Archiwum miesiąca: wrzesień 2026

Zostawisz swojego ziemskiego męża…

Jak już wcześniej wspomniałam, wariatka z mojej podstawówki, Renata, uroiła sobie, że jest moją krewną i że chcę jej zostawić swoje mieszkanie. Oczywiście po tym, jak już pójdę do klasztoru. Jak to schizofrenicy swoje pragnienie wzbogacenia się obudowała urojeniami, tłumaczącymi, dlaczego ma do mojego mieszkania prawo. Okazuje się, że moja rodzina miała niby w jakiś sposób pozbawić ją i jej rodziców przynależnego jej majątku. W podstawówce pierwszy raz zobaczyłam tę osobę na oczy. Cały czas mówiła, jaka jest biedna, więc moja rodzina zaczęła jej dawać niepotrzebne rzeczy. 

Od tamtego momentu wiem, że dobroczynność należy zostawiać instytucjom charytatywnym.

Renata wśród wszystkich, także w fandomie, rozpowiedziała, że chcę zostać zakonnicą, bo mam za co pokutować. Wymyśliła sobie, że byłam już jako małe dziecko, prostytutką. Podejrzewam, że swoje urojenie oparła na opowieściach schizofrenika, który mnie porwał mnie swoim rodzicom sprzed nosa i twierdził, że jest moim prawdziwym ojcem, a ja mu uciekłam do burdelu. Chyba tylko skończony debil jest w stanie uwierzyć w takie brednie, ale czego się można po prawicy oraz klerze. Opowieści schizofreniczki zrobiły dużą karierę w fandomie. 

Kariera pomówień, jakie wysunęła Renata oraz schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim ojcem, była tak olbrzymia, że dotarły aż do Krakowa, z którego przybyła na odsiecz Renacie Barbara.

Barbara nie byłaby dużym problemem, gdyby nie wmieszał się kler i gdyby Barbara nie poznała małego Romana, który był synem mojego schizofrenicznego porywacza. Romanek, jak to schizofrenicy, zaczął uwodzić Barbarę i wciskać jej swoje urojenia. Barbara postanowiła mu matkować, jak to robią durne baby, nieświadome tego, że są manipulowane. Oczywiście, jak to inni debile z fandomu, niczego nigdy nie zweryfikowała. No bo i po co? Myślała, że poznała mojego ojca, a Romankowi tak dobrze patrzyło z oczy. 

Wszystkie osoby, które mnie znają, wiedzą, jakim absurdem jest przypisywanie mi chęci zostania zakonnicą, czy też twierdzenie, że jestem imbecylem, który ledwo skończył studia. Równie oburzające jest nazywanie mojego Ojca alfonsem, a Matki prostytutką. Każda osoba, która tak mówi powinna być wywalana z każdego konwentu.

Równie obraźliwe jest przypisywanie mi jako męża schizofrenika Romana, jest to idiota bez jakichkolwiek innych właściwości poza schizofrenią. Jest całkowicie nieinteresujący i nienawidzę go od dzieciństwa. 

To, że towarzystwo Barbary śmiało mnie z nim łączyć, jest tak obraźliwe, że nie chcę tych osób nigdy więcej widzieć. Śmiechem napawa mnie to, że podobno nie jestem z ligi Romana, że jestem wiejską kurwa bez szlachectwa, którą poślubił przypadkiem, bo „go uwiodła”. Byłam torturowana psychicznie, bo próbowano mi udowodnić, że jestem nikim i nie jestem Romana godna, więc mam go oddać Krystynie. Bardzo proszę, niech go sobie weźmie, jeśli w ogóle da się do zmusić do stosunku z kobietą.

Nie życzę sobie, żeby napadał na mnie napalony kler i mnie poddawał egzorcyzmom, bo nie chcę potwierdzić słów Renaty. Tak samo wypraszam sobie programowanie mnie i zastraszanie w sposób, który ma mnie zmusić do pójścia do klasztoru. Doznałam wstrząsu psychicznego przez to i znowu skończyło się do amnezją z przyczyn psychologicznych. Podobno to normalne postępowanie Kościoła wobec ludzi. Tam mi powiedzieli. Zawsze to robią.

