Aluzja

Jakiś czas temu powstało tak złe opowiadanie, że przemilczę jego tytuł i autora. Jak rozumiem powstało z inspiracji kretynki zakochanej w schizofreniku, albo wręcz samych schizofreników z mojej podstawówki. Oczywiście można uważać, że jestem przewrażliwiona, ale sam naczelny schizofrenik, który udaje norweskiego księcia i cierpi na urojenia, że jest moim mężem, nalegał na mnie, abym podziękowała autorowi.

A więc, nie widzę powodów, abym dziękowała. Opowiadanie pewnego marnego pisarza (dobry pisarz nie dałby się w coś takiego wciągnąć) popełnił paszkwil, który w sposób wcale nie tak metaforyczny przedstawia w formie literackiej urojenia schizofreniczki Renaty, która nie jest moją przyjaciółką, ani krewną, a znam ją tylko z podstawówki.

A co znajdowało się wtym opowiadaniu? Opis groźnego lewackiego kręgu pedofili, którzy wywozili swoje ofiary do Francji, aby je tam sprzedawać. Pominęłabym milczeniem ten tekst, bo nie potrzeba reklamować urojeń gangu schizofreników, ale atakujący mnie wariat nalegał na to, abym ten temat poruszyła. Zostałam tak steroryzowana i zastraszona, że działam w ramach syndromu sztokholmskiego (na całe szczęście potrafię się zdiagnozować) i rzeczywiście czuję przymus poruszenia kwestii opowiadania, którego już nikt nie pamięta, bo było tak złe.

Obraziłam się na to opowiadanie już kiedyś na Facebooku, ale muszę zaprotestować jeszcze raz, bo nie będę za to opowiadanie dziękować, chociaż już dawno temu zostałam zmuszona przez schizofreników do „naprawczej” rozmowy z autorem. Mam go za imbecyla, chyba że rozmawiałam z jakimś innym imbecylem, który się pod niego podszywał. Bo takie rzeczy też robią schizofrenicy. Dodam tylko, że to prawica i Kościół na znormalizowaną pedofilię i prostytucję, tak wynika z badań psychologów, to prawica i Kościół twierdzą, że dzieciom się krzywda nie dzieje, jak mówił u mnie w podstawówce pewiem ksiądz pedofil z Opus Dei, czy jacyś jego „święci” schizofrenicy, którymi się otoczył.

Powtórzę jeszcze raz. Mój Tata nie należał do francuskiego kręgu pedofili. Został we Francji zniszczony przez gang schizofreników, którzy zamordowali jego żonę. Był zaszczuty przez ich urojenia oraz napuszczanych na niego coraz to nowych idiotów. Dokładnie taka sama historia, jaka mnie spotyka. Mój tata był prześladowany przez schizofreniczkę, która miała urojenia, że jest jego żoną. W Polsce ja mam na karku debila, który nie chce uwierzyć, że nie jest moim mężem. Przyczepiła się mnie też wariatka, która twierdzi, że jest moją siostrą cioteczną i że się jej zwierzam. Nic bardziej mylnego. Moja mama miała tylko brata, więc nie mogę mieć siostry ciotecznej. Mój Tata nie wywiózł do Francji Renaty, żeby ją tam zgwałcić. Nie jest na tyle atrakcyjna towarzysko, aby zabierać ją w jakąkolwiek podróż. Poza tym mój Tata od czasów zaszczucia i zabicia jego żony unikał francuskich fandomowych imprez, a w tamten weekend był w Londynie, który jakby nie patrzeć, nie znajduje się we Francji. Gdy dowiedziałam się w szkole, jakie nowe urojenia zaczyna żywić Renata, poradziłam Tacie, aby poinformował Policję o tym co wygaduje oraz przedstawił dowody, że był w Anglii. Policyjni biegli psycholodzy i psychiatrzy próbowali namówić wariatów z mojej podstawówki na leczenie, ale ci groźni schizofrenicy dostali taką pomoc od durni z fandomu, że postanowili nie rezygnować z urojeń i ruszyli do kolejnych ataków, które trwają do tej pory.

Istnieje też wariat, który twierdzi, że jest moim ojcem. Możliwe też, że twierdzi, że jest drugim mężem mojej matki, co by robiło z niego mojego ojczyma. Gówno prawda, oczywiście. Moja matka nie miała drugiego męża. Można też spotkać w czasie konwentów wariatkę, która twierdzi, że jest moją matką, czy też siostrą mojej matki, która niby miała być blondynką. Także całkowita nieprawda. Na blogu można znaleźć zdjęcia moich rodziców – ojciec nie był brunetem, a matka nie była blondynką. Uważny czytelnik znajdzie też moje zaświadczenie o stanie cywilnym i jestem panną. Nie ma żadnego męża. A babsko, które twierdzi, że jest moją ciotką, czy też matką, podawało się też za „matkę Adama” – wtedy założyła czarną perukę – lub też „matkę Michała”, żeby „zaręczyć” ich – oczywiście bez ich wiedzy – z naiwnymi sukami, które mnie potem atakowały jako „wariatkę”, która miała się odpierdolić od ich ukochanego, bo miałam być powodem, dlaczego zaręczony facet „nie pamięta, że je kocha”.

Niestety schizofrenicy, którzy mnie prześladują to klasyczne przykłady z podręcznika psychoterapeuty. I na tym możnaby zamknąć tę dyskusję. Dodam jednak, że jedyni pedofile, jakich spotkałam, to schizofrenicy z Opus Dei, szczególnie ten, który ma urojenia, że jest moim ojcem. Gość cierpi też na namolne myśli, że jestem prostytutką. Niestety rozpowszechnił swoje urojenia po całym fandomie. Zostałam przez ten gang schizofreników zgwałcona oralnie w budynku podstawówki, bo sobie wymyślili, że uprzytomnią mi w ten sposób, że jestem prostytutką, a potem zrobią sobie ze mnie niewolnicę i będą sprzedawać, także Kościołowi. Możliwe też, że chcieli w ten sposób zmusić mnie do zostania zakonnicą – jako że ten gwałt miał mnie shańbić i miałam chcieć to „odpokutować” – i w ten sposób zrealizować urojenia Renaty, które polegają na tym, że chcę „iść do Kościoła” i zostawić jej swoje mieszkanie, bo schizofrenicznie czuje się jego właścicielką. Przy czym mieszkanie jest całkowicie moje, mam zaświadczenie o prawie do lokalu i jestem jedyną spadkobierczynią Heleny Wieczorek. Mam dosyć już ludzi, którzy chcą mnie terrorem zmusić do „oddania” kluczy Renacie. To jest tępa idiotka, która nie ma nic wspólnego ze mną, czy moimi krewnymi. Roman też nie ma ze mną nic wspólnego.

Oczywiście Polska i Francja to jest dosyć mała próbka statystyczna, ale widać pewną zależność. Zawsze przy schizofrenikach w fandomie pojawia się zbyt ambitne beztalencie, które używa skradzionego konspektu, którego autor (czy autorka) zostaje przez gang schizofreników zaszczuty aż do próby samobójczej. Giną też przyjaciele autora (czy autorki) kospektu, zaszczuci z wynikiem śmiertelnym lub też zabici przez schizofreników z powodów urojeń, bazujących na tym, że schizofrenikom po prostu przeszkadzali. Zabijani też są członkowie rodzin. Schizofrenicy bardzo lubią pojawiać się w szpitalach, gdzie znajdują się ich ofiary i popełniać mordestwa. Podają się przy tym za członków rodzin, a prawdziwych krewnych przedstawiają jako wiariatów. Samych pacjentów też przedstawiają jako wariatów, którym nie wolno wierzyć.

Mam dosyć tych przeżywanych raz po raz ataków impostorów. Mam wrażenie, że każdy fandom, w każdym kraju, jest zarażony przez gangi schizofreników oraz ich urojenia. Musi być w fantastyce coś, co przyciąga schizofreników.

Osobiście, zamierzam unikać zarażonych przez schizofreników terenów, bo jako obiekt obsesji schizofreników, nie będę się nigdy czuć bezpiecznie – szczególnie, gdy nie chcę po deadlinie potwierdzić urojeń moich prześladowców. A dołączyli do nich nie tylko fani, ale też pisarze (albo wręcz „pisarze”, jak w przypadku pewnej pani). Tak więc, żegnaj pierdolony fandomie. Nikt nigdy mi nie pomógł w mojej walce z wariatami o prawdę. Musiałam centymetr po centymetrze odzyskiwać grunt, gdy gang schizofreników oraz ich enablerzy zaatakowali mnie w pracy, co jest ostatnim etapem zaszczucia przez schizofrenika. Wcześniej uciekłam z fandomu. Na walce o to, by normalnie żyć, upłynęło mi całe życie i nikomu nie dziękuję.

