki jak „syn Mariana Wieczorka”.

Imbecyl Ryszard, który pojawił się wśród znajomych Romana, Renaty i Anny, jest osobą dla mnie obcą. Nie jest moim bratem, tak samo jak ojciec Romana nie jest moim ojcem, chociaż jako takiego przedstawiają w go w fandomie. Schizofrenicy z mojej podstawówki dokonali schizofrenicznej zamiany miejsc, częściowo kierując się swoimi urojeniami, a w drugiej częsci motywacją była chęć przejęcia majątku mojego Taty. Wymyślili sobie, że będą po mnie dziedziczyć. Stąd też ich schizofreniczny plan, że albo wychodzę za Romana, albo idę do klasztoru i zostawiam im wszystko. Żadna z tych opcji nigdy nie była moim marzeniem.

Opisane akcje schizofreników nie są niczym dziwnym dla psychoterapeutów. Nie dziwi mnie też zainteresowanie oraz udział Kościoła w tym wszystkim, bo zawsze opisywany jest przez psychologów jako zbiorowisko ludzi głupich i zdemoralizowanych. Oczywiście opis ten jest dokonywany zgodnie z psychologicznymi definicjami demoralizacji, czyli chodzi o łamanie zasad społecznych i chęć robienia sobie z innych ludzi niewolników. Stronę kościelną w tej sprawie obciąża też nie tylko chęć zarobienia na mnie, ale też brak szacunku do praw człowieka.

To co mnie dziwi najbardziej to tępota i kurwi upór fanów fantastyki, żeby mnie zmusić do potwierdzenia słów schizofreników. Z reguły ludzie czytający fantastykę są profilowani jako inteligentni. Niestety nie potwierdziło się to w rzeczywistości. Jest to powód, dlaczego nie czuję się częścią środowiska fanów fantastyki. Nie jestem też „w klubie” – mniej więcej od roku 1988. I grzecznie proszę odpierdolcie się ode mnie. Zniszczyliście mnie i całe moje życie. Ledwo udało mi się przed tymi schizofrenikami uratować siebie, moją siostrę oraz jej dzieci. Mieliśmy więcej szczęścia niż rodzina Agnieszki, która podobnie jak ja ma na karku schizofrenika, który też od podstawówki twierdzi, że jest z nią „w związku” i że jest jej „pierwszym mężem” (tylko nie wie, w jaki sposób dostała bez jego wiedzy rozwód, żeby hajtnąć się z Piotrem). Bliscy Agnieszki w taki czy inny sposób zostali doprowadzeni do śmierci.

Ulubionym zajęciem schizofreników jest przenikanie do szpitali i przejmowanie roli „członka rodziny chorego”, który opiekuje się chorym psychicznie krewniakiem. W ten sposób lekarze są dezinformowani, a chory, nie dostając prawidłowej, pomocy umiera. I nikt z prawdziwych krewnych nic nie może zrobić, aby przekonać lekarzy, że popełniają błąd. Przecież to oni mają być podobno chorzy psychicznie. Spotkało to moją mamę i tatę. Śmierć ich obojga była przedwczesna.

W przypadku mamy nie byłam w stanie nic zrobić, żeby przekonać lekarzy, że ma wszczepiony rozrusznik serca, i że jej problemy to najprawdopodobniej zakrzep. Miała już wcześniej problemy z zakrzepicą, ale kardiolog odmówił zrobienia jej angiografii, gdy zaczęły się problemy po prostej operacji i odstawieniu leków przeciwzakrzepowych. Zamiast leczyć moją mamę prawidłowo, prowadzili resustytację z uczyciem defibrylatora. Oczywiście, że spalili prawidłowo działający rozrusznik i w niczym jej nie pomogli. Mam nadzieję, że ten kardiolog w końcu trafi do więzenia, gdzie jego miejsce, bo powinien kierować się tylko tym, co pacjent mówi w czasi wywiadu oraz obiektywnymi badaniami. A potwierdzić istnienie rozrusznika mógł w przeciągu sekund za pomocą USG. Poza tym to miało miejsce na kardiologii, gdzie mógł łatwo sam rozrusznik sczytać. Głupszych ludzi niz lekarze i nauczyciele w życiu nie spotkałam. Zresztą zgodne jest to z ich profilem i badaniami psychoterapeutów.

Fandomowi wariaci są przekonani, że „kardiolog zawsze im pomoże” i będzie robił to, co oni chcą. Mają pecha, że moje serce – wbrew temu, co twierdzą – jest zdrowe, a ja nie przyjmę od nich żadnego alkoholowego „kordiału” z morderczą dawką kofeiny. Udało im sie tylko sterydem zalać moje oczy. Moją siostrę też zaatakowali sprejem i w rezultacie bardzo pogorszył jej się wzrok.

Tak więc, cry me a river, asshole!!!

Dodaj komentarz