Prawda jest taka, że zaszczuwana przez polityka N. cierpiałam i cierpię na nawykowe wręcz wypieranie pojawiających się nagle moich prześladowców, tak bardzo mnie zniszczyli psychicznie. N. który pobił mnie w czasie konwentu, ponieważ zmówił się z gangiem schizofreników z mojej podstawówki, nie poinformował ani Policji ani Piotra o tym, że wariaci ścieli i zaciągnęli na środek jeziora drzewo, które w końcu spowodowało wypadek. A prosiłam o to, wiedząc, że jestem w tak złym stanie, że nie dam rady sama zadzwonić na Policję, bo zostałam zastraszona. Wariaci się tym drzewem pułapką przechwali, a ja nie mogłam nic zrobić, aby poinformować Piotra. Tym bardziej, że już dawno temu schizofrenicy ukradli mi wszystkie notesy z telefonami, a Piotr i inni ludzie uważali, że Roman jest moim mężem, ma wszystkie kontakty i ma prawo mnie reprezentować. Skłócono mnie tak ze wszystkimi, bo odsunęłam się od ludzi, którzy kontaktowali się z Romanem i szajką schizofreników z mojej podstawówki.
Polityk N. i jego znajomi (w tym też schizofrenicy z mojej podstawówki) są dla mnie jak the Silence z serialu Doctor Who. Psychoterapeuci znają dokładnie mechanizmy, które wywołują tak dużą traumę, że traci się pamięć na sam widok brutalnego i psychopatycznego prześladowcy i terrorysty. Te osoby zniszczyły mnie dokładnie próbując, gdy się już dowiedzieli, kim jestem i że Andrzej mnie chroni, ponieważ chcieli ukryć swój udział w zniszczeniu mi życia.
Byłam w tak złym stanie po zaszczuciu przez tego psychopatę, że wiedziałam, że nie zdołam zawiadomić kogo trzeba o tym cholernym drzewie. Ze studiów wiedziałam, że na takim etapie zaszczucia pojawienie się prześladowcy wywołuje natychmiastową amnezję. Prosiłam N. żeby działał, bo Roman z bratem pochwalili się, co zrobili, ale zwyciężyła wersja jego kochanki schizofreniczki Renaty – czyli wariatką z plebsu, która nie zna Piotra i z którą nie należy się liczyć, bo jest chora psychicznie.
Polityk N. zniszczył mi życie, brutalnie zaatakował zdrowie psychiczne i fizyczne. Wciąż pewnie gdzieś tam wydziera się i wmawia wszystkim, że schizofreniczka Renata jest psychoterapeutką (ta, jasne, osoba, która posługuje się terrorem i syndromem sztokholmskim jako techniką „psychoterapeutyczną”), a ja tępą szmatą, która nawet nie zna angielskiego. Wraz z pewnym matematykiem zaczął reces niszczenia mi pewności siebie, atakując coraz to nowe aspekty mojej psychiki. Obaj próbowali doprowadzić do mojej samobójczej śmierci, aby „ratować Yennefer”. Czyli schizofreniczkę Renatę. Wiele osób się do nich przyłączyło.
Jeśli istnieje lepsza ilustracja powiedzenia o „polskim piekle”, to ja go nie znam.
Po śmiertelnym wypadku Piotra polityk N. i jego środowisko zaczęli się bronić i zwalać winę na Policją, która powinna coś zrobić. Ale Policja nie mogła nic zrobić, bo o tej śmiertelnej pułapce nie wiedziała. Nie mogłam poinformować nikogo, bo zostałam poddana praniu mózgu właśnie po to, abym nie mogła o tym drzewie nikomu powiedzieć.
Dopiero po wypadku Piotra przypomniano mi o tym drzewie, bo schizofreniczni bracia znowu się pochwalili i zaczęłam odzyskiwać pamięć. Tym razem właśnie odsuwano winę od N. i oskarżano Policję. Polityk N. jest wyjątkowo groźnym psychopatą, któremu nie wolno w nic wierzyć.
Wszystko, co mnie spotkało złego, to wina N. oraz pana Ch. Nie będę kłamać, aby ich chronić, chociaż mnie zastraszyli gdy się dowiedzieli, że straciłam pamięć po ich działaniach. To nieprawda, jak mi wmawiali, że osoby niewinne nie odczuwają negatywnych skutków zaszczucia. Jest wręcz przeciwnie, niewinne osoby boli niesprawiedliwość i można je w ten sposób zabić. Winne osoby tak nie cierpią, bo wiedzą za to obrywają i im to wręcz pomaga. Ja jestem niewinna. Już bardzo dawno ci ludzie temu zawarli pakt, w ramach którego obiecali sobie mnie niszczyć na każdym kroku i doprowadzić do mojej śmierci, jeśli nie „oddam Renacie wszystkiego”.
Obaj są skrajnie zdemoralizowani. Nie tylko zdradzają małżonki ze schizofreniczkami, ale też dowodzili zmową środowiska i dokonali samosądu i pobicia. Zniszczyli tez mi życie i zdrowie. Tylko ludzie zdemoralizowani wyręczają sądy i Policję oraz niczego nie weryfikują. Żaden z nich nie powinien być politykiem, ale taka już jest natura religijnej prawicy, że składa się z samych skurwysynów.
To są tak groźne osoby, że muszą w końcu trafić do więzienia. Wiem, że wciągnęli w swoją akcję mnóstwo osób, ale te osoby mogą się jeszcze uratować, jeśli złożą zeznania i powiadomią Policję o intrygach tej dwójki psychopatów.
Zdjęcia ze mną jakie sobie te szajka zrobiła to trofea psychopatów, którzy upamiętnili zniszczoną ofiarę. To ludzie, którzy z gangiem schizofreników programowali mnie po utracie pamięci w taki sposób, abym na blogu napisała wszystko tak, jakby to co powiedzieli o mnie i o mojej rodzinie, było prawdą.
Psychopaci N. oraz Ch. nie znając mojego taty, ani nie wiedząc, kim jest, przedstawiał – tak słyszałam – Ryszarda jako „przyjaciele mojego ojca”, ale nie można być dalszym od prawdy. Ryszard to bardzo groźny schizofrenik, który potrafi zabić. I trzeba ludzi przed nim ostrzegać.
Mój tata, Marian Wieczorek z cała pewnością z nikim z tych psychopatów się nie przyjaźnił. Nie są też moimi przyjaciółmi. Nie znał też Ryszarda. Ryszard był po prostu kimś, kto handlował „ziołowymi lekami na potencję, które przedłużają życie” (a tak naprawdę były to środki zwiększające krzepliwość krwi, z których acetonem usunięto nazwę). Jeżeli ktoś widział fo w towarzystwie mojego taty w czasie konwentu, to tylko dlatego że tak samo jak ja mój tata nie miał wpływu na to, kto przy nim stoi i kto robi sobie z nim zdjęcie z partyzanta. Był tak znakomitą postacią, że nie dziwi mnie, że ludzie chcieli robić sobie z nim zdjęcie.
Ja wszelkie napady tego typu zgłaszałam Policji. Nie znam Ryszarda, jest dla mnie obcą osobą. Jest schizofrenikiem prześladującym mnie całe życie i nic, co mówi o mnie, nie jest prawdą. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą o tym.