Pewna pizda – i nie mówię tutaj o prześladujących mnie schizofreniczkach – stworzyła wokół siebie obraz udręczonej niewinności, podczas gdy jest wściekła suką, która atakuje mnie odkąd praktycznie nauczyła się mówić. Nawet udało się jej mojego byłego (a może i wszystkich) zwrócić przeciwko mnie i doprowadzić do tego, że mnie zniszczył z gangiem schizofreników. Którzy zresztą potem doprowadzili do śmierci Piotra w wypadku, który sami zainspirowali, ścinając drzewo.
Wyjeżdżam jak tylko zdołam się pozbierać i nie interesuje mnie, do którego kraju, bo są osoby, których nie chcę oglądać.
Ta psychopatyczna pizda wychowana przez gang schizofreników na totalną wariatkę i psychopatkę ma szczęście, że jeden z moich kolegów z liceum chce ją według plotek nadal poznać. Mam nadzieję, że to nadal jest aktualne, ale prawdę mówiąc po tak długim czasie mógł się już wyleczyć, bo wprawdzie człowiek jest stworzeniem monogamicznym, ale odpowiednio długi czas resetuje ustawienia i ludzie potrafią się zakochać na nowo w kimś innym.
Problem w tym, że ani pizdy, ani moich byłych, ani nikogo z fandomu (tego prawackiego) nie chcę oglądać. Więc niech pizda sobie radzi sama. Może mój kolega sam do niej podejdzie i się przedstawi.
Psychopatyczna pizda musi tylko wiedzieć jedno – ani kurwa Barbara, ani kurwa Renata go nie zna. Moje dane mówią, że jest samotny i nie ma dzieci, wbrew temu, co one mówią. I podobno się zakochał już na całe życie. Ale nie wiem, czy już mu nie przeszło. Mnie zauroczenia czasem przechodzą. Kobiety się zakochują łatwiej i częściej od mężczyzn. Wiem, bo skończyłam z tego kurs na drugim wydziale.
Życzę tępej pizdzie szczęścia i żeby chociaż raz w życiu złapała się za faceta, który ją naprawdę kocha, a nie tylko kieruje się ulotnym chwilowym pożądaniem, bo go uwiodła. Może zmaże z siebie odium kurwy, która odbija facetów komuś lepszemu od siebie i kłamie na jej temat.