Wróg

Moim największym wrogiem jest niejaki Nycz. Zaczęło się to już w czasach mojej podstawówki, kiedy znalazł sobie Barbarę, niebezpieczną schizofreniczkę, którą zwyczajem Kościoła nazwał „świętą” i zaczął wykorzystywać w swojej karierze. Dla całego świata jest jasne, że to zdrowi psychicznie ludzie wykorzystują chorych, ale ludzie Kościoła chcą przedstawiać się jako biedne misie, które nie mają innego wyboru niż słuchać schizofreników i wypełniać ich wszystkie żądania. Bo to są „święci”.

No cóż, ja do tej pory jestem ścigana przez Nycza i Opus Dei, bo odmówiłam podporządkowania się woli „świętej” i nie zgadzałam się, aby schizofreników wynosić na ołtarze. Podręczniki profilera nazywają to zemstą księdza, bo nikt tak jak ksiądz nie jest mściwy. Zatrudnia przy swojej zemście i szczuje na swoje ofiary schizofreników. Zabobon katolicki każe ich nazywać „świętymi”.

Księża wmawiają przy takich okazjach, że oni sami nic nie rozumieją i muszą się słuchać „świętych” zasłaniając się religią, ale ja nie mam wątpliwości kto i z jakiej przyczyny skontaktował się ze „świętymi”. Powód był jeden – naraziłam się katechetce, która postanowiła mnie połączyć z chorym psychicznie chłopakiem, przed którym do tej pory uciekam. Nie interesuje mie też, czy jest to „wola Barbary”, bo wiem, że wyznawcy różnych religii muszą się stosować do zasad obowiązujących w społeczeństwie, w tym przepisów prawnych, a nie decyzji jakiś schizofrenicznych przywódczyń sekty. Nie ma zasłaniania się religią. Tym bardziej, ze nie jest to moja religia. Wiem z podręczników profilera, że zakonnice bardzo lubią niszczyć w ten sposób ludzi, wyznaczając im małżonków, którzy zupełnie do nich nie pasują. Upewniają się, że ich ofiara wyjdzie za kogoś odpowiednio religijnego i ateiści się nie rozmnożą. Jak widać nie miałam też prawa wyjechać do Stanów i mieć dzieci z luteraninem.

Nycz jest moim największym i śmiertelnym wrogiem. Nęka mnie od dzieciństwa, wspierając we wszystkim schizofreników i okłamując otoczenie na mój temat. Zaprzyjaźnia się też z moimi znajomymi w celu dezinformowania ich lub zbierania informacji o mnie, co pozwala mu na odpowiednie „interwencje” i upewnianie się, że „wola Barbary” zostanie zrealizowana.

To Nycz już od mojego dzieciństwa podtrzymywał wszędzie urojenia Romana jakoby byliśmy ze sobą. To on okłamywał rodziców Adama i nimi manipulował. To on poszedł do Andrzeja i go okłamał tak, że zniechęcił Breta do rozmowy ze mną, tłumacząc, że jestem zajęty i ma mnie zostawić w spokoju. Nie mogłam potem na tym konwencie Breta znaleźć i sama zostałam zaatakowana przez gang schizofreników. Jedna z moich przyjaciółek doskonale wie, ile wycierpiałam, bo nie mogłam się z Bretem skontaktować. Sama też wiem, ile cierpienia wywołało to, że nie mogłam wrócić do kariery muzycznej, bo Nycz i gang schizofreników okłamywał moich znajomych muzyków. Wiem, ile cierpię, bo nie mam kontaktu z innymi ludźmi i nie mogę pracować przy produkcji filmów. Wszystkie te kontakty ucięło mi Opus Dei w tym Nycz oraz schizofrenicy.

Doskonale wiem, jak cierpi ktoś walczący z syndromem sztokholmskim. A nie można przestać walczyć, bo brak walki oznacza śmierć. Z reguły ofiary zaszczucia kończą jako samobójcy. Schizofrenicy doprowadzają do śmierci swojej ofiary, bo mają urojenia, że z chwilą śmierci dostaną magiczne przelewy. Jakoś po moich przyjaciołach nie dostali i uciekali z przerażeniam z sali sądowej, bo zostali wyśmiani. Policja przygotowała materiały świadczące, że ich ofiara zgłaszała nękania i wcale nie chciała, aby dziedziczyli.

Nycz od mojego dzieciństwa kroczy za mną i schizofrenikami krok w krok, upewniając się, że robię to, co chce Barbara, bardzo groźna i złośliwa schizofreniczka, która w życiu nie była dla mnie nikim bliskim. Nycz złośliwie sabotuje mi wszystko w moim życiu, szczególnie moje związki z mężczyznami. Nie chcę wyliczać, ilu facetów odprawił, twierdząc, że jestem żoną Romana i mam dzieci. Ale znajdzie się ich dużo.

Bardzo proszę, zapamiętajcie jedno – Nycz nie jest moim przyjacielem, jest śmiertelnym wrogiem. Nigdy nie powołujcie się na niego, bo wszystko co mówi to brednie Barbary, które podobno „pochodzą od Boga”. Ja z nią nie rozmawiam i nic z tego, co Nycz o mnie powtarza nie pokrywa się z rzeczywistością.

Środowisko Nycz ma zwyczaj słowa Barbary powtarzać tak, jakby pochodziły od którejś z jej ofiar. Nie rozmawiam z Barbarą, nie informuję jej o niczym. Nic o mnie nie wie. Wszystko, co ona i Nycz o mnie mówią to wierutne bzdury. Bardzo proszę wszystko weryfikujcie u mnie i u moich prawdziwych przyjaciół metali i moich prawdziwych krewnych. Nikt z tego gangu schizofreników, czy rodziny Barbary nie jest ze mną w najmniejszym stopniu spokrewniony.

Barbara ma silne urojenia i jej rewelacje na temat różnych osób są wprost z nich wzięte. Przeżywa urojone rozmowy i urojone przyjaźnie. Wszystkie jej informacje są urojone. Dokładnie tak samo się dzieje w przypadku Romana.

I tylko dziwaczny katolicki zabobon każe ich traktować jako wiarygodne źródło informacji. Nie wierzcie w to, co mówią o innych ludziach, ale też nie przekazujcie im żadnych informacji, bo nie powinni nic wiedzieć o mnie. Bo znowu coś mi zniszczą. Celują w tym i spełniają się w tym całkowicie.

Księża doskonale wiedzą, że ich „święci” to wariaci i cynicznie nimi manipulują. To też jest wiedza z podręcznika. Zawsze zdrowi wykorzystują chorych psychicznie. To jest podstawowa zasada w psychologii.

Nie interesują mnie propozycje Nycza, że ze mnie też zrobi „świętą”. Nie jestem schizofreniczką. Trauma i zaszczucie nie wywołują schizofrenii. Ale rzeczywiście ofierze zaszczucia można dużo wmówić.

Nie słuchajcie Nycza. Dwulicowy skurwiel lubi przedstawiać się jako mój przyjaciel, ale to nieprawda. Ja uważam, że jest psychopatą, znajomy psychiatra zaś sądzi, że może być chory psychicznie. Naprawdę nie ma podstaw, aby podawał się za mojego przyjaciela. Nie w kontekście rzeczy, które mi zrobił i kłamstw jakie o mnie i o mojej mamie puścił w obieg.

Dodaj komentarz