Przykro mi tylko, że mój Tata miał w Polsce tylu fałszywych przyjaciół, którzy mu nie pomogli, gdy zaszczuli go wariaci. Ja w fandomie też nie widzę żadnych przyjaciół, bo ci wszyscy ludzie zniszczyli mi życie, zdrowie, psychikę i wszystkie moje marzenia przez nich runęły. A pomagali tylko schizofrenikom. Wiem dokładnie, na kim mogę polegać i nie jest to Avangarda.

Mój ojciec i matka nie byli schizofrenikami. A Tata zmarł w roku 1985, a w 2000 moja matka. Oboje byli uczciwymi, zdrowymi psychicznie ludźmi, którzy przegrali w starciu z gangiem schizofreników i fandomem. Ich życie i moje powinno było wyglądać inaczej. A jeśli ktoś wątpi w moje słowa, to niech odszuka sobie odpowiednie dokumenty na blogu.

Nie dziwcie się też, że żywiołowo i szczerze nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz Opus Dei.

Leczenie Błędka

Kochani, nie przypuszczałam, że będę musiała założyć zbiórkę na leczenie Błędka, ale się stało. Koszty przebiły już barierę czterech tysięcy złotych i wygląda na to, że dopiero początek. Czeka nas leczenie, które pochłonie tyle samo i ewentualna biopsja. Są zmiany w jamie brzusznej, ale możliwe, że oprócz zapalenia trzustki i wątroby, są to zmiany degeneracyjne, związane z wiekiem i kota da się postawić na cztery łapy. Podejrzenie jest, że nastąpiło zaostrzenie IBD, które spowodowało takie pogorszenie zdrowia.

Wszyscy, którzy Błędka znają, wiedzą, że jest cudownym, miłym zwierzęciem, bardzo troskliwym także wobec innych kotów. Bardzo proszę pomóżcie, bo kot na to zasługuje.

Niestety jest łasuchem, który lubi ryby i wyciągnięcie z kosza na śmieci resztek łososia może się tak właśnie skonczyć, że kotek z IBD ląduje w szpitalu dla zwierząt i przez tydzień ma obowiązek pojawiać się na dzienny pobyt i kroplówki. Szczyściło mnie to finasowo, bo sama się utrzymuję, a ostatnio też zaczęłam wprowadzać ulepszenia w moim mieszkaniu. Instaluję – za co już wcześniej zapłaciłam – klimatyzację w jednym pokoju i czekam od początku czerwca na zgodę Spółdzielni. Nie spodziewałam się, że kotek, jak to nazwał dr Biernacki, mi się „rozjedzie”.

Jest to bardzo przykre, bo sama ponoszę koszty wszystkiego. Już bardzo dawno temu, gdy napadli mnie fandomowi wariaci, twierdzący, że są moją „rodziną”, zostałam tak przez nich (oraz „polskiego Vogla”, chroniącego schizofrenika) zaszczuta, że nie tylko straciłam pamięc z powodów psychologicznych, ale też jak wpadłam w koleiny syndromu sztokholmskiego i zaczęłam wykonywać polecania gangu schizofreników.

A na czym polegały? Na tym, że mam ulepszyć swoje mieszkanie za własne pieniądze i udawać, że wydałam na to pieniądze przekazane mi przez Romana, który przed różnymi osobami udaje mojego „męża” – znaczy się cierpi na takie intensywne urojenia. Przy czym zatrzynuje dla sobie pieniądze, które wyłudzi od moich bogatych przyjaciół, czy dalszych krewnych. Oczywiście dodatkowo kutas mnie z nimi skłócił, bo uwierzyli w konieczność mojego „leczenia”, bo powinnam sobie przypomnieć „męża” i że mam z nim „dzieci”. W tej roli dzieci mojej siostry, z których dwoje o mało co nie zostało zabitych przez „dziadka” czyli ojca schizofrneika, który twierdzi, że jest moim mężem. Ten schizofrenik stwierdził, że nie potrzebuje więcej niż jedno „dziecko” i chciał, dusząc bliźniaki, dokonać „późnej aborcji”.

Z podobnego powodu zginęła pierszwa żona mojego Taty. Została zabita przez ojca schizofreniczki, która miała urojenia, że jest jego „żoną”. Bezpośrednim powodem było, że jej ojciec stwierdził, że nie jest mu potrzebny „bękart” ze związku mojego Taty z jego „kurwą”, która odebrać miała Tatę „legalnej żonie”. Oczywiście, jak to w przypadku intryg schizofreników wszystko było odwrotnie. Uduszona kobieta w ciąży była legalną i ukochaną, noszoną na rękach żoną, aktorką zresztą, a wariatka w życiu nigdy nie była z moim Tatą związana.

Jak wcześniej gdzieś wspomniałam, to grono i nasyłani przez nich enablerzy, którzy koniecznie chcieli „leczyć” mojego Tatę, bo nie potwierdzał urojeń schizofreniczki, sprawiło, że mój Tata się poddał, uciekł z Francji i przestał pisać (przy czym jemu po drodze też ukradziono konspekt, który wykorzystała jakaś tępa pizda, niech grób nie będzie jej lekkim).

Wszystko co kupuję i wszystko, co posiadam, albo nabyłam w spadku po mojej matce, albo sama na to zarobiłam. Ewentualnie kupiłam na raty lub kredyt. Nigdy nie będę udawać, że to co zrobiłam z moim mieszkaniem, kiedykolwiek było finansowane przez Andrzeja czy kogokowliek innego. Nie wiem, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale na pewno do mnie nie trafiają, nie są mi przekazywane. Za to służą, z tego co się zorientowałam po to, aby schizofrenicy z mojej podstawówki (którzy nie są ze mną w żaden realni sposób związani) mogli podtrzymywać swoje urojenia i odgrywać rolę ludzi z wyższych sfer. Przy czym bez jakichkowiek zahamowań kradną i wyłudzają pieniądze, bo na tym polega ich choroba. Cierpią na urojenia, że to im „należy”, bo zostali „okradzeni”. Jedyne, co rzeczywiście miało miejsce to ich przegrana w ruletce genowej. Niestety dostali geny schizofrenii przy czym urodzili się w rodzinach, które są za głupie, aby kogokolwiek leczyć. I tak z pokolenia na pokolenie tworzą sobie schizofreniczny „lore” oraz przekazują sobie rady, jak niszczyć ludzi i zmuszać do posłuszeństwa i pomocy w realizowaniu swoich urojeń. Oraz zapewniają się nawzajem, że zawsze się udaje i tym razem też się uda.

Nie, nie uda się Renacie ukraść mojego mieszkania oraz nie będę podtrzymywać urojeń Anny czy Romana. Roman nie jest moim mężem, a Anna nigdy nie była z żadnym z moich narzeczonych. Dokumenty nie kłamią, nie kłamie też Bret, który nawet nie zna Anny. Zapewnianie, że coś potwierdził któremuś z tych schizofreników, jest bzdurą. Nie rozmawia z nimi, ani nie dziękował im za cokolwiek. A Anną nie jest skrzywdzoną wokalistką. Zapytajcie Breta i Adama, kto jest ich byłą i skrzywdzoną wokalistką. Napewno nie jest to Anna. Jej zapewnienia możecie sobie wsadzić w tyłek. Zapewnienia innych schizofreników też nie mają znaczenia.

Tak więc nie spodziewajcie się mnie na Bazyliszku, na pewno nie będę przepraszać Renaty, czy kogokolwiek z tego grona, tak jak sobie zaplanowali, że zrobię po zakończeniu „terapii”, którą nazywam zaszczuciem i celowym wywołaniem syndromu sztokholmskiego. Nie daruję zabicia psychiki nikomu. Żaden psychoterapeuta czy psychiatra nie powinien dawać się w cokolwiek takiego wciągnąć. Powinni się byli bardzo szybko połapać na czym polega schizofreniczna intryga moich koleżanek i kolegi z podstawówki. Nie życzę sobie kontaktów z ludźmi popierająćymi gang schizofreników z mojej podstawówki, nie ważne czy to Andrzej, czy ktokowliek inny. Znajomość z Nyczem też ludzi z mojego punktu widzenia komromituje, bo jest to człowiek, który zniszczył moj matkę tak dokładnie, że kazała mi zrywać z każdym z moich narzeczonych, święcie wierząc, że powinni „wrócić do Anny”, która z mojej punktu widzenia jest po prostu Smeagolem, który ukradł mi zaręczynowy pierścionek i udawał studentkę, drząc tyja, że moje oceny i zdane egzaminy powinny przechodzić na jej konto, a ona tego nie dostaje. No cóż, nie każdy się urodził, aby studiować, szczególnie jeśli nie leczy schizofrenii, która zjada jej mózg. Akademicko zawsze sobie radziłam. Idioci z mojej podstawówki zaś nie.

Przez Nycza miałam zniszczone całe życie i na głowie oślepioną kobietę, która oprzytomniała dopiero, gdy po próbie zabicia dzieci mojej siostry wygranęłam jej, że jest „gorsza niż Poniatowska”. Ale historia schizofrenicznych impostorów, którzy napadli na moich dalekich krewnych, nie jest tematem mojego bloga.