Bardzo nie życzę sobie więcej konfrontacji z moimi prześladowcami, którzy już nieraz o mało nie zabili. Jest wśród nich pedofil i truciciel. Wypraszam sobie wmawianie mi, że mam zostawić swojego „ziemskiego męża” (czyli niby Romana), zostawić go Krystynie, ponownie się nawrócić i przyjąć Chrystusa jako męża, oraz pokutować za bycie kurwą i skrzywdzenie Renaty. Czy chuj wie kogo jeszcze.

Nie znam Renaty, nie znam Romana. Nie mam z nim dzieci, nie mam z nim ślubu. Odpierdolcie się ode mnie.

Poniżej dedykowana Nyczowi i Barbarze moja apostazja oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Wbrew waszym torturom i niszczeniu mojej psychiki nie pójdę do klasztoru i nie zostawię wszystkiego Renacie. Zamierzam postąpić całkowicie odwrotnie – spędzić wszystkie lata mi zostały na walkę z takimi przestępcami jak Barbara i Nycz. A także odebrać wszystko, co zostało mi ukradzione. W tym zawiera się też niezgoda na jakiekolwiek ustępstwa wobec plagiatorów.

Widzę, że fandom świetnie się bawił niszczeniem mi życia.

Tak samo nie „wyjdę za Chrystusa”, jak mi proponowano i nie zamkną się za mną bramy klasztoru, aby zapanował pokój w fandomie. 

Mam nadzieję, że nie kler, ani schizofreniczne osoby z mojej podstawówki będę szeryfami w fandomie.

Udowadnianie mi, że „Yennefer się na mnie skarży” jest czymś całkowicie karkołomnym. 

Wyjcie dalej, kurwy z Opus Dei, ale już mnie nie zobaczycie w fandomie. Ciekawe, czy rzeczywiście „Yennefer wam podziękuje za zrobienie ze mną porządku.”

Fuck off, kurwy!!!

Nikt mnie nie bronił, chociaż prosiłam o ochronę osobistą. A prosiłam, bo wiem, czym się kończą takie ataki dla psychiki. Także spierdalajcie.

Screenshot

Myszy Dwie

W moich wspomnieniach pojawiają się dwie niewielkie blondynki, które jednocześnie atakowały mnie swoim jazgotem. Tworzyły wręcz istotę binarną, strasznie przejętą opowieściami schizofreników o mnie. Według tego, co pamiętam, były przyjaciółkami Anny, kiedy jeszcze próbowała studiować Anglistykę. Zaszczuły mnie wtedy, ale też później, gdy Anna w psychozie przychodziła do mnie do pracy i udawała, że w tym miejscu pracuje. Oczywiście, że została wyrzucona z pomocą Policji.

Dla Myszy Dwóch stanowię kwintesencję zła. Wierzą szczerze we wszystkie opowieści Anny, jej brata Romana oraz ich ojca, mojego porywacza. Cała ta trójka dostawia cyrk, jakich mało, ale ich działania są całkowicie typowe dla schizofreników, którzy cierpią na urojenia, że są kimś innym i zaczynają się podawać za osoby, którym zazdroszczą.

Ojciec Anny to człowiek, z którym były problemy, gdy jeszcze byłam w przedszkolu. Już wtedy zaczął cierpieć na poważne i niebezpieczne urojenia, a ja przestałam cieszyć się z bywania na fandomowych imprezach.

Myszy Dwie zaszczuły mnie w każdym miejscu, nie tylko Anglistyka robiła tylko to, co chciały te imbecylki, ale też fandom. Zaszczuły mnie też po skończeniu przeze mnie Anglistyki w środowisku nauczycieli. Twierdzą, że „mnie znają” oraz „znają moją rodzinę”. Z cała odpowiedzialnością powiem jedno – gówno wiedzą o mnie i o mojej rodzinie. Jeśli były w moim mieszkaniu, w którym squat urządziła sobie Anna i widziały listy Ravna do mnie, to nadal nic nie znaczy. Ostrzegam przed nimi, są do kurwy, które zniszczyły mnie i zaszczuwały mnie przez całe moje życie. Anna zajmuje moje mieszkanie nielegalnie.

