Archiwum miesiąca: lipiec 2026

Borg

Ludzkie społeczeństwa są trochę jak Borg ze Star Treka. Oczywiście nikt z nas nie jest cyborgiem, ale niepotrzebne są nam wszczepy, żebyśmy w kontaktach z innymi ludźmi kierowali się empatią i współodczuwali to, co czują osoby cierpiące. Z reguły czujemy dyskomfort, gdy ktoś w naszym otoczeniu cierpi i biegniemy z pomocą. Łączą nas więc różne więzi emocjonalne i jesteśmy dzięki nim w stanie działać, jak jeden organizm.

Oczywiście takie stadne zachowania prowadzą ludzi na manowce, bo zaczynamy zaszczuwać kogoś, kogo uważamy za wspólnego wroga i dokonujemy linczu na tej osobie, chociaż potem często nie jesteśmy w stanie powiedzieć, dlaczego to zrobiliśmy. Bardzo łatwo ludzi nakręcić emocjonalnie i sprawić, żeby przestali myśleć logicznie. Właśnie bardzo często takie rzeczy robią ludziom schizofrenicy.

W naszych mózgach znajdują się neurony lustrzane, które odpowiadają za współodczuwanie różnych emocji, za to że zaczynamy się z innymi ludźmi śmiać, płakać lub ziewać, chociaż nie widzimy wcześniej żadnej potrzeby. Niestety w kontaktach z paranoją schizofreników, którzy zaczynają szlochać o swojej wielkiem krzywdzie, te mechanizmy empatii sprawiają, że wydawałoby się dobrzy ludzie niszczą niewinne ofiary, bo wierzą we wszystkie urojenia, a nie mają żadnego przygotowania, które by im pomogło rozpoznać schizofrenika. Są tak zaangażowani, że nie chcą nic weryfikować, albo zadowalają się rozmową z urobionymi ludźmi lub innymi spokrewnionymi schizofrenikami. I uważają, że „znają prawdę o mnie”. Nie pozwolę się tak obrażać.

Z drugiej strony są ludzie, którzy nie mają odpowiednio wykształconych tego reakcji, bo nie nauczyli się ich w dzieciństwie. Na przykład Michała nigdy nie potrafiłam zarazić ziewaniem. Z reguły też olewał wszystkie moje prośby, a kierował się tylko tym, co on uważał za odpowiednie. Był jedną z tych osób, które uważały (całkowicie błędnie), że nie należy walczyć z moją amnezją i lepiej dla mnie będzie, że będę pamiętać o swoim zmarłym mężu. Zupełnie czułam się, jakbym miała przy sobie androida. Przy czym zupełnie nie zdawał sobie sprawy z moich uczuć i już planował całe wspólne życie, podczas gdy ja absolutnie nie zamierzałam wiązać się z nim na tak długo. Nie byłam w nim zakochana i tylko zastanawiałam się, gdzie czmychnąć.

Ludzie są monogamicznym gatunkiem i z reguły bardzo źle przechodzimy stratę kogoś, kogo kochamy. Nawet jeśli pójdziemy z kimś innym do łóżka, to się nie zakochujemy. Potrzeba czasu, żeby zakończyć żałobę, potrzeba też czasu, aby się wyleczyć po stracie lub porzuceniu. Przeciętnie ludzie dopiero po siedmiu latach potrafią się ponownie zakochać. Nawet jeśli trafi się łóżko – a byłam osobą, na którą rzucił się facet i tak długo całował, że się poddałam – to się takiego faceta rzuca, bo człowiek się nie zakochuje tak łatwo w czasie żałoby.

W taki czy inny sposób straciłam czterech facetów, w których byłam zakochana, przy czym trójka z nich już nie żyje. Wszyscy mężczyźni, którzy mnie podrywali lub rzucali się na mnie wprost po każdej ze strat, trafiali na bardzo zły okres i w końcu dostawali po łapach, bo nie potrafiłam się w nich się zakochać. Naprawdę to było powodem, że się z nikim nie wiązałam na dłużej, a nie to, że „wracałam do Romana, bo tylko jego kocham”. Rzygam na samą myśl o nim.

Nigdy z nie byłam z Romanem związana. Wszelkie opowieści o nas jako o parze pochodzą z jego urojeń. Naprawdę nie ma prawa po mnie dziedziczyć, ani nie miał prawa o mnie decydować, czy być osobą, z którą konsultuje się jakieś moje sprawy. Jest całkowicie mi obcy i nic o mnie nie wie. Za to chętnie rozpowszechnia swoje i Renaty urojenia o mnie. Jest osobą przeze mnie znienawidzoną od zawsze, tak samo jak jego cała rodzina.

Każda osoba, która uważa go za mojego faceta, staje się błyskawicznie moim osobistym wrogiem już na zawsze.

Dzieci

Roman i jego ojciec cierpią na silne urojenia na moim tle od bardzo dawna. Dotyczy to też faktu, czy posiadam dzieci. Obaj twierdzą nie tylko, że Roman jest moim mężem, ale też że posiada on ze mną dzieci.

W czasie, gdy byłam studentką, moja siostra zaszła w ciążę. Prze całą jej ciążę schizofrenicy uważali, że to ja jestem w ciąży. Gdy moja siotra urodziła, schizofrenik zaczął rozpowiadał, że to ja zostałam matką. Prawda jest taka, że nie opuściłam wtedy ani jednego dnia na uczelni, ani też specjalnie nie utyłam, może nawet wręcz przeciwnie. Obeaj przeżywali obie ciąże mojej siotry, przypisując je mnie.

Było dla mnie szokiem, gdy dowiedziałam się, że wariat pojechał do szpitala, gdzie w połogu była jeszcze moja siostra, aby – jak to powiedziano mi – poznać wnuka. Zadzwoniłam do szpitala i został wygoniony. Schizofrenik potrafi w takiej sytuacji dziecko zabić, bo na przykład dochodzi do wniosku nie są potrzebni mu dziedzice, bo ktoś z jego rodziny powienien dziedziczyć. Moje złe przeczucia się potem potwierdziły.

Moja siostra zatrudniła jakąś babę jako baby-sitterkę. Ku naszemu przerażeniu okazało się, że ta idiotka wpuszczała ojca Romana, wierząc, że jest „dziadkiem”. Facet torturował dzieci mojej siotry, zastraszał je i próbował nakłonić jako „niepotrzebne” do samobójstwa. Pojechałam tam z moim psem i rozpoczęłam terapię. Nie muszę Barbarze, czy komuś innemu przedstawiać swoich dokumentów, Policja ma kopię wszystkich moich ocen oraz uprawnień, bo zostały przesłane przez Uniwersytet Warszawski.

Moje obie siostrzenice i siostrzeniec spotkało to samo, co mnie w dzieciństwie. Ta sama rodzina miała urojenia na moim punkcie jeszcze zanim zaczęłam szkołę. Ojciec Romana przychodził pod nieobecność moich rodziców i osoba mną opiekująca się wspuszczała go jako „ojca”. Byłam przez niego tresowana i nakłaniana do nazywania go „tatą”. Gdy zaczęłam do niego mówić po francusku, bo chodziłam do francuskiego przedszkola i mówić, że mój tata jest kimś innym, brutalnie mnie zaatakował i pobił, aż do nieprzytomności. Do chwili obecnej mam wgłębienie na czole po tym ataku. Oczywiście baba, która zatrudniła się jako piastunka w czasie lata, nie widziała nic złego w tym, że mnie tak potraktował. Był to oczywiście to ktoś z rodziny Renaty, chyba jej babcia. Cały ta rodzina miała swój schizofreniczny plan, aby mnie zniszczyć i doprowadzić do tego, aby Renata w mojej rodzinie zajęła moje miejsce i została dziedziczką. Wierzyli, że uda się wprowadzić do mojej rodziny po mojej śmierci. Tacy są ulubieni ludzie Barbary i Andrzeja.

W rodzinach nieleczących się schizofreników panują specyficzne zasady. Osoby, które mają świadomość, że urojenia Renaty nie zgadzają się z rzeczywistością, zamiast ją leczyć, robią wszystko, aby doprowadzić świat do takiego kształtu, aby zgadzał się z urojeniami Renaty. Schizofrenicy nawzajem się wspierają w swoich urojeniach. Są bardzo lojalni pod tym względem.

