Archiwum miesiąca: maj 2026

Oczy

Tępe schizofreniczki z mojej podstawówki, czyli Anna i Renata, lubią oskarżać mnie o chorobę psychiczną, ale fakty są zupełnie inne. Jestem tylko straumatyzowana przez te pizdy oraz ich pomagierów, którzy mają ambicje przekonać mnie, że urojenia Romana (czyli jeszcze jednej osoby z mojej podstawówki) s ą prawdą. Wśród ich enablerów znajdują się psycholodzy oraz psychiatrzy. Jest to skandal. W życiu nikt się nie spodziewał aż takiego braku profesjonalizmu. Prawdziwy psycholog kliniczny od razu powinien być podejrzliwy wobec osób, które same niezaczepiane szczują otoczenie na swoje ofiary i nigdy by nie nachodził niewinnych ofiar schizofreników w pracy. To samo dotyczy lekarzy, którzy już na studiach dowiadują się, że psychiatrzy są bardzo często atakowani przez schizofreników, którzy szczują ich na ofiary swoich urojeń.

Niestety matka Michała dała się urobić przez wariatów i imbecyli z mojej podstawówki i jeszcze gdy byłam dzieckiem zaczęła temu niebezpiecznemu gangowi przychylać nieba i pomagać. Była to wyjątkowo durna kobieta, która dopiero kilka dni przed śmiercią dowiedziała się, że ambicje całego jej życia, aby „pomóc” swojej niedoszłej synowej, były całkowicie źle skierowane. Była to kobieta głupia, na sposób który psycholodzy określają psychopatią. W tym przypadku chodziło o to, że nie potrafiła (co jest zresztą przypadłością także jej syna) połapać się w emocjach łudzi, czy odczuwać wobec nich empatię. Tacy ludzie z łatwością też lakceważą prośby innych o to, żeby zostawić ich w spokoju, tylko z uporem wykonują swoje plany. Łatwo się uzależniają od schizofreników, którzy obiecują im, że potrafią wyjaśnić wszystko. Była więc bezbronną ofiarą schizofreników i przepłakała ostatnie dni życia, gdy okazało się, że zniszczyła mnie do reszty pomagając Romanowi. Umożliwiła mu też zakatowanie kilku zwierząt. Z czego też dała sobie sprawę lata temu. gdy umierała w ostanim stadium raka.

Wszystko, co mówią o mnie schizofrenicy, jest nieprawdą. Nie są moimi krewnymi, nie są moimi przyjaciółmi, czy rodziną. Nic o mnie wiedzą, więc niezgodność mojej prawdziwej biografii z urojeniami nie jest dowodem na moją „schizofrenię”. Nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, której trzeba „przypomnieć”, że ma męża. Taka pipy jak panna K., która miała pecha zakochać się w nim po uszy, naprawdę powinny zamknąć ryja, bo nie są starymi pannami, dlatego że nie dałam Romanowi „rozwodu”. Nie mogłam mu dać rozwodu, bo nigdy nie byliśmy małżeństwem. Przy czym zabawnym elementem jest to, że Renata od podstawówki kocha się w Romanie i jeśli gdzieś gdzieś są jakieś „szwagierki: to jest to właśnie Renata i Anna.

Renata nie jest była Piotra, a Anna nigdy nie była z Bretem. Renata nie jest moją kuzynką. Anna nie jest moją szwagierką. Nie chodzą za żadną z nich z nożem. Nie twierdzę, że moje oczy zmieniły kolor, ale owszem wiem, że z wiekiem ludziom kolor oczu potrafi się zmienić, szczególnie jeśli chodzi o bardzo małe dzieci. Ja sama mam piwne oczy, które mogą wydawać się – szczególnie na czarno-białych zdjęciach – czarne, a w innych przypadkach uchodzić za brązowe. Ale tak naprawdę mają kolor, który po angielsku określa się jako „hazel”. Przy czym dla wielu osób, których pierwszym językiem nie jest polski oczy tego typu są odmianą oczu koloru zielonego, bo zawierają w sobie sporo zieleni oprócz brązowego środka. Takie oczy mam od dziecka, nie zmieniły koloru.

Dużo także zależy od oświetlenia. W łazienkowym lustrze widzę oczy typowo piwne (czy też „hazel”) – czyli zielone z brązowym środkiem – ale to się zmienienia w zależności od oświetlenia. Zrobiłam sobie przed chwilą dwa zdjęcia – jedno w naturalnym świetle, a drugie w sztucznym. Wyszło na to, że pozornie zmienił mi się kolor oczu. Zresztą z oczami jest bardzo zabawna sprawa, bo kolor oczu zależy od ilości pigmentu w tęczówce, a nie od jego koloru, więc ilość światła i jego jakość bardzo wpływają na odbiór koloru. To że ktoś widzi inny kolor oczu, nie oznacza, że jestem inną osobą. Nie twierdzę też, że zmienił mi się kolor oczu.

Za to schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem, nie zna mnie na tyle, aby wiedział, jaki mam kolor oczu. więc bredzi, tak samo jak osoby, którymi steruje.

Od dzieciństwa mam takie.

Polskie piekło

Gdzieś widziałam rysunek nawiązujący do dowcipu o polskim piekle, z którego nie ma ucieczki, bo inni Polacy nie dadzą uciec, ale nie mogę go znaleźć. Zamiast tego przytoczę jako komentarz do różnych wydarzeń treść wspomnianego dowcipu.

Cytat za tym artykułem:

W latach II wojny światowej, z uwagi na nadprodukcję grzeszników, diabli musieli uruchomić dodatkowe moce smażenia dusz w smole. Postawiono ogromne kotły, podpisane nazwami poszczególnych nacji, a przy każdym z nich dyżurnego, który widłami spychał w głąb potępione dusze, usiłujące wydostać się na wolność. Pewnego dnia na inspekcję przyszedł sam Lucyfer. Jakież było jego oburzenie, kiedy odkrył, że przy kotle podpisanym „Poland” nie ma strażnika. – Co to za porządki?! – zapytał gniewnie. – Dostojny Lucyferze, tego pilnować nie trzeba. Kiedy któryś z Polaków próbuje uciec, inni zgodnie wciągają go z powrotem!

Brak solidarności, życzliwości i empatii jest naprawdę polską wadą narodową. No niestety. tak się kończy tradycyjne wychowanie, w którym dzieci „muszą się wypłakać”, a rodzice nie powinni zwracać uwagi na ich potrzeby. Takie rady wyprodukowały już wiele emocjonalnie zdeformowanych jednostek. To nie tylko kultura, to problemy psychologiczne.

