Piotra poznałam, gdy był jeszcze w przedszkolu. Nasi rodzice się znali, bo mój tata poznał ojca Piotra, gdy jeszcze był francuskim producentem odzieży. Dla wyższych sfer nie ma granic państwowych. Po atakach schizofreników, którzy zabili jego żonę i doprowadzili jego firmę do upadku, tata zamroził aktywa i uciekł do Polski. Tutaj walczył z amnezją oraz wmówionymi mu przez schizofreników rzeczami, przekonaniami oraz stanami lękowymi. Moja mama wierzyła, że proste życie pomoże mu lepiej się czuć. Niestety ofiary schizofreników po brutalnych atakach przeżywają piekło, a zaatakowali go też polscy schizofrenicy. Nie tylko stres po atakach na mnie powiększył jego problemy.
Miałam zawsze wielu wielbicieli, nie tylko ze względu na (byłą już, powiedzmy sobie szczerze) urodę, ale też pochodzenie i inteligencję. Dla Andrzeja zawsze było oczywiste, że muszę poślubić albo Piotra, albo Adama. Ale niestety, jak zwykle dorośli nie powinni byli decydować za dzieci. Żadnego z nich tak naprawdę nigdy nie kochałam. Chciałam wyjść za Breta i mieć z nim dzieci. Niestety schizofrenicy mnie zaatakowali, doprowadzili do amnezji i okłamali moje otoczenie.
Przez Piotra zostałam wyrzucona z mojego zespołu z liceum. W pierwszej klasie byłam wokalistką i basistką szkolnego zespołu. Opiekował się nami nauczyciel muzyki. Zorganizowaliśmy koncert, na który zostali zaproszeni różni znajomi. Adam z bratem nagrali nas i powstał bootleg, którzy gdzieś tam krąży po świecie przekazywany sobie z rąk do rąk. Wyleciałam z zespołu, bo przyjęłam zaproszenia Piotra na randkę. Koledzy obrazili się na mnie, bo powinnam była umawiać się z kimś z nich. Oceniam to zachowania na bardzo nieprofesjonalne.
Dostali ode mnie zakaz nagrywania moich kompozycji i zespół przestał istnieć. Właśnie w ten sposób urwała się kariera reytaniackiego glam metalowego zespołu, który mógł być tak samo popularny jak Poison i zgarnąć z rynku bardzo dużo pieniędzy. Kolejne propozycje dla mnie pochodziły już od black metalowych zespołów.
W ten sposób Piotr mi zaszkodził po raz pierwszy.
Piotr miał tego pecha, że w relacjach ze mną uwidoczniały się jego wady. Przede wszystkim w wyższych sferach panuje podejście, że oprócz spraw zawodowych na wszystko jest czas i nie należy się niczym przejmować. Jest to coś, co mnie bardzo denerwuje, a moją mamę kosztowało życie. Niestety od bardzo dawna mamy takie problemy z gangiem schizofreników, że bardzo często trzeba działać bardzo szybko. Mnie wychowywała też moja mama, która jako lekarz wiedziała, że czasem trzeba bardzo się spieszyć.
Moja mama po operacji trzustki zaczęła mieć problemy kardiologiczne. Przy takiej operacji przestali jej podawać środki przeciwzakrzepowe. Jak zwykle po szpitalu krążył schizofrenik Ryszard, który jak zwykle robił z nas chore psychicznie i nakazywał lekarzom słuchać tylko siebie. Miałam za sobą bardzo nieprzyjemne rozmowy z lekarzami, którzy wątpili, że mama ma rozrusznik. Nie chcieli jej też zrobić angiografii, co przy problemach z sercem i zatorowości jest oczywistym badaniem. Mam za sobą lekturę podręcznika o typowych błędach lekarskich, bo i to muszą wiedzieć profilerzy. Piotr jak zwykle uznał, że na wszystko ma czas, więc odłożył w czasie realizację mojej prośby, żeby mamę na cito przenieść do jakiegoś prywatnego szpitala, żeby jej zrobili angiografię i zaczęli prawidłowo ratować. Oczywistym dla mnie było, że moja mama nie przeżyła właśnie z tego powodu, że nie zrobiono jej angiografii i nie usunięto jej na czas skrzepu.
Ryszard nigdy, przenigdy nie był przyjacielem mojej mamy. I na pewno nie kontaktowała się zanim po tym, jak psiknął jej sterydem w oczy na ulicy. Ten fakt jest ujęty w jej zeznaniach, które udało jej się złożyć na Policji. Warto takie rzeczy weryfikować, a nie nasyłać tak groźnego schizofrenika na niewinną kobietę leżącą w szpitalu.
Po śmierci mojej mamy autentycznie nie potrafiłam już w ogóle patrzeć na idiotę Piotra, chociaż proponował, żebym do niego wróciła, bo się dowiedział, że jestem sama. Nigdy się dla mnie nie rozwiódł z Agą, jak opowiadają schizofrenicy. Nigdy też niczego nie miała odziedziczyć po nim Renata, która ani chwili z nim nie była. Renata mnie bezzasadnie zakatowała mnie ze swoim gangiem, bo cierpiała na urojenia, że dostałam jakieś pieniądze. Wdową po Piotrze jest Aga, a nie ja. Powtórzę, nie ma żadnych pieniędzy, które powinnam Renacie „oddać”, bo po Piotrze nic nie dostałam. To niej był mój mąż. To był ktoś, kto mnie zawiódł, ginąc w wypadku na jeziorze. Po weekendzie miał się zająć czymś, co mogło uratować mnie przed kolejnymi atakami schizofreników, ale jak zwykle odłożył na później. I oczywistym jest, że nie mógł do tego powrócić. Bo już nie żył. Oczywiste jest też, że nie było żadnego testamentu. W ogóle się nie zabezpieczał i nie zapinał pasów. No bo po co? A prowadził zawsze bardzo szybko.
Chcę zakończyć czymś pozytywnym. Pośpieszna angiografia uratowała za to życie mojej starszej siostrze, która też zaczęła cierpieć na zatorowość. Lekarze wyjęli skrzep, który już zbliżał się do serca. Moja siostra później za moją radą zaczęła trenować aqua aerobic. Po jakimś czasie zaczęła jak moja mama cierpieć na problemy z sercem. Znając sposoby postępowania Ryszarda, poszła na ostry dyżur bez informowania nikogo. Tak lepiej robić, bo Ryszard i jego gang inny schizofreników oraz enablerów mogą mieć szpicli wszędzie, a z dużą łatwością urabiają lekarzy i wpływają na ich postępowanie.
Moja siostra przy pierwszych problemach z sercem chciała zrezygnować z treningów, ale zabroniłam i kazałam jej skonsultować się z utytułowanym kardiologiem. Zrobił jej dodatkowe badania i nakazał treningi. Problemy z sercem się cofnęły, zamiast pogłębić. Serce to też mięsień i odruch „dbania o niego” przez bezruch prowadzi do większych problemów, bo staje się słabszy.
Trzeba trenować.