Jedną z zabawnych rzeczy w diagnostyce chorób psychicznych jest, że wszelkie stwierdzenia bazujące na czyjejś religii nie mogą być podstawą do określenia kogoś jako chorego psychicznie. Tak więc mogę wkurzać się na kogoś, kto bredzi o opętaniach i egzorcyzmach, ale nie mogę takiej osoby wsadzić do psychiatryka, nawet jeśli bym chciała, chociaż dla mnie cierpi na urojenia. A uważam szczególnie, że jest chora psychicznie, jeśli chce mnie „diagnozować” jako „opętaną”.
Na całe szczęście od lat jestem apostatką, więc mogą się ode mnie odpierdolić. Nie mój cyrk, nie moje małpy.
Analogicznie, nawet jeśli Wicca nie jest zarejestrowaną oficjalnie w Polsce religią (w innych krajach jest), to jest moją religią. Nie musi być oficjalnie zarejestrowana, żeby uchodzić za uznawaną religię. Tak więc moje opisy tego, że ludzie z mojej rodziny oraz ja widzieliśmy magię nie wystarczą, żeby nas określać jako chorych psychicznie. Widzenie takiego halo wokół świecy przy wszystkich zgaszonych elektrycznych światłach, gdy świece zostały ustawione przy posążku Bogini, nie jest czymś, co świadczy o naszej „chorobie psychicznej”. Ludzie doświadczają takiego fenomenu i nie oznacza to, że ktoś jest „chory psychicznie”. Takie oskarżenia o „chorobę psychiczną” świadczą tylko o tym, że moi prześladowcy są nietolerancyjnymi chujami. O chorobie psychicznej świadczą zerwane łańcuchy przyczynowo-skutkowe w myśleniu. Jeśli ludzie wyciągają prawidłowe wnioski i są mili dla innych, to mogą sobie czcić kogo tylko chcą i nikt nie ma prawa oskarżać ich o chorobę psychiczną.
Ludzie wybitnie zdolni i utalentowani z reguły „widzą magię” wokół świec i jest to coś niezmiennego w ciągu życia. Ja sama doświadczyłam takich szczęśliwych zbiegów okoliczności, że uważam się za anomalię statystyczną, jak ci ludzie co po kilka razy wygrywali w lotto lub ulegali wypadkom komunikacyjnym. Wybitni biznesmeni nie chcą ze mną grać w Monopoly (które w dużej mierze polega na losowości). Dla pogan oznacza to, że chroni mnie Bogini. I kim jestem, żeby się z tym kłócić? Chociaż, przyznam, na co dzień kieruję się nauką i uważam się za ateistkę.