W czasie studiów korzystałam do woli z różnych kursów, bo były dla mnie darmowe, a także z dobrze zaopatrzonych bibliotek naukowych. Jeden z podręczników, które wtedy przestudiowałam, traktował o przesłuchiwaniu ludzi i zbieraniu informacji. Od tamtej pory jakoś tak jest, że ludzie mówią mi różne rzeczy i to całkiem chętnie. Zdarza się czasem, że włączam tryb przesłuchiwania i nie odpuszczę dopóki nie dowiem się wszystkiego, co mnie interesuje.
Rozmawiałam w ten sposób z jedną z nękających mnie osób z Kościoła. Moje podejrzenie wywołał fakt, że nie tylko ja, ale też mój ojciec oraz całe grono innych osób, które poznałam lub o których usłyszałam, też miało problemy z katechetkami, które się obraziły i postanowiły tych młodych ludzi połączyć więzłem małżeńskim ze schizofrenikami, oczywiście wbrew ich protestom.
Okazało się, że katolickie katechetki oraz katecheci mają specjalne instrukcje, według których muszą współpracować z wybranymi „świętymi” rodzinami, co do których Kościół nie ma żadnych wątpliwości, że są wiernymi dziećmi Kościoła. (Ta, już widzę te ideały.) W przypadku jakiegoś dziecka podejrzewanego o ateizm (czyli w języku Kościoła demoralizację) katecheta wzywa na pomoc najwierniejsze osoby z parafii, które zaczynają się podejrzanym dzieckiem „opiekować” i wyznaczają im odpowiednio religijnego męża czy żonę. Dlatego usłyszałam od mojej katechetki, że doprowadzi do mojego ślubu z Romanem czy też Rafałem. A jak się zbuntuję to nie będę mieć dzieci, czy innego męża, bo mnie będą pilnować i nie dam rady przed nimi uciec.
Tak się składa, że najbardziej religijne osoby są z reguły najgłupsze. Mogą też być przestępcami lub schizofrenikami. Najczęściej to właśnie schizofrenicy mają jak najlepsze notowania w Kościele, bo lubią przechwalać się swoją urojoną świętością oraz kontaktami z Bogiem. Więc żadna z tych osób nigdy nie została ani nie zostanie moim małżonkiem. I tak jak jak mój tata, który uciekł Francji przed wyznaczoną przez kler na „żonę” schizofreniczką, cieszę się, że nie poślubiłam schizofrenika. Chociaż mój tata miał tyle szczęścia, że ukrywszy się w Polsce, doczekał się dwóch piękny i utalentowanych córek, które przede wszystkim były zdrowe, a nie chore na schizofrenię. No bo umówmy się, tylko osoby chore psychicznie dają się namówić na takie akcje ludziom z Kościoła Rzymsko-Katolickiego.
I owszem mój tata nosił nazwisko Wieczorek, bo był zamieszkałym we Francji Polakiem. To nazwisko nie jest dowodem na moją schizofrenię. Mój tata naprawdę nie musiał mieć francuskiego nazwiska, jak przypuszczają durne schizofreniczki, kuzynki Romana i Rafała, żeby mieszkać we Francji. Jest to prawdziwe, tak samo jak inne rzeczy, które opowiadałam. Biorąc pod uwagę, co mnie miało spotkać, cieszę się, że nie mam męża czy dzieci. Jestem przynajmniej wolna i żywa, a dzieci, których nie mam (uwaga, dowcip), są zdrowe psychicznie. Nie muszę znosić żadnego pomiatającego mną imbecyla-schizofrenika, który wyszedł z mojego ciała. Wiem, co takie schizofreniczne dziecko potrafi zrobić matce, bo przeczytałam odpowiedni podręcznik.
Oraz nie muszę bijącego mnie bydlaka, którego nienawidzę szczerze oraz którego się boję, bo mnie wielokrotnie już uderzył, znosić i obsługiwać, także seksualnie, płaszczyć się przed nim i dziękować, że żyję. Bo takie pomysły na moją rolę w rodzinie miały te „święte” osoby.
