Nieprawdą jest, że kiedykolwiek przeniosłam się na uczelnię katolicką. Jest to ostania rzecz, jaką bym zrobiła. Można wręcz powiedzieć, że życie bym oddała, aby walczyć o moje prawo niestudiowania na jakiejś katolickiej uczelni. Są osoby, które mnie dobrze od tej strony znają.
Więc skąd się wzięło przekonanie wariatki Barbary, że studiowałam na po katolicku? A mianowicie z jej krańcowej głupoty i opowieści schizofrenika Romana. Jedną z rzeczy, którą się zajmowałam w czasie studiowania psychologii, była psychologia religii, czyli jacy ludzie i dlaczego zajmują się wyznawaniem jakichkolwiek religii. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z katolicką pseudonauką, tylko było oparte na badaniach naukowych, ktore odrzucają gusła i zabobony. Takie ujęcie jest krańcowo ateistyczne. Zajęcia z tego przedmiotu polecił mi profesor, który kazał mi brać zajęcia z dwóch lat na raz, bo jego zdaniem bym się nudziła i rzuciła studia zupełnie. Nie miałam najmniejszych problemów z takim trybem studiowania.
Przedmiot bardzo mi odpowiadał. Poznałam w czasie studiów też prawdę o tym, jak falsyfikowane są cuda i jak bardzo niewiarygodni są katolicki księża. Dzięki temu też uważam Kościół za specyficzną organizację przestępczą. Wszystkie inne instytucje działające w państwie coś produkują lub świadczą usługi dla ludności. Kościół podobnie jak organizcje przestępcze czerpie zyski, nic nie wrzucając do wspólnej gospodarki. Ludzie Kościoła żądają dla siebie pieniędzy i chcą, aby to im świadczyć usługi. Dostają pieniądze dzięki temu, że od wszyscy wierni są dziecka indoktrynowani i zastraszani, żeby nie myśleli nawet o tym, że dadzą radę cokowliek zrobić bez Kościoła. Niewielkim dzieciom są wpychane do głowy nie tylko celowo zmyślone opowieści, ale też cynicznie wywoływany syndrom sztokholmski, bo są torturowane psychicznie i fizycznie. Podobnie potraktowano mnie w podstawówce, bo przemocowo chciano osiągnąć moje „nawrócenie” i potwierdzenie słów wariatów.
Nie należy wierzyć nikomu z Kościoła. Nawet jeśli uważają się za uczciwych to cierpią na zaburzenia psychiczne i seksualne. I nie wszystko musi być genetyczną chorobą. Sam styl wychowania katolickiego wystarczy, aby wyprodukować ludzi zdemoralizowanych (czyli doprowadzających do samosądów i linczów, bo nie szanują instytucji prawa), którzy uważają, że nakazy religii to „prawo” i powinno obowiązywać wszystkich.
Przeczytałam także w czasie studiów podręczniki o sektach i nie mam najmniejszej wątpliwości, że organizacje takie jak Oaza czy Opus Dei to sekty. Powiedzmy sobie szczerze, księża i zakonnice celowo rezygnują z prowadzenia życia, jakie dla psychologów jest oznaką zdrowia psychicznego, bo jest zgodne z ludzkimi instynktami i potrzebami. Księża, którzy zajmują się wychowaniem dzieci czy ludzi dorosłych, nie są przygotowani do bycia psychologami czy pedagogami. Uważają swoje poglądy za prawidłowe i czują potrzebę narzucania ich innym, chociaż wynikają z ich zaburzeń psychologicznych i seksualnych. Z reguły im ktoś głupszy, tym bardziej jest religijny. Dlatego też niszczą psychikę powierzonych im dzieci, wychowując ich na ludzi sobie podobnych i dbając o replikowanie kadr. Ja byłam przemocą wychowywana w ten sposób, oczywiście wbrew woli moich rodziców, bo postanowiono zadbać o „przetrwanie Kościoła, któremu brakuje nowych powołań”. Wychowano w ten sposób tak zajadłego wroga Kościoła Rzymsko-Katolickiego, jak najbardziej wredny blackmetalowiec. Ravn nie przypadkiem stał się moją miłością i jeszcze przed poznaniem go potrafiłam growlować.
