Jeszcze przed pandemią rozmawiałam z pewnym Rosjaninem o potencjalnym rozbiorze Ukrainy. (Oczywiście, że przekazałam, co mi powiedział, Policji, która takie rzeczy przesyła, jak już wcześniej wspomniałam, gdzie trzeba.) Z jakiś powodów mówiący perfekt po polsku Rosjanin uważał, że jest to pomysł, który powinien podobać się Polakom. Miałam przeciwne zdanie. Nie przemówiły do mnie żadne z jego argumentów. Uważam, że toczenie wojen o zasoby jest nielogiczne. Bardziej opłaca się kupować zboże od Ukrainy, ale możliwe że przemawia przeze mnie niezrealizowana bizneswomen, a nie żołnierz.
Nie trafia do mnie argument o ukraińskiej żyznej ziemi. Prowadzenie o nią wojen jest czymś strasznym i bezzasadnym ekonomicznie. Wojny są destrukcyjne dla rolnictwa. Nie tylko giną plony, które mogłyby zostać zebrane, ale też zabijani są rolnicy, którzy stają się żołnierzami. Latami pola pozostają niezasiane i zwiększa się na nich liczba niewybuchów lub niebezpiecznych odpadów wojennych, które zatruwają ziemię. Nawet po nastaniu pokoju produkcja rolna nie wraca do wcześniejszego poziomu. Dodajmy do tego partyzantkę oraz niepokoje społeczne, które byłyby pewne po zaprowadzeniu rosyjskiej władzy na danym terenie. Nie jest to coś, co jest pożądane. Niewolnicy są też kiepskimi pracownikami.
Wojna dla biznesu jest czymś katastroficznym.
Wojna o zasoby jest czymś zrozumiałym dla żołnierzy, ale nie dla innych ludzi. Nie da się podbić całej planety, a różne potrzebne zasoby są do znalezienia w różnych częściach świata i żyzna ziemia jest z nich najmniej ważna, bo i tak współczesne intensywne rolnictwo opiera się na sztucznych nawozach i bez nich ziemia zostaje bardzo szybko wyjałowiona. Nawet najczarniejszy czarnoziem chuj strzeli bez nawozów. Płodozmian nie wystarczy.
Lepsza od wojny jest zawsze współpraca.
Współczesny przemysł ma kopalnie na całym świecie i za niewielkie pieniądze kupuje zasoby krajów o wiele biedniejszych. Produkcja też odbywa się w krajach trzeciego świata i kosztuje o wiele mniej niż w macierzystym oddziale firmy. Dla międzynarodowych korporacji, które często dysponują budżetem porównywalnym z budżetem małych państw, wojny też są niepotrzebne. Nie chcą porzucać swoich kopalń czy personelu w krajach zagrożonych wojną. Z tym, że Ukraina to nie jest zdestabilizowany kraj trzeciego świat i toczy wojnę obronną. A wojny obronne to coś, co jest zgodne z filozofią wojenną Polski. Nie mamy prawa toczyć wojny innej niż obronna. Zachęcanie Polaków do rozbioru Ukrainy, czym żyła jakiś czas temu część PiSu, jest czymś, co zawsze będzie skazane na niepowodzenie. Ja w takich planach widziałam odnowienie układu na wzór paktu Ribbentrop-Mołotow, przy czym nam przypadłaby rola Niemców. Nigdy nie chciałam, aby Trzecia Wojna Światowa zaczęła się w taki sposób. Znajomy Rosjanin stwierdził, że i tak czeka nas wojna tej skali. Że tego nie unikniemy. Przygotujmy się na najgorsze.
A mojemu znajomemu Rosjaninowi mogę powiedzieć tylko jedno – nie zmieniłam zdania i nie ma znaczenia indoktrynacja, jakiej przez chwilę podlegałam. Wojna się zawsze nie opłaca.