Przyjaciele

Wbrew temu, co gang z mojej podstawówki o sobie opowiada, są ludźmi, którzy zniszczyli mi życie, a nie uratowali. Odpowiadają za bullying, który już dawno temu powinien być przycięty przez panią pedagog z podstawówki, a oni sami powinni byli wylądować za prześladowanie mnie w poprawczaku. No ale pani pedagog niczego nie weryfikowała, a niewielu profilerów orientuje się, co należy w takich przypadkach robić.

Nie są te osoby moimi przyjaciółmi, tak samo jak schizofrenik Roman nie jest moim mężem, a Renata krewną. Za to – jak to zwykle jest w przypadkach zaszczucia czyli bullyingu – są przyjacielami wymienionych schizofreników, z którymi od podstawki nie chę mieć nic wspólnego. Tak bardzo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego, że nie chcę też mieć cokolwiek wspólnego z fantastyką. Zaszczuli z wynikiem śmiertelnym wielu moich przyjaciół, są też – jak się pochwalili – mordercami.

To są osoby, które radośnie, gdy się zeszłam z Adamem, ustawiły się przed drzwiami mojego pokoju w czasie konwentu, oświadczając, że teraz oni będą przeze mnie „obsłużeni”, bo „kurwa przyjmuje”. Z tego co usłyszałam, schizofreniczka Anna, siostra Romana, odpowiada za zachęcenie ich do takiego postępowania. Wcale mi nie było przyjemnie być zaszczuwana z powodu takich plotek przez różnych durnych fanów.

Ludzie z gangu z mojej podstawówki są też osobami, które zniszczyły mnie psychicznie, gdy rzuciłam Adama, bo chciałam wrócić do Breta, który przyjechał na warszawski konwentu i na pewno nie po to, aby widzieć się z wariatką Anna, której nie zna. Zostałam wtedy po prostu podniesiona i zaniesiona w miejsce, w którym nikt mnie nie widział i praktycznie dokonano na mnie egzekucji, z której moja psychika do tej pory się nie podniosła. A wszystko dlatego, że gang z mojej podstawówki uznał, że ma prawo decydować, z kim mam być. Nie odpowiadam za ich czyny, czy też ploty roznoszone przez wariatkę Barbarę, czy imbecyla Ryszarda. Ci wszystko ludzie stworzyli środowisko, a którym nie chcę mieć nic wspólnego. Sięgnęli chyba do wszystkich moim znajomych i zaszczuli osoby, które naprawdę mnie znają.

To że są ludzie, którzy nadal tylko im wierzą i tylko im pomagają, a nie mnie, jest sprawą, którą powinien zając się prokurator. W życiu nie spodziewałam się, że wszyscy staną po stronie kłamców, gwałcicieli z podstawówki oraz schizofreników. Mam nadzieję, że w końcu osoby z gangu Renaty trafią tam, gdzie już dawno powinni być, czyli do więzienia. Bo oni nie są chorzy psychicznie, tylko niezmiernie głupi i zdemoralizowani.

Jeśli ci ludzie nie trafią do więzienia, a schizofrenicy nie będą się leczyć, to nigdy nie uznam, że jakikolwiek polski konwent jest dla mnie bezpieczny. Już uciekałam przed schizofrenikiem Romanem z pewnego warszawskiego Polconu. Na całe szczęście pomimo otyłości biegam szybciej niż ten chory psychicznie skurwysyn. Wcale mnie to nie bawiło. Dowcipkowanie też jest objawem stresu i traumy.

Jednym słowem, odpierdolcie się ode mnie. Moje życie miało być bajką z wyższych sfer oraz środowisk artystycznych. zamiast tego od podstawówki walczę z grupą imbecyli i schizofreników o to, aby chociaż trochę moje życie przypominało najzwyklejsze życie, a nie piekło na ziemi, jakie przechodzą ofiary syndromu sztokholmskiego, który jest efektem zaszczucia przez schizofreników oraz już nie tak młodocianych przestępców. Bo po raz kolejny zmuszono mnie do rozmawiania z chorymi psychicznie potworami, które zrobiły mi pranie mózgu i zniszczyły cały świat. Nie ma większego cierpienia w psychoterapii niż to, co przechodzą ofiary schizofreników. A regularnie jestem przez nich atakowana od dzieciństwa. Po prostu już mi zabrakło życia, żeby zrealizować chociaż minimum tego, co dla innych jest oczywiste. Czyli na przykład wziąć ślub z kimś, kogo się kocha, czy urodzić chociaż jedno dziecko. Każda inna baba może nawet w wieku sześćdziesięciu lat urodzić dziecko, bo tak doskonała opiekę oferuje współczesna ginekologia. Ja tego nie mogę zrobić, bo skurwysyn schizofrenik Roman pobił mnie tak boleśnie w czasie konwentu, że pękł mi mięśniak i sama będąc w depresji, nie dostałam odpowiedniej pomocy. W efekcie musiałam macicę usunąć.

Wszystko działo się na oczach fandomu i wręcz z jego oklaskami. Tak wiec jedynymi moimi przyjaciółmi są metale, których ten gang także prześladował. A fantaści i schizofrenicy mogą spierdalać na drzewo.

Znacie w końcu moją wersję wydarzeń. Mam tylko jedną prośbę – nie zbliżajcie się nawet do mnie!!!

Sylogizm

Może nie wiecie, ale przedstawiciele prawicy, którzy przyszli mnie niegdyś zaszczuwać w pracy, w ramach udowadniania mi , że jestem tępą kurwą bez matury, która nie ma do niczego prawa, wmawiali mi, że nie studiowałam psychologii, czy w ogóle czegokolwiek, bo nie potrafiłam z głowy podać im definicji sylogizmu. Pomińmy już fakt, że osobie zaszczuwanej i terroryzowanej spadają kompetencje, ale naprawdę wynikanie w sensie, w jakim rozumiał to Arystoteles, nie jest działem matematyki.

Logikę zdawałam jako jeden z przedmiotów dodatkowych w czasie studiów na Anglistyce. Tak się składa, że logika z sensie matematycznym ma niewiele wspólnego z filozofią (która też ma nic wspólnego z psychologią czy matematyką). Napisałam egzamin w piętnaście minut, co akurat mnie nie zdziwiło, bo w Reytanie byłam w profilu matematyczno-fizycznym. W szkole na logikę mieliśmy chyba tylko jedną lub niewiele więcej godzin. Logika na Anglistyce trwała cały semestr, a egzamin był bardzo łatwy, jak to dla humanistów.

Ludzi, którzy wątpią, że studiowałam też psychologię oraz skończyłam płatne kursy wieczorowe dla profilerów, bardzo proszę dla odmiany, aby popatrzyli tutaj i żeby mi nie zawracali dupy fałszywymi sylogizmami. Bo rachunek zdań w matematyce jest zupełnie czymś innym.

