150m2 to rozmiar mieszkania Breta w Warszawie. Tam mieszkałam, gdy już schizofrenik Roman sfałszował orzeczenie Sądu Opiekuńczego. Tam też jest wiele moich rzeczy i dokumentów. Byłam tam bardzo szczęśliwa i tam również moja kotka, Melissa czuła się świetnie. Miała już wtedy elektryczną kuwetę oraz automatyczne zabawki. Bret ją straszliwie rozpieszczał. Z dużą satysfakcją obserwowała, jak konserwował kuwetę i ją dodatkowo czyścił. Nauczyła się też doceniać klimatyzację. Kristian również chętnie czyścił kuwetkę kotki, gdy wpadał do mnie. Była rozpieszczana przez wszystkich moich facetów. Oczywiście nie przez schizofrenika Romana, który nigdy nie był ze mną i nienawidzi każdego kota. Maskuje się ze swoją nienawiścią i po cichu zwierzęta zadręcza, a gdy brakuje mu czasu, łamie na szybko karki.
Wcześniej przeprowadziłam się z moją kotką do rodziców Michała i jeździłam z nią na ich działkę. Chodziła tam na smyczce i wyławiała myszki z ogrodu. Była bardzo szczęśliwym kotem, tak samo jak moje wszystkie koty i pies.
Melissa umarła na raka już w obecnym stuleciu. Miała 16 lat.
Mieszkanie, jakie kupiłam za pieniądze zarobione w Oslo, jest o wiele mniejsze. Ma około 80 metrów kwadratowych. Jest utrzymywana z mojego konta, gdzie wpływają ograniczone przelewy od rodziców mojego zamordowanego narzeczonego. To tam mieszkałam z prawdziwym Ravnem i też byłam szczęśliwa. To że nie przebywałam w mieszkaniu mamy, nie oznacza, że nie miała ze mną kontaktu i że znikałam gdzieś w świecie przestępczym, jak twierdzili schizofrenicy, wkurwieni, że nie mogą mnie kontrolować.
Ravn został zabity dwa tygodnie przed ślubem. Została sukienka u rodziców Ravna w rozmiarze 44. Mój kolejny związek też się skończył tragicznie, poronieniem wywołanym przez bicie i kopanie, oraz zaszczuciem mnie aż do utraty pamięci. Bret też został tak samo potraktowany. Okłamany, a ja zaszczuta, w momencie gdy już planowaliśmy ślub i dzieci. W czasie studiów trzy razy miałam już wyjść za mąż i moje zaświadczenie o stanie cywilnym nie kłamało – byłam i jestem panną. Szlochy Romana, że jest mężem chorej psychicznie żony, możecie sobie wsadzić w dupę. Miałam jeszcze raz wyjść za mąż, ale mi to kurwy uniemożliwiły. Z dużą radością doprowadziły do tego, że zostałam tak zaniedbana ginekologicznie, że usunięto mi macicę i już bez względu na wysiłki współczesnej medycyny nie urodzę dziecka.
Takie są zwykle losy osób, które są prześladowane przez schizofreników, którzy kierują się urojeniem, że są mężem lub żoną ofiar swoich urojeń. Osoby zdrowe psychicznie, gdy im się zaprzecza, zaczynają się wahać. Dlatego też zdrową osobę można zaszczuć tak, że zacznie mieć fałszywe wspomnienia. Schizofrenik się nie waha. Zaprzeczanie mu powoduje wybuch psychozy i takie działania, że daje radę dotrzeć na przykład nawet do prezydenta i go tak zmanipulować, że ten zacznie wydawać – delikatnie mówiąc – nieprzemyślane decyzje i zacznie nielegalnie zastraszać.
Nie dziękuję kurwom z fandomu, że mnie śledziły i kontrolowały na prośbę schizofreników. Nic wam nie zawdzięczam i nie jest prawdą, że mi wszystko umiera, bo zabiłam dziecko. Pierdolnijcie się w łeb, razem z tymi zarzutami możecie iść do w pierdu.
Chuje-schizofrenicy z mojej podstawówki nie muszą wiedzieć o mnie wszystkiego. Im mniej o mniej wiedzą, tym lepiej.
I dla przypomnienia (zwracam uwagę na datę wystawienia):