Nie dziwcie się więc, że po tym, co mnie spotkało, boję się mówić po francusku i wiele z moich wspomnień zostało zablokowanych.

Barbara, która uwierzyła, że torturami mnie wtedy „wyleczono” z urojeń, że mój tatuś jest Francuzem, powinna iść do więzienia. Tym bardziej, że w taki sam sposób leczyła z „urojeń”, że jestem pływaczką, gdy byłam w podstawówce. Później „leczyła” też mnie w podobny sposób z „urojeń”, że studiuję równolegle z Anglistyką psychologię.

Barbara dała sie wciągnąć w działania, których będzie żałować, bo lekceważyła moje ostrzeżenia za każdym razem. Podobnie postępowała Krystyna. Niestety w przypadku całych pokoleń nieleczących się schizofreników bardzo trudno zakreślić linię pomiędzy tym, co pochodzi z ich urojeń, a co jest czystą demoralizacją przekazywaną w rodzinie, bo się nawzajem instruują, jak oszukawać otoczenie i w jaki sposób wyciągać od ludzi pieniądze. Nieleczący się schizofrenicy to bardzo często zawodowi oszuści, wyciągający łapy po nieswoje pieniądze. Z reguły chcą się po prostu w ten sposób „dorobić” czy też „zarobić”, bo nie wszyscy z nich i nie zawsze działają pod wpływem urojeń, że „odzyskują” swoje własne pieniądze.

Mam już dosyć tej rodziny schizofreników, z którą naprawdę nie jestem spokrewniona, oraz ich głupich pomagierów.

No to już wiecie, co będę zeznawać w Sądzie i jakie dokumenty znajdą się w teczkach przygotowanych przed procesem. Policja przygotowuje takie materiały dla Sądu, także Cywilnego, a nie kurwy z Opus Dei, z którymi chodziłam do szkoły podstawowej. Przy czym Anna autentycznie przyznała mi się do prostytucji.

Co mówią kurwy, się nie liczy. W Sądzie zawsze dokumenty wygrywają.

Renata

Renata jest niewysoką blondynką z mojej podstawówki. Jest bardzo goroźną schizofreniczką, podobnie jak jej brat cioteczny, Roman, który od dzieciństwa przeżywa urojenia na mój temat i twierdzi, że jest moim mężem. Osoby które mnie nie znają, a za to znają Romana, są przekonane, że przez całe swoje życie śledziły mój związek z Romanem, bo wysłuchiwały na bieżąco jego urojeń i przeżywanych na jawie marzeń o seksie ze mną. Więc wszelkie zapewnienia, że nie jestem z nim związana, uważają, zgodnie z podpowiedzią tego wariata, za efekt mojej „choroby psychicznej” oraz amnezji, o wywołanie której oskarża coraz to nowe osoby. Co więcej, zapewniały mnie te urobione przez Romana osoby, że „mnie znają” i znają moją rodzinę”. Gówno prawda. Znają tylko urojenia ludzi z rodziny Romana. Niestety jest to rodzina schizofreników, z którymi nie mam nic wspólnego i którzy uwspólnili sobie urojenia na mój temat.

Krystyna, która od dziecka kocha się w Romanie na zabój, podobnie jak Barbara od zawsze uważa, że „zna prawdę o mnie i moim ojcu”. Niestety w swojej głupocie poszczuła na mnie wiele osób, twierdząc całkowicie mylnie, że mnie zna, zna moich rodziców i zna mojego męża. Biorąc pod uwagę, że mój mąż nie żyje od roku 1988, fakt, że nazywa Romana Ravnem, jest dla mnie bardzo bolesny. Tak samo bolesne jest jej pomawianie moich prawdziwych rodziców, więc nie życzę sobie, aby obrażała mojego Tatę, Mariana Wieczorka. Muszę też ją rozczarować, facet, którego uważa za księcia norweskiego i multimilionera, czyli Roman, naprawdę nie ma tytułu, ani prawa do jakichkolwiek przelewów z Norwegii. Ale mam nadzieję, że naprawdę go kocha, więc zacznie go leczyć i rozpocznie z nim wspólne życie, tak jak sobie wymarzyła, będąc dzieckiem.

Ale wróćmy do Renaty. Już w podstawówce zaczęła się przedstawiać jako „Małgorzata Wieczorek”, pływaczka i córka Mariana Wieczorka. Zorganizowała wokół siebie całą sektę, która ją wielbi do tej pory, ale nie przedstawiła ani jednego dokumentu, że rzeczywiście tak się nazywa. Jedyne co posiada, to ukradziony dyplom studiów medycznych mojej mamy oraz moje zaświadczenie z roku 1990, dzięki któremu chciałam udowodnić, że nie jestem żoną Romana, bo jestem panną (w Polsce). To nie jest dokument Renaty, czyli takiej małej blondynki. Pamiętam jej reakcję na widok tego dokumentu. Dostała do rąk ksero i zaczęła mówić, że to jej dokument i że nazywa się Małgorzata Wieczorek. Gdy pokazałam swój dowód i przypomniałam, że wcześniej powiedziała mi, że nazywa się Renata, zaczyła bełkotać, że ukradłam ten dokument „prawdziwej Yennefer” i że ona ją zna. Jest to klasycznie schizofreniczne urojenie.

Po tej konfrontacji jej gang przemocą wdarł się do mieszkania mojej mamy i ukradł między innymi jej dyplom. Renata zaczęła go używać na dowód, że jest córką mojej matki. Nic innego ta schizofreniczna pizda nie zdobyła na potwierdzenie słów, że jest córką moich rodziców. Podobnie jak Roman falsyfikuje sobie „dowody” na prawdziwość jej urojeń, co jest częstym zachowaniem schizofreników. Przychodziła do mojej mamy, udając moją przyjaciółkę oraz twierdząc, że jest biedna i chce u niej sprzątać. Wyciągnęła wtedy bardzo dużo informacji o mnie od mojej mamy. Ona i jej siostra cioteczna Anna ukradły wtedy mi bardzo wiele rzeczy. Jak to schizofreniczki na ich widok przeżywały urojenia, że należą do nich. W sklepach też kradły.

Spotkałam kiedyś Renatę w fandomie. Bezczelnie przedstawiła się także mnie jako „Małgorzata Wieczorek, pisarka”. Więc ostrzegam, nie jest mną. Nie posiada żadnego dokumentu ze zdjęciem na to nazwisko. Ma moje zaświadczenie o stanie cywilnym, bo rozdawałam ksera, aby ludziom udowodnić, że nie jestem żoną Romana. Na całe szczęście dysponuję wszystkimi dokumentami.

Na pierwszej stronie dokumentu tożsamości nie ma danych takich, jak numer dowodu czy pesel, więc chyba mogę chyba bezpiecznie umieścić zdjęcie dowodu na blogu, aby udowodnić, do kogo ten blog należy i że nie nazywam się „Renata” jak stwierdziła Barbara, która od zawsze przyjaźni się z gangiem schizofreników z mojej podstawówki, a nie ze mną. Ta pipa nie powinna nigdy twierdzić, że jest moją przyjaciółką. Jest osobą, która mi zniszczyła całe życie i zaczęła już w mojej podstawówce, kłamiąc na mój temat a także torturując psychicznie i fizycznie. Ciągnęła to latami w każdym moim miejscu pracy i w każdej szkole. To przez nią nie robię w życiu tego, co powinnam była robić. Zniszczyła mi też możliwość założenia rodziny i posiadania chociaż jednego dziecka. Z czego, jak usłyszałam, bardzo się cieszy, tak mi powiedziała. Najwidoczniej uważa mnie za osobę tak wybrakowaną, że nie powinnam była się rozmnażać. Nie powinna także wciągać w te sprawy swoich równie durnych córek, bo te też poniosą odpowiedzialność karną.

