Przyznam wam się, że w sumie to nie wiem, jak to było z tą defenestracją matki Romana. Przeprowadziłam z nim wiele lat temu rozmowę na ten temat, bo gdy mnie zmuszono do kontaktu, przypomniałam sobie, niektóre jego wyczyny i opowieści z czasów podstawówki. Ale prawda podobno jest inna. Ojciec Romana nie wyrzucił jej przez okno. Opuściła ich, bo miała szczerze dosyć życia z trójką schizofreników, z którymi nic się nie dawało zrobić.
Relację w rodzinie Romana zostały zniszczone przez pewny pechowy zbieg okoliczności. Do tej samej podstawówki chodziła Renata, z którą Roman i jego siostra się zaprzyjaźnili bardzo intensywnie. Bo jak to schizofrenicy bardzo byli zadowoleni z poznania ludzi swojego – że tak powiem – gatunku. Piszę gatunku całkowicie serio, bo schizofrenicy są lojalni wobec ludzi do siebie podobnych i mają poczucie odrębności od reszty ludzkiego gatunku. Zaznaczę, czują się o wile lepsi od nas i koniecznie z ofiar swojej obsesji chcą zrobić sobie niewolników.
Poznanie Renaty i jej rodziców było już ostatecznym gwoździem do trumny małżeństwa rodziców Romana. Matka Romana, jak powiedziała moim rodzicom, popełniła błąd, bo nie zdawała sobie sprawy, kim naprawdę był i jak bardzo był chory człowiek, w którym się zakochała. Ja mam to szczęście, że od początku nienawidzę Romana, chociaż inni schizofrenicy z mojej podstawówki cały czas go zachęcam podając się fałszywie za moich krewnych. Podawanie się za krewnych obcych ludzi to częsty numer schizofreników. Naprawdę Barbara nie jest siostrą mojej matki.
Matka Romana miała tego pecha, że schizofreniczka Barbara specjalizuje się w urojeniach typu „kto z kim, ile i dlaczego”. Sprzedała swoje urojenia na temat mojego ojca praz matki Romana, twierdząc, że mają romans, co było całkowitą bzdurą, bo się nie znali. Dokładnie tak samo jak mój tata nigdy nie rozmawiał z Renatą. Urojenia Barbary na temat nieistniejącego romansu wywołały furię i atak gwałtownej psychozy ojca Romana. Jak rozumiem było grubo i możliwe, że matka Romana mogła równie dobrze wylądować za oknem, bo schizofrenicy czasem mordują ludzi, którzy każą im się leczyć. Jakby but było po tej karczemnej awanturze matka Romana wyszła z domu i już nie wróciła. Nie dziwię się, bo już mam dosyć ludzi, którzy napadają na mnie i atakują, bo wysłuchali jakiś urojeń Barbary i jej córki. Przeżywam to od dzieciństwa i w życiu nie mówiłam jej, że mój ojciec jest pedofilem, a mama prostytutką. Moi rodzice byli z wyższych sfer. Babcia ze strony ojca też była szlachcianką. Wyższe sfery to nie jest kwestia pieniędzy, ale pochodzenia i wychowania. Oraz inteligencji.
Barbara uwielbia, co też jest częstą cechą schizofreników, łączyć ludzi w pary i nieważne jest wtedy, czy są w sobie zakochani. Wmówiła mnie Romanowi, twierdząc, że za nim szaleję. Do tej pory nie udało mi się chyba przekonać go, że to co powiedziała Barbara, nie ma znaczenia. Będę Romana nienawidzieć do mojego ostatniego dnia i płakać nad narzeczonymi i życiem, jakie mogłam mieć z każdym z nich, gdyby Andrzej nie słuchał tej wariatki i nie okłamywał każdego z nich po kolei, że jestem chora psychicznie i że muszę wrócić do „męża”. Andrzej nie jest moim właścicielem i sama decyduję o tym, z kim chcę być. Znalazłam go w czasie konwentu, kiedy okłamał Breta na mój temat i poprosiłam, aby odwołał. Zamiast tego zostałam zaszczuta przez gang prowadzony przez pana B, który absolutnie nie miał prawa mnie nękać i wmawiać, że nie mam żadnych praw i twierdzić, że oskarżenia schizofreników są prawdziwe. Anna nigdy nie była narzeczoną Breta, a Renata nie jest Yennefer i nie była nigdy z Piotrem.
