Gdy pierwszy raz spotkałam Breta, powiedział mi, że nie kupi mi żadnego alkoholu, nawet Mimozy (czyli drinku z szampana i soku pomarańczowego), bo miałam tylko osiemnaście lat. A Amerykanie piją alkohol dopiero od dwudziestego pierwszego roku życia, a jako luteranin zawsze był bardzo zasadniczy. Spotkaliśmy się w klubie muzycznym, do którego zabrał mnie Piotr. Okazało się, że to właśnie Bret jest moim bardzo dalekim kuzynem, także należącym do Rodziny, który odwiedzał Polskę.
Nie pojawiłby się w Polsce, gdyby nie to, że ktoś pomylił bilety i wylot do Stanów wypadł mu tydzień po zakończeniu koncertów w Europie. Więc postanowił odwiedzić swoich krewnych w Polsce. I wpadł na koncert jakiegoś zespołu, nie pamiętam już jakiego. Mnie zabrał do klubu Piotr, informując, że trzeba poznać kuzyna ze Stanów. Jak to zwykle się zdarzało wtedy, zostałam także przez brata Adama zagoniona do pomocy przy ustawianiu nagłośnienia.
Zajmowałam się tym amatorsko od czasu, kiedy zrobiłam scenę przed koncertem Iron Maiden, bo nie zgadzałam się na zły dźwięk. Naprawdę można z tych głośników i sprzętu wyciągnąć o wiele więcej, bez sprzężeń i innych dźwiękowych śmieci. Dźwięk na koncercie był wtedy idealny i od tamtego momentu brat Adama łapał mnie za rękę i ciągnął do sal przed koncertami, abym pomagała w czasie próby. Stałam się wtedy legendą i wystarczyło, że Paweł powiedział, że to ta dziewczyna z koncertu Iron Maiden i robiłam, co chciałam, wydając polecenia technicznym.
Przydało się doświadczenie z własnym licealnym zespołem, o czym Adam i jego brat wiedzieli, bo słyszeli nas w Reytanie.
Kurwa, Renata nie jest mną, nie ma prawa za mnie się podawać i udawać metalówy.