Majątek

Wiele lat dawałam odpór schizofrenikom, którzy twierdzili, że są skrzywdzonymi bogaczami i moją rodziną. Niestety w pewnym momencie dowiedzieli się o istnieniu mieszkania, które kupił dla mnie Ravn (ten prawdziwy, czyli Norweg) przed śmiercią. Zażądali kluczy od osoby, która je przechowywała, bo twierdzili, że ja chcę, aby się tam wprowadzili. Zostałam praktycznie sterroryzowana przez wspólnych znajomych i w ten sposób się tam ulokowali.

Mieszkanie jest na tyle duże i luksusowe, że przekonali wielu w ten sposób, że rzeczywiście są bogaczami z Norwegii, a przelewy, które miały iść na moje konto, jako zapomoga od rodziców zmarłego męża, pochodzą z zysków z ich majątku. Prawda jest taka, że to były – jak to już powiedziałam – przelewy od rodziców Ravna, które miały mi pomóc przetrwać do momentu, aż będę w stanie zakończyć postępowanie spadkowe. Do tej pory to nie nastąpiło. Pewnie dlatego, że fandomowi „psychiatrzy” i „psycholodzy” stanęli po stronie schizofreników i zamiast mi pomóc, utrwalali amnezję i wmawiali nieprawdę, czyli wersje prosto z urojeń schizofreników. Rodzice mojego zmarłego meża nie wiedzieli za co tak naprawdę im płacą. Całe to grono ładnie się obłowiło, niszcząc mi życie i psychikę. Byli przekonani, że z powodu złośliwości zablokowałam przejęcie pieniędzy przez Romana, którego uważali – całkowicie fałszywie – za mojego męża oraz prawowitego właściciela majątku.

Jak wielu innych ten schizofrenik nadal ma nadzieję, że przejmie spadek po moim mężu. Oczywiście w jego mózgu nadal tkwi schizofreniczne przekonanie, że majątek należy do niego. Schizofrenicy w takich wypadkach potrafią zabić ofiarę, której majątek chcą przejąć. Nie jest moim mężem i nienawidzę go do dziecka, ale był w stanie razem ze swoją równie schizofrneiczną rodziną przekonać wielu, że nie tylko jestem jego żoną, ale że z nim mieszkam. Jak już wspomniałam, oprócz rzeczy w moich zamkniętych od lat pokojach, znajdują się tam rzeczy, które ukradł mi z mieszkania mojej mamy, gdy udawał, że chce pomóc w mojej przeprowadzce. Psycholodzy nazywają to kultem cargo, bo schizofrenik ma nadzięję, że w cudwonym sposób ofiara jego urojeń podąży tam, gdzie są jej ubrania. Przebolałam jakoś stratę ubrań. Znam psychologię kliniczną na tyle, że w życiu nie zaryzykuję znalezienia się w jednym mieszkaniu z Romanem.

Podręczniki psychologii klinicznej ostrzegają przed psychiatrami, którzy „diagnozują” ludzi na podstawie pomówień schizofreników. Niejeden taki psychiatra poszedł już do więzienia. Nikt z lekarzy tej specjalizacji nie ma prawa diagnozować bez psychologa klinicznego, który ma w głowie listę typowych sytuacji i urojeń schizofreników. Profilerzy dodatkowo znają jeszcze typowe przestępstwa popełniane przez schizofreników. W pewnym momencie doszłam wręcz do wniosku, że psychiatrzy najmniej wiedzą o schizofrenii i o ranach psychicznych, z powodu których cierpią ofiary schizofrenicznych urojeń.

Rodzinny gang schizofreników przekonuje wszystkich od lat, że jestem „psychicznie chorą żoną Romana”. Wiele osób w to wierzy. Tak się składa, że nawet brak formalnego ślubu, przy wszem rozgłoszonej „kohabitacji” i „miłości”, wystarczyłby do dziedziczenia przed norweskim sądem, gdybym nagle została zabita. Niejedna grupa schizofreników w ten sposób już się obłowiła, kłamiąc w żywe oczy przed sądem.

Schizofrenicy udający moją rodzinę odpowiadają za przesadnie długie uwięzienie Varga po tym, gdy w obronie własnej zabił wariata, który się na niego rzucił z nożem. Tak się składa, że Varg jest dalekim krewnym Ravna. Jest norweskim szlachcicem, jak mój zmarły mąż.

Pamiętam, że gdy próbował wyciągnąć mnie z amnezji i namówić na nagranie kilku utworów, ściągnął na siebie uwagę wariatów i zapoczątkował ich urojenia na swój temat. Tak się składa, że wariaci musieli go usunąć z drogi, bo mnie znał, i co oczywiste znał też prawdziwego Ravna, więc bardzo przeszkadzał Romanowi w udawaniu „norweskiego księcia”.

Varg to kolejna osoba, o której nie rozmawiałam z Renatą. Jest to także oczywiście kolejna osoba, która mnie nie zgwałciła. Niestety cały rodzinny gang schizofreników z mojej podstawówki udał się zeznawać do Norweskiej Ambasady. Kilkanaście osób opowiadało swoje urojenia na temat mojego przyjaciela. Niestety wyciągnęli od mamy Michała moją obdukcję, którą zostawiłam u niej, aby zrozumiała, co zrobił mi jej synalek i dlaczego go rzuciłam. Nie mieli prawa się nią posłużyć, aby uwiarygodnić swoje urojenia. Próbowałam interweniować razem z moją mamą, ale pewnie zostałyśmy oszkalowane na Policji jako niewiarygodne przez przekupnych psychiatrów z Avangardy. Nie wiem, czy Polska Policja przekazała nasze dementi Norwegom i norweskiej policji.

W chwili gdy Varg został skazany na wiele lat więzienia, zostałam pozbawiona jedynej osoby, która była mi życzliwa, bo rodzice mojego zmarłego męża zostali przekonani, że wariaci z Avangardy naprawdę się mną opiekują, a Roman jest moim mężem. Nie jest!!!

O ile wiem, Varg nie jest niebezpiecznym człowiekiem i gwałcicelem, który zasługiwał na takie długie uwięzienie, w chwili gdy skutecznie uratował swoje życie. Nie tylko sam Varg wiedział, że ma problem z norweskimi schizofrenikami, ale też wiedział, że jego przyjaciel został zabity przez wariata w Polsce. Każdy w tej sytuacji robiłby wszystko, aby przeżyć. Większość ludzi nie przeżywa ataku schizofrenika.

Sytuacja wygląda tak, że nie chcę rozmawiać już z nikim z Avangardy. Nie chcę rozmawiać z plagiatorką, ani z przekupnymi psychiatrami, którzy łamią wszelkie zasady postępowana z pacjentem.

Z powodu prześladujących mnie wariatów nie spodziewajcie się mnie na jakimkolwiek polskim konwencie. Nie chcę podzielić losu zabitego męża, czy przyjaciół, bo prawdopodobnie zaatakują. gdy puściłam w świat swoją wersję. Na całe szczęście zmusiłam Policję do odgrzebania wszystkich dokumentów z archiwum, więc nie uda się mnie załatwić tak, jak schizofrenicy załatwili Varga, niszcząć go psychicznie i wsadzając do więzienia, bo Policja wie, że ci schizofrenicy ani nie są moją rodziną, ani nie są wiarygodni.

Zamierzam bronić się skutecznie. Wiem, że schizofrenik potrafi zabić, aby zdobyć majątek. Ale mam nadzieję, że przy takich zeznaniach na moim blogu zrezygnują z udawania, że kiedykolwiek dzieliłam życie z Romanem, więc mnie nie zamordują. Nigdy nawet przez dzień nie byłam parą z Romanem, ale owszem jak to z reguły robią schizofrenicy, kompletuje sobie pseudo-dowody, które mają przekonać ludzi (oraz jego ofiarę), że jego urojenia są prawdą.

Muszę zaznaczyć, że Barbara jest osobą, z którą się nigdy nie przyjaźniłam. Wywołała traumę i w życiu nie chcę jej oglądać. Jej pojawienie się w moim otoczeniu kończy się odnowieniem amnezji. Nigdy jej nie dziękowałam, nigdy mi nie pomogła. Jest to wredna i tępa suka.