Jeszcze innym problemem jest Michał. Już mój dziadek zdiagnozował go jako skrajnego tępego narcyza. Wiedział mój przodek, jak mogą się potoczyć wydarzenia w fandomie pod wpływem tych wariatów oraz tępych fanów, którzy nie chcieli go słuchać. Michał to idiota, który jak wiele innych osób, nic nie zrobił, aby mi pomóc. Tak się składa, że osoba, która prosi o pomoc, wie w jakiej formie jej potrzebuje i dlaczego prosi o konkretne rzeczy.

Anna ukradła mi wiele przedmiotów, w tym także wszystkie kalendarze i notatniki z telefonami. Prosiłam wiele razy o pomoc w stworzeniu nowej listy moich kontaktów, ale mój były odmówił, bo „Roman ma”. I chuj z nim, bo nie po to schizofrenik odcina swoją ofiarę od wszystkich i zaczyna ją reprezentować, aby ją z kimkolwiek kontaktować. Nie miałam możliwości nawet podejść do niektórych osób w czasie konwentów.

Wina fandomu w tym, co mnie spotkało, jest ewidentna. Mój dziadek ostrzegał, co się może dziać i miał dobre opinie o środowisku fantastów. Ja mam skrajnie odmienne zdanie. Zgodnie z wolą dziadka i swoim własnych osądem mówię spierdalajcie, bo tak się robi środowisku, w którym działają niebezpieczni enablerzy oraz morderca, który już zabił za życia mojego dziadka, czyli gdy jeszcze byłam w przedszkolu.

Nikt z mojej rodziny nie może się pojawić, ja też nie. Dzieci Michała zostały zaatakowane przez wariata nożem. Mam dosyć ludzi wmawiających mi, że ten niebezpieczny wariat to mój Tata. I ja i on zostaliśmy jeszcze za jego życia zaszczuci, przez ludzi, którzy wmawiali środowisku, że jest pedofilem. Opisałam w innym wpisie, jaka jest prawda, że nic z urojeń Renata nie zgadza się z rzeczywistością, że był zupełnie innym kraju już ta pizda tępa opowiada.

Wszyscy ludzie, którzy opowiadają o Marianie, że był „pedofilem” są moimi osobistymi wrogami. Wszyscy ludzie, którzy opowiadają, że moja Mama była „burdelmamą” są moimi osobistymi wrogami. Wszyscy ludzie, którzy mówią, że Roman jest moim „mężem” są moimi osobistymi wrogami. Biorąc pod uwagę wszystko, co się wydarzyło, napiszę bez kozery, że fandom zniszczył wszystkich z mojej rodziny, na którą rzuciły się nie tylko tępe Myszy Dwie, ale różni urzędnicy, pisarze, czy też pomniejsi fani. Jedyne, co mi pozostaje powiedzieć to „spierdalajcie”.

Avangarda się mnie pozbyła i potwierdziła to ustami swoich wysłanników u mnie w pracy. Co mogę powiedzieć? Nienawidzę was równie mocno!!!

Jako komentarz zostawię tylko klip z nieśmiertelnymi słowami Martina Riggsa:

Pasierb

Pewna idiotka, która uważa, że gej Roman nie chce się z nią ożenić, bo jest moim mężem, a ja mu nie daję rozwodu, postanowiła uwieść sobie mojego siostrzeńca na „pasierba”, bo uważała, że jest moim i Romana synem. Nie przyjmowała do wiadomości, że schizofrenik gej Roman używa mnie i dzieci mojej siostry jako przykrywki, bo się nie chce przyznać, do bycia gejem (taka jest podstawa jego urojeń, w których ja i dzieci mojej siostry gramy główne skrzypce). Oczywiście Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie jestem niczyją żoną, a już na pewno nie Romana.

Mój siostrzeniec dekady temu zobaczył tę idiotkę po raz pierwszy w życiu. Idiotka zaczęła mu wyznawać miłość i że zawsze będzie go kochać, a on ma ją kochać już zawsze, bo będzie żoną jego taty. Nie muszę chyba mówić, że mój szwagier nic nie wiedział o istnieniu takiej „kochanki” i „narzeczonej” w jednym. Ale i tak zniszczyło to małżeństwo mojej siostry. Do tego wszystkiego idiotka wiła się przed dzieckiem, owijając je sobie dookoła palca i powalając seksapilem, bo nie potrafi nie uwodzić – głupie kobiety są uczone, że mają wszystko zdobywać takim przymilaniem się, bo to jest ich broń i wszyscy mają je kochać. Gdy wydawało się, że uda się małego wyciągnąć z tej niezdrowej fascynacji idiotką, dopadła go Barbara i zniszczyła psychicznie, nakazując mu zawsze tylko ją kochać.

