
Kochani, nie przypuszczałam, że będę musiała założyć zbiórkę na leczenie Błędka, ale się stało. Koszty przebiły już barierę czterech tysięcy złotych i wygląda na to, że dopiero początek. Czeka nas leczenie, które pochłonie tyle samo i ewentualna biopsja. Są zmiany w jamie brzusznej, ale możliwe, że oprócz zapalenia trzustki i wątroby, są to zmiany degeneracyjne, związane z wiekiem i kota da się postawić na cztery łapy. Podejrzenie jest, że nastąpiło zaostrzenie IBD, które spowodowało takie pogorszenie zdrowia.
Wszyscy, którzy Błędka znają, wiedzą, że jest cudownym, miłym zwierzęciem, bardzo troskliwym także wobec innych kotów. Bardzo proszę pomóżcie, bo kot na to zasługuje.
Niestety jest łasuchem, który lubi ryby i wyciągnięcie z kosza na śmieci resztek łososia może się tak właśnie skonczyć, że kotek z IBD ląduje w szpitalu dla zwierząt i przez tydzień ma obowiązek pojawiać się na dzienny pobyt i kroplówki. Szczyściło mnie to finasowo, bo sama się utrzymuję, a ostatnio też zaczęłam wprowadzać ulepszenia w moim mieszkaniu. Instaluję – za co już wcześniej zapłaciłam – klimatyzację w jednym pokoju i czekam od początku czerwca na zgodę Spółdzielni. Nie spodziewałam się, że kotek, jak to nazwał dr Biernacki, mi się „rozjedzie”.
Jest to bardzo przykre, bo sama ponoszę koszty wszystkiego. Już bardzo dawno temu, gdy napadli mnie fandomowi wariaci, twierdzący, że są moją „rodziną”, zostałam tak przez nich (oraz „polskiego Vogla”, chroniącego schizofrenika) zaszczuta, że nie tylko straciłam pamięc z powodów psychologicznych, ale też jak wpadłam w koleiny syndromu sztokholmskiego i zaczęłam wykonywać polecania gangu schizofreników.
A na czym polegały? Na tym, że mam ulepszyć swoje mieszkanie za własne pieniądze i udawać, że wydałam na to pieniądze przekazane mi przez Romana, który przed różnymi osobami udaje mojego „męża” – znaczy się cierpi na takie intensywne urojenia. Przy czym zatrzynuje dla sobie pieniądze, które wyłudzi od moich bogatych przyjaciół, czy dalszych krewnych. Oczywiście dodatkowo kutas mnie z nimi skłócił, bo uwierzyli w konieczność mojego „leczenia”, bo powinnam sobie przypomnieć „męża” i że mam z nim „dzieci”. W tej roli dzieci mojej siostry, z których dwoje o mało co nie zostało zabitych przez „dziadka” czyli ojca schizofrneika, który twierdzi, że jest moim mężem. Ten schizofrenik stwierdził, że nie potrzebuje więcej niż jedno „dziecko” i chciał, dusząc bliźniaki, dokonać „późnej aborcji”.
Z podobnego powodu zginęła pierszwa żona mojego Taty. Została zabita przez ojca schizofreniczki, która miała urojenia, że jest jego „żoną”. Bezpośrednim powodem było, że jej ojciec stwierdził, że nie jest mu potrzebny „bękart” ze związku mojego Taty z jego „kurwą”, która odebrać miała Tatę „legalnej żonie”. Oczywiście, jak to w przypadku intryg schizofreników wszystko było odwrotnie. Uduszona kobieta w ciąży była legalną i ukochaną, noszoną na rękach żoną, aktorką zresztą, a wariatka w życiu nigdy nie była z moim Tatą związana.
Jak wcześniej gdzieś wspomniałam, to grono i nasyłani przez nich enablerzy, którzy koniecznie chcieli „leczyć” mojego Tatę, bo nie potwierdzał urojeń schizofreniczki, sprawiło, że mój Tata się poddał, uciekł z Francji i przestał pisać (przy czym jemu po drodze też ukradziono konspekt, który wykorzystała jakaś tępa pizda, niech grób nie będzie jej lekkim).
