Pomoc domowa

Przyjęłam jakiś czas temu zasadę, że co tydzień chodzę do kina. Najchętniej oglądałabym filmy sf lub fantasy, ale biorę, co dają. Widziałam trailer Pomocy domowej, więc zachęcona obsadą postanowiłam na ten film się wybrać. Powstał na podstawie książki i nawet ktoś mi o niej kiedyś opowiadał, ale wyleciało mi to z głowy, więc oglądałam bez większych oczekiwań, bo z trailera można zrozumieć tylko to, że film jest o trójkącie typu bogate małżeństwo i śliczna pomoc domowa. Nic bardziej mylnego. W roli pomocy domowej zatrudniona została Sidney Sweeney, więc warto zobaczyć w akcji aktorkę, która stała się centrum kontrowersji dotyczącej pewnej reklamy dżinsów.

Jeśli macie ochotę zobaczyć arcydzieło o tym, jak dzielne kobiety pokonują złego schizofrenika i przy tym uchodzi im wszystko na sucho, to nie ma lepszego filmu. Dawno nie doświadczyłam większego zachwytu. I to nie było tylko moje odczucie, bo na sam koniec usłyszałam liczne brawa z widowni. Film jest pełen zwrotów akcji i trzeba przyznać, że pierwsze wrażenia, kto jest kim, są całkowicie mylne, a niektóre postaci zachowują się jak szalone, bo zostały schwytane w pułapkę i skrzywdzone.

Oglądając, nie mogłam się powstrzymać od osobistych refleksji na temat tego, jak wyglądałoby moje życie, gdybym związała się ze schizofrenikiem, który prześladuje mnie od dzieciństwa. To jest inny wariat od tego z filmu, bo czekałyby mnie nie tylko kary, ale też zmuszanie do wielogodzinnych modlitw i pokuty. Byłabym też gwałcona.

Pomoc domowa nie rozdrapuje ran, ale ma wartość terapeutyczną i podejrzewam, że nie tylko ja przeżyłam osobistą satysfakcję z zakończenia filmu. Schizofrenicy są wszędzie i większość ludzi pada ich ofiarą. Każdy przynajmniej raz w życiu ma styczność z chorym psychicznie i przez to cierpi.

Więc każdy, absolutnie każdy, powinien zobaczyć ten film.