Piękny umysł 2

Czyli dziesięć lat później.

Około dziesięć lat temu zostałam brutalniej (Piotr o mnie opowiedział w fandomie i to sprowokowało wariata) zaatakowana przez trójkę schizofreników, czyli Renatę, Rafała i Ryszarda w moim miejscu pracy. Żadna z tych osób nie jest ani moim krewnym, ani mężem, czy najlepszą przyjaciółką, chociaż jak to schizofrenicy uwielbiają inscenizacje i podawanie się za osoby, którymi nie są, aby zniszczyć swój obiekt obsesji.

Albo tylko tak mi się wydaje, że to cyniczne, wyliczone inscenizacje, bo aktywnie wciągają otoczenie w swoje urojenia i chcą przekonać, że ich wersja urojona jest prawdziwa. Jeśli im się zaprzeczy, odchodzą. Tylko trzeba zaprzeczyć, a nie przyłączać się do nich wbrew informacjom od osoby, którą prześladują od lat, która mówi, że to wariaci.

Ale nie, moje koleżanki stwierdziły, że wiedzą lepiej.

Wciągnęli w swoje urojenia moje koleżanki, które postanowiły mnie za wszelką cenę pogodzić mnie z „mężem”. Na nic nie zdały się moje liczne ostrzeżenia oraz zapewnienia, że to schizofrenicy. Opisywałam przypadek z filmu Piękny umysł i zapewniałam, że tyle samo prawdy jest w tym, co mówi Rafał. Zaczęły z nim rozmawiać wbrew moim ostrzeżeniom i całkowicie wbrew wszystkiemu dały się Rafałowi uwieść.

Kilka innych osób udało się wyrwać z ich szpon, ale moich koleżanek nie. Postanowiły postawić na swoim i mnie z Rafałem „pogodzić” i realizują jakiś jego urojony plan mojej „psychoterapii”. Jego urojona wersja opiera się na tym, że to nie on mnie zgwałcił, kiedy byłam studentką, tylko Adam. Już wtedy przeszłam piekło, bo kilka osób jemu uwierzyło i straciłam pamięć, ale nie było ze mną aż tak źle jak teraz. Lepiej się wtedy czułam. Najwięcej teraz też straciłam. Najwyższym wysiłkiem woli uratowałam życie. Znowu.

Moje koleżanki były bardzo metodyczne i zmusiły mnie do rozmawiania z nim przemocą i zastraszeniem, między innymi wykorzystując zależność służbową. Wpadłam w szpony schizofreników. Przez chwilę jeszcze się broniłam, ale zaczęłam tracić pamięć z powodu traumy wywołanej przez kontakt z gwałcicielem i prześladowcą. Wciągnął mnie w rozmowę, podczas której już nie wiedziałam, kim jest. W jednym z urojeń jest bogaczem i zaczął zastanawiać się ze mną, co ma zrobić z pilotem, czy go zwolnić. Pojawiły się podobne rozważania, ale w końcu, gdy orientował się, że jednak nie jest kimś bogatym, pojawiała się agresja i żądania, żebym oddała mu „jego pieniądze”, bo miałam je niby mu zablokować. I ma te pieniądze dostać. Bo to on jest bogaty, a nie ja. Był bardzo agresywny.

Kwestię „oddania” pieniędzy załatwiał ze mną przez telefon, aby nie zepsuć sobie opinii „bogacza” (a przynajmniej tak myślę). Wcześniej jednak kwitł zachwycony, że może przed ludźmi nie hamowany odgrywać swoją rolę kogoś z wyższych „sfer”.

Zostałam zmuszona do rozmowy również z chorym umysłowo kochankiem Nycza, który regularnie prał mi mózg, bo założył, że wszystko co mówi schizofrenik Ryszard jest prawdą. Dla odmiany w urojeniach Ryszarda jestem jego chrzestną córką i skrzeczał na pół korytarza, że trzymał mnie do chrztu w Gdańsku. Moje koleżanki mogłyby łatwo sprawdzić tę historię, gdy raczyły zadzwonić do mojej siostry, skoro mi nie wierzyły, że to schizofrenik. Moja siostra była moją matką chrzestną, jak najbardziej w Warszawie, ale zignorowały moje prośby, chociaż numer telefonu był w kadrach.

Skończyło się to moim rozstrojem umysłowym, który pogłębił się bardzo szybko przez zastraszenie i zaczęłam być instruowana przez schizofreników, co mam pamiętać, co zapomnieć, co robić i w co wierzyć. Zaczęli się na mnie mścił i postanowili zmusić do samobójstwa, co w takim moim stanie mogłoby im się udać.

Klasycznie wychodzi się z syndromu sztokholmskiego dziesięć lat. I niestety tyle kluczowych lat, ostatnich kiedy mogłam urodzić dziecko, ukradła mi nieodpowiedzialność moich koleżanek. Nie mówiąc o latach traumy, stanów lękowych i amnezji, z których wychodzenie jest określane jako największe cierpienie znane psychoterapii.

A na zdjęciu moja starsza o trzynaście lat siostra i wujek Waldek, którzy trzymali mnie do chrztu. Jak najbardziej miało to miejsce w Warszawie i nikt nie zdjęciu nie wygląda jak Ryszard.(1)

⛧⛧⛧

(1) Jest to zdjęcie, które pokazałam wariatom w czasie moich studiów na dowód, że Ryszard nie jest moim chrzestnym. Rafał od razu zaczął wmawiać mi i ludziom, że na zdjęciu jest on, ja i nasze dziecko. Zacznijmy od tego, że widać, że zdjęcie jest tak stare, że pochodzi z końcówki lat sześćdziesiątych, o ile nie jest starsze. Urodziłam się w roku 1968, więc żadną miarą nie mo©Łabym mieć dziecka wcześniej niż lata osiemdziesiąte. I to raczej późne, zakładając oczywiście że nie byłam puszczalską nastolatką. Moja siostra ma tutaj trzynaście lat, wujek jest starszy. Moja siostra nie wygląda jak ja – jedyne podobieństwo jest takie jak pomiędzy siostrami. Wujek nie jest podobny do Rafała. Oboje mają jasne oczy. Wujek Waldek przypomina Rafała tylko tym, że jest mężczyzną. W odróżnieniu od Rafała jest przystojny, inteligentny i dobry.

Dodaj komentarz