Model biznesowy Kościoła Rzymsko-Katolickiego zakłada nieistnienie chorób psychicznych. Zgodnie z ich doktryną za wszelkie zjawiska psychiczne odpowiadają złe lub dobre duchy, anioły i demony. Schizofrenik więc jest świętym, który ma „bogate życie duchowe”, a jego urojenia mają być zesłanymi przez Boga „objawieniami”.
Takim „żywym świętym” miał być Ryszard z Gdańska, o którym opowiedziała mi moja katechetka. Był to pierwszy raz, kiedy o nim usłyszałam. On o mnie też. Sama pochodzę z lekarskiej rodziny, lekarzem była moja mama, lekarzem też jest moja siostra oraz wujek (który absolutnie nie nazywa się Nowak i pochodzi z Warszawy), więc buntowałam się przeciwko takiemu modelowi psychiki i chorób psychicznych.
Ponieważ się nie zgodziłam z katechetką, uznała mnie za bardzo nisko-inteligentną, bo jak to określiła „jej nie rozumiałam”. No cóż, to tępa baba nic nie rozumiała. Zapadła decyzja o moich egzorcyzmach, które miał poprowadzić „żywy święty”. Porozumiała się z nim. Ryszard postanowił mnie „adoptować” i zaczął na mój temat kłamać w żywe oczy, żeby, mi wmówić, że mam go słuchać.
Robi to do tej pory, a jego „egzorcyzmy” czy też „wyzwalanie” to czystej wody zastraszanie, pranie mózgu i wywoływanie syndromu sztokholmskiego. A robił to wszystko, opierając się na słowach złośliwej schizofreniczki z mojej podstawówki, Renaty, która mianowała się autorytetem i wmówiła wszystkim, że mnie zna.
Do tej chwili ci wszyscy idioci biegają do niej z pytaniami o mnie, chociaż się z nią nigdy nie kontaktowałam. Nic nie poradzę na to, że za każdym razem zmyśla, ciesząc się, że może mnie odciąć od różnych osób, oraz zaszkodzić ludziom, których nienawidzi.
Najzabawniejsze jest, że ta schizofreniczna idiotka i dziecięca prostytutka również jest pewną kandydatką Kościoła na świętą, ponieważ Nycz wierzy, że mnie „nawróciła”. Jedynym dowodem na to „nawrócenie” jest sfałszowany przez nią list do dyrektora Opus Dei, w którym zawarła wszystkie wymyślone przez siebie „fakty” na mój temat. Jest zachwycona sobą i swoją przebiegłością i zachwyca się, jak dobrze udało jej się wszystkich oszukać. Jej brat funkcjonuje podobnie.
Kościół karmi swoich wiernych historiami świętych, którzy mają być wzorcem dla nich. Potrzebuje coraz to nowych kandydatów, żeby móc urządzać coraz to nowe pokazy z beatyfikacji i wyniesienia na ołtarze. Tym żyje. Usłyszałam kiedyś również, że hierarcha może liczyć na kapelusz kardynalski za wypromowanie „świętej”, stąd też nacisk, żeby w świecie pozbawionym świętych (bo cuda nie istnieją), znaleźć kogokolwiek kogo można by w taki sposób określić. A schizofrenicy przypisujący sobie boskość świetnie się do tego nadają.
Z powodu kłamstw Renaty grono kościelne uznało mnie za diablicę i ulicznicę z domu pedofila. Niestety jest to prawda o Renacie. Jej potrzeba schizofreniczna domaga się, żeby ludzie brali ją za mnie, a mnie przypisuje swoje zajęcie, jakim jest prostytucja, chociaż jeśli ma wybór, specjalizuje się w księżach. To ona jest dosłownie kurwą Nycza.
Dla wielu osób istnieją w fandomie dwie osoby – obie Małgosie. Jedna Małgosia ma pochodzić z Gdańska, być byłą kurwą, mieć wujka Ryszarda i być kimś, kto skończył studia tylko dzięki interwencji takich osób jak Renata, Nycz oraz pani Barbara, czy też pani Szkwał. Jest to osoba całkowicie urojona, która nie istnieje. Prawdziwa Małgosia to ja, czyli osoba pomówiona przez schizofreników, która pochodzi z Warszawy i jest ofiarą zawiści schizofreniczki, która bardzo chce uchodzić za mnie. Nie jest ona pokrzywdzoną autorką, jest zawistną schizofreniczką, która nigdy nic nie napisała. Nie jest „Yennefer” Sapkowskiego. Nie jest byłą Piotra. Jest tępą zawistną kurwą Nycza, która razem ze wcześniej wymienionymi osobami zniszczyła mi życie.
Prawdziwa Małgosia ucieka od dzieciństwa przed dwójką schizofrenicznych dzieci, którą uparły się ją sprzedać do pedofilskiego kręgu, ponieważ schizofrenicznej kurewce Renacie nie podobało się jej zajęcie, więc wolałaby być mną. Uciekam też przed pedofilami z Kościoła, którzy uparli się, że zrobią sobie ze mnie swoją niewolnicę i będą mną dyrygować, jak chcą.
Skończyłam studia wbrew temu wszystkiemu, co mi zrobiono i nikomu z nich nie mam za co dziękować. Żyję też wbrew temu, co mi zrobiono, bo próbowano doprowadzić do mojego samobójstwa. Mam za sobą próbę samobójczą, z której się wycofałam na czas. Ale z całych sił próbowano mnie zabić w mojej pracy. Uratowała mnie pomoc biegłych sądowych oraz moich prawdziwych przyjaciół. Wiele osób prosiło mnie, żebym zacisnęła zęby, przeszła przez piekło, jakie czeka ofiary syndromu sztokholmskiego i zaszczucia, i żebym żyła dla nich.
To im dziękuję.
Nie miejcie żadnej wątpliwości, odzyskiwanie pamięci po tak dużych traumach, to najprawdziwsze piekło.
Ludziom z Kościoła, którym rządzi krąg pedofilski, nie dziękuję. Kierujecie się bełkotem kolejnych schizofreników, zaczynając od Chrystusa, poprzez innych proroków, aż do schizofrenicznej kurwy z mojej podstawówki, czyli Renaty. Wykorzystujecie ją do nękania mnie, zamiast ją leczyć. I kieruje wami chęć zamordowania mnie, czyli dziecka, które przeżyło pedofilski gwałt w podstawówce może was wsadzić do więzienia. Sama moja amnezja po zakatowaniu wam nie wystarczyła.
Nie przyjmuję argumentu, że „blokowaliście mi urojenia”, jeśli nie chcieliście skontaktować się z moją prawdziwą rodziną i zweryfikować, co z urojeń i kłamstw Renaty jest prawdą. Mieliście obowiązek to zrobić, zamiast przymilać się kurwie Renacie. Tym bardziej, że złamaliście wszystkie zasady postępowania z ludźmi oraz dobrej praktyki psychoterapeutycznej.
Nie było żadnych urojeń do „zablokowania”, była amnezja wywołana waszą sadystyczną działalnością, czyli zakatowaniem niewinnej osoby pod dyktando upajających się tym schizofreników.
Jesteście instytucją tak skompromitowaną, jak tylko jest to możliwe.
Używając waszego języka – w waszych kościołach mieszka tylko Diabeł i to od samego początku waszej fałszywej religii.
Odpierdolcie się ode mnie w końcu, zdemoralizowane knury!