Mam dosyć wpływu tych schizofreników na mojej życie. Andrzej to – sięgając do sformułowań z protokołu dyplomatycznego – persona non grata. Jego wpływ na moje życie (oraz życie członków moich zespołów) tak katastrofalny, że nie chcę go oglądać. Miał też katastrofalny wpływ na życie literackie w Polsce. Znam osoby, które przeżyły zaszczucie przez schizofreników cudem. Znałam też osoby, które zostały doprowadzone przez tych schizofreników do takiego stanu, że odebrały sobie życie. Niestety schizofrenik dąży do czegoś takiego, jeśli jego ofiara nie potwierdza jego urojeń. Nie wystarczy powiedzieć – ja się nie zgadzam, mam do tęgo prawo, mylisz się, co do mnie, bo takie słowa wywołują furię i agresję schizofrenika. A wystarczy już pól godziny terroru, aby kogoś doprowadzić do samobójstwa. Przy czym oczywiście w czymś takim nie bierze udziału tylko schizofrenik, ale też jego enablerzy, którzy życie oddadzą, aby tylko chronić swoją „gwiazdę”.
Naprawdę mam tego dosyć. Spierdalam. I tak mnie wyrzucono z Avangardy w 1988 roku, zaraz potem, gdy mnie Andrzej wprowadził na miejsce mojego taty. Macie ode mnie zakaz nazywania Avangardy „klubem Yennefer”, bo nie jest klub, który honoruje Yennefer. Co najwyżej tuli do piersi Rennefer – czyli Renatę oraz jej urojenia.
I nadal nie wiem, jak to było z matką Romana i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to, bo i tak kobieta – jeśli żyje – to zatarła za sobą ślady, jak to zwykle robią ofiary uciekające przez schizofrenikami, których kłamstwa naprawdę niszczą ludziom życie. Równie dobrze mogła być zabita. Mnóstwo osób ginie każdego dnia z rąk schizofreników. Taki los spotkał mojego gitarzystę z Reytana. Bo to schizofrenicy są mordercami i gwałcicielami, a nie mój tata.
I Roman może sobie wsadzić w dupę obietnicę, że da mi Zajdla, dosypując głos, jeśli zgodzę się na jego żądania. To nagroda i tak już nie ma żadnej renomy. To hańba polskiego fandomu i już mnie w życiu nie zobaczycie na żadnej imprezie, gdzie mogę spotkać ludzi z gangu z mojej podstawówki, którzy tak bardzo obrośli w piórka, powołując się na mnie i udając moich bliskich.
To jest koniec Avangardy dla mnie.
Prawdą jest jedno – to ojciec Romana był w więzieniu i jest mordercą i gwałcicielem, a nie mój ojciec. Mam dosyć już tych obelg i potwarzy. Już niżej ludzie z warszawskiego fandomu nie mogli upaść.
Mam nadzieję, że wypowiedziałam się jasno i wyraźnie. Nie potwierdzę żadnych urojeń tej szajki na temat mojej rodziny. Ci ludzie nawet nie wiedzą, jak moi rodzice mieli na imię. Nie wiedzą nawet, jak ja się nazywam. Już słyszałam wersję, jakobym się nazywała Nowak, a Wieczorek jest po mężu. Więc powiem jedno. Nie jestem Nowak. Jestem bardzo wkurwionym szejkiem.
A przy okazji – pewna fandomowa arabistka wyłapała w tym, co mówię mnóstwo arabskich idiomów, które mój dziadek przetłumaczył na polski. Chciał mi w ten sposób coś dać ze swojej kultury. Dla wielu osób nie potrzeba żadnych dodatkowych dowodów, że mówię prawdę na temat pochodzenia mojego dziadka. Mam świetne informacje od dziecka, jak należy zachowywać się w kraju arabskim. Bo wtedy pobyt tam jest bezpieczny. Długie luźne spodnie lub spódnice, luźna góra zasłaniająca ramiona i nie ma się problemów. Na wodach międzynarodowych można się kłócić, że panuje rozluźniony dress code, bo to nie kraj arabski. Chociaż ja usłyszałam, że łódź jest arabska – próbowano mnie wtedy zatrudnić jako nurka na łodzi, kiedy byłam popływać na rafie. Egipskie dobre zwyczaje wymagają od kobiet stroju jednoczęściowego, a nie bikini, szczególnie w pracy. Przy czym zaznaczę, że wiele Arabek po przekroczeniu progu własnego domu, w tym na terenie wewnętrznego patio, robi, co chce. Nikt nie ma prawa tam zaglądać i osądzać. Teren prywatny jest święty. Prywatność jest święta.
W Polsce za to cały czas ktoś wpycha swój nos w moje sprawy, co jest obraźliwe i dyktuje, z kim mi wolno być i jaką religię mam wyznawać. Mam dosyć już tego łamania praw człowieka.