Żaden katecheta czy katechetka nie było mądrzejsi od moich rodziców, nie byli pedagogami, czy też profilerami, ale nie przeszkadzało im to przyczepić mi łatki osoby „zagrożonej prostytucją”, którą trzeba „ratować”, przemocą wiążąc z takim weźmy na przykład Rafałem czy Romanem. Nie chcę nawet mówić, jakie epitety padały wobec moich rodziców. Oczywistym jest, że nigdy nie byłam z Romanem czy Rafałem związana, zawsze przed tymi imbecylami i gburami ze schizofrenią uciekałam. Nie odpowiadam za to, że wywlekali z moich znajomych informacje, gdzie będę i się w tych miejscach pojawiali, udając, że się ze mną umówili. Nie odpowiadam też za ich kłamstwa na mój temat i temat moich rodziców, czy krewnych.
Tak się składa, że nigdy nie potrzebowałam nigdy umoralniania i jestem o wiele bardziej etyczna niż niejeden hierarcha w Kościele, który zaszczuwa ludzi kłamstwami. Jeden z moich znajomych Amerykanów przeżyłby, bo popełnił samobójstwo, gdyby nie kłamstwa na temat mojego stanu cywilnego. Wizyta hierarchy w Stanach wiązała się też z psychologicznym i brutalnym atakiem na niewinnego człowieka. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że dorosły człowiek, który śmie nauczać o prawdzie i grzechu, posunął się do zapewniania, że był na moim ślubie z Romanem i że mam amnezję, i że należy mnie „leczyć”, bo tego nie potwierdzam. Mam nadzieję, że moja apostazja oraz zaświadczenie o stanie cywilnym kończy wiarygodność tych ludzi wszędzie, gdzie sięgnie mój blog.
Usłyszałam już kiedyś, że Opus Dei uważa, że ma prawo mnie karać i sabotować wszystko w moim życiu, bo „obraziłam zakonnicę”, ale to musi się skończyć. Nie mam męża, a nawet gdybym miała, to naprawdę prośby o kontakt ze mną powinny kończyć się przesłaniem mejla do mnie, a nie informowaniem o takich prośbach schizofrenika, który udaje mojego męża i uniemożliwia mi kontakty z ludźmi, z którymi chciałabym współpracować.
Prymitywizm kleru to jedna sprawa, ale prymitywizm ludzi z klubów miłośników fantastyki, którzy uważają, że z pisarkami należy kontaktować się przez ich mężów jest czymś, co należy napiętnować. Mają pecha, że nikt z rodziny Romana czy Rafała nigdy się nie przyjaźnił ze mną, ani nigdy z żadnym z tych facetów nie byłam związana. To są naprawdę niebezpieczne zjeby oraz imbecyle nasłani na mnie przez kler. Między innymi naraziłam się tym, że od dzieciństwa jestem Wicca, to jest moja prawdziwa religia. I osoby wtajemniczone widzą to w niektórych elementach mojego pisarstwa. Stąd też były powtarzające się próby nawracania mnie oraz terror.
Moja przyjaciółka bardzo się kiedyś obraziła, gdy jeden z klubów próbował umówić się z nią na prelekcję za pomocą jej męża. Bo nie jest jego niewolnicą ani pracownikiem. Przy czym akurat to był jej mąż, a nie udający go schizofrenik. Klub i schizofrenicy mają bardzo duże kłopoty, bo informacje jednak dotarły do mnie jednak okrężną drogą, bo mój były ze Stanów zaczął wszystko weryfikować na moją prośbę.
Bardzo proszę osoby, które znają historię odcinania mnie od osób, które chciały ze mną współpracować, o kontakt z Policją. Moi znajomi z Policji bardzo się ucieszą, widząc kolejne donosy na tych schizofreników oraz imbecyli, którzy udają ludzi dla mnie ważnych. Niestety, schizofrenicy przechwytują kontakty swoich ofiar i zaczynają je reprezentować, opowiadając bzdury. Nic z tego, co o mnie powiedzieli, nie jest prawdą. Wcale nie wyjechałam do Stanów. Za to po brutalnym praniu mózgu (które dla zjebów z Opus Dei jest „psychoterapią”) straciłam pamięć.
I żadna ilość „opieki” – bardzo proszę, niech już się odpierdolą – ze strony Opus Dei i uniemożliwienie mi założenia rodziny nie sprawią, że te kurwy odziedziczą po mnie chociaż złotówkę. Jakby co, to znajdę osoby godniejsze od tych ludzi z półświatka.
Powtarzam, żadna tych tępych kurew nie jest moją „przybraną wnuczką”. Niech już nie planują żadnego skoku na mnie, moje mieszkanie, czy pieniądze. Te zawodowe oszustki mają się w końcu odpierdolić.