Ale wróćmy do Błędka. Płacę za wszystko sama, jestem panną (na co mam kwity), nie mam dzieci, a ten kot jest dla mnie bardzo ważny i każde wsparcie będzie równie ważne dla mojego psychicznego dobrostanu. Ludzie muszą wiedzieć, że nie są z problemami sami, a większość czasu musiałam, mając dookoła wyłącznie urobionych przez schizofreników wrogów, radzić sobie sama z tą wrogością i niszczniem mi wszystkich marzeń. Z góry Wam dziękuję za pomoc. To co już dostałam, postawiło mnie w dużej części na nogi. Mój kot też powoli wróci do zdrowia.

Link do zbiórki tutaj: https://zrzutka.pl/szekfw

Na pochybel skurwysynom!!!

Ultimatum, czyli o tym dlaczego nie przeproszę

Jak się zorientowałam, klubem Avangarda rządzi wola schizofreniczki Renaty wykonywana przez Krystynę i jej blond przyjaciółkę. Obie pamiętam jeszcze, gdy na początku. lat dziewięćdziesiątych były dziećmi. Były już wtedy zdemoralizowanymi smarkulami, które mnie wyzywały i szpiegowały na Anglistyce. Zresztą powtórzyły ten wyczyn u mnie w pracy, zachowująć się, jakby nadal miały dziesięć lat. Bardzo długo nie wiedziałam, kim są osoby, które mnie prześladowały. Ale już wiem i bardzo proszę, aby się do mnie nie zbliżały. Nie chcę ich widzieć, czy z nimi rozmawiać. Nie miały nigdy prawa nękać mnie w pracy, skoro nie chcę bywać na konwentach. Nie mają też prawa – bo donosiono mi, że tak robią – podawać się za moje przyjaciółki, które o mnie „wszytko wiedzą”, bo znają tylko Renatę i jej urojenia.

Już wcześniej opisałam psychozę schziofreniczki Renaty, która oskarżyła moje Tatę o pedofilski gwałt. Nie tylko nie wiedziała, że mój Tata w tamtym momencie był w zupełnie innym kraju, ale też nie przyjęła do wiadomości, że ma na imię Marian. Zapluła się, że takiego imienia nie ma i że nazywa się „Mariusz”. Mój Tata i ja zrobiliśmy wszystko, co się dało, aby wyjaśnić cała sprawę na Policji. Głupie, chore psychicznie dziecko było badane przez biegłych, którzy przyszli do mojej szkoły, ale nie udało się tych chorych ludzi ustawić na lekach. Unieżliwił to ksiądz z Opus Dei, który ich zaczął tulić do piersi jako „świętych”, a mnie terroryzować i pomawiać mnie oraz cała moją rodzinę. Od tamtego momentu szczerze i żywiołowo nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Ze wzajemnością zresztą.

Dostałam ultimatum od – jak rozumiem – szefowej Avangardy, czyli od Renaty. Jak zwykle domagała się ode mnie przeprosin za urojony gwałt, potępienia Taty oraz oddania jej wszystkiego, co posiadam. Oczywiście, że odmówiłam. Odmówiłam także pisania za Renatę i skrytykowałam jej wypociny, które mi pokazała, gdy znowu mnie napadła w pracy. Był to klasyczny bełkot z Czata GPT z jego manierą powtórzeń oraz rozbijania akapitów na pojedyncze zdania. Wiem, bo przeprowadziłam własne eksperymenty z Chatem i znam jego ograniczenia oraz styl. Nic, co mi pokazano, nie było oryginalną twórczością plagiatorki Renaty.

Ultimatum, jakie dostałam zawierało groźbę, wedle której „klub mi w niczym nie pomoże”. Miałam nie tylko „przepraszać” za mojego Tatę, ale też za tę idiotkę i plagiatorkę Krystynę pisać. Miałam też zostać „wyrzucona z klubu”, jeśli sama też za siebie nie przeproszę. Bardzo to jest zabawne, bo klub pozbył się mnie już w roku 1988. Z mojego punktu widzenia nie mam nic z tym klubem wspólnego od tamtego czasu, więc mnie śmieszą tego rodzaju groźby. Co najwyżej wpadałam na konwent w Warszawie, żeby spotkać się z przyjaciółmi.

Przy czym okazuje się, że te groźby nie były puste. Rzeczywiście odczuwam efekty „fatwy Renaty” i nie mogę się pokazać z moją twórczością czy prelekcją w Warszawie. Zostałam tak zaszczuta i zniszczona psychicznie, że odeszła mi ochota pisać. Zostałam też szczególnie zniszczona jako kobieta i potencjalna aktorka (bo miałam takie oferty). Nie tylko straciłam pamięć , bo stopedowano próby moich prawdziwych przyjaciól postawienia mnie na nogi, ale też pozbawiono mnie wszelkich na ułożenie sobie życia i urodzenie dziecka. Schziofrneicy oraz renegaci z klubu tak mnie „leczyli z anoreksji”, że się roztyłam i straciłam szanse nie tylko na powrót do sportu, ale też przejście do dziennikarstwa czy produkcji filmowej, bo też takie propozycje miałam. Zniszczona mi życie w każdym aspekcie. W życiu nie chcę mieć nic wspólnego z Avangardą. Nie szukajcie mnie na warszawskich konwentach. Wolę robić coś zupełnie innego, niż promować wariactwo.

Za to wszystko winię klub renagatów, czyli Avangardę. Nic, to ten klub robi, nie jest dobre. Moja prośba do wszystkich uczciwych ludzi jest prosta – należy tych wariatów oraz ich wielbicieli ignorować i kontakować się ze mną przez moich prawdziwych przyjaciół.

To jest pierwszy klub w historii Polski, który niszczy fantastykę oraz artystów zamiast ich wspierać i promować. Ttffuuu!!!

Nic mojej awersji do klubu nie zmieni. Avangarda będzie zawsze przeze mnie wyśmiewana i nie jest ważne, co zrobią zdrowi psychicznie członkowie klubu z tą sytuacją. Skarżyłam się na wariatów i zaszczuwanie mnie wiele razy, a klub nic nie zrobił. Spotkałam się za to z kolejnymi falami zaszczucia i kolejnymi enablerami Renaty oraz piekielnego rodzeństwa z mojej podstawówki.

Tak więc, walcie się!!! Nie przeproszę!!!

Jak już powiedziałam Bretowi wiele lat temu, w Warszawie nie ma klubu fantastyki. Ci ludzie dla mnie nie istnieją.

Nieznajomość prawa

Kilka osób ma chyba wątpliwości co do winy plagiatorki i złodziejki konspektu. Nie przyjaźniłam się z nią nigdy, co więcej gdy była dzieckiem szpiegujących mnie na Anglistyce, powiedziałam jej kategorycznie, że ma zakaz wykorzystywania czegokolwiek z ukradzionej mi torby. Przewidziałam, że prześladujące mnie schizofreniczki i schizofrenik, którzy wmówili jej, że zrobią z niej wielką pisarkę, będą chcieli wykorzystać mój konspekt, aby nakręcić jej karierę. Tak się składa, że miałam w tym konspekcie także wypieszczone rozdziały, które miała przepisać zawodowa maszynistka. Nikt nie miał prawa uważać, że jakikolwiek fiut ma większe ode mnie prawa dysponować moją własnością.

Tak samo jak wariatka Renata nie ma prawa rządać ode mnie oddania jej mojego mieszkania, tak samo pewna plagiatorka nie ma prawa rządać, abym przeprosiła. To nie ja popełniłam przestępstwo. To nie zniszczyłam pisarkę kradnąc jej konspekt i zaszczuwając wraz ze schizofrneikami. Nigdy nie zbliżę się po tym, co się stało do terenu Avangardy. Zresztą klub nie wpuściłby mnie na własny panel. Już tak było. Byłam też wyrzucana z terenu konwentu. Jest prawdziwy powód, dlaczego nie wezmę udziału w jego panelu, jeśli Worldcon będzie w Warszawie. Warszawskie konwenty (a także te, na których bywają schizofrneicy z mojej podstawówki) nie są imprezami, na których czuję się bezpieczne.

Owszem, wzięlam udziałam w kilku konwentach zaraz po pandemii, ale spokój był tylko dlatego, że przypadały na okres, który mi gang schozofreników wyznaczył na „zastanowienie się”. To że nic się nie zmieniło wudać po odrzuceniu mi przez Avangardę prelekcji o Lolice. Naprawdę nie jest obraźliwa dla kurwy Renaty. Po tym, co się stało, Avangarda nigdy nie dostanie propozycji jakiejkolwiek prelekcji ode mnie.

