Jednym z typowych zagrań schizofreników jest wciągnięcie do łóżka każdej osoby, która może pomóc w zniszczeniu obiektu ich zazdrości i obsesji. Są tak podnieceni tym, że mogą komuś zaszkodzić i wpłynąć na postępowanie osób, które mogłyby ich ofierze pomóc, że są gotowi do seksu błyskawicznie. Nazywam to schizofreniczną, wieczną rują.
Mój dawny nie-psychoterapeuta jest pewien miłości kurwy Renaty. Można tylko pozazdrościć mu dobrego samopoczucia, tym bardziej że zaczął ją dymać, gdy była jeszcze dzieckiem. Zapytałam go, czy chce się rozwieść i uporządkować swoje sprawy osobiste w takim razie, jeśli ją tak kocha, że wszędzie kieruje się jej zdaniem, ale oświadczył, że zbyt szanuje swoją żonę.
Wśród dziwnym ofert tego nie-psychoterapeuty było obleśne zaproponowanie mi, że będzie „uczył mnie seksu”, skoro zostałam zablokowana przez zaszczucie i pranie mózgu. Odpowiem tutaj temu palantowi – nie trzeba mnie uczyć seksu. W razie kłopotów potrafię użyć wibratora przeznaczonego dla łechtaczki. Been there, done that. Było super dla obu stron. Potem nie był ten wibrator potrzebny. I oczywiście w tym łóżku nie byłam ze schizofrenikiem Rafałem. Moim problemem jest, że zostałam zastraszona i zniszczona na tyle, że boję się zakochanemu we mnie facetowi podać numer telefonu, bo mi tego mi mój prześladowca i oprawca zabronił.
I nie muszę chyba dodawać, że proponowanie seksu pacjentowi, którego podobno się leczy jako psychoterapeuta, jest tak nieetyczne, że znowu z szoku zabrakło mi słów.
Jakoś łatwiej znajduję słowa, gdy piszę.
Facet zasługuje na wieczną niesławę w fandomie. Szczególnie za pranie mózgu, które mi zrobił, sądząc, że wpłynie na treść moich wspomnień i wmówi mi, że jest kimś dobrym.
Ale choćby miałaby być to ostatnia rzecz w moim życiu, to tego psychola, seksoholika oraz pedofila posadzę w więzieniu.