Akcja informacyjna

Dwa razy w swoim życiu wyciągałam zaświadczenie o stanie cywilnym. W żadnej z tych sytuacji nie zamierzałam zanieść takiego dokumentu do Urzędu Stanu Cywilnego, żeby się z kimś pobrać, za to służył mi do udowodnienia, że nie jestem żoną Romana. Tylko o to chodziło za każdym razem.

Ten schizofrenik prześladuje mnie swoimi urojeniami od dzieciństwa i zniszczył mi wszystko w swoim życiu. Gdzieś w roku 1990, zgodnie z radą psychologa i ogólnymi wytycznymi podstępowania w takich sytuacjach, rozpoczęłam akcję informacyjną, która miała na celu obronienie się przed schizofrenikiem Romanem. On i jego znajomi zaczęli opowiadać, że wyszłam za Romana, gdy miałam osiemnaście lat, bo byłam w ciąży. W wieku osiemnastu lat to ja jeszcze spotykałam się czasami z Piotrem i chodziliśmy na koncerty. Żadnego Romana, ciąży czy dziecka nie stwierdzono. Piotr mnie widział na tyle często, że wiedział, że nie byłam w ciąży.

Absolutnie nie zamierzam się ugiąć i nie wyjdę za Romana teraz, chociaż takie naciski na mnie wywierali schizofrenicy. Ani nie zapłacę im „okupu” za zostawienie mnie w spokoju. Wiem, że Roman uważa, że potrzebuje pieniędzy, aby ożenić się z Renatą. Oboje są biedni jak myszy kościelne, ale jedyne, co mogę powiedzieć, to że powinni się byli kurwa leczyć. Oboje pracują za jakieś grosze, biorą, jak to określił Roman, dodatkowe dni wolne (czyli jak rozumiem urlop bezpłatny), bo muszą się czymś zająć. Ten wolny dodatkowy czas podobno poświęcają na różne zadania dla Opus Dei.

Niestety wiele osób podtrzymywało urojenia Romana i nie udało się go namówić na leczenie na czas. Znam sposoby postępowania ze schizofrenikami i wiem, że gładzenie ich po główkach i przytakiwanie ich urojeniom nigdy im w niczym nie pomogło. Należy przekłuwać ich bańki urojeń. Potrzebna mi była na początku lat dziewięćdziesiątych pomoc otoczenia. Rozdawałam nawet ksero mojego zaświadczenia, aby ludzie wiedzieli, jaka jest prawda. Z tego, co mi powiedziano jedna z kopii ksero trafiła w ręce Romana, który uznał, że oznacza to zgodę na ślub. Zamiast zgasić jego urojenia, wpływ różnych głupich ludzi podkręcił mu psychozę tak bardzo, że rzucił się na mnie ze wszystkimi moimi znajomymi i zaczął terroryzować w celu doprowadzenia do ślubu. O mało wtedy nie zostałam zabita, długo jeszcze miałam sińce na szyi i byłam poddawana kolejnym szykanom oraz stałam się ofiarą kolejnych ataków. A wszystko dlatego, że sprawą ponownie postanowił „zaopiekować” się Nycz. Tak samo jak „zaopiekował” się sfałszowanym listem do Dyrektora Opus Dei. Tak jakby mało mu było obrażania mnie razem z wariatem Ryszardem i prób namówienia mnie na prostytucję, które miała miejsce parę lat wcześniej. Wmawiał mi wtedy, że nie jestem studentką, tylko miałam przychodzić „prostytuować” się na Uczelnię. Naprawdę ani ja, ani moja mama nigdy nie byłyśmy prostytutkami. Szczucie na mnie prawackich polityków z fandomu też mu nie wybaczę. Mówiłam, co to znaczy schizofrenia i że Ryszard jest chory psychicznie, ale postanowił mnie zniszczyć. Widział moją legitymację studencką i mój dowód osobisty wskazujący na zerowe pokrewieństwo z Ryszardem czy Barbarą. Postanowił jednak być chujem i zniszczyć jedną ze zdolniejszych studentek Uniwersytetu Warszawskiego. Nikt, a ja w szczególności, nie zasługiwał na tak uparte niszczenie, śledzenie we wszystkich środowiskach oraz zaszczuwanie kłamstwami. Te pomówienia muszą się skończyć.