Ludzi, którzy mnie potępili, bo broniłam swojej właśności intelektualne, nie chroni nieznajomość prawa. Owszem, rozdawałam wiele ze swoich pomysłów, ale jak już gdzieś zaznaczyłam, jest różnica pomiędzy luźno rzuconym pomysłem, który ma kogoś zainsprować, a rozbudowanym konspektem, nad którym się pracowało dniami i nocami, w nadziei, że będzie to czyiś debiut prozatorski.

Wiele osób nie zna prawa, ale opiera się ono na czymś, co nazywa się w nauce zasadami społecznymi, które są przekazywane w procesie wychowania i tworzone przez konsensus społeczny. Wszyscy wiedzą, że nie należy kraść, że nie należy nic brać od złodziei, a także nie należy przepisywać czyiś wypracowań i podawać za swoje, nawet jeśli się myśli, że autor się zgodził. Prawa imienne autorskie są niezbywalne i chronione także przez zwyczaj społeczny. Uczennica, która przepisuje od kogoś wypracowanie i daje nauczycielce może liczyć tylko na ocenę niedostateczną. A jeśli jeszcze pobije prawdziwą autorkę wypracowania, aby ukryć fakt kradzieży, to może nawet zostać wydalona ze szkoły.

Plagiatorzy w dorosłym życiu mogą liczyć na takie same traktowanie, a nie na przeprosiny. A także na postępowanie kryminalne. Dorosła osoba nie może mówić, że mówić, że nie wiedziała na czym polega plagiat. Za takie postępowanie i dalsze posługiwanie się moimi konspektami, po tym gdy zostałam zniszczona przez gang plagiatorki w swojej pracy, bo starałam się wyjaśnić sytuację ponownie, należy się krany kutas. I absolutnie nie będę zatrzymywać Prokuratora, który czeka, aż będę mogła zeznawać.

Ani Roman nigdy nie był moim mężem, czy księciem, ani Renata nie była nigdy moją krewną czy przyjaciółką. Tak samo Anna, siostra Romana, nogdy nie była żadną wakalistką metalową, czy ukochaną któregokolwiek z moich mężczyzn. Tak samo nie była związana z Piotrem. Te wszystkie opowieści to schizofreniczne wysrywy chorych mózgów tego gangu schizofreników.

Opowieści tych schizofrneików, że dałam ten skonspekt „tylko nie pamiętam” nic złodziejce, plagiatorce i mojej prześladowczyni nic nie pomoże. Zostanie wyśmiana w Sądzie, jeśli się będzie bronić tym, że „oni jej pozwolili wykorzystać ten konspekt” i skazana na karę więzienia. Rzuciła się na zbyt ważną osobę, której wyśmiewanie zupełnie nie było na miejscu.

Nikt tu już nie jest małym dzieckiem, by można było takie zachowanie wybaczyć. Plagiatorka zapełniała korki papieru posługując się skradzonym konspektem na własne ryzyko. Nie przyjmuję argumetu, że „ona się tak napracowała”. To moja własność intelektualna, a w świetle prawa jest to spisany utwór i też spędziłam na pracy wiele dni i nieprzespanych nocy, które mi zajęła walka z efektami zaszczucia przez gang schizofrneików z mojej podstawówki. Był to tekst i zajęcie, które trzymały mnie przy życiu po tych zaszczuciach. Powstawały na złość schizofrenikom. To że zostały mi ukradzione i zniszczone przez grafomankę jest tak wielkim kurewstem, że niczego nie daruję.

Nie przyjmę już żadnych przeprosin. Na to za późno. Starałam się wytłumaczyć wszystko przez wiele dekad. ale na próżno. Za to – z typową dla narcyzów bezczelnością – gdy już zniszczono mi w życiu wszystko dopiero teraz osoby, który mnie zniszczyły, zaczęły dążyć do porozumienia i zaszczęły mnie wysłuchiwać.

O wiele lat za późno. Zresztą jest to typowy schemat z podręcznika psychoterapeuty. Do narcyza nic nie dociera, zanim nie zniszczy wszystkiego osobie, którą koniecznie chce „wychowywać” i której życiem chce kierować. A i tak nie osiągnie swojego celu, tylko udowodni, że jest chujem i psychopatą, który ze zdziwieniem rozgląda się po zgliszcach życia, które miało być piękne i twórcze. I szokiem wysłuchuje pretensji, bo uważał, że jego ofiar powinna być szczęśliwa i wdzięczna za wszelkie interwencje. Narcyz zniszczy i doprowadzi do samobójstwa włąsne dziecko, bo uwierzył jakiemus idiocie. To też podstawy z podręcznika psychoterapeuty.

Żadnej z kurew z mojej podstawówki nie przeproszę. Tak samo nie przeproszę plagiatorki, która nie miała nawet śladu dumy pisarskiej, której by jej podyktowała opór przeciwko przepisywaniu czyjegoś tekstu i podawania za swój.

Cry me a river, kurwo!!!

Tak samo nie będę wdzięczna za to, że zostałam terrorem zmuszona do bycia nauczycielką. Doznałam tak dużych ran psychicznych, będąc studentką związanych z syndromem sztokholmskich, amnezją i wiarą w to, że urojenia schizofrneików na mój temat są w części prawdziwe, że całe mojej życie to porażka. Nie dam się okraść z tego, co jeszcze potrafię obronić. Ten konspekt jest liną wiążącą mnie z przeszłością, z moją prawdziwą osobowością. (Psychiatrzy wiedzą, że schizofnreicy wytwarzają u swoich ofiar fałszywe osobowośći piorąc im mózgi, stosująć terror i programując swojej ofiary, żeby robiły to, czego chcą schizofrenicy). Będę bronić siebie, będę bronić wszystkiego, co ukradziono. Plagiatorka ma pecha, że jest zachłanną skurwycórką, która uważała że jestem osobą, której wszystko wolno ukraść i że chciałam tyle pracy dać jej fryko, za to, że mnie obrażała, gdzie tylko się dało i gdy tylko miała okazję.

Jestem sobą, a nie kimś z urojeń Renaty.

Warszawski fandom ma dużego pecha do schizofrneików z mojej podstawówki i zdemoralizowanych narcyzów, którzy ich wspierali. Im podziękujcie za ten burdel.

Prawa autorskie

Z pewnym zdziwieniem uzmysłowiłam sobie, że prawo autorskie jest całkowicie nieznane społeczeństwu. Mnie Tata uczył prawa autorskiego już gdy byłam dzieckiem, a potem jeszcze uzupełniałam swoją wiedzę.

Muszę więc powiedzieć wprost. Nie dacie rady ukraść nigdy bezkarnie utworu, który został spisany, bo według prawa jest już chronionym utworem. Co innego rzucone przy piwie luźne pomysły, czy opisy jakiś postac, a co innego rozbudowany konspekt.

Do tego prawo autorskie rozróżnia dwa aspekty – prawo majątkowe (czyli co można zarobić na jakimś utworze) oraz prawo imienne, czyli kto jest autorem jakiegoś utworu. Osobiście mam w dupie aspekt dotyczący prawa majątkowego, bo ile wiem, znani mi plagiatorzxy nie zarobil na swoich plagiatach nic. Bardziej mnie interesuje prawo imienne. Prawo imienne jest niezbywalne. A więc nikt nie może podawać się za autora czyjejś pracy – nawet jeśli są „tylko” to przepisane z ukradzionego konspektu rozdziały. Nie można przekazać nikomu prawa do nazywania się sutorem jakiegoś utworu. A utwór powstaje po jego napisaniu. I może to być tylko konspekt. W moim przypadku konspekt zawierał całe rozdziały, które miały być przepisane przez zawodową maszynistkę. Nie można niszczyć autorki tylko dlatego, że prostestuje przeciwko takiej kradzieży.

Jeśli dodamy do tego bruatalne i karygodne ataki na osobe okradzioną, które zniszczyły jej całe życie, to mamy dokładny obraz tego, co mnie spotkało.

Plagaitorka nie miała nigdy mojego pozwolenia na wykorzystanie mojej pracy. Zgłosiłam kradzież Policji i to ja jestem pokrzywdzona w tej całe sprawie. Tak, ostrzegałam przed schizofrenikami z mojej podstawowki, którzy nigdy nie mieli prawa mnie reprezentować.

Miejcie żal tylko do siebie. Czas dorosnąć, idioci!

Czekam w końcu na akcje prokuratora, który jak rozumie, czeka na to, aż się pozbieram i będę mogła zeznawać. Roman nie jest właścicielem tego, co posiadam, ani mnie samej. Dotyczy to też wariatów z Opus Dei.

Wszystko, co zrobiliście, zrobiliście na własny rachunek i na własny rachunek. To co zrobiliście, jest tak samo głupie, jakim samym gównem, jak ściąganie na teście z matematyki. I zostaliśćie przyłapani i zamiast przepraszać zaczeliśćie zaszczuwać i niszczyć „nauczyciela”, czyli mnie za to, że zaczęlam bronić się przed kradzieżą.