Przy okazji – kryminolog to nie prawnik i nie ma obowiązku znać na pamięć tego wszystkiego, co znają ze studiów prawnicy.

Nie jestem waszą kurwą i nie będę obsługiwać fiutów z prawicy, ani dziękować im, że żyję. Ci skurwysyni zniszczyli mnie i mojego Tatę już w latach siedemdziesiątych. Więc Nycz zamiast mojego „nawrócenia” oraz fałszywego „cudu”, który ma go zaprowadzi w końcu na tron papieski,, dostaje moją publiczną apostazję wraz z przekleństwami i życzeniami wszystkiego co najgorsze.

A ja doprowadzę śledztwo mojego Taty do końca, choćby się waliło i paliło. Mówiłam, że rozmawiałam o was z Policją już w latach siedemdziesiątych, prawda? Było się trzymać ode mnie z daleka z waszymi schizofrenikami i ludźmi z półświatka. Opus Dei nie będzie mną rządzić, ani robić sobie ze mnie swojej niewolnicy.

Każdy psychopata, który mnie znieważył i zniszczył mi życie, powinien stanąć przed sądem, bez względu na stanowisko czy poparcie Kościoła.

Wprost

Odzyskałam swoje wspomnienia na tyle, że mogę powiedzieć wprost, że Adam mnie nie zgwałcił, chociaż został niemalże na śmierć zaszczuty przez podobne pomówienia. Ale jest tak samo niewinny, jak mój ojciec, który dla niepoznaki jest nazywany Mariuszem i oskarżany o zgwałcenie schizofreniczki Renaty. Schizofreniczka, która oskarżyła mojego tatę o gwałt, nie dostanie ani grosza, chociaż próbowała mnie tym szantażować. Nie przejmuję się też oskarżeniami o to, abym podobno miała być prostytutką. Owszem, Piotr mnie uwiódł, gdy byłam jeszcze dzieckiem, ale wszyscy jego przyjaciele wiedzą, że zrobił to z miłości. Walczył też o to, aby mi wybić z głowy myśli o tym, że jestem bi. Wiem, że są ludzie mu za to uwarunkowanie na facetów wdzięczni, bo mimo prób nie uwiodła mnie żadna lesbijka.

Adam mnie nie zgwałcił, bo nie jest gwałtem seks, na który zgodziły się obie strony. Co więcej dla Adama był to pierwszy raz i grzecznie wysłuchiwał sugestii i wypełniał moje prośby. Od tamtego momentu byliśmy parą, co mogą na przykład poświadczyć znajomi Niemcy. Tak się składa, że Klaus i Tobias nie mieli, co co robić do czasu odjazdu pociągu i zaczepili Adama, czy mogą z nim mnie odwiedzić. Skończyło się tak, że wyżarli mi całe jedzenie i musiałam następnego dnia dzwonić do Adama z prośbą, aby mnie zaczął karmić. Moja matka w tym czasie była u mojej siostry i pomagała jej przy dzieciach.

Skandalem jest to, że moje otoczenie zmówiło się z grupką imbecyli i schizofreników, aby mnie zmusić do ślubu z wariatem, którego nienawidzę od dziecka. Obciąża ich jeszcze dodatkowo to, że nasza rodzina ma doświadczenia z tego rodzaju schizofrenikami od pokoleń, tacy. jesteśmy pechowi. A ja dokładnie pasuję do profilu osoby, która przyciągnie schizofrenika, który zacznie się kierować urojeniami oraz obsesjami. To wcale nie jest tak, że „piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce”.

Równie złe jest to, co mnie spotkało w fandomie. Grupka imbecyli – mówię to z cała odpowiedzialnością za słowa, bo przyznali mi się do szkoły specjalnej i zaczęli wmawiać, że z nimi chodziłam do tej szkoły, chociaż prawdę mówiąc nękali mnie w każdej mojej szkole, a każda z tych szkół była dla osób wybitnie zdolnych – gdy tylko dowiedziała się z plotek, że zbliżyłam się z Adamem fizycznie, pod wpływem chorych zapewnień Anny (czyli równie chorej psychicznie jak brat siostry Romana), że przyjmuję wszystkich, ustawiła się pod moimi drzwiami, czekając aż ich „kurwa obsłuży, bo też chcą”. Nie, ani ja, ani moja mama nie byłyśmy prostytutkami nigdy. Chociaż zostałam tymi pomówieniami sposób zaszczuta w fandomie. Jest to taki skandal, że autentycznie nie zamierzam się kolegować już z kimkolwiek z fandomu.

Adam też został bardzo źle potraktowany. Wiem, kiedy stracił dziewictwo, więc pomawianie go o to, że jest zboczeńcem i że przestał być prawiczkiem w wieku ośmiu lat jest skandalem. Ludzie, którzy coś takiego napisali, musieli przeprowadzić wywiad z jakimś pierdolonym schizofrenikiem, a nie Adamem. Adam stracił dziewictwo w wieku osiemnastu lat i wiem, bo przy tym byłam.

Ataki wariatów na Adama cały czas się powtarzają. Sama zgłosiłam Facebookowi wypełniony bełkotem profil, które przedstawiał jakieś urojone romanse Adama. Postraszyłam imbecyla odpowiedzialnością karną. Wiem, że Adam też zgłosił jakiś profil mnie przedstawiający w złym świetle. Moja przyjaciółka, kiedy jeszcze Twitter nazywał się Twitter, zgłosiła pewną durną nauczycielkę z Krakowa, która ośmielała się pisać o mnie jako o „kurwie Małgosi”.

Te ataki muszą się skończyć, bo inspirują je urojenia wariatów. Jednym słowem zamknijcie ryje. Policja ma tych debili oraz schizofreników poprawnie zdiagnozowanych od lat. Nie pomoże wam to, że nie potraficie diagnozować schizofreników i się dajecie im uwodzić. Diagnostyka schizofrenii jest bardzo trudna, bo schizofrenicy odsłaniają się tylko przed swoimi ofiarami, ale nie macie prawa łamać moich praw i posługiwać się terrorem, agresją oraz mnie zastraszać, czy torturować psychicznie oraz fizycznie. Przy tych wszystkich dowodach gromadzonych już od lat przegrywacie każdą sprawę sądową o pomówienia. A ja bardzo lubię współpracować z prawnikami i nie boję się sal sądowych.

A ja nadal jestem panną i nienawidzę Ryszarda, Romana, Barbary oraz Renaty. Anny (czyli Smeagola) też nie lubię i się jej – tak samo jak innym z tej grupy – nie zwierzam. Ci ludzie wydają z siebie bełkot za bełkotem i w ogóle mnie nie znają. Bardzo to przykre, że są ludzie, którzy postanowili mnie zniszczyć, aby tylko zrobić im przyjemność i „uratować” przed psychiatrykiem. Zaprzepaścili już w ten sposób pracę psychiatrów oraz psychologów klinicznych już w latach siedemdziesiątych oraz wychowali tych ludzi na potwory, które cały czas odrzucają propozycję.