Dokładnie tak samo wyglądały moje zeznania dla Policji wiele lat temu. Zakatowanie mnie i wywołanie ponownie syndromu sztokholmskiego było czymś, co zniszczyło mi kolejne dziesięć lat i wiele planów życiowych, ale moje zeznania pozostają takie same. Uzupełniłam je tylko i upubliczniam cała sprawę.

I jak zwykle proszę tylko o jedno – odpierdolcie się ode mnie! Nie jesteście ani moimi przyjaciółmi, ani rodziną. Nie chcę was znać!!! Nie po tylu latach cierpienia i samych kłamstw na mój temat i mojej rodziny mam prawo was nie oglądać.

Kokomo

Nigdy nie zaśpiewałam piosenki „Kokomo” użytej w filmie Cocktail dla Romana. Nie powinien się pod to podczepiać, bo nie ma prawa i zbyt mnie boli, że syn schizofrenika, który zabił prawdziwego Ravna, stuprocentowego Norwega, jest na tyle bezczelny, że podszywa się pod mojego męża. Oczywiście rozumiem, że sterują nim przypadkowe wyładowania jonów w mózgu, które produkują te urojenia, ale nie jest to dla mnie wcale przez to łatwiejsze do zniesienia.

Kokomo miało być miejscem, gdzie z Ravnem, blondynem o niebieskich oczach, pojedziemy na miesiąc miodowy. Nie jestem w stanie zaśpiewać tej piosenki od tamtego momentu. Śpiewałam ją, gdy byłam szczęśliwa i zakochana. Nigdy wcześniej, i nigdy później nie byłam tak radosna, jak w tamtym momencie. Bywałam później również zakochana, zawsze w blondynie, ale moje szczęście było zakłócane przez powtarzające się na uczelni ataki schizofreników oraz ich enablerów z fandomu. W końcu mi też te związki zniszczono.

Ani Ravn, ani Bret, czy też John nie byli gangsterami. Oskarżenia o to pochodzą z urojeń Renaty, z którą w ogóle się nie kontaktowałam i nie kontaktuję. Podobnie jak jej kuzyni, czyli Roman i Anna, prawie nic nie rozumie z tego, co się dzieje. Rozmawia się z nimi jak z zombie, więc takie rozmowy nie mają sensu, a znam już ich główne urojenia. I jak to u schizofreników z reguły te urojenia szkodzą innym ludziom. Schizofrenicy nie mają urojeń, które by pomagały innym ludziom. Chcą tylko sobie pomagać i szukają okazji przejęcia różnych majątków z równym poświęceniem jak zombie chcą chcą mózgów. Zawsze uważają, że wszystko, tytuły, pieniądze, zaszczyty czy mieszkania do nich należą. Bo każdy schizofrenik uważa, że powinien urodzić się księciem, czy gwiazdą i spotyka go wielka niesprawiedliwość, bo inni są zdolniejsi i są podziwiani. Schizofrenik nie podziwia, schizofrenik taki jak Renata, niszczy gwiazdy.

Mnie te urojenia bardzo zaszkodziły, bo Renata zaczęła sobie przypisywać autorstwo moich konspektów oraz opublikowanych utworów, czy też pomysłów, którymi się dzieliłam z innymi twórcami. Ale najgorsze były jej działania w mojej sferze prywatnej.

Nigdy jej nie mówiłam o gwałtach, jakie niby miał na mnie popełnić mój tata, czy też pewien pisarz. Jak już wcześniej opisałam, mój tata też Renaty nie poznał. Nie jest ze mną spokrewniona i nie miała żadnych podstaw, aby twierdzić, że jej mówiłam, że mój ukochany to gangster.

Po ślubie mieliśmy przenieść się do Oslo i miałam tam studiować Anglistykę. Nie wiem skąd pomysły, że mój mąż miał mnie niby chcieć wywieść do burdelu w Helsinkach. Owszem, mam kilku znajomych Finów, ale są muzykami, a nie gangsterami. Jedyny gang, jaki znam, to ten stworzony przez schizofreników, którzy otoczyli się pomagierami. Muszę zaznaczyć, że słowo „gang” w tym kontekście pochodzi z książek naukowych i tak opisywane są grupy, którymi dowodzą urojenia schizofreników i które ich bronią, a także wymierzają ofiarom coś, co uważają za „sprawiedliwość”.

Nie mam żadnego „drugiego męża”, a mój jedyny mąż został zabity w czasie konwentu w Warszawie. Nie jestem wdzięczna schizofrenikowi, który uważa, że mnie w ten sposób „ochronił”. W Polsce jestem panną, a w Norwegii wdową, bo nie miałam siły zająć się papierkami w Polsce, zresztą wydawało się to nieważne, co chyba każdy zrozumie. Stałam się wdową o wiele za wcześnie. Tak wcześnie, że znajomi męża bali się, że popełnię samobójstwo. Jest to dokładnie to samo, co spotkało mojego tatę we Francji, który tak samo jak ja został zaszczuty przez ludzi odpowiadających za śmierć drugiej połówki. Uważał się jednak za szczęściarza, bo zakochał się potem drugi raz w życiu i miał zdolne oraz zdrowe psychicznie dzieci. Ja nie miałam jego szczęścia.

I to jest właśnie opowieść o tym, jak to się stało, że nie pojechałam do Kokomo, gdzie miałam z mężem wzorem postaci z filmu jeździć konno po plaży. Wiem też, że już nigdy nie zaśpiewam tej piosenki. Nawet przy Brecie nie byłam w stanie jej zaśpiewać, a czułam się przy nim bezpiecznie.

Każda osoba, która będzie komukolwiek wmawiać, że byłam w Kokomo z Romanem w czasie miesiąca miodowego to prostak i chuj, którego trzeba zgłosić Policji. I strzelić mu płaskacza w ryło.

Nie byłam nigdy w Kokomo.

Mieszkanie

Jak już wcześniej wspomniałam, Ravn (czyli wysoki blondyn Norweg, z którym mnie wiele osób widziało i z którym wzięłam ślub cywilny) przed swoją śmiercią kupił w Warszawie mieszkanie na moje nazwisko. Ravn został zabity w czasie konwentu w Warszawie. Nie towarzyszyłam mu, bo bałam się już atakujących mnie schizofreników, którzy mnie nękają od podstawówki. Mój świeżo poślubiony mąż zginął zabity przez tego samego człowieka, który zabił później Bartosza. Niestety pomimo jego przyznania się do winy (a przyznał się także do pedofilskiego gwałtu na mnie, gdy byłam w podstawówce) niewiele można mu zrobić, bo jest nieleczącym się schizofrenikiem, i prawo karne w Polsce jest w takim przypadku bezradne. Nie karze się ludzi chorych i nie ma w Polsce czegoś takiego jak obserwacja psychiatryczna w więzieniu. Ten morderca nie jest moim ojcem, chociaż lubi się za kogoś takiego podawać. Zaś Barbara nie jest moją matką, to też wariatka.

Działania tego gangu doprowadziły do mojej amnezji. Wykorzystują to do tej pory, aby mnie kontrolować. Doprowadzili do tego, że Roman, chociaż nie jest moim mężem, zaczął dostawać przelewy od rodziców Ravna. Prawnik zajmujący się jego majątkiem i prowadzący sprawy spadkowe został zakrzyczany i przekonany, że konto, które mu się podaje, jest moje. Przelewy miały mi umożliwić zamożne życie do momentu przeprowadzenia prawidłowego postępowania spadkowego. Nie muszę oczywiście dodawać, że nie zobaczyłam z tego ani jednej korony norweskiej, bo Roman zaczął cierpieć na urojenia, że pieniądze pochodzą z jego majątku. Jeżeli Roman mówił coś o Norwegii o swoim norweskim pochodzeniu w czasach podstawówki to dlatego, że zainspirował się postacią mojego ojca, którego dziadek był bardzo ważnym Norwegiem. Roman, jego siostra i kuzynka Renata znają mnie, dlatego że chodziliśmy do jednej szkoły. I jak to robią, schizofrenicy zebrali dokładny wywiad na temat mojej rodizny, zanim ruszyły ich wszystkie urojenia na mój temat. Nie jestem z nimi spokrewniona, a Roman nie jest moim mężem. Nie ma prawa używać ksywki Ravn.

