Edyta

O ile mi wiadomo, nie istnieje ktoś taki jak Edyta Nowak. Znaczy się, może gdzieś tam jest mnóstwo osób o tym imieniu, ale jeśli chodzi o mnie, to wbrew zapewnieniom schizofreników Nowaków nie nazywam się Edyta Nowak. Nowakówna, z którą chodziłam do podstawówki, tak mnie przedstawiła kilku osobom z warszawskiego fandomu. Zamiast tego wszystkim się przedstawia jako moja najlepsza przyjaciółka – oczywiście tym osobom, które mnie znają. Innym przedstawia się jako Małgorzata Wieczorek, ale oczywiście nie przedstawiła żadnych dokumentów na podparcie swoich żądań, żeby ją wielbić jako Yennefer. Powiedzmy sobie szczerze, Małgorzata Wieczorek nie jest niską schizofreniczną blondynką. Schizofreniczna blondynka, córka Ryszarda, w życiu nic nie napisała, ani nie opublikowała. Nie jest mną, czyli osobą znaną wielu ludziom z Internetu.

Schizofreniczka Renata ciągnie te swoje gierki od czasu mojej podstawówki i mam tego dosyć. Jej najlepszą przyjaciółką nie jestem ja, ale pewna pani, która wciąż czeka na Adama. Jest na tyle głupia, że dała sobie wmówić, że Adam ją kocha, tylko o tym nie wie. Ma facet podobno uświadomić sobie stan swoich uczuć, gdy przekona się, że ta pani wciąż na niego czeka. Krystyna, wciąż czekając na Adama, odrzuciła dwóch bardzo przystojnych i dzianych facetów. Moje źródła zapewniają mnie, że jeśli tak dalej będzie postępować, zostanie jej tylko sklepowe popychadło Roman, którego nikt nie chce z powodu jego schizofrenii i uporu, że jest moim urojonym mężem oraz ojcem urojonej „Michaliny”. Tak się składa, że Krystyna spełnia wszystkie wymagania Romana, a ja nie. Laska nie pisze fantasy i nie wątków satanistycznych w swoich tekstach.

Muszę się bronić przed pomówieniami i dlatego tak dokładnie o tym piszę. Nie jestem kurwą z marginesu, która działa w Opus Dei jak Nowakówna. Ale cóż schizofrenicy tak postępują – przypisują sobie wszystko, czego innym zazdroszczą, przypisując swoim ofiarom, własne cechy i działania, których wstydzą, z łatwością zaszczuwają ludzi z wynikiem śmiertelnym. Nowakówna nienawidzi mnie szczerze, ale nie zwróciłaby na mnie uwagi, gdyby nie zamówienie mojej katechetki, która też jest z Opus Dei. Jak najbardziej działo się wszystko za wiedzą ówczesnego biskupa, do którego podrałowała tamta zakonna ździra, o czym sama mnie poinformowała. A Nycz, jak mi sam powiedział dawno temu, przejął tę „sprawę” po dawnym biskupie. Uważał, że zaszczucie mnie lub wzruszenie do współpracy w Opus Dei będzie proste, ale jak widać bardzo się przeliczył. Ani nie będę pisać dla Kościoła, ani nie będę jego kolejną marionetką w PiSie. Nie pójdę też usiąść w żadnej komisji wyborczej, żeby „pomylić się” i przypisać kościelnemu kandydatowi więcej punktów, niż naprawdę dostał. Nowacy mnie zapewnili, że Opus Dei tak robi.

Jest mi bardzo przykro, że takie rzeczy się wydarzyły i wydarzają, ale jednocześnie jestem rozbawiona głupotą ludzi z Avangardy, którzy postanowili bronić Krystyny i Nowakówny do krwi ostatniej. No cóż, po ostatnim prezesie, który – jak się dowiedziałam – sam podał się do dymisji, nikt nie chciał podjąć się tej funkcji i sygnować działania Opus Dei. Ta organizacja odpowiada za zaszczuwania na konwentach pisarzy fantasy oraz metali. Takie mają cele, jeśli równie źli, jak Hello Kitty oraz Harry Potter. Ale jak widać mój wygrany tekst też był „obrazą Chrystusa” – chociaż było to science fiction, a ściślej mówiąc space opera, to Nycz oraz jego znajomy egzorcysta dopatrzyli się w nim elementów satanistycznych i zaczęli mnie z tego powodu prześladować.

Opus Dei upiera się, że dopóki nie „przyjmę Chrystusa” (co zdaje się ma oznaczać, że mam sypiać za pieniądze z wyznaczonymi mi przez Nowaków mężczyznami, albo iść do klasztoru i zastawić im moje mieszkanie i pieniądze, typowe schizofreniczne żądania), nie zrobię żadnej kariery ani niczego nie wydam. Okazało się to częściowo nieprawdą, bo nawet gdy nie mam wydawnictwa, udało mi się umieścić swoją powieść na rynku. Skończyłam też studia, co miało mi się udać. Prawdą za to okazało się, że nie założę rodziny i nie będę mieć dzieci, bo Opus Dei z całą brutalnością swoimi intrygami zaszczuwała i terroryzowała mnie oraz moich wybranków. No cóż, te niepowodzenia miłosne wcale mnie lepiej nie nastawiły do Kościoła oraz Opus Dei.

Zniszczono mi też dwa zespoły heavy metalowe, z którymi miałam występować i tworzyć.

Dodaj komentarz