Walczę z tymi psycholami od dziecka i nie mam poparcia nigdzie poza fandomem metalowym. Ci wariaci dostają takie poparcie z innych stron, że nic dziwnego, że ci schizofrenicy oraz imbecyle bezczelnie mordują i prześladują moich przyjaciół. Muszą przestać być bezkarni. A schizofrenia niestety daje im immunitet, bo chorych ludzi się nie wsadza do więzień. A na leczenie muszą się zgodzić. Nie ma możliwości, aby sądownie ich zmusić, żeby zaczęli współpracować z lekarzami. Prędzej ich zabiją. Wiem też, że nie działają na nich żadne metody z podręcznika psychologii klinicznej. Za dobrze żyją z oszustw, a pozbawieni przez leczenie swoich urojeń staliby się nikim. Wprost usłyszałam, że wybierają chorobę.

Trzynaście powodów

Jeden z moich byłych zupełnie nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie ma mnie na jakichkolwiek konwentach. Omijałam je z innych przyczyn, niż podawał schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem. Oczywiście mój prześladowca schizofrenik bredził wtedy, że siedzę w domu z dziećmi. Muszę zaraportować, że nie mam dzieci, a siedzę w domu, bo mnie polski fandom zaszczuł pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki. Którzy potrafili też chodzić za mną w czasie konwentów, a także po całym mieście.

Na chwilę obecną doliczyłam się czwórki schizofreników, którzy polują na mnie (i nie tylko na mnie) w fandomie. Jest to Roman (który udaje mojego męża), Renata (która udaje moją krewną), oraz równie chora siostra Romana Anna, która jest znana już wielu osobom jako Smeagol, bo ukradła mi pierścionek zaręczynowy i udaje, że to ona była prawowitą właścicielką pierścienia oraz skrzywdzoną narzeczoną, a nie ja. Na konwentach pojawia się też wariatka Barbara, co do której już zupełnie nikt nie wie, kim ona jest, chociaż podaje się za matkę facetów, z którymi mnie widziała, i kierując się swoimi urojeniami „przeznacza” ich dla innych bab, które uważają, że się z nimi zaręczyły dzięki pośrednictwu „mamusi”. Tak jak jedna z moich koleżanek, która podleciała do Adama, który odwiedził mnie w pracy i wyznała mu „zgadzam się” przy mnie. Wbrew moim zachętom nie powiedziała Adamowi na co się zgadza, chociaż wyglądała, jakby spodziewała się, że Adam chwyci ją natychmiast w ramiona. Podejrzewam, że owa koleżanka do tej pory pewnie uważa, że Adam ją kocha, chociaż cierpi facet na amnezję i będzie musiała mu o sobie przypomnieć. Podobne pomówienia spotkały Michała wiele lat temu i chociaż pewna laska o mało co nie zerżnęła go przez ubrania, tak się na niego napaliła, to jakoś nie „przypomniał” sobie, że tylko ją kocha, a ja bezszczelna jako „ta kurwa” weszłam im w szkodę i „zniszczyłam faceta”. Akurat te ataki nasz związek przetrwał, chociaż z trudem, nie przetrwał za to ataku samego schizofrenika Romana, który o mało co na śmierć nie zadręczył mojego kota, którego w ostatniej chwili (bo wet musiał wejść z adrenaliną, aby serce znowu ruszyło) uratowały psychotropy, bo już schodził z powodu stanów lękowych i związanego z nimi braku snu. Niestety moja mama wpuszczała schizofrenika do naszego mieszkania bo wierzyła mu i lubiła ludzi z fandomu. A ten schizofrenik lubił podawać się między innymi za przyjaciela Breta. Ale Roman nie jest kimś z fandomu, tak samo jak jego i Renaty gang z mojej podstawówki. Ci ludzie nic nie czytają, nic nie oglądają z fantastyki. Roman jest człowiekiem, przed którym ostrzegają się już kocie fundacje oraz sami kociarze, bo zadręczył już wiele kotów – w tym pewną kocią mamusię i jej dzieci. Z tego miotu przeżyła tylko jedna kotka. Której losem dalej się interesował, aby ją dobić. Na całe szczęście udało się go pogonić i kotka jest bezpieczna. Chociaż nadal widać u niej behawioralne konsekwencje krańcowej i niewyobrażalnej traumy. Żadne kocie dziecko nie powinno przechodzić rzeczy, jakie ją spotkały.

Schizofrenik kieruje się potrzebą wypełnienia swoich schizofrenicznych potrzeb (zresztą ustalenie co jest schizofreniczną potrzebą danego chorego jest bardzo ważne dla psychologa klinicznego). Dla Barbary, jak rozumiem, bardzo ważną potrzebą jest zapewnienie, że Roman nie będzie miał żadnych konkurentów. Dlatego zaatakowała w pewnym momencie Michała, a także Adama. Podobną potrzebą wydania mnie przemocą za Romana kieruje się grupka imbecyli z okoli c mojej podstawówki. Nie wiem, kim oni są zupełnie, ale podejrzewam, że część przed pójściem do szkoły specjalnej, próbowała uczęszczać do mojej podstawówki. Rozmawiałam z nimi i chcą doprowadzić do mojego małżeństwa z Romanem, bo nie chcą, aby ludzie się zorientowali, że jest po prostu chory psychicznie, a nie jest nikim z mojej przeszłości. Dlatego chcą, aby świat przyjął kształt urojeń Renaty oraz Romana, „pomagają” w ten sposób też Annie, siostrze Romana. Są tak głupi, że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej.

Ten gang schizofreników z mojej podstawówki stoi za różnymi atakami na mnie i oskarżeniami mnie o prostytucję. Nie byłam nigdy prostytutką, nie była nią też moja mama. Była kimś bardzo szanowanym w fandomie, tak samo jak mój tata. Szkoda, że Avangarda zeszła na psy i szarga ich pamięć.

Mam prawo sypiać z kim chcę i nie mam obowiązku cierpliwie znosić, że gang imbecyli rozpowiada, że obsługuję wszystkich. Niestety spotkała mnie taka przykrość, że zaczęli się ustawiać przed drzwiami mojego pokoju, rozpowiadając, że obsłuży ich kurwa, bo „wszystkich przyjmuje”. Dla wyjaśnienia – weszłam w romans z zakochanym we mnie od dzieciństwa facetem w czasie konwentu i owszem przespałam się z nim. I chuj wam w dupę! Bo to nasze prywatne sprawy.

