Od czasów mojej podstawówki Barbara i jej córka Renata promują się, fałszywie podając się za Poniatowskie. To znaczy niby Barbara ma być z domu Poniatowska. Jest to taka bzdura, że znając Renatę, nigdy w to nie uwierzyłam. Zawsze mówiłam, że coś takiego należy zweryfikować.
Renata nie tylko nie jest moją siostrą cioteczną, nie ma też prawa podawać się za Poniatowską. Sprawdziłam, bo wiedziałam, kogo zapytać, więc wiem, że jej stwierdzenia, że jest księżną, można sobie zwinął w rulonik i wsadzić w dupę. Jest tak samo Poniatowska, jak pani Anna Anderson była zaginioną córką cara, która miała przeżyć szturm na Pałac Zimowy i odnaleźć się potem w psychiatryku, w którym Anderson jako pacjentka zaczęła twierdzić, że jest zaginioną Anastazją. Chociaż przyznam, że te oszustwa i przypisywane sobie szlachectwo pomogły pani Anderson znaleźć sobie męża, którego majątek pozwolił jej na wygodne życie i uczestnictwo w high lifie. Ale do czasu.
W sprawie Anny Anderson toczyło się kilka śledztw. Brat zamordowanej carycy ustalił między innymi, że była robotnicą fabryczną spod Gdańską. Na koniec postępowania sądowego w roku 1970, że jest oszustką. Potwierdziło to też badanie genetyczne wykonane po jej śmierci.
Jak widzicie schizofreniczki, które podają się za szlachcianki czy księżne to nic nowego. Tak więc bardzo proszę, patrzcie trochę krytyczniej na wszelkie zapewnienia mojego koleżeństwa z podstawówki, że są norweskimi książętami, czy też Poniatowską.
Moje zdanie jest takie, że we współczesnym świecie liczy się tylko merytokracja, czyli co ktoś potrafi. Tytuły szlacheckie są przy tym mniej ważne. Osoby, które zaczęły chronić tych schizofreników, którzy są debilami, powinny strzelić się w łeb. Szlachta zawsze zresztą podciągała do swojego stanu ludzi zdolnych i szlachcice nie mieli problemu z hajtaniem się z kimś, kto nie ma tytułu. Bo liczy się naprawdę, co ktoś ma w głowie, a nie jak dobrze i przekonywująco ściemnia.
Mam dosyć pomówień Barbary i Renaty. Nie jest to żadna moja rodzina, ani szlachcice. Ludzie na poziomie leczyliby taką schizofrenię. Niestety Roman i jego siostra pod wpływem ojca odmawiali zawsze leczenia. Podobnie z rodzicami Renaty i nią samą.
Nikt z tych ludzi nie jest ze mną spokrewniony i nikt z wymienionych powyżej nie jest mężem. Mam dosyć ich schizofrenicznych jazd. A to, że ktoś z mojej rodzony uwierzył w ich przechwałki, to naprawdę nie mój problem, bo ja wiem, kim nie są, wiem także, że należy wszystkie takie rzeczy weryfikować. Tak się składa, że większość ludzi w fandomie się zna. Pojawiają się na konwentach również prawdziwi Poniatowscy. Już lata temu pretensje Renata i jej matki do bycia księżnymi Poniatowskimi zostały przeze mnie zweryfikowane. Nikt z Poniatowskich ich nie zna.
Za to te głąby są osobami winnymi bullyingu jaki się odbywał w mojej podstawówce oraz skopania mnie na lodowisku przed szkołą. Wszelkie ich szlochy jakobym ich skrzywdziła są bzdurą. Są to ludzie, którzy mnie prześladują swoimi pretensjami i żądaniem, abym potwierdzała ich urojenia. Ale tego nie zrobię, bo nic, co mówią, nie ma potwierdzenia w faktach.
A prawda, jak mawiał mój ojciec, jest w materiałach, które znajdują się w archiwach Policji,. Mnóstwo dokumentów dotyczących tej sprawy zostało, jak słyszałam, już scyfryzowane, więc jest łatwiejszy do nich dostęp. Ale bardzo proszę donoście na tę szajkę Policji dalej. Łatwo zaleźć email do Dzielnicowego na stronach Policji. Nie wstydźcie się i opisujcie wszystkie pomówienia, do jakich posuwają się te tępe gnomy z mojej podstawówki.
Nie chcę i nie mam z nimi nic wspólnego. Nie mają prawa powoływać się na mnie i twierdzić, że przekazują moją wolę. Renata nie ma prawa mnie reprezentować. Jest dla mnie nikim.