Gówno zobaczycie, a nie moje przeprosiny, czy pozwolenie na wykorzystanie jakiegoś kolejnego konspektu. Jeśli dostaliście coś, z rzeczy, które komuś powierzyłam na przechowanie, to niech ta osoba zginie w piekle, tak samo jak wy. I nie ma znaczenia, co jakiś chizofrneik z mojej podstawówki wam powiedział. Ja mówiłam cały czas to samo.

I to tyle na temat, dlaczego mnie nie ma na żadnych polskich konwentach. Po prostu nie ma dla mnie tutaj miejsca. Plagiatorzy i złodzieje mnie wygonili. Wolę nie pisać, niż iśc z tymi ludźmi na układy.

Londyn

Opisałam już wcześniej schizofreniczkę z mojej podstawówki, Renatę. Nie jest w żaden sposób ze mną spokrewniona, ani nigdy nie była moją przyjaciółką. Nie kontaktuję się z nią, tak samo nie kontaktuję się ze schizofrenikiem Romanem czy jego siostrą Anną. Są to dla mnie obce osoby i wszystko, co o mnie mówią należy zignorować. Żyją swoimi urojeniami, które zniszczyły mi życie, bo razem ze swoimi enalblerami upierali się, że zrobią ze mnie osobę z tych urojeń. Nie wolno robić takich rzeczy w ramach „terapii”, chociaż schizofrenicy zawsze o to zabiegają. Powtórzę, co napisałam wcześniej – ani psychiatrzy, ani psycholodzy nie mają prawa bez narażenia się na zarzuty błędów w sztuce wychodzić z gabinetów i polować na wskazanych przez schizofreników ludzi. Jest to wprost zakazane. Zajmują się takimi akcjami tylko policyjni biegli i profilerzy, którzy mogą zweryfikować w dokumetach, co jest prawdą, a co nie. Reszta powinna siedzieć cicho, zamiast kierowania się swoimi uprzedzeniami, bo kończy się to przypisywaniem ofiarom schizofreników choroby psychicznej i pomawiania o „elementy wytwórcze” (co jest bardzo niefortunnym określeniem, bo nie wiadomo, co oznacza w takich sytuacjach), bo to co mówią ofiary schizofreników, nie zgadza się z wersją ich schizofrenicznych prześladowców. A ci bardzo energicznie i usilnie walczą o to, żeby świat zgodził się z ich urojeniami i z reguły próbują do swoich gangów zrekrutować też psychiatrów. Ostrzega przed uleganiem im podręcznik podstawowy diagnostyki dla studentów medycyny. Żaden psychiatra nie może udawać, że tego nie wie.

Nie mają też nic w swoich lekarskich podręcznikach o tym, jak traktować ofiary pedofilii, czy gwałtu cierpiące na amnezję z pododów psychologicznych. Potrafią tylko dokonać obdukcji. Nie wiem więc dlaczego psychiatrzy pchają się do spraw, w których u ofiary zaszczucia przez schizofreników pojawiła się już amnezja, radośnie uważając, że wpychanie w głowę ofiary urojeń schizofreników jest jej „leczeniem”. Ach, przypomniałam sobie – schizofrneicy lubią podawać się za psychologów. Ale ostrzegam jedyne, co można zrobić w takiach sprawach to izolować ofiarę od ludzi, z którymi nie chce rozmawiać. Bo to toksyczne chuje, enablerzy lub sami schizofrenicy. Takie postępowanie zniszczyło mi całe życie i mam nadzieję, że w końcu enablerzy i schizofneicy się ode mnie odpierdolą. Przy czym wiem, że wracają jak bumerang, bo tym polega ich choroba. Znajdują sobie też kolejnych głupich, ktĻórzy nękają ofiary. Jednyne, co może zrobić ofiara urojeń schizofrenika, to przenieść się do innego kraju, a jeszcze wcześniej kupić sobie psa.

Z tym psem to prawda, sama dostałam taką radę od policjanta, którego zapytałam, co kurwa mam w tej sytuacji zrobić. A było po tym, gdy schizofrenik próbował położyć się w środku nocy do mojego łóżka, bo zapomniałam zamknąć drzwi. Znowu został wyproszony przez policyjny patrol. Na całe szczęście moja kotka ugryzła go w gołą łydkę, bo zaczęla mnie bronić, gdy chciał półnagi władować mi się do łóżka.

Każda osoba, która twierdzi, że Roman jest moim mężem, staje się moim osobistym wrogiem i to kończy nie tylko rozmowę, ale wręcz znajomość. Przez tego człowieka przeżylam piekło i ma się ode mnie odpierdolić. Wszystkich ludzi, którzy chcą mu pomagać, ostrzegam – enablerzy idą do więzienia i nikt nie będzie się już patyczkował.

To, co napisałam powyżej o metodach działań schizofreników, stanowi coś, co żartobliwie określam jako „tajemną wiedzę profilerów”. Bo ani psychoterapeuci, ani psychiatrzy nie uczą się o gangach schizofrneików, ani o ich typowych zagraniach czy też urojeniach.

Mój Tata w odróżnieniu od kilku schizofrenicznych zjebów z Opus Dei nie był pedofilem, czy też gwałcicielem. Nie zasługiwał, aby go zaszczuwać po śmierci. Przy czym pomawianie go nie dziwi mnie, bo schizofrenicy lubią przypisywać swoim ofiarom to, co sami robią. I kierują się zawiścią, także źle ulokowaną, jak zawiść Renaty o moją pozycje poszkodowanej. Po napadzie na mnie rozpoczęła w szkole swoją kampanię oszczerstw wobec mnie i mojego Taty. Ma tego pecha, że mój Tata we wskazany przez nią weekend był nie we Francji. Przy czym, na Francję, do której miał ją niby mój Tata ją zabrać, zmieniła swoją pierwotną wersję. Wcześniej mówiła, że odwiedził ją w jej mieszkaniu w Warszawie. Upewniałam się w czasie rozmowy z nią szczegółowo, co do tej wersji, i nie powiedziałam jej, gdzie dokładnie zagranicą był w tym czasie mój Tata. Ciekawa byłam, co wymyśli. Wymyśliła Francję oczywiście ze względu na jego pochodzenie.

Ma ta chora idiotka pecha, bo mój Tata po przeniesiu się do Polski w życiu nie odwiedziłby francuskiego konwentu. Miał do francuskich fanów podobny stosunek jak ja do Avangardy obecnie. (Też go zaszczuto w młodości i ukradziono mu konspekt oraz zniszczono go tak, że przestał pisać. Prześladowała go też wariatka, która twierdziła, że jest jego żoną.) Kurwa Renata pomawia niewinnego czlowieka. Nie tylko nie była wtedy we Francji, nie tylko nie jest moją krewną, ale także wbrew jej bogato obudowanej wersji konwent, w którym wziął udział mój Tata w tamten weekend, odbył się w Londynie. Ale po tym czasie jej wersja z Francją już się utrwaliła i Renata nigdy nie będzie potrafiła jej zmienić. Tylko na samym początku schizofrenik zmienia wersję pod wpływem nowych informacji. To urojenie jest nie do ruszenia.

Szczekajcie, kurwy, dalej!!!

A mój Tata wyglądał jak poniżej. Żaden ze schizofreników z Opus dei, którzy się za niego podają, nie jest i nie był nigdy, ani moim ojcem, ojczymem, czy zastępczym rodzicem. Rodzice Michała też o mnie nic nie wiedzieli. I w końcu po kłótniach z nimi uciekłam ze związku z Michałem. Sam mi też się naraził. Wspominam tamtem okres jako piekło, a związek z Ravnem, czy Bretem jako niebo. Z innymi facetami urobionymi przez schizofrneików bardzo szybko zaczynałam się kłócić. Padalce!!!

Demoralizacja

Dla kryminologa demoralizacja znaczy coś innego niż dla przeciętnego człowieka. Na przykład nie ma nic wspólnego z seksem, a raczej z rozważeniem, czy do aktów seksualnych dochodzi za obopólną zgodą. Nie wolno też nikogo zmuszać do związku czy seksu presją psychiczną. Jedno nie powinno wystarczyć. Niezbyt dobrze także jest widziane upijanie kobiety w miejscu publicznym i naleganie na seks, aż się złamie.

Kieruje tym ogólna zasada – czyli sacunku do autonomii drugiej osoby oraz zakaz stosowania agresji i przemocy, także psychicznej. Należy szanować wybory życiowe innych ludzi i ich prawo do samostanowienia się. Jak już też gdzieś wspomniałam, nie wolno sobie robić z ludzi niewolników, unikać weryfikacji, czy też nie wysłuchiwać obu stron. Nie wolno też podawać się za autora czyiś utworów, a konspekt jest już utworem, bo został zapisany. Na tej samej zasadzie zdjęcia też są utworami. Zupełnie inne zasady dotyczą luźno rzuconych pomysłów, szczególnie jeśli autorka pomysłu wprost powie, że można to wykorzystać i że tego nie chce napisać.

