Szkwał to nieprawdziwe nazwisko pani, z którą studiowałam, ale muszę ją jakoś nazywać, więc niech już tak zostanie. Z tego, co usłyszałam jakiś czas temu, była osobiście odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia, które na mnie spadły w czasie studiów. Oczywiście można winić za nie schizofreników, ale powiedzmy sobie szczerze – schizofrenicy w naszym systemie prawnym są jak grad. Za nic nie odpowiadają, ale trzeba się przed nimi zabezpieczać i nie wolno niszczyć nikomu dachu nad głową, bo uderzenia wielkich gradzin potrafią nawet zabić.
Pani Szkwał złośliwie rozpowiedziała na Anglistyce, że nie jestem kimś z Warszawy, tylko z Gdańska i że rzeczywiście schizofrenik Ryszard jest moim krewnym, który za mnie odpowiada. Świat anglistów znał sprawę gwałtu z podstawówki i prześladujących mnie schizofreników, bo moja nauczycielka angielskiego z podstawówki, Emma,(1) opowiedziała swoim kolegom i koleżankom z Uczelni o tym, co mnie spotkało i poprosiła o pomoc i ochronę, jeśli kiedykolwiek trafię na Anglistykę.
Pani Szkwał postanowiła pomóc właśnie tym osobom, przed którymi Emma ostrzegała. ręcząc za nie wszędzie i rozpowiadając, że mój narzeczony zerwał ze mną dla mojej schizofrenicznej koleżanki z podstawówki. No cóż, nie było to prawdą, ani ta schizofreniczka nie była moją przyjaciółką, ani mój narzeczony się w niej nie zakochał. Ja z nim zerwałam. Byłabym w końcu z kimś zupełnie trzecim, albo nawet czwartym, kto o mnie zabiega od lat, gdyby nie upór pani Szkwał w niszczeniu mnie i pomaganiu schizofrenikom z mojej podstawówki oraz schizofrenikowi z Gdańska. Niestety amnezja na skutek zaszczucia przez schizofrenika jest czymś tak częstym i oczywistym, że ta pani nie powinna wykorzystywać moich problemów z pamięcią jako czegoś, dzięki czemu może mnie zniszczyć, a za to koronować na królową fandomu schizofreniczkę Renatę. A w jej wersji tej historii zostałam rzucona przez narzeczonego z powodu mojej „choroby psychicznej”.
Pani Szkwał była tak ambitna w terroryzowaniu mnie i zaszczuwaniu, że posunęła się do rozpowszechniania swoich pomówień na mój temat również w czasie anglistycznych konferencji, tak żeby wszystkie moje koleżanki również się na mnie rzuciły. Także z tego powodu spotkały mnie szykany i robienie ze mnie wariatki i wmawianie mi, że nic nigdy nie napisałam, ani nie opublikowałam, tylko się fałszywie podaję za kogoś, kim nie jestem. I ja i urząd skarbowy wiemy coś innego i mamy na potwierdzenie tych słów PITy.
Rozumiem, że była zazdrosna nie tylko o mojego dawnego narzeczonego, ale również o mój – potwierdzony wygranym konkursem – talent, ale ta żmija powinna znać granice i nie posuwać się do kłamstw w swoim celowym niszczeniu mnie. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze przed formalnym procesem karnym i cywilnym usłyszy od osób, które okłamała, co o niej i jej postępowaniu myślą.
Oczywiście, jak w przypadku wszystkich takich żmij mojej prześladowczyni jest dobrze w życiu i osiąga same sukcesy, bo nie ma ani jednej nieprzespanej nocy za sobą, za to skutecznie niszczy wszystkie zdolniejsze od siebie osoby ze swojego otoczenia. Nie chcę jej nigdy oglądać. Gdyby nie jej łgarstwa dostałabym prawidłową pomoc w czasie studiów, a także później. I obcy dla mnie schizofrenicy byliby wyrzuceni z mojego miejsca pracy.
Mam nadzieję, że zdechnie i nigdy nie będę musiała z nią rozmawiać. Pamiętam sprzed lat jej złośliwości i napaść na mnie, kiedy się dowiedziała, kim jest mój narzeczony. Składałam wtedy formalną skargę na jej zachowanie. Prześladujący mnie schizofrenicy spadli jej chyba z nieba i dali podkładkę do dalszego nękania mnie. Było jej też wyjaśnione, że osoby na które się powołuje, to wariaci. Ale cóż, puściła to koło uszu i nadal wykorzystuje nie tylko ich samych, ale również ich koneksje, żeby mi dokopywać. Jest jedną z osób, przed którymi muszę przestrzegać. I proszę o ochronę także przed nią, bo poluje na mnie razem ze schizofrenikami zamieszanymi w gwałt w podstawówce od samego początku lat dziewięćdziesiątych, a wszystko co mówi to kłamstwa.
Nie spodobało jej się, że zaręczyłam się wtedy z osobą, z którą jej zdaniem nie powinnam się była zaręczyć. Zaszczuwaniem mnie i oskarżaniem o chorobę psychiczną chciała doprowadzić do tego, abym związała się ze schizofrenikiem Rafałem (którego dobrze kojarzę z podstawówki i nigdy nie byliśmy parą). To z kim byłam, czy jestem, jest tak bardzo nie jej sprawą, że albo sama jest chora, albo kieruje się patologiczną zawiścią. Dobra koleżanka byłaby szczęśliwa, że związałam się z tak majętną i zakochaną we mnie osobą, a dałam kosza idiocie. Upór pani Szkwał w doprowadzeniu do mojego małżeństwa ze schizofrenikiem Rafałem, którego nienawidzę od dziecka, można wytłumaczyć tylko złośliwością i tym, że uznała, że na nic lepszego nie zasługuję. Tłumaczyłam jej, że Ryszard to też wariat, a nie mój „wujek” czy „chrzestny”. Uznała, że ma prawo decydować, z kim mam się związać i odpowiedziała kampanią oszczerstw i zaszczucia, która się ciągnie po dzień dzisiejszy, włącznie ze szczuciem na mnie ludzi z Anglistyki i organizowaniem wokół mnie „kordonu sanitarnego” jako osoby „chorej psychicznie”, a którą nikt nie powinien rozmawiać, ani nic jej mówić.
Nie martwi mnie ten ostracyzm, bo i tak zamierzam rozmawiać tylko z metalami, a moja prelekcja na Polconie ma służyć głównie zaprezentowaniu dowodów świadczących o chorobie Ryszarda i jego przyjaciół (czyli między innymi przyrodniego rodzeństwa Renaty i Rafała). Twierdzą, że jestem z Gdańska i Ryszard jest moim chrzestnym – ale mój akt chrztu mówi inaczej. Upierają się, że jestem żoną Rafała – mam zaświadczenie o stanie cywilnym, które temu przeczy.
Chyba powinnam też przygotować sobie jakiś PIT? Czy już wystarczy tych dokumentów, żeby wyśmiać panią Szkwał? Są osoby, które dobrze wiedzą, że piszę (a raczej pisałam, dopóki mnie zawistni schizofrenicy nie zniszczyli), więc chyba wystarczy ich świadectwo.
⛧⛧⛧
(1) Oczywiście nie chodzi o panią Emmę Harris, która była szefem Instytutu Anglistyki w czasie moich studiów. Moja Emma – jak napisałam wcześniej – zmarła, gdy jeszcze byłam dzieckiem.