Mój znajomy Norweg Krystian nie jest Vikernesem, chociaż takie plotki o nim rozpowszechniają fandomowi wariaci oraz Nycz. Varg Vikernes jest nielubiany i pokazywano mi go palcem przed koncertem, bo pojawił się wtedy w Polsce. Faktycznie zrobił złe wrażenia na mnie. Z Vargiem nigdy nie współpracowałam, mój Kristian za to był członkiem metalowego zespołu, który absolutnie nie nazywał się Burzum i którego wokalistką miałam zostać. Ale faktycznie był to zespół black metalowy. Tyle mieli wspólnego z Burzum. W odróżnieniu od Burzum mój norweski zespół nie nagrał żadnej płyty, ale i tak zagrał w Progresji, gdzie ich poznałam. Składał się z kolegów ze szkoły. To wokalista tego zespołu został zabity nożem w czasie norweskiego konwentu. Spotykałam się z nim w tamtym okresie, przyjeżdżał do Polski i bardzo to przeżyłam.
Kristian, o którym mówię, jest moim dalekim krewnym. Mój pradziadek i jego prababcia byli rodzeństwem. Bardzo szybko do tego doszedł po imieniu i nazwisku mojego taty. Wiadome było jego rodzinie, że tata mieszka w Polsce, niestety musiałam poinformować Kristiana, że tata nie żyje od 1985 roku. Szkoda tylko, że umówiony producent jego zespołu uwierzył Barbarze i Ryszardowi, że są moimi rodzicami i że mam urojenia, że jestem wokalistką metalową. Zniszczył mnie razem ze schizofrenikami, którzy nękają mnie od dzieciństwa i sabotują wszystko, co robię i wszędzie znajdują sobie sojuszników. Ten norweski producent został przeze mnie zwolniony po wielkiej awanturze, bo działał na szkodę zespołu i bardzo dużo od niego wtedy zależało. Ironią jest, że dla pracy w tym zespole rzuciłam Piotra, gdy skończył osiemnaście lat i odmówiłam wyjechania z nim później na studia do Stanów. Nigdy już do siebie nie wróciliśmy, pomimo starań Piotra.
Ryszard, Barbara oraz były już niesławny producent naszej nienagranej płyty odpowiadają za zaszczucie mnie, moją amnezję i wmawianie mi, że spotykałam się z Vikernesem. Jest to całkowita nieprawda, bo mój były, czyli Kristian, pochodzi z wyższych sfer i jego tata jest bogatym biznesmenem. Mój były oraz Vikernes nie mają nic wspólnego. Mój Kristian już bardziej przypomina Piotra, ale jest inteligentniejszy. I też miał swoje doświadczenia ze schizofrenikami, tak jak jego były lider zespołu, który został przez schizofrenika zabity. Po tym wydarzeniu zespół zniknął z konwentów w Norwegii.
Zespół jest norweski i mamy zasadę, że nawet jeśli członkowie zespołu mają inne narodowości i mieszkają w innym kraju, to muszą mieć prawo nazywać się po przodkach Norwegami. Zabawne jest też, że po przejrzeniu genealogii wszystkich moich byłych wiem, że nigdy nie spotykałam się z kimś, kto nie byłby Norwegiem. Bardzo ciekawy zbieg okoliczności. Ale jeśli to świadczy, że jestem nazistką, to trudno.