Są to podstawowe zasady społeczne, na których są oparte przepisy prawne. To jest oczywiste, że kryminolog nie musi znać na pamięć wszystkich przepisów, prawnicy też ich nie znają i nie zawsze potrafią podać numeru konkretnego paragrafu. Kryminog bada przestępczość jako zjawisko społeczne i czuję się zażenowana, że muszę tłumaczyć różnicę pomiędzy kryminologiem, a prawnikiem. Kryminolog zastanawia się na przykład, skąd się biorą zasady społeczne, co zupełnie prawników nie interesuje, bo sa praktykami i dostają już konkretne przepisy prawa, które mają stosować.

Dosknale widać, czym są zasady społeczne na przykładzie gestu, który Amerykanie nazywają „the finger” lub „flipping off people”. W pewnym momencie ktoś uznał, że pokazanie środkowego palca przy zgiętych pozostałych przypomina penisa i że jest to gest wulgarny. Rzopowszechniło się to i ludzie przyjęli to jako swój zwyczaj. To jest ten uznawany za wulgarny jest umową społeczną, tak samo jak który palec się pokazuje. Nie żadnego dekretu, który by definiował ludzkie gesty. Opisy naukowców powstają później. Podobnie jest w przypadku „rogów Szatana„, który tak naprawdę jest niewinnym gestem z Sycilii i ma odganiać zło właśnie i przynosić szczęście. Ludzie używający tego gestu nie powinni być oskarżani o satanizm.

Ale wróćmy do meritum. Dla kryminologa nieprzestrzeganie zasad społecznych oznacza demoralizację. Należy przestrzegać nie tylko prawa, ale też zasad społecznych, które bardzo często są kodowane – chociaż nie są tożsame – jako zasady dobrego wychowania. A jak wiadomo dobrze wychowane osoby w naszym kręgu kulturalnym nie wpierdają się w nieswoje sprawy, nie tyranizują i okazują szacunek, weryfikują też wszystko dokładnie. Także nie kradną, nie kłamią, a także nie doprowadzają do samosądów i lynczu. Nie zaszczuwają innych osób. Zachowują odpowiednią rozwagę, szczególnie jeśli słyszą, że się mylą i ich oskarżenia są oparte na urojeniach wariata.

Gratuluję Krystynie debilizmu i tego, że latami wzdychała do schizofrenika, który miał być „księciem”, za którego by wyszła, gdyby nie to, że jego „żona”(czyli niby ja) mu nie daje rozwodu. Mam tego pecha i jednocześnie szczęście, że nigdy nie byłam formalnie niczyją żoną i mogę przestawić ponownie swoje zaświadczenie – tym razem z roku 2025 – wedle którego jestem panną. Schzofreniczny „książę” – tak jak zawsze mówiłam – jest, przynajmniej jeśli chodzi o mnie, stanu wolnego. Wszystkie panny z fandomu mają do niego wolną drogę. Tylko, że blachary już nie będą się o niego bić, gdy wiedząże jest totalnym zerem, a wszystkie pieniądze wyłudził, także od mojej matki.

Schizofrenik Roman zadęcza mnie od podstawówki i zniszczył mi całe życie, a nigdy – nawet przez sekundę – nie był niczym moim. Jest prymitywnym imbecylem, szresztą Krystynie najwidoczniej ktoś taki pasuje, nie uwierzycie chyba, że nasz „intelektualistka” fandomowa poleciała na kasę (którą regularnie wyłudzał) oraz na tytuł (którego nigdy ten chłop nie miał). W roku 1990 wyciągnęłam podobne zaświadczenie, bo schizofrenik twierdził, że jest moim „mężem” od roku 1986 i ojcem mojej siostrzenicy, której niby miałabym być matką. Niestety wtedy przegrałam, bo schizofreniczka Renata ze swoim gangiem zaczęla rozpowszechniać fałszywe informacje, że posługuję sie zaświadczeniem „tej prawdziwej Yennefer”. Renata też zaczęla mówić, że to jest jej zaświadczenie, bo ona „jest Yennefer”.

Mam dosyć tego gangu schizofreników, którzy przygotowywują dla mnie fale kolejnych swoich enablerów, którzy święcie wierzą w ich słowa i mnie atakują i próbują „leczyć”, wmawiając, że nie jestem osobą, którą jestem. Trwa to całe moje życie, które jest pasmem cierpień z ich powódów. Ludzie tak atakowani – jeśli przeżyją, bo schizofrenik, który nie dopnie swego, nie dostanie potwierdzenia swoich urojeń, dąży do zabicia swojej ofiary – uciekają do innego kraju, aby chociaż trochę żyć w spokoju. Mnie się nie udało, bo mój facet nie doceniał zagrożenia, a także niestety moi prześladowcy są związani ze światowym ruchem fanów fantastyki. Nie dziwcie się, że nie ma mnie nigdzie na jakichkolwiek konwentach.

Moi prześladowcy wychowali sobie sprzymierzeńców, którym wmówili swoje urojenia już we wcześnym dziedziństwie, często najmująć się w fandomie jako opiekunowie do dzieci. Niestety dzieci wychowywane przez przestępców lub schizofrneików wbudowują sobie w światopogląd przekonania, jakich nie można się pozbyć. Ja na przykład nigdy nie będę zakonnicą, wynika to z mojego światopoglądu. Tak samo nie będę „wierzyć w Chrystusa”. Prędzej pójdę do więzienia – co mogłoby mieć miejsce w jakiejś dystopii – niż zacznę chodzić na msze, czy przystąpię do spowiedzi. Na tej samej zasadzie, osobom wychowanym przez schizofreników nie przyjdzie do głowy, że błądzą, szczując na mnie innych ludzi. Zawsze do końca życia będą wierzyć, że pewna panna wyszła za Romana, gdybym dała mu rozwód oraz że ma ona powody do zazdrośći o takiego „męża”, który się o mnie „troszczy”.

A weźcie sobie tego schizofrenika z całą psychozą. Wedle moich dokumentów jest kawalerem od zawsze.

Osoby urobione przez przestępców czy schizofreników szczerze wierzą w nieprawdę, jaką od nich usłyszeli. Bardzo często dopiero w czasie procesu się orientują, co jest prawdą, a co jest urojeniem. A czasem dopiero w więzieniu rezygnują ze swoich fałszywych przekonań na temat ofiar przestępców czy schizofreników, w czym pomaga im wychowawca więzienny. Ja z niektórymi odsobami chcę rozmawiać już tylko na sali sądowej w czasie procesu z udziałem prokuratora.

Aga powinna sprawdzić, czy ma jeszcze kopię zaświadczenia o stanie cywilnym, w którym jest panną. Musiała wyciągnąć taki domument przed ślubem z Piotrem. A jeśli nie ma kopii tego, proponuję, żeby poszła do prawnika i się dowiedziała w jaki posób potwierdzić, że do ślubu z Piotrem była panną. Bo wiem, że była. Nie było żadnego „pierwszego męża”. Ja nie mam już w domu testamentu mojej matki, bo oryginał i jedyna kopia zarazem poszła do Sądu Administracyjnego, ale znajomy prawnik powiedział mi, jaki dokument odwołuje się do testamentu mojej rodzicielki i mogłam go dostać za darmo. Możliwe, że w przypadku Agi prawnik też coś doradzi i moja przyjaciólka dołączy się do mojej akcji informacyjnej, bo informowanie ludzi, jaka jest prawda, to jedyna rzecz, jaką można zrobić w walce ze schizofrenikami.

Przy czym – uwaga – schizofrenicy potrafią zabić swoje ofiary, gdy słyszą od nich, że są chorzy. To że zginę z ręki schizofrneika, który udaje mojego męża, uważam za całkiem prawdopodobne. Bardzo nie dziękuję warszawskiemu fandomowi, który go wspierał przez dekady ciągnące się od latr siedemdziesiątych. Krok po kroku zniszczono mi wszystko, co tylko próbowałam zbudować sobie w życiu.

Sama się nie zabiję, ale nie zdziwię się, jeśli tym Roman udusi mnie na śmierć, bo pojawi się w mojej pracy jesienią. O mało nie zginęłam w ten sposób, gdy byłam studentką. I tak już długo żyję jak na ofiarę schizofreników i ich prześladowań. Ale mam nadzieję zobaczyć jego enablerów w więzieniu i to mnie trzyma przy życiu.

O tym jak wyrzuciłam „księcia” z pracy w Biedronce

Jak już wiadomo chodziłam do podstawówki z trójką schizofrneików. Jak to schizofrneicy zaczęli w pewnym momencie zbierać dossier na mój temat. Dowiedzieli się między innymi z kim jestem spokrewniona. Byłam otwarta, bo mój Tata uczuł mnie, że szlachcic ma się szczycić swoim pochodzeniem i mówić o nim otwarcie. W tym momencie schizofrenicy – jak to schizofrenicy – kierowani zawiścią zaczęli sobie przypisywać szlachcectwo i arystokratyczne korzenie. Owszem, mój dziadek miał na nazwisko Wieczorek, ale reszta rodziny nazywa się inaczej. A każdy szlachcic jest uczony, że liczy się drzewo genealogiczne i z kim się jest spokrewnionym, i kto ręczy, a nie nazwisko, które w przypadku kobiet jest bardzo łatwo zmienialne.