Mieszkanie, które kupił prawdziwy Ravn, stało długo puste. Ja miałam po kolejnych atakach schizofreników – celowo jak myślę – odnawianą amnezję, co wykorzystywało nadal grono z mojej podstawówki. Cały czas przedstawiając się jako moja rodzina, zaczęli wmawiać wszystkim, że chcę, aby się tam wprowadzili i że ze mną o tym rozmawiali. Oczywista bzdura. Zostałam przez fanów z Warszawy postawiona w sytuacji, w której zaczęli mnie zmuszać do wyrażenia zgody, aby się schizofrenicy do tego mieszkania wprowadzili. Bo podobno już się zgodziłam, tylko nie pamiętam. Bardzo mi się nie podoba takie wykorzystywanie człowieka, którego zaszczuli schizofrenicy i który cierpi na amnezję. Całe życie wegetuję, ledwo wiążąc koniec z końcem, a ci schizofrenicy balują na mój koszt.

Zostalam postawiona w sytuacji, kiedy nie mogłam wyrazić sprzeciwu wobec ich chęci wprowadzenia się do mojego mieszkania. Udało mi się tylko wymóc na osobie, która ich tam wpuściła, aby założyła zamki do mojego pokoju oraz do mojej garderoby. Na całe szczęście, o ile mi wiadomo, jeszcze się tam nie włamali.

Po zamordowaniu prawdziwego Ravna wprowadziłam się do tego mieszkania i zamieszkałam z opiekującym się mną przyjacielem z fandomu, Bretem, który po jakimś czasie stał się moim narzeczonym. Zaleceniem psychologa było, abym nie mieszkała sama bo tak bolesnej stracie. Więc gdy Bret musiał wyjeżdzać, wracałam do mamy. Mój kot doskonale znał to mieszkanie i wędrował ze mną w te i we wte.

Roman i jego rodzina zajmują to mieszkanie bezprawnie. Osoby, które im to umożliwiły, muszą pomóc im w wyprowadzce oraz na własny koszt odnowić to mieszkanie. A jest to całkiem spory metraż.

Oczekuję też, że osoby, które czerpały finansową gratyfikację z tej sytuacji, w końcu oddadzą pieniądze, które zostały ukradzione, bo rodzina prawdziwego Ravna chciała mnie wspomagać finansowo, a nie chuja, z którym nie mam nic wspólnego.

Łódź

Zdałam sobie właśnie sprawę, że pośpieszyłam się z głosowaniem na Worldcon w Łodzi. Owszem, takie osoby jak I. ratowały mnie przed zaszczuciem przez gang z mojej podstawówki, ale klub łódzki to także takie osoby jak Andrzej, który od zawsze stoi po stronie moich prześladowców, czyli Barbary, głupiego księdza oraz Renaty, Romana, Anny oraz ich innych wielbicieli z mojej podstawówki.

Według tego, co usłyszałam kiedyś, Andrzej wziął to grono na utrzymanie po tym, gdy udało mi się zatrzymać przelewy dla nich z norweskich kont mojego dawno zmarłego męża. Żaden z numerów kont, jakie podawali, nie należy do mnie ani do nikogo z moich krewnych. Nikt z tego grona nie jest ze mną spokrewniony, ani nie jest moim mężem. Za to bardzo aktywnie rozpowszechniali wszystkie swoje urojenia po całym światowym fandomie i zdobywali coraz to nowych enablerów. Jak już wspomniałam, oprócz życia osobistego i zawodowego zniszczyli mi karierę sportową już w podstawówce. Powtarzali takie ataki i niszczenie mnie regularnie, także gdy miałam szansę po raz ostatni o coś zawalczyć w sporcie przed czterdziestką i byłam wspierana przez psychologa i trenera. Niestety mój powrót do formy wywołuje kolejne fale zaszczucia, którymi kieruje psychoza moich koleżanek i kolegi z podstawówki.

Byłam złośliwie atakowana i utrzymywana była u mnie amnezja po to, aby to grono nadal mogło ciągnąć pieniądze, które do nich nie należą. Roman nigdy nie był moim mężem, a konto które podał nigdy nie było „naszym” czy też moim kontem. Nigdy nie miałam do niego dostępu. Moje protesty były witane rozbawieniem także przed Andrzeja, który dobrze się bawił moją rozpaczą, którą wywołała ta sytuacja. Andrzej nie jest to osoba, z którą chcę współpracować, czy rozmawiać z tego powodu, bo nigdy mi nie pomógł, tylko przyjaźnił się z moimi prześladowcami. Umacniał pozycję schizofrenika, który twierdzi, że jest moim mężem, w fandomie, takze światowym. Gdyby nie jego głupota miałabym piękne życie i byłam bym szczęsliwa, zamiast wegetować.

Zamiast jakiejkowliek kariery byłam torturowa psychicznie i przekonywana przez Barbarę, że mnie zabije, jeśli nie utyję i się utuczę, i że mam zapomnieć o karierze sportowej. Nadal walczę z syndromem sztokholmskim w swoje głowie, tylko dlatego że kurwy z mojej podstawówki były zazdrosne o moje pływanie i o potencjalną – bo miałam takie prozycje – karierę filmową. Mam nadal problemy z powodu terrorystów, którzy mnie postanowili mnie złamać w momencie, gdy pracował ze mną trener i psycholog, abym mogła wrócić do klubu sportowego. Nic moim wyglądzie i zachowaniu nie wskazywało na anoreksję. Schizofrenicy postanowili mnie zaatakować tylko dlatego, że chcieli, żebym źle wyglądała. Dlatego też dostawałam intrukcje, że mam ściąć włosy na zero.

Niestety ofiara syndromu sztokholmskiego jest tak przerażona tym, co robią jej oprawcy, że mniej lub bardziej podporzadkowuuje się i wykonuje instrukcje terrorystów, którzy ją zastraszyli. Nie ma nic wspólnego z prawdziwą psychoterapią.

Bardzo prosze, aby osoby, które w taki sposób „leczyły” pod dyktando schizofreników, się już do mnie nie zbliżały. Pojawienie się tych osób wywołuje u mnie ponowną traumę i olbrzymi stres.

To są osoby, które juz dawno powinny były mieć zarzuty karne, ale nasz system karny jest niedoskonały i nie mogą za mnie zeznawać biegli, poza tym działały na terenie instytucji, która od średniowiecza status eksterytorialny, przez co było utrudnione działanie Policji.

Na razie mogę bronić się w każdy sposób mi dostępny. Ja i moja mam byłyśmy wyzywane bezmyślnie i nieprawdziwie od kurew. Prawo pozwala mi na zastosowanie dokładnie takiej samej formy agresji, jaką wobec mnie zastosowano. A zatem te osoby już zawsze będą dla mnie kurwami. I nie będę nażadnej imprezie w fandomie, gdzie swobodnie działają niszczące mi życie „kurwy” – czyliBarbara, Renata, Anna czy Krystyna. Nie interesuje mnie też towarzystwo „ganstera” i „alfonsa” Romana z jego kolegami z gangu.

Przy czym tak się składa, że psycholodzy i kryminolodzy dokładnie wiedzą, że schizofrenicy tworzą wokół siebie gangi popierajacych ich i wspierajacych ich ludzi. Zmawiają się razem przeciwko ofiarom schizofreników. Jestem ofiarą takich gangów od dzieciństwa. Więc jeśli ktoś jest tutaj gangsterem to Roman i jego „kurwy”. Wielokrotnie słyszałam od nich oferty, że będę mnie jako prostytutkę kontaktować z klientami i czerpać z tego zyski. Bo należę do „niższej rasy”, więc mam ich wszystkich obsługiwać i zarabiać w ten sposób. Bo jako „niższa rasa” podobno jestem kimś głupim, głupszym podobno od tych osób z tego grona, które trafiły do szkoły specjalnej. Zupełnie niepotrzebnie w ten sposób leczyli kompleksy. Zgłaszałam to Policji.

