Studniówka

Nienawidzę wspomnień o swojej Studniówce, chociaż upłynęło od niej już bardzo dużo czasu. Przypadła na okres intensywnych napadów na mnie Romana i jego znajomych. Po tym, jak ten schizofrenik Roman zniszczył mi z zazdrości zespół, bo dla gitarzysty (a nie dla Romana) rzuciłam Piotra. Co było tym łatwiejsze, że Piotr nie potrafił mi wyjaśnić swojego romansu lub też „romansu” (bo wiemy, że tym stały tylko opowieści schizofreniczki Renaty). Odeszłam od Piotra do Bartosza, a nie do Romana. Zresztą Bartosz zabity w czasie konwentu po tym, gdy podszedł i razem z Michałem zaczął rozmawiać ze mną o reaktywacji naszego zespołu z Reytana. Wisiało w powietrzu też odnowienie mojej znajomości z Bartoszem. Do tego zabójstwa przyznał mi się Roman. Miał ten wariat zabić muzyka razem ze swoim ojcem mordercą. Oczywistym jest, że nie robi na mnie takiego wrażenia, jakie chciał wywołać Roman. Usłyszał to samo co w podstawówce – a mianowicie, że nigdy go nie zaakceptuję i wolę nawet zginąć, niż z nim być, bo taki mi dawał wybór. To zaszczucie przez Romana i jego przyjaciół doprowadziło do mojej amnezji.

O mało co nie popełniłam samobójstwa w wieku dziewiętnastu lat, tak zostałam zaszczuta przez opowieści o tym, że niby miałabym być w ciąży. Po rozmowie z moją matką, którą schizofrenicy oraz Andrzej nakarmili kłamstwami o Romanie i mnie wybiegłam z domu, aby się zabić. Ale wróciłam, bo postanowiłam być twarda. Gdy wróciłam do domu, moja mama – która wiedziała, co schizofrenik może zrobić z człowiekiem – była w takim złym stanie, że bałam się, że sama się zabije. Niestety osoby, które za to odpowiadały, nadal utrzymały z nią kontakt i karmiły kłamstwami. Nie było szans na moją demoralizacje czy upadek. Granie w zespole z Michałem i Bartoszem naprawdę nie byłoby upadkiem moralnym, jak to przedstawiano, robiąc z Bartosza syna gangstera. Dopiero, gdy po jakimś czasie wyciągnęłam zaświadczenie o moim stanie cywilnym, moja mama zrozumiała, że opowieści o moim związku i tajemnych ślubie z Romanem pochodzą z jego urojeń. Prężyłam piekło związane z kłamstwami Romana. Mam w dupię karierę literacką tak naprawdę. Żałuję tylko, że nie mogłam w liceum kontynuować pracy z moim zespołem. Andrzej, stając po stronie wariatów, zniszczył mi wtedy życie. Chcę kariery muzycznej. Sidrela napiszę na złość kurwom z Opus Dei oraz Romanowi, któremu się bardzo teksty antyklerykalne nie podobały, to – jak większość schizofreników – maniak religijny, który „wie, czego chce Bóg”.

Roman i jego towarzystwo zniszczyli mi w życiu wszystko. Przy czym jego towarzystwo (a nie moje) to Andrzej, państwo Ch. a także Michał i jego rodzice. Cale grono niszczyło mnie w liceum (chociaż nie tylko wtedy, dopiero relatywnie niedawno część tych ludzi oprzytomniała, bo sięgnięło do źródeł i zrozumieli, że Roman jest synem mordercy, o którym mówiła moja mama).

Wśród rzeczy, które mi zniszczono, była Studniówka. Nie miałam na nią pary i nie chciałam na nią iść, ale moje koleżeństwo za moimi plecami zaprosiło Romana. Gdy tylko zobaczyłam swoją parę do Poloneza, uciekłam i skryłam się w toalecie. Przesiedziałam tam do końca pierwszego tańca.

Później nie było wiele lepiej, zrobiłam moim koleżankom i kolegom aferę, co skończyło się moim bardzo wczesnym, a samotnym, wyjściem z imprezy. Wbrew temu, co wariaci o mnie opowiadałam nie byłam ubrana w długą spódnicę, Były to bardzo szerokie spodnie, do których założyłam koszulę, bo zupełnie, ale zupełnie, nie chciałam się stroić na tę okoliczność. Tym bardziej, że nie mogłam z powodu kłamstw tego grona i ich intryg być z Bartoszem.