Schizofrenik Roman z mojej podstawówki przypisał sobie bardzo szybko nie tylko szlachectwo, ale też bycie „księciem”. Niestety w jego przechwałki uwierzyła Krystyna, która by chętnie za niego wyszła, ale szczerze wierzy, że złośliwie nie daję mu rozwodu. No co ja na to poradzę, że jestem panną i nie odpowiadam za jego urojenia. Zabawne za to jest, że idiotka Krystyna obcałowywała się wszędzie z nim po fandomach, twierdząc, że jego przechwałki są prawdą. Owsze sypał jej kasą, ale dobrze wiem, że wyłudzał się ją od moich krewnych, także bardzo bogatych dalszych. Bardzo łatwo mu te wyłudzenie przychodziły, bo cały fandom przekonywał moich krewnych, że rzeczywiście jest moim mężem i ja jestem „chora psychicznie i straciłam pamięć po gwałcie”. No więc owszem straciłam pamięć, ale po gwałcie pedofilskim i zaszczuciu przez Avangardę, Krystynę oraz schizofreników z mojej podstawówki. Tak się kończą próby „lecznenia” ofiary schizofrneików pod dykatndo prześladujących ją schizofrneików.

Krystyna jest dla tępą chłopką i powiedziałam jej to w twarz. Sprowokowały mnie jej ataki na mnie, moją Mamę i mojego Tatę. Bardzo proszę, aby wszyscy ją jako chłopkę traktowali, bo na nic więcej nie zasługuje. Nie przeprosiła mnie po kolejnych atakach. O ile mi wiadomo, schizofrneicy nadal jej tytuł „hrabianki” i posługuje się nim całkowicie nielegalnie. Mnie moje szlachectwo może odebrać tylko Harald. A nie tępe zbiry z Avangardy, czy schizofrneicy z mojej podstawówki.

Ale wracajmy do „księcia” z Biedronki. Kierując się swoimi urojeniami, zagroził mi kiedyś, że ujawni się u siebie w pracy jako „książę” i uniemożliwi mi robienie zakupów w Biedronce na Dolnej, bo zacznie wydawać rozkazy. Sprowokować to miało moje pojawienie się w tym sklepie w krótkich spodniach w lato. No coż, może nie mam już tak pięknych nóg jak kiedyś, ale nie zamierzam dusić się w długich spodniach w lato, a „jego” Biedronka jest dobrze zaopatrzona i zawsze lubiłam w niej robić zakupy, bo blisko i ma dobre promocje. I tak było też wtedy, gdy jeszcze nazywała się „Motylkiem”.

Schizofrenik-napełniacz półek z Bierdonki miał za sobą ataki na mnie, gdy pojawiałam się w sklepie, a także dokonywał dopisywania sobie do rachunku swoich własnych zakupów, co zgłaszałam kierownictwu sklepu oraz Policji. Kradł mi też kupony i napadał na mnie werbalnie. Wszystko zgłaszałam. Gdy się lepiej poczułam, poszłam do tej Biedronki w krótkich spodniach, bo mnie profiler przekonywał, że nie powinnam się go bać, tylko właśnie w ten sposób wyrzucić z pracy. Bo na to zasługuje, a ja mam prawo robić tam zakupy.

Nie ma śladu po wariacie Romanie w tej Biedronce. Miał już tyle na sumieniu, że kolejne napady na mnie miały się skończyć wyrzuceniem go z pracy. I najwyraźniej to nastąpiło. Szkoda, że Avangarda za to nie słuchała nigdy rozumu, tylko chodziła na sznurku schizofnreików.

Nie zamierzam pokazywać się tam, gdzie mogę być. zaatakowana i nigdy nie było nikog, kto by mnie bronił.

Ksiądz wariat

Jak już wiedzą moi Czytelnicy, od podstawówki mam problemy ze schizofrenikami, których w tamtym czasie poznałam . Miałam tego pecha, że te dzieci za mną poleciały do fandomu, gdzie znalazły sobie chętnych powierników, którym opowiedziały wszystkie swoje urojenia na mój temat.

Niestety byli wśród powierników rodzice Michała, którzy od tamtej pory niszczyli mi całe życie, kierując się tym, co wariaci z mojej podstawówki i Opus Dei im opowiedzieli.

Nieprawdą jest, że kiedykowiek mi w czymkolwiek pomogli. Zniszczyli mnie już w podstawówce, wywołując amnezję, stany lękowe i myśli samobójcze. Zostałam tak zakatowana, że się roztyłam i porzuciłam sport – co zachwyciło schizofreniczkę Renatę. Przy okazji, Renata nie jest żadną moją krewną, tylko wariatką, która uroiła sobie, że wyśle mnie do klasztoru, a jej zostawię za „opiekę” mieskzanie, które miałam odziedziczyć po rodzicach. Drugie urojenie, które rządzi jej poczynaniami polega na oskarżaniu mojego ojca o bycie przestępcą i pedofilem. Mój ojkciec był bardzo dobrym człowiekiem, który nie załugiwał na takie zaszczucie. Gdy tylko ta idiotka opowiedziała w szkole, że mój tata miał niby ją zgwałcić, dopytałam, gdzie niby miało to mieć miejsce. Oczywiście niby miał odwiedzić ją w jej mieszkaniu (w Polsce). Na całe szczęście, mój tata był wtedy na zagranicznym konwencie. Powiedziałam wariatce w mojej podstawówki, że był zagranicą i ża ma się od nas odpierdolić. Tata zgłosił tę idiotkę i jej pomówienia Policji, przedstawiając też dowody, że nie był w Polsce w tamten weekend.

Nie zaknęlo to jednak sprawy. Matka Michała nadal czepiała się mnie i mojego ojca, kierując się tylko tym, co jej wairaci powiedzieli. A Renata zmieniła w tym czasie swoją opowieść. Mój Tata miał ją „zgwałcić” zagranicą, a mianowicie miał wywieźć do Francji. Stworzyła sobie tę wersję i się jej trzyma, bo uwzględnia wyjazd zagranicę. Ma jednak ta pizda tego pecha, że nie powiedziałam jej w szkole, gdzie dokładnie wtedy był mój Tata. A konwent, na którym gościł, odbył się w Londynie. Czego ta kurwa nie przewidziała. Mój Tata w życiu nie brałby udziału w konwecie we Francji, bo franzuski fandom zaszczuł go praktycznie tak samo, jak mnie Avangarda, bo mój Tata miał prześladujących go francuskich schizofrneików i jego historia jest bardzo podobna do mojej. To wszysko ma potwierdzenie w dokumentach policyjnych, francuskich i polskich.

Matka Michała była w oczach kryminologa osobą zdemoralizowaną, bo wydawaniem sądu i wyrokami, czy prowadzeniem śledztwa zajmuje sie Policja i Sąd, a nie zaniepokjeni obywatele. „Zaniepojeni obywatele” tego rodzaju to przestępcy prowadzący nielegalny lyncz.. Tak mi powiedział profiler, którego sama wydzwoniłam i zaprosiłam do szkoły. Pokierował mnie policjant z 997. Tak się składa, że tylko profilerzy są szkoleni w taki sposób, że mają w głowie milion typowych sytuacji oraz typowych urojeń schizofrneików, zajmują się przestępczością także osób chorych psychicznie. Rodzina Michała i wsparcie, jakie udzielili tym schizofrneikom, sprawili, że wariaci odmówili leczenia. Z reguły schizofrenicy otoczeni enablerami nie rezygnują ze swojej choroby i się nie leczą, a ofiara ich urojeń i prześladowania może tylko prowadzić swoją akcję informacyjną. Robiłam to kilka razy i za każdym razem przegrywałam i kończyło się to zakatowaniem mojej psychiki. Także w czasie polskich konwetów.