Idiotka nie wiedziała, że dla małego chłopca ma to zupełnie inny wydźwięk niż dla niej. Mali chłopcy dają się uwieść dorosłym kobietom. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że dzieci poddają się łatwo sugestiom i równie łatwo je programować. To co dla idiotki było poznaniem 'pasierba” dla małego chłopca stało się katastrofą. Z powodu tego uwiedzenia mały odrzucił miłość koleżanki, bo nie mógł zapomnieć o starszej idiotce. Doszedł do wniosku, że się w niej zakochał i że nie chce nikogo innego. Próby zmuszenia go, aby o idiotce zapomniał, doprowadziły do myśli samobójczych, więc rodzina odpuściła. A facet nadal jest sam.

Gdy byłam nastolatką w czasie konwentu przyłapałam na podobnej akcji wobec zupełnie obcego jej małego Norwega matkę idiotki. Dostała ta matka idiotki opierdol ode mnie, ale też wieki wcześniej od mojego dziadka Kurzępy, który był psychologiem (a nie hydraulikiem, jak wszystkim wmawiała schizofreniczka Renata, wykorzystując moją amnezję).

Mali chłopcy mają umiejętność zakochiwania się na zabój już, gdy mają kilka lat. Ja sama doliczyłam się czterech takich wielbicieli. Trzech było mniej więcej w moim wieku, a trzeci o osiem lat młodszy. Przysięgam, że nie byłam dla niego miła podczas spotkania naszych rodziców.

Dorosłe kobiety nie powinny uwodzić małych chłopców, bo ich seksapil zwodzi na manowce niedorosłych samców. Więc mam propozycję dla idiotki, która jak jej matka lubi psychicznie uwodzić dzieci. Albo zmusisz Romana do małżeństwa (ja nie przeszkadzam w tym i nigdy nie przeszkadzałam – kolejny raz zamieszczam swoje zaświadczenie o stanie cywilnym z ubiegłego roku), albo zbierzesz, co posiałaś i wychodzisz za „pasierba”, który nie może o tobie zapomnieć.

Byłabym w stanie przedstawić te dokumenty już dawno temu, gdyby Długopis nie postanowił się wtrącić i mnie zastraszyć, wmawiając mi, że wszystko, co mówią schizofrenicy, to prawda. Mam więc propozycję, zamiast mnie nękać, wystawcie jemu oraz Barbarze rachunek za krzywdy wszystkich osób, które zniszczyli jako enablerzy bardzo groźnego gangu schizofreników, którzy już za życia mojego dziadka mordowali ludzi. I to bezkarnie.

Ja się z takiego fandomu już dawno wypisałam.

Podobno wylecę z pracy, jeśli tak szczerze to wszystko opiszę. Więc czekam na to dyscyplinarne zwolnienie za prawdę. Jakoś nie myślę, że mój pracodawca interesuje się moimi prywatnymi sprawami. Już sama wcześniej poinformowałam o pomówieniach mnie o prostytucję, które wysuwają schizofrenicy. Wszyscy wiedzą, że to gówno prawda.

Ale byłam zastraszana nie tylko zwolnieniem z pracy. Długopis – sami wiecie jako kto – straszył mnie natychmiastowym uwięzieniem, jeśli nie oddam Renacie mojego mieszkania, czy nie przyznam się, że „jestem kurwą”. Miałam też plagiatorce uwolnić jej plagiat. Więc nie, ani nie jestem kurwą, nie uciekałam też jako dziecko schizofrenikowi, który twierdził, że jest moim ojcem, do „burdelu”, moja mama nie była „burdelmamą”, ani nie ukradłam jakichkolwiek pieniędzy. To zrobił Roman wraz z kilkoma politykami.

Prawda jest taka, że ojciec Romana i Anny porwał mnie, gdy byłam bardzo małym dzieckiem i w swoich urojeniach nazywał mój rodzinny dom „burdelem”. Na początku podstawówki porwał mnie drugi raz. A potem trzeci, gdy poroniłam po skopaniu przez jego syna. Byłam wtedy jedyny raz w ciąży.

