Romansiary

Jest pewien gatunek kobiet, nad którymi mogę tylko załamać ręce, bo nijak nie można się z nimi dogadać, tak bardzo bazują na płytkich emocjach wywoływanych przez (nie)odpowiednie kody kulturowe. Przy czym najczęściej te panie są narcyzami i tylko z rozbawieniem można obserwować ich działania, które przepełnia przekonanie, że są obiektem dozgonnej miłości.

A na czym bazuje to przekonanie o dozgonnej miłości jakiegoś dzianego faceta? W znanych mi przypadkach na bełkocie schizofreniczki, która od lat intryguje, łącząc i rozdzielając pary zgodnie ze swoimi urojeniami. Sama usłyszałam, że pan X jest dla pani Y, bo tak „chce Barbara”, więc „mam się odczepić”. No cóż, próbowałam uciec do Stanów i to dwa razy, ale to też mi zablokowano i zakatowano mnie psychicznie, aż do wystąpienia amnezji. Gdym uciekła do Stanów, to nie byłoby problemu, że „się czepiam”, bo bym była z kimś zupełnie innym. Nie odpowiadam też za to, z kim mnie „shippuje” środowisko fantastów. Piotr był też wbrew własnym chęciom łączony z różnymi paniami. A z Agą ożenił się, bo – jak mi powiedział – stracił nadzieję.

Powiedzmy sobie szczerze, romansiary, których uczuciami można tak łatwo manipulować, nie zastanawiają się, że w zasadzie kierują się niesprawdzonymi plotkami, które pochodzą z ust wariatki. Nakręcają się maksymalnie na temat faceta, z którym nawet nie zamieniły ani jednego słowa. Ja byłam inaczej wychowywana. Wiem, że muszę zawsze poznać danego gościa, przekonać się kim jest, żeby zacząć się zakochiwać. I nawet pójście do łóżka nie oznacza dla mnie dozgonnej miłości, bo znam różnicę między przywiązaniem, a pożądaniem. Pożądać można nic wartego sprzątacza. To nie jest człowiek, z którym należy wiązać większe nadzieje na stały związek, nawet jeśli człowiek da się po pijaku (bo inaczej nie przypuszczam, żeby to było możliwe) uwieść. Przy czym – wracając do prześladującego mnie schizofrenika – magazynier Roman nigdy dla mnie nie był atrakcyjny. Naprawdę nie jest kuzynem Piotra, czy też innym synem multimilionera czy dziedzicem LPP. Ale przede wszystkim jest bezdennie głupi i chory psychicznie. Naprawdę nie mam nic wspólnego z facetem, który oczekuje, że powinnam się modlić kilka godzin dziennie.

Niestety romansiary kierują się prostymi odruchami wytrenowanymi na licznych romansach. Wystarczy im powiedzieć, że jakiś facet w kimś się kocha i już rzucają się na babkę taką jak ja, żeby niszczyć ją za to, że nie chce być z takim „cudownym” zakochanym facetem. A prawda jest taka, że facet nie jest wcale taki cudowny, bo jest tępym imbecylem schizofrenikiem, który jest jeszcze większym potworem niż ten pokazany w filmie Pomoc domowa. Nigdy z nim nie byłam, jestem wściekła, że w środowisku fanów i pisarzy sf-f uchodził on za mojego „męża”.

Bardzo długo rozmawiałam z Romanem, żeby wyrobić sobie o nim zdanie i przypomnieć sobie wcześniejsze spotkania, więc nie mam wątpliwości, kim jest. Do tego szkolono mnie w ocenianiu, a także w diagnozowaniu ludzi podczas rozmowy, więc się nie mylę. Przy czym odsłonił się przede mną tak bardzo, że bardziej się nie da. To ofiara zawsze najlepiej diagnozuje schizofrenika.

Z drugiej strony romansiary, które wlatują w mentalny związek z mężczyzną, który nawet o nich nie wie, bo usłyszały kilka słów od wariatów, nie zastanawiają się, z kim w ogóle chcą się związać. Wystarczy, że jest bogaty i jest szlachcicem. Nic o nim więcej nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Bo uważają, że jest to niepotrzebne.

Na czymś takim, bez jakiejkolwiek wspólnoty zainteresowań, nie da się zbudować związku. Prawdziwe życie nie wygląda jak w romansach, a nawet w nich obie strony rozmawiają ze sobą, mają jakieś interakcje, pokonują przeszkody, aby być razem. Nie łączą ich żadne schizofreniczki, czy inni pośrednicy. Współczesne pary to nie są jakieś małżeństwa dynastyczne, żeby wysyłać posłów oraz okazywać konterfekty.

Romansiara może nawet nie wiedzieć, jak wygląda dany facet, a już jest gotowa za niego wyjść, bo usłyszała kilka słów z niepewnego źródła.

Wiem, że ja i moi znajomi będziemy czekać na dalszy rozwój sytuacji. Popcorn już się grzeje.

Dodaj komentarz