Jak się zorientowałam, klubem Avangarda rządzi wola schizofreniczki Renaty wykonywana przez Krystynę i jej blond przyjaciółkę. Obie pamiętam jeszcze, gdy na początku. lat dziewięćdziesiątych były dziećmi. Były już wtedy zdemoralizowanymi smarkulami, które mnie wyzywały i szpiegowały na Anglistyce. Zresztą powtórzyły ten wyczyn u mnie w pracy, zachowująć się, jakby nadal miały dziesięć lat. Bardzo długo nie wiedziałam, kim są osoby, które mnie prześladowały. Ale już wiem i bardzo proszę, aby się do mnie nie zbliżały. Nie chcę ich widzieć, czy z nimi rozmawiać. Nie miały nigdy prawa nękać mnie w pracy, skoro nie chcę bywać na konwentach. Nie mają też prawa – bo donosiono mi, że tak robią – podawać się za moje przyjaciółki, które o mnie „wszytko wiedzą”, bo znają tylko Renatę i jej urojenia.
Już wcześniej opisałam psychozę schziofreniczki Renaty, która oskarżyła moje Tatę o pedofilski gwałt. Nie tylko nie wiedziała, że mój Tata w tamtym momencie był w zupełnie innym kraju, ale też nie przyjęła do wiadomości, że ma na imię Marian. Zapluła się, że takiego imienia nie ma i że nazywa się „Mariusz”. Mój Tata i ja zrobiliśmy wszystko, co się dało, aby wyjaśnić cała sprawę na Policji. Głupie, chore psychicznie dziecko było badane przez biegłych, którzy przyszli do mojej szkoły, ale nie udało się tych chorych ludzi ustawić na lekach. Unieżliwił to ksiądz z Opus Dei, który ich zaczął tulić do piersi jako „świętych”, a mnie terroryzować i pomawiać mnie oraz cała moją rodzinę. Od tamtego momentu szczerze i żywiołowo nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Ze wzajemnością zresztą.
Dostałam ultimatum od – jak rozumiem – szefowej Avangardy, czyli od Renaty. Jak zwykle domagała się ode mnie przeprosin za urojony gwałt, potępienia Taty oraz oddania jej wszystkiego, co posiadam. Oczywiście, że odmówiłam. Odmówiłam także pisania za Renatę i skrytykowałam jej wypociny, które mi pokazała, gdy znowu mnie napadła w pracy. Był to klasyczny bełkot z Czata GPT z jego manierą powtórzeń oraz rozbijania akapitów na pojedyncze zdania. Wiem, bo przeprowadziłam własne eksperymenty z Chatem i znam jego ograniczenia oraz styl. Nic, co mi pokazano, nie było oryginalną twórczością plagiatorki Renaty.
Ultimatum, jakie dostałam zawierało groźbę, wedle której „klub mi w niczym nie pomoże”. Miałam nie tylko „przepraszać” za mojego Tatę, ale też za tę idiotkę i plagiatorkę Krystynę pisać. Miałam też zostać „wyrzucona z klubu”, jeśli sama też za siebie nie przeproszę. Bardzo to jest zabawne, bo klub pozbył się mnie już w roku 1988. Z mojego punktu widzenia nie mam nic z tym klubem wspólnego od tamtego czasu, więc mnie śmieszą tego rodzaju groźby. Co najwyżej wpadałam na konwent w Warszawie, żeby spotkać się z przyjaciółmi.
Przy czym okazuje się, że te groźby nie były puste. Rzeczywiście odczuwam efekty „fatwy Renaty” i nie mogę się pokazać z moją twórczością czy prelekcją w Warszawie. Zostałam tak zaszczuta i zniszczona psychicznie, że odeszła mi ochota pisać. Zostałam też szczególnie zniszczona jako kobieta i potencjalna aktorka (bo miałam takie oferty). Nie tylko straciłam pamięć , bo stopedowano próby moich prawdziwych przyjaciól postawienia mnie na nogi, ale też pozbawiono mnie wszelkich na ułożenie sobie życia i urodzenie dziecka. Schziofrneicy oraz renegaci z klubu tak mnie „leczyli z anoreksji”, że się roztyłam i straciłam szanse nie tylko na powrót do sportu, ale też przejście do dziennikarstwa czy produkcji filmowej, bo też takie propozycje miałam. Zniszczona mi życie w każdym aspekcie. W życiu nie chcę mieć nic wspólnego z Avangardą. Nie szukajcie mnie na warszawskich konwentach. Wolę robić coś zupełnie innego, niż promować wariactwo.
Za to wszystko winię klub renagatów, czyli Avangardę. Nic, to ten klub robi, nie jest dobre. Moja prośba do wszystkich uczciwych ludzi jest prosta – należy tych wariatów oraz ich wielbicieli ignorować i kontakować się ze mną przez moich prawdziwych przyjaciół.
To jest pierwszy klub w historii Polski, który niszczy fantastykę oraz artystów zamiast ich wspierać i promować. Ttffuuu!!!
Nic mojej awersji do klubu nie zmieni. Avangarda będzie zawsze przeze mnie wyśmiewana i nie jest ważne, co zrobią zdrowi psychicznie członkowie klubu z tą sytuacją. Skarżyłam się na wariatów i zaszczuwanie mnie wiele razy, a klub nic nie zrobił. Spotkałam się za to z kolejnymi falami zaszczucia i kolejnymi enablerami Renaty oraz piekielnego rodzeństwa z mojej podstawówki.
Tak więc, walcie się!!! Nie przeproszę!!!
Jak już powiedziałam Bretowi wiele lat temu, w Warszawie nie ma klubu fantastyki. Ci ludzie dla mnie nie istnieją.
