Anna

Schizofreniczka Anna, siostra Romana (nie mylić z moją rodzoną siostrą o tym samym imieniu) nie jest anglistką. Jest równie chora jak brat i Renata. Podobno są daleko spokrewnieni z Renatą i jej matką Barbarą, ale nie przeszkadza to Romanowi uważać Renaty za swoją prawdziwą miłość. Ja mam mu służyć – jak już opisywałam – tylko do wzbogacenia się.

Zresztą ich gang schizofreników już na początku podstawówki uznał, że ja i moi rodzice możemy być dla nich dojnymi krowami i cały czas próbują mnie zmusić, abym ich utrzymywała – stąd też te bajdy oraz urojenia na temat jakiegoś naszego pokrewieństwa i tym podobnych rzeczy. W podstawówce ci idioci robili mi klasyczny bullying i próbowali wyłudzać pieniądze. Błędem było objęcie ich jako biedaków opieką i przekazywanie im starych rzeczy w ramach dobroczynności. Tylko ich to spełniło w przekonaniu, że mogą nam zabrać wszystko. Odbyło się to oczywiście przy moim sprzeciwie, bo zrobili na mnie złe wrażenie.

I tak jak Renata ma silną potrzebę uchodzenia za Yennefer – genialną artystkę, która jest pełna pomysłów – tak Anna miała potrzebę uchodzenia najpierw za studentkę Anglistyki, a potem lektorkę języka angielskiego. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Anna zawita do Instytutu Anglistyki radośnie oświadczając, że tam studiuje (a ja według miałam tam nie studiować). Na listę studentów miałby ją wpisać biskup, który poszedł do Rektora, który wykorzystał jedno ze specjalnych rektorskich miejsc. Od tamtej pory nawiedzała regularnie Instytut i nękała studentów. Bo nie tylko ja się skarżyłam.

Problem w tym, że jako wysoka blondynka niektórym myli się z inną Anną, która tam autentycznie studiowała i jest rzeczywiście lektorką angielskiego. Ale można je rozpoznać po zezie. Studiowała tam jeszcze trzecia bardzo wysoka blondynka, ale ta ma na imię Monika.

Tak jak do Instytutu Anglistyki schizofreniczka Anna zawitała do mojego Studium Języków Obcych. Oczywiście, że nikt jej nie zapraszał i nie posiada żadnego dyplomu. Nie skończyła z tego, co wiem, nawet podstawówki, bo jej rodzina od zawsze zajmowała się złodziejstwem i prostytucją, o czym Policja dobrze wie. Wiele razy profilerzy próbowali ich namówić na leczenie, ale są tak chorzy i zdemoralizowani, że nic do nich nie trafia. W czasach nawet śmieli się ze mnie i z tego, że chcę się uczyć. Bo ich rodzinie nigdy to nie było do niczego potrzebne, bo ludzie zawsze dadzą pieniądze. Takim ludziom nie należy nic dawać, tylko wysłać do szpitala psychiatrycznego, gdzie dostaną odpowiednią pomoc, także psychoterapeuta upewni się, że zrozumieli, że praca jest im potrzebna.

Naprawdę, jak usłyszałam od znajomego biegłego psychiatry, jest to najgłupsza i najbardziej niesławna rodzina schizofreników znana warszawskiej Policji. Proszę wysyłać wszystkie skargi, bo są pieczołowicie gromadzone, a policjanci jakby co interweniują. Wiele razy usuwali wariatów z mojego mieszkania. Moja mama też ich wzywała.

Schizofreniczka Anna nie będąc w mojej pracy zatrudniona, wykonała klasyczny numer schizofreników, którzy kierują się swoimi urojeniami. Wariaci, jak to oni, nękali mnie od jakiegoś czasu, aż w końcu Anna się ujawniła. Pobrała klucz i próbowała uczyć grupę innej lektorki. Co oczywiście jej się nie udawało. Została przez moją koleżanką wyproszona. Wcześniej razem ze swoimi krewnymi zakłócała też moje zajęcia, wyśmiewając mnie i przedrzeźniając. Podobnie zachowywała się w czasie mojej prelekcji.

Na swoje nieszczęście postanowiła pojawić się na sprawdzaniu egzaminów B2. Kręciła się od jakiegoś czasu po budynku, więc gdy się przysiadła do grupki lektorów i poprosiła o kilka egzemplarzy testu. dostała do sprawdzania. Znam tę cholerę od lat, wiec poszłam do Szefowej z alarmem, że wiem, że pani jest chora psychicznie. Poprosiłam o upewnienie się, że jej nie mylę z kimś. Okazało się, że tak jak myślałam, schizofreniczka Anna nigdy nie zatrudniła się w Studium. Anna została wyproszona. I myślałam, że na tym się skończy.