Proszę to traktować poważnie. Wiem, że miałam do czynienia ze schizofrenikami, ale większość świata przestępczego to schizofrenicy i popełniają nagroźniejsze zbrodnie. W tym gronie znajdują się też schizofreniczki – czyli osoby podobne do Anny i Renaty – które bardzo często zajmują się płatnym seksem. Gdyby nie pieniądze, które nielegalnie dostawały, a które umożliwiły im udawanie kogoś z wyższych sfer, pewnie by wylądowały na Pigalaku, bo by cały czas im nie wystarczało.

Mają opuścić moje mieszkanie. Prawdziwy Ravn po ślubie cywilnym, a chwilę przed swoją śmiercią, kupił je na moje nazwisko. Nie wykorzystujcie schizofrenii Romana, aby niszczyć mi życie do reszty. Nigdy nie zgodziłam się, aby tam zameldować kogokolwiek, zresztą potrzebny jest do tego właściciel mieszkania, więc za moimi plecami nie mogliście tego zrobić. A zatem proszę, spakujcie te schizofreniczne bezczelne „kurwy” i wyrzućcie je na zbity ryj. Nikt z nich nie jest moją rodziną.

Nikt z mojej rodziny ani nie był gangsterem, ani nie zajmował sie prostytucją. Chociaż z ust wielu polskich polskich fanów, szczególnie Krystyny, jak myślę nadal zakochanej w schizofreniku, często padały takie oskarżenia. Zostałam zakatowana praktycznie przez wszystkich.

Więc nie dziwcie się, że moi przyjaciele odrzucili kandydaturę Polski jako organizatora światowego konwentu. Nasz kraj to miejsce na tyle niebezpieczne, że nikt nie chce Worldconu w Polsce. Bret i nni zostali też brutalnie zaatakowani przez gang z mojej podstawówki i sterroryzowani. A to są bardzo ważni ludzie w fandomie światowym i nie tak się rozmawia, i nie tak wyjaśnia nieporozumienia.

Popchnięcia Johna do samobójczej śmierci też nikt nie wybaczy.

„Oddaj pieniądze”

Od czasów podstawówki prześladują mnie ludzie, którzy wzięli urojenia Renaty za prawdę. Nie ma żadnego pokrewieństwa pomiędzy mną, a Renatą. Nie przeszkadzało to jej jednak twierdzić już w dzieciństwie, że jest moją siostrą cioteczną i że wie o mnie „wszystko”. Słyszałam wtedy też rządania zwrócenia jej jakiś pieniędzy, które podobno moja rodzina jej ukradła, przez co ma podobno żyć w biedzie.

Prawda jest taka, że żyła w biedzie, ponieważ pochodziła z rodziny nieleczących się schizofreników i oprócz tego, że choroba coraz bardziej niszczyła jej mózg (schizofrenia to choroba degenetywna), to była po prostu tępa bez jakichkolwiek osiągnięć w podstawówce.

Moi rodzice radzili sobie dobrze, bo byli wykształceni – moja mama była bardzo dobrym lekarzem, a tata z wykształcenia ekonomistą. W Polsce zaczął pracować w milicji, a potem w MSW. Żylismy z ich zarobków. Moja mama miała także prywatnych pacjentów, a mój tata dobrabiał konwersacjami z francuskiego. Byliśmy więc zamożni, co wywołała schizofreniczną zawiść Renaty, a także urojenia Romana na mój temat, który zawsze żył na mój koszt. Głupota warszawskiego fandomu i Kościoła mu to umożliwiła w końcu, bo podał swoje konto jako moje i zaczął dostawać przelewy z majatku prawdziwego Ravna, czyli mojego zmarłego męża. Nic nie poradzę na to, że Roman nie jest Norwegiem i nie jest Ravnem. Bardzo proszę, aby klub przestał go tak nazywać.

Skargi schizofreniczki Renaty spowodowały, że moja katechetka nasłała na mnie swoich znajomych – głupiego księdza oraz zdemoralizowanego imbecyla (jak najbardziej formalna diagnoza, bo był w szkole specjalnej) Ryszarda. Dołączyła do nich Barbara, jedna z najgłupszych osób, jakie spotkałam.

Ta trójka mnie torturowała w szkole fizycznie – byłam duszona i straszono mnie wydłubaniem mi oczu – a także psychicznie. Próbowano mnie przekonać, że urojenia dzieci z mojej podstawówki są prawdą. O mało wtedy nie umarłam, bo już byłam gotwa popełnić samobójstwo. Zgodnie z życzeniem prześladowców utyłam (bo mi wmówiono, że tylko wtedy przeżyję) i rzuciłam sport. Doprowadzono też do mojej amnezji a także wywołano syndrom sztokholmski, bo chciano mnie zmusić, abym potwierdzała słowa wariatów. Podobne działania tego gangu Renaty i Romana powtarzały się w fandomie przez całe moje życie. Zostałam także przez nich zniszczona także w moim obecnym miejscu pracy. Jak zwykle do torturujących mnie osób dołączył ojciec Romana, czyli pedofil i gwałciciel. Jest także mordercą, ale z powodu choroby psychicznej, która znosi dopowiedzialność karną, nie można mu nic zrobić.

Nie życzę sobie, aby ten człowiek nazywał mnie „córką”. Podobnie nie pozwalam Barbarze mnie nazywać w ten sposób. Ani on, ani ona nie są moimi rodzicami. Nikt z nich mnie nie „ochrzcił”, więc nie mogą być moimi rodzicami chrzestnymi. Potwierdzenie mojej apostazji jest na blogu, więc widać, że zostałam ochrzczona jako niemowlę i oni nie mieli z tym nic wspólnego. Chrzest odbył się w Warszawie. Ludzie pomagający Romanowi i Renacie zniszczyli mi całe życie i czerpali zyski z tego, że pomagali tym schizofrenikom mnie zaszczuć.

To nie jest prawda, że pieniądze, które przychodziły na konto Romana pochodzą z jego majątku. Ludzie zarządzający majątkiem, jaki został po śmierci Ravna, byli przekonani, że to moje konto. Gdyby to rzeczywiście były pieniądze Romana, to mój protest nie zablokowałby przelewów. Tym bardziej, że nie jesteśmy małżeństwem i nie mam nic wspólnego z jego finansami. Chociaż zmowa przeciwko mnie sprawiła, że znalazłam się całkowicie nielegalnie pod jego kontrolą, bo podawał się za męża i przedstawiał jako Ravn. Nie jest Ravnem. Jego działania są całkowicie przezroczysta dla psychoterapeutów, bo psychoterapeuci wiedzą, jak funkcjonują nieleczący się schizofrenicy i że tacy ludzie dążą do kontrolowania swoich ofiar. Nie jestem postacią, jaką opisuje Roman pod wpływem swojej psychozy, chociaż wiele osób uważa jego urojenia za prawdę.

Wymienieni przeze mnie ludzie zniszczyli mi całe życie w każdym jego aspekcie, wcale mnie nie uratowali, są moimi prześladowcami, którzy cały czas mnie zastraszali i doprowadzali do kolejnych epizodów amnezji i syndromu sztokholmskiego. Ostatnia taka akcja ukradła mi kluczowe dziesięć z życia, kiedy mogłam po raz pierwszy zostać matką i ułożyć sobie życie. Nie ukradłam nikomu pieniedzy, oskarżenia o to co fałszywe. Roman też mi nie dawał żadnych pieniędzy, bo uzależnił to od potwierdzenia swoich urojeń. Zresztą zgodnie z jego życzeniem miałam miałam dostawać pieniądze, marne ochłapy, za służbę u niego i Renaty – co nie dziwi, bo schizofrenicy chcą z reguły podporządkować sobie swoje ofiary i przerobić je na swoich niewolników – ale nie dam się zdeklasować. Nie z moim pochodzeniem i wykształceniem. Rabiaram i tak więcej niż mi oferował.

Mam nadzieję tych ludzi już nigdy nie oglądać, bo reaguję odnowieniem traumy i problemami z pamięcią na sam ich widok. To są moje pieniądze i przelewy zostały prawidłowo i zgodnie z prawem zablokowane.