Długopis oraz jego córka mogą mnie pocałować w dupę!!!

A plagiatorka nic nie dostanie ode mnie. Słusznie zablokowaliśmy tej zołzie publikacje jej plagiatu. Ostrzegałam, że ma nie brać ukradzionego mi konspektu. Andrzej widział ten konspekt i zna mnie od dziecka. Plagiatorka ma też ode mnie się odpierdolić. Już dawno straciła szansę, abym jej kiedykolwiek jej wybaczyła.

Ciekawe, czy tak wyglądał człowiek, który podawał się za mojego ojca i z którym Długopis rozmawiał? Poniżej zamieszczam portret mojego Taty. (Zdjęcia obojga Rodziców zresztą już wcześniej zamieściłam na blogu). Ostrzegałam, że z syndromu sztokholmskiego wychodzi się nawet kilkanaście lat. To były ostatnie lata, kiedy mogłam założyć rodzinę lub mieć dziecko. Bardzo wam kurwy z fandomu (bo się uważacie za fandom) nie dziękuję.

Bardzo nie dziękuję też za zapowiedź, że mam zablokowane granice. Trudno, jakoś będę sobie musiała dać radę w Polsce. Wykorzystam wszelkie możliwości prawne oraz każdy inny wybieg. Ale nie będę potępiać siebie, ani mojej mamy. Nie będę się przyznawać do nieistniejącej prostytucji. Nieważne jak bardzo zostanę fizycznie znieważona. Nie ugnę się!

Screenshot

Agencja

Wbrew plotkom rozsiewanym przez schizofreników z mojej podstawówki nigdy nie miałam nic wspólnego z jakąkolwiek agencją towarzyską. Za to Anna, siostra Romana opowiadała mi, że jest najlepszą call girl w Warszawie. Oczywiście jako psycholog podejrzewam, że jako schizofreniczka przeżywała na głos swoje aktywne urojenia i miała złudzenie, że mówi unisono ze mną. Jako osoba pokrzywdzona mam dosyć tłumaczenia tych bydląt z jej rodziny (rodzeństwo Anna i Roman wcale nie są lepsi od swojego ojca, a mojego porywacza z dzieciństwa) poważną chorobą psychiczną i już zawsze będę o niej myśleć jako o kurwie zawodowej.

Anna też studiowała Anglistykę, chociaż udawało jej się utrzymać tylko dlatego, że fałszowała protokoły. Nigdy nie studiowała Psychologii. Jedyne co można o niej powiedzieć to, że nieźle zna angielski, ale to wszystko. Nie jest to jej zasługą, bo się przechwalała, że jeszcze będąc studentką, miała regularne korepetycje. Ta kurwa Anna nigdy w nic nie włożyła swojego własnego wysiłku. Dzięki swoim enablerom robiła w chuja wykładowców i wmawiała im, że pomylili jej ocenę z moją. Dzięki temu zupełnie coś innego, niż powinno, trafiało do komputera Instytutu Anglistyki. Wiem, że ocenę z Logiki sama sobie wpisała, bo dzięki Barbarze zatrudniła się jako pomoc w Sekretariacie. To są rzeczy, których przede mną nie kryje. Cały czas leciała na dobrej reputacji podczas gdy jej chora psychicznie rodzina oraz enablerzy zrobili ze mnie tępą i ograniczoną umysłowo kurwę z półświatka. Ale tylko na Anglistyce. Psychologia mnie znała jako geniusza.

Więc teraz szczerze powiem, o co chodziło z zatrudnieniem w „agencji”. Była to agencja wywiadu, w której pracowałam jako profiler – i to, jak twierdzą moi koledzy – najlepszy w historii ich firmy. Wiadomo, że ktoś pracujący w agencji wywiadu nie lubi się tym przechwalać, więc siedziałam cicho. Ale muszę powiedzieć prawdę, nikomu to nie zaszkodzi, bo profilerzy są agentami jawnymi. Wchodziłam frontowym wejściem i wszystkie obce agencje wywiadu dokładnie mnie sobie obfotografowały, bo tak są rozpracowywani pracownicy każdej agencji wywiadu. Agenci tajni są szmuglowani do budynku w taki sposób, że nikt ich nie widzi.