Nie odpowiadam za zdjęcia, jakie mi podstępem zrobiono z Romanem. Nigdy nie byliśmy parą i nigdy nie powinien być rozpieszczony i noszony na rękach przez przyjaciół i dalekich krewnych mojego taty z fandomu. Jest to skandal, co się stało i nigdy nie przestanę uważać w tej sytuacji Andrzeja za mojego osobistego wroga. Mam w dupie, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale musi mieć świadomość jednego – w życiu ani mnie, ani mojej mamie nie pomógł.

Jestem o mnie chodzi może spierdalać na Księżyc.

W związku z tym jedna prośba – nie mam z nikim kontaktu, bo ten gang ukradł nam na początku lat dziewięćdziesiątych wszystkie notatniki z telefonami, więc w tej sytuacji bardzo proszę nie liczcie na to, że Roman czy rodzina Renaty kiedykolwiek mnie z wami skontaktuje. Sami odezwijcie się do mnie (na dole strony jest guzik z napisem kontakt), a ja wam podam swój prywatny numer stacjonarnego telefonu). Gwarantuję, że go nie macie.

Ostrzegam też przed używaniem jakiegoś innego emaila niż z mojego bloga, bo ci schizofrenicy przyznali mi się do fałszowania mojej korespondencji. Nie dziwi to psychologów klinicznych, bo schizofrenicy mają zwyczaj tworzyć sobie pseudo „dowody” na to, że ich urojenia oraz celowe kłamstwa są prawdziwe. Są też – jak Roman i Renata – zawodowymi oszustami. Nie należy w nic, co mówią, wierzyć, tylko sięgać do źródeł i wszystkie ich stwierdzenia weryfikować.

Nie mam możliwości zdobyć urzędowego dokumentu z USC, który zaświadcza, że nigdy nie miałam dzieci, bo wydają tylko akty urodzenia i nie przesiewają bazy danych, aby udowadniać nieistnienie takiego aktu. Każdy prawnik wie, nie dowodzi się nieistnienia czegoś. Obowiązek dowodu spoczywa na ludziach mnie pomawiających, więc niech Roman w końcu przedstawi swoje „dowody” (czyli niesfałszowany akt urodzenia „Michaliny”). Przelewy od Andrzeja i „świadectwa” urobionych przez ten gang schizofreników ludzi się nie liczą. Na szczęście każdy ginekolog, badając mnie, zaświadczy, że nigdy nie rodziłam. Jestem na to za wąska i potrzebuję najmniejszego wziernika. One są dla osób, które nie rodziły. Mam także dokument na blogu z ubiegłego, który zaświadcza, że tak samo jak w 1990 roku nadal jestem panną. Wszystkie dane na tym dokumencie są dokładnie takie same.

Nie byłam i nie będę żoną Romana. Nie jestem cioteczną siostrą Renaty, bo jej matka Barbara nie jest moją ciotką. Moja mama miała tylko brata. Są to osoby, które naprawdę już powinny trafić do więzienia. Trafi też Andrzej, jeśli nie zmieni zeznań. Bo jego zeznania do tej pory pogrążyły go w takim stopniu, że bez pognania na Policję i zmiany zeznań ląduje z wielkim wrzaskiem i skandalem w więzieniu.

Roman jest gwałcicielem, a nie jakikolwiek z moich dawnych narzeczonych. Nie byli gwałcicielami Adam, Bret, czy Kristian. Byli świetnymi kochankami. Michałowi za to można zarzucić braki w Ars Amandi. Między innymi wywołane tym, że słuchał „rad” Romana (jako mojego „byłego”, który wie o wszystkim, co lubię – zaręczam, że ten człowiek nic nie wie o kobietach i seksie, miesiączkę nadal chyba jak w podstawówce uważa za oznakę skrobanki – ale jakby nie było skurwysyn doprowadził do naszego zerwania, jak sądzę celowo zrobił w chuja Michała). Michał naiwnie uważał, że nie cierpię gry wstępnej. W końcu został porzucony jako gwałciciel. Seks na sucho, gdy byłam wkurzona na Michała, pewnego razu skończył się tak, że moja ginekolog chciała mojego faceta wsadzić do więzienia. Przesłała obdukcję Policji. Ratowałam tego debila i przedstawiłam go na posterunku, jako całkowicie chorego psychicznie, bo Roman wciągnął go w swojej urojenia i zniszczył psychicznie. Ma idiota szczęście, że gwałt ściga się tylko na prośbę poszkodowanej, czy poszkodowanego.