Mieszkanie po Ravnie

Przed swoją śmiercią Ravn kupił dla nas mieszkanie w Warszawie. Jak już wcześniej wspomniałam zginął z rąk wariata po ślubie cywilnym w Ambasadzie i przed ślubem oficjalnym kościelnym, który miał być wielką imprezą, także relacjanowaną w mediach. Mój zmarły mąż był równie bogaty jak Piotr, zarobki miał nie tylko z muzyki.

Ataki schizofreników po śmierci mojego męża spowodowały moją amnezję i nie mogłam wejść w posiadanie spadku. Niestety od czasów podstawówki prześladujący mnie schizofrenicy wmówili licznym osobom z fandomu, że są moją rodziną i że tylko oni mnie znają. Nie wiem, jak to się stało, że bez żadnych dokumentów prawnych zostali uznani za osoby, które sprawują nade mną pieczę i które mają prawo do zarządzają moim majątkiem. A paluchy schizofreników zaczęły się wyciągać też w stronę mieszkania, które odziedziczyłam po mamie. Jak rozumiem, schizofrenicy doprowadzili do zmowy środowiska przeciwko mnie.

Z całą pewnością Roman nie jest moim „drugim mężem” i nie miał prawa mnie reprezentować. Ale jakoś udało mu się do mojego mieszkania wprowadzić wraz ze swoją siostrą i kuzynką. To jest trójka schizofreników, z którymi nie mam nic wspólnego. W polskich dokumentach jestem panną, chociaż bardzo chętnie uporządkuję sprawy, bo w Ambasadzie przyjęłam norweskie nazwisko męża i zmieniłam imię na Gosia, żeby nie było problemów z polską pisownią i dziwnią wymową imienia Małgorzata. W Norwegii jestem wdową i inaczej się nazywam. Norweska część mojej rodziny ma odpowiednie dokumenty i już dawno chciałam to uporządkować. Nie tylko po pradziadku jestem Norweżką. Mam dosyć wmawiania mi przed dewiantów z warszawskiego fandomu, że nie jestem osobą, o której wszyscy mówią.

Z tego, co wiem, w mieszkaniu, które kupił Ravn, jest mój pokój z moimi rzeczami, które zostały z czasów kiedy mieszkałam tam z Bretem. Bret bał się, że jako bardzo młoda panna młoda po śmierci męża popełnię samobójstwo, więc postanowił mnie pilnować. Wprowadził się razem ze mną do tego mieszkania i kazał traktować siebie, jak mebel i się nim nie przejmować. Po prostu był na wyposażeniu mieszkania. Nigdy nie mieszkałam tam z Romanem, ale zawsze miałam jakiegoś opiekuna. Wracałam do mamy, gdy moi przyjaciele musieli podróżować. Miałam nakaz mieszkania z kimś. Chociaż to nie żałoba była problemem, ale ataki schizofreników, którzy mnie chcieli popchnąć do samobójstwa.

Z powodu zmowy środowiska – nie było żadnych formalnych dokumentów, które by dowodziły, że są moimi opiekunami – moje mieszkanie pieniądze zostały przekazane schizofrenikom, z którymi nie jestem spokrewniona. Niestety jak Alan z serialu „Dwóch i pół” cierpią na urojenia, że są kimś innym. Alan jest niezdiagnozowanym schizofrenikiem, który po śmierci brata zaczyna opowiadać, że nazywa się Charlie i zaczyna zachowywać się jak zmarły brat. Jest to bardzo uciązliwe dla ofiary, ale schizofrenicy bardzą lubią wcielać w osoby, którym zazdroszczą. Renata nie była mała pływaczką, a Roman nie był gitarzystą basowym. Anna też nie jest wokalistką. Żadna z tych osób nie jest skrzywdzoną gwiazdą. Mam ich szczerze dosyć.

Roman nie jest spokrewniony z norweskimi biznesmenami. Ciągnie kasę po Ravnie, bo udaje mojego męża i opiekuna, cierpi także na urojenia, że jest Ravnem i ma armię szczodrze opłacanych enablerów przy sobie, które wierzą w jego wersję i mnie zaszczuwają.

Ale oczywiście, nie po to schizofrenik kradnie, aby się dzielić ze swoją ofiarą. Jestem traktowana jak Kopciuszek – schizofrenicy nie tylko przejęli większość tego, co posiadam, ale też wyobrażają sobie, że mają prawo mnie traktować jak swoją służącą. Domagają się, abym ich obsługiwała za prawo dostępu do moich rzeczy w mieszkaniu, które dla mnie kupił prawdziwy Ravn. Wiem, że, zostało kupione na moje nazwisko i jest utrzymywane z majątku Ravna.

Roman nie jest norweskim księciem i nie jest spokrewniony z żadnym norweskim biznesmenem. Nie jest odpowiednikiem Piotra. Nie jest Ravnem. Bredził o Norwegii od czasów podstawówki tylko dlatego, że zainspirował się historią mojej rodziny i moim arystokratycznym norweskim pradziadkiem.

A jeśli Roman rzeczywiście jako mój „opiekun” chce przelać mi pieniądze, które do mnie należą jako spadek po mężu, to podaję po raz kolejny swój numer konta: 87103000190109851613870012 Nigdy nie dostałam żadnego przelewu. Obecnie też mam bardzo pesymistyczny pogląd na ewentualny przelew. Jak do tej pory zawsze wszystko było uzależnione od tego, czy potwierdzę urojenia Romana. Oczywiście, że nie potwierdzałam, więc byłam karana odcięciem od moich pieniędzy. Niestety za to odpowiada warszawski fandom, który bez konfrontacji ze mną czy moimi prawdziwymi krewnymi wyznaczył schizofrenika Romana na mojego „męża” oraz opiekuna.

Schizofrenicy mają opuścić moje mieszkanie, które przejęli podstępem, tylko dlatego że podtrzymywali moją amnezję i mnie zaszczuli wraz z warsawskim fandomem. Roman ma stanąć przed sądem cywilnym i oddać mi, co jeszcze z zagrabionych pieniędzy zostało.

Nie dziwcie się, że moi przyjaciele ze Stanów nigdy nie klepną Worldconu dla Warszawy, a prawnik Ravna już dawno uciął schizofrenikom przelewy.

Amnezja

Dla psychoterapeuty jest oczywistym, że należy ludzi wyciągać z amnezji. Jeśli się czegoś nie robi, to wygląda to tak, jakbyśmy pozwolili, że człowiek ze złamaną nogą nie dostaje żadnej pomocy. Noga i tak się jakoś zrośnie, często krzywo i z wytworzeniem fałszywego stawu, więc człowiek jakoś funkcjonuje, ale nie jest to leczenie i nie wolno na to pozwalać. Podobnie jest z ludzką psychiką, chociaż tego nie widać. Rany psychiczne są cięższe i trudniej się goją niż fizyczne.

Amnezja z powodów psychicznych jest czymś, z czym należy walczyć i nie wolno dopuścić, aby taką osobę z problemami z pamięcią zaczęli kontrolować schizofrenicy, z których powodu nastąpiła amnezja. A z reguły schizofrenicy dążą do sprawowania kontroli nad swoją ofiarą. Schizofrenicy torturują swoją ofiarę, bo chcą doprowadzić do tego, aby przyznała, że ich urojenia są prawdą. Psychoterapeuci wiedzą, że takie tortury prowadzą do wytworzenia fałszywej osobowości, bo ofiara schizofrenicznych urojeń zaczyna przypominać Patricię Hearst, ofiarę terroru oraz tortur psychicznych i fizycznych, która zaczyna sama cierpieć na urojenia, które współdzieli ze swoimi porywaczami. Syndrom sztokholmski, na który cierpiała Patricia Hearst, ma kilka głównych cech – amnezja, fałszywe wspomnienia, które które wmówili jej porywacze, a także nieprawdziwe przekonania. Terror doprowadził do tego, że przestała kontrolować swoje zachowanie, więc jak to opisywała później, była pasażerem w swoim ciele i tylko obserwowała, jak posłusznie strzela w czasie napadów i wykonuje inne instrukcje swoich porywaczy. Jestem po stronie panny Hearst i wierzę w jej relację, bo całkowicie nieprawdopodobne dla mnie jest, aby dziedziczka fortuny sama z siebie wybrała los terrorystki, po porwaniu z domu. Osoby potraktowane analogicznie do tego, jak ona była potraktowana, mogą przestać się kontrolować i zgodnie z poleceniem terrorysty, który ją zastraszył wejść pod tramwaj lub się powiesić.

