Schizofreniczny bełkot Barbary na mój temat był podstawą do zaszczucia mnie już w podstawówce. Schizofreniczka kontynuuje to dalej, ale chyba nikt z Avangardy, gdzie działa jej równie schizofreniczna córunia Renata, która pasjami podszywa się pode mnie, bo ma nadzieję, że w ten sposób się dorobi. Żądała już ze swoimi przybocznymi z mojej Anglistyki, chociaż nigdzie niczego nie studiowała, abym oddała jej moje mieszkanie. Już to sobie wyobrażam. W celu dostania mojego mieszkania zaczęła udawać, że jej matka Barbara jest moją matką, a moja mama Helena tylko wynajmuje mi pokój w mieszkaniu, które niby „należy do niej, Renaty, czyli Yennefer”.
Dwie najgłupsze i najgorsze studentki Anglistyki dokonały na mnie samosądu i wciągnęły w to też moje koleżanki. Skończyło się to tragicznie, bo najgorsze zaszczucia – jak notują podręczniki profilera – odbywają się w środowisku nauczycielskim. Niestety nauczyciele są bardzo często głupi i narcystyczni. Moje inne i nowe znajome też postanowiły mi „pomóc” pod dyktando obu schizofreniczek oraz ich ukochanych.
Ciekawe też, że do samosądu dołączyła też pani B. – jak najbardziej psychiatra, ale tak głupia, że pod wpływem Barbary postanowiła zapomnieć o wszelkich zasadach postępowania z pacjentem i że takie akcje w plenerze ma obowiązek przekazywać profilerom. Psychiatra i psychoterapeuta nie mają prawa wychodzić z gabinetu. Mają obowiązek zajmować się tylko pacjentem, który dobrowolnie do nich przyszedł. Niestety zaszczutemu człowiekowi bardzo łatwo można wmówić schizofrenię, a o to zabiegają schizofrenicy, którzy nie przyznają się do swojej choroby i wszystko obracają o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego takie rzeczy zostawia się profilerom, którzy znają typowe urojenia schizofreników na pamięć i pamiętają o weryfikacji wszystkiego. Profilerzy nie niszczą ludziom życia na kilkanaście lat. I co mi z tego, że po kilku latach „obserwacji” pod kątem „schizofrenii” pani B. wypisała poprawne leki na stany lękowe potwierdzając w ten sposób moją autodiagnozę.
Jestem przerażona, jakie rzeczy przypisuje mi schizofrenia tego gangu i podejrzewam, że motywacją enablerów była zemsta (chociaż jestem niewinna) i nic innego. Wcale nie próbowałam zabić Renaty w lato 2002. Byłam wtedy w Chinach, a zdjęcia moich wiz są na blogu. Bardzo proszę je sobie odnaleźć. Wyjechałam pod koniec czerwca, a wróciłam już we wrześniu.
Wcale nie oślepiłam mamy Doroty – a to jest kolejna rzecz, która usłyszałam o sobie. Nawet nie wiem, jak to osoba wygląda. Opowieści, że biegam za sterydem w łapie po mieście, są urojeniem tych pań. Moja mama została przez Ryszarda zaatakowana sterydem, którym jej strzelił w oczy. Niestety steryd podany w taki sposób powoduje zaćmę. Zdarzyła go rozpoznać. Opisałam ze szczegółami, jak dalej wyglądało jej życie. Mama Inferno została przez tego schizofrenika potraktowana w taki sam sposób. Podejrzewam, że mama Doroty padła ofiarą też tego schizofrenika, męża Barbary. O ile ta opowieść nie została wymyślona przez te idiotki, żeby mnie torturować psychicznie.
Niestety ja też zostałam potraktowana w ten sposób i to miejscu pracy, ale ponieważ mam szybki refleks udało mi się ocalić jedno oko, a w drugim mam widzenia bocznie. Na razie odkładam operację, żeby zrobić w warunkach gwarantujących na to, że nie popełnię błędu mojej mamy i kierując instrukcjami terrorysty nie zniweczę efektów operacji przez machanie głową. Mama Inferno, z tego co słyszałam, musiała być przytrzymywana po operacji, bo zaczęła być pobudzona ruchowo.
Mam dosyć ataków na siebie. Żyję tylko dlatego, że kilku facetów zapowiedziało mi, że też popełnią samobójstwo, jeśli się poddam i dokonam na sobie eutanazji – tak bolesny i trudny jest stan po zaszczuciu przez środowisko, które się zmówiło przeciwko mnie pod dowództwem kilku schizofreników oraz idiotek z Anglistyki, że zaczęłam to planować. Idiotki z Anglistyki nigdy nie były moimi przyjaciółkami. Nie należy ich pytać o mnie. Na złość mi, wykorzystując moją amnezję, ożeniły Breta, który im uwierzył, że mam męża i dzieci. W ogóle nie pamiętając, kim był dla mnie, powiedziałam, że nie powinien marnować życia. Wystarczy, że ja mam zmarnowane.
To co się stało, jest tak dla mnie niewiarygodne, że uważam to za zmowę imbecyli przeciwko mnie. Osoby nieutalentowane i głupie wykorzystały schizofreników, aby mnie zniszczyć z zawiści. Moje koleżanki cierpiały katusze musząc powtarzać kilka razy egzamin z Logiki, który ja napisałam w piętnaście minut. One obie są tępymi zjebami, które bardzo pasują do tego gangu schizofreników z mojej podstawówki. Nic dziwnego, że musiały je bardzo uwierać moje piątki z Psychologii, a także inne dodatkowe kursy. Nie mówiąc już o mojej karierze pływackiej.
Jednym słowem, nie chcę tych pizd już więcej oglądać. Wiem, że Bret wkurwił się, gdy usłyszał, jaka jest prawda, bo zaczęłam wychodzić z amnezji, więc zablokował telefony tych idiotek. Bo, kurwa, istnieją granice kurestwa. Niech się nie łudzą, moi znajomi wiedzą, jak się z nimi skontaktować. A ja w razie czego usłyszałam, bo byłam w zbyt złym stanie, żeby zapisać sobie telefon Adama, że wystarczy, jeśli napiszę coś na Facebooku, tak żeby wszyscy mogli widzieć.
Ich akcje – pod wpływem Renaty – czyli opowiadanie mi celowych kłamstw oraz zastraszanie w celu doprowadzenia mnie do szaleństwa są tak dalekie od metod terapeutycznych, że nie rozumiem, jak trzeba być głupim, aby uważać, że takie rzeczy zleca „psychoterapeutka Renata”. Celowo i złośliwie zniszczono mnie na dziesięć lat i wywołano syndrom sztokholmski (jak najbardziej potwierdzony przez wykładowcę z Wydziału Psychologii, którego ściągnął ojciec Michała), ale Adam jakoś nie chce oświadczyć się – pomimo zaszczucia w czasie konwentu – pani P. No niestety, tak wyglądają intrygi Barbary i Renaty.
Kurwa, pół tego głupszego fandomu zachorowało na podobne urojenia, że Renata jest Bogiem i nie dało się go wyleczyć, więc będą zarzuty karne, tylko muszę stanąć na nogi. A zatem mówię, pierdolcie się, nie zamierzam odwiedzać Avangardy. To zawsze był klub, który dla mnie nie istniał. Jak powiedziałam Bretowi już lata temu „w Warszawie nie ma klubu miłośników fantastyki”.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Renata ode mnie domagała się potwierdzenia, że jest „Yennefer” oraz „współautorką wiedźmina”. A weście idiotki zaproście w końcu Andrzeja na wasze spotkanie w klubie i niech on się wypowie, kto jest kim w fandomie, jeśli do tej pory jeszcze tego nie udało się wam ustalić. To, że zmówiłyście się z Renatą jest czymś, pewnie będzie bardzo zabawne dla innych klubów, które zdążył przed śmiercią obdzwonić Krzyś.