Przepis na katastrofę

Jak już gdzieś wspomniałam, Kościół Rzymsko-Katolicki wśród swoich wszystkich dziwnych dokumentów ma także instrukcję dla katechetów, z której istnienia wiele osób nie zdaje sobie sprawy, za to aż zbyt wiele dzieci i dorosłych padło ofiarą jej funkcjonowania. I jak usłyszałam od pewnego zawodowego katolika, nikt się z niej nie wycofa.

Instrukcja głosi, że w razie zagrożenia ateizmem, a ateizm podobno grozi każdemu dziecku, które nauczone jest myśleć samodzielnie i podważa autorytet katechety, ów katecheta ma obowiązek wprowadzić program naprawczy. Jednym słowem, nie wolno w niczym poprawiać katechety, ani mówić, że rodzice nauczyli czegoś innego. Ja w takiej sytuacji usłyszałam, że to katecheta wychowuje dzieci, a nie rodzice. Nikt się podobnej akcji nie spodziewał, mnie zatkało, bo buta, tępota i poczucie bezkarności, aż biły z tej zakonnicy, która podobno należy do wyznania, które wedle przechwałek kieruje się miłością, a jego funkcjonariusze mają traktować ludzi z pokorą.

W momencie, kiedy katecheta poczuje się urażony w swoim autorytecie, zgłasza się do najbardziej szanowanej osoby w parafii i prosi o „opiekę” nad dzieckiem. W moim przypadku byli to schizofrenicy, którzy od razu zaczęli katechetce „uzupełniać” swoimi urojeniami „wiedzę” o mnie i mojej rodzinie. Oprócz grożącego mi ateizmu, rozpoznali u mnie – a raczej ta zakonnica, bo na nią zawsze się powoływali – „zagrożenie prostytucją”.

Żaden katecheta nie był uczony rozpoznawania demoralizacji u kogokolwiek. Profilerzy i psychoterapeuci za to są uczeni oceniania ludzkich charakterów w czasie rozmowy oraz rozpoznawania demoralizacji. I wiem, jakimi wytycznymi oni się kierują i wiem, że takie bezzasadne wpierdalanie się w różne rodziny, zastępowanie organów państwowych oraz pomówienia ludzi, którzy są ideałami, świadczą o demoralizacji. I to ze strony Kościoła i narzuconych mi „opiekunów”.

Najzabawniejsze jest w tym momencie, że profilerzy nie mają najmniejszej wątpliwości, że wokół Kościoła Rzymsko-Katolickiego z reguły gromadzą się najgłupsze jednostki, osoby chore psychicznie, a także przestępcy. Jest to logiczne, ponieważ z reguły przestępcy są najgłupsi, ale też najbardziej zabobonni, więc zrobią wszystko, żeby sobie zaskarbić przychylność Nieba. Dodatkowo wielu przestępów to wręcz schizofrenicy, któ mają problem z utrzymaniem pracy (lub w ogóle samą pracą) a za coś muszą żyć. Schizofrenicy są też zawodowymi oszustami. W tym momencie proszę się nie dziwić, że najmądrzejsze rodziny są – zdaniem katechetów legalnie – niszczone przez Kościół, który nie chce oddać ani odrobimy swojej władzy nad społeczeństwem.

Aż nie chce mi się wyliczać wszystkich przestępstw, jakie Kościół popełnił wobec mnie oraz moich bliskich oraz przyjaciół. Prokuratura nie zainteresowałaby się, gdyby nie fakt, że jestem też po przodkach obywatelką innych państw i ambasady bardzo głośno zaczęły warczeć, bo udało się je poinformować, co się dzieje. W innym przypadku takie sprawy zaszczucia, jak ja zostałam zaszczuta, nawet nie trafiają do prokuratury. I Policja ma w dupie, że ktoś jest całkowicie nielegalnie całe życie zaszczuwany przez wariatów oraz kler. Różne rzeczy powinny dziać się z automatu (czyli z urzędu), bo ofiara traci pamięć i nie jest w stanie się skutecznie bronić przed wariatami oraz ich enablerami. Ale z reguły Policja ze spokojem obserwuje, jak kolejne osoby są niszczone, aż się zabiją, bo uniemożliwia im się życie, tak złe warunki zapewnia obowiązujące w Polsce prawo i tumiwisizm policjantów, ktorzy nawet nie robią tego, co już jest w ich obowiązkach zgodnie z obowiązującym prawem.

Wymienianie przestępstw, jakie wobec mnie popełniono, można zacząć od pomówień, nielegalnego zaręczenia z wariatem, który mnie nęka do tej pory. Podobno to taka praktyka znajdywania takiemu dziecku jak ja jakiegoś schizofrenicznego narzeczonego lub narzeczonej jest całkowicie znormalizowaną praktyką Kościele. Chodzi o to, aby dopilnować, że ateiści oraz ludzie niepewni ideologicznie się nie rozmnożyli. Osoba Romana miała zagwarantować, że nie tylko będę będę się modlić, ale też moje ewentualne dzieci będą wychowane w „odpowiedni” sposób. Moja katechetka posunęła się też do zapewnień, że Kościół upewni się, że jeśli odrzucę Romana, to nie uda się z nikim innym związać i nie będę mieć żadnych dzieci. Nabijała się ze mnie wprost, no bawiło ją moje przerażenie, że chce mnie wbrew mojej woli związać z takim tępym i chorym bydlakiem. Ta zakonnica nie wie, że będę się mścić do końca świata, do ostatniego oddechu. Ale się nigdy nie dam się rzucić na kolana i nie zaakceptuję warunków Romana.