Niestety od samego początku życia Krystyna modli się wręcz do schizofreniczki Anny, uważając ją za norweską księżną i tylko jej słucha, a przynajmniej tak wynika z moich obserwacji i tego, co mi ludzie mówili. W wersji Avangardy okazałam się być tępą, niewdzięczną kurwą (która tylko dzięki Annie skończyła studia), przez którą Anną straciła pracę. Jest to wersja wprost z urojeń rodziny Anny, która nie rozumie, że aby pracować, nie wystarczy naśladować ludzi autentycznie zatrudnionych w jakiejś instytucji.

Z powodu podobnej schizofreniczki, która została wzięta na poważnie i której poleceń słuchano, mój tata stracił swój biznes we Francji, bo zbankrutował. Jak wspomniałam wcześniej francuski gang schizofreników zabił jego ciężarną żonę i doprowadził tatę do próby samobójczej. Pierwsza żona mojego taty miała urodzić pierwsze dziecko. Informacja o starszym synie, którego zabito, pochodzi niestety z urojeń schizofrenika, które mi wmówiono.

Przy okazji wspomnę o pewnym psychologicznym eksperymencie, który pokazuje, co się może stać, gdy ktoś z uporem coś komuś wmawia. Bo nawet krótsze linie mogą zacząć się wydawać dłuższe, gdy ktoś z uporem tak wmawia. W skrajnych warunkach ludzie mogą naprawdę mieć urojenia, że krótsze linie są dłuższe, to nie tylko konformizm, jak chce psychologia społeczna.

Gdyby na tym skończyła się historia schizofreniczki Anny, wszyscy byliby szczęśliwi. Ale niestety wtrącili się jej enablerzy i wielbiciele. Postanowili się na mnie zemścić i zrobili mi wjazd do pracy. I tak jak wcześniej polityk N. postanowił działać. Wcześniej mnie pobił jako jako ta jedyna osoba, która broni „Yennefer” Renaty. W mojej pracy postanowił się zemścić na mnie także za nieszczęścia schizofreniczki Anny, która została przeze mnie „wyrzucona ze Studium”.

Nie chcę nawet wymieniać wszystkich barbarzyństw, jakie popełnił na mnie razem ze schizofrenikami oraz swoimi znajomymi. Powiem tylko, że do obecnej chwili jeszcze nie odzyskałam wszystkich wspomnień i nie wyszłam z traumy.

Mam nadzieję, że w końcu ktoś też za mną się ujmie, bo ma dosyć już ataków na mnie, które powtarzają się od dzieciństwa. Nie oddam nic, co do mnie należy, tym schizofrenikom, ani nie będę nie za nikogo z nich pisać. Nie kontaktuję się z nimi, nic o nich nie wiem, nie ma takiej możliwości, żebym „pisała razem z Renatą”.

Na pewno za mnie nie napisała tego bloga. Kurwa, każdy mój tekst jest stuprocentowo mój, ja nie jestem plagiatorką i nie wykorzystuję czyiś pomysłów, jak pewna Krystyna.

Mam nadzieję, że Avangarda już mnie przestanie obrażać. Piszę tak, bo miałam w pracy praktycznie niekończące się procesje różnych fanów i schizofreników, którzy obrażali mnie w imieniu warszawskiego klubu. Podobno nie umiem tłumaczyć i nie znam angielskiego. Spotkałam się z żądaniami, aby tłumaczenia czy kursy oddać schizofreniczce Annie. Kurwa, niech pójdzie do Szefowej Studium z CV, jak wszyscy inni szukający pracy i niech przestanie mnie nękać. Ach, tylko nie ma, co wpisać do CV.

I jedyne, co mogę powiedzieć teraz to – owszem, tak jak chcieliście, obraziłam się już na dobre.

Ciekawe, czy Anna znajdzie sobie jakiś fanów, którzy z cała powagą będą powtarzać, że jest skrzywdzoną wokalistką Burzum. O ile mi wiadomo, Burzum nigdy nie miało wokalistki, a moje zespoły nazywały się zupełnie inaczej. Ale Anna nie wie, jak się nazywały, więc nie wie, co mówić, żeby mnie naśladować.

Fani metalu raczej się na Annę nie nabiorą i podejrzewam, że jest to bezpieczniejsze dla mnie środowisko od warszawskiego środowiska fantastyki.

Ostrzegałam, że zrobię z tego sprawę publiczną, prawda? Racja jest tylko po mojej stronie.

Odpierdolcie się, kurwy!!!

Dodaj komentarz