Polityk

Możecie mi nie uwierzyć, ale mój schizofreniczny wielbiciel zainteresował się mną w dzieciństwie, gdy się dowiedział, że mój tata był skarbnikiem w okręgu partyjnym PZPR. Tata był socjalistą z przekonań, ale członkiem partii był w zasadzie dla kariery, bo miał wcześniej nieprzyjemności ze względu na swoje arystokratyczne korzenie.

Roman do tej pory uważa, że dawna partyjność mojego taty pomoże mu w karierze politycznej, bo chce rządzić Polską. Nie wiem, w jaki sposób mój tata mógłby mu pomóc, bo nie żyje od 1985 roku, a i nic nie wiem o żadnych jego kolegach. Sam mój tata by miał ponad sto lat, gdyby żył. Nie mówiąc o tym, że PZPR to nie jest partia, która obecnie istnieje, czy też dobrze się kojarzy we współczesnym świecie.

Na całe szczęście ten zjeb Roman nie dostanie clearingu już nigdy. Nie pomogły mu takie wydarzenia, jak wdarcie się na działkę rodziców Michała. Roman był przekonany, że tam jestem, bo się z rodzicami Michała umawiałam na wyjazd, ale po atakach na siebie nie byłam wstanie tam dotrzeć. Niestety Roman usłyszał niegdyś od biskupa, że ma prawo być tam, gdzie i ja, więc postanowił przeleźć przez płot i zaczął mnie szukać. Oczywistym jest, że ten incydent został też zgłoszony Policji i intruz został z terenu działki usunięty. Ja się z Romanem tam nie umawiałam, w ogóle nigdzie i nigdy się z nim nie umawiałam.

Pamiętam tę działkę z początku lat dziewięćdziesiątych. Była powodem, dlaczego niektóre moje koleżanki uznały, że jestem „chora psychicznie”. Dowodem, jaki wyciągały, był fakt, że na działce rodziców Michała rosną palmy i bananowce. I że coś takiego w naszym klimacie może być tylko moim urojeniem. Tak się składa, że istnieją mrozoodporne palmy i bananowce, zresztą rodzice Michała nigdy nie oszczędzali na matach grzewczych. I mieli taki ogród, jaki chcieli. Zresztą taki szorstkowiec wytrzyma wszystko.

Nie wiem, czy na widok palm rodziców Michała schizofrenik Roman się zdziwił, czy też uznał, że to jest jego urojenie. Ale jakby nie było, Barbara postanowiła mnie w pewnym momencie „leczyć” terroryzując i zmuszając psychicznym naciskiem do wystawienia palm na balkon. Realizuję ten program, chociaż moja karłatka pewnie tego nie przetrzyma, bo jest mrozoodporna tylko do -5 stopni, a temperatura spada ostatnio bardziej. Ale mam dwa szorstkowce, które powinny przeżyć, więc jestem dobrej myśli.

Człowiek poddany terrorowi się blokuje i nie byłam wstanie zdjąć z balkonu moich roślin wystawionych tam na czas lata. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wykonuję polecenia tej schizofreniczki.

Syndrom sztokholmski to nie jest fajna czy przyjemna sprawa.

Dodaj komentarz