Całkowicie nie podoba mi się, że kłamstwa skurwysynów z okolic mojej podstawówki dopadły mnie lata później jako opowieść, którą bezczelnie mi przytoczono, patrząc prosto w oczy. Miałam być podobno kurwą, która obsługiwała na konwencie wszystkich. Opowiedział mi to, śmiejąc się ze mnie, ktoś, kto uchodził za ważnego i zasłużonego fana z Wybrzeża. Ja nadal żyję, a ten fan – z tego, co słyszałam – już nie. <evil laughter> Obrażono mnie tak w czasie ostatniego w historii Arraconu. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo z tego co wiem, już później Arraconów nie było. Szkoda, że do tej pory kluby nie potrafiły poradzić sobie z gangiem prostaków, debili oraz dewiantów i te opowieści krążą dalej.

Moja rada jest taka – jeśli nie potraficie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim, to nie róbcie konwentów.

Nie nagrywam żadnych taśm, ale spisuję wszystkie powody, dlaczego mnie nie ma w fandomie. Nawiązanie do serialu „Trzynaście powodów” oczywiście jest zamierzone. Amerykańscy fani, którzy już w latach osiemdziesiątych nocowali u mnie i mojej mamy, nie mogli zrozumieć, dlaczego nie chodzę na konwenty. Myśleli, że jestem tylko metalową, bo znali mnie z koncertów. Nie wiedzieli, że Avangarda już wtedy wygnała mnie z fandomu. Ten blog jest też dla nich i naszych wspólnych znajomych. Bo muszą zrozumieć, co się stało i dlaczego stracili ze mną kontakt.

Mam nadzieję, że wytłumaczyłam się już dostatecznie. Oczywiście nie odmówię pojawienia się – przy odpowiedniej ochronie – na jakimś zagranicznym konwencie. Ale wolę sama nie zjawiać się bez swojej paczki znajomych. Zbyt dużo nieprzyjemności już mnie spotkało. Mam przede wszystkim obowiązek chronić siebie. Dodam tylko, że moi krewni również nie mogą pokazać się w fandomie, bo też już były na nich ataki i też zostali zaszczuci.

Ciekawe jest, że byłam atakowana przez polski fandom w miejscu, gdzie powinnam rządzić (czyli moim miejscu pracy) i oberwałam bardzo solidnie, z uszkodzeniem wzroku (zostały mi mroczki). Nie chce sprawdzać, co gang Renaty, Romana i Anny może zrobić w czasie konwentu, gdzie nie będzie ochrony.

Wolę żyć spokojnie i widywać znajomych poza konwentami. Przynajmniej polskimi. Jak już wcześniej napisałam, amerykański fandom byłby dla mnie milszy.

To nie jest prawda, że „wszyscy mnie kochają.”

Incele

Mam problemy nie tylko ze schizofrenikami (tutaj należy wymienić Renatę, jej matkę Barbarę oraz Romana)m ale też z imbecylami, których już poznałam w czasach podstawówki. Problem z imbecylami jest taki, że swoje informacje na mój temat czerpią z urojeń schizofreników, a są tak głupi – i to w medycznym sensie – że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej. Stąd też te wszystkie nieprawdziwe plotki o mnie i moich wielbicielach. A także fałszywe oskarżenia o gwałty, które krążą po fandomie. Imbecyle, którzy chcieli koniecznie przekonać mnie, że jestem kimś innym, niż jestem i że powinnam robić dokładnie to, czego się ode mnie domagają, zniszczyli mi życie.

Po tym, gdy się Bret się ożenił, powinnam była być z Johnem. Facet podrywał mnie, gdy jeszcze byłam narzeczoną Breta. Niestety interwencje imbecyli i schizofreników oraz ich intrygi doprowadziły do samobójstwa Johna, które zresztą mi zapowiedział, bo był przekonany, że go nie chcę i że przez niego nie mogę sobie „przypomnieć”, że jestem „żoną” Romana. Wierzył, że bez niego będę szczęśliwa. A prawda jest taka, że sama byłam atakowana i straciłam pamięć, więc nie byłam w stanie polecieć do USA do Johna. I nie wiedziałam z którą niby Dorotą miałabym się kontaktować. Żadna Dorota z fandomu, czy Anglistyki, nigdy nie była moją przyjaciółką i nie utrzymywałam z nią kontaktu. Nie utrzymuję też kontaktu ze schizofrenikiem Romanem, wiec twierdzenie, że „Roman ma numer telefonu” (co zrobił też Andrzej) jest też czymś, co zablokowało mi kontakt ze wszystkimi. John nie był niestety w stanie wyjść poza to, co mu powiedzieli wariaci oraz imbecyle z moimi durnymi koleżankami. Ja nie byłam w stanie nic zrobić, chociaż chętnie bym do Stanów poleciała. Jak zwykle zostałam od wszystkich odcięta, a mnie bezprawnie reprezentowali ludzie, których uważam za swoich wrogów. Bez względu na to, jak bardzo mnie się zakatuje psychicznie (co latami robił Ryszard w ramach torturowania mnie i pseudo „psychoterapii”), nie „przypomnę” sobie, że „Roman jest moim mężem”. Wszystkie stwierdzenia Romana, jego siostry, Renaty czy jej matki Barbary pochodzą z ich urojeń i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Imbecyle, przyjaciele Ryszarda ze szkoły specjalnej, uniemożliwili mi też wcześniej powrót do Breta, bo byli przekonani, że urojenia Anny, że jest związana z Bretem, są prawdziwe. Fizycznie porwali mnie, gdy rozmawiałam z Johnem i Bretem w czasie warszawskiego konwentu. Zostałam wtedy sterroryzowana i zniszczono mi po raz kolejny życie, rozpowiadając kłamstwa na mój temat i doprowadzając do amnezji w ramach „terapii”.

Przypomniałam sobie rozmowę, w czasie której dowiedziałam, że Ryszard i Barbara (a przynajmniej ten prześladujący mnie imbecyl, który jest niskim brunecikiem) nie są małżeństwem. Widziałam ich tak często razem, że wytworzyłam sobie nieprawdziwy obraz. Według tego, co wiem, ten Ryszard jest singlem po szkole specjalnej. Niestety od czasów mojego dzieciństwa żywi obsesję na moim punkcie podsycaną urojeniami Barbary raz jej córki. Przy czym skurwysyn sam chciał mnie zdobyć. Jego znajomi imbecyle z fandomu zawarli pakt według którego, jeśli nie jestem związana z Romanem, mam związać się z Ryszardem.

