Wiara w świętych jest podstawą, jak już się dowiedziałam w dzieciństwie, wiary katolickiej. Elementem przygotowania do bierzmowania jest opowieść o Abrahamie i Izaaku, w której Izaak ma być zabity w ofierze Bogu, bo ów Bóg zarządał tego pod postacią – jak rozumiem – głosu w jego głowie. Lub dźwiękowych omamów.
Wykształcony człowiek ma z tą opowieścią bardzo duże problemy, bo od razu widzi, że Izaak jest ofiarą swojego schizofrenicznego ojca. Człowiek wykształcony czy dziecko z dobrego domu lekarskiego absolutnie nie potrafi uznać, że musi słuchać się świętych, przez których „przemawia Bóg”, bo ma świadomość istnienia chorób psychicznych. (Owszem ludzie chorzy psychicznie lub absolutnie głupi nie rozumieją konceptu chorób psychicznych, ale nie mówimy o kimś takim.) Wiele osób albo jest nieobecnych podczas takiej lekcji, albo olewa, co słyszy. I przytakuje dla świętego spokoju. Inni są zaszczuwani przez schizofreników, którzy mają w Opus Dei i Kościele status „świętych” krów, ale są niszczeni przez brak odpowiedniego leczenia. Bardzo często dzieci są zaszczuwane z wynikiem śmiertelnym. A jeśli przeżyją, sekta upewnia się, że nie mają dzieci, bo wrodzy Kościoła nie mogą się rozmnażać. Kościół, jak usłyszałam, bierze cała odpowiedzialność za działania swoich „świętych” schizofreników.
Ja bardzo szybko przy pierwszym okazanym oporze wobec „kultu świętych” usłyszałam, że katecheta będzie musiała powiedzieć o mnie „świętym”. Zabrzmiało to jak groźba i jak się okazało było to groźbą. Jako dorosła wiem, czym się kierują schizofrenicy i jak łatwo Kościół nimi steruje i szczuje na ludzi. Od tamtej pory moim śladem ruszył kościelny gang schizofreników pod opieką Opus Dei.
Mój siostrzeniec po tej lekcji „o świętych” zdecydował, że nie chce już schodzić na religię, chociaż bardzo grzecznie przytakiwał katechetce, bo go ostrzegłam, co się będzie działo, jeśli zacznie się kłócić. Jego przyjaciel z grupy został tak zaszczuty przez Opus Dei, że w końcu popełnił samobójstwo – skoczył z dachu budynku.
W dzieciństwie akurat uważałam, że problemem jest tylko ta konkretna zakonnica i że większość ludzi się zgodzi, że raczej chodzi o zakaz ofiar z ludzi, a nie o słuchanie schizofreników, ale się myliłam. Jako dorosła studentka dowiedziałam się, że z reguły schizofrenicy, który wpadną w szpony Kościoła, są zniechęcani do leczenia i Kościół robi sobie z nich „świętych”. Jest to parszywa religia, która powinna być zdelegalizowana właśnie z tego powodu, że Kościół to ostateczny enabler ludzi chorych psychicznie, który podtrzymuje ich urojenia, a także chce je urzeczywistnić. Takie dostosowywanie świata do urojeń faktycznie jest z reguły motorem działań schizofreników. Ludzie Kościoła będą zawsze ukrywać chorobę psychicznych swoich schizofrenicznych podopiecznych i razem z nimi niszczyć ofiary ich urojeń. Nie dziwcie się więc, że za wieloma wydarzeniami w fandomie stoi Nycz i Opus Dei.
Podręczniki kryminologii wymieniają jako typowe schemat zakatowanie ofiar schizofreników w czasie egzorcyzmów, które umierają z wyczerpania, bo nie chcą i nie potrafią potwierdzić oskarżeń i urojeń schizofreników. Kaci z Kościoła Rzymsko-Katolickiego motywowani fanatyzmem są równie bezwzględni jak schizofrenicy (aka „święci”) i nigdy nie odpuszczają swoim ofiarom.
To co mnie spotkało to jest typowe zaszczucie przez Opus Dei, włącznie z wyznaczeniem mi nienawistnego mi schizofrenika na męża. Cudem uniknęłam samobójstwa, ale wiele osób jest zaszczuwanych z wynikiem śmiertelnym.
Ci wszyscy ludzie działają w fandomie i są niechętni metalom i fantasy. Należy przed nimi ostrzegać. Nie będę im pomagać w niczym, ani dalej być ich pionkiem. Zabobon i tępota oraz demoralizacja ludzi Kościoła kosztuje mnie całe życie cierpień, ale jest to życie, a nie śmierć, jaką wybrało dla mnie Opus Dei.
Nie poddam się i wyrwę tej zdemoralizowanej organizacji kły jadowe. Nie bedą już zaszczuwać z wynikiem śmiertelnym dzieci, które śmiały „wątpić w świętych”. Bo z reguły kler w przypadku takich dzieci jak ja i mój tata woła na pomoc schizofreników z Opus Dei i szczuje ich na kolejne ofiary.
No to widzicie, jak bardzo jestem z Opus Dei i jak bardzo jestem po katolicku religijna. Jestem poganką, bo tak zdecydowałam w dzieciństwie i nikt mnie nie nawrócił. Mam dosyć przestępczych metod, jakimi byłam zmuszana do udziału w egzorcyzmie, przed którym się broniłam i zabraniałam wykonywać na sobie. Ale jak okazało schizofrenicy w Kościele moją więcej praw ode mnie, bo wystarczyła zgoda Ryszarda i okazało się, że jestem bezprawnie ubezwłasnowolniona. A jest to człowiek dla mnie obcy i mam w dupie to, że Opus Dei wyznaczyło mi go na mojego „opiekuna”.