Dalej mogę ciągnąć oskarżenie Kościoła, dodając rozpowszechniane kłamstwa na mój temat, próby wyrzucenia mnie z pracy oraz zastraszanie, które przyjęło poziom kryminalny. Celowe wywoływanie syndromu sztokholmskiego i nieliczenie się z moją wolą, to kolejne elementy tej układanki. Trafiły mnie też nielegalne egzorcyzmy, bo mój oficjalny „opiekun” z Kościoła się na nie zgodził. Przy czym nikt nie ma prawa mnie ubezwłasnowolnić poza salą sądową. No, ale Kościół widocznie uważa inaczej.

Pewien znajomy zawodowy katolik – który mi wcześniej powiedział, że „działa w imieniu Kościoła” – twierdzi, że nie wiedział, co to znaczy, że moi „opiekunowie z Kościoła” są chorzy psychicznie, ale śmiem w to wątpić. W najlepszym wypadku go to nie obchodziło, bo kontakty z tymi ludźmi zawsze były korzystne dla jego kariery. I zawsze gdy mu się tłumaczyło, jaka jest prawda, to wbrew prośbom zawiadamiał ludzi, którzy kontynuowali niszczenie mnie i o których już było wiadomo, że są niebezpiecznymi schizofrenikami. Może ściemniać, że nie wiedział, jak bardzo są chorzy, ale prawda jest taka, że w rozmowie ze mną wygadał się, że wie, że trzeba z nimi „specjalnie postępować” i że „mnie tego nauczy”. A zasada w kryminologii jest jedna – to zdrowi psychicznie zawsze wykorzystują chorych i bardzo proszę się tym kierować przy ocenie postępowania Kościoła.

Ryszard i Barbara twierdzą, że są nie tylko moimi „opiekunami z Kościoła”, ale zaczęli też cierpieć na ciężką psychozę na moim (i moich bliskich) tle i wedle ich urojeń są nie tylko moimi krewnymi, ale też adoptowali mnie, gdy moi rodzice zmarli, kiedy byłam jeszcze niemowlęciem. To oni podobno mieli mnie trzymać do chrztu. Jest to bardzo zabawne i przerażające, bo oboje moi rodzice chrzestni, czyli Anna i Waldemar jeszcze żyją. Przy czym schizofrenicy twierdzą, że chrzcili mnie w Gdańsku, co akurat łatwiej od imion rodziców chrzestnych zweryfikować. Jak najbardziej parafia z mojego potwierdzenia apostazji jest warszawska. Nie urodziłam się też w żadnej wsi pod Gdańskiem.

Gdyby oboje moim prześladowcy nie mieli uprzywilejowanej pozycji w Kościele, to już dawno udałoby się ich namówić na leczenie. Kolejnym problemem jest, że Kościół Rzymsko-Katolicki, gdy tylko gdzieś zidentyfikuje schizofreników, to robi sobie z nich świętych i zaczyna razem ze schizofrenikami zaszczuwać ich ofiary.

Jedyne co może zrobić uczciwy człowiek w tym momencie, to ruszyć na wojnę z zabobonem i Kościołem. Kościół nie zrezygnuje ze swojego kultu świętych schizofreników, bo potrzebują takich ludzi. Nie tylko do robienia szopki z kolejnych beatyfikacji kanonizacji, ale też są potrzebi do takich akcji, jakie spotkały mnie oraz mojego tatę we Francji. Jak wszyscy wiemy, księża i zakonnice muszą – samo to usłyszałam – dbać o swój autorytet. Więc wierni powinni bać się tego, że gdy podpadną, to za księdza lub zakonnicę zemści się nasłany schizofrenik, którego już się nie da zatrzymać, bo kieruje się obsesyjną chęcią wzbogacenia.

Za wiele już osób zostało tak potraktowanych przez Kościół. Istnienie tej instrukcji to skandal taki, że brakuje mi słów. Mam nadzieję, że do odpowiednich ludzi trafi moja opinia o takim postępowaniu. Bo jest haniebne i prowadzi do łamania praw człowieka, ale to może jakiś prawnik już na sali ludziom Kościoła to wytłumaczy.

Poza salą sądową nie chcę nikogo z Kościoła oglądać.

Żeby rozmawiać z jakimkolwiek księdzem czy zakonnicą musiałabym się wcześniej dowiedzieć, że zrezygnowali z kultu „świętych” schizofreników, do których mówi Bóg, i wycofali krańcowo nielegalną instrukcję dla katechetów. Współistnienie tych elementów sprawia, że mamy przepis na idealnie powtarzalną tragiczną katastrofę, która kosztuje rocznie wiele ludzkich żyć, zaszczutych za „ateizm” albo „prostytucję”.

Dla zarysowania dokładniejszego kontekstu dodam, że zdaniem Romana noszenie szortów w upał, to dowód na moją „demoralizację” oraz prostytucję. Nawet stożkowe kadzidełka zdaniem tej rodziny służą do „kurwienia się”. Nie mówiąc, o krótkich letnich sukienkach bez ramion czy pleców. Bo one też używane są w zawodzie prostytutki podobno. Tak, nie przesłyszeliście się, letnie bawełniane sukienki bez rękawów są czymś, co zdaniem moim „opiekunów z Kościoła” używa się wyłącznie w burdelu.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałabym się przegrzewać, lub wyglądać gorzej niż mogę w czasie jakiejś gali. Nie obchodzi mnie zdanie Opus Dei, bo nigdy nie chciałam zostać zakonnicą. A moja mam nigdy nie była prostytutką, co dalej ci wariaci rozpowiadają.

Przy okazji – właściciel firmy odzieżowej to nie jest krawiec. Więc zamknijcie mordy, kurwy, bo nie pozwolę tak o pewnej ważnej dla mnie osobie mówić.

Dodaj komentarz