Tak się składa, że żadnego z nich nigdy nie zaakceptuję. Zniszczyli mi kolejny związek, bo zaręczyłam się z A. i to im się nie spodobało. Niestety Barbara postanowiła schizofrenicznie „przeznaczyć” go pani P. Mój narzeczony został podobnie jak ja brutalnie zaatakowany przez warszawski gang schizofreników oraz imbecyli i zniszczono mu zdrowie psychiczne, chociaż nie tak bardzo jak mnie. Bez względu na to, co zrobią schizofrenicy oraz imbecyle z Warszawy A. w życiu nie „przypomni”, że kocha panią P.

Naprawdę jestem osobą, za którą się podaję. W życiu nie byłam związana ani z Romanem, ani z Ryszardem i nie dam się do zmusić do związku z żadnym z nich, a Barbara nie jest moją matką. Idiotkom, z którymi studiowałam tłumaczyłam, że moja mama jest brunetką i Barbara to wariatka, która mnie prześladuje – jeśli robiły cokolwiek pod jej dyktando, powinny trafić do więzienia, bo łamały prawo i kłamały świadomie). Mój ojciec niestety nie zdawał sobie sprawy, kogo przyjął do klubu i jak dwulicowi są jego „przyjaciele”. Avangarda, nie reagując poprawnie na moje skargi na to, co się dzieje na konwentach zniszczyła mi życie. Tak się składa, że była żona Johna rozwiodła się z nim jeszcze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Jeżeli ktoś zna inną wersję to są to pomówienia schizofreników oraz imbecyli.

Gdyby nie debilizm niektórych moich koleżanek, John by żył. Nie dziwię się, że jego była żona chce krwi. Ja też.

Ryszard, o którym piszę, niski brunecik, przypomnę, nie jest mężem Barbary, czy ojcem Renaty, chociaż tak często się pokazywał w ich towarzystwie, że myślałam, że są rodziną. Jest durnym incelem, który mie prześladuje od dzieciństwa, bo od dzieciństwa ma na moim punkcie obsesję. Rozpowiada, że tak jak on byłam w szkole specjalnej, ale bardzo ostro przestrzelił. Bez względu na kłamstwa, jakie opowiada, nie dam się zmusić do kontaktów z nim. Swoimi kłamstwami zniszczył mi wielokrotnie życie, także w podstawówce, torpedując mi moją karierę sportową i związek z Piotrem. Próbował mi uniemożliwić też studia, aby „pasowała” do niego czy Romana. Naprawdę studia nie były dla mnie trudne i z dziką radością brałam udział też w programach zaocznych czy wieczorowych, ciągnąc bez problemu równolegle studia dzienne. Była to frajda i przyjemność. Chociaż od tych imbecyli słyszałam, że „nie wolno tyle studiować”.

Mam nadzieję, że ten skurwysyn już w życiu nie będzie wysłuchiwany podobnie jak jego znajomi schizofrenicy. Ten gang musi się ode mnie w końcu odpierdolić. Serio, są tak brutalni, że znowu z ich powodu będę musiała kupić sobie psa i wychować go na psa obronnego. Bo zapowiedzieli mi, że jeśli się postawię i obronie skutecznie przed ich kłamstwami online, to będą mnie nękać w domu. A niestety wiedzą, gdzie mieszkam.

Nadal czekam

Nadal czekam na przeprosiny enablerów gangu schizofreników z mojej podstawówki – czyli między innymi ludzi, którzy wspierali Romana oraz Renatę wraz z ich równie chorymi psychicznie krewnymi. Należy mi się te przeprosiny, wziąwszy pod uwagę, że wspomniani enalberzy uznali, że mogą brutalnie na prośbę wariatów ingerować w moje życie.

Jak rozumiem część z tych ludzi kierowała się chęcią osłonienia mnie przed pozwem karnym, bo takimi groźbami – zupełnie nie mającymi żadnego podłoża – szantażowała mnie Renata oraz równie chora psychicznie Anna. Wszystkie ich oskarżenia wynikają z choroby, która nazywa się schizofrenia paranoidalna. Przeczytałam dosyć podręczników psychiatrycznych, próbując je zrozumieć, żeby nie zmieniać stanowiska. Żadna z tych pań nie jest ani moją przyjaciółką, ani siostrą cioteczną, czy też szwagierką. Moja mama nie miała siostry, a ja męża, więc jakakolwiek „szwagierka” czy „siostra cioteczna” po prostu nie istnieje. To są urojenia Smeagola (czyli wariatki, która podaje się za byłą Breta i ukradła mi pierścionek zaręczynowy) oraz Rennefer (czyli wariatki, która ma urojenia, że jest Yennefer). Dla profanów dodam, że Yennefer w świecie fantastyki to jednoznacznie jest córka Mariana Wieczorka, czyli dla wszystkich nieświadomych a zaintersowanych jestem to ja, czyli osoba, która koncepcyjnie brała udział w kilku projektach, także muzycznych i stąd oburzenie moich przyjaciół ze Stanów i Wielkiej Brytanii, (ach no i nie zapominajmy o Skandynawach, którzy też mnie znają i lubią) na osoby, które postanowiły mnie tępić i wmawiać mi, że jestem nikim. Dochodzi do tego katastrofalny wpływ fanów fantastyki na moje życie osobiste, bo okazało się, że nie wolno mi kochać ludzi, których sama sobie wybiorę, bo mam robić wszystko pod dyktando wariata Romana i jego siostry oraz Renaty.

Kurwa nie ugnę się i ci schizofrenicy nie będą mnie „leczyć” i wmawiać mi, że muszę zaakceptować Romana bo „tylko on mi został”. Jest to wariat, z którym nigdy nie byłam w związku i nie dam się do tego zmusić. Walczę z nim od dzieciństwa i w końcu wygram. Bo ucieknę, jak mój ojciec uciekł z Francji przed wariatką, która twierdziła, że jest jego „żoną”.

Przy tych wszystkich skandalach (także z nagrodą Zajdla) zamierzam się już zapełnię wycofać z fantastyki. Wbrew naciskom nie będę kończyć cyklu o Sidrelu. Nie warto w tym klimacie. Istnieje ilość upokorzeń, jakie pisarz czy artysta może znieść, zanim się wycofa. Moja wytrzymałość na niezasłużone razy już się skończyła.

Świat fantastyki zniszczył mi całe życie, podczas gdy tylko metale mnie rozumieli i ratowali.

Jestem na tyle dorosła, że wiem, co ma sens, a co nie ma.

Mam nadzieję, że wpadnę na pomysł jakiegoś kryminału. Ludzie dobrze wychodzą na przejściu do mainstreamu literackiego lub do innego gatunku, nie tylko ja poszłam tą drogą.

Poniatowscy

Od czasów mojej podstawówki Barbara i jej córka Renata promują się, fałszywie podając się za Poniatowskie. To znaczy niby Barbara ma być z domu Poniatowska. Jest to taka bzdura, że znając Renatę, nigdy w to nie uwierzyłam. Zawsze mówiłam, że coś takiego należy zweryfikować.

