Zaszczucie przez schizofrenika

Jednym ze schematów znanym kryminologii, która zajmuje się również przestępstwami popełnianymi przez osoby chore psychicznie, jest zaszczucie ze skutkiem śmiertelnym, jakiego dopuszczają się schizofrenicy.

(Dodam też, że z reguły mordują członków swojej rodziny, którzy są zdrowi. Fandom przeżywał historię dziewczynki utopionej przez swoją matkę schizofreniczkę z rodziny Ryszarda. W tamtej sytuacji udało się ją uratować, przywrócić krążenie i odesłać do szpitala, ale pomimo walki o przejęcie nad nią kontroli przez ludzi, którzy chceli ją adoptować, wróciła do wariatki matki, która ją bardzo szybko po tym wypchnęła przez okno. To jest reguła wprost z podręczników kryminologii – zdrowi ludzie są albo bezpośrednio przez wariatów mordowani, albo zaszczuwani na śmierć. Dotyczy to też zdrowych psychicznie członków rodziny, szczególnie dzieci, których schizofreniczne matki nie rozumieją i bardzo często przeszkadza im, że chcą się bawić.)

Ten rodzaj chorych psychicznie moim zdaniem nie powinien mieć ochrony prawnej, jaką posiadają z powodu swojej niepoczytalności. Inne osoby chore psychicznie szkodzą przede wszystkim sobie i o wiele łatwiej rozpoznać w nich ludzi niewiarygodnych. Schizofrenik doskonale się maskuje i kieruje się obsesją, którą żywi na temat swoich ofiar. Dodatkowo ta obsesja mu nie mija i nęka swoją ofiarę urojeniami, które kolportuje we wszystkich miejscach, aż w końcu ją dopadnie i doprowadzi do jej samobójczej śmierci.

Schizofrenik uwodzi osoby z otoczenia ofiary i przedstawia się jako jej najlepszy przyjaciel lub przyjaciółka lub ukochany. Powiem to wprost żadna z Renat czy Rafał nigdy nie byli osobami bliżej mi znanymi, miałam wręcz problemy z przypomnieniem sobie, kim są i gdzie mogłam ich spotkać. Co zgadza się z teorią, bo spotkań z ludźmi chorymi bardzo często się nie pamięta – są tak traumatyzujące, że się je wypiera.

Schizofrenik potrafi nastawić przeciwko swojej ofierze cała środowiska, więc człowiek w ten sposób zaszczuwany przestaje zajmować się swoim hobby, ucieka od ludzi, którzy też zaczynają go prześladować, bo dali się wciągnąć schizofrenikowi w świat jego urojeń i uważają, że atakując ofiarę schizofrenika bronią niewinnych osób. Pozostaje takiej ofierze tylko praca, ale i tutaj dopada go schizofrenik, który nastawia przeciwko swojej ofierze jej znajomych oraz szefów. Z ich przyzwoleniem oraz pomocą zaczyna „leczyć” swoją ofiarę.

Niestety cierpiący na urojenia schizofrenik nie przyjmuje do wiadomości, że jego oskarżenia są produktem jego chorego mózgu, zamiast tego po konfrontacji postanawia śledzić swoją ofiarę i staje się jeszcze groźniejszy, bo zaprzeczenia wzmagają jego psychozę. Zdrowy psychicznie człowiek zaczyna wątpić w siebie i swoje zdrowe zmysły, gdy zaczyna mu się wmawiać nieprawdę, schizofrenik jeszcze mocnej, gdy mu się zaprzeczy, zbija się w ziemię i zaczyna cała kampanię oszczerstw, zastraszania oraz nękania.

Jeśli ofiara schizofrenika nie dostanie odpowiedniej pomocy i jest poddana „leczeniu”, traci pamięć, bo schizofrenik atakuje właśnie prawdziwe wspomnienia, które nazywa urojeniami. Na miejsce prawdy z kolei zmawiane są ofierze schizofrenika wszystkie jego urojenia i ofiara zaczyna cierpieć na syndrom sztokholmski, którego elementem są fałszywe wspomnienia.