Psycholodzy wiedzą, że nawet bez fizycznych tortur i gwałtu schizofrenik może kontrolować swoją ofiarę za pomocą silnych sugestii. Nie należy więc ofiary urojeń schizofrenika zostawiać pod jego „opieką”. Patricia Hearst odwołała wszystkie zarzuty wobec ojca, a rodzina bardzo jej pomogła w wyjściu z syndromu sztokholmskiego. Niestety wyleczenie zajmuje wiele lat, czasem nawet kilkanaście.

Schizofrenik, który prześladuje swoją ofiarę, wpada na jej trop jeszcze w szkole. Doznaje wtedy takich silnych urojeń, że jeżeli natychmiast nie zacznie się leczyć, nęka swoją swoją ofiarę aż do jej śmierci. Takie nękanie i prześladowanie ma swoje kolejne etapy. Najpierw zaszczuwa ofiarę w środowisku, gdzie ją pierwszy raz spotkał. Przy okazji gromadzi przy sobie swój pierwszy gang, czyli ludzi szczerze wierzących w jego urojenia i nękających razem ze schizofrenikiem ofiarę urojeń. To jest właśnie bullying, który powinien być przez nauczycieli zdecydowanie ukrócony. Jeżeli widzieliście w prasie opisy bullyingu czy cyberbullyingu, który kończył się samobójstwem ofiary, bo była wyzywana i nękana jako „kurwa”, to właśnie jest typowa ofiara schizofrenika, który poszczuł na nią środowisko, w którym ją znalazł.

Jeśli ofiara przeżyje nękanie w szkole, to schizofrenik biegnie za nią w każde inne środowisko, w którym ofiara zaczyna działać po szkole i tam ją zaszczuwa. Moi rodzice po tym, gdy skończyłam podstawówkę, byli przekonani, że moje piekło z brutalnymi kolegami i koleżankami się skończyło. Niestety schizofrenicy i ich pomagierzy zaczęli mnie nękać też przychodząc do budynku Reytana i wmawiając mi, że tam się nie uczę. Niestety wśród nękających mnie osób, jest ktoś, kogo podręczniki nazywają „zakochanym schizofrenikiem”. Jest to schizofrenik, który cierpi na urojenia, że jest chłopakiem lub mężem swojej ofiary. Nie mam nic wspólnego z tym człowiekiem, nie miał prawa nigdzie mnie reprezentować, ani na moje konto brać jakichkolwiek pieniędzy. Tym bardziej, że nigdy nie miał zamiaru się dzielić, bo przecież „odbierał” to, co według jego urojeń jemu się „należy”. Przerażające jest, że taki schizofrenik też szczuje całe środowisko na swoją ofiarę, oskarżając o chorobę psychiczną, więc ludzie ją zaszczuwają przekonani, że jej pomagają.

Gang schizofreników działa według stałych schematów. Bardzo szybko dopada rodzinę swojej ofiary i ją skłóca z najbliższymi. Moja matka też była ofiarą opowieści Renaty, Romana oraz Anny. Ryszard też bardzo długo podawał się za mojego „przyjaciela” i rozmawiał z nią za moimi plecami. Rzeczy, które robiła moja mama pod ich wpływem już na zawsze zepsuły nasze relacje.

Ofiara schizofreników jest coraz bardziej izolowana i jednocześnie też obrażona na osoby, które schizofrenikom pomagają. Jeśli do tego do tego dojdzie amnezja to jest to wyrok śmierci na osobę, którą schizofrenicy zaszczuwają, bo ich ofiara nie może się bronić skutecznie. Bardzo często nawet nie wie, kim są ludzie ją prześladujacy, ani skąd się biorą ich oskarżenia.

Po rodzinie i innych środowiskach schizofrenik napada na swoją ofiarę w jej pracy. Jeśli ma życzliwość jej współpracowników i szefa, to doprowadza do jej śmierci, bo tak intensywnie może ją „leczyć”. Oczywiście ofiara zaprzecza jego urojeniom, więc schizofrenik zaczyna dążyć do jej śmierci. Może sam zabić, ale woli często doprowadzić do samobójstwa ofiar jego urojeń. To spotkało jedną z moich przyjaciółek, na którą schizofrenicy zwalili to, co sami robili w fandomie, bo schizofrenicy zawsze oskarżają niewinne osoby o to, co robią, a przypisują sobie fałszywie rzeczy, za które można podziwiać.

Moja przyjaciółka została zaszczuta przez gang schizofreników z wynikiem śmiertelnym. Psychoterapeuci wiedzą, że ataki schizofreników prowadzą do takiej destabilizacji psychiki, że ofiara zaszczucia sama już zaczyna myśleć, że jest chora psychicznie. Psycholodzy wiedzą, że ofiara zaszczucia musi być traktowana z szacunkiem jako osoba zdrowa, ale skrzywdzona. Wsadzenie ofiary schizofreników do szpitala psychiatrycznego i wmawianie jej, że to sama jest problemem, bo to ona jest chora psychicznie, prowadzi wprost do samobójstwa niewinnego człowieka. Psychiatrzy mają problemy z diagnostyką w takich przypadkach, bo psycholog kliniczny jest odsuwany od diagnostyki, co jest niezgodne ze sztuką (a przynajmniej tak jest w podręcznikach psychologii klinicznej).

Schizofrenicy z mojej podstawówki zaszczuwają mnie przez całe życie. Ani nie są moimi przyjaciółmi, ani nie są krewnymi, nie mam też męża, nie jestem tym bardziej „chorą psychicznie żoną Romana”.

Avangarda i Andrzej stanęli po złej stronie w tym sporze. Klub nie miał prawa „się mną opiekować” i nielegalnie ubezwłasnowolnić po śmierci Ravna. Roman nie jest Ravnem i nie ma prawa do pieniedzy po nim. Moje próby wyjaśnienia sytuacji wywołały tylko kolejne bestialskie ataki gangu schizofreników oraz ich nowych wielbicieli z mojej pracy. Nie dziwcie się więc, że nigdy nie poprę marzeń Avangardy o zostaniu ważnym międzynarodowym klubem. To już zawsze będzie bardzo prowincjonalny klubik, którym rządzą schizofrenicy, doprowadzając dokładnie do takiej samej sytuacji jak we Francji.

W pewnym momencie w Stanach ja ucięłam marzenia Francuzów o Worldconie, bo przed wylotem moja mama przypomniała mi, że mam na francuskich schizofreników uważać i co spotkało naszą rodzinę we Francji. Naprawdę mój tata bał się wrócić do Francji, bo realnie groziło, że schizofrenicy zabiją też jego drugą żonę i dzieci. Nikt nie traktował poważnie jego próśb o leczenie groźnych schizofrneików, którzy mordowali w czasie konwentów.

Avangarda nie jest „moim klubem” i nigdy tego nie ukrywałam przed swoimi znajomymi. Nie byłam na światowym forum fandomu, na którym Tommy uciął marzenia Avangardy o Worldconie. Zrobił to, kierując się własnym wkurwem, dokładnie tak samo jak ja lata wcześniej w Stanach. Klub, który pozwala, aby ktoś taki jak ja był bity w czasie konwentów, miał problem z dotarciem na własną prelekcję, lub był wyrzucany z konwentu, nie zasługuje na Worldcon. Mamy też osoby zabite w caszie konwentu. Warszawa więc jest traktowana tak samo jak Francja.

Wielokrotnie składałam skargi na zachowanie różnych idiotów w czasie konwentów Avangardy. Odpowiedzią było zaszczuwanie mnie w pracy przez schizofreników i tępienie.

Nie dziwcie się więc, że mój głos, tak samo jak Tommy’ego, jest nadal przeciwko Warszawie. Ja ze swojej strony mogę tylko cichutko zasugerować Łódź, bo działa w nim zaprzyjażniony klub, który w odróżnieniu od Warszawy zawsze prawidłowo reagował na skargi.