Zostałam ponownie zgwałcona oralnie, bita i duszona za odmowę stawienia się w Urzędzie Stanu Cywilnego i wyjścia za Romana. Zrobili to ludzie, których nie chcę już w życiu oglądać. Boję się nawet myśleć, co ci schizofrenicy dalej mówili o mnie i co robili za moimi plecami. Ambicją Nycza do tej pory jest doprowadzenie do tego ślubu i dąży do tego z całym sadyzmem i okrucieństwem, a wszystkie opowieści wzięte prosto z psychozy tych ludzi są przez niego traktowane i puszczane dalej jakby były stuprocentowo prawdziwe. Jak rozumiem, wierzy, że „Bóg im to objawił” i nie wolno wątpić w to, co mówią – bo jako schizofrenicy mają być „święci”. A przynajmniej to jest wersja dla plebsu i prymitywnych zakonnic.

W życiu nie dojdzie do tego ślubu, już szybciej zabijemy Romana i jego brata w Arizonie, bo oczywiście poleci tam za nami i wedrze się w miejsce, gdzie go nie chcą widzieć i gdzie go nikt nie zapraszał. Powtórzę – ja nie chcę go widzieć w Arizonie, Bret nie chce go widzieć, a także Alice nie chce go widzieć. Powiedziałam mu też to wprost, że nikt go nie zaprasza do Arizony. Ciekawe, kto mu kupi bilet? Podejrzewam, że znam odpowiedź.

W podobnej sytuacji jest pewna znana w fandomie szlachcianka, która nigdy nie chciała i nigdy nie zechce wyjść za brata Romana, czyli Rafała. Ta szlachetnie urodzona panna też została przez ten gang schizofreników zaszlachtowana psychicznie i ledwo przeżyła ich ataki, bo chcą odziedziczyć majątek jej ojca. Takie akcje pod parasolem Kościoła muszą się skończyć.

Kościół trzyma takich schizofreników w uzależnieniu od siebie i chwali ich za „bogate życie duchowe”. Są literalnie szczuci na nieszczęśników, którzy podpadną jakieś zakonnicy czy księdzu. Każdy ksiądz czy zakonnica, którzy wchodzą na teren medycyny powinni dostawać od Państwa tak boleśnie po łapach, że przejdzie im chęć na diagnozowanie chorób psychicznych (szczególnie u zdrowych), czy odwodzenia ludzi chorych od leczenia. Nie wolno też wydawać nikogo przemocą za. mąż.

Księża też muszą nauczyć się, że nie wolno im wchodzić w gestie Policji, biegłych sądowych, czy doprowadzać do nielegalnych adopcji, wyznaczając „opiekunów z Kościoła” (których jedyna „opieka” polega na chęci przejęcia majątku), bo uznano, że moi rodzice są „nieodpowiedni”. Wcale ich nie straciłam we wczesnych dzieciństwie. Nie było żadnych podstaw, żeby mnie Kościół tak potraktował. Nie było też powodu, żeby Kościół wyznaczał mi męża.

Tak się składa, że znam z podręcznika sposoby i metody działania sekt. I tak wiele elementów się pokrywa, że aż muszę je wyliczyć po kolei.

Po pierwsze z sekty się nie odchodzi. Nie zapisywałam się do Opus Dei, ale i tak nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że jestem poganką i że nie chcę być w tej sekcie. Sam Nycz (o ile się nie mylę) odprawił nade mną nielegalne egzorcyzmy. Wystarczyło mu, że schizofrenik Ryszard się zgodził. Byłam cały czas przy tym terroryzowana i zastraszana. Prano mi też mózg. Studiowałam te techniki, więc wiem, co mi robiono. Więc nic dziwnego, że cierpiałam na bardzo poważne stany lękowe. Podejrzewam, że mało kto odniósł aż tak poważne rany psychiczne w starciu z Nyczem, ignorancją i sadyzmem Kościoła. Oczywiście sekta robi takie rzeczy licząc na mechanizmy traumy, które sprawiają, że sterroyzowamy człowiek nie pamięta aktów terroru, a za to zamienia się posłusznego drona, który pozbawiony własnej woli robi dokładnie, co polecił mu terrorysta.

Ale jak rozumiem, moja publiczna apostazja naprawia tutaj wszystkim światopogląd i nie będę musiała tych kutasów oglądać. Mam też nadzieję, że przejdzie im ochota ludzi przemocą „nawracać”.