Renata nie tylko nie jest moją siostrą cioteczną, nie ma też prawa podawać się za Poniatowską. Sprawdziłam, bo wiedziałam, kogo zapytać, więc wiem, że jej stwierdzenia, że jest księżną, można sobie zwinął w rulonik i wsadzić w dupę. Jest tak samo Poniatowska, jak pani Anna Anderson była zaginioną córką cara, która miała przeżyć szturm na Pałac Zimowy i odnaleźć się potem w psychiatryku, w którym Anderson jako pacjentka zaczęła twierdzić, że jest zaginioną Anastazją. Chociaż przyznam, że te oszustwa i przypisywane sobie szlachectwo pomogły pani Anderson znaleźć sobie męża, którego majątek pozwolił jej na wygodne życie i uczestnictwo w high lifie. Ale do czasu.

W sprawie Anny Anderson toczyło się kilka śledztw. Brat zamordowanej carycy ustalił między innymi, że była robotnicą fabryczną spod Gdańską. Na koniec postępowania sądowego w roku 1970, że jest oszustką. Potwierdziło to też badanie genetyczne wykonane po jej śmierci.

Jak widzicie schizofreniczki, które podają się za szlachcianki czy księżne to nic nowego. Tak więc bardzo proszę, patrzcie trochę krytyczniej na wszelkie zapewnienia mojego koleżeństwa z podstawówki, że są norweskimi książętami, czy też Poniatowską.

Moje zdanie jest takie, że we współczesnym świecie liczy się tylko merytokracja, czyli co ktoś potrafi. Tytuły szlacheckie są przy tym mniej ważne. Osoby, które zaczęły chronić tych schizofreników, którzy są debilami, powinny strzelić się w łeb. Szlachta zawsze zresztą podciągała do swojego stanu ludzi zdolnych i szlachcice nie mieli problemu z hajtaniem się z kimś, kto nie ma tytułu. Bo liczy się naprawdę, co ktoś ma w głowie, a nie jak dobrze i przekonywująco ściemnia.

Mam dosyć pomówień Barbary i Renaty. Nie jest to żadna moja rodzina, ani szlachcice. Ludzie na poziomie leczyliby taką schizofrenię. Niestety Roman i jego siostra pod wpływem ojca odmawiali zawsze leczenia. Podobnie z rodzicami Renaty i nią samą.

Nikt z tych ludzi nie jest ze mną spokrewniony i nikt z wymienionych powyżej nie jest mężem. Mam dosyć ich schizofrenicznych jazd. A to, że ktoś z mojej rodzony uwierzył w ich przechwałki, to naprawdę nie mój problem, bo ja wiem, kim nie są, wiem także, że należy wszystkie takie rzeczy weryfikować. Tak się składa, że większość ludzi w fandomie się zna. Pojawiają się na konwentach również prawdziwi Poniatowscy. Już lata temu pretensje Renata i jej matki do bycia księżnymi Poniatowskimi zostały przeze mnie zweryfikowane. Nikt z Poniatowskich ich nie zna.

Za to te głąby są osobami winnymi bullyingu jaki się odbywał w mojej podstawówce oraz skopania mnie na lodowisku przed szkołą. Wszelkie ich szlochy jakobym ich skrzywdziła są bzdurą. Są to ludzie, którzy mnie prześladują swoimi pretensjami i żądaniem, abym potwierdzała ich urojenia. Ale tego nie zrobię, bo nic, co mówią, nie ma potwierdzenia w faktach.

A prawda, jak mawiał mój ojciec, jest w materiałach, które znajdują się w archiwach Policji,. Mnóstwo dokumentów dotyczących tej sprawy zostało, jak słyszałam, już scyfryzowane, więc jest łatwiejszy do nich dostęp. Ale bardzo proszę donoście na tę szajkę Policji dalej. Łatwo zaleźć email do Dzielnicowego na stronach Policji. Nie wstydźcie się i opisujcie wszystkie pomówienia, do jakich posuwają się te tępe gnomy z mojej podstawówki.

Nie chcę i nie mam z nimi nic wspólnego. Nie mają prawa powoływać się na mnie i twierdzić, że przekazują moją wolę. Renata nie ma prawa mnie reprezentować. Jest dla mnie nikim.

Dochodzenie do prawdy

Tak się składa, że rozmawiając z wariatami oraz imbecylami, którzy są instruowani przez owych wariatów, bardzo ciężko dochodzi się do prawdy. W poprzednich wpisach pojawiły się dwie wersje, dlaczego matki Romana i Anny nie ma z nimi. Jedna oparta jest na urojeniach Barbary, że rozeszli się z powodu jej romansu, inna (którą usłyszałam od tego piekielnego rodzeństwa) opowiada o tym, jak ich ojciec wkurwiony na matkę, wyrzucił ją przez okno.

Tak się składa, że znajomy prawnik zweryfikował niektóre ze stwierdzeń tych ludzi. I okazało się, że matka Romana została zabita, na oczach dzieci, gdy one jeszcze były bardzo małe. Działo się to lata zanim te dzieci poszły do szkoły poznały Renatę, czy też zaczęły mnie nękać.

Śmierć tej kobiety jest czymś, co jest typowe dla związków osób zdrowych psychiczne ze schizofrenikami. Zawsze osoby zdrowe w końcu giną, bo chory nie jest w stanie wytrzymać ze zdrową osobą, która nie podziela jego urojeń. Staje się agresywny, tak jak agresywny jest Roman wobec mnie, chociaż nigdy nie byliśmy parą. Agresywna też jest jego siostra oraz sama Renata ze swoją rodziną. Grozili mi śmiercią za to, że nie chcę potwierdzać ich urojeń na mój temat.

Przy czym dokładne przesłuchanie Romana i przyparcie go do muru ujawniło, że całkiem dobrze rozumie fakty i wie, że nie jest moim mężem. Kieruje się tylko wytycznymi od Renaty, która mu już w podstawówce obiecała, że mnie zmusi, aby za niego wyszła. Okłamała też go, twierdząc, że jestem kimś innym niż jestem, zachęcając go przez całe życia, aby mnie prześladował. Renata i jej rodzice uparli się, że mnie zmuszą do tego małżeństwa, dlatego też sabotowali i okłamywali ludzi na uczelni, bo z wyższym wykształceniem bym do tego idioty nie pasował. Mam nadzieję, że Renata zajmuje się już tylko swoimi własnymi sprawami i pali się jej pod ogonem, bo słyszałam, kto planował rozwód, gdy pewne moje dokumenty pojawią się na Facebooku i będzie mógł dowieść przed sądem jak bardzo ta picza kłamie.

