Roman i jego ojciec cierpią na silne urojenia na moim tle od bardzo dawna. Dotyczy to też faktu, czy posiadam dzieci. Obaj twierdzą nie tylko, że Roman jest moim mężem, ale też że posiada on ze mną dzieci.
W czasie, gdy byłam studentką, moja siostra zaszła w ciążę. Prze całą jej ciążę schizofrenicy uważali, że to ja jestem w ciąży. Gdy moja siotra urodziła, schizofrenik zaczął rozpowiadał, że to ja zostałam matką. Prawda jest taka, że nie opuściłam wtedy ani jednego dnia na uczelni, ani też specjalnie nie utyłam, może nawet wręcz przeciwnie. Obeaj przeżywali obie ciąże mojej siotry, przypisując je mnie.
Było dla mnie szokiem, gdy dowiedziałam się, że wariat pojechał do szpitala, gdzie w połogu była jeszcze moja siostra, aby – jak to powiedziano mi – poznać wnuka. Zadzwoniłam do szpitala i został wygoniony. Schizofrenik potrafi w takiej sytuacji dziecko zabić, bo na przykład dochodzi do wniosku nie są potrzebni mu dziedzice, bo ktoś z jego rodziny powienien dziedziczyć. Moje złe przeczucia się potem potwierdziły.
Moja siostra zatrudniła jakąś babę jako baby-sitterkę. Ku naszemu przerażeniu okazało się, że ta idiotka wpuszczała ojca Romana, wierząc, że jest „dziadkiem”. Facet torturował dzieci mojej siotry, zastraszał je i próbował nakłonić jako „niepotrzebne” do samobójstwa. Pojechałam tam z moim psem i rozpoczęłam terapię. Nie muszę Barbarze, czy komuś innemu przedstawiać swoich dokumentów, Policja ma kopię wszystkich moich ocen oraz uprawnień, bo zostały przesłane przez Uniwersytet Warszawski.
Moje obie siostrzenice i siostrzeniec spotkało to samo, co mnie w dzieciństwie. Ta sama rodzina miała urojenia na moim punkcie jeszcze zanim zaczęłam szkołę. Ojciec Romana przychodził pod nieobecność moich rodziców i osoba mną opiekująca się wspuszczała go jako „ojca”. Byłam przez niego tresowana i nakłaniana do nazywania go „tatą”. Gdy zaczęłam do niego mówić po francusku, bo chodziłam do francuskiego przedszkola i mówić, że mój tata jest kimś innym, brutalnie mnie zaatakował i pobił, aż do nieprzytomności. Do chwili obecnej mam wgłębienie na czole po tym ataku. Oczywiście baba, która zatrudniła się jako piastunka w czasie lata, nie widziała nic złego w tym, że mnie tak potraktował. Był to oczywiście to ktoś z rodziny Renaty, chyba jej babcia. Cały ta rodzina miała swój schizofreniczny plan, aby mnie zniszczyć i doprowadzić do tego, aby Renata w mojej rodzinie zajęła moje miejsce i została dziedziczką. Wierzyli, że uda się wprowadzić do mojej rodziny po mojej śmierci. Tacy są ulubieni ludzie Barbary i Andrzeja.
W rodzinach nieleczących się schizofreników panują specyficzne zasady. Osoby, które mają świadomość, że urojenia Renaty nie zgadzają się z rzeczywistością, zamiast ją leczyć, robią wszystko, aby doprowadzić świat do takiego kształtu, aby zgadzał się z urojeniami Renaty. Schizofrenicy nawzajem się wspierają w swoich urojeniach. Są bardzo lojalni pod tym względem.
Nie dziwcie się więc, że po tym, co mnie spotkało, boję się mówić po francusku i wiele z moich wspomnień zostało zablokowanych.
Barbara, która uwierzyła, że torturami mnie wtedy „wyleczono” z urojeń, że mój tatuś jest Francuzem, powinna iść do więzienia. Tym bardziej, że w taki sam sposób leczyła z „urojeń”, że jestem pływaczką, gdy byłam w podstawówce. Później „leczyła” też mnie w podobny sposób z „urojeń”, że studiuję równolegle z Anglistyką psychologię.
Barbara dała sie wciągnąć w działania, których będzie żałować, bo lekceważyła moje ostrzeżenia za każdym razem. Podobnie postępowała Krystyna. Niestety w przypadku całych pokoleń nieleczących się schizofreników bardzo trudno zakreślić linię pomiędzy tym, co pochodzi z ich urojeń, a co jest czystą demoralizacją przekazywaną w rodzinie, bo się nawzajem instruują, jak oszukawać otoczenie i w jaki sposób wyciągać od ludzi pieniądze. Nieleczący się schizofrenicy to bardzo często zawodowi oszuści, wyciągający łapy po nieswoje pieniądze. Z reguły chcą się po prostu w ten sposób „dorobić” czy też „zarobić”, bo nie wszyscy z nich i nie zawsze działają pod wpływem urojeń, że „odzyskują” swoje własne pieniądze.
Mam już dosyć tej rodziny schizofreników, z którą naprawdę nie jestem spokrewniona, oraz ich głupich pomagierów.
No to już wiecie, co będę zeznawać w Sądzie i jakie dokumenty znajdą się w teczkach przygotowanych przed procesem. Policja przygotowuje takie materiały dla Sądu, także Cywilnego, a nie kurwy z Opus Dei, z którymi chodziłam do szkoły podstawowej. Przy czym Anna autentycznie przyznała mi się do prostytucji.
Co mówią kurwy, się nie liczy. W Sądzie zawsze dokumenty wygrywają.