Wszystko co kupuję i wszystko, co posiadam, albo nabyłam w spadku po mojej matce, albo sama na to zarobiłam. Ewentualnie kupiłam na raty lub kredyt. Nigdy nie będę udawać, że to co zrobiłam z moim mieszkaniem, kiedykolwiek było finansowane przez Andrzeja czy kogokowliek innego. Nie wiem, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale na pewno do mnie nie trafiają, nie są mi przekazywane. Za to służą, z tego co się zorientowałam po to, aby schizofrenicy z mojej podstawówki (którzy nie są ze mną w żaden realni sposób związani) mogli podtrzymywać swoje urojenia i odgrywać rolę ludzi z wyższych sfer. Przy czym bez jakichkowiek zahamowań kradną i wyłudzają pieniądze, bo na tym polega ich choroba. Cierpią na urojenia, że to im „należy”, bo zostali „okradzeni”. Jedyne, co rzeczywiście miało miejsce to ich przegrana w ruletce genowej. Niestety dostali geny schizofrenii przy czym urodzili się w rodzinach, które są za głupie, aby kogokolwiek leczyć. I tak z pokolenia na pokolenie tworzą sobie schizofreniczny „lore” oraz przekazują sobie rady, jak niszczyć ludzi i zmuszać do posłuszeństwa i pomocy w realizowaniu swoich urojeń. Oraz zapewniają się nawzajem, że zawsze się udaje i tym razem też się uda.
Nie, nie uda się Renacie ukraść mojego mieszkania oraz nie będę podtrzymywać urojeń Anny czy Romana. Roman nie jest moim mężem, a Anna nigdy nie była z żadnym z moich narzeczonych. Dokumenty nie kłamią, nie kłamie też Bret, który nawet nie zna Anny. Zapewnianie, że coś potwierdził któremuś z tych schizofreników, jest bzdurą. Nie rozmawia z nimi, ani nie dziękował im za cokolwiek. A Anną nie jest skrzywdzoną wokalistką. Zapytajcie Breta i Adama, kto jest ich byłą i skrzywdzoną wokalistką. Napewno nie jest to Anna. Jej zapewnienia możecie sobie wsadzić w tyłek. Zapewnienia innych schizofreników też nie mają znaczenia.
Tak więc nie spodziewajcie się mnie na Bazyliszku, na pewno nie będę przepraszać Renaty, czy kogokolwiek z tego grona, tak jak sobie zaplanowali, że zrobię po zakończeniu „terapii”, którą nazywam zaszczuciem i celowym wywołaniem syndromu sztokholmskiego. Nie daruję zabicia psychiki nikomu. Żaden psychoterapeuta czy psychiatra nie powinien dawać się w cokolwiek takiego wciągnąć. Powinni się byli bardzo szybko połapać na czym polega schizofreniczna intryga moich koleżanek i kolegi z podstawówki. Nie życzę sobie kontaktów z ludźmi popierająćymi gang schizofreników z mojej podstawówki, nie ważne czy to Andrzej, czy ktokowliek inny. Znajomość z Nyczem też ludzi z mojego punktu widzenia komromituje, bo jest to człowiek, który zniszczył moj matkę tak dokładnie, że kazała mi zrywać z każdym z moich narzeczonych, święcie wierząc, że powinni „wrócić do Anny”, która z mojej punktu widzenia jest po prostu Smeagolem, który ukradł mi zaręczynowy pierścionek i udawał studentkę, drząc tyja, że moje oceny i zdane egzaminy powinny przechodzić na jej konto, a ona tego nie dostaje. No cóż, nie każdy się urodził, aby studiować, szczególnie jeśli nie leczy schizofrenii, która zjada jej mózg. Akademicko zawsze sobie radziłam. Idioci z mojej podstawówki zaś nie.
Przez Nycza miałam zniszczone całe życie i na głowie oślepioną kobietę, która oprzytomniała dopiero, gdy po próbie zabicia dzieci mojej siostry wygranęłam jej, że jest „gorsza niż Poniatowska”. Ale historia schizofrenicznych impostorów, którzy napadli na moich dalekich krewnych, nie jest tematem mojego bloga.
Ale wróćmy do Błędka. Płacę za wszystko sama, jestem panną (na co mam kwity), nie mam dzieci, a ten kot jest dla mnie bardzo ważny i każde wsparcie będzie równie ważne dla mojego psychicznego dobrostanu. Ludzie muszą wiedzieć, że nie są z problemami sami, a większość czasu musiałam, mając dookoła wyłącznie urobionych przez schizofreników wrogów, radzić sobie sama z tą wrogością i niszczniem mi wszystkich marzeń. Z góry Wam dziękuję za pomoc. To co już dostałam, postawiło mnie w dużej części na nogi. Mój kot też powoli wróci do zdrowia.
Link do zbiórki tutaj: https://zrzutka.pl/szekfw
Na pochybel skurwysynom!!!