Ciekawe, czy pańcia, która nie przepracowała ani dnia, bo tyrał na nią facet przekonany, że jego żona jest Yennefer (i byłą Piotra) z wyższych sfer, nadal będzie taka harda i bezczelna, i będzie mi się odgrażać. Myślę, że jej ojciec też już trochę rozstanie przycięty. Jest godny potępienia, bo tak samo jak córeczka uważa, że coś jest kłamstwem, tylko jeśli się wyda.

Nigdy nie chciałam mieć i nie mam nic wspólnego z tymi ludźmi. Niestety przekonali w pewnym momencie matkę Michała, że są osobami, za które się podają – czyli moimi. krewnymi. Niestety rozpowiedziała wszystko, co od nich usłyszała, w ogóle nie weryfikując niczego u mnie, czy u mojej mamy. Michał mi powiedział, że jego matka konając już na raka, przeklinała Ryszarda i Barbarę. Dla mnie i moich rzeczywistych krewnych jest oczywiste, że Barbara i Ryszard oraz ich otoczenie to ludzie całkowicie nie wiarygodni, z którymi walczymy od lat siedemdziesiątych. Przerażające jest, jak bardzo naiwność i łatwowierność jednej kobiety zniszczyła mi całe życie.

Matka Michała myliła się praktycznie całe życie, co do tego, jak wygląda moje życie. Unieszczęśliwiła tym wiele osób. A wszystko dlatego, że skurwysyn Roman owinął ją dookoła palca. Tak samo jak Renata i jej rodzina jest wytrawnym zawodowych oszustem, więc mam prośbę, traktujcie go jak zawodowego oszusta, bo tylko na to zasługuje. Już w podstawówce już mu powiedziałam, że w życiu się z nim nie zwiążę. Tragiczne jest, że ten skurwysyn uwierzył, że Renat jest moją siostrą cioteczną i postanowił się jej słuchać. Wbił sobie do głowy, że związek z nim jest dla mnie „nobilitacja”, bo uwierzył, że jestem wiejską kurwą z pochodzenia. I postanowił mnie odpowiednio traktować.

Każda osoba, która kontaktuje się z tym gangiem z mojej podstawówki i okolic staje się dla mnie kimś, z kim nie będę się kontaktować, szczególnie jeśli – jak w przypadku Andrzeja – wielokrotnie tłumaczyłam, że to nie są moi krewni, ani ludzie, którzy mi w podstawówce pomogli. Spotykał mnie z rąk tych ludzi (i w zasadzie nadal spotyka) bardzo brutalny bullymng, który się wcale się nie urwał w podstawówce. Siostra Romana w życiu nie była ani wokalistką, czy narzeczoną Breta. Pierścionek zaręczynowy mi ukradła. I zaszczuła mnie razem ze swoimi przyjaciółkami. Mam dosyć tej schizofreniczki kleptomanki i bajarki. Wcale nie jest moją – kurwa mać – „szwagierką”. Dla kurwa jest dla mnie kimś obcym i znienawidzonym.

Zaszczuła ze swoim gronem i zniszczyła psychicznie w czasie polskiego konwentu Johna, przyjaciela Breta, który chciał nas ratować jako parę. Facet rozwalił się tak dokładnie, że po takim terrorze popełnił samobójstwo. Ludzi bardzo łatwo w ten sposób można zabić, wystarczy był bezwzględnym i kogoś zaszczuć i sterroryzować, nakazując mu się zabić. Schizofrenicy takie rzeczy potrafią zrobić i to lubią. Popatrzcie sobie na film „Bugonia”. Ledwo udało się żonę Johna, Alice przed nimi uratować. Bo też Anna zaczęła nad nią „pracować”, żeby ją zmusić do samobójstwa Ta kurwa Anna (wielokrotnie mi się przyznała, że w ten sposób zarabiała i że ją to bawiło, tak samo jak to, że mnie o to pomawia) nie ma prawa podawać się za „psychoterapeutkę”. Robi to co większość schizofreników – czyli „leczy” swoje ofiary, bo jej nie potwierdzają jej urojeń.

Nie dziwcie się, że mnie nigdy nie zobaczycie na warszawskim konwencie. Wystarczy już tych ofiar, dosyć już przeżyłam także w pracy, gdy mnie ten gang schizofreników zaatakował wspierany przez swoich enablerów, bo opublikował jakieś teksty, a Renat znowu zaczęła mieć urojenia, że jej te teksty ukradłam. Mam dosyć już też wspierania ludzi naiwnych, którzy nie wiedzieli, że kontakty z tymi schizofrenikami prowadzą do takie rozstroju nerwowego, że mogą się znaleźć na progu samobójstwa.

Bardzo niebezpieczny jest Ryszard, którego głównym zajęciem jest – chociaż wie, że jest inaczej – wmawianie ludziom, że jego córka Renata jest Yennefer. Dba w ten sposób o jej „interesy”, a przede wszystkim chce, aby jej mąż się nie dowiedział, że już w podstawówce go okłamała na temat, kim jest dla niej jest kilka wysoko postawionych ludzi. Ryszard bardzo źle robi, że w ten sposób – terrorem, kłamstwami – próbuje zapewnić sobie, że Renatka będzie szczęśliwa. Mam złe wieści – ona będzie zawsze płakała. Bo na tym polega jej choroba, czyli paranoiczna schizofrenia. Naprawdę nikt jej nie zgwałcił i nie skrzywdził. Nie była z Piotrem, bo od początku podstawówki jest ze swoim mężem, który ją wielbi na życie, a przyjemniej tak było.

Jedyne, co Renata czy Anna mogą zrobić, żeby zapewnić sobie szczęście to – kurwa – zacząć się leczyć. Bo inaczej będą odstawiać te same cyrki nie tylko ze mną, ale każdą inną osobą, która po mnie przyjdzie i wzbudzi ich zawiść. Bo tak funkcjonuje mózg scphizofnreika bez leków. Po prostu brakuje kilku neuroprzekaźników, więc działają jak zombie, z którym się nie można dogadać. Porozumienie to tylko pozór, schizofrenik przechodzi do konspiry i dalej robi swoje. Szczególnie, jeśli musiał przepraszać, bo to zwiększa paranoiczne i nieadekwatne poczucie „krzywdy”.

Naprawdę nie bez powodu ofiary schizofrenicznych obsesji uciekają i wybierają życie w innym kraju, gdzie nie sięgają macki schizofreników oraz ich enablerów. Z nimi nie można się „pogodzić”. Trzeba spierdalać.

Nie bywam w miejscach, gdzie jest ta dzika horda nieleczących się ludzi, którzy wciągają do swojego gangu coraz to nowych, którzy nie są świadomi, kto jest kim w fandomie i z kim nie należy rozmawiać.

Mam nadzieję już nigdy nie oglądać żadnych kurew z Avangardy oraz ich enablerów.