Za pomocą syndromu sztokholmskiego można zabić. Ofiara schizofrenika zostaje zastraszona nie nie tylko przez schizofrenika i jego stałych „enablerów”, ale także przez swoje środowisko. Podporządkowuje się swojemu prześladowcy i posłusznie popełnia samobójstwo. Na całe szczęście jest sposób, żeby uniknąć zabicia się. w momencie, gdy zorientujemy się, z kim mamy do czynienia, należy terroryście przeszkadzać, znaleźć siłę, żeby do jego komend wrzucać własne interpretacje i dodawać klauzule – czyli na przykład na komendę, że ktoś ma się zabić, wrzucamy własny dodatek, na przykład – ale tylko wtedy, gdy na niebie jest niebieski księżyc. Trzeba znaleźć siłę, żeby dyskutować ze schizofrenikiem i mówić mu, że przecież nie chce zabić nikogo, bo wtedy byłby złym człowiekiem, gdyby kogoś zabił. Trzeba szybko myśleć i działać. Wyjaśniać wszystkim, co się dzieje i przede wszystkim alarmować Policję i domagać się, żeby zaczęli się tym zajmować biegli – przede wszystkim biegły kryminolog, który wie najwięcej na temat tego rodzaju przestępstw.

Ten schemat zaszczucia przez schizofrenika bezlitośnie wykorzystuje Kościół Rzymsko-Katolicki. Za poprawianie durnej katechetki sama zostałam prze te bydlęta skazana na śmierć. Usłyszałam, że groźbą, że zakonnica „powie o mnie świętym i że po tym, gdy oni z kimś porozmawiają, ta osoba się zabija”. Od tamtej chwili mam problemy z Nowakami, którzy nękają mnie w każdym środowisku, zaszczuli moich rodziców i mnie, dorwali się też do moich siostrzenic oraz siostrzeńca.

Brat schizofreniczki Barbary był groźnym gwałcicielem wykorzystywanym również przez Kościół. WIem o tym, bo katechetka z Opus Dei rownież zagroziła mi dyscyplinującym gwałtem, który jak najbardziej miał miejsce Wujek chorej psychicznie Renaty szczęśliwie już zdechł na serce, z tego co mi powiedziano. Nie zamierzam nosić po nim żałoby.

Najzdolniejsze dzieci są bardzo często zaszczuwane przez takie kościelne suki jak ta wredna czarownica, która uczyła mnie religii. Kolega mojego siostrzeńca nie miał tyle szczęścia, co ja i nie starał się, gdy był poddawany terrorowi, przeciwstawiać się i sabotować programowanie przez zjeba z Opus Dei. Miał każdą pomoc, tak psychiatry i psychologa, ale i tak wymknął się z domu i skoczył z dachu wysokiego budynku. Spadł na głowę, tak jak mu kazali.

Samobójcy-zamachowcy to dla kryminologa nie jest mit. Każdą osobę, można w tej sposób zniszczyć i sprawić, żeby się zabiła. Ja miała to szczęście, że już w dzieciństwie przeszłam przeszkolenie, jak się opierać takiemu terrorowi, ale i tak mam za sobą trzy próby by samobójcze – na całe szczęście wycofywałam się w ostatniej chwili.

