Agencja

Wbrew plotkom rozsiewanym przez schizofreników z mojej podstawówki nigdy nie miałam nic wspólnego z jakąkolwiek agencją towarzyską. Za to Anna, siostra Romana opowiadała mi, że jest najlepszą call girl w Warszawie. Oczywiście jako psycholog podejrzewam, że jako schizofreniczka przeżywała na głos swoje aktywne urojenia i miała złudzenie, że mówi unisono ze mną. Jako osoba pokrzywdzona mam dosyć tłumaczenia tych bydląt z jej rodziny (rodzeństwo Anna i Roman wcale nie są lepsi od swojego ojca, a mojego porywacza z dzieciństwa) poważną chorobą psychiczną i już zawsze będę o niej myśleć jako o kurwie zawodowej.

Anna też studiowała Anglistykę, chociaż udawało jej się utrzymać tylko dlatego, że fałszowała protokoły. Nigdy nie studiowała Psychologii. Jedyne co można o niej powiedzieć to, że nieźle zna angielski, ale to wszystko. Nie jest to jej zasługą, bo się przechwalała, że jeszcze będąc studentką, miała regularne korepetycje. Ta kurwa Anna nigdy w nic nie włożyła swojego własnego wysiłku. Dzięki swoim enablerom robiła w chuja wykładowców i wmawiała im, że pomylili jej ocenę z moją. Dzięki temu zupełnie coś innego, niż powinno, trafiało do komputera Instytutu Anglistyki. Wiem, że ocenę z Logiki sama sobie wpisała, bo dzięki Barbarze zatrudniła się jako pomoc w Sekretariacie. To są rzeczy, których przede mną nie kryje. Cały czas leciała na dobrej reputacji podczas gdy jej chora psychicznie rodzina oraz enablerzy zrobili ze mnie tępą i ograniczoną umysłowo kurwę z półświatka. Ale tylko na Anglistyce. Psychologia mnie znała jako geniusza.

Więc teraz szczerze powiem, o co chodziło z zatrudnieniem w „agencji”. Była to agencja wywiadu, w której pracowałam jako profiler – i to, jak twierdzą moi koledzy – najlepszy w historii ich firmy. Wiadomo, że ktoś pracujący w agencji wywiadu nie lubi się tym przechwalać, więc siedziałam cicho. Ale muszę powiedzieć prawdę, nikomu to nie zaszkodzi, bo profilerzy są agentami jawnymi. Wchodziłam frontowym wejściem i wszystkie obce agencje wywiadu dokładnie mnie sobie obfotografowały, bo tak są rozpracowywani pracownicy każdej agencji wywiadu. Agenci tajni są szmuglowani do budynku w taki sposób, że nikt ich nie widzi.

Anna czy Renata nigdy nie studiowały Psychologii. Ja oprócz Anglistyki studiowałam Psychologię i bardzo szybko zaczęłam jako geniusz kursy także podyplomowe. jeszcze zanim obroniłam pracę magisterką. Niestety ataki schizofreników oraz ich enablerów mi to uniemożliwiły, bo wywołali moją amnezję.

Specjalizowałam się w Kryminologii, bo mój pracodawca między innymi wysłał mnie do Instytutu Kryminologii UW. Ale wyjaśnię, w jaki sposób zatrudniłam się w agencji wywiadu. Wcześniej sama poprosiłam Dziekana o to, abym mogła zrobić kurs profilera. Ten przedmiot jest kobyłą i wielu studentów zawiesza studia i studiuje tylko do tego egzaminu, ale ja wszystko ciągnęłam dalej tak samo – czyli nie tylko Psychologię, ale też Anglistykę. Obłożenie podręcznikami było takie, jakby kurs profilera był oddzielnymi studiami. Zdałam rewelacyjnie i zgłosił się do mnie rekruter z agencji wywiadu. Sam taki egzamin wystarczy jako wszelkie kwalifikacje do zawodu profilera. Zawsze brakuje profilerów. Jest to specjalizacja psychologiczna, którą moim zdaniem można porównać do bycia mentatem z Diuny. (Zresztą autor Diuny napisał ją po pobycie na Bliskim Wschodzie i wedle plotek pracował tam właśnie jako agent wywiadu, więc podejrzewam, że mentat to jego fantazja oparta o wspomnienia z rozmów z profilerami. Agentom wywiadu Diuna się bardzo spodobała.)

Moi koledzy z agencji wywiadu zawsze bardzo chcieli, abym wróciła do pracy. Ja też, bo lubię pomagać ofiarom przestępców. Wbrew plotkom z fandomu nie są gangsterami. Wyglądają na osiłków, bo są byłymi gromowcami, czyli byli żołnierzami elitarnej jednostki komandosów i nadal utrzymują się w formie. Wiedzą, że straciłam pamięć z powodu zaszczucia przez schizofreników z mojej podstawówki. Kilka razy już dzięki nim i psycholog stawałam na nogach, niestety enablerzy schizofreników z mojej podstawówki, jak zwykle postanowili się mną „zaopiekować” i ponownie zniszczyli mi życie. Moi dawni koledzy z pracy to nie „gangsterzy z agencji towarzyskiej”, a ja nigdy nie byłam w burdelu i mnie to nie interesuje. Mam lepszy zawód, który nie robi ze mnie kogoś, kto traci wolność jak kura nioska trzymana w klatce, bo taka jest prawda o pracy prostytutek. Są własnością alfonsów i mają dokładnie tyle samo wolności co kury na fermie. Nikt nie wybiera tego zajęcia, tylko terrorem jest sprowadzany do roli współczesnego niewolnika. Ludzie z agencji wywiadu (bo to wywiad zajmuje się ściganiem przestępczości zorganizowanej) uwalniali właśnie takie kobiety.

Bardzo proszę, aby enablerzy schizofreników z mojej podstawówki oraz ich ojca w końcu się ode mnie odpierdolili, bo mam ich samych oraz ich kłamstw dosyć.

Dodaj komentarz