Sekty przejmują majątki swoich członków. Od samego początku chodziło o to, aby pozbawić mnie majątku. Zgodnie z wolą moich „opiekunów’ miałam zostać zakonnicą, nie kształcić się i przekazać Ryszardowi i Barbarze wszystko, co posiadam. No, ewentualnie Roman mógłby mnie zabić po poślubieniu mnie i zostaniu politykiem, w czym miał mu – według jego marzeń – pomóc mój tata. Bo podobno „znał Urbana”.

Poprzedni akapit porusza też inną sprawę. Sekty wyznaczają swoim członkom małżonków i ogólnie mówią, z kim członkowie mają sypiać. Miałam wypisać za pieniądze z różnymi mężczyznami i przynosić ludziom o wyższej pozycji w sekcie pieniądze. i nie, nie przesłyszeliście się, nauka poznała sekty, których członkowie byli zmuszani do prostytucji. Tak wiec mnie akurat nie dziw. Dziwne jest, że Nycz postanowił wziąć w tym udział.

Sekty manipulują swoimi członkami. Wiele razy oszukiwana i członkowie seksty przedstawiali mi się jako inni ludzie. Przedstawiano mi też celowo zniekształcone i zakłamane fakty, aby wpłynąć na moje postępowanie.

Ostatni element, który mi na szybko przychodzi do głowy, to guru sekty, który zawsze jest schizofrenikiem i który ma specjalną „więź z Bogiem” i którego wolę należy wykonywać w stu procentach. W tej konkretnej sekcie to oczywiście Barbara, która „zna wszystkich” i która „wie wszystko”. I która rządzi nie tylko swoją rodziną, ale też sektą i wręcz całym Kościołem.

Kościół Rzymsko-Katolicki robi ze schizofreników świętych – to też fakt z podręcznika profilera. Więc jedyne, co można powiedzieć o Kościele, którego podstawą jest „posłuszeństwo wobec świętych” (a tego posłuszeństwa uczą katecheci na podstawie mitu o Abrahamie) to, że jest federacją sekt. Niczym więcej. Byt do zaorania.

Ludzie uciekajcie czym prędzej z Kościoła, to nie jest dobre towarzystwo. Oczywiście ta wersja, którą ja poznałam, to wersja dla plebsu. Prawdopodobnie osoby po KUL-u inaczej by były traktowane i pewnie inne odpowiedzi by usłyszały. Ale mogę się mylić i tylko przypadkiem większość ludzi nie wie, że dla Kościoła schizofrenicy to „święci”, bo schizofrenicy twierdzą, że „Bóg do nich mówi” i że „znają wolę Boga”. Schizofrenicy też robią kościelny show przy beatyfikacjach i pomagają przy awansie, bo ich pojawienie się przy kimś oznacza „przychylność Boga”, który zesłał „świętych”.

Faktem jest, że ludzie prości i niewykształceni popełniają na sobie wszystkie możliwe przestępstwa, stosują przemoc i terror, nie szanują praw człowieka, autonomii, czy zasad społecznych, ale napuszczanie na studentkę ateistkę jakiś prymitywnych, tępych zakonnic, żeby mnie zarąbały, a te też za mną ganiały po Uczelni, to już przesada. Tego też jest Kościół winien.

Nie jestem wariatką, ale rozumiem akcje podpalania kościołów. W życiu już wejdę do żadnego kościoła Rzymsko-Katolickiego. Moja siostra też nie.

Na sam koniec mogę powiedzieć tylko jedno. Szkoda, że nikt mi te kilkadziesiąt lat temu nie pomógł ogarnąć psychologicznie Romana i Renaty. Młodzi schizofrenicy dają się namówić na leczenie, starsi już tracą umiejętność autorefleksji i nie daje się ich namówić na leczenie. Poza tym Roman był zawsze za głupi, żeby podjąć prawidłową decyzję. Renata zresztą też. Jedyną szansą dla nich było wsadzić ich do psychiatryka wyrokiem sądu, ale to nie w naszym systemie prawnym. Głupota kleru i zakonnic też im nie pomogła. Kościół radośnie leciał za każdym ich urojeniem i zagryzał każdą wskazaną przez nich osobę.

Dodaj komentarz