Cierpię na zdiagnozowany syndrom sztokholmski, co oznacza, że chwilami jestem niepoczytalna. Czasem robię rzeczy narzucone mi przez Opus Dei i zdarzyło mi się opowiadać bzdury, które narzucili mi moi prześladowcy. Nie można złego słowa powiedzieć o moich rodzicach, siostrze, czy jej dzieciach. Nigdy nie potwierdzę, że cokolwiek zawdzięczam Nowakom. Ani jedno słów z tego, co mówi ta schizofreniczną rodzina nie jest prawdą. Kieruje nimi kler, zadając naprowadzające pytania. Zawsze w takich sytuacjach zakłada się, że to osoby zdrowe wykorzystuje chore, co potwierdziły moje rozmowy z Nyczem. nawet znając prawdę upiera się ciągnąć swoją grę. Nie był nigdy przyjacielem mojego taty. Nigdy nie był kimś, z kim przyjaźniła się moja mama. Nachodził ją, żeby ją terroryzować. Podobnie jak Ryszard. Obaj są powodem, dlaczego kupiłyśmy sobie dużego psa. Pies był duży, prowadzony jako obronny. Są osoby, które go widziały w czasie jednego z konwentów jako bardzo małego szczeniaka, ale potem urósł. Widziały do też moje koleżanki z pracy, bo kiedy nie miałam czasu, go wyprowadzić w środku dnia, dostałam pozwolenia zabrania go na dyżur. Był łagodny i słodki, o ile ktoś nie chciał mnie zaatakować i bardzo zadowolony, że mógł odwiedzić moje miejsce pracy. Wiele lat wcześniej obronił mnie przed wariatem, który chciał się wedrzeć do mojego mieszkania i który zapowiadał, że po zgwałceniu mnie i zabiciu, zamieszka u mnie. Bo tak, bo to mieszkanie powinno być jego. Zgłosiłam zajście Policji i cała sprawa została dokładnie wyjaśniona. Nikt mnie za to nie ukarał.

Czasem schizofrenik może sprawić, że rodzina ofiary staje po jego stronie, szczególnie jeśli chodzi o małżeństwo z kimś, kto przedstawia się jako bogacz i szlachcic, chociaż nim nie jest. To nie jest mój przypadek, tylko mojego taty, który z tego powodu prysnął z Francji.

Ratujcie się przed schizofrenikami oraz terrorystami z Kościoła. Nie dajcie się zastraszyć, pyskujcie do końca, modyfikujcie komendy prześladowców i szukajcie pomocy. Możecie nie mieć siły, ale wysyłajcie emaile, tłumaczące wszystkim jaka jest prawda. Policja pomaga w takiej sytuacji i dyscyplinuje równe osoby na przykład pracodawców, czy kolegów, którzy zaczynają wierzyć w urojenia schizofreników oraz celowe kłamstwa kleru.

Schizofrenik Ryszard, który postanowił spełnić pragnienia „obrażonej” przeze mnie katechetki, więc zniszczył mi życie, próbując zmusić mnie do pójścia do klasztoru, ma wiele ofiar na swoim sumieniu. Posługuje się między innymi ludźmi z pracy swoich ofiar i wybiera dokładnie osoby, które szczuje na obiekty swojej obsesji (oraz obsesji innych schizofreników). Te osoby, które pomagają mu w zaszczuwaniu ludzi, których nie lubi „obrażony”, stają się od razu też kozłami ofiarnymi, bo to oni łamią prawo pracy, terroryzując koleżankę lub kolegę tylko na podstawie przypadkowych osób spoza ich organizacji. Nie jest przypadkiem, że wśród ludzi, którymi się posłużył, byli metale, ktoś z tatuażami, rudzielec czy rozwódka.

Moja dawna katechetka jest osobą bardzo ciężko chorą na schizofrenię. Niestety od dziecka ma status kogoś „świętego” w kościele, bo „widzi anioły”. (Ja akurat w schizofrenikach widzę same diabły, ale to osobna sprawa.) W momencie, gdy się sprzeciwiłam jej naukom, które technicznie są herezją, ta osoba – przyzwyczajona do tego, że wszyscy się jej się podlizują i spełniają wszelkie zachcianki – przyczepiła się mnie i mojej rodziny. Zaczęła cierpieć na bardzo silne urojenia i zaczęła mnie przypisywać rzeczy, które zaczęła wygadywać o moich rodzicach. Wedle jej słów, moja matka i ja miałybyśmy się kurwić i być pozbawionymi edukacji tępakami. A mój tata miał być gangsterem. Nic z tego, co stanowi treść jej urojeń nigdy nie było prawdą. Nie zwracałam się do niej o pomoc. Nie mówiłam nic złego o moich rodzicach. Mam pecha, że ta schizofreniczka ma za sobą cały Kościół, Nycza (który dzięki jej wsparciu robi karierę – więc jeśli pojawi się na najbliższym konwencie w Łodzi to pewnie jako kardynał) oraz co najważniejsze cała pierdoloną rodzinę Ryszarda i Barbary. Ci schizofrenicy narobili sobie tyle wiecznie głodnych dzieci, że aż żal na tych żebraków patrzeć. Jedna z tej gromadki, mała blondynka, jak najbardziej schizofreniczka, podaje się za Yennefer, którą zna Andrzej. Jest to bzdura, tak samo jak bzdurą jest, że Yennefer, którą ma chronić cały fandom, to siostra Rafała. Niestety pętają się po konwentach schizofrenicy tabunami, szczególnie w Warszawie, i opowiadają o mnie i o Andrzeju bzdury. Takie same bzdury opowiadają o Adamie, Ani, czy Łukaszu. Całym swoim gangiem zaszczuli wiele osób i wpłynęli na opinię publiczną w fandomie, ograniczają się do Warszawy, bo nie stać ich na wyjazdy, żeby wziąć udział w konwentach w innych miastach. Bieda z nich jest straszna i cały czas próbują wyłudzić lub ukraść jakieś pieniądze.

