Z pewnym zdziwieniem uzmysłowiłam sobie, że prawo autorskie jest całkowicie nieznane społeczeństwu. Mnie Tata uczył prawa autorskiego już gdy byłam dzieckiem, a potem jeszcze uzupełniałam swoją wiedzę.
Muszę więc powiedzieć wprost. Nie dacie rady ukraść nigdy bezkarnie utworu, który został spisany, bo według prawa jest już chronionym utworem. Co innego rzucone przy piwie luźne pomysły, czy opisy jakiś postac, a co innego rozbudowany konspekt.
Do tego prawo autorskie rozróżnia dwa aspekty – prawo majątkowe (czyli co można zarobić na jakimś utworze) oraz prawo imienne, czyli kto jest autorem jakiegoś utworu. Osobiście mam w dupie aspekt dotyczący prawa majątkowego, bo ile wiem, znani mi plagiatorzxy nie zarobil na swoich plagiatach nic. Bardziej mnie interesuje prawo imienne. Prawo imienne jest niezbywalne. A więc nikt nie może podawać się za autora czyjejś pracy – nawet jeśli są „tylko” to przepisane z ukradzionego konspektu rozdziały. Nie można przekazać nikomu prawa do nazywania się sutorem jakiegoś utworu. A utwór powstaje po jego napisaniu. I może to być tylko konspekt. W moim przypadku konspekt zawierał całe rozdziały, które miały być przepisane przez zawodową maszynistkę. Nie można niszczyć autorki tylko dlatego, że prostestuje przeciwko takiej kradzieży.
Jeśli dodamy do tego bruatalne i karygodne ataki na osobe okradzioną, które zniszczyły jej całe życie, to mamy dokładny obraz tego, co mnie spotkało.
Plagaitorka nie miała nigdy mojego pozwolenia na wykorzystanie mojej pracy. Zgłosiłam kradzież Policji i to ja jestem pokrzywdzona w tej całe sprawie. Tak, ostrzegałam przed schizofrenikami z mojej podstawowki, którzy nigdy nie mieli prawa mnie reprezentować.
Miejcie żal tylko do siebie. Czas dorosnąć, idioci!
Czekam w końcu na akcje prokuratora, który jak rozumie, czeka na to, aż się pozbieram i będę mogła zeznawać. Roman nie jest właścicielem tego, co posiadam, ani mnie samej. Dotyczy to też wariatów z Opus Dei.
Wszystko, co zrobiliście, zrobiliście na własny rachunek i na własny rachunek. To co zrobiliście, jest tak samo głupie, jakim samym gównem, jak ściąganie na teście z matematyki. I zostaliśćie przyłapani i zamiast przepraszać zaczeliśćie zaszczuwać i niszczyć „nauczyciela”, czyli mnie za to, że zaczęlam bronić się przed kradzieżą.
Gówno zobaczycie, a nie moje przeprosiny, czy pozwolenie na wykorzystanie jakiegoś kolejnego konspektu. Jeśli dostaliście coś, z rzeczy, które komuś powierzyłam na przechowanie, to niech ta osoba zginie w piekle, tak samo jak wy. I nie ma znaczenia, co jakiś chizofrneik z mojej podstawówki wam powiedział. Ja mówiłam cały czas to samo.
I to tyle na temat, dlaczego mnie nie ma na żadnych polskich konwentach. Po prostu nie ma dla mnie tutaj miejsca. Plagiatorzy i złodzieje mnie wygonili. Wolę nie pisać, niż iśc z tymi ludźmi na układy.