Anna czy Renata nigdy nie studiowały Psychologii. Ja oprócz Anglistyki studiowałam Psychologię i bardzo szybko zaczęłam jako geniusz kursy także podyplomowe. jeszcze zanim obroniłam pracę magisterką. Niestety ataki schizofreników oraz ich enablerów mi to uniemożliwiły, bo wywołali moją amnezję.

Specjalizowałam się w Kryminologii, bo mój pracodawca między innymi wysłał mnie do Instytutu Kryminologii UW. Ale wyjaśnię, w jaki sposób zatrudniłam się w agencji wywiadu. Wcześniej sama poprosiłam Dziekana o to, abym mogła zrobić kurs profilera. Ten przedmiot jest kobyłą i wielu studentów zawiesza studia i studiuje tylko do tego egzaminu, ale ja wszystko ciągnęłam dalej tak samo – czyli nie tylko Psychologię, ale też Anglistykę. Obłożenie podręcznikami było takie, jakby kurs profilera był oddzielnymi studiami. Zdałam rewelacyjnie i zgłosił się do mnie rekruter z agencji wywiadu. Sam taki egzamin wystarczy jako wszelkie kwalifikacje do zawodu profilera. Zawsze brakuje profilerów. Jest to specjalizacja psychologiczna, którą moim zdaniem można porównać do bycia mentatem z Diuny. (Zresztą autor Diuny napisał ją po pobycie na Bliskim Wschodzie i wedle plotek pracował tam właśnie jako agent wywiadu, więc podejrzewam, że mentat to jego fantazja oparta o wspomnienia z rozmów z profilerami. Agentom wywiadu Diuna się bardzo spodobała.)

Moi koledzy z agencji wywiadu zawsze bardzo chcieli, abym wróciła do pracy. Ja też, bo lubię pomagać ofiarom przestępców. Wbrew plotkom z fandomu nie są gangsterami. Wyglądają na osiłków, bo są byłymi gromowcami, czyli byli żołnierzami elitarnej jednostki komandosów i nadal utrzymują się w formie. Wiedzą, że straciłam pamięć z powodu zaszczucia przez schizofreników z mojej podstawówki. Kilka razy już dzięki nim i psycholog stawałam na nogach, niestety enablerzy schizofreników z mojej podstawówki, jak zwykle postanowili się mną „zaopiekować” i ponownie zniszczyli mi życie. Moi dawni koledzy z pracy to nie „gangsterzy z agencji towarzyskiej”, a ja nigdy nie byłam w burdelu i mnie to nie interesuje. Mam lepszy zawód, który nie robi ze mnie kogoś, kto traci wolność jak kura nioska trzymana w klatce, bo taka jest prawda o pracy prostytutek. Są własnością alfonsów i mają dokładnie tyle samo wolności co kury na fermie. Nikt nie wybiera tego zajęcia, tylko terrorem jest sprowadzany do roli współczesnego niewolnika. Ludzie z agencji wywiadu (bo to wywiad zajmuje się ściganiem przestępczości zorganizowanej) uwalniali właśnie takie kobiety.

Bardzo proszę, aby enablerzy schizofreników z mojej podstawówki oraz ich ojca w końcu się ode mnie odpierdolili, bo mam ich samych oraz ich kłamstw dosyć.

Fałszywy ojciec

Gdy byłam dzieckiem porwał mnie z ulicy schizofrenik i zabrał do swojego mieszkania. Byłam na tyle mała, że złapał mnie pod pachę i zaniósł mnie, gdzie chciał. Tak rozpoczęło się kilka dni, które stały się dla mnie piekłem. Byłam bita i wyzywana, bo nie chciałam go nazywać ojcem. Bardzo szybko przekonałam się, że mam przed sobą osobę chorą psychicznie z urojeniami, w których odgrywałam rolę jego nieposłusznej córki.

Próbowałam z nim rozmawiać i tłumaczyć, że przecież zawsze mieszkałam z Heleną i Marianem, i że to są moi rodzice. Wściekły odpowiedział kolejnymi urojeniami, wedle których przebywałam w „burdelu” i że byłam „kurwą”, bo nie chciałam potwierdzić jego słów. I że jego mieszkanie jest moim prawdziwym domem. Podając się za mojego jak najbardziej biologicznego ojca, jednocześnie powiedział mi, że mam wyjść za jego syna. Oczywiście, że nie chciałam. Fakt, że mój porywacz

Ten człowiek i jego dzieci prześladują mnie do tej pory. Te dzieci to Roman i Anna. Nie mam z nimi nic wspólnego i chcę mieć z nimi nic wspólnego. Ich przyjaciółka Renata, która jest tak samo chora, jak oni, nie jest ze mną spokrewniona. Niestety badacze wiedzą, że większość schizofreników się nie leczy i że w każdej podstawówce są chore psychicznie dzieci, które doprowadzają do zaszczucia swoich kolegów czy koleżanek. To spotkało także mnie po tym porwaniu, bo niestety dzieci porywacza znały mnie ze szkoły. Tam mnie też widział mój porywacz.

W mieszkaniu porywacza byłam więziona parę dni i torturowana psychicznie i fizycznie, dostawałam lanie kijem, który trzymał przy drzwiach. Bardzo szybko zorientowałam się, że nie mam możliwości porozumienia. Sytuacja eskalowała tak szybko, że bałam się, że mnie zabije, jeśli nie zacznę z nim pogrywać. Zaczęłam mówić to, co chciał usłyszeć, dzięki czemu uzyskałam możliwość chodzenia swobodnie po mieszkaniu, a mój porywacz wyszedł z mieszkania, zostały tylko jego chore psychicznie dzieci.

Jako osoba dorosła dowiedziałam się z podręczników, że osoby, które zostały jak ja porwane przez wariata, są zabijane w ciągu tygodnia, bo nie chcą się dostosować. Małe dzieci dają się przerobić i wchodzą w nową rodzinę w takiej sytuacji, ale ja bym do końca mu zaprzeczała, gdyby nie to, że wyczułam realną groźbę śmierci. Gdy opisywałam później tę sytuację policyjnemu profilarowi na posterunku, usłyszałam, że powinnam zostać profilerem i studiować psychologię, bo już jako dziecko wszystko dobrze zrozumiałam. Wtedy postanowiłam to zrobić. I nawet jeśli straciłam później pamięć po zaszczuciu w szkole to znajomy moich rodziców, profesor psychiatra, jedyna osoba, która może nazywać się „moim psychiatrą”, o tym pamiętał i mną odpowiednio kierował, dzięki niemu zaczęłam równolegle drugie studia.

Dzięki kłamstwom zyskałam trochę wolności i udało mi się wyślizgnąć z mieszkania. Wzięłam za sobą kij, którym mnie bito. Bałam się zjechać windą, bo uważałam ją za pułapkę, bo wyjść z niej mogłam wprost na powracającego porywacza. Zbiegając po schodach usłyszałam, że ktoś rzeczywiście wsiadł do windy. Biegłam bardzo szybko po wydostaniu się z budynku. Gdy tylko zobaczyłam budkę telefoniczną, zabarykadowałam się w niej, blokując drzwi kijem. Wykręciłam numer 997 – na całe szczęście telefon policyjny tak samo jak dzisiaj był darmowy i można było z takimi numerami rozmawiać za darmo. Podałam numer budki telefonicznej i że nie wiem, gdzie jestem. Poprosiłam o przysłanie radiowozu po mnie, bo zostałam porwana i byłam więziona. Po jakimś czasie przyjechał radiowóz i zostałam zgodnie z życzeniem zawieziona na komisariat, który znajdował się blisko mojego mieszkania na Puławskiej. Stamtąd odebrali mnie moi prawdziwi rodzice. Tata był przerażony, że spotkało mnie to, co jego we Francji – czyli przyczepili się do mnie schizofrenicy, którzy od tamtej pory zaszczuwali mnie swoimi urojeniami i niszczyli życie.

Jedyne, co mogę zrobić, to przed nimi ostrzegać. Przy czym proszę pamiętać o jednym. Enablerzy, którzy łamią prawo – a wiele takich postaci zaplątało się w tę historię, to nie tylko Ryszard i Barbara – idą z reguły do więzienia, wiedzę o tym profilerzy, wiedzą o tym agenci i policjanci.