Klient

Wśród osób, które mnie skutecznie niszczyły całe moje życie pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki, jest doktor B. Ten skurwysyn nie tylko prześladował mnie na podstawie pomówien schizofreników z mojej podstawówki, ale też aktywnie zaszczuwał i kłamał na mój temat. Chcę zobaczyć, jakie ma „dowody”, które niby mogą mnie zaprowadzić do więzienia. No chyba, że ma na myśli doprowadzenie do bezprawnego uwięzienia mnie dekretem prezydenta. W sumie by mnie to nie zdziwiło, gdy weźmie się pod uwagę, co już się wydarzyło.

Był na tyle bezczelny, że twierdził, że pobił mie nie Roman, ale mój „klient”, bo miałam być „aktywną prostytutką”. Zostałam zaprogramowana i uwarunkowana w taki sposób, że miałam później trafić do gabinetu jego córki, która będzie czekała na poprawę mojego stanu zdrowia i które „wie”, że jestem „schizofreniczką”. Oboje są łapówkarzami, którzy byli opłacani z ukradzionycm mi pieniędzy i wmawiali mi, że „wszystko kradnę Renacie i Annie”. Usłyszałam też, że „nie jestem pisarką, tylko fałszywie podaję się za tę „prawdziwą” Małgorzatę”.

W efekcie działań doktora B. straciłam pamięć, bo – dokładnie tak jak to robią schizofrneicy pastwiący się nad swoimi ofiarami – tłumaczył mi, co jest moim „urojeniem”, wywołanym tym, że nie chcę przyznać się do tego, że jestem „wiejską kurwą”, a nie księżniczką. Jago zdaniem miałam wszystko oddać Romanowi i „dziękować za opiekę, bo mnie z burdelu wyjął”. Pan B. twierdził, że jeśli się myli, to najwyżej pójdzie do więzienia. Ale wcześniej się ugnę i przyznam, że wszystko, co mówi Renata to prawda.

Wytłumaczyłam już, co się rzeczywiście stało w poprzednich wpisach i kto jest ofiarą. Nie ma prawdziwszej Małgorzaty Wieczorek ode mnie. Więc jedyne, co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie. Nparawdę nie ukradłam nikomu swojego zaświadczenia o stanie cywilnym. I jak najbardziej osoby, na które się powoływałam, mnie znają. Za to zupełnie nie znają mnie prześladujaćy mnie wariaci. Wbrew temu, co robił warszawski Vogel (nawiązanie do fikcyjnej psychiatryczki, która stosuje nielegalne metody i chroni psychopatów, ułatwiając im ukrywanie zbrodni), nie zamierzam schizofrenikom oddawać „wszystkiego”, bo nic, co mam, nie nalżyc do ich. Pan B. nie powinien twierdzić, że „zna mnie od zawsze” – bo zna co najwyżej urojenia schizofreników, którzy mnie prześladują i owszem cierpią na urojenia, że wszystko, co tylko zobaczą, należy do nich, dotyczy to też moich związków z mężczyznami, ale nic naprawdę nas nie łączy. Pan B. groził mi, że jeśli napiszę na blogu to, co zapowiedziałam, to pójdzie do Sądu Opiekuńczego i załatwi mnie tak, że nigdy nie wyjdę z psychiatryka. Proszę próbować.

Rzeczywiście trafiłam do gabinetu pani B., która tylko czekała, aż się przyznam, że jestem schizofreniczką tak, jak mnie programował i zapowiadał jej ojciec. Chciałam pójść do innej przychodni, ale nieświadomie zadzwoniłam tam, gdzie przejęła mnie doktor B. Tak właśnie działa syndrom sztokholmski. Byłam nieskutecznie niepotrzebnie leczona na schizofrenię, stosowała także małe nieskuteczne dawki. Pani B. ignorowała wszystkie moje objawy wskazujące na stany lękowe i zaburzenia wynikajace z prania mózgu oraz zaszczucia przez schizofreników.

Musiałam jej udowodnić, że rzeczywiście jestem pisarką i opublikowałam własnym kosztem powieść. Całkowicie nieświadomie przerobiłam na fantasy historię zabicia mojego pierwszego narzeczonego, którego zamordował warszawski wariat. Dokonałam tego mając jeszcze zaburzenia świadomości, myśląc, że nigdy nie spotkałam Adama i że nigdy nie byłam żadną narzeczoną. Nie miałam świadomości, dlaczego to robię i że zapowiedziałam, gdy mnie B. programował, takie działanie. Pani B. spuściła z tonu i dopiero wtedy przepisała mi leki przeciwlękowe, chociaż nie dostałam skierowania do psychoterapeuty. Wiem z zapowiedzi jej ojca, że zamierzała czekać na „wystąpienie moich urojeń” i dalej poddawać praniu mózgu. Pan doktor B. jest przekonany, że już jako dziecko byłam w psychiatryku, ale ja wiem, że to urojenia Renaty. Nie dziwcie się, że zerwałam kontakt z panią doktor B.

Pan B. i jego córka dokonali spustoszeń w mojej psychice. Brutalnie zastraszali mne i mówili, w co mi wolno wierzyć, a w co nie. Wyciągali ze mnie wszystkie wspomnienia i zakazywali pamiętać prawdę, a na to miejsce wpychali we mnie wszystkie urojenia Romana i jego siótr.

Działania państwa B. to największy skandal i nadużycie psychiatryczne w historii świata, tym bardziej że odmawiali prawidłowej weryfikacji i narzucami się jako moi „psychiatrzy”. Straszyli, że dopiero, gdy napiszę cokolwiek online, to on się dowie i pójdzie do Andrzeja i on mnie wsadzi do więzienia. „Skończysz w więzieniu!” „Bo to Renata jest Yennfer!!!”

Kurwa, naprawdę jestem panną, a Roman to gej-schizofrenik. I nie mam nic wspólnego z Renatą i jego siostrą. Ta trójka jest spokrewniona, ja nie mam nimi nic wspólnego.

A moi krewni wyglądają tak i nie jest to ukradzione komukolwiek zdjęcie, bo na nim jestem:

(Ciekawe czy rzeczywiście na tym zdjęciu jest gdzieś Anna, Renata i Roman, których istnienie moja „psychoza” wypiera, jak twierdził doktor B. Ciekawe też, kogo z tych ludzi psychoza Romana i Renaty – to na nich powoływał się doktor B. gdy mi wmawiał istnieje „burdelu” w mojej historii życia – obsadzi w roli mojej „burdelmamy”. Wcześniej tak obrażał moją mamę, brunetkę.)

A tutaj moja babcia, mama, siostra i trójka dzieci, które w urojeniach Romana grają rolę jego potomstwa, ze mną (zdjęcie zrobił mój szwagier):

Dodaj komentarz