W porównianiu z profilerami psychiatrzy nic nie wiedzą. Przeczytałam podręczniki psychiatrii, do jakich miałam dostęp i nie pojawia się w nich nic więcej niż tylko opisy typu „elemety wytwórcze”. Jest to zerowa wiedza na temat urojeń i nie wiem do tej pory, na jakich podstawach psychiatrzy diagnozują. Moja rodzina ma korzenie nie tylko szlacheckie, ale też arystokratyczne. W sytuacji, kiedy opowieści schizofnreików zrobiły ze mnie tępą wiejską babę bez wykształcenia, wszystko co mówiłam, sprawiało, że duagnozowano u mnie „psychozę” i przekonywano, że mój ojciec był przestępcą i gwałcicielem. Miałam nie być anglistką, miałam z trudnościami kończyć Anglistykę, nie mówiąc o innych kierunkach studiów. Miałam być też wiejską prstytutką „uratowaną” przez moich schizofrenicznych prześladowców. Wszystko, co nie zgadzało się z opowieściami schizofreników, było wykorzystywane jako „dowód” mojej „choroby” psychicznej. No coż, schizofrneicy z reguły pomawiają ofiary swoich urojeļ o chorobę psychiczną i prónują wciągnąć w prześladowanie swojej ofiary lekarzy o psychologów, dlatego psychiatrzy i psycholodzy mają kategoryczny zakaz diagnozowania ludzi, którzy się sami do nich nie zgłosili. Wszystko inne jest zgodnie z poręcznikiem nie tylko naruszeniem etyki, ale też bardzo cięzkim błędem w sztuce. Diagnozowaniem schizofrneików w innych sytuacjiach zajmują się profilerzy i Policja.

Byłam pomawiana w fandomie o protytucję, chociaż jedynymi osobami, które probowały mie zmusić do prostytucji byli schizofrenicy z mojej podstawówki. Oraz chory psychicznie ksiądz, którzy koniecznie chciał przestawiać mi klientów i czerpać zyski. Prawda jest taka, że prostytuowały się u niego psychicznie chore dzieci z mojej podstawówki, czyli Renata, Roman i jego siostra. Byli bardzo szczęsliwi, że mogą w ten sposób u księdza dorabiać i chcieli mnie koniecznie też wciągnąć w ten proceder. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

Są to soby, przed którymi ratował mnie później mój pies, Grendel. Wbrew temu, co rozpowiadała matka Michała, nikt z nich nie jest ze mną spokrewniony, ani nigdy nie był moim mężem, czy też przycjacielem, czy też przyjaciółką. Aga też dostała ode mnie radę, żeby po śmierci męża kupiła sobie psa. Niestety schizofrenik, który ma urojenia, że jest jej „pierwszym mężem”, uznał, że zwolniło się miejsce u jej boku i próbował się wprowadzić do jej domu i w jej życie. Na całe szczęście pies był na tyle duży, że dziabnąl boleśnie skurwysyna, który próbował wejść do niej przemocą. Aga kocha tego psa nad życie, a pies jest szczęściarzem, którego rozpieszcza.

A co do schizofrneika księdza, który „słyszy głos Boga” i opowiada, że „zna mnie od dzieciństwa” o że zasze byłam religijna, to jest to totalny świr, którego prywatnie nazywam „nowym Rasputinem” z powodu jego znajmości z prominetnymi polityka prawicy i jego wpływu na politykę. Oraz jego pedofilii i dziwacznego stosunku do seksu, gdzie niby jego penis miałby być hostią, którą dzieci i niketore osoby dorosłe (a tym ja) mają całować i brać do ust, jak „ksiądz daje penisa”, bo to „uzdrawia i ja byłam uzdrowiona” w podstawówce, bo utyłam, bo przestałam pływać i gorszyć kostiumem pływackim.

Nie zamierzam też wariatki Barbary traktować jak własnej matki, Jest to schizofrneiczka, która twierdzi, że rozmawia z moją matką, chociaż moja mama nie żyje od roku 2000. Inne jej urojenia już wcześniej opisałam. Też jest to osoba, która mnie nęka od dzieciństwa i z którą nie mam nic wspólnego, oprócz jej urojeń na mój temat.

Na walce z tymi wariatami zeszło mi całe życie wypełnione cierpieniem i walką o to, żeby mnie nie zaszczuli do końca. Ci wariaci zniszczyli i ukradli mi wszystko, co było do ukradnięcia. Nie oddam świadmie niczego z tego, co do mnie należy. A między mną i Avangardą jest już na zawsze przepaśc rozmiarów Rowu (omen nomem) Mariańskiego. Bo ani ja, ani mój Tata Marian Wieczorek nie zasługiwaliśmy na zaszczucie przez Avangardę, bo chyba wszyscy fani z klubu „leczyli” mnie pod dyktando schizofrneników. Z ich powodu pomiosłam klęskę, jeśli chodzi o mojej życie zawodowe i osobiste, i jest już za późno, aby mnie przepraszać. Nie uwierzę też już w szczerość tych „przeprosin”.

Ale pozostaje mi się szczycić tym, że odnoszę zwycięstwo moralne. I rzucać w kierunku polskiego fandomu stare przekleństwa kranoludów, jak „Na pohybel skurwysynom!!!” Przegieliście już w roku 1988. I nic się od tamtego czasu nie zmieniło.

Rodzina

Jak moi Czytelnicy wiedzą przeszłam pranie mózgu, bo wiele osób chciało mnie leczyć, bo to, co mówiłam, nie zgadzało się z opowieściami niejakiej schizofreniczki Renaty z mojej podstawówki. Ta mała isiotka polazła za mną i moim ojcem do fandomu i zaczęła rozpowszechiać banialuki na mój temat. Zre4sztą mój temat to małe piwo w porównaniu z tym, co mówiła o moim ojcu. Zrobiła z niego wszędzie potwora, a z mojej matki prostytutkę. Co gorsza w ramach „leczenia” apokrewnieni z nią schizofrneicy, a także naiwniacy, których sobie przewlkła z fandomu, zaczęli mnie namawiać, abym się przyznała do „prostytutrcji” – któ®a między innymi miała się odbywać na pływalni. Przy czym schizofrnenicy bardzo chcieli zostać moi alfonsami i na mnie zarabiać. Zresztą dalej chcą na mnie zarabiać, chociażby sprzedająć mnie do niewolniczej pracy w Opus Dei. Podobno mogliby ciągnąc jakieś wynagrodzenia z mojej pracy. Nie wiem, jaka jest prawda, ale za podobne – jak przypuszczam – postępowanie zapadły skazujące wyroki w Argentynie.

Matka Michała wraz ze swoimi znajomymi wysłuchała urojeń Renaty i jej krewnych i od tamtej pory dokonywała uparcie dzieła zniszczenie mojego życia. Kobieta już lata temu zmarła, ale przed samą śmiercią próbowała wychować sobie wnuki na spodkobierców, którzy będę kontynuować jej dzieło, które miało doprowadzić do zmuszenia mnie, abym wyszła za znienawidzonego schizofrenika Romana, który zadręczał mnie też urojeniami. Wszystko to doprowadziło do mojego załamania i syndromu sztokholmskiego, ale ani na krok nie jestem bliższa przyznaniu tego, że cokolwiek z urojeń tej bandy na mój czy mojego ojca temat jest prawdą.

Te wszystkie osoby napadały na mnie cyklicznie w czasie konwentów, w moich szkołach i miejscach pracy. Sięgnęłam praktycznie nieba, gdy po amerykańskim konwencie, wróciłam do Polski i zostałam zniszczona w budynku Anglistyki, bo Michała i jego rodzina, znając tylko schizofrneików, dalej postanowili mnie „leczyć”.

Mam dosyć polskiego fandomu i kolejnych napadów na mnie. Czarę gorycz przelała pewna idiotka, która – chociaż była ostrzegana jako dziecko – postanowiła mnie zniszczyć i zacząla posługiwać się konspektem, który mi ukradziono. Byłam na tyle miła, że wieki temu proponowałam tej idiotce współautorstwo, która już jako dziecko uwierzyła, że schizofrneicy zrobią z niej największą pisarkę Polski. Nie będzie tego już nigdy na stole i nie odblokuję innych konspektów, które – o ile dobrze pamiętam – dałam komuś na przechowanie. Mam nadzieję, że i te konspekty nie zostały niogdzie przekazane.

Te kospekty miałay być moim debiutem. Jestem tak zmęczona walką z tymi wariatami i próbami utrzymania się przy życiu (nie przesadzam, ludzie popełniają samobójstwo po praniu mózgi i zaszczuciu przez schizofrneików), że nie jestem już w stanie pisać, więc tym bardziej tej złodziejce niczego nie ułatwię.

Chociaż faktycznie, za zachęcani i rozbestwienie tych schizofrneików odpowiada rodzina Michała oraz Nycz z kilkoma innymi debilami z prawicy. Świetnie się bawili., robiac sobie ze mnie popychadło i niszcząc na konwetach. Ani te schizofrneiki Anna i Renata są moimi krewnymi, ani Roman mężem. Nikt też z nich też mnie nie zna. Moją tylko swoje urojenia na mój temat, indukowane przez zawiść i schizofrenię.

I to w zasadzie tyle, co mam do powiedzenia o tych ludziach. Okłamali wszystkich i zniszczyli wiele ludzkich żyć, w tym też moje i moich przyjaciół.

Pierdocie się na tym Bazyliszku. W życiu nie chcę brać udziału w jakimkowiek warszawskim konwencie. Podziękujcie tym ludziom za odmowę organizacji Wordconu w Warszawie i wyśmianie idiotek w Stanach. Żadna z tych osób nie jest ze mną w przyjaźni i nie ma prawa się na mnie powoływać.