Akcje Renaty nie mają za wiele sensu, chociaż ma wiernych wyznawców. Nie wiem, jak to się stało, że ludzie jej uwierzyli, ale mam podejrzenia, że pomogło jej zaangażowanie moich schizofrenicznych kolegów z podstawówki, którzy postanowili wierzyć w jej schizofreniczne przechwałki oraz szlochy, jak to jest straszliwie skrzywdzoną „pływaczką”. Ze swojej strony schizofrenicy niespokrewnieni z Renatą (oraz jej schizofreniczne krewne) dołożyli swoje urojenia na mój temat temat oraz temat mojej rodziny. I w ten sposób obie grupy schizofreników uznały, że mają „dowody” na prawdziwość swoich urojeń.
Rodzice Renaty (czyli Barbara i Ryszard) nie są moimi rodzicami, chociaż lubią się tak przedstawiać, ale to typowe dla nieleczących się schizofreników, którzy w ten sposób prześladują ofiary swoich urojeń. Roman zaś nie jest moi mężem. Próbowałam przeprowadzić akcję informacyjną na temat jego urojeń już w okolicy roku 1990. Przyniosłam do Instytut Anglistyki swoje zaświadczenie o stanie cywilnym, bo usłyszałam nieprawdziwą wersję mojej biografii według której miałam za Romana wyjść w wieku osiemnastu lat, bo niby byłam w ciąży. Rozdawałam ksera swojego zaświadczenia. Oraz zbierałam podpisy na dowód, że ludzie przyjęli to do wiadomości. Tak więc wszystkie osoby, które wtedy kontynuowały kłamanie na temat mojego stanu cywilnego, aby uniemożliwić mi zamążpójście czy skłócić z ukochanym, mają bardzo dużo problemów, bo podpisy trafiły razem z moim zawiadomieniem o popełnieniu na Policję. To zaświadczenie nie było wykorzystane w żadnym Urzędzie Stanu Cywilnego. Mówiłam o tym wyraźnie i wprost, także Andrzejowi. Nie miał żadnych powodów, żeby mnie przedstawiać jako szczęśliwą, dzieciatą mężatkę i niszczyć mi w ten sposób życie oraz uniemożliwić mi powrót do Piotra albo związanie się z kimś innym.
Renata ze swojej strony zaczęła wtedy znowu bredzić, że nazywa się Małgorzata WIeczorek i jest to jej zaświadczenie, które jej ukradłam i że Helena oraz Marian to jej rodzice. Renata kontynuuje ten cyrk do tej pory, twierdząc, że jest córką mojej mamy i że w swoim mieszkaniu wynajmowałam tylko pokój. Podobno mam swoje mieszkanie zajmować nielegalnie. Mam dosyć powtarzających się pomówień, że nie jestem osobą, za którą się podaję. Nie chcę też chcę wizyt imbecyli, którzy chcą mnie zmusić do pobytu w szpitalu psychiatrycznym (bo podobno podaję się za kogoś, kim nie jest) oraz chcą „odebrać” mi klucze. Renata nie prawa do mojego mieszkania, tak samo jak nie ma prawa mówić ludziom, co robi od dzieciństwa, że jest „żoną Piotra”. Nie ma prawa też do żadnych pieniędzy po nim.
Renata nie jest osobą, która inspirowała różne projekty artystyczne oraz biznesowe, chociaż jej wyznawcy tak uważają i przysięgali jej wierność aż do grobowej deski.
Naprawdę bardzo proszę już nie czerpać informacji o mnie od tych wariatów. Mówiłam po co wyciągnęłam to zaświadczenie chyba wszystkim, włącznie z Andrzejem. W życiu nie twierdziłam, że Roman czy ktokolwiek inny jest moim mężem. Każda osoba, która odgoniła ode mnie któregoś z moich zalotników wmawiając im, że jestem mężatką, tylko „jestem chora i nie pamiętam”, jest moim osobistym wrogiem. Za takie zachowanie Andrzejowi oraz innym idiotom z fandomu nie dziękuję. Naprawdę czerpcie wiadomości z lepszych źródeł, a nie od znanych Policji schizofreników, którzy wiele osób zniszczyli oraz zaszczuli z wynikiem śmiertelnym.
Braliście udział w takich akcjach, jakich światowy fandom jeszcze nie widział, więc nie dziwcie się, że Awangarda nie dostała Worldconu. Renata nie jest pomysłodawczynią różnych projektów. chociaż lubi je sobie przypisywać, więc nie zasługuje na fetowanie i koronację, co Awangarda próbowała zrobić już parę razy, narażając się na śmieszność na światowym forum ruchu fanów. A przynajmniej tak mi doniesiono.
Tak więc, nie, nie mam w Avangardzie żadnych przyjaciół. Wokół tego klubu powinien powstać koron sanitarny i nikt z nimi nie powinien już nigdy rozmawiać.
A moje zaświadczenie o stanie cywilnym z ubiegłego roku (nadal jestem panną, bo nie po to to zaświadczenie wyciągnęłam, żeby wyjść za mąż, ale po to się uwolnić od pomówień, że jestem mężatką) nadal do znalezienia na blogu.
Bardzo więc proszę, żeby kłamcy, którzy zniszczyli mi życie, nigdy się już do mnie nie odzywali. I tak, patrzę między innymi na Ciebie, Andrzeju.