Ochrona dla Yennefer, o którą prosił Andrzej, to – muszę to powiedzieć wprost – ochrona dla mnie, właśnie ze względu na moje problemy ze schizofrenikami, które ciągną się od dzieciństwa. Szkoda, że Nycz – który udaje fana fantastyki – postanowił zrobić przyjemność schizofrenikom i wybrał Kościół w tym sporze. To odnosi się także do Avangardy. Ludzie z fandomu muszą zdać sobie sprawę, że w Warszawie trwa proces niszczenia środowiska fanów fantastyki i metali właśnie przez tych schizofreników z Opus Dei, bez których nikt w Kościele podobno obecnie nie awansuje. Przesłuchajcie ich dobrze, to są ludzie, którzy bredzą o satanizmie w „Harrym Potterze” i zabraniają grać w Pokemony czy bawić się Hello Kitty. Oni nigdy nie powinni byli decydować, komu wolno brać udział w konwentach i kto może wygłaszać prelekcje. To oni są ludźmi, przed którymi powinniście chronić Yennefer, a nie pomagać im ją zaszczuć. Niestety schizofreniczki takie jak córka Ryszarda (mała blondynka) zawsze bedą podawać się za osoby, którym zazdroszczą, a przypisywać im cechy, których się wstydzą.

Powtórzę jeszcze raz – w Warszawie nie ma żadnych konwentów. I – chociaż mi to obiecywano – nie widzę, żeby cokolwiek w klubie się poprawiło. Znowu więc muszę ogłosić bojkot tego klubu i tym razem o tym nie zapomnę. Niech warszawski klub sobie wygrania z konwentu Nowaków, a nie Małgorzatę Wieczorek, córką Mariana i Heleny z domu Kurzępy. Nie nazywam się z domu Nowak, moje nazwisko Wieczorek jest moim nazwiskiem panieńskim, wypraszam sobie takie pomówienia!!!

Mam nadzieję, że ten blog pomoże także innych ofiarom zaszczucia przez Opus Dei i będą wiedziały, co robić i jak się bronić. Niestety psychoterapeuci i psychiatrzy bardzo często nie orientują się, że mają do czynienia z syndromem sztokholmskim, szczególnie jeśli prześladowca schizofrenik zaczyna pełnić funkcję głównego informatora lekarza (co akurat jest niezgodne z podręcznikiem diagnostyki, bo nie wolno słuchać nikogo poza pacjentem, ale cóż, wiele osób woli chodzić na skróty i przygarnąć łapóweczkę, szczególnie za jakieś niegodne z zasadami sztuki „konsultacje” poza gabinetem). Ale podejrzewam, że zaszczucie przez schizofreników jest największą przyczyną samobójstw, szczególnie wśród dzieci. to nie rodzice są winni w takich przypadkach.

A łapówka (tak jak i seks – a schizofrenik nawet nawiąże romans, jeśli chce kogoś urobić) zmienia chemię mózgu tak dokładnie, że ludzie przestają być wiarygodni, ponieważ patrzą na sprawy w zupełnie inny sposób, często przesuwa się ogląd sprawynawet o sto osiemdziesiąt stopni.

Dlatego z łapówkarstwem się walczy.

Dodaj komentarz