Znam mechanizmy, według których działają sekty. Z reguły gury sekty jest schizofrenikiem, jak wielu katolickich „świętych”. Wyznacza sobie własne zasady, które mają obowiązywać jego wyznawców. Mówi, kto z kim ma się pobrać i kontroluje życie seksualne swojej grupy. Bardzo często członkowie seksty zmuszani są do prostytucji. Bo mają zarabiać na potrzeby sekty. Psychoterapeuta wie, że schizofrenik niszczy umysł swojej ofiary, bo atakuje jej prawdziwe wspomnienia, wmawiając jej, że są urojeniami. Z drugiej strony ofiara schizofrenicznych urojeń przechodzi pranie móżgu, bo schizofrenik chce, aby potwierdziła jego urojenia. Brak potwierdzenia wywołuje wściekłość schizofrenika, który dąży do zabicia ofiara.
Z punktu widzenia psychologii społecznej opis wygląda trochę inaczej – sekta pierze umysły swoich członków, którzy mają bez wahania wykonywać polecenia swojego guru. Majątki członków sekty są przejmowane przez wspomnianego guru i jego rodzinę i tylko oni mają prawo żyć dostatnio. Reszta ma przyjmować obowiązki wyznaczone przez guru.
Nigdy nie powiedziałam, że chcę należeć da którejkolwiek z tych katolickich sekt, ale zostałam przez guru rodzinnej sekty Renaty zgłoszona do Opus Dei wbrew mojej woli, tylko na podstawie jej urojeń oraz sfałszowanego listu. Nikt z tych ludzi nie jest moim krewnym. Nie jestem katoliczką. Także od lat formalnie.
Wszystko, co dzieje się dalej, również jest zgodne z podręcznikiem opisującym sekty. Z sekty się nie odchodzi. Nie wolno się sprzeciwiać guru. Z sekty odchodzi się tylko przez śmierć, bo sekta zaszczuwa z wynikiem śmiertelnym nieposłusznych członków sekty za próbę odejścia. Członkowie, którzy zostali w sekcie, kłamią w żywe oczy na temat człowieka, który chce odejść. Atakują go też w pracy. Bardzo często zmuszają do popełnienia samobójstwa.
Ataki katolickiej sekty znisczyły mi całe życie, ale się nie poddałam, chociaż kłamstwa Renaty odsunęły ode mnie wszystkich moich przyjaciół. Do tej pory walczę z efektami prania mózgu i próbami schizofrenika Romana doprowadzenia mnie do śmierci samobójczej. Na całe szczęście udało się go przekonać, że nie dziedziczy po mojej śmierci. Chociaż mało razy o mało co nie popełniłam samobójstwa w wyniku jego prób doprowadzenia do tego, abym potwierdziła jego słowa i pozwoliła na dostęp do mojego rachunku.
Jedne, co mogę powiedzieć, to pierdol się sekto!!! A także pierdol się katolicki kościele, bo z mojego punktu wiedzenia jesteś niczym innym jak federacją sekt. Bo do tego prowadzi kult „świętych”, nazywanych przez świat nauki schizofrenikami, a Kościół nie uznaje chorób psychicznych za realnie istniejące, wierzą tylko w opętania i istnienie wybrańców, którzy słyszą głos Boga. Większość ludzi wypiera wszystko na ten temat z lekcji religii, ale mnie prześladuje nawiedzony ksiądz od tak dawna, że miałam okazję kilka razy u niego zweryfikować prawdziwość tego stwierdzenia. Nawet ludzie lubiani w fandomie, zajmujący wysokie stanowiska w Kościele, mówili mi, że prywatnie uznają istnienie chorób psychicznych, ale zawodowo zawsze poprą Katechizm Kościoła Rzymsko-Katolickiego.
Tak więc, ten tego – spierdalajcie do Rzymu w podskokach, pretty please!!!