Blondynki

Mylę blondynki. Są przynajmniej dwie wysokie blondynki, które się pojawiają w fandomie. Jedna to Anna z Anglistyki, której dziecko ratowałam po utopieniu przez schizofrenika, a druga to schizofreniczka, która pojawiła się w mojej podstawówce i która z resztą gangu skopała mnie na szkolnym lodowisku, które w zimie zostało wylane przed budynkiem mojej budy.

To ta chora psychicznie blondynka z okolic mojej podstawówki latała za mną w czasie konwentu z nożem i pocięła spodnie. O ile się orientuję, jest kuzynką Romana. W tym gangu schizofreników są dwie rodziny – kuzyni i kuzynki Barbary i Ryszarda oraz kuzyni i kuzynki Romana i Rafała. Należy też do tego gangu doliczyć licznych enablerów (czyli ludzi zdrowych, którzy uparli się pomagać chorym urzeczywistnić ich chore urojenia i tylko im wierzą).

Jak mi powiedziano, wszyscy od lat mają diagnozy i Policja wraz z biegłymi nie ma co do nich żadnych wątpliwości. Są chorzy psychicznie w stopniu okropnym i nie chcą nic z tym robić. Wszyscy ludzie z tych rodzin są jak najgorszym źródłem informacji o kimkolwiek. Za to takie osoby jak Nycz uwielbiają ich towarzystwo oraz przekazywanie ich każdej opartej na urojeniach plotki, którą ci wariaci zechcą puścić.

Mój blog jest tak napisany, że dokładnie widać, ile bólu i wysiłku wymaga ode mnie składanie w całość wydarzeń i wspomnień po kolejnym zaszczuciu przez schizofreników, którzy postanowili mnie „leczyć” i zaczęli wmawiać nieprawdę. Szkoda, że znaleźli sobie tylu durnych enablerów, którzy nagle doszli do wniosku, że będą mądrzejsi od psychologów klinicznych i psychoterapeutów, więc postanowili „zrobić ze mną porządek” za pomocą terroru i zastraszania. A ludzka psychika i pamięć są bardzo kruche i łatwo je uszkodzić. Pod wpływem stresu spadają też kompetencje.

Całe moje życie upłynęło mi na naprzemiennym odzyskiwaniu wspomnień i kolejnych atakach tych wściekłych schizofreników oraz ich enablerów. Nic nie zrealizowałam ze swoich planów życiowych. Mam już dosyć tego piekła. Moi bliscy, krewni i przyjaciele także już mają dosyć.

Nie chcę też już słyszeć o kolejnych zaszczutych z wynikiem śmiertelnym przyjaciołach. Ja sama według podręcznika przy tak poważnej amnezji i uporze moich prześladowców powinnam już być dawno martwa i zastanawiam się, czy rzeczywiście warto było czepiać się życia. Ale obiecałam, że się nie poddam. Muszę żyć, aby kilku debili enablerów wsadzić do więzienia. Niestety w przypadku samobójczej śmierci ofiary zaszczucia nie ma możliwości wsadzić winnych do więzienia. Ofiara musi przeżyć, aby można było wymierzyć sprawiedliwość. Bez niej nie ma procesu sądowego.

Mam dosyć różnych kłamstw krążących po fandomie. To nieprawda, że jestem szczęśliwa i że dawno już odzyskałam pamięć po zaszczuciu. To nieprawda, że mój stan psychiczny jest spowodowany przez metali. Jest spowodowany przez prawicę, kler oraz gang schizofreników. Wszyscy ci ludzie uznali, że są najmądrzejsi na świecie i że psychoterapeuci czy biegli sądowi nie są do niczego potrzebni. Przypominali w tym ludzi, którzy odepchnęli od stołu operacyjnego neurochirurgów i zaczęli sami po otworzeniu czaszki grzebać na oślep w mózgu. Takiego pokazu debilizmu nikt się po nich nie spodziewał.

Mam nadzieję, że już nigdy w życiu tych tępych kutasów już nie zobaczę.

Dodaj komentarz