W cała historię zaszczucia mnie i moich przyjaciół wpisali się dobrowolnie lub niechętnie ludzie o takich samych imionach czy nazwiskach. I tak mamy trzech Ryszardów Nowaków – jeden z Gdańska, ale też z Opus Dei (temu przeszkadza heavy metal i traktowanie ogniem rekwizytów scenicznych), drugi z Warszawy (ten jest znajomym babska, które przez jakiś czas uczyło mnie religii i mści się za to, że jego znajoma straciła możliwość nauczania dzieci), trzeci to osoba z Krakowa, która znalazła się tu niechcący, tylko dlatego że był to jedyny Ryszard N., o jakim słyszał pewien polityk, którego w tę sprawę wciągnął Nycz. (Nawiasem mówiąc, wciągnął też innych polityków, bo chciał komuś „podarować” karierę polityczną i to koniecznie w PiSie, ale o tym na razie cicho sza.)
Nie wiem, jak ma imię żona (i czy w ogóle ma żonę) Ryszarda z Gdańska. Za to dwaj inni Ryszardowie jak najbardziej są żonaci i żeby było zabawniej ich żony mają na imię Barbara. Warszawska Barbara jest jak jej mąż znajomą mojej dawnej niewydarzonej katechetki i mści się za nieszczęścia swojej znajomej. Krakowska Barbara znalazła się w tej całej sytuacji całkowicie przypadkiem, bo podobnie jak jej męża, wciągnął ją w tę aferę pewien polityk, który uznał, że powinien ją ze mną skonfrontować.
Warszawska Barbara jest schizofreniczką i w swojej psychozie udawała, że jest krakowską Barbarą – szykowała się nawet do objęcia stanowiska ministry edukacji (co miała robić ze mną jako swoją zastępczynią, czyli miałabym pewnie za nią pracować, ale na cale szczęście były to tylko jej urojenia) i dawała mi „rady”, jak mam uczyć. Zniszczyła mnie psychicznie jako nauczycielkę i zabiła ostatnią radość z pracy w tym zawodzie.
W całej tej historii pojawiły się też dwie Renaty (korekta – jedna Renata, druga jej kuzynka ma jakoś inaczej na imię, ale nie wiem, jak się nazywa). Jedna to moja dawna koleżanka ze szkoły, schizofreniczka, walnięta równo tak samo jak jej brat. Prosiła, żeby zaznaczyć, że jej ojciec nie był pedofilskim gwałcicielem – ta rola przypadła jakiemuś wariatowi z Opus Dei, którego na scenę przywołała moja dawna katechetka w ramach zemsty za wywalenie z pracy i który dla odmiany miał urojenia, że „jest pedagog”. (korekta numer dwa – jak najbardziej jej właśnie ojciec był tą osobą, która przyjmowała zlecenia gwałtu na niegrzecznych dzieciach od chorych psychicznie katechetek). Druga Renata to córka warszawskich wariatów, którzy sprawili, że zamieram z przerażenia, gdy tylko gdzieś słyszę nazwisko Nowak.
Jak już gdzieś napisałam, kryminologia zajmuje się również przestępstwami popełnianymi przez osoby chore psychiczne i tak się składa, że kryminolog wie więcej o tym, co potrafi innym ludziom zrobić nie leczący się schizofrenik, niż psychiatra. Prześladowanie mnie i mojej rodziny przez moją dawną katechetkę oraz Nowaków sprawiło, że udałam się do Instytutu Kryminologii porozmawiać z kryminologiem o tym, co ci ludzie wyrabiają i co mogę w tej sytuacji zrobić. Dodatkowo miałam tradycje rodzinne, bo mój tata przez jakiś czas – dopóki go nie zaszczuł kler i nie zdecydował się na lżejszą pracę – był policjantem (zawsze podkreślał, że jest równica pomiędzy policją a milicją, on służył w policji, nawet jeśli nazywała się Milicja Obywatelska). Skończyła się ta rozmowa z kryminologiem i profilerem w jednym prośbą o zapisanie się na zajęcia.
A z jakiego powodu zaszczuł mojego tatę i resztę rodziny kler wraz ze swoimi „świętymi” (aka wariatami)? A za to, że moja chora psychicznie katechetka straciła po naszej skardze możliwość pracy jako nauczycielka religii. Biskup cofnął jej „misję”. Jak odpowiedziała ta zakonnica? Taką furią i obrazą, że zdecydowała się razem ze swoimi znajomymi schizofrenikami prześladować mnie do końca życia. Mój ojciec nie był pedofilem, był cudownym człowiekiem. Podobnie ani ja, ani żadna inna osoba z mojej rodziny nie zajmowała prostytucją. Wszystkie te oskarżenia pochodzą z urojeń mojej dawnej wściekłej żmijowatej katechetki, która uznała zasadne pozbawienie jej nauczycielskiej funkcji za „obrazę Chrystusa”, co wymagało zdaniem Kościoła wszczęcia ze mną i moimi bliskimi wojny. Również mój tata nie był Żydem, był katolikiem jak reszta rodziny, więc nie mogło być żadnego „nawrócenia” z „religii żydowskiej” (aka „protestantyzmu”).
Nycz nie powinien sobie roić, że którykolwiek z jego wariatów to rzeczywiście jakiś „święty”, któremu Bóg ujawnia „prawdę o ludziach”, której nie wolno nawet próbować weryfikować, bo to jakaś kolejna „obraza Boga”.
Moja dawna katechetka oraz Nowacy moją wobec mnie swoje schizofreniczne plany. Mam odpokutować „obrażenie Chrystusa” (znaczy się sprzeciwienie się katechetce i poprawienie jej błędnych sformułowań), zostać mniszką, koniecznie w tym samym zakonie, co moja dawna katechetka, żeby mogła mnie kontrolować i terroryzować. Nie dziwi więc nikogo z mojego otoczenia, że od dziecka jestem ateistką oraz nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego, co oczywiście doprowadza do furii świrów z Opus Dei, którzy upierają się doprowadzić do końca swój chory plan zemsty, który zakłada zrobienie ze mnie zakonnicy. Owszem, jestem stara i gruba, brzydka i samotna. Nie mam również dzieci, bo Opus Dei postanowiło kontrolować moje życie i sabotować wszystkie moje plany i szanse na interesujące zajęcia czy związki. Ale cokolwiek się dzieje i działo ze mną, w życiu nie zostanę mniszką i nie nazwę Nowaków moimi „wybawicielami”. Są to schizofrenicy, którzy zniszczyli mi życie i zaszczuli moich rodziców. Mam dla nich tylko pogardę i niechęć. Te sam uczucia żywię wobec ich enablerów oraz Kościoła.
W życiu nikt z tego grona nie dostanie ode mnie ani złotówki, chociaż wymyślili sobie, że zmuszą mnie do pójścia do zakonu i zostawię im cały mój majątek.
W ramach tego planu zemsty za „obrazę Chrystusa” zaczęli nękać mnie już w podstawówce. Wypytywali o mnie wszystkie dzieci, które tylko nie uciekały na ich widok. Zdrowe psychicznie dzieci były przerażone opowieściami Barbary i Ryszarda, ostrzegały mnie nawet przed nimi. Ale oboje chodzili tak długi po szkole, aż natrafili na schizofreniczne dzieci czyli Renatę oraz Rafała. Gdyby nie Nowacy nigdy by się mną nie interesowali, bo byli z zupełnie innego rocznika, nawet nie z sąsiedniej klasy. Nigdy nic o mnie nie wiedzieli. Za to – jak to schizofrenicy – zaczęli mieć również własne urojenia na mój temat, gdy tylko pobudzono ich wyobraźnię. I w taki sposób obie grupy schizofreników zaczęły się wzajemnie nakręcać. Wtedy Renata i Rafał nabrali przekonania, że rozmawiali z moimi „rodzicami”, a Barbara i Ryszard postanowili się już zawsze się mną „opiekować” i przedstawili się jako moi „nowi rodzice” i nakazali mi słuchać się już tylko ich i grzecznie iść na „służbę” do Opus Dei.
Nie chcę już opisywać, co dalej mi robiły te dwie grupy wariatów. Wróćmy do czasów moich studiów. Byłam wtedy nękana na potęgę, bo Opus Dei zdecydowało, że nie mam prawa do wykształcenia i że w ogóle nie jestem studentką. Kłamali wszędzie o mnie i o moich ocenach, a także o moich możliwościach intelektualnych. Uniemożliwiali mi wejście na wykłady. Podobnie jak w mojej pracy byłam poddawana terrorowi oraz praniu mózgu. Niestety schizofrenicy atakują prawdziwe wspomnienia swoich ofiar, które w wyniku stresu i traumy zaczynają mieć problemy z pamięcią. W zamian wywołują fałszywe wspomnienia, bo wmawiają swoje urojenia, „lecząc” swoją ofiarę, która różnych rzeczy „nie pamięta” – a że z reguły się nie pamięta poprzednich ataków wariatów, to łatwo wmówić ofierze, że potrzebuje ich „pomocy”. W końcu, jeśli się ich nie zatrzyma i mają swobodny dostęp do swojej ofiary, która przecież nie zmieni pracy czy uczelni z dnia na dzień, wywołują syndrom sztokholmski, z którego wychodzi się latami, ale popełnia samobójstwo, jeśli do tego chce doprowadzić schizofrenik.
Schizofrenicy z Opus Dei wciągnęli w sprawę Nycza, który pojawił się na mojej uczelni na początku moich studiów i powołując się na „mojego ojca”, który mu powiedział, że nie jestem studentką tylko kurwą, zarządał, żebym pozwoliła na to, że będzie moim alfonsem. Problem w tym, że mój tata został przez Nowaków zaszczuty i nie żyje od roku 1985, więc nie mógł być żadnym źródłem informacji o mnie. Nie chciałby również mnie sprzedawać, wręcz przeciwnie to Ryszard i Nycz chcieli w ten sposób zarabiać. w drodze łaski godzili się, że wyjdę za mąż, ale to oni wyznaczą mi męża i będą kontrolować moje życie. Nie poddałam się szantażowi, ani nie dałam się zmusić do prostytucji. Niestety schizofrenicy bardzo często zajmują się prostytucją, wymuszeniami, oszustwami oraz kradzieżami. Jeśli się da, będą z tego żyli, a nie zajmowali się uczciwą pracą na etacie. Większość przestępstw popełniają osoby chore psychicznie, które się nie leczą. Z cała pewnością groźby Ryszarda były jak najbardziej prawdziwe.
Podkreślę jeszcze raz – Barbara i Ryszard nie są ani moimi rodzicami (adopcyjnymi lub nie), nie są też moimi rodzicami chrzestnymi. Nic o mnie nie wiedzą – mają tylko urojenia mojej dawnej katechetki, swoje własne urojenia oraz urojenia dwójki dzieci z mojej podstawówki. Niestety wleźli za mną do fandomu, żeby dalej mnie kontrolować. Pojawiali się też w każdej instytucji, gdzie pracowałam. Ich dążeniem jest zniszczenie mi wszystkiego – uważają, że jeśli nie będę mogła zarabiać (bo zniszczą mnie swoimi opowieściami) i wykorzystają naiwnych, żeby mnie zaszczuli, to zgodzę się pójść do klasztoru, a im zostawię cały swój majątek. Oczywiście, że nigdy się tego nie doczekają.
Zaszczucie przez schizofrenika jest częstsze niż ludzie myślą. Mój tata uciekał z Francji przed schizofreniczką i jej gangiem, ja niezależnie od niego trafiłam na „swoich” schizofreników. Dzieci mojej siostry to trzecie pokolenie w naszej rodzinie, które cierpi z powodu napadów schizofreników, wystąpił jeden wariat niezwiązany z Opus Dei czy Kościołem. Kolega mojego siostrzeńca został również zaszczuty (w jego przypadku z wynikiem śmiertelnym) przez „obrażoną” katechetkę. Ja moim siostrzenicom oraz siostrzeńcowi nakazałam nieodzywanie się w ogóle w czasie lekcji religii bez względu na to, jaką bzdurę słyszą z ust katechety. Niestety katecheci zawsze się mszczą. Znam dwie inne osoby, które zostały niezależnie ode mnie zaszczute przez „obrażony” kler.
Nie jest to specyfika katolicka. Mój znajomy Norweg ma na karku od dzieciństwa schizofrenika pastora, który go potraktował podobnie jak mnie potraktowało Opus Dei. Jego żona też miała problemy ze schizofrenikiem, w jej przypadku wariat doprowadził do tego, że musiała uciekać z swojego zawodu i pracuje na fermie drobiu, chociaż nienawidzi tej pracy. Jedna z ich córek przeżyła podobne zaszczucie jak mój tata i ja – czyli zaczęła być zmuszana do poślubienia schizofrenika, którego nie cierpiała, a który zaczął przedstawiać się jako jej mąż i bogacz. Na całe szczęście potrafię diagnozować takie sytuacje i okazało się, że facet nic o niej nie wie i jest imbecylem.
Wszystko, co opisuję, to typowe schematy postępowania schizofreników. To są rzeczy, które wydarzają się codziennie wszędzie. Naprawdę wierzcie zaszczuwanej ofierze, że powinniście się odpierdolić i zacząć weryfikować wszystko, chociaż schizofrenik sabotuje próby weryfikacji. Nie stawajcie po stronie schizofrenika czy jego enablerów, bo może się to skończyć taże dla was więzieniem. Was nie chroni status osób chorych psychicznie, których nie obejmują pozwy karne.
Chociaż i tak klika osób pragnie wytoczyć różnym imbecylom pozwy cywilne, bo mają już tego wszystkiego dosyć. Według moich źródeł każdy ma szansę stać się ofiarą osoby chorej psychicznie przynajmniej raz w życiu, lub tylko się z nią zetknąć. Takie są statystyki. Z tym, że to nie ja jestem tą chorą psychicznie osobą w waszym przypadku.
PS: Przy okazji – bardzo dużo piszę wariatach, ale z tego co usłyszałam, schemat zaszczuwania osób, które pyskują katechecie, jest typowym zagraniem Kościoła, który walczy o władzę. Bardzo pasuje to do mojej wiedzy na temat metod, jakimi posługują się sekty. Nie tylko w środku każdej sekty znajduje się się gury schizofrenik (aka „żywy święty” w przypadku Opus Dei), który sektą steruje, ale też każda osoba, która chce opuścić sektę jest zaszczuwana, z reguły z wynikiem śmiertelnym, bo z sekty nie wolno odejść. Bardzo jest przykre, że Kościół Rzymsko Katolicki postanowił na rozwój w takiej formie, którą można określić jako federacja sekt, bo Opus Dei nie jest jest jedyną formacją w tym Kościele, która posiada zupełnie inne zasady niż te, które zostały ujęta w Katechizmie Kościoła Rzymsko-Katolickiego, czy też w kanonach. Każda grupa która działa według osobnych zasad nieujętych w przepisach legalnej czy wręcz jawnej, zarejestrowanej organizacji religijnej, jest dla kryminologa sektą. Pasuje też do tego przejmowanie majątków swoich członków, nawet tych niechętnych, bo to też charakterystyka niebezpiecznych sekt. Zawsze uważałam, że trzeba zdelegalizować, jeśli nie cały Kościół, to przynajmniej Opus Dei, bo jest to organizacja przestępcza.