Gdy byłam dzieckiem porwał mnie z ulicy schizofrenik i zabrał do swojego mieszkania. Byłam na tyle mała, że złapał mnie pod pachę i zaniósł mnie, gdzie chciał. Tak rozpoczęło się kilka dni, które stały się dla mnie piekłem. Byłam bita i wyzywana, bo nie chciałam go nazywać ojcem. Bardzo szybko przekonałam się, że mam przed sobą osobę chorą psychicznie z urojeniami, w których odgrywałam rolę jego nieposłusznej córki.
Próbowałam z nim rozmawiać i tłumaczyć, że przecież zawsze mieszkałam z Heleną i Marianem, i że to są moi rodzice. Wściekły odpowiedział kolejnymi urojeniami, wedle których przebywałam w „burdelu” i że byłam „kurwą”, bo nie chciałam potwierdzić jego słów. I że jego mieszkanie jest moim prawdziwym domem. Podając się za mojego jak najbardziej biologicznego ojca, jednocześnie powiedział mi, że mam wyjść za jego syna. Oczywiście, że nie chciałam. Fakt, że mój porywacz
Ten człowiek i jego dzieci prześladują mnie do tej pory. Te dzieci to Roman i Anna. Nie mam z nimi nic wspólnego i chcę mieć z nimi nic wspólnego. Ich przyjaciółka Renata, która jest tak samo chora, jak oni, nie jest ze mną spokrewniona. Niestety badacze wiedzą, że większość schizofreników się nie leczy i że w każdej podstawówce są chore psychicznie dzieci, które doprowadzają do zaszczucia swoich kolegów czy koleżanek. To spotkało także mnie po tym porwaniu, bo niestety dzieci porywacza znały mnie ze szkoły. Tam mnie też widział mój porywacz.
W mieszkaniu porywacza byłam więziona parę dni i torturowana psychicznie i fizycznie, dostawałam lanie kijem, który trzymał przy drzwiach. Bardzo szybko zorientowałam się, że nie mam możliwości porozumienia. Sytuacja eskalowała tak szybko, że bałam się, że mnie zabije, jeśli nie zacznę z nim pogrywać. Zaczęłam mówić to, co chciał usłyszeć, dzięki czemu uzyskałam możliwość chodzenia swobodnie po mieszkaniu, a mój porywacz wyszedł z mieszkania, zostały tylko jego chore psychicznie dzieci.
Jako osoba dorosła dowiedziałam się z podręczników, że osoby, które zostały jak ja porwane przez wariata, są zabijane w ciągu tygodnia, bo nie chcą się dostosować. Małe dzieci dają się przerobić i wchodzą w nową rodzinę w takiej sytuacji, ale ja bym do końca mu zaprzeczała, gdyby nie to, że wyczułam realną groźbę śmierci. Gdy opisywałam później tę sytuację policyjnemu profilarowi na posterunku, usłyszałam, że powinnam zostać profilerem i studiować psychologię, bo już jako dziecko wszystko dobrze zrozumiałam. Wtedy postanowiłam to zrobić. I nawet jeśli straciłam później pamięć po zaszczuciu w szkole to znajomy moich rodziców, profesor psychiatra, jedyna osoba, która może nazywać się „moim psychiatrą”, o tym pamiętał i mną odpowiednio kierował, dzięki niemu zaczęłam równolegle drugie studia.
Dzięki kłamstwom zyskałam trochę wolności i udało mi się wyślizgnąć z mieszkania. Wzięłam za sobą kij, którym mnie bito. Bałam się zjechać windą, bo uważałam ją za pułapkę, bo wyjść z niej mogłam wprost na powracającego porywacza. Zbiegając po schodach usłyszałam, że ktoś rzeczywiście wsiadł do windy. Biegłam bardzo szybko po wydostaniu się z budynku. Gdy tylko zobaczyłam budkę telefoniczną, zabarykadowałam się w niej, blokując drzwi kijem. Wykręciłam numer 997 – na całe szczęście telefon policyjny tak samo jak dzisiaj był darmowy i można było z takimi numerami rozmawiać za darmo. Podałam numer budki telefonicznej i że nie wiem, gdzie jestem. Poprosiłam o przysłanie radiowozu po mnie, bo zostałam porwana i byłam więziona. Po jakimś czasie przyjechał radiowóz i zostałam zgodnie z życzeniem zawieziona na komisariat, który znajdował się blisko mojego mieszkania na Puławskiej. Stamtąd odebrali mnie moi prawdziwi rodzice. Tata był przerażony, że spotkało mnie to, co jego we Francji – czyli przyczepili się do mnie schizofrenicy, którzy od tamtej pory zaszczuwali mnie swoimi urojeniami i niszczyli życie.
Jedyne, co mogę zrobić, to przed nimi ostrzegać. Przy czym proszę pamiętać o jednym. Enablerzy, którzy łamią prawo – a wiele takich postaci zaplątało się w tę historię, to nie tylko Ryszard i Barbara – idą z reguły do więzienia, wiedzę o tym profilerzy, wiedzą o tym agenci i policjanci.