Smutek

Ja mam to szczęście, że moją polekową zaćmę (taką diagnozę dał mi jakiś czas temu prywatny okulista i wiemy, o co chodzi) daje się operować. Ktoś z mojej rodziny ma większego pecha. Nadżerki na rogówce uniemożliwiają przeszczep. Do tego duża krótkowzroczność spowodowała rozwarstwienie siatkówki w wewnętrznym rejonie.

Nie zapominajmy też o coraz gorzej funkcjonujących nerkach.

I mam taką refleksję – to strasznie nie fair po tym wszystkim, co moja rodzina musiała znieść z łapsk atakujących nas schizofreników oraz ich enablerów. Już moja babcia ze strony mamy miała schizofrenicznego wielbiciela, który zabił jej prawdziwego ukochanego. Miała to szczęście, że zakochał się w niej Arab, który przejeżdżał przez Polskę. Został, bo inaczej nie mógł. Oczywiście, że stałby kolejną ofiarą schizofrenicznego mordercy, ale dziadek dał radę obronić się przed napastnikiem. Odrzucił go tak silnie, że wariat walną głową przypadkowo w jakiś kamień. Szczęśliwie zdechł na miejscu, bo sobie rozbił czaszkę. Dziadek z dużymi obrażeniami trafił do szpitala. Prawie się wykrwawił. Więc nic dziwnego, że moja babcia się w nim czym prędzej zakochała. Przede wszystkim był tym facetem, który przeżył, a babcia już myślała, że zawsze będzie sama. Rodzina była dla niej dużym szczęściem, bo nie spodziewała się, że będzie ją miała. Zaręczyli się, gdy jeszcze był w szpitalu.

Nie powinno być dla takich schizofreników litości. W kaftan bezpieczeństwa i dawać przemocą leki, czego obecnie nawet w szpitalu psychiatrycznym nie wolno zrobić. Pacjent zawsze musi się zgodzić. Moje zdanie jest takie, że należy wprowadzać takich diabłów w śpiączkę farmakologiczną, dawać leki antypsychotyczne przez dwa tygodnie wlewem dożylnym i dopiero wtedy sprawdzać, czy jest z kim rozmawiać.

O „moim” niebezpiecznym schizofreniku mordercy napisałam już sporo, ale moja siostra też miała swojego wariata, który ją nękał, gdy była studentką. Wykończył ją psychicznie na tyle, że cierpiała na bardzo silną nerwicę. Na całe szczęście prześladujący ją wariat został bardzo sprawnie zniechęcony do pojawiania się u niej na uczelni. Na całe szczęście studenci medycyny bardzo dobrze się zorganizowali i sami zaszczuli w końcu tego diabła, ratując koleżankę.

O gangu schizofreników z Francji, który wykończył mojego tatę w takim stopniu, że uciekł przed wariatami do komunistycznej Polski, już napisałam wcześniej na blogu. Francuska wariatka też miała urojenia, że jest związana z nim węzłem małżeńskim. Zniszczyła mu wszystko, co tylko się dało we Francji. Dokładnie tak jak Roman mnie w Polsce. Roman sięgnął też po moje siostrzenice i siostrzeńca, bo ma urojenia, że to są jego dzieci, które ma ze mną. Najciekawsze jest, że w przypadku takich urojeń nie oferuje żadnych zaległych alimentów, ale oczekuje, że będzie od tych urojonych „dzieci” ciągnął kasę, bo muszą mu wyrównać jego stopą życiową. Niestety ten wariat nie ma świadomości, że nie każdy szlachcic śpi nad skarbcem wypełnionym po brzegi złotem. Większość nie.

Niech ten oszust w końcu zdechnie. Wiem, że przejął – przynajmniej raz na moich oczach – pieniądze, które mi chciał dać w kopercie daleki krewny. Złapał kopertę, z okrzykiem, że on to weźmie. Takie oszustwo wyjątkowo łatwo mu popełnić, bo przekonał całe środowisko, że jest moim mężem i że cierpię amnezję z powodu tego, że mnie zgwałcił jakiś mityczny metal. Za każdym razem inny. A Roman będzie się mną „opiekował”. Przy czym jego rodzaj „opieki” oznaczałby uwięzienie, zupełnie jak w Boxing Helena.

Nienawidzę tego skurwysyna od dzieciństwa. O mało co nie doprowadził do samobójstwa mojej siostrzenicy, bo też zaczął ją „leczyć” dokładnie tak, jak to robią schizofrenicy – czyli totalnym terrorem, który kończy się zniszczeniem psychiki, a gdy kolejna ofiara nie potwierdziła jego urojeń, zaczął ją przekonywać, że musi popełnić samobójstwo. Roman próbował mnie też tak potraktować i.w ostaniej chwili moi przyjaciele sprowadzili prawdziwego psychoterapeutę, który mnie odwiódł od samobójstwa.

Nie spodziewajcie się mnie tam, gdzie bywa Roman. Moja siostra była ratowana przez kolegów, ja niestety musiałam patrzeć, jak schizofrenicy wszystkich moich kolegów poszczuli z pomocą swoich kłamstw na mnie. Mam tego dosyć, dlatego zamierzam tych enablerów wariatów w końcu wsadzić do więzienia. Bo enablerzy zawsze w końcu idą siedzieć, bo nie mają nigdy prawa do wtrącania się w rzeczy, o których nic nie wiedzą. A zniszczenia, jakich dokonali w moim życiu razem z gangiem schizofreników z mojej podstawówki są tak olbrzymie, że brak mi słów.

Dzieci schizofrenicznego mordercy, który zabił swoją żonę, zemściły się na mnie za to, że wsadziłam im ojca do więzienia, zresztą zgodnie z tym, co mi wcześniej obiecali.

A schizofreniczka, która jest siostrą Romana, w życiu nie rozmawiała z nikim z Burzum. Wiem, bo porosiłam już dawno temu Adama o weryfikację. Więc tym bardziej nie jest ich „skrzywdzoną wokalistką”. Nie jest też byłą Breta, chociaż ukradła mi pierścionek zaręczynowy. Bret kupił mi inny, ale poprosiłam, żeby go trzymał, bo się bałam kolejnego ataku schizofreniczki i jej gangu. Nie chciałam kolejnej błyskotki stracić.

W literaturze przedmiotu wprost pisze się o tym, że schizofrenicy tworzą wokół siebie gangi, które zaczynają chronić schizofreników oraz pomagają im w realizacji chorych celów. I nie ma znaczenia, jak bardzo członkowie gangu schizofrenika są przekonani, że robią dobrze, bo i tak są po prostu przestępcami, jeśli łamią prawo. A zaszczuwanie niewinnych osób jest łamaniem prawa. Szczególnie jeśli się odbywa w pracy. Ja nikogo nie zaszczułam i nie miałam za co przepraszać. Przypisywane